dłużej nie dam rady :( jaki następny krok?

18.05.12, 12:09
Witam wszystkich forumowiczów
Znalazłam się pod ścianą. Z osoby zaradnej pełnej radości życia, nie pozostało już chyba nic. Nie mam siły tak dalej żyć, a sytuacja w jakiej jestm obecnie mocno ogranicza możliwości podjęcia kroków w kierunku zmiany obecnej sytuacji.
Wiem jedno nie moge pozwolić, aby mój mąż nadal niszczył moją córke i mnie. Problem w tym, że nie stać mnie na adwokata, a sama sobie z tym nie poradzę. Może potraficie udostępnić mi kontakt do kogoś kto może mi pomóc w zakończeniu tego piekła, poradzić od czego powinnam zacząć.
    • yoma Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 12:14
      Zapewne od napisania pozwu o rozwód + wniosku o zabezpieczenie potrzeb rodziny na czas trwania postępowania (takie pre-alimenty) + wniosku o zwolnienie z wpisu sądowego, jeśliś w biedzie.
      • to.ja.kas Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 12:23
        Pomoc prawna: www.cpk.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=9:pomoc-prawna&catid=91:porady-prawne&Itemid=49. Jeśli nie CPK to poszukaj czegoś innego (nie wiem gdzie mieszkasz).
        Jeśli sprawa kwalifikuje się na policję, nie zastanawiaj się idź i walcz. Poza policją odwiedź prokuraturę.
        Porozglądaj się wokół dokładnie, moze się okazać, że są osoby które są w stanie udzielić Ci wsparcia.

        Jeśli mieszkamy z kimś kto nas niszczy to zapewniam Cię, że mamy spaczony obraz siebie. We własnych oczach jestesmy słabi, niezdarni, samotni, nic nie warci.
        Wierz mi, że często gdy juz przestaniemy wierzyć w to co ktoś mówi znajdujemy siły by walczyć o siebie i bliskich.
        • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 12:40
          Mieszkam w Poznaniu. Sprawa nie kwalifikuje sie na policję, to jest takie cichutkie wykańczanie nas psychicznie, na zewnątrz świetny facet, słowa złego na nas nie powie, w domu wklepuje córkę w ziemę (ma 14 lat więc to najcieższy wiek) co kolwiek nie zrobi czy powie, wyzywa ja od głupich krów debilek, idiotek, klnie na nia strasznie, a ja widzę jak ona ma coraz nizsze poczucie własnej wartości, mimo że cały czas ją wspieram. Boję się że za chwilę z braku akceptacji u ojca (która jest tak ważna dla dziewczynki w tym wieku) poszuka jej u pierwszego lepszego faceta, który powie jej jedno miłe slowo, a naprawde jest dobrym dzieckiem tylko dzięki niemu pełnym kompleksów. Co ostatnio zaczęło odbijać sie naewt na wynikach w nauce
          • odmieniona44 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:14
            Witaj
            Zacznij od instutucji państwowych.
            Nie jestem pewna czy w Poznaniu nosi taką samą nazwę ale toruńska wersja to Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie. Tam znajdziesz pomoc terapeuty, dla siebie i młodej.
            Kolejna opcja, pedagog szkolny. Jesli nie będzie w stanie pomóc osobiście, wskaże do kogo możecie się udać.
            W Toruniu, pod egidą starostwa istnieje Rzecznik Praw Ofiar. Sprawdź, czy nie posiadacie jego odpowiednika w Poznaniu.
            I nigdy, przenigdy nie poddawaj się. Nie tylko dla młodej. Powodzenia
          • bibe08 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:54
            Proponuję zgłosić się do ośrodka interwencji kryzysowej prowadzonego przez gminę Poznań, tam znajdziesz pomoc i wsparcie fachowców psychologów, pedagogów , terapeutów.
      • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 12:48
        yoma napisała:

        > Zapewne od napisania pozwu o rozwód + wniosku o zabezpieczenie potrzeb rodziny
        > na czas trwania postępowania (takie pre-alimenty) + wniosku o zwolnienie z wpis
        > u sądowego, jeśliś w biedzie.

        Właśnie nie mam pojęcia jak sie do takich rzeczy zabrać i jak to zrobić żeby córka, ktora jest wrazliwcem jak najmniej na tym wszystkim ucierpiała. Wiem, że gdy wykonam pierwszy formalny krok rozpęta sie jeszcze większe piekło, bo facet jest mściwy i nieprzewidywalny. Juz teraz wszystkie swoje frustracje skupia na niej. Wrzeszczy przy niej ze mam sprzedać mieszkanie, dać mu połowę kasy i mamy spier... z jego życia, że on nigdzie nie jest zatrudniony więc mam zapomniec że dostanę na nią chociaz złotówkę.
        • laura771 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 12:58
          Po pierwsze to nagrać i do pozwu załaczyć odpowiedni materiał dowodowy.
          • blue_ania37 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:07
            Odezwij się na mnie na gazetową, mieszkam w Poznaniu, mogę pomóc Twojej córce, jestem pedagogiemsmile
            Pozdrawiam
            Ania
            • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:26
              blue_ania37 napisała:

              > Odezwij się na mnie na gazetową, mieszkam w Poznaniu, mogę pomóc Twojej córce,
              > jestem pedagogiemsmile

              > Pozdrawiam
              > Ania

              Dzięki Aniu, nie korzystałam wcześniej z żadnego forum więc jeszcze wszystkiego nie ogarniam, jak mogłabym się z Toba skontaktowac w razie potrzeby? Bo "na gazetową nic mi nie mówi.
              • yoma Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:41
                Poczta gazetowa, czyli nickadresata@gazeta.pl

                np. twoja gazetowa to smutek39@gazeta.pl (jeśli założyłaś konto z pocztą, oczywiście)
                • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:57
                  ok, juz rozumiem, jakaś nieogarnięta jestem. dzięki
                  • yoma Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:58
                    Nowa, nie nieogarnięta smile
        • fata-m-organa Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:05
          Po pierwsze zapewnij córce ochronę są odpowiednie ośrodki terapeutyczne- jestem z W-wy wiec nie znam takowych w Poznaniu, ale na pewno są. Córka jest ofiarą przemocy i terapia jest konieczna. Po drugie postaraj się zbierać dowody - sms-y , może jakieś nagranie etc. Możesz tez założyć "mężowi" NIEBIESKĄ KARTĘ - nękanie psychiczne to tez przemoc. Ponad to w Ośrodkach Pomocy Społecznej dyżurują bezpłatnie fachowcy tacy jak - psycholog, psychiatra, prawnik. Idź koniecznie i skorzystaj z darmowych porad.
          A w ogóle to nie czekaj tylko składaj pozew o rozwód i koniecznie wystąp o alimenty na tzw. zabezpieczenie powództwa. W moim pozwie to wyglądało tak: 7. Zabezpieczenia powództwa przez zobowiązanie pozwanego X do uiszczania przez czas trwania procesu kwoty Y zł. miesięcznie na każde dziecko płatne na konto powódki (matki) Z do 10 dnia każdego miesiąca z góry z ustawowymi odsetkami, na wypadek uchybienia terminowi płatności którejkolwiek z kwot. Powodzenia- działaj szkoda czasu, nerwów i Twojego życia... no i córki oczywiście.
          • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:19
            jestem zdecydowana aby coś z tym zrobic i tak zmarnowałam juz mnóstwo czasu i mam wyrzuty, że zrobiłam to mojemu dziecku
            • fata-m-organa Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:24
              Świetnie Cię rozumiem... nie marnuj już ani minuty więcej - powodzenia !
              • fata-m-organa Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:26
                www.mopr.poznan.pl/index.php/zespol-interdyscyplinarny.html
              • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:27
                fata-m-organa, dziękuję
            • to.ja.kas Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:27
              Teraz nie czas na żale. Udaj się do prawnika. Zachowanie Twojego męża to najczystsza przemoc. Zbieraj dowody i walcz.
              Jeśli chodzi o wspieranie córki, to nie zagłaskuj jej, ale bądź dla niej wsparciem i buduj jej poczucie wartości. Możesz być odtrutką na jad głupiego ojca. Skorzystaj z porady psychologa sama, tylko po to by dowiedzieć się JAK zachowywać się w takiej sytuacji. Jeśli facet krzyczy i się awanturuje wzywaj policje. On chyba nie ma świadomości, że na jego zachowanie nie ma przyzwolenia.
              I kochaj córkę, powtarzaj jej, że nie jest taka jak widzi ją ojciec.
              Szlag jasny by trafił tatuńcia.
              • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:32
                to.ja.kas. tak właśnie staram się robić, mamy ze soba świetny kontakt, i ona jest dzielna i mówi że nic sobie z tego nie robi co on mówi, ale ja wiem i widze że tak nie jest sad
        • mozambique Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:24
          i wyszlas dobrowoleni za msciwego i nieprzewidywalnego sadystę psychicznego ?
          wpuscilas go odo odmu , łozka i zycia swojej córki ?

          niebywałe
          • mola1971 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:34
            Masz więcej takich "światłych" uwag?
            Obyś nigdy nie była w takiej sytuacji. Bo wiesz, życie mściwe i przewrotne bywa.
            • fata-m-organa Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:37
              Brawo mola - tez mi się to cisnęło na usta smile
              • mozambique Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:40
                czyli co to za zycie msciwie robi ?
                w kajdany cie zakuli , zakneblowana do kosciola w bialej sukni, wyszlac za mlodszego brata Hannibala Lectera ?
                • mola1971 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:42
                  Wiesz co? Idź swój jad sączyć w innym miejscu. Mnie się do twojego poziomu zniżać nie chce.
                  EOT.
                • to.ja.kas Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:43
                  Mozambique, poza jadem wykazałabyś się też empatią, wrażliwością i inteligencją i może dałoby się Ciebie znieść.
                  • scindapsus Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:01
                    daj spokój
                    Przecież to mozambique
                  • odmieniona44 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:21
                    "to.ja.kas 18.05.12, 13:43 Odpowiedz
                    Mozambique, poza jadem wykazałabyś się też empatią, wrażliwością i inteligencją i może dałoby się Ciebie znieść. "
                    Może i wykazała by się jedną z powyższych ...gdyby posiadała. Trudno epatować czymś czego ma się deficytsmilesmile
          • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:36
            mozambique napisała:

            > i wyszlas dobrowoleni za msciwego i nieprzewidywalnego sadystę psychicznego ?
            > wpuscilas go odo odmu , łozka i zycia swojej córki ?
            >
            > niebywałe
            kiedy wychodziłam za niego 16 lat temu byl zupełnie innym człowiekiem, a mojej córki nie było na świecie
            • mozambique Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:41
              twojej ?

              czyli w malzenstwie machnełas sobei dziekco na boku ?

              bo juz którys raz piszesz "moja córka"
              • yoma Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:43
                Dobra, Mozambique, poglanujesz ją, jak już się ogarnie i będzie widziała, co robić. Na razie są pilniejsze rzeczy do zrobienia.
              • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 13:52
                mozambique napisała:

                > twojej ?
                >
                > czyli w malzenstwie machnełas sobei dziekco na boku ?
                >
                > bo juz którys raz piszesz "moja córka"

                piszę "moja córka" bo jej ojciec nie zachowuje się jakby było to równiez jego dziecko,
                • scindapsus Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:02
                  Smutek, a dlaczego TY masz sprzedawac mieszkanie?Czyje ono jest?
                  • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:16
                    to dość skomplikowana sprawa. Na dzień dzisiejszy prawnie właścicielami mieszkania jestem ja i moja mama w spadku po moim ojcu, ale mieszkanie kupiliśmy wraz z mężem po ślubie, potem on stracił pracę otwoarzył firmę prywatną (firma była zarejestrowana na mnie, ale prowadził ja mój mąż poniewaz ja w tym czasie pracowałam normalnie na etacie), niestety firmę zjadły koszty pracowników i zostały po niej tylko długi. W tym czasie darowaliśmy mieszkanie mojemu ojcu, aby w razie powaznych klopotów nie zostac bez dachu nad głową. Długi zostały spłacone, mój ojciec zmarł, i sprawa własmości mieszkania nie została odkręcona. Niemniej jednak mieszkanie kupiliśmy razem więc należy mu sie jego część.
                    • to.ja.kas Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:19
                      Z tego co czytam wedle prawa guzik mu sie nalezy i tego bym sie trzymała. On tym co nalezy się córce nie zajmuje swojej głowy.
                      • blue_ania37 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:24
                        Widzę, że już Ci wytłumaczono, co to jest gazetowasmile
                        Czekam na info koniecznie z nr telefonu i gdzie mieszkasz jaka dzielnica.
                        A
                        • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:30
                          Na pewno się odezwę. Dziekuję
                      • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:28
                        prawnie pewnie niewiele mu się należy, ale może gdyby dostał swoją część, zostawiłby nas w spokoju, moze... tak sobie myślę. Tylko że ja nie mam się gdzie wyprowadzić, straciłam pracę więc nawet kredytu na kupno nowego nie dostanę.
                        • maciekqbn Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:32
                          smutek39 napisała:

                          > może gdyby dostał swoją część, zostawiłby nas w spokoju, moze... tak sobie myślę.

                          Wątpię w to. Osoby, które posuwają się do takich działań nie mają żadnych hamulców moralnych. Dostanie "to co mu się należy" to będzie chciał jeszcze więcej. Gdyby chciał się dogadać, to od początku zupełnie inaczej by się zachowywał. Ale może się mylę...
                        • to.ja.kas Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:34
                          Nie, nie zostawiłby w spokoju. Bo to by była tylko część. A jemu nie w smak dbać samemu o swoje życie. Olej jego prawa. Niszczy Ci dziecko a Ty sie martwisz gadem.
                          • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:43
                            Właśnie dlatego, że widzę jak ja niszczy, postanowiłam już nie myśleć czy mam go z czego spłacić czy też nie i nie zastanawiać się teraz czy będzie jeszcze większa zadyma. Po prostu od poniedziałku zaczynam szukać we wszystkich mozliwych miejscach sposobu i pomocy w rozwiązaniu tego chorego związku, z jak najmniejsza szkoda dla młodej. A co będzie dalej sie okaże i tak już jest tragicznie.
                            • scindapsus Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:54
                              i tak trzymaj.
                            • to.ja.kas Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:54
                              Kurde, załóż sprawę o znęty przede wszystkim! Nagraj drania. I do sądu z nim. I jego przyszłością zajmowałabym się najmniej skoro jest takim okrutnym idiotą.
                        • scindapsus Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 15:24
                          Nie, nie zostawiłby
                          czerpie radość z dręczenia was, więc dlaczego nagle miałby się pozbawić tej radosci.

                          Schowaj szlachetność w kieszeń i skup się teraz na uratowaniu siebie i corki.
                          Wyprowadzka?Dobre sobie
                          Może pod most?
                          • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 17:05
                            Dziękuje Wam, czasami zdanie osób postronnych jest bezcenne, od poniedziałku biorę się za porządkowanie swojego życia
                            • yoma Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 19:32
                              Prawnie jest tak:

                              Skoro mieszkanie było wasze i uczyniliście z niego darowiznę, aktem notarialnym, bo inaczej nieruchomości podarować nie można, to mąż, podpisując akt, dał na wieczne nieoddanie i przepadło. Mógłby ewentualnie odwołać darowiznę powołując się na rażącą niewdzięczność obdarowanego, ale obdarowany wziął i zmarł. A spadkobierców obdarowanego ścigać nie można.

                              Mógłby jeszcze się powołać na swoją niepoczytalność w momencie podpisywania, ale nie sądzę, żeby chciał smile

                              No. A teraz rób z tą informacją, co uważasz za słuszne.
                              • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 00:32
                                na razie zajmę się znalezieniem pomocy prawnej i złożę pozew o rozwód, a mieszkaniem będę się martwić potem, tak jak mówisz formalnie nie ma do niego prawa, a chwilowo nie mam siły na rozterki moralne
                                • yoma Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 20.05.12, 11:22
                                  I bardzo dobrze. A też się nie daj szantażować brakiem pieniędzy. Póki jest twoim mężem, zabezpieczenie potrzeb rodziny należy wam się jak psu buda, a jak przestanie być twoim mężem, to córce alimenty będą się należały jw.
                    • mayenna Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 16:25
                      Moim zdaniem pan był poczytalny jak przepisywaliscie mieszkanie na twojego ojca więc poniesie konsekwencje swojej decyzji.
                      Trzymaj się i nie pozwól się zastraszyć.
                • smarhta Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 02:55
                  smutek39 napisała:

                  > mozambique napisała:

                  Nie odpowiadaj mozambique, nie czytaj nawet. Nie karm trola.
                  Tez sie raz dalam podpuscic. Jak zobaczylam, ze nie gada ze mna, tylko ze swoimi urojeniami na moj temat, to stanowczo rozmowe ucielam, trol zdemaskowany nawet nie odpowiedzial.

                  Poniewaz zrobilam to dosc ostro, jak na mnie, to mi sie potem glupio zrobilo. Pomyslalam "a moze ma zly dzien?". Poszperalam z grubsza po roznych dzialach forum, okazalo sie, ze nie, ze to normalny sposob bycia tej osoby: wyszukiwac osoby slabsze, skrzywdzone, stale lub chwilowo nie majace trudnosci w samoobronie i atakowanie ich. Pod dowolnym pretekstem. Dolowanie, dokopanie lezacemu. Udowadnianie kazdemu, ze jest glupi i sam sobie winny. Olej trola po prostu (:
                  • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 10:36
                    tak, sobie właśnie pomyślałam, że to jakaś strasznie sfrustrowana osoba, która nie ma gdzie ulokować swoich frustracji sad
              • mayenna Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 16:17
                Mozambiqe, jesteś rozwódką, czy poczułaś misję poudzielania się na tym forum?

          • odmieniona44 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 14:19
            > i wyszlas dobrowoleni za msciwego i nieprzewidywalnego sadystę psychicznego ?
            > wpuscilas go odo odmu , łozka i zycia swojej córki ?
            >
            > niebywałe
            .........
            Te "moza...cośtam", nie kozacz bo ci się jeszcze życie dobierze do miejsca gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.
            • maciekqbn Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 19:12
              Masz rację Odmieniona. Gdyby mi 9 lat temu ktoś opowiedział 'moją historię' to bym obśmiał i głowę się postukał. Czas uczy pokory. Nie wszystko da się przewidzieć a splot popełnionych drobnych błędów może przynieść efekty fatalne w skutkach. Czasem wystarczy ruszyć jedną kostkę, by posypała się cała układanka jaką jest spokojne, ustabilizowane życie.
              • anetuchap Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 19:37
                Ja bym Ci radziła udać się do Ośrodka Interwencji Kryzysowej,na pewno jest w Poznaniu.
                Zadzwoń do nich już dzisiaj (dyżurują 24h/dobę) a umówią Cię z odpowiednią osobą,
                która będzie miała wiedzę,aby Ci pomóc.
                Koniecznie nagrywaj go,gdy się znęca nad córką,w telefonach komórkowych najczęściej
                jest dyktafon a nawet kamera.
                I musisz jakoś pomóc swojej córce,jest w bardzo trudnym wieku i ta sytuacja może zaważyć na
                jej przyszłym życiu. Zresztą sama to wiesz,bo piszesz,że boisz się,że pozna kogoś,kto okaże
                jej choć trochę uczucia i "ucieknie" z nim z domu.
                A pierwszy krok już zrobiłaś - napisałaś swojego posta tutaj - dasz radę!
                • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 00:52
                  ja się nie boję, że ona ucieknie z domu, ja się boję, że ktoś ją skrzywdzi, bo będzie szukała akceptacji u pierwszego lepszego faceta, który odezwie się do niej po ludzku.
                  A tak nawiasem mówiąc napisanie tego posta też było jakimś aktem rozpaczy, bo ja generalnie nie postrzegałam się nigdy jako ofiiara, raczej gdy cokolwiek złego się działo w rodzinie czy u przyjaciół to na mnie liczono, że zareaguję działaniem. Może przez to nie umiałam (albo nie umiem) przyznać się, jak bardzo bezradna jestem w tej sytuacji (jakiś kompletny bezwład)
                  • yoma Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 20.05.12, 11:24
                    Aha, znam ten ból smile I OK, udzielałaś pomocy, a teraz sama potrzebujesz. To normalne. Samo życie. Dobrze, że się odezwałaś.
              • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 00:41
                maciekqbn napisał:

                > Masz rację Odmieniona. Gdyby mi 9 lat temu ktoś opowiedział 'moją historię' to
                > bym obśmiał i głowę się postukał. Czas uczy pokory. Nie wszystko da się przewid
                > zieć a splot popełnionych drobnych błędów może przynieść efekty fatalne w skutk
                > ach. Czasem wystarczy ruszyć jedną kostkę, by posypała się cała układanka jaką
                > jest spokojne, ustabilizowane życie.
                >
                to niestety prawda, ja do dziś nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę i żo to jestem ta sama ja co przed kilku laty
                • fata-m-organa Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 23:50
                  Ten bezwład i strach jest koszmarny- pamiętam ... chyba każda z nas przez to przechodziła. Ludzie często mądrze mówią i radzą, ale jest się głuchym na te rady. Trzeba sięgnąć "dna" żeby się w końcu odbić i zacząć patrzeć pozytywnie w przyszłość. Ja się już odbiłam, chociaż miewam gorsze dni. Jestem już po rozwodzie i teraz muszę zawalczyć o swoje lepsze jutro- dla siebie i swoich dzieci.
    • bez_przekazu Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 19:23
      co to jest,ze zwiazek z drugim czlowiek tak zmienia? czy to znaczy,ze od teraz mamy byc tacy,jak nasz partner? a jesli sie buntujemy to rozwod?
      • maciekqbn Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 19:40
        Nieco upraszczając, możliwości są cztery:

        1. On się zmienia tak jak Ty chcesz.
        2. Ty się zmieniasz tak jak on chce.
        3. Oboje się zmieniacie by wypracować kompromis.
        4. Rozwodzicie się.

        1 i 2 mało demokratyczna i bez szkody bądź ustępstw którejś ze stron niewykonalne. 3 to rozwiązanie optymalne. Należy sięgnąć po 4 gdy 3 niemożliwa a miotanie się między 1 a 2 zatruwa życie. Czyli tak zupełnie na zimno, to nie ma tu żadnej filozofii.
    • notting_hill Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 18.05.12, 20:09
      Komitet Ochrony Praw Dziecka na Garbarach w Poznaniu, tam możesz się udać, są tam sensowne, doświadczone osoby, które niejedno widziały i na pewno udzielą Ci porady i wsparcia.
      www.kopd.poznan.pl/poradnia
      • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 24.05.12, 10:37
        Dziękuję za radę. Wczoraj byłam tam na rozmowie z prawnikiem, więc pierwszy krok zrobiony. Umówiłam się również z psychologiem, żeby porozmawiać o córce, ale także aby uporządkować siebie, ponieważ prawnik uważa, że jeśli nie stać mnie na adwokata (a nie stać) , to zdecydowanie powinnam się podnieść psychicznie, bo w obecnym stnie mogę nie dźwignąć tej walki jaką będzie rozwód. Jestem przerażona i zupelnie rozbita sad
        • yoma Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 24.05.12, 11:45
          Smutek, dasz radę. No.
          • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 24.05.12, 15:55
            Dzięki yoma. Muszę, już się nie wycofam. Zawsze mówiłam, że jak się człowiek mocno skupi to nawet skrzela wytworzy, więc choć wszystko się we mnie trzęsie i rozpada zaczynam się skupiać nad skrzelami, może wówczas złapię oddech.
            yoma napisała:

            > Smutek, dasz radę. No.
            • yoma Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 24.05.12, 16:06
              Ładnie to powiedziałaś smile To, że się zdecydowałaś coś robić, to już połowa sukcesu, naprawdę. Śmiało dalej, a gdybyś potrzebowała rady czy pomocy, to krzycz tutaj też śmiało.
    • giselle1976 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 12:02
      Boże jakbym czytała o sobie. Z pełnej radości optymistki stałam się słabą, marną istotką z którą można robić wszystko. Od wydzierania się i wyzywania po krótkie przepraszam i dotykanie wbrew mojej woli w intymne miejsca "na zgodę". Nienawidzę go. Zniszczył mnie. Jestem na wychowawczym do sierpnia. Później wracam do pracy. Jestem obecnie bez dochodów a nie mogę wrócić szybciej bo córka choruje. W sierpniu ma jeszcze rehabilitację na którą muszę jeździć co dzień. Stan jej się znacznie poprawił. Czy jest szansa na jakieś środki dożycia od niego dopóki nie wrócę do pracy? Czy może sąd będzie kazał iść do pracy a rehabilitacja???? Gdyby nie te finanse wszystko byłoby o wiele prostsze.
      • maciekqbn Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 12:08
        giselle1976 napisała:

        > Nienawidzę go. Zniszczył mnie.

        Powstrzymaj negatywne emocje, bo one niszczą również Ciebie. Skup się na skutecznym działaniu i ochronie dzieci przed skutkami przyszłego rozwodu.
        • lampka_witoszowska Re: powstrzymaj, powstrzymaj 19.05.12, 16:38
          a jeszcz elepiej zduś w zarodku, najlepiej w okolicach gardła albo splotu słonecznego

          jak się powstrzymuje negatywne emocje? może lepiej je z siebie wyrzucić (byle nie na kogoś) (i nei na siebie zduszając)?

          moim zdaniem to wściekłość, a nie żadna nienawiś
          a nawet jakby - minie
          byle jej nie karmić negatywnymi myślami
          • maciekqbn Re: powstrzymaj, powstrzymaj 19.05.12, 17:05
            lampka_witoszowska napisała:

            >
            > jak się powstrzymuje negatywne emocje?

            Przy pomocy rozumu. Wytłumaczyć sobie cały mechanizm powstawania tych emocji i w odpowiednim miejscu 'przeprogramować' swoje myślenie. Wiem, że nie każdy to potrafi ale spróbować warto.

            > byle jej nie karmić negatywnymi myślami

            Otóż to. I nie dać ponieść się emocjom, pewnie dla kobiet będzie to trudniejsze w realizacji.
            Ja swoja ex wyprowadzam z równowagi filozoficznym spokojem smile
            Satysfakcja z takich sytuacji - bezcenna.
            • argentusa Re: powstrzymaj, powstrzymaj 23.05.12, 12:07
              Ja swoja ex wyprowadzam z równowagi filozoficznym spokojem
              Satysfakcja z takich sytuacji - bezcenna.

              Zwrócę tylko uwagę, ze nie masz pojęcia nawet jak sam sobie robisz kuku.

              A uczuć nie wolno zduszać w zarodku bo to szkodzi. Pisze ci to "intelektualna" co to latami leczyła się z intelektualizowania/racjonalizowania, bo niektóre uczucia są niefajne. Jak już się oduczyłam odrzucania ich to się poczułam o niebo lepiej. I tak mam do dzisiaj.
              No i teraz hihihi mam stlowe nerwy ale nie dlatego, że je zduszam, tylko dlatego że przeżywam od początku do końca -to jest dopiero bezcenne smile))))))))))
              • maciekqbn Re: powstrzymaj, powstrzymaj 23.05.12, 15:48
                Radzisz mi, bym się zniżył do poziomu rozwrzeszczanej, wulgarnej baby, która jednym tchem obsypuje mnie i całą moja rodzinę epitetami, których nie powstydziłby się menel z pod budki z piwem? Bo niestety tak by to musiało wyglądać sad
                A że większość tego typu dyskusji ex odbywa się przy dziecku (jej to zwisa, że syn cierpi słuchając tych wywodów), to IMHO jedyne co mogę zrobić, to dać się jej wykrzyczeć (przecież nie ukatrupię jędzy, bo pójdę siedzieć jak za człowieka). Tak muszę tłumic negatywne emocje, jednocześnie 'grając' przed synem, że mnie to nie rusza. W ten sposób zapewniam mu jakieś poczucie stabilizacji w tym patologicznym otoczeniu. Jaki wzorzec bym mu przekazał, gdybym się zachowywał tak samo jak moja ex?

                Zgodzę się z Tobą, że robię sobie tym kuku, czuję to. Ale magnez i melisa bardzo mi pomagają smile
                • smarhta Re: Uczucia powstrzymac?! nie da sie, nie wolno! 24.05.12, 01:19
                  I znowu... czy pomiedzy dwoma extremum nie ma juz nic?
                  Zarowno bezrefleksyjne pozwalanie uczuciom, by rzadzily nasza wola i zachowaniem, jak i ich tlumienie jest szkodliwe. Tak dla Ciebie, jak i dla otoczenia.

                  Lata temu bylismy z dzieckiem u psychologa. Psycholog w pewnym momencie zapytala meza, co on czuje w zwiazku z jakas tam sytuacja. On na to: nic.
                  No to pyta go, jak to nic? No i on mowi, ze zle uczucia tlumi w zarodku. Powiedziala mu wtedy, ze to sie jeszcze na nim zemsci, ze to nie jest dobre, ale on nie chcial juz o tym rozmawiac, a ze bylismy w innej sprawie, tzn dziecka, to sie ta inna sprawa zajelismy. Do dzis zaluje, ze mi wtedy nie powiedziala, ze na mnie to sie zemsci jeszcze bardziej.

                  Jak teraz, tzn jak sie malzenstwo sypalo, on juz postanowil odejsc, ja jeszcze mialam nadzieje i wlasciwie nie wierzylam w to, co sie stalo, chodzilismy do tutejszego skrzyzowania psychologa z mediatorem, problem powrocil. Okazalo sie, ze on z powodu przezyc zwiazanych z matka tak sie odcial od swoich uczuc, ze nie wie nawet co czuje. Ani co chce. Nie wiedzac, co czuje, odmawiajac sobie prawa do uczuc, nie rozumie i nie akceptuje uczuc u innych. Jak cos bylo nie tak, to o tym nie mowil "bo nie lubi sie klocic". Z jednej strony, jak juz w nim jakies uczucie wybuchalo, to mnie pytal, co i dlaczego czuje. Z drugiej strony, twierdzil, ze dlatego nienawidzi ze mna rozmawiac, bo ja zawsze wiem lepiej, co on czuje...
                  Psycholog probowal mu tlumaczyc: ok, miales trudne dziecinstwo, musiales nauczyc sobie radzic. Nienormalna sytuacja wymusila na Tobie nietypowe sposoby radzenia sobie z nia. Ale to, co dzialalo w dziecinstwie, w stosunku do nienormalnie funkcjonujacej osoby, nie bedzie dzialac w doroslym zyciu wsrod roznych, mniej i bardziej normalnych ludzi.

                  Nie, nie masz pozwalac zlym emocjom rzadzic Toba i sytuacja.
                  Ale!
                  Emocje sa potrzebne. Wszystkie. Takze te "negatywne".
                  Zlosc na tezn przyklad moze byc niszczaca, jesli wymknie sie spod kontroli. Ale jest potrzebna. Chocby po to, zeby nie dac sie wykorzystywac i niszczyc innym. Jak bedziesz jej zaprzeczal, to Cie zniszczy. Albo zniszczy Cie od srodka, albo wybuchnie z niewspolmierna sila wtedy, kiedy najbardziej bys tego nie chcial.

                  Ja przez lata nie umialam sobie radzic z dwoma takimi uczuciami: zlosc i poczucie winy. Nie odczuwalam ich, nie rozpoznawalam. Zlosc objawiala sie u mnie np bolem glowy, zmeczeniem. Nie czulam zlosci, chociaz ona gdzies tam we mnie tkwila. Ale byla nieakceptowana przez meza. Podobnie bylo z poczuciem winy, nie umialam go przezywac, wiec je wyparlam. Zastapilam calkowicie szukaniem przyczyn i proba naprawy sytuacji. Niby dobrze, ale... nie potrafilam przez to wziac winy na siebie, przeprosic. Nie pozwalalam tez innym czuc sie winnym. Usprawiedliwialam nadmiernie, szukajac przyczyn, zamiast winy. Nie zawsze i nie w kazdej ilosci jest to dobre. Przedobrzylam!

                  Wszystkie uczucia sa potrzebne!

                  Najnajnajwazniejsza sprawa, jesli chodzi o uczucia, to nauczyc sie je rozpoznawac i nazywac. To juz polowa sukcesu w zarzadzaniu nimi. A jak Ty nie bedziesz zarzadzal nimi, to one beda rzadzic Toba. Ty tylko sprytnie ten fakt przed samym soba ukryjesz. Jesli im zaprzeczasz, dusisz je, to nigdy nie bedziesz ich kontrolowal. Skrzywdzisz siebie i innych, swoje dziecko tez.
                • lampka_witoszowska Re: powstrzymaj, powstrzymaj 24.05.12, 11:28
                  nie masz wyrać jak ex, masz nie zduszać

                  a co robisz?
                  pokazujesz synowi, że jak ktoś na niego będzie wrzeszczał, to najlepiej udawać, że wszystko jest ok - i syn za iles lat będzie dumny z tego, że inni mówią mu, że w sferze uczuć dział jak cyborg
                  bo ten "cyborg" w nim dopiero da mu poczucie bezpieczeństwa

                  odwracasz się na pięcie i idziesz?
                  składasz wizytę dzielnicowemu?
                  jeśli to przed spotkaniem z dzieckiem, idziesz z kimś, kto wysłucha okrzyków?
                  proponujesz i umawiasz wizytę u psychologa dzieciecego, żeby omówić, jak ona powinna i jak Ty powinieneś zachować się podczas takch spotkań w obecności dziecka i jak to szkodzi dziecku?
                  i rozwiązujesz problem, a nie usiłujesz doprowadzić ex do białej gorączki opanowaniem

                  (kwestia motywacji, które lepsze, to sam określisz w Waszej sytuacji)

                  do tego opanowac możesz się w danej chwili, ale pomimo odczuwania złości - tę złość możesz jednak przecież poczuć,a potem wyładować, jak umiesz (byle nei na kimś)
                  mam jeszcze hektar działki do skopani, jakbym Ci mogła pomóc - i masz cały świat do obiegniecia, albo rowerem do objechania, albo jakkolwiek

                  biochemii nei miałam, wolałam geochemię, ale jednak podczas porządnego wysiłku organizm z toksyn nieco się oczyszcza...
                • argentusa Re: powstrzymaj, powstrzymaj 24.05.12, 17:31
                  A w którym miejscu napisałam żebyś śię jak to ująłeś zniżył do poziomu rozwrzeszczanej baby?
                  Bo nie widzę jednak.
                  to IMHO jedyne co mogę zrobić, to dać się j
                  > ej wykrzyczeć (przecież nie ukatrupię jędzy, bo pójdę siedzieć jak za człowieka
                  nieprawda, w ten sposób uczysz syna że nie można okazywać uczuć. Zamieniasz go w słup soli.
                  Możesz stanowczo i wprost powiedzieć, że nie życzysz sobie agresji słownej. Dodatkowo przy dziecku i jeśli jeszcze raz tak zareaguje to nie będziesz z nią w ogóle rozmawiał tylko wezwiesz pomoc społeczną. A jak to zrobisz to bankowo, że kolejnym razem kobieta isę zdrowo zastanowi zanim wywrzaśnie.
                  A dziecku pokażesz, że nie wolno tak traktować innych, i że tego nie akceptujesz. Czujesz różnicę?

                  O jakim poczuciu stabilizacji piszesz?
                  O takim które sam znasz z własnego domu? I czy ono faktycznie dawało ci poczucie bezpieczeństwa?
                  Maćku, daleka jestem od dawania dobrych rad jedynie śłusznych, ale zapewniam Cię, nie tędy droga. I jakoś nie mam wątpliwości, że dotychczasowa Twoja postawa nie przyniosła dobrych rezultatów, ani dziecku ani waszej rodzinie. Odnoszę wrażenie,że wyprowadzanie z rónowagi eksi sprawia Ci niekłąmaną satysfakcję. A to nie jest w mojej opinii powód do dumy. Bo problem nie w tym żeby jej dopiec, tylko żeby samemu dobrze żyć i dobrze wychować małego.
                  Czego życze,
                  Ar.
                • argentusa Re: powstrzymaj, powstrzymaj 24.05.12, 17:33
                  i dodam jeszcze, ze magnez i melisa wcale ci nie pomagają tylko łagodzą skutki. PRzyczyna dalej w tobie siedzi.
      • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 12:20
        Rozumiem, i bardzo współczuję, jeżeli do tego całego bałaganu dochodzi jeszcze choroba dziecka można zwariować sad
      • lampka_witoszowska Re: Giselle 19.05.12, 16:48
        byłam w takiej samej sytuacji i wychowawczy odważyłam się wykorzystać w pełni

        po pierwsze alimenty
        po drugie, idź do mopsu po zasiłek wychowawczy, to parę lat temu było w granicach 490 zł
        dostaniesz makabryczną ilość dokumentów - do zusu, do skarbówki i do pracy, żeby udowodnić, że naprawdę nie zarabiasz
        to nie działa wstecz, więc od razu załatwiaj

        nie wiem tylko, jak to wygląda, gdy jeszcze nie macie orzeczonego rozwodu - ale o tym dowiesz się w mopsie, może wystarczy pozew rozwodowy, zaświadczenie, że rozwód w toku?

        do tego alimenty

        żaden sąd, tak jak żaden pracodawca, nie może namawiać Cię czy zmuszać do powrotu do pracy - na dodatek świadczy to o Tobie jako matce pozytywnie, prawda? przedstaw w sądzie tez sytuację zdrowia córki (miej ksero dokumentacji medycznej albo od razu dołącz do pozwu, jeśli dopiero składasz), powiedz o tej rehabilitacji i że nie ma osoby, która zajmie się dzieckiem za Ciebie, zresztą dla zdrowia dziecka dodatkowe zmiany są po prostu niefajne

        i jak brakuje "do pierwszego", zawsze zostaje na poratowanie stare, dobre allegro
      • fata-m-organa Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 23:54
        Wystąp o alimenty na zabezpieczenie. Jeśli nie będzie płacił to idziesz do komornika. Komornik wszczyna egzekucję i po 2 miesiącach dostajesz zaświadczenie o bezskuteczności egzekucji świadczeń alimentacyjnych. Na podstawie tego dokumentu możesz ubiegać się o fundusz alienacyjny, który wynosi tyle co zasądzone alimenty, ale nie więcej niż 500zł. Na wychowawczym możesz te z pobierać zasiłek wychowawczy.
    • baabcia Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 15:42
      wczesniejsze posty mówią o mieszkaniu i tym, ze nalezy mu się coś ...
      moja rada - myslisz dobrze, bo nie szukasz zemsty i nie chcesz go ograbić
      chcesz mieć spokój

      ale zrób tak w sądzie nie Ty mów o mieszkaniu
      sprawa jest prawnie jasna mieszkanie jest Twojego Ojca i może je dać np wnuczce

      posłuchaj co powie mąż - w jaki sposób się upomni i o co - żebyś nie zeszła na zawał

      a jesli to równie uczciwy człowiek jak Ty - dasz mu to co uznasz za stosowne - do tego sąd nie jest potrzebny

      ale nie wyprzedzaj wypadków - niech on powie co mu się według niego nalezy jesli uzna, ze tak jest
      znam wielu mężczyzn, którzy na prawdę beztrosko dzielili rózne rzeczy, upominali się o róznosci - obiecując równoczesnie alimenty i kontakty i wakcje i
      gruszki na wierzbie
      pamięc bywa krótka i wybiórcza - nie dosć, że wszystko się zminimalizowało to np tatuś utrudnia dzieciom wykupienie mieszkania i za chwilę wylecą z niego - nic nie tracić, niczego nie dokłada ale postanowił!!! - gdybyś wiedział co obiecywał odfruwając - wierzył w to
      potem wpadał cos zabrać z domu
      potem przestał płacić to do czego się zobowiazał
      przegrał sprawę o alimenty
      no to teraz jeszcze poświruje
      mąż po rozwodzie jest osobnym człowiekiem - bywa, że nie da się w nim rozpoznać dawnego człowieka
      najgorsi sa ci którym nie uda się nowy związek - szaleńcy, którzy potrafią odgrywać się na dzieciach za swoje niepowodzenia
      brrr
      niestety niczego nie da się przewidzieć - nie nalezy rozdawać tego co się dzieciom należy
      trzeba łapać dystans, od tego co było do tego co będzie bywa kosmicznie daleko
      a jesli będzie dobrze to miod mozna z łyzeczki zlizywać - nic nie stoi na przeszkodzie
      • sebalda Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 17:33
        Mam kontakt z kobietami, ktore szukały pomocy w takiej sytuacji jak Twoja w organizacjach pomocowych i otrzymały ją natychmiast, w takim zakresie, o jakim nawet nie marzyły. W takich miejscach pracują na szczęście najczęściej ludzie, którym się jeszcze chce, którzy naprawdę chcą pomóc. No i mają doświadczenie. Dowiesz się tam, że przemoc psychiczna jest tak samo traktowana jak fizyczna, a to, co robi Twój mąż z Waszą córką, to przemoc i patologia w najczystszej postaci.
        W Centrum Praw Kobiet masz psychologów dla Ciebie i córki, masz też prawników, ktorzy poprowadzą Cię za rękę w kwestii rozwodu. Ja tam trafiłam na cudowną, zaangażowaną prawniczkę.
        Przeczytaj sobie swoje własne zdanie: "że on nigdzie nie jest zatrudniony więc mam zapomniec że dostanę na nią chociaz złotówkę" i zastanow się, czy stać Cię na wyrozumialość wobec niego. Jeśli mieszkanie jest na Twojego ojca, nawet przez chwilę nie zastanawiałabym się nad rozwiązaniem takim, które jest najlepsze dla Ciebie i córki. A jeśli myślisz, że on da Wam spokój, gdy go spłacisz, jesteś w wielkim błędzie. Zostaniesz bez pieniędzy, a z i tak szalejącym psycholem na głowie. Przemyśl, co się opłaca. Tacy ludzie łatwo nie wypuszczają ofiar z rąk.
        Trzymaj się i nie rezygnuj, to bardzo ważne, nie możesz dłużej serwować tego wszystkiego córce.
        • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 22:31
          Tego sie obawiam najbardziej, że nawet po rozwodzie zostanę z jeszcze bardziej szalejącym psycholem na głowie, bo przecież nikt go nie zmusi żeby sie stąd wyprowadził.
          sebalda napisała:
          Zostaniesz bez pieniędzy, a z i tak szalejącym psycholem na głowie. Przemyśl, co się opłaca. Tacy ludzie łatwo nie wypuszczają ofiar z rąk.
          • sebalda Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 20.05.12, 00:27
            Ale ja nie pisałam tego, żeby Cię przestrzec przed rozwodem, tylko żeby Ci uzmysłowić, że nie jesteś takiemu człowiekowi nic winna i musisz się zabezpieczyć finansowo. Jeśli się dobrze przygotujesz, on nic Ci nie zrobi, może prawnik podpowie Ci, jak to załatwić, skoro mieszkanie jest na ojca, może jest sposób, by go z tego mieszkania w końcu z czasem się pozbyć.
            Boimy się przemocowców, ale część z nich jest tchórzami, gdy taki zobaczy, że żona jest zdeterminowana, że może wezwać policję, nie raz podkula ogon. No i oni są najczęściej silni w gębie, a na to można się uodpornić, tylko trzeba się wzmocnić na terapii. Córka się jednak tak szybko nie wzmocni i ze względu na nią musisz działać od razu, zacząć od znalezienia placówki, gdzie Ci pomogą.
            I jeszcze jedno: większość dzieci w takich domach musi grać "dzielne". To pozory, nie daj się im zwieść, w środku są całe poranione, jest im bardzo trudno, w późniejszym życiu mogą mieć poważne problemy. Nie raz czytałam zwierzenia dorosłych kobiet, ktore dźwigały zbyt ciężkie brzemię, bo matka myślała, że one są dzielne. Pamiętaj o tym.
            • mayenna Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 20.05.12, 07:53
              Po rozwodzie pozbędzie się go w trybie administracyjnym. On nie będzie miał wtedy prawa do mieszkania przy rodzinie.
          • mayenna Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 20.05.12, 07:51
            Gwarantuję ci, ze jak wezwiesz do szalejącego psychola policję, tak ze dwa razy, to potem po informacji, że to zrobisz, on się będzie uspokajał i hamował.
            Szaleje, bo jest bezkarny i ty mu na to pozwalasz.
      • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 19.05.12, 22:25
        baabcia tak właśnie zrobię, tkwię w tym bagnie już kilka lat i z czasem jest coraz gorzej, początkowo myślałam, że to się jeszcze zmieni, potem zwlekałam z myślami o rozwodzie, bo chciałam doprowadzić do sytuacji kiedy będę mogła zapewnic sobie i córce nowe lokum, a to mieszkanie sprzedać, oddać mu połowę kasy i zacząć nowe życie. Niestety straciłam pracę. To jakby dodało mu skrzydeł, zaczęło być jeszcze gorzej. Dopadła mnie depresja, straciłam chęć jakiegokolwiek działania, i nie wiem co by było gdyby nie to, że wiem dla kogo muszę żyć.
        Prawdopodobnie mój mąż nie przewidział tego, że po przkroczeniu pewnych granic, może oprócz zabicia we mnie chęci do życia, przypadkowo zabić też honor. I to chyba właśnie ta chwila, że przestałam myśleś o honorowych rozwiązaniach, a zaczęłam o jakichkolwiek byle to się wreszcie skończyło.
        Wiem, że kiedy złożę pozew o rozwód rozpęta się piekło, a on wykorzysta każdą najmniejszą szansę aby mi dokopać , myślę że on sam rozwieje moje rozterki moralne.

    • baabcia Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 20.05.12, 11:13
      po prostu weź decyzje w swoje ręce
      jasno w sądzie stawiaj sprawę, że pozbawił Cię złudzeń
      że nie przestałaś być otwartym dobrym człowiekiem
      ale mąż zrujnował wszystko, całe zaufanie
      próbowałaś ale doszliście do ściany
      teraz jest wyłącznie strach z twojej strony
      a z jego straszenie, szantaż, wyzywanie
      nie umie się odnaleźć ani w domu ani poza nim
      prośby o nie zakłócanie spokoju - nie chce lub już nawet nie potrafi spełnić
      nie szuka rozwiązań tylko ma pretensje
      jeśli jest prawdą to co napisałam - zastanów się jak to sobie opiszesz

      trudno jest to zrozumieć ale tak bywa im będziesz mniej stanowcza tym więcej on sobie będzie pozwalał
      zamiast zająć się sobą uwiesi się na Tobie i cały czas będzie latał z pretensjami, kiedy Ty się uodpornisz uwiesi się na córce - i wstawi jej w głowie kod na całe życie
      obraz ojca jest nieprawdopodobnie trwały i nie da się go pozbyć - mozna jakoś to potem opanowywać ale skutek jest mizerny
      koniec małżeństwa ma być końcem i warto postarać się żyć za siebie
      nie jesteś jedynym/ostatnim przyjacielem męża - załóż, że ma ich wielu

      jeśli w pracy nie zachowuje się tak jak w domu - to dla Ciebie sygnał - zafundowałaś sobie sama - dobrocią, wyrozumiałością, uległością, naiwnością - wrzuć tu co chcesz i powiedz SOBIE - dość

      • oli-vi Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 22.05.12, 08:37
        Witam!
        Kochana ja jestem już i po MOPRACH i po terapiach, po znecaniach i po hostelach, w ktorych mieszkałam z córką i powiem jedno - NIKT CI NIE POMOŻE- to wszystko jest na chwilkę, a takie sprawy jak znęcanie fizyczne (psychiczne- to juz banał) sa uamrzane, z poczatku on sie boi, poprawia się, ty czujesz sie pewna, potem umorzenie, ty dół, on góra i zaczyna sie jazda na maksa. Proponuje spokojnie z nim rozmawiac, nie dac po sobie czuć, że ciebie to dotyka, staraj sie go zmieniać ,,na dobre" powoli. Nie rozjuszaj bo jak to zrobisz przeghrasz zycie jak ja i moja córka. Spokojnie idz do celu ale nie przez policję i prokuraturę - to nic nie da, Pozew o alimenty, rozwód z podziałerm majątku - tak proponuję. Ja tego nie uczyniłam-chciałam walczyc - a przegrałam sama siebie - sprawa rozwodowa w toku od 2 lat- on agresywniejszy a ja wegetuję. Nawet nie wiem jak by Ci wkładali do głowy - to twoje zycie, wyprowadzisz się...ok...będzie robił długi na mieszkaniu, więc sie nie opłaca, zostaniesz - bedzie po tobie jeżdził i nikt nie pomoże rodzina, znajomi,,,nikt uwierz mi bo to przechodziłam i nadal przechodzę. Słowa wsparcia pozostaja tym co nie moga a córka cierpi i wyrasta na zwyrodnialca - bo dojrzewa w tej sytuacji i widzi. Jeszcze raz powtarzam -pozew do sadu o alimenty, rozwód z podziałem majatku i adwokata z urzedu (druczki dostaniesz w sadzie) i nic mu nie mów - bo jeszcze sie wścieknie że sprawe założyłaś, A córka? niech idzie do pedagoga w szkole - opowiada, niech szkoła złozy sprawę w sądzie - to juz bedzie inaczej wyglądało. Pozdrawiam i nie zyczę tego co ja przeżywam
        • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 22.05.12, 13:49
          oli-vi napisałaś to co ja tak pod skórą czuję, że jak się zacznie rozgrzebywać, to smród jeszcze większy będzie, a pożytku żadnego. Jestem umówiona na bezpłatną poradę prawną jutro, zobaczymy czego się dowiem. Nie mam już siły na kilkuletnią walkę, obydwie potrzebujemy spokoju i nie zależy mi na udowadnianiu, że on jest winien, a ja jestem fajna babka, byle odzyskać chęc wracania do domu i sokojne życie, bez ciągłego poczucia winy.
          • oli-vi Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 23.05.12, 10:31
            Witam!
            Kochana, idz po poradę, zapewne kazdy prawnik wskaże drogę aby w tej sytuacji załozyc sprawę o znęcanie...ale nie warto. Ja to przezyłam. Wczoraj czytałam w przekroju artykuł ,,przemoc ma płeć" jedyne co utkwiło w pamięci to , że ,,wszelkie watpliwości idą na poczet oskarżonego" czyli pyt w sadzie a czemu Pani nie krzyczała jak bił: odp ,,nie wiem, nie mam tego w zwyczaju itp" jest watpliwośc? jest! jest więc umorzenie, a w takich sprawach zawsze znajdzie sie watpliwość a trauma pozostanie. Ja sądziłam że orzeczenie o jego winie jest ewidentne i do tego mnie namawiano, bo potem kiedyś gdy mi córka zarzuci - pokaże kwitek - że nie z mojej winy albo że nie będe musiała ,,lewusowi" płacić na utrzymanie. Ale nie warto. Łagodnie spokojnie i do przodu, jakby co zadawaj pytania - ja to przeszłam i nadal przechodzę, moge wspomóc, opierając sie na doświadczeniach bo nikomu nie zyczę tego co mnie spotkało.
            • blue_ania37 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 23.05.12, 11:20
              Nie do końca się zgadzam...
              Z doświadczenia....
              Pracuje na codzień z dziećmi, ofiarami przemocy....
              Sama jestem ofiarą przemocy domowej....
              To nie jest tak, że się nigdy nie da nic zrobić, kosztuję to sporo sił...zaparcia ale można uratować siebie i dzieci.
              Ania
              • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 23.05.12, 14:28
                Dziś mam umówione spotkanie z prawnikiem, strasznie się boję tego co dalej będzie. Czytam wątek po wątku na portalu i coraz bardziej otwierają mi się oczy, coraz więcej myśli się kołacze po głowie.
                Wczoraj próbowałam podjąć rozmowę z mężem, ale uslyszałam jedynie " mam was dosyć..., róbta co chceta..., nie mam zamiaru wydawać na was wiecej ani grosza..., nie będę rozmawiał z tą gówniarą (to o naszej córce) jak nie umie ze mną rozmawiać to niech spier... i jeszcze kilka wyzwisk, nic konstruktywnego. Jestem idiotką, że liczyłam na rozmowę dwojga dorosłych ludzi.
                • oli-vi Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 24.05.12, 09:17
                  ja jednak poprzestanę na swoim wyłacznie z doświadczenia!!! Mieszkałam w hostelu, miałam wypadek samochodowy (wstrząsnienie mózgu) ojciec zabrał dziecko bez mojej wiedzy, z policja jechałam po nią (molestowanie) ale nie dojechałam. Koleżanka chciała odebrac dziecko aby nie dowiedział się że jestem w szpitalu bo by ją zabrał, powiedziała że jestem u dentysty i ona odbierze dziecko, podjechał pod hostel i chciał tylko mi wydac dziecko. Porposiłam panią z hostelu aby pomogła, powiedziała że miałam w znieczuleniu uswany ząb i sie żle czuję a ona zabierze julę (zna ją) ale żadna nie pomogła, żadna!!! Nastepna sytuacja, dziecko wraca od ojca opowiada Pani z hostelu co sie działo u ojca (sama z siebie) dowiaduje sie od córki że taka rozmowa była, prosze ja o zeznania, ale gdzie tam ona nic nie pamieta. Dalej? prosze bardzo...terapeutka której ufam i chodzę a jej zeznania? lakoniczne bez szczególów o tym co opowiadałam i stwierdzenie że własciwie to kazdy może trafic do hostelu a nie że tego wymagałam, że płakałam że bałam sie o zycie że prosiłam o łózko nawet na korytarzu (mieszkałam najpierw w świetlicy i byłam szczęsliwa). I to jest pomoc? Słuchać kazdy chce ale pomóc nie! Dziewczyny tam były bardzo biedne, bez pracy, ja tę pracę miałam. pojawiła sie dziewczyna która zaproponowała że załatwi kazdej pracę - ankiety, nie wszystkie chciały, ale te co chciały wzięły te pracę i raz się zdarzyło że jedna z pań z hostelu wzięła udział w nakiecie prywatnej (nt domu, anonimowo) inne nawet nie chciały pomóc, a nic to je nie kosztowało, nawet nie musiały mówic prawdy. No i zrobiła sie afera że jedna taka załatwia pracę ?!!! i że przymusiła do ankiety pania z hostelu?!!! i to jest pomoc? Wszedzie ściana! Pójdzie do prawnika powie to i to...zrobisz, a mąż potem odetnie gaz, albo sobie ściagnie do zamieszkania koleżaknkę od kieliszka i co powie prawnik, mąz może takie jego prawo ja pani nie pomoge, musi pani czekac na rozsrtzygbniecie prokuratury, a kiedy zacznie niszczyc ci rzeczy osobiste? zamkniesz na klucz pomieszczenie, on po złości wywazy i zrobi swoje - bo co? bo ma takie prawo, a dzielniocwy nie powie: Panie opamietaj sie pan ale powie - ma pan takie prawo, Dzwonię do komendanta prosze o rozmowe z mężem że włamywanie i niszczenie jest zabronione, przeciez skoro wchodzi do domu w którym nie mieszka to po co? po to aby niszczyć, a co ja słyszę - takie jest prawo!!! musi sobie pani sama z tym poradzić. Miałam znajomych, miałam bo w koncu kazdy ma dośc, nie rozumie problemu, rodzina? nie rozumie a sąd? mieszkała Pani w hostelu bo sie znęcał? to taka z pani matka żeby dziecku odbierac pokoik i iśc na gorsze warunki!!! tak wygląda życie w którym jestem tu i teraz i nikt mi nie pomaga - NIKT, a sprawca jest wspierany przez prawo, a potem sie dziwić ,,matka odebrała zycie 9-cio latce, młodsze walczy o zycie i chciała popełnic samobójstwo" a dlaczego? bo może dziecko było molestowane (9 lat) i nikt jej nie słuchał a oprawca były mąż gwałcił ją na oczach młodszej, tak sie dzieje w Polsce - kobieta ucieka prosi o pomoc, ale kazdy słucha i tak naprawdę nie pomaga, kobieta zostaje sama i dlaczego decyzuje sie na tak despreacki krok (zabicie dziecka) bo co to dziecko czeka w takim zyciu? co? dlatego ponownie namawiam, do ugody, jesli nie chce rozmwaiać, spokojnie złozyc pozew bez orzekania i o alimenty (tez sie wkurzy, ale powienien sie spodziewać). Trzymam kciuki za dalsze trwanie w tym beznadziejnym kraju
                  • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 24.05.12, 10:19
                    oli-vi to co opisujesz jest przerażające, niewiarygodne, że na swojej drodze nie spotkałaś nikogo kto chciałby i mógł Ci pomóc. Kilka lat temu kiedy działalność prowadzona przez mojego męża spowodowała, że znaleźliśmy się w okropnych kłopotach finansowych i zmuszona byłam rozpaczliwie walczyć aby jakoś dalej żyć, tylko fakt że miałam ogromne szczęście w nieszczęściu i trafiłam na ludzi empatycznych, którzy pomogli bezinteresownie uporać się i ogarnąć to wszystko przetrwałam. Nie umiem i nie chcę sobie wyobrazić co by się stał gdybym zderzyła się z taką ścianą jak ta o której mówisz.
                    To ja trzymam za Ciebie kciuki, abyś wreszcie doświadczyła spokoju i mogła cieszyć się życiem.
                  • sebalda Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 24.05.12, 10:29
                    Oli-vi, ze ściśniętym sercem czytam, to co piszesz i strasznie Ci współczuję. To okropne, że miałaś takiego pecha i nie trafiłaś na ludzi, którzy chcieliby pomóc. Nie wiem, jak to wygląda statystycznie, nie wiem, czy to norma, ale wiem, że nie wszędzie jest tak. Znam historię kobiety, która pękła przy wychowawczyni córki, ta skierowała ją do pedagożki szkolnej, która zadzwoniła po strażnika miejskiego, który z kolei pracował w fundacji zajmującej się przemocą w rodzinie, strażnik zawiózł kobietę do instytucji kryzysowej, gdzie zajęły sie nią psycholożki, w tym czasie czekał na nią, potem pojechał z nią na policję, gdzie założono niebieską kartę, umówiono ją też z prawnikiem. Powiedziano jej, że sama nie poradzi sobie z mężem alkoholikiem, który znęca się nad nią i córką, że potrzebuje pomocy i oni jej tę pomoc zapewnią. Wszyscy się nią opiekowali, z jednej strony pocieszali, z drugiej próbowali jej uzmysłowić, że niszczy życie swoje i dzieci i że nie może się poddawać, choć ona była przerażona.
                    To nie była jedna życzliwa i pomocna osoba, to był cały łańcuch ludzi dobrej woli, ktorzy chcieli pomóc kobiecie, która nawet nie przypuszczała, że ma szanse ratować swoje życie i życie swoich dzieci. Zatem nie jest tak, że wszyscy są niechętni, nieuczciwi i znieczuleni.
                  • mayenna Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 24.05.12, 11:10
                    Oliwia,straszne to wszystko.
                  • mayenna Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 24.05.12, 11:15
                    Twój przypadek powinna nagłośnić prasa. Jeśli ten system jest taki bezwładny, nic nie może zrobić to tylko twoje opowiedzenie o tym publicznie coś zmieni.
                    • to.ja.kas Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 24.05.12, 11:47
                      Oliwia, współczuję strasznie. Właśnie tak najczęściej wygląda systemowa pomoc ofiarom przemocy w naszym kraju sad
                      Życzę sił. I nawet nie umiem nic poradzić. Może media? Może kolejne drzwi. Mi się udało. Oby udało się i Tobie.
                  • smutek39 Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 24.05.12, 15:42
                    może mayenna ma rację..., może tędy droga, skoro nasze ogarnięte bezwładem państwo nie może/nie chce Ci pomóc, tylko media mogą spowodować, że ktoś wreszcie ruszy dupsko. Czy zawsze musimy czekać, aż wydarzy się tragedia....??? sad
                    • oli-vi Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 28.05.12, 12:24
                      Witam
                      Do mediów dałam wiadomośc, ale nic nie dało, zadnego sygnału. Sadzę że w tym wszystkim złe jest to że on ma wsparcie swojej matki, bo ostatnio z nim była aby przeszukac mieszkanie, zrobili niesamowity bałagan. Naprawdę jestem bezsilna, czasami nie mam sił na dalsze zycie - usmiech do dziecka - wymuszony, a ludzie? owszem wysłuchają i nic nie zrobią z tym, a wysłuchanie nic nie da. Na policji to juz chyba maja mnie dość, bo co złożę na policji pismo - on dwa złoży. Wypisuje głupoty - nawet nie wiem co, ale to mu daje linie obrony, wymyślając że to ja sie nad nim znęcam. W sadzie powiedział że jestem wariatką i psychopatką i sie mnie boi, sedzina zapytała się: ,,to dlaczego Pan przychodzi do domu?" On na to : ,,sprawdzam czy w domu jest wszystko w porzadku, bo boję sie o dziecko". Mozna uwierzyć? można !!! Ma dobrego adwokata który mówi co ma mówic, jak przekonywac Sąd, policję, prokuraturę, wie co może robic w mieszkaniu aby byc bezkarnym. Może ktos z Was ma kogos znajomego w mediach? Może ktos mi jakos pomóc?
                      • smarhta Re: dłużej nie dam rady :( jaki następny krok? 29.05.12, 01:21
                        oli-vi napisała:

                        > Witam
                        > Do mediów dałam wiadomośc, ale nic nie dało, zadnego sygnału.

                        Widac albo ich temat nie interesuje, moze inne media beda zainteresowane, albo w czas odpowiedni nie trafilas. Mozesz probowac dalej, mozesz sobie odpuscic. To, ze te akurat media nie widza akurat teraz swojego interesu w naglosnieniu Twojej sprawy o niczym nie swiadczy.

                        > Naprawdę jestem bezsilna,

                        To sedno problemu. Jakos trzeba to zmienic.

                        > a ludzie?
                        > owszem wysłuchają i nic nie zrobią z tym, a wysłuchanie nic nie da.

                        Jakiej konkretnie pomocy bys oczekiwala?
                        Od ktorych konkretnie ludzi?

                        > Na policji
                        > to juz chyba maja mnie dość, bo co złożę na policji pismo - on dwa złoży.

                        Napisalas "chyba". Wiec nawet nie wiesz, tylko zgadujesz? Przejmujesz sie tym, co jacys obcy ludzie czuja wypelniajac swoje zawodowe obowiazki, nie majac nawet pewnosci, czy to czuja? A co Cie to wlasciwie obchodzi, nawet jesli masz racje i maja Cie dosc? I czemu myslisz, ze maja dosc Ciebie, skoro on im sie dwa razy bardziej we znaki daje, jak sama piszesz?


                        > W sadzie powiedział że jestem wariatką i psychopatką i s
                        > ie mnie boi, sedzina zapytała się: ,,to dlaczego Pan przychodzi do domu?" On na
                        > to : ,,sprawdzam czy w domu jest wszystko w porzadku, bo boję sie o dziecko".
                        > Mozna uwierzyć? można !!!

                        Co w zwiazku z tym? Ta sprawa miala juz swoj final? Sedzia dala wiare jego wyjasnieniom? Wiesz, zgadujesz?

                        > Ma dobrego adwokata który mówi co ma mówic, jak przek
                        > onywac Sąd, policję, prokuraturę, wie co może robic w mieszkaniu aby byc
                        > bezkarnym.

                        Nie wierze, ze jego adwokat radzi mu zuzywac media w mieszkaniu, w ktorym mieszkasz i placisz rachunki.

                        > Może ktos z Was ma kogos znajomego w mediach? Może ktos mi jakos pomóc?


                        Nie wiem, czy moge pomoc, bo nie wiem, jakiej pomocy oczekujesz.

                        Jesli oczekujesz "zalatwienia" w mediach, zeby sprawe pokazali - to nie, nie moge. Nie mam znajomego w mediach. A gdybym mogla to tez bym raczej nie chciala.

                        Jesli oczekujesz mozliwosci wygadania sie - to forum jest idealnym miejscem dla uzyskania takiej pomocy.

                        Jesli oczekujesz porad, jak wyjsc (samodzielnie! a nie byc za raczke wyprowadzonym) z sytuacji, tez mysle, ze to forum jest odpowiednie.

                        Jesli oczekujesz pomocy od np. adwokata, to okresl najpierw swoje oczekiwania. Pytajac go o mozliwosc eksmisji dowiesz sie, ze jest w tej sytuacji niemozliwa. Pytanie, czy Twoim celem byla eksmisja? Czy tez miala byc srodkiem do celu? Jaki jest ten cel? Rozmawialas z adwokatem o tym, jak go eksmitowac, czy co zrobic, zeby zabezpieczyc sie przed nachodzeniem?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja