zastanawiam się nad rozwodem...

10.01.12, 22:23
Witam .
Piszę tu ,ponieważ jestem w "martwym "punkcie...nie wiem co mam robić.Od 3 lat jestem mężatką ,mam 33 lata ,3 letnie dziecko...
Ślub wzięłam z mężem bo byłam w ciąży.Jesteśmy razem 10 lat.Od narodzin syna ,zaczęliśmy się od siebie oddalać ,mąż w ogóle nie spędza ze mną czasu...pochłaniają go koledzy ,komputer i piwo..
Czuję się samotna i nieszczęśliwa!!!Ciągle jestem sama ,mąż nie robi nic ze mną ,nie chce pomagać w domowych obowiązkach ,celowo zostaje dłużej w pracy ,żeby nie musieć spędzać czasu ze mną.Weekendy są koszmarem ,bo zamiast odpocząć u mnie w domu są kłótnie !!Zastanawiam się ,czy nie lepiej będzie się rozstać,rozwieść ...Mam wrażenie ,że coś się w naszym związku wypaliło,nie umiemy ze sobą normalnie rozmawiać ,żeby nie zasypać się pretensjami na wzajem..sad
Syn kocha tatę ,ale nie wiem czy to dobre ,jak jest świadkiem naszych sprzeczek i kłótni.Ma ponad 3 lata ,rozumie dużo...Boję się ,że jeśli taka sytuacja dłużej potrwa ,to odbije się to na moim zdrowiu i zdrowiu dziecka...Nie wiem co robić dalej...Prosiłam męża nie raz ,aby spędzał ze mną czas,apelowałam do niego ,ale mam wrażenie ,że do niego nic nie dociera!!Proszę Państwa o rady ,nie mam nawet nikogo bliskiego ,abym mogła porozmawiać o swoich wątpliwościach...
    • heksa_2 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 10.01.12, 22:38
      Zwiewaj. On się nie zmieni.
      • angelique.2 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 10.01.12, 22:44
        Moja mama też tak mi powiedziała,tylko dziecko mnie powstrzymuje przed podjęciem ostatecznej decyzji..
        Jestem bardzo zmęczona byciem samą ze wszystkim!!Mam męża ,ale tak naprawdę go nie ma!!
        szkoda mi tych 10 zmarnowanych latsad
      • malgolkab Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 09:11
        heksa_2 napisała:

        > Zwiewaj. On się nie zmieni.
        popieram. Ludzie się nie zmieniają...
        • zolza42 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 14.01.12, 14:33
          Owszem, ludzie się zmieniają.
          Na gorsze.
    • altz Re: zastanawiam się nad rozwodem... 10.01.12, 22:43
      Nie wiesz, o co wam poszło? Wydaje mi się, że jest cały czas jakiś spór między wami, a wtedy trudno komuś ufać czy nawet normalnie rozmawiać.
      • angelique.2 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 10.01.12, 22:47
        mąż ma inne podejście do życia ,zachowuje się jak "wieczny kawaler" ,podczas gdy ja "ciągnę " cały wóz.Przeszkadza mi to ,on wie o tym ale olewa to ,bagatelizuje,lekceważy mnie i to co do niego mówię,powinnam zawalczyć o to małżeństwo?Dwie strony muszą się w to angażować ,a ja jestem z tym samasad
        • altz Re: zastanawiam się nad rozwodem... 10.01.12, 22:53
          > powinnam zawalczyć o to małżeństwo?
          Ty masz uczciwie porozmawiać, walczyć możesz na froncie w Afganistanie. wink
          Jeśli taki był na początku, to nie powinno Cię to dziwić, że się tak zachowuje.
          Czasami panowie dłużej dojrzewają, muszą mieć czas, żeby zżyć się z dzieckiem.
          Jeśli nie masz wątpliwości, to może faktycznie warto się teraz rozstać, póki ojciec się nie zżył jeszcze z synem, łatwej będzie żyć bez siebie obu.
    • xciekawax Re: zastanawiam się nad rozwodem... 10.01.12, 22:48
      hej, mysle ze sie bardzo oddaliliscie od siebie, i mysle ze powinniscie zaczac jakas terapie malzenska.

      to takie kolo zamkniete: ty jestes zfrustrowana wiec pewnie nieprzyjemna dla niego, on czuje sie zle w zyciu rodzinnym wiec ucieka do kolegow, pracy itd..., ty jestes jeszcze bardziej zfrustrowana....

      W pewnym momencie trzeba przerwac to kolo. pojdzcie po pomoc. on musi czuc sie potrzebny, kochany, przydatny, chciany, i wtedy bedzie tak reagowal.

      No i usmiechaj sie czesciej - to dziala aby facet chetniej przychodzil do domu. wink

      Jezeli terapia, i zmiana twojego zachowania nie pomoze to wtedy mysl o rozwodzie.

      • angelique.2 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 10.01.12, 22:53
        Dziękuję ,to co Pani napisała jest idealnym odzwierciedleniem tego ,jak wygląda moje życie w tym momencie.
        Problem polega na tym ,że mąż w życiu nie pójdzie na żadną terapię ,jest takim typem ,uparty i zaborczy .On nawet nie widzi problemu.A to co czuję i mówię nie dociera do niego.Mam wrażenie jakbym chciała głową przebić mur...nie zawsze było różowo przez te 10 lat ale miałam nadzieję ,że co złe już za nami ...
        • xciekawax Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 00:49
          powiedz mu ze tak zycia sobie nie wyobrazasz, daj ultimatum.

          Wiesz, faceta tez trzeba "wytrenowac" w sensie takim ze trzeba mu pokazac ze ty masz granice i ich nie mozna przekraczac. Ze oczekujesz ze bedzie z wami wiecej czasu spedzal, i nie przed komputerem, ale z wami. ze jezeli na czas nie przyjdzie to obiad bedzie zimny a ty nie bedziesz mu podgrzewac. Prac mu tez nie bedziesz jezeli bedzie was olewal.

          z drugiej strony jezeli facet juz jest w domu, to postaraj sie aby byl to przyjemny czas, bez zalow, aluzji, tylko pochwal go ze cieszysz sie ze wczesniej przyszedl, komplementuj, itd...

          Postaraj sie zmienic. postaraj zmienic chemie w domu.

          Jak to nie podziala to nie bedziesz miala wyrzutow ze za szybko poszlas po rozwod.
      • malwi-na356 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 10.01.12, 22:55
        poprostu jest leniem i ma na ciebie metode zrobić z ciebie kure domową a on bedzie miał wtedy czas na głupoty komputer,koledzy,z czasem koleżanki itd a ty bedziesz tyrać przy garach żeby pan miał ciepłą zupe po pracy .widac jak mu doradzają koledzy ....
        • angelique.2 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 10.01.12, 23:01
          I tak się czuję ,jak sprzątaczka i kucharka .Mam nieco ponad 30 lat ,a czuję się jak staruszka.
          Wiem ,że dałabym radę bez mężczyzny(teraz też mąż jest tylko ze mną ,kiedy śpi)Najbardziej obawiam się o dziecko ,jakby top było dalej ,synek ma z nim dobre relacje ,lubi przebywać z tatą,widzę że "lgnie " do ojca.To ja nie mogę się z mężem porozumieć,nie chcę żeby dziecko za to płaciło .Jestem "rozdarta" .Czuję ,że długo nie wytrzymam takiej sytuacji.Jestem zmęczona fizycznie ,psychicznie .Jestem bardzo emocjonalną osobą ,wszystko przeżywam bardzo mocno...
          • altz Re: zastanawiam się nad rozwodem... 10.01.12, 23:04
            Zaproponuj rozwód i opiekę nad dzieckiem mężowi. Wtedy będzie miał oboje rodziców, może będzie chciał się zająć synem i jakoś zaskoczy? Faceci nie utrudniają spotkań z dzieckiem, więc Ty też będziesz się mogła widywać z synem dość często.
            • angelique.2 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 10.01.12, 23:08
              Mąż ,bez obrazy dla niego sam jest dzieckiem,raczej by mnie wyśmiał ,jakbym mu coś takiego oznajmiła.Myślę ,że jeżeli by doszło już do rozwodu ,podpisałby wszystko ,byleby nie mieć obowiązków i mieć święty spokójsad
              • altz Re: zastanawiam się nad rozwodem... 10.01.12, 23:13
                angelique.2 napisała:

                > Mąż ,bez obrazy dla niego sam jest dzieckiem,raczej by mnie wyśmiał ,jakbym mu
                > coś takiego oznajmiła.Myślę ,że jeżeli by doszło już do rozwodu ,podpisałby wsz
                > ystko ,byleby nie mieć obowiązków i mieć święty spokójsad
                Dla czystości sytuacji można coś takiego zaproponować. Nie wierzę, że wyśmieje taką propozycję, raczej będzie śmiertelnie przerażony. A jeśli faktycznie wyśmieje, to nie ma się nad czym zastanawiać.
                Źle myślisz o swoim mężu, możliwe że tak go teraz widzisz, ale nie jest aż tak źle, przecież już dawno byście się rozstali.
                • malwi-na356 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 10:45
                  kobieta potrafi znieść wiele w imię miłosci, a facet potrafi perfidnie to wykorzystywać i w razie czegoś wmawiać kobiecie jak ty sobie poradzisz z dzieckiem ,kto ciebie będzie chciał itd to są właśnie tego typu mezczyxni ...
                  • altz Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 11:06
                    malwi-na356 napisała:

                    > kobieta potrafi znieść wiele w imię miłosci, a facet potrafi perfidnie to wykor
                    > zystywać i w razie czegoś wmawiać kobiecie jak ty sobie poradzisz z dzieckiem ,
                    > kto ciebie będzie chciał itd to są właśnie tego typu mezczyxni ...

                    Może być też odwrotnie i co z tego?
                    Wybacz, to są uogólnienie i wstęp do wojny płci.
                    Myślę, że mąż też nie jest z tym szczęśliwy, ale nie umie o tym rozmawiać, nie jest włączony w realną opiekę nad dzieckiem i najprawdopodobniej nie ma takich wzorców.
                    Ja to głupi jestem, że wierzę w dobre intencje ludzi, a potem się rozczarowuję, ale tak mam i nic na to nie poradzę.
                    • malwi-na356 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 11:34
                      może i tak ,ale sama płeć męska do tego doprowadza...
                      ja również prosiłam pomóż,zróbmy to razem itd nie działało odwet był taki że przeciez sobie poradzisz a w póxniejszym razie a po co cie mam ,zakończyło sie jak zakończyło ...
                      • altz Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 11:54
                        malwi-na356 napisała:

                        > może i tak ,ale sama płeć męska do tego doprowadza...
                        > ja również prosiłam pomóż,zróbmy to razem itd nie działało odwet był taki że pr
                        > zeciez sobie poradzisz a w póxniejszym razie a po co cie mam ,zakończyło sie ja
                        > k zakończyło ...

                        Nie wiem, jak to u was było, więc się nie wypowiem na ten temat.
                        Mam za to dziwne doświadczenia z kobietami, znam mnóstwo kobiet, które nie mają sobie kompletnie nic do zarzucenia, może jedynie poza tekstem, że "mam do siebie żal, że sobie na to pozwalałam". Ja nie wierzę w ludzi idealnych, w kobiety idealnie również.
                        Spotkałem się za to z sytuacjami facetów, którzy jasnym tekstem mówią, że coś spieprzyli i ponoszą sporą część winy, "a potem już poszło". Znam też fajnych mężów, którzy przyjmują wydumaną winę na siebie i mówią mrużąc oko "no wiesz, jakie są kobiety" i jakoś im się w małżeństwie układa, pomimo pewnej asymetrii, oni więcej wkładają w związek, ale nie mają o to żalu, sami wybrali, nie czują się nieszczęśliwi.
                        W Twoim tekście też wyczuwam jakiś podtekst w rodzaju: "ja mówiłam mu wiele razy, jak ma robić, ale nie posłuchał". Może się mylę i to tylko takie moje widzenie świata?

                        Przeczytałem dzisiaj tekst o załamanym facecie. Twierdzi, że nie ma wokół fajnych kobiet, które by się nadawały na żonę. On sobie sam radzi dobrze w domu, nie potrzebuje opiekunki, umie się zajmować dziećmi, ma dom. Ostatnio pani się z nim rozstała z wielką awanturą, gdy ją poprosił o obranie ziemniaków.
                    • scindapsus Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 11:36
                      Ja też wierzyłam w dobre intencje i się na tym przejechałam.
                      Nie potrafi rozmawiac? To niech się nauczy.
                      Nie jest właczony w realną opiekę?
                      To niech się właczy
                      Pani go kijem od dziecka nie odgania
                      Ja nie ogarniam dlaczego ojcowie nie chcą być obecni w zyciu swoich dzieci
                      Tata ziemniak żadnym wzorem dla dziecka nie będzie
                      Tata aktywny i owszem
                      Co stoi na przeszkodzie aby wrzucic w googla "ksiązki dobre dla ojca, budowanie więzi"
                      nabyc i czytac?
                      Dwa lata temu była akcja GW -powrót ojca
                      Mówiono w niej o rzeczach oczywistych
                      Jak widac-za mało.
                  • malgolkab Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 11:48
                    malwi-na356 napisała:

                    > kobieta potrafi znieść wiele w imię miłosci, a facet potrafi perfidnie to wykor
                    > zystywać
                    to nie jest typowo męska domena, bywa i w 2 stronę
                    >i w razie czegoś wmawiać kobiecie jak ty sobie poradzisz z dzieckiem ,
                    > kto ciebie będzie chciał itd
                    też takie rzeczy słyszałam, poradziłam sobie lepiej niż sama się spodziewałamsmile
          • angelique.2 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 10.01.12, 23:05
            Boję się też całego tego ,rozwodu ,biegania po sądach ,wygrzebywania "brudów" ,mamy dziecko ,pewnie na jednej rozprawie się to nie kończy?
            • malgolkab Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 09:23
              angelique.2 napisała:

              > Boję się też całego tego ,rozwodu ,biegania po sądach ,wygrzebywania "brudów" ,
              > mamy dziecko ,pewnie na jednej rozprawie się to nie kończy?
              u mnie skończyło się na jednej, syn miał 4 lata. nie musi być brudów i biegania po sądach, jesli będziecie potrafili się porozumieć
            • niutka Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 19:13
              Moja przyjaciolka rozwiodla sie na pierwszej rozprawie, dwoje dzieci w wieku 7 i 4 lata. Ja niestety nie mialam tego szczescia...
    • na_rozdrozu76 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 00:45
      Hmm....
      Mogę się mylić, ale myślę, że wcale nie chcesz rozwodu. Nie chcesz tylko czuć się tak jak czujesz się w obecnej sytuacji.
      Niestety krzykiem, groźbami, płaczem itp. niczego nie zdziałasz, co więcej - prawdopodobnie osiągniesz efekt odwrotny od zamierzonego.

      Pytanie - dlaczego czujesz się samotna? Czy mąż służył Ci za całe towarzystwo? Gdzie jest Twoje życie prywatne? TWOJE. Li i jedynie.
      Pomyśl - jeśli rzeczywiście dojdzie do rozwodu - poczujesz się mniej samotna i nieszczęśliwa?
      Nie zmienisz męża.
      Zmień siebie. NIE DLA NIEGO!
      DLA SAMEJ SIEBIE.
      Żebyś nie czuła się samotna. zadbaj o własne przyjemności. TY też wychodź wieczorem na piwo - ale nie z musu, czy żeby mu pokazać, ze Ty też potrafisz, tylko dla WŁASNEJ przyjemności. Piwo jest oczywiście tylko przykładem. to może być kino, basen, cokolwiek, co sprawi ci przyjemność. Zadbaj o siebie. Dla siebie. I - dla Twojego związku. Ale przede wszystkim - dla siebie. Jeśli Ty będziesz spełniona i szczęśliwa sama ze sobą, to Twój związek też będzie lepszy.
      Bądź asertywna (nie waleczna) i domagaj się sprawiedliwego podziału obowiązków domowych.
      Jeśli zaniedbałaś swoje przyjaciółki - odnów znajomości. Bądź szczera i otwarta. Rozmawiaj o swoich problemach.
      Przede wszystkim - zajmij się sobą. (Jeśli nie wiesz jak to zrobić - znajdź sobie psychologa).
      I zrób to jak najszybciej. Bo czy się rozwiedziesz czy nie - powinnaś być samodzielną jednostką, która może funkcjonować bez drugiej osoby. Tylko taka osoba może stworzyć dobry związek.
      Zbuduj siebie, a będziesz wiedziała, co robić dalejsmile

      Życzę Ci wszystkiego dobregosmile
      I mam nadzieję, że uda Ci się (Wam) wyjść z tego kryzysu obronną ręką.
      Trzymaj się!

      • xciekawax Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 00:51
        bardzo dobrze napisane.
      • yoma Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 10:09
        To nie do końca tak, wiesz? Zadbać o siebie - oczywiście, zgoda. Ale to, co proponujesz, to jest wypychanie Angelique siłą na piwo tylko po to, żeby pokazała mężowi, że ona też może.

        Mnie się widzi, że nie chodzi o to, że ona nie może pójść na piwo czy na ploty z psiapsiółkami, bo może - tylko o to, że wróciwszy z piwa czy z plot chciałaby widzieć w domu męża, a nie tylko plecy męża nad kompem.

        A co, jeśli jest domatorką i wcale jej się nie chce latać na to piwo? smile

        To już lepiej wyjść z domu skutecznie, np. na tydzień, akurat pora na miły urlopik w górach czy nad morzem (tak, morze w zimie ma coś w sobie!). Zostawiając mężowi dzieciaka, oczywiście.
        • na_rozdrozu76 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 12:17
          Zastanawiam się czy jest sens tłumaczyć?...
          Spróbujęwink
          Yoma napisała:
          "Ale to, co pro
          > ponujesz, to jest wypychanie Angelique siłą na piwo tylko po to, żeby pokazała
          > mężowi, że ona też może."
          Ja napisałam:
          "TY też wychodź wieczorem na piwo - ale nie z musu, czy żeby mu pokazać, ze Ty też potrafisz, tylko dla WŁASNEJ przyjemności. Piwo jest oczywiście tylko przykładem. to może być kino, basen, cokolwiek, co sprawi ci przyjemność."

          Nie po to ma wychodzić na przysłowiowe piwo, żeby pokazać mężowi, że ona też może, tylko po to, by mieć SWOJE życie, niezależne od niego, jego humorów itp.
          Ze sobą ma się dobrze czuć. Czy się rozwiedzie czy nie.

          i nikogo nie można do niczego zmusić. Ani groźbą ani prośbą. Siebie taksmile I tak jak napisałam - nie po to ma zmieniać siebie, żeby jemu dogodzić, tylko po to, by siebie zrozumieć i dowiedzieć się, czego pragnie, co ją cieszy, co dla niej ważne. I by umieć o to zawalczyć.


          • yoma Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 11:38
            Zastanawiam się, czy jest sens tłumaczyć...
            Spróbuję wink

            Że ma siebie rozumieć, czuć się z sobą dobrze i mieć swoje życie, to kwestii nie ulega. Ale mam wrażenie, że nie w tym dzieło. Dzieło w tym, że niezależnie od czucia się ze sobą dobrze i blablabla..., nie po to kobieta wychodzi za mąż, żeby wstawiać sobie do domu dodatkowy mebel pt., powtórzę, plecy męża nad kompem. W swojej naiwności głęboko wierzę, że razem się jest po to, żeby było jakoś lepiej - a nie, żeby wstawić mebel.
            • altz Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 11:59
              yoma napisała:

              > Że ma siebie rozumieć, czuć się z sobą dobrze i mieć swoje życie
              (...)
              > nie po to kobieta wychodzi za mąż, ż
              > eby wstawiać sobie do domu dodatkowy mebel
              Wszystko to prawda. Ale mąż też powinien się czuć inaczej niż mebel.
              Nie może być tak, że ona ma swoje życie, a on ma ją wspierać, pomagać i robić tylko to, co ona chce robić, a na jego sprawy nie ma już czasu.
              Trzeba wspierać swoje zainteresowania i zainteresowania partnera(ki), inaczej mamy znudzoną żonę, która zajmuje się plotami, a faceta z piwem przed telewizorem oglądającym wszytko co leci i od rana do wieczora. Można kogoś natchnąć pomóc, choćby na tym się nie zarabiało. Kobieta może tkać materiały, ćwiczyć taichi,... mężczyzna zrobić od podstaw auto do jazdy terenowej, szyć buty, uczyć się języka mandaryńskiego itd. tylko żeby tak działać i wspierać, trzeba znać trochę partnera i go lubić, a nie obśmiewać.
              • yoma Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 12:14
                Tu pełna zgoda.

                A dlaczego kobieta nie może zrobić od podstaw samochodu do jazdy terenowej? tongue_out
                • altz Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 12:39
                  yoma napisała:

                  > Tu pełna zgoda.
                  > A dlaczego kobieta nie może zrobić od podstaw samochodu do jazdy terenowej? tongue_out

                  Wiedziałem, że o to ktoś zapyta! smile Nie pisałem, że nie może, podałem tylko przykłady na "tak".
                  Jasne, że może, tak samo facet mógłby robić sweterki na drutach czy szyć lateksowe ubranka. wink Myślę, że powinno się to uznać, traktować poważnie, nie wyśmiewać i zachować milczenie, nie opowiadać nikomu, jeśli sobie partner tego nie życzy. wink
                  • yoma Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 12:48

                    > Wiedziałem, że o to ktoś zapyta! smile

                    Wiedziałam, że będziesz wiedział, dlatego dałam emota smile

                    Nie szukając daleko, mój syn (no dobra, pasierb) (idiotyczne słowo) ma ciągoty w kierunku robótek szydełkiem, dekupażu i takich tam. I dobrze, wolno mu. Chociaż obróbkę drewna też lubi...
            • na_rozdrozu76 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 14.01.12, 00:11
              Yoma!
              Ja zrozumiałam, więc jest senssmile
              • na_rozdrozu76 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 14.01.12, 00:14
                To miało być do tego, czy jest sens tłumaczyć.
                Jak zwykle wskoczyło nie tam gdzie trzebatongue_out
                • yoma Re: zastanawiam się nad rozwodem... 14.01.12, 13:58
                  Sens zwykle gdzieś jest, czasem głęboko ukryty smile
      • angelique.2 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 10:31
        Dziękuję Wam wszystkim za podpowiedzi ,a Tobie za mądre słowa!Dużo w nich prawdy ,z chęcią zmieniłabym coś i zaczęła od siebie .Czasem brak mi sił ,pracuję zawodowo (mam odpowiedzialne stanowisko),dziecko rośnie ,wymaga uwagi ,zabawy ,spędzania z nim czasu.Oprócz tego jeszcze domowe obowiązki...Wszystko byłoby ok ,gdyby mąż choć trochę włączył się w "życie rodzinne" sam z własnej woli ,nie z przymusu.Dlatego męczy mnie to ,że o wszystko muszę "walczyć" ,prosić ,wymuszać ...Nie wiem jak do niego dotrzeć ,jak zachęcić.Wiem ,że wracanie do domu gdzie czeka wkurzona i nie zadowolona żona nie jest miłe ...ale nie miłe jest też to ,że mając rosłego "chłopa" ,mężczyznę ,męża ,tak naprawdę cały ciężar dźwigam sama...
        Kombinuję co zrobić ,żeby było lepiej ,ale utknęłam na mieliźnie..Tkwię tak i nie wiem jak mam się z tego dołka wydostać.
        Boję się ,że moja walka o małżeństwo skończy się fiaskiem ,czasem mam wrażenie ,że mąż olewa wszystko ,jest mu wszystko jedno co dalej.
        Nie jest on typem ,który omawia sprawy ,rozmawia o problemach.Woli raczej zamknąć się w sobie ,lub wyjść ,zamiast porozmawiać.Ciężko mi więc dotrzeć do niego ,a jak nie ma rozmowy ,dialogu to co robić?
        Ja jestem w jednym pokoju,on przy komputerze w drugim ...i tak co dzień.Albo go nie ma...sad
        • yoma Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 10:39
          Powiem wprost: no to po co ci takie małżeństwo?
    • z_mazur Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 08:24
      Zacząć od zmian w sobie. Związek dwojga ludzi, to swego rodzaju układ. Zmiana jednego z elementów układu (Ciebie w tym przypadku) powoduje zmianę układu.

      Przestań się kłócić zacznij działać.

      Nie pomaga w domowych obowiązkach? Przestań też je wykonywać, poza tymi niezbędnymi.
      Jak po tygodniu skończą mu się wyprane ciuchy i przez 3 dni nie zje obiadu, to może zauważy, że w domu czasem trzeba coś zrobić.

      Nie spędza czasu z Tobą? Jeśli jednego dnia spędzi wieczór z kumplami, powiedz "spoko, jutro Ty zostajesz z dzieckiem, ja wychodzę na plotki z koleżankami".
      Itp. itd.

      Jeśli mąż zobaczy, że zasady ulegają zmienie, to może też się zmieni, jeżeli nie, to i tak nie masz nic do stracenia.
      • malgolkab Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 09:27
        z_mazur napisał:


        >
        > Nie pomaga w domowych obowiązkach? Przestań też je wykonywać, poza tymi niezbęd
        > nymi.
        > Jak po tygodniu skończą mu się wyprane ciuchy i przez 3 dni nie zje obiadu, to
        > może zauważy, że w domu czasem trzeba coś zrobić.
        przerabiałam z moim ex - jak mu skończyły się czyste ciuchy to pojechał i kupił nowe, a stołować zaczął się "na mieście", przynajmniej tam nie musiał po sobie talerza wsadzić do zmywarkismile
        > Nie spędza czasu z Tobą? Jeśli jednego dnia spędzi wieczór z kumplami, powiedz
        > "spoko, jutro Ty zostajesz z dzieckiem, ja wychodzę na plotki z koleżankami".
        > Itp. itd.
        tez przerabiałam, przez ostatnie miesiące wspólnego mieszkania nie spędzaliśmy w ogóle czasu razem, po prostu każdy wychodził osobno, ze swoimi znajomymi
        > Jeśli mąż zobaczy, że zasady ulegają zmienie, to może też się zmieni, jeżeli ni
        > e, to i tak nie masz nic do stracenia.
        fakt, do stracenia nie ma nic, oprócz nerwówwink może faktycznie na niektórych takie metody działają, ludzie są różni
        • scindapsus Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 09:40
          Jak nie podziała to znaczy że związku nie ma, tylko jest dziwny układ
          Więc po co trwać w czymś , co uwiera?
          • alizee34online Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 10:41
            Ja mam podobną sytuację, tylko, że mój mąż jest typem domatora i co z tego jak my nie mamy o czym juz rozmawiac w domu, tylko relacje zdajemy sobie co działo się w dany dzień i co z tego.Jesteśmy małżeństwem od 13 lat. mam dwoje dzieci, kłótnie sa na porządku dziennym, bo nie umie mąż rozmawiać, nie rozwiązuje ze mną problemów, wszystko sama robię, dzieci wszystko widzą, najwięcej ucierpiało moje starsze dziecko. Wypaliłam się już, nie chce mi się już cokowliek ratować, dlaczego my kobiety musimy cos naprawiać, zeby facet się zmienił? Zmieniłam u siebie wszystko, schudłam, stałam się bardziej atrakcyjna, to zaczał być bardziej zazdrosny, ale nadal nie okazuje zainteresowania mną, to wszystko bez sensu. Po co ja się męczę, kiedy mogłabym sobie życie ułożyć tak jak ja chce. Faceta się nie da zmienic. Dwa razy groziłąm rozwodem i co z tego, chwilowo było ok, potem znowu było jak kiedyś. 13 lat siedzenia w domu i w pracy, a nigdzie nie wychodzimy oprócz znajomych, a zeby mnie zabrac do kina czy dzieci, to nawet nie probuje, bo finanse za małe, ale nawet nie próbuje gdzies dorobić, czy zmienic prace, zeby ulżyc nam, nie po co.Bo ja sie czepiam.To doszlo do tego, ze ja wiecej od meza zarbaiam, i poszlam do szkoły, zeby było lepiej , a on nie ma potrzeby. Mam faceta bez ambicji i przyszłośći, szkoda mi dzieci. A jak groziłam rozwodem to wystraszony, trzyma sie mnie jak psiego ogona.Ja tez mam dosyc, i czas zmienc cos w życiu, trzeba myslec o sobie, dzieci sie przyzwyczaja, najgorsze bedzie jak zacznie problemy stwarzac przy rozowdzie, to wtedy dzieci na tym ucierpią.Tego my się boimy.
            • iod100 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 12.01.12, 16:15
              Kurcze masz rację. ja jestem właśnie po groźbie rozwodu, dla mojego męża. Pierwszy raz to zrobiłam. I chyba już żałuję że dałam mu szansę. Ale tka jak napisałaś boję się postawić kropkę nad i. Mamy wszystko mieszkanie, dwójkę dzieci, wykupionje wczasy. co za popaprane chłopy. Mój niby zabiera dzieci, chce z nimi spędzać czas, dba o mieszkanie. zarabiamy po równo, musimy co prawda dorabiać. Postawiłam mu warunek terapię małżeńską - nawet się zgodził, bo wcześniej w ogóle nie chciał o tym słyszeć, ale jak usłyszał słowo rozwód, to się przestraszył. Ale tak ja mówisz to wszystko na krótką metę i za chwilę znowu będzie to samo. Jest wrednym człowiekiem, i za to go nie cierpię!!!!!!! nie wiem czy dobrze zrobiłam dajać mu tę szansę. Ale dzieci mają 5 i 2 lata, a z jego charakterem to by się napatrzyły, a chc im tego oszczędzić. Jestem z nim tylko i wyłącznie dla dzieci i to jest chore.
              • xciekawax Re: zastanawiam się nad rozwodem... 12.01.12, 19:21
                wykorzystaj ten czas na terapi, moze niech on dodatkowo chodzi sam tez, rownolegle z wasza terapia. czasami to pomaga. a jak nie - wykorzystaj ta terapie dla siebie!!!!
              • alizee34online Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 10:52
                A mój mąż nie zgadza się na żadną terapię małżeńską, że mogę na nią iść sama. Normalka z jego strony. Ja już nie mam ochoty walczyć o małżeństwo, przedwczoraj była rozmowa między nami, jakie ja mam zastrzeżenia co do niego ( powtarzanie się kilkakrotnie), zapytałam go jakie on ma do mnie, no.... , zeby nie przemęczać się, to powiedział, że wszystko u mnie nie pasuje, to po co on siedzi ze mną, bo jest mu wygodnie. Ale zapowiedziałam mu, ze to jest nasza ostatnia rozmowa. Ja już nie mam ochoty, nawet już do niego nic nie czuję, a co do łózka, to już wogóle, uciekam od tego, poprostu mi się nie chce, albo to się zrobi na odczepnego. To dziś zapytał mnie, czy ja kogoś mam. Bo jak dupy nie dasz, to już kogoś pewnie masz. Ja twierdzę co do mojej sytuacji, to jest kwestia czasu, tylko nie bede juz zwlekac latami. Skończyło się , szkoda tylko marnować sobie życie. Zyć dla siebie tak aby było, to nie ma sensu.
    • esteraj Re: zastanawiam się nad rozwodem... 11.01.12, 12:30
      Polecam do posłuchania filmiku "Jak rozwiązywać problemy w związku?"
      www.youtube.com/watch?vshockrWFqLVgEwc
    • gg1232 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 12.01.12, 17:55
      ** Moja mama też tak mi powiedziała,tylko dziecko mnie powstrzymuje przed podjęciem ostatecznej decyzji.. **

      Według mnie słuchać rodziny jest najgorszą rzeczą. Człowiek się "nakręca" zamiast racjonalnie myśleć. Ktoś powinien wysłuchać obu stron konfliktu.
      Dobry psycholog może być najlepszym rozwiązaniem.
      • xciekawax Re: zastanawiam się nad rozwodem... 12.01.12, 19:23
        nikogo sie nie powinno sluchac. bo rano wstajemy i jest to nasze zycie i my musimy zyc z konsekwencjiami. ja mialam to szczescie ze bylam przekonana ze rozwod bedzie najlepsza zecza dla mnie, tylko wiesz, bylo ciezko przez to przejsc. ale sluchalam sie swojej intuicji i wyszlam na plus. wyszlo ze mialam racjie. smile
        • angelique.2 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 12.01.12, 20:19
          xciekawax napisała:

          > nikogo sie nie powinno sluchac. bo rano wstajemy i jest to nasze zycie i my mu
          > simy zyc z konsekwencjiami. ja mialam to szczescie ze bylam przekonana ze rozw
          > od bedzie najlepsza zecza dla mnie, tylko wiesz, bylo ciezko przez to przejsc.
          > ale sluchalam sie swojej intuicji i wyszlam na plus. wyszlo ze mialam racjie.
          > smile
          tyle ,że ja jestem w dołku,nie wiem co dalej robić ,potrzebuję tych rad ,nawet jak postąpię zupełnie inaczej niż tu wszyscy piszą ,to po prostu jest mi to potrzebne .Niestety nie mam "na żywo" z kim pogadać o tym ,jakie mam wątpliwości ,rozterki.
          • xciekawax Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 19:02
            Oj, sluchac mozesz, a nawet dobrze jest posluchac innych. Po to to forum jest, i ja tez z opini innych korzystalam. Zle sie wyrazilam. Chodzilo mi o to ze decyzjie TY podejmujesz, i powinna byc Twoja, bo ty wiesz w sumie co dla ciebie jest najlepsze.
        • to.niemozliwe Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 03:40
          Rownie wielu jest takich, co posluchali swojej intuicji i wyszli na minus.
          • altz Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 07:50
            to.niemozliwe napisał:

            > Rownie wielu jest takich, co posluchali swojej intuicji i wyszli na minus.
            Wydaje mi się, że każdy rozwód wychodzi w końcu na dobre rozwodzącemu się, nawet z najlepszym człowiekiem, bo trzeba samemu wiele zrobić i można się faktycznie usamodzielnić, odpowiadać wyłącznie za siebie. Niekoniecznie musi to być dobre dla małych dzieci, ale dzieci i ryby głosu nie mają i muszą się dostosować, życie bywa okrutne.
            • gg1232 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 08:30
              Niektórzy dorastają dopiero na sali sądowej, wtedy można wycofać pozew.
              Może jest to ostateczność, ale i dobra terapia wstrząsowa, można zobaczyć czy druga strona chce tego małżeństwa.
              Ciekawe ile osób rezygnuje z rozwodu na sali sądowej?
              • altz Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 09:18
                gg1232 napisał:

                > Niektórzy dorastają dopiero na sali sądowej, wtedy można wycofać pozew.
                Wycofać pozew? Nigdy! Potem już i tak nie ma zaufania, więc po co być razem?
                • alizee34online Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 10:58
                  otóż to, zawsze można wycofac pozew. A co do zaufania, jak tego nie ma, to już wg mnie pomału wygasa związek...
                  • altz Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 11:04
                    alizee34online napisała:

                    > otóż to, zawsze można wycofac pozew.
                    Po co wycofywać? Przecież ludzie dorośli mają prawo składać takie wnioski i to jest przemyślane, a wycofywanie, straszenie, to jest tylko strach przed nowym.

                    > A co do zaufania, jak tego nie ma, to już wg mnie pomału wygasa związek...
                    Też tak uważam. Natomiast ile razy już słyszałem, jak kobiety obgadują swoich mężów w "towarzystwie", gdzie tu miejsce na zaufanie? Według tego, co mówią panie, prawie wszystkie się męczą, więc po co w tym tkwić? Rozwiązać dekretem wszystkie małżeństwa i wszyscy będą szczęśliwsi!
                    • triss_merigold6 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 11:12
                      Rytualne seanse towarzyskie facecitoświnie i botozłakobietabyła to taka forma terapii grupowej. D Nie zawsze trzeba ją super poważnie traktować. Człowiek się wygada, ciśnienie zejdzie i nabiera lekkiego dystansu do sytuacji.
                      Zresztą zależy co rozumiesz pod pojęciem "obgadywanie".
                      • altz Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 11:22
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Rytualne seanse towarzyskie facecitoświnie i botozłakobietabyła t
                        > o taka forma terapii grupowej. D Nie zawsze trzeba ją super poważnie traktować.
                        > Człowiek się wygada, ciśnienie zejdzie i nabiera lekkiego dystansu do sytuacji
                        > .
                        > Zresztą zależy co rozumiesz pod pojęciem "obgadywanie".

                        Może i tak jest, że obgadującemu to pomaga na chwilę, ale nie wiem czy pomaga obgadywanemu?
                        Często to są intymne szczegóły z życia małżeństwa, informacje o chorobach, o współżyciu, o problemach w pracy itd. Niektórymi szczegółami panowie się nie dzielą nawet z przyjaciółmi, a tu taka wtyczka w rodzinie. Zaufanie się traci raz na zawsze, nie wiem czy chwilowa poprawa nastroju jest tego warta?
        • alizee34online Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 10:54
          i tu jest racja
      • malgolkab Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 14:01
        gg1232 napisał:


        >
        > Według mnie słuchać rodziny jest najgorszą rzeczą. Człowiek się "nakręca" zamia
        > st racjonalnie myśleć.
        niekoniecznie... ja po latach widzę, że mama miała rację 90% przypadkówsmile
    • esteraj Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 12:54
      angelique.2 napisała:

      > Czuję się samotna i nieszczęśliwa!!!Ciągle jestem sama ,mąż nie robi nic ze mną
      > ,nie chce pomagać w domowych obowiązkach ,celowo zostaje dłużej w pracy ,żeby
      > nie musieć spędzać czasu ze mną.Weekendy są koszmarem ,bo zamiast odpocząć u mn
      > ie w domu są kłótnie

      Dlaczego nie chce pomagać?
      Czy aby czasami Ty sama nie zaczęłaś wyręczać go w jakiś sprawach? Np. sądziłaś, że Ty zrobisz to lepiej (on niezdarnie przewijał dziecko, przy nim syn płakał, dokładniej posprzątałaś itp.) lub chciałaś być dobrą i kochającą żoną, dlatego pozwalałaś mu na nadmierny odpoczynek?

      Dlaczego dłużej zostaje w pracy?
      Być może atmosfera jaką tworzysz w tej chwili w domu nie jest przyjemna, a ludzie uciekają od nieprzyjemności,. W pracy ma spokój lub fajne pogaduchy z kolegami.
      Ciągle czegoś żądasz, o coś masz pretensje.

      > (...) jest takim typem ,uparty i zaborczy .On nawet nie widzi problemu.A to co czuję i mówię nie dociera do niego.Mam wrażenie jakbym chciała głową przebić mur...

      Jak wyglądają Wasze rozmowy? Czy nie są to przepychanki kto ma rację? Może w gruncie rzeczy nie chodzi Ci o to, żeby coś było zrobione, tylko o wrażenie, że jesteś wysłuchana i że mąż się z Tobą liczy, liczy się z Twoim zdaniem.
      Jeżeli zależałoby Ci, żeby np. zajął się dzieckiem, to postaw go przed faktem wydając polecenie (nie rozkaz) choćby w taki sposób: Kochanie zajmij się synkiem, bo ja idę coś zrobić (lub spotkać się z koleżanką lub zwyczajnie chcę odpocząć).
      Jeżeli np. ma wynieść śmieci, to nie mów: trzeba wynieść śmieci, tylko: kochanie wynieść śmieci, bo wysypuje się już z kosza.
      Polecenia takie powinny być uzasadnione, żeby mąż nie odnosił wrażenia, że chcesz go wykorzystać, lub karzesz mu coś, bo masz taką zachciankę.

      Nie wypominaj mu ciągle, że on NIGDY czegoś nie robi, albo ZAWSZE ignoruje Twoje prośby. Te słowa powinny zniknąć z Twojego słownika.

      Jeżeli coś zrobi miłego, to pochwal go za to. Niech nie będzie to ciąg skarg i zażaleń skierowanych w jego stronę.
      Ty sama również podkreślaj, co dla niego zrobiłaś. Tylko nie z żalami, bo on tego nie docenia lub nie zauważa, lecz by mu uświadomić Twoje dobre chęci czy działania.

      >I tak się czuję ,jak sprzątaczka i kucharka .Mam nieco ponad 30 lat ,a czuję się jak staruszka.
      Dlaczego tak się czujesz? Zapewne chcesz w jakiś sposób zrekompensować to, że mąż zarabia na dom. Jednak Ty też masz prawo być zmęczona.
      Może pora ustanowić nowy zakres obowiązków, tak, żebyście ani Ty ani mąż nie czuli się wykorzystywani. W jego odczuciu on może czuć się jak bankomat, Ty zaś jako kucharka i sprzątaczka.
      • ekscytujacemaleliterki Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 15:31
        Bardzo ładnie napisałaś Esteraj, PODRĘCZNIKOWO.
        Tylko, że życie to nie pordanik ani nie serial.
        Albo dwójka ludzi CHCE coś razem robić albo nie.
        Jeśli nie to, żadne ale żadne podpowiedzi z podręcznika " jak być wzorową żoną, matką i kochanką" nie pomogą.

        Po za tym, każdy punkt wywodu zaczęłaś od obwiniania autorki wątku a może jej mąż to zwykły leń a on lubi czystość i dba o dziecko i właśnie dlatego sama przewija i sprząta?
        • esteraj Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 15:45
          ekscytujacemaleliterki napisała:

          > Bardzo ładnie napisałaś Esteraj, PODRĘCZNIKOWO.
          > Tylko, że życie to nie pordanik ani nie serial.
          > Albo dwójka ludzi CHCE coś razem robić albo nie.
          > Jeśli nie to, żadne ale żadne podpowiedzi z podręcznika " jak być wzorową żoną,
          > matką i kochanką" nie pomogą.
          >
          > Po za tym, każdy punkt wywodu zaczęłaś od obwiniania autorki wątku

          Akurat nie kierowałam się żadnymi radami podręcznikowymi. Przyszedł taki czas, że sama zrozumiałam jakie błędy popełniałam w moim małżeństwie.
          Nie obwiniam o nic autorki. Uważam, że aby dokonały się jakieś zmiany, najlepiej zacząć je od siebie. To są moje propozycje. W moim przypadku baardzo się sprawdziły, a nie żyję w serialu.

          a może jej m
          > ąż to zwykły leń a ona lubi czystość i dba o dziecko i właśnie dlatego sama prze
          > wija i sprząta?

          Jeżeli jej priorytetami są porządek i wychuchane dziecko i pomija dobre relacje z partnerem, to oczywiście jej wybór.
          Czasami trzeba zaprzeć się samego siebie, by coś osiągnąć.
      • angelique.2 Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 16:14
        Wiele w Twoich słowach racji..ale też trudno mi cokolwiek z mężem "wypracować" ,ponieważ wyniósł on z domu model pt.żona jest od garów i sprzątania a facet oprócz tego ,że chodzi do pracy ,nie musi robić nic...To smutne,bo tak się składa ,że także pracuję zawodowo i nieskromnie powiem ,że zarabiam więcej niż mąż ,nie uważam go zatem za jedynego "żywiciela" rodziny,ja jestem racjonalna ,mąż lubi wydawać na głupoty ,gadżety .Mi szkoda na takie pierdoły kasy.Wolę gdzieś pojechać za te pieniądze albo kupić coś konkretnego do domu lub dziecku coś nabyć ,opłacić lekcje angielskiego itp.Tak więc ciężko nawet uprosić ,żeby w sobotę odkurzył dywan -zawsze słyszę "zaraz" ,co w praktyce oznacza"nigdy" albo to ,że w końcu ja to muszę zrobić.Nawet jakbym zapuściła mieszkanie ,czekając aż on cokolwiek zrobi ,to nie doczekam się.Czasem jak nie krzyknę to tak jakbym gadała do ściany,frustruje mnie to,bo mi on nie musi co dzień przypominać ,że jest pranie ,że trzeba ugotować obiad ,pozmywać,Ja to wiem .Ciekawe jak mąż czułby się ,gdyby musiał chodzić za mną i ciągle mi o czymś przypominać ,tak jak ja chodzę za nim teraz.
        Myślałam ,że mężczyźni są mądrymi i rozumnymi istotami!!
        • idoli Re: zastanawiam się nad rozwodem... 13.01.12, 21:20
          spróbuj namówić go na terapię lub chociaż na jedną wizytę. Powiedz, że się martwisz, że małżeństwo się sypie, że jest Ci źle i coraz gorzej.. Jak nie będzie chciał, to moim zdaniem nie zależy mu na poprawie.
          Nie rozumiem osób, które za nic w świecie nie pójdą do psychologa. Jak by mu zależało na małżeństwie i na Tobie, to by poszedł, wiedząc, że jest to dla Ciebie ważne. Jak dla mnie Twój mąż nie dojrzał ani do małżeństwa ani do dziecka. 10 lat w związku, zero poważnych obowiązków i zmartwień i u niego to trwa do tej pory. Ty przestawiłaś się na nowe tory, on nie.
        • esteraj Re: zastanawiam się nad rozwodem... 14.01.12, 11:17
          angelique.2 napisała:

          > (...)trudno mi cokolwiek z mężem "wypracować"
          > ,ponieważ wyniósł on z domu model pt.żona jest od garów i sprzątania a facet op
          > rócz tego ,że chodzi do pracy ,nie musi robić nic...

          Dokładnie z takim samym modelem człowieka przyszło mi żyć.
          Co najgorsze przez 15 lat nie umiałam wpłynąć na zmianę poglądów mojego męża, choć bardzo mi to doskwierało. Ważne jest użycie odpowiednich argumentów. Przeoczyłam post wyżej, gdzie napisałaś, że jesteś kobietą pracującą.
          Po pierwsze zapytaj się męża jaka jest wizja Waszego dalszego życia. Czy chce być w małżeństwie i mu na tym zależy, czy nie.
          Jak powiedziałaś, jesteś w stanie dać sobie sama radę. Należałoby ustalić nowe zasady.
          Uświadom mu, że nie jest jedynym żywicielem rodziny, że Ty też pracujesz i podzielcie się obowiązkami.
          Powiedz, że nie chcesz być zrzędliwą babą, która ciągle musi go upominać. Wykaż zrozumienie dla jego odczuć (dzięki temu będzie wiedział, że prowadzona przez Ciebie rozmowa nie będzie dotyczyła tylko skarg na jego osobę, ale troskę o niego, to taki mały chwyt), czyli mówisz np.: Pewnie masz dosyć mojego marudzenia i pretensji. Staję się nerwowa i nieprzyjemna, chyba możesz mieć mnie momentami dość. Wiesz, chciałabym jakoś rozwiązać ten problem. Ustalmy nasz zakres obowiązków. Ja robię to i to..., co Ty możesz zrobić dla równowagi?

          Chodzi o to, żeby Twój mąż nie czuł, że coś mu narzucasz. Szanujesz jego zdanie i są to Wasze wspólne ustalenia i kompromisy.
          Mężczyzna ma trochę inne rozumowanie niż kobieta.
          Jeżeli facet coś już sobie zaplanuje to niechętnie będzie robił coś dodatkowo. Gdy jego obowiązki są wpisane w grafik, łatwiej będzie mu je wykonać.
          Poza tym nie licz, że mężczyzna czegoś się domyśli. Tylko jasne i klarowne sytuacje są w stanie do niego dotrzeć.

          > Myślałam ,że mężczyźni są mądrymi i rozumnymi istotami!!

          Mężczyzna rozwija się do 4 roku życia, potem tylko rośnie smile
    • tricolour Ja się Twojemu facetowi nie dziwię... 14.01.12, 11:30
      .... to znaczy uważam jego zachowanie za adekwatne do sytuacji. Dlaczego? Odpowiadam:

      1. "nie chce pomagać w domowych obowiązkach" - bo mąż to nie jest pomoc domowa. Mąż ma mieć własne obowiązki jasno określone, Ty masz mieć własne. Mąż ma wykonywać swoje obowiązki, a nie być od wielkiego dzwonu do jakiejś pomocy.

      2. "Prosiłam męża nie raz ,aby spędzał ze mną czas" - czas spędzamy z tym, z którym CHCEMY. To ma nie być niewolnictwo tylko WOLA i CHĘĆ.

      Od tego zacznij: od formuły małżeństwa i domu.
      • yoma Re: Ja się Twojemu facetowi nie dziwię... 14.01.12, 14:02

        > 1. "nie chce pomagać w domowych obowiązkach" - bo mąż to nie jest pomoc domowa.

        Święte słowa, Tri. Mnie się coś robi, jak słyszę od kobiety "mąż mi nie pomaga!" Jakie pomaga, do ciężkiego? Dwoje mieszka, dwoje robi, czego mieszkanie do robienia wymaga. Kto ma wkodowane, że mąż tylko "pomaga", sam się wpędza w kanał.
        • angelique.2 Re: Ja się Twojemu facetowi nie dziwię... 14.01.12, 14:40
          yoma napisała:

          >
          > > 1. "nie chce pomagać w domowych obowiązkach" - bo mąż to nie jest pomoc d
          > omowa.
          >
          > Święte słowa, Tri. Mnie się coś robi, jak słyszę od kobiety "mąż mi nie pomaga!
          > " Jakie pomaga, do ciężkiego? Dwoje mieszka, dwoje robi, czego mieszkanie do ro
          > bienia wymaga. Kto ma wkodowane, że mąż tylko "pomaga", sam się wpędza w kanał.
          fakt "dwoje mieszka" więc dwoje korzysta ze wszystkiego w mieszkaniu ,dwoje bałagani ,więc dlaczego tylko jedno ,czyli JA ma wszystko ogarniać???A mi się ,źle robi ,jak mężczyźni uważają ,że im się to po prostu należy.Że odbębnią swoją pańszczyznę i dalej mogą mieć wszystko w d...
          Czy rola mojego męża skończyła się ,brzydko mówiąc ,w momencie ,kiedy mnie zapłodnił???Mam wielu znajomych ,którzy są po prostu partnerami we wszystkim ,RAZEM idą przez życie ,razem wykonują różne domowe obowiązki ,razem wychowują dzieci!!!Zatem mniemam ,że można razem iść przez życie.
          Jestem zła ,jak ktoś uważa ,że jak się ma peni...a między nogami ,to już wszystko mu się należy .Jestem także człowiekiem ,nie tylko zmęczoną życiem kobietą ,matką ,żoną ale CZŁOWIEKIEM.
          Dlaczego więc mam odwalać całą "brudną robotę"??To ja czuję się jak mężczyzna w tym małżeństwie.Ogarniam wszystko -bo muszę ,nie koniecznie -bo chcę !!Czasem wolałabym po kobiecemu "leżeć i pachnieć" Dlatego żal mi tych lat ,bo skoro i tak sama radzę sobie ze wszystkim ,to równie dobrze mogę być sama..Gdyby nie dziecko ,pewnie już bym nie była z nim.Na pewno jakieś uczucie mam do męża ,ale taką postawą ,jaką on prezentuje obecnie ,może zabić najbardziej żarliwą miłość...sad(
          • yoma Re: Ja się Twojemu facetowi nie dziwię... 14.01.12, 15:13
            I masz rację smile

            > skoro i t
            > ak sama radzę sobie ze wszystkim ,to równie dobrze mogę być sama

            Toż od początku mówię...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja