Spotkanie po latach

10.05.12, 16:31
Przedwczoraj zadzwonił były mąż i poprosił o spotkanie. Zależało mu, że było to "już" i że prosi tylko o dwie minuty. Zgodziłam się i umówiliśmy się pod moim domem. Spóźnił się minutkę, podjechał - zdawało mi się, że za szybko jedzie (śpieszył się? czy coś się stało?). Podszedł do mnie łagodnie uśmiechnięty ale poważny. No cześć, co tam? - przywitałam z uśmiechem, starając się przeciąć powagę sytuacji, a przede wszystkim ukryć moje własne napięcie i emocje. Nie rozmawialiśmy ze sobą od rozstania (ok. 2 i pół roku temu). Poprosił, żebym zwolniła go ze wszelkich obietnic jakie mi złożył. Poznał kogoś i chyba się zakochał. Zapytałam czy to ktoś stąd. Powiedział, że poznali się przez internet, pokazał mi jej zdjęcie. Fajna - powiedziałam. Może będziesz miał dzieci... Powiedział, że już ma. Zdziwiłam się. To znaczy, ona ma - dodał z uśmiechem i pokazał mi zdjęcie jej z córką. "Fajnie…" - wiem, żadne mądre odpowiedzi, ale nic innego nie przychodziło mi do głowy, bo ze wszystkich sił próbowałam zdystansować uczucia, nie uzewnętrznić emocji. Zapytał czy jestem szczęśliwa. Powiedziałam, że staram się. Pogadaliśmy jeszcze chwilkę, bardziej on kierował rozmową, przytulił mnie, pocałował w czoło, podziękował za wszystko i życzył szczęścia.
Od tamtej chwili wypłakuję swoje uczucia.
Życzę mu szczęścia, szczerze. Miłość uszlachetnia, puszcza w niepamięć krzywdy i zmazuje winy. Weszło dobro w jego życie, nowy szczęśliwy początek, nowa rodzina. Teraz może być dobry.
My, pod koniec, już nie potrafiliśmy być dla siebie dobrzy. Było we mnie wtedy tak wiele cierpienia, załamało się moje zdrowie, czekałam na termin operacji, miałam problemy w pracy, nie znosiłam jej i całego środowiska ludzi wokół. Tak bardzo tęskniłam do domu, do mojej byłej pracy, nie potrafiłam sobie poradzić z tymi wszystkimi problemami. Nie daliśmy rady. Potem już czułam się zdradzona, oszukana, dalece skrzywdzona i jego przede wszystkim winiłam za zło jakie wtargnęło w nasze życie, uważałam, że nas nie ochronił i poddał się złym wpływom. Rozstaliśmy się. Bardzo to przeżyłam. Ból rozrywał mi serce i żal - wszechobecny i do wszystkich ludzi. A także i ogromne poczucie winy, że czegoś nie zrobiłam, że coś zrobiłam za dużo itp. Tysiące błądzących myśli topionych w głębokim cierpieniu. W końcu antydepresanty, chorobowe w pracy. I tak jakoś krok za krokiem uspokoiłam się. Wzięłam uczucia pod silną kontrolę umysłu i jeśli później przychodziły jakieś myśli i uczucia, nie pozwoliłam im wniknąć głębiej.
Dzisiaj znowu płaczę za tą utraconą miłością. A wiem, że kochaliśmy się i bardzo silne więzi były między nami. Był największą miłością mojego życia. Moim wszystkim. Ale i tyle cierpienia było... i od początku mieliśmy pod górkę. Ja straciłam dwie ciąże. Te straty miały ogromny wpływ na moją psychikę, poczucie wartości. Na jednej z ostatnich imprez gdzie byliśmy jeszcze razem, dziewczyna jego przyjaciela była w ciąży, z innymi kpiła ze mnie, że nawet dziecka nie potrafię sobie zrobić. Po tej imprezie już był totalny zjazd… i w końcu się wyprowadził.
Tak bardzo za nim tęsknię. Wiem, że to już się nie wróci.
Niech idzie, i tworzy swoje szczęście. Jak najbardziej ma prawo do szczęścia, kochać i być kochanym.
Tak dużo uczuć we mnie jeszcze…
    • mola1971 Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 16:39
      Kami, to w końcu w jakim celu on chciał się z Tobą spotkać? Bo nie rozumiem uncertain
      • justynany Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 17:14
        kami doskonale cie rozumiem - to zal za tym ze wam sie nie udalo i ze dla ciebie nie potrafil sie zmienic znam to!
      • nowel1 Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 17:43
        Chciał poczuć się lepiej.
        Chciał "załatwić sprawę" z Kami i dostać od niej błogosławieństwo.
        Pozbyć się poczucia winy.
        No i w sumie... wszystko to dostał.
        • mola1971 Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 19:10
          Taa, i doła Kami gratis do tego sad
          Facet z empatią na poziomie pantofelka.
      • kami_hope Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 20:07
        Różne myśli przychodziły mi do głowy, dlaczego dopiero teraz zechciał spotkać się ze mną? Wcześniej nie chciał. A próbowałam… Wysłałam list taki szczery i z prośbą o spotkanie. Już nie po to aby nakłaniać do kolejnej próby i przełamania kryzysu, ale żeby wyjaśnić sobie wszystko, byśmy mogli zacząć żyć na nowo. Dzwoniłam, bo nie odpowiedział na list. Już prawie się zgodził, miałam przyjechać do niego do pracy, było to dość późno wieczorem, ale miałam czekać, bo ktoś tam jeszcze był i on nie chciał by inni widzieli mnie z nim. Dlaczego mieli mnie nie widzieć? Do spotkania nie doszło, powiedział w ostatniej rozmowie, że teraz już jest zmęczony i idzie do domu.
        Później już działy się w tym środowisku zaskakujące rzeczy. Mogę mówić co najmniej o ostracyzmie wobec mojej osoby…

        Pomyślałam, że może to spotkanie było dla niej? Może obawia się, że będę chciała się zemścić, że opowiem jej przy jakiejś okazji co tu się wydarzyło?
        A może do pełni szczęścia brakuje mu rozgrzeszenia, bo gdzieś tam odzywa się poczucie winy i że sprawy nie były rozwiązane do końca tak jak powinny?
        Bóg jeden wie, jakie powody nim kierowały?
        Póki co, nie rozumiem nic z tego co się dzieje.
        Tyle wiem, że "zwolniłam go" ze wszelkich obietnic jakie mi złożył. I przebaczyłam... już w myślach, bo o to nie prosił. Ale powiedział, że wiele się nauczył przez ten czas, że już nie popełni podobnych błędów. I podziękował za wszystko... I ja jemu też podziękowałam.
        • mola1971 Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 20:16
          Kami, a nie możesz się od niego odciąć? Ale tak całkowicie - fizycznie i emocjonalnie. Zero kontaktu.
          Jeśli on nadal wzbudza w Tobie tyle emocji, to wg mnie tak byłoby dla Ciebie najlepiej.
          • kami_hope Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 20:58
            Wydawało mi się, że sprawa już była załatwiona, lub przynajmniej mam nad tym kontrolę.
            Jednak wygląda na to, że sprawę przykrył kurz naniesiony przez ten czas, a spokój był jedynie spokojem wymuszonym, będąc niejako skazaną na status quo.
            Muszę znowu się z tym zmierzyć… Z jednej strony boję się popaść w depresje, a z drugiej nie chcę spłycać tego co się we mnie teraz dzieje i uciekać, bo może za jakiś czas znowu coś się zdarzy, co wzburzy uczucia?
            • mola1971 Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 21:08
              Kami, ilu ludzi tyle pomysłów na życie i sposobów radzenia sobie z problemami, emocjami.
              Jednak chyba większość ludzi, by móc się całkowicie wyleczyć z jakiegoś związku, potrzebuje się od byłego partnera odciąć. Na tyle, na ile jest to możliwe. Gdy są dzieci, to całkowite odcięcie się jest trudne, a nawet niemożliwe tak do końca.
              Wy wspólnych dzieci nie macie, po co więc utrzymywać ten kontakt? Nie jesteś księdzem, więc nie Ty powinnaś dawać mu rozgrzeszenie, jeśli takowego potrzebował. Z kolei jeśli chciał się przed kimś pochwalić swoim obecnym szczęściem, to mógł sobie wybrać bardziej stosownego interlokutora. To, że wybrał do tego Ciebie jest po prostu nieludzkie. Tak jakby był człowiekiem pozbawionym uczuć wyższych.
              Z kolei jeśli Ty potrzebujesz się wygadać, a nawet wypłakać, to od tego by wysłuchać są znajomi/przyjaciele. Może też być forum, ale na pewno nie były partner.
              • kami_hope Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 23:53
                My w zasadzie nie byliśmy w kontakcie od ponad 2.5 roku. Zaraz na początku (tj. po tym jak się wyprowadził) chciałam się spotkać by wyjaśnić sobie zaistniałe zdarzenia, bo samo rozstanie było w trudnych okolicznościach, właśnie niedopowiedzianych, niejasnych, a środowisko zewnętrzne dobudowało do tego jakieś absurdalne historie. Jednym słowem, były to traumatyczne zdarzenia. Z tym, że właśnie chciałam tego kontaktu lata temu. Nie chciał. Odpuściłam.
                A teraz tak niespodziewanie się pojawił i w kilka minut zarzucił mnie informacjami z którymi będę musiała sobie poradzić przez najbliższe tygodnie, chciałabym rzec – kilka dni.
                I czuję się nagle zagubiona w tym wszystkim i samotna także i nie dość mądra by znaleźć zrozumienie tak od razu, dlatego właśnie z Wami chciałam się z tym podzielić.

                I dziękuję Wam za zrozumienie i wsparcie. Dziękuję, że jesteście i piszecie do mnie.
                Tak mi smutno teraz i źle…
                • mola1971 Re: Spotkanie po latach 11.05.12, 00:01
                  Kami, wyrycz się porządnie, jutro lepiej będzie smile
                  I nie trać na niego czasu, bo nie jest tego wart. To co chciałabyś dopowiedzieć, by być sama ze sobą w porządku, możesz zrobić tu, możesz spotkać się i wygadać z kimś bliskim. To zależy od Ciebie.
                  Na niego nie trać czasu, to nie jest miłość Twojego życia, tylko jakaś namiastka miłości. Wszystko co najlepsze jest jeszcze przed Tobą smile Uwierz w to i tego się trzymaj smile
                  • kami_hope Re: Spotkanie po latach 11.05.12, 00:41
                    Dziękuję Ci Molu kochana. Dziękuję za całą Twoją życzliwość i wsparcie.

                    ...tak to niespodziewanie uderzyło jak grom z jasnego nieba sad
                    Po coś to jest. Hm...?? Tylko jeszcze nie umiem odczytać w tym sensu.
                    • smarhta Re: Spotkanie po latach 11.05.12, 02:42
                      kami_hope napisała:

                      > Po coś to jest. Hm...?? Tylko jeszcze nie umiem odczytać w tym sensu.

                      Moze dla mnie?
                      Wspolczuje Ci. I zaczynam dzieki tej rozmowie lepiej rozumiec wlasna sytuacje.
                      Tyle, ze moj ex jest pietro nizej, codziennie w pracy jest ok 30% szansy, ze go zobacze, i co ktores jego zobaczenie konczy sie podobnie jak to Twoje spotkanie uncertain
                      Tzn jego zapewnieniami, ze sie zmienil, ze chce mojego dobra, ze ma prawo do szczescia, pytaniem, czy chce, zeby do mnie wrocil albo cos w tym stylu, oraz moim dolem oczywiscie. A on, zamiast zobaczyc, jakie to okrutne, to sie po czyms takim lepiej czuje chyba... Nastepnym razem, jak mi cos wywinie, to mu ten watek pokaze tongue_out
                      • biedronka7112 Ogarnijcie się. 11.05.12, 09:32
                        Wystarczy powiedzieć:
                        - Ne chcę z Tobą rozmawiać, ogranicz się do powiedzenia mi "dzień dobry" i odejdź.
                        To takie proste!
                        Dlaczego nie potraficie zadbać o swoje własne dobre samopoczucie i nawet nie próbujecie się bronić przed czymś, co wam w waszym pojęciu szkodzi?
                        Dlaczego pozwalacie innym na to, żeby poprawiali sobie swoje samopoczucie kosztem waszego?
                        Dla mnie to nie do pojęcia.
                        Dla mnie jest to równie absurdalne, jak pozwolenie, żeby ktoś przy każdym spotkaniu was uderzył.
                        A jednak się godzicie i cierpicie.
                        DLACZEGO?!
                        • lampka_witoszowska Re: Ogarnijcie się. 13.05.12, 15:56
                          bo jak to się zagłuszy i wepchnie z powrotem w gardło, to wylezie po latach łysieniem, rakiem, depresją wieloletnią i poczuciem cąłkowitego niespełnienia i docięcia od realiów i swoich własnych uczuć

                          i to, co zrobiła Kami i jej były małżonek to rozstawanie się w najlepszym, najprawdziwszym wydaniu
                          • biedronka7112 Kpisz w żywe oczy. 13.05.12, 16:51
                            Ona jest od niego makabrycznie uzależniona emocjonalnie - jak czytam, że można zastanawiać się nad tym, co on czuje i dlaczego nosi długie włosy, to mnie pusty śmiech ogarnia.
                            On sobie układa życie po swojemu, totalnie ją olewając (bo tak nazywam 2,5 roku braku kontaktu z jego strony - jak nazwiesz to inaczej?) - po to, żeby się z nią spotkać, de facto stęsknioną tego kontaktu, aby jej wbić nóż w serce oświadczając, że spotkał w końcu kobietę, z którą chce sobie ułożyć życie.

                            I Ty to nazywasz rozstawaniem się w najlepszym wydaniu?

                            Też się ogarnij.
                            • maciekqbn Re: Kpisz w żywe oczy. 13.05.12, 18:21
                              biedronka7112 napisała:

                              > Ona jest od niego makabrycznie uzależniona emocjonalnie - jak czytam, że można
                              > zastanawiać się nad tym, co on czuje i dlaczego nosi długie włosy, to mnie pust
                              > y śmiech ogarnia.

                              Widzisz, niektórzy są bardziej wrażliwi, empatyczni, nieco bardziej 'filozoficznie' podchodzą do życia i innych ludzi. To, że Ty tego nie rozumiesz i wydaje Ci się to dziwne, to wcale nie znaczy, że jest w tym coś dziwnego, nienormalnego. Np. moim zdaniem, bazując na tym co napisałaś w tym wątku, to właśnie Ty możesz mieć jakiś problem z nieuporządkowanymi emocjami i pewna nadpobudliwością.

                              Szanuję takie kobiety jak Kami. Uważam, że właśnie taka delikatność i emocjonalność to kwintesencja kobiecości.
                              • biedronka7112 Re: Kpisz w żywe oczy. 13.05.12, 18:58
                                Takie kobiety, jak Kami to świetny materiał na ofiary przemocowców, zarówno fizycznych, jak i psychicznych.
                                Kwintesencja kobiecości, świetne... że niby na promieniu Księżyca zawieszona i delikatna jak kwiat jaśminu?
                                Życie jest twarde. I kwintesencje kobiecości dostają bardzo ostro w cztery litery, jak widać na przykładzie Kami.
                                Dobrze się mają wyłącznie wtedy, gdy trafią od razu na faceta, który będzie żył dłużej od nich i będzie je hołubił do końca życia. A to niewielki procent szansy. Lepiej grać w Lotto.

                                Twoje zdanie na mój temat mnie nie obchodzi. Obchodzi mnie tylko to, czy ja sobie w życiu radę daję, czy nie. Wygrzebałam się po latach przeżywania życia na sposób Kami. I dlatego wiem z autopsji, że to bardzo, ale to bardzo zły sposób na życie.
                                • maciekqbn Re: Kpisz w żywe oczy. 13.05.12, 19:43
                                  Wiem, że moje zdanie na Twój temat Ciebie nie obchodzi, nie musisz tego podkreślać smile
                                  Tak właśnie sądziłem, że jesteś po przejściach i jeszcze nie osiągnęłaś pełnej równowagi - stąd ta drażliwość.

                                  Zgadzam się z Tobą, że osoby z takim podejściem do życia to najłatwiejsze ofiary dla przemocowców (płci obojga), niestety życie jest jakie jest. Babochłopy lepiej sobie radzą w życiu ale to już tylko półkobiety wink
                                  • biedronka7112 Z moją równowagą jest wszystko w porządku 13.05.12, 19:49
                                    Te "babochłopy", jak byłeś łaskaw określić, są kobietami pożądanymi przez tzw. mężczyzn alfa.
                                    Żaden alfa nie będzie szczęśliwy z delikatnym puchem łabędzim, który przez pomyłkę chyba tylko przyjął formę kobiety wink , bo nie będzie wiedział, co z nią zrobić, a jak się już zorientuje, to się zanudzi na ament wink
                                    • maciekqbn Re: Z moją równowagą jest wszystko w porządku 13.05.12, 19:55
                                      To by się mogło zgadzać, bo ja zdecydowanie alfa nie jestem.
                                      • kami_hope Re: Z moją równowagą jest wszystko w porządku 13.05.12, 21:39
                                        Dziękuję Maciek za opinię i pozytywny odbiór smile.
                                        Ja za alfa też się nie uważam, a i wcale mi źle z tym nie jest. Świat nie jest zero-jedynkowy. Kobiety to nie tylko nimfy i hetery, a mężczyźni to nie tylko ofiary losu i bandyci. Moja natura dąży do harmonii, najczęściej odnajduję rozwiązania i prawdy poszukując "złotego środka" i bynajmniej nie odnajduję szczęścia w walce (ani na pozycji ofiary, ani na pozycji zwycięzcy), a jedynie satysfakcję, kiedy udaje mi się pokonać jakieś bariery wewnętrzne lub inne przeszkody.
                                        Uważam się za człowieka takiego jak każdy. Pewnie nieco inna też jestem, na swój indywidualny sposób, tak jak każdy z nas. I tak jak każdy inny, noszę w sobie swoją własną historię i tworzę świat na miarę moich możliwości.
                                        A to, że ktoś mnie tutaj skrytykuje za postawę życiową lub nawet osobowość? W porządku. Każdy ma prawo do własnych osądów. Tak jak i ja mam prawo żyć jak chcę.
                                        Odpierać ataków nie zamierzam, bo jak mówię - walka (a już szczególnie o nieistotne wartości) nie jest tym, co mnie nakręca i daje siłę.
                            • lampka_witoszowska Re: Biedronkonrktóryśtam :) 13.05.12, 21:23
                              totalnego uzależnienia emocjonalnego szanujacy sie psycholog nei stwierdzi w ciągu 45 minut, a Ty na forum już w imię postawionej od ręki diagnozy usiłujesz jeździć walcem drogowym i to tylko dlatego, że masz inne zdanie? no, weź przestań big_grin

                              szanująca się kobieta jest w stanie przyznać, że cierpi, że czasem nie mieści się z żałobą w książkowym przeznaczonym na to okresie dwóch lat i ani dnia dłużej, że płacze, że rozstanie ją boli i że znajduje w sobie uczucia dla człowieka, którego swego czasu wybrała na męża

                              to wlaśnie jest normalne

                              a nie przywdziewanie maski nienawiści i pozowanie własną niby twardą d... i pierniczenie, że życie jest twarde
                              guzik prawda
                              życie jest takie, jakim je widzimy i jakim je sobie urządzimy - i pudelkowe prawdy życiowe nijak do życia się mają

                              dlatego jedne płaczą, potem przestają płakać, a jeszcze potem zaczynają się prawdziwie śmiać, a inne zaczynają zamiast płakać rżeć, by cały świat widział i słyszał - i tak rżą do końca życia, i rżą - a jak im się zechce popłakać, to nazywają same siebie idiotkami

                              a ofiarą przemocy może stać się każdy, kto nie ma kontaktu ze swoimi uczuciami wystarczającego, by zaufać swoim odczuciom, że coś jest nie tak

                              i nie ma to nic wspólnego z pożegnaniem z klasą, ani z puszkiem - czy innym babochłopem
                              • biedronka7112 Te, lampanaftowa ;-) 13.05.12, 21:34
                                Wszystko fajne, ale jeśli ktoś przez trzy lata nadal płacze i, co najgorsze, rozkminia, co też się facetowi w głowie roi... przy czym się zastrzega, że skądże znowu, ależ absolutnie nie kocha go już, to jest to zwyczajnie chore. I nijak się to ma do normalności.

                                Twarda dupa ma też swoje walety, choćby to, że nigdy już się miękko nie usiądzie, w tamtych puchach łabędzich czy jak mu tam.

                                Sandrad2 tutaj w wątku dobrze gada, nalać jej wink
                                • lampka_witoszowska Re: Te, lampanaftowa ;-) 13.05.12, 21:42
                                  źle, gdy twardość tyłka przesłania realia

                                  za dużo dopowiadasz do słów autorki wątku i na tej podstawie zwyczajnie się jej czepiłaś

                                  a teraz polewaj, to tez sposób na radzenie sobie ze swoimi uczuciami
                                  nieciekawy, ale czasem jedyny znany
                                  • biedronka7112 Re: Te, lampanaftowa ;-) 13.05.12, 21:48
                                    Nie ja jedna się tu czepiam, więc nie wiem, co się mnie czepiłaś.

                                    Polać mogę, na zdrowie.

                                    Ja tam piję nie wtedy, kiedy nie umiem sobie poradzić ze swoimi uczuciami, ale wtedy, kiedy mi miło i przyjemnie smile
                                    • lampka_witoszowska Re: Te, lampanaftowa ;-) 13.05.12, 22:02
                                      bo Ty jedna czepiłaś się mojej wypowiedzi, proste smile

                                      ja siebie w tym Twoim polewaniu w ogóle tu nei biorę pod uwagę, jak mi miło i przyjemnie, to żal się zamulać smile
                                      • biedronka7112 Re: Te, lampanaftowa ;-) 13.05.12, 22:07
                                        Kto się zamula, ten się zamula wink ja jestem wysoce nieekonomiczna, jeśli chodzi o alkohol big_grin
                                • kami_hope Re: Te, lampanaftowa ;-) 13.05.12, 21:47
                                  A gdzieś Ty wyczytała, że przez 3 lata ja ciągle płaczę, i że rozkminiam?
                                  Myślenie i analizowanie zdarzeń jest naturalne dla ludzi, którzy wybierają życie świadome. O chorobach z Tobą nie polemizuję, bo tu akurat będę miała mocniejszą wiedzę. Pisać jak najbardziej możesz... (na argumenty chyba przegrasz wink )

                                  Życzę spokojnego wieczoru.
                                  Tymczasem ja idę na nockę do pracy.

                                  Lampka, dzięki za wsparcie. Pozdrawiam smile
                                  • biedronka7112 Re: Te, lampanaftowa ;-) 13.05.12, 21:52
                                    Mam średnio spokojny, bo mi się z nosa leje i nie mam humoru tongue_out

                                    Czym innym jest życie świadome, a czym innym zbytnie przejmowanie się innymi. Oczywiście każdy stawia tę granicę w innym miejscu, ja mam ją w miejscu całkiem innym, niż Ty (od około dziesięciu lat), wcześniej miałam w miejscu podobnym do Twojego.
                                    Moje doświadczenia (oraz parunastu bardzo dobrze mi znanych osób) wykazały, że jest się zdrowszym, gdy wskazówki są przesunięte bardziej na nas samych, niż na innych.
                                    Choćby dlatego, że to, czego się domyślamy, rzadko ma pokrycie w rzeczywistości. Szkoda więc tracić czas na domysły i zastanawianie się, z czego wynika czyjeś postępowanie - lepsze efekty daje zwykłe zapytanie się. A jeśli zapytać nie można, lepiej zająć się czymś innym.

                                    Życzę bezproblemowej nocki.
                                  • lampka_witoszowska Re: pozdrawiam też, Kami :) 13.05.12, 22:05
                                    bardzo otwarcie napisałaś, jak mało kto na forum, aż nie wiem, co powiedzieć, czy gratulować, czy się zachwycać

                                    najbardziej to kciuki trzymam, żeby się zaleczyło, co ma się zaleczyć
                                    • kami_hope Re: pozdrawiam też, Kami :) 14.05.12, 20:28
                                      Lampko, Dziękuję smile
                                      Tak właśnie chciałam zrobić - otwarcie podzielić się uczuciami i wrażeniami, których właśnie doświadczam. Wiedziałam, że będą one teraz najprawdziwsze, bo jeszcze nie rozpracowane przez rozum. Czy jest coś bardziej prawdziwego w człowieku niż jego uczucia? Na wszystko inne działają mniej lub bardziej pośrednie wpływy. Choćby myślenie, które jest procesem i często na sposób myślenia ma wpływ wychowanie, środowisko, wykształcenie, itp. Emocje? Obok procesów biochemicznych organizmu są wywołane przez szereg innych czynników. Nie umniejszam żadnej ze sfer. Uważam, że wszystkie tworzą całość i stanowią naturę ludzką.
                                      Wstydzimy się uczuć. Unikamy konfrontacji z nimi. Sądzimy, że uczucia są słabością człowieka i w obawie, że ktoś odkryje naszą słabość obudowujemy nasze Ja murem, który ma nam dać rzekome poczucie bezpieczeństwa. Jak złudne zresztą, bo raz, że pod tą fasadą jest ukryty lęk, to oprócz bariery, która uniemożliwia by dotknęło nas coś złego, pozbawiamy się możliwości dotarcia do nas także tych dobrych doświadczeń.
                                      Uważam za ideał, równowagę pomiędzy wszystkimi sferami człowieka, oraz pełną zgodę między sercem i rozumem. Jednak by mogło do tego dojść, trzeba rozwijać się równomiernie na wszystkich poziomach, i uważnie obserwować świat, a także samego siebie (a właściwie, przede wszystkim samego siebie; bo jak twierdził Jung – mikrokosmos jest tym samym co makrokosmos, tworzą jedność). Nie sposób zrozumieć świata, nie poznając wpierw siebie samego.

      • nangaparbat3 Re: Spotkanie po latach 13.05.12, 22:41
        Ja tam nie wiem, w jakim celu ON chciał się spotkać, ale wiem, że zachowała się - przychodząc i mówiąc wprost - najlepiej jak mógł. Jeśli ktokolwiek życzliwy zechce informować Kami o nowej kobiecie exa, Kami spokojnie powie: wiem, mówił mi. I to jest nie do przecenienia.
        Może się poczuł dobrze, może ją odwiedził, żeby poczuć się dobrze, na pewno zrobił coś, co jej pomoże poczuć sie lepiej - nawet jeśli przez chwile bolało.
        Co do poruszenia emocji - będziemy ich doświadczać i po wielu latach, i nie ma się czym przejmować, nic z tego nie wynika więcej jak to, że ten ktos kiedys był bardzo ważny, zostawił ślad w naszym sercu. Nic złego, nic niezwykłego, nic co powinno by nas niepokoić.
    • ewela1_1 Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 17:45
      Serce mi chciało rozerwać jak to czytałam...pięknie,smutnie napisane. I ta tęsknota za "czymś" utraconym, znam ją, ale wierzę, że kiedyś minie...Pozdrawiam Cię ciepło.
      -------------
      "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa
    • baabcia Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 19:30
      większość ludzi chce być dobra

      kiedy tą dobrocią dociążamy kogoś a kiedy bierzemy wszystko na siebie - różnie bywa

      cierpienie bywa piękne

      czasem warto się zanurzyć we wspomnienia nawet kiedy sa one tęsknotą

      pomyślcie co mają zrobić tacy, którzy nie maja nawet za czym potęsknić
    • garibaldia Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 20:08
      Beznadziejny facet. Załatwił sobie spokój sumienia Twoim kosztem. I jeszcze macha Ci zdjęciem kobiety z dzieckiem. Teraz masz parę tygodni doła zagwarantowane. A on zadowolony sobie zrobił dobrze i nawet nie pomyśli jak się teraz czujesz. Dostał co chciał i zwiał.
      Weź się przestań nad nim rozczulać, zadbaj wreszcie o siebie i nie daj się wykorzystywać emocjonalnie.
    • biedronka7112 Ale przecież on wprost powiedział, o co chodzi 10.05.12, 20:42
      "Poprosił, żebym zwolniła go ze wszelkich obietnic jakie mi złożył."

      Proste.
      Po nic innego.
    • miss.swiss Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 21:34
      Kami, czytałam wiele Twoich mądrych wpisów, już nie pamiętam nawet na jakich forach, na pewno na NM.
      Nie znałam jednak Twojej sytuacji. Trzymam za Ciebie mocno kciuki, by ten ból, który odczuwasz minął, żebyś wyszła na prostą. To nie zawsze jest łatwe. Wierzę, że dasz radę i serdecznie Ci tego życzę.

      Znam żal i poczucie utraconych szans, niewykorzystanego należycie czasu i trudności, by pozwolić komuś odejść. Czasem trudno domknąć pewne sprawy. Próbuj jednak.
      Pozdrawiam
      • kami_hope Re: Spotkanie po latach 11.05.12, 00:49
        Miss, dziękuję Ci za ciepłe słowa.
        Dziękuję za zrozumienie i dobre życzenia.
        Będę próbować...
        Pozdrawiam serdecznie
    • kobieta306 Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 21:38
      zaciekawiło mnie jakie obietnice może składać rozwodzący się małżonek?
      • mysz1978 Re: Spotkanie po latach 10.05.12, 22:15
        tez sie zastanawiam nad tymi obietnicami. Ze co??? ze niby przy rozstaiu obeical ci ze sie nikim innym nie zwiaze a teraz prosi zebys go z tej obietnicy zwolnila??? Czy co?
        • kami_hope Re: Spotkanie po latach 11.05.12, 00:35
          Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Nie wyszczególnił o jakie obietnice mu chodziło. Domyślam się, że mogło chodzić o obietnicę poprawy, o to, że uczyni wszystko byśmy mieli dziecko, żeby stworzyć warunki do jego wychowania, że będzie się angażował w związek, w sprawy domowe/rodzinne, że nie będzie pił, że będzie się leczył, i inne bardzo osobiste obietnice… Być może miał na myśli ślubowanie złożone w kościele przed Bogiem, bo przecież wciąż wedle tego byliśmy mężem i żoną? Nie wiem? Powiedział o obietnicach "wszystkich".

          Jeśli chodzi o formalne rozwiązanie małżeństwa, to rozwód był wiele lat temu. Później on wyjechał. Po ok. roku, jednak zeszliśmy się i już nie formalizowaliśmy związku. Zaś samo rozstanie (to ponad 2.5lat temu) było wywołane udziałem osób trzecich z którymi mieliśmy powiązania zawodowe, on się z nimi przyjaźnił, ja zaś traktowałam ich na zasadzie wymuszonej tolerancji, zresztą chyba wzajemnie. Z tym, że dodatkową okolicznością była moja konkurencyjność wobec tych ludzi, a stanowili układ (kierowniczy), który miał duże wpływy w firmie, więc im większe kompetencje ja miałam tym większym byłam zagrożeniem dla układu.
          Nie twierdzę, że nie mieliśmy problemów w związku. One BYŁY! Jednak wpływ osób trzecich, intrygi, gry itp., spowodowały chaos nie do ogarnięcia. Było dwoje kochających się ludzi, ale już tak umęczonych tymi problemami, pogrążeni w beznadziei i bezsilności, że… się poddaliśmy. A może wcale się nie kochaliśmy, tylko tak mi się zdawało? Bo mówi się, że kochające związki się nie rozpadają, tym bardziej przez wpływy zewnętrzne.
          Dużo można by rozważać i pisać…
          Wiem, że rozrywanie tych więzi bolało bardzo i było długotrwałe. I nawet jeśli jacyś ludzie, którzy nas znali, mówili, że wrócimy jeszcze do siebie, to ja mówiłam, że mimo uczuć jakie ciągle mam do niego, to nie, bo nie ufam, a bez zaufania się nie da.

          • biedronka7112 Za dużo domyślania się 11.05.12, 09:24
            za mało konkretów.

            Współczuję Ci, że się tak mocno od niego uzależniłaś psychicznie.
            Ale to się - jak wszelkie uzależnienia - leczy.
            Oczywiście efekt leczenia zależy od woli wyleczenia pacjenta, jak we wszystkich innych uzależnieniach.
            • nangaparbat3 Re: Za dużo domyślania się 13.05.12, 22:45
              RZeczywiście, uzależnienia się leczy, gorzej z głupotą i chamstwem - są nieuleczalne.
              • biedronka7112 Istotnie 14.05.12, 08:00

          • kobieta306 Re: Spotkanie po latach 11.05.12, 10:40
            mimo najszczerszych chęci nie rozumiem nadal jakie to obietnice składa rozwodzący się małzonek.
            Obietnicę "że aż do śmierci" to juz łamie w chwili rozwodu przecież. Dla mnie to co piszesz to chorobliwe uzależnienie i nic więcej i lekko patologiczne wręcz.
            • kami_hope Re: Spotkanie po latach 11.05.12, 13:50
              Daj spokój z patologią. Taka definicja w zasadzie niczego nie wnosi. Nie utrzymuję kontaktów z exem od lat, już o nim nie myślę, nie analizuję, sprawa była zamknięta. Pracuję w innym miejscu, przebywam z innymi ludźmi, mam swoje życie, no może nie na solidnych podstawach, ale coś się dzieje nowego.

              Ślubowanie kościelne "aż do śmierci" nie jest anulowane podczas rozwodu cywilnego. Przy czym ja wolałabym nie tłumaczyć tego co ex miał na myśli?
              Fakt, że przyrzeczenia lub inne zobowiązania łamał już dawno i przez lata nie czuł potrzeby by zwalniać się z czegokolwiek. Odszedł kiedy byłam właśnie w chorobie, wtedy jeszcze na etapie niewiadomych rokowań. Nie był wierny i nie był uczciwy, a już w tym ostatnim czasie, nie było uczciwości w żadnym obszarze życia. A po rozstaniu, były kierowane w moją stronę działania na moją szkodę, wręcz wyniszczające i godzące w podstawy egzystencji. Wtedy to już były działania nie jednej osoby, a całej grupy i innych osób od nich zależnych.
              Dlatego to spotkanie sprzed kilku dni, wywołało we mnie taką burzę uczuć. Stanął przede mną człowiek – inny.
              Dzisiaj obudziłam się w nastroju – bardziej myśląc niż czując. I nie odnajduję w tym logiki. Właśnie choćby przez to, co wyżej napisałam. Bez sensu takie "zwalnianie z obietnic" po latach, które i tak były złamane. Wydaje mi się, że może to być pod wpływem nowej kobiety exa. Nie sądzę by była wtajemniczana w sytuacje jakie zaistniały i zapewne ma inny – daleki od rzeczywistego – pogląd na sprawę. Być może, w jej ocenie właśnie on jest "uzależniony emocjonalnie" i dbając o własny interes nakłoniła go w jakiś sposób do tego spotkania i żeby powiedział to, co właśnie powiedział. Nie bardzo chciałam się spotkać jak zadzwonił, wolałam się do tego przygotować, przemyśleć, ale nalegał i powiedział, że zajmie tylko dwie minuty. Myślałam, że pewnie coś się stało. Bo skąd tak nagle, po latach, i teraz już koniecznie?! Przyjechał, powiedział co miał zaplanowane, dostał to czego chciał i odjechał. Nie miałam szansy by wypowiedzieć się w jakikolwiek sposób. Tu nie chodziło o mnie. A o to czego on chce lub i jego nowa kobieta. W każdym razie empatią nie zgrzeszył/zgrzeszyli. Od teraz już "mam prawo" być szczęśliwa, bo i on jest szczęśliwy. Tylko, że szczęście nie działa na "pstryczek-elektryczek" i nie da się tego tak włączyć i wyłączyć na życzenie innych osób.

              Myślałam, że potrzebuje pomocy, dlatego się z nim spotkałam. I tak, pomogłabym na tyle ile byłabym w stanie. Był obecny w moim życiu przez wiele lat. Obcym osobom w większości pomocy nie odmawiam, a co dopiero komuś kto był mi bliski. No choćby właśnie przez wzgląd na stare czasy. Czy to "chorobliwe uzależnienie"? Nie. Po prostu chęć pomocy, jak człowiek – człowiekowi.
              • zmeczona100 Re: Spotkanie po latach 13.05.12, 22:14
                > Myślałam, że potrzebuje pomocy, dlatego się z nim spotkałam. I tak, pomogłabym
                > na tyle ile byłabym w stanie. Był obecny w moim życiu przez wiele lat. Obcym os
                > obom w większości pomocy nie odmawiam, a co dopiero komuś kto był mi bliski. No
                > choćby właśnie przez wzgląd na stare czasy. Czy to "chorobliwe uzależnienie"?
                > Nie. Po prostu chęć pomocy, jak człowiek – człowiekowi.

                No tak- jaka jestem wspaniała, wybaczyłam i pomagam, jestem wielka, tylko ja mogę mu pomóc. Sorry, ale to mdłe bardzo, a w dodatku świadczy o tym, że czujesz się niedowartościowana i tą rzekomą pomocą próbujesz przekonać sama siebie, jaka to Ty jesteś wspaniała i wyjątkowa, że on może to wreszcie dostrzeże i wróci do Ciebie- taki odmieniony, dojrzały etc.

                Kami, wcześniej pisałaś z sensem, ale to, co teraz czytam, to mnie przeraża. Naprawdę nie dostrzegasz, jaką sobie krzywdę robisz? Aż tak się nienawidzisz, aby dawać sobą manipulować byłemu? No weź się zastanów nad sobą, przeanalizuj swoje postępowanie, swój tok myślenia- w analizach jesteś dobra, to sobie poradzisz. Chociaż wątpię, że dasz radę sama.

                Piszę to z czystej życzliwości, a nie po to, by Ci dokopać.
              • nangaparbat3 Re: Spotkanie po latach 13.05.12, 22:55
                Moze chciał zamknąc rozdział.
                Przypomniało mi się, jak kiedyś ukochany z czasów studiów, po latach przysłał nagle kopertę: jakas mapa, jakieś notatki, moja chusteczka z czasów głębokiej komuny, zero wyjasnień. Pokazałam koleżance. Powiedziała: albo się chce chlastać, albo się żeni. Od wspólnych przyjaciół dowiedziałam się potem, że szczęśliwie to drugie.
                Ta koperta, a raczej jej zawartość, wstrząsnęła mną - on nigdy nie robił zadnych wyznań, deklaracji, i nagle zobaczyłam, z ilu marzeń utkana byłam w jego wyobraźni, ile uczucia, o którym nie wiedziałam, które bałam się przeczuć.
                Kami, jak już pisałam - nie mam pojęcia, po co przyszedł, ale wiem, dlaczego: dlatego ze jestes w jego zyciu bardzo ważna, z kimkolwiek by nie był. To zresztą oczywiste chyba.
                A tak w ogole bardzo Ci dziękuje za ten wątek, że opowiedziałaś, co się zdarzyło, przez chwile jakbym znalazła sie w jakimś lepszym świecie, dzięki Tobie.
                • zielona.wrona Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 09:50
                  nangaparbat3 napisała:
                  przez chwile jakbym znalazła sie w jakimś lepszym świecie, dzięki Tobie
                  ...........................
                  Ja tez dziekuje. I Tobie nangaparbat3 tez. W tej powodzi agresji, walki o wine i pieniadze, naprawde te slowa daja nadzieje, ze sa jeszcze wrazliwi ludzie.
                  Dziekuje i zycze wszystkiego dobrego.
                  • kami_hope Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 21:08
                    Nango i Zielona, miło mi, że się odezwałyście i dziękuję za zrozumienie.
                    Dziękuję za Twoje osobiste wspomnienie Nango.
                    Pamiętam, że Ty masz bardzo dobre relacje ze swoim byłym. Podziwiałam Twoją postawę, i jednocześnie nie byłam pewna siebie, czy stać mnie na taką wyrozumiałość, przebaczenie, rozprawienie się z własnymi negatywnymi emocjami i w końcu pogodzenie się… Ciekawiło mnie jaką drogą do tego wszystkiego doszłaś? Czy był to proces, czy bardziej wynikło z charakteru?
                    Tak, myślę, że jestem ważna dla niego. Podobnie jak on dla mnie. Dzieliliśmy razem dużą część życia. Jasne jest to, że relacja na poziomie mąż-żona jest już między nami zamknięta. Nie sądzę by którekolwiek z nas miało nadzieję lub/i potrzebę na odtworzenie tej relacji. Nie ma między nami pociągu fizycznego, erotycznego – jakkolwiek by tego nie nazwać, fascynacji też nie – bo znaliśmy się jak "łyse konie". Jednak jest szacunek i wdzięczność za przeżyty wspólnie czas i miłość też – choć to tak wielkie słowo, nie boję się go użyć, wszak prawdziwie czuję, że jest – taka zwyczajna miłość do bliźniego, gdzie nie życzy się drugiemu tego, co dla nas niemiłe, gdzie pozostawia się drugiemu człowiekowi przestrzeń, do niczego nie popycha ale i samemu nie pozwala się być popychanym. Mam racjonalnie niewytłumaczalną pewność, że to doświadczenie przyniesie coś dobrego.
                    • nangaparbat3 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 21:27
                      Mnie sie zdaje, że nie tyle przyniesie, co jest dobre. Nie ma co deliberować nad tym, co będzie - po prostu jest co jest.
                      Co do podziwiania, mnie nie ma za co podziwiać - raczej można by mieć za złe, że zbyt łatwo odpusciłam małżeństwo. Że może za mało się starałam. Ja jednak sądzę, że strałam się na tyle, na ile mogłam. Ex też się starał, bardzo, chyba nawet bardziej niż ja - i nie wyszło. Ale nie widzę, co bym miała wybaczać, "widziały gały, co brały", że z lekka zaślepione zakochaniem - chyba normalka. Te same jego cechy, dla których go wybrałam, spowodowały, że nam się nie udało. Więc o co miałabym mieć pretensje? Nigdy nie miałam poczucia, żeby ex mnie skrzywdził, ja też starałm się go oszczędzać, mam poczucie że zawsze byliśmy wobec siebie w jakiś sposób lojalni, i zawsze mogliśmy na siebie liczyć.
                      Myśle, że w moim przypadku wiele zawdzięczam wychowaniu - matka zawsze wszystkich traktuje z szacunkiem i doszukuje się dobrych intencji, ojciec łatwo wpadał w gniew i łatwo zapominał urazy. A ex jest naprawde porządnym facetem - choć straaasznym dziwakiem smile
    • fraaa najlepszy ten kawalek 11.05.12, 08:02
      Pogadaliśmy jeszcze chwilkę, bardziej on kierował rozmową, przytulił
      > mnie, pocałował w czoło, podziękował za wszystko i życzył szczęścia.
      > Od tamtej chwili wypłakuję swoje uczucia.


      Bogumił z Nocy i Dni -normalnie
      • kasper254 Re: najlepszy ten kawalek 11.05.12, 13:38
        1.E, tam, zaraz Bogumił. Raczej domorosły aktor.Odstawił scenę i wrócił do teatru. Zachował się, jak bohaterowie filmów amerykańskich, którzy nawet jak siedzą na kiblu, co chwilę między stęknięciami mówią: "kocham cię (mamo, tato, dzidzi, skarbie)". Potem pstrykają kontaktem i znowu kochają kogoś innego. Zresztą to dzisiaj modne. Co chwilę się słyszy o ponowoczesności.
        2.Kami, ileż razy się tutaj uczenie wypowiadałaś, powoływałaś na szkoły, myśli, frazy uczonych. Pamiętasz, kiedyś napisałem Ci, że życie to nie sa ćwiczenia z logiki. Dla niektórych. Wielu w to brnie i im się to podoba; ba, jest świetną zabawą.
        3. Myślę, że Twój były mąż nigdy Cię nie kochał. To Ty obdarowałaś go miłością - swoją i jego. Te didaskalia: otoczył ramieniem, pocałował w czoło (dobrze, że nie w dupę), prowadził rozmowę - demiurg i epigon. Romeo i Julia w jednym.
        4. Trzymak się. Jesteś pewnie fantastyczną babką.
        • kami_hope Re: najlepszy ten kawalek 11.05.12, 14:16

          Miło Cię widzieć Kasper. Uśmiechnęłam się na "dobrze, że nie w dupę". Wyszedł z tego dramat w jednej scenie, bo nawet nie w akcie.
          Zgoda, że życie nie jest ćwiczeniem z logiki. I nie na wszystko mamy wpływ. A uczucia, nawet jeśli poddamy kontroli, to i tak one gdzieś tam są i niejako czekają na sposobność by dać o sobie znać. Czyli, uważam, że uczucia można kontrolować (bo sama to robiłam), ale trzeba się liczyć z tym, że jest to kontrola tymczasowa i ograniczona.
          Dziękuję. Trzymaj się również.
          • rybak Re: najlepszy ten kawalek 11.05.12, 14:25
            Kami, niepotrzebnie się zgodziłaś na to spotkanie, ale cóż, mleko się wylało. Po prostu przerzucił swój dysonans i swój egoizm na Ciebie, dowalając Ci tym dodatkowo. A Tyś to na siebie wzięła. Niedobrze zrobił. Nadzieja umiera ostatnia, a u Ciebie dopiero teraz ta nadzieja musi odejść tak do końca, jak widzę. Trzymaj się. Będzie dobrze.
            • paraben Re: najlepszy ten kawalek 11.05.12, 14:56
              Kurcze..to ja sie wylamie.Po pierwsze wspolczuje bardzo Kami, bo az mi serce peka jak mysle sobie jak musialo Cie to bolec.Trzymaj sie-mysle ze ten bol w koncu minie. Ale po drugie zachowanie ex nie budzi we mnie odrazy..wydaje mi sie ze facet zachowal sie bardzo w porzadku. Pewnie czul ze Kami zywi nadzieje, i nie chcial, zeby dowiedziala sie o fakcie, ze poznal kogos- od innycg. Moim zdaniem to wymagalo od niego duzo odwagi cywilnej no i facet zabrzmial uczciwie. Nie przekazal informacji w sposob obrazliwy, wredny, uwlaczajacy. Zachowal sie jak dorosly facet ktory po prostu chcial przekazac informacje o stanie rzeczy. A to ze prosil o zwolnienie z obietnic? Moze czul ze mimo rozstania wiaze go przysiega malzenska i chcial uczciwie Kami powiedziec ze ta przysiega wlasnie umarla? Wiem ze to boli, ale jego postawa w pewien sposob wzbudza we mnie szacunek..
              • garibaldia Re: najlepszy ten kawalek 11.05.12, 15:25
                Nie zgadzam się. Facet walił ją w rogi w czasie związku, był nielojalny w życiu i w biznesie i działał na jej szkodę emocjonalną i materialną. Teraz się zakochał w innej więc postanowił sobie "wygumkować" swoje przybrudzone sumienie dla SWOJEGO spokoju, znowu nie licząc się z Kami. Nie podjął rozmowy wcześniej mimo jej wielu próśb, gdy ona tego potrzebowała. Więc teraz Kami wykorzystał "bo on potrzebuje", "spuścił się" i odjechał, "rozgrzeszony" ma się dobrze. Jak był egoistą tak jest nadal.
                I znowu użył dziewczyny przedmiotowo do swoich potrzeb a ona znowu mu się nie oparła.
                Widać Kami za mało jeszcze dostała od niego w d... . Albo była tak mocno gnojona w dzieciństwie, że inaczej reagować nie umie, jest ślepa na zbrodnie przeciwko swojej godności i im Romeo bardziej ją w konia robił w związku tym czuła, że mocniejsza ich łączy miłość.
                Czy kiedyś przestanie być ofiarą? Zależy... czy sama będzie chciała i czy jest w stanie się naprawdę wkurzyć na tych co ją krzywdzą i postawić im twardą granicę. Czasem nigdy się nie udaje więc wygodniej sobie to jakoś zracjonalizować.
                • paraben Re: najlepszy ten kawalek 11.05.12, 15:53
                  No dobrze facet byl dupkiem w czasie zwiazku, bardzo przykre dla Kami. I szczerze jej wspolczuje. Ale po rozstaniu nie musial juz liczyc sie z jej zdaniem, niczego nie musial. I moze chcial uspokoic troche swoje sumienie ale moze tez chcial dac jej jasno do zrozumienia jak sprawa wyglada i ten jeden raz byc fair??
                  • garibaldia Re: najlepszy ten kawalek 11.05.12, 16:07
                    Przecież nie byli razem od kilku lat.
                    "Wiesz, chciałaś 3 lata temu ze mną porozmawiać, ja mam czas akurat teraz, bądź już zaraz do dyspozycji" + "Zaczynam nowe życie,jest mi super, no to pa". tongue_out
                    No naprawdę. Facet "ten jeden raz był fair". /Strach pomyśleć jak te pozostałe razy wyglądały.../ tongue_out


              • nangaparbat3 Paraben 13.05.12, 23:01
                Mam dokładnie takie samo wrażenie.
                • zmeczona100 Re: Paraben 14.05.12, 11:27
                  Nanga, no nie wierzę, że Ty to piszesz.
            • kami_hope Re: najlepszy ten kawalek 13.05.12, 14:35

              Tak Rybaku, nie powinnam była się zgodzić na to spotkanie, a już na pewno nie tamtego dnia. No ale rzeczywiście stało się… I tak jak napisałeś, przyszedł przerzucić na mnie swój dysonans. Bo jak tak pomyślę, to chyba właściwie w tej chwili nie ma na kogo. Jego znajomi się rozjechali przed kilkoma miesiącami, był przez ten czas sam i albo wykorzystał go by odnaleźć siebie albo poddał się innym wpływom (a poniekąd to jedna z jego dominujących właściwości psychicznych).
              Na czym jego aktualny dysonans polega, trudno mi powiedzieć, bo nie rozmawiałam z nim, a jedynie mogę wnioskować na podstawie informacji jakie pozostały w mojej pamięci.
              Ale, wydaje mi się, że jest to jakiś lęk przed tym nowym związkiem. Z jednej strony może rozpiera go duma, bo ma możliwość zrealizować się jako głowa rodziny, ale nie jest przekonany co do tej osoby, miejsca, czasu, itp. Chyba właśnie ma silne pragnienie, tym bardziej, że jest samotny i nie dysponuje nawet żadnymi środkami zastępczymi, jednak coś mu przeszkadza w realizacji.
              A ja jemu tyle razy powtarzałam, że żona to nie terapeutka (była żona też nie wink ). Że musi nauczyć się podejmować decyzje sam i ponosić ich KONSKWENCJE. Ech…
              I chyba rzeczywiście później chodził do psychologa. I włosy zapuścił, na co inni się podśmiewali, bo nie bardzo mu pasują. Ja jednak pomyślałam, że to jego ćwiczenie – polegające właśnie na podejmowaniu decyzji i ich skutkach pod upływem czasu, na planowaniu i wytrwałości w dochodzeniu do celu. Ćwiczenie się powiodło, to teraz czas na skonfrontowanie się z rzeczywistością.
              Nadzieję rzeczywiście jakąś w sobie chyba miałam. Ale nie w sensie, że będziemy razem. Tylko, że każdemu z nas przyjdzie się cieszyć nowym etapem w życiu. A przeszłość – cokolwiek by się tam nie wydarzyło – była ważnym etapem na drodze rozwoju z którą teraz trzeba się pożegnać z wdzięcznością.
              Dziękuję Rybaku za dobre słowo. Pozdrawiam serdecznie i pomyślności życzę.
      • bez_przekazu Re: najlepszy ten kawalek 13.05.12, 12:03
        to a propos watku o szarej masiesmile))))))
        fraaa napisał:

        > Pogadaliśmy jeszcze chwilkę, bardziej on kierował rozmową, przytulił
        > > mnie, pocałował w czoło, podziękował za wszystko i życzył szczęścia.
        > > Od tamtej chwili wypłakuję swoje uczucia.
        >
        >
        > Bogumił z Nocy i Dni -normalnie
    • roma113 Re: Spotkanie po latach 11.05.12, 15:18
      Kami, wiadomo, co on chciał - chciał ci pokazać, że jest szczęśliwy, chciał cie upokorzyć, chciał powiedzieć: widzisz, ja jestem atrakcyjny Kazimierz, a ty patrz na to i płacz, że nie masz w tym udziału. Dałaś się w to wessać jak dziecko. Faceci to jednak są okrutni. A kobiety się kierują emocjami i są za dobre - przecież któregoś dnia, gdy go ta laseczka z internetu pogoni albo też jemu się znudzi zajmować cudzymi dziećmi, to ty go przyjmiesz do siebie, gdy tylko to zasugeruje.
    • esteraj Re: Spotkanie po latach 11.05.12, 15:47
      Kami, szczerze współczuję tego co musiałaś przejść.
      Już teraz wiem skąd u Ciebie taka mądrość, empatia i wrażliwość (z małymi wyjątkami wink)
      Zawsze cenię Twoje wpisy na forum i muszę przyznać, że wyznaczasz wysoką poprzeczkę w dyskusjach. Potrafisz dokonać dogłębnej analizy człowieka. Myślę, że nawet w tej sytuacji spotkania z eksem, jesteś w stanie zdiagnozować jego prawdziwe intencje i motywację. Być może jednak, w jakiś sposób unikasz osobistej konfrontacji z wywoływanymi przez niego uczuciami. Być może robisz to pobieżnie, bo jednak gdzieś głęboko dalej Cię to boli, a przecież nikt nie lubi zadawać sobie bólu. Jest coś, czego do końca nie przerobiłaś. Stąd taka reakcja na eksa.
      Jesteś osobą bardzo zdystansowaną, tak mi się wydaje. Jak sama napisałaś: "Wzięłam uczucia pod silną kontrolę umysłu i jeśli później przychodziły jakieś myśli i uczucia, nie pozwoliłam im wniknąć głębiej". Myślę, że wcześniej, gdy byliście małżeństwem, również wzbudzałaś respekt. Być może Twój mąż czuł, że Tobie nie dorasta, że jest na niższej pozycji.
      Wewnętrzne wymagania by Tobie dorównać, mogły go przerastać. Jego zdrady były formą ucieczki...
      Teraz, gdy jest już z inną kobietą, gdzieś wewnątrz męczy go sumienie, że nie dał rady dać Ci szczęścia, że zawalił tyle obietnic...
      On chciałby poczuć prawdziwe szczęście, chciałby dać je komuś, chciałby się wreszcie sprawdzić i spełnić, ale to niespełnienie z Tobą blokuje mu do tego drogę. Dlatego może potrzebował Twojego błogosławieństwa...
      • kami_hope Re: Spotkanie po latach 13.05.12, 15:25
        I kto tu potrafi dokonać dogłębnej analizy? smile
        I do tego zupełnie na miejscu.
        Chyba nawet niewiele mam do dodania, bo Twoje wnioski są zupełnie adekwatne do sytuacji, tak jakbyś była świadkiem tych zdarzeń, tu teraz i przedtem też.
        Dziękuję Ci bardzo za słowa szacunku, powiem, że ze wzajemnością (jak sama zauważyłaś zdarza się nam różnica poglądów, ale to dobrze – tak myślę).
        Rzeczywiście, jego wewnętrzne wymagania i uczucia, że mi nie dorasta powodowały potrzebę ucieczki (alkohol, jakieś miłostki, towarzystwo, które go akceptowało – lub bynajmniej było na poziomie, które nie stawiało wyzwań, a wręcz on im mógł imponować, itp.)
        Bywało, że zastanawiałam się czy nie "wykastrowałam faceta" (zwrot niegdyś modny na forum). Dziś myślę, że jednak nie. Różnice psychiczne, które powstały na drodze rozwoju stały się nie do pogodzenia, trudno było dłużej iść na kompromis. Jedna strona musiała być mocno wyhamowana, a druga była na dalece innym etapie i mimo chęci i miłości (której jednak nie zaprzeczam!) nie udało się nadążyć (i mówił dosłownie tak, że "nie nadąża za mną", że jestem dla niego "za mądra")
        I teraz to, co właśnie wywołało we mnie tą burzę uczuć. Bardzo podobną to tej, przed laty, ok. rok po rozwodzie. Wtedy pojawił się też odmieniony, dojrzały i pamiętam jak myślałam: „Boże, jak bardzo chciałabym Ci wierzyć”. Po tym wrócił do siebie, bo urlop mu się skończył. Ja myślałam… Po kilku dniach podjęłam decyzję, że warte to jest kolejnej próby. Zamknęłam wszystkie swoje sprawy i już w następnym tygodniu byłam z nim.
        Teraz, te kilka dni temu, poczułam jakby spełniły się te moje tęsknoty, że stoi przede mną mężczyzna w końcu dojrzały, partner. I jednak jakiś żal, bo stało się coś na co czekałam i tak wiele z siebie dałam, tylko, że to już nie dla mnie… Ale tak, rozumiem, że nie dla mnie. Akceptuję to w pełni. Nie roszczę sobie prawa do "zwrotu za poniesione inwestycje". Uczucia… owszem zawrzały. Wypłakałam je... Ulżyło. Nikt z nich tego nie widział. Wy – na forum, widzieliście. Ludzie z mojego otoczenia też zauważyli zmieniony nastrój, wytłumaczyłam, że źle się czuję.
        Dziś myślę, że obok powyższego czuję się podobnie do rodzica, który "wypuszcza swoje dziecko w świat"… I on niejako podobnie, przyszedł mi zakomunikować, że "idzie w świat". Boi się, ale idzie…
        I TAK, błogosławię… smile
        • tricolour To nie tak, Kami... 13.05.12, 18:09
          ... Ty chcesz, by jego wizyta miała jakiś głębszy sens, że facet wydoroślał. dojrzał.

          Tymczasem gość przyszedł zrzucić poczucie winy. Nic innego mu nie przyświecało. Przyszedł. poprosił o zwolnienie z obietnic, dostał to, a resztę (czyli Ciebie i Twoje uczucia) ma w dupie. Tu nie ma żadnego głębszego sensu tylko pozbycie się przeszkadzającej rzeczy.
          • kami_hope Re: To nie tak, Kami... 13.05.12, 18:44

            Tri, możliwe, że jest jak mówisz… Z tym że i tak muszę powierzyć do zdarzenie przeszłości. Sprawy opisuję niemal na gorąco. Dopiero z perspektywy czasu moje oceny będą bardziej obiektywne. Niewykluczone, że za miesiąc zobaczę to wszystko innymi oczami. Prawda, w zasadzie nie jest prawdą wieczną, a jedynie odnosi się do tego co dzieje się teraz i co jesteśmy wstanie nazwać i ocenić względem stanu naszej wiedzy i świadomości.
            Kochałam go. To nie grzech przecież smile . Być może za bardzo… Ale to już było.
            Z nadzieją patrzę w przyszłość.
            Nie chcę trzymać żalu w sobie, czy złych wspomnień. Życzę mu dobrze. Oby mu się powiodło! Chociaż gdzieś, coś mi mówi, że to chyba jeszcze nie "to". Że być może wkracza na nowy etap nauki, bo nie sądzę aby tak nagle go olśniło i w krótkim okresie czasu "nadrobił" to, co zwykło "przerabiać się" przez całe życie. Wydaje mi się, że nie będzie to związek "po grób". Chociaż, kto wie? Tak czy owak, trzymam kciuki.
            A ja? No mam własne życie, i muszę o nie zadbać.
            Dziękuję Tri.
            Szacunek, jak zawsze.
            • zmeczona100 Re: To nie tak, Kami... 13.05.12, 20:06
              Kami, litości, kobieto...
              Bo jak Cię czytam, to jawisz mi się niczym wychowawca na kolonii albo wychowawczyni w klasach I-III.
              Żeby nie powiedzieć- jako nadopiekuńcza matka...

              Po co Ty tak to wszystko rozkminiasz?
              Świat jest piękny, życie jest piękne, a Ty nadal zajmujesz się kimś, kto ma Cię w głębokim poważaniu, a do tego ma własne życie i jest wampirem emocjonalnym.
              • sandrad2 Re: To nie tak, Kami... 13.05.12, 21:03
                Dlaczego? Bo Kami też jest wampirem emocjonalnym. Ich układ był wzajemny. Ona jest z siebie dumna i zadowolona, że mu.....matkowała. Omna mu daje MATCZYNE BŁOGOSŁAWIEŃSTWO!
                Ona nadal się czuje za niego odpowiedzialna. Ona nie chce się od niego odczepić emocjonalnie....chce ssać energię z tego przeegzatnowanego NIEUDANEGO ZWIĄZKU.
                Z rozkminiania exa żyje... Bez niego nie będzie wiedzieć co z sobą począć...

                Klasyka toksycznego emocjonalnie związku i uzależnienia. "Kobiety które kochają za bardzo". Dobrze, że "wódka" sama przyszła by się pożegnać choćby tak symbolicznie. Może Kami da rady znowu po nią nie sięgać, choć jak widać, z uporem dąży do tego by się wspomnieniem exa onanizować do śmierci.

                ps. Maciek tam powyżej nie wie co mówi. Wyszedł z związku z babą piekielnicą to wydaje mu się, że cierpiętnicza egzaltacja jest złotym środkiem na udane związki.
                • zmeczona100 Re: To nie tak, Kami... 13.05.12, 22:06
                  Nic dodać, nic ująć.
        • heksa_2 Re: Spotkanie po latach 13.05.12, 23:11
          To ładne, ale tak nie powinna wygladać relacja między kobietą a mężczyzną. Bo jest skazana na fiasko. Zawsze.
        • esteraj Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 14:04
          Kami, to co w Tobie cenię, to umiejętność wyciągania wniosków i pozytywna refleksja. Dzięki temu stajesz się osobą świadomą i stawiasz na osobisty rozwój. Z każdego doświadczenia potrafisz wziąć coś dla siebie, każde zdarzenie jest po coś... Nie marnujesz czasu (życia). Każde zdarzenie pozwala Ci stawać się lepszą "ja".
          Czy to spotkanie z eksem było niepotrzebne? Czy zbyt dużo kosztowało to Ciebie kosztowało? Czy nie warto było?
          Zapewne przekonałaś się, że te najtrudniejsze doświadczenia przynoszą najlepszą naukę.

          Zastanawiałam się jakie uczucia towarzyszyły Ci podczas tego spotkania...
          Płakałaś "po", było Ci bardzo ciężko... stracone nadzieje, tęsknota, miłość... Jednak w trakcie spotkanie były to inne uczucia, inne emocje... Czy byłaś sparaliżowana? Napisałaś, że Twoje odpowiedzi to w większości "fajnie"..., zatem zdenerwowanie? Czemu?
          Czy zależało Ci by pokazać przed eksem, że u Ciebie wszystko ok., że dobrze sobie radzisz, dobrze się trzymasz, wyglądasz...?
          Czy Twój eks nie był przez tę chwilę lustrem, w którym miałaś zobaczyć aprobatę swojej osoby lub nie?

          Wiadomość, że nie był wobec Ciebie lojalny, że zdradzał i że być może go "wykastrowałaś" na pewno przyczyniła się do większej pracy nad sobą... do zmiany. I ta chwila spotkania z nim stała się chwilą konfrontacji...
          Jesteś inteligentną babką. Kierujesz się rozumem, chcesz panować nad emocjami... dopuszczasz tylko te pozytywne... i to jest dobra praca, właściwy rozwój. Jeszcze wewnątrz Ciebie toczy się walka..., stąd napięcie... To jest dążenie do spójności rozumu i uczuć...

          Tutaj na forum odsłoniłaś duży kawałek siebie. Pokazałaś swoją prawdziwość, tą ludzką..., swoje uczucia i emocje. I to jest piękne...
          Nie jest tak bardzo istotne jakie intencje miał Twój były mąż. To właściwie etap zamknięty. Ważne jaki to miało wpływ na Ciebie, co Ty z tym zrobisz, jak to wykorzystasz do budowania swojej osobowości.
          Ty wybierasz kim chcesz być, jaka chcesz być, co Ci służy a co nie. Rozwijasz swoją świadomość.
          Nie rezygnuj z uczuć. Nie wszystko da się ogarnąć rozumem. Życie bez uczuć i bez emocji jest puste. Ważne by wybierać te pozytywne i im pozwalać dojść do głosu.

          P.S. Czy wiesz dlaczego wzbudzasz respekt? Czy Tobie to odpowiada?
          Myślę, że nie jesteś wylewna, jesteś typem introwertyka, bardzo inteligentnego zresztą.
          Jesteś dobra i uczynna... ale... czy bywasz łagodna?
          • kami_hope Re: Spotkanie po latach 15.05.12, 19:22
            Od telefonu do spotkania minęło pół godziny. Starałam się nie myśleć o tym co ma się wydarzyć, by przez już rozbudzone emocje nie mieć skrzywionej optyki. Chciałam wziąć sprawy takimi jakie one będą. Jedyne co mi przyszło wtedy do głowy, to, że pewnie wyjeżdża i chce się pożegnać? Te poprzedzające spotkanie uczucia były na zasadzie kontrolowanego strachu. Już wiedziałam, że nie będzie to rozmowa (bo nie będzie na nią czasu), a raczej przekazanie mi informacji. Na miejscu, najpierw czułam napięcie, niecierpliwe wyczekiwanie tego co mam usłyszeć. A dalej smutek, bo się rozbiło coś, co miało duże znaczenie w naszym życiu. Jakiś przypływ spokoju, spokoju o niego, że odnalazł swoje miejsce w świecie lub przynajmniej drogę która poprowadzi go do większych lub pomniejszych celów, w każdym razie, że uchwycił jakiś kierunek. Tak, i także żal, że ja już tego nie doświadczę. Później przyszła tęsknota, za bliskością, za domem i wszystkimi dobrymi wspomnieniami (bo jednak dla tych dobrych zachowuję pierwszeństwo w mojej pamięci). I nagle chciałam odwrócić wszystko, cofnąć się w czasie, do punktu gdzie jeszcze wszystko byłoby możliwe (jakby panika). Pewnie z tą mądrością, którą mamy dzisiaj, byłoby możliwe. Jednak, to… nie jest możliwe. Gdyby nie to rozstanie, tamte dramaty, nie bylibyśmy takimi ludźmi jakimi jesteśmy dzisiaj. Świadomość straty, skłania nas do pokory, szacunku i zrozumienia tego co w życiu autentycznie najcenniejsze.
            Pożegnanie… Jak każde chyba, trudne i smutne. Ale nie należy przed nim uciekać. Bo kto ucieka przed pożegnaniem ten winnym się staje, więc lepiej pożegnać się z wdzięcznością, dzięki czemu z większą otwartością i mniejszym obciążeniem można zacząć kolejny etap w życiu. Co właśnie się stało.
            A teraz każdy kolejny dzień oddala mnie od przeszłości. Tamten związek już był przeszłością, ale dziś uświadamiam sobie dodatkowo, że uwolniłam się od złych wspomnień, żalu, niespełnionych nadziei. Świadoma tego, że nie będę przenosić negatywnych reakcji na innych ludzi. Czuję teraz pewnego rodzaju zadowolenie, że żyję w pokoju z nim i (chyba dzięki temu) z resztą świata również.
            Dziękuję Ci Esteraj za wszystkie dobre słowa jakie do mnie napisałaś, za całą Twoją życzliwość i szczere zaangażowanie. smile
            Czy wzbudzam respekt? W zasadzie to nie wiem. Chyba nigdy się nad tym nie zastanawiałam? Rzeczywiście nie jestem wylewna, i świadomie wybieram ludzi, z którymi się sobą dzielę. Jestem ogólnie otwarta na ludzi, jednak to nie to samo, co dzielenie się najbardziej osobistymi przeżyciami i myślami.
            Nie lubię być w centrum uwagi, nie lubię być tematem rozmów (szczególnie gdy mowa o moim życiu prywatnym). Chociaż w pracy zupełnie mi nie przeszkadza, kiedy widać jakąś moją indywidualność.
            Istnieje dla mnie silna granica pomiędzy światem zawodowym, a prywatnym. Dbam by chronić swoją prywatność. W dzisiejszych czasach to bardzo trudne, jednak staram się na tyle ile to możliwe.
            Dziękuję. I pozdrawiam serdecznie.
            • zmeczona100 Re: Spotkanie po latach 15.05.12, 19:27


              Racjonalizacja (od łac. ratio, rozum) - w psychologii jeden z mechanizmów obronnych - pozornie racjonalne uzasadnianie po fakcie swoich decyzji i postaw, kiedy prawdziwe motywy pozostają ukryte, często także przed własną świadomością.

              Dwie typowe odmiany racjonalizacji zostały nazwane "kwaśnymi winogronami" i "słodkimi cytrynami".

              Kwaśne winogrona to uznawanie za nieważny cel, którego nie osiągnęliśmy.

              Słodkie cytryny to wmawianie sobie, że przykre zdarzenia i sytuacje, będące naszym udziałem są w rzeczywistości przyjemne.

              Jest to także forma automatycznej obrony przed depresją - kiedy człowiek odczuwa naraz wiele negatywnych bodźców, bądź jest uczestnikiem nieprzyjemnych zdarzeń ma nienaturalnie wyśmienity humor, jest podekscytowany i tryska energią
              .
            • esteraj Re: Spotkanie po latach 16.05.12, 15:54
              W takim razie to spotkanie przyniosło znów duży przełom w Twoim życiu Kami. Teraz jak sama piszesz: (...) uwolniłam się od złych wspomnień, żalu, niespełnionych nadziei. Świadoma tego, że nie będę przenosić negatywnych reakcji na innych ludzi. Czuję teraz pewnego rodzaju zadowolenie, że żyję w pokoju z nim i (chyba dzięki temu) z resztą świata również.

              Nie ma już strachu przed niepewnością, złudnych nadziei...
              Jesteś gotowa na to, by być szczęśliwą...
              Wewnętrzny spokój, który teraz na dobre zagości w Tobie przyniesie ukojenie i radość...
              Taką energię będziesz wysyłać na zewnątrz, a ona będzie powracać do Ciebie z podwojoną siłą...

              Jeszcze coś o kontrolowanych emocjach.
              Wiesz Kami, widzę w Tobie pewne podobieństwo, bo mam tak samo, że mój rozum dopuszcza lub nie jakieś emocje. Czasami czułam się z tym nieswojo, sztucznie..., no i może trochę była ze mnie sztywniaczka (teraz też mi się to zdarza, na szczęście rzadziej).
              Poznałam fantastycznego człowieka, który kieruje się emocjami, z tym, że są w nim same te pozytywne. Widziałam w nim spójność tego co robi i co czuje. Też tak bym chciała, ale muszę jeszcze nad sobą popracować...
              Uczę się wiele od ludzi, dlatego chętnie czytam forum. Muszę przyznać, że jesteś jedną z nielicznych, od których można wyciągnąć coś pozytywnego dla siebie. Dlatego też bardzo cennym jest dla mnie to, gdy ktoś pisze o sowich uczuciach i emocjach, a na dodatek potrafi je zinterpretować.
              • kami_hope Re: Spotkanie po latach 16.05.12, 19:25

                Kontrolowanie emocji m.in. jest cechą dojrzałości. To jest umiejętność bardziej wyuczona niż naturalna. Proces emocjonalny zachodzi w głównej mierze w pniu mózgu (pierwotna część mózgu), jest reakcją na bodźce. Ośrodek myślenia zaś znajduje się w najmłodszej części mózgu. Kontrola emocji możliwa jest kiedy w pierwszym momencie uświadomimy sobie emocje i jednocześnie uruchomimy proces myślenia, wówczas reakcje emocjonalne zostają kontrolowane. Nie ma sztuczności w kontrolowaniu emocji, to po prostu zrobienie użytku ze zdolności jaką rozwinęła w nas – ludziach ewolucja.
                Świetnie Esteraj, że masz sposobność by czerpać od kogoś dobre wzorce. To ważne by otaczać się ludźmi, którzy wysyłają do innych dobre emocje i inne pozytywne impulsy. Zaś odcinać się od tych, którzy wysysają energię lub w inny sposób wpływają na nas negatywnie, czy to bezmyślnym krytykanctwem, pseudo-troską, itp.
                Jest na świecie wielu mądrych ludzi, którzy życzliwie służą wsparciem. Najczęściej nie narzucają się, a bardziej czekają by być odkrywanym, bo szanują wolną wolę innnych. Życzę Tobie i sobie również jak najwięcej takich ludzi na drodze, którzy są inspiracją i ciągle motywują do nauki i rozwoju.
                Pozdrawiam. smile
    • na_rozdrozu76 Re: Spotkanie po latach 11.05.12, 23:21
      Kami!
      Po pierwsze - bardzo Ci współczuję tej emocjonalnej rozwałki.
      Nie powinnaś się godzić na to spotkanie, no ale - stało się.
      Niestety - facet chciał poczuć się lepiej Twoim kosztem....
      Twój post pokazuje, że nie stać Cię na taki emocjonalny prezent dla niego, więc następnym razem nie gódź się na żadne spotkania. Zrób to dla SIEBIE. Pomyśl o sobie, a nie o tym, jak on się będzie czuł, jeśli mu odmówisz. Przez ostatnie 2,5 roku miał Cię w nosie, teraz się zakochał i potrzebuje Twojego rozgrzeszenia, a najlepiej błogosławieństwa.
      I przychodzi z tym do Ciebie, jakby nigdy nic...nie powiem, że świnia, że drań. Nie. Powiem - niedojrzały emocjonalnie z totalnym brakiem empatii.
      Ale najważniejsze jest nie to, co on zrobi lub co poczuje. Nie możesz brać na siebie odpowiedzialności za to, co czuje druga osoba (a mam wrażenie, że jednak to robisz...). Jesteś odpowiedzialna za siebie i SIEBIE powinnaś traktować z najwyższym szacunkiem i sympatią.
      Napisałaś: "Niech idzie, i tworzy swoje szczęście. Jak najbardziej ma prawo do szczęścia, kochać i być kochanym".
      Tak. I Ty Kami Kochana też masz do tego prawosmile Zajmij się sobą, bądź dla siebie dobra. Zamknij tamten rozdział swojego życia. Na dobre. Odetnij się od niego - zrób to dla siebie (sama widzisz jakie emocje wywołało to spotkanie!).

      Życzę Ci z całego serca wszystkiego dobregosmile Trzymaj sięsmile Ściskam z siostrzaną troskąsmile
      • kami_hope Re: Spotkanie po latach 13.05.12, 18:20
        Dziękuję Na_rozdrozu76 za komentarz.
        Powiem Ci, że też tak pomyślałam, że nie stać mnie na taki emocjonalny prezent. Bo rzeczywiście obudziły się we mnie dawno uśpione uczucia. Ale także i uświadamiam sobie inne – nowe. Już po upływie tych kilku dni, powróciła wewnętrzna równowaga i stwierdzam, że jednak stać mnie było na ten "prezent". A i myślę, że będzie mnie stać na jeszcze więcej. Niewątpliwie zakończył się jakiś etap w moim życiu. Ten następny zaczął się już jakiś czas temu, z tym że teraz wnoszę w niego (świadomie) kolejne kwalifikacje. Nauka jest procesem, który trwa nieustająco przez całe życie.
        I rzeczywiście, mogę teraz w pełni zająć się sobą. A w zasadzie, doprowadzić do realizacji plan, o którym marzyłam. Chciałam bardzo mieć dzieci, z dojrzałym, kochającym partnerem, który raz, że potrafi zatroszczyć się o siebie, to jeszcze otoczyć troską potomstwo. I o ile tylko warunki natury biologicznej mi pozwolą (a mam już swoje lata i przejścia), liczę na to, że już wkrótce będę mogła cieszyć się macierzyństwem, rodziną.
        Dzięki wielkie za życzenia.
        I wzajemnie, wszystkiego dobrego!
        • na_rozdrozu76 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 23:58
          Kami!
          Cieszę się bardzo!
          Że jesteś już na tym INNYM etapie (ja do niego dążęsmile Jestem na dobrej drodze,myślę. Ośmielam się powiedzieć, że rozumiem Twoje uczucia.
          Ja też nie chcę pielęgnować w sobie urazy i negatywnych emocji, dlatego rozumiem, że chciałaś podarować mężowi ten "prezent". To jest wielki, bezinteresowny dar. Nie każdego stać, by go podarować drugiej osobie.
          Mimo wszystko uważam, że gdyby było w nim choć trochę empatii to nie proponowałby Ci spotkania "na dwie minutki". W ogóle dałby Ci spokój. Rozumiesz, co mam na myśli?

          Życzę Ci wszystkiego dobregosmile
          Trzymaj się ciepło i wcielaj w życie swoje marzenia! Trzymam kciuki!
          • kami_hope Re: Spotkanie po latach 16.05.12, 18:49

            Istotnie te "dwie minutki" stwarzają niedosyt. Kiedyś, spotkanie, gdzie można by uporządkować przeszłość w wyjaśniającej rozmowie była mi bardzo potrzebna. Nie doszło do tego. Całkiem możliwe, że wtedy sprawy mogłyby potoczyć się inaczej. Może byśmy byli nadal razem, a może proces uwalniania i odnowy przeszedłby łagodniej i mniej boleśnie. Tego nigdy nie wiadomo, co by było gdyby było…? Z tym, że wówczas oboje nie mieliśmy siły ani pomysłu na rozwiązanie problemów. Do rozstania i tak by doszło, z obu stron jak sądzę. Żadne z nas nie chciało ciągnąć sytuacji, która w tamtym momencie była już nie do zniesienia. Nie było w naszym otoczeniu osoby trzeciej, która mogłaby wesprzeć mądrym przewodnictwem i wsparciem. No i biorąc pod uwagę tamte okoliczności to było chyba jedyne słuszne rozwiązanie.

            Dziękuję Na_rozdrozu76 za komentarz, zrozumienie i nieosądzający odbiór. Doceniam umiejętność rozumienia bez osądzania – nie każdy tak potrafi.
            Pozdrawiam ciepło.
    • sandrad2 Re: Spotkanie po latach 12.05.12, 11:48
      Byłaś od niego uzależniona przez lata, nawet wtedy gdy nie byliście razem. Toksyczne związki, oparte na intensywnych niszczących emocjach tak mają. I to nie jest miłość. Choć chcesz to tak nazywać. Spotkałaś się z nim jak napisałaś bo myślałaś, że potrzebuje pomocy i.. ..że TY jesteś jedyną istotną dla niego osobą do której po tą pomoc by się zwrócił. Przypuszczam, Nawet nie założyłaś że chce się pochwalić nową rodziną i powiedzieć Ci ostateczne bye.

      Cóż, nie rozstałaś się z nim emocjonalnie wcześniej, ani przy rozwodzie, ani przy kolejnych rozstaniach, to musisz teraz przejść proces rozstania i zdejmowania różowych okularów.
      Uzależnienie się leczy u terapeuty jeśli sama nie umiesz tego opanować.
      Ale jak chcesz, to możesz spędzić resztę życia na idealizowaniu byłego faceta i pielęgnowaniu w głowie emocji jakie was, w Twoim mniemaniu, ponadczasowo łączyły lub łączą.
      • bez_przekazu Re: Spotkanie po latach 13.05.12, 12:12
        dobrze napisane. a Kami ma miekkie serce i twarda du...e.
        ja tak mialam tez kiedys,ale teraz jest na odwrot. i kazdej kobiecie w zwiazku (i bez zwiazku) to polecamsmile


    • bez_przekazu Re: Spotkanie po latach 13.05.12, 12:00
      jaka łaskawa.... i co,on ma teraz budowac szczescie na twoim cierpieniu? tak to odbierasz? tylko niech nie przyjdzie ci do glowy go niepokic w nowym zwiazku!
      a jaki byl twoj stan umyslu,kiedy on jeszcze nie byl zakochany? tez taki melancholijno-depresyjny? czy raczej spokojnie radosny? i po cholere on do ciebie przylazl z ta "radosna" wiadomoscia? masochisci.
    • kasper254 Re: Spotkanie po latach 13.05.12, 21:01
      1. Kami, Twoja wiwisekcja świadczy o tym, że dalej analizujesz życie przez pryzmat stawania się rzeczy/procesów/zjawisk w układzie przyczynowo - skutkowym. Jak w równaniach matematycznych. To ćwiczenia z logiki. Z tego oto powodu napisano miliony stron, analizując, dlaczego Mickiewicz dał cyfrę: "44". A on po prostu się spił. I tyle. Nic więcej.Jojo. Rozumiesz ten zapis, nie?
      2. Fajnie,że dojrzewasz. W godzinach - w trakcie tej dyskusji. Oby tak zostało. Właśnie taką idź drogą: spotkać kogoś, być matką, żyć dniem dzisiejszym. Szczęście to szarość, zwyczajność, dom pachnący chlebem, ugotowaną zupą, bezpieczny. Nie mam w nim miejsca na teatralne gesty i didaskalia. Szczęście to także chaos, przypadkowość, zdanie się na żywioł, pozbycie strachu, że każdy następny będzie takim draniem jak Twój pierwszy komediant. Więc nie bój się drugiego człowieka. Nie uzależnisz się: w definicjach WHO, dot. uzależnień (i w praktyce), nie ma mowy o miłości. To wytwór chorej wyobraźni. Najwyżej pokochasz i urodzisz swoją gwiazdkę. Na niebie.
      • zabelina Re: Spotkanie po latach 13.05.12, 22:15
        Ładne tosmile
    • rubarom Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 11:15
      Kami Hope, ja także życzę Ci oderwania się wreszcie od przeszłości. Uważam, że zagranie Twojego eksa z tym spotkaniem było strasznie podłe (choć on chyba nie ma pojęcia, że aż tak udało mu się Ciebie zranić). Natomiast ewidentnie taki był jego cel.
      Wprawdzie bredził Ci coś o zwolnieniu z jakichś dawnych obietnic, ale - czytałam w późniejszych postach Twoje wypowiedzi na temat tych obietnic - chyba sama wiesz, że to wszystko nie trzyma się kupy, wszystkie te "obietnice" mają same z siebie totalnie abstrakcyjny wydźwięk, a w zaistniałej sytuacji są po prostu kuriozalne.
      No cóż, powiem jak inni, że eks chciał wyłącznie pomachać Ci przed nosem chorągiewką z napisem "Moje szczęście".
      Życzę Ci wszystkiego dobrego!
      Pozdrawiam
      R.
      • lampka_witoszowska Re: bez sensu 14.05.12, 11:22
        jak możecie za kogoś okreslać jego intencje, na dodatek jako skrajnie złe?

        wyłazi skłonność do bycia sądem ostatecznym (co najmniej) i karania - stąd się wzięła inkwizycja
        smutne
        • zmeczona100 Re: bez sensu 14.05.12, 11:28
          Lampko, intencje intencjami, ale fakty mówią za siebie.
          • lampka_witoszowska Re: bez sensu 14.05.12, 11:31
            i co mówią? że to łotr? bo jeden etap życia chce zamknąć w najbardziej ludzki sposób?
            jasne
            fakty są tylko faktami, jak ex pluje i wyzywa, to zrozumiałe, wyrzuca złośc - ale jak szuka pojednania z byłą żoną, to dopiero szok! już trzeba dorobić filozofię zła!
            cholera jasna, a może to najporządniejsze podejście o jakim tu przeczytaliście?
            • zmeczona100 Re: bez sensu 14.05.12, 11:51
              Lampko, etap życia z Kami on już dawno zamknął- przecież są od dawna po rozwodzie i rozstaniu. Po tym było milczenie przez te kilka lat (czyżby wtedy liczył na powrót do Kami, jak mu się znudzi, bo wiedział, że ta przyjmie go zawsze z otwartymi ramionami?), w trakcie których na pewno tęsknił, żałował i myślał przychylnie i z przyjaźnią o kami- i to tak intensywnie, że aż nie chciał się z nią spotkać...
              Zaiste, szczególny sposób zakończenia związku, który nie istnieje od wielu lat....
              • lampka_witoszowska Re: bez sensu 14.05.12, 12:02
                widać, nie zamknął - i bardzo ludzkie jest, że zechciał zrobić to w taki sposób

                powiem więcej - żadne z nas nie zamyka tego etapu wraz z rozwodem czy decyzją o rozstaniu, to by było proste i wygodne, ale ta droga na skróty się nie sprawdza

                i również z tego powodu, tego pójścia na skróty, zdarza się, że ktoś do końca życia nei potrafi się rozstać z byłym partnerem NAPRAWDĘ
                • zmeczona100 Re: bez sensu 14.05.12, 12:11
                  > widać, nie zamknął - i bardzo ludzkie jest, że zechciał zrobić to w taki sposób

                  Pełna zgoda- chciał to zrobić bardzo ludzko, ale dla siebie, a nie dla Kami; gdyby o nią mu chodziło, to wcześniej by jej w ten sposób nie traktował (okres po rozwodzie).

                  > i również z tego powodu, tego pójścia na skróty, zdarza się, że ktoś do końca ż
                  > ycia nei potrafi się rozstać z byłym partnerem NAPRAWDĘ

                  Ale czy to jest normalne i zdrowe? Kami nie zajmuje się sobą, tylko ciągle analizuje, co też mogło być powodem, że chciał się z nią spotkać, co oznaczają jego zachowania, zmiana wizerunku, na ile potrzebuje on jej pomocy itp. Ona w tym wszystkim się nie liczy- ani to, że ją to zraniło, że rozdrapuje w ten sposób stare rany- ważne, że ex poczuł się dobrze!
                  Żeby nie było- jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować fakt, że niektórzy po rozwodzie w warunkach pełnej kultury utrzymują ze sobą poprawne stosunki, że się dogadują itp., no ale gdzie Kami do takiej normalności? Samobiczowanie uprawia zamiast dostrzegać swoje potrzeby i siebie chronić.
                  • heksa_2 Re: bez sensu 14.05.12, 12:31
                    Ale skoro nie mieli ze sobą układu partnerskiego, tylko Kami była dla niego zastępczą matką, to zachwał się tak, jak na ten układ przystało. Dlaczego nagle role miały się zmienić? Nadal się nie zmieniły, skoro Kami rozpamiętuje, czy dojrzał i czy wydoroślał. A on się właśnie przyszedł pochwalić, że dojrzał. Więc nie powinno jej to dotykać, tylko ucieszyć.
                  • lampka_witoszowska Re: bez sensu 14.05.12, 12:39
                    zmeczona100 napisała:

                    > > widać, nie zamknął - i bardzo ludzkie jest, że zechciał zrobić to w taki
                    > sposób
                    >
                    > Pełna zgoda- chciał to zrobić bardzo ludzko, ale dla siebie, a nie dla Kami; gd
                    > yby o nią mu chodziło, to wcześniej by jej w ten sposób nie traktował (okres po
                    > rozwodzie).


                    i pomyśleć, że mógł do końca zycia mieszać ją z błotem, standardowo
                    albo olać i założyć nowy, "nareszcie szczęśliwy" związek

                    no, kawał egoisty widac, hohoho


                    >
                    > > i również z tego powodu, tego pójścia na skróty, zdarza się, że ktoś do k
                    > ońca ż
                    > > ycia nei potrafi się rozstać z byłym partnerem NAPRAWDĘ
                    >
                    > Ale czy to jest normalne i zdrowe? Kami nie zajmuje się sobą, tylko ciągle anal
                    > izuje, co też mogło być powodem, że chciał się z nią spotkać, co oznaczają jego
                    > zachowania, zmiana wizerunku, na ile potrzebuje on jej pomocy itp. Ona w tym w
                    > szystkim się nie liczy- ani to, że ją to zraniło, że rozdrapuje w ten sposób st
                    > are rany- ważne, że ex poczuł się dobrze!
                    > Żeby nie było- jestem w stanie zrozumieć i zaakceptować fakt, że niektórzy po r
                    > ozwodzie w warunkach pełnej kultury utrzymują ze sobą poprawne stosunki, że się
                    > dogadują itp., no ale gdzie Kami do takiej normalności? Samobiczowanie uprawia
                    > zamiast dostrzegać swoje potrzeby i siebie chronić.

                    za mało trzymania się wątku Kami - a to "ciągle" to do jakiego czasu sie odnosi? do 20, 40 czy 50ciu lat?
                    dla niej to teraz ważny temat, nie leci jak durna na zakupy do galerii, żeby poudawać szczęśliwą czy sobie dziuę w sercu zapchać nową apaszką czy torebką, tylko robi to, co normalni, cierpiący ludzie robią - płacze
                    za jakiś czas, jaki jej będzie potrzebny, przestanie

                    i tyle tego "rozdrapywania"

                    ale lepiej, żeby pisała, jaki z niego gamoń i łobuz? i pokazywać światu jedyną właściwą opcję - uśmiech na twarzy? jak kukła? bo opinia publiczna obecnie stawia na radość życia i nie należy płakać i zajmować się czymś naprawdę waznym - lepiej udawać głupkowato szczęśliwą na każdy dzień i wybitnie gruboskórną?
                    ot, cywilizacja... big_grin

                    to własnie jest cofanie w rozwoju
                    • zmeczona100 Re: bez sensu 15.05.12, 09:51
                      lampko wink
                      Między mieszaniem z błotem a żałosną prośbą o zwolnienie z obietnic jest jeszcze cały środek wink

                      Tak samo, jak jest środek między zakupolizmem w następstwie stresu, a wyzywaniem byłego od gnojków, trutni itp.

                      Jeśli pracę nad swoim życiem, zadowoleniem, nazywasz cofaniem się w rozwoju, to jak nazwiesz stan, w którym tkwi od lat Kami? Zobacz do jej pierwszego postu w tym wątku- nadal darzy go uczuciem, nadal przyjęłaby go z otwartymi ramionami, byleby tylko skinął głową- i równocześnie marzy o dziecku i rodzinie z kimś innym.
                      To dopiero jest dla mnie cofanie się w rozwoju, bo zamiast normalnego zamknięcia części swojego życia, aby to się już więcej nie powtórzyło i aby miała szanse mieć kiedyś rodzinę, to Kami tkwi w tym miejscu, co tuż po rozwodzie, chociaż drugi raz z tym człowiekiem też jej nie wyszedł. I nagle jest pewna, że dojrzał, że jest inny i że teraz by im się udało? Na jakiej podstawie może tak sądzić, skoro od prawie 3 lat w ogóle z tym człowiekiem nie była w kontakcie? Zrobił maślane oczy, przytulił i pocałował w czoło i to juć świadczy o tym, jak on jest wspaniały i że gdyby nie ta kobieta z dzieckiem, to mogliby tworzyć szczęsliwą parę i nawet mieć wspólne dziecko?

                      Może ja jestem zbyt radykalna, ale skoro on jej nie kocha, to jaki jest sens wzdychania do niego, zamiast popracowania nad sobą i spotkania innego do wzajemnego wzdychania?
                      • lampka_witoszowska Re: bez sensu 15.05.12, 10:57
                        bo życia się nie przyśpieszy i jeszcze nie pora na wspólne wzdychanie

                        i jak dla mnie Kami nijak się ma do takiej prostej, na końcach której leż wyzywania i żałosneprośby
                        dla mnie to rozstanie jest o kilka pięter wyżej niż ta prosta i ja to zjawisko czuję i rozumiem

                        a na dodatek podobnie rozstaliśmy się z pierwszym mężem, tyle, że to było 4 lata po rozwodzie i na początku starań o unieważnienie
                        nie pamiętałam, Kami mi przypomniała i już pamiętam, skąd ten spokój wtedy
                        • zmeczona100 Re: bez sensu 15.05.12, 19:31
                          lampka_witoszowska napisała:

                          > bo życia się nie przyśpieszy i jeszcze nie pora na wspólne wzdychanie

                          OK. Dla jej dobra niech to jednak szybko nadejdzie, bo inaczej rodziny nie założy (a to dla niej ważne).

                          >
                          > i jak dla mnie Kami nijak się ma do takiej prostej, na końcach której leż wyzyw
                          > ania i żałosneprośby

                          No ale te punkty łączy prosta- z innymi punktami po drodze.

                          > dla mnie to rozstanie jest o kilka pięter wyżej niż ta prosta i ja to zjawisko
                          > czuję i rozumiem>
                          > a na dodatek podobnie rozstaliśmy się z pierwszym mężem, tyle, że to było 4 lat
                          > a po rozwodzie i na początku starań o unieważnienie

                          Eh, coś jakbym to czuła wink
                          • lampka_witoszowska Re: bez sensu 16.05.12, 07:38
                            zmeczona100 napisała:

                            > OK. Dla jej dobra niech to jednak szybko nadejdzie, bo inaczej rodziny nie zało
                            > ży (a to dla niej ważne).

                            jak założy w tym stanie, bez poukładania, to może się zdarzyć, że i tak będzie nieszczęśliwa - a kwestia roku, dwóch, trzech bywa decydująca dla kobiet dajmy na to 45 letnich...

                            >
                            > >
                            > > i jak dla mnie Kami nijak się ma do takiej prostej, na końcach której leż
                            > wyzyw
                            > > ania i żałosneprośby
                            >
                            > No ale te punkty łączy prosta- z innymi punktami po drodze.

                            nie ten sam poziom
                            więc jak dla mnie, nie łączy ich żadna prosta

                            >
                            > Eh, coś jakbym to czuła wink
                            >
                            >
                            to cieszę się smile
                            i takiego pożegnania pozostaje życzyć każdemu, kto z jakiś powodów się rozstaje
                            - dla spokojności ducha, serca i zdrowia psychicznego smile
            • pasta_doo Re: bez sensu 18.05.12, 21:37
              lampka_witoszowska napisała:

              > i co mówią? że to łotr? bo jeden etap życia chce zamknąć w najbardziej ludzki s
              > posób?

              ten etap zamknal sie 2.5 roku temu, tak a nie inaczej
              Powrot do tego, jest bólem. Zawsze będzie.
              • lampka_witoszowska Re: bez sensu 19.05.12, 10:27
                jak widzisz, nie zamknął się

                ale zawsze mamy prawo przeczyć faktom smile
    • kobieta306 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 12:04
      wytłumaczcie mi proszę jak chłop krowie na rowie - co można obiecywac w trakcie rozwodu!
    • kobieta306 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 12:14
      moim zdaniem doszukujecie się piękna tam gdzie go nie ma. Dopisujecie ideologię do czegoś, co jest kupą wiecie czego i ubieracie to w złoty papierek. Po co? By sie samemu dowartościować? By w obliczu niebotycznych zyciowych strat i jednej wielkiej porażki wydobyc cokoliwek, aby ten czas nie do końca był zmarnowany?
      W worku lezy kilo ziemniaków? Jeden widzi kilo ziemniaków, a drugi widzi, że one mają takie piękne kształty i może chcą nam tym kształtem cos przekazać z wnętrza ziemi. Czasami chciałabym byc taka wrażliwa , a nie umiem. Jak Wy to robicie?
      • lampka_witoszowska Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 12:26
        to nie jest kwestia wrażliości, tylko optyki, widzenia zwykłych faktów - przecież tymi brudnymi, zwykłymi ziemniakami można głodnych ludzi nakarmić
        nikt tu nie wnika w przekazy z wnętrza ziemi

        ale jak ktoś się uprze udowodnić, że ma twardą d..., zamknięte oczy i g...widzi - to się o kilo kartofli przewróci i nic poza tym
        • sandrad2 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 12:50
          mpka_witoszowska napisała:

          > ale jak ktoś się uprze udowodnić, że ma twardą d..., zamknięte oczy i g...widzi
          > - to się o kilo kartofli przewróci i nic poza tym


          właśnie ten przypadek mamy opisany.
          był sobie worek kartofli pt związek dwojga ludzi.
          jedni upieką pyszne placki ziemniaczane inni pure, a inni obracają ziemniaki z każdej strony, dżem chcą zrobić albo sajgonki z tych normalnych ziemniaków które są jakie są,
          i się zwyczajnie wypieprzyli, bo fikcją żyli że z ziemniaków im sajgonki wyjdą.
          ani związku z tego, ani realnej satysfakcji, ani prawdziwej zdrowej przyjaźni tylko sygnał jasny "odetnij ostatecznie pępowinę bo ja już nie chcę się w tą męczącą grę bawić"
          i teraz sobie trzeba przetłumaczać, że ten uzależnieniowy cyrk (wracanie, odchodzenie, przyciąganie, odpychanie, nadopiekuńczość, łamanie granic partnera, wychowywanie jak dzieciaka, pycha "wychowawczyni") na który się poświęciło z 10 lat życia to na pewno miał wielki, głęboki, ponadczasowy wymiar, którego tacy zwykli ludzie to nie doświadczą i nie zrozumieją i że przez to zyskało się swoją wielką ponadziemniaczaną wyjątkowość bo przecież ta sajgonka, to tylko przypadkiem (i przez wtrącanie się innych ludzi) z ziemniaków nie wyszła.

          • kobieta306 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 12:56
            tez tak to widzę. Jeśli ktos w końcu zwróci uwage, że z ziemniaków sajgonki nie wyjdą, to usłyszy, że nie umie swiata głęboko postrzegać.
            Wyżej dziewczyny dziękują, że dzięki Kami znalazły się w "lepszym świeci". Tylko gdzie jest ten "lepszy świat"?
            • maciekqbn Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 13:11
              Lepszy świat jest tutaj - poza nielicznymi drastycznymi przypadkami - zazwyczaj jest to kwestia przyjętej optyki. Skupiać się na pozytywnych aspektach, zło traktować jako próbę... w sumie to takie podejście nowotestamentowe. Wiem, że nie zawsze tak się da. I nie każdy tak potrafi. Tu akurat nie ma czego żałować. Obiektywnie rzecz biorąc, jakość życia tych 'niepotrafiących' jest lepsza.
              • sandrad2 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 13:31
                Autorka nie skupia się na pozytywnych aspektach. Cierpi, nadal ocenia i dywaguje, że jej ex chyba ten nowy związek to nie będzie miał na całe życie, nadal chce go kontrolować i boli utrata tego. Sama z masochistyczną przyjemnością pogrąża się usilnym zatrzymaniu wiążącego ich uzależnienia.
                Zdrowa osoba by stwierdziła "chłopie, super że ci się wiedzie, nie musisz mnie o żadne pozwolenie prosić przeciez to twoje życie i nie jesteśmy już razem od dawna, weź się nie wygłupiaj" i tyle, a Kami płacze po dwuminutowej wizycie exa, nie wie co myśleć, błogosławi mu jako matka polka wychowawczyni i przewodniczka duchowa..... dywaguje czy aby on sobie z tą nową panią da rady.. że jej się wydaje iż to nadal nie to.....
                No litości. To ma być to "dobro"? To czyste emocjonalne uzależnienie od danej niezdrowej relacji.
                Kami się nie skupia na pozytywnych aspektach. Ona sobie nie radzi z emocjami wyjścia z toksycznego uzależnionego układu więc buduje egzaltowaną fikcję by jakoś to przeżyć.

                To jednak co innego niż "było źle, ale jesli by miało nic innego nie być, to cieszę się, że było i to i akceptuję że już się skończyło". To co innego niż postrzegać rzeczy które nam się zdarzają jako łaskę. Przy zdrowym oglądzie rzeczywistości (po 2,5 roku od rozstania i wielu latach po rozwodzie) nie ma potrzeby kolejnej wiwisekcji siebie, exa przeszłości, czy chęci oceniania jego przyszłości...
                • lampka_witoszowska Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 14:25
                  i w tym sęk, że każdy wybiera dla SIEBIE

                  a jak usiłuje wybierać da kogoś, co dla niego lepsze i na dokładkę zrzędzi, co autor miał na myśli złego, to już się robi paskudnie

                  autorka w tym momencie cierpi
                  jak umrze Ci ktoś bliski, to możesz skupiac się na pozytywach
                  nikt Ci nei zabroni
                  ale nie ma sensu wytyczać jedynej słusznej drogi dla innych - bo po co? nie lepiej szanować czyjeś uczucia zamiast stawiac durnowate diagnozy? dla mnie to pospolita agresja
                  • maciekqbn Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 14:32
                    lampka_witoszowska napisała:


                    > ale nie ma sensu wytyczać jedynej słusznej drogi dla innych - bo po co? nie lep
                    > iej szanować czyjeś uczucia zamiast stawiac durnowate diagnozy?

                    Tutaj sie w pełni z Tobą zgadzam, sam bym tego lepiej nie ujął.

                    > dla mnie to pospolita agresja
                    >

                    Jednakże uważam, iż trochę przesadzasz z tym doszukiwaniem się agresji we wszystkim smile
                    • lampka_witoszowska Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 14:45
                      oj, nie we wszystkim, ale strasznie nie lubię jak się komuś mówi, co ma robić, myśleć i jaki jest potwornie głupi/uzalżniony/chory/nienomalny/niezdrowy

                      to akurat jest agresja, w najczstszym wydaniu
                      nie tylko moim zdaniem
                    • sandrad2 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 15:08
                      Mnie zawsze podoba się łaczenie słów typu "durnowate" z "agresja"(to ci inni!) . A dodanie "pospolita" to już w ogóle świetnie brzmi wink
                      • maciekqbn Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 15:18
                        Musze przyznać, że nieźle wypunktowałaś Lampkę tym wpisem wink
                      • nangaparbat3 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 20:16
                        sandrad2 napisała:

                        > Mnie zawsze podoba się łaczenie słów typu "durnowate" z "agresja"(to ci inni!)
                        > . A dodanie "pospolita" to już w ogóle świetnie brzmi wink

                        "Pospolita", bo nad wyraz czesto spotykana.
                      • lampka_witoszowska Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 22:05
                        rozumiem, że osoba dostrzegająca agresję w zwykłym wpieprzaniu się w czyjeś sprawy, gdzie go nie proszono, nie powinna używać słowa "durnowate", szczególnie dla określenia owego wpieprzania się?

                        no, co to ludzie nei wymyślą big_grin

                        mam tylko nadzieję, że przynajmniej znaczenie brzydkiego słowa "pospolite" jest już jasne
                  • sandrad2 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 14:46
                    Jak kobita zwiąże się z przemocowcem i po każdym pobiciu wraca do niego, płacze i szlocha że bardzo cierpi ale leci jak na skrzydłach gdy tylko jest szansa by związek trwał, podporządkowuje mu życie i opowiada wzniośle jak wspaniałe emocje ich łączą, jak ona pracuje nad panem by szedł dobrą ścieżką i martwi się o niego - to tez się będziesz zachwycać jakież to cudowne uczucia nią kierują? jak jest pełna miłości i jak powinni wszyscy z niej brać przykład by kochać w ten sposób partnera?
                    Kami robi sobie to samo co żona przemocowca. Tylko siniaki ma na duszy a nie na twarzy, a emocje ma połamane tak samo jak tamta kości.
                    I póki sobie nie uświadomi dlaczego na to przez długie lata pozwala i ciągle tęskni właśnie za tamtą zależnością to nie ozdrowieje.
                    A poklepywanie jej po plecach jest fajne, na krótką metę korzystne,na dłuższą tylko utwierdza ją w bezkrytycznej egzaltacji, dzięki której normalnego związku nie jest w stanie założyć. Czy komuś się to podoba czy nie.
                    Pewnie, że niektóre kobiety bez chłopa który ją tłucze nie umieją żyć, mają to tak wbite w głowę że nie da rady odkręcic i finito. Znajdą milion argumentów za. Lecz ja nie widzę powodu do popierania tego modelu i nikomu z bliskich go nie życzę bo to destrukcja siebie samej. Chce w tym trwać - to jej wybór. Jeśli by jej z tym było tak dobrze, robiła by to świadomie, szczerze, to tego wątku by nie było. Więc albo urealni swoje życie albo będzie sobie powielac męczacy ją samą schemat, wyłącznie na swoje konto.
                    • lampka_witoszowska Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 14:53
                      ale tak serio, poza historią, jaką tworzysz, kojarzysz jeszcze, że to było ich pożegnanie?
                      • sandrad2 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 15:01
                        JEGO próba ucięcia pępowiny. PO KILKU LATACH od rozstania. i autorka płacze i nie wie co myśleć i błogosławi mu.
                        faktycznie zdrowa relacja, nie ma co....


                        • triss_merigold6 Jeso co za egzaltowane smuty 14.05.12, 17:35
                          Jeso co za egzaltowane smuty. Rozwiedli się i to powinno oznaczać game over, a nie jakieś próby wracania do siebie jako rzekomo zupełnie inni, nowi ludzie.
                          Kami Hope jara się własnymi emocjami, wielkodusznością, porywami serduszka, upaja żalem nad sobą i rozkminia jak to źli ludzie rozbili ich związek.
                          Czas na pobudkę i odwyk.
              • nangaparbat3 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 20:10
                Ob
                > iektywnie rzecz biorąc, jakość życia tych 'niepotrafiących' jest lepsza.
                >

                Zdecydowanie - gdyby Kami na przykład obrzucała exa błotem na forach (i w zyciu) albo przeskakiwała z łóżka do łóżka w poszukiwaniu "drugiej połówki pomarańczy" obiektywnie jakość jej życia byłaby zdecydowanie wyższa.
    • kobieta306 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 13:42
      tak sobie jeszcze teraz mysle, co bym zrobiła na wieść, że mój nowy facet pojechał do swojej starej zony z moim zdjęciem i zdjęciem mojego dziecka , prosić byłą zonę o błogoslawieństwo.
      Dorosli ludzie, a zachowują sie jak dzieci.
      • heksa_2 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 14:07
        Na jej miejscu bym zwiała.
        Facet uzależniony od byłej żony, to coś jeszcze gorszego, niż facet uzależniony od matki.
        Ja w tym nie widzę nic wzniosłego. Widzę niezakończony związek, który wali rykoszetem w oboje uczestników. Facet, który prosi o pozwolenie na nowy związek byłą żonę, wymaga głębokiej terapii. Ja nie widzę w tym jego złych intencji. Widzę dwoje niedojrzałych, niedorosłych, uzależnionych od siebie ludzi.
        Kami mogę tylko polecić "W co grają ludzie", jeśli jeszcze nie czytała.
    • dominika8 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 20:22
      no, ale co? podjechał, żeby się pochwalić? jakie rozgrzeszenie? załosny....
      • altz Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 21:22
        dominika8 napisała:

        > no, ale co? podjechał, żeby się pochwalić? jakie rozgrzeszenie? załosny....
        Czemu żałosny? smile
        Ludzie się odwiedzają, żeby coś udowodnić, choćby nowego faceta, przystojną żonę, ładne i mądre dzieci, nowy samochód... Tutaj pan zrobił dodatkowo coś w rodzaju pożegnalnego monologu. Może jest śmiertelnie chory i za miesiąc umrze? wink
        • dominika8 Re: Spotkanie po latach 14.05.12, 22:13
          no chciał się pochwalić, nową kobietą, nowym dzieckiem....tak mu się super ułozyło, z ex nie było tak fajnie. Fajny był ten rozwód, jaki jest szczęsliwy, ciesz sie moim szczęsciem....
          • pasta_doo Re: Spotkanie po latach 18.05.12, 21:33
            Jesteś głupią kobieta, autorko. Ja bym osbie na cos tkaiego nie pozwoliła.. 2 ciążę stracone, niejasne okoliczności rozstania, nowa dziewczyna? pocałunek w czoło?
            Po 2,5 roku taki zamęt w życiu. Pewnie będziesz sie po tym leczyć. Współczuję późniejszych, kilkomiesięcznych doznań.
    • nutka07 Re: Spotkanie po latach 18.05.12, 22:33
      Kami zachowujesz sie jak ofiara, jestes nadal od niego uzalezniona.

      Jestescie po rozwodzie, potem po kolejnym rozstaniu, minelo 2,5roku on dzwoni ze chce sie z Toba JUZ spotkac a Ty lecisz odrazu.
      Po co?
      Czego od niego oczekiwalas, oczekujesz?

      Placzesz za Wasza miloscia utracona, zaplacz nad soba i odpowiedz sobie na pytanie czy chcesz to w ogole przerwac.
      Zapadlas sie w fotel cierpienia i rozpaczy za czyms czego juz nie ma i tak sobie siedzisz 'wygodnie' otulona tym wszystkim.
      • triss_merigold6 Re: Spotkanie po latach 18.05.12, 22:46
        Ona to uwielbia, karmi się własną górnolotnością, szlachetnością uczuć i intencji.
        Powinna być przestrogą dla innych - tak kończą samotne egzaltowane kobiety w średnim wieku.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja