Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepetycje?

14.01.12, 23:33
Dostaliśmy odpowiedź na pozew o zmniejszenie alimentów z sumy 800 zł miesięcznie na dorosłą córkę, która studiuje, ale pracuje, zarabia, ma stypendium.

Okazało się, że jako studentka wydziału matematyki - musi mieć korepetycje z matematyki, miesięcznie około 300 złotych. smile

Nie dość tego, chociaż jest dorosła i nie rośnie, musi co roku kupować sobie 3 kurtki, liczby butów, spodni, garsonek, spódnic, klapek japonek, piżam, kapci, majtek - nie zliczę - sama odzież jest na sumę 4 tysiące złotych rocznie.

Ale ten koc co roku za 60 zł? Po co co roku kupować koc?!
    • altz Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 14.01.12, 23:38
      > Ale ten koc co roku za 60 zł? Po co co roku kupować koc?!

      Koc jest jej potrzebny do wózeczka. Musi mieć co rok nowy, bo ten stary się mechaci. wink
      • mola1971 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 14.01.12, 23:40
        altz napisał:
        > Koc jest jej potrzebny do wózeczka. Musi mieć co rok nowy, bo ten stary się mec
        > haci. wink

        big_grin big_grin big_grin
    • mola1971 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 14.01.12, 23:40
      Beata, weź ty się kobieto może wreszcie na swoim życiu skup a nie na życiu córki swego cudownego mena. To ile par majtek ona potrzebuje to jest jej sprawa. I ewentualnie jej ojca, jeśli dorosłej kobiecie (niebędącej jego kochanką) chce za majtki płacić. Na pewno to nie jest Twoja sprawa.
      Wpakowałaś się w kanał i albo sama z niego wyjdziesz, albo nie. Forum w wyjściu z tego kanału na pewno Ci nie pomoże, bo masz klapki na oczach.

      No i ponawiam pytanie - co Ty tu jeszcze robisz???
      • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepetyc 14.01.12, 23:47
        Mola, niestety wymagania dorosłej córki dotyczą również mojego życia, ponieważ mój mąż ma (potencjalnie) płacić za te koce i korepetycje studentki matematyki z matematyki.

        To jest jak najbardziej moja sprawa. smile
        • mola1971 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 14.01.12, 23:54
          Rozwiedź się zatem i jego problemy z córką nie będą Twoimi. Bo te najwyraźniej Cię przerastają. Tak bywa.
          • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 00:00
            To że ciebie mąż zdradził i porzucił to nie powód, żebyś wszystkich facetów tak oceniała smile)
            • mola1971 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 00:02
              Nikt mnie nie porzucił. Sama go wykopałam tongue_out A bronił się rękami i nogami big_grin
            • malgolkab Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 21:37
              beata-12345 napisała:

              > To że ciebie mąż zdradził i porzucił to nie powód, żebyś wszystkich facetów tak
              > oceniała smile)
              Twój też Cię zdradzał przecież, sama o tym pisałaśsmile jak mu się znudziło pukanko na boku, to stwierdził jednak, że zostanie z Tobą. Nie chce mi się cytować Twoich wypowiedzi nt obecnego małżonka, z których najłagodniejszą było dziad.
              Mola swojego wykopała, Tobie widocznie nie przeszkadza, że w trakcie bycia z Tobą miał kochankę - każdy ma co lubismile
          • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 00:03
            Sfrustrowana ryczącą czterdziestka smile) Wyluzuj smile)
            • mola1971 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 00:04
              Wiesz, w psychologii nazywa się to przeniesieniem smile
            • malgolkab Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 17.01.12, 09:49
              beata-12345 napisała:

              > Sfrustrowana ryczącą czterdziestka smile) Wyluzuj
              objawem sfrustrowania jest dla mnie wyjście za mąż za faceta, o którym się myśli tak:
              50 lat na karku, prawie dziad. Nie ma mieszkania, samochodu, przygarnęłam, zameldowałam, to znalazł sobie dupę w wieku 30 lat, największa puszczalska w mieście, wysyłają do siebie czułe mejle.

              Robił to samo w pierwszym małżeństwie. Wiem, bo znam historię i dotarłam do mejli.

              I nic tępaka życie nie nauczyło, znowu robi to samo.

              Dla mnie to męska szmata, nie facet.

              Nie dość tego, zero atrakcyjności, metr sześćdziesiąt w kapeluszu.

              Teraz błaga, żebym się opamiętała.

              Co mam z nim zrobić? Oczekuję na konstruktywne propozycje, jak gnojowi dokopać, żeby nigdy więcej nie zrobił tego innej kobiecie.
      • beata-12345 Co ja tu robię? 14.01.12, 23:50
        Ty na szczęście nie decydujesz, kto ma prawo wypowiadać się na tym forum smile

        Nie żyjemy w Korei smile)
        • mola1971 Re: Co ja tu robię? 14.01.12, 23:53
          Ja nie decyduję, ja pytam. Wszak sama swego czasu stąd się ostentacyjnie wyniosłaś. Moje pytanie zatem dotyczy Twojej zmiany decyzji a nie mojej.
          • florynka2012 Re: Co ja tu robię? 15.01.12, 00:15
            Jako osoba w "świeża" tu na forum i nie wciągnięta w żadne tutaj spory, spróbuje się bezstronnie odnieść do postu beaty. Nie ma znaczenia, ze córka zarabia, jeśli dalej studiuje i nie osiągnęła pewnego wieku ojciec ma obowiązek na nią płacić alimenty zgodnie z prawem. Wydatki 4 tys rocznie na dorosłą osobę na ubrania to nie jest jakaś wielka rozrzutność. Ceny ubrań w większym mieście nie są niskie. Jeśli chodzi o korepetycje to nawet studenci matematyki ich potrzebują jeśli sobie nie radzą- wcale to nie jest jakieś niespotykane. Alimenty są wysokie, ja tylko mogłabym pomarzyć o takich na moje nastoletnie dziecko. Ale zapewne ich wysokość zależy od zarobków ojca również. Droga Beato, to są konsekwencje związania się z facetem "z przeszłością". Powinnaś o tym wiedzieć zanim stał się Twoim mężem.
            • tautschinsky Re: Co ja tu robię? 15.01.12, 00:32
              florynka2012 napisała:

              Jeśli chodzi o korepetycje to nawet studenci matematyki ich potrzebują j
              > eśli sobie nie radzą- wcale to nie jest jakieś niespotykane.


              No niestety takich 'studentów' z bożej łaski jest coraz więcej. Kiedyś
              to studenci udzielali korepetycji, dzisiaj te biedaczki same muszą się
              posiłkować wsparciem co mądrzejszych kolegów i koleżanek. To jest
              niepoważne i świadczy o miernocie takiego studenta. Ktoś taki to już
              dorosły człowiek i jeśli nie radzi sobie z obranym kierunkiem, to znaczy,
              że trafiło na miernotę.
              • beata-12345 Zwykły tlumok 15.01.12, 06:32
                Tłumok, który idzie na studia matematyczne i bierze korepetycje na pierwszym roku studiów. Nie wiem po co, w ogóle idzie na studia, skoro bez korków nie jest w stanie nawet pierwszego semestru zaliczyć smile)
                • ro35 Re: Zwykły tlumok 15.01.12, 08:25
                  kobieto wyluzuj, przeginasz,
                  licealny poziom nauczania matematyki a studia w tym kierunku to dwa światy, bardzo różne światy. liceum to nędza a na studiach wyższa matematyka wymaga naprawdę tęgiej głowy i mocnych fundamentów.
                  w tym przypadku nie dziwię się, że dziewczyna na początku studiów wymaga wsparcia.
                  tłumoki to siedzą na ministerialnych stołkach.

                • zmeczona100 tlumok? 22.01.12, 14:32
                  Tłumok, który ma stypendium za wybitne osiągnięcia w nauce, tj. stypendium prezydenckie?? Minimalna średnia ocen wymagana do ubiegania się o takie stypendium wynosi 5,0...

                  Ty się wreszcie zdecyduj na jakąś bardziej wiarygodną wersję, Beato.
                  • mola1971 Re: tlumok? 22.01.12, 14:56
                    Oj tam, czepiasz się big_grin
                    Nie czytałaś? Stypendium załatwił jej ojciec, który jest kimś ważnym u niej w mieście. Tak, tak - to mąż Beaty. Ten, jak sama go nazwała, gołodupiec, który ja zdradzał i którego przygarnęła, nakarmiła i dała dach nad głową.

                    A tak poważnie... Ręce i piersi opadają. Dawno na tym forum takiego dziwadła nie było. Nic się kupy nie trzyma. Marnuje talent dziewczyna, scenariusz na jakąś telenowelę by napisała i budżet domowy podreperowała.
                    • zmeczona100 Re: tlumok? 22.01.12, 21:16
                      mola1971 napisała:

                      > Oj tam, czepiasz się big_grin
                      > Nie czytałaś? Stypendium załatwił jej ojciec, który jest kimś ważnym u niej w m
                      > ieście. Tak, tak - to mąż Beaty. Ten, jak sama go nazwała, gołodupiec, który ja
                      > zdradzał i którego przygarnęła, nakarmiła i dała dach nad głową.

                      To tak- wywiało mi z głowy big_grin
            • mola1971 Re: Co ja tu robię? 15.01.12, 00:33
              No korepetycji z matematyki to akurat studentka matematyki nie powinna potrzebować. Korepetycji to raczej sama powinna udzielać (choćby maturzystom). Może to co na studiach jej nie wystarcza i potrzebuje dodatkowego źródła wiedzy, ale to nie są korepetycje. Mądry student sam takich źródeł jest w stanie poszukać. Choćby wśród kadry naukowej. Bezpłatnie i ku wielkiej uciesze tejże kary bo student myślący i szukający to rzecz bezcenna.
              A Beata... Jakie są rzeczy każdy widzi smile
            • beata-12345 Re: Co ja tu robię? 15.01.12, 00:39
              Zarobki ojca były dość dobre 5 lat temu, 5 tys. zł, stać go było na alimenty 800 zł. Zresztą tych alimentów sąd nie ustalał, ojciec dobrowolnie zgłosił taką kwotę. Pół roku temu zbankrutowała firma, w której od 10 lat pracował, założył działalność gospodarczą, ale zarobki są już o połowę mniejsze. Mój mąż ma 50 lat, nadciśnienie A po przepisaniu mieszkania na córkę musiał wynajmować przez 5 lat mieszkanie. Zostawił żonie i córce mieszkanie, samochód, wyszedł z domu z niczym.

              Droga Florynko, to że mój mąż rozwiódł się 5 lat temu (nawet go wtedy nie znałam), to nie znaczy, że nie ma prawa do własnego życia, własnego mieszkania. To nie znaczy, że do końca życia ma płacić za koce i nieuzasadnione potrzeby dorosłej córki smile

              Rozumiem, że przez ciebie przemawia złość na swojego męża - albo eks męża - ale daj też innym prawo do ułożenia sobie życia smile
              • mola1971 Re: Co ja tu robię? 15.01.12, 01:04
                Beata, Ty jakąś schizę masz na punkcie byłych partnerek. Może czas do specjalisty z tym się udać? I piszę to poważnie, bez żadnych złośliwości.
                • beata-12345 Re: Co ja tu robię? 15.01.12, 06:38
                  Mam awersję do pazernych oszustów, a nie byłych partnerek. Córka mojego męża nie jest jego byłą partnerką smile). Chociaż niektórym porzuconym żonom trudno to wytłumaczyć smile))

              • florynka2012 Re: Co ja tu robię? 15.01.12, 02:00
                Beato, ja nie oceniam co powinna córka Twego męża co nie powinna, napisałam jak to wygląda z punktu widzenia prawnego. Co do złości na mojego eksa to ma mam tak samo jak mola, jestem zła że tak długo musiałam go prosić o rozwód, bo z ulgą pozbyłam się go z mojego życia. Myślę, że po prostu Twoje biadolenie nic nie da, a jeśli zaczęłaś to robić publicznie to odzewy będą też różne, popierające i przeciwne. Wracam do Twej decyzji o wyborze partnera, wiążąc się z rozwiedzionym facetem musiałaś brać pod uwagę, że pewne dodatkowe wydatki będą jeszcze jakiś czas trwały.
              • mayenna Re: Co ja tu robię? 15.01.12, 09:45
                Beata, usiądź i wymyśl jedną wersję bo już tu pisałaś, że mąz tak świetnie zarabia, że ty do końca życia nie musisz się o nic martwić. Pisałaś, że sąd przychylił sie do tego, ze wydatki poza alimentami są na ich poczet.Ogólnie dużo piszesz a mało w tym logiki, za to dużo zwykłej pazerności i niechęci do pasierbicy.
                Mam nieodparte wrażenie, że bez twojego zainteresowania sprawami alimentów, twój partner i jego córka juz by sie dogadali.Oddajesz mu niedźwiedzią przysługę nakręcając atmosferę i wyliczając koce. Na ciśnienie mu to może zaszkodzić i zostaniesz bez tej kury znoszącej złote jajkasmile
                • beata-12345 Czytaj ze zrozumieniem 18.01.12, 03:33
                  Nigdy nie pisałam, że sąd alimentacyjny przychylił się do tego, że "wydatki są poza alimentami na ich poczet", czytaj ze zrozumieniem. Teraz piszę o sprawie alimentacyjnej, a poprzednio chodziło o skargę do sądu na działania komornika - przy 10 tys. 400 zł naddatku alimentów w samej gotówce, córka męża nasłała na nas komornika za to, że mąż ten naddatek chciał wykorzystać, bo stracił pracę.
              • tautschinsky Re: Co ja tu robię? 15.01.12, 13:45
                beata-12345 napisała:

                >Mój mąż ma 50 lat
                > , nadciśnienie A po przepisaniu mieszkania na córkę musiał wynajmować przez 5 l
                > at mieszkanie. Zostawił żonie i córce mieszkanie, samochód, wyszedł z domu z ni
                > czym.


                Tak postępują durnie. Twój facet, Beato, jest durniem i dzisiaj sam
                już na pewno o tym wie. Nie potrafię zrozumieć tych pantofli, bo nie
                są oni mężczyznami, którzy wszystko zostawiają swoim byłym i dzieciom,
                sami wychodząc w dziurawych skarpetkach. W dużej części zapewne wynika
                to z omotania - wywierania poczucia winy u kogoś takiego. Jakiś czas
                temu była na tym forum kobieta, która w każdym poście chwaliła się,
                jak urabia swojego głupiego męża i czego się boi, to żeby kogoś się ten
                nie poradził i pod wpływem tego nie zmienił zdania. To tylko faceci są
                tak głupi, że wszystko oddają (oczywiście zawsze znajdzie się jakiś wyjątek
                od reguły głupoty w spódnicy), a potem beczą po kątach, że wszystko
                oddali i teraz nie mają na alimenty, nie mają gdzie mieszkać, za co żyć.
                Nie żal mi takich. Im więcej czytam takich historii czuję do nich niechęć
                a nienawiść do tych cwanych kobiet, co to dla "dziecia tylko, nic dla siebie".
                • mayenna Re: Co ja tu robię? 15.01.12, 13:51
                  W takim razie Beatki byś nie polubił. Ona tak dla synka grabi do siebiesmile
                  • beata-12345 Re: Co ja tu robię? 18.01.12, 03:45
                    Co ja "grabię dla siebie"? Mam własne mieszkanie, do którego męża przyjęłam, bo on po przepisaniu mieszkania na córkę został natychmiast przez nią wymeldowany smile.

                    Męża motywuję do pracy, żeby zarobił na nasze mieszkanie, bo ja swoje na pewno przepiszę synowi. Ja na to pracuję, na dwóch etatach.
                • beata-12345 Re: Co ja tu robię? 18.01.12, 03:40
                  On już dzisiaj wie, że był durniem, ale teraz ta wiedza nam nic nie daje. Wystąpi do sądu o cofnięcie darowizny, bo notarialnie przekazywał mieszkanie. To wszystko, co może zrobić teraz
    • laura_fairlie Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 05:55
      Tak ogólnie sądzę, że to twój pan mąż, zwany wcześniej również dziadem powinien się tym martwić, a nie ty.

      > Nie dość tego, chociaż jest dorosła i nie rośnie, musi co roku kupować sobie 3
      > kurtki, liczby butów, spodni, garsonek, spódnic, klapek japonek, piżam, kapci,
      > majtek - nie zliczę - sama odzież jest na sumę 4 tysiące złotych rocznie.

      a ty ile musisz sobie kupować? smile
      Ona zaś jeszcze więcej - jest na tzw.wydaniu. Jak się dobrze za mąż nie wyda, to jako słabo zarabiającą nauczycielka matematyki będzie na garnuszku tatusia jeszcze przez długie lata.

      Okazało się, że jako studentka wydziału matematyki - musi mieć korepetycje z ma
      > tematyki, miesięcznie około 300 złotych. smile
      Te 300 to żeby utrzymać średnią do stypendium? Koszt uzyskania przychodów.
      A na poważnie...
      Korki z matematyki na matematyce jak najbardziej mieszczą mi się w głowie. Zapewne - gdybyś wzięła do ręki jeden z podręczników akademickich i zaczęła go czytać - być może nie zadałabyś tego pytania. smile
      Taka PW organizuje na I roku korepetycje z matematyki dla swoich studentów - bo ludzie mają duże braki, poza tym program studiów zakłada nieco inny program niż w liceum.
      Cena 300 zł też nie wydaje mi się wygórowana, jak na matematykę wyższą.
      Ale tego kocyka też nie pojmuję. Chyba że to kocyk na plażę, ulegający corocznemu rytualnemu zakopaniu.
      • beata-12345 Do czego służy jeden kocyk rocznie? Wyjaśniam 15.01.12, 07:05
        Nie kupuję sobie 3 kurtek rocznie (na lato, jesień i zimę), 12 par majtek, dwóch piżam, 2 par kapci, 1 garsonki, 2 spódnic, 2 par spodni długich, jednej pary spodni 3/4, dwóch par spodni krótkich, 3 klapek japonek etc. Jak mi się coś ubrudzi, to wrzucam to do pralki albo oddaję do pralni, a nie wyrzucam. Bo jak ktoś co roku kupuje tyle rzeczy to chyba nie wie, do czego służy pralka.

        Ale nie, bo wydatki na proszki do prania - określone w wyliczeniu przez córkę mojego męża - wskazują, że chyba założyła pralnię na osiedlu smile)

        Ja mam znacznie skromniejsze wydatki, bo szanuję rzeczy i nie wyrzucam ich, jak się ubrudzą, tylko je piorę smile)

        Ale nawet, gdybym miała ochotę wydawać na ciuchy tyle kasy - to wydam ze swoich pieniędzy, bo pracuję i zarabiam smile

        Co do korków na studiach - skończyłam dwa wydziały i nie musiałam brać żadnych korków, żeby skończyć pierwszy semestr, a co dopiero całe studia. Jak ktoś musi mieć korki na studiach, i to w przedmiocie kierunkowym, który wybrał, to po co idzie na te studia? Trochę logiki please.

        Kocyk - jak podejrzewam - służy do imprez córce. Prowadzi fotoblog w internecie, na którym od trzech lat się chwali, co "bierze do buzi" (sztuczne penisy, tak, tak sfotografowała się z tym i umieściła w internecie smile i ile imprez zalicza w tygodniu. Co pije, ile dni w tygodniu baluje etc., dokładnie opisane ze zdjęciami smile). Pod jej nazwiskiem, z jej zdjęciem.

        Na ewentualne dodatkowe pytania odpowiadam: tak, zrobiłam printscreeny z jej fotobloga smile)
        • argentusa Re: Do czego służy jeden kocyk rocznie? Wyjaśniam 15.01.12, 07:39
          Beato,
          zdajesz sobie sprawę z tego, że Twoje wypowiedzi są niewiarygodne? Jeśli nawet dla mnie, ufajacej generalnie ludziom i mającej baaardzo szerokie horyzonty tolerancji, a nietolerancyjnej dla wszelkiej maści nierobów, to co powie sąd na to?
          I (to przyznaję śmieszy mnie bardzo) na cholerę wiązałaś się formalnie z ojcem tej dziewczyny? JAk to świadczy o Tobie, gdy piszesz o mężu dziad, ap otem narzekasz na jego potomstwo, które widać ma genetyczne predyspozycje...
          Ech, nie pojmę nigdy takiej logiki.
          Ar.
        • duza-zolza Re: Do czego służy jeden kocyk rocznie? Wyjaśniam 15.01.12, 10:36
          --Co do korków na studiach - skończyłam dwa wydziały i nie musiałam brać żadnych
          > korków, żeby skończyć pierwszy semestr,

          Nie była to matematyka chyba...

          --Ale nie, bo wydatki na proszki do prania - określone w wyliczeniu przez córkę m
          ojego męża - wskazują, że chyba założyła pralnię na osiedlu smile)

          Rozumiem, że ty swoje pranie wietrzysz zamiast prac

          Kocyk - jak podejrzewam - służy do imprez córce. Prowadzi fotoblog w internecie
          > , na którym od trzech lat się chwali, co "bierze do buzi" (sztuczne penisy, tak
          > , tak sfotografowała się z tym i umieściła w internecie smile i ile imprez zalicz
          > a w tygodniu. Co pije, ile dni w tygodniu baluje etc., dokładnie opisane ze zdj
          > ęciami smile). Pod jej nazwiskiem, z jej zdjęciem.
          >

          I to wszystko na tych studiach.......
          • altz Re: Do czego służy jeden kocyk rocznie? Wyjaśniam 15.01.12, 10:50
            duza-zolza napisała:

            >> --Co do korków na studiach - skończyłam dwa wydziały i nie musiałam brać żadnych korków,
            >> żeby skończyć pierwszy semestr,
            >
            > Nie była to matematyka chyba...
            Znam trochę studia techniczne. Uczelnie organizują zajęcia przygotowujące na studia, potem można współpracować z koleżankami i kolegami z roku, chodzić na wszystkie zajęcia i uczyć się systematycznie. Osoba, która stale bierze korepetycje, raczej sobie nie poradzi na studiach, widocznie nie nadaje się na ten kierunek.
            Dodatkowe przygotowania się do studiów załatwia się między dorosłymi rodzicami jedną kwotą, a nie stałym zleceniem w alimentach. Sąd powie, że student ma sam studiować, a nie być przez kogoś uczonym. Repetitio est mater studiorum, może niekoniecznie trzeba stale i mozolnie powtarzać, ale trzeba ćwiczyć dużo samodzielnie.
            • biedronka7112 Matematyka to niekoniecznie techniczne 15.01.12, 12:07
              Miałam do czynienia zarówno z matematyką licealną (też na poziomie olimpiad) oraz z matematyką na poziomie studiów matematycznych na UJ.
              Porównywać te dwa przedmioty mogą wyłącznie osoby, które się na tym całkowicie nie znają - stopień abstrakcji na akademickich studiach matematycznych jest ogromny.
              Jest pewna grupa osób, która ma szalone problemy z przejściem z jednego sposobu myślenia (tego licealnego) na drugi (uniwersytecki).
              Nie znaczy to, że tacy ludzie są idiotami i nie potrafią matematyki.
              Pewnie, że można samodzielnie przez to wszystko próbować przebrnąć - sama tak zrobiłam, i mimo braku zaliczenia np, z analizy matematycznej po pierwszym semestrze byłam po drugim semestrze zwolniona z egzaminu z uwagi na bardzo wysoki stopień z zaliczenia.
              Jednak jeśli mogłabym mieć wtedy pomoc w postaci korepetycji, byłaby to dla mnie ogromna ulga i pomoc.
              Wg mnie jeśli dziecko - nawet pełnoletnie - potrzebuje pomocy, to należy mu jej udzielić, jeśli można, a nie wyzłośliwiać się nad nim.

              Zauważyłam też, że najłatwiej krytykuje się tym ludziom, którzy nie mają pojęcia o tym, na temat czego się próbują wymądrzać.
              • altz Re: Matematyka to niekoniecznie techniczne 15.01.12, 12:24
                biedronka7112 napisała:

                > Zauważyłam też, że najłatwiej krytykuje się tym ludziom, którzy nie mają pojęci
                > a o tym, na temat czego się próbują wymądrzać.

                A skąd wiesz, że się nie znają? big_grin Chyba o sobie przede wszystkim piszesz. wink
                • biedronka7112 Re: Matematyka to niekoniecznie techniczne 15.01.12, 12:28
                  Pisałam o Beacie.
                  Ale ponoć uderz w stół...
                  • altz Re: Matematyka to niekoniecznie techniczne 15.01.12, 12:38
                    biedronka7112 napisała:

                    > Pisałam o Beacie.
                    > Ale ponoć uderz w stół...
                    Logika nakazuje poprawnie podpisywać wątki. wink
                    • biedronka7112 Re: Matematyka to niekoniecznie techniczne 15.01.12, 12:43
                      Jestem kobietą z PMSem, logika mnie chwilowo nie obowiązuje wink
                      • ro35 Re: Matematyka to niekoniecznie techniczne 15.01.12, 13:20
                        uwaga, PMS na forum, do schronów !
                        " target="_blank" rel="nofollow">www.youtube.com/watch?v=mCwKbUVyHLY:>
        • yoma Re: Do czego służy jeden kocyk rocznie? Wyjaśniam 15.01.12, 14:33
          > Prowadzi fotoblog w internecie
          > , na którym od trzech lat się chwali, co "bierze do buzi" [...] Pod jej nazwiskiem, z jej
          > zdjęciem.

          Ciekawe, czy ona o tym wie.
          • beata-12345 Re: Do czego służy jeden kocyk rocznie? Wyjaśniam 18.01.12, 03:51
            Czy wie, że prowadzi taki blog ze zdjęciami i na nim umieszcza swoje kompromitujące zdjęcia? smile Wie, bo jak print screeny zrobiłam i mąż je przedstawił na sprawie sądowej, to skasowała połowę zdjęć. smile Ale blog został.
        • laura_fairlie Re: Do czego służy jeden kocyk rocznie? Wyjaśniam 18.01.12, 14:49
          Udowadnianie tego,że córka nie przykłada się do nauki zostaw ojcu. Naprawdę nie musisz być obrzydliwą macochą ze strasznych baśni. Dziewczyna jest dorosła, jeśli się uczy i jest w stanie wykazać, że to czy tamto jest jej niezbędne - nic ci do jej rozwiązłego trybu życia. Wolno jej i nie od tego zależy wysokość alimentów. Chyba że oburzasz się, dziewczyna robi to za darmo... A może jej zazdrościsz urozmaiconego życia seksualnego?

          Nie kupuję sobie 3 kurtek rocznie (na lato, jesień i zimę), 12 par majtek, dwóc
          > h piżam, 2 par kapci, 1 garsonki, 2 spódnic, 2 par spodni długich, jednej pary
          > spodni 3/4, dwóch par spodni krótkich, 3 klapek japonek etc.
          Wiesz co? Wcale tak dużo nie kupuje, mieści się w normie. Rzeczy się zużywają... A panny na wydaniu mają inne potrzeby ubraniowe niż panie w wieku balzakowskim czy wręcz postbalzakowskim.


          Co do korków na studiach - skończyłam dwa wydziały

          A te studia to ścisłe skończyłaś? Bo ze ścisłymi bywa nieco trudniej.

          i nie musiałam brać żadnych
          > korków, żeby skończyć pierwszy semestr, a co dopiero całe studia. Jak ktoś musi
          > mieć korki na studiach, i to w przedmiocie kierunkowym, który wybrał, to po co
          > idzie na te studia?
          Bo mu się wydawało, że umie? A w praniu wyszło, że ma zaległości? Zwłaszcza, że dziewczyna jest na pierwszym semestrze - czepiać się można, jak będzie potrzebowała tego w nieskończoność. To jest dosyć powszechne na pierwszych latach studiów - wszystko opiera się na tej matematyce, wymagania są bardzo matematyczne i okazuje się, że wiele osób ma kłopoty. Jeśli idziesz np. na studia typu nauki społeczne, to większość przedmiotów jest nowa dla wszystkich studentów, nie bazują praktycznie na 1-2 przedmiotach szkolnych i łatwiej sobie poradzić, nawet z pewnymi brakami ze szkół. Na matematyce matematyka to podstawa i jeśli dziewczyna nie zna bardzo dobrze matematyki z zakresu - minimum - matura z matematyki rozszerzonej, to leży i kwiczy. Pomimo, że na matematykę może się nadawać.
    • duza-zolza Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 10:26
      Dostaliśmy odpowiedź na pozew o zmniejszenie alimentów z sumy 800 zł miesięczni
      > e na dorosłą córkę, która studiuje, ale pracuje, zarabia, ma stypendium.
      Okazało się, że jako studentka wydziału matematyki - musi mieć korepetycje z ma
      > tematyki, miesięcznie około 300 złotych. smile

      Cudownego męża masz, to wyjątkowo rzadkie by ojciec dbał tak o dziecko.

      Jak ma stypendium to raczej nie ma problemów z nauką......a wręcz przeciwnie smile
      • nangaparbat3 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 10:48
        Może ma stypendium socjalne?
        Ja to uwielbiam baby oszczedzajace na cudzych dzieciach.
        • argentusa Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 11:52
          To tak jak ja.
          A i jeszcze takie, które wyliczają na co idą alimenty ich partnera. Jakby to była ich sprawa, hihihi.
          Ar.
          ps. w zyciu mi nie przyszlo do głowy rozliczać OBecnego dlaczego taką a nie inną kwotę wydaje na potomstwo mieszkajace z mamą. Zanim się zdecydowałam na wspólne gospodarstwo to zapytałam o jakim udziale chłopa w budżecie rozmawiamy. I zaakcpetowalam, a mogłam nie akceptować.
          Nie pojmę nigdy głupoty i brakuelementarnego przewidywania.
          A nie jestem matematykiem...
          • stasi1 Jak pisze Beata te alimenty 17.01.12, 20:15
            kiedyś wynosiły około15% tego co zarabiał jej ,,dziad" Teraz wynoszą około 30%. Więc jednak ona też może akceptowała te 15, ale już 30 to nie bardzo
        • duza-zolza Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 12:02
          Może ma stypendium socjalne?

          No i skoro ma stypendium socjalne to znaczy, że finansowo cieniutko" stoją" i te historie o wielkiej ilości ciuchów, też się nie trzyma" kupy."..
          podpisuje się pod stwierdzeniem, że to jakaś wydumana historia jest...
      • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 04:00
        Tak, to bardzo rzadkie, żeby ojciec córce przepisał swoje mieszkanie, sam tułał się po wynajmowanych mieszkaniach i przez cztery lata ponad 800 zł alimentów płaconych co miesiąc zapłacił na jej konto 10 tys. 400 zł, bo myślał że jak straci pracę, to będzie miał nadpłatę. Tak, to dziwne, że ojciec nie dbał o siebie, a dodatkowo poza alimentami i dodatkową kasą kupił córce laptopa, aparat fotograficzny, zabrał ją na wycieczkę do Tunezji, kupował jej ciuchy, które wybierała w centrach handlowych.

        Jej żądania alimentacyjne opiewają na kwotę 3400 zł, ja w poście wymieniam tylko wydatki, które mnie bulwersują.
        • yoma Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 12:23
          > zapłacił na jej konto 10 tys. 400 zł, bo myślał że jak stra
          > ci pracę, to będzie miał nadpłatę.

          Beata, kocham cię za to jedno zdanie smile

          Kasę rezerwową trzymasz:
          a) w banku
          b) w słoiku
          c) pod łóżkiem
          d) wpłacasz ją na cudze konto?

          big_grinDD
          • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 21.01.12, 23:56
            Nie, ja kasę wpłacam na swoje konto, a mój mąż wpłacał ją na konto córki. Tak już miał. Też tego nie rozumiem do dzisiaj, dlaczego to robił. Nawet jej założył osobne konto na jej nazwisko. Nawet jego eks to konto zaakceptowała i wpłacała czasem 100 zł, raz na pół roku.

            Bo kochał córkę. I był naiwny? Bo nie sądził, że po przepisaniu mieszkania i tylu wpłatach, jak straci pracę to dorosła córka naśle na niego na niego komornika?

            Yoma, to nie było cudze konto, tylko konto jego córki.
    • garibaldia Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 12:03
      Po co dorosłym ludziom kursy dokształcające, szkolenia, itd?
      Po co finansistom doszkalanie?
      Po co farmaceutom obowiązkowe szkolenia ?
      Po co księgowi ciągle się uczą i za to płacą?

      Przecież normalne, że gdy człowiek ma już 18 lat to z definicji wie wszystko, a jak się załapie do pracy jako księgowy to zostaje mu wczytany w mózg pełny zestaw przepisów i ustaw wykonawczych z bezpłatną coroczną aktualizacją. Gdy zmieni zawód to się płytkę "najlepszy księgowy" wyciąga i wstawia tą z nowym zawodem.
      To normalne, że dostając się na studia medyczne od strzała ma się medycynę w jednym palcu, tylko trzeba odsiedzieć swoje na studiach.
    • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 12:07
      Ojciec ma nie tylko obowiązki, ma też prawa.

      Zgodnie z prawem ojciec może kategorycznie odmówić dalszego finansowania edukacji dorosłej córce, jeśli jej wyniki w nauce nie są zadowalające i łaczą się ze zbyt dużym nakładem pieniężnym na naukę - te korepetycje świadczą o tym, że kierunek studiów obrany przez córkę nie jest zgodny z ograniczonymi zdolnościami córki i ją przerósł po prostu.

      Koszt utrzymania córki należy jak najbardziej podważyć i wyrażnie oświadczyć, że nosi wszelkie znamiona wyłudznia. Należy podkreślić cynizm i interesowność córki. Należy wyliczyć WŁASNE nakłady na siebie - córka ma prawo do życia na poziomie ojca, nie zaś na wyższym.

      Następnym ważnym aspektem jest daleko posunięta demoralizacja córki - kompromitujące teksty i zdjęcia zamieszczone przez nią w necie należy bezwzględnie skopiować i dołączyć do wniosku sądowego jako ważny materiał dowodowy, bo świadczy o cwaniactwie córki oraz jej domniemanych dochodach z nierządu.

      Rozumiem, że matka dorosłej córki także płaci 800 zł/mc na córkę?
      To należy sprawdzić żądając PIT-ów pani za ostanie 2 lata do okazania w sądzie.

      Co trzeba zrobić?
      Złożyć kolejno wnioski:
      - o zmiejszenie alimentów do 120 zł/mc (ojciec choruje przewlekle, sam musi się leczyć, a córka przecież posiada wosne dochody oraz alimenty od matki),
      - o ustanie obowiązku alimentacyjnego,
      - o alimenty od córki dla ojca.

      I tyle.
      • biedronka7112 Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 12:23
        Niektóre stwierdzenia skrzą się wręcz własnym światłem.

        zolza42 napisała:

        > ować i dołączyć do wniosku sądowego jako ważny materiał dowodowy, bo świadczy o
        > cwaniactwie córki oraz jej domniemanych dochodach z nierządu.

        A zdjęcia ze strzelnicy świadczą o domniemanych dochodach z mordowania ludzi wink

        > Rozumiem, że matka dorosłej córki także płaci 800 zł/mc na córkę?

        Pod warunkiem, że spędza z matką dokładnie tyle samo czasu, ile z ojcem. I tyle samo pomaga jej matka, ile ojciec, w sensie choćby spędzania czasu poza studiami.
        Nie wiem, czy dziewczyna mieszka u matki, czy nie - ale jeśli nawet płaci za własne mieszkanie/stancję/miejsce w akademiku, to gdzieś stamtąd wyjeżdża.
        Równe kwoty alimentów zakładają też równe łożenie na dziecko czasu i wysiłku.
        • altz Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 12:32
          biedronka7112 napisała:

          > zolza42 napisała:
          > > Rozumiem, że matka dorosłej córki także płaci 800 zł/mc na córkę?
          >
          > Pod warunkiem, że spędza z matką dokładnie tyle samo czasu, ile z ojcem. I tyle
          > samo pomaga jej matka, ile ojciec, w sensie choćby spędzania czasu poza studia
          > mi.
          Srutu tutu. Może matka jeszcze zmienia pieluchy starej babie-studentce? big_grin
          Wszystko to jest naciągane. A może do dyskusji włączyła się córka pana? wink
          • biedronka7112 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 12:51
            altz napisał:

            > Wszystko to jest naciągane. A może do dyskusji włączyła się córka pana? wink

            Tak, w wieku 40 lat wink
            Będąca nadal na pierwszym roku matematyki big_grin
            Naciągać można wszystko, do granic elastyczności tongue_out Czyli popularnie mówiąc "aż nie pęknie". Proste.
        • zolza42 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 12:34
          Nie wypisuj głupot kobieto, bo się ośmieszasz.

          Czas spędzany z dorosłą córką NIE LICZY się już jako czas mający wymierną cenę wyłącznej opieki nad dzieckiem. Dorosła córka nie jest dzieckiem.
          Może nawet ty to zrozumiesz?

          Na koszt utrzymania dorosłej córki składają się równe alimenty od ojca i matki oraz suma, którą dorosła córka ma obowiązek na siebie zarobić, ale niekoniecznie prostytuując się.

          Osobiście po takim widoczku w necie, jak reklamująca swoje umiejętności seksualne córeczka - złożyłabym doniesienie do Prokuratury na mamuśkę, która tak skandalicznie pokierowała edukacją córki - za czerpanie korzyści z nierządu córki.

          To nie jest córka, to jest młody q.....szon, konkurencyjny na rynku usług erotycznych, bo ma wsparcie w alimentach od swojego nieszczęsnego ojca.
          I ten q....szon oferuje swoje tanie usługi waszym mężom.

          Ja bym umarła ze wstydu, że coś takigo spłodziłam.

          • biedronka7112 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 12:49
            zolza42 napisała:

            > Nie wypisuj głupot kobieto, bo się ośmieszasz.

            Już się tak nie przejmuj tym, czy się ośmieszam, czy nie, bo się popłaczę ze wzruszenia.

            > Czas spędzany z dorosłą córką NIE LICZY się już jako czas mający wymierną cenę
            > wyłącznej opieki nad dzieckiem. Dorosła córka nie jest dzieckiem.
            > Może nawet ty to zrozumiesz?

            Nie wiem, czy nawet ja to zrozumiem. Nie rozumiem, jak możesz zakładać, że jestem idiotką i równocześnie mieć nadzieję, że mogę cokolwiek zrozumieć tongue_out

            > Na koszt utrzymania dorosłej córki składają się równe alimenty od ojca i matki
            > oraz suma, którą dorosła córka ma obowiązek na siebie zarobić, ale niekonieczni
            > e prostytuując się.

            Oraz niekoniecznie zarabiając na mordowaniu ludzi, tudzież na kradzieżach, oszustwach i tak dalej. To jasne.
            Nie rozumiem tylko, dlaczego stosujesz pomówienie wobec kogokolwiek, opierając się na słowach kobiety, która jest przypuszczalnie równie znana Ci dobrze, jak ja.

            > Osobiście po takim widoczku w necie, jak reklamująca swoje umiejętności seksual
            > ne córeczka - złożyłabym doniesienie do Prokuratury na mamuśkę, która tak skand
            > alicznie pokierowała edukacją córki - za czerpanie korzyści z nierządu córki.

            Może mam PMS i nie myślę zbyt logicznie, ale nawet moje - bardzo marne w tym czasie - zdolności logicznego myślenia nie umożliwiają postawienia znaku równości między zdjęciem z wibratorem a prostytucją - tak samo, jak nie postawiłabym tego znaku między zdjęciem z pistoletem na strzelnicy a morderstwem.
            Być może jeszcze trochę mi brakuje, żeby osiągnąć Twój poziom percepcji, jednak ze smutkiem stwierdzam, że pozostaje on dla mnie na razie nieosiągalny, gdyż osiągnęłam już swój szczyt PMS.

            > To nie jest córka, to jest młody q.....szon, konkurencyjny na rynku usług eroty

            A to, co napisałaś, to pomówienie.

            > I ten q....szon oferuje swoje tanie usługi waszym mężom.

            Na szczęście nie mam męża big_grin
            Żeby uprzedzić złośliwości - żadne z nas siebie wzajemnie nie zdradziło, żadne nie odeszło do innego pana/innej pani. Po prostu nie wyszło, więc się rozwiedliśmy, zamiast męczyć siebie i dziecko.

            > Ja bym umarła ze wstydu, że coś takigo spłodziłam.

            Cóż - pozostaje Ci się cieszyć, że to nie Twoje dziecko, w przeciwnym razie musiałabyś popełnić samobójstwo. Gratuluję.
          • mayenna Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 12:52
            zolza42 napisała:

            > Nie wypisuj głupot kobieto, bo się ośmieszasz.

            >
            > Osobiście po takim widoczku w necie, jak reklamująca swoje umiejętności seksual
            > ne córeczka - złożyłabym doniesienie do Prokuratury na mamuśkę, która tak skand
            > alicznie pokierowała edukacją córki - za czerpanie korzyści z nierządu córki.
            >
            > To nie jest córka, to jest młody q.....szon, konkurencyjny na rynku usług eroty
            > cznych, bo ma wsparcie w alimentach od swojego nieszczęsnego ojca.
            > I ten q....szon oferuje swoje tanie usługi waszym mężom.
            >
            > Ja bym umarła ze wstydu, że coś takigo spłodziła

            I tu masz rację. Ojciec też w tym był i zamiast jedynie pieniądze dziecku dawać mógł zaangażować się w wychowanie. Ale jak pamiętam co Beata o nim pisała to niedaleko popadło jabłko od jabłoni.

            > l
            • biedronka7112 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 12:56
              mayenna napisała:

              > > Ja bym umarła ze wstydu, że coś takigo spłodziła
              >
              > I tu masz rację. Ojciec też w tym był i zamiast jedynie pieniądze dziecku dawać
              > mógł zaangażować się w wychowanie. Ale jak pamiętam co Beata o nim pisała to n
              > iedaleko popadło jabłko od jabłoni.

              Twój sposób myślenia mi się bardzo podoba.

              Wynika z niego, że jeśli mąż beaty ma chociaż odrobinę wstydu i poczucia odpowiedzialności, to beata powinna zostać na dniach wdową.
              W przeciwnym razie mąż jest nieodpowiedzialnym bezwstydnikiem, do którego nie ma co się przyznawać, a beata powinna się postarać, żeby czym prędzej zostać ponownie rozwódką.
          • duza-zolza Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 12:57
            Na koszt utrzymania dorosłej córki składają się równe alimenty od ojca i matki
            > oraz suma, którą dorosła córka ma obowiązek na siebie zarobić, ale niekonieczni
            > e prostytuując się.

            Osobiście po takim widoczku w necie, jak reklamująca swoje umiejętności seksualne córeczka - złożyłabym doniesienie do Prokuratury na mamuśkę, która tak skandalicznie pokierowała edukacją córki - za czerpanie korzyści z nierządu córki.

            To nie jest córka, to jest młody q.....szon, konkurencyjny na rynku usług erotycznych, bo ma wsparcie w alimentach od swojego nieszczęsnego ojca.
            I ten q....szon oferuje swoje tanie usługi waszym mężom.

            ??????
            • biedronka7112 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 12:58
              Może kobita jest zazdrosna z uwagi na tanią konkurencję?
              • zolza42 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 13:02
                Nie bądź głupia.

                OCZYWIŚCIE, że za daleko posuniętą demoralizację tej młodej kobiety oskarżam OBOJE jej rodziców. Jak facio mógł nie zauważyć, że panienka się wykoleja?! I DLACZEGO nie reagował?

                Niewydolni wychowawczo rodzice to zwykłe szkodniki społeczne i totalne dno.
                • biedronka7112 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 13:11
                  zolza42 napisała:

                  > Nie bądź głupia.

                  Zastanów się, jaki sens ma Twoje zalecenie.
                  Jeśli jestem głupia, to nie jestem żadnym żywym sposobem sprawić, żeby być mniej głupią, niż jestem tongue_out
                  Jeśli nie jestem głupia, polecenie jest bezzasadne.

                  > OCZYWIŚCIE, że za daleko posuniętą demoralizację tej młodej kobiety oskarżam OB
                  > OJE jej rodziców. Jak facio mógł nie zauważyć, że panienka się wykoleja?! I DLA
                  > CZEGO nie reagował?

                  Twoje wcześniejsze posty niczego takiego nie sugerowały.
                  A jeśli panojciec zaniedbał wychowania, to teraz niestety powinien zebrać owoce, a nie umywać ręce.

                  > Niewydolni wychowawczo rodzice to zwykłe szkodniki społeczne i totalne dno.

                  Tyle, że określenie "niewydolności wychowawczej" to bardzo niekonkretne stwierdzenie. Bardzo.

                  A co do prostytucji - u nas w kraju prostytucja nie jest zakazana, zatem jest legalna.
                  Nielegalne jest tylko czerpanie korzyści majątkowych z nierządu, jednocześnie nie prowadząc takiego nierządu osobiście - czyli nielegalna jest instytucja alfonsa.
                  Ale nie prostytutki.
                  W dodatku dochody prostytutek są nieopodatkowane i jeśli ktoś chce mieć zwrot całego podatku, powinien wykazać, że całość zdobył z nierządu.
                  Taka rzeczywistość.
                  • zolza42 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 13:26
                    Masz zadatki na kobietę myślącą, więc zachęcam do wysiłku.
                    Czytaj też ze zrozumieniem i nie imputuj mi pogladów, których nie artykułowałam.

                    Napisałam, że za czerpanie korzyści z domniemanego nierządu córki należy pociągnąć do odpowiedzialności MATKĘ i tu też fundamentalnym dowodem są PIT-y tejże.

                    Nie obchodzi mnie, co zrozumiałaś z mojego wpisu, bo nie odpowiadam za cudze emocje.

                    TERAZ jest NAJWYŻSZY czas, aby zareagować i takiej dorosłej panience dać porządną nauczkę, zmusić ją do uczciwej pracy i mieć nadzieję, że jeszcze będą z niej ludzie i, że nie będzie z niej naciągaczka, która wmanewruje cudzego męża w dziecko i bedzie go doić, żaląc się na "bydlaka" po różniastych forach.

                    • biedronka7112 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 13:32
                      Postawmy sprawę jasno.
                      Mnie też guzik obchodzi, co zrozumiałaś z moich postów oraz czy masz PMS, czy nie.
                      Nie obchodzi mnie też, co na mój temat myślisz lub nie myślisz.
                      Jesteś mi totalnie obojętna, niemniej pisanie postów to niezła rozrywka w momencie, gdy chwilowo brak mi innych.

                      A dziecko zdecydowanie nie różni się specjalnie od przynajmniej tatusia (a możliwe, że od mamusi też nie, ale o tym niestety mało wiemy).
                      Wpisy beaty za każdym razem wywołują rozwój podobnych wątków, jak ten, trudno je więc zapomnieć, przynajmniej mi.
                      Zawsze byłam fanką ludzkiej głupoty i zaślepienia.

                      A już osoby wydające zdecydowane i kategoryczne opinie o innych (jak Ty), twierdząc jednocześnie, że nie wnikają, czy to, co napisane, jest prawdą, czy nie, bawią mnie do rozpuku smile

                      Dzięki smile

                      Zmykam tymczasem z forum, bo obiadek czeka. Mniam, mniam.
                      • zolza42 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 13:38
                        Nie jedz tyle, bo znowu utyjesz.
                        • biedronka7112 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 14:06
                          Już Ci mówiłam - nie przejmuj się tam mną, bo się wzruszę tongue_out
                        • lampka_witoszowska Re: hmmm 15.01.12, 15:12
                          ale jeśli Biedronka nei utyje, to będzie konkurencją na rynku zabiegania o względy wszystkich mężów świata, bo rzecież życie kobiety polega na wydrapywaniu oczu konkurentkom do ręki, portfela i czegoktosobieżyczyodchłopa... więc im brzydsza każda samica w otoczeniu, to Twoje notowania rosną
                          więc jak najsensowniej byłoby oczekiwać, że biedronka i każda jedna naje się tak niedzielnym obiadkiem, że pęknie

                          najadłam się z błogą przyjemnością
                          nei pękłam
                          i piję kawę rozmyślając chwilowo nad biologią życia niekórych ludzi
                          • biedronka7112 To fatalnie, że nie pękłaś 15.01.12, 15:18
                            Zmniejszyłabyś konkurencję na rynku wink
          • nangaparbat3 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 15.01.12, 20:35
            > To nie jest córka, to jest młody q.....szon, konkurencyjny na rynku usług eroty
            > cznych, bo ma wsparcie w alimentach od swojego nieszczęsnego ojca.
            > I ten q....szon oferuje swoje tanie usługi waszym mężom.
            >
            > Ja bym umarła ze wstydu, że coś takigo spłodziłam.
            >

            Ja bym umarła ze wstydu, że takie rzeczy wypisuję wyłącznie na podstawie anonimowych stwierdzeń osoby najprawdobodobniej bardzo zainteresowanej - ale wyłącznie materialnie - w sprawie.
            • zolza42 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 16.01.12, 10:13
              Lepiej pilnuj swojej córki, bo jak widać te najbardziej nawiedzone mamusie kiepsko się sprawdzają w życiu, nauczycielko i miłośniczko kierowców TIR-ów.
          • odmieniona44 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 16.01.12, 12:43
            zolza42 napisała:
            "Na koszt utrzymania dorosłej córki składają się równe alimenty od ojca i matki oraz suma, którą dorosła córka ma obowiązek na siebie zarobić, ale niekoniecznie prostytuując się. "

            ........suma, którą dorosła córka ma obowiązek na siebie zarobić.........,
            Byłabym szczerze zobowiązana za wskazanie podstawy prawnej tego stwierdzenia.


            "Osobiście po takim widoczku w necie, jak reklamująca swoje umiejętności seksual
            > ne córeczka - złożyłabym doniesienie do Prokuratury na mamuśkę, która tak skand
            > alicznie pokierowała edukacją córki - za czerpanie korzyści z nierządu córki."

            Jak wyżej, ponadto uzasadnienie dlaczego do odpowiedzialności karnej miałaby zostać pociągnięta wyłącznie matka owej studentki. Czyżby ojciec miał pozostawć poza wymiarem sprawiedliwości?

            "To nie jest córka, to jest młody q.....szon, konkurencyjny na rynku usług eroty
            > cznych, bo ma wsparcie w alimentach od swojego nieszczęsnego ojca.
            > I ten q....szon oferuje swoje tanie usługi waszym mężom."

            A ta wnilkiwa analiza została poczyniona na podstawie postu, czy może w oparciu o szklaną kulę? Nieśmiało przypominam, o funkcjonującym w polskim systemie prawnym
            "domniemaniu niewinności".
            • zolza42 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 16.01.12, 12:56
              Jak mądrze pytasz, to Ci odpowiem.
              Zgodnie z prawem polskim dorosłe, uczące się dziecko na które są płacone alimenty ma obowiązek między innymi: osiągać dobre wyniki w nauce i o tych wynikach informować oboje rodziców na bieżąco, zachowywać się sposób nie kolidujący z zasadmi współżycia społecznego czyli okazywać rodzicom należyty szacunek oraz wyczerpać WSZELKIE możliwości pomocy finansowej takie jak stypendia i kredyt na własną naukę.

              To wszystko jest w komentarzach prawnych do pargrafów K.R.
              • mayenna Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 16.01.12, 13:00
                Na pewno nic nie ma w tych komentarzach o pracy zarobkowej na I roku studiów?
                • zolza42 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 16.01.12, 13:14
                  krzysztofsawera.blog.onet.pl/Prawo-Alimenty-od-rodzicow-dla,2,ID254610085,n
                  krzysztofsawera.blog.onet.pl/Prawo-Alimenty-od-rodzicow-dla,2,ID254610085,n

                  No to nawet dwa razy wkleję, coby sobie osoby zainteresowane mogły dokładnie przeczytać i zapamiętać smile
              • odmieniona44 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 16.01.12, 13:12
                zolza42 napisała:

                > Jak mądrze pytasz, to Ci odpowiem.
                > Zgodnie z prawem polskim dorosłe, uczące się dziecko na które są płacone alimen
                > ty ma obowiązek między innymi: osiągać dobre wyniki w nauce i o tych wynikach i
                > nformować oboje rodziców na bieżąco, zachowywać się sposób nie kolidujący z zas
                > admi współżycia społecznego czyli okazywać rodzicom należyty szacunek oraz wycz
                > erpać WSZELKIE możliwości pomocy finansowej takie jak stypendia i kredyt na wła
                > sną naukę.

                >
                > To wszystko jest w komentarzach prawnych do pargrafów K.R.
                ....
                Po pierwsze:
                - Pytałam o podstawę prawną , a nie o wykładnię.
                A o ile mnie pamięć nie myli zgodnie z artykułem 87 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej są:
                - Konstytucja
                - ustawy
                - ratyfikowane umowy międzynarodowe
                - rozporządzenia
                - akty prawa miejscowego (na obszarze działania organów, które je ustanowiły).

                Po wtórę:
                - Pytań było kilka.

                Mogę się mylić, ale skoro stawia się pewne tezy było niegłupio dysponować jakimiś argumentami na ich popracie.

                • zolza42 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 16.01.12, 13:15
                  Bez urazy, ale już jaśniej wytłumaczyć nie umiem.
                  • odmieniona44 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 16.01.12, 13:31
                    zolza42 napisała:

                    > Bez urazy, ale już jaśniej wytłumaczyć nie umiem.
                    ......
                    ....
                    Szczerze mówiąc nie oczekiwałam "tłumaczenia", mam dostęp do Lexasmile, a wskazania podstawy prawnej. Konkretnej!
                    Ponadto odniesienia się do pozostałych pytań. Naturalnie, ewentualna odpowiedź ma charakter fakultatywny, ale łudziłam się, że jesteś gotowa na rzeczową polemikę.
                    Czy to stanowi problem? Może pytania są nieprecyzyjnie postawione?
                    • zolza42 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 16.01.12, 13:38
                      No nie, ale o czym tu rozmawiać, jak wszystko jest już jasne?
                      • odmieniona44 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 16.01.12, 13:58
                        zolza42 napisała:

                        > No nie, ale o czym tu rozmawiać, jak wszystko jest już jasne?
                        ........
                        Ja prostą kobieciną z prowincji jestem, ale odnoszę nieodparte wrazenie, że inaczej rozumiemy zakres pojęcia "wszystko jest już jasne".
                        Na moje pytania, które, gwoli przypomnienia ośmieliłam się zamieścić poniżej, de facto nie zostały udzielone odpowiedzi. Wskazanie komentarzy i wykładni, nie mających mocy wiążacej, trudno za takowe uznać.
                        Nie padł ani jeden racjonalny argument, nie ma wskazania żadnego przepisu prawa. Trudno zatem uznać Twoje tezy za znajdujące umocowanie w polskim systemie prawnym. Wystarczylo w pierwszym poście zaznaczyć, że wszystko co napisałaś to Twoja radosna tworczość i próba zaklinania rzeczywistoścismile
                        Niniejszym uznaję naszą rozmowę za zakończoną.
                        Pozdrawiam serdecznie smile
                        ...........................
                        "zolza42 napisała:
                        "Na koszt utrzymania dorosłej córki składają się równe alimenty od ojca i matki oraz suma, którą dorosła córka ma obowiązek na siebie zarobić, ale niekoniecznie prostytuując się. "

                        ........suma, którą dorosła córka ma obowiązek na siebie zarobić.........,
                        Byłabym szczerze zobowiązana za wskazanie podstawy prawnej tego stwierdzenia.


                        "Osobiście po takim widoczku w necie, jak reklamująca swoje umiejętności seksual
                        > ne córeczka - złożyłabym doniesienie do Prokuratury na mamuśkę, która tak skand
                        > alicznie pokierowała edukacją córki - za czerpanie korzyści z nierządu córki."

                        Jak wyżej, ponadto uzasadnienie dlaczego do odpowiedzialności karnej miałaby zostać pociągnięta wyłącznie matka owej studentki. Czyżby ojciec miał pozostawć poza wymiarem sprawiedliwości?

                        "To nie jest córka, to jest młody q.....szon, konkurencyjny na rynku usług eroty
                        > cznych, bo ma wsparcie w alimentach od swojego nieszczęsnego ojca.
                        > I ten q....szon oferuje swoje tanie usługi waszym mężom."

                        A ta wnilkiwa analiza została poczyniona na podstawie postu, czy może w oparciu o szklaną kulę? Nieśmiało przypominam, o funkcjonującym w polskim systemie prawnym
                        "domniemaniu niewinności".
          • beata-12345 Re: Cóż za błyskotliwy wywód! 18.01.12, 04:17
            Mój mąż jest w szoku, że to jego córka. Na pierwszej sprawie sądowej cały czas patrzył jej w oczy - miała rozbiegany wzrok, nie potrafiła mu spojrzeć w oczy
      • mayenna Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 12:44
        Dobresmile
      • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 04:12
        Dzięki, pierwszy komentarz merytoryczny i pomocny. smile) Jesteś wielka.

        Tak, print screeny dołączyliśmy do sprawy. Moim zdaniem one świadczą o dużej demoralizacji córki, tam są nie tylko zdjęcia ze sztucznym penisem, który ona wkłada do buzi, ale jej zdjęcia z imprez, jak rozlewa alkohol, sama to fotografuje i zamieszcza na blogu i opatruje komentarzami, pod swoim nazwiskiem.

        Matka nie płaci, bo mieszka z córką w mieszkaniu, które mąż córce przepisał (połowę swoich udziałów). I twierdzi, że ona dorosłą córkę wychowuje, więc powinna płacić 1/3. Jest główną księgową, zarabia legalnie 1200 zł, resztę pod stołem plus prowadzi księgowość wielu firm w domu, na czarno.

    • lampka_witoszowska Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 12:21
      Beata, zamotalaś się
      dwie sprawy, możesz przemyśleć, jeśli zechcesz

      pierwsza, ważniejsza - no, nie daj Bóg, a co, gdyby to był ostatni rok Twojego życia?
      warto wyliczać i wojować? może szkoda czasu, a wymagania córki Twojego partnera nie sięgają jachtu... może, skoro ją to wszystko uszczęśliwi lub jest potrzebne, od majtek po koc, to po prostu jej to dać?

      druga, troche w temacie, trochę nie
      rok po studiach, pracowałam już i właśnie urządzałam swoje mieszkanie, wybraliśmy się z tatą (ojczymem, dla ścisłości) na jakieś zakupy, po drodze zajrzałam do jakiegoś ciuchowego sklepu
      spodobały mi sie dwa swetry
      tata uparł się mi je kupić, choć juz miałam swetrów pół szafy i dzielnie się broniłam smile
      pół roku późnej mój tata już nie żył

      o, i tyle
      • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 04:31
        Mąż stracił pracę po 10 latach, pisałam o tym wielokrotnie, branża budowlana, jest kryzys. Założył własną działalność, ale dopiero ją rozkręca, nie ma takich zarobków jak wcześniej. Przepisał na córkę mieszkanie, dał jej poza alimentami comiesięcznymi - 10 tys. 400 zł, w formie dodatkowych przelewów, co jeszcze mógłby jej dać, jak już nic nie ma?

        Ja pracuję na dwóch etatach, utrzymuję rodzinę, mam syna, nie mam takiej kasy, która by uszczęśliwiła córkę mojego męża. No chyba, żebym własne mieszkanie, które mam od 20 lat sprzedała albo działkę na Mazurach, którą też mam od 20 lat.

        Potrzeby córki mojego męża, dorosłej, ona ocenia na 3400 zł miesięcznie. Ten koc i korepetycje to są takie absurdalne rzeczy, które akurat opisałam.

        Nie mam 3400 zł miesięcznie, żeby usatysfakcjonować ją.

        • szizumami Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 09:21
          toz beato--bezsprzecznie córce nalezy sie uciąc i kase i tym samym cała reszte inteligenckich zacowań
          tylko po co te złośliwe przytyki typu "ja mam faceta wt nie"
          chcesz pożalic sie to nie buduj fasady antypatycznej osoby
          bywało różnie --jak to w zyciu--wystarczy przyznac--
          zę ok było, a jest inaczej
          normalna rzecza jest że ludzie moga sobie wybaczyć i mimo wszystko układa sie
          to napawa nadzieja
        • mayenna Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 11:35
          beata-12345 napisała:


          > Nie mam 3400 zł miesięcznie, żeby usatysfakcjonować ją.

          Beata, nie rozumiesz jeszcze, ze to nie Ty masz mieć te 3400?

          Zdecyduj sie czy ten ojciec to taki łaskawca, że przepisał na córek swoje własne mieszkanie czy połowę mieszkania, które miał z zoną na spółkę.Bo to trochę zmienia spojrzenie na jego tułaczke po wynajętych lokalachsmile
          >
    • sonia_30 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 12:23
      Bełatka, weź no się dziewczyno zastanów i stwórz choć jeden wiarygodny post - dla osoby dwojga fakultetów powinna być to bułka z masłem. Dziewczyna z ledwością zaliczyła semstr, ale stypendium ma... To chyba jednak średnią nienajgorszą miała, co? Poza tym intercyzę chyba zawarliście, swojej krwawicy do kocy i majtek nie dokładasz, "prawie dziada" przygarnęłaś (forum.gazeta.pl/forum/w,24087,123961466,123961466,Co_z_takim_zrobic_.html) więc zajmij się tym poletkiem i nie marudź teraz... Podjęłaś decyzję to się jej trzymaj, miast zalewać forum żółcią i goryczą
      • sonia_30 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 12:25
        PS z przymrużeniem oka.
        W koce, ewentualnie dywany (które droższe jednak są) można zawinąć zewłok wrednej macochy ;-P
        • biedronka7112 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 13:04
          Może Beacie nie zależy na luksusach pośmiertnych i uważa, że może zostać zawinięta wtedy w beleco wink
          • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 13:10
            Może myśl o własnej śmierci i nie troszcz się o pośmiertny komfort dla kobiety, która przyszła szukać tu konkretnej porady w trudnej sytuacji.

            Nie znam żadnej Beaty, nie znam jej historii, nawet nie wiem, czy napisała prawdę - ale nie obchodzi mnie to, bo nie jestem śledczym.
            • biedronka7112 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 13:13
              > Nie znam żadnej Beaty, nie znam jej historii, nawet nie wiem, czy napisała praw
              > dę - ale nie obchodzi mnie to, bo nie jestem śledczym.

              Skoro Cię to nie obchodzi, to spokojnie można ją zawinąć w łachmany - wstrzymaj konie.
              Oraz jeśli Cię nie obchodzi, czy napisała prawdę, to rozumiem, że czerpiesz rozrywkę (podobnie, jak np. ja) z pisania w tym wątku.

              Może też masz PMS i gorączkę, siostro w niedoli wink
            • mayenna Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 13:16
              zolza42 napisała:

              > Może myśl o własnej śmierci i nie troszcz się o pośmiertny komfort dla kobiety,
              > która przyszła szukać tu konkretnej porady w trudnej sytuacji.
              >
              > Nie znam żadnej Beaty, nie znam jej historii, nawet nie wiem, czy napisała praw
              > dę - ale nie obchodzi mnie to, bo nie jestem śledczym.

              A niesłusznie. My tu Beatę znamy i to oszczędza nam pisania porad, ktore do autorki i tak nie dotrą.Pieniactwo się leczy i to nie na forach internetowych.
              • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 13:33
                Nie znam tej Beaty i guzik mnie ona obchodzi.

                Mnie jest szkoda tej młodej wykolejonej kobiety, której teraz, szybko może pomóc tylko solidny kop w d...ę, aby zdołała się podnieść i zacząć zachowywać się jak odpowiedzialna kobieta, a nie jak sprzedajna szmata.
                • mayenna Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 13:43
                  zolza42 napisała:

                  > Nie znam tej Beaty i guzik mnie ona obchodzi.
                  >
                  > Mnie jest szkoda tej młodej wykolejonej kobiety, której teraz, szybko może pomó
                  > c tylko solidny kop w d...ę, aby zdołała się podnieść i zacząć zachowywać się j
                  > ak odpowiedzialna kobieta, a nie jak sprzedajna szmata.
                  Beata nie jest wiarygodnym żródłem zeby cokolwiek wyrokować w sprawie jej pasierbicy. Jak poczytasz jej wątki to sama się przekonaszsmile
                • duza-zolza Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 13:47
                  Mnie jest szkoda tej młodej wykolejonej kobiety, której teraz, szybko może pomóc tylko solidny kop w d...ę, aby zdołała się podnieść i zacząć zachowywać się jak odpowiedzialna kobieta, a nie jak sprzedajna szmata.

                  To wszystko wnioskujesz z jednego stwierdzenia "BEATY"? Skąd wiesz, czy to nie jakaś prowokacja? I czemu się tak "plujesz"! Może coś na uspokojenie..smile))
                  • tautschinsky Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 18:00
                    duza-zolza napisała:

                    > To wszystko wnioskujesz z jednego stwierdzenia "BEATY"? Skąd wiesz, czy to nie
                    > jakaś prowokacja?


                    Prowokacja nie prowokacja, takie "misie" żyją w naturze. Nawet na tym
                    forum się turlają ze swoimi smętnymi historiami: zostawiłem wszystko, dom,
                    samochód, a ona... I też takie, co urabiają misiów na marchwiankę, w naturze występują i kto wie, czy nie jest ich nawet więcej, wszak wychodzić
                    za mąż się i bogato rozwodzić można wiele razy w życiu, więc jedna "biedna
                    kobieta" może obskoczyć średnio co najmniej trzech takich "drani", z których
                    zdziera ostatnią koszulę big_grin
                • szizumami Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 15:49
                  jako matka 5 córek--zgadzam sie w pełni na potrzebe KOPA W D...
                  I to jak najszybciej
                  • yoma Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 17:46
                    Kopa, jeśli już, winien sprzedawać ojciec, a nie kolejna żona ojca.
                    • szizumami Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 18:23
                      zgadza sie yoma--o tym mówie,że ojciec dupa
                      i albo rozpuścił sam albo we dwoje z matka
      • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 22.01.12, 00:14
        Dziewczyna jeszcze semestru nie zaliczyła. A stypendium ma za stopnie w liceum i dlatego, że mój mąż jest legendą tego miasta. Dostała stypendium od prezydenta miasta. Już to parę razy tutaj napisałam.

        Nie, nie zawarliśmy intercyzy, do głowy mi to nie przyszło przed ślubem, chociaż mąż nic nie miał. Nie jestem tak wyrachowana, żeby zawierać intercyzę.
        • heksa_2 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 22.01.12, 15:07
          W jakimż to mieście są tak korupcyjne układy, że stypendia przyznaje się dzieciom za osiągnięcia ojca? To koniecznie trzeba zgłosić do prokuratury.
        • laura_fairlie Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 23.01.12, 08:02
          mój mąż jest legendą tego miasta.
          taka legenda - to może tam powinien szukać pracy, hę?
    • ekscytujacemaleliterki Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 14:27
      No jak rany!
      Rozpusta!
      Trzy kurtki rocznie i jedne klapki japonki?
      Rozbestwiona dziewuszyca! Przecież nie rośnie!
      Wystarczą jej dwie pary gaci i jesionka po babci!

      Weź Ty Beata odczep się od nie swojej garderoby!
      • szizumami Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 15:43
        naprawde myslicie,że jak gówniara umieszcza swoje debilne zdjecia erotomanskie w necie--to jest to rezultat złego przykładu i wychowania rodziców
        bo ja mam duzo dzieci--kazde inne-i po kazdym to można spodziewac sie czgos innego
        i wiemz własnego doswiadczenia --starasz sie wychowac dobrze--a i tak głupoty robia

        a ocene--taka jk pisze4sz zołza--stawiaja ludzie,którzy maj apo 1 dzieciatku albo jeszcze małe
        i o róznorodnych problemach okołowychowawczych nie wiedza za dużo

        próbuje sie wpasowac w syt. beaty
        kocham faceta,..logiczne jest -troska o jego zdrowie i żeby nie był wykorzystywany
        logiczne tez że normalny człowiek nie chce godzić sie na pośrednie wykorzystywanie
        ---bo dziecko jest już dorosłe,zarabia na siebie ,dostaje stypendium.. I JESLI TO MA BYĆ NAPRAWDE INTELIGENCJA--TO NIECH SIE NAUCZY ZE WOBEC przynajmniejBLISKICH OSÓB OKAZUJE SIE UCZUCIA
        i jak ojciec nie ma możliwości i podupadł na zdrowiu--to trzeba o graniczyc przyjemności i
        i ograniczyć swoje wyuzdane potrzeby do własnego kuluaru--aby ojcu oszczedzxić ogladania
        tak cudownych rzeczy--jak córka z wibratorem w ustach
        są rózne rodfzaje urwiszonów..ma zadatek..ale tez i może pomóc życiu i czas JA ZACZĄC UCZYĆ
        rozumiem że pan ojcie troche dupa jest--i nie umie sie sam zabrac za te sprawy
        wiec ty mu pomagasz--ale tez nie powinno tak być moim zd--że to ty załatwiasz jego problem
        bo to jest jego problem?!
        jego byłe gówniane małż. i jego troche spartolone dziecie[prosze wybaczyć ale dosłownośc mnie ciśnie i to samo powiem o własnej spartolonej córce--jesli tak postepowałaby

        ale inna sprawa00co ci wciaz wypominamy,że WIEDZIAŁAS
        a ty wciaż złośliwie sie oburzasz
        I tym samym --sama nie jesteś kobieto! fair





        • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 23:57
          Tak, wiedziałam za kogo wychodzę za mąż, zresztą sama o tym pisałam. Ale nie sądziłam, że mój mąż w sytuacji utraty pracy nadal nie obniży alimentów - bo przecież samych nadpłat na poczet alimentów na konto córki (nie licząc zakupów w postaci laptopa, aparatu foto itp.) ma na ponad 10 tys. zł. On się nie spodziewał, że córka komornika do mojego domu naśle, jak nie zapłaci przez 2 miesiące - zresztą ją uprzedził i poprosił, żeby poczekała jeszcze miesiąc.

          Tak, wyszłam za faceta, który ma dorosłą córkę. Nie sądziłam, że dorosła córka jest tak kosztowna (3400 zł miesięcznie - tak wyceniła swoje potrzeby). Gdybym wiedziała, że wychodzę za mąż za człowieka, który woli dla spokoju i miłości do dorosłej córki - oddać wszystko i sam wylądować na bruku - to pewnie bym się zastanowiła. Niestety, mleko się rozlało.
          • heksa_2 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 22.01.12, 15:13
            Ale mąz płaci 800 zł, a nie 3400? Więc resztę finansują matka i córka razem. Czyli mąż płaci zdecydowanie najmniej. A ta córka nie jest jeszcze taka całkiem dorosła, skoro dopiero maturę zdała. Oczywiście jest już pełnoletnia, ale trudno w Polsce przejśc na własne utrzymanie w wieku 19 lat, będąc w dodatku studentką. I to z rozbitej, niewydolnej wychowawco rodziny, gdzie ojciec był dziwkarzem (o czym jego nowa żona wielokrotnie pisała).
      • tautschinsky Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 17:55
        ekscytujacemaleliterki napisała:

        > No jak rany!
        > Rozpusta!
        > Trzy kurtki rocznie i jedne klapki japonki?
        > Rozbestwiona dziewuszyca! Przecież nie rośnie!


        To się zagalopowałaś i nie myślę tu tylko o konieczności
        kupowania trzech nowych kurtek rocznie, zwłaszcza
        przez kogoś, kto sam na nie zarabia. Ale do rzeczy -
        takie dorosłe "dziecko", studentka, już RACZEJ NIE ROŚNIE!
        Chyba że wszerz big_grin
        • szizumami Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 18:22
          tu sie zgodzę z tałtkiem niestety

          można przezyć z kurtka na kilka sezonów,może z butami gorzej
          a w "second hand"ach można ez niezle sie ubrac
          i szczupłe młode dziewuchy tam wiele znajda
          mam duże dziewuchy i wiem co mówie
          -i tez stycznośc z madrymi, na poziomie studentami
          sa skromni i wiedza że jak chca wiecej to samemu trzeba
          a nie nie rodziców dobijac
          i tacy naprawde sie ucza!

    • yoma Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 16:31
      Beata jest jednak niezawodna smile
    • kowalka33 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 16:53
      Problemem Beaty nie są tak naprawdę pieniądze ale nienawiść i szczera niechęć do córki męża. Dziwi mnie to , zwłaszcza u kobiety która sama ma syna. Rozumiem ze twój syn po osiagnięciu pełnoletności dostanie tobołek na plecy i kopa von. rozumiem że gdy będzie studiować to powiesz sorry...Ciekawa jestem czy twój syn chodzi na zajęcia pozalekcyjne, języki, sporty chodzi w kurtce z lumpeksu. Głowę daję uciąć ze nie. Piszesz o dziewczynie z taka niechęcią (piszesz obrzydliwe rzeczy) , mi wydawało się że ona jest prawie dorosła , kończy studia a tu okazuje się że mamy do czynienia z 19 latkiem na pierwszym roku !!!Pamietam twoje posty na macochach , tez darłaś piane o te 800 a wtedy (a było to rok temu dziewczyna była w liceum). Daj spokój Beata, czemu nie dajecie prawa do edukacji dzieciom, czemu wszyscy uważacie że studenci powinni zapieprzać od pierwszego roku. Co innego dalsze lata czy wakacje...Myślę że tak jak nie lubicie sie nawzajem , tak obie się nakręcacie , ty wojujesz o te 800 stów (przeciez to nie kosmiczne alimenty), ona wojuje z wami uzywając komornika i wypisując te nieszczestne koce w o dpowiedzi na pozew. Moze spróbujcie się dogadać (tzn. ojciec bo to jego dziecko). Wiesz pisałas o ojcu takie rzeczy kiedys może ona ma zal że dla babiarza zawsze baby były wazniejsze niz ona....
      • szizumami Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 18:15
        no kurcze--nie przesadzajmy
        pchasz dzieciakowi --niech sie edukuje-spełni i ma lepiej w zyciu
        a ten --w d..e ma to,że ci ciezko,straciłas prace i masz problemy ze zdrowiem
        co oznacza że i nie ma kasy i wiecej trzeba wydac na siebie
        A DZIECIAK MUSI IMPREZOWAC??
        pomińmy beate...i przyjmijmy za prawde co pisze o tej córce
        nie wiem jak wy --rodzice--ale obciełabym wszystko,nawet za cene przerwania studiów gdybym zobaczyła ów blog ze zdjeciem i opisami imprez

        kocyk?!---w takim przypadku co impreza--popalony
        i dziwne że tylko jeden potrzebny] na zabawy typu "słoneczko"

        cudowne dzieci
        niech sie bawia!
        a ty rodzicu zdychaj--bo ciebie na lekarza np nie stac!




        • kowalka33 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 15.01.12, 20:58
          Tak biorac pod uwagę bajki które tworzy Beata to jest najpewniej cała prawda ......Szkoda że dziewczyna nie zaglada mogłaby się ustosunkować do pisaniny macochy-szczerze mówiąc wstyd byłoby mi o tym pisać no ale jak się chce kogoś pognoić...
          • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 11:19
            Powiem tak.

            To, co napisała Beata nie jest nieprawdopobne, bo gorsze rzeczy na własne oczy widziałam.
            Każdemu, kto ma tu chęć podogyzać mi - od razu mówię - nie warto się wysilać, bo wszelkie osądy mam w odwłoku. Znam swoją wartość i jakiekolwiek złośliwości spływają po mnie jak woda po kaczce.

            Była żona mojego męża jest z takiej rodziny, że każdy na tym forum mógłby jej pozazdrościć. Kobieta jest też wykształcona i miała NAPRAWDĘ wspaniałych, kochających i bardzo zamożnych rodziców. Babsko, zanim udało jej upolować na ciążę, a jakże, mojego obecnego męża - zdążyło mieć dwie skrobanki. No nic. Zdarza się.
            Nawinął się fajny, nieśmiały student - obecnie mój mąż - i dał sobie babę wmówić. No i baba i tak się w końcu szybko z nim rozwiodła, bo jej tak z rachunku ekonomicznego wyszło.

            Siostrze baby udało się wyjść za mąż dopiero po urodzniu trójki dzieci ŻONATEMU facetowi. Ale w rodzinie sypnięto groszem, opłacono najlepszego adwokata w Polsce i facio dostał w końcu rozwód z kobietą ciężko chorą na raka - cudnie, no nie?

            Córkę mojego męża poznałam, jak miała 7 lat i bardzo ją polubiłam. Żal mi było dziecka wychowywanego z wredną, chciwą i wyrachowaną matką, która ostro popijała na dodatek.
            Właściwie, to wszystkie wyskoki dziewczynki traktowałam przejściowo i raczej strałam się jej wiele rzeczy wyjaśnić i wyprostować. Dbałam też o nią bardziej niż o siebie.
            Aż zaczęło się wszystko sypać, bo mamuńci nasze dobre stosunki były nie w smak.
            Dziewczyna przeszła solidne pranie mózgu i po paru latch wyszło na to, że to MY jesteśmy wredni, chciwi i prostaccy (?!).
            Jeszcze jej wybaczałam wiele, bo dziewczyna łatwego życia nie miała - z mamusią sypiał czasem mąż siostry mamusi i wszystko zostawało w rodzinie.
            Aż kiedyś dziewczyna (miała wtedy 17 lat) przyznała mi się, że suk....yn od pijanej mamusi coraz częściej zachodzi do niej i szlag mnie trafił. Oczywiście, według waszych tu teorii powinnam była zostawić sprawę mojemu mężowi, a ojcu dziewczyny? Może i tak.
            Zadzwoniłam do suk...yna i powiedziałam mu kim jest. Nawet się nie wypierał, tylko się roześmiał i powiedział, że to nie mój interes.
            Fakt.
            Następny mój telefon był już do żony suk...yna, a siostrzyczki mamuńci (przypominam, kobiety wykształconej i z bardzo dobrego domu) i ta już dała sobie radę idąc po całości.
            Ponoć siostrzyczki pogodził dopiero spadek pokaźny po rodzicach, przy czym mamunia córki mojego męża bardzo ustępliwa finansowo była. Bo po co zabiegać o kasę, która można później dać własnemu dziecku? Od tego jest przecież ojciec i ta sucz, czyli ja - nieprawdaż?

            Ale od tego czasu wszystko pomiędzy mną, a córką męża zaczęło się sypać.
            I sypnęło się ostro.
            Mamunia była nowoczesna i aby zatuszować własne grzeszki, zaczęła patrzeć mocno przez palce na wyskoki dziewczyny. A trochę tego było. I gach do bzykania pod dachem mamusi i wódka.
            Długo by pisać.
            Studiów się nie kończyło, bo po co? Kasa i tak od nas szła w nadmiarze, a mamuńcia z sądu nie wyłaziła i prawie u komornika zamieszkała.

            Poczekałam, aż panienka skończy 21 lat i pokazałam jej, jak należy w życiu postępować.
            Alimenty zostały zredukowane do 120 zł/mc, gaszek ujawniony sądownie, dziekan powiadomiony. Dziewucha od kasy odcięta i trochę skompromitowana szybko skończyła studia i usamodzielniła się. Kupiliśmy jej mieszkanie i wszystko było na dobrej drodze. Nawet mówiło się o doktoracie i karierze naukowej.
            No i znowu uaktywniła się "dobra" i nad wyraz wyrozumiała mamuńcia czego efektem jest nieślubne dziecko panienki. Oczywiście karierę szlag trafił, bo panienka zapiernicza teraz na siebie, dziecko i gacha, który nie ma głowy do zarabiania kasy.

            Pojecia nie mam, dlaczego facet się nie żeni, a kobieta godzi się na to?
            Oczywiście, guzik mi do moralnej strony sprawy, chodzi mi o to, że jak się coś tej kobiecie stanie i np. będzie kaleką, to gach będzie płacił WYŁĄCZNIE na dziecko, a nią OCZYWIŚCIE nie.

            Ale to nie moja sprawa. Niech sobie kobieta pierniczy życie. I swojemu dziecku.
            Ja mam już wszystko w nosie.

            ..................................................................................................

            Jak czasem czytam wasze poglądy, to słabo mi się robi.
            Dzieci trzeba uczyć moralności i odpowiedzialności, pracowitości i oszczędności.
            A wiele z was tu nie ma czystego sumienia.

            Cóż, nie mój cyrk, nie moje małpy.
            Ja na tym nic nie stracę, że wasze dzieci skończą w rynsztoku, jak nie chce się wam choć trochę wysilić wychowaczo.

            • mayenna Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 11:30
              Meliski?smile
              • argentusa Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 11:46
                A poco, przecież Zołza wie najlepiej JAK cudze dzieci wychowywać żeby na ludzi wyszły. hihihi
                i tylko udziału tatuńcia tej dziewczynki w jej wychowywaniu, kochaniu itp nie widzi.
                A to idiota jest przecież. Najpierw wyrachowana baba, teraz dominująca wszystkowiedząca.
                Zołza się natrudziła by dziewczynkę "wychować" a tu ani wdzięczności ani efektu nie ma. I szlag trafia.
                Ar.
                ps mam synów, dobrze mi....
              • zolza42 meliskę 16.01.12, 12:47
                Meliskę to sama sobie wypij.
                Jestem spokojna i opanowana, a że mam ekspresyjny sposób pisania - z tego żyję w końcu.
            • nowel1 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 11:58
              > No i znowu uaktywniła się "dobra" i nad wyraz wyrozumiała mamuńcia czego efekte
              > m jest nieślubne dziecko panienki.


              To mi się podoba najbardziej smile
              • mayenna Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 12:08
                Mnie teżsmile To jest w ogóle ciekawostka sama w sobiesmile
            • szizumami Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 12:04
              --ja ci wierze zołza
              i paskudna sytuacja..
              twoje starania mogą jeszcze przynieśc efekt--młoda sie obudzi i zrobi porzadek ze swoim życiem
              ale jedna rzecz--nie wiesz,czy była miała dobry wspaniały dom i kochajacych rodzicówbo może być i tak,że nikt o niczym nie wie i ona sama o tym nie pamieta ,bo wyparła
              ja tez miałam dobry dom,rodzicom nie brakowało pieniedzy,za to tego czego mi tam zabrakło-brakuje do dziś..a w historie molestowania uwierzył mi tylko psycholog
              dla rodziny jestem durnba czarna owca
              i powiem ci że to sie przenosi dalej w rodzinie
              nie ma co sie użalac nad matka--bo widac tu charakter wział góre
              chce ci tylko uzmysłowic,że możesz znac tylko pozory dobrego domu
              pewności co kto miał nie możesz miec

              i tak jak ojciec dziewczyny nie miał wiekszego wpływu wybory córki
              tylko matka--tak samo u "beaty" watku--może ojciec za dużo a matka za mało..albo jeszcze inaczej
              tego nie wiemy i nie dowiemy sie
              • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 12:37
                Widać, że dużo w życiu przeszłaś Szizumami i lekko Ci nie było.
                Już mi nie zależy, aby córka mojego męża na się obudziła. Ona i jej ojciec mają bardzo dobre relacje ze sobą, tylko ja się całkowicie odcięłam i nie biorę w nich żadnego udziału.
                Nie chce mi się i już się nie przemogę.
                Nie mam ochoty jej oglądać, ani jej dziecka. Dla mnie to zamknięty rozdział.
                Niech sobie żyje jak chce.
                Nawet z mężem nie rozmawiam na jej temat, bo i po co?
                Ona ma swój świat, ja swój. I te światy nie są już kompatybilne.


                A tak w ogóle, zauważyłaś, jak mało osób przejęło się tu, że młoda kobieta marnuje sobie życie? Może nawet uważają, że to super, że dziewczyna taka kreatywna i zazdroszczą jej fotek w necie? A może ich córki też tak się lansują, więc nie widzą w tym nic złego?
                • mayenna Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 12:41
                  i to jest dowód na to, że nic nie rozumiesz. Nie wiesz czym jest rodzicielstwo.
                  • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 12:49
                    Oczywiście, że nie wiem czym jest rodzicielstwo, bo w końcu skąd mam wiedzieć?
                    Ja mam koty smile
                    Żal mi tej głupiej panienki i tyle.
                    • mayenna Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 12:55
                      Mnie żal kotówsmile
                      Twojego męża tez trochę, ale sam sobie winiensmile
                      • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 13:16
                        A tak z ciekawości, dlaczego żal Ci moich kotów?
                  • argentusa Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 12:54
                    A tu się nie zgodzę.
                    Zrobiłabym tak samo jak Zołza. Ja bym się po prostu w ogóle nie angażowała. Dzieci obecnego - jego rzecz. Ja odpowiadam dzien doby i uśmiecham się, ale mnie w ogóle nie obchodzą. A wiem czym jest rodzicielstwo. Obce dzieciaki mnie w ogóle nie ruszaja, a nawet nie lubię.
                    Wiem, egoistka jestem. Za to radosna i spokojna smile
                    Ar.
                    • mayenna Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 12:58
                      Ależ Zołza tam za matkę opatrznościową dla dziewczyny robiła. O tym piszę.
                      postawa nieangażowania się jest najlepsza jesli pała się takimi uczuciami jak Zołza do dziewczyny i jej matki.
                      • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 13:19
                        O nie. Nie za matkę opatrznościową, w ogóle ZA ŻADNĄ MATKĘ nigdy w życiu nie chciałabym "robić". Ja ją po prostu lubiłam i nie chciałam, aby dziewczynie działa się krzywda.
                        Jakbym zauważyła, że ktoś krzywdzi dziewczynę z sąsiedztwa, to też bym zareagowała.
                      • zolza42 kończąc temat Zołzy 16.01.12, 13:41
                        Moje koty są ze mną szczęśliwe i mój mąż też.
                        Bardzo się wszyscy w rodzinie kochamy i szanujemy.
                        To znaczy mój mąż, koty i ja smile
                        • mayenna Re: kończąc temat Zołzy 16.01.12, 14:29
                          zolza42 napisała:

                          > Moje koty są ze mną szczęśliwe i mój mąż też.
                          > Bardzo się wszyscy w rodzinie kochamy i szanujemy.
                          > To znaczy mój mąż, koty i ja smile

                          Tego od początku byłam pewna.smile
                          Zwrot 'matka opatrznościowa' oznacza coś innego niż matka . Bliżej mu do męża opatrznościowego.
                • szizumami Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 13:57
                  przejaw konformizmu może
                  pułapka w która wszyscy wpadamy
                  no i granice nam sie zacieraja--takich zdrowych norm

                  tez bolesne jest to,że obecnie bardziej mozesz spodziewac sie
                  odgryzienia reki od tego komu sie pomogło,wspierało i że walczysz o to dobre na marne
                  dobro sie dewaluuje i wypacza--traci na wartości
                  i w tym bagienku
                  liczy sie sukces,--jak tu--wazniejsze jest magister niż moralnośc
                  sukces niż uczciwośc itd
                  i to wszystko na codzień nie jest proste
                  nie białe i nie czarne i tez w tym wszystkim trudno sie rozeznac-kiedy jest pożtteczna granica dawania
                  mocno sie nie dziwie--bo wokół jest jak jest
                  • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 14:47
                    Widzisz, jestem mądrą kobietą i robiąc coś dla innych nie oczekuję wdzięczności, więc nie mam rozczarowań. Pomogłam bezinteresownie wielu ludziom - i grzeje mnie, czy podziękowali, czy też nie. Dla mnie najważniejsze jest, aby mój mąż i koty - zdrowi byli.
                    • beata-12345 :-) 18.01.12, 04:35
                      To tak jak jak ja, z tym, że ja chcę, żeby mój syn i moje kociątko zdrowi byli smile)
              • mama_myszkina Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 00:35
                --ja ci wierze zołza
                i paskudna sytuacja..
                twoje starania mogą jeszcze przynieśc efekt--młoda sie obudzi i zrobi porzadek ze swoim życiem
                ale jedna rzecz--nie wiesz,czy była miała dobry wspaniały dom i kochajacych rodzicówbo może być i tak,że nikt o niczym nie wie i ona sama o tym nie pamieta ,bo wyparła
                ja tez miałam dobry dom,rodzicom nie brakowało pieniedzy,za to tego czego mi tam zabrakło-brakuje do dziś..a w historie molestowania uwierzył mi tylko psycholog

                dla rodziny jestem durnba czarna owca
                i powiem ci że to sie przenosi dalej w rodzinie

                nie ma co sie użalac nad matka--bo widac tu charakter wział góre
                chce ci tylko uzmysłowic,że możesz znac tylko pozory dobrego domu
                pewności co kto miał nie możesz miec

                i tak jak ojciec dziewczyny nie miał wiekszego wpływu wybory córki
                tylko matka--tak samo u "beaty" watku--może ojciec za dużo a matka za mało..albo jeszcze inaczej
                tego nie wiemy i nie dowiemy sie


                Dokładnie, jakbym czytała o sobie.

                A ojczym jeszcze objeżdża znajomych i rozpowiada, jak to go zostawiłam po śmierci matki samego jak palec! No, cóż. Kto sieje wiatr... .
                • szizumami Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 09:24
                  my jesteśmy wspaniałe
                  i wspaniałomyslne
            • puzzle33 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 12:12
              zolza42 napisała:

              > Jak czasem czytam wasze poglądy, to słabo mi się robi.
              Podzielam Twoje uczucia.

              > Dzieci trzeba uczyć moralności i odpowiedzialności, pracowitości i oszczędności
              A czego jeszcze? A może przede wszystkim?

              > A wiele z was tu nie ma czystego sumienia.
              Udzielasz też rozgrzeszenia?

              > Ja na tym nic nie stracę, że wasze dzieci skończą w rynsztoku, jak nie chce się
              > wam choć trochę wysilić wychowaczo.
              Nigdy nie wiadomo, jak się komu życie ułoży. Nie mów: hop.
              Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał. Ktoś tam kiedyś się chyba słabo wysilał. Gratuluję samoświadomości, do której odwołujesz się w obranym nicku.
              • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 12:39
                O swój wysiłek to ja spokojna jestem.
                Martw się o siebie.
                • puzzle33 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 13:10
                  zolza42 napisała:

                  > Martw się o siebie.
                  Myślisz, że mam powody? Sugestię przemyślę.
                  • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 16.01.12, 13:22
                    Każda kobieta POWINNA martwić się o siebie, bo nikt za nią tego nie zrobi.
                    Wykorzystać, zrzucić jej na barki dodatkowe obowiązki, manipulować nią, okpić na kasie - tak. Ale martwić się o babę? Nie. Do tego nasze społeczeństwo nie jest gotowe.
            • mama_myszkina Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 00:32
              Zołza, ja tam Ci serdecznie współczuję, bo lekko nie miałaś.

              Urosłaś w moich oczach.

              A z prawdą już tak jest, że w oczy kole, więc nie dziwię się, że niektóre tu na Ciebie najeżdżają.
            • zmeczona100 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 21:29
              Urzekła mnie Twoja opowiastka, a zwłaszcza ten jej fragment:

              > Poczekałam, aż panienka skończy 21 lat i pokazałam jej, jak należy w życiu post
              > ępować.
              > Alimenty zostały zredukowane do 120 zł/mc, gaszek ujawniony sądownie, dziekan p
              > owiadomiony.


              Ty naprawdę uważasz ludzi tutaj piszących za idiotów? Naprawdę sądzisz, że ktoś uwierzy w te brednie o powiadomieniu dziekana?? Co on ma do życia prywatnego swoich studentów- osób pełnoletnich? Jaki zapis (statut uczelni, regulamin studiowania, ustawa?) to reguluje??Czy dziewczyna w wieku 21 lat nie może mieć chłopaka i sąd miałby się tym przejąć??

              Weź się nie ośmieszaj.
              • zolza42 Zmęczona 22.01.12, 11:37
                Oczywiście, że dziekan nic do tego nie miał.
                Ale sąd zasądził od panienki OBOWIĄZEK informowania ojca o efektach edukacyjnych, a panienka miała to w odwłoku. No więc jak się wyrok uprawomocnił, to wysłałam w imieniu mojego męża dziekanowi ksero z prośbą o informowanie ojca o wynikach w nauce jego córki.
                I dziekan je wysłał.
                Na podstawie tych marnych wyników w nauce mąż wniósł o zmiejszenie alimentów do 120/mc (z 3500/mc) i sąd takie niskie alimenty zasądził.
                No, a ponieważ panienka nadal miała naukę i ojca w odwłoku - następne wynki w nauce przesłane nam przez dziekana zostały podłączone pod wniosek o ustanie obowiązku alimentacyjnego. I sąd zasądził ustanie, choć/bo panienka miała 25 lat i nie ukończyła studiów.

                I w wieku 28 lat panienka studia w jednak ukończyła, a uczyła się BEZ ALIMENTÓW od ojca i jak w końcu przesłała ksero dyplomu magisterskiego, a ja sprawdziłam z całą pewnością, że to nie jest fałszywka - mąż kupił córce kawalerkę.
                I tyle.

                Nie wydawaj sądów, zanim się nie zastanowisz, Zmęczona.
                Albo może wypocznij?

                • zmeczona100 Re: Zmęczona 22.01.12, 13:41
                  Nie pogrążaj się coraz bardziej, zołzo.

                  > Ale sąd zasądził od panienki OBOWIĄZEK informowania ojca o efektach edukacyjnyc
                  > h, a panienka miała to w odwłoku.

                  Poczytaj, co sama napisałaś- sąd zobowiązał panienkę, a nie dziekana. Chcesz powiedzieć, że panienka jest dziekanem?


                  No więc jak się wyrok uprawomocnił, to wysłał
                  > am w imieniu mojego męża dziekanowi ksero z prośbą o informowanie ojca o wynika
                  > ch w nauce jego córki.
                  > I dziekan je wysłał.

                  Bujdy na resorach big_grin W uczelniach obowiązuje ustawa o ochronie danych osobowych i choćby z tego powodu nikt nie udzieli informacji o studentce poza nią samą- z wyjątkiem pełnomocnictwa potwierdzonego notarialnie. Owszem, gdyby sąd wysłał pismo i zażądał informacji, to wtedy wiadomo, że dziekan przesłałby ją, ale na pewno nie do Was, tylko do sądu.

                  Zołzo, studenci to dorośli, więc rodzice nie mają żadnych możliwości (poza sądem, prokuraturą) żądania jakichkolwiek informacji na ich temat z uczelni.

                  Może odpocznij?

                  PS Pracuję na uczelni, więc nie insynuuj kolejny raz, że mam nie wydawać sądów bez zastanowienia.
                  • zolza42 Re: Zmęczona 22.01.12, 15:39
                    Zmęczona, wyluzuj.
                    To panienka miała obowiazek informowania ojca o wynikacvh w nauce i z tego obowiązku się nie wywiązała, choć po uprawomocnieniu się wyroku została o te wyniki poproszona przez ojca listem poleconym za potwierdzeniem odbioru.
                    Po odczekaniu czasu potrzebnego panience do nadesłnia wyników w nauce - całość została skserowana i wysłana do dziekana z uprzejmą prośbą o pomoc.
                    I dziekan się do tej prośby przychylił.

                    To było na początku lat 2000, być może wtedy były inne standardy i nie wiem co mam Ci jeszcze powiedzieć. Nie mam powodu, aby zmyślać, bo teraz i tak wszystko się zmieniło w prawie polskim i dziś jest znacznie łatwiej pozbawić dorosłe dziecko alimentów, niż wówczas.

                    Dziś sądy np. chętnie zasądzają alimenty od dzieci dla rodziców - kiedyś nie do pomyślenia.

                    Nie wiem, gdzie pracujesz, ale jesteś bardzo agresywna.
                    Odpocznij.
                    • zmeczona100 Re: Zmęczona 22.01.12, 21:14
                      zolza42 napisała:

                      > Zmęczona, wyluzuj.
                      > To panienka miała obowiazek informowania ojca o wynikacvh w nauce i z tego obow
                      > iązku się nie wywiązała, choć po uprawomocnieniu się wyroku została o te wyniki
                      > poproszona przez ojca listem poleconym za potwierdzeniem odbioru.

                      Dalej się pogrążasz. Jedyną możliwością, jaką miał ojciec w tej sytuacji, to wniosek do sądu o zniesienie obowiązku alimentacyjnego- wtedy sąd zobowiązałby córkę do dostarczenia zaświadczenia z uczelni pod rygorem uznania wniosku ojca za zasadny.

                      A pracę w uczelni podjęłam kilka lat przed 2000r.

                      > Dziś sądy np. chętnie zasądzają alimenty od dzieci dla rodziców - kiedyś nie do
                      > pomyślenia.

                      Powaga? No popatrz, a ja byłam pewna, że to zmienił się model- z dawnego państwa opiekuńczego.
                • laura_fairlie Re: Zmęczona 23.01.12, 10:31
                  Zauważ, że tu panienka miała lat 25 - panienki 25-letnie są w stanie ukończyć do tego czasu studia (Beata to pewnie nawet ze 2 fakultety), nawet z jakąś poprawką czy dziekanką - a z twoich opisów wynika, że wtedy jeszcze trochę jej do ukończenia owych studiów zostało. Też bym nie łożyła na zdrową 25-latkę, która ma gdzieś kończenie nauki.
                  Tu mamy do czynienia z 19-20-latką, która nawet stając na rzęsach, nie jest w stanie szybko tych studiów ukończyć. Z dziewczyną, która na razie nie repetuje roku i nie ma przesłanek - na razie - że cokolwiek zawali.
                  To jest zupełnie inna sytuacja.
                  To, że panna potrzebuje korków z matematyki, od czasu do czasu ubrać się i zjeść, zużywa kocyki i wrzuca głupoty na fb - nie ma nic wspólnego z ograniczeniem obowiązków alimentacyjnych ojca. Ojca po prostu na to nie stać - i na tym powinni się skupić, a nie wytrząsać się, że ktoś ma jakieś potrzeby. Dziewczyna te potrzeby ma, jeśli ojciec nie zapłaci, to może pozostaną niezaspokojone - ale to nie oznacza, że znikną. Tak z ludzkiego punktu widzenia: rozumiem, że pana nie stać i że więcej nie zarobi, ale po prostu nie rozumiem czepiania się Beaty o potrzeby dziewczyny. Naprawdę nie są aż tak wydumane i wzięte z sufitu, jak się jej wydaje.
            • laura_fairlie Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 00:11
              Poczekałam, aż panienka skończy 21 lat i pokazałam jej, jak należy w życiu postępować.
              Alimenty zostały zredukowane do 120 zł/mc, gaszek ujawniony sądownie, dziekan powiadomiony. Dziewucha od kasy odcięta i trochę skompromitowana szybko skończyła studia i usamodzielniła się. Kupiliśmy jej mieszkanie i wszystko było na dobrej drodze. Nawet mówiło się o doktoracie i karierze naukowej.
              No i znowu uaktywniła się "dobra" i nad wyraz wyrozumiała mamuńcia czego efektem jest nieślubne dziecko panienki. Oczywiście karierę szlag trafił, bo panienka zapiernicza teraz na siebie, dziecko i gacha, który nie ma głowy do zarabiania kasy.

              Pojecia nie mam, dlaczego facet się nie żeni, a kobieta godzi się na to?
              Oczywiście, guzik mi do moralnej strony sprawy, chodzi mi o to, że jak się coś tej kobiecie stanie i np. będzie kaleką, to gach będzie płacił WYŁĄCZNIE na dziecko, a nią OCZYWIŚCIE nie.

              Chyba coś ci się epoki pomyliły.
              Bo nawet 20 lat temu przedślubne spanie ze sobą nie było niczym straszliwie gorszącym i niespecjalnie kogokolwiek obchodziło. Chyba że w jakimś zapadłym pierdziszewie, bo raczej nie w dziekanacie.
              Przyszło co do głowy, że nie wszyscy zaraz muszą chcieć się żenić czy wychodzić za mąż? Bo może nie mają takiej potrzeby i jest im wygodniej? Nawet łatwiej takiego niezarabiającego gacha z domu wykopać niż się z nim rozwodzić.
              No, chyba że to próbka scenariuszu do wenezuelskiej telenoweli... Bo jeśli to ma być polska produkcja, to raczej nie te realia...
            • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 00:53
              Prawie jak moja historia smile. Mój mąż ożenił się ze swoją eks, jak był studentem. On nie bardzo chciał, ale rodzinka eks zaczęła naciskać, bo tatuś ciężko chory, zaraz umrze, chce córunię widzieć na ślubnym kobiercu. Mój mąż, dobry człowiek, zgodził się na ślub. I tak się zaczęła jego 16-letnia gehenna. Żona, która ciągle miała za mało kasy - główna księgowa zresztą. Strasznie pazerne babsko, ciągle za mało. Kasę gromadziła w skarpecie, rodzinę ubierała na bazarze. Nie wolno było wydać złotówki bez jej zgody. Ciągłe kłótnie w domu, na które ona odpowiadała malutkiej Kasi (córce): jak nas tatuś zostawi, to nigdy nie spotkasz się z nim. I w takiej atmosferze Kasia dorastała. Aż mój mąż nie wytrzymał i jak Kasia miała 16 lat wystąpił o rozwód. Uprzedził swoją żonę, na co ta, z jego konta zabrała mu 15 tys. zł spadku po jego babci, wyczyściła też wspólne konto.

              Rozwód dostał dopiero po przepisaniu na córkę mieszkania. Wyszedł z domu z gitarą i bez złotówki.

              Córka jest od lat uczona, że tatuś ma tylko płacić kasę. Więc płacił 800 złotych miesięcznie alimentów (sam takie alimenty zaproponował), założył jej też konto, za zgodą eks, na które wpłacił 10 tys. 400 zł, kasę wzięły. Kupił laptopa, aparat fotograficzny najnowszej klasy, zafundował wycieczkę do Tunezji, korekcję zębów, co roku kupował książki do szkoły, fundował wyjazdy na ferie, odwoził je samochodem na te wyjazdy. Był na każde żądanie, odwoził z knajp i zawoził do knajp. Brał na zakupy do sklepów, kupował ciuchy, kupował ciuchy na Allegro, jakie sobie zamarzyła.

              Teraz dostał takiego kopa w tyłek, ze szybko się nie pozbiera.

              Mój mąż teraz chce tylko zredukować alimenty albo je w ogóle znieść. Na córkę nie może patrzeć i ja mu się nie dziwię.
              • yoma Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 11:50
                > Strasznie pazerne babsko,
                > ciągle za mało. Kasę gromadziła w skarpecie,

                Aaa, to dlatego mąż trzyma oszczędnosci na cudzym koncie smile
              • heksa_2 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 22.01.12, 15:29
                A do tej pory wydawało mi się, że oszczędnośc jest cnotą...
          • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 00:33
            Niestety, to nie jest bajka, chociaż brzmi nieprawdopodobnie. Trudno uwierzyć w to, że dorosła córka, która dostała mieszkanie od ojca i dostaje co miesiąc od 5 lat alimenty w wysokości 800 zł i dostała na swoje konto ponad tę kwotę - 10 tys. 400 zł - może podać ojca do komornika za 1600 zł.

            Ja bym się z tego śmiała, ale szkoda, że nie widziałaś mojego męża, jak komornik przyszedł do mojego domu. On kochał swoją córkę nad życie, nigdy złego słowa nie dał na nią powiedzieć, chociaż go zawsze traktowała jak bankomat.

            Zgnojony to został mój mąż i ja, przy okazji, bo do mojego domu przyszedł komornik.
      • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 00:17
        Nie czuję nienawiści do córki mojego męża, od dwóch lat zapraszałam ją do nas, nie skorzystała, powiedziała ojcu, że może sobie mieć "kogoś", ale żadnych obiadków, poznawania jego "panienki" itp. Na ślub też ją zaprosiłam, chociaż bałam się, że narobi obciachu, bo nie wyraziła wcześniej zgody na jakiekolwiek spotkania. Nie przyjechała.

        Mój syn chociaż ma 15 lat sam się uczy języków, ma uzdolnienia w tym kierunku, nie muszę mu płacić za korepetycje. Jest zdolnym informatykiem, sam programuje, mimo młodego wieku jeden z portali komputerowych o grach zatrudnił go jako felietonistę.

        Rośnie jak na drożdżach, ma już 185 cm wzrostu, a jednak tej zimy chodzi w kurtce, którą mu kupiłam w zeszłym roku, tylko buty mu kupiłam nowe. Nie kupuję mu ubrań w lumpeksach, tylko w sieciówkach, ale też 3 kurtek rocznie mu nie kupuję, ani dwóch par kapci, dwóch piżam, 12 par majtek, 2 klapek japonek, 3 par spodni długich, jednej pary 3/4, 2 par krótkich, nie licząc spódnic i garsonek, które wyliczyła córka mojego męża.

        Może dla ciebie 800 zł to nic, dla mnie to dużo, jak mąż stracił pracę.

        • sonia_30 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 00:39
          Zdecydowanie spódnic i garsonek nie licz...
          • zmeczona100 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 01:03
            big_grin
        • yoma Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 11:53
          > 3 kurtek rocznie mu nie kupuję
          > , ani dwóch par kapci, dwóch piżam, 12 par majtek, 2 klapek japonek, 3 par spod
          > ni długich, jednej pary 3/4, 2 par krótkich, nie licząc spódnic i garsonek,

          To bardzo dobrze, ze nie kupujesz chłopcu spódnic i garsonek...

          Beata, no kurnażeżjegoolek, jeszcze z podpasek ją rozlicz.
        • zolza42 Beato, 22.01.12, 11:43
          Mnie już nic nie zdziwi, jeśli chodzi o córkę mojego męża.
          Tobie powiem tak: olej to wszystko w jasną cholerę, panienkę poradź mężowi wziąć na krótką smycz, to może jeszcze coś z niej będzie.
          Ale raczej czarno to widzę.

          Twój mąż ma problemy ze zdrowiem jak doczytałam?
          To tym bardziej niech wystąpi o zmiejszenie alimentów do 100 zł/mc.
          Myślę, że się uda.
    • malgolkab a w ogóle to się zdecyduj 17.01.12, 10:05
      Pan był gołodupcem, po kilku miesiącach: A móż mąż, chociaż był gołodupcem po rozwodzie, załozył własną działalność gospodarczą i od dwóch miesięcy zarabia tyle, że mogę już nie pracować ) mineło kilka następnych i znowu jest kiepsko. To gdzie się podział ten gruby szmal, dzięki któremu mogłaś już nie pracować?
      Rozumiem, że swojego syna przestaniesz finansować zaraz po maturze i jego ojciec przestanie płacić alimenty?
      • szizumami Re: a w ogóle to się zdecyduj 17.01.12, 22:29
        ..miłośc tak pieknie tłumaczy---
        zdrade szaleństwo i gniew...
        la la la

    • mama_myszkina Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 00:05
      Nie znam przeszłości Autorki na tym forum, więc postaram się napisac obiektywnie.

      4000PLN rocznie to zawrotna suma jak na ciuchy dla studentki. Wychodzi 333,3(3)PLN miesiecznie. Na pewno nie jest to kwota, jaką typowy student przeznacza na ubrania raz w miesiacu! Raczej na jedzenie... .

      Te korepetycje z matematyki tez są podejrzane. Przeciez ona studiuje ten kierunek, mogłaby sama pogrzebać w internecie, w czytelni albo poprosić kogoś, kto rozumie zagadnienia o ich wytłumaczenie.

      Z moich studenckich czasów pamietam, że na pierwszym roku to już się raczej korepetycje dawało.
      • kowalka33 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 07:37
        Proponuje przypomnieć sobie post Beaty z ubiegłego roku....nie potrafię cytować , czytałam go wczoraj (jest bodaj z 21 stycznia 2011), Beata pisze że ma na nastolatka 600 alimentów (tylko wg Beaty). Ze dobrze że ona ma bo tak syn nie miałby wakacji, dodatkowych zajęć . Beata pisze bez niechęci ze praktycznie co miesiąc jest zmuszona do kupowania kurtek, butów dla rosnacego nastolatka. Córka męża toczy boje o 800 , może zawyża koszt ubrań na zasadzie , jestesmy na noże, musze coś uzasadnić więc wpisuje zeby się zgadzało. Beata pisze że dziewczyna ma stypendium, jest na pierwszym roku więc jest socjalne , wiec u matki z kasą jest naprawdę krucho, poza tym moze być to dofinansowanie do obiadów czy akademika. W ogóle kluczowe jest czy dziewczyna studiuje w miejscu zamieszkania czy nie a np. w duzym miescie. Wtedy 800 alimentów dla kogoś na pierwszym roku nie jest jakimś kokosem. Naturalnie pytanie brzmi czy ojciec ma jakiekolwiek dochody tak naprawdę , ale jak pisze beata to biznesmen....Ktos tu fantastycznie pisał ze 400 alimentów to dziadostwo ale 400 dla dziecka m to szczyt głupoty i wyrzucania kasy na byle co...
        • kara_mia Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 08:36
          forum.gazeta.pl/forum/w,567,131343778,131343778,pytanie_o_budzet_dziecka.html
          • mama_myszkina Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 10:09
            Dalej uważam, że ponad 330 złotych miesięcznie na ciuchy dla studentki to o wiele za dużo.

            No i chyba naprawdę pannie się w głowie poprzewracało sądząc po tym, jaki blog prowadzi w internecie. Moze się pogubiła, ale ktoś powinien nią w porę potrząsnąć.
            • kowalka33 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 12:34
              Ty naprawdę wierzysz w ten blog? -naiwna poszukaj w archiwum wypowiedzi Beaty , to zobaczysz jakie historie potrafi tworzyć i na jakie tematy się wypowiada. Ona ma jakiś problem ze sobą tylko woli cały ten syf zwalać na młoda dziewczynę i tyle...Przy okazji tez uważam że 330 na ubrania to dużo jak na niezamożną dziewczynę. Tu akurat kłania praca wakacyjna. Ale znając bajdurzenia Beaty na forach równie dobrze w pozycji 330 miesięcznie widnieje w realu akademik, no tylko to nie brzmi tak jak powinno. Pani BEata wypowiada na wiele spraw (wzajemnie się wykluczających) na wielu różnych forach. W seks blog uwierzę jak zobaczę nazwę bloga...
              • duza-zolza Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 16:43
                --poszukaj w archiwum wypowiedzi Beaty ,

                Przyznajcie się, ilu ojców po rozwodzie nadpłaca córce ponad 10 tys alimentów, (co miesiąc płacąc ponad 3000), aby potem jak straci pracę odebrac od córki tą kasę na własne potrzeby.
                No i sprawa tego mieszkania, które zapisał córce, potem, że niby połowę ze swojej częsci....a teraz cofa darowizne....

                mam inne doświadczenia życiowe zwiazane z płaceniem na dzieci, stąd moje zdumienie..smile
                • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 22.01.12, 04:24
                  Szkoda, że nie widziałaś mojego męża, jak komornik do mnie do domu przyszedł. Zadzwonił do córki i najbardziej cenzuralne słowo, które wykrzyczał do niej to było "pazerna świnio'. Wyrwałam mu słuchawkę i zakończyłam rozmowę. Tak, ja zła macocha.

                  Mój mąż nie płacił co miesiąc ponad 3 tys. jak piszesz, to jest twoja wyobraźnia. Czytaj posty ze zrozumieniem
        • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 01:30
          Nie napisałam nigdzie, że syn nie miałby na wakacje, gdyby nie 600 zł alimentów od taty. Co za bzdury.

          Tak, rok temu syn urósł ze 140 cm cm do 170 i musiałam mu co miesiąc kupować nowe dżinsy.

          Dziewczyna ma stypendium od władz miasta, a nie socjalne. Wystarczy mieć dobre stopnie na świadectwie, żeby uzyskać takie stypendium. Przyznali je setkom licealistów.

          Mamusia jest główną księgową w firmie, poza tym prowadzi w domu - bez płacenia podatków - księgowość kilku firm. Ma certyfikat Ministerstwa Finansów na prowadzenie usługowo księgowości firm, a mimo to zarabia oficjalnie zaledwie 1600 zł. smile). Biedna mamusia smile))

          Mój mąż "biznesmen" jak piszesz, założył działalność gospodarczą kilka miesięcy temu. Jak stracił pracę. Taki z niego biznesmen.

          Jeszcze jakąś bzdurę masz na podorędziu?
          • laura_fairlie Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 10:18
            Dziewczyna ma stypendium od władz miasta, a nie socjalne. Wystarczy mieć dobre
            > stopnie na świadectwie, żeby uzyskać takie stypendium. Przyznali je setkom lice
            > alistów.
            Czyli stypendium jest pewnie do czerwca i wcale nie musiała zrobić żadnych machlojek, żeby je dostać.
            To mamusia może 1600 zarobić, a biednego tatusia ty musisz utrzymywać?

            Tak, rok temu syn urósł ze 140 cm cm do 170 i musiałam mu co miesiąc kupować no
            > we dżinsy.
            Ale to były uzasadnione potrzeby - pewnie na te spodnie wydałaś ze 2 tysiące przez rok. I zużył pewnie ze 20 par - a mogłaś kupić mu 4 pary, tylko nogawki podłożyć... a jak ktoś inny zużywa 4 pary spodni (tak, jak się w spodniach chodzi, to 4 pary rocznie to jest mało) - to się oburzasz. Jesteś ilustracją starej prawdy - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
      • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 01:07
        Też bym chciała mieć 4 tys. rocznie na ciuchy smile)

        Co do korepetycji, ona ma kilkanaście bibliotek uniwersyteckich, w każdej dostęp do netu i do zasobów sieciowych z całego świata. Studentka matematyki, która na pierwszym roku wymaga korepetycji z matematyki? To jest zwykłe naciąganie na kasę, a nie "usprawiedliwione potrzeby dziecka".
        • laura_fairlie Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 10:05
          W świetle tego, co robi taka PW - korepetycje z matematyki nie wydają się wcale naciągane. Naprawdę wymagania na matematyce są nieco wyższe niż matura z matematyki na poziomie rozszerzonym, nawet zdana na 100%. Wiele lat temu siostra studiowała informatykę (na UW to ten sam wydział) - wierz mi - po bardzo dobrym liceum, po dobrym mat-fizie, z głową absolutnie matematyczną - i tak, były przedmioty, z których zaliczeniem miała kłopoty - tzn. nie skończyło się na pierwszym podejściu. A wtedy - aby dostać się na ową informatykę - toegzamin wstępny z matematyki - robiony przez wydział - trzeba było zdać na minimum 4,5. Na matematykę można było się dostać dużo łatwiej - wiesz, ilu ludzi nie kończyło pierwszego roku?
          Obawiam się, że ze swoimi dwoma fakultetami nie miałabyś czego szukać na matematyce. Być może dziewczyna też nie powinna tam iść, a być może - po obecnej nauce matematyki w liceum - większość ludzi bierze korki na pierwszym roku celem wyrównania braków. Bo nie są w stanie zrozumieć, o czym mówi wykładowca.
        • laura_fairlie Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 10:11
          A co do ciuchów: być może twojego męża nie stać, bo mało zarabia, ale naprawdę nie zmyślaj, że 4 tys na ciuchy, wydawane przez młodą dziewczynę przez rok, to są jakieś straszliwe fanaberie i straszliwa zgroza. Tak, wiem, są ludzie, którzy tyle nie wydają, ale to naprawdę nie są jakieś straszliwe sumy.
          • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 22.01.12, 11:49
            Wydaję czasem więcej na swoje ubrania, niż 4 tys./mc.
            ALE JA NA TO PRACUJĘ.
            I robię ze swoimi pieniędzmi co zechcę.

            A ta rozwydrzona panienka nawet jak skończy cudem studia i dostanie pracę, to zarobi co najwyżej 1100 netto/mc.
            I jak będzie z tego żyć?
            Znowu do tatusia łapki wyciągnie?
    • gawel79 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 16:13
      Stypendium naukowego nie otrzymuje się na pierwszym semestrze, a ustawowa wysokość dochodów uprawniająca do ubiegania się o stypendium socjalne to obecnie max. 780 zł netto. Panna samych alimentów dostaje 800, więc jeśli otrzymuje stypendium socjalne, tzn. że tych alimentów po prostu nie wykazała, bo nie zmieściłaby się w kryterium dochodowym.

      Korpepetycje można brać w gimnazjum, wbrew temu co tu piszą, analiza matematyczna to nie jest wiedza tajemna (a przynajmniej na studiach politechnicznych jest punktem wyjścia do zrozumienia teorii na kierunkowych przedmiotach) i przy odrobinie samozaparcia jest możliwa do przyswojenia na podstawie literatury, która w uniwersyteckiej bibliotece na pewno jest obfita, czy nawet na podstawie materiałów i przykładów w internecie. A w każdym razie powinna być możliwa do opanowania dla kogoś, kto się zdecydował studiować matematykę, więc mąż może się bronić, że ta pozycja służy podbiciu kosztów utrzymania, tak samo jak m.in. konieczność zakupu 3 kurtek i koca rocznie.

      Wykonanie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka wprawdzie może polegać w całości lub w części, na osobistych staraniach o jego utrzymanie lub wychowanie, ale Kodeks Rodzinny mówi tu w odniesieniu do dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie, orzecznictwo chyba nie precyzuje że ten passus miałby się odnosić także do dorosłych, samodzielnych dzieci. Argumentacja o partycypacji matki, polegającej na wychowywaniu córki jest wobec tego kolejnym punktem, który można próbować obalić, bo zdrowa, dorosła panna równie dobrze sama mogłaby pomagać swojej matce.

      Jeśli ojciec utracił stałe dochody i dalsza alimentacja jest połączona z nadmiernym dla niego uszczerbkiem, a panna częściowo utrzymuje się już sama, do tego kombinuje i wykazuje się niewdzięcznością, to moim zdaniem można by tu próbować wnioskować o zniesienie obowiązku, a nie o obniżkę.


      • zmeczona100 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 20:53
        Czy w Twoim nicku jest Twój rok urodzenia?
        • tricolour A w Twoim nicku jest wiek? 19.01.12, 09:12
          By tak sprawiedliwie podejśc do manipulacji... jakoby wiek przekładał się na stan oleju w głowie?
          • mola1971 Re: A w Twoim nicku jest wiek? 19.01.12, 09:22
            Tri, czy Ty nie przesadzasz? W prostym, nieoceniającym pytaniu manipulacji się doszukujesz.
            • tricolour Ale jest insynuujące i sugerujące! 19.01.12, 09:26
              To byłoby normalne pytanie gdydby Zmęczona zapytała w jakim wieku jest kolega. Ona jednak zapytała czy wiek jest połączony z nickiem. No to ja pytam, o to samo Zmęczoną, a Ty to odbierasz tak jak ja - jako przesadę.

              Czyli miałem rację.
              • mola1971 Re: Ale jest insynuujące i sugerujące! 19.01.12, 09:41
                Jako przesadę odbieram Twoją reakcję na całkowicie neutralne wg mnie pytanie Zmęczonej.
                • tricolour Czy całkowicie neutralne pytanie... 19.01.12, 09:45
                  ... Zmęczonej o związek liczby w nicku z wiekiem jest jednocześnie przesadą gdy ja pytam o związek liczby w nicku z wiekiem.

                  Wynika z tego, że występowanie przesady nie zależy od pytania tylko od tego, kto pyta.
                  • mola1971 Re: Czy całkowicie neutralne pytanie... 19.01.12, 09:55
                    Przesadą jest to, że zarzuciłeś jej manipulację a nie, że zapytałeś ją o związek cyferek w jej nicku z wiekiem.
                    • tricolour Możliwości są dwie... 19.01.12, 10:10
                      ... albo związek liczby z wiekiem jest albo go nie ma. Logicznie są dwie.

                      1. Jesli związek jest, to facet ma 33 lata. Nie jest zatem ani za młody ani za stary do napisania postu (sensownego postu, tak przy okazji) więc nie ma sensu pytać o związek wieku z liczbą jest ten związek nie rzutuje.

                      2. Jeśli związku nie ma, to nie ma sensu pytać o związek tego, o czym z góry zakładamy, że nie ma związku.

                      Jest też trzecie rozwiązanie (poza logiką) i o nim napisałem.
                      • mola1971 Re: Możliwości są dwie... 19.01.12, 10:17
                        Tri, Ty się kompletnie na kobietach nie znasz. To co napisałeś może i logiczne jest, ale z męskiego punktu widzenia. Istnieje jeszcze coś takiego jak zwykła babska ciekawość i wg mnie Zmęczona li tylko z powodu ciekawości zadała pytanie. A Ty od razu manipulacji się doszukujesz i zakładasz złe intencje.
                        • sonia_30 Re: Możliwości są dwie... 19.01.12, 10:27
                          Nie no Mola, pls... nie sprowadzaj babskiej ciekawości do łagodnie mówiąc "blondynkowatości"... Napisałabyś coś merytorycznie i w odpowiedzi dostajesz jedynie pytanie o wiek, to co sobie myślisz? Bo ja bym się żachnęła
                          • mola1971 Re: Możliwości są dwie... 19.01.12, 11:52
                            Ależ ja kilka razy zostałam zapytana, czy liczba w moim nicku to rok urodzenia, i jakoś nigdy nie potraktowałam takiego pytania jako coś złego.
                            • sonia_30 Re: Możliwości są dwie... 19.01.12, 12:31
                              A w jakich okolicznościach przyrody? Bo to ma podstawowe znaczenie jednak...
                              • mola1971 Re: Możliwości są dwie... 19.01.12, 13:57
                                A w takich jak tutaj, znaczy w dyskusji forumowej. Dlatego ten komentarz Tri mnie zadziwił.
                                • sonia_30 Re: Możliwości są dwie... 19.01.12, 15:21
                                  Czyli co Molka idziesz dajmy na to na szkolenie ze Strategii opcyjnych (tylko nie pisz mi że Cię nie interesuje ;-P), jest czas na zadawanie pytań, Ty się wyrywasz: 'przepraszam a ile Pan ma lat?' i nikt nie jest absolutnie zdziwony? wink
                                  W tym rzecz, że różne są dyskusje forumowe. Są stali bywalcy Forum i tacy co wpadają po raz pierwszy (jak Gaweł), rozmawiamy na tematy poważne i mniej oficjalne, i jeśli pytanie o wiek padnie naturalnie, tudzież wynika z kontekstu rozmowy i na dodatek pytającego znam czy kojarzę, jest OK. Zgrzyt powstaje jak ktoś kompletnie nie znany, ni w 5 ni w 10, w oderwaniu od tego co napisałam, wali pytaniem czy numerek w nicku zaszyty to mój rocznik czy może numer buta, ewentualnie inny parametr. Jakby Zmęczona krótkie uzasadnienie podała - OK. A tak automatem rusza myślenie "o co tym razem kaman?". Rocznik 79 za stary by zasady przyznawania stypendiów znał? Czy może coś w Gawła wypowiedzi ujęło Zmęczoną na tyle, że znajomość bliższą zawrzeć chce, a wiek ma znaczenie wszak... No nie wiem...
                                  • mola1971 Re: Możliwości są dwie... 19.01.12, 15:37
                                    Co konkretnie Zmęczoną kierowało to ja też na 100% nie wiem bo w jej głowie nie siedzę smile
                                    Może sama się wypowie i wyjaśni.
                                    • zmeczona100 Re: Możliwości są dwie... 19.01.12, 20:52
                                      big_grin big_grin big_grin

                                      Noż proszę, jakie śledztwa i analizy były prowadzone w związku z moim pytaniem. Ale Was rozczaruję smile Gaweł napisał o tym, że samemu mozna sobie poradzić z lukami w wiedzy matematycznej, studiując ją, albo koledzy mogą pomóc. Jeśli 79 to rok urodzenia, to doświadczenia Gawła dzisiaj się już nie przydają. To jeszcze rocznik, gdy matematyka w liceum stała na innym poziomie. Dzisiaj trzeba być geniuszem matematycznym, aby sobie radzić bez korków, a przecież nie sami geniusze studiują. Ileż to razy słychac w mediach narzekania rektorów politechnik na niski poziom studentów I roku? A jak ktoś jest bardziej zainteresowany, to pewnie słyszał o tym, jaki odsiew jest własnie na I roku i z jakiego powodu.

                                      Sama pamiętam podejście szkół/nauczycieli/ programów nauczania do matematyki "za moich czasów" i mam teraz porównanie z tym, JAK ją serwują gimnazjalistom....

                                      No i zagadka pytania została rozwiązana wink

                                      Tri, to jak- jesteś zadowolony? Bo jeśli nie, to napisz, co mam napisać, abyś poczuł się usatysfakcjonowany moją odpowiedzią.
                                      • mayenna Re: Możliwości są dwie... 19.01.12, 21:16
                                        Gaweł założył konto, spłodził ten jeden post i zniknął; ciekawe dlaczego?smile
                                      • tricolour Jestem bardzo zadowolony... 19.01.12, 23:23
                                        ... ale na ten stan nie ma żadnego wpływu post Twój ani niczyj inny.

                                        Zresztą sprawa związku kawałka nicku z wiekiem została przeze mnie załatwiona w godzinach porannych w stopniu definitywnym przez co przeszła w stan nieznaczącej historii.
                                        • mola1971 Re: Jestem bardzo zadowolony... 19.01.12, 23:30
                                          Skoro to tylko nieznacząca historia to po co tu wracasz? Wiem! Trudno przyznać się do błędu w logicznym (z punktu wiedzenia mężczyzny) myśleniu tongue_out
                                          • tricolour Zostałem zapytany więc odpowiedziałem... 19.01.12, 23:38
                                            ... jak nakazuje grzecznośc i poszanowanie rozmówcy.

                                            Zreszta taka grzecznośc i poszanowanie powinna skłaniac do zadania pytania wprost mnie, a nie mimochodem w rozmowie z kim innym, ale nie bądźmy zbędnymi purystami...
                                            • zmeczona100 Re: Zostałem zapytany więc odpowiedziałem... 19.01.12, 23:51
                                              > Zreszta taka grzecznośc i poszanowanie powinna skłaniac do zadania pytania wpro
                                              > st mnie, a nie mimochodem w rozmowie z kim innym, ale nie bądźmy zbędnymi purys
                                              > tami...

                                              To nowość jakaś, wszak nie tak dawno byłeś dumny z tego, że nazwałam Cię purystą egocentrycznym.
                                              • tricolour Odebrałem jako komplement... 19.01.12, 23:59
                                                ... o dumie nic nie było. Proszę nie mijać się z prawdą.
                                                • zmeczona100 Re: Odebrałem jako komplement... 20.01.12, 00:13
                                                  Niektórzy mówią, że deszcz pada, a to tylko plucie.
                                                  • tricolour Trochę szkoda... 20.01.12, 00:18
                                                    ... że zmuszasz mnie bym Ci przed ślepia to podstawił:

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,131717902,131756199,Owszem_pokrecilas_.html
                                                  • zmeczona100 Re: Trochę szkoda... 20.01.12, 00:33
                                                    ??
                                                    To określenie to wg Ciebie komplement????????????????

                                                    savoir-vivre.wieszjak.pl/slownik/86307,Purysta-jezykowy.html
                                                  • tricolour Kiedyś mi sie wydawało... 20.01.12, 08:31
                                                    ... że sobie tu pisujesz, szukasz wsparcia, pomocy. No to wskazywałem na luki w sposobie myślenia, które po ponad dwóch latach owocują dalej sądową walką, która prowadzi Cię nad grób. Związek jest jasny: koszt emocjonalny walki przekłada się na objawy fizyczne. Ty jednak wszystko wiesz najlepiej, a skoro chcesz tak żyć, to męcz się dalej. Doradzasz innym równiez walkę do upadłego nawet gdyby mieli powtórzyć choróbska, ale to nie moja sprawa - walcz ile wlezie, po nas choćby potop.

                                                    Przyparta do muru choćby cytatem zachowujesz się jak dzieciak. Łzesz, kręcisz, kombinujesz, wkładasz w usta rzeczy przeze mnie niewypowiedziane. Sama wymyśliłas purystę egocentrycznego, ale niewygoda przy jawnym krętactwie zaprowadziła Cię do purysty językowego choć to Ty sama pisałaś (a nie ja, bo ja się literalnie odciąłem od zbędnego puryzmu), by cytaty z róznych wypowiedzi wkładac w rózne akapity. Zatem tępisz narzędziem, które tępisz i sama przez to giniesz - związek walki z chorobą wręcz uderzający.

                                                    Więc oddaje pole: kop sobie na nim grób beze mnie.
                                                  • zmeczona100 Re: Kiedyś mi sie wydawało... 20.01.12, 08:58
                                                    big_grin
                                                    Masz rację- wydawało Ci się i nadal wydaje smile
                                                    A ja na to wpływu nie mam i guzik mnie obchodzi, co Ci się wydaje.
                                                    Ciebie nie interesuje to, co jest rzeczywiście, tylko to, co jest wg Ciebie (co Ci się wydaje własnie). Tak samo, jak nie interesują Cię inne odpowiedzi niż te, których oczekujesz. Przerabiałam to w małżeństwie i wyczuwam na odległość, kiedy ktoś posługuje się własnymi wyobrażeniami, a nie faktami czy tym, jak coś odbierają osoby, których dana sprawa bezpośrednio dotyczy.

                                                    A z puryzmem kręcisz, oj, kręcisz; puryzm egocentryczny to przecież puryzm językowy, Miszczu.

                                                    O tak, walczę w sądzie od dwóch lat, a mój syn jest pełnoletni itp. To już przerabialiśmy niedawno. Ale -jak pisałam- dla Ciebie jest tak, jak Ci się wydaje.

                                                    Nie traktuj innych jak kretynów, bo to świadczy o Tobie, a nie o innych. Funkcjonujesz na zasadzie "skoro ja tak myślę, to wszyscy myślą tak samo", co świadczy o tym, że nie potrafisz zrozumieć, iż inni posiadają własne, osobiste stany umysłowe i myślą samodzielnie oraz są w stanie wyciągać wnioski.

                                                    EOT
                                            • mola1971 Re: Zostałem zapytany więc odpowiedziałem... 19.01.12, 23:57
                                              Przecież pytanie zostało zadane wprost Tobie. A że nie w kolejności drzewka? Jakoś problemu ze nalezieniem nie miałeś, więc jednak cel został osiągnięty tongue_out
                                        • zmeczona100 Re: Jestem bardzo zadowolony... 19.01.12, 23:48
                                          tricolour napisał:

                                          > ... ale na ten stan nie ma żadnego wpływu post Twój ani niczyj inny.

                                          Nie pytałam o to, czy jesteś zadowolony, ale o to, czy jesteś usatysfakcjonowany moja odpowiedzią.

                                          >
                                          > Zresztą sprawa związku kawałka nicku z wiekiem została przeze mnie załatwiona w
                                          > godzinach porannych w stopniu definitywnym przez co przeszła w stan nieznacząc
                                          > ej historii.

                                          Aż to baba wredna jestem- pokrzyżowałam Twoje zakusy na Naczelnego Nieomylnego Forum i Znawcy Kobiecej Logiki, odkrywając moje intencje i sięgając do zakamarków mrocznej historii Twojej dedukcji.... A to pech, no...
                                          • tricolour A, to bardzo przepraszam... 20.01.12, 00:02
                                            ... skoro zapytałaś cytuję:"Tri, to jak- jesteś zadowolony?" to oczywiście nie pytałaś czy jestem zadowolony, co wyjaśniłaś słowami "Nie pytałam o to, czy jesteś zadowolony".

                                            O satysfakcji też coś było, ale przyznam, że teraz czuję się wręcz rozbawiony!
                                            • zmeczona100 Re: A, to bardzo przepraszam... 20.01.12, 00:10
                                              Myśli oddziela się akapitami, a nie pisze w jednym wersie, Miszczu:

                                              "Tri, to jak- jesteś zadowolony? Bo jeśli nie, to napisz, co mam napisać, abyś poczuł się usatysfakcjonowany moją odpowiedzią".

                                              To teraz logicznie wytłumacz, z czego to zadowolenie, o które pytałam, miało wynikać- tak w ogóle z życia, czy może jednak z otrzymania satysfakcjonującej Cię odpowiedzi? Miszczu, wykaż się teraz swoją logiką.
                                              • tricolour Stajesz się coraz bardziej żałosna... 20.01.12, 00:25
                                                ... naprawdę nie mam przyjemności tak Ciebie oceniać, ale skoro sobie ze mnie tym Miszczem szydzisz i to tylko z tego powodu, że zaczynasz przeczyć cytatom...

                                                Nie szanujesz siebie.
                                                • zmeczona100 Re: Stajesz się coraz bardziej żałosna... 20.01.12, 00:34
                                                  ojojojjjj, idę się powieszę, pociacham albo skoczę do Wisły normalnie.

                                                  Tri manipulancie, jestem bardzo odporna na takie zagrywki- nie robią na mnie żadnego wrażenia smile
                        • mama_myszkina Re: Możliwości są dwie... 19.01.12, 15:35
                          mola1971 napisała:

                          > Tri, Ty się kompletnie na kobietach nie znasz. To co napisałeś może i logiczne
                          > jest, ale z męskiego punktu widzenia. Istnieje jeszcze coś takiego jak zwykła b
                          > abska ciekawość i wg mnie Zmęczona li tylko z powodu ciekawości zadała pytanie.
                          > A Ty od razu manipulacji się doszukujesz i zakładasz złe intencje.

                          Nie usprawiedliwiaj głupoty płcią, bo robisz krzywdę madrym kobietom. Takie tez istnieją.
                          • mola1971 Re: Możliwości są dwie... 19.01.12, 15:39
                            Oświeć mnie zatem co w tym przypadku jest głupotą?
      • mama_myszkina Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 18.01.12, 23:01
        gawel79 napisał:

        > Stypendium naukowego nie otrzymuje się na pierwszym semestrze, a ustawowa wysok
        > ość dochodów uprawniająca do ubiegania się o stypendium socjalne to obecnie max
        > . 780 zł netto. Panna samych alimentów dostaje 800, więc jeśli otrzymuje stypen
        > dium socjalne, tzn. że tych alimentów po prostu nie wykazała, bo nie zmieściłab
        > y się w kryterium dochodowym.

        No no, gdyby to była moja córka, to bym zażądała wyjaśnień pod groźbą ujawnienia oszustwa. Ona złamała prawo, bo to jest wyłudznie i poświadczenie nieprawdy i jesli teraz się jej upiecze, to niestety ale wejdzie jej to w krew i będzie sobie tak w życiu 'radzić'.
      • mayenna Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 06:12
        Alimentów nie można nie wykazać. Do stypendium potrzebne są zaświadczenia z US o dochodach rodziców. Jesli jednego nie ma to albo wyrok sadu o alimentach, albo zaświadczenie od komornika o ich ściągalności, albo akt zgonu rodzica.
        Stypendium socjalne dostaje student także na pierwszym semestrze studiów.
        • kowalka33 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 08:37
          mam wrażenia ze wszelkie dyskusje alimentacyjne mają dwa obozy-jeden uważa że kazdy wydany pieniądz ponad absolutne minimum to pieniądz wydany na prózno. Dzieci generalnie powinno sie utrzymywać do góra 18 roku (bo potem z dobrobytu pisza seks blogi) i generalnie sa podłe, niewdzięczne i kombinują i kradną. Do obozu tego raczej zaliczyć należy tkzw. alimenciarzy bądż partnerki czy partnerów tychze. Drugi to raczej matki wychowujące dzieci na codzień , majace swiadomość realnych kosztów (pewnie też zdażają się przechyły w drugą stronę)
          Z Beatą jest taki problem że ja nie bardzo wierzę że jest realna, pisze w na tylu forach o takich głupotach...podła córka m wyziera z kazdego kąta.
          • kowalka33 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 08:38
            miało być zdarzają naturalnie, literówki mnie nie rażą ale ortograficzne już tak...

            kowalka33 napisała:

            > mam wrażenia ze wszelkie dyskusje alimentacyjne mają dwa obozy-jeden uważa że k
            > azdy wydany pieniądz ponad absolutne minimum to pieniądz wydany na prózno. Dzie
            > ci generalnie powinno sie utrzymywać do góra 18 roku (bo potem z dobrobytu pisz
            > a seks blogi) i generalnie sa podłe, niewdzięczne i kombinują i kradną. Do oboz
            > u tego raczej zaliczyć należy tkzw. alimenciarzy bądż partnerki czy partnerów t
            > ychze. Drugi to raczej matki wychowujące dzieci na codzień , majace swiadomość
            > realnych kosztów (pewnie też zdażają się przechyły w drugą stronę)
            > Z Beatą jest taki problem że ja nie bardzo wierzę że jest realna, pisze w na ty
            > lu forach o takich głupotach...podła córka m wyziera z kazdego kąta.
            • altz Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 09:03
              kowalka33 napisała:
              > mam wrażenia ze wszelkie dyskusje alimentacyjne mają dwa obozy-jeden uważa
              > że kazdy wydany pieniądz ponad absolutne minimum to pieniądz wydany na prózno.

              Jakoś wyjątkowo prosty ten Twój świat albo tylko widzenie świata, ja takich problemów nie zauważyłem.
              Raczej chodzi o to, i tak ludzie piszą, że jest pewna kwota, którą się płaci. Poza tą kwotą tylko rodzica wolą jest dołożyć, ale powinien wiedzieć na co i być przekonanym do tego. Taki prosty i przejrzysty układ sponsorski. Często się proponuje: płać, ile możesz i nie pytaj na co, jeśli nie masz, to weź pożyczkę.
              Poza tym alimenciarzami są oboje rodzice, matka również.
              • mama_myszkina Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 15:37
                altz napisał:

                > kowalka33 napisała:
                > > mam wrażenia ze wszelkie dyskusje alimentacyjne mają dwa obozy-jeden uważ
                > a
                > > że kazdy wydany pieniądz ponad absolutne minimum to pieniądz wydany na pr
                > ózno.
                >
                > Jakoś wyjątkowo prosty ten Twój świat albo tylko widzenie świata, ja takich pro
                > blemów nie zauważyłem.
                > Raczej chodzi o to, i tak ludzie piszą, że jest pewna kwota, którą się płaci. P
                > oza tą kwotą tylko rodzica wolą jest dołożyć, ale powinien wiedzieć na co i być
                > przekonanym do tego. Taki prosty i przejrzysty układ sponsorski. Często się pr
                > oponuje: płać, ile możesz i nie pytaj na co, jeśli nie masz, to weź pożyczkę.
                > Poza tym alimenciarzami są oboje rodzice, matka również.

                Własnie. Mnie martwi, że dziewczyna już zaczyna kręcić i oszukiwać (możliwe zatajenie alimentów). Widocznie podała, że mieszka z matką i nie ma alimentów. Jak teraz nie poniesie konsekwencji, to jej to wejdzie w krew.
                • sonia_30 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 16:06
                  Nie ma opcji zatajenia alimentów, bo do wniosku o stypendium socjalne trzeba załączyć sporo dokumentów - Mayenna o tym pisała. Uczelnie to nie instytucje charytatywne nie rozdają kasy na piękne oczy.
                  • mama_myszkina Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 21:20
                    sonia_30 napisała:

                    > Nie ma opcji zatajenia alimentów, bo do wniosku o stypendium socjalne trzeba za
                    > łączyć sporo dokumentów - Mayenna o tym pisała. Uczelnie to nie instytucje char
                    > ytatywne nie rozdają kasy na piękne oczy.

                    Owszem jest. Wystarczy, że dziewczyna napisze we wniosku, że mieszka z matką i nie wspomni o ojcu.
                    • mayenna Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 21:22
                      To ja zapytają i albo dostarczy akt zgonu, albo wyrok rozwodowy/alimentacyjny
                      • mama_myszkina Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 20.01.12, 03:55
                        mayenna napisała:

                        > To ja zapytają i albo dostarczy akt zgonu, albo wyrok rozwodowy/alimentacyjny

                        To powie, że ojciec dał w długą i nie ma jeszcze rozwodu, nie utrzymuje kontaktów z rodziną.

                        Znam osoby, które naprawdę były w takiej sytuacji i dostały socjalne. Panna też może powiedzieć, że ojciec dochodów nie ma i nie utrzymuje kontaktu itp.
                • mayenna Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 17:21
                  mama_myszkina napisała:


                  >
                  > Własnie. Mnie martwi, że dziewczyna już zaczyna kręcić i oszukiwać (możliwe zat
                  > ajenie alimentów). Widocznie podała, że mieszka z matką i nie ma alimentów. Jak
                  > teraz nie poniesie konsekwencji, to jej to wejdzie w krew.
                  Nie martw się tak, nie ma takiej mozliwości. Raczej podejrzewam, że stypendium socjalne jest wymysłem Beaty
                  Zołza, jak dziecko wychowasz tak będziesz miała Mozliwości sa różne. Stawiając na koty ograniczasz się do jednej opcji - o tobie zdecydują obcy ludzie.
                  Mnie trochę bawi, że szczęsliwa bezdzietna mężatką tak sie udziela na forum rozwodników i to szczególnie w watkach dotyczących dziecismile
          • tricolour Czyli jeden obóz jest podły, a drugi dobry... 19.01.12, 09:11
            ... ale zdarzają się przechyły. Przechył, to jednak nie podłość.

            No popatrz jakie to proste: złe i dobre. No, matki są dobre, a ojcowie są źli. Ojcowie są źli nawet gdy wychowują dzieci, a matki im nie płacą.
          • mola1971 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 09:21
            A ja mam wrażenie, że nie rozumiesz podstawowej rzeczy - dużo zależy od wieku dziecka. Do pewnego wieku psim obowiązkiem obojga rodziców jest utrzymywanie dzieci, od pewnego wieku (wg mnie po ukończeniu szkoły średniej) należy wymagać od dziecka tego by powoli zaczęło się usamodzielniać. Zaznaczam - powoli. Nie znaczy to, że z dnia na dzień ma zacząć samo na siebie zarabiać tylko ma zacząć cokolwiek poza nauką robić. 19-latek jest dorosłym człowiekiem i jak dorosłego należy go traktować. Gdy ciągle traktuje się go jak dzidziusia, to on jak dzidziuś się zachowuje. Tyle tylko, że dzidziusiowate zachowania ma stosowne do swojego wieku i zamiast sikać w pieluchy pisze jakieś durne blogi. Dzieciak zajęty nauką i jakąś pracą (nawet charytatywną) po prostu na takie głupoty nie ma ani czasu, ani energii.
            • ladyhawke12 Tak czytam i włos na głowie mi .... 19.01.12, 11:10
              W tym wszystkim to żal mi naprawde dzieci, i tej dziewczyny i syna tej pani. Zwiazek rodziców toksyczny, rodzice toksyczni. Nie potrafiłąbym tak pisać o kimkolwiek a co dopiero o dziecku mojego męża. Nie wnikam czy to prawda, czy nie, (choc zdrowo sie zastanawiam analizując posty tej pani), ale wiekszość z was załozyła że pewnie dziewczyna taki blog pisze i najezdza na obca osobe, nie znajac jej nie wiedzac nic o niej, fajnie jest wylewac pomyje watek sie rozrasta itd. Na miejscy tej dziewczyny poprostu wniosłabym sprawe o zniesławienie. Tej pani ni jak nie powinno interesowac ile bielizny i ciuchów ma w szafie dziewczyna, ile razy pierze bo to nie jej sprawa. Radze wszystkim zdziwionym ze mozna miec tyle i tyle gaci w szafie sie zastanowić ile razy wy zmieniacie gatki ile razy pierzecie, a poza tym juz dawno minely czasy, kiedy mialo sie jedna pare wszystkiego i ubranie świateczne. Dwa zal mi chłopaka bo dorasta w tosycznych warunkach, uczy sie jak można pieknie ludzi mieszać z błotem, i to bezkarnie, pewnie mamusi sie za to kiedys odwdzieczy. tak z miłości, bo widzi jak mama wyraza sie o ukochanym mężu.

              W normalnych rodzinach, rodzice wspieraja swoje dzieci przez wiekszosc zycia, jak sie powinie noga 40-sto latkowi, to tez sie nie odmawia pomocy, a dzieci pomagaja rodzicom, i w normalnych relacjach to nic dziwnego. W rozwiedzioonych zwykle jest tak że rodzic ten który zostaje z dzieckiem stara sie pomagac bez wzgledu na wiek, utrzymuje itd, a ten rodzic co placi alimenty (jak placi), stara sie jak najszybciej tego strupa zdjąć z głowy, czyżby to nagle był inny rodzaj rodzica i czy rozwód tak zmienia ludzi. Zakładam że wiekszość chce by dzieci miały dobry start w życiu, staramy sie by były wykształcone, staramy sie o nie dbac, dziwne jest dla mnie tylko to ze na tym przestaje nagle zalezeć rodzicowi który płaci/lub nie alimenty.

              Pani jest niewiarygodna, i radzenie jej czegokolwiek jest tylko wodą na jej młyn, ona wypisuje watki wy sie podniecacie, a tak naprawde dzieci cierpia (jesli istnieja wogóle)
              • duza-zolza Re: Tak czytam i włos na głowie mi .... 19.01.12, 12:22
                > W normalnych rodzinach, rodzice wspieraja swoje dzieci przez wiekszosc zycia,
                > jak sie powinie noga 40-sto latkowi, to tez sie nie odmawia pomocy, a dzieci po
                > magaja rodzicom, i w normalnych relacjach to nic dziwnego. W rozwiedzioonych zw
                > ykle jest tak że rodzic ten który zostaje z dzieckiem stara sie pomagac bez wzg
                > ledu na wiek, utrzymuje itd, a ten rodzic co placi alimenty (jak placi), stara
                > sie jak najszybciej tego strupa zdjąć z głowy, czyżby to nagle był inny rodzaj
                > rodzica i czy rozwód tak zmienia ludzi. Zakładam że wiekszość chce by dzieci mi
                > ały dobry start w życiu, staramy sie by były wykształcone, staramy sie o nie db
                > ac, dziwne jest dla mnie tylko to ze na tym przestaje nagle zalezeć rodzicowi k
                > tóry płaci/lub nie alimenty.

                Wielu rodziców, stara się szybko pozbyc balastu, zwłaszcza jesli ma się nowe zobowiązania w postaci kolejnej rodziny.
                • ladyhawke12 Re: Tak czytam i włos na głowie mi .... 19.01.12, 12:41
                  duza-zolza napisała:

                  > Wielu rodziców, stara się szybko pozbyc balastu, zwłaszcza jesli ma się nowe z
                  > obowiązania w postaci kolejnej rodziny.

                  To fakt niestety, nalezy pamietać o jednej zasadzie że to kiedys my rodzice możemy stac sie balastem dla naszych dzieci. Jakimś dziwnym trafem rozwód zmienia ludzi, czasami na dobre, w wiekszosci na złe (pisze o rodzicu którego opieka nad dzieckiem ogranicz sie do alimentów)
              • beata-12345 Re: Tak czytam i włos na głowie mi .... 22.01.12, 04:48
                Szok, że takie prymitywy wypowiadają się na forum. Kup sobie słownik ortograficzny i interpunkcyjny smile) Mam nadzieję, że nie masz dzieci i nie przekazałaś swoich genów dalej...
              • beata-12345 Re: Tak czytam i włos na głowie mi .... 26.01.12, 00:02
                Mój syn jest szczęśliwym dzieckiem, ma dwoje rodziców. W przeciwieństwie do córki mojego męża, która ma teraz tylko mamusię, bo ojciec mówi o niej "moja żałosna córka".

                Będę mile zaskoczona, jeśli córka mojego męża wytoczy mi sprawę za zniesławienie za to, że zrobiłam print screeny z jej bloga, jak bierze sztucznego penisa do buzi smile I na innych zdjęciach rozlewa szampana na swoich znajomych oraz pisze pod kolejnymi zdjęciami, jak fajnie balowała przez 6 dni. smile Wszystko podpisane jej nazwiskiem, z jej zdjęciem smile)

                Jak na razie te print screeny mój mąż przedstawił na sprawie sądowej, na co obrona (córka) zaprotestowała, że przecież córka nie przywdziała habitu, więc może balować smile

                Więc sprawa o zniesławienie odpada smile. Córka nie kwestionuje, że zamieszczała takie zdjęcia w internecie. smile

                Tak, bardzo mnie interesuje, że córka mojego męża nie pierze ubrań, tylko je wyrzuca, bo rocznie wymaga takich ilości gaci, kurtek, kocy, spódnic, spodni w różnych długościach, kapci, japonek, garsonek, piżam etc. że przekracza to granice mojej wyobraźni.

      • laura_fairlie Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 12:21
        Ciekawe, że akurat Politechnika Warszawska z tej wiedzy tajemnej, zwanej matematyką na poziomie liceum (podejrzewam, że chodzi raczej o poziom dawnych mat-fizów bądź rozszerzony) robi zajęcia wyrównawcze na I roku. Za dużo studentów tracili z powodu uwalonych egzaminów z matmy...
        Alimenty nie mają wiele wspólnego z niewdzięcznością, dziewczyna nie utrzymuje się jeszcze sama. Jeśli dla ojca to sporo - może wnioskować o obniżkę, może walczyć o zniesienie - ale dlatego, że sam nie ma, a nie dlatego, że dziewczę niewdzięczne, kombinuje, puszcza się wirtualnie na fejsbuku oraz zużywa 12 par majtek rocznie. Zgroza po prostu. wink
        Ubraniowe zakupy młodej są moim zdaniem w normie - nie ma tam specjalnych ekstrawagancji jak na młodą kobietę. Nawet jak na kobietę w każdym wieku.
        Chociaż jej macocha zdaje się preferować nieco spraną i zużytą bieliznę.... smile
        • kowalka33 Molu!!! 19.01.12, 12:42
          Nie napisałam nic takiego że matka jest dobra a ojciec zły...mam wrazenie że dla niektórych tu rozwód zmienia wszystko. Moim zdaniem rozwód zmienia wiele ale nie wszystko.
          I tak sobie myślę, twoje dzieci są dorosłe lub tez prawie , nie rozumiem dlaczego czesto piszesz o niskich alimentach no w tym wieku powinny ulec już wygaśnieciu, czy to młody człowiek nie powinien juz zarabiać na siebie według ciebie naturalnie, czemu nie odciążysz eksa ? czy naprawdę czuły się te twoje prawie dorosłe dzieci w porzadku w ssytuacji kiedy eks nie mógł czy nie chciał płacic ty jak pisałas poszłaś od matki eksa i kasę wydarłaś. zabrałaś emerytce, która pewnie nie ma na leki zeby sponsorować dorosłych , trzba zagonic było do roboty !!!!
          • ladyhawke12 kowalka 19.01.12, 12:58
            Ty swoje dziecko oddasz do przytułku jak skończy 18 lat i nie bedzie zarabiac na siebie?, wywalisz z betami z domu, nie rozumie gatki typu obowiazek alimentacyjny powinien wygasać, a drugi rodzic to ma obowiazek nadal karmic, bo jakims przypadkiem dziecko z nim zostało.
          • mola1971 Re: Molu!!! 19.01.12, 13:59
            Kowalko, a mogłabyś jaśniej? Bo ja z tego bełkotu nic nie rozumiem.
            Wypij melisę a dopiero potem coś pisz.
            Sytuację moich dzieci już Ci kiedyś wyjaśniałam, nie będę się powtarzać. Możesz wrócić do archiwum i jeszcze raz przeczytać. Może za którymś razem zrozumiesz.
            • ladyhawke12 Re: Molu!!! 19.01.12, 17:59
              Molka ty liczysz na to ze tu ktos cos zrozumie, ja bym nie liczyla na taki cud. Molka za dobra jestes i tyle, chcesz pomagac, a ludzie wola ci dokopac.
              • mola1971 Re: Molu!!! 19.01.12, 22:21
                Masz rację Lady, szkoda prądu. Coraz mniejszą chęć mam na pisanie na tym forum. Właśnie przez takie kowalki, które tylko kombinują jak koń pod górkę by komuś dokopać. Jak nie z jednej strony to z drugiej. Co byś nie napisała, czego byś nie zrobiła to jest źle. Jakbyś nie stanęła to i tak dupa z tyłu.
        • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 12:56
          Jeśli dorosła córka jest zbyt dużym obciążeniem finansowym dla rodziców, a przy tym jest niewdzięczna i zdemoralizowana, to trzeba ją skrupulatnie rozliczyć sądownie nie tylko z sum alimentacyjnych, ale przede wszystkim z wyników w nauce.
          Ojciec ma prawo znać skutek edukacyjny córki, bo za to płaci.

          Pogląd, że to w porządku, iż rodzice pomagają swoim nawet 40-letnim "dzieciom" - to chory pogląd i społecznie szkodliwy dla nas wszsytkich.
          40-latkowi nie może się "powinąć noga". On może mieć wypadek, ulec kalectwu, stracić pracę, rozchorować się - ale ma już własną osłonę socjalną i finansową, więc pomoc finansowa takiemu dorosłemu "dziecku" przez starych rodziców to nieporozumienie.

          40-latek może podjąć złe decyzje finasowe lub życiowe (np. kredyt bez pokrycia, hazard, romans) i wtedy sam musi ponieść konsekwencje własnej nieodpowiedzialnej działalności.
          Rodzice mogą go ewentualnie wesprzeć radą.
          Nigdy finansowo, chyba, że chcą - w formie legalnej pożyczki.

          Oczywiście, jeśli ktoś ma ochotę przez całe swoje życie być protezą dla własnego dorosłego dziecka, to proszę bardzo - nic mi do tego.
          Ale narzucanie mi swojego punktu widzenia i pouczanie mnie w tym względzie uważam za głupie, bezpodstawne i całkowicie bezcelowe.

          I powtarzam raz jeszcze.
          Nie znam Beaty.
          I nie obchodzą mnie jej problemy z mężem, jej wahania, zmiana zdania, jej wzloty i upadki w życiu uczuciowym - bo MA DO TEGO PRAWO.
          Ma prawo kochać swojego męża, a za chwilę go nienawidzieć i nazywać go jak sobie tam chce, a zaraz za parę minut znowu kochać go nad życie.
          To ich rzecz, mnie nic do tego.

          Po prostu uważam, że w życiu warto kierować się zdrowym rozsądkiem, a Beata doszła już do ściany z panienką. I dalej trzeba działać systematycznie i zgodnie z prawem, które jest często bardziej liberalne i sprawiedliwe, niż wielu wiecznym mamusiom " dzieci" się wydaje.

          No i panience należy się solidny kop, aby zaczęła się zachowywać jak porządna kobieta, aby zrozumiała, że tyłkiem w życiu niewiele osiągnie, bo liczy się mózg i chęci do ciężkiej pracy, a nie krocze dostępne dla każdego, kto zapłaci.
          • ladyhawke12 zolza 19.01.12, 13:01
            wiesz ludzie teraz traca prace, i jakie maja zabezpieczenie socjalne napisz mi bo nie wiem, zero ubezpieczenia na rente tez nie pojdziesz chyba ze oszukasz, a na emeryture za wczesnie. Oby twoje dziecko nie koplo cie w tylek i nie umiescilo w domu spokojnej starosci, bo przeciez masz emeryture a jak ci nie starcza to twoj problem. Rodzina jest rodzina i dobrze jest jak sie soba opiekują nie widze w tym nic nagannego.
            • zolza42 Re: zolza 19.01.12, 13:11
              JA NIE MAM DZIECI.

              Ciężko pracuję, na studiach zarabiłam pracując wieczorami w kanjpkach jako kelnerka, wszystkie wakacje zapieprzałam, całe moje życie to ciężka praca - naprawdę myślisz, że nie wiem o czy piszę?
              Mam zabezpieczony byt teraz i na starość - o ile dożyję starości - a jeśli dożyję, mam zamiar pracować do 70r. życia co najmniej.
              Mnie oddać do domu starców?
              A co to ja, przedmiot jestem, żeby ktoś za mnie miał decydować dokąd pójdę i co zrobię?

              Nie rozśmieszaj mnie.

              Ty za swoje dorosłe dzieci możesz nawet siedzieć, w obawie coby im tyłek od krzesła nie zdrętwiał, ale mnie do tego nie mieszaj.
              Na szczęście jestem normalna.
              • ladyhawke12 Re: zolza 19.01.12, 14:26
                Nie masz dzieci to co sie wypowiadasz, zawsze tak jest ze najwiecej do powiedzenia ci co nie maja zielonego pojecia o temacie bo go sami nie przetestowali, przykład twoj i np ksiezy wypowiadajasie na temat wychowania dzieci nie majac ich ech.

                Wiesz bardzo duzo kobiet mlodych tak pisze, a pozniej sie okazuje ze natura robi swoje, i oddziały nurologiczne pelne sa kobiet w wieku przejsciowym ktore maja problemy hormonalno emocjonalne, mozesz miec udar np i niedowaład, i zwykle zaniki starcze pamieci, koty raczej sie toba niezaopiekuja.

                Wiesz nie musisz byc przedmiotem zeby ktos cie oddal do domu starcow, mozesz nawet o tym nie wiedziec, czyta sie o takich przypadkach.

                Kazdy jak jest mlody wydaje mu sie ze nigdy nie bedzie stary i ze zadne ale to zadne choroby go nie dosiegna, zycie weryfikuje takie podejscie.
                Ja tobie osobiscie zycze by nigdy ci sie cos takiego niezdazylo, i bys stale miala takie podejscie ze ty jestes normalna, a clala reszta ktora jest zwyczajna i troszczy sie o siebie nawzajem sa nienormalni. Faktem jest ze z takim podejsciem masz mniej zmartwien i pewnie jestes zdrowsza.

                I nie myl ekstremalnej nadopiekunczosci, z normalna troska o drugiego czlowieka, ty pewnie jakos tam dbasz o dorosla osoba ktora jest pewnie twoj facet.
                • ladyhawke12 Na koniec 19.01.12, 14:48
                  Wszedzie mile widziany jest umiar, a równowaga jest pożadana w działąniach. Faktem jest że bardzo trudno jest osiągnąć równowagę.
                  Nie ma co sie kłocic kto ma racje lub nie, bo każdy z nas ma swoje zycie i swoje racje, i za swoje błedy będzie odpowiadał.
                  Cenie sobie ludzi którzy to zdanie maja, nie cenie pieniaczy.
                  • zolza42 Re: Na koniec 19.01.12, 15:07
                    Mam swoje zdanie, co jak mi sie wydaje, BARDZO Cię wpienia.
                    Co innego: wzajemna opieka dwojga dorosłych i bliskich sobie ludzi, a co innego ustawiczna, wieloletnia i niekończąca się pomoc dorosłym "dzieciom" - jeśli tego nie rozumiesz, to już Ci nie wytłumaczę, bo aby zrozumieć te sprawy, trzeba mieć chłodne spojrzenie na zjawiska socjologiczne, a nie problemy emocjonale.

                    No wiesz, wylewy i choroby dotyczą nie tylko bezdzietnych.
                    Tobie też mogą się różne rzeczy przytrafić - pewnie masz nadzieję, że się Tobą zajmą Twoje dorosłe dzieci?
                    Szpitale pełne są staruszków, których nikt nie chce.
                    Troskliwe dorosłe "dzieci" same tam zawożą swoich dziadków i rodziców zwłaszcza przed świętami i wakacjami. No i mają wolną rękę w korzystaniu z mieszkania oddanych staruszków.

                    Martw się o siebie, bo takie nadopiekuńcze wychowanie zawsze kończy się żałośnie.
                    • zmeczona100 Re: Na koniec 19.01.12, 21:21
                      zolza42 napisała:

                      > Tobie też mogą się różne rzeczy przytrafić - pewnie masz nadzieję, że się Tobą
                      > zajmą Twoje dorosłe dzieci?
                      > Szpitale pełne są staruszków, których nikt nie chce.
                      > Troskliwe dorosłe "dzieci" same tam zawożą swoich dziadków i rodziców zwłaszcza
                      > przed świętami i wakacjami. No i mają wolną rękę w korzystaniu z mieszkania od
                      > danych staruszków.

                      Gdyby rodzice wyliczali mi, ile moge w ciągu roku kupic sobie gaci, jakich kosmetyków mam używać, gdyby po odebraniu przeze mnie własnego dowodu osobistego twierdzili, że teraz mam sobie sama radzić i na żadne wyskoki typu kino czy teatr nie dadzą mi pieniędzy, bo oni teraz będą dawać mi pieniądze tylko na to, abym nie żyła w ubóstwie (czyli jedzenie kiepskiej jakości i ubranie w minimalnej ilości i obowiązkowo tylko ze szmatexu), gdyby nie uznawali mojej wakacyjnej przerwy w zajęciach na uczelni jako mojego prawa do odpoczynku, to podzieliliby swój los dokładnie z tymi osobami, o których piszesz- nie obchodziłyby mnie obce osoby.

                      Mnie wychowano inaczej i przez całe swoje dotychczasowe życie mogę doświadczać tego, czym jest prawdziwa, kochająca się rodzina, czym jest bezinteresowna pomoc, wsparcie i jak ważne jest zainteresowanie drugim człowiekiem. Dla mnie normalne jest to, że rodzina wspiera się wzajemnie, kiedy jest taka potrzeba- czy chodzi tu o studenta, czy o starszą schorowana osobę. Tego samego uczę swego syna i dlatego jest duże prawdopodobieństwo, że wchłonie te moje odchylenia i pójdzie w moje ślady.

                      Ale ja inwestuję w swoje dziecko- w nasze relacje, interesuje mnie on jako osoba dorastająca, ze swoimi miłościami, kumplami ze szkoły i swoimi planami na przyszłość. Jest dla mnie kimś ważnym i on to wie- tak samo, jak ja wiedziałam zawsze, że jestem wazna dla moich rodziców. To z takiej mojej postawy wywodzi się pogląd, że dziecko ma żyć w takich warunkach, które są dla niego optymalne- biorąc pod uwagę możliwości jego rodziców. Dlatego jest dla mnie nie do przyjęcia, kiedy ktoś uważa, że dziecku trzeba zapewnić życie na podstawowym poziomie i jak najszybciej je usamodzielnić, pozbyć się jak pasożyta. To nie jest wychowanie, tylko chów.
                      • z_mazur Re: Na koniec 20.01.12, 10:01
                        Mylisz pewne pojęcia. Pochodzę z rodziny, którą dzisiaj uznanoby za wielodzietną.
                        Wiem co to są więzy krwi i jakie mogą mieć znaczenie w naszym życiu, ale...
                        Moi rodzice nigdy jakoś specjalnie się nade mną nie rozczulali (może właśnie dlatego, że była to rodzina wielodzietna) na większość przyjemności związanych z życiem studenckim musiałem zarobić sam (mycie okien w spółdzielni studenckiej, to było całkiem popłatne zajęcie) i głupio byłoby mi prosić rodziców w wieku 21 lat o pieniądze na flaszkę na imprezę w akademiku, lub na wyjazd na żagle w wakacje.

                        Oczywiście obiadów sobie sam nie gotowałem i za czynsz rodzicom nie płaciłem, ale nawet lepsze ciuchy kupowałem już sobie za własne pieniądze, bo czułbym się niezręcznie biorąc od rodziców pieniądze na porządne jeansy.

                        Ale to była właśnie kwestia wyniesionych z domu wartości.

                        Dlatego nie do przyjęcia jest dla mnie cieplarniane wychowywanie dorosłego człowieka, tylko dlatego że mnie na to stać.

                        Na codzień widzę wielu takich odchowanych cieplarnianie dorosłych "chłopczyków" (bo to szczególnie synów dotyczy, najczęściej wychowywanych przez samotne matki), niby inteligentnych, niby wykształconych, a totalnie niezaradnych życiowo.

                        Sym mojego kumpla (19-latek), przez ponad połowę wakacji jeździł codziennie rano za ojca rozdysponowywać pracę robotnikom w jego firmie, ku przerażeniu i ciągłym narzekaniom matki. Ciekawe jak by to wyglądało, gdyby byli po rozwodzie i ojciec płaciłby wysokie alimenty (przy jego dochodach pewnie byłyby wysokie)?

                        Więzi w mojej rodzinie są silne, ale każde z rodzeństwa i rodzice mają swoje życie. Możemy na siebie wzajemnie liczyć, zdarzały się pożyczki (oczywiście zwrotne), pomoc prawna, doradztwo finansowe, pomoc przy remoncie czy przeprowadzce.

                        Ale nie wyborażam sobie, że miałbym coś jako dorosła osoba od rodziców dostać (poza okazjonalnymi prezentami).

                        Przy tym wszystkim co napisałaś pojawił się jeden trafny wniosek, chociaż trochę przypadkowy. Dziecko trzeba wychować i szybko usamodzielnić inaczej wychowuje się mentalnego pasożyta. Dlatego niezależnie od dochodów rodziców, dorosłemu dziecku wystarczy zaspokoić minimum potrzeb, żeby zmotywować je do samodzielności i to jest właśnie wychowanie pełnowartościowej społecznie jednostki.
                        • zmeczona100 Re: Na koniec 20.01.12, 10:13
                          > Mylisz pewne pojęcia.

                          jakie?

                          Wszyscy równo i tak samo to mają np. w Korei Północnej. Dotyczy to też poglądów.

                          Pozdrawiam

                          Mentalny pasożyt i społecznie niepełnowartościowa jednostka.
                          • z_mazur Re: Na koniec 20.01.12, 11:45
                            No to może skomentujesz ten artykuł:

                            wyborcza.biz/biznes/1,100896,11000264,Emeryci_zalegaja_ze_splacaniem_kredytow__Na_glowie.html
                            Czy to normalne, że emerytowana matka bierze kredyt konsumpcyjny na dorosłego syna???
                            Bo synuś potrzebuje nowy płaski telewizor?

                            To się nazywa "ścisłe więzy rodzinne". smile
                            • zmeczona100 Re: Na koniec 20.01.12, 12:28
                              A dlaczego oczekujesz ode mnie komentarza akurat w tej sprawie?
                              Dorośli mają swój rozum, odpowiadają za swoje czyny i to ich sprawa, jak sobie żyją, jak ułożyły im się stosunki rodzinne itp. Dotyczy zarówno dzieci, jak i dorosłych.
                              Skoro zakłada się, że dziecko się hoduje a nie wychowuje, to i efekty tegoż chowu będą różne. naprawdę nie obchodzi mnie to, co robią nieznajomi ze swoim życiem- o ile jest to zgodne z prawem (z wyjątkami).

                              Kilka lat temu jeden z moich rodziców stracił pracę (rozleciała się firma)- rok przed możliwością uzyskania świadczeń emerytalnych. Konieczne było "zatrudnienie" na rok, aby nie został bez niczego. W tym wieku to sobie można tylko pomarzyć o pracy. Przez rok "zatrudnienia" rodzica w firmie znajomych ja i moje rodzeństwo płaciliśmy co miesiąc składki, które od wynagrodzenia powinien odprowadzać pracodawca. Plus dokładaliśmy się do wydatków na życie, bo z jednej emerytury nie daliby rady. Inicjatywa wyszła od nas i jakoś nie było oporów, aby w ten sposób pomóc rodzicom, chociaż wiedzieliśmy, że nie mamy szans na odzyskanie pieniędzy. Oczywiście, rodzic uzyskał emeryturę i teraz są już zupełnie niezależni od nikogo.

                              Tyle tylko, że w naszej rodzinie pieniądze nie są żadnym tabu i zachowania pomocowe są normalnym odruchem.

                              A tak BTW, chyba czegoś nie rozumiesz- gdyby moi rodzice bidowali, było im ciężko finansowo, to na pewno nie oczekiwałabym więcej, niż mogliby mi zapewnić. Wychowanie polega m.in. na braniu udziału w życiu rodziny, a tym samym orientowaniu się w sytuacji finansowej i opinii innych (rodziców). Postawy kształtują się przez przebywanie w określonym środowisku- w moim wstydem nie było pytanie do rodziców, czy dadzą mi na bilet do kina, a rodzice wiedzieli, że jeśli chciałabym kupić sobie jakąś spódniczkę, to dlatego, że faktycznie jej potrzebuję (a nie dlatego, że mi się spodobała i mam takie widzimisię).
                              • z_mazur Re: Na koniec 20.01.12, 13:57
                                Widzisz różnimy się w paru kwestiach. Dla Ciebie przygotywanie dziecka do życia w społeczeństwie poprzez wymuszanie na nim samodzielności i niezależności nazywasz chowem, a cieplarniane spełnianie zachcianek wychowywaniem.

                                Dla mnie jest dokładnie odwrotnie.

                                Wychowywanie dziecka, to proces którego zwieńczeniem jest pełnoprawna, niezależna emocjonalnie, finansowo i mentalnie jednostka.

                                Nie napisałem, że wstydziłem się zapytać o pieniądze na flaszkę, czy na wakacje. Napisałem, że wstyd byłoby prosić o te pieniądze, to zasadnicza różnica. Nie musiałem pytać, bo oczywisty dla mnie był stan finansów rodziny i oczywiste dla mnie było, że wstydem dla dorosłego chłopa byłoby w tym stanie branie pieniędzy od rodziców, ba, nawet pytanie o to byłoby żenujące, bo oznaczałoby, że muszę być idiotą.

                                Gdy wyprowadziłem się od żony, przez jakiś czas mieszkałem z moim młodszym bratem, płacąc mu połowę czynszu. Tak funkcjonuje moja rodzina, wspieramy się w potrzebie.

                                Zgadzamy się co do efektu, ale mamy zupełnie różne podejście do tego jak go uzyskać.

                                Moim zdaniem mobilizowanie dzicka już od szkolnych lat do samodzielności jest niezbędne, Twoim zdaniem nie tylko zbędne, ale i niewłaściwe.

                                Drużyna harcerska mojej córki (gdy ta miała około 10 lat) organizowała akcje (np. pakowanie zakupów przy kasach w supermarketach, roznoszenie ulotek) dzięki której pozyskiwała fundusze na organizację letnich obozów (dzieci które uczestniczyły w akcji płaciły znacząco mniej za wyjazd), jak się pewnie domyślasz moja córka chętnie w nich uczestniczyła.

                                Moja córka poprosiła mnie, żebym nie kupował jej prezentu gwiazdkowego przed świętami, tylko żebyśmy razem wybrali się na zakupy po Nowym Roku. Dlaczego? Bo po Nowym Roku wszędzie zaczynają się wyprzedaże. Oczywiście kupiłem jej i tak jakiś drobiazg, ale na porządne zakupy pojechaliśmy w zeszły weekend.
                                • zmeczona100 Re: Na koniec 22.01.12, 13:56
                                  z_mazur napisał:

                                  > Widzisz różnimy się w paru kwestiach. Dla Ciebie przygotywanie dziecka do życia
                                  > w społeczeństwie poprzez wymuszanie na nim samodzielności i niezależności nazy
                                  > wasz chowem, a cieplarniane spełnianie zachcianek wychowywaniem.
                                  >

                                  Że jak?? na jakiej podstawie twierdzisz, że mój sposób na wychowanie to spełnianie zachcianek syna??


                                  > Wychowywanie dziecka, to proces którego zwieńczeniem jest pełnoprawna, niezależ
                                  > na emocjonalnie, finansowo i mentalnie jednostka.

                                  Dokładnie tak ja też rozumuję.


                                  > Zgadzamy się co do efektu, ale mamy zupełnie różne podejście do tego jak go uzy
                                  > skać.

                                  Jak pisałam- każdy ma swój sposób; liczy się efekt. Jesli mój sposób i Twój dają taki sam, to w czym problem? Ja go nie widzę.

                                  >
                                  > Moim zdaniem mobilizowanie dzicka już od szkolnych lat do samodzielności jest n
                                  > iezbędne, Twoim zdaniem nie tylko zbędne, ale i niewłaściwe.

                                  O nie. Moim zdaniem elementy w wychowaniu to przede wszystkim przekazywanie (swoją postawą) uznawanych wartości, wymaganie samodzielności adekwatnie do różnych uwarunkowań itp.
                                  >
                                  > Drużyna harcerska mojej córki (gdy ta miała około 10 lat) organizowała akcje

                                  Wybacz, ale co to ma do rzeczy? mamy się licytować, które z dzieci jest bardziej hm... no własnie- jakie? Uważasz mojego syna za pasożyta, chociaż nie masz pojęcia o tym, co porabia, czym się zajmuje, jak spędza swój wolny czas...
                                  >
                                  > Moja córka poprosiła mnie, żebym nie kupował jej prezentu gwiazdkowego przed św
                                  > iętami, tylko żebyśmy razem wybrali się na zakupy po Nowym Roku. Dlaczego? Bo p
                                  > o Nowym Roku wszędzie zaczynają się wyprzedaże. Oczywiście kupiłem jej i tak ja
                                  > kiś drobiazg, ale na porządne zakupy pojechaliśmy w zeszły weekend.

                                  I to, uważasz, skutek Twojego podejścia do wychowania? wink
                                  Ja od lat robię duże zakupy odzieżowo- obuwnicze własnie na wyprzedażach, po sezonie. Normalne, że tym przesiąkł i syn, więc nie widzę w tym żadnego negatywnego wpływu mojego stylu wychowywania nastolatka.

                                  Różnimy się zasadniczo w podejściu do miejsca finansów, pieniędzy w życiu dziecka- Ty uwazasz, że dzieciak potrzebuje tylko zaspokojenia podstawowych potrzeb, a na resztę ma sobie dorobić, a ja uwazam, że problemem, który decyduje o postawie dorosłego nie jest obecność gotówki i dostęp do niej w dzieciństwie, tylko kwestia przekazywanych przez dom rodzinny wartości i umiejętności (a tym jest poszanowanie innych, w tym ich pracy, pieniędzy oraz gospodarowanie nimi przez dziecko/ nastolatka).

                                  BTW, wysokośc alimentów zalezy m.in. od usprawiedliwionych, a nie podstawowych potrzeb dziecka smile
                                  • z_mazur Re: Na koniec 26.01.12, 01:31
                                    > Że jak?? na jakiej podstawie twierdzisz, że mój sposób na wychowanie to spełnia
                                    > nie zachcianek syna??

                                    Na jakiej? Na podstawie tego jak piszesz o alimentach przy każdej okazji gdy ten wątek się pojawia.

                                    > O nie. Moim zdaniem elementy w wychowaniu to przede wszystkim przekazywanie (sw
                                    > oją postawą) uznawanych wartości, wymaganie samodzielności adekwatnie do różnyc
                                    > h uwarunkowań itp.

                                    Jeśli na codzień pokazujesz synowi podobny system wartości jak na tym forum, to uczysz go właśnie tego, że jedyne co się liczy w życiu to pieniądze.

                                    > Wybacz, ale co to ma do rzeczy? mamy się licytować, które z dzieci jest bardzie
                                    > j hm... no własnie- jakie? Uważasz mojego syna za pasożyta, chociaż nie masz p
                                    > ojęcia o tym, co porabia, czym się zajmuje, jak spędza swój wolny czas...

                                    To był odnośnik do całego tego wątku. Skoro gimnazjalistka jest w stanie zorganizować sobie trochę pieniędzy, tym bardziej jest to w stanie zrobić studentka. Nie uważam Twojego syna za pasożyta, ale jeśli Twoja postawa wobec pieniędzy się nie zmieni i taką będziesz mu nadal prezentowała, to jest duże prawdopodobieństwo, że za parę lat nim się stanie.

                                    > BTW, wysokośc alimentów zalezy m.in. od usprawiedliwionych, a nie podstawowych
                                    > potrzeb dziecka smile

                                    To dla mnie różne określenie na te same potrzeby. Dyskutowaliśmy już na ten temat. Rodzic (niezależnie czy rozwiedziony czy nie) ma obowiązek utrzymać dziecko, może go do tego zmusić państwo, ale zmusić go właśnie może do tego, żeby dziecko nie chodziło głodne, albo gołe (przynajmniej tylko do tego może go zmusić jeśli nie jest rozwiedziony). To jest właśnie zaspokojenie usprawiedliwionych potrzeb. Reszta pozostaje w jego gestii. Do czasu aż się nie rozwiedzie.

                                    Wtedy to już najczęściej była żona z sądem decydują o tym ile i jak chce łożyć na dziecko. smile

                                    Na szczęście podejście do wykładni tego przepisu powoli się zmienia. Nie można ubezwłasnowalniać jednego rodzica w decyzyjności o wysokości nakładów jakie chce ponosić na dziecko. To ograniczanie wolności i ingerencja państwa w proces wychowywania dziecka.
                • mama_myszkina Re: zolza 19.01.12, 15:42

                  Wiesz bardzo duzo kobiet mlodych tak pisze, a pozniej sie okazuje ze natura robi swoje, i oddziały nurologiczne pelne sa kobiet w wieku przejsciowym ktore maja problemy hormonalno emocjonalne, mozesz miec udar np i niedowaład, i zwykle zaniki starcze pamieci, koty raczej sie toba niezaopiekuja.


                  Najbardziej patologiczna, chora i szkodliwa motywacja do posiadania dzieci, jaką widziałam.

                  • zolza42 Re: zolza 19.01.12, 15:59
                    Pomijając już fakt, że pani Lady może liczyć w przyszłości tak samo na swoje dorosłe dzieci, jak ja na moje koty smile
                    • ladyhawke12 Re: zolza 19.01.12, 17:51
                      czytanie z zrozumieniem nie boli drogie panie. Poza tym jja zadnej z was nie obrazam, wrecz dobrze zycze, Nie napisalam ze to jest motywacja do posiadania dzieci, to jest motywacja zeby byc czlowiekiem dla innych, i tyle. I prosze odstosunkowac sie od mojej rodziny, bo to czy ktos sie mna zaopiekuje lub nie zalezy odemnie, i od tego jak wychowalam dzieci, a ci co mnie znaja wiedza ze nadopiekuncza nigdy nie bylam.

                      Na tym forum od jakiegos czasu zauwazylam ze sa ludzie ktorzy koniecznie musza komus dokopac, lub obrazac, nie ma dyskusji tylko dokopywanie, skoro tak rozkreca sie forum i daje szanse reklomodawy to ok.
                      Nie ma dyskusji, jest jakies wyciaganie zdan z kontekstu i dopieprzanie sie bez zrozumienia calosci. Bawcie sie dziewczynki dobrze. Zolza jakbys przeczytala ze zrozumieniem to bys wiedziala ze niw wpienia mnie ze masz zdanie tylko wrecz przeciwnie doceniam ze go masz, bo wiecej na tym forum jest chragiewek niz na ambasadach, powiewaja tam gdzie wieksza awantura, ale ty wolisz dolaczyc do nich. jeszcze raz wszystkiego dobrego
                      • mama_myszkina Re: zolza 19.01.12, 18:08
                        Jeśli nie potrafisz przyjąć krytyki, to nie ujawniaj informacji ze swojego zycia prywatnego i.e. dość kontrowersyjnej motywacji do posiadania dzieci na publicznym forum.

                        Zarzucanie Zołzie, że ma sie nie wypowiadac, bo nie ma dzieci tez jest bez sensu. Wątek jest o pasierbicy, więc jeśli już, to nie powinny wypowiadać się te, które pasierbicy nie mają ;P
                        • mayenna Re: zolza 19.01.12, 19:38
                          Alez wypowiadać sie jak najbardziej moze. Nie w tym kontekście to napisałam. Mnie zastanawia raczej to ze ona ma potrzebę pisania w takich sprawach.
            • beata-12345 Re: zolza 25.01.12, 23:42
              Ja też nie widzę nic w złego w tym, że ojciec 50-letni wspiera 20-letnią córkę, która studiuje, ale też zarabia. Dopóki tata nie stracił pracy, tak noga mu się powinęła, ale przecież dotąd płacił ponad alimenty, założył konto córce, na które wpłacił dodatkowo 10 tys. 400 zł. Właśnie na takie sytuacje, że straci pracę. Nie licząc wycieczek do egzotycznych krajów, zakupu laptopa czy aparatu fotograficznego - bo to było poza alimentami.

              Nie licząc tego, że tata córce przepisał mieszkanie notarialnie, chociaż nie musiał tego robić.

              I córka go podaje do komornika za 1600 zł. Na sprawie sądowej przyznała, że ojciec taki naddatek zapłacił, ale ona twierdzi, że wpłacał to "na inne cele".

              Na rozprawę przyszła z mamusią, a mamusia po sprawie powiedziała do męża: "No chyba nie zmniejszysz alimentów dla córki, przecież ona kiedyś tobie pomoże, jak będziesz już stary". Na co mój mąż wyszedł, bo są jakieś granice hipokryzji.

          • laura_fairlie Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 19.01.12, 18:04
            Niewdzięczna i zdemoralizowana to ona jest głównie zdaniem żony tatusia.
            Dziewczę się uczy, na razie chyba w miarę terminowo, prawdopodobnie nie ma zagrożenia, że zostanie wieczną studentką. Zatem utrzymanie od rodzicieli jeszcze jej się należy, z definicji. I dopóki dziekanat zaświadczy, że taka i tak jest studentką , postęp edukacyjny jest. Chyba że za każdym razem zaświadczenie będzie produkował inny dziekanat.
            To, że rodziców może być na to nie stać i mogą podjąć próbę uchylenia się od tego , to jest całkiem odrębna sprawa. Ale nie ma ona nic wspólnego ze zdjęciami dziewczątka na fejsbuku i niewiele z ilością tak rozrzutnie zużywanych majtek. Nawet z kocykiem ma to mało wspólnego.
      • beata-12345 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 22.01.12, 04:32
        Tak, mąż wystąpił o zaniechanie alimentacji, ze względu na to, że przekazał majątek córce, a ona wykazuje się rażącą niewdzięcznością (mimo 10 tys. 400 zł naddatku, ojca podała do komornika, złożył skargę do sądu, przedstawiając dowody wpłaty). Córka nie wypiera się, że dostała te pieniądze, tylko twierdzi, że ojciec jej przekazał na inne cele, dodatkowe,, poza alimentacją.
        • zolza42 Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 22.01.12, 12:04
          Ja Ci Beato współczuję, bo wiem, że przed Tobą jeszcze wiele przykrości i rozczarowań.

          Mnie jest żal tego, że tyle starań i pieniędzy w przypadku córki mojego męża utopiliśmy na próżno.
          Bo to jest WYBITNIE zdolna i inteligentna kobieta, ona naukową karierę międzynarodową mogła zrobić - pomogłabym jej.
          A teraz mam nadzieję, że choć będzie sobie kobieta radzić jakoś, i że ten jej lover nie kopnie jej w tyłek i nie zostawi z dzieciakiem jak już całą kasę od niej wyciągnie.
          • szizumami Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 22.01.12, 18:38
            jest tez taka prawda,której ja dosiegłam ze swoja córka
            tez niezły charakterek ma!
            "nie przezyjesz życia za kogoś"
            i to odnosi sie do pomiocy równiez,...musie byc nie przed wieprze--
            nie doceniasz---zdobywaj sama w trudzie

            beato -życze powodzenia
        • laura_fairlie Re: Po co dorosłej córce 1 koc rocznie i korepety 23.01.12, 08:01
          Alimentów można zaniechać wtedy,kiedy z dziecko posiada majątek, z których to dochodów może się utrzymywać. W przypadku rażącej niewdzięczności można chyba cofnąć darowiznę - tak ogólnie chodzi mi po głowie - jesteś pewna, że powołuje się na dobry paragraf?

          twierdzi, że ojci
          > ec jej przekazał na inne cele, dodatkowe,, poza alimentacją.
          Coż, rodzice czasem tak robią - po prostu dają dzieciom kasę, nie jest to żadne kuriozum.

          Ale i tak nadal nie rozumiem, co to ma wspólnego z wytrząsaniem się, ile majtek na rok dziewczyna potrzebuje i czy potrzebuje korków z matematyki czy nie...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja