Drazliwosc w zwiazu.

14.05.12, 13:37
Hej, do tej pory ciagle wydawalo mi sie ze moj obecny partner ma cechy takie, jakich zawsze szukalam w zwiazku. Od jakiegos czasu jednak podwazam w swojej glowie wszystko, co kiedys mi w nim imponowalo. Jestem tak rozdrazniona, ze czasem wrecz nie moge przebywac w jego towarzystwie. Gwizdanie, podspiewywanie, sposob mowienia - wszystko doprowadza mnie do naglego ataku zlosci, po prostu krew sie we mnie gotuje. Fakt ze odstawilam tabletki antydepresyjne jest tu nie bez znaczenia, ale zaczynam w ogole watpic w swoje zdrowie psychiczne bo skoro jakis czas temu ten czlowiek wydawal mi sie wszystkim czego zawsze pragnelam a teraz chwilami nie moge na niego patrzec- to nie wiem sama jak to interpretowac..ktos mial kiedys podobnie?
    • kobieta306 Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 13:44
      może tem człowiek był odpowiedni na tamten czas Twojego zycia?
      Nie skrzywdź go, bo on nie jest temu winny.
      • paraben Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 14:07
        Tego boje sie najbardziej!!Wiem ze kocham go jako czlowieka, jego system wartosci itp. ale pewne jego zachowania doprowadzaja mnie do bialej goraczki i zaczelam bardzo powaznie kwestionowac ten zwiazek. A jesli jest tak, ze inni ludzie sa dla nas odpowiedni na rozne etapy w zyciu- to jak zbudowac rodzine o stalych wartosciach??
        • heksa_2 Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 14:10
          Potraktuj go tak, jak antydepresanty. Odstaw powoli.
          • paraben Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 14:14
            Wlasnie z antydepresantami problem byl taki, ze odstawilam je jak kretynka, nagle. Wahania nastroju sa juz mniej uciazliwe ale strasznie martwi mnie to, jak czuje sie wobec mojego partnera. Kiedy nie jestesmy razem czuje ze kocham go i chce z nim byc, a kiedy pojawia sie obok to niektore z jego zachowan sa nie do zniesienia.Myslicie ze marne sa juz szanse ze z powrotem stane sie tolerancyjna i zaakceptuje go tak, jak kiedys??
            • heksa_2 Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 14:21
              Musisz się jakoś pogodzić ze sobą. Wtedy wszystko ci się samo ułoży.
            • maciekqbn Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 14:25
              > Myslicie ze marne sa juz szanse ze z powrotem stane sie tolerancyjna
              > i zaakceptuje go tak, jak kiedys??

              Różnie z tym może być. Psychotropy (a antydepresanty do nich należą) zmieniają w pewnym stopniu osobowość człowieka, nieodwracalnie. Sama teraz tego doświadczasz. Trudno powiedzieć jak głębokie te zmiany będą. Popełniłaś duży błąd odstawiając lekki bez stopniowego zmniejszania dawki. Może przez to teraz jestes nieco rozchwiana - nie rozważałaś jednak w tej konkretnie kwestii udac się do specjalisty?

              Zaintrygowało mnie Twoje pytanie - jak przy takiej zmienności indywidualnych potrzeb w funkcji czasu budować rodzinę. Też chciałbym znać odpowiedź na to pytanie. A może to jest tak, że bycie w związku to jednak zawsze jakis kompromis i jest tylko kwestią ile jestesmy w stanie poświęcic siebie aby ten związek przetrwał?
              • paraben Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 14:43
                Dzieki Maciek. Umowilam sie ze swoja terapeutka na sobote, przyznam, ze oprocz mojego partnera denerwuje mnie szereg innych rzeczy - nawet ludzie w pracy, pociagu i na ulicy. Po prostu jestem non stop nabuzowana, wystarczy wtedy ze partner zacznie sobie gwizdac albo ma dobry humor a ja wybucham wsciekloscia i kaze mu sie zamknac. Fakt ze on uwaza ze moja depresja jest moim wymyslem i ze tkwie w niej z wlasnego wyboru nie pomaga. Do tego totalnie przestalo istniec nasze zycie intymne, po prostu partner twierdzi, ze takie ciagle narzekanie i atakowanie go nie wywiera na ta strefe dobrego wplywu (ja zas uwazam, ze po klotni dobrze byloby umiec pogodzic sie w lozku i rozladowac napiecia).
                Co do sensu zwiazkow- dudni mi to pytanie w glowie, bo kiedy poznalam partnera nie bralam lekow antydepresyjnych, kiedy zaczelam je brac wszystko bylo w porzadku, a teraz jak postanowilam odstawic to czuje sie po prostu tragicznie. Najgorsze jest to, ze moj partner nie akceptuje faktu ze nastroje depresyjne nie zawsze sa zalezne ode mnie, poza tym mam bardzo stresujacy tryb zycia- pracuje calymi dniami, jestem zmeczona, moje dziecko nie nalezy do najlatwiejszych ( bunt 6 latka obecnie!!) do tego musze myslec o domu, obiadach, praniu, mundurku szkolnym itp (bo przeciez trudno zebym wymagala od niego myslenia o tym, co ugotowac mojemu dziecku na obiad czy kiedy uprac jej ubrania). Partner ma tzw wolny zawod, pracuje tak, jak sobie to ulozy, raczej nie musi co rano zrywac sie zeby byc w pracy na czas. Wyjezdzam za 2 tygodnie na samotne wakacje w egzotyczne miejsce zeby odpoczac od tego calego kieratu, on zajmie sie mala na 2 tygodnie- moze wtedy bedzie mial namiastke tego, jak to jest byc odpowiedzialnym za dziecko 24h na dobe..nie wiem sama. Zalezy mi bardzo na tym zwiazku, bardzo bym chciala go utrzymac, ale chwilami po prostu nie daje rady..sorry za wymiociny, troche mi ulzylo.
                • yoma Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 14:52
                  Uwaga, może boleć:

                  > on uwaza ze moja depresja jest moim wymyslem i ze tkwie
                  > w niej z wlasnego wyboru

                  No, coś w tym jest. Leki odstawiłaś, jak ci było dobrze z obecnym, to wzdychałaś do lejącego cię alkoholika...

                  > takie ciagle narzekanie i atakowa
                  > nie go nie wywiera na ta strefe dobrego wplywu

                  Czy ja dobrze słyszę? Jeździsz po chłopie całymi dniami jak po łysej kobyle, a potem masz pretensje, że mało seksowny, bo przecież to jeżdżenie powinno go rozerotyzować do szaleństwa?

                  > Wyjezdzam za 2 tygodnie na samotne wakacje

                  To akurat bardzo dobry pomysł, ale

                  > > moze wtedy bedzie mial namiastke tego, jak to jest byc odpowiedzialnym za dziec
                  > ko

                  czemu mam wrażenie, że się mścisz na partnerze za krzywdy urojone? Top nie jego wina, że ma wolny zawód, a ty nie.

                  > Zalezy mi bardzo na tym zwiazku, bardzo bym chci
                  > ala go utrzymac, ale chwilami po prostu nie daje rady..

                  Z przykrością patrzę, jak robisz co możesz, żeby go zniszczyć.
                  • paraben Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 15:01
                    Dzieki yoma, potrzebny mi kop w dupe, bo o tym, ze to ja mam prawo czuc sie tak i siak umiem sie sama calkowicie przekonac, to co partner do mnie mowi tez potrafie zinterpretowac tak,ze to on jest ten nieodpowiedni i be i na pewno nie dla mnie. Najbardziej sie boje, ze jesli nie potrafie ulozyc sobie zycia z kims takim jak on, to moze juz nigdy z nikim nie bede umiala, przez moja zaburzona osobowosc..no staram sie nad tym pracowac,mam nadzieje ze wizyta u terapeuty pomoze..Dzieki.Podnioslas mnie na duchu.
                    • yoma Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 15:06
                      Do usług smile Pracuj, pracuj, bo szkoda by cię było.
                  • maciekqbn Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 15:10
                    yoma napisała:

                    > Jeździsz po chłopie całymi dniami jak po łysej kobyle, a
                    > potem masz pretensje, że mało seksowny, bo przecież to jeżdżenie powinno go roz
                    > erotyzować do szaleństwa?
                    >

                    Prawda. Nic (normalnego) faceta nie zniechęca do seksu jak brudna*, śmierdząca* i zrzędząca partnerka.

                    *To brudna i śmierdząca celowo wymieniłem jednym tchem, by uwidocznić rangę wpływu długotrwałego zrzędzenia na libido faceta.
                    • lampka_witoszowska Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 07:27
                      choć unikam - a nie mówiłam?

                      to się cała grupa zebrała do przekonywania, że seks jest w ogóle podstawą i konieczny do utrzymania związku
                      hihihi - zarżała radośnie lampka

                      tylko nie mówcie, że jak facet kobiecie dokuczy, to ma być seks, a jak kobieta facetowi to niekoniecznie
                      • maciekqbn Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 08:12
                        lampka_witoszowska napisała:

                        > hihihi - zarżała radośnie lampka

                        Jakoś skojarzyło mi się to z pewną panią z Samoobrony wink

                        > tylko nie mówcie, że jak facet kobiecie dokuczy, to ma być seks, a jak kobieta
                        > facetowi to niekoniecznie

                        Sądzę, że to działa w obie strony. Niestety biologia działa tak, że od pewnego wieku facet mniej może i mniej mu się chce seksu - z tendencją dokładnie odwrotna niż u pań.
                        Inaczej te relacje (motywacja do seksu w kontekście płci) wyglądają dla pary 20-latków a inaczej dla 40-latków.
                        • lampka_witoszowska Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 09:03
                          a z którą, z którą? smile

                          nie dośc, że od polityki trzymam się mocno z daleka, nie dość, że jednak wyłapawszy nieco wiadomości z Samoobroną po drodze nigdy nie miałam, to na dodatek jakoś wcale mnei nei dziwi, że jednemu z forum skojarzyłam sie z fryzjerką, Tobie z Samoobroną, innemu z trollem... ot, przeniesienie, hihihi - znowu zarżała radośnie lampka

                          jakby się tak człowiek przyjrzął swojej własnej drazliwości, to ile by mógł wniosków i wnioseczków na swój temat powyciągać...
                          mnie na ten przykład wkurza podawanie łapki w stylu zdechłego śledzia - zamiast normalnego, mocnego uchwytu
                          nawet chłopy w pracy tak zaczynają się z kobietą witać - a potem zdziwieni, że mikra, niepozorna, a uścisk ma kowala - a teraz sama zaczynam tracić moc w paluszkach, cholera

                          no, to miłego i tymczasem, borem, lasem
                          • yoma Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 09:37
                            > podawanie łapki w stylu zdechłego śledzia

                            Oj tak, oj tak. Kiedyś z takim jednym wpadliśmy sobie w oko, a znaliśmy się tylko z widzenia; jak przyszło do poznania twarzą w twarz, podał mi taką zwiędłą leluję - no nie? facet? co ja mam zrobić z tą lelują, pocałować w nią? No i znajomość się skończyła, zanim się zaczęła.

                            Taki przyczynek do dzieła pt. "Kryteria wyboru partnerów" smile
                            • zmeczona100 Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 09:41
                              Wiecie co? Ulżyło mi, jak was czytam smile Bo myślałam, że coś ze mną jest nie tak, skoro zwracam uwagę na takie pierdoły jak sposób i moc wink podania mi ręki na przywitanie big_grin
                              Ale skoro sama z tym nie jestem, to są szanse, że w miarę normalna jestem tongue_out
                              • yoma Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 10:28
                                Albo tak nienormalna jak Lampka i ja tongue_out
                                • lampka_witoszowska Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 10:49
                                  alebycie nienormaną jest bardzo przyjemne, no, bądźmy nienormalne

                                  zwalnia nas to z czynności przewidywanych przez opinię publiczną, odrzepiają się na starcie od nas ludzie żyjący normalnie i poprawnie, nasze przyjaźnie sa prawdziwsze, wobec siebie możemy być sobą, nie udajemy, że udajemy normalnych... no, same plusy smile
                                  • yoma Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 10:54
                                    Ja tam jestem nienormalna i dumna z tego smile
                                    • lampka_witoszowska Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 10:59
                                      jaaaasne
                                      i na dodatek śpiewasz jak ja i w ogóle jesteś mną, modliszką ze skrzydłami smile
                                      • yoma Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 11:37
                                        Skądże. Zlotookiem smile

                                        Dla nieprzyjaciół może być larwa biedronki: szpetne, lecz pożyteczne.
                                      • yoma Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 11:40
                                        OT: Lampka, turlam się po podłodze ze szczęścia. "Modliszki" zidentyfikowane. To są wielbłądki smile))))
                                        • lampka_witoszowska Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 12:22
                                          i z czego się cieszysz?

                                          ja nie mam z czego, tak ładnie się zaczęło, modliszka ze skrzydłami, już, już miałam nawet na końcu wyobraźni: anielskimi... a tu wielbłąd
                                          po prostu wielbłąd
                                          • yoma Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 12:29
                                            Wielbłądka. Na domiar złego to jest ona. Ta wielbłądka smile

                                            No cieszę się: z łabędzia brzydkie kaczątko, z modliszki wielbłądka... smile
                                  • mayenna Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 11:21
                                    lampka_witoszowska napisała:

                                    > alebycie nienormaną jest bardzo przyjemne, no, bądźmy nienormalne
                                    >
                                    > zwalnia nas to z czynności przewidywanych przez opinię publiczną, nasze przyjaźnie sa pr
                                    > awdziwsze, wobec siebie możemy być sobą, nie udajemy, że udajemy normalnych...
                                    > no, same plusy smile
                                    To jest definicja normalności - moim zdaniem.
                                    >
                                    • lampka_witoszowska Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 12:25
                                      to teraz tradycyjnie wystarczy ustalić, dla kogo normalny znaczy "zdrowy", a dla kogo "pospolity" (czyli najczęściej spotykany) i tyle dywagacji big_grin

                                      ale ja i tak zawsze będę pisać lewą ręką smile
                              • malgolkab Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 13:27
                                zmeczona100 napisała:

                                > Wiecie co? Ulżyło mi, jak was czytam smile Bo myślałam, że coś ze mną jest nie tak
                                > , skoro zwracam uwagę na takie pierdoły jak sposób i moc wink podania mi ręki na
                                > przywitanie big_grin
                                mi nawet ktos kiedyś powiedział, że nienormalna jestem, że ma to dla mnie znaczenie smile i nieważne czy to facet czy kobieta, ale jak podaje "miękkie kluchy" to mnie trzęsiewink
                          • zmeczona100 Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 09:39
                            Żartujesz z tą Samoobrona, prawda? wink
                            Rżenie kojarzy mi się tylko i wyłącznie z kurwikami w oczach pewnej posłanki z Samoobrony właśnie wink
                            • lampka_witoszowska Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 10:50
                              nawet pomyślałam przez moment, że ogłoszę: zamienię rżenie na kurwiki, ale w zyciu! zdrowe radosne rżenie o nieb fajniejsze niż jakieś ogłupiające kurwiki wink
                            • maciekqbn Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 14:52
                              zmeczona100 napisała:

                              > Żartujesz z tą Samoobrona, prawda? wink
                              > Rżenie kojarzy mi się tylko i wyłącznie z kurwikami w oczach pewnej posłanki z
                              > Samoobrony właśnie wink

                              Nie żartuję, właśnie o to mi chodziło smile
                              • lampka_witoszowska Re: no, musze to napisać... 16.05.12, 07:48
                                to mamy argument, żeby nie rżeć, nie smiać się pełną piersią i nie rechotać - tylko tak przez lekko zaciśnięte usteczka i gardełko, trochę piskliwie i oczywiście ściszonym głosikiem

                                jak dobrze ułożona żona

                                a fuj

                                hehehe (zarżały niezrażone, w ciup nieułożone usteczka nieżony lampki_w)
                              • zmeczona100 Re: no, musze to napisać... 16.05.12, 09:15
                                Ale to była odpowiedź na posta Lampki wink
                      • yoma Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 09:02
                        > tylko nie mówcie, że jak facet kobiecie dokuczy, to ma być seks, a jak kobieta
                        > facetowi to niekoniecznie

                        Nie mówimy. Jak mi facet dokuczy, to chowam się do dziury i nie wyłażę przez parę godzin, a co dopiero seks. W ogóle nie uznaję "godzenia się w łóżku" , za duży dysonans, sorry. Ale

                        > że seks jest w ogóle podstawą i kon
                        > ieczny do utrzymania związku

                        powiem tak: jest przydatny... nie będę wchodzić w szczegóły, uwierz na słowo, że wiem coś o tym smile
                        • lampka_witoszowska Re: no, musze to napisać... 15.05.12, 09:07
                          też wiem big_grin

                          a ile związków w ogóle na tym zbudowano, bo miało być przyjemnie i ciekawie, a wyszło dziecko i rozwód, i potem ślub zara

                          ale klimaty, klimaty... to to, co człowiek jednak potrzebuje smile
                • malgolkab Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 16:23
                  nie bardzo rozumiem- zostaje z Twoim dzieckiem na 2 tyg., żebyś mogła wyjechać na wczasy, a nie możesz go poprosić czasem o ugotowanie obiadu, bo to Twoje dziecko? Może gdybyś po prostu powiedziała, że jesteś zmęczona i czy mógłby zająć się obiadem to nie byłoby problemu?

                  Co do sexu - a Ty miałabyś ochotę na sex z kimś kto wiecznie się Ciebie czepia?
                  • lampka_witoszowska Re: Drazliwosc w zwiazu. 15.05.12, 07:28
                    własnie, własnie - albo jestescie rodziną, albo nie
              • smarhta Re: Drazliwosc w zwiazu. 15.05.12, 03:53
                maciekqbn napisał:

                > Zaintrygowało mnie Twoje pytanie - jak przy takiej zmienności indywidualnych po
                > trzeb w funkcji czasu budować rodzinę. Też chciałbym znać odpowiedź na to pytan
                > ie.

                Odpowiedz na to pytanie zawarles w nim samym...
                Mysle, ze rodzine sie buduje, a nie projektuje i juz, skonczone. To jest proces, nie zdarzenie, rodzina zmienia sie w czasie tak samo jak jej czlonkowie. Przeciez kazdy z czlonkow rodziny dorasta, starzeje sie, zmienia sie sytuacja zewnetrzna.

                Moze stad wlasnie sa problemy z utrzymaniem rodziny? Mam na mysli nierealistyczne oczekiwania niektorych ludzi, ze bedzie ona zawsze taka, jak byla na poczatku... A ona sie zmienia, oczywiscie, bo zmieniac sie musi i powinna. Bo pojawiaja sie dzieci, bo ktorys z malzonkow idzie do pracy, albo ja traci, albo zmienia sie jego usposobienie, mozliwosci, ze wzgledu na wiek, zdrowie czy dodatkowe obowiazki.
                • zmeczona100 Re: Drazliwosc w zwiazu. 15.05.12, 09:31
                  Zgadzam się z Tobą w zupełności- własnie to oczekiwanie, że po ślubie będzie tak samo idealnie, wspaniale i cudownie, że nic się nie zmieni, bo żadne nowe okoliczności się nie pojawią, a nawet jeśli, to wpływu na życie mieć nie bedą, jest nierealistyczne.
                  Np. są tacy mężczyźni, którzy- nawet tu, na forum- piszą, że kobieta po urodzeniu dziecka jest już mnie atrakcyjna seksualnie, jest zmęczona, woli odpoczywać, że wymaga udziału męża w pracach domowych czy opiece nad dzieckiem, a dla niego ma mniej czasu, niż kiedyś- kuźwa, a to same życie własnie i albo bierze się to pod uwagę planując dziecko/ dzieci albo potem wypłakuje się na forum czy kolegom, jaka ich to straszna tragedia dotknęła- żona po slubie się zmieniła, a po urodzeniu dziecka to już w ogóle.

                  Wg mnie stałe w związku są tylko wartości podstawowe, a reszta zmienia się z różnych względów; człowiek potrafi się dostosowywać do różnych zmian i nie widzę w tym zagrożenia dla osób, których hierarchia tych podstawowych wartości jest spójna i trwała.
            • bez_przekazu Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 19:54
              ja mam tak samo. czy nie sadzisz,ze depresje spowodowal zwiazek z tym czlowiekiem?
              ja mysle,ze to uzaleznienie. jesli czlowiek,od ktorego jestesmy uzaleznieni zniknie z naszego zycia odchrujemy to,ale sie wyleczymy.smutne,ale prawdziwe.
              paraben napisała:

              > Wlasnie z antydepresantami problem byl taki, ze odstawilam je jak kretynka, nag
              > le. Wahania nastroju sa juz mniej uciazliwe ale strasznie martwi mnie to, jak c
              > zuje sie wobec mojego partnera. Kiedy nie jestesmy razem czuje ze kocham go i c
              > hce z nim byc, a kiedy pojawia sie obok to niektore z jego zachowan sa nie do z
              > niesienia.Myslicie ze marne sa juz szanse ze z powrotem stane sie tolerancyjna
              > i zaakceptuje go tak, jak kiedys??
      • bez_przekazu Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 19:52
        kurcze,jaka madra sugestia.
        kobieta306 napisała:

        > może tem człowiek był odpowiedni na tamten czas Twojego zycia?
        > Nie skrzywdź go, bo on nie jest temu winny.
    • malgolkab Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 16:21
      Miałam tak z byłym mężem, ale to już było w okresie kiedy było między nami bardzo źle... w stosunku do obecnego męża nie miałam tak nigdy, mimo, że czasem mnie wkurzasmile
    • triss_merigold6 Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 17:32
      Albo się odkochałaś albo wróć do leków. Farmakoterapia powinna iść w parze ze spotkaniami z sensownym psychologiem i ciężką pracą nad sobą.
    • bez_przekazu Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 19:49
      ja tak mam
      paraben napisała:

      > Hej, do tej pory ciagle wydawalo mi sie ze moj obecny partner ma cechy takie, j
      > akich zawsze szukalam w zwiazku. Od jakiegos czasu jednak podwazam w swojej glo
      > wie wszystko, co kiedys mi w nim imponowalo. Jestem tak rozdrazniona, ze czasem
      > wrecz nie moge przebywac w jego towarzystwie. Gwizdanie, podspiewywanie, sposo
      > b mowienia - wszystko doprowadza mnie do naglego ataku zlosci, po prostu krew s
      > ie we mnie gotuje. Fakt ze odstawilam tabletki antydepresyjne jest tu nie bez z
      > naczenia, ale zaczynam w ogole watpic w swoje zdrowie psychiczne bo skoro jakis
      > czas temu ten czlowiek wydawal mi sie wszystkim czego zawsze pragnelam a teraz
      > chwilami nie moge na niego patrzec- to nie wiem sama jak to interpretowac..kto
      > s mial kiedys podobnie?
    • kobieta306 Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 21:37
      jedno pytanie -czy dobrze zrozumiałam, że to ten nowy partner ma zostać z 6 letnim Twoim dzieckiem na 2 tygodnie? A co jak nagle znowu dziecku zmienisz układ, a dziecko się z Twoim obecnym partnerem zwiąże? Czy Ty myślisz o drugim człowieku czy tylko o sobie?
    • baabcia Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 22:22
      paraben:
      "Najgorsze jest to, ze moj partner nie akceptuje faktu ze nastroje depresyjne nie zawsze sa zalezne ode mnie, poza tym mam bardzo stresujacy tryb zycia- pracuje calymi dniami, jestem zmeczona, moje dziecko nie nalezy do najlatwiejszych ( bunt 6 latka obecnie!!) do tego musze myslec o domu, obiadach, praniu, mundurku szkolnym itp (bo przeciez trudno zebym wymagala od niego myslenia o tym, co ugotowac mojemu dziecku na obiad czy kiedy uprac jej ubrania)."

      przeczytaj co napisałaś

      nie nakręcasz czasem sprężyny?
      kiedy przesadzasz postanawiasz pozmieniać wszystko

      zastanawiasz się nad skutkami

      czy wiesz jakie straszne zycie ma tak traktowne dziecko - jak krzywdzisz - na co skazujesz tego człowieka w dorosłym zyciu?

      opisałaś zły świat - który Ty sama aranzujesz - pomyśl czego szukasz

      z tego co napisałaś wyłania się zły obraz - pomysl może to tylko słowa a nie zycie


      • paraben Re: Drazliwosc w zwiazu. 14.05.12, 23:59
        Wiazac sie z obecnym partnerem widzialam w nim caly swiat. To znaczy myslalam ze to jest milosc o jakiej zawsze marzylam.On jest wspanialym czlowiekiem, tylko dlaczego tak drazni mnie wiele jego zachowan??
        • nowel1 Re: Drazliwosc w zwiazu. 15.05.12, 10:24
          Paraben, już pomijając to, że "widzenie w człowieku całego świata" jest mocno niedojrzałe i prowadzące do poważnych kłopotów, powiem Ci, że takie rozdrażnienie jest dość typowym objawem niektórych postaci depresji.
          Kontynuuj leczenie, zadbaj o siebie, a wtedy będziesz mogła spojrzeć na swój związek ze spokojem i dystansem, i zapytać samą siebie, czy nadal kochasz swojego partnera.
    • lampka_witoszowska Re: Drazliwosc w zwiazu. 15.05.12, 07:40
      moim prywatnym zdaniem (mogę się mylić) nie zamknęłas porządnie rozdziału byłego małżeństwa

      nie miała przerwy na ułożenie sobie tego w głowie

      i teraz ta potrzeba odzywa się w taki własnie sposób - głowa domaga się czasu dla siebie, pobycia ze sobą i "posprzątania"

      może te wakacje w samotności trochę pomogą, bardziej terapia i zajęcie się tym, czym chyba trzeba, bo raczej ciężko leki brac całe życie - choć pewnie tez można - i szkoda omijac etapy, których sięzwyczajnie potrzebuje

      do tego chyba warto przegadać z paartnerem układ Waszej rodziny - Malgolka już o tym pisała, o tym gotowaniu obiadów i ciągnieciu w pojedynkę odpowiedzialności za siebie i córkę - i dodatkowo teraz partnera? mnie by to trafiało, albo się jest rodziną, albo nie
      (chyba, że dopiero budujecie swoje relacje, ale skoro dziecko zostawisz z partnerem, to juz raczej co nieco zbudowaliście)
    • tricolour Związek się rozwija.... 15.05.12, 08:43
      ... po zauroczeniu przychodzi codziennośc więc zaczynasz patrzeć normalnymi oczyma.

      Mnie tez by szlag trafiał gdyby żona mi gwizdała po domu, podśpiewywała, czy mówiła jakimś baranim głosem, bo żona to jest żona, a nie gwiżdżąca fujara. Trzeba sobie jasno powiedzieć co to jest ten PARTNER? Czy to ma być mąż czy tylko ciepła wkładka do łóżka i przystołowy siorbacz?

      Póki tego jasno sobie nie powiesz, jaką rolę ma pełnic facet w Twoim domu, to nie będziesz wiedziała, czy może on gwizdać jak kafelkarz.
      • zmeczona100 Re: Związek się rozwija.... 15.05.12, 09:36
        Kurdę.... Poważnie- gwizdanie i podspiewywanie może drażnić??
        No dobra- pewnie może. Tylko dlaczego kiedyś nie drażniło, a teraz tak?

        Wydaje mi się, że jeśli zaczynają drażnić stare cechy, to chyba uczucie już wygasa- o ile to było uczucie, a nie emocje.
      • nowel1 Re: Związek się rozwija.... 15.05.12, 10:19
        tricolour napisał:


        > Mnie tez by szlag trafiał gdyby żona mi gwizdała po domu, podśpiewywała, czy mó
        > wiła jakimś baranim głosem, bo żona to jest żona, a nie gwiżdżąca fujara.

        Tricolour, Tobie się chyba pogorszyło... szlag by Cię trafiał, gdyby żona podśpiewywała?
        • yoma Re: Związek się rozwija.... 15.05.12, 10:30
          Wiesz, różnie bywa... ja się staram nie podśpiewywać, bo wiem, że od mojego śpiewu ryby sną w jeziorze...
          • paraben Re: Związek się rozwija.... 15.05.12, 11:19
            No wiec odbylismy rozmowe. Rozumiem ze moje nerwy, zmeczenie itp przekladaja sie na zwiazek bardzo zle, musze nad tym popracowac. Zaproponowalam partnerowi uklad taki, ze ja popracuje nad swoim wybuchowym temperamentem (a zlosc glownie skierowana bywa w jego strone) a on w zamian przestanie zachowywac sie jak klown. Jego drazniace zachowania to glownie np: gwizdanie, spiewanie- w najmiej odpowiednich momentach, np ja sie spiesze do pracy cala w nerwach a dziecko stroi focha- a on sobie chodzi i gwizda na caly dom- jak twierdzi dla zalagodzenia sytuacji i dla podniesienia nerwowej atmosfery. Albo ja wracam padnieta na pysk z pracy a on od progu doslownie baranim glosem wola: czesc kochanie, piekny dzien, jak sie masz? I wymusza na mnie sztuczny usmiech klaszczac przy tym doslownie jak klown- i to jego zdaniem tez dla podniesienia grobowej atmosfery. I tym podobne. Wiec wylozylam mu ze takie zachowania wywoluja u mnie ataki qrwicy i gdyby to wszystko odbywalo sie tonem normalnym, godnym partnera i doroslego faceta, a nie gwizdzacej fujary (cytujewink to byloby latwiej opanowac mi moje zmeczenie i drazliwosc. Dlaczego wczesniej mi to nie przeszkadzalo? Bo nie bylo codziennego zajobu, rutyny, pospiechu itp - wiec i nerwow i stresu bylo mniej, a co za tym idzie- durnych zachowan takze. Takie mechanizmy obronne u doroslego faceta no po prostu nie sa dla mnie do zaakceptowania. Wiem ze ze mnie tez czesto zolza, ale ja nad tym popracuje, postaram sie. Nie chce stracic tego zwiazku, ale w formie obecnej niestety nie umiemy funkcjonowac.
            • nowel1 Re: Związek się rozwija.... 15.05.12, 11:35
              Paraben, o normalnym życiu piszesz tak, jakby to była droga przez mękę.
              Wychodzenie do pracy - nerwy, stres.
              Powrót z pracy - padanie na pysk.
              Zacznij od zmian w sobie, bo tylko na to masz wpływ.
              • paraben Re: Związek się rozwija.... 15.05.12, 11:40
                To byly przyklady zeby dac wyraz temu, jak w nerwowych sytuacjach idiotyczne zachowanie przyczynia sie do jakosci wzajemnych relacji i jak moja drazliwosc siega zenitu. Bo takie np gwizdanie kiedy we mnie krew sie gotuje - w danej chwili nie pomaga, a jak jest spokojnie to przypomina podswiadomie o nerwowych momentach. Wiec dobrze piszesz- dla mnie zycie to troche jest droga przez meke i nad tym bede pracowac.A jesli zdwojonym wysilkiem mozemy uchronic nasz zwiazek to chyba tylko moze to pomoc?
                • malgolkab Re: Związek się rozwija.... 18.05.12, 09:02
                  czyli Ty możesz się denerwować, mieć gorsze okresy, wykrzyczeć się, pomarudzić itd., a chłop nie może sobie nawet pogwizdać czy podśpiewywać? To co ma zrobić - siąść i płakać nad Tobą?
              • bez_przekazu ...a potem zwija 15.05.12, 11:40
                dlaczego za zla atmosfere zawsze w zwiazku obarcza sie wina kobiety? mam na mysli te zwiazki,gdzie facet nie pije, nie bije i pracuje. dlaczego tak wiele wymaga sie od kobiet, a tak niewiele od mezczyzn?
                moim zdaniem depresja autorki wynika z bycia z takim , a nie innym facetem.
                nowel1 napisała:

                > Paraben, o normalnym życiu piszesz tak, jakby to była droga przez mękę.
                > Wychodzenie do pracy - nerwy, stres.
                > Powrót z pracy - padanie na pysk.
                > Zacznij od zmian w sobie, bo tylko na to masz wpływ.
                • nowel1 Re: ...a potem zwija 15.05.12, 11:46
                  Nie obarczam nikogo winą.
                  Czytam wątek i nie widzę, co dołującego, poza gwizdaniem, robi ten mężczyzna; widzę natomiast niezadowoloną kobietę.
                  Uważasz, że jej depresja jest spowodowana wesołkowatym zachowaniem tego faceta?
                  • paraben Re: ...a potem zwija 15.05.12, 12:15
                    Troche racji jest w tym, ze przerastaja mnie ciagle oczekiwania zeby bylo dobrze. Mam za soba strasznie ciezki okres (od Listopada zeszlego roku, z wielu przyczyn).Troche zgadzam sie z tym ze moja depresja spowodowana jest wiecznym naciskiem na to, zeby sie nie poddawac, nie byc slabym,cieszyc sie zyciem itp. To kobiety maja byc tymi cieplymi matkami i zonami, ktore oprocz tego maja ciekawa osobowosc, humor, zdolnosci kulinarne i towarzyskie. A faceci wtedy promienieja. ale wystarczy ze pani jest zajechana, zmeczona, zestresowana -to pan juz czuje sie zagrozony. Troche w tym prawdy jest, nie sadzicie? Chociaz ja bez bicia sie przyznaje, ze u mnie ostatnio wiecej bylo tego zajechania niz humoru- i stad ta ogolna depresja i problemy ze zwiazkiem.
                    • yoma Re: ...a potem zwija 15.05.12, 12:39
                      Kobieto - nie ma lepszej drogi do zajechania, zmęczenia i zestresowania niż ciągłe usiłowanie bycia ciepłą matką i żoną z osobowością, humorem i zdolnościami, toż wielbłąd (nomen omen) by tego nie udźwignął. Wytrzymajcie te dwa tygodnie, ty po nim nie jeździj, on niech na ciebie nie gwiżdże (BTW chciał dobrze, on naprawdę chciał ocieplić atmosferę. Nie sobie. Tobie. Wyszło jak zawsze, ale przynajmniej próbował), jedź na tę Teneryfę i się odetnij.

                      Tylko proszę cię, zrób to dla siebie i pożyj trochę wakacjami pod palmą i drinkiem z parasolką, a nie rozpamiętywaniem przeszłości.
                      • paraben Re: ...a potem zwija 15.05.12, 12:52
                        To chyba wtopilam, bo moje wakacje to medytacje i yoga w azji..Moze w tej sytuacji teneryfa i drinki pod palma bardziej by sie przydaly. Mam nadzieje ze przynajmniej lazenie po himalajach wymeczy mnie na tyle, zeby nie rozpamietywac. Sprobuje zalozyc sobie blokade na myslenie o przeszlosci z chwila wejscia do samolotu wink Dzieki za poradewink
                        • nowel1 Re: ...a potem zwija 15.05.12, 12:55
                          paraben napisała:

                          > To chyba wtopilam, bo moje wakacje to medytacje i yoga w azji

                          Bardzo mi się podoba Twój plan smile To właśnie nazywam zadbaniem o siebie.
                          Niech Ci to dużo spokoju i pogody ducha przyniesie, baw się dobrze.
                        • yoma Re: ...a potem zwija 15.05.12, 12:58
                          Rzuciłam Teneryfą tak na rybkę, sorry, że nie trafiłam smile Himalaje bardzo dobre IMHO, naprawdę. Nie masz jak fizyczne zmęczenie na duszne rozterki.
                          • paraben Re: ...a potem zwija 15.05.12, 13:00
                            Dzieki Kobitki. Mam nadzieje, mam nadzieje! Trzymajcie kciukiwink
                    • bez_przekazu Re: ...a potem zwija 15.05.12, 19:17
                      tiaaa, przypomina mi sie spowiedz, na okolicznosc smierci mojego ojca, a bylo to 20 lat temu,
                      jak to mloda mezatka,zaczelam mowic o grzechach malzenskich i dostalam taka reprymende od ksiedza,ze odeszlam od konfesjonalu zaplakana. dowiedzialam sie mianowicie,ze cala wine,za to,co dzieje sie w moim zwiazku ponosze ja, czyli ZONA, bo to kobieta w zwiazku jest odpowiedzialna za atmosfere,cieplo, spokoj i inne bzdety. tak mnie to ustawilo na nastepnych kilkanascie lat,ze zylam w ciaglym poczuciu winy i probowalam byc wzorowa. przyplacilam to depresja, przygnebieniem, nerwowoscia i czym tam jeszcze. na szczescie udalo mi sie z tego wyleczyc metoda "pomoz sobie, bo jak sama sobie nie pomozesz to nikt ci nie pomoze".smile
                      paraben napisała:

                      > Troche racji jest w tym, ze przerastaja mnie ciagle oczekiwania zeby bylo dobrz
                      > e. Mam za soba strasznie ciezki okres (od Listopada zeszlego roku, z wielu przy
                      > czyn).Troche zgadzam sie z tym ze moja depresja spowodowana jest wiecznym nacis
                      > kiem na to, zeby sie nie poddawac, nie byc slabym,cieszyc sie zyciem itp. To ko
                      > biety maja byc tymi cieplymi matkami i zonami, ktore oprocz tego maja ciekawa o
                      > sobowosc, humor, zdolnosci kulinarne i towarzyskie. A faceci wtedy promienieja.
                      > ale wystarczy ze pani jest zajechana, zmeczona, zestresowana -to pan juz czuje
                      > sie zagrozony. Troche w tym prawdy jest, nie sadzicie? Chociaz ja bez bicia si
                      > e przyznaje, ze u mnie ostatnio wiecej bylo tego zajechania niz humoru- i stad
                      > ta ogolna depresja i problemy ze zwiazkiem.
                      • yoma Re: ...a potem zwija 15.05.12, 19:32
                        Najlepszym specjalistą od spraw żon jest ksiądz rzymskokatolicki? Współczuję.
                        • bez_przekazu Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:02
                          komu?
                          • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:09
                            Tobie, żeś tak trafiła.
                  • smarhta Re: ...a potem zwija 16.05.12, 00:54
                    nowel1 napisała:

                    > Nie obarczam nikogo winą.
                    > Czytam wątek i nie widzę, co dołującego, poza gwizdaniem, robi ten mężczyzna; w
                    > idzę natomiast niezadowoloną kobietę.

                    Mezczyzna reaguje nieadekwatnie. Chcac sytuacje poprawic nieswiadomie ja pogarsza. Wywoluje wrazenie, ze nie nie ma ona prawa do negatywnych uczuc, lub ze one sie nie licza. Nieswiadomie zapewne wysmiewa jej zlosc, zmeczenie itd. Nic dziwnego, ze jest niezadowolona, dobrze, ze probuje zrozumiec dlaczego zamiast obwiniac siebie albo faceta, ktory jednak sporo ma jej do zaoferowania w innych sferach zwiazku.
                    • lampka_witoszowska Re: ...a potem zwija 16.05.12, 07:50
                      też już widzę, jak wkurzonego małżonka rozbawia radośnie gwiżdżąca żona big_grin

                      dobrze, że pogadali
                      mają sprawę czystą i pole do zmian
                • maciekqbn Re: ...a potem zwija 15.05.12, 22:42
                  bez_przekazu napisał(a):

                  > dlaczego za zla atmosfere zawsze w zwiazku obarcza sie wina kobiety? mam na mys
                  > li te zwiazki,gdzie facet nie pije, nie bije i pracuje.

                  Bo kobieta opiwinna być opiekunka ogniska domowego.

                  > dlaczego tak wiele wymaga sie od kobiet, a tak niewiele od mezczyzn?

                  Od obojga się wymaga tyle samo, lecz w innych obszarach.
                  Tradycyjnie patrząc facet jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo materialne rodziny a kobieta za atmosferę w rodzinie. Poza tym (i poza nielicznymi nietypowymi przypadkami gdy np. kobieta zarabia więcej od mężczyzny) maja się uzupełniać.

                  Szczerze, to osłabiło mnie Twoje pytanie. Albo ja jestem skapciałym tradycjonalistą, albo Ty jesteś babochłopem (feministką) typu Szczuka albo świat już stoi na głowie.
                  • smarhta Re: ...a potem zwija 16.05.12, 01:16
                    maciekqbn napisał:

                    > Od obojga się wymaga tyle samo, lecz w innych obszarach.

                    Doprawdy?

                    > Szczerze, to osłabiło mnie Twoje pytanie. Albo ja jestem skapciałym tradycjonal
                    > istą, albo Ty jesteś babochłopem (feministką) typu Szczuka albo świat już stoi
                    > na głowie.

                    A mnie oslabilo, ze ktos, kogo wiele wypowiedzi uwazalam za calkiem nieglupie moze sadzic, ze wylacznie jedna strona jest odpowiedzialna za jakosc relacji.
                    • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 13:11
                      smarhta napisała:

                      >
                      > A mnie oslabilo, ze ktos, kogo wiele wypowiedzi uwazalam za calkiem nieglupie m
                      > oze sadzic, ze wylacznie jedna strona jest odpowiedzialna za jakosc relacji.

                      Z czego wnioskujesz, iż rzekomo uważam, że wyłącznie jedna strona jest odpowiedzialna za jakość relacji?
                      • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 00:35
                        Z tego co napisales i w jakim kontekscie (:

                        > > dlaczego za zla atmosfere zawsze w zwiazku obarcza sie wina kobiety? mam
                        > > na mysli te zwiazki,gdzie facet nie pije, nie bije i pracuje.
                        >
                        > Bo kobieta opiwinna być opiekunka ogniska domowego.

                        Rozumiem wiec, ze jesli chlop zarabia, nie pije i nie bije to wg Ciebie slusznie sie obwinia jedynie kobiety za wszelkie problemy i zaniedbania w zwiazku. On moze co chce, nic nie musi - i tak to bedzie jej wina.

                        >> dlaczego tak wiele wymaga sie od kobiet, a tak niewiele od mezczyzn?
                        >
                        > Od obojga się wymaga tyle samo, lecz w innych obszarach.
                        > Tradycyjnie patrząc facet jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo materialne
                        > rodziny a kobieta za atmosferę w rodzinie. Poza tym (i poza nielicznymi
                        > nietypowymi przypadkami gdy np. kobieta zarabia więcej od mężczyzny) maja
                        > się uzupełniać.

                        Nie zgodze sie po pierwsze z tym, ze dbalosc o bezpieczenstwo materialne i za atmosfere w rodzinie sa sobie rownowazne pod jakimkolwiek wzgledem. Wiec nie tyle samo.
                        Problem jeszcze w tym, ze o bezpieczenstwo finansowe rodziny moze byc i ciezko zadbac samemu, ale jest to przynajmniej mozliwe. Dbac o wspolna relacje samodzielnie sie zwyczajnie nie da. Jak druga osoba nie chce, to sie nie da i tyle. Za to da sie, bedac tym "niezobowiazanym" do dbania, wszystko zawalic i cala wine zwalic na te druga osobe.

                        A nastepnie:

                        > Szczerze, to osłabiło mnie Twoje pytanie. Albo ja jestem skapciałym
                        > tradycjonalistą, albo Ty jesteś babochłopem (feministką) typu Szczuka albo
                        > świat już stoi na głowie.

                        Czyli dopuszczasz jedynie skrajnosci, nic pomiedzy. Albo-albo. Albo tradycjonalista i opiekunka ogniska domowego, albo babochlop i swiat na glowie. Wiec mniemam, ze oczekiwanie od mezczyzny udzialu i wspolodpowiedzialnosci za rodzine w wymiarze jakimkolwiek poza finansowym jest wg Ciebie stawianiem swiata na glowie i skrajnym feminizmem. A przynajmniej tak wynika z tego, co i jak napisales.
                  • lampka_witoszowska Re: ...a potem zwija 16.05.12, 07:58
                    Macku, wydrukuj swoją wypowiedź i udaj się z tym wydrukiem do psychologa

                    jak zacznie mówić o tym, że kobiety nie są westalkami, tylko ludźmi, to nie wychodź, tylko słuchaj

                    ps. swoją drogą, mój dziadek w latach czterdziestych minionego wieku powiedział to samo babci - i dodał, że on jest nerwusem i ona musi się z tym pogodzić, jeśli chce z nim być

                    i się udało, przyjęla do wiadomości

                    ale jak swoim wnuczkom zaczął żenić taki farmazony, że to kobieta odpowiada za atmosferę, to już nie przeszło, badania lekarzy wykazały, że mężczyźni mają mózg niezgorszy i nie ma się co zasłaniać tępotą emocjonalną
                    • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 13:13
                      lampka_witoszowska napisała:


                      > jak zacznie mówić o tym, że kobiety nie są westalkami, tylko ludźmi, to nie wyc
                      > hodź, tylko słuchaj
                      >

                      Bo westalki już chyba wyginęły, za to babochłopów jest nadmiar.
                      • lampka_witoszowska Re: ...a potem zwija 16.05.12, 14:22
                        jeśli wliczamy w grupę babochłopów niemal wszystkich mężczyz, to tak, masz świętą rację
                        • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 14:28
                          Ja nie wliczam bo nie patrzę na mężczyzn pod katem ich (naszej) męskości. Zatem nie mnie oceniać. Za to patrzę na kobiety oceniając je pod względem kobiecości - według mojego wzorca tej cechy.
                          • bez_przekazu Re: ...a potem zwija 16.05.12, 17:57
                            wzorzec oczywiscie wyniesiony z domu. ale wzorce sie zmieniaja,tak,jak wszystko w zyciu. "wszystko plynie", ale ty tego wolisz nie zauwazac.
                            maciekqbn napisał:

                            > Ja nie wliczam bo nie patrzę na mężczyzn pod katem ich (naszej) męskości. Zatem
                            > nie mnie oceniać. Za to patrzę na kobiety oceniając je pod względem kobiecości
                            > - według mojego wzorca tej cechy.
                            >
                            • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 19:01
                              Oj zauważam, wystarczy, że spojrzę w lustro albo na mojego młodego (to nawet bardziej dobitnie pokazuje upływ czasu). Jednakże, co mnie obchodzą obecnie obowiązujące wzorce. Mam swoje - tak, zapewne wyniesione z domu. Osiem lat temu przełamałem się i 'dałem szansę' czemuś, co zdecydowanie odbiegało tych wzorców, no bo czas płynie, wszystko się zmienia itp. Dzisiaj bardzo tego żałuję. Nauka kosztuje ale dobrze jeśli nie idzie w las.
                              • bez_przekazu Re: ...a potem zwija 16.05.12, 19:39
                                to musisz szukac kobiet w stylu zacofanych, albo,mowiac bardziej elegancko "renesansu".
                                jest duzo takich. inna sprawa, na ile sa atrakcyjne. dla mnie na pewno niesmile
                                maciekqbn napisał:

                                > Oj zauważam, wystarczy, że spojrzę w lustro albo na mojego młodego (to nawet ba
                                > rdziej dobitnie pokazuje upływ czasu). Jednakże, co mnie obchodzą obecnie obowi
                                > ązujące wzorce. Mam swoje - tak, zapewne wyniesione z domu. Osiem lat temu prze
                                > łamałem się i 'dałem szansę' czemuś, co zdecydowanie odbiegało tych wzorców, no
                                > bo czas płynie, wszystko się zmienia itp. Dzisiaj bardzo tego żałuję. Nauka ko
                                > sztuje ale dobrze jeśli nie idzie w las.
                                >
                                • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 22:37
                                  Jeśli renesansu, to raczej nie zacofanych a inteligentnych, otwartych i samodzielnie myślących kobiet - vide człowiek renesansu. To jak najbardziej. Zdecydowanie wolę takie delikatne kobiety renesansu niż agresywne kobiety 'nowoczesne'. smile
                                  • lampka_witoszowska Re: ...a potem zwija 17.05.12, 07:26
                                    przykro mi, ale w epoce odrodzenia kobiety nei były ludźmi w znaczeniu "człowek renesansu"

                                    pozwolę sobie nawet napisać, że mężczznom wtedy udało się skutecznie kobiety stłamsić, więc miały być piękne w rozmiarze xxl, ponętne i uśmiechnięte, a cżłowiekiem rensansu mógł być syty władzy mężczyzna
                                    tylko

                                    tongue_out

                                    i Ty się dziwisz, że dziewczynki rozrabiają i dopuszczają do głosu nadmiar agresji? jak jeszcze dziś kobieta paląca na ulicy wzbudza niesmak większy niż palący mężczyzna, choć smród ten sam i niesmak, wedle logiki, powinien być taki sam
                          • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 00:43
                            maciekqbn napisał:

                            > Za to patrzę na kobiety oceniając je pod względem kobiecości
                            > - według mojego wzorca tej cechy.

                            A mozesz sie tym wzorcem podzielic? Co konkretnie decyduje wg Ciebie o kobiecosci lub jej braku? Moze byc lista, jak cos...
                            • maciekqbn Re: ...a potem zwija 17.05.12, 08:33
                              smarhta napisała:

                              > Co konkretnie decyduje wg Ciebie o kobiecos
                              > ci lub jej braku?

                              Cechy kobiece: delikatność, wrażliwość, empatia, szeroko pojęta dobroć
                      • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 00:39
                        maciekqbn napisał:

                        > Bo westalki już chyba wyginęły, za to babochłopów jest nadmiar.

                        Ja ladnie poprosze o wyjasnienie co to takiego ten "babochlop".
                        • heksa_2 Re: ...a potem zwija 17.05.12, 01:18
                          W małżeństwie wymagają, żeby kobieta była westalką. A jak panowie idą w długa i wykazują desinteressment panią i pomiotem, to wtedy maja pretensję, że ex-westaka traktuje ich jak bankomat. Wieć troche konsekwencji. Trza być macho do końca.
                          • lampka_witoszowska Re: ...a potem zwija 17.05.12, 07:31
                            hehe
                            jeszcze nie widziałam westalki, która odwozi pijanego w trzy trąbki samca alfa do wspólnej chałupy, oczyiście często pod jego bełkotliwym kierownictwem, co i jak powinna zrobić i co zrobiła źle

                            jak się chce mieć westalkę, to się ją trakuje jak westalkę, z modlitwami i błaganiem włącznie, inaczej to jakieś smarkate pojęcie egoizmu wyłazi, że taka pseudo-westalka ma być "dorosłemu chłopu" matką, kochanką, obrończynią, przytakiwaczką i standardowo sprzątaczko-praczko-kucharką
                            • maciekqbn Re: ...a potem zwija 17.05.12, 08:30
                              lampka_witoszowska napisała:

                              > jak się chce mieć westalkę, to się ją trakuje jak westalkę,

                              Oczywiście. dlatego uważam za nietrafione połączenie westalka-samiec alfa. Takie coś to najkrótsza droga do zniszczenia emocjonalnego tej westalki.

                              IMHO partnerem dla westalki powinien być empatyczny, delikatny mężczyzna ale przy tym na tyle zaradny, by obrobić całe te poletko przyziemnych czynności życia codziennego (z zabezpieczeniem finansowym rodziny włącznie). A westalka powinna go przy tym wspierać i motywować go. Jako kobieta powinna mieć własny światopogląd i zainteresowania (raczej nie związane z kuchnią/modą/plotkowaniem), imponować swojemu mężczyźnie mądrością i dobrocią - co również jest niezbędne by właściwie wychować dzieci.
                              Tyle teoria/idee. A życie jakie jest - wszyscy wiemy.
                              • lampka_witoszowska Re: ...a potem zwija 17.05.12, 10:06
                                Niepokoi mnie to zabezpieczanie finnsowe, które zwykle rodzi paskudne poczucie władzy nad rodziną. Niby cywilizowany świat, a niektórzy usiłują pieniądzem rządzić.

                                Wolę współdziałanie, niezależność i wzajemny szacunek. Bez odgórnie narzuconych ról, powinności i oczekiwań. Poza tym, co oczywiste, co może zranić. Gorzej, jak rani niechęc do np. spotkania z tesciami w święta.

                                I co to są zainteresowania westalki?
                                od razu Ci powiem, że wszystko zalezy od szacunku do drugiego człowieka - można okazywać niechęć, jak partner czyta - bo się potem będzie wymądrzać, jak maluje - bo bałagan ciągły w domu, jak robi zdjęcia - bo koszty, jak interesuje się motoryzacją - bo to już niekobiece, jak kocha rycie ziemi - bo to zajmuje tyle czasu, że rodzina nie przebywa razem.

                                Niepokoi mnie taki podział ról, o jakim piszesz. To daje zależność kobiety od mężczyzny - w drugą strone tego nie ma. Pomijając, że zależności w ogóle są patogenne.

                                W moim domu rodzinnym za spokój i dobrą atmosferę odpowiadał tata. Wg mnie był samcem alfa. Spokojny, ciepły, konkretny i bardzo silny moralnie. I psychicznie. I to jest samiec alfa, nie jakiś mięśniak.
                                • maciekqbn Re: ...a potem zwija 17.05.12, 15:53
                                  Droga Lampko, po przeczytaniu Twojego wpisu uważam, że masz jeszcze bardziej skrzywioną psychikę niż ja smile

                                  Pozdrawiam serdecznie.
                                  • lampka_witoszowska Re: ...a potem zwija 17.05.12, 22:41
                                    nie wiem, czy bardziej, ale zdecydowanie przyjemniej i bezpieczniej
                                    tongue_out
                  • zmeczona100 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 09:14
                    maciekqbn napisał:


                    > Bo kobieta opiwinna być opiekunka ogniska domowego.
                    >
                    > Od obojga się wymaga tyle samo, lecz w innych obszarach.
                    > Tradycyjnie patrząc facet jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo materialne rodz
                    > iny a kobieta za atmosferę w rodzinie. Poza tym (i poza nielicznymi nietypowymi
                    > przypadkami gdy np. kobieta zarabia więcej od mężczyzny) maja się uzupełniać.
                    >
                    > Szczerze, to osłabiło mnie Twoje pytanie. Albo ja jestem skapciałym tradycjonal
                    > istą, albo Ty jesteś babochłopem (feministką) typu Szczuka albo świat już stoi
                    > na głowie.


                    Hallllooooooo!!! To naprawdę napisał Maciekqbn??? Nikt się pod niego nie podszył?????

                    No tak- mężczyzna ma odpowiadać za sprawy materialne, a więc normalne, że pracy zawodowej kobiet nie uważa się za istotną... Może sobie pracować jak ma ochotę, ale tylko wtedy, gdy ta praca nie koliduje z jej obowiązkami zawodowymi. Takiej to dobrze- pracy wymagającej i odpowiedzialnej nie ma, a zajmowanie się domem i dziećmi to przecież sama przyjemność. Dlatego kobiety z natury są zawsze wypoczęte, chętne i radośnie podskakujące na widok wracającego z pracy okrutnie zmęczonego męża... Toż wiadomo, że om ma bardzo odpowiedzialną pracę, więc musi sobie po niej odpocząć.
                    • tricolour Nie przesadzaj... 16.05.12, 10:40
                      ... jeśli facet zarabia więcej to oczywiste jest, że to na nim spoczywa większy ciężar spraw materialnych rodziny. Nie wynika, że praca kobiety jest merytorycznie i personalnie mniej ważna, ale mniej ważka dla domowego budżetu. Sama przecież tak miałaś i masz dalej gdy chodzi o alimenty.

                      Natomiast interesująca jest skrajność, że jeśli kobieta mniej zarabia (zawsze w rodzinie ktoś mniej zarabia) to wiążesz to z kategorycznym zdaniem, że pracy kobiety nie uważa się za istotną. Ona jest istotna, ale mniej dochodowa - tylko tyle.
                      • to.ja.kas BRAWO TRI !!! 16.05.12, 10:42
                        Z takiego rozumowania wychodziłoby, że praca kobiety w domu przy rodzinie nie znaczy NIC bo zarabia mniej. A z tym ja zgodzić sie nie mogę przecie ... mimo, że pracuję wink
                        • zmeczona100 Tri i Kas 16.05.12, 19:55
                          ja Was proszę- przeczytajcie jeszcze raz posta Maćka i moją odpowiedź do niego, bo wygląda na to, że kompletnie nie zrozumieliście mojej ironii.
                        • tricolour Mam inne zdanie... 16.05.12, 23:38
                          ... praca domowej gospodyni jest tyle warta ile by trzeba było zapłacić za najętego pracownika. Ja także w ten sam sposób wyliczam (oczywiście tylko na własne potrzeby) swoją pracę gdy koszę czy zakładam domowy trawnik (albo co innego) zamiast zająć się pracą zawodową za pieniądze. Inaczej mówiąc: nie sztuka zarobić i wydać na to, co można zrobić samemu.

                          Faktem jest, że raczej nie spotyka się u nas rodzin, w których mąż płaci żonie za etat w domu. To wręcz przechodzi polskie pojęcie.
                      • bez_przekazu Re: Nie przesadzaj... 16.05.12, 17:59
                        mniej dochodowa ,bo pracodawcami sa mezczyzni.

                        tricolour napisał:

                        > ... jeśli facet zarabia więcej to oczywiste jest, że to na nim spoczywa większy
                        > ciężar spraw materialnych rodziny. Nie wynika, że praca kobiety jest merytoryc
                        > znie i personalnie mniej ważna, ale mniej ważka dla domowego budżetu. Sama prze
                        > cież tak miałaś i masz dalej gdy chodzi o alimenty.
                        >
                        > Natomiast interesująca jest skrajność, że jeśli kobieta mniej zarabia (zawsze w
                        > rodzinie ktoś mniej zarabia) to wiążesz to z kategorycznym zdaniem, że pracy k
                        > obiety nie uważa się za istotną. Ona jest istotna, ale mniej dochodowa - tylko
                        > tyle.
                  • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 09:27
                    maciekqbn napisał:
                    > Szczerze, to osłabiło mnie Twoje pytanie. Albo ja jestem skapciałym tradycjonal
                    > istą, albo Ty jesteś babochłopem (feministką) typu Szczuka albo świat już stoi
                    > na głowie.

                    Maciek, Ty to na poważnie??? Naprawdę tak czarno-biało widzisz świat??? shock
                    Normalnie w szoku jestem, a taki rozsądny facet się z Ciebie wydawał uncertain
                    Świat nie stoi na głowie, świat się zmienia. Ale Ty chyba tych zmian nie widzisz, lub nie chcesz ich widzieć.
                    • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:00
                      Drogie panie, a cóż w tym takiego szokującego. Maciek wyznał pogląd, że kobieta jest odpoczynkiem wojownika i wolno mu. I to nawet może działać. Ale pod warunkiem, że oto mamy wojownika, a nie zwiędłą leluję, howgh.

                      A o tym panowie nader często raczą zapominać.
                      • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:15
                        No i oki, wolno mu. Niech se walczy, poluje i mamuty do chałupy znosi. Tylko po co ten wtręt o babochłopie?
                        • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:22
                          A bo kolega, tematu nie zgłębiwszy, porządnego babochłopa od feministki typu Szczuka nie odróżnia. Błąd w metodyce smile
                          • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:31
                            No ale gdyby temat zgłębił, to runąłby ten jego czarno biały - biały świat smile A on chyba tego nie chce.
                            • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:32
                              I jeśli jest to problem, to jest to jego problem, a nie twój czy mój. Alleluja smile
                            • biedronka7112 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:34
                              Jak nie jem mięsa, to nie jem mięsa i nie obchodzą mnie wtedy różnice między kurczakiem, wołowym a wieprzowiną.
                              Jak Maćkowi podobają się kobiety odpowiedzialne za atmosferę domową, to nie będzie zgłębiał różnic między babochłopem a feministką, bo po co?
                              • to.ja.kas Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:40
                                Bosze, my piszemy o zniewieściałych chłopach bardzo czsto, uzywamy sobie po facetach ile wlezie, a jeden nieszczesliwy "babochłop" u Maćka wywołala taką dyskusję jakby obraził niewieści ród.
                                On konserwatysta...no i można mu. Ja nawet rozumiem, bo ja tez mam bardziej skłonności w prawo niz w lewo. A babochłopów nie znosze tak jak i niedorobionych pańczyków. Jedno i drugie w przyrodzie występuje i jedno i drugie znajduje amatorów wink
                                • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 01:00
                                  to.ja.kas napisała:

                                  > A babochłopów nie znosze tak jak i niedorobionych
                                  > pańczyków. Jedno i drugie w przyrodzie występuje i jedno i drugie znajduje
                                  > amatorów wink

                                  Co to babochlop? (:
                                  Co to panczyk? (:
                              • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:48
                                biedronka7112 napisała:

                                > Jak nie jem mięsa, to nie jem mięsa i nie obchodzą mnie wtedy różnice między ku
                                > rczakiem, wołowym a wieprzowiną.
                                > Jak Maćkowi podobają się kobiety odpowiedzialne za atmosferę domową, to nie będ
                                > zie zgłębiał różnic między babochłopem a feministką, bo po co?

                                Jest dokładnie tak, jak piszesz Biedronko.
                                • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:56
                                  Nie do końca tak jest, bo się jednak na tematy, które ponoć Cię nie interesują, wypowiadasz.
                                  W przeciwieństwie do wegetarian, którzy nie wypowiadają się na temat różnic między wołowiną i wieprzowiną tongue_out
                                  • biedronka7112 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 12:03
                                    Maciek napisał ...albo Ty jesteś babochłopem (feministką) typu Szczuka

                                    tłumacząc na wege ...albo Ty jesz wołowinę (wieprzowinę) typu indyk

                                    Pewnie, że absurd, ale czego wymagać od wegetarianina...
                                    • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 13:06
                                      Ano, masz Biedronko złośliwe acz zdroworozsądkowe podejście do sprawy smile
                                  • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 13:05
                                    Ależ ja nie wypowiadam się n/t różnic między babochłopem a feministką. Dla mnie to 'jeden pies''. Wegetarianie nie mają zakazu pisania o mięsie. Tyle, że dla nich mięso to mięso, i tyle.
                                    wink
                                    • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 13:18
                                      Ależ oczywiście, że nie mają zakazu wypowiadania się o mięsie. Tyle, że gdy próbują wypowiadać się krytycznie na temat mięsa, muszą się liczyć z tym, że mięsożercom się to może nie spodobać. I wtedy taki wegetarianin może usłyszeć "A co ty wiesz o mięsie?" tongue_out

                                      P.S.
                                      Mocno uproszczone to nasze spojrzenie na wegetarianizm, który tak naprawdę, podobnie jak feminizm, ma wiele odcieni.
                          • to.ja.kas Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:36
                            eee tam, Maciek nic złego nie chciał, siebie też pejoratywnie określił. wink
                            • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:45
                              No toż mówię. A powiem więcej: ja tu widzę całe stado "babochłopów".

                              Znaczy silnych, konkretnych pań, które wiedzą, czego chcą (a przynajmniej, czego nie chcą) i nie dają sobie w kaszę dmuchać. Tak tak Kaś, ciebie to też dotyczy smile
                              • to.ja.kas Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:49
                                Ło bosze, to mnie teraz kopnęłaś ...ałaaaaaa wink))))
                                • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:54
                                  tongue_out
                                • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:54
                                  No dobra, to jak nazwać zniewieściałego faceta? Chłopobab? smile
                                  • to.ja.kas Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:57
                                    pierdoła smile
                                    • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:01
                                      "I tak myślał a myślał, aż mu się z tego myślenia wyłoniło słowo najodpowiedniejsze: wicepierdoła". Nie mogłam się powstrzymać smile Cytat z pamięci.

                                      A Maciek czyta i ma ubaw smile
                                      • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:20
                                        > A Maciek czyta i ma ubaw smile

                                        Ano smile
                                        Ciekawe skąd wiedziałaś, chyba jakiś jasnowidz z Ciebie... o przepraszam, jasnowidzka wink
                                        • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:22
                                          Spoko, mogę być jasnowidzem. Jako i babochłopem (a nie babochłopką) smile
                                          • to.ja.kas Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:29
                                            A ja nie, ja nie...ja tak naprawdę jestem delikatna lelija i piastunka domowego ogniska...I SERIO PISZĘ, mój mąż potwierdzi. Ale ja mam chłopa który to wielce docenia póki co wink
                                            • maheda Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:33
                                              Kasia, bo się zadławię...
                                              • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:38
                                                Nie dław się, ona prawdę pisze smile

                                                Dużo zależy od tego jakiego ma się partnera. Jeśli ma się przy sobie prawdziwego mężczyznę, to sobie na komfort bycie leliją można pozwolić. Natomiast gdy ma się przy sobie pierdołę, lub jest się samą, trza również portki nosić. Ni ma letko wink
                                                • to.ja.kas Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:42
                                                  dziekuję Mola piknie big_grin A widzisz Maheda, widzisz big_grin
                                                  Wczoraj mój małż zeznał (UWAGA !!!!!), że nikt nigdy tak o niego nie dbał, nie troszczył się i nikt nigdy nie był dla niego taki dobry jak ja !!!!...bo on chorował wczoraj, a same wiecie jaki upierdliwy potrafi być chory chłop wink
                                                  • maheda No widzę, widzę ;) 16.05.12, 12:04
                                                    A raczej czytam. tongue_out

                                                    No i zasadniczo niby sama wiem, że tak jest.
                                            • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:35
                                              A ja się zaczęłam zastanawiać. Bo podatek od nieruchomości, który płacę, opiewa bogowie wiedzieć czemu na gospodarstwo rolne. Więc grzebię w roli, i jestem babą, więc by wynikało, że jednakowoż jestem babochłopką...
                                              • to.ja.kas Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:43
                                                Masz rolę? Oooo,. jak zazdroszcze. Ja tez mam role, mimo iz rola jest budowlana i do tego rola jest w górach wiec ja jestem babochłopka jednak i do tego góralką HEJ !!! wink
                                              • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:47
                                                Oczywiście, że babochłopką - wersja babochłop jest niepoprawna obecnie, podobnie jak w kobieta-psycholog, kobieta-socjolog itp. itd. Nic dziwnego, że na hasło 'babochłop' feministki mają reakcję alergiczną wink
                                                • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 12:01
                                                  Kluczowe pytanie brzmi: dla kogo niepoprawna.
                                                  • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 12:32
                                                    ZTCW to dla pań określających się jako 'feministki'. Mi osobiście to lotto.
                                                  • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 13:44
                                                    A masz tu takie? Znów popadłeś w omięsiemówizm tongue_out
                                                  • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 01:37
                                                    maciekqbn napisał:

                                                    > ZTCW to dla pań określających się jako 'feministki'. Mi osobiście to lotto.

                                                    No to malo wiesz tongue_out

                                                    Okreslam siebie jako feministke. Feminizm rozumiem jako swiatopoglad oparty na przyjeciu do wiadomosci faktu, ze kobiety bywaja dyskryminowane jedynie ze wzgledu na plec, oraz ze nie jest to zjawisko pozadane i godne akceptacji lub poparcia, wiec nalezy z nim walczyc.

                                                    Uwazam tez, ze wiekszosc ludzi wspolczesnych w kregu kultury zachodniej jest w istocie feministami. Czyli osobami zauwazajacymi niesprawiedliwe traktowanie mezczyzn i kobiet w niektorych dziedzinach zycia tylko ze wzgledu na ich plec. Tylko nie wie o tym, ze to wlasnie ten poglad okresla ich jako feministow (:

                                                    Jesli powiesz mi, ze uwazasz iz kobiety powinny byc niesprawiedliwie traktowane w niektorych obszarach zycia wylacznie dlatego, ze sa kobietami, to przyznam, ze nie jestes feminista.

                                                    Nie uwazam, zeby okreslenie "pani psycholog" bylo niepoprawne jezykowo. Mi to osobiscie lotto (;
                                                  • maciekqbn Re: ...a potem zwija 17.05.12, 08:37
                                                    smarhta napisała:


                                                    > Jesli powiesz mi, ze uwazasz iz kobiety powinny byc niesprawiedliwie traktowane
                                                    > w niektorych obszarach zycia wylacznie dlatego, ze sa kobietami, to przyznam,
                                                    > ze nie jestes feminista.
                                                    >

                                                    Wszyscy powinni byc traktowani sprawiedliwie we wszystkich obszarach życia.

                                                    > Nie uwazam, zeby okreslenie "pani psycholog" bylo niepoprawne jezykowo.

                                                    Oczywiście, że nie jest niepoprawne, jednak polskie feministki robią wielkie aj-waj, że powinno się mówić 'psycholożka' itp. Teraz łapiesz?
                                                    Jeśli masz dostęp do polskiej TV pooglądaj sobie czasem dyskusje w których biorą udział feministki.
                                                  • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 09:27
                                                    maciekqbn napisał:

                                                    > Wszyscy powinni byc traktowani sprawiedliwie we wszystkich obszarach życia.

                                                    Jestes wstretny feminista!!! I na pewno masz wasy! big_grin

                                                    > Oczywiście, że nie jest niepoprawne, jednak polskie feministki robią wielkie aj
                                                    > -waj, że powinno się mówić 'psycholożka' itp. Teraz łapiesz?

                                                    Owszem, lapie, lapie to od poczatku. Nie wiem za to, czy lapiesz, co ja Ci chce powiedziec (:

                                                    Ciekawostka: z tego co wiem, nie twierdza one, ze jest to jezykowo prawidlowe, a ze powinno byc, poniewaz jezyk ksztaltowal sie w patriarchalnym (dyskryminujacym kobiety) srodowisku, oraz ze poprzez te formy patriarchalne postawy konserwuje. Nie wiem na ile maja racje i lotto mi to tongue_out Sa wazniejsze problemy na dzien dzisiejszy.
                                                    Ale Ty zes nadmiernie to uproscil, troche przeklamal, moze zle zapamietal. Dlatego prosilam o zrodla tongue_out

                                                    > Jeśli masz dostęp do polskiej TV pooglądaj sobie czasem dyskusje w których bior
                                                    > ą udział feministki.

                                                    Nie mam. Choc nie wydaje mi sie to istotne dla mojej oceny.
                                                    Te glosno wrzeszczace feministki sa po prostu jak moherowe berety.
                                                    Glosne, skrajne, niereprezentatywne dla swojego wlasnego srodowiska. I w sumie takie same na prawie calym swiecie. Ocenianie na ich podstawie ogolu kobiet wspolczesnych, czy tylko feministek przypomina ocenianie wszystkich katolikow na podstawie zachowania i wypowiedzi moherowych beretow, albo wszystkich mezczyzn na podstawie wygladu i zachowania obszczymurkow wystajacych w bramach - bo ich widac tongue_out
                                                  • mayenna Re: ...a potem zwija 17.05.12, 10:40
                                                    I cały problem dyskryminacji ze względu na płeć sprowadzają do dyskusji lingwistycznych, co nie służy rzeczywistym problemom. Zamiata je raczej po dywan.
                                                  • lampka_witoszowska Re: jasne :D 17.05.12, 10:53
                                                    a spod dywanu wyciągną go mężczyźni, gdy zacznie być stosowane wyrażenie "pan psycholożka" wink
                                                • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 01:21
                                                  maciekqbn napisał:

                                                  > Oczywiście, że babochłopką - wersja babochłop jest niepoprawna obecnie, podobni
                                                  > e jak w kobieta-psycholog, kobieta-socjolog itp. itd.

                                                  No to mnie zszokowales... No no, to az tak sie Polska i jezyk polski zmienily od mojego wyjazdu? Serio to jest niepoprawne? Mozesz jakies zrodlo podac?

                                                  > Nic dziwnego, że na hasło
                                                  > 'babochłop' feministki mają reakcję alergiczną wink

                                                  Nie widze zwiazku za bardzo, ale sie postaram...
                                                  Czy masz na mysli, ze feministki sa strazniczkami poprawnosci jezyka polskiego i dlatego, uznajac slowo "babochlop" za niepoprawne reaguja na nie alergicznie?
                                                  Jesli tak, to ja poprosze najpierw jakies wiarygodne zrodlo na temat tego, ze wymieniane przez Ciebie formy jezykowe sa juz niepoprawne (:
                                                  A nastepnie wyjasnienie mi, czemu uwazasz, ze feministki pelnia role strazniczek poprawnosci jezykowej (:
                                                  • maciekqbn Re: ...a potem zwija 17.05.12, 08:43
                                                    smarhta napisała:

                                                    > maciekqbn napisał:
                                                    >
                                                    > > Oczywiście, że babochłopką - wersja babochłop jest niepoprawna obecnie, p
                                                    > odobni
                                                    > > e jak w kobieta-psycholog, kobieta-socjolog itp. itd.
                                                    >
                                                    > No to mnie zszokowales... No no, to az tak sie Polska i jezyk polski zmienily o
                                                    > d mojego wyjazdu? Serio to jest niepoprawne? Mozesz jakies zrodlo podac?
                                                    >

                                                    Jest jak najbardziej poprawne. Ale nie wg feministek, przynajmniej tych aktywistek pokazywanych w TV.

                                                    > Czy masz na mysli, ze feministki sa strazniczkami poprawnosci jezyka polskiego
                                                    > i dlatego, uznajac slowo "babochlop" za niepoprawne reaguja na nie alergicznie?

                                                    Formalnie rzecz biorąc słowo 'babochłop' jest jak najbardziej poprawne (patrz SJP). Oczywiście ma negatywny wydźwięk, ale to inna sprawa. Feministki zaś nie są strażniczkami poprawności języka polskiego tylko starają się upowszechniać różne dziwactwa językowe.

                                                    > Jesli tak, to ja poprosze najpierw jakies wiarygodne zrodlo na temat tego, ze w
                                                    > ymieniane przez Ciebie formy jezykowe sa juz niepoprawne (:

                                                    Zapytaj feministek. Wg mnie są jak najbardziej poprawne.
                                                  • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 09:32
                                                    maciekqbn napisał:

                                                    > > Jesli tak, to ja poprosze najpierw jakies wiarygodne zrodlo na temat tego
                                                    > , ze w
                                                    > > ymieniane przez Ciebie formy jezykowe sa juz niepoprawne (:
                                                    >
                                                    > Zapytaj feministek. Wg mnie są jak najbardziej poprawne.

                                                    Pytam siebie: sa poprawne (:

                                              • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:50
                                                Jak masz role, to możesz sporo zaoszczędzić - płacąc KRUZ zamiast dawać się okradać ZUS'owi.
                                            • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:43
                                              to.ja.kas napisała:

                                              > A ja nie, ja nie...ja tak naprawdę jestem delikatna lelija i piastunka domowego
                                              > ogniska...

                                              Takie kobiety to już wymierający gatunek. Szkoda, wielka szkoda.
                                              Oby Twój mąż Ciebie zawsze doceniał.
                                              • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:47
                                                Jako i mąż Kaś to wymierający gatunek. Takich mężczyzn jak on prawie już nie ma. To jest mężczyzna, przy którym kobieta czuje się bezpiecznie, a jak czuje się bezpiecznie to i piastunką domowego ogniska może być. System naczyń połączonych smile
                                                • to.ja.kas Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:55
                                                  Wczoraj to on był umierający gatunek nawet wink
                                                  • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 11:58
                                                    Oj tam, chłop z katarem wiadomo, że umiera od razu i testamenta pisze wink
                                                • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 12:02
                                                  Toż przecież mówię. Kobieta odpoczynkiem wojownika, OK, tylko do tego trzeba wojownika.
                                                  • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 12:06
                                                    A gdzie ci wojownicy? Na wojnach, czy w innych powstaniach polegli uncertain I mamy co mamy sad
                                                  • to.ja.kas Re: ...a potem zwija 16.05.12, 12:09
                                                    Nigdy w zyciu wojownika...już wolę jak mój małż wyciera ukradkiem oczy na filmie !!! wink
                                                  • to.ja.kas Re: ...a potem zwija 16.05.12, 12:08
                                                    ło Jezusie, mojemu chłopu mozna zarzucić wszystko ino nie to, ze jest wojownikiem. To takie spokojne chłopie, wszystko załatwia powoli i ugodowo i o dziwo skutecznie. Ma to swoje wady i zalety. Ja po latach bycia z wojownikami mam ich po dziurki w nosie.
                                                    Acz, nie chciałabym byc w skórze kogoś kto by się pomylił i np. chciał przetrzepać mu skórę wink
                                                  • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 12:13
                                                    to.ja.kas napisała:
                                                    > Acz, nie chciałabym byc w skórze kogoś kto by się pomylił i np. chciał przetrze
                                                    > pać mu skórę wink

                                                    I o to chodzi smile Wojownik to nie jest idiota, który walczy bez powodu, byle tylko walczyć lub komuś dowalić. Wojownik walczy ino w słusznej sprawie wink
                                                  • to.ja.kas Re: ...a potem zwija 16.05.12, 12:17
                                                    jak Czak Noris big_grinbig_grinbig_grinbig_grin
                                                  • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 12:44
                                                    > wszystko załatwia powoli i ugodowo i o dziwo sku
                                                    > tecznie

                                                    A to przecież nie mówię o wojowniku w skórze i z mieczem, co to mamuta za włosy i do jaskini. Jakieś kwestie bezpieczeństwa zdaje się były poruszane...

                                                    Nomenklatura. Zamiast "babochłop" można powiedzieć "baba, co zna swoją wartość i sobie poradzi", zamiast "wojownik" można powiedzieć "niepierdoła". Ale wojownik ładniej tongue_out
                                                  • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 02:01
                                                    yoma napisała:

                                                    > Nomenklatura. Zamiast "babochłop" można powiedzieć "baba, co zna swoją wartość
                                                    > i sobie poradzi"

                                                    No ale to by oznaczalo, ze "niebabochlop" to kobieta, ktora sobie nie radzi i ma zanizone poczucie wartosci. Myslisz, ze to wlasnie mial na mysli maciekqbn, ze to jest jego ideal?
                                                  • maciekqbn Re: ...a potem zwija 17.05.12, 08:52
                                                    smarhta napisała:


                                                    > No ale to by oznaczalo, ze "niebabochlop" to kobieta, ktora sobie nie radzi i m
                                                    > a zanizone poczucie wartosci. Myslisz, ze to wlasnie mial na mysli maciekqbn, z
                                                    > e to jest jego ideal?

                                                    Nie, to nie jest mój ideał.
                                                    Mój ideał to kobieta wrażliwa, dobra, mądra, delikatna i nieagresywna, znająca swoją wartość i szanująca innych. Wykształcona i potrafiąca myśleć samodzielnie. Mająca swoje zainteresowania i w pełni niezależna. Przy tym zadbana i elegancka.

                                                    No to się rozmarzyłem smile
                                                  • yoma Re: ...a potem zwija 17.05.12, 09:07
                                                    O cholera. Sorry Maćku, jestem szczęśliwie zamężna...

                                                    tongue_out big_grin
                                                  • maciekqbn Re: ...a potem zwija 17.05.12, 09:27
                                                    Ale ja nikogo nie szukam wink
                                                    To tylko teoria smile
                                                    Nawet gdybym spotkał taką kobietę, to nic z tego nie było, po moich doświadczeniach podświadomość i tak by krzyczała 'uciekaj'.
                                                  • yoma Re: ...a potem zwija 17.05.12, 09:33
                                                    Ale jednak się rozmarzasz, czyli nie tak do końca teoria...
                                                  • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 09:45
                                                    A jakbys juz taki spotkal... nie ucieklbys?
                                                    <smartha spoglada podejrzliwie>
                                                  • maciekqbn Re: ...a potem zwija 17.05.12, 10:33
                                                    Od razu bym nie uciekł, ale nic by z tego nie było na dłuższą metę. To już niestety mój problem, spadek po ex (ale chciałem być otwarty i bez uprzedzeń, teraz mam za swoje hehe).
                                                  • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 23:15
                                                    To mnie zaciekawiles (:
                                                    A potrafisz okreslic, co musialoby sie w tym Twoim ideale zmienic, zebys jednak nie uciekl?
                                                  • maciekqbn Re: ...a potem zwija 17.05.12, 23:22
                                                    To nie kwestia zmian w ideale. Problem siedzi głębiej, niestety. Kwestia doświadczeń życiowych powiedzmy. Mam nadzieję, że w innym ujęciu, to tylko kwestia czasu smile
                                                  • rybak Re: ...a potem zwija 18.05.12, 10:35
                                                    Maciek, tak to tylko w Erze. ;P
                                                    A poza tym - skąd w ogóle pewność, że jak się już taka kobieta - wzór wszechzalet znajdzie - to cię będzie w ogóle chciała?
                                                    Się jako człowiek prosty nauczyłem (zycie, życie!), że najwazniejsze są u baby dwie sprawy, a wlaściwie trzy (ta trzecia jest najwazniejsza: rozumny rozum, robotne ręce i to najwazniejsze - serce. SERCE! Maciek, a nie cycki (choć jeśli kształtna pierś skrywa dobre serce, to nie ma co wnosić reklamacji ;D). Jesli to u baby jest, to z całą resztą chłop (CHŁOP!) da se z czasem radę.
                                                  • yoma Re: ...a potem zwija 18.05.12, 10:51
                                                    No i my tu, proszę koleżeństwa, bijemy pianę i oglądamy każde słowo pod mikroskopem, a przyjdzie Rybak i powie zwięźle, celnie a roztropnie...

                                                    Czołem, Miszczu smile
                                                  • mola1971 Re: ...a potem zwija 18.05.12, 11:05
                                                    Tylko skąd brać tak myślących (i co ważniejsze - robiących) CHŁOPÓW?
                                                    Jeden Rybak wiosny nie czyni wink))
                                                  • lampka_witoszowska Re: nie brać, Molka :) 18.05.12, 11:15
                                                    nie brać takich chłopów
                                                    niech sobie żyją na wolności smile
                                                    i się mnożą mentalnie smile
                                                  • mola1971 Re: nie brać, Molka :) 18.05.12, 11:19
                                                    Eee tam, chłopy na wolności dziczeją. Szkoda by było, by tacy (jeśli poza Rybakiem jeszcze jacyś są) poszli na zmarnowanie wink
                                                  • nowel1 Re: ...a potem zwija 18.05.12, 10:54
                                                    > Się jako człowiek prosty nauczyłem (zycie, życie!), że najwazniejsze są u baby
                                                    > dwie sprawy, a wlaściwie trzy (ta trzecia jest najwazniejsza: rozumny rozum, ro
                                                    > botne ręce i to najwazniejsze - serce. SERCE!

                                                    O, fajna definicja. U mężczyzny oczekiwałabym tego samego smile
                                                  • smarhta Re: ...a potem zwija 19.05.12, 01:32
                                                    nowel1 napisała:

                                                    > > Się jako człowiek prosty nauczyłem (zycie, życie!), że najwazniejsze są u
                                                    > baby
                                                    > > dwie sprawy, a wlaściwie trzy (ta trzecia jest najwazniejsza: rozumny roz
                                                    > um, ro
                                                    > > botne ręce i to najwazniejsze - serce. SERCE!
                                                    >
                                                    > O, fajna definicja. U mężczyzny oczekiwałabym tego samego smile

                                                    Ja tez (:
                                            • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 01:14
                                              to.ja.kas napisała:

                                              > A ja nie, ja nie...ja tak naprawdę jestem delikatna lelija i piastunka domowego
                                              > ogniska...I SERIO PISZĘ, mój mąż potwierdzi. Ale ja mam chłopa który to wielce
                                              > docenia póki co wink

                                              A czy to go usprawiedliwia w nicnierobieniu na rzecz atmosfery w rodzinie? (:
                                              Tzn czy jak sie cos sypnie, Ty albo on bedzie nieszczesliwy w zwiazku, to bedziesz temu wylacznie winna? Za kare ze sie starasz, bo on tylko zarabiac musi? (:

                                              Od tego zaczela sie dyskusja, przypominam tongue_out
                                  • bez_przekazu Re: ...a potem zwija 16.05.12, 18:35
                                    chlopobaba. juz najwyzszy czas wprowadzic to okreslenie w zycie. na moje oko wiecej jest chlopobab niz babochlopow,
                                    mola1971 napisała:

                                    > No dobra, to jak nazwać zniewieściałego faceta? Chłopobab? smile
                                    • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 19:07
                                      bez_przekazu napisał(a):

                                      > chlopobaba.

                                      Bardzo dobre okreslenie.

                                      >juz najwyzszy czas wprowadzic to okreslenie w zycie. na moje oko wi
                                      > ecej jest chlopobab niz babochlopow,

                                      Tendencja jednak jest taka, iż ilość babochłopów (bądź przyszłych babochłopów) drastycznie rośnie. Popatrz co się dzieje w szkołach podstawowych - jakiego rodzaju problemy wychowawcze obecnie sprawiają dziewczynki (jakieś 30 lat temu nie do pomyślenia). Agresja wśród dziewcząt jest o wiele większa niż wśród chłopców. I to nie są jakieś patologiczne przypadki, coś się zmienia w społeczeństwie.
                                      • bez_przekazu Re: ...a potem zwija 16.05.12, 19:24
                                        nie wiem,co sie dzieje w podstawowka, bo dziecko mam juz dorosle.
                                        natomiast ja ten "problem" widze po swojemu: to wynik emancypacji i swiadomosci rownych praw mlodych kobiet i mezczyzn.ciesze sie ,ze tak jest. to znaczy,ze wyrownuja sie prawa mezczyzn i kobiet. widzisz, nawet twoje spostrzezenie swiadczy o tym,jak bardzo boisz sie i bronisz przed zmianami w kobietach. gdybys o przyjal za fakt i cos oczywistego byloby ci w zyciu latwiej. i z kobietami i z soba samym.
                                        maciekqbn napisał:

                                        > bez_przekazu napisał(a):
                                        >
                                        > > chlopobaba.
                                        >
                                        > Bardzo dobre okreslenie.
                                        >
                                        > >juz najwyzszy czas wprowadzic to okreslenie w zycie. na moje oko wi
                                        > > ecej jest chlopobab niz babochlopow,
                                        >
                                        > Tendencja jednak jest taka, iż ilość babochłopów (bądź przyszłych babochłopów)
                                        > drastycznie rośnie. Popatrz co się dzieje w szkołach podstawowych - jakiego rod
                                        > zaju problemy wychowawcze obecnie sprawiają dziewczynki (jakieś 30 lat temu nie
                                        > do pomyślenia). Agresja wśród dziewcząt jest o wiele większa niż wśród chłopcó
                                        > w. I to nie są jakieś patologiczne przypadki, coś się zmienia w społeczeństwie.
                                        >
                                        • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 19:46
                                          > byloby ci w zyciu latwiej. i z kobietami i z soba samym.

                                          Ależ ja nie narzekam na żadne trudności smile
                                          Jeśli coś mi nie pasuje, to się od tego odcinam - najlepsza metoda. Nie zawsze trzeba płynąć głównym nurtem. Naginanie własnych zasad już przerabiałem.
                                          • bez_przekazu Re: ...a potem zwija 18.05.12, 19:00
                                            dobra.jestem upierdliwa.wiem to i walcze z tym.ale jest wielu upierdliwych.
                                            z drugiej strony wiem,ze trzeba sie czasami nagiac. z tym mam problem. i to jest chyba problem wielu rozwiedzionych. jak to jest,ze tylu ludzi zamieszkuje kule ziemka, a tak ciezko znalezc bratnia dusze?
                                            ps. naginanie ? mysle,ze nie przerabialam,ale moze sie myle?smile

                                            maciekqbn napisał:

                                            > > byloby ci w zyciu latwiej. i z kobietami i z soba samym.
                                            >
                                            > Ależ ja nie narzekam na żadne trudności smile
                                            > Jeśli coś mi nie pasuje, to się od tego odcinam - najlepsza metoda. Nie zawsze
                                            > trzeba płynąć głównym nurtem. Naginanie własnych zasad już przerabiałem.
                                            >
                              • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 01:07
                                yoma napisała:

                                > No toż mówię. A powiem więcej: ja tu widzę całe stado "babochłopów".
                                >
                                > Znaczy silnych, konkretnych pań, które wiedzą, czego chcą (a przynajmniej, czeg
                                > o nie chcą) i nie dają sobie w kaszę dmuchać.

                                Oooo! Wreszcie jakas definicja (:
                                Pytanie, czy wszyscy sie z nia zgadzaja? tongue_out
                                Czy byc babochlopem znaczy wiedziec, czego sie chce, a byc kobieca znaczy nie wiedziec co sie chce? (:
                                • yoma Re: ...a potem zwija 17.05.12, 09:03
                                  Nie twierdzę, że definicja jest dopracowana, to raczej tentative systematization (zawsze mi się ta zbitka słów okropnie podobała), więc nie będę jej bronić jak okopów Woli, ale możemy spróbować na jej bazie polecieć dalej.

                                  Więc: definicja z założenia bazuje na stereotypach. Kobieta - miękka, uległa, dająca sobą kierować, pokornie wysłuchująca... Mężczyzna - stanowczy, wiedzący czego chce, mający rozwiązania na zaskakujące sytuacje.

                                  Nie ukrywam, że definicja jest specjalnie na potrzeby tego forum i postaw prezentowanych na nim przez obie płcie. Albowiem zauważam, że DUŻO facetów jęczy tutaj jak stare baby (tu włączyć stereotyp starej baby), a DUŻO pań charakteryzuje się cechami stereotypowo przypisywanymi mężczyznom (twarda, stanowcza, wie czego chce). A zatem babochłopy smile

                                  I nie, na pewno nie wszyscy się z nią zgadzają, z tą definicją smile Z tym, że to raczej słowo "babochłop" się nie podoba, a nie sama definicja, jak sądzę.

                                  Nie wiedzieć, czego się chce, czy to jest "kobiece"? Hm. Można zaryzykować tezę, że tak, niezdecydowanie jest cechą stereotypowo przypisywaną kobietom...

                                  Na marginesie, wiedzieć, czego się nie chce, to już połowa sukcesu smile
                                  • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 09:52
                                    Definicja nie musi byc dopracowana. Chodzi mi o to, zeby sie wzajemnie ze soba nie spierac jedynie o wyobrazenia, ktore kazdy z nas ma inne. Bo potem sie okazuje, ze wszyscy mysla mniej wiecej tak samo, tylko inaczej to nazywaja, a innych maja za glupcow, bo jakze tak mozna miec tak skrajnie inne poglady i ich przekonuja do czegos, do czego ci inni juz dawno sa przekonani (;
                                    • yoma Re: ...a potem zwija 17.05.12, 10:15
                                      A zgoda. To i mówię, że to raczej określenie "babochłop" nie pasuje (bo przyznam, że zbyt eleganckie nie jest) niż definicja.

                                      Ogłaszam konkurs na eleganckie określenie wyżej zdefiniowanego babochłopa smile
                                      • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 23:19
                                        DUŻO pań charakteryzuje się cechami stereotypowo przypisywanymi mężczyznom (twarda, stanowcza, wie czego chce). A zatem babochłopy

                                        O te definicje chodzi?
                                        Hmm... Moze kobieta o zdrowej, dojrzalej, niezaburzonej osobowosci? big_grin
                                        • maciekqbn Re: ...a potem zwija 17.05.12, 23:27
                                          smarhta napisała:

                                          > DUŻO pań charakteryzuje się cechami stereotypowo przypisywanymi mężczyznom (
                                          > twarda, stanowcza, wie czego chce). A zatem babochłopy

                                          >
                                          > O te definicje chodzi?
                                          > Hmm... Moze kobieta o zdrowej, dojrzalej, niezaburzonej osobowosci? big_grin

                                          Nie nie, zdecydowanie nie.
                                          Bardziej chodzi o skłonność do dominacji, agresję, wulgarność i właśnie niedojrzałą osobowość. Naturalnie skrywane po płaszczykiem przebojowości i 'siły charakteru' - w formie ogólnie przyjętej dla 'prawdziwych facetów'. Poza tym sądzę, że można potraktować to słowo jako pewien master-key, każdy ma jakąś swoją własną ściślejszą definicję.
                                          • smarhta Re: ...a potem zwija 18.05.12, 02:23
                                            maciekqbn napisał:

                                            > Nie nie, zdecydowanie nie.
                                            > Bardziej chodzi o skłonność do dominacji, agresję, wulgarność i właśnie niedojr
                                            > załą osobowość.

                                            Wiec mowa raczej o niedojrzalosci, nieumiejetnosci stawiania granic i respektowania granic innych ludzi. Ale e cechy decyduja o dojrzalosci do zwiazku niezalezne od plci, z idealem meskosci lub kobiecosci niewiele maja wspolnego.

                                            > Naturalnie skrywane po płaszczykiem przebojowości i 'siły
                                            > charakteru' - w formie ogólnie przyjętej dla 'prawdziwych facetów'.

                                            Formie ogolnie przyjetej dla facetow?
                                            Czy masz na mysli: wybaczanej i bagatelizowanej u facetow, mimo takiego samego lub nawet wiekszego (ze wzgledu na wieksza na ogol sile fizyczna) stopnia szkodliwosci?

                                            > Poza tym sądzę,
                                            > że można potraktować to słowo jako pewien master-key, każdy ma jakąś swoją
                                            > własną ściślejszą definicję.

                                            Slowa-wytrychy, o zmiennej definicji innej dla kazdego i w roznych sytuacjach sa znakomitym srodkiem do manipulacji. Nadaja sie do wymuszania, obrazania, oczerniania i tworzenia nieporozumien, a nie do dyskusji, rozmowy i wzajemnego porozumienia.
                            • bez_przekazu Re: ...a potem zwija 16.05.12, 18:01
                              jak to sie mowi "wyszlo szydlo z worka"? i caly forumowy image diabli wzieli.
                              teraz juz tylko pozostaje zmienic nick.
                              to.ja.kas napisała:

                              > eee tam, Maciek nic złego nie chciał, siebie też pejoratywnie określił. wink
                              • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 19:10
                                Jeśli chodzi Ci o mnie, to forumowy image mam w 'głębokim poważaniu'. Powiem szczerze, że ten Twój wpis poprawił mi humor, dziękuję smile
                                • bez_przekazu Re: ...a potem zwija 16.05.12, 19:20
                                  jak piszesz, tak cie widza.
                                  maciekqbn napisał:

                                  > Jeśli chodzi Ci o mnie, to forumowy image mam w 'głębokim poważaniu'. Powiem sz
                                  > czerze, że ten Twój wpis poprawił mi humor, dziękuję smile
                                  >
                  • biedronka7112 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 10:04
                    A wszystko musi być tak, żeby Tobie pasowało?
                    Inni niech sobie żyją inaczej, skoro im to pasuje, i nie od razu muszą obrywać od babochłopów ani od skapcaniałych tradycjonalistów.

                    Świat jest szeroki i jest na nim miejsce zarówno dla tych, którzy widzą model rodziny jak Ty (i wcale nie uważam, że to zły model rodziny! - na pewno jest wiele pań, które z radością wpisałyby się w podobny model), jak i dla tych, którzy widzą model rodziny całkiem inaczej, i nie ma jednego inaczej, jest tych modeli ogromna ilość.
                    Wszystkie tak samo dobre, jak Twój model, jeśli pasuje to obu osobom tworzącym rodzinę.
                    • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 13:17
                      biedronka7112 napisała:

                      > A wszystko musi być tak, żeby Tobie pasowało?

                      Nie musi i nie jest. Życie to nie bajka.

                      > Inni niech sobie żyją inaczej, skoro im to pasuje, i nie od razu muszą obrywać
                      > od babochłopów ani od skapcaniałych tradycjonalistów.
                      >

                      Skapcaniałym tradycjonalista to chyba ja akurat jestem smile
                      A babochłopy niech sobie żyją jak chcą, nic mi to tego - co jednak nie oznacza konieczności mojej afirmacji ich stylu życia, czyż nie? Tak jak one mają pełne prawo żyć tak jak chcą, tak samo ja mam pełne prawo powiedzieć co sądzę o takim modelu 'kobiecości'.

                      > Wszystkie tak samo dobre, jak Twój model, jeśli pasuje to obu osobom tworzącym
                      > rodzinę.

                      Naturalnie, ja tylko wypowiadam moja opinię - za co jestem tutaj linczowany.
                      • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 13:22
                        Linczowany??? A kto Cię tutaj linczuje??? Kilka krytycznych, w kulturalnym tonie utrzymanych uwag to jest wg Ciebie lincz???
                        • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 13:27
                          Tak. Czuję się zlinczowany emocjonalnie, że tak się wyrażę.
                          • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 13:35
                            Czuć się masz prawo tak jak się czujesz. Ino dla mnie to jakieś dziwne uncertain
                            Kobity lelije Cię kręcą, a zwykła dyskusja na forum Cię przytłacza i jako lincz ją odbierasz? Jedno jakby przeczy drugiemu. Kobita lelija potrzebuje silnego chłopa. Albo rybki, albo akwarium, Maćku drogi tongue_out
                          • nowel1 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 13:39
                            No, a ja przez Ciebie Maćku czuję się "zlinczowana emocjonalnie", albowiem oto dowiaduję się, że jestem babochłopem, a jako żywo w moim poczuciu estetyki się to nie mieści wink)))
                            • mola1971 Re: ...a potem zwija 16.05.12, 13:49
                              Ale za to w jakim towarzystwie tym babochłopem jesteś wink))
                              Wg definicji Maćka ja też babochłop jestem big_grin Tylko jeszcze nie wiem czy ja feministka, Szczuka czy inna smile)) I jakoś mi się myśleć nad tym nie chce; wolę myśleć o sobie, że po prostu kobietą jestem smile
                              • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 14:06
                                Nie odważyłbym się nawet podjąć próby wypracowania definicji. To tylko pojęcie ogólne odzwierciedlające mój własny odbiór pewnych zachowań u kobiet. Z całą pewnością nieprecyzyjne, dlatego nie chciałbym by przypisywano mi pośrednie kwalifikowanie którejkolwiek z Pań do grupy 'babochłopów' wink
                                • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 14:29
                                  Jeśli ci to ma pomóc, to mnie możesz, mnie tam ryba smile
                                  • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 14:36
                                    Mi to nie pomoże, bo mi to 'zwisa' akurat. Niech się każdy sam 'zalicza' gdziekolwiek chce.
                                    smile
                                    • yoma Re: ...a potem zwija 16.05.12, 14:53
                                      No to gratuluję dojścia do konstruktywnego wniosku smile
                                      • maciekqbn Re: ...a potem zwija 16.05.12, 15:01
                                        Oh Yoma, to nic nowego. Moje poglądy i moje postrzeganie świata mają się nijak do poglądów i postrzegania świata przez innych. Tak więc do żadnych nowych wniosków nie doszedłem - fajnie jednak wiedzieć, że aprobujesz moje podejście do życia. To miłe z Twojej strony, choć niczego nie zmienia ani u Ciebie ani też u mnie wink Ot taka kurtuazja smile
                                • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 03:02
                                  maciekqbn napisał:

                                  > Nie odważyłbym się nawet podjąć próby wypracowania definicji.
                                  > To tylko pojęcie
                                  > ogólne odzwierciedlające mój własny odbiór pewnych zachowań u kobiet. Z całą
                                  > pewnością nieprecyzyjne, dlatego nie chciałbym by przypisywano mi pośrednie
                                  > kwalifikowanie którejkolwiek z Pań do grupy 'babochłopów' wink

                                  Wiec zwyczajnie rzucasz pustym slowem, ktore nic w istocie nie znaczy, zeby zdeprecjonowac cos co Ci sie nie podoba nie muszac tego w zaden sposob uzasadniac.
                                  Macku, cenie ludzi majacych wlasne poglady. Ale jesli ktos naprawde ma wlasne, przemyslane poglady, to potrafi ich bronic. A tu mam wrazenie, ze ktos bezrefleksyjnie wlaczyl do swojego swiatopogladu cudze poglady, bo byly one akurat wygodne, a na wypracowanie wlasnego zdania zabraklo czasu lub checi. Albo pewnosci siebie.

                                  Glos poglady jakie chcesz. Tylko bierz za nie odpowiedzialnosc. Bron ich, jesli sa tego warte, a jesli nie sa, to nie bierz ich krytyki za atak na siebie. Odwaz sie wypracowac definicje slow, w ktore wierzysz, ktorych prawdziwosc glosisz. A jesli boisz sie odpowiedzialnosci za swoje slowa, to... zachowaj je dla siebie tongue_out
                          • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 02:52
                            maciekqbn napisał:

                            > Tak. Czuję się zlinczowany emocjonalnie, że tak się wyrażę.

                            Ty, czy Twoj poglad? (:
                            A moze to na jedno wychodzi? (:
                            Czy niezgoda na jakas opinie oznacza dla Ciebie automatycznie lincz osoby ja wyrazajaca? (:
                            • yoma Re: ...a potem zwija 17.05.12, 08:49
                              Dobre pytanie smile
                      • smarhta Re: ...a potem zwija 17.05.12, 02:50
                        maciekqbn napisał:

                        > A babochłopy niech sobie żyją jak chcą, nic mi to tego - co jednak nie oznacza
                        > konieczności mojej afirmacji ich stylu życia, czyż nie? Tak jak one mają pełne
                        > prawo żyć tak jak chcą, tak samo ja mam pełne prawo powiedzieć co sądzę o takim
                        > modelu 'kobiecości'.

                        Tylko po co bylo pisac te puste slowa?
                        Puste, bo chyba niewiele za nimi stoi.
                        Jak dla mnie wszystko obija sie o definicje.
                        Nie wiem, co masz na mysli piszac babochlopy, nie wiem, co masz na mysli piszac "kobiecosc". Moge tylko zgadywac.

                        Wiem tylko na podstawie dotychczasowych Twoich wypowiedzi, ze masz bledne wyobrazenie na temat tego, kto nazywa siebie samego feminista. A poniewaz ja sama okreslam siebie feministka, to wciskasz mi na sile poglady, jakich wcale nie mam. Nie podoba mi sie to (:

                        > Naturalnie, ja tylko wypowiadam moja opinię - za co jestem tutaj linczowany.

                        Jesli wypowiem opinie, ze wszyscy faceci sa zli, nieodpowiedzialni, stosuja przemoc, bo znam takiego jednego czy dwoch - nie zostane "zlinczowana"?
            • smarhta Re: Związek się rozwija.... 16.05.12, 00:43
              paraben napisała:

              > Jego drazniace zachowania to glownie np: gwizdanie, spiewanie- w najmiej odpo
              > wiednich momentach, np ja sie spiesze do pracy cala w nerwach a dziecko stroi f
              > ocha- a on sobie chodzi i gwizda na caly dom- jak twierdzi dla zalagodzenia syt
              > uacji i dla podniesienia nerwowej atmosfery. Albo ja wracam padnieta na pysk z
              > pracy a on od progu doslownie baranim glosem wola: czesc kochanie, piekny dzien
              > , jak sie masz? I wymusza na mnie sztuczny usmiech klaszczac przy tym doslownie
              > jak klown- i to jego zdaniem tez dla podniesienia grobowej atmosfery. I tym po
              > dobne. Wiec wylozylam mu ze takie zachowania wywoluja u mnie ataki qrwicy

              Dobrze, ze mu to wyjasnilas.
              Czasem czujemy sie odpowiedzialni za uczucia innych i probujemy na nie wplywac, choc ani nie mamy takiego obowiazku, ani nawet prawa. Teraz rozumiem o co chodzi z tym pogwizdywaniem - jestes zmeczona, zla czy cokolwiek, a on Ci prawo do tych uczuc (przykrych, ale tez potrzebnych i waznych!) probuje odebrac starajac sie wywolac w Tobie te "dobre" (czyli przyjemne dla niego) uczucia. Nawet jesli chce dla Ciebie dobrze, to nie ma ani takiego obowiazku ani takiego prawa. Lepiej by dla wszystkich bylo, jakby wprost powiedzial, ze mu przeszkadza Twoja nerwowosc w okreslonych sytuacjach.

              Druga sprawa. To nam psycholog tlumaczyl. Zjawisko przeniesienia uczuc. Jak widzimy np w tv cos, co wprawilo nas w okreslony stan emocjonalny, to oczekujemy, ze innych powinno to wprawic w ten sam stan. Powiedzmy reportaz o kalectwie. Jesli my sie przejmujemy, a kogos innego to smieszy - to nas to drazni. A wlasciwie nie powinno...

              Psycholog obie te sytuacje sprowadzal do brania odpowiedzialnosci za swoje uczucia. Tylko za swoje i az za swoje. Nie da sie kogos zmusic, zeby czul to co chcemy, zeby czul. Ale za to co sama czujesz - sama jestes odpowiedzialna. Zreszta tu wlasnie ladnie wzielas za te swoje uczucia odpowiedzialnosc, rozmawiajac i probujac wplynac na przyczyne odczuc.

              Szkoda tylko, ze przy tym, zamiast ograniczyc sie do wyjasnienia, ze to Cie drazni i prosby, zeby tego nie robil:

              > i gdyby to wszystko odbywalo sie tonem normalnym, godnym partnera i
              > doroslego faceta
              > , a nie gwizdzacej fujary (cytujewink to byloby latwiej opanowac mi moje zmeczeni
              > e i drazliwosc.

              dokopalas mu prawde mowiac. Asertywnosc, to wymaganie poszanowania Twoich praw etc, ale bez agresji i ranienia uczuc innych. Ja bym na Twoim miejscu za to ostatnie przeprosila.
              • paraben Re: Związek się rozwija.... 16.05.12, 10:08
                Dzieki Smartha. Nie no takich slow nie uzylam jak z nim rozmawialamwink Raczej staramy sie nie uzywac obrazliwych slow nawet w konfliktach, wiec nawet jak jestem wsciekla to nie zdarzylo mi sie nazwac go jeszcze fujara wink Generalnie trafnie ujete- on po prostu nie akceptuje mojego zlego samopoczucia i zlosci -ale ja wiem dlaczego- i zgadzam sie z nim- ja po prostu non stop jestem wsciekla. W rozmowie wyszlo "kochanie, jakbys byla wsciekla 30-50% czasu to jeszcze bym to rozumial, ale ty jestes ciagle zla.." I ma racje, budze sie i jestem zla, staram sie to w sobie bardzo hamowac albo chociaz uswiadamiac. W sobote spotykam sie z terapeutka- bo jesli z takim facetem nie potrafie byc w normalnej relacji to chyba ogolnie mam problem w blizszych zwiazkach..Dzis rano musialam ciagle przypominac sobie "spokojnie, nie jestes soba itp" jak moj partner gwizdal i spiewal piosenki Pana Tik Taka z corka przy sniadaniu(a on nie jest polakiem i jego polski jest mocno ograniczony, wiec bylo to naprawde smieszne- tylko czemu mnie to drazni zamiast smieszyc? Nawet ludzie w pracy mnie wkurzaja tym, jak i co mowia,po prostu zyje na bombie, mam nadzieje ze szybko ja rozbroje..
                • to.ja.kas Re: Związek się rozwija.... 16.05.12, 10:19
                  Miałam sie nie wtrącać, ale jednak nie mogę.
                  Masz problem. Bo rzeczywiście, można byłoby oczekiwać, że on dostosuje się do Twojego złego nastroju czasami, ale nie jeśli Ty masz tak ciągle. Na dłuższą metę to jemu należałoby współczuć (bez złośliwości to piszę). Bo wychodzi na to, że jego dobry humor, pogwizdywanie czy podśpiewywanie sobie jest ciagle Tobie nie w smak. I nasuwa się pytanie "jak zyć panie premierze???". wink

                  Biegiem do terapeuty bo ciężko z Tobą musi być wytrzymac nie tylko jemu, ale też dzieciowi i Tobie samej. Może leków nie było trza odstawiac? A może po prostu go nie kochasz? Ja tak miałam, jak mi sie ajlawka kończyła.
                  • bez_przekazu Re: Związek się rozwija.... 16.05.12, 18:08
                    k.....a cisnie sie na usta po takiej wypowiedzi.
                    czy was po......lo z tymi terapeutami?! kto kiedys slyszal o jakis terapiach? chyba ze odwykowych. a moze ona ma w genach taki charakter? i co, terapeuta ma jej odmienic to,co odzidziczyla w spadku po przodkach?! wiecej zdrowego rozsadku zycze.
                    moze sama powinnas skorzystac z terapii pt "jak tolerowac odmiennosc".

                    to.ja.kas napisała:

                    > Miałam sie nie wtrącać, ale jednak nie mogę.
                    > Masz problem. Bo rzeczywiście, można byłoby oczekiwać, że on dostosuje się do T
                    > wojego złego nastroju czasami, ale nie jeśli Ty masz tak ciągle. Na dłuższą met
                    > ę to jemu należałoby współczuć (bez złośliwości to piszę). Bo wychodzi na to, ż
                    > e jego dobry humor, pogwizdywanie czy podśpiewywanie sobie jest ciagle Tobie ni
                    > e w smak. I nasuwa się pytanie "jak zyć panie premierze???". wink
                    >
                    > Biegiem do terapeuty bo ciężko z Tobą musi być wytrzymac nie tylko jemu, ale te
                    > ż dzieciowi i Tobie samej. Może leków nie było trza odstawiac? A może po prostu
                    > go nie kochasz? Ja tak miałam, jak mi sie ajlawka kończyła.
                    • smarhta Re: Związek się rozwija.... 17.05.12, 03:18
                      bez_przekazu napisał(a):

                      > k.....a cisnie sie na usta po takiej wypowiedzi.

                      Dlaczego?

                      > czy was po......lo z tymi terapeutami?!

                      Co w tym widzisz zlego?
                      To jest pytanie bardzo serio, bo wydaje mi sie, ze tu tkwi przyczyna Twojej zlosci.
                      Na reszte z pytan mozesz nie odpowiadac, bo w sumie zadalam je z przekory (;

                      > kto kiedys slyszal o jakis terapiach? c
                      > hyba ze odwykowych.

                      Kto kiedys slyszal o lekach? Chyba, ze ziolowych...

                      > a moze ona ma w genach taki charakter? i co, terapeuta ma j
                      > ej odmienic to,co odzidziczyla w spadku po przodkach?!

                      A masz pewnosc, ze ona ma to w genach? Ciagle rozdraznienie? A jesli nawet, to co? Jesli jej samej to przeszkadza, to ma wiecznie szukac winnych tego w okol i w genach i nic z tym nie robic? I czemu to Ty masz decydowac, czy dla niej bedzie dobre zwrocenie sie po taka pomoc w jej problemie, czy tez nie?

                      > wiecej zdrowego rozsadku
                      > zycze.

                      Wzajemnie.

                      > moze sama powinnas skorzystac z terapii pt "jak tolerowac odmiennosc".

                      Albo pt "jak pogodzic sie z tym, ze swiat sie rozwija i zmienil sie juz znacznie od czasu epoki jaskiniowcow" (;
                • bez_przekazu Re: Związek się rozwija.... 16.05.12, 18:05
                  hmmmm, a kto powiedzial ,ze masz byc zawsze zadowolona? dla mnie nienormalne jest,kiedy ktos jest ciagle zadowolony, bo to nie realne w tych trudnych czasach.
                  czy on czasami toba nie manipuluje? czy ty nie mozesz byc po prostu soba? ja mam podobnie,jak ty. rano bez kija do mnie nie podchodz. i nikomu nic do tego.czy ja mam pretensje do kogos ,ze od rana gada jak nakrecony? nie. i nie moj problem,ze od patrzenia na moja skwaszona rano twarz komus przechodzi dobry nastroj.taka jestem , wiec albo mnie ktos akceptuje, albo nie.
                  paraben napisała:

                  > Dzieki Smartha. Nie no takich slow nie uzylam jak z nim rozmawialamwink Raczej st
                  > aramy sie nie uzywac obrazliwych slow nawet w konfliktach, wiec nawet jak jeste
                  > m wsciekla to nie zdarzylo mi sie nazwac go jeszcze fujara wink Generalnie trafni
                  > e ujete- on po prostu nie akceptuje mojego zlego samopoczucia i zlosci -ale ja
                  > wiem dlaczego- i zgadzam sie z nim- ja po prostu non stop jestem wsciekla. W ro
                  > zmowie wyszlo "kochanie, jakbys byla wsciekla 30-50% czasu to jeszcze bym to ro
                  > zumial, ale ty jestes ciagle zla.." I ma racje, budze sie i jestem zla, staram
                  > sie to w sobie bardzo hamowac albo chociaz uswiadamiac. W sobote spotykam sie z
                  > terapeutka- bo jesli z takim facetem nie potrafie byc w normalnej relacji to c
                  > hyba ogolnie mam problem w blizszych zwiazkach..Dzis rano musialam ciagle przyp
                  > ominac sobie "spokojnie, nie jestes soba itp" jak moj partner gwizdal i spiewal
                  > piosenki Pana Tik Taka z corka przy sniadaniu(a on nie jest polakiem i jego po
                  > lski jest mocno ograniczony, wiec bylo to naprawde smieszne- tylko czemu mnie t
                  > o drazni zamiast smieszyc? Nawet ludzie w pracy mnie wkurzaja tym, jak i co mow
                  > ia,po prostu zyje na bombie, mam nadzieje ze szybko ja rozbroje..
                  • bez_przekazu a mnie wkurza jego czlapanie 16.05.12, 19:43
                    od jakiegos czasu nie znosze jego czlapania po mieszkaniu w laczkach. jeszcze niedawno wypominal mi ,ze wale moimi klapkami po podlodze i ze go to denerwuje.na zyczenie klapki wymienilam. a teraz sam czlapie tak,ze szalu dostaje. jednak nie jestem taka chamka,jak on, i nie powiem mu tego. olewanie jest lepsze o robienia uwag.
                    • biedronka7112 Re: a mnie wkurza jego czlapanie 16.05.12, 22:45
                      Ty tak serio? Nie rozumiem Cię, wg mnie stwierdzenie, że coś mnie irytuje nie jest ani trochę chamskie.
                      Jak irytuje mnie coś małego co łatwo zmienić, lepiej powiedzieć, zmienić i mieć z głowy.
                      Taka duperella, o której się nie powie a która irytuje często doprowadza do tego, że irytacja rośnie i rośnie i rośnie, aż w końcu człowiek ma dość i się mu ulewa w skali wielkiego problemu.
                      A mogłoby tego nie być, gdyby sobie mówić o drobiazgach.
                      Gdzie tu chamstwo?
                      • paraben Re: a mnie wkurza jego czlapanie 17.05.12, 00:45
                        Jezu ale sie dyskusja rozpetala, musialam sie powstrzymac bo sie boje ze mnie z pracy wyleja jak zobacza na jakich stronach przesiaduje i ile czasu tam spedzam (tak, na takie o tym kiedy wiedziec czy sie jeszcze kogos kocha tez wchodzilam- jak 15 latka normalnie). Wazne ze dyskusja fajna i w kulturalnym tonie. Dzis czuje sie troche lepiej, moze to kwestia powrotu do cwiczen, ale w sobote ide pogadac z terapeutka. Mam tez pare pomyslow na nasz zwiazek tzn jak go troche ozywic a fakt, ze mloda spedzi kilka tyg w wakacje z tata- da nam troche oddechu od kieratu, bo przynajmniej cisnienia dzieciowego nie bedzie. Fajnie tu, ze tak se mozna pogadac, Maciek-masz poglady mojego exmalza z ktorym to z powodu (miedzy innymi ) takich pogladow sie rozwiodlam, ale kazdy ma prawo do wlasnych upodoban, wiec zycze znalezienia westfalki wink
                        • smarhta Re: a mnie wkurza jego czlapanie 17.05.12, 03:25
                          paraben napisała:

                          > Dzis
                          > czuje sie troche lepiej, moze to kwestia powrotu do cwiczen, ale w sobote ide
                          > pogadac z terapeutka. Mam tez pare pomyslow na nasz zwiazek tzn jak go
                          > troche o
                          > zywic a fakt, ze mloda spedzi kilka tyg w wakacje z tata- da nam troche oddechu
                          > od kieratu, bo przynajmniej cisnienia dzieciowego nie bedzie.

                          Cieszy mnie to (:
                          Moze byc lepiej od cwiczen, moze zaczynasz wracac do rownowagi po zbyt gwaltownym odstawieniu lekow, a moze atmosfera sie oczyscila troche - tak czy inaczej, dobrze ze jest lepiej, bo to znaczy, ze bedzie jeszcze lepiej (;

                          A dyskusja fajna, lubie takie big_grin
                          • to.ja.kas Re: a mnie wkurza jego czlapanie 17.05.12, 09:49
                            Bez przekazu, mam wrażenie czytając Ciebie, że Ty rozdrażniona i wulgarna i bez kija nie podchodź nie tylko rano. Oczywiście, że jak komuś nie pasi może sobie od złośnicy pójsć. Ale Paraben chyba wolałaby, by partner sobie nie poszedł, a by było miło jak kiedyś. I jest różnica między rozdrażnieniem czasami a rozdrażnieniem CIĄGLE> Reszty wypowiedzi nie komentuję bo to poziom do jakiego się nie zniżam.

                            Paraben, prędzej czy później sama odkryjesz jaki jest powód rozdrażnienia i ciagłego wpieniania się. czy to koniec ajlawki czy może depresja, a może hormony Ci szaleją. Niepokojące jest zastanawianie się czy go jeszcze kochasz. Tak mi się wydaje. Wczoraj i dziś ja mam zniżkę nastroju i Młodej i mężowi się dostało po uszach, ale ja wiem, że to tylko chwilowy niż i miłośc jest niezaprzeczalna. Odpocznij. Zastanów się. Pogadaj z terapeutą skoro miałas zdiagnozowaną depresję. I pomyśl sobie, że lepiej niech on już pogwizduje i śpiewa Pana TikTaka niż miałby rzucac koorwami i czepiać się o byle co. wink
                            • bez_przekazu ja mam taka teorie... 18.05.12, 20:04
                              ze bycie na ciaglym "haju" swiadczy o chorobie psychicznej. pracuje wsrod wielu ludzi i tylko na palcach jednej reki moge policzyczyc tych, ktorzy codziennie sa rozesmiani i zadowoleni.moim zdaniem oni maja cos nie taka z glowa, albo sa falszywi. kazdy czlowiek ma lepsze i gorsze dni, nie mozna codziennie przychodzic zadowolonym z zycia, bo to nienormalne, zreszta,co ja bede daleko szukac, przyklad mojego meza mi wystarczy.
                              • lampka_witoszowska Re: ja mam taka teorie... 18.05.12, 20:19
                                bycie na 'haju' a bycie zwykle uśmiechniętym czy zadowolonym to dwie różne sprawy, moim zdaniem
Inne wątki na temat:
Pełna wersja