A co na to wszystko nasze dzieci?

29.03.12, 18:06
U mnie dwójka (2 i 5 lat). Mała chyba nie bardzo zrozumiala co do niej mowimy - pewnie zrozumie jak sie wyprowadze z dziecmi na nasze nowe mieszkanie, ale syn (5 lat) zaskoczyl mnie. Wysluchal i powiedzial tak: to wasza decyzja doroslych, mam nadzieje, ze bedziecie szczęśliwsi.
To bylo gorsze niz wszystkie slowa, ktore musialam wysluchac w ostatnich kilku miesiecysad
    • ewela1_1 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 29.03.12, 18:31
      Ja się "cieszę", że zaoszczędziłam swoim dzieciom tej całej traumy około-rozwodowej, którą przechodzą inne dzieci w sensie wyprowadzka, płacz, tłumaczenie itp. U mnie nie było co tłumaczyć, bo praktycznie od samego początku jestem z dziećmi sama, były mąż był długo za granicą, ja mieszkałam w domu rodziców z dziećmi. Dzieci były małe i są wciąż małe, zaryzykuję stwierdzeniem , że nie zdążyły się zżyć emocjonalnie ze swoim tatą.sad. A ich tata jak miał, tak ma wszystko tam gdzie plecy kończą swoją szanowną nazwę. Przecież i tak winna jestem ja, bo się z nim rozwiodłam. To, ze mieszkałam osobno z dziećmi było takie naturalne, że poszło jak po "maśle" gdy wróciłam ostatecznie spowrotem do rodzinnego domu. Uważam to jednocześnie za plus i za największą porażkę życia, że moi synkowie nie będą pamiętali( bo było tego jak na lekarstwo) mamy i taty razem i nie będą mieli już nigdy "normalnego" domu. Z mamą i tatą. sad.



      -------------
      "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa
      • tornado27 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 29.03.12, 22:35
        moja córka kilka dni temu mi powiedziała,że na pewno będzie lepiej jak się rozejdziemy, to mądra dziewczynka, ale nie wiem czy na pewno ma taką świadomość, czy tylko tak mówi sad
        • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 29.03.12, 22:39
          Mój syn powiedział babci (mojej mamie), że teraz jak rodzice się rozwiedli to jest lepiej, bo nie ma kłótni i jest spokój. Chłopak jednak nie miał szansy zaznać życia w dobrej, kochającej się rodzinie - bo choć miłości mu nie brak, jest kochany przez oboje rodziców bardzo, to nie wie co to jest normalna rodzina. Smutne, co nie?
          • tornado27 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 29.03.12, 22:48
            smutnesad
          • elennara Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 30.03.12, 12:53
            Smutne... Najbardziej obawiam się, że dziecko będzie mieć później problemy z założeniem własnej rodziny, ze powtórzy schemat.
            • katja75live Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 30.03.12, 13:06
              Moze nie ma co panikowac na zapas.Stworzy lub niestworzy. Ja mam wokol siebie duzo tzw. doroslych dzieci rozwiedzionych rodzicow, z roznych kombinacji (jedni nie maja kontaktu z jednym z rodzicow, inni bardzo dobry z obojgiem etc.), i sami stworzyli wspaniale, trwale rodziny. Ja z kolei z bardzo dobrym wzorcem sie rozwodzesad
              Moj syn jak narazie twierdzi, ze nie bedzie mial dzieci, bo chce byc pilotem. Moj exs - tez bardzo duzo zawsze wyjezdzal i nie bylo go w domu srednio 2 na 4 tygodnie. Wiec moj syn nie chce byc takim dochodzacym ojcem dla swoich wlasnych dzieci, wiec nie chce byc nim wcale. Dla niego wlasnie to co widzial u nas dziala jak anty-teza. Bede inny, bo mialame ''zly'' wzorzec.
              A jak bedzie zycie pokaze, nie wymyslimy tego..
            • ipunka Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 31.03.12, 00:32
              smutne
            • dolcevita76 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 31.03.12, 16:14
              elennara napisała:

              > Smutne... Najbardziej obawiam się, że dziecko będzie mieć później problemy z za
              > łożeniem własnej rodziny, ze powtórzy schemat.

              Aj, nawet mi nie mów nic na ten temat. Właśnie na studiach pedagogicznych miałam zajęcia z panią psycholog, która opowiadała z jakimi dziećmi pracuje. Niby wszystko jest OK na pierwszy rzut oka, ale jak zaczyna rozmawiać z tymi dziećmi, to one mają taką straszną ranę w sercu, że rodzice nie mieszkają razem, że aż się wierzyć nie chce.
    • katja75live Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 30.03.12, 10:12
      Moj 9-latek powiedizal, ze spodziewal sie tego i tak bedzie lepiej dla nas Wszystkich....
      Moja 7-latka stwierdzila, ze teraz jak ona bedzie u taty to ja bede sobie mogla odpoczac...
      • izak28 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 30.03.12, 10:32
        Mój synek raz tylko powiedział, że mu smutno, że nie mama nie mieszka u taty i że on by tak chciał...
    • leepka Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 30.03.12, 10:35
      Mialam wlasnie zaczac podobny watek... Ten bede sledzic z uwaga bo reakcja mojego dziecka jeszcze przede mna...

      No wlasnie, wiele z was pisze ze dzieci reaguja "pozytywnie" na wiadomosc o rozstaniu rodzicow ale w wiekszosci przypadkow sytuacja przed rozstaniem jest ciezka: klotnie, zla atmosfera itd. Sadze, i to sie potwierdza w waszych wypowiedziach, ze dzieci rozumieja ze jest to najlepsze wyjscie.

      U nas wyglada to troche inaczej: jestesmy w zwiazku od 7 lat, corka ma 5. Klotni nie bylo, raczej fochy, poza tym dobrze sie rozumielismy, bez przerwy o czyms rozmawialismy. Na poczatku stycznia okazalo sie jednak ze nie jest tak wspaniale jak myslalam - moj "maz" zdecydowal ze odchodzi. Mieszkamy jeszcze razem, wyprowadza sie dopiero za 3-4 tygodnie ale od stycznia nie rozmawiamy ze soba, wymieniamy dzien dobry i do widzenia i czasem jedno czy dwa zdania w ciagu dnia. Psychicznie jest ciezko....

      Obserwuje corke i nie mam wrazenia zeby wyczuwala ze cos jest nie tak, jej zachowanie sie nie zmienilo. I zastanawiam sie, boje sie jej reakcji kiedy jej powiemy ze tata sie wyprowadza... Boje sie tego co bedzie potem, kiedy juz zostaniemy same...

      Pozdrawiam
    • inna_nowa_ja Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 30.03.12, 10:49
      moje dzieci nie okazały żadnej reakcji, tata i tak zjeżdzał na weekendy i jeden dzień z weekendu spędzał u mamy, w domu spal. Generalnie dzieci tesknią, widzę to ale też nie rozpaczają. Smutno mi że nie dane im było zobaczyć jak fajne mogą być relacje pomiędzy mamą i tatą zyjącymi razem, tworzącymi rodzinę. Starsze dziecie skwitowało krótko: nie będzie trzaskania drzwiami i kłótni.
      Młodsza córka ostatnio mnie ubawila, siedział z nią w domu tata jak chorowala i przygotowywali wspólnie tosty, córka nakryła do stołu, rozłożyła serwetki, ułożyła talerze i sztućce i mówi do taty: Widzisz, gdybyś takie śniadanko zrobił mamie może by cie polubiła i wpuściła z powrotemsmile.
      Ogólnie dzieci dobrze poradziły sobie z sytuacją.
    • elennara Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 30.03.12, 12:00
      Młody miał 4 lata, kiedy musiałam się szybko wyprowadzić. Początki były okropne, dziecko nie nie rozumiało, płakał, nie chciał spac sam, prosił abyśmy wrócili do domu. Dzieci jednak szybko się przystosowują. Akceptuje, że mieszkamy osobno, wie gdzie jest jego dom. Tęskni oczywiście za ojcem, chociaż teraz, paradoksalnie, tata poświęca mu więcej uwagi. Teraz rozdziala pewne kwestie, choć pewne rzeczy do niego nie docierają. Prosi mnie o brata/siostrę, tłumaczę czemu to niemożliwe, a on, że przecież mam męża, więc możemy mieć drugie dziecko.
      • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 30.03.12, 19:22
        Został pozbawiony ojca i teraz nawet nie ma rodzeństwa, jest zupełnie sam.
        Mądry chłopak, wie, czego chce.
        U mnie przy drugiej ciąży miałem mieszane uczucia. Już wiedziałem, że się w końcu rozstaniemy z żoną, faktycznie powtórzyło się wszystko, ale się jednocześnie ucieszyłem, że dziecko nie będzie samo i tak teraz jest.
    • argentusa Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 30.03.12, 12:18
      Wtej chwili wszyscy trzej mówią, że jest lepiej niz było, bo oboje rodzice i oni uśmiechnięci są na codzień.
      Mniej nerwowo. I spokojniej. Czasami średni mówi,że coś tam było "jak się jeszcze lubiliście z tatą."
      Ja jestem jednak przekonana, że to była najlepsza decyzja w naszym życiu. I nie mam żadnych watpliwości. Smutna tez nie jestem, bo moje dzieciaki to wulkany uśmiechu i radosci na codzień. Zawsze tak było - teraz to im też zostało.
      Myślę, że w naszym przypadku zaważyło to,że oboje rodzice tak do tego podchodzimy. Czasem w zyciu coś nie wychodzi, ale to nie jest koniec świata. Bo własne życie mozemy sami kształtowac i ważne jest bysmy umieli w każdej sytuacji odnaleźć dobre strony. A nie wracać ciagle do przeszłości i ją rozpamiętywać.
      Ar.
    • lampka_witoszowska Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 30.03.12, 13:59
      moja córeczka miała 2 lata jak zamieszkałyśmy osobno, rozmawiałyśmy od zawsze (z czasem, gdy nauczyła się mówić, włączyła się w te rozmowy czynnie i zrozumiale)

      co jakiś czas rozmawiamy o sytuacji, ja od siebie mówię, że to nigdy nie jest wina dzieci, gdy rodzice się rozstają, że tak bywa, gdy nie potrafią się dogadać, zrozumieć i kłócą się tak, że w końcu wszyscy są nieszczęśliwi
      mówię, że są rodziny, gdzie są rodzice razem, są też takie, gdzie są osobno i to jest normalne, bo tak po prostu się zdarza
      usiłuję rozmawiać o tym, co jest najważniejsze w życiu razem, mam nadzieję, że to jakaś namiastka dobrego wzorca

      M. ma teraz 5 lat, czasem sama zaczyna temat naszego rozstania, mówi, że chciałaby, żebyśmy byli razem, ale wi, że się nie da, mówi, że naszych kłótni nei pamięta (ulga) - i rysuje od czasu do czasu nasz ślub albo spacery, zawsze z rodzicami trzymającymi się za ręce i sobą w pięknych kapeluszach (mam cichą nadzieję, że choć trochę o te kapelusze chodzi, nie tylko o nas)

      boli, że obok oswojenia tematu odczuwa brak
    • braktalentu Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 31.03.12, 10:28
      Podejrzewam, że takie słowa w ustach pięciolatka uświadamiają jak bardzo odebraliśmy dzieciom dzieciństwo, jak dojrzałe musiały się stać w wyniku naszych decyzji życiowych. Pocieszeniem dla nas dorosłych może być wizja poziomu dojrzałości naszych dzieci, w sytuacji braku decyzji o rozwodzie. Świadomość atmosfery i wzorców w jakich by wyrastały gdyby rodzice "dla ich dobra" pozostali razem.
      Pamiętam atmosferę naszego domu w fazie ostrego kryzysu małżeńskiego. Taki dobry dom, tacy kulturalni ludzie, żadnych awantur, kłótni, wszystko w białych rękawiczkach. Nikt z zewnątrz nie podejrzewałby, że stoimy na krawędzi. Za to dzieci (2,5 i 5,5) doskonale wiedziały, że coś jest nie tak. Myślę, że paradoksalnie, właśnie dla ich dobra nasz rozwód byłby lepszym rozwiązaniem niż życie w takim ciągłym napięciu. Dojrzałość, którą musiałyby osiągnąć żeby dać sobie psychicznie radę w takim środowisku, lub mechanizmy obronne, które mogłyby zacząć stosować w celu przystosowania się do sytuacji przerażają mnie dużo bardziej niż myśl o ich traumie około rozwodowej.
      Piszę to z perspektywy osoby, której udało się pojednać ze współmałżonkiem i przezwyciężyć kryzys, więc nie ma mowy o usprawiedliwianiu tym postem własnej decyzji życiowej-smile.
      • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 31.03.12, 10:50
        W tłumaczeniu "dla dobra dziecka", najczęściej nie chodzi o dobro dziecka, dobro dziecka jest najmniej istotnym powodem decyzji, a wszystko można tak prosto usprawiedliwić, nawet najgorsze świństwa, co nie raz już widziałem i słyszałem. Najczęściej jest to zakaz spotkań dziecka z ojcem, bardzo często wbrew decyzji sądu.
        • braktalentu Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 31.03.12, 12:35
          Czy Tobie ktoś trzeci utrudnia spotkania z Twoimi dziećmi?
          Pytam, bo kolejny raz wyjeżdżasz pod tym sztandarem ni z gruszki ni z pietruszki i kompletnie nie rozumiem, o co chodzi. Czego oczekujesz po takim wpisie?
          • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 31.03.12, 15:49
            braktalentu napisała:

            > Czego oczekujesz po takim wpisie?
            Chciałbym, żeby nie było używane takie sformułowanie i to by mi w zupełności wystarczyło, żeby ktoś mówił wyłącznie o sobie.
            Psychologia przez lata akcentowała, że to człowiek sam w sobie jest ważny i liczą się przede wszystkim jego potrzeby, nic po za tym, a inni ludzie są daleko na tej liście. Zauważam drobną i nieśmiałą korektę i wątpliwości co do takiej filozofii życia.
            Jestem za tym, żeby dzieci same mówiły więcej o tym, co jest dla nich dobre i czego chcą, nawet takie małe.
            • dolcevita76 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 31.03.12, 16:21
              A mój starszy syn (8 lat) powiedział, że czuje się gorszy wśród rówieśników i że jest jemu strasznie wstyd, że tata nie mieszka z nami. Boże, jak to usłyszałam z jego ust, to myślałam, że mi serce pęknie. Dzieci są takie mądre i takie dojrzałe. W kalsie syna nikt nie wie, że u nas jest rozpad małżeństwa. Wie tylko wychowawczyni, z którą rozmawiałam na ten temat z racji jego (tzn. syna) zamknięcia się w sobie.
              • triss_merigold6 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 31.03.12, 16:30
                Żyjesz w enklawie w której nie ma rozwodów?! Przedziwne. Jeśli ukrywasz rozpad małżeństwa to nic dziwnego, że dziecko odbiera to jako powód do wstydu.

                Moje dziecko nie jest żadnym wyjątkiem wśród rówieśników, w klasie są dzieci rodziców po rozwodach, wychowane przez samotne matki i w nowych rodzinach, wśród znajomych mam sporo rozwodników. Nie czuje się gorszy, czuje się normalnie - ma siostrę niemowlę, którą uwielbia, a ze swoim ojcem też ma regularny kontakt.
                • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 31.03.12, 16:50
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Żyjesz w enklawie w której nie ma rozwodów?! Przedziwne. Jeśli ukrywasz rozpad
                  > małżeństwa to nic dziwnego, że dziecko odbiera to jako powód do wstydu.
                  Jakoś zdaje mi się od dłuższego czasu, że uważasz świetne recepty za recepty dla wszystkich?
                  Taki behawioryzm, tu się przyciśnie i otrzymamy zawsze ten sam efekt? Może to tylko takie moje złudzenie?

                  Uważam, że dzieci są bardzo różne. To, co dla jednego jest do przyjęcia, dla drugiego jest powodem do wstydu, problemem, z którym nie może sobie poradzić, rzeczą nie do zaakceptowania.
                  Być może chłopakowi było dobrze z obojgiem rodziców? Może zgodziłby się na kłótnię raz na jakiś czas, byle mieć oboje rodziców przy sobie? Może rozwód jest dla niego osobistą tragedią? Nie dowiemy się tego, dopóki z nim nie porozmawiamy.
            • braktalentu Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 10:10
              "> Chciałbym, żeby nie było używane takie sformułowanie i to by mi w zupełności wy
              > starczyło, żeby ktoś mówił wyłącznie o sobie."

              Wybacz, ale ja nie rozumiem tego zdania. Czy możesz jaśniej? Chciałbyś żeby ludzie przestali używać sformułowania "dla dobra dzieci"? To jakiś absurd, bo przecież "dobro dziecka" to nie tylko nadużycia, które z taką lubością podkreślasz, ale również wspaniałe, wspaniałomyślne, niezwykłe gesty i czyny, których dorośli (nie tylko rodzice) dokonują w imię tego hasła.
              Chcesz, żeby mówiąc o dobru dziecka mówić wyłącznie o swoich losach. Proszę uprzejmie. Zacznij od siebie. Zamiast pakować się między każdą wódkę i zakąskę z "zakazem kontaktów praktykowanym przez matki", pisz o sobie. Konkretnie, co i jak i dlaczego nie "dla dobra dzieci".

              "> Psychologia przez lata akcentowała, że to człowiek sam w sobie jest ważny i lic
              > zą się przede wszystkim jego potrzeby, nic po za tym, a inni ludzie są daleko n
              > a tej liście."

              A może i tu zrezygnujesz z haseł i uogólnień. Jaka psychologia? Nurt, autor, źródło, cokolwiek. Bo póki co stwierdzasz na przykładzie Kiwi (, a nawet bez tego przykładu), że ptaki nie latają. Mam wrażenie, że swoją wiedzę psychologiczną czerpiesz z onetu lub innych równie wiarygodnych i opiniotwórczych źródeł.

              "Zauważam drobną i nieśmiałą korektę i wątpliwości co do takiej filozofii życia".
              A ja zauważam, że jeżeli zdałeś maturę to jesteś żywym dowodem na ułomność systemu w którym się kształciłeś.

              "Jestem za tym, żeby dzieci same mówiły więcej o tym, co jest dla nich dobre i czego chcą, nawet takie małe."

              To raczej ogólnie przyjęty trend wśród rodziców wpierających swoje dzieci oraz wśród szeroko rozumianych "pomocowców" - psychologów, pedagogów, psychoterapeutów, mediatorów, sędziów w wydziałach rodzinnych. Cieszy mnie, że i Ty jesteś jego zwolennikiem. Pytanie czy odróżniasz wyrażenie własnego zdania i woli przez dziecko w dowolnym wieku, od podjęcia przez nie decyzji.
              Z innych Twoich postów wnoszę, że nie tylko nie odróżniasz, a wręcz jesteś zwolennikiem obarczenia dzieci odpowiedzialnością i konsekwencjami wyboru np. miejsca zamieszkania. Czy nie tak było w Twoim wypadku?

              • triss_merigold6 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 11:09
                A ja jestem bardzo ciekawa w jaki sposób np. dwulatek miałby wyrazić swoje zdanie, podjąć decyzję i konsekwencje tej decyzji.
                • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 11:21
                  triss_merigold6 napisała:

                  > A ja jestem bardzo ciekawa w jaki sposób np. dwulatek miałby wyrazić swoje zdan
                  > ie, podjąć decyzję i konsekwencje tej decyzji.

                  Wyrazić swoje zdanie byłby w stanie, ale podjąć decyzję, jeszcze nie, w każdym, razie nie takie decyzje długotrwałe.
                  Mógłby na przykład zadecydować czy chce iść z ojcem na spacer, czy chce zjeść jabłko, czy chce iść spać, czym chce się bawić i czy chce coś założyć, czy raczej jest to bardzo niewygodne i nie chce? Jak widać, decyzje podejmuje nawet dwulatek.
                  • triss_merigold6 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 11:28
                    A, takie małokalibrowe decyzje to jak najbardziej, sądziłam, że to dość oczywisty element rozwoju dziecka i dziecięcych relacji z otoczeniem i skupiamy się na decyzjach hm... na większą skalę.
                    • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 11:43
                      triss_merigold6 napisała:

                      > A, takie małokalibrowe decyzje to jak najbardziej, sądziłam, że to dość oczywis
                      > ty element rozwoju dziecka i dziecięcych relacji z otoczeniem i skupiamy się na
                      > decyzjach hm... na większą skalę.

                      To też nie jest takie oczywiste. smile Wielu rodziców podporządkowuje na siłę dziecko, bez poważnej przyczyny, tylko dla samej zasady, "bo wiedzą lepiej". Nawet mi też się zdarzało wyrzucić za małe śpiochy czy buty, gdy matka twierdziła, że są dobre, a widziałem, że dziecko miało inne zdanie, więc dziecko musiało być dużo mniejsze. Sam też musiałem odpuścić czasami, bo się okazało, że nie mam racji, co mi dziecko dosadnie pokazało. smile
              • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 11:17
                braktalentu napisała:

                > Chciałbyś żeby ludzie przestali używać sformułowania "dla dobra dzieci"?
                > To jakiś absurd, bo przecież "dobro dziecka" to nie tylko nadużycia, które z taką lubością
                > podkreślasz, ale również wspaniałe, wspaniałomyślne, niezwykłe gesty i czyny, których
                > dorośli (nie tylko rodzice) dokonują w imię tego hasła.
                Niestety, większość to nadużycia. Jeśli się powie, że to dobro dziecka, nie trzeba tego w żaden sposób tłumaczyć, to taka zasłona dymna. Tak samo drażni mnie, gdy ktoś mówi, że jest dobrym ojcem czy dobrą matką, o tym się dowiemy, gdy dziecko już będzie dorosłe, pycha przemawia przez kogoś.

                > A może i tu zrezygnujesz z haseł i uogólnień. Jaka psychologia? Nurt, autor, źr
                > ódło, cokolwiek.
                Po co Ci te nurty? To jest psychologia teoretyczna, a praktyka jest inna i to praktyka rządzi. Czytam forum, rozmawiam z ludźmi i stąd wyciągam wnioski. Widzę, że po spotkaniu, psycholog kiwa głową z przekonaniem i zawsze chwali, takie są wnioski z forum. Ta druga strona jest be, a klient jest cacy i nigdy nie ubarwia. big_grin

                > A ja zauważam, że jeżeli zdałeś maturę to jesteś żywym dowodem na ułomność syst
                > emu w którym się kształciłeś.
                Maturę kupiłem, kosztowało to ojca pół prosiaka. Jestem mu wdzięczny, sam nie dałbym sobie rady.

                > Cieszy mnie, że i Ty jesteś jego zwolennikiem. Pytanie czy odróżniasz wyrażenie własnego
                > zdania i woli przez dziecko w dowolnym wieku, od podjęcia przez nie decyzji.
                Nie odróżniam. Prawo też nie odróżnia, choćby takie badanie w RODK, o ile jest uczciwie zrobione (50% szansy!). Dzieci się deklarują, że chcą być z jednym rodzicem, a sąd to tylko zatwierdza, decyzja jest faktycznie podejmowana przez dziecko. Czasami ktoś podejmuje decyzję wbrew dziecku "dla dobra dziecka".
                • braktalentu Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 16:31
                  Mam takie przypuszczenie graniczące z pewnością Altz, że nie masz pojęcia o czym piszesz. Tak jakby fakty, które przedstawiasz na forum nie dotyczyły Ciebie i Twoich doświadczeń, ale zostały pozyskane od osób nawet nie trzecich, ale pięćdziesiątych siódmych.

                  Psychologia teoretyczne i praktyka? Co to jest? Dotyczy również innych nauk? Filozofii? Fizyki? Trochę tak jakbyś pisał, że pchły są jajorodne i zaraz potem dodawał, że przecież wszyscy wiemy, że rodzą się z brudu.
                  Rozumiem, że o wizytach u psychologa, psychoterapeuty, naczytałeś się na forum, ale czy sam kiedykolwiek skorzystałeś z usługi i możesz się wypowiedzieć jako wiarygodne źródło informacji? Bo widzisz, bez względu na to czy mamy do czynienia z psychologią teoretyczną, czy w praktyką psychologiczną , to żadnego pomagacza nie interesuje PRAWDA OBIEKTYWNA, bo psycholog / psychoterapeuta (nie mylić proszę) nie zajmuje się faktami, tylko emocjami. Wiesz jaka to różnica? ZASADNICZA.

                  To samo podejrzenie dotyczy fałszywych informacji rozpowszechnianych przez Ciebie na temat diagnoz RODK'ów. Czy kiedykolwiek byłeś klientem takiego ośrodka? Wiesz o czym piszesz z pierwszej ręki? Śmiem wątpić. Twierdzenie, że RODK zajmuje się pozyskiwaniem informacji od dziecka z kim chce mieszkać i przekazywaniem ich sądowi w celu przyklepania jest ABSOLUTNĄ BZDURĄ!!! Gdyby tak było to rodzic mniej wymagający, kupujący prezenty i pozwalający na wszystko byłby idealnym kandydatem na sprawowanie codziennej opieki nad dzieckiem - który młody człowiek chciałby mieszkać z wymagającym, czy surowym rodzicem?

                  Oburza Cię podejmowanie decyzji "dla dobra dziecka" wbrew dziecku? A na szczepieniach z dziećmi byłeś kiedykolwiek? A pozwoliłeś dziecku ponieść konsekwencje jego nieprzemyślanych działań? Najwyraźniej Twoje kompetencje rodzicielskie pochodzą z tej samej bajki co wiedza psychologiczna i ta dotycząca biegłych sądowych.

                  Półtuszka poszła na marne. Tego, że nie dałbyś sobie rady zwyczajnie nie da się ukryć.
                  • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 18:24
                    Mam takie przypuszczenie graniczące z pewnością braktalentu, że nie masz pojęcia o czym piszesz. Pojawiły Ci się pchły przy okazji wizyty u psychologa, nie wiem czy podłapałaś te pchły i zaniosłaś, tak czy inaczej to jest nie na temat.

                    Fizyka, w przeciwieństwie do psychologii jest nauką, można sprawdzić wyniki, można przeliczyć, a na pewno trzeba się z tego wytłumaczyć. W psychologii nie ma takich wymagań i często jest poza jakąkolwiek kontrolą. Są założone pewne standardy w tym czymś i jak psycholodzy reagują? Zakładają drugą organizację, żeby nie trzeba było tego przestrzegać. big_grin
                    Wiem, że psychologa nie obchodzi prawda obiektywna, interesują emocje osoby płacącej, tak samo jest u wróżek i otwieraczy czakr. Klient zadowolony płaci i przychodzi jeszcze raz. Jeśli to miałaś na myśli, to się zgadzam, że tak jest. Trudno jednak zajmować się emocjami nie dotykając zupełnie faktów. wink
                    Żeby nie było, że wszystkich potępiam, znam osoby z branży (nie osobiście), zachowujące dystans do sprawy i siebie, nie traktuję całego ruchu, jak sektę. Mało ich jest, za mało. smile

                    Jasne, że w RODK'ach wyjdzie przekupstwo dziecka, druga strona barykady czuwa, żeby to wyszło na jaw. wink Śmieszy mnie natomiast taka wiara we wszechmoc kilku zupełnie obcych osób starających się rozpoznać sprawę przez kilkadziesiąt minut i często nawet nie konsultujących się ze sobą. Jest tutaj miejsce na manipulacje i takie rzeczy się zdarzają. Z kolei w jakimś celu dziecko też jest przesłuchiwane, nie tylko po to, żeby zobaczyć, jak dziecko rysuje i układa klocki. Opinia ta ma wpływ na dalszy ciąg zdarzeń, a opinia RODK jest przeważająca w podejmowaniu decyzji przez sąd, a często samodzielną decyzję sądu zastępuje.

                    Oburza mnie podpisywanie głupot sądowych tekstem "dla dobra dziecka" i podejmowanie idiotycznych decyzji przez matki pod takim pretekstem, co się za często zdarza. Szczepienie dzieci mnie nie oburza.
                    • endrju957 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 19:14
                      Promotor nam kiedyś na seminarium wspominał jak go przypadkowo dokoptowano do komisji przy obronie pracy habilitacyjnej z psychologii czy innego biblitekoznawstwa. Nieopatrznie wyrwał się z pytaniem o model statystyczny zastosowany w przedmiotowych badaniach, czym wprawił w konsternację prelegenta i szacowne grono, aż go jakiś profesor dyskretnie poinformował, że w naukach humanistycznych to nie jest takie zasadnicze.
                      Wot i takie kuglarskie nauki.
                    • moniapoz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 19:31
                      > Fizyka, w przeciwieństwie do psychologii jest nauką, można sprawdzić wyniki, można
                      > przeliczyć, a na pewno trzeba się z tego wytłumaczyć. W psychologii nie ma takich
                      > wymagań i często jest poza jakąkolwiek kontrolą.

                      jezuuu....trochę off topic sorki, nie mogę się powstrzymać, ale właśnie słucham w wiadomościach, że w Polsce łatwiej o dyplom psychoterapeuty niż uprawnienia taksówkarza dlatego powstały mobilne gabinety psychoterapeutyczne smile - czyli de facto taksówki które jeżdżą bez licencji, kas fiskalnych....hehe, byle obejść przepisy a taksówkarze którzy je prowadzą - uwaga.....mają za sobą 30 godzin kursów na psychoterapeutę.

                      zaczynam chyba rozumieć o co chodzi Alzowi....choć ja nie wrzucałabym do jednego wora wszystkich psychologów, psychoterapeutów smile


                      ------
                      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                      • yoma Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:11
                        Ależ Moniu, bardzo cię przepraszam

                        w czym jest gorszy "taksówkowy" psychoterapeuta od "normalnego" i na czym polega "normalny"? Pytam zupełnie poważnie. Słucham.
                        • moniapoz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:20
                          hehe....no właśnie myślałam w swojej naiwności, że taksówkarz różni się czymś od psychoterapeuty ale jak widać się myliłam...w każdym razie częściowo, bo pewnie fajnych psychoterapeutów jak i fajnych taksówkarzy-psychoterapeutów jest trochę smile
                          nic nie pisałam o normalnych więc nie rozumiem o co pytasz smile

                          ------
                          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                          • yoma Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 21:37
                            Deprecjonujesz tych po 30-godzinnych kursach, więc pytam uprzejmie, dlaczego. Czy na długości kursów jakość usługodawcy polega, czy osso?
                            • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 21:41
                              Yoma, ty pytasz poważnie, czy jaja sobie robisz?
                              • maciekqbn Ty n/t 02.04.12, 21:42

                                • yoma Re: Ty n/t 02.04.12, 21:48
                                  Poważnie i nie bez kozery, a kozera być może wyjdzie w dalszym ciągu. Co ja?
                                  • maciekqbn Re: Ty n/t 02.04.12, 21:54
                                    Z rozpędu napisałem 'ty' a nie mam tego w zwyczaju, chyba, że przez pomyłkę i nie zauważę.

                                    A co do 30-godzinnych kursów na psychoterapeutę, to może zrobić i 30 godzinne na psychologa, psychiatrę, idźmy dalej - na farmaceutę, na inżyniera...

                                    A właściwie dlaczego akurat 30 godzinne, może 10 wystarczy? A może wystarczy udać się do kasy, zapłacić za kurs i w następnym okienku odebrać stosowny kwitek potwierdzający kwalifikacje?
                                    • yoma Re: Ty n/t 02.04.12, 22:20
                                      A i widzicie, teraz będzie kozera smile Sam tytuł magistra psychologii nie uprawnia do wykonywania zawodu psychoterapeuty. Trzeba pokończyć rozmaite kursy, owszem, i zdobyć rozmaite certyfikaty.

                                      Powstaje pytanie, kto ma szkolić i certyfikować? Samorząd psychologów (analogicznie do np. lekarskiego) nie istnieje. Ustawa o zawodzie psychologa jest martwa od ładnych paru lat. Nie działa, nie funkcjonuje, niente. Istnieje ciało pt. Polskie Towarzystwo Psychologiczne uzurpujące sobie prawem kaduka wyłączność na szkolenia i certyfikacje, ale jest to ciało o poglądach, hmmm, nieco skostniałych i wielu młodych psychologów buntuje się przeciwko ciału.

                                      Dlatego i porównanie do taksówkarza bez licencji uważam za nieuprawnione, bo nie ma nikogo, kto miałby te licencje wydawać.

                                      PS. Maćku, ja piszę na forach "ty" małą literą, ufam, że nie czujesz się urażony smile
                                      • maciekqbn Re: Ty n/t 02.04.12, 22:25
                                        Spoko, mi osobiście to wsjo rawno ale wiem, że niektórzy zwracają na to uwagę i odbierają bardzo osobiście. Różne ludzie maja kompleksy/zboczenia. Np. na takim jednym forum o tematyce wojskowej (ale nie tu na gazecie) moderator zagroził mi banem, jeśli nie zacznę konsekwentnie uzywać polskich znaków.
                                        • yoma Re: Ty n/t 02.04.12, 22:31
                                          Skoro dokonałeś poprawki, to myślę sobie, może zwracasz uwagę - i chyba jakiś Wersal do kwadratu nam wyszedł smile
                            • moniapoz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 21:54
                              Yoma...faktycznie deprecjonuję (sorry za początkowe zaprzeczanie faktom) smile ale piszę przecież, że w swojej wielkiej naiwności myślałam, że aby być psychoterapeutą trzeba skończyć studia i trochę wgłębić się w temat, zwłaszcza jak ma się zamiar grzebać w ludzkiej psychice, a tu się okazuje, że nie - myliłam się. A 30 godzin zajęć to moim zdaniem za mało na to, żeby nie zrobić komuś krzywdy i tyle.

                              osobiście lubię pogadać z jakimś miłym taksówkarzem....i tylko pogadać a jeżeli kiedyś pójdę na psychoterapię to sprawdzę do kogo idę.

                              ------
                              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                              • endrju957 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 22:36
                                To był chyba żart na 1 kwietnia, ten kraj nie może być aż tak chory.
                                • moniapoz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 03.04.12, 08:22
                                  nie to nie żart niestety - puścili to 02.04 smile
                                  poczytaj sobie tu: www.tvn24.pl/28377,1740246,0,1,psychotaxi,fakty_wiadomosc.html


                                  ------
                                  Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                  Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                  • endrju957 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 03.04.12, 08:45
                                    Czyli jak wsiadę do taryfy w Krakowie , to kierowca oswiadczy mi że jest psychoterapeuta i zamiast włączyć licznik wręczy mi test zdań niedokonczonych ? A na końcu nie policzy mnie od kilometra tylko od litra aromaterapii spalinami ?
                                    To ją poproszę na Madagaskar smile
                                    • lampka_witoszowska Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 03.04.12, 09:16
                                      nie wysłuchałam relacji, ale w sumie potwierdza się jedno - nawet fakt taki jak podany (zresztą, źródłem informacji jest "Fakt") dla przeciwnika psychoterapii będzie dyskredytował każdego, nawet najlepiej przygotowanego psychoterapeutę

                                      ciekawe, ile osób będzie chętnych na takie "psychoterapie"? bo jakoś wydaje mi się, że potrzebujący jednak umówi się w gabinecie doświadczonego psychologa klinicznego (co, o ile nei było zmienione, w tym kraju jest wymagane do prowadzenia psychoterapii)
                                      • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 03.04.12, 09:39
                                        lampka_witoszowska napisała:

                                        > ciekawe, ile osób będzie chętnych na takie "psychoterapie"? bo jakoś wydaje mi
                                        > się, że potrzebujący jednak umówi się w gabinecie doświadczonego psychologa kli
                                        > nicznego (co, o ile nei było zmienione, w tym kraju jest wymagane do prowadzeni
                                        > a psychoterapii)
                                        Potrzebujący nie zna się na tym, a dyplom można dostać jakikolwiek.
                                        Sam znam osobę, pracującą jako masażystka po 3 dniach kursu. Dyplom ma? Ma!
                                        Osobiście nie mam aż takich wielkich zarzutów do ludzi, chyba bardziej do historycznych i uwielbianych metod z wyłączonym myśleniem. wink
                                        Tak samo, gdy słyszę, że medycyna chińska 3 tysiące lat temu to stosowała, więc to musi być dobre, to wiercę się i nie mogę usiedzieć spokojnie. smile Trudno rozmawiać z wiarą choćby z osobami układającymi tarota i stawiającymi horoskopy na poważnie.
                                        • lampka_witoszowska Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 03.04.12, 09:57
                                          myślę, że potrzebujący jednak sięgnie do lokalnej gazety lub netu w poszukiwaniu numeru gabinetu niz wyjdzie czekać na psychologiczną taksówkę

                                          swoją drogą, straszny pomysł

                                          inną swoją drogą, raz w życiu postawiono mi profesjonalny horoskop dla związku, z dat, godzin urodzenia, miejsca urodzenia i takie tam - dokładnie opisano tam przyczyny rozwodu, którym mogliśmy zapobiec smile

                                          nie, nie nastawiliśmy się na samospełniającą przepowiednię, bo i te przyczyny dłuuugi czas były jak z kosmosu, śmiechu warte, a sam horoskop przeleżał lata w jakimś kącie

                                          po rozwodzie go znalazłam i oświadczam, co powyżej, kompletnie nie wiedząc, jak to możliwe - zresztą zamówiłam też pojedyncze horoskopy dla chętnych bliskich, opisują dokładnie osobowość tych osób i ich skłonności czy predyspozycje
                                          pani opracowująca nie jest zawodową wróżbiarką, jest rencistką czy emerytką, żyje na skraju ubóstwa i ją znam, choć mamy kilka ładnych lat przerwy w znajomosci

                                          może być tak, że jeśli czegoś nei znamy, to w to nie wierzymy i wydaje się bzdurą, niemniej nei mamy oglądu obiektywnego rzeczy i tu doradzam jednak pokorę
                                          • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 03.04.12, 10:12
                                            lampka_witoszowska napisała:

                                            > myślę, że potrzebujący jednak sięgnie do lokalnej gazety lub netu w poszukiwani
                                            > u numeru gabinetu niz wyjdzie czekać na psychologiczną taksówkę
                                            >
                                            > swoją drogą, straszny pomysł
                                            Ja nawet o tym nie rozmawiam, bo albo to jest przeterminowany dowcip z 1 kwietnia albo jakiś przekręt w celu uniknięcia skutków urzędowych decyzji.

                                            > może być tak, że jeśli czegoś nei znamy, to w to nie wierzymy i wydaje się bzdu
                                            > rą, niemniej nei mamy oglądu obiektywnego rzeczy i tu doradzam jednak pokorę
                                            Masz rację, prześlij mi Twoje zdjęcie, zrobię ołtarzyk. Może jesteś którymś z kolei wcieleniem jakiegoś boga. wink Modlić się nie będę, ale udekoruję kwiatami i postawię świeczki. big_grin
                                            • lampka_witoszowska Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 03.04.12, 10:25
                                              dobry pomysł z tym ołtarzykiem, pierwszy raz chyba jestem skłonna się z Tobą zgodzić tongue_out

                                              ale zdjęcie sobie ściągaj z wizytówki, nie ma zmiłuj
                                          • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 03.04.12, 11:24
                                            A dałbyś namiar do tej pani? Chętnie bym skonfrontował te wróżby z rzeczywistością smile
                                            • lampka_witoszowska Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 03.04.12, 15:32
                                              pewnie, że bym dała, najpierw ją tylko zapytam, czy mogę i masz smile

                                              hehe, ja też wolę mieć jakiekolwiek gwarancję, choćby od wróżki, że przedsięwzięcie ma sznasę powodzenia big_grin
                              • yoma Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 22:40
                                Rozwinięcie mojej kozery powyżej smile
    • baabcia Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 31.03.12, 17:45
      rozwód to pieczątka na początek starania się o siebie i rodzinę bez oparcia w partnerze
      i warto wszystkie siły włożyć w budowanie i tak jest marnie i trudno - nic nie niszczyć!
      pozbycie się żalu i uchronienie przed nienawiścią jest podstawą
      bez tego grzęźniemy w bagnie ocen i refleksji

      dzieci nie zależnie od tego jak dojrzale patrzą na nas tracą potwornie dużo i nie znam cudu uchronienia ich od traumy

      moje dorosłe powiedziały nie dawno, że nie pamiętają wcale tego okresu kiedy ojciec był wspaniałym ojcem - wycięły sobie - i niech to szlag trafi - bo ja te wspomnienia mam zaopiekowane a one nie



      • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 31.03.12, 22:35
        baabcia napisała:

        > rozwód to pieczątka na początek starania się o siebie i rodzinę bez oparcia w p
        > artnerze

        To punkt widzenia kogoś, kto ma to szczęście, że na co dzień jest z dziećmi. Z punktu widzenia drugiej strony jest to dużo bardziej skomplikowane - o ile oczywiście ta druga strona kocha swoje dzieci. Kiedyś to było dla mnie oczywiste, teraz po dłuższym pobycie na tym forum nieco inaczej widzę pewne sprawy.
        • baabcia Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 11:43
          niestety sytuacja faceta w razie rozwodu jest dużo, dużo gorsza
          zostaje bez rodziny, bez dzieci
          z rozwalonym poczuciem wartości itd
          jeśli jest odpowiedzialny ma doła, ma mocno obciążony budżet i często pustkę
          a jeśli na dodatek swoim dzieciom wybrał na matkę osobę marną - ma przes*

          źle kiedy na początku wydaje mu się, że on nie jest w stanie prowadzić domu z dziećmi sam i rozwal to co mógłby utrzymać - po rozwodzie odpowiedzialnych rodziców dzieci powinny mieć dwa swoje domy - nie kąt w nowym domu starego rodzica - powinny mieć dwa domy

          większość mężczyzn nawet jeśli kocha dzieci - mówi - dzieci? nie nie to ja odchodzę i pomogę ...

          Ale jest grupa mężczyzn, którzy tracą zdolność do życia kiedy odstawi ich kobieta i skupiają się na zabraniu jej dzieci - zamieniają życie dawnej rodziny w piekło i celem ich życia jest mieć dzieci nie dla dobra dzieci ale dla swojego szaleństwa.

          Trudno ocenić kiedy postępowanie ojca wynika z chęci ratowani dzieci przed niedojrzałą, złą matką a kiedy jest wręcz obsesją i szaleństwem. Z trudnych związków, na ogól takie problemy po rozstaniu się rodzą, często oboje rodzice są mocno nienadający się na bycie z kimkolwiek a co tu rozważać opiekę nad dziećmi.
          Znam taki związek obserwowany oczami jednego z rozszarpywanych przez rodziców dzieci - dziś dziewczynka ma swoja rodzinę i unika kontaktów z obojgiem rodziców - czekam kiedy dojrzeje do odbudowani relacji z bratem - kochała go niesamowicie i czuła się za niego odpowiedzialna w czasie milicyjnych jeszcze wtedy wyrywań dzieci od matki, porywań, oczerniań ... makabra. Jedna wielka makabra - nie powinno się było nic takiego zdarzyć a trwało do dorosłości dzieci - trauma nie do wybaczenia. Ojciec był pozornie bardzo troskliwy - tak troskliwy, że bardziej nie można ... dalej było już tylko gorzej - nadgorliwość zmieniła się kiedy założył nowa rodzinę i pojawiły się dzieci - panował nad wszystkim - w sekundach rozliczał to co rozumiał jako miłość. Potworne życie - uczuciowy karcer;

          poradnia psychologiczna nie wyłapuje takich przypadków? czy nie zna lepszych rozwiązań niż zostawić lwom dzieci - jakoś się dogadają


          • adam543 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 18:31
            Mam troje dzieci. W zasadzie jedno z nich jest juz prawie dorosłe. W orzeczeniu sadowym prawie go pomineliśmy(syn 19 lat , w tym roku matura). Zostaje zemna. Córka (16 lat) w orzeczeniu sądowym przyznana pod opieką mnie, ale drobne manipulacje ze strony mojej byłej sprawieją ze mam wątpliwości. Dodam ze po rozwodzie mieszkamy jeszcze jakis czas razem i siłą rzeczy zajmujemy się dziecmi razem. Była pozwala córce na wszystko co ona wymyśli. Chce wrócić nie wrócić na noc do domu - niema sprawy - wystarczy ze zadzwoni do matki i jest ok.
            Wagary, zagrożenia ocen koncowych.... w zasadzie tez na pożądku dziennym.
            To ja jestem tym złym rodzicem bo sie ciągle czepiam i wymagam. Nie chcę zapewnić córce stałego dostepu do internetu, doładowywac telefonu, dawać kieszonkowego... Dlatego chyba córka wyprowadzi się chyba z matką. ona jej przynajmniej na wszystko pozwoli.
            Ale do tematu chciałem wrócić...
            Nasz rozwód trwał dość długo. Nieco ponad pięć lat. Najpierw romans eksiorki (ponad rok). Walka o nią o uczucia..... potem pierwsze podejście pod rozwód..... poczecie trzeciego dziecka...kolejna walka ( a raczej ciężka praca zeby to wszystko naprawić )... no i nie wyszło bo już jesteśmy po rozwodzie.....

            Syn ten najstarszy nasz rozwód przerzył jak prawie dojrzały mężczyzna. Przerzywał nasze wzloty i upadki w wieku kiedy z chłopca przekształcał się w młodego mężczyznę. Jest w miarę ustabilizowany i bez wiekszych skaz na charakterze.
            Z córą jest troszkę inaczej bo trafiło to na nią w wieku kiedy była małą dziewczynk Dopiero co sie przekształcała w dziewczynę. Ona przeszła przez to z największymi odrażeniami.
            W zasadzie szacunki niema do nikogo z nas. Woli jednak zamieszkać z matką bo ta jej na wiecej pozwoli. Wiem ze dziecko w takim wieku już samo decyduje z kim ma zostać. Ani my ani zadne sady nie mają na to większego wpływu.
            Chciałbym zeby została zemna. Moze udało by się tak nią pokierować aby zrobiła w przyszłości maturę, a nie tylko zawodówkę. Wiem ze dziewczyna przez nas wiele przeszła i ma potężną skazę na osobowości. To nasza wina. Ona trafiła chyba w najgorszym momencie na nasze przejścia rozwodowe. Na dodatek trwające pięć lat.
            Najmodszy czterolatek nawet niewie co sie dzieje. Mam nadzieję ze wyrośnie z niego fajny facet i nie zrobimy mu wielkiej krzywdy .
            • baabcia Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 19:42
              staraj się mimo wszystko nie odpuszczać w niczym nikomu
              to trudne być dobrym ojcem w takich warunkach
              ale lepiej być szansą dla dzieci i oparciem w trudnych sytuacjach niż niby przyjacielem
              ech nie ma lekko

              piszesz niesamowicie rozsądnie - oby Ci się udało z tych ruin poskładać jak najlepszą przyszłość

              doceń czterolatka - znajdź chwilę - możesz od niego usłyszeć najcięższe zarzuty

              szkoda, że życie nie jest cudowne

              • adam543 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 19:58
                Wiem o tym. Z czterlatkiem będę miał dość dobry kontakt. Miejsca zamieszkania nie będą dość odległe.
                Boję się o córkę. Co może teraz kobieta po zawodówce ? A jak to ona powtórzy schemat po rodzicach ? Z facetami jest zupełnie inaczej, mamy o wiele większe mozliwości pracy, nawet z takim wykształceniem.
                • zmeczona100 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 20:35
                  Adam, a Ty rzeczywiście istniejesz? wink Bo piszesz, jak nie chłop z tego forum wink Tzn. masz takie życiowe podejście- co jest rzadkością u męskiej części forum wink

                  Ale żeby tak słodko nie było, to moim zdaniem Twoja córka właściwie jest już na przegranej sad Trochę za duża, aby ją tak radykalnie przemodelować.
                  Jeśli zawodówka sensowna, a dziewczyna się przyłoży, to nie powinno być źle. Gorzej, jak pójdzie, bo musi gdzieś pójść.
                  • adam543 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 20:43
                    A masz jakiś pomysł na szkołę to podpowiedz ?
                    Kończy gimnazjum . Spore zdolności plastyczne.
                    Zachodnie okolice Warszawy.
                    • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 21:04
                      A może zawodówką to nie jest taki zły pomysł?
                      Mój brat miał podobnie, deskorolka, koledzy itp. Wszystko tylko nie nauka. Poszedł do zawodówki i tak tak tam dostał w dupę, że zaraz mu się światopogląd przemodelował. Zaraz po zawodówie poszedł do technikum, później studia na Politechnice. Obecnie robi drugi fakultet.
                    • zmeczona100 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 21:04
                      Nie, nie mam. Z tym, że jestem zdania, że to młodzież decyduje o swoim przyszłym życiu i zawodzie, a rodzice mogą tylko wyrazić swoje zdanie. Tzn. poniekąd rodzice decydują- wychowaniem do tej pory, kształtowaniem postaw, wartości itp. Wybór zawodu to jest raczej mieszanka tego, co do tej pory dorastające dziecko otaczało.

                      Krawiectwo pewnie ma niewiele wspólnego z talentem plastycznym, ale dobra krawcowa to skarb smile Witraże , bombki i inne cuda , fusing , płytki ceramiczne, szkło stapiane , szkło artystyczne itp. wink
                    • adam543 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 21:18
                      Dzieki za podpowiedzi.
                      Wiem ze to ona bedzie decydować o szkole.
                      I pewnie będzie to tylko zawodówka.
                      Tysz miałem podobnie. Najpierw zrobiłem zawodówke , potem technikum.
                      Niestety chyba troszke widac ze mam problemy z pisamiem. Za moich czasów dylektycy i dyskrafowie nie mieli szans na maturę.
                      No ale nie o mnie chodzi tylko o córkę. W dalszym ciągu będę uważał za kobieta powinna nieć ciut lepsze wykształcenie.
                      Dzieki za podpowiedzi.
                      • zmeczona100 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 01.04.12, 22:33
                        Hm.....

                        Lepsza konkretna zawodówka u osoby z pasją, niż ukończone "beznadziejne" studia, które żadnej kariery nie wróżą, a i najczęściej i tak nie dają satysfakcjonującej pracy w swoim zawodzie (np. socjolodzy, absolwenci zarządzania itp.).
                        • kasper254 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 06:49
                          Przesyłam do wykorzystania w pracy z dziećmi "złote myśli" mojej byłej żony: " nie należy się przejmować dziećmi, jesteśmy samotni i tacy też umieramy. Gdy przedstawimy swoją wersję wydarzeń, wzmocnimy długotrwałym oddziaływaniem, wyizolujemy ich ojca, to w przyszłości żeby coś innego do nich do nich dotarło, musieliby go słuchać."
                          Nieprawda że proste, lapidarne, wręcz genialne? Oddaję za darmo. Bez opłaty.
                          • lampka_witoszowska Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 11:09
                            przepraszam, czemu ma służyć ta złota darmowa (!) myśl?
                            • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 11:17
                              lampka_witoszowska napisała:

                              > przepraszam, czemu ma służyć ta złota darmowa (!) myśl?
                              Wyjaśnię, skoro nie zrozumiałaś.
                              A co na to wszystko nasze dzieci? Nasze dzieci mają być posłuszne matce! A jeśli jest ryzyko, że nie będą posłuszne, to się je zmanipuluje i będzie "dobrze", bo co naprawdę myślą, nie jest istotne.
                              • lampka_witoszowska Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 11:46
                                i naprawdę to własnie wyczytałeś z wpisu Kacpra? i w wątku dotyczącym odczuć dzieci jest wskazane dawać porady, jak manipulować dzieckiem, bo może robiła to była małżonka Kacpra?

                                jak dla mnie to klapki na oczach i jeden duży sztandarowy napis: matki są złe
                                a to już kompletnie nei nadaje się jako podłoze dyskusji

                                rozwalisz sobie związek, Altz, a przynajmniej mocno utrudnisz, jak nie przerobisz zaszłości, takie coś zawsze wyłazi
                                • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 12:34
                                  lampka_witoszowska napisała:

                                  > i naprawdę to własnie wyczytałeś z wpisu Kacpra? i w wątku dotyczącym odczuć dz
                                  > ieci jest wskazane dawać porady, jak manipulować dzieckiem, bo może robiła to b
                                  > yła małżonka Kacpra?
                                  To nie jest poważna porada, ale gdyby pani się spotkała z koleżankami i wypiła o jedno wino za dużo, to możliwe, że takich rad by udzielała, chociaż może to były takie przechwałki i głupi pokaz siły?

                                  > jak dla mnie to klapki na oczach i jeden duży sztandarowy napis: matki są złe
                                  Ja tak nie uważam. Wiele spraw mnie denerwuje, ale nie uważam, że matki są złe.
                                  Błędy trzeba korygować, choćby mity o macierzyństwie, że matka ma od zawsze silne i pozytywne uczucia do dziecka, że zawsze wie lepiej od dziecka, co dziecku potrzeba, że dziecko nie potrafi pokazać, o co mu chodzi, że dziecko nie potrafi podejmować decyzji itd. z tego wynika takie właścicielskie podejście niektórych kobiet do dziecka, z niewiedzy i braku empatii.
                                  • lampka_witoszowska Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 15:33
                                    ale jakie wino, jakie koleżanki!
                                    jesteśmy w internecie, w wątku o reakcjach dzieci na rozwód

                                    owszem, błędy trzeba korygować - głównie swoje, to na początek najlepsze

                                    właścicielska postawa matek? i to tak ogółem? a może rozważaj częściej roszczeniowe podejście ojców pt. mam prawo? niekoniecznie tutaj, tutaj wciąż mam nadzieję, będzie dziecko i jego reakcja jednak brana pod uwagę
                                    • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 15:51
                                      lampka_witoszowska napisała:

                                      > właścicielska postawa matek? i to tak ogółem? a może rozważaj częściej roszczen
                                      > iowe podejście ojców pt. mam prawo? niekoniecznie tutaj, tutaj wciąż mam nadzie
                                      > ję, będzie dziecko i jego reakcja jednak brana pod uwagę
                                      Starałem się wytłumaczyć zjawisko postawy właścicielskie przy pozytywnym nastawieniu pań, wynikające jedynie z błędów.
                                      Ty się zajmij panami przy takim samym założeniu. wink

                                      Osobiście bardzo się staram brać pod uwagę zdanie dziecka i muszę przyznać ze wstydem, że dorosłych traktuję przy dzieciach trochę jak upośledzonych. big_grin
                                      • lampka_witoszowska Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 16:09
                                        Twoje ostatnie zdanie kompletnie przeczy traktowaniu dorosłych przy dzieciach jak upośledzonych, bo i żadne dziecko nie pochwali się w tak zawoalowany sposób, jak to zrobiłeś

                                        dzieci mówią wprost (o ile mówią, bo czasem tatuś albo mamusia wyrwie się z mówieniem za dziecko - nie mylić z powtórzeniem znanego sobie zdania dziecka)

                                        ale owszem, możesz poprawiać sobie samopoczucie za pomocą znanych Ci sposobów, to naprawdę fajne, póki nie używasz do tego innych ludzi
                                        • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 16:23
                                          Nie rozumiem Cię, dużo słów użyłaś, może znasz za dużo i nie umiesz prosto? wink
                                          Ja się nie chwalę, po prostu uważam dorosłych w porównaniu do dzieci za osoby niepełnosprawne.
                                          Dorośli okłamują kogoś z premedytacją, okłamują nawet siebie, a czasami tak kłamią, że nie widzą tego kłamstwa. Bywają cyniczni, egoistyczni, agresywni, jednym słowem, porażka. Dzieci długo tego nie potrafią, ale z czasem się uczą. wink
                                          • lampka_witoszowska Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 17:34
                                            a pewnien jesteś, że jak sie za szybko chce odpisywać zamiast powolutku poskładać literki w słowa i słowa w zdania - to to jest wina rozmówcy, a nie twoja?
                                            bo jakoś trudno mi to brać do siebie

                                            Altz, okłamujesz siebie, żadne dziekco by nei powiedziało, że ze wstydem przyznaje, że kogoś traktuje jak ułomnego - jeśli zdanie miałoby wydźwięk pozytywny
                                            jak już chcesz się pochwalić, to rób to wprost, a nie jak dulska, której nei wypada czy co

                                            najgorsze właśnie to co piszę - że się belki w swoim oku nei widzi
                                            tylko mięczak musi udowodnić, że to inni popełniają błędy (a największe błędy popełniają matki, ofkors)

                                            ale co tam, to Ty z tym żyjesz, nie ja
                                            ja jadę po jajka
                                            • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 18:31
                                              Widzę, że nie rozumiesz.
                                              Mówię o tym, że ja dzieci szanuję, chociaż bywa, że i mnie denerwują.
                                              Z dorosłymi mam ten problem, że często jest trudno ich szanować, dla mnie dorosły, to taka upośledzona wersja dziecka. Coś się musi dziać niepokojącego przez te lata, że ten "produkt" tak się psuje. wink
                                              • lampka_witoszowska Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:49
                                                dlaczego sądzisz, że nie rozumiem?
                                                przecież dokładnie odpisuję Ci na to, co twierdzisz
                                        • argentusa Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 16:26
                                          Lampka, ja już zdaje się pisałam Ci - nie dyskutujemy z jedynymi prawdami ALtza. On bidak, pewnie już ten związek fajczy, choćby nazywaniem partnerki "klinem", jak to był uprzejmy kiedyś napisać na tym forum. A teraz do herbatki, kawki itepe, ale nie do pyskóek z Altzem.
                                          Niereformowalny jest smile, ale za to rozbawić potrafi smile
                                          Ar.
                                          • lampka_witoszowska Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 17:14
                                            Argentusa, jasny gwint, doceń mnie trochę - staram się i pukam głową, pukam, pukam, może się dopukam i murek nadkruszę...

                                            a ja ciągle się nei zgadzam z takim jednym, co mi wytyka zacięcie pedagogiczne... oj, wyłazi, lampko, wyłazi jak cholera
                                            • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 18:27
                                              Ta lampka wyłazi i wyłazi. wink
                                              Głowy szkoda, załóż kask.
                                              • lampka_witoszowska Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:52
                                                jak ci się lampka nie podoba, juz mówiłam, wrzuć w niewidoczne, a nie usiłujesz nieudolnie naciskać, żebym nie pisała tam, gdzie ty i fraaa sobie nei życzycie, to pospolity infantylizm

                                                wyłazi zacięcie - nie zrozumiałeś

                                                o moją głowę się nie martw, za to bardziej zajmuj się swoją - ku chwale ojczyzny wink
                    • yoma Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 18:44
                      Jest takie liceum w Warszawie, gdzie maja dobre podejście do poranionej młodzieży i rozszerzoną plastykę.
                      • adam543 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 19:24
                        Narazie myślimy o szkole przy Kazimierzowskiej.
                        Jest technikum odzieżowe i fryzjerskie. Jest też sama zawodówka i jakieś policealne rzeczy Chyba zarezykujemy. Córce się podoba.
                        Dzieki wszystkim za pomoc.
                        • yoma Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:09
                          A wyposażysz jej potem zakład fryzjerski? Bo nie, to będzie cale życie zasuwać u kogoś za nędzne rupie.

                          Chcecie zawód, to odzieżówkę, a chcecie rozwijać zdolności w przyjaznej atmosferze, to to liceum jest OK. Poziom niewygórowany. Zresztą, co ja się wtrącam...
                          • puzzle33 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:20
                            yoma napisała:

                            > A wyposażysz jej potem zakład fryzjerski? Bo nie, to będzie cale życie zasuwać
                            > u kogoś za nędzne rupie.
                            Można z funduszy unijnych dostać dotację na zorganizowanie stanowiska pracy. Wymóg jest jeden, jeśli nie utrzyma się pracy na danym stanowisku przez określony okres czasu, pieniążki trzeba zwrócić.
                          • wiesiek1610b Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:21
                            No więc nie pisz tak tajemniczo, tylko podaj jakieś namiary.
                            Czasu jest coraz mniej na wybór szkoły.
                            Jak nie ja i moja córa , to może ktoś inny skorzysta.
                            Chyba nie jestem obosobnionym przypadkiem na tym forum, który ma problem z dzieckiem, bo zostało skrzywdzone przez rozwód.
                            Z góry dziękuję.
                          • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:24
                            Ale po liceum to będzie mogła co najwyżej z sklepie towar wykładać albo sprzątać. O ile oczywiście nie wzgardzi taka pracą, bo 'nie po to maturę zdawała'. Więc pewnie zasili szeregi bezrobotnych i będzie na garnuszku rodziców ew. pt frajera jak się znajdzie.
                            Nie pytaj skąd to wiem.
                            • moniapoz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:28
                              Boże co za beznadziejne myślenie....najlepiej niech się dziewczę od razu do grobu położy i czeka na śmierć, bo nic ciekawego jej w życiu nie spotka.

                              to od rodziców zależy czy ona będzie osobą której coś się chce czy tylko będzie szukała jelenia i będzie miała postawę roszczeniową...i nie ważne czy skończy liceum czy Harvard...

                              ------
                              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                              • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:34
                                Spokojnie, podejdź do sprawy bez emocji.

                                Dla niej najlepszym rozwiązaniem będzie zawodówka lub technikum. Zawód będzie miała a uczyć się dalej zawsze może. A liceum to zmarnowany czas - o ile ktoś z góry nie zakłada kontynuacji nauki.
                                • moniapoz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:41
                                  ależ jestem spokojna.....
                                  dla mnie kierowanie dziecka który ma potencjał do zawodówki to podcinanie skrzydeł
                                  liceum daje szanse, że dziecko będzie się dalej uczyło bo większość po liceum idzie na studia więc siła rozpędu i ona pójdzie. Pewno, że po zawodówce ma się zawód ale właśnie to paradoksalnie w dzisiejszych czasach zniechęca do dalszej nauki.

                                  w życiu do głowy by mi nie przyszło że liceum to zmarnowany czas - myślę dokładnie odwrotnie....

                                  ------
                                  Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                  Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                  • adam543 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:47
                                    Monia i Macku oboje macie rację.
                                    Ale to równanie nie na rozwiązania.
                                    Bo wszyscy jesteśmy inni.
                                    • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:54
                                      Tak Adamie, ale ja sie podpieram konkretnymi przykładami, które znam osobiści, że tak powiem smile

                                      Sam się ciesze, że poszedłem do technikum a nie liceum. Dzięki temu zdobyłem mnóstwo wiedzy praktycznej, która obecnie, w pracy, przydaje mi się chyba nawet częściej niż teoria uczelniana.
                                  • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:50
                                    Zawodówka może dac kopa w sensie pozytywnym (jak mojemu bratu, któremu cięzka praca na praktykach z stoczni wybiła głupoty z głowy) ale może też zdemoralizować.

                                    Dlatego też w takich przypadkach optymalnym wyborem jest technikum - daje zawód i maturę - czyli wybór: praca lub dalsza nauka. A przy tym minimalizuje kontakt z patologią, której w zawodówkach niestety jest zawsze najwięcej.

                                    Co do liceum - pomyśl kim byś dzisiaj była i co byś osiągnęła, gdybyś ukończyła tylko liceum, do tego zwykłe, nie najwyższych lotów.
                                    • moniapoz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:58
                                      > Co do liceum - pomyśl kim byś dzisiaj była i co byś osiągnęła, gdybyś ukończyła
                                      > tylko liceum, do tego zwykłe, nie najwyższych lotów.

                                      byłabym Ty kim jestem dziś....nikim gorszym na pewno.
                                      ale ja zawsze chciałam się uczyć i co więcej delikatnie byłam do tego zachęcana przez rodziców i serio - technikum nie jest dla mnie żadnym rozwiązaniem zwłaszcza dla dziewczyny.

                                      ------
                                      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                      • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 21:02
                                        Monia, ale mnie rozbawiłaś. I powiedz mi, że bez dyplomu Akademii Ekonomicznej na starcie byś dostała dobra pracę za sensowne pieniądze wink
                                        No nie oszukuj sama siebie.

                                        a wsparcie rodziców i motywacja to rzecz bezcenna. Tu pełna zgoda.
                                        • moniapoz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 21:28
                                          nie oszukuję sama siebie....nie lubię ludzi wartościujących innych w zależności od wykształcenia.
                                          nie czułabym się gorsza tylko z tego powodu i to miałam na myśli. cieszę się, że Ty nie miałeś tego na myśli i źle Cię zrozumiałam.

                                          a dostać sensowną pracę za sensowne pieniądze to teraz nawet z dyplomem nie jest wcale łatwo, ale nie uczymy się przecież tylko dlatego.

                                          i nie podcinać dzieciakowi skrzydeł to jest ważna rzecz....tylko robić wszystko żeby uwierzyło w siebie ....oto chodzi.

                                          ------
                                          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                • yoma Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 21:11
                                  Otóż znane mi dziecko, orłem nie będąc, poszło właśnie do wzmiankowanego przeze mnie liceum, uwierzyło w siebie na tyle, że jest teraz najlepsze w szkole, a i talenty plastyczne porozwijało sobie tak, że wymyśliło sobie zawód. Technik dentystyczny. Lepienie ludziom zębów kręci je. A przy okazji będzie miało maturę.

                                  Więc to jest liceum im. Kilińskiego przy ul. Felińskiego albo odwrotnie. Sorki. Zawsze mi się to myli. Na Żoliborzu w każdym razie.
                                  • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 21:17
                                    To jest liceum tylko z nazwy, po tej durnej reformie. Jeśli uzyskała dyplom technika (a do tego niezbędne są praktyki i na koniec egzamin z przygotowania zawodowego), to praktycznie tak jakby kończyła technikum.

                                    Taka szkoła jak najbardziej ma sens.
                                    • yoma Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 21:35
                                      No kurcze, czy ja mówię po chińsku? To NIE JEST technikum dentystyczne. To jest LICEUM OGÓLNOKSZTAŁCĄCE Z ROZSZERZONĄ PLASTYKĄ, w efekcie której to plastyki dziecko wymyśliło sobie, że zostanie protetykiem dentystycznym i pewnie pójdzie do stosownej szkoły policealnej. No chyba że pójdzie na studia.
                                      • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 21:40
                                        Nie zwróciłem uwagi, że piszesz w czasie przyszłym o pomyśle tego dziecka. Pomysł OK.
                                        I tu potwierdza się, że najważniejsze są zainteresowania.
                                        • yoma Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 21:46
                                          I jak się ma zainteresowania, to nawet matura nie przeszkodzi, nie? smile
                                          • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 21:50
                                            A dlaczego miałby przeszkodzić?
                                    • kasper254 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 03.04.12, 17:36
                                      1.Lampko, dopiero teraz przeczytałem twoją wymiane zdań z altzem. No cóź, ja bym-tam słuchał starszych i mądrzejszych, ale zrobisz, jak uważasz. Co do mnie, w ogóle mnie nie zrozumiałaś. Odpowiedziałem wprost na pytanie, zawarte w inicjalnym poście. Gdyby postapił tak, jak nauczała moja byla żona, nie byłoby problemu z tym, co na to dzieci: niech spadają na drzewo.
                                      2. Ale było i drugie dno w moim komunikacie. 5-letni chlopak mówi: "bądźcie szczęśliwi". Inaczej: "bądźcie marsjanami", "bądźcie krowami". Ileż ten biedak musiał się nasłuchać od rana o potrzebie szczęścia, cudach spełnień itd. Toż to gotowy produkt epoki konsumpcjonistycznej. Liczę się "ja" i tylko to jest ważne.
                                      3. Inaczej mógłbym napisać: Tyle nasze dzieci, ile spełnimy się w poszukiwaniu wszystkich dróg, aby uratować ich dom. Ale dzisiaj to niemodne. Kiedyś - zanim ludzie się rozwiedli - traktowali poważniej życie. A może ich? "Inni to też my" - mówił Sartre. Czytaj życzliwiej, lampko.
                            • adam543 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:37
                              Maciek nie znałeś swojej przyszłości dlatego jesteś na tym forum. I w dalszym ciągu nic niewiesz co zdarzy się jutro.
                              Tym bardziej nieznasz przyszłości swoich dzieci.
                              Ale napewno chcesz im dac to co najlepsze i najodpowiedniejsze. Pozatym Ty możesz tylko pomagać przy takich wyborach, a nie decydować. Decyzja należy do dziecka.
                              • mola1971 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:44
                                Adam, na ile poważne ona ma problemy z nauką? Czy ma problemy ze zdawaniem z klasy do klasy? Rozmawiałam z moją córą (ona też ma zdolności plastyczne, teraz jest w II klasie LO) i ona twierdzi, że Twoja córa może iść do liceum Cervantesa - tam jest klasa z rozszerzoną plastyką.
                                Do liceum plastycznego niech nie próbuje zdawać, wymagania są kosmiczne. Moja problemów z nauką nie miała, ale i tak się nie dostała.
                                Są też prywatne licea plastyczne. Jeśli Cię na to stać, to możecie wziąć taką opcję pod uwagę.
                                W miarę możliwości staraj się ją uchronić przed zawodówką. Po maturze może iść do jakiegoś studium, lub na studia. Za trzy lata ona może być zupełnie inną osobą, w tym wieku dzieciaki strasznie szybko się zmieniają.
                                • adam543 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:52
                                  Tak ma problemy ze zdawaniem z klasy do klasy.
                                  Troszkę sie ratujemy korkami. Myślimy raczej o techmikum. To nie zamyka drogi do dalszej nauki.
                                  • mola1971 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:53
                                    Ale co jej sprawa trudności? Przedmioty ścisłe, czy humanistyczne?
                                  • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:57
                                    adam543 napisał:

                                    > Myślimy raczej o techmikum. To nie zamyka drogi d
                                    > o dalszej nauki.

                                    W pracy mam koleżankę po technikum, jest doskonałym fachowcem.
                                  • puzzle33 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 21:03
                                    adam543 napisał:

                                    > Tak ma problemy ze zdawaniem z klasy do klasy.
                                    A ileż to wybitnych osób nie miało podobnego problemu?
                                  • altz Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 03.04.12, 08:34
                                    Technikum jest bardzo trudną szkołą, o wiele trudniejszą, niż liceum. Oprócz wielu różnych i trudnych przedmiotów jest tam w sumie bardzo dużo zajęć, osoba słabo ucząca się nie ma wolnego, przez wszystkie lata jest ciężka praca.

                                    Poznałem ostatnio faceta po liceum plastycznym, jest lutnikiem z zawodu.
                                    Można zarabiać jako lutnik wykonując naprawy, jest na to stały popyt, chociaż pieniądze nie są powalające, kiedyś było lepiej.
                                    Dobra krawcowa na przeróbkach bardzo dobrze zarabia, bez problemu przebija średnią krajową, ale musi mieć duże doświadczenie i punkt w uczęszczanym miejscu.
                                    Jak widać, są ciekawe kierunki, tylko trzeba się rozejrzeć.
                                    • zmeczona100 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 03.04.12, 10:25
                                      altz napisał:

                                      > Jak widać, są ciekawe kierunki, tylko trzeba się rozejrzeć.

                                      Ale z dalszej perspektywy, a nie okolic komputera.
                              • maciekqbn Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:55
                                Mądrze piszesz Adam, dlatego wierzę, że dobrze doradzisz swojej córce. Decyzje naturalnie musi podjąć sama.
                            • puzzle33 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:44
                              maciekqbn napisał:

                              > Ale po liceum to będzie mogła co najwyżej z sklepie towar wykładać albo sprząta
                              > ć.
                              Zainteresowałabym się Liceum Sztuk Plastycznych czy jak to się obecnie nazywa. Można zdobyć ciekawy zawód, umożliwiający niezłą egzystencję.
                              • mola1971 Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 02.04.12, 20:52
                                Tak, tyle, że to są licea dla uczniów z bardzo dobrymi ocenami. Bardzo trudno się do takiego liceum dostać. Same zdolności plastyczne to za mało niestety.
    • baabcia Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 03.04.12, 18:02
      wydaje mi się, że dziewczyna ma w nosie szkołę i nie tylko

      oby jej to przeszło

      jeśli nie zajarzy, że szkoła to jej szansa a nie ojca problem to naprawdę nie warto zbyt wysoko mierzyć i zbyt jej wyręczać

      musi poczuć blusa - z zycia nie da się jej wyręczyć - choc znam takie próby

      zgubne
    • cronat.gold Re: A co na to wszystko nasze dzieci? 17.04.12, 00:07
      Moja była partnerka jest nieodpowiedzialną matką, złodziejem, ćpunką, kłamcą - zdradzała mnie i oszukiwała, kiedy byłem chory i biedny opuściła mnie, zabrała mi syna i uniemożliwia nam wszelkie kontakty. Zastanawiam się kiedy mu to uświadomić i jakie będzie to miało konsekwencje w jego dorosłym życiu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja