No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości...

26.03.12, 01:17
Jakieś dwa albo trzy tygodnie temu dowiedziałem się dlaczego rozpadło się moje małżeństwo. Dlaczego prawie dwuletnia walka o jego uratowanie zakończyła się fiaskiem. Czemu dwóch psychologów nie dało rady. Wszystko stało się jasne. Dość tego przynudzania, do rzeczy: była żonka radośnie zdradzała mnie przez 2/3 trwania naszego małżeństwa.

Żalu nie mam. Może drugą młodość przeżywa albo co. Może się po prostu zakochała, zdarza się. Ale kłamstwa i wodzenia mnie za nos przez prawie dwa lata nie daruję! Mojego upokarzającego żebrania o miłość i wybaczenie nie wiadomo czego - nie zapomnę. Nienawidzę być upokarzany, zniosę wszystko ale nie upokorzenia!

Dość biadolenia. Kto z Was moi drodzy wie, gdzie mieszka ten Hattori Hanzo? Okinawa, ale dokładnie gdzie? Ile sobie liczy za japoński mieczyk? Mam trochę oszczędności, na bilet w obie strony starczy. Była żona jeszcze jeden raz mnie zobaczy. Wrócę tu i jakem sobą, pozabijam całą jej żyjącą rodzinę a na końcu ją samą.
    • maciekqbn Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 01:21
      Tak dopasowując się do Twojego czarnego humoru - oszczędź jej rodzinę, nie oni zawinili wink
      • altz Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 06:14
        Nie lepsza jest laleczka ze szpileczkami? smile
        • mayenna Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 07:50
          altz napisał:

          > Nie lepsza jest laleczka ze szpileczkami? smile
          Zdecydowanie tańszasmile
          • argentusa Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 08:23
            i trudniej udpowodnić, że to Twoja sprawka smile
            • ewela1_1 Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 08:27
              Białe rękawiczki też tańsze smile
              -------------
              "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa
    • der1974 Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 09:48
      Iiii tam chłopie, marudzisz okropnie.

      Mnie moja ex żona też zdradzała skutecznie i długo. Też się czułem jak i Ty. Ale jak się z nią rozwiodłem to mi szybko przeszło. To śmieszne jest to upokorzenie. To nie Twój wstyd ani Twoja sprawa. Zdradzała to znaczy, że kurwiszon i tyle. A na przyszłość warto przemyśleć jeszcze - czemu zdradzała i czy coś po mojej stronie było nie tak.

      Powodzenia.
      • zabelina Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 09:53
        Podpisuję sie pod tym rękoma i nogami...no, moze oprócz tego "kurwiszona"wink
        • ewela1_1 Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 09:56

          "Kurwiszon", ale warto przemyśleć swoje postępowanie..widzę sprzeczność big_grin
          -------------
          "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa
          • zabelina Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 10:14
            A ja chyba nie. Zdradą ludzie zazwyczaj kompensują pewne braki w związku.
            • ewela1_1 Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 10:18

              No więc właśnie o to mi chodzi. Nazywa ją "kurwiszonem", a przecież wina za zdradę, (szczegolnie na tym forum) nigdy nie leży po jednej stronie.
              -------------
              "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa
            • czlowiek-na-torze Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 10:35
              > A ja chyba nie. Zdradą ludzie zazwyczaj kompensują pewne braki w związku.

              Pewnie, napisz jeszcze, że to moja wina, że mnie żona zdradzała. Jak ja mam jakieś braki w związku to po prostu o tym mówię partnerce, a nie cichaczem wtykam członka w koleżankę i udaję, że nie wiem dlaczego nie da się naprawić małżeństwa.
              • zabelina Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 10:46
                czlowiek-na-torze napisał:

                > > A ja chyba nie. Zdradą ludzie zazwyczaj kompensują pewne braki w związku.
                >
                > Pewnie, napisz jeszcze, że to moja wina, że mnie żona zdradzała. Jak ja mam jak
                > ieś braki w związku to po prostu o tym mówię partnerce, a nie cichaczem wtykam
                > członka w koleżankę i udaję, że nie wiem dlaczego nie da się naprawić małżeństw
                > a.

                Nigdzie nie napisałam, że to Twoja wina. Uważam tylko, że zazwyczaj ludzie szukają dodatkowych atrakcji poza związkiem w sytuacji, gdy w tym związku nie czują się dobrze. Bynajmniej nie uważam, że takie działanie jest usprawiedliwione - obserwując jednak ludzi w sytuacji kiedy porozumienie w małżeństwie szwankuje, widać, że łatwiej jest im szukać pocieszenia poza związkiem niż z trudem dogadywać się, budować i naprawiać.
              • ciociacesia no jasne ze twoja 26.03.12, 22:45

                > Pewnie, napisz jeszcze, że to moja wina, że mnie żona zdradzała

                nie wiesz ze wina lezy zawsze po obu stronach, ze jak cie zdradzaja to twoja wina
                a nawet gdyby ta madrosc zyciowa okazala sie nie orawda to zawsze jest jeszcze ostania deska ratunku w postaci faktu ze wina zawsze jest faceta, ewentualnie kochanki bo jak pis nie da to suka nie wezmie czy jakos tak.

                ja chcialam kochance psa otruc. zdrajca sam sobie skutecznie zrobil krzywde
        • altz Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 10:12
          zabelina napisała:

          > Podpisuję sie pod tym rękoma i nogami...no, moze oprócz tego "kurwiszona"wink
          A ja sie podpisuje tylko pod "kurwiszonem". big_grin
          • zabelina Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 10:14
            Bo tak jest zdecydowanie łatwiej.
          • lampka_witoszowska Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 11:06
            to bardzo ciekawy obrazek - kurwiszon siedzący na Altzu, a Altz podpisuje się pod kurwiszonem smile
            • zmeczona100 Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 20:36
              big_grin
    • triss_merigold6 Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 10:29
      Nie marudź, to już Twoja była żona. Nie wchrzaniaj się obcej kobiecie w życie.
    • katja75live Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 10:53
      No to morzmy sobie podac rece, ja tez sie dowiedzialam pare miesiecy temu, ze mnie moj exs zdradzal regularnie od 6-lat. I wszystkie puzzle sie ulozyly, dlaczego nigdy nie chcial jechac z nami na dluzsze wakacje, dlaczego nie godzil sie na zmiane mieszkania etc.
      I tez byly 2 -terapie na ktorych zarzekal sie, "nie mam nikogo i nigdy nie mialem''.
      Czulam sie jak idiotka jak to dkrylam, ale tez poczulam ogromna ulge, bo wprew opini wiekszosci na tym forum poczulam sie totalnie bez winy. Zauwazylam, ze nawet jakbym latala w szpilkach i bieliznie pio domu, to nic by to nie dalo , on juz byl z innymi i nie byl zainteresowany ratowaniem tego malozenstwa, a mnie wmawial, ze to moja wina, ze sie nie udalo....
      • moniapoz Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 11:02
        > No to morzmy sobie podac rece, ja tez sie dowiedzialam pare miesiecy temu, ze m
        > nie moj exs zdradzal regularnie od 6-lat. I wszystkie puzzle sie ulozyly, dlacz
        > ego nigdy nie chcial jechac z nami na dluzsze wakacje, dlaczego nie godzil sie
        > na zmiane mieszkania etc.

        Katja....a czy Twoim zdaniem to nie jest dziwne, że będąc w relacji ze swoim mężem - bliskiej intymnej relacji - 6 lat nie zauważyłaś tego, że mąż Cię zdradza ? czy to możliwe, że Twój mąż tak wspaniale grał ? dla mnie to dziwne....

        nie chodzi o szukanie winnych czy usprawiedliwianie zdradzających ale o autorefleksję osoby zdradzonej czemu tak się stało i czemu tego nie widziałam - samo stwierdzenie to jego wina, albo ona jest kurwiszonem - nic dobrego nie przynosi na przyszłość dla osoby zdradzanej.



        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
        • triss_merigold6 Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 11:06
          OMG była kiedyś w WO taka rozmowa z psycholog - przychodzi pani i jest w szoku, bo mąż chce rozwodu, kocha inną, a byli taaaakim udanym małżeństwem. Od słowa do słowa, okazuje się, że nie sypiali ze sobą od lat, nie spędzali razem czasu, nie wyjeżdżali, mieli osobne konta, pan od dawna wspominał, że nie jest najszczęśliwszy etc.
          Jak durnym trzeba być, żeby przez kilka lat łykać wymówki typu "on nie chce z nami jechać na wakacje, bo ma pracę/mamę/kolegów/warsztat/cokolwiek.".
          • moniapoz Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 11:11
            bez przesady durnym....czasem miłość jest ślepa i tyle.
            poza tym ignorujemy sygnały wysyłane prze partnera, bo tak jak napisał człowiek na torze oczekujemy komunikacji wprost a nie opłotkami, a taka komunikacja nie jest czasem możliwa.

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • triss_merigold6 Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 11:14
              No to za tkanie iluzji się płaci.
          • to.ja.kas Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 11:15
            Monia, autorefleksja to rzecz cenna. Wielce cenna. A dlatego, że niezwykle rzadka.
            Kurwy, kurwiszony, skurwysyny lecą po obu stronach. A to kurwą jest żona,a to kochanka, a to kochanek, a to mąż. Nie ważne. Nie ma znaczenia. Bo to najprostsze. Najłatwiejsze. Ona kurwa, on skurwysyn, sprawa jasna, winny jest. Przecie nie ja, bo ja to sie starałem/starałam. A często jest tak jak pisze Triss. Ale, żeby nie stracić doskonałego obrazu własnego i swojego związku najłatwiej znaleźć kozła. Oczywiście, że zdrajca JEST WINNY. To jest bezsporny fakt. Jeśłi jednak siedzę i rozmawiam z osobą która już jest jakiś czas po rozwodzie i słysze tylko te kurwy, odgrażanie się czy tez chwalenie, że po X latach puściłem/puściłam w skarpetkach, że dziec w tym wszystkim za wola rodzica i z jego akceptacją bierze w tym udział i opowiada sie po czyjejkolwiek stronie to...to jest porażka. Porażka nie dlatego, że związek się nie udał i rozpadł. Porazka, bo mimo tego ktoś nie ma pojęcia dlaczego tak się stało. I nie zamierza uczynić żadnego wysiłku by się dowiedzieć. A stąd prosta i szeroka droga do kolejnej porażki.
            • moniapoz Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 17:26
              > Porażka nie dlatego, że związek się nie udał i rozpadł. Porazka, bo mimo tego
              > ktoś nie ma pojęcia dlaczego tak się stało. I nie zamierza uczynić żadnego wys
              > iłku by się dowiedzieć. A stąd prosta i szeroka droga do kolejnej porażki.

              dokładnie tak samo myślę Kas smile
              wiem tylko, że to wymaga uwolnienia się od negatywnych emocji które z reguły taką ocenę uniemożliwiają ...a to przychodzi z czasem , u jednych szybciej u innych wolniej a u niektóych w ogóle smile




              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
            • wendd Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 18:12
              "Porazka, bo mimo tego ktoś nie ma pojęcia dlaczego tak się stało. I nie zamierza uczynić żadnego wysiłku by się dowiedzieć. A stąd prosta i szeroka droga do kolejnej porażki".

              A dla mnie brzmi to jak kolejny psychologiczny bełkot. Aby dowiedzieć się dlaczego związek się rozpadł należałoby wykazać się dobrą wolą z obu stron, usiąść (ze specjalistą behawiorystą) i na spokojnie przeanalizować całe lata życia - chęci, postawy, wydarzenia i etc.
              Po kolei - co, jak, dlaczego, czego zabrakło, czego było w nadmiarze i etc...
              To jest nierealne.
              No, a wtedy kiedy jeszcze zachodzą sytuacje typu zdrada i inne świństwa najczęściej brak jakiejkolwiek dobrej woli do ujawniania takich faktów - bo może to zwyczajnie drogo kosztować.
              Albo za trudno jest się przyznać przed sobą i innymi jaką się było świnią - wykorzystałem/am, żerowałem/am, nadużywałem/am.
              Dlatego autor wątku ma sporo szczęścia - bo się dowiedział, dlaczego się nie udało i dlaczego walka o utrzymanie małżeństwa nie przyniosła efektów.
              • moniapoz Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 18:55
                > Dlatego autor wątku ma sporo szczęścia - bo się dowiedział, dlaczego się nie ud
                > ało i dlaczego walka o utrzymanie małżeństwa nie przyniosła efektów.

                i to jest dla mnie błąd w myśleniu - dowiedział się o zdradzie, ale czemu jej nie widział ?
                jeżeli jest się blisko z drugim człowiekiem to naprawdę nie wierzę, że tego się nie zauważy, chyba, że się nie chce zauważyć, lub po prostu jest się skupionym na czymś innym (np. na sobie, na dzieciach, na pracy)

                więc dla mnie nie jest to żaden bełkot psychologiczny tylko samo życie. jak to możliwe, że nie zauważamy, że nasz ukochany angażuję się w związek z inna osobą ?
                jeszcze raz podkreślam, że nie jest to kwestia winy zdradzanego....tylko zwykłej ludzkiej autorefleksji i wyciągnięcia wniosków na przyszłość. I naprawdę nie potrzebne mi do tego są relację osoby która zdradzała...po co ? chodzi o to co ja mogłam zrobić by być szczęśliwą osoba, co być może zignorowałam, co odpuściłam....czego za bardzo chciałam....


                ------
                Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                • mayenna Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 19:03
                  Moim zdaniem zauważa się, ze coś jest nie tak, tylko ilu z nas potrafi tak od razu zinterpretować to 'nie tak' jako zdradę? Taką diagnozę trudno postawić, szczególnie jak dowody są pośrednie i ufamy.

                  • moniapoz Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 19:08
                    masz racje....ale jak czytam, że żona zdradzała mnie 2/3 trwania naszego małżeństwa, a Katja pisze 6 lat....to kurcze stwierdzam, że chyba trochę to za długo trwało....i że naprawdę nie jest to takie proste jak się wydaje pozornie.

                    pewnie są zdradzający którzy umieją się nieźle kamuflować....takie chyba cyborgi emocjonalne, ale wierzę, że jednak większość to nie cyborgi i coś musi być widać tylko tak jak Katja napisała nie chciała tego widzieć bo chciała być z mężem.

                    i jeszcze raz : nie chodzi o winę osoby zdradzanej, tylko jakieś podsumowanie, wyciągnięcie wniosków....to cholerną autorefleksję która jest taka czasami przerażająca dla nas samych.


                    ------
                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                • wendd Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 19:31
                  No przecież pisze Moniapoz, że widział, że ratował, że chciał dalej być razemsmile

                  Ja też widziałam i co z tego?smile to, że gra na dwa fronty nawet nie przyszło mi do głowy.
                  Myślałam - przepracowany, może chory, może to jakieś problemy psychiczne i starałam się jak mogłam aby mu ulżyć w tym ciężkim życiu.
                  Samo się rypło - bo zniecierpliwiona nowa wybranka mojego eksa napisała do mnie maila.
                  Sama w międzyczasie znalazła sobie kogoś nowego i mój namolny eks zaczął jej zawadzać.
                  Gdyby nie to pewnie nigdy nie dowiedziałabym się co było powodem jego roztargnieniasmile
                  I nie miałabym szansy zastanowić się ile w tym mojej winy było - bo może ona w bardziej fikuśnych majtkach chodziła?smile

                  • moniapoz Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 19:42
                    jasne, jasne smile ale dla mnie temat nie jest taki prosty...i te majtki wcale nie muszą być bardziej fikuśne smile
                    i tu trochę psychologicznego bełkotu dla Ciebie specjalnie smile)) a ponieważ tytuł artykułu adekwatny to jeszcze z dedykacją dla człowieka na torze
                    linku tutaj: zwierciadlo.pl/2011/seks/partnerstwo/skradziony-motocykl
                    a cytat tutaj:

                    Rozstanie następuje z jakiegoś powodu i ten powód nie tkwi zwykle w jednej osobie, tylko w czymś, co się wywiązuje pomiędzy obojgiem. W systemie, który tworzą partnerzy. Większość ludzi ma naturalną i w sumie zdrową tendencję do chronienia swojej struktury przed zmianą. I gdy z kimś się rozstają, widzą przyczynę rozpadu raczej w drugiej osobie. Jeżeli dostrzegają jakieś wady i przewinienia w sobie, to raczej w rodzaju: „dobrałam sobie niewłaściwego partnera”, „byłem ślepy, naiwny”. Albo zauważają błędy taktyczne: „źle rozegrałem zakończenie, nie trzeba było się godzić na ustępstwa, tylko być bardziej asertywnym” itd. Stąd projektowana zmiana po rozstaniu najczęściej sprowadza się do ustanowienia innych zasad selekcji albo do postanowienia o utwardzeniu przyszłej polityki: „panom lubiącym zakrapiane spotkania dziękuję”, „żadnych więcej Barbie”, „oddzielne konta bankowe to podstawa” i tego typu składanych sobie przysiąg o unikaniu kłopotów.
                    To może być nawet rozsądne, ale w rzeczywistości nie jest żadną zmianą. Bo nic nie mówi o samym związku i o tym, jacy w nim byliśmy

                    ------
                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                    • wendd Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 20:45
                      Dzięki - przeczytałamsmile
                      Monia ale ten artykuł nie stoi w sprzeczności z tym co ja mówię.
                      Jeśli ktoś wiąże się z Tobą na zasadzie "lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu" to gdzie w tym Twoja wina?smile
                      Jeśli ktoś (albo ja) pije, bije, nie pracuje czy zdradza - to tę winę łatwo jest określić.
                      Ale zdarza się i tak, że ludzie wiążą się ze sobą na zasadzie - nie do końca mi ten partner odpowiada ale czas goni i może się jednak ułoży.
                      Czy w takiej sytuacji ta druga zakochana i szczera w intencjach osoba ponosi winę za rozpad związku?smile
                      • moniapoz Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 21:13
                        > Czy w takiej sytuacji ta druga zakochana i szczera w intencjach osoba ponosi wi
                        > nę za rozpad związku?smile

                        Ty o winie a ja wcale o winie nie piszę....piszę o tym aby pomyśleć chwilę co zrobić, żeby w przyszłości nie popełniać błędów z nieudanych związków .....stwierdzenie winy drugiej strony mnie osobiście ulgi nie przynosi ale wiem, że niektórym tak.

                        artykuł nie do końca na temat ale pewne rzeczy (rozliczające nieudany poprzedni związek) związane z tematem smile


                        ------
                        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                        • wendd Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 21:35

                          Pomyśleć na pewno wartosmile
              • nowel1 Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 18:57
                > A dla mnie brzmi to jak kolejny psychologiczny bełkot. Aby dowiedzieć się dlacz
                > ego związek się rozpadł należałoby wykazać się dobrą wolą z obu stron, usiąść (
                > ze specjalistą behawiorystą) i na spokojnie przeanalizować całe lata życia - ch
                > ęci, postawy, wydarzenia i etc.
                > Po kolei - co, jak, dlaczego, czego zabrakło, czego było w nadmiarze i etc...
                > To jest nierealne.

                To jest realne. Niekoniecznie ze "specjalistą behawiorystą", niekoniecznie z dobrą wolą obu stron. To jest możliwe dla każdego myślącego, czującego, wrażliwego człowieka, jeśli tylko zechce dokonać wglądu i nie będzie się bał tego, co może zobaczyć.

                > No, a wtedy kiedy jeszcze zachodzą sytuacje typu zdrada i inne świństwa najczę
                > ściej brak jakiejkolwiek dobrej woli do ujawniania takich faktów - bo może to z
                > wyczajnie drogo kosztować.

                Bo nie o to chodzi. Nie o oskarżanie, rozliczanie i karanie. O dystans chodzi, o refleksję.

                > Albo za trudno jest się przyznać przed sobą i innymi jaką się było świnią - wyk
                > orzystałem/am, żerowałem/am, nadużywałem/am.

                To na pewno jest trudne, ale wykonalne.

                > Dlatego autor wątku ma sporo szczęścia - bo się dowiedział, dlaczego się nie ud
                > ało i dlaczego walka o utrzymanie małżeństwa nie przyniosła efektów.

                Dowiedział się czegoś ważnego, i to może mu pomóc; ale jeśli uzna że to była jedyna przyczyna, jeśli uzna że go to zwalnia właśnie z wglądu i refleksji, jeśli zatrzyma się na oskarżaniu i piętnowaniu byłej - będzie na prostej drodze do tego, o czym napisała Kaś.
                • wendd Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 19:42
                  Taaaaaaaaak. Oczywiście, że to możliwesmile Czysto teoretycznie możliwe - zakładając, że mam odpowiednią wiedzę aby w wielu aspektach i na wielu płaszczyznach (medycznej, psychlogicznej, filozoficznej, ekonomicznej) przeanalizować nas dwoje i nasz związek.
                  A jak nie mam odpowiedniej wiedzy, to rzucę wszystko i będę ją w pocie czoła zdobywać aby ta analiza stała się możliwasmile
                  Nawet czytania w myślach eksowi teoretycznie mogę się nauczyć aby odkryć to czego on nie chce mi powiedziećsmile i czego brak znajomości może zafałszować wyniki mojej analizysmile

                  Jest chyba właściwie tylko jedna droga, która może w przybliżeniu określić winę za rozpad związku - przymusowa.
                  Rozwód z orzeczeniem o winiesmile
                  • nowel1 Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 20:15
                    Nie, nie trzeba do tego tak rozległej wiedzy. Jak w wielu innych sprawach - najważniejsza jest chęć.
            • kwiaty_zla Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 30.08.12, 21:12
              to.ja.kas napisała:

              > Monia, autorefleksja to rzecz cenna. Wielce cenna. A dlatego, że niezwykle rzad
              > ka.
              > Kurwy, kurwiszony, skurwysyny lecą po obu stronach.

              <ciach>

              > . Porażka nie dlatego, że związek się nie udał i rozpadł. Porazka, bo mimo tego
              > ktoś nie ma pojęcia dlaczego tak się stało. I nie zamierza uczynić żadnego wys
              > iłku by się dowiedzieć. A stąd prosta i szeroka droga do kolejnej porażki.

              Wyciągam stary wątek, bo tu już jest nadinterpretacja, albo wkładanie wszystkich do jednego worka. Z mojej strony tez lecą kurwy i skurwysyny. Obwiniam i jego i ją. Ale jednocześnie rozumiem DLACZEGO to się stało. I nie, nie czuję się winna rozpadu. Nie czuję się winna, bo nie zrobiłam w porę psychoterapii DDA. Nie usiłuję nikomu wmawiać, że każda/y DDA jest taki a nie inny. Ja widzę/widziałam u siebie WSZYSTKIE klasyczne objawy. I nie zrobiłam z tym nic.
              I to jest moja wina.

              I nie, nie zamierzam popełnić błędu po raz drugi, przejdę tę drogę - nie dla kolejnego związku (bo wątpię) ale dla dziecka. Bo relacjach z dzieckiem też są niedociągnięcia.

              Napisał tez ktoś wcześniej o rozmowach, szczerych, rzeczowych, na temat. A tych nie było.

              Kwiatek
        • katja75live Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 11:26
          Monia,
          Ja zauwazylam zmiane w jego zachowaniu, wiedzialam ze cos jest nie tak, jakos tak czulam to podskornie, ale nie przyjmowalam do wiadomosci. Bronilam sie przed takimi myslami, ale mu wierzylam. Myslalam, ze ma problemy w pracy etc. Zawsze mowil, ze nie ma nikogo i nigdy nie mial, nie wychodzil na balkon, zeby zadzwonic, nie znikal w weekendy etc, Z tymi wakacjami to tez tak bylo, za zawsze ostatecznie jechal, ale nigdy nie mial ochotu, szukac miejsca, isc do biura podrozy etc. Teraz juz wiem dlaczego.
          Teraz wiem, ze ja chcialam z nim byc, dlatego nie drazylam, zeby nie dowiedziec sie prawdy, pewnie szkoda tych straconych lat, ale nie mam zamiaru juz ogladac sie do tylu. Bylo, minelo , nie ma co plakac nad rozlanym mlekiem. Kwestie mojego zwiazku juz przerobilam w malozenstwie, nie kocham go , chce sie rozstac, byle tylko jakos sie z dziecmi ulozylo.
          • moniapoz Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 17:29
            >Kwestie mojego zwiazku juz przerobilam w malozenstwie, nie kocham go , chce sie rozstac, > byle tylko jakos sie z dziecmi ulozylo.


            no to jesteś jedne krok przede mną smile zazdroszczę.

            ------
            Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
            Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • zalosny.jestes Z tym wbijaniem w poczucie winy to prosty 27.03.12, 08:51
        katja75live napisała:

        > a mnie w mawial, ze to moja wina, ze sie nie udalo....

        przykład mechanizmu zaprzeczenia. Człowiek zawsze będzie szukał wytłumaczenia dla swoich niegodziwości i...znajdzie je, bo tak nas skonstruowała natura. Zauważam jednak, że drogie panie mają ten mechanizm w wersji Super Comfort +.
    • zolza42 Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 11:24
      To co napisałeś to są GROŹBY KARALNE.
      A na przyszłość radzę staranniej dobierać sobie towarzyszkę życia.
    • red-dry Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 11:40
      Oryginalną katanę kuje się dłuugo, w związku z czym jest strasznie droga [coś od kilku tys. zielonych papierków w zwyż...] dobrze ci radzą - zainwestuj w coś tańszego wink
      a bardziej serio: nie zapominaj, ale nie żyj tym. Szkoda każdego dnia. Trzymaj się.
      p.s. i witaj w klubie...
      • lampka_witoszowska Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 12:01
        macie klub przyszłych więźniów? wink
        • red-dry Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 12:08
          myślałam raczej o klubie zdradzonych, ale zawsze się może rozwinąć w innym kierunku wink
          • lampka_witoszowska Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 13:48
            prawda?
            w końcu można nawet zbiorowo razem zamieszkać big_grin
            choć lepsza komuna niż więzienie, tylko obsługa odmienna
    • wendd Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 13:27
      Facecie na torzesmile

      1. Po pierwsze to Twoje reakcje są jak najbardziej zdrowe i prawidłowe - wykorzystywanie, oszukiwanie, wodzenie za nos budzi złość i chęć odwetu.
      2. Po drugie paradoksalnie ta wiedza to szczęście w nieszczęściu - bo teraz masz odpowiedź na zadawanych pewnie sobie setki pytań "ale dlaczego nie wyszło". Wielu takiej odpowiedzi szuka latami, nie ufa ludziom i i wśród setek domysłów i kombinacji gdzieś gubi szansę na życie w udanym związku.
      3. Po trzecie trzymanie pięciu srok za ogon, zwodzenie, oszukiwanie, kombinowanie z kim związać się będzie najkorzystniej to domena ludzi słabych, tchórzliwych, bojących się życia na własny rachunek. Rozważania ile w tym mojej winy niczego pozytywnego nie wniosą - bo czy to Twoja wina, że żona zdecydowała ostatecznie ulokować swój tyłek w lepszym wg. niej układzie?smile

      Mordercze zapędy pewnie niebawem miną, a na reset dobry jest sposób przytaczany tutaj kilkakrotnie przez lampkę_witoszowską (piękne ustronne miejsca i kontakt z naturą).
      • ninaa Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 13:47
        .. albo akcja "karnisz- krewetka". Naśmiejesz się przynajmniej i odreagujesz..
        • lampka_witoszowska Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 13:58
          właśnie parę dni temu przypomniało mi się, jak 2 lata temu kopałam ziemię na tej zapuszczonej działce, wyciągałam krawężniki jakieś spod darni i wyłam, wielokrotnie, omal się nie odwodniłam wink
          mało kto wtedy na działkach był

          kurczę, jak to dobrze robiło

          ja wiem, że daleko ode mnei jesteście, ale zaludniajcie działki, mówię Wam, im więcej młodych i chętnych, tym przyjemniej na działkach i kontakty można nawiązać z innymi - ja mam głównie staruszków i też fajni są wink
          • to.ja.kas Nie wierzę, że to napiszę ;-) 26.03.12, 14:07
            2 lata temu nie byłam w stanie zgodzić się z jedną literą jaką pisałaś. Dziś ze zdumieniem stwierdzam, że zgadzam się z wieloma Twoimi wpisami. Tak po ludzku.
            Czy ja się zmieniłam? A może Ty? A może obie?
            Mi ta zmiana niezmiernie się podoba.
            Nie dlatego, że piszesz zgodnie z moimi odczuciami, a dlatego, ze w Twych wpisach jest dużo optymizmu i uśmiechu. Fajne to smile
            • lampka_witoszowska Re: Nie wierzę, że to napiszę ;-) 26.03.12, 21:15
              spadłam z krzesła smile
              a miałam dziecko z wanny wyciągać i wycierać

              pozdrawiam więc serdecznie i zobaczymy, jak nam się pozmienia za kilka następnych lat wink
    • kara_mia Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 13:51
      a nie cichaczem wtykam członka w koleżankę

      Jak obecni tu panowie uprawiają sex z kobietami to jak rozumiem jest to mistyczne przeżycie i w ten najintymniejszy sposób dają wyraz swojemu wyjątkowemu uczuciu...

      Jak żona zdradza to ów nikczemnik, z którym ośmieliła się sprzeniewierzyć świętość łoża małżeńskiego, wtyka członek.

      Jak mniemam, obecne na forum panie w ramionach swoich wybranków przeżywają spazmy rozkoszy, zaś wstrętne kochanki usidliły niegodnych misiów za pomocą nędznego rozkładania nóg...



      • wendd Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 14:47
        Kara to są kwestie naprawdę bardzo indywidulane - ludzie są różni.
        Jeden pan będzie usatysfakcjonowany seksem jeśli będzie go uprawiał z tą swoją jedyną, ukochaną, swojską i wybraną, a drugi będzie przeszczęśliwy mogąc "wtykać" gdzie się da i bez ograniczeń.
        Z kobietami jest podobnie.
        Ta sama zasada stosuje się i do innych dziedzin życia.
        Jeden podbija Afrykę z biurem podróży nie ruszając się z hotelowego leżaka w Egipcie czy Tunezji, inny sam organizuje wyprawę (czasem na rowerzesmile z prawdziwego zdarzenia.
        Jeden błąka się cały weekend po galeriach i marketach, inny moczy się w tym czasie w kajaku na jakimś bezludziu.
        Jeden obejrzy w sobotę "mięsnego jeża" i będzie głęboko poruszony, inny poszuka wzruszeń w teatrze.

        To kwestia wrażliwości i konstrukcji psychicznej danej jednostki.
        • kara_mia Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 16:53
          W pełni się z Tobą zgadzam.
          Zadziwia mnie statystyka: na forum są obecni jedynie amatorzy wyłącznie niespotykanych doznań, zaś Ci, którzy są ich rywalami/ rywalkami to nędzne pospólstwo...
    • rubarom Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 14:14
      Człowieku -na-torze, szkoda, że nie przyszedłeś na nasze spotkanie przy Solnym, było właśnie dwa tygodnie temu mniej więcej - mógłbyś wygadać się w realu, to działa jeszcze lepiej.
      Pozdrawiam
      R.
    • unema Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 19:27
      Niefajna informacja. Ale bardzo zdrowa reakcjasmile.
      Ja dopiero po kilku miesiącach od "odkrycia" prawdy na temat tego dlaczego kilka lat mojego małżeństwa było totalną porażką zaczynam mięć ochotę zamordować eksia;0 i jego dziunię (chwilami rzadkimi). Wcześniej głównie się zastanawiałam czego on nie miał w naszym małżeństwie, co jest ze mną nie tak, i czułam się generalnie mocno winna tego że on mnie zdradzał.
      I ja się z tej malutkiej iskierki instynktu mordercy u siebie bardzo cieszę, bo to znaczy że powoli mi wraca rozum:0. I mam nadzieje że ten rozum pozwoli mi za jakiś czas zmierzyć się z prawdą obiektywną, czyli że oboje mieliśmy swój udział w rozpadzie małżeństwa, JA TEŻ, ale niekoniecznie 100%.
      Kiedyś ktoś powiedział, że za kryzys w małżeństwie odpowiadają obie strony, ale za zdradę odpowiada ten co zdradza. I ja się z tym zgadzam.
      Bo człowiek może różne rzeczy zrobić z tymi "brakami" które odczuwa w związku. Bo jest istotą rozumną i ma wolną wolę. A życie " na zakładkę" i udawanie że coś się ratuje są szczególnie wkurzające.
      Jak dobrze rozdmucham tą iskierkę to może odkupię ten mieczyk od Ciebie?wink
      W końcu Panna Młoda była kobietąsmile


      • wendd Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 21:29
        Co to znaczy "życie na zakładkę"?
        • unema Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 22:06
          Życie w 2 związkach na raz, znaczy nie kończysz jednego a już zaczynasz drugi, równolegle, po czym płynnie przechodzisz docelowo do tego drugiego, kończąc powoli pierwszywink
          Znaczy romans, który staje sie oficjalnym związkiem, po zakończeniu małżeństwa.
    • i.backspace Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 26.03.12, 22:46
      to ja proponuję sposób jaki został wykorzystany w filmie 'trójkąt bermudzki' z 1988 roku smile
    • magda_el Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 27.03.12, 15:39
      no smile))))))) bardzo zdrowa reakcja smile))))))) uśmiałam się.
      Ja jak miałam takie myśli, to wydawało mi się, że jestem jakas nienormalna, nie panuję nad emocjami, wariowałam - i stracha miałam - się bałam o swoją psychikę smile.
      Najpierw za wszystko go przepraszałam, niedługo to nawet bym go przepraszała za to, że żyję, potem taka bezsilność, nic - no nic nie mogłam zrobić - bo... no własnie jego opcje zmieniały się co tydzień, no cholewcia nic mu nie pasowało - po moich i mojej rodziny długich dochodzeniach sprawa finalnie okazała się bardzo prosta - nowa dooopa. Tak tak wiem, jakby było dobrze, to by nie szkukał na boku, ale kurcze dlaczego nic nie mówił? nic nie próbował zmienić? Jak się bierze ślub, ma dzieci to raczej nie przez przypadek? (no bynajmniej u nas nie). Poszedł na największą łatwiznę na jaką mógł - bez żadnej walki - nawet dla dzieci. Tak go dopadło. I ja to rozumiem, że miłość, wielka i szalona - ale po tych kilkunastu latach bycia razem to chyba zasługiwałam chociaż na szczerość, a nie wbijanie mnie w totalne poczucie winy? - a ON - świętość nieskalana, ideał. Ch-ra jasna! Żeby chociaż powiedział: zakochałem się ! - no nie, tego to juz nie powiedział.
      No i powracając do tematu: trzeba przejść przez te wszystkie etapy - żeby potem nadeszło oczyszczenie. czego to ja w myślach nie miałam - ech ! - przechodziłam koło jego-naszego samochodu rodzinnego i cholewcia już widziałam jak srubokrętem robię dłuuugą, głębooooką rysę smile, albo powiesić go za jajka na drzewie, żeby ptaki dziobały smile - dzięki Ci Panie, że dziś już mogę się z tego śmiać smile

      te wszystkie myśli to dla zdrowotnoścismile
      tak więc człowieku-na-torze : NA ZDROWIE ! smile
      pozdrawiam ciepło
      • plujeczka Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 31.08.12, 07:29
        rozumiem ,że niełatwo byc "rogaczem" zwłaszcza kiedy walczyłeś zaciekle o swój związe- ale......odpuśc bo napytasz sobie biedy i po co Ci to potrzebvne? pódziesz siedzieć za planowane morderstwo a w więzieniu zycie zapewne nie jest ciekaw jak na wolności.
        Przezyjesz podobnie jak wszyscy inni na tym forum.Pociesz się to juz "była zona" a nie aktualna partnerka zyciowa.
        Nie pochwalam zdrady ale pwnie wina była również po twojej stronie, czasami zabiegani, zaoracowani i w codziennym pospiechu zapominamy o ciepłym slowie do bliskiej osobie, obarczamy ją wszystkim problemawi w tym swoimi ,wydaje się nam ,ze skoro jest ktoś męzem ,żoną to już mamy go na "wieki" a to nieprawda.

        Moim skromnym zdaniem spokój, spokój i jeszcze raz spokój a upokorzenie przejdzie, nadejdzie czas w którym i Ty załozysz nową rodzinę lub wejdzies w nowy zwiazek a wówcza :carny scenariusz" bedzie Cię za kilka miesięcy smieszył i podziekujesz Nam i sobie ,że tego nie zrobiłeś.Ból, upokorzenie, łzy mijają ale pamiętam przebaczyć nie znaczy zapomnieć bo zawsze w sercu i psychice wszystkie dawne emocje pozostają co prawda wytłumione czasem, nowymi przezciami ale zapomnieć do końca się nie dal .Ale mozna być po zdradzie szczęsliwym po pierwsze ,że się wyszło z toksycznego związku a po drugie ,ze swoje zycie zaczyna się nam fajnie układac czego i Tobie zyczę. I prosze nie szukaj tego wojownika, poszukaj w sobie tego fajnego faceta sprzed lat, romantycznego, kochanego i czułego....
    • xciekawax Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 31.08.12, 18:28
      buu... doznales tego co 99% kobiet tu doznaje. Ojej, Twoj partnerks oklamywala cie? zaklinala sie ze nikogo nie ma? Klamala w zywe oczy?? Czlowieku,tutaj prawie ze kazda doznala to od swojego meza. Jakos nie latamy z siekierami.
      • kwiaty_zla Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 31.08.12, 18:54
        xciekawax napisała:

        > buu... doznales tego co 99% kobiet tu doznaje. Ojej, Twoj partnerks oklamywala
        > cie? zaklinala sie ze nikogo nie ma? Klamala w zywe oczy?? Czlowieku,tutaj pra
        > wie ze kazda doznala to od swojego meza. Jakos nie latamy z siekierami.

        Mój ojciec i brat zapowiedzieli że go za....bią siekierami big_grin
        Będzie śmiesznie.
        K.
    • ekscytujacemaleliterki Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 31.08.12, 19:01
      Taniej wynająć adwokata smile
      Po za tym przy siekaniu mieczem się spocisz! I po co Ci to? wink
    • appleone Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 31.08.12, 22:16
      no wlasnie dlaczego sie rozpadlo?
      bo jestes czlowiekiem slabym, a twoja zona takiego nie potrzebuje. zamiast podrywac inne kobiety, ty wolisz marnowac czas na mszczenie sie slowne i snucie planow o slodkiej zaplacie za krzywdy i pisac dyrdymaly na forach, ze nie darujesz itp. tylko ludzie slabi prosza o kolejna szanse, ze sie zmienia itp. nie wiem czy zauwazyles, czytajac to forum albo rozmawiajac z innymi - ze przynosi to odwrotny skutek do zamierzonego. nie mysl, ze ze mnie taki cwaniura bo ja tez swoje dostalem po d..ie ale do czasu kiedy role sie odwrocily i ciagnie sie to za mna niby jaki smrod za pospolitym ruszeniem. ale, do cholery, polales wlasnie ostatni test ktory zadala ci lalka, a ktory polegal na tym, ze miast smiac jej sie w twarz i pozwolic odejsc, ty "ratowales" zwiazek. mam nadzieje, ze w kolejnym nie popelnisz tego bledu.
    • mariusz-ef Re: No to będzie Kill Bill ale w rzeczywistości.. 02.09.12, 10:54
      nie zapomnij o jej psie
      to ją zaboli najbardziej
Inne wątki na temat:
Pełna wersja