Coś pozytywnego? do tych rozwiedzionych...

08.01.12, 18:09
Nie spodziewałam się tego (bo jednak świadomość, że coś się nie udało pozostaje) ale kiedy wyszłam z budynku sądu, po usłyszeniu słów, że "Sąd ...... rozwiązuje przez rozwód małżeństwo państwa X" czułam wielką ulgę, radość, nawet ekscytację. Może dlatego, że od złożenia pozwu do rozwodu jeszcze mąż robił wiele złośliwości, by dokuczyć mi za podjęcie tej decyzji i mścić się za fakt, że nie on tym razem pociąga za sznurki...
Wiem, ja nie mam dzieci, więc to tak łatwo - wyrok sądu, eks się wyprowadził i być może nawet już nigdy nie spotkam jego ani nikogo z rodziny - więc rozwód jest faktycznym odcięciem.
Ale pytanie moje kieruję do wszystkich tutaj - czy cieszyliście się z wyroku sądu? Czy był to dla was dzień klęski czy zwycięstwa?
    • ewela1_1 Re: Coś pozytywnego? do tych rozwiedzionych... 08.01.12, 18:44
      Ulga, to słowo jedynie nasuwa mi się na klawiaturę. Ani porażka, ani zwycięstwo.. Przez kilka dni po ogłoszeniu wyroku popadałam od skrajności w skrajność. Od poczucia radości, po wybuchy płaczu. Tylko, ze mnie rozwód nie odciął kategorycznie od byłego męża, łączą nas dozgonnie dzieci. Odetnę się od niego chyba dopiero jak staną się dorosłymi mężczyznami.
      -------------
      "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa
      • malwi-na356 Re: Coś pozytywnego? do tych rozwiedzionych... 08.01.12, 18:51
        u mnie tez ze skrajności w skrajność i tak w mniejszym juz stopniu ale do dziś ,i jeszcze ta świadomość samotnego wychowywania dzieci maleńkich jeszcze wtedy dzieci ...
    • mola1971 Re: Coś pozytywnego? do tych rozwiedzionych... 08.01.12, 19:19
      jeriomina napisała:
      > Ale pytanie moje kieruję do wszystkich tutaj - czy cieszyliście się z wyroku są
      > du? Czy był to dla was dzień klęski czy zwycięstwa?

      Ani to klęska nie była, ani zwycięstwo. Dla mnie to była ogromna ulga. I radość z tej ulgi.
      Z rozwodu cieszyłam się duuuuuuużo bardziej niż ze ślubu 17 lat wcześniej.
    • z_mazur Re: Coś pozytywnego? do tych rozwiedzionych... 09.01.12, 08:17
      A dzień ślubu, to był dzień zwycięstwa?

      Jakoś dziwne jest dla mnie rozpatrywanie takich kwestii w katogoriach zwycięstwa lub klęski.

      Można mówić o przełomowym dniu, o ważnym dniu, ale o dniu klęski (albo zwycięstwa)???
    • mama_myszkina Re: Coś pozytywnego? do tych rozwiedzionych... 09.01.12, 18:05
      Tak się cieszyliśmy, że poszliśmy z eksem na piwo smile
    • xciekawax Re: Coś pozytywnego? do tych rozwiedzionych... 09.01.12, 19:17
      Nie bylo emocji. decyzjie podjelam wczesniej, podpisalismy dokumenty wczesniej, na rozwod trzeba bylo tylko czekac. Jak dostalam papiery to byla to tylko formalnosc. chyba czulam sie rozwiedziona przed dostaniem papierow rozwodowych.
    • malgolkab Re: Coś pozytywnego? do tych rozwiedzionych... 09.01.12, 19:58
      dla mnie było to potwierdzenie stanu faktycznego, bo już od roku mieszkaliśmy osobno (a wcześniej dość ługi czas w osobnych pokojach), w momencie rozwodu oboje już byliśmy w nowych związkach - emocje dawno opadły
Inne wątki na temat:
Pełna wersja