Nie daje rady....

20.01.12, 10:24
No właśnie zgodnie z tematem przestaje dawać radę, wszystko zaczyna mnie przerastać, ale może po kolei... Pisałam już tu kilka postów więc co po niektórzy mogą wiedzieć co i jak, ale dla tych co nie wiedzą, opisze w skrócie moją sytuację.. Jestem 10,5 roku po ślubie, mamy 7,5 letniego synka, w listopadzie po kilku latach walki o małżeństwo (dla dobra dziecka oczywiście) złożyłam pozew rozwodowy bez orzekania o winie... Postanowiłam się rozstać z moim mężem, który stosował wobec mnie przemoc psychiczną i fizyczną, obiecywał wiele razy poprawę, ale poprawa niestety była krótkotrwała (jak ja to mówię charakteru człowieka się nie zmieni). 5 stycznia mieliśmy już 1 sprawę, z powodu braku wizyty kuratora została odrodzona do 20 lutego... Mąż wyraził zgodę na rozwód bez orzekania o winie, chociaż tak naprawdę zdanie kilka razy zdążył już zmienić, strasząc mnie, że nie zgodzi się na rozwód, ze zabierze mi dziecko itp. itd. . Jakiś czas temu wymyślił sobie, że może jednak uda mu się przekonać, że tym razem zmienił się na dobre żebym z nim została. Niestety ta cudowna przemiana trwała może z tydzień, teraz jest jak dawniej czyli krzyki, awantury, wyzwiska....
Mam wrażenie, że zaczęło mnie to wszystko troszkę przerastać, często łapę doły, budzę się często w nocy, od jakiegoś czasu nie ma takiej nocy żebym przespała ją całą.... Zaczęłam się zastanawiać nawet nad wizytą u psychologa bądź psychiatry....sama nie wiem co robić.....czuję się tak zagubiona jak mała dziewczynka...ja do tej pory tak silna kobieta radząca sobie z przeciwnościami losu.....
    • scindapsus Re: Nie daje rady.... 20.01.12, 10:47
      Żyjesz w stresie, nic dziwnego że się nie wysypiasz.
      Psycholog/psychiatra to nie jest głupi pomysł.
      Zwłaszcza kiedy piszesz o doświadczanej przemocy.
      • kartopaka Re: Nie daje rady.... 20.01.12, 10:59
        Zdecydowanie idź po pomoc. Musisz się wzocnić psychicznie. Na początek farmakologia tez się przyda. Niewyspana i zmęczona nic nie osiągniesz. Musisz odpocząć i zatroszczyć się o siebie. Ja biorę antydepresant w malej dawce. Przestałam ryczeć. Wszystko wytracało mnie z równowagi. Tabletki na sen tez się przydadzą, ale nie można z nimi przesadzać żeby się nie uzależnić, ale raz na jakiś czas trzeba się wyspać. Z tym snem w ogóle rożnie bywa. Mam okresy kiedy budzę się zdenerwowana w nocy , albo bardzo wcześnie rano kolo 5. Od jakiegoś czasu nawet dobrze śpię. Od razu jestem bardziej wydajna w pracy. Mam lepszy humor. Wizyta u psychologa czy psychiatry to nie wstyd... zatroszcz się o siebie.
        • bab34 Re: Nie daje rady.... 20.01.12, 11:09
          O tak znam to ryczę praktycznie ciągle, nie wspominając o tym, że ciężko skupić mi się na pracy, przychodzę tu siedzę 8 godzin i wracam do domu... Nie wiem czy to już depresja, czy jeszcze nie.....
          • plujeczka Re: Nie daje rady.... 20.01.12, 11:21
            kiedy ex maz będac jeszcze moim mężem rozrabiał łacznie z wyzwiskami itp. -skorzystałam za radą znajomego z pomocy psychiatry a poniewaz byłam tzw' czynna zawodowo" i moja praca wymaga bardzo duzego wysiłku intel. i kocentrcji to było to wówczas niezbedne do dobrzego funkcjonowania.
            Dostałam super leki, mniej wiecej po 2 tygodniach powolutku zaczeły działać, leczyłam się około 3 lat .Pozniej odtstawiał leki w uzg z lekarzem ale byłam wówczas mocniejsza.
            Tobie tez radzę to samo, sama sobie z tym nie poradzisz a przemocowiec w domu to potega i nieliche wyzwanie , możezsz tego nie ogarnać.
            Co do snu - od pół roku mam ten xsam problem ale u mnie to spłata exa i kwoty wielomilionowe przy sredniej pensji mnie obijają le na to psychiatra nie pomoże, biorę leki nasenne i czaami uda mi się przexspać parę godziń.W sumie to wszystko piekielnie trudne ale nie daj się , działaj depreska może to jeszcze nie jest ale blisko Ci do niej......
          • jakkamien Re: Nie daje rady.... 20.01.12, 12:14
            Dbaj teraz o pracę - chociaz wiem jak to trudno o tym myslec w takiej sytuacji. Wez nawet tabletki uspokajające na noc od zwykłego internisty - to mi pomagało przespać parę godzin w nocy, w dzien chcialo mi się po nich spac, ale dawało się przetrwać w jako tako normalnej formie najgorszy czas.
            • bab34 Re: Nie daje rady.... 20.01.12, 12:23
              Staram się dbać o radę, ale jako, że jak ja to mówię jestem ciągle na celowniku, jestem asystentką prezesów (jest ich dwoje) wcale to łatwe nie jest....czasami mam wrażenie, że nie rozumiem co do mnie mówią, widzę, że mówią, ale nie rozumiem słów....
              • jakkamien Re: Nie daje rady.... 20.01.12, 12:56
                To tym bardziej idź po leki. To przewaznie niestety widac - ja nie stracilam pracy tylko dzieki wyrozumialosci szefow (bo sama siebie bym zwolnila) i musze teraz 2 x wiecej sie starac (a bedac same z dziecmi przestajemy byc przewaznie az tak dyspozycjyjne - to tez na minus). Wiec zebys nie musiala pozniej odbudowywac wizerunku, lepiej od razu marsz po lekkie wspomagacze i do psychologa w razie czego.
    • babag Re: Nie daje rady.... 20.01.12, 15:31
      Hej, no co jest??? Masz się trzymać! Nie pokazuj swojemu mężowi, że tak się tym przejmujesz! Wiem, że to bardzo trudne. Ale pamiętaj, że jego będzie boleć Twoja obojętna postawa, a kiedy będzie widział, że tak się stresujesz, to będzie to wykorzystywał i próbował udowodnić, że to Ty jesteś ta zła!
      Pamiętasz, mówiłam Ci, że mamy podobną sytuację? U mnie też mąż zareagował wściekłością na "wieść" o rozwodzie. Furia, wyzwiska, kontrola i... grożenie rozwodem z orzeczeniem o MOJEJ winie. Byłam strzępkiem nerwów. Któregoś pięknego poranka uświadomiłam sobie, że im bardziej będę się go bać, tym bardziej on będzie usatysfakcjonowany moim strachem. Im więcej będę płakać i załamywać ręce, tym bardziej będzie się cieszył. I powiedziałam sobie: basta. Od tej pory mam względny spokój. Tzn. powiedziałabym nawet, że jest całkowita zmiana frontu. Mąż jest do rany przyłóż: mami, obiecuje, wyznaje miłość. I trudno. Decyzja podjęta. Rozwód biorę. Koniec. A głowę trzymam wysoko.
      Nie mówię, że nie mam momentów totalnego dołu. Ale staram się wtedy jak najszybciej z tego wyjść.
      • xciekawax Re: Nie daje rady.... 20.01.12, 16:08
        pewnie, jak facet traci kontrole to wariuje. wtedy chce choc strachem kontrolowac inna osobe. Jak sie takiego tyrana oleje to po pewnym czasie jest zdezorientowany.

        Faceci rozumieja sile. Z nimi trzeba rozmawiac "po mesku".
        • altz Re: Nie daje rady.... 20.01.12, 20:04
          xciekawax napisała:

          > Faceci rozumieja sile. Z nimi trzeba rozmawiac "po mesku".
          Kobiety też rozumieją tylko siłę, takich kobiet jest mnóstwo.
          Dopiero gdy zastosuje się siłę, to się daje z kobietami rozmawiać (podczas konfliktów).
          Ile razy już widziałem sytuację, gdy kobieta podejmowała jakąś decyzję, ale odcinała się zdecydowanie od konsekwencji, bo "facet powinien sobie poradzić i to nie jej wina" i "nikt jej nie wmówi winy".
          Taka ciekawsza historia którą słyszałem, pani zażyczyła sobie bezpodstawnie zakaz zbliżania się ojca do domu, w którym uwięziła dziecko, sąd nie badał specjalnie sprawy, zgodził się na taki zakaz. Gdy mąż poszedł po rozum do głowy i zażyczył sobie spotkań z kuratorem (za którego płaciła pani), to nagle się okazało, że żadnego zagrożenia nie było.
          Albo druga historia, gdy był zakaz zbliżania, pan dostał grzywnę za to, że tego nie respektował, odwołał się od tego i wtedy się okazało, że żadnego zakazu faktycznie nie było i nikt sobie nie mógł przypomnieć, a grzywna została do zapłacenia.
          Albo trzecia (z tego forum), gdy schorowany ojciec miał zaległości alimentacyjne, pani nie mogła się doczekać, kiedy umrze, bała się tylko o to, że Fundusz w ramach kredytu alimentacyjnego, przejmie na własność połowę mieszkania, przynależną panu, a w którym pani mieszkała z dziećmi.
          Tak więc i na kobiety to działa, a głupich nie brakuje wśród obu płci.
      • bab34 Re: Nie daje rady.... 20.01.12, 19:33
        Uwierz, że staram się, ale czasami zwyczajnie mi to nie wychodzi a ostatnie parę dni to w ogóle jakaś tragedia jest....
        • babag Re: Nie daje rady.... 20.01.12, 19:42
          Marne to pocieszenie, ale będzie lepiej. Zobaczysz. Każdy ma słabsze dni. Ty masz teraz. Ale to przechodzi. Trzymaj się mocno.

          Ps. Na moje samopoczucie wpływ ma pogoda. Jestem uzależniona od słońca, gdy świeci, wszystko widzę w różowych barwach. Jesteś chyba z Katowic? To niedaleko mnie, więc pogoda u Ciebie od kilku dni taka paskudna jak u mnie. Stąd pewnie też czarne myśli... Nie dajmy się pogodzie wink
          • bab34 Re: Nie daje rady.... 23.01.12, 21:54
            Tak masz rację, że na nastrój wpływa pogoda, póki co na śląsku jest fatalna, więc i mój nastrój taki.....mam tylko nadzieję, że w najbliższym czasie chociaż on sie poprawi, bo na poprawę pogody nie liczę wink. Stresuje mnie też wizyta kuratora, tak bardzo chciałabym mieć ją już za sobą, to oczekiwanie potrafi człowieka wykończyć....
            • babag Re: Nie daje rady.... 23.01.12, 21:59
              Nie stresuj się, kurator też człowiek smile. Nie będzie źle, zobaczysz
              • bab34 Re: Nie daje rady.... 23.01.12, 22:15
                Ponoć wink chociaż sędzia też człowiek, a nasza hmmm......kawał wrednej baby, który faworyzował mojego jeszcze męża....
Inne wątki na temat:
Pełna wersja