jugovila
12.01.12, 13:21
Witam jestem tu zupełnie nowa i już nie zastanawiam się co tu robię i wcale nie "bałam się" tu zalogować (tak jak kiedyś)
O sobie: mam prawie 33 lata jestem ze połączeniem krwi zagłębiowskiej i góralskiej od wielu lat mieszkam, pracuję i wychowuję 2 dzieci (4,5 roku i 5,5 miesiąca) w Warszawie. Studiowałam w Kraku jednak los sprawił, że poznałam męża zakochałam się miłością prawdziwą rzuciłam wszystko i podążyłam, za tą miłością do stolicy.
Mój mąż od początku był osobą dosyć trudną miał dziwne stosunki ze swoją najbliższą rodziną itp, ale to wtedy nie było ważne.
Wszystko było powiedzmy dobrze do czasu pojawienia się pierwszego syna- zatraciliśmy, lub może zatraciłam się w macierzyństwie. Oddaliliśmy się od siebie, aż w końcu odsunęliśmy się od siebie. Później sytuacja zupełnie wymknęła się spod kontroli...
W pewnym momencie nastąpił przełom, który trwał miesiąc i chcieliśmy mieć drugie dziecko, tak więc zaszłam w ciążę i piekło zaczęło się na nowo.
Zraniliśmy się już tak bardzo, że chyba gorzej się nie da. moje rany się nie zabliźnią bo są zbyt głębokie. Mąż rani mnie słownie (aktualnie jestem prostaczką, chamką, darmozjadem, utrzymanką... plus wszystkie najgorsze wyzwiska typu- żebyś zdechła itp.
Znosiłam to w sumie to nie wiem w imię czego, jakoś tak dziwnie podświadomie na coś czekam, że przyjdzie poda rękę (na podanie ręki wg. Pana trzeba sobie zasłużyć on byle komu nie podaje).
Ciążą była ciężka 3 razy byłam na ostrym dyżurze-dobrze, że mnie zawiózł- ale i tak byłam sama, jak miałam zgłosić się do szpitala niby tylko na dobę to mnie podwiózł i zostawił i poźniej nawet nie zadzwonił się zapytac jak się czuje, ani nic. Po wyjściu z bloku porodowego po cc, która okazała się bardzo ciężka nikt na mnie za drzwiami nie czekał byłam sama i sama opiekowałam się maluchem chociaż czułam się źle-ale to przecież nikogo nie obchodziło.
Przed porodem myślałam, że" to" będzie przełom w naszym związku, że będę miała do kogo się przytulić z kim porozmawiać, będę miała oparcie w mężu itp. ale jak zwykle się przeliczyłam. Byłam jestem i wiem, że będę sama z dziećmi.
Porozmawiać z nim się nie da każda próba kończy się awanturą.
Od roku mam swoje konto i dzięki temu mam oszczędności- był moment, w którym mąż nie pracował i czyścił wspólne konto do zera.
Póki co mam pensję mam mieć do czerwca, a później chcę iść na wychowawczy, żeby posiedzieć z małym do stycznia, a od stycznia żłobek czy coś innego.
Mieszkanie kupili teściowie, w 1/3 są jego właścicielami 2/3 jest niby nasze wspólne ja też na szczęscie i na nieszczęsie figuruję w akcie notarialnym- kredytu nie mamy.
Mąż nie daje mi zapomnieć, że jestem niby u niego, jestem tu gościem, gołodupcem, i raz na jakiś czas każe mi się wynosić. W czasie ciąży, żeby jakoś normalnie funkcjonować przeniosłam się nawet do koleżanki, żeby syn miał "normalne" warunki".
Śpimy osobno do niedzieli spałam z dziećmi w sypialni na łóżku męża- jak on to podkreśla- a od niedzieli śpię na podłodze na posłaniu w pokoju dziecięcym z 2 dzieci i nie mamy się za bardzo jak ruszyć. Wszystko mnie już boli, wstaję w nocy do małego, nad ranem starszak przenosi się do mnie na ziemię i śpimy razem.
Jestem bardzo rozdarta nie wiem co robić, potrzebuję Waszej pomocy, pokierujcie mnie jakoś co dalej, wylejcie mi kubeł zimniej wody na głowę bo mam mętlik pogubiłam się zupełnie.
U psychologa byliśmy w zeszłym roku, ale mąż mnie tylko tam atakował więc już nie chodzimy.
Mąż się leczy na nadciśnienie kiedys wezwała mnie jego lekarka i powiedziała że łatwiej mi będzie sama, że jego nadciśnienie to nie jest chorowa to jest taka osobowość mam się nie obwiniać itp, i powiedziała, że jak się komuś odetnie nogę to jest to nadal ta sama osoba, a mąż już nigdy nie będzie taki sam. Byłam w szoku pierwszy raz widziałam kobietę, powiedziała, że niby mi pomoże, że jest lekarzem sądowym itp. prosiła jednak o dyskrecję, ale ja kiedyś w nerwach wykrzyczałam wszystko mężowi. Był w szoku, ale teraz twierdzi, że rozmawiał z tą lekarką i sobie to wszystko wymyśliłam (może w ogóle tego nie zrobił tylko teraz tak mówi).
Straszy mnie, że zabierze mi dzieci, a ja zgniję w więzieniu, zadaje mi ciosy poniżej pasa wie, że temat dzieci mnie najbardziej boli. Niby chce rozwodu z orzeczeniem o mojej winie, ale póki co nic z tym nie robi.
Przepraszam, za chaos ale tak właśnie mam w głowie
DZIĘKI