wyjazd za granice z dzieckiem

09.02.12, 09:21
Witam, kto tak zrobił, próbował. Chce wyjechac na stałe za granicę z 3-letnim dzieckiem. Co z widzeniami ojca z dzieckiem. Dodam, ze nie pozwala mina ten wyjazd, na zabranie dziecka. Ale pomóc też nie chce w utrzymaniu. W Londynie mam kogos kto mi pomoże, dostanę prace i ogólnie chcę to zrobić, dość walczyłam o pracę w Polsce.
Jak do tego podchodzą sądy, gdy ojciec nie wyraża zgody? Co ja mam udowodnic w sadzie?
    • kobieta306 Re: wyjazd za granice z dzieckiem 09.02.12, 11:22
      Normalnie, taką zgode wystarczyłoby spisać polubownie, albo u notariusza.
      Jeśli ojciec dziecka się nie zgadza,tak jak w Twoim przypadku, musisz wystąpic do sądu. W pismie podaj powody Twojej decyzji. Dobrze jeśli już bedziesz wiedziała do jakiego przedszkola bedzie chodziło Twoje dziecko oraz jaki bedzie Wasz nowy adres zamieszkania oraz ewentualnie miejsce Twojej pracy.
      Opłata wynosi 40 zł w znaczkach skarbowych.
      Nie ma to nic wspólnego z alimentami, które dziecko bedzie nadal otrzymywać, niezaleznie od swojego miejsca zamieszkania.
      • sylwias321 Re: wyjazd za granice z dzieckiem 10.02.12, 21:27
        jak sad ustala widzenia z dzieckiem dla ojca, chyba nie ja bede mu dziecko przywozic do kraju...a życie chyba mam prawo sobie ułożyć....jak chce i gdzie chce? Wiem, że mi na wyjazd nie pozwoli....ze złości i zemsty, że od niego odeszłam...
        • kobieta306 Re: wyjazd za granice z dzieckiem 10.02.12, 22:11
          no myślę, że możesz się jednak mylić.
          Skoro zależy Tobie na tej sprawie, to załatw wszystko sądownie.
        • argentusa Re: wyjazd za granice z dzieckiem 11.02.12, 01:16
          Otóż zupelnie prawdopodobne, że jeśli tat nie ma ograniczonych praw to będziesz jednak to dziecię do niego zawozić. I nie widzę w tym nic zdrożnego.
          PRawo ułożyć sobie życie masz, ale masz też dziecko, które ma drugiego rodzica. A ono ma prawo tego rodzica widzieć. I ono jest ważniejsze. Skor ostroną, któa spowoduje zwiększenie odległości od drugiego rodzica jesteś Ty, to naturalnie Ty ponosisz koszty "wyrównania".
          Sama dowożę dzieci do taty, bo się wyprowadziłam z nimi dalej. Wcześniej przyjeżdzał tata, bo on się wyprowadził z domu, w którym mieszały dzieciaki i nie zamieszkał blisko.
          Ar.
        • tricolour Dziecka przywozic pewnie nie będziesz... 11.02.12, 13:19
          ... ale koszty samolotu możesz jak najbardziej pokrywać. Na dodatek warto sprawdzić, co mówi wymiar sprawiedliwości Twojej nowej ojczyzny, bo może się okazać, że zostaniesz za bezprawny wywóz wręcz ukarana.

          Owszem, masz prawo (choć to słowo nic nie znaczy) układać sobie życie, ale nie kosztem czy krzywdą innych.
        • altz Re: wyjazd za granice z dzieckiem 11.02.12, 13:34
          Myślę, że jesteś po prostu nieszczera. Jasne, że są powody wyjazdu za granicę, chroniczny brak pracy jest takim powodem. Jeśli jednak chcesz się przenieść za granicę, to musisz ponieść konsekwencje takiego wyjazdu i nie masz prawa się oburzać. Tak czytam, jakbyś chciała powiedzieć, żeby Ci się facet nie wtrącał do życia i to jest przykre.
          Zgodnie z Konwencją Haską, dziecko ma prawo wychowywania się w swoim własnym środowisku, w którym się urodziło. Może lepiej by było oddać dziecko ojcu (o ile tego chce i się podejmie), a samej sobie układać życie, aż do obrzydzenia?
          Jeśli nie, to nie ma zmiłuj, będziesz miała obowiązek dowożenia dziecka do ojca. Będzie Cię na to stać, przy okazji odwiedzisz rodzinę, myślę, że tylko teraz to się wydaje czymś przykrym.
          • kobieta306 Re: wyjazd za granice z dzieckiem 11.02.12, 20:04
            altz napisał:
            Będzie Cię na to stać, przy okazji odwiedzisz rodzinę, myślę, że tylko teraz
            > to się wydaje czymś przykrym.

            też tak uważam, bo przecież będziesz odwiedzać rodzinę w Polsce, zatem i w tym czasie dzieci będą mogły spotykać się z ojcem. Dodatkowo są wakacje, ferie. Wszystko da się zaplanować i ustalić, jeśli obie strony dojdą w końcu do porozumienia. Z pewnością jednak, na Twoim miejscu, ustalałabym wszystko na drodze sądowej.
          • zalosny.jestes Oddać dziecko...altz... 29.11.12, 16:04
            odrobina realizmu...oddanie dziecka w kartoflanej to pozbycie się polisy ubezpieczeniowej na dobre kilkanaście lat. Ciekawe, która lala zrezygnuje z prostej i bezproblemowej kasy? Może dwie na sto?
            • kasiamasia Re: Oddać dziecko...altz... 29.11.12, 22:03
              zalosny.jestes napisał:
              > odrobina realizmu...oddanie dziecka w kartoflanej to pozbycie się polisy ubezpi
              > eczeniowej na dobre kilkanaście lat. Ciekawe, która lala zrezygnuje z prostej i
              > bezproblemowej kasy? Może dwie na sto?

              zalosny.jestes prosze hamuj sie troche!!
              <<pozbycie się polisy ubezpieczeniowej na dobre kilkanaście lat
              <<która lala zrezygnuje z prostej i bezproblemowej kasy
              takie okreslenia sa bardzo obrazliwe dla wielu kobiet, samotnie wychowujacych dzieci.Moj ex nigdy nie byl zaiteresowany spedzaniem czasu i wychowywaniem syna ani przed ani po rozwodzie. A jakiekolwiek pieniadze, ktore kiedys placil na utzymanie syna (cale jego 5% przychodu brutto) to tez sie nasluchalismy jak sie mozemy za te pieniadze na Karaibach zaszalec.
              Prosze nie wrzucaj 98% wszystkich matek do worka "jest matka to teraz juz bedzie zerowac (i nic nie robic) do konca zycia na biednym ojcu dziecka, ktory zostal podstepnie wtrobiony w ojcostwo"
              Probujesz oskarzyc o cos autorke watku to pisz do niej
              a nie do wszystkich kobiet-matek czytajacych to forum.
              • logicman Re: Oddać dziecko...altz... 30.11.12, 00:43
                Ja żałosnego rozumiem. Może prawdą jest, że czasem trochę generalizuje, jednak ma prawo do swojego zdania, które wyrobił sobie pod wpływem określonych doświadczeń. I ja jego zdanie w tej kwestii podzielam jednocześnie doskonale zdając sobie sprawę z tego, iż jest wiele wspaniałych samotnych matek, które nie mają żadnego wsparcia i ciężko pracują, by zapewnić byt swoim dzieciom. Należy jednak pamiętać, iż opinię całego stada może zepsuć kilka czarnych owiec - obojętnie pijawek (kobiet żerujących na ojcu swoich dzieci) czy alimenciarzy (facetów uchylających się od odpowiedzialności za swoje potomstwo).
                Żałosny jedynie wskazuje na istnienie pewnego zjawiska i choćby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość, nie da się zaprzeczyć jego występowaniu.
                • altz Re: Oddać dziecko...altz... 30.11.12, 08:22
                  logicman napisał:
                  > Żałosny jedynie wskazuje na istnienie pewnego zjawiska i choćby nie wiem jak za
                  > klinać rzeczywistość, nie da się zaprzeczyć jego występowaniu.

                  Czytam na innym forum o matce, co zabrała syna i wyjechała. Teraz dzwoni do męża i pyta się o różne sprawy, bo nie zna tak dobrze dziecka, jak ojciec. Urodziła sobie, więc jest jej własnością, dlatego zabrała, a facet niech sobie urodzi sam. Ojciec mam duże wątpliwości, czy sąd przyzna mu opiekę nad synem, chociaż są poważne powody na przyznanie opieki ojcu, zna dobrze syna, ma z nim lepszą więź, a przecież facet nie porwie dziecka, jak matka. Sądy przeciągną sprawę w taki sposób, żeby przyznać opiekę i alimenty matce. Taki głupi babski spisek.

                  Postawę właścicielską widzę po tekstach choćby pań na forum, które piszą "moja córka", "mam córkę", mało która pani napisze "mamy córkę". Mam córkę, więc jest moja i mogę z nią zrobić, co mi się będzie podobało - tak to odczytuję.
                  • zegnaj_kotku Re: Oddać dziecko...altz... 30.11.12, 08:36
                    altz napisał:
                    > Postawę właścicielską widzę po tekstach choćby pań na forum, które piszą "moja
                    > córka", "mam córkę", mało która pani napisze "mamy córkę". Mam córkę, więc jest
                    > moja i mogę z nią zrobić, co mi się będzie podobało - tak to odczytuję.

                    Altz zlituj się... gdzie z określenia "moje dziecko": wynika postawa właścicielska??
                    Masz rodzeństwo? I co gdy wypowiadasz się o swoich rodzicach to mówisz "moja matka"; "mój ojciec" czy "nasza matka" "nasz ojciec"?
                    • altz Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 09:39
                      zegnaj_kotku napisała:

                      > Altz zlituj się... gdzie z określenia "moje dziecko": wynika postawa właściciel
                      > ska??
                      > Masz rodzeństwo? I co gdy wypowiadasz się o swoich rodzicach to mówisz "moja ma
                      > tka"; "mój ojciec" czy "nasza matka" "nasz ojciec"?
                      Ja mówię "nasza", jeśli jestem z kimś np. z rodzeństwem. Mówię "nasze dziecko", chyba że ktoś mnie zapyta czy mam dziecko, to odpowiem, że "mam".

                      Przeczytaj dokładnie wątki, jak się panie przedstawiają zaczynając pisać na forum, wtedy inaczej na to spojrzysz.
                      Próbowałem porównać na forum, ale mają słabe narzędzia wyszukiwania, dlatego zrobiłem próbę na google. "mam dziecko" wystąpiło 378 tys. razy, a "mamy dziecko" 158 tys. razy. Dla mnie to o czymś świadczy, dla Ciebie nie musi.
                      Ja już nie raz widziałem, gdy w czasie małżeństwa/związku/romansu pani się deklarowała, że w razie problemów, po rozstaniu, dziecko powinno być u obojga rodziców, nie będzie utrudniać, niech dziecko wybierze... itd., a po rozstaniu była manipulacja dzieckiem, gest Kozakiewicza w kierunku ojca dziecka i chamskie zachowania pozwalające zachować jej dobre samopoczucie i umniejszyć jego wartość, taki znany mechanizm odczłowieczenia ofiary. Panie mówią, bo sobie mówią i nie można tego traktować poważnie, a na końcu i tak będzie, że "ona sobie urodziła", nie "potrafi żyć bez dzieci", "on się nie nadaje" itd. Ludzie kłamią, ale statystyka już nie.
                      • natalia-ok6 Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 10:03
                        Zgadzam się,ze są panie,które utrudniają ojcu kontakt z dzieckiem. Czasami maja powód a czasami robią to złośliwie.
                        Ale,czy zachowanie ojców,byłych mężów jest takie bez zarzutu? Moim zdaniem w wielu przypadkach pozostawia wiele do życzenia.
                        To panowie często pokazują złość ,nienawiść i robią wszystko aby dokopać byłej zonie. Sami ponieśli porażkę zyciowąi chcą całą winę zrzucić na byłą zonę.Są źli na okrutny los ,bo wydały się ich zdrady i oszustwa a "gosposia" się zbuntowała.No jak mogła rzucić takiego adonisa?
                        Dzieci swój rozum mają i nawet te małe duzo widzą ,tylko nic nie mówią.Podrosną to powiedzą.
                        • altz Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 10:19
                          natalia-ok6 napisała:

                          > Zgadzam się,ze są panie,które utrudniają ojcu kontakt z dzieckiem. Czasami maja
                          > powód a czasami robią to złośliwie.
                          Widzisz! Użyłaś sformułowania "utrudniają ojcu kontakt z dzieckiem", czyli nawet nie bierzesz pod uwagę, że oboje rodzice są równoprawni. To jest mocno zakodowane w głowach pań, być może część nawet nie zdaje sobie z tego sprawy i jakoś to wypiera, ale to jest.

                          > Ale,czy zachowanie ojców,byłych mężów jest takie bez zarzutu?
                          Jasne, że często nie jest. Wydaje mi się, że tu nie chodzi o "darmową gosposię", bo wszyscy panowie wiedzą, że seks w małżeństwie i "darmowa gosposia" są jednymi z najdroższych, dużo taniej jest iść co jakiś czas do agencji i wynająć pokój z wliczonym sprzątaniem, pomimo biedy naszego społeczeństwa.
                          Tu chyba chodzi o wykreślenie z życia rodziny, wyrzucenie na margines, z dala od dzieci i atmosfery rodzinnej, jak wyrzucenie poza wioskę w niektórych społecznościach.
                          Ja wiem, że ludzie bywają źli, złośliwi, ale nie wierzę, że większość panów jest taka, a panie w większości są super, co sugerują wyniki potyczek przed sądami.
                          • natalia-ok6 Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 10:49
                            Użyłam takiego sformułowania,bo dziecko przeważnie mieszka z matką i rzeczywiście bywają takie matki,które sa wyjatkowo złośliwe.
                            Mam koleżanki po rozwodzie,które ojcom nie utrudniają kontaktu z dzieckiem .Natomiast ci ojcowie jakoś dziwnie nie są zainteresowani tymi kontaktami. Pracują ,więc nie maja czasu. Uwazaja,ze raz,moze dwa razy w miesiacu to juz wystarczajaco duzo aby poswięcic uwagę dziecku.Jeden pan pojawia sie dwa razy do roku.
                            Wiesz,patrząc na ich zycie dochodze do wniosku ,ze moje dziecko jest szczęściarzem.Ma ojca ,który kontaktuje sie z nią telefonicznie codziennie i spotykaja się dwa lub trzy razy w TYGODNIU.
                            • altz Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 11:26
                              natalia-ok6 napisała:

                              > Użyłam takiego sformułowania,bo dziecko przeważnie mieszka z matką i rzeczywiśc
                              > ie bywają takie matki,które sa wyjatkowo złośliwe.
                              > Mam koleżanki po rozwodzie,które ojcom nie utrudniają kontaktu z dzieckiem .Nat
                              > omiast ci ojcowie jakoś dziwnie nie są zainteresowani tymi kontaktami.

                              Ja już o tym pisałem, ale powtórzę jeszcze raz, skoro trzeba. To jest jakaś oferta, zazwyczaj żałosna i upokarzająca. Oferta może być przyjęta albo nie.
                              Normą w naszych sądach są "kontakty", ale dla wielu ojców jest to po prostu nie do przyjęcia. Nie trzeba być bardzo bystrym, potrzebna jest tylko odrobina empatii. Wystarczy pomyśleć sobie, czy byłoby by fajnie matce spotykać się z dzieckiem wyłącznie przez 4 godziny co dwa tygodnie?
                              Poza tym, nad więziami trzeba pracować, nie da się tego zrobić przez godzinę tygodniowo, za jakiś czas już nie ma o czym ze sobą rozmawiać, tak samo między dorosłymi, jak również między dorosłym a dzieckiem.
                              To, co robią nasze sądy, jest sankcjonowaniem patologii pod wpływem poglądów głupich autorytetów. Jestem przekonany, że za 20 lat będziemy się tego wstydzić tego, co jest obecnie.

                              To, że komuś jednemu się udało, cieszy, ale nie budzi wielkiego optymizmu.
                              • cozzycie_80 Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 11:50
                                Altz, u nas jest inaczej, my mimo rozwodu robimy wszystko, żeby nasze kontakty były "normalne". Dziecko chcemy wychowywać wspólnie, razem podejmować wszystkie decyzję dotyczące córki. Czasami mamy inne zdanie, ale tak samo było by w małżeństwie. Nigdy nie "zabraniałam" ojcu kontaktów z dzieckiem, nie "utrudniałam", bo to tak samo moje dziecko jak jego. Zresztą wyrządziłabym wielką krzywdę własnemu dziecku. Na szczęście tatuś nie z tych co nagle zapominają o własnym dziecku i mam nadzieję że tak będzie zawsze smile
                                Może dlatego dla nas Twoja ideologia jest sztucznym problemem, może po prostu nie rozumiem Ciebie, ponieważ nigdy nie doświadczyłam tego co Ty.
                                Nie wiem... wink
                              • zegnaj_kotku Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 11:56
                                altz napisał:
                                > Ja już o tym pisałem, ale powtórzę jeszcze raz, skoro trzeba. To jest jakaś ofe
                                > rta, zazwyczaj żałosna i upokarzająca. Oferta może być przyjęta albo nie.
                                > Normą w naszych sądach są "kontakty", ale dla wielu ojców jest to po prostu nie
                                > do przyjęcia. Nie trzeba być bardzo bystrym, potrzebna jest tylko odrobina emp
                                > atii. Wystarczy pomyśleć sobie, czy byłoby by fajnie matce spotykać się z dziec
                                > kiem wyłącznie przez 4 godziny co dwa tygodnie?

                                Nie utożsamiam się z jakaś „wspólnotą matek” , wiec mogę się wypowiadać tylko w swoim imieniu, ale gdyby mi dano jak to piszesz „upokarzającą ofertę” spotykania się z naszym* dzieckiem raz na dwa tygodnie przez 4 godziny to bym wszystko robiła by nie ominąć żadnego z tych spotkań…
                                Natomiast tata naszego** dziecka na propozycję wspólnego z dzieckiem weekendu ( u niego) odpowiada, że może właściwie weźmie je tylko na jeden dzień – bo to bez sensu i dziecko się nudzi…
                                Więc „oferta” w wielu przypadkach wynika z woli „zamawiającego” … a nie tylko "oferenta"...

                                *chciałeś takiej formy to proszę, ale nie sadzisz, że wychodzi teraz na to, że to dziecko jest moje i Twoje?
                                ** teraz to już chyba to dziecko ma 3 rodziców…cryingpodmiot liryczny – czyli mnie, Ciebie czyli adresata tej wiadomości oraz swojego właściwego tatę)
                                • altz Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 12:48
                                  zegnaj_kotku napisała:

                                  > gdyby mi dano jak to piszesz „upokarzaj
                                  > ącą ofertę” spotykania się z naszym* dzieckiem raz na dwa tygodnie
                                  > przez 4 godziny to bym wszystko robiła by nie ominąć żadnego z tych spotkań
                                  Tak piszesz, bo tak o sobie myślisz, ale można wiedzieć, co się zrobi, gdy jest się w takiej sytuacji.

                                  > na propozycję wspólnego z dzieckiem weekendu ( u niego) odpowiada,
                                  > że może właściwie weźmie je tylko na jeden dzień, bo to bez sensu i dziecko się nudzi…
                                  Pisałem o tym, na więź trzeba pracować, ojciec za mało przebywał z dzieckiem, być może ma męskich wzorców, jak się zajmować dzieckiem, żeby ani dziecko, ani rodzic, się nie nudzili?
                              • natalia-ok6 Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 11:59
                                altz napisał:
                                w naszych sądach są "kontakty", ale dla wielu ojców jest to po prostu nie
                                > do przyjęcia. Nie trzeba być bardzo bystrym, potrzebna jest tylko odrobina emp
                                > atii. Wystarczy pomyśleć sobie, czy byłoby by fajnie matce spotykać się z dziec
                                > kiem wyłącznie przez 4 godziny co dwa tygodnie?

                                Tatusiowie ,o których wspomniałam nie mają ograniczonych kontaktów.
                                Jeden z nich mógł zabrać dziecko na cały miesiąc wakacji. Nie zabrał nawet na jeden dzien.
                                Rózne sa sytuacje w zyciu.Różne są matki i rózni ojcowie.
                                Teraz mam napisać,ze wszyscy ojcowie są źli,bo widzę i znam duzo takich tatusiów?
                          • cozzycie_80 Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 10:59
                            Altz ja myślę, że tu nie ma co wymyślać do tego "zjawiska" jakiejś ideologii.
                            Jak mieszkałam z mężem mówiłam "nasze", a teraz mieszkam sama i mówię "moje". Ale to że tak mówię, nie świadczy o tym, ze przez to odbieram ojcu prawa do naszego dziecka. Po prostu jestem sama, to się odzwyczaiłam.
                            Tatuś ma prawo spotykać się z dzieckiem, robi to bardzo często, nadal jest ojcem, choć jak twierdzi nic już teraz nie musi i nic tu nie zmienia czy ja powiem nasze czy moje.
                            Wkręcacie sobie "sztuczne" problemy wink
                            • altz Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 11:14
                              cozzycie_80 napisała:

                              > Altz ja myślę, że tu nie ma co wymyślać do tego "zjawiska" jakiejś ideologii.
                              ...
                              > Wkręcacie sobie "sztuczne" problemy wink

                              Dla Was, Towarzyszko, jest to sztuczne, dla wielu mężczyzn to nie jest drobiazg, bo to świadczy o tym, co się dzieje w głowie tych pań. Gdyby panie zachowywały się normalnie, nie przeszkadzałoby mi to, ale jak jest, wszyscy wiemy. Większość traci na tej nierównowadze, i panie i panowie, świadczą o tym ciągłe narzekania z obu stron, na zmiany się nie zapowiada, bo panie się okopały i mają wszędzie wsparcie.

                              Co ciekawe, panie stosują świetnie metody Erystyki. W tym wpisie również zastosowano, aż dwie metody. Nie będę podpowiadał, jakie, taka zagadka dla spostrzegawczych. smile
                              • cozzycie_80 Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 11:44
                                Wiesz co, Altz, wysłałam do mojego byłego męża sms-a z pytaniem, czy wśród znajomych mówi teraz "nasze" czy "moje" dziecko i wiesz co mi odpisał? wink
                                "a jakie to ma znaczenie, nie mam pojęcia, czasami nasze częściej moje" smile i pytanie, nudzisz się big_grin
                                • natalia-ok6 Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 11:53
                                  cozzycie_80 napisała:

                                  > Wiesz co, Altz, wysłałam do mojego byłego męża sms-a z pytaniem, czy wśród znaj
                                  > omych mówi teraz "nasze" czy "moje" dziecko i wiesz co mi odpisał? wink
                                  > "a jakie to ma znaczenie, nie mam pojęcia, czasami nasze częściej moje" smile i py
                                  > tanie, nudzisz się big_grin

                                  Rozbawiłaś mnie.Dobrze,ze nie zapytał czy u Ciebie wszystko z głową w porzadku.
                                  • cozzycie_80 Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 12:57
                                    Natalio chciałam sprawdzić teorię Altza u tatusiów po rozwodzie. Jak widać niektórzy żyją dalej i nie wymyślają sobie problemów, nasze-moje smile
                                    Nie napisał tak, bo wie, że wszystko w porządku wink
                                    • altz Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 13:22
                                      cozzycie_80 napisała:

                                      > Natalio chciałam sprawdzić teorię Altza u tatusiów po rozwodzie. Jak widać niek
                                      > tórzy żyją dalej i nie wymyślają sobie problemów, nasze-moje smile
                                      > Nie napisał tak, bo wie, że wszystko w porządku wink
                                      Panowie faktycznie potrafią sobie wymyślać problemy, ale panie są w tym zdecydowanie lepsze.
                                      Jestem przekonany, że Wasza sytuacja nie jest normą.
                                      Nie wszystkie matki zgadzają się na spotkania dziecka z ojcem np. na wakacjach, powodów znam wiele:
                                      - dziecko ma już zaplanowane wakacje,
                                      - dziecko ma już prawdziwego ojca,
                                      - nie zgadzam się, bo to nie będzie dobre dla dziecka,
                                      - nie ma mowy,
                                      - zaplanowałam badania na ten czas,
                                      - jak zapłacisz za "to i owo"
                                      itd.

                                      Niczego nie wymyśliłem, a jak widać matki dysponują dzieckiem, jak kierowca samochodem. Mogą przekazać albo nie, wiedzą, że są bezkarne, bo nikt im nic nie zrobi.
                                      Może jestem wyczulony na taki język, bo mnie to razi i widzę każdy fałsz.
                                    • blackglass Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 13:46
                                      cozzycie_80 napisała:

                                      > Natalio chciałam sprawdzić teorię Altza u tatusiów po rozwodzie. Jak widać niek
                                      > tórzy żyją dalej i nie wymyślają sobie problemów, nasze-moje smile
                                      > Nie napisał tak, bo wie, że wszystko w porządku wink

                                      Tak altz jest definicyjnym przykładem stwarzania sobie problemów, czepiania się spraw najmniej istotnych. Co to za znaczenie czy on/ona mówi nasze czy moje, "mojego" tatuś mówi moje dziecko i co mam się teraz obrazić an niego, zrobić awanturę, stworzyć teorie, napisać o tym referat, upić się z tego powodu?
                                      Przecież to mało istotny szczegół jak mówi ...

                                      • altz Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 14:13
                                        blackglass napisała:
                                        > Tak altz jest definicyjnym przykładem stwarzania sobie problemów, czepiania się
                                        > spraw najmniej istotnych.
                                        Język jest ważny, bo od języka zaczynają się inne rzeczy, ale również język pokazuje, jaka jest rzeczywistość. Dlatego Niemcy w czasie ostatniej wojny nazywali siebie ludźmi, na innych mówili "podludzie", u nas w Polsce małolaty wyzywają się od Żydów i gejów, a panie mówią, że mają dziecko albo, że sobie podwyższyły alimenty, ale wolą, żeby ktoś do nich mówił w domu ładnie, a obrażają się na nazywanie siebie nierobem. wink
                                        Dla Ciebie to nie jest istotne, dla innych ludzi jest to istotne. A jak jest wszystko w porządku, to takich rzeczy się nie zauważa, a potem jest wielkie zdziwienie. smile
                                        • blackglass Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 14:25
                                          Altz z całym szacunkiem ale jesteś jak czepliwa i gderliwa baba tongue_out
                                          Ja znowuż jestem uczulona na zbytnią gderliwość i wyszukiwanie sobie problemów to też świadczy o człowieku...
                                          • altz Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 14:39
                                            blackglass napisała:
                                            > Altz z całym szacunkiem ale jesteś jak czepliwa i gderliwa baba tongue_out
                                            > Ja znowuż jestem uczulona na zbytnią gderliwość i wyszukiwanie sobie problemów
                                            > to też świadczy o człowieku...

                                            Zauważ, że nie użyłaś żadnego argumentu! Kto jest więc gderliwy? wink
                                            • blackglass Re: Mam dziecko i nie zawaham się go użyć 30.11.12, 14:51
                                              altz napisał:

                                              > blackglass napisała:
                                              > > Altz z całym szacunkiem ale jesteś jak czepliwa i gderliwa baba tongue_out
                                              > > Ja znowuż jestem uczulona na zbytnią gderliwość i wyszukiwanie sobie prob
                                              > lemów
                                              > > to też świadczy o człowieku...
                                              >
                                              > Zauważ, że nie użyłaś żadnego argumentu! Kto jest więc gderliwy? wink

                                              Altz nie gderaj ! tongue_out
                  • mayenna Re: Oddać dziecko...altz... 30.11.12, 09:06
                    altz napisał:



                    >
                    > Postawę właścicielską widzę po tekstach choćby pań na forum, które piszą "moja
                    > córka", "mam córkę", mało która pani napisze "mamy córkę". Mam córkę, więc jest
                    > moja i mogę z nią zrobić, co mi się będzie podobało - tak to odczytuję.

                    Mężczyźni na tym forum także do określenia posiadania potomstwa używają czasowników w liczbie pojedynczej.
                    Jest sopre grona pań na forum, które pomimo określenia 'mam dziecko' jednak się tym dzieckiem z jego ojcem dzielą. Warto to zauważyć skoro to takie wyjątkowe zjawisko.
                • fotm Re: Oddać dziecko...altz... 30.11.12, 13:52
                  Wiesz, problem nie polega na jego generalizowaniu, tylko obraźliwym tonie. Ja też mogłabym określać wszystkich facetów "stadem leniwych dawców, którzy uważają, że jak rzucą na dziecko parę stówek miesięcznie, to już nic więcej się ich dzieciom nie należy, a te podłe laski, które są ich matkami powinny im się kłaniać w pas, albo lepiej bić czołem w chodnik", biorąc pod uwagę moje doświadczenia i fakt, że mój ex od 3 miesięcy nie napisał nawet smsa, żeby się spytać co słychać u jego syna, a alimenty płaci, jak i kiedy mu zostanie coś po imprezach. Tyko po co? Mam swój mózg i wiem, że całe szczęście, nie wszyscy faceci są tacy i mogę mieć pretensje tylko do siebie, że taki człowiek jest ojcem mojego syna, a nie do wszystkich facetów z całego świata, bo to po prostu śmieszne i tyle...
        • zalosny.jestes Oczywiście, że życie masz prawo sobie ułożyć. 29.11.12, 16:02
          Nawet jak będziesz miała podbite oczy za pół roku. A czy ojciec Twoich dzieci ma jakieś prawa czy tylko jedno, czyli płacić?
    • ona3006 Re: wyjazd za granice z dzieckiem 29.11.12, 00:15
      Czytam tak wasze odpowiedzi i widzę,że wszyscy są bardzo mądrzy.Ja jestem w podobnej sytuacji,choć ojciec dziecka się nim w ogóle nie interesuje,widuje go raptem raz do roku,więc ja powinnam jeszcez mu przywozic dziecko za własne cięzko zarobione pieniadze za granica,żeby zobaczył dziecko,to chyba jakas KPINA!!!Ja też planuje wyjechać na stałe za granicę z moim obecnym partnerem,którego mogę nazwac prawdziwym ojcem,a nie tego co jest na papierku i który ma własne dziecko go w dupie!! I nie mam zamiaru przywozić mu dziecka,nawet jak przyjade do Polski odwiedzić rodzine,bo nie zachwouje się jak prawdziwy ojciec,inaczej by było gdyby interesował się własnym dzieckiem....
      • altz Re: wyjazd za granice z dzieckiem 29.11.12, 08:40
        ona3006 napisał(a):
        > ja powinnam jeszcez mu przywozic dziecko za własne cięzko
        > zarobione pieniadze za granica,żeby zobaczył dziecko,to chyba jakas KPINA!!!
        Tak powinno być, dobrze to odczuwasz, chociaż się sprzeciwiasz temu.
        Przywieźć dziecko, zostawić u ojca i nie monitorować, a jeżeli ojciec jest naprawdę niebezpieczny dla życia i zdrowia dziecka, to nie przywozić i załatwić to sądownie.

        Ja rozumiem Twoje intencje w następujący sposób: "niech ojciec nie wtrąca się, bo mnie zawiódł, a ja dziecku już załatwiłam nowego tatusia", ale tak w życiu nie jest. Ojciec zostanie ojcem, choćby nie wiem, jak dziecko starało się go wyprzeć za namową matki.

        Ludzie starają się zachować racjonalnie, jak już im minie wzburzenie. To wszystko jest jak transakcja handlowa. Ojciec nie spotyka się z dzieckiem, bo być może oferta jest upokarzająca.
        Mogę sobie wyobrazić, że gdy spotykał się z dzieckiem, otrzymywał całe szambo na swój temat, dziecko miało 10 minut dla taty, a tata tracił na to całe upokorzenie za dużo pieniędzy. Nie przyjmuje więc takiej oferty i się wypina na to wszystko. Będzie inna oferta, będą spotkania, ludzie są racjonalni z zasady i jacy by nie byli, zazwyczaj chcą się pochwalić dzieckiem.
        • zalosny.jestes Altz, czy udało Ci się kiedykolwiek wytłumaczyć 29.11.12, 16:06
          coś kobiecie w racjonalny sposób? Przecież to są bomby emocjonalne. Jak już chcesz coś przetłumaczyć albo osiągnąć efekt to musisz użyć fortelu, inaczej krew w piach niestety..
          • altz Bomby emocjonalne :-) 29.11.12, 17:49
            zalosny.jestes napisał:

            > Przecież to są bomby emocjonalne.
            Coś w tym jest, co piszesz. Ciężko ruszyć jakiś poważny temat.
            Ale nie wszystkie kobiety są takie, w każdym razie, wydają się takie na początku. wink
            • zalosny.jestes Już pisałem kiedyś...w związkach się maskują... :) 29.11.12, 18:08
              One same wiedzą, że ten bajzel w głowie to nic dobrego a kwintesencją jest stwierdzenie "ja sama nie wiem czego chce". To znaczy ona wie, ale to jest ważne tylko przez najbliższe 15 minut. Stąd kobiety nie powinny piastować funkcji, gdzie od decyzji człowieka zależy los innego człowieka.
      • noname2002 Re: wyjazd za granice z dzieckiem 30.11.12, 13:20
        Jesli sie ojciec z dzieckiem nie widuje i nie kontaktuje, to przed wyjazdem zagranice wystap o odebranie mu praw rodzicielskich, wtedy nie bedzie problemu.
    • straznikteksasu12 Re: wyjazd za granice z dzieckiem 29.11.12, 04:51
      To zostaw ojcu, i zrob se drugie.
      • blackglass Re: wyjazd za granice z dzieckiem 29.11.12, 13:44
        straznikteksasu12 napisał:

        > To zostaw ojcu, i zrob se drugie.

        Typowe "facetowe" rozumowanie...
        • zalosny.jestes Bardzo logiczne. Nowy pan, nowy dzidziuś... 29.11.12, 16:06
          A i podwójne alimenty w razie czego też się liczą.
          • blackglass Re: Bardzo logiczne. Nowa pani, nowy dzidziuś... 30.11.12, 11:52
            zalosny.jestes napisał:
            > A i podwójne alimenty w razie czego też się liczą.

            To wasza logika. Zostawiamy dziecko i matkę, olewamy i bierzemy sobie nowszy model, zapładniamy i po urodzeniu dziecka od razu lecimy o zmniejszenie alimentów na pierworodne bo pyknęliśmy drugie, innej pani tongue_out
    • beverly1985 Re: wyjazd za granice z dzieckiem 29.11.12, 12:42
      Jeśli ojciec dziecka się nie zgadza na twój wyjazd z dzieckiem to ja widzę 2 opcje a) nie dostaniesz zgody na zabranie dziecka za granicę (czy ojciec chce wziąć dziecko do siebie?) b) będziesz musiała dowozić je do Polski.

      Zdecydwanie lepiej sie dogadac z byłam.
      • smutnyaniol Re: wyjazd za granice z dzieckiem 30.11.12, 10:38
        A ja jako kobieta wypraszam sobie takie generalizowanie. Z moim byłym mężem dzielimy się opieką nad córką, kosztami i potrafimy dogadać się w prawie wszystkich sprawach jej dotyczących. W pozostałych jest już różnie. Nigdy nie wyciągałam ręki po jego pieniądze, chociaż zarabia 3 x tyle co ja. Dziecko było wspólną decyzją i wiedziałam z czym dla mnie jako kobiety wiąże się macierzyństwo. Podjęłam swiadomą decyzje. Czytajac wypowiedzi niektórych osób na tym forum mam wrażenie, że nie dojrzały do życia a co za tym idzie do macierzyństwa.
        • noname2002 Re: wyjazd za granice z dzieckiem 30.11.12, 13:17
          Nigdy nie wyciągałam
          > ręki po jego pieniądze, chociaż zarabia 3 x tyle co ja.

          Zrezygnowalas z alimentow na dziecko?
          • smutnyaniol Re: wyjazd za granice z dzieckiem 30.11.12, 14:13
            Napisałam, że dzielimy się kosztami i opieką, Realnymi kosztami po połowie, owszem, nie mam stałych alimentów na dziecko.
          • kasiamasia Re: wyjazd za granice z dzieckiem 30.11.12, 23:58
            noname2002 napisała:

            > Nigdy nie wyciągałam
            > > ręki po jego pieniądze, chociaż zarabia 3 x tyle co ja.
            >
            > Zrezygnowalas z alimentow na dziecko?

            Oj naiwna jestem, bo myslalam ze alimenty sa na pokrycie kosztow utrzymania dziecka
            (i od ojca i od matki).
    • konolga Re: wyjazd za granice z dzieckiem 02.12.12, 15:00
      Jeśli nie masz szans na dogadanie się z ojcem dziecka, to sądownie wcale nie jest to takie trudne. Trzeba tylko uzasadnić cel wyjazdu (zarobkowy/małżeństwo). W drugim przypadku trudniej o tyle, że sprawdzane sa np. relacje dziecka z partnerem, ich wzajemny stosunek do siebie itd. W przypadku wyjazdu w celach zarobkowych-przedstawiamy swoja drogę zawodową w PL od dnia rozstania z ojcem dziecka, zarobki i wydatki w tym czasie, z których wynika, że więcej zrobić dla poprawy warunków bytowych swoich i dziecka nie możemy. I mamy następujące możliwości-tu wymieniamy ewentualnego pracodawcę i zarobki, warunki mieszkaniowe, wszelkie plusy wynikające z wyjazdu, głównie te dla dziecka. Na końcu deklarujemy umożliwienie ojcu widzeń z dzieckiem w takim a takim wymiarze w zakresie własnym (dojazd), a takim i takim zobowiązujemy sie do pokrycia kosztów przyjazdu taty do dziecka. Uwaga-przejazdu, wcale się ojcu nie należy wikt i opierunek. Jak ojciec z tych, co to 2 wizyty w miesiącu traktuje jak przykry obowiązek, to przypuszczalnie te koszty odpadną, bo przyjedzie raz, może dwa i mu nagle uczucia osłabną. Gorzej, jeśli dziecko faktycznie ma z ojcem kontakt dobry, kilka razy w tygodniu, tato w życiu dziecka uczestniczy-w takim wypadku mocno bym przemyślała, czy wyjechać, a i sąd się zastanowi...
      • altz Re: wyjazd za granice z dzieckiem 02.12.12, 16:39
        konolga napisała:

        > Gorzej, jeśli dziecko faktycznie ma z ojcem kontakt dobry
        To faktycznie jest fatalne dla kobiety, ale zawsze można prosić sąd o uśpienie pana zastrzykiem z fenolu i będzie po kłopocie. Sąd robi czasami takie głupie rzeczy, że może się zgodzi. smile
        • konolga Re: wyjazd za granice z dzieckiem 02.12.12, 18:12
          gratuluję umiejętności komentowania kawałków wyrwanych z kontekstu i wprowadzania tym fermentu...smile nie szkoda Ci energii?
          Fatalne jest, kiedy tatuś wyrzyguje pod presją komornika 300 zeta alimentów, na spotkania z dzieckiem ciągniety siłą, a proszony o wyrażenie zgody na wyjazd z matką, która chce dziecku poprawić warunki życia, staje okoniem. Niewątpliwie z powodu dobra dziecka, na sumieniu mu ciążącym, nieprawdaż? Sąd czasem myśli i może w ten nagły przypływ ojcowskich uczuć nie uwierzy...
          • altz Re: wyjazd za granice z dzieckiem 02.12.12, 18:47
            Napisałaś:
            "Gorzej, jeśli dziecko faktycznie ma z ojcem kontakt dobry"
            Myślę, że Ci się wyrwało, ale tak myślisz. To jest takie właścicielskie podejście do dzieci, o czym już pisałem, podobno dziecko jest matki, bo sobie urodziła i najważniejsze dla niej jest, żeby matce było dobrze, dziecko jest tylko dodatkiem do matki, może i przyjemnym, bo można się pochwalić wśród znajomych, ale to przede wszystkim matka musi "wyjść z układu", "powinna być szczęśliwa" itp., potrzeby dziecka, pomimo deklaracji, nie są już takie ważne.
            Piszę to bez złości, pogodzony z taką sytuacją. Nie dziwi mnie to, bo już nie raz widziałem, co większość kobiet mówi, a co robi. Gdy mogą cokolwiek stracić, robią się cyniczne i wyrachowane i wygaszają zasady, których stosowanie wymagają od innych.
            Takie jest życie, kobiety nie są aniołami, w końcu to one wymyśliły aborcję.

            konolga napisała:
            > Fatalne jest, kiedy tatuś wyrzyguje pod presją komornika 300 zeta alimentów, na
            > spotkania z dzieckiem ciągniety siłą, a proszony o wyrażenie zgody na wyjazd z
            > matką, która chce dziecku poprawić warunki życia, staje okoniem.
            Nie jest fajnie, ja tak nie uważam i praktykuję zgodnie z własnymi przekonaniami, narażając swoje zdrowie. A jak wybrałaś takiego bałwana, to takiego masz. Zresztą ja też mam za swoje, więc moglibyśmy sobie akurat w tym podać rękę. smile
            • konolga Re: wyjazd za granice z dzieckiem 02.12.12, 19:42
              altz napisał:

              > Napisałaś:
              > "Gorzej, jeśli dziecko faktycznie ma z ojcem kontakt dobry"
              > Myślę, że Ci się wyrwało, ale tak myślisz.

              Źle myślisz, nic mi się nie wyrwało. I biorę konsekwencje tych słów na klatę... Uważam, że jeśli facet nie chce pomóc matce dziecka finansowo i wyjazd utrudnia, to jest złamasem i jego miłość wielka do dziecka jest na pokaz. Jeśli nie może, a naprawdę dziecko kocha, to się z nim można dogadać, bo wsadzi se w kieszeń ambicje i urazy do matki, i mu na dobru dziecka zależeć będzie. Po prostu. Aczkolwiek, co byłeś łaskaw pominąć, napisałam wyraźnie-ja bym się nad wyjazdem mocno zastanowiła, gdyby miał kontakt dobry ojca i dziecka ucierpieć.

              To jest takie właścicielskie podejśc
              > ie do dzieci, o czym już pisałem, podobno dziecko jest matki, bo sobie urodziła
              > i najważniejsze dla niej jest, żeby matce było dobrze, dziecko jest tylko doda
              > tkiem do matki, może i przyjemnym, bo można się pochwalić wśród znajomych, ale
              > to przede wszystkim matka musi "wyjść z układu", "powinna być szczęśliwa" itp.,
              > potrzeby dziecka, pomimo deklaracji, nie są już takie ważne.
              > Piszę to bez złości, pogodzony z taką sytuacją. Nie dziwi mnie to, bo już nie r
              > az widziałem, co większość kobiet mówi, a co robi. Gdy mogą cokolwiek stracić,
              > robią się cyniczne i wyrachowane i wygaszają zasady, których stosowanie wymagaj
              > ą od innych.

              Rany, ja jestem prosta, jak facet... co ma ten urywek wspólnego z tematem wątku? Imo mamusia, której potrzeby dziecka dyndają nie zamierza ciągnąć tego dziecka w "nowe, lepsze, nieznane", tylko raczej podrzuca Najlepszemu_Ojcu i ma w dupie, co będzie z nimi dalej.

              > Takie jest życie, kobiety nie są aniołami, w końcu to one wymyśliły aborcję.
              Niewątpliwie są nimi mężczyźni, aborcję zwalczający. Nosz, kuźwa, juz wiem, czemu mnie, ateistce, tak posłowie co poniektórzy na nerwy działają...


              > konolga napisała:
              > > Fatalne jest, kiedy tatuś wyrzyguje pod presją komornika 300 zeta aliment
              > ów, na
              > > spotkania z dzieckiem ciągniety siłą, a proszony o wyrażenie zgody na wyj
              > azd z
              > > matką, która chce dziecku poprawić warunki życia, staje okoniem.
              > Nie jest fajnie, ja tak nie uważam i praktykuję zgodnie z własnymi przekonaniam
              > i, narażając swoje zdrowie. A jak wybrałaś takiego bałwana, to takiego masz. Zr
              > esztą ja też mam za swoje, więc moglibyśmy sobie akurat w tym podać rękę. smile

              I znowu pudło. Jestem matką wyjechaną. Z dwójką dzieci. Byłą żoną faceta, z którym rozwiodłam sie z uśmiechem na jednej sprawie. Z facetem, który zajął się dziećmi, kiedy ja trafiłam do obcego kraju i dowiózł mi je, kiedy miałam już pracę i mieszkanie. Tylko, że on wiedział, że ani ja, ani on nie damy rady zapewnić dzieciom stabilizacji i spokoju w PL. Tak wyszło. W związku z czym nie pogrywał mi "na złość", zgodę wydał sam z siebie, w zasadzie wyjazd swoją pomocą umożliwił. Tylko my uznaliśmy rozwód za karę dla nas obojga za popełnione w małżeństwei błędy i za zakończenie tamtego etapu. Teraz jesteśmy "tylko" rodzicami naszych dzieci i mamy zasrany obowiązek zapewnienia im pogodnego, zdrowego, mądrego startu w dorosłość. Kwestia klasy? priorytetów? Nie wiem. Ale nie każdy tak chce/umie. Generalnie altz, jeśli się czegoś nie daje, czy coś zabiera dziecku, bo jego temat przywołuje na myśl byłego współmałżonka i dominuje chęć dowalenia tej drugiej stronie, a stojące pośrodku dziecko zanika, to imo powód do wizyty u psychiatry. To, co tu czasem czytam, powala, Twoje komentarze, jak ten do mojego postu, również. Ja rozumiem, że poczucie własnej krzywdy może odebrać umiejętność trzeźwego spojrzenia, ale tak długofalowo i w przełożeniu na cały "babski świat"? Przecież Ty się człowieku, spalasz w tym doszukiwaniu się podtekstów i ukrytych znaczeń, nadinterpretacjach do prostych zdań. Dobra, koniec OT. Miłego wieczoru
Inne wątki na temat:
Pełna wersja