Tyle we mnie żalu. Staram się ale...

05.05.12, 18:55
Od rozwodu ponad trzy lata, nie jest źle, nowy związek, może bez motylków, trochę na odległość, ale nie narzekam , praca ok, tylko jakieś takie uczucie żalu ciagle we mnie. czasem wydaje mi sie, ze dla mnie życie się skończyło, reszta to tylko ... Sama nie wiem. Macie tak czasem? Mam nadzieję, że to przejściowe. Pozdrawiam.
    • bibe08 Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 05.05.12, 20:31
      Pozamykałaś stare sprawy, odprawiłaś żałobę po małżeństwie. Otwarłaś się na nowe, czy wchodzisz w stare buty z nowym związkiem?
      • dorata351 Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 05.05.12, 22:45
        pozamykałam
    • malwi-na356 Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 05.05.12, 22:06
      nigdy nie bedzie tak jak kiedyś ...tak mocno z motylami kocha sie tylko raz i to za "młodu"
      • rozpieprzonypolatach Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 05.05.12, 22:10
        grzebie w necie i znalazłem fajny cytat, ktorym chce sie z wami podzielic

        Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka: Co sądzisz o sytuacji na świecie?
        Dziadek odpowiedział: Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.
        Który zwycięży? - chciał wiedzieć chłopiec - Ten, którego karmię - odrzekł na to dziadek.
        • dorata351 Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 05.05.12, 22:43
          Fajny. Tylko co zrobić kiedy ten drugi bywa słabszy od pierwszego, nawet jesli usilnie chciałoby się inaczej?
          • rozpieprzonypolatach Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 05.05.12, 23:11
            wydaje mi się doratko, że już samo uświadomienie sobie tego wilka w sobie pozwala na to żeby dostawał coraz mniejsze porcje pożywienia, skoro mam tego świadomość, mam też wybór który z nich ma dostać kawał mięsa a który mały kawałeczek.
            Z czasem drugi dostaje już tak małe kawałeczki, że nawet nie chce mu się po nie podchodzić i wtedy...znika i zostaje tylko ten większy, lepiej odżywiony wilk.
      • malgolkab Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 07.05.12, 09:18
        malwi-na356 napisała:

        > nigdy nie bedzie tak jak kiedyś ...tak mocno z motylami kocha sie tylko raz i t
        > o za "młodu"
        bzdurasmile
        prawdziwe "motylki" poczułam dopiero przy drugim mężu, a że miałam już porówanie to wiedziałam co i jaksmile i co to zaczy "za młodu"?
    • armia55 Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 05.05.12, 22:24
      dorata351 napisała:
      Macie tak czasem?

      Czasami tak mam, moze nie aż tak, ze życie się skończyło, ale żale mnie zalewają.
      Pocieszające, ze to przejściowe jest.
    • mola1971 Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 05.05.12, 23:05
      Dorata, a może Ty masz po prostu jakiegoś chwilowego doła? Tak bywa, niezależnie od tego czy nam się w życiu układa, czy też nie. Czasem mamy, dłuższy lub krótszy, okres gorszego samopoczucia i jest to niezależne od tzw. okoliczności zewnętrznych. Jeśli to tylko chwilowe, po jakimś czasie wszystko wraca do normy, to nie ma się czym martwić smile
    • cold.wind.blows Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 08.05.12, 17:10
      Nie mam żalu i chyba nigdy nie miałem. Natomiast miewam smutek czasami i odkrywam, że można go lubić i bywa mi z nim po prostu dobrze. Nie jest to u mnie stan permanentny, więc traktuję go jako coś normalnego.
      • paraben Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 09.05.12, 23:43
        Trzy lata po rozwodzie - jestem tez w nowym zwiazku. Nie odprawilam zaloby jak nalezy-niestety. Zmagam sie sama ze soba, swoja depresja i problemami w nowym zwiazku. I ciagle szukam nowych rozwiazan, staram sie bardzo, na kazdym froncie- wynik tego to ta zalosna depresja, zdiagnozowana, znienawidzona. Ale sie pozbieram. Wiesz, moj zal najbardziej jest o to ze moja rodzina miala byc idealna a nie udalo sie. Ze moje dziecko ma osobno mame i tate. I tak juz bedzie. Doprowadza mnie to do rozpaczy-periodycznie. Forum pomaga, terapia pomaga, echh, czasem nawet jak pobiegam to czuje sie lepiej. Ale ogolnie rozumiem cie- ciezki orzech..
        • maciekqbn Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 09.05.12, 23:52
          > Ze moje dziecko ma osobno mame i tate. I tak juz bedzie.

          W tym wszystkim to właśnie jest najgorsze. Rozwalamy im dzieciństwo. Niestety czasem inaczej się nie da, to wybór mniejszego zła. Szkoda tylko, że najbardziej dotyka to te zupełnie niewinne osoby sad
        • luciva Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 09:45
          Niestety, ja też tak czasem mam.
          Natomiast zastanowiło mnie jedno - na czym w zasadzie polega odpracowanie żałoby? Skąd wiadomo, że się ja należycie odprawiło albo nie?
          • tricolour Odpowiedź masz w poście Paraben... 10.05.12, 10:15
            ... o tutaj: "Wiesz, moj zal najbardziej jest o to ze moja rodzina miala byc idealna a nie udalo sie. Ze moje dziecko ma osobno mame i tate. I tak juz bedzie. Doprowadza mnie to do rozpaczy-periodycznie".

            Bo trzeba sie pogodzić, że nic nie jest idealne. Trzeba mieć swiadomość, że pojęcie "nie udało się" oznacza podświadomą zgodę na los kierujący dowolnie związkiem (udać to się może ślepemu trafić z łuku w dziesiątkę), a nie obowiązek codziennej pracy nad jakością relacji. Trzeba nosić w sobie zgodę, że rodzice występują osobno w swoich rodzicielskich rolach.

            Na tym polega odpracowanie żałoby czyli... zwyczajna pokora.
          • wawrzanka Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 10:31
            luciva napisała:

            > Niestety, ja też tak czasem mam.
            > Natomiast zastanowiło mnie jedno - na czym w zasadzie polega odpracowanie żałob
            > y? Skąd wiadomo, że się ja należycie odprawiło albo nie?

            Oj, to zależy. Żal jest większy u ludzi, którzy poczuwają się do odpowiedzialności za rozpad związku, rozpamiętują, szukają w sobie winy, nie mogą pogodzić się ze zmianą, która nastąpiła.

            Nie musi to iść w parze z rzeczywistą odpowiedzialnością, a zmiana stanu cywilnego może być na lepsze. Dla kogo na lepsze? Na przykład dla kobiety, która w końcu, mimo współuzależnienia, postanawia rozwieść się z mężem alkoholikiem. Dla niej to trauma, tragedia i jej wielka, wielka, wina. Czy rzeczywiście?

            Weźmy Lady Makbet: w końcu z poczucia winy popadła w obłęd. No, ale ona miała krew na rękach. Dlatego nie przesadzajmy z tą żałobą po rozwodzie wink Niech żałują ci, którzy są naprawdę winni.
            • cold.wind.blows Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 16:30
              wawrzanka napisała:

              > Weźmy Lady Makbet: w końcu z poczucia winy popadła w obłęd. No, ale ona miała
              > krew na rękach. Dlatego nie przesadzajmy z tą żałobą po rozwodzie wink Niech żału
              > ją ci, którzy są naprawdę winni.
              >

              Dorzuciłbym jeszcze Balladynę i tą z Lilii Mickiewicza, co się puszczała, gdy mąż na wojnie był i go zabiła jak wrócił. Tylko, że tamte wyrzutów sumienia nie miały, tylko bały się że sprawki wyjdą na jaw. I skąd ja to znam?
              A tak poważnie, to średnio wierzę tym zupełnie bez winy. No żeby tak nic, a nic?
              • mola1971 Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 16:41
                cold.wind.blows napisał:
                > A tak poważnie, to średnio wierzę tym zupełnie bez winy. No żeby tak nic, a nic?

                A ja mam alergię na słowo "wina". Winę/niewinność to się w sądzie udowadnia. W zwykłym życiu wolę rozmawiać o odpowiedzialności/współodpowiedzialności. To dużo bardziej konstruktywne.
                • wawrzanka Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 18:24
                  mola1971 napisała:

                  > A ja mam alergię na słowo "wina". Winę/niewinność to się w sądzie udowadnia. W
                  > zwykłym życiu wolę rozmawiać o odpowiedzialności/współodpowiedzialności. To duż
                  > o bardziej konstruktywne.

                  Dlaczego ? smile Słowo „wina” faktycznie zaczyna trącić myszką i coraz częściej jest zastępowane słowem „odpowiedzialność”. Według mnie to jednak nie to samo.

                  Wina jest wtedy, gdy doszło do czegoś złego. Osoba, która ponosi większą odpowiedzialność za to zło jest osobą winną. To jasne, że każde wspólne przedsięwzięcie, w tym małżeństwo, wiąże się ze współodpowiedzialnością.
                  Nie można jednak powiedzieć, że ktoś jest winny rozwodu, bo za długo czekał, aż druga strona się opamięta i przestanie pić, bić, zdradzać.
                  Nie można powiedzieć, że ktoś jest winny, bo był zbyt uległy, bo nie umiał rozmawiać, bo skutecznie nie zapobiegł piciu, biciu, itp.
                  Nie można powiedzieć, że ktoś jest winny, bo za mało/za dużo zarabiał/spał/gadał/grał/śpiewał/śmiał się/raz czy dwa się zdenerwował. Raz czy dwa zrobił jakieś głupstwo.
                  W każdym wspólnym przedsięwzięciu liczy się rozsądek i współodpowiedzialność, ale.... Gdy jedna strona dopuszcza się czynów niedozwolonych, notorycznie nadużywa zaufania drugiej strony, strzela foch za fochem, wpada w szał, trzaska drzwiami, znika na kilka dni, dopuszcza się zdrady, zapija się tak, że chodzi po dachu - to jest owszem – jest winna rozpadu małżeństwa. Całkowicie. Nie ma sensu się rozdrabniać, bo przestaniemy być sobą. Tak sądzę.
                  Balladyna i bohaterka „Lilii” – całkowicie winne, bez usprawiedliwienia. Kto się zacznie babrać w błocie niemoralności i w porę z niego się nie wydostanie – to go wciągnie i utonie jak nic. I jeszcze innych wciągnie. Trzeba mieć oczy i uszy otwarte, bo tak łatwo w coś się wplątać: jakieś flirty, nadmierne picie, rażące lenistwo itp. itd.... bo ja wiem, co jeszcze? Każdy zna swoje największe słabości. Bierność i tolerancja dla takich zachowań męża/żony to właśnie jest współodpowiedzialność. Żeby to wszystko było takie proste... ale co tam. Jeszcze jeden cytat z Szekspira, z „Wieczoru trzech króli” - „troska jest wrogiem życia”. I choć to przepiękna komedia – to akurat było powiedziane całkiem serio smile
                  • mola1971 Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 19:16
                    Ano dlatego, że przyznanie się do winy niczego nie zmienia. Przyzna się człek i co? I po sprawie najczęściej. Odbędzie "karę" lub karę i myśli, że skoro za swoją winę zapłacił to może spokojnie sobie żyć dalej. Bezrefleksyjnie.
                    Natomiast uznanie własnej odpowiedzialności za jakąś sytuację nie powoduje niemiłego uczucia poczucia winy (kto lubi czuć się winny?), ale może spowodować refleksję nad własnym życiem, może być początkiem zmian.
                    • wawrzanka Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 19:42
                      mola1971 napisała:

                      > Ano dlatego, że przyznanie się do winy niczego nie zmienia. Przyzna się człek i
                      > co? I po sprawie najczęściej. Odbędzie "karę" lub karę i myśli, że skoro za sw
                      > oją winę zapłacił to może spokojnie sobie żyć dalej. Bezrefleksyjnie.
                      > Natomiast uznanie własnej odpowiedzialności za jakąś sytuację nie powoduje niem
                      > iłego uczucia poczucia winy (kto lubi czuć się winny?), ale może spowodować ref
                      > leksję nad własnym życiem, może być początkiem zmian.

                      Dla mnie to, co napisałaś to masło maślane smile Wina to poważna sprawa. Dlatego właśnie wyrok z orzekaniem o winie może spowodować trwalsze refleksje, niż wyrok bez orzekania. Delikwent, który zdradził/zostawił/pobił i ma na papierze, że to z jego/jej winy rozpadło się małżeństwo - szybciej się zreflektuje. Albo i nie. Zależy od jego poczucia odpowiedzialności za przyszłe życie.
                      • mola1971 Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 19:49
                        wawrzanka napisała:
                        Zależy od jego poczucia odpowiedzialności za przyszłe życie.

                        Toż właśnie o tym piszę. Tyle, że nie znam takiego przypadku, w którym ktoś by się zreflektował nad własnym życiem pod wpływem wyroku rozwodowego z orzeczeniem jego winy.
                        • wawrzanka Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 19:57
                          mola1971 napisała:

                          > Toż właśnie o tym piszę. Tyle, że nie znam takiego przypadku, w którym ktoś by
                          > się zreflektował nad własnym życiem pod wpływem wyroku rozwodowego z orzeczenie
                          > m jego winy.

                          Ja też nie. Ale znam przypadki, w których ktoś się zreflektował pod wpływem stanowczego zachowania cierpliwej do tej pory osoby. Złożenie pozwu z orzeczeniem o winie jest takim właśnie zachowaniem. Wzbudza szacunek i każe się zastanowić nad sobą. Broń Boże nie zachęcam do składania takich pozwów w nieuzasadnionych przypadkach. Ale w uzasadnionych - jak najbardziej. Niech prawda będzie na wierzchu smile
                          • mola1971 Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 20:02
                            Wawrzanko, toż przecież o tym samym, tylko skrótowo pisałam smile
                            Od winy jest sąd, w normalnym, codziennym życiu lepiej myśleć w kategoriach odpowiedzialności.
                            W sądzie, jeśli ktoś ma podstawy i chce, może się starać o rozwód z orzeczeniem winy. Ja ostrzegam tylko przed tym, by nawet jeśli uzyska się rozwód z orzeczeniem winy drugiej strony, nie zapominać o własnej współodpowiedzialności. Nawet jeśli polegała ona tylko(?) na niewłaściwym wyborze męża/żony.
                            • wawrzanka Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 21:30
                              mola1971 napisała:

                              > Ja ostrzegam tylko przed tym, by nawet jeśli uzyska się rozwód z orzecze
                              > niem winy drugiej strony, nie zapominać o własnej współodpowiedzialności. Nawet
                              > jeśli polegała ona tylko(?) na niewłaściwym wyborze męża/żony.


                              Ja się nie poczuwam do współodpowiedzialności. Kiedyś, dawno temu dokonałam niewłaściwego wyboru męża. Wybrałam źle dla siebie, dobrze dla exa. On to zmarnował, a ja mam się czuć współodpowiedzialna? W życiu smile To, że się zadaje sobie pytania, że się błądzi, że się upada i wstaje... to normalne życie i tak będzie do samego końca. I nie ma to nic wspólnego ze współodpowiedzialnością za rozwód. Współodpowiedzialnym to można być za małżeństwo.

                              PS. Tośmy się jednak nie dogadały póki co wink
                              • mola1971 Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 21:36
                                Mi chodzi przede wszystkim o odpowiedzialność za własne życie. Właśnie o to, że się wybiera źle dla siebie.
                                • wawrzanka Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 22:30
                                  mola1971 napisała:

                                  > Mi chodzi przede wszystkim o odpowiedzialność za własne życie. Właśnie o to, że
                                  > się wybiera źle dla siebie.

                                  No, ale wyszliśmy od winy i (współ)odpowiedzialności za rozpad małżeństwa... A czy się wybiera dla siebie dobrze, czy źle? Tego się na początku nigdy nie wie, bo się po prostu nie zna przyszłości, nawet jeśli się kocha do utraty tchu. Na szczęście w pewnym wieku można już całkiem nieźle znać siebie i można też wiedzieć, komu ufać, a komu nie. Potem i tak się popełnia błędy, wybacza, idzie na kompromisy.... albo się zdradza, notorycznie nadużywa zaufania i ponosi się winę za rozpad. To uproszczenie, ale w naszym wieku należy upraszczać, a nie komplikować wink A wyborów dokonujemy codziennie setki. I każdy taki mikrowybór to jest odpowiedzialność za własne życie.
                                  • mola1971 Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 10.05.12, 23:49
                                    Nie, to Ty wyszłaś od małżeństwa. Moja refleksja dotyczyła tego co napisał Cold, dotyczyła ogólnie życia, a nie małżeństwa.
                                    Ale raczej wspólnego mianownika nie znajdziemy. Na innych falach nadajemy smile

                                    P.S.
                                    Co to znaczy w naszym wieku? Bo w moim rozumie się złożoność życia (a więc poniekąd się je komplikuje) i nie ulega się stereotypom tongue_out
                                    • wawrzanka Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 11.05.12, 10:52
                                      mola1971 napisała:

                                      > Moja refleksja dotyczyła tego co napisał Cold
                                      > , dotyczyła ogólnie życia, a nie małżeństwa.

                                      Ja już nie wiem doprawdy, czego Twoja refleksja dotyczyła smile Na początku napisałaś, że masz alergię na słowo "wina" i wolisz "odpowiedzialność/współodpowiedzialność". Była to odpowiedź na post Colda, w którym napisał, że nie wierzy w tych zupełnie bez winy. A skończyłaś na refleksji dotyczącej ogólnie życia.

                                      > P.S.
                                      > Co to znaczy w naszym wieku? Bo w moim rozumie się złożoność życia (a więc poni
                                      > ekąd się je komplikuje) i nie ulega się stereotypom tongue_out

                                      Nie jestem aż tak dużo młodsza od Ciebie smile Ale skoro już koniecznie chcesz podkreślić tę różnicę, to może gdy dożyję Twego sędziwego usiądę w bujanym fotelu i powiem: "Tak... pora skończyć z tym prostym myśleniem o życiu. Mola miała rację" wink

                                      P.S. Fakt, nie nadajemy na tych samych falach, ale i tak Cię lubię tongue_out
                            • smarhta Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 11.05.12, 02:30
                              mola1971 napisała:

                              > Od winy jest sąd, w normalnym, codziennym życiu lepiej myśleć w kategoriach
                              > odpowiedzialności.

                              Cale zycie tak myslalam, ale teraz nie moge sie z tym zgodzic. Bladzilam (:

                              > Ja ostrzegam tylko przed tym, by nawet jeśli uzyska się rozwód z orzecze
                              > niem winy drugiej strony, nie zapominać o własnej współodpowiedzialności.
                              > Nawet jeśli polegała ona tylko(?) na niewłaściwym wyborze męża/żony.

                              Nie zawsze jest sie odpowiedzialnym, chocby w czesci.
                              Bo choc mozna komus, kto zamieszkal w rejonie sejsmicznym powiedziec, ze mogl sobie tego miejsca na zamieszkanie nie wybrac, to by w trzesieniu ziemi rodziny nie stracil, to jednak trzesienia moga sie zdarzyc tez w rejonach uznawanych za spokojne.
                              Podobnie jest z ludzmi. W moim przypadku przez cale zycie bylam przekonana, ze zyje z dobrym czlowiekiem, ze duzo do zwiazku wkladam, ze oboje jestesmy ze soba szczesliwi i NIC nie zapowiadalo jego odejscia. Zreszta to jest chyba dla mnie najtrudniejsze. Probuje i nie moge znalezc tej swojej "wspolodpowiedzialnosci". A chcialabym, bo teraz to mam poczucie, ze nic ode mnie nie zalezy, nie wiem, co sie za chwile stanie, jak rozpoznac niebezpieczenstwo, ani jak zaufac ludziom... I mam przeswiadczenie, ze jakbym wiedziala, czemu sie to wszystko stalo, co zrobilam nie tak, albo czego nie zrobilam, po czym mozna bylo rozpoznac, ze zbliza sie TO, to odzyskalabym jakies poczucie kontroli nad wlasnym zyciem. Czuje sie bezradna.
                              • wawrzanka Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 11.05.12, 14:12
                                smarhta napisała:

                                > Nie zawsze jest sie odpowiedzialnym, chocby w czesci.
                                > Bo choc mozna komus, kto zamieszkal w rejonie sejsmicznym powiedziec, ze mogl s
                                > obie tego miejsca na zamieszkanie nie wybrac, to by w trzesieniu ziemi rodziny
                                > nie stracil, to jednak trzesienia moga sie zdarzyc tez w rejonach uznawanych za
                                > spokojne.
                                > Podobnie jest z ludzmi.

                                Dokładnie tak jest. Dlatego lepiej uznać niepewność życia, machnąć ręką na jego złożoność i skupić się na tym, co możemy ofiarować najbliższym osobom - proste sprawy: ciepło, uczucie, wsparcie, zrozumienie. Bez doszukiwania się drugiego dna, bez węszenia spisku, bez oczekiwań. Istnieje duża szansa, że odwzajemnią się tym samym, a jeśli nie? To nie nasza wina.


                                > I mam przeswiadczenie, ze jakbym wiedziala, czemu sie to wszystko stalo,
                                > co zrobilam nie tak, albo czego nie zrobilam, po czym mozna bylo rozpoznac, ze
                                > zbliza sie TO, to odzyskalabym jakies poczucie kontroli nad wlasnym zyciem. Cz
                                > uje sie bezradna.

                                Na tym polega nasz ludzki tragizm i to też trzeba uznać -że nie nad wszystkim mamy kontrolę i tak będzie do końca, ale cóż....dopóki ten bal trwa - wirujmy sobie w jego rytmie, zamiast podpierać ściany i patrzeć z groźną miną na tych, co za głośno się śmieją. A niech się śmieją.
                  • smarhta Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 11.05.12, 01:47
                    wawrzanka napisała:

                    > Dlaczego ? smile Słowo „wina” faktycznie zaczyna trącić myszką i coraz
                    > częściej jest zastępowane słowem „odpowiedzialność”. Według mnie t
                    > o jednak nie to samo.


                    Oczywiscie, ze nie to samo.
                    Wg psychologa malzenskiego, jak jeszcze do niego chodzilismy, a ja wierzylam, ze cos sie uda uratowac, mylenie tych pojec to jeden z najwiekszych problemow meza i naszych wspolnych w komunikacji. Psycholog go pyta, czy bierze odpowiedzialnosc za cos, np za relacje z synem, a on mowi ze tak. Bla bla bla. A potem sie okazalo, ze on, tzn maz, to rozumial jako "wina". Czyli uwazal, ze psycholog wymaga od niego przyznania sie do winy i da mu spokoj. I przez to absolutnie nie byl w stanie wziac na siebie odpowiedzialnosci. Za nic. Bo on sie juz do wszystkiego przyznal, juz nic nie musi... Zupelny brak zrozumienia o co chodzi.

                    Wina: czuje sie winny, bo cos zle zrobilem, albo nie zrobilem tego, co powinienem.
                    Odpowiedzialnosc: obiecalem cos, wiec tego dotrzymuje, w tej relacji jestem silniejszy, wiec to ode mnie bardziej zalezy jej ostateczny ksztalt, wiec na mnie spoczywa odpowiedzialnosc.

                    Nie dalo mu sie nic powiedziec na temat tego odpowiedzialnego zachowania i czym ono jest. Bo mu sie odpowiedzialnosc z wina i z byciem oskarzanym myli... I koniec kropka. Bylam w szoku jak sobie z tego zdalam sprawe. Tym bardziej, ze to nie ja z mezem wtedy rozmawialam, tylko gosciu z przygotowaniem psychologicznym, wieloletnia praktyka w rozmawianiu z roznymi ludzmi. No i jemu sie tez nie udalo wyjasnic, ze mowiac o odpowiedzialnosci za dziecko nikt go nie oskarza, tylko sie zwyczajnie pyta, jaka czesc odpowiedzialnosci rodzicielskiej na siebie bierze...

                    W sumie az do tamtego momentu zawsze myslalam, ze jak maz nie rozumie czegos, co ja mowie, to moja wina, ze niejasno tlumacze tongue_out
    • baabcia Re: Tyle we mnie żalu. Staram się ale... 11.05.12, 14:34
      może porozkładać na czynniki pierwsze najlepiej

      gdybym wiedziała co może się zdarzyć tego śmego i owego nie zrobiłabym

      resztę i tak bym zrobiła, bo nie po to się żyję, żeby nie żyć tylko uważać, sprawdzać, wątpić itd

      było, są wnioski i trzeba żyć nie jęczeć wspomnieniami

      jeśli towarzyszy nam depresja chyba warto a może nawet należy przyjrzeć się - czy jest skutkiem rozstania i złamania czy wręcz przyczyną naszych niepowodzeń

      stałe obwinianie siebie czy partnera jest nic nie warte i podpowiada - szukaj pomocy jest z tobą coś nie tak; tracisz czas i swoje życie na pretensje - a to nie ma sensu nigdy i ani przez chwilę

      pewnie, że załamanie związku wymaga refleksji, czasem 'pogrzebu' ale to nie znaczy, że mamy zając się wyłącznie dłubaniem szydełkiem w herbacie, która jest juz obrzydliwie zimna, osadza się na ściankach filiżanki i wlascwie to jest syf i suchy odsad

      umyć filiżankę i ewentualnie odstawić do archiwum-spiżarni strzelic sobie nowego rosenthala

      www.sklep.rosenthal.pl/media/products/10430-407163-14642/images/thumbnail/large_10430-407163-14642.jpg?updated_at=1335432875
      pobuszujcie sami - jest w czym wypić resztę życia - prawda?
      www.sklep.rosenthal.pl/category/rosenthal
Inne wątki na temat:
Pełna wersja