bab34
20.01.12, 10:24
No właśnie zgodnie z tematem przestaje dawać radę, wszystko zaczyna mnie przerastać, ale może po kolei... Pisałam już tu kilka postów więc co po niektórzy mogą wiedzieć co i jak, ale dla tych co nie wiedzą, opisze w skrócie moją sytuację.. Jestem 10,5 roku po ślubie, mamy 7,5 letniego synka, w listopadzie po kilku latach walki o małżeństwo (dla dobra dziecka oczywiście) złożyłam pozew rozwodowy bez orzekania o winie... Postanowiłam się rozstać z moim mężem, który stosował wobec mnie przemoc psychiczną i fizyczną, obiecywał wiele razy poprawę, ale poprawa niestety była krótkotrwała (jak ja to mówię charakteru człowieka się nie zmieni). 5 stycznia mieliśmy już 1 sprawę, z powodu braku wizyty kuratora została odrodzona do 20 lutego... Mąż wyraził zgodę na rozwód bez orzekania o winie, chociaż tak naprawdę zdanie kilka razy zdążył już zmienić, strasząc mnie, że nie zgodzi się na rozwód, ze zabierze mi dziecko itp. itd. . Jakiś czas temu wymyślił sobie, że może jednak uda mu się przekonać, że tym razem zmienił się na dobre żebym z nim została. Niestety ta cudowna przemiana trwała może z tydzień, teraz jest jak dawniej czyli krzyki, awantury, wyzwiska....
Mam wrażenie, że zaczęło mnie to wszystko troszkę przerastać, często łapę doły, budzę się często w nocy, od jakiegoś czasu nie ma takiej nocy żebym przespała ją całą.... Zaczęłam się zastanawiać nawet nad wizytą u psychologa bądź psychiatry....sama nie wiem co robić.....czuję się tak zagubiona jak mała dziewczynka...ja do tej pory tak silna kobieta radząca sobie z przeciwnościami losu.....