Alimenty, płacenie, opieka problemy...

29.05.12, 18:30
20 maja mam uprawomocnienie wyroku z płaconymi od tego dnia alimentami. Ex do dziś nie dał mi złotówki. Nie zapłacił mi zasądzonej opłaty za pozew - tłumaczył się tym że nie dostał wyroku.
Teraz moje pytanie. Jeżeli mam zaznaczone w wyroku płatność do 1 kolejnego miesiąca, to on powinien mi zapłacić 1 czerwca za czerwiec i to za maj te 10 dni? Dotychczas nic mi nie płacił. Czy jak wpłaci mi tylko za czerwiec bez wyrównania to najlepiej złożyć sprawę u komornika? Albo jak mi da mniej to jw?
I drugie pytanie. czy można złożyć papiery do sądu o zaległe alimenty? On nie płaci mi na dzieci prawie od roku...

I jeszcze pytanie o władzę nad dziećmi. On ma ograniczoną władzę z uwagi na powierzenie jej do wykonywania mojej osobie. Czy w takim razie on "rządzi" się dzieckiem. Dzwoni że zabierze go z przedszkola, mimo ze ja go odbieram, mówi że "kto pierwszy ten lepszy"... Albo chce zabrać dzieci na wycieczkę 100 km od domu na karuzele. Jak ja się nie godzę to on musi się z tym liczyć? Mówi ze mu nie zabronię. Ja dla świętego spokoju odpuszczam, tak że jest tak ze zabiera dzieci kiedy chce, pomimo tego że ja mogę mieć inne plany. Muszę się godzić na wszystko co on chce i nawet po rozwodzie nadal mnie od siebie uzależnia....Czy jak będę chciała się z dziećmi wyprowadzić to też będę musiała go pytać o zdanie?

Czy mogę założyć sprawę o pozbawienie władzy?
    • mayenna Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 29.05.12, 19:18
      Alimenty: tak jak w wyroku jest napisane 1 czerwca ma ci zapłacić za czerwiec i za maj. Jeśli nie zapłaci to po tym terminie możesz iść do komornika, ale musisz mieć wyrok z sądu z klauzulą natychmiastowej wykonalności. Wasz rozwód uprawomocnia się w połowie czerwca i dopiero wtedy możesz wziąć go z sądu. Alimenty jednak musi płacić bez uprawomocnienia. Zaległych alimentów nie dostaniesz. Należało o to zadbać przy składaniu pozwu występując o zabezpieczenie powództwa, czyli alimentów.
      Prawa rodzicielskie: nie wiem co masz na myśli mówiąc o ograniczeniu władzy ojcu. Sąd dokonując ograniczenia władzy rodzicielskiej pisze w wyroku dokładnie w jakim zakresie to robi. Myślę że masz ustanowione zamieszkanie dzieci każdorazowo przy matce, czyli możesz wyprowadzić się z dziećmi gdzie chcesz. Jeśli nie wnioskowałaś o jakieś szczególne ograniczenie praw ojcu to on prawdopodobnie nie może jedynie decydować o ważnych dla dziecka sprawach typu: wybór szkoły czy leczenie. W pozostałych sprawach ma normalne prawo decyzji, czyli moze zabierać je na karuzelę lub z przedszkola.
      Spróbuj porozmawiać z byłym mężem. Na pewno macie plan opieki nad dziećmi. Jego realizacja pozwoli na uniknięcie konfliktowych sytuacji.
      W sprawie wyroku możesz zadzwonic do sądu i odebrać go osobiście. Będzie szybciej.
    • mayenna Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 29.05.12, 19:31
      Doczytałam: jeśli wyrok uprawomocnił się 20 maja to odbierz go z sądu i już 2 czerwca możesz iść z nim do komornika. Twój były mąż musi płacić alimenty mimo, ze nie otrzymał wyroku.
      • glupia.gaska1 Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 30.05.12, 14:20
        Tak. Mam wyrok już uprawomocniony 20 maja (rozprawa była wcześniej). Wyrok już dostałam z sądu. Mam też klauzulę wykonalności. Tak, że jeśli on wpłaci mi mniej to 2 mogą iść do komornika. W wyroku mam napisane o graniczeniu: " Wykonywanie władzy rodz. powierza mi a ogranicza jemu do współdecydowania w istotnych sprawach dzieci "
        Chodzi mi o to czy jeśli ja na coś się nie zgadzam np. żeby je wziął np. na cały dzień na wyjazd to czy on może go zabrać bez mojej zgody?
        • mayenna Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 30.05.12, 16:52

          Zapis w wyroku oznacza, że jesteś głównym opiekunem dzieci. Ojciec ma np. prawo do decydowania jak dzieci spędzają wolny czas i może je zabierać w dowolne miejsce.Może zabrać dzieci, ale powinniście mieć sądownie ustalone kontakty.Jeśli to nie jest dzień wyznaczony na spotkanie z tatą to możesz w uzasadnionych przypadkach dzieci nie puścić. Najlepiej jeśli jakoś te kontakty uregulujecie i porozumiecie się.
          Ten zapis oznacza też ze potrzebujesz jego zgody na wydanie paszportów lub zabraniu dzieci na stałe poza granice kraju.

          • glupia.gaska1 Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 30.05.12, 18:36
            To w takim razie w jakich sprawach nie potrzebuję jego zgody? Na przeprowadzkę? Na zmianę przedszkola? Na wyjazd na obóz?
            • mayenna Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 30.05.12, 20:42
              We wszystkich istotnych sprawach, czyli praktyczni we wszystkim, o ile on zechce z tego prawa korzystać. Musisz z nim uzgadniać wszystkie ważne dla dzieci sprawy.W kwestiach spornych, gdy nie ma miedzy wami porozumienia pozostaje rozstrzyganie poprzez sąd.
              Wymienione przez ciebie sprawy są istotne i wymagają jego zgody.
              • mola1971 Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 30.05.12, 20:52
                Przeprowadzka, jeśli miejsce zamieszkania dzieci jest przy matce, nie wymaga zgody ich ojca. Matka może się dowolnie wraz z dziećmi przemieszczać w granicach UE, jedynie wyjazd poza UE wymaga zgody ojca.

                Nie spotkałam się również z tym, by na wyjazd na obóz lub zmianę przedszkola/szkoły, potrzebna była zgoda obojga rodziców.

                Istotne sprawy to właśnie wspomniany wyjazd poza granice UE (na wydanie paszportu potrzebna jest zgoda obojga rodziców) oraz leczenie (na zabiegi w szpitalu z tego co wiem również potrzebna jest zgoda obojga rodziców). Więcej istotnych spraw, do których potrzebna jest zgoda obojga, nie przychodzi mi go głowy.
                • mayenna Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 30.05.12, 21:38
                  Podpisu na papierze wyjazd nie wymaga, ale ojciec powinien wiedzieć.
                  Mola, znam przypadek, ze ojciec oprotestował sądownie wyjazd dziecka na stałe do GB i dziecko zostało z nim.
                  Przypadek Michszyba pokazuje, ze jak ojciec zechce korzystać z swoich praw to ma wpływ i na przedszkole, i na chrzest i na wiele innych spraw.
                  • mola1971 Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 30.05.12, 21:51
                    Zdaje się mówimy tu o prawie i o zasadach, a nie o patologii. W przypadku patologii, to bywa, że nawet to, że słońce wschodzi i zachodzi, spaczone psychicznie jednostki oprotestują.

                    Ten przypadek, o którym piszesz, w którym ojciec nie zgodził się na wyjazd dziecka do GB i dziecko zostało z nim, musiał mieć jeszcze jakieś drugie dno, skoro sąd zmienił miejsce zamieszkania dziecka i powierzył je ojcu. Nie sam wyjazd do GB był powodem.
                    Normalnie jest tak, jak napisałam - jeśli w wyroku sądu jest napisane, że miejsce zamieszkania dziecka jest przy matce, matka ma prawo przeprowadzić się z dzieckiem tam gdzie chce, w granicach UE.
                    • mayenna Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 30.05.12, 22:18
                      Według prawa to ojciec ma wpływ na ważne dla dziecka decyzje. Jak przekona sąd, że wyprowadzka jest taką decyzja i jest niekorzystna dla dziecka to może taka przeprowadzkę zablokować.W tym przypadku ojciec miał dobry kontakt z synem, a syn nie chciał jechać. matka miała wybór: albo zostaje, albo dziecko mieszka z ojcem.
                      Każda z tych spraw, może oprócz obozu, jest ważną decyzją i ojciec ma prawo głosu.Po prostu lepiej się dogadywać.
                      • mola1971 Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 30.05.12, 22:23
                        No to miałam rację, nie sam wyjazd, lecz to, że dziecko miało silniejszą więź z ojcem było powodem.

                        Mayenno, ja też jestem zwolenniczką dogadywania się, ale łażą po tym łezpadole jednostki (ba! całe hordy), z którymi nijak dogadać się nie da i z tego co pisze Gąska wynika, że jej ex do takich ludzi należy. A takim trzeba twardo stawiać granice, a nie się z nimi pieścić. Innej opcji nie ma.
                        • maciekqbn Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 03.06.12, 00:28
                          A co jeśli taką jednostką jest matka dziecka - przy której (tradycyjnie w Polsce) sąd ustalił adres zamieszkania dziecka?
                          • mola1971 Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 03.06.12, 00:45
                            To trzeba cierpliwie czekać, aż dziecko dorośnie i samo określi z kim chce mieszkać. I dbać o relacje z dzieckiem. Co się odwlecze, to nie uciecze...
              • glupia.gaska1 Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 31.05.12, 12:11
                mayenna napisała:

                > We wszystkich istotnych sprawach, czyli praktyczni we wszystkim, o ile on zechc
                > e z tego prawa korzystać. Musisz z nim uzgadniać wszystkie ważne dla dzieci spr
                > awy.W kwestiach spornych, gdy nie ma miedzy wami porozumienia pozostaje rozstrz
                > yganie poprzez sąd.
                > Wymienione przez ciebie sprawy są istotne i wymagają jego zgody.

                Faktycznie chyba jestem głupia. Przecież mam wyraźnie napisane w wyroku że "w istotnych sprawach dzieci on ma ograniczoną władzę". Sprawy o których piszecie są teoretycznie istotne i on w tych kwestiach ma ów ograniczenia. To na czym to ograniczenie polega... ? Na tym że od jego woli zależą różne sprawy dzieci? Przecież ma ograniczenie. Chyba będę się musiała dowiedzieć u prawnika. Albo "wyjdzie w praniu"
                Ale kwestia np. taka że ja się na coś nie zgadzam a on ma ograniczone te prawa to chyba ja mam bardziej decydujące zdanie?
                • ro35 Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 31.05.12, 16:20
                  > Faktycznie chyba jestem głupia. Przecież mam wyraźnie napisane w wyroku że "w i
                  > stotnych sprawach dzieci on ma ograniczoną władzę".

                  nie umie pani czytać ze zrozumieniem, współdecyduje w istotnych sprawach dzieci (ma pełną władzę)
                • tricolour Nick adekwatny do zawartości makówki? 31.05.12, 21:17
                  Pisałaś wyraźnie: "Tak. Mam wyrok już uprawomocniony 20 maja (rozprawa była wcześniej). Wyrok już dostałam z sądu. Mam też klauzulę wykonalności. Tak, że jeśli on wpłaci mi mniej to 2 mogą iść do komornika. W wyroku mam napisane o graniczeniu: " Wykonywanie władzy rodz. powierza mi a ogranicza jemu do współdecydowania w istotnych sprawach dzieci "

                  A więc: szkoła, miejsce zamieszkania, leczenie, sprawy wychowawcze - to są istotne sprawy dzieci i ojciec ma pełnię praw. Płatki na śniadanie możesz wybierać wedle uznania. Zwracam uwagę, że miejsce zamieszkania należy do istotnych spraw (a nie jak ktoś napisał, że możesz latać po całej UE) dzieci i wymaga zgody obojga rodziców. Każdorazowo, ale nie na wyjazdy typu "wakacje" choć dobry obyczaj nakazuje poinformować.
                  • baabcia Re: Nick adekwatny do zawartości makówki? 31.05.12, 21:29
                    spokojnie

                    ma prawo uczestniczyć w podejmowaniu decyzji w ważnych sprawach

                    tylko musi nadążyć smile

                    znam ekstremalne przypadki kiedy rodzic zjawia się w sprawie wyboru przedszkola, a pytanie odrobinkę zmodyfikowane - wybrać specjalizację z chirurgii twardej czy z psychiatrii

                    ja nie mówię, że się nie starał - tylko ciut mu się 'omskło' życie
                    dzieci


                  • mola1971 Re: Nick adekwatny do zawartości makówki? 31.05.12, 21:30
                    Tri, to są tylko Twoje domysły, a nie rzeczywistość. Tego, że na przeprowadzkę nawet do innego kraju w ramach UE nie potrzebna jest zgoda drugiego rodzica, jeśli przy pierwszym rodzicu jest miejsce zamieszkania dziecka, jestem pewna na 100%. I nawet ograniczenie praw rodzicielskich nie jest do tego potrzebne.
                    A pewna jestem, bo moja koleżanka miała taką sytuację. Związała się z Francuzem i chcieli razem z jej córką wyjechać na stałe do Francji, ale ojciec dziecka się na to nie zgadzał. To było przed przystąpieniem Polski do UE. Wyjechała z dzieckiem dosłownie chwilę po tym jak Polska do UE przystąpiła i ex nie mógł jej tego zabronić.

                    Poza tym jaki sens miałby zapis o miejscu zamieszkania dziecka każdorazowo przy matce, gdyby było inaczej? Matka nie ma obowiązku pytać byłego męża o jego zdanie na temat tego, gdzie ona ma mieszkać. A dziecko mieszka przy niej.
                    • tricolour Sens jest taki... 01.06.12, 09:25
                      ... że matka wyjeżdżając do Francji de facto zrywa kontakt dziecka z ojcem. Ponadto 2000zł alimentów (czyli dużo) staje się nagle 450€ czyli mało. Już z powodu tych dwóch spraw wynika, że jednak albo ojciec jest ojcem i ma dziecko, które współwychowuje i utrzymuje albo został odcięty w 100% we wszystkich sprawach na widzimisię matki.

                      Owszem - zabronić wyjazdu nie może, bo trudno zrobić z siebie klawisza.
                      • maciekqbn Re: Sens jest taki... 01.06.12, 09:31
                        W pełni zgadzam się z Tobą Tri - miejsce zamieszkania dziecka to jedna z najważniejszych spraw. Jaki sens miałby zapis o współdecydowaniu o ważnych sprawach dziecka, jeśli nie obejmowałoby to wpływu na miejsce zamieszkania dziecka? Przecież ten czynnik implikuje całą resztę składowych otoczenia dziecka - w tym możliwość i zakres kontaktu z drugim rodzicem.
                        • malgolkab Re: Sens jest taki... 01.06.12, 09:42
                          Przykre tylko, że ojcowie, którzy mieszkają w tej samej miejscowości i mają możliwość nieograniczonych spotkań z dzieckiem, nie korzystają z tegouncertain Wiem, że nie wszyscy tacy są, ale szlag mnie trafia, jak czytam jak niektórzy ojcowie potrafią walczyć o te kontakty. Może powinnam stać się wredną ex, która zawsze jest na nie i robi problemy?
                          Nie mówiąc o współwychowywaniu, bo wychowywanie to dla mnie nie tylko wizyty w kinie czy mcdonald's...
                        • mola1971 Re: Sens jest taki... 01.06.12, 09:42
                          To są tylko Wasze dywagacje. Zgodnie z prawem matka może wyprowadzić się z dzieckiem tam gdzie chce. Matka nie jest więźniem ojca dziecka.
                          Matka może ewentualnie, jeśli ojciec wystąpi o to do sądu, pokrywać zwiększone koszty dojazdu ojca do dziecka, lub dziecko do ojca zawozić. Jednak w sprawie miejsca zamieszkania matka (i tym samym dziecka, jeśli w wyroku sądu miejsce zamieszkania dziecka jest przy matce) ojciec ma guzik do powiedzenia.
                          • maciekqbn Re: Sens jest taki... 03.06.12, 00:27
                            mola1971 napisała:

                            > To są tylko Wasze dywagacje. Zgodnie z prawem matka może wyprowadzić się z dzie
                            > ckiem tam gdzie chce. Matka nie jest więźniem ojca dziecka.

                            Oczywiście, że nie jest więźniem ale z tego wychodzi, iż ojciec dziecka, jeśli adres zamieszkania dziecka jest przy matce, ma faktycznie goovno do powiedzienia w najistotniejszych sprawach dotyczących dziecka, już nie mówiąc o innych kwestiach związanych z jego wychowaniem.
                            Wielu facetom to pasuje (tym, którzy rozwodzą się nie tylko z żoną ale i z dziećmi), dla pozostałych to wielka niesprawiedliwość i krzywda.

                            > Matka może ewentualnie, jeśli ojciec wystąpi o to do sądu, pokrywać zwiększone
                            > koszty dojazdu ojca do dziecka, lub dziecko do ojca zawozić.

                            Jednak jeśli wykaże, że ja na to nie stać, to nic nie pokryje i nigdzie dziecka nie dowiezie.

                            >Jednak w sprawie miejsca zamieszkania matka (i tym samym dziecka, jeśli w wyroku sądu
                            > miejsce zamieszkania dziecka jest przy matce) ojciec ma guzik do powiedzenia.

                            Czyli tak jak powyżej - ma w ogóle goovno do powiedzenia.
                            • mola1971 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 00:48
                              Odkąd żyję, nie spotkałam się z taką sytuacją, by matka wyprowadziła się z dzieckiem gdzieś daleko, jeśli ojciec był Ojcem, a nie tylko dawcą spermy.
                              • maciekqbn Re: Sens jest taki... 03.06.12, 01:11
                                Widzisz, za młoda jesteś Mola i mało widziałaś/słyszałaś. Gdyby moja ex była samodzielna finansowo już dawno by coś takiego zrobiła. Nie ma dnia, bym nie słyszał, że wywiezie dziecko jak najdalej gdy tylko będzie miała taka możliwość. Czysto złośliwie, 'bo to jej dziecko' i ja nie mam nic do gadania.
                                I wiem, że gdyby było ja na to stać, to by to zrobiła. I zrobi jeśli uda się sprzedać wspólne mieszkanie - wspólne bo jako młody, zaślepiony idiota podarowałem jej połowę przed ślubem.
                                • mola1971 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 10:18
                                  Maćku, na razie to ona tylko gada. Jeśli tak rzeczywiście zrobi, to wtedy uwierzę.
                                  Zwracam uwagę na to co ludzie robią, a nie co gadają.
                              • raszefka Re: Sens jest taki... 05.06.12, 18:13
                                No to ja znam jeden przypadek. Pani po rozwodzie wyniosła się ze Śląska do Polski centralnej, do domu wróciła (chyba, że to nie jest daleko). Pan podążył za synem do obcego sobie miasta. Syn po 9 latach w zasadzie mieszka już z ojcem.
                          • obrazo-burca Nie może matka latać po całej UE z dzieckiem 06.06.12, 00:13
                            Proszę nie siejcie fermentu.
                            Zgodnie z prawem nie może się rodzic przy którym ustalono miejsce pobytu wyprowadzić poza Polskę z dzieckiem, bez zgody drugiego rodzica (poza odebranymi prawami). Może zmienić miejsce zamieszkania jedynie w Polsce. Tak mówi prawo i choćby Konwencja Haska.

                            A praktyka to już inna kwestia ...
                      • mola1971 Re: Sens jest taki... 01.06.12, 09:39
                        Ja piszę o aspekcie prawnym zagadnienia, a Ty jak zwykle gadkę umoralniającą musisz strzelić. W dodatku nie znając szczegółów sprawy, a mają one ogromne znaczenie.
                        • sulfado Re: Sens jest taki... 03.06.12, 03:00
                          Bzdury pleciesz, a nie o aspekcie prawnym.

                          Rodzice powinni w porozumieniu podejmować decyzje o stałym wyjeździe dziecka za granicę, o ile oboje sprawują władzę rodzicielską.
                          I jest szereg aktów prawnych, które dają rodzicowi, któremu de facto uprawadzono dziecko za granicę, możliwości postarania się o sprowadzenie dziecka z powrotem do kraju.

                          A UE póki co jest unią państw, a nie państwem federalnym.
                          • mola1971 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 10:21
                            Zatem poproszę o ten "szereg" aktów prawnych. Konkrety proszę, a nie pierdzielenie o Szopenie.
                            • sulfado Re: Sens jest taki... 03.06.12, 18:07
                              Europejska konwencja z 20.05 1980 r. o uznawaniu i wykonywaniu orzeczeń dotyczących pieczy nad dzieckiem oraz o przywracaniu pieczy nad dzieckiem,
                              Konwencja haska z 25.10 1980 r. dotycząca uprowadzenia dziecka za granicę,
                              Konwencja haska z 19.10 1996 r. o jurysdykcji, prawie właściwym, uznawaniu, wykonywaniu orzeczeń i współpracy w odniesieniu do odpowiedzialności rodzicielskiej i środków ochrony dziecka,
                              ...

                              Są prawnicy zaznajomieni w prawie rodzinnym i międzynarodowym i na pewno powiedzieliby więcej w zależności od konkretnego przypadku, a pierdzielenie o Szopenie to tu właśnie uprawiacie wraz z koleżankami.
                              • zmeczona100 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 18:39
                                Poczytaj Konwencję o prawach dziecka- str.4-5

                                www.frd.org.pl/repository/Dzieci_w_Europie/DwE%20nr%2017.pdf
                                Jest to konwencja ONZ, a więc "ponad" prawo europejskie.
                                • sulfado Re: Sens jest taki... 03.06.12, 19:06

                                  Nie wiem czy to było do mnie.
                                  W każdym razem przeczytałem i w podanej Konwencji na pewno nic nie ma na ten temat, że jeden z rodziców może wyemigrować z dzieckiem, wbrew woli drugiego z rodziców (czego usiłujecie dowodzić).

                                  Przeciwnie, na pierwszy rzut oka ten drugi rodzic, któremu wywieziono dziecko bez jego zgody, mógłby powoływać się tu na szerg artykułów, m.in. art. 9 (Dziecko ma prawo do bezpośrednich kontaktów z rodzicami, nawet jeśli mieszkają oni osobno lub są rozwiedzeni) czy art. 11 (Dziecka nie wolno nielegalnie wywieźć za granicę).
                              • mola1971 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 19:15
                                Wyjazd zagranicę (w granicach UE) dziecka z matką (jeśli miejsce zamieszkania dziecka jest każdorazowo przy matce) nie jest uprowadzenie to po pierwsze. Po drugie jest jeszcze coś takiego jak plan wychowawczy i jeśli matka decyduje się na wyprowadzkę z dzieckiem, musi zabezpieczyć środki, by ten plan był respektowany. Dopiero jeśli ten plan nie jest respektowany, ojciec może coś z tym robić. Z samym wyjazdem jako takim, póki plan jest respektowany, zrobić może niewiele. Oczywiście, może iść do sądu i pieniaczyć się w nim, ale nie wydaje mi się, by jakikolwiek sąd nakazał matce powrót do kraju, jeśli jej wyjazd z dzieckiem nie koliduje z kontaktami ojca z dzieckiem.

                                Zresztą wyprowadzić się może również w granicach RP. Jeśli np. wyprowadza się z Krakowa do Szczecina, może to być bardziej kłopotliwe, niż wyprowadzka np. ze Szczecina do Berlina. I co? Też wtedy będziesz ścigał o uprowadzenie?
                                • sulfado Re: Sens jest taki... 03.06.12, 19:36
                                  Owszem, z punktu widzenia rodzica, który nic o takiej radykalnej zmianie nie wie i nie wyraził na nią zgody jest to uprowadzenie. Co więcej - rodzic, któremu przysługuje władza rodzicielska "jest obowiązany" ją wykonywać (co przytoczyłem w poście poniżej), tak więc moim zdaniem powinien on jako rodzic w przypadku nieuzgodnionego wywiezienia dziecka za granicę podjąć stosowne kroki, skoro drugi z rodziców mu w tej sytuacji uniemożliwił wykonywanie jego obowiązków.
                                  Co do hipotetycznej przeprowadzki matki w granicach kraju nie podejmę dyskusji, bo nie tego
                                  dotyczyły podnoszone w tym wątku wątpliowści i zaraz zaczniemy w tych hipotezach lewitować.
                                  • zmeczona100 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 19:41
                                    Niezbyt dokładnie przestudiowałeś Konwencję o prawach dziecka wink Dziecko ma prawo mieszkać z rodzicami i utrzymywać z nimi kontakt- to jedno z wielu praw. Skoro miejsce zamieszkania ustalone jest z matką, to i poza Polską dziecko ma do tego prawo- o ile nie szkodzi to dziecku.
                                    Zobowiązanie do wykonywania władzy rodzicielskiej ma polegać na dbaniu o to, aby drugi rodzic miał prawo do spotykania się z dzieckiem? Wolne żarty. Ojciec ma prawo i obowiązek kontaktować się ze swoim dzieckiem, a jak jego prawa nie są respektowane, to zwraca się do sądu o rozstrzygnięcie. Bo matka ma nie przeszkadzać, nie utrudniać- a czasami wywiezienie na drugi koniec Europy utrudnia, bo ojca nie stać na dojazdy; wtedy matka może być zobowiązana do pokrywania kosztów podróży itp.
                                    • sulfado Re: Sens jest taki... 03.06.12, 19:53
                                      Z Konwencji o prawach dziecka wynika dokładnie tyle, że dziecko jest podmiotem i nikt nie może traktować go przedmiotowo.

                                      Z Konwencji tej na pewno natomiast nie wynika, że jedno z rodziców może emigrować z dzieckiem bez zgody i wiedzy drugiego rodzica wink
                                      • zmeczona100 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 20:00
                                        > Z Konwencji tej na pewno natomiast nie wynika, że jedno z rodziców może emigrow
                                        > ać z dzieckiem bez zgody i wiedzy drugiego rodzica wink

                                        I nie wynika też to, że nie może wink
                                        • sulfado Re: Sens jest taki... 03.06.12, 20:10
                                          No właśnie niekoniecznie - raczej wynika, że nie pownien.

                                          Tylko skoro nie wynika że może, to pozostaje pytanie po co tą Konwencję przytoczyłaś ?
                                          • mola1971 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 20:25
                                            A czy takim razie rodzic niemieszkający z dzieckiem również nie może emigrować? Przecież skutek jest taki sam.
                                            • tricolour No, nie może... 03.06.12, 20:33
                                              ... bo od tego jest rodzicem, by być przy dziecku.
                                              • mola1971 Re: No, nie może... 03.06.12, 20:54
                                                To tylko teoria. Dla wielu i nic z tym można zrobić.
                                          • zmeczona100 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 20:32


                                            ARTYKUŁ 9
                                            Dziecko ma prawo do bezpośrednich kontaktów z rodzicami, nawet jeśli mieszkają oni osobno lub są rozwiedzeni.
                                            ARTYKUŁ 10
                                            Jeśli rodzice dziecka mieszkają za granicą, dziecko może do nich dołączyć albo utrzymywać z nimi kontakt.

                                            Z tego wynika, że może mieszkać w innym kraju niż rodzic/ rodzice i ma prawo do kontaktów z nim/i. W żadnym artykule nie ma mowy o wymaganej zgodzie drugiego rodzica na wyjazd- ani w polskim prawie.


                                            ARTYKUŁ 11
                                            Dziecka nie wolno nielegalnie wywieźć za granicę.

                                            legalnie można, czyli jak ma paszport i jest z rodzicem albo jak ma paszport i pozwolenie od rodzica/ rodziców.
                                            Przecież w tym zapisie chodziło o wykradanie dzieci do b.rdeli i nielegalną adopcję czy dawstwo organów do przeszczepów...
                                  • mola1971 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 19:44
                                    Ale dlaczego piszesz o uniemożliwieniu sprawowania obowiązków? Przecież napisałam wyraźnie, że plan wychowawczy musi być respektowany.
                                    Na przykładzie - matka wyprowadza się z dzieckiem ze Szczecina do Berlina, w planie wychowawczym ojciec spędza z dzieckiem dwa popołudnia w tygodniu i co drugi weekend. Matka zgodnie z planem przywozi dziecko ojcu. Na czym w takiej sytuacji polega uniemożliwienie sprawowania obowiązków rodzicielskiech?
                                    • sulfado Re: Sens jest taki... 03.06.12, 20:08
                                      Dlatego, że jeśli któreś z rodziców wywozi cichaczem dziecko za granicę (tak jak Twoja koleżanka do Francji), to często (nie zawsze) się z tym wiąże faktyczne uniemożliwienie drugiemu z rodziców dalszego sprawowania opieki / kontaktów z dzieckiem i sprawowania władzy rodzicielskiej.
                                      Jeden rodzic zignoruje taki układ, a inny postara się o jego zmianę i - w zależności od okoliczności - nie jest tu bez szans, bo prawo i umowy międzynarodowe dają mu pewne środki obrony, prościej już nie potrafię tego wyrazić.
                                      • mola1971 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 20:23
                                        Po pierwsze moja koleżanka nie wywiozła dziecka cichaczem, o wszystkim ojciec dziecka został poinformowany. Po drugie mógł się spotykać z dzieckiem (ona zaproponowała, że zapłaci za jego bilety lotnicze), ale z tego zrezygnował. Zresztą nie kontaktował się z dzieckiem nawet, gdy mieszkało 15 km od niego. Po prostu złośliwie nie chciał się zgodzić na wyjazd dziecka, a nie dlatego, że bardzo mu na dziecku i kontaktach z nim zależało.

                                        Po drugie, nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Nie piszę o sytuacji, w której rodzic zignoruje plan wychowawczy, bo wtedy sytuacja jest oczywista. Jest to utrudnianie kontaktu i jako takie można zaskarżyć w sądzie, nie sam wyjazd dziecka z matką.
                                        • sulfado Re: Sens jest taki... 03.06.12, 20:43
                                          Rodzicielskie plany wychowawcze są stosowane od niedawna i moim zdaniem nie ma tu większego znaczenia czy taki plan w danym przypadku obowiązuje po rozwodzie czy też nie obowiązuje, ale na mocy wyroku rozwodowego oboje rodzice po prostu mają pełnię władzy rodzicielskiej. Rodzice w ogóle nie muszą być po rozwodzie, ani nawet po ślubie. Istotny jest sam fakt, że jeden rodzic wywozi dziecko za granicę bez zgody drugiego rodzica, również sprawującego władzę rodzicielską. I sam ten fakt jest podstawą do rozpatrzenia możliwości działań w trybie przewidzianym przez stosowne umowy międzynardowe. Było dużo spraw, kiedy polskie sądy orzekały o wydaniu dziecka
                                          w trybie konwencji haskiej rodzicom nie-Polakom, w sytuacji kiedy rodzice Polacy po prostu zabierali dzieci do kraju, wracając z emigracji (np. głośna sprawa kieleckiego sądu w sprawie ojca Włocha).
                                          Jak więc widać te przepisy działają i można się na nie w podobnych przypadkach powoływać.
                                          • mola1971 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 21:05
                                            Małżeństwa mieszane to jest oddzielny temat. Mówimy o polskim dziecku, rodzicach Polakach i zapisie w wyroku sądu, który mówi, że miejsce zamieszkania dziecka jest każdorazowo przy matce.
                                            Nie wrzucaj wszystkich możliwych przypadków do jednego worka.
                                            • sulfado Re: Sens jest taki... 03.06.12, 22:29
                                              W kontekście wskazanych przez mnie konwencji nie ma znaczenia jakiej narodowości są rodzice.
                                              Ważne czy państwa, których dotyczy dane zdarzenie bezprawnego uprowadzenia lub zatrzymania dziecka są sygnatariuszami danego porozumienia.

                                              Z Konwencji dotyczącej cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka za granicę:

                                              "Konwencję stosuje się do każdego dziecka, które miało miejsce stałego pobytu w Umawiającym się Państwie bezpośrednio przed naruszeniem praw do opieki lub odwiedzin. Konwencja przestaje obowiązywać, kiedy dziecko osiąga wiek 16 lat."


                                              Tak więc stosowne procedury mogą mieć zastosowanie również w hipotetycznie stawianej przez Ciebie sytuacji, kiedy oboje rodzice są Polakami i matka wywiozła dziecko do Berlina z naruszeniem prawa do sprawowania opieki przez ojca dziecka.
                                              • mola1971 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 22:46
                                                Po raz drugi powtarzam - wyjazd matki z dzieckiem poza granice RP, ale w granicach UE, nie jest uprowadzeniem. A Ty z uporem maniaka nazywasz uprowadzeniem coś, co uprowadzeniem nie jest. Odkąd jesteśmy w UE wyprowadzka z Warszawy do Paryża, niczym się nie różni od wyprowadzki z Warszawy do Białegostoku.
                                                Sama w sobie wyprowadzka jest zgodna z prawem. Ważne jest to, czy nie skutkuje ona utrudnieniem kontaktu dziecka z rodzicem, z którym nie mieszka. Jeśli rodzic wyprowadzając się z dzieckiem, jednocześnie zapewnia możliwość dalszego sprawowania władzy rodzicielskiej rodzicowi pozostającemu w kraju (np. opłacając jego podróże, lub osobiście odwożąc dziecko) to nie ma mowy o naruszeniu prawa do sprawowania opieki.

                                                Ale widzę, że ta dyskusja nie ma sensu, bo zaślepiony jesteś i żadne argumenty do Ciebie nie docierają.
                                                • sulfado Re: Sens jest taki... 03.06.12, 23:29
                                                  I tak widzę, że osiągnęliśmy tu pewien postęp.
                                                  Mianowicie jescze wczoraj twierdziłaś, że matka ma prawo zmieniać dziecku miejsce zamieszkania na terenie całej UE jak jej się żywnie podoba, a w wyniku moich argumentów zaczynasz dorzucać zgrabne passusy i zdania warunkowe:

                                                  "Sama w sobie wyprowadzka jest zgodna z prawem. Ważne jest to, czy nie skutkuje ona utrudnieniem kontaktu dziecka z rodzicem, z którym nie mieszka. Jeśli rodzic wyprowadzając się z dzieckiem, jednocześnie zapewnia możliwość dalszego sprawowania władzy rodzicielskiej rodzicowi pozostającemu w kraju (np. opłacając jego podróże, lub osobiście odwożąc dziecko) to nie ma mowy o naruszeniu prawa do sprawowania opieki."

                                                  Tylko kto decyduje o tym czy w danym przypadku jeden rodzic naruszył prawo do opieki drugiego
                                                  rodzica - zawsze matka o tym sobie decyduje czy też sąd na wniosek drugiego z rodziców może o tym zdecydować ?
                                                  I co jeśli sąd zdecyduje, że jednak te prawa drugiego z rodziców zostały naruszone -
                                                  jest to Twoim zdaniem uprowadzenie czy nie jest i czy w związku z tym mogą mieć zastosowanie procedury wynikające z poszczególnych konwencji czy nie mogą, bo dotyczą jakoby wyłącznie małżeństw "mieszanych" ?

                                                  Rzeczywiście, damy już sobie z tym spokój, bo trudno polemizować z ludową logiką, którą tutaj prezentujesz. Owszem, przeprowadzka Warszawy do Paryża różni się od przeprowadzki do z Warszawy Białegostoku tym że jedna przeprowadzka jest do Paryża, a druga do Białegostoku, przystąpienie Polski do UE nic w tym zakresie nie zmieniło, przykro mi jeśli nie widzisz różnicy.
                                                  • mola1971 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 23:37
                                                    Ja nie widzę różnicy. Jeśli już to taką, że samochodem (tudzież pociągiem) dłużej się jedzie do Białegostoku, niż leci do Paryża.
                                                    Swoimi złośliwościami na temat ludowej logiki nie zrobiłeś mi przykrości. Ba, to dla mnie komplement. Prosta baba ze wsi jestem i nigdy tego nie ukrywałam tongue_out

                                                    P.S.
                                                    Co do postępu to nie pochlebiaj sobie. Moja wiedza, jako i zdanie, na ten temat nie zmieniły się ani o mm.
                                                  • maciekqbn Re: Sens jest taki... 03.06.12, 23:44
                                                    I tym samym Mola potwierdzasz, że rola ojca wg prezentowanej przez Ciebie opinii sprowadza się do funkcji bankomatu. Bo przecież alimenty musi płacić - a to, że ma g. do powiedzenia, no trudno, taki lajf.
                                                  • mola1971 Re: Sens jest taki... 04.06.12, 09:10
                                                    A gdzie ja coś takiego napisałam? To jest Twoja nadinterpretacja.
                                                  • sulfado Re: Sens jest taki... 04.06.12, 00:06
                                                    "Jak to, przecież moja koleżanka wyjechała do Francji zaraz jak żeśmy tylko weszli do Junii, bez paszportów, z dzieckiem na ręku i nikt jej nie szukał, nikt jej nic nie zrobił. To co on mi tu będzie teraz pitolił o jakichś konwencjach !".

                                                    - tak mniej więcej wygląda Twoja wiedza, którą tu zaserwowałaś wink
                                                  • mola1971 Re: Sens jest taki... 04.06.12, 09:11
                                                    Tak to rozumieją jednostki, których nie nauczono w szkole czytania ze zrozumieniem.
                                                    Ale na naukę nigdy nie jest za późno. Możesz to nadrobić jeszcze smile
                                                  • sulfado Re: Sens jest taki... 04.06.12, 11:04
                                                    Jest jeszcze umiejętność pisania z sensem którą należałoby posiąść zanim zarzucisz komuś brak czytania ze zrozumieniem wink
                                                  • mola1971 Re: Sens jest taki... 04.06.12, 12:03
                                                    By dostrzec sens, trzeba umieć czytać ze zrozumieniem smile

                                                    Ale dość tych złośliwości, one niczego nowego do dyskusji nie wnoszą.
                                                    Sama dyskusja dla mnie ciekawa o tyle, że dla mnie osobiście jest to temat, który mnie bezpośrednio nigdy nie dotyczył, nie dotyczy i dotyczył nie będzie. Natomiast po lekturze wpisów panów w tym wątku nasuwa się wniosek, że baba ma siedzieć na tyłku z dzieckiem i nie fikać. Nie może nigdzie z dzieckiem wyjechać, bo tata dziecka focha strzeli. A jak wyjedzie, to utrudnia kontakty, nawet jak nie utrudnia, bo panu bilet lotniczy chce kupić, lub dziecko do niego przywozić.
                                                    Żaden z panów w tym wątku nawet jednym słowem nie zająknął się na temat dobra dziecka, czy taki wyjazd byłby korzystny dla dziecka. Panów interesuje wyłącznie władza i pieniądze. Smutne to trochę, ale wcale nie zaskakujące.
                                                  • sulfado Re: Sens jest taki... 04.06.12, 18:12
                                                    A niech sobie kobita emigruje gdzie chce, ale dla dziecka właśnie nie zawsze taki wyjazd musi być korzystny. I dlatego przepisy dają szansę (może niewielką, ale jednak jakąś dają) na sprowadzenie dziecka z powrotem, jeśli wyjazd ewidentnie narusza jego dobro.
                                                  • mola1971 Re: Sens jest taki... 04.06.12, 19:42
                                                    I tu się zgadzam. Z zasady wyjazd matki nie może krzywdzić dziecka. Jeśli krzywdzi, ojciec ma prawo się sprzeciwić i starać się o to, by opiekę nad dzieckiem powierzono jemu.
                                                  • maciekqbn Re: Sens jest taki... 04.06.12, 22:10
                                                    Teraz Mola to piszesz z sensem (obiektywnie).
                                                  • mola1971 Re: Sens jest taki... 05.06.12, 08:45
                                                    Cały czas pisałam obiektywnie, tylko Twoje osobiste fobie powodowały, że tego nie widziałeś.
                                                    Podaj mi choć jedno zdanie, które napisałam, a które nie było obiektywne.
                          • zmeczona100 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 11:45
                            sulfado napisał:


                            >
                            > Rodzice powinni w porozumieniu podejmować decyzje o stałym wyjeździe dziecka za
                            > granicę, o ile oboje sprawują władzę rodzicielską.

                            A jak zmusić oboje do zawarcia porozumienia? Jaki mógłby być wtedy kompromis, wspólnie wypracowany?
                            • maciekqbn Re: Sens jest taki... 03.06.12, 11:57
                              Jest jakaś konwencja (chyba wspomniana w wątku o JUGENAMT'ach), która mówi o tym, że w sytuacji braku porozumienia między rodzicami, dziecko ma pozostać w miejscu ostatniego zamieszkania (chodzi o sprawy międzynarodowe). Niestety nie dotyczy to przemieszczania się wewnątrz kraju.
                              • zmeczona100 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 11:59
                                Prawo ponadnarodowe nie może mieć pierwszeństwa przed narodowym smile Czyli- matka chce, to wyjeżdża.

                                Ponadto pytanie moje było inne wink
                                • maciekqbn Re: Sens jest taki... 03.06.12, 12:01
                                  Prawo unijne jest nadrzędne nad krajowym - od chwili naszego wejścia do EU.
                                  • zmeczona100 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 12:26
                                    Ojjjj.... nieprawda. Nie wszystko, co jest uchwalone przez parlament UE jest obowiązkowe dla wszystkich państw- przecież jest zapis, że obowiązuje, o ile nie jest sprzeczne z prawem narodowym; w innych przypadkach prawo narodowe ma być dostosowane do unijnego (o ile jest akceptowalne w kraju).
                            • sulfado Re: Sens jest taki... 03.06.12, 18:23
                              > A jak zmusić oboje do zawarcia porozumienia? Jaki mógłby być wtedy kompromis, w
                              > spólnie wypracowany?

                              W przypadku skrajnego braku porozumienia powinien rozstrzygnąć sąd. Dla przykładu ja wyrobiłem dziecku z byłą żoną paszport, ale to nie oznacza że automatycznie zgodziłbym się, żeby dziecko zostało przeniesione z dobrej szkoły w Warszawie na Ibizę, tylko dlatego że matka poznała tam na wakacjach jakiegoś przystojnego Peruwiańczyka. I byłyby w tym przypadku szanse, że sąd podzieli moje wątpliwości.
                              • zmeczona100 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 18:43
                                sulfado napisał:


                                >
                                > W przypadku skrajnego braku porozumienia powinien rozstrzygnąć sąd.

                                To nie jest odpowiedź na moje pytanie.

                                Dla przykła
                                > du ja wyrobiłem dziecku z byłą żoną paszport, ale to nie oznacza że automatyczn
                                > ie zgodziłbym się, żeby dziecko zostało przeniesione z dobrej szkoły w Warszawi
                                > e na Ibizę, tylko dlatego że matka poznała tam na wakacjach jakiegoś przystojne
                                > go Peruwiańczyka. I byłyby w tym przypadku szanse, że sąd podzieli moje wątpliw
                                > ości.

                                No to sam dajesz przykład, że nie chodzi o porozumienie, tylko postawienie na swoim z wykorzystaniem prawa. I całe szczęście, bo nie w każdym przypadku wyjazd dziecka za granicę jest w jego interesie (tak samo, jak pozostawienie go w kraju).
                                • sulfado Re: Sens jest taki... 03.06.12, 19:11
                                  > > W przypadku skrajnego braku porozumienia powinien rozstrzygnąć sąd.
                                  >
                                  > To nie jest odpowiedź na moje pytanie.

                                  Owszem, jest:

                                  Art. 97. KRiO § 1. Jeżeli władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom, każde z nich jest obowiązane i uprawnione do jej wykonywania.

                                  § 2. Jednakże o istotnych sprawach dziecka rodzice rozstrzygają wspólnie; w braku porozumienia między nimi rozstrzyga sąd opiekuńczy.


                                  To nie moja wina, że powyższa odpowiedź Ci nie odpowiada.


                                  > No to sam dajesz przykład, że nie chodzi o porozumienie, tylko postawienie na s
                                  > woim z wykorzystaniem prawa.

                                  No wiesz - rozmawiając w ten sposób i nawiązując do Twojej przenośni - to w przypadku przekroczenia prędkości policjantowi wystawiającemu mandat też nie musi chodzić o przepisy, tylko o postawieniu na swoim z wykorzystaniem prawa...
                                  • zmeczona100 Re: Sens jest taki... 03.06.12, 19:36
                                    oreeetyyyy...
                                    Porozumienie zakłada udział obojga. Kiedy wkracza sąd nie można mówić o porozumieniu- o to mi chodzi. Bo napisałeś, że jak oboje mają prawa, to oboje mają wspólnie decydować.

                                    Nieważne; czepiałam się trochę wink
                      • zmeczona100 Nie ma najmniejszego sensu 01.06.12, 09:46
                        Bo sąd kieruje się dobrem dziecka, a nie dorosłego.
                        Patrzy na korzyści, jakie będzie mieć dziecko ze zmiany zamieszkania- więcej możliwości rozwoju, bo np. matka będzie miała lepszą pracę, a dzieciak lepszy dostęp do edukacji, albo np. będzie żył w prawidłowo funkcjonującej rodzinie, z rodzeństwem itp.

                        Żądanie, aby dziecko nie wyjeżdżało z Polski, bo tak ojcu pasuje, jest kuriozalne. Poza tym- nie trzeba wyjeżdżać za granicę, aby nastąpił rzekomy brak możliwości kontaktu- czasami wystarczy przeprowadzka kilkadziesiąt km dalej, co np. w przypadku wyprowadzki na drugą stronę mostu w Zgorzelcu jest niewielką odległością mimo, że nastąpiła zmiana państwa.

                        Nie udowadniajcie, że jesteście sieroty - utrudnienia kontaktu, bo daleko i podróż droga? A do sądu, po nakaz zwrotu kosztów przejazdu albo przekazywanie dzieciaka do miejsca zamieszkania ojca, wydłużenie wspólnie spędzanego czasu, to nie łaska?

                        Ale, ale ... Kiepskiej baletnicy przeszkodzi nawet rąbek u spódnicy.
                        • tricolour Chętnie byś płaciła... 01.06.12, 10:32
                          ... za zwiększoną odległość gdy wydzierasz każdą złotówę?

                          I co ma do rzeczy ta baletnica?
                          • zmeczona100 Re: Chętnie byś płaciła... 01.06.12, 10:38
                            Ale co ma chcenie do prawa i wyroków sądu? Ileż to jest takich kochanych rodziców, którzy nie chcą płacić alimentów...

                            Baletnica ma przenośnię.
                            • tricolour Jesteś za prawem? 01.06.12, 10:42
                              Jesteś za tym, że w dzień uprawomocnienia wyroku sądowego można byłą żonę wystawić za własne drzwi razem z dzieckiem, gdy sąd orzeknie miejsce dziecka przy matce? Tak mów prawo, jesteś za nim?

                              I jaka to przenośnia z tą baletnicą?
                              • zmeczona100 Re: Jesteś za prawem? 01.06.12, 10:49
                                tricolour napisał:

                                > Jesteś za tym, że w dzień uprawomocnienia wyroku sądowego można byłą żonę wysta
                                > wić za własne drzwi razem z dzieckiem, gdy sąd orzeknie miejsce dziecka przy ma
                                > tce? Tak mów prawo, jesteś za nim?

                                Prawo tak nie mówi.

                                >
                                > I jaka to przenośnia z tą baletnicą?

                                Jeśli komuś nie będzie pasował* wyjazd jego dziecka za granicę, to każdy pretekst jest dobry, by zostało w kraju.


                                * ma czelność wyjeżdżać i sama decydować o sobie? Po moim trupie!
                                • tricolour Owszem, prawo tak mówi... 01.06.12, 10:55
                                  ... a wiele osób (kobiet, gdy trzeba było wywalić męża) sugerowało wynająć jakieś lokum na trzy miesiące, w ramach lokalu zastępczego, humanitarnie. Co to zmienia? Nic, bo przez trzy miesiące i tak będzie życie w strachu, niepewności, na kartonach, bez adresu, bez meldunku, z pogmatwanymi sprawami wszędzie tam, gdzie stały adres jest konieczny administracyjnie itp.

                                  Realnie więc oznacza to wywalenie małżonka na ulicę.
                                  • zmeczona100 Re: Owszem, prawo tak mówi... 01.06.12, 10:57
                                    Prawo NIE MÓWi o tym, że byłego wywala się z dniem rozwodu, bo traci prawo do dalszego mieszkania w nie swoim domu.
                                    • niutka Re: Owszem, prawo tak mówi... 01.06.12, 23:07
                                      Dokładnie! Nawet nie będąc współwłaścicielką mieszkania mogłabym mieszkać w mieszkaniu exa (podział lokalu). Ale wolałam wynająć mieszkanie, niż go oglądać...
                                      • tricolour Mogłabyś, mogłabyś... 01.06.12, 23:11
                                        ... do czasu: ex wynajmuje jakiś lokal na trzy miechy, przeprowadza eksmisję obcej osoby z mieszkania i już.
                                        • niutka Re: Mogłabyś, mogłabyś... 01.06.12, 23:25
                                          Wyobraz sobie ze nie... Sedzina byla zdziwiona, ze wyprowadzilam sie z tego mieszkania...
                                    • tricolour Generalnie sama sobie przeczysz... 01.06.12, 23:08
                                      ... no zobacz: twierdzisz, że sąd kieruje się dobrem dziecka i jako te dobro wymieniasz możliwość edukacji, rozwoju po wyjeździe. A tymczasem miałaś wykształconego i rozwiniętego męża, ale z dysfunkcyjnej rodziny i to tak bardzo dysfunkcyjnej, że nazywasz męża jednostka patologiczną mimo wykształcenia, rozwoju oraz możliwości finansowych.

                                      Zatem takim potencjalnym wyjazdem fundujesz dziecku niepełną, a przez to dysfunkcyjną rodzinę, przez którą rozpadło się Twoje własne małżeństwo choć zapewniasz (teoretycznie) lepsze sprawy bytowo-edukacyjne. No wyraźnie widać jak nieświadomie podążasz drogą, od której chcesz wiać jak najdalej...
                                      • zmeczona100 Re: Generalnie sama sobie przeczysz... 02.06.12, 12:00
                                        Jeśli uznajesz za patologię rodzinę rozbitą, to masz rację w odniesieniu do mojego omc exa- ale wtedy nic nie fundowałabym dziecku, bo miałoby już to zafundowane parę lat temu.

                                        Dysfunkcjonalność rodziny polega na zaburzeniu jej funkcji, a nie struktury. Takie jest moje zdanie.
                                        • tricolour Z zaburzenia struktury... 03.06.12, 20:31
                                          ... najczęściej wynika zaburzenie funkcji. Wie o tym każdy kaleka, a nawet pacjent chirurgii. Oczywiście rozwód może mieć wymiar operacji raka, bez której chory umiera, a z którą żyje, ale nie zmienia to faktu, że ratująca życie operacja raka była dowodem poważanej choroby rzutującej na resztę życia.

                                          Nie można zatem kategorycznie twierdzić, że zaburzenie struktury rodziny nie ma wpływu na jej funkcjonalność. Powiem więcej: samotne rodzicielstwo z pewnością zubaża świat dziecka.
                                          • zmeczona100 Re: Z zaburzenia struktury... 03.06.12, 20:41
                                            Biedne zatem te dzieci z rodzin patologicznych, gdzie jednemu z rodziców czy rodzeństwa (dziadków też? kuzynostwa?) się zmarło....
                                            • zmeczona100 Re: Z zaburzenia struktury... 03.06.12, 20:46
                                              PS a tak w ogóle wg Twoich kryterium to mój pożal się, Boże mąż, nie pochodził z patologicznej rodziny- dwoje rodziców, on i brat. Kogo w tej strukturze Ci brakuje?
                                              • tricolour Może miłości brakowało? 03.06.12, 20:50
                                                Może brakowało w ogóle ludzi jeśli człowieka z innych stworzeń wyróżnia zdolność do uczuć wyższych?
                                                • zmeczona100 Re: Może miłości brakowało? 03.06.12, 21:04
                                                  Brak miłości to nie to samo, co zmiany w strukturze wink
                                                  • tricolour Wiesz, ja mam generalnie takie spostrzeżenia... 03.06.12, 21:14
                                                    ... że im gorsze opinie na czyjś temat, tym grzeczniejszą osobą okazuje się delikwent. Oczywiści nie mówię tu o jakichś kryminalistach, przemocowcach tylko o zwyczajnych ludziach, którym rozeszły się drogi.

                                                    A ta zła opinia bierze się z niepogodzenia z losem, z bolesnej świadomości, że życia kontrolować się nie da itp, co powoduje frustrację, wstyd, upokorzenie zamieniane na złość, a w ostateczności na agresję.
                                                  • zmeczona100 Re: Wiesz, ja mam generalnie takie spostrzeżenia. 03.06.12, 21:25
                                                    tricolour napisał:

                                                    > ... że im gorsze opinie na czyjś temat, tym grzeczniejszą osobą okazuje się del
                                                    > ikwent.

                                                    A to tak po sobie samym wiesz? wink

                                                    Oczywiści nie mówię tu o jakichś kryminalistach, przemocowcach tylko o
                                                    > zwyczajnych ludziach, którym rozeszły się drogi.

                                                    A ja mówię o przemocowcu właśnie. Do tego nie musi być zaburzona struktura rodziny pochodzenia, ale funkcji- tak. Zwyczajny człowiek ma pewne poczucie przyzwoitości choćby.
                                                    >
                                                    > A ta zła opinia bierze się z niepogodzenia z losem, z bolesnej świadomości, że
                                                    > życia kontrolować się nie da itp, co powoduje frustrację, wstyd, upokorzenie za
                                                    > mieniane na złość, a w ostateczności na agresję.

                                                    Ta zła opinia bierze się z obserwacji, porównywania, zwrócenia uwagi na to, co myślą i twierdzą inni. I z własnego wewnętrznego przekonania.
                                                    Możesz mówić, że to deszcz pada, ale i tak to nie zmieni tego, że ktoś Ci właśnie napluł w twarz.
                                            • tricolour Raczej przykład biedny, nie dzieci... 03.06.12, 20:47
                                              ... zgodnie z zasadą, że nic tak nie zaciemnia sprawy jak dobrze dobrany przykład.

                                              Maj pod ręką alkoholika, narkomana, mordercę i pieniądze można by zrobić wszystko... smile
                                              • zmeczona100 Re: Raczej przykład biedny, nie dzieci... 03.06.12, 21:06
                                                > Maj pod ręką alkoholika, narkomana, mordercę i pieniądze można by zrobić wszyst
                                                > ko... smile

                                                Alkoholik, narkoman czy morderca nie zaburzają struktury rodziny smile
                                  • niutka Re: Owszem, prawo tak mówi... 01.06.12, 22:06
                                    A ja wyprowadzilam sie od jeszcze meza z dwojka nastoletnich synow do wynajmowanego mieszkania... Wyszlam z malzenstwa z 1 tys zl oszczednosci, 3 lata temu. A teraz mam wlasne (na kredyt of course) mieszkanie dla siebie i chlopcow.
                              • niutka Re: Jesteś za prawem? 01.06.12, 22:01
                                ???
                • zmeczona100 Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 01.06.12, 09:53
                  glupia.gaska1 napisała:

                  Przecież mam wyraźnie napisane w wyroku że "w i
                  > stotnych sprawach dzieci on ma ograniczoną władzę". Sprawy o których piszecie
                  > są teoretycznie istotne i on w tych kwestiach ma ów ograniczenia. To na czym to
                  > ograniczenie polega... ?

                  Jak masz ograniczenie prędkości do 50 km/h to znaczy, że więcej jechać nie możesz, ale mniej- tak.

                  Jak ma ojciec ograniczone prawa DO wspóldecydowania, to znaczy, że sam decydować nie może i że to wspóldecydowanie ma dotyczyć tylko istotnych spraw dziecka (np. edukacja, leczenie).

                  Najprostsza sprawa to wnosić o to, do czego konkretnie ma prawo- u mnie np. do decydowania o leczeniu w okresie, kiedy syn jest po opieką ojca; reszta jest moja. I tak mam w postanowieniu sądu, a właściwie zabezpieczeniu na czas trwania rozwodu.
                  • glupia.gaska1 Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 03.06.12, 12:36
                    Jak zwykle, jak w każdej debacie zbaczacie z tematu. Nie miałam zamiaru wywoływać między wami wojny.

                    Poza tym ja nie chcę nigdzie dzieci zabierać na drugi koniec świata, tylko, jeśli ewentualnie będzie potrzeba (...) to będę się musiała przeprowadzić. Gdyż nie mam mieszkania własnościowego. I wynajem może się kiedyś skończyć...

                    Ponadto sądziłam że jeżeli ktoś ma jakieś ograniczenie w czymś to jego zdanie nie jest do końca istotne i wiążące dla mnie jako matki decydującej "w pełni" o różnych rzeczach. Bo wówczas napisane by było że "ojca zdanie liczy się w istotnych kwestiach dotyczących dzieci" a tak ma w tej mierze ograniczenie i swojej woli narzucić mi nie może; owszem on też się może nie zgadzać z moją wolą ale skoro dzieci są pod "moją władzą wykonawczą" a on jest dochodzący to ja chyba mogę coś zrobić mimo że on się nie zgadza.
                    I nie chodzi mi o bardzo ważne tu rzeczy jak np. wyjazd za granicę. Ale np. o wyjazd dzieci na wczasy. On bez mojej zgody z nimi nie pojedzie (bo mieszkają ze mną) a ja mogę je zabrać na wyjazd bez jego zgody. I nie chodzi tu o złośliwość moją tylko o fakt że on nie potrafi zachować się przy dzieciach (przeklina, krzyczy na nie itp.)

                    Tak, że dziękuję za wszystkie dobre rady. Zobaczę jak to będzie w praktyce.

                    • zmeczona100 Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 03.06.12, 12:41
                      glupia.gaska1 napisała:


                      > Ponadto sądziłam że jeżeli ktoś ma jakieś ograniczenie w czymś to jego zdanie n
                      > ie jest do końca istotne i wiążące dla mnie jako matki decydującej "w pełni" o
                      > różnych rzeczach. Bo wówczas napisane by było że "ojca zdanie liczy się w istot
                      > nych kwestiach dotyczących dzieci" a tak ma w tej mierze ograniczenie

                      Nie jest tak jak piszesz- ma ograniczone prawa do decydowania o sprawach istotnych, a nie wyjazdach wakacyjnych czy codziennych zakupach. Nie ma pominiętych praw decydowania o (...), tylko do (...).

                      Jeśli twierdzisz, że jest inaczej, to idź zapłać prawnikowi- dowiesz się tyle samo smile
                    • mayenna Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 03.06.12, 18:42
                      Masz w wyroku, ze on ma ograniczenie do współdecydowania o istotnych sprawach dzieci, więc tak praktycznie nie ma żadnych ograniczeń w wykonywaniu władzy rodzicielskiej. Ma prawo zabrać dzieci na urlop. Nie ma prawa z nimi mieszkać. Ty też możesz dzieci zabrać na krótszy lub dłuzszy wyjazd i eksowi nic do tego..
                      Jak macie problem ze zgraniem terminów to wystąp o sądową regulację kontaktów ojca z dziećmi. Koszt takiego wniosku to 40 zł.
                      Żle odczytujesz wyrok. Nie ma tu mowy o ograniczeniu praw rodzicielskich w innym zakresie niż zamieszkanie dzieci przy tobie.
                    • mayenna Re: Alimenty, płacenie, opieka problemy... 03.06.12, 18:53
                      glupia.gaska1 napisała:


                      > Ponadto sądziłam że jeżeli ktoś ma jakieś ograniczenie w czymś to jego zdanie n
                      > ie jest do końca istotne i wiążące dla mnie jako matki decydującej "w pełni" o
                      > różnych rzeczach. Bo wówczas napisane by było że "ojca zdanie liczy się w istot
                      > nych kwestiach dotyczących dzieci" a tak ma w tej mierze ograniczenie i swojej
                      > woli narzucić mi nie może; owszem on też się może nie zgadzać z moją wolą ale s
                      > koro dzieci są pod "moją władzą wykonawczą" a on jest dochodzący to ja chyba mo
                      > gę coś zrobić mimo że on się nie zgadza.
                      > I nie chodzi mi o bardzo ważne tu rzeczy jak np. wyjazd za granicę. Ale np. o w
                      > yjazd dzieci na wczasy. On bez mojej zgody z nimi nie pojedzie (bo mieszkają ze
                      > mną) a ja mogę je zabrać na wyjazd bez jego zgody. I nie chodzi tu o złośliwoś
                      > ć moją tylko o fakt że on nie potrafi zachować się przy dzieciach (przeklina, k
                      > rzyczy na nie itp.)
                      Może zabrać dzieci na wyjazd, a brak twojej zgody może być przez sąd uznany jako utrudnianie kontaktów.Jeśli stosuje przemoc psychiczną to należy to udokumentować i sądownie wywalczyć stosowny zakaz.
                      nie masz wiekszej władzy rodzicielskiej.decydujesz o codziennych sprawach dzieci, ale eks ma wpływ na wszystko inne na równych z tobą prawach.
                      • tezsama błędna wykładnia ograniczenia władzy 04.06.12, 17:35
                        Czytam, czytam i własnym oczom nie wierzę!
                        Mayenna, czt Ty jesteś prawnikiem? Czy mogłabyś podać odnośnik do Twojej interpretacji w temacie? Na czym opierasz swe sądy? Będę ogromnie wdzięczna, jeśli podasz źródła.

                        Otóż, ogólnie przyjęta interpretacja powierzenia władzy rodzicielskiej jednemu rodzicowi i ograniczenia władzy drugiemu do współdecydowania o ..., znaczy nic innego, jak to, że rodzic (w tym wypadku ojciec) może współdecydować tylko i wyłącznie w istotnych sprawach, a nie że we wszystkich! Właśnie po to, aby ułatwić dziecku i matce codzienne życie. Tak więc, jeśli ojcu np. nie chce się wystąpić o sądowne ustalenie kontaktów, to od decyzji matki (teoretycznie od jej harmonogramu dnia, tygodnia) zależy, czy pozwoli dziecku dany dzień spędzić z ojcem.

                        Oczywiście odrębnym jest pytanie, co to są istotne sprawy, dlatego lepiej, gdy są one konkretnie wymienione wyroku.
                        • mayenna Re: błędna wykładnia ograniczenia władzy 04.06.12, 17:49
                          Nie jestem prawnikiem. Przecież dokładnie to samo piszę co Ty. Istotne sprawy wg wykładni, jaka dała mi prawniczka to np. sposób w jaki dzieci spędzają wolny czas, leczenie, wybór szkoły czy zawodu. Jak napisał Tri: płatki mama może sama wybrać, ale pozostałe rzeczy konsultuje z ojcem.Przy takiej formule nie jest tak, ze ojciec czegoś nie może i to matka jest bardziej decyzyjna.
                          Poza tym, jeśli jesteś prawnikiem, to wiesz, że musza mieć plan wychowawczy, więc nie ma sytuacji, ze ojciec nie może w danym terminie zabrać dzieci. Co z nimi robi w czasie dla siebie przeznaczonym to jego sprawa o ile nie jest to niebezpieczne, niemoralne czy zagrażające życiu dzieci.
                          • tezsama Re: błędna wykładnia ograniczenia władzy 04.06.12, 19:02
                            Meyana, wypowiadasz się bardzo autorytatywnie, jednak - mimo zapewne szczerych chęci - wprowadzasz w błąd. Nie chce mi się teraz (może później się skuszę) zacytować kilku Twoich stwierdzeń z tego wątku, które nijak do prawdy się mają.

                            > Przy takiej formule nie jest t ak, ze ojciec czegoś nie może i to matka jest bardziej decyzyjna.

                            Jeżeli matce władze powierza się, a ojcu ogranicza do ..., to tak właśnie, matka jest bardziej decyzyjna.

                            >wiesz, że musza mieć plan wychowawczy

                            No właśnie, nie musząsad, choć powinni. Jak mają to się z reguły ojcu władzy nie ogranicza. I to co piszesz ma wtedy zastosowanie. Jeśli planu nie uzgodnią, to wtedy wg obecnych przepisów dochodzi do ograniczenia władzy jednego z rodziców . Dla dobra dziecka. Skoro rodzice nie mogą się dogadać, to nie może być tak, że matka np. umawia dziecko do lekarza/korepetytora/cioci/ itp.itd, a ojciec nagle wpada na pomysł zabrania go prosto z przedszkola do wesołego miasteczka i sie targują. Decyduje ten rodzic, który ma władzę powierzoną. ten który ma ograniczoną może sobie w zwykłych sprawach rządzić tylko w czasie ustalonych widzeń.
                            • malgolkab Re: błędna wykładnia ograniczenia władzy 04.06.12, 19:41
                              Plan wychowawczy trzeba przedstawić, jeśli władza ma zostać przyznana obojgu rodzicom. Mój ex nie chciał pisać planu, stwierdził, że to bez sensu i jak ja chcę to mogę napisać cokolwiek - to był jeden z powodów, dla którego sąd mu ograniczył prawa, mimo, że ja o to nie wnosiłam. Ma ograniczone do współdecydowania w rzeczach istotnych, takich jak: wybór szkoły, wybór zawodu, sposób leczenia (tak pisze w wyroku). Na sprawie też poinformowano nas, że ja od tej pory jestem jedynym prawnym reprezentantem dziecka.
                              • mayenna Re: błędna wykładnia ograniczenia władzy 04.06.12, 21:46
                                Od dwóch lat jak nie ma planu wychowawczego to kierują na mediacje, a jak to nie daje rezultatu to ograniczają w takiej formie jak masz zapisane. Tu o kontaktach nic wątkodawczyni nie napisała.
                                Na podstawie podanych informacji to ojciec ma prawo zabierać dzieci i decydować o ich istotnych sprawach.
                                Przedstawicielami ustawowymi dziecka sa oboje rodzice o ile sąd nie zasądzi inaczej. Tu nic na ten temat nie ma, a przedstawicielem może być nawet rodzic po rozwodzie czy też niezaślubiony, ale nie pozbawiony praw rodzicielskich.
                                • malgolkab Re: błędna wykładnia ograniczenia władzy 05.06.12, 11:47
                                  mayenna napisała:

                                  > Od dwóch lat jak nie ma planu wychowawczego to kierują na mediacje, a jak to ni
                                  > e daje rezultatu to ograniczają w takiej formie jak masz zapisane. Tu o kontakt
                                  > ach nic wątkodawczyni nie napisała.
                                  Brałam rozwód we wrześniu 2010r, więc mniej niż 2 lata temu, planu jak pisałam nie było, bo exowi się nie chciało (opisywałam wcześniej) - nikt nas na mediacje nie kierował. Znajomi brali rozwód w 2011r. i identyczna sytuacja. Kontakty akurat my dogadujemy na bieżąco, nie mamy zapisanych w wyroku. Mayenna, z całym szacunkiem, ale piszesz nie do końca tak jak jest. Fakt - potrzebny jest plan wychowawczy, jeśli oboje mają mieć pełną władzę, ale jesli go nie przedstawisz, to już od konkretnego sędziego zależy co z tym zrobi.

                                  > Przedstawicielami ustawowymi dziecka sa oboje rodzice o ile sąd nie zasądzi ina
                                  > czej. Tu nic na ten temat nie ma, a przedstawicielem może być nawet rodzic po r
                                  > ozwodzie czy też niezaślubiony, ale nie pozbawiony praw rodzicielskich.
                                  Nam w sądzie powiedziano, że prawnie reprezentować dziecko mogę tylko ja i nie dlatego, że jesteśmy rozwiedzeni, tylko właśnie ze względu na ograniczenie (nie odebranie) praw, taką samą informację otzrymały 2 znajome pary w identycznej sytuacji.
                                  Co oczywiście nie ma nic wspólnego z tym o czym dyskutujemy, mój ex mimo ograniczonych praw zabiera syna na wakacje, na weekendy, ja go informuje o planach wyjazdowych itd.
                            • mayenna Re: błędna wykładnia ograniczenia władzy 04.06.12, 21:05
                              tezsama napisał(a):


                              > No właśnie, nie musząsad, choć powinni. Jak mają to się z reguły ojcu władzy nie
                              > ogranicza. I to co piszesz ma wtedy zastosowanie. Jeśli planu nie uzgodnią, to
                              > wtedy wg obecnych przepisów dochodzi do ograniczenia władzy jednego z rodziców
                              > . Dla dobra dziecka. Skoro rodzice nie mogą się dogadać, to nie może być tak,
                              > że matka np. umawia dziecko do lekarza/korepetytora/cioci/ itp.itd, a ojciec n
                              > agle wpada na pomysł zabrania go prosto z przedszkola do wesołego miasteczka i
                              > sie targują. Decyduje ten rodzic, który ma władzę powierzoną. ten który ma ogr
                              > aniczoną może sobie w zwykłych sprawach rządzić tylko w czasie ustalonych widze
                              > ń.
                              Nie masz racji. Gdybys podała jako przykład np. kupno butów, to matka ma prawo zabrac dziecko na zakupy i dowolnie sobie decydować. Podane przez ciebie przykłady zależa od okolicznosci i jesli ojciec uzna, ze są dla niego wazne i ma argumenty by sie nie zgadzać na zabranie dziecka do lekarza/korepetytora/cioci to ma prawo zadecydować. Jak nie ma porozumienia to pozostaje sąd.
                              Ona tu pyta czy może nie pozwolić ojcu zabrać dzieci na wczasy. Moim zdaniem nie może bo on ma prawo decyzji w ważnych sprawach i jak poprosi sąd o zgodę to ją dostanie.
                              Poza tym jeśli ten lekarz/korepetytor/cicia sa na tyle często żeby ojciec nie miał czasu na spotkania z dziećmi to też może sie na to nie zgadzać i znów wracamy do ustaleń sądowych.
                              Dlatego jest coś takiego jak sadowe ustalenie kontaktów( widzenia to mają skazani w wiezieniu)

                              Napisałam gdzieś, że jak ojciec zechce korzystać z prawa do decyzji w ważnych sprawach to praktycznie każdą kwestię może rozstrzygać sądownie. Polecam lekturę forum. Niektórym każda prozaiczna sprawę udaje się skutecznie uzasadnić jako ważną.
                              Dlatego matka może zdecydować, ale powinna liczyć się z tym, że ojciec może jej decyzję zakwestionować. Doradzam więc informowanie go i wypracowanie porozumienia. Dla dobra dzieci bo one potrzebują kontaktów z ojcem, nawet jak nie jest idealny.
                              • malgolkab Re: błędna wykładnia ograniczenia władzy 04.06.12, 21:13
                                mayenna napisała:

                                > Doradzam więc informowanie go i wypracowanie porozumie
                                > nia. Dla dobra dzieci bo one potrzebują kontaktów z ojcem, nawet jak nie jest i
                                > dealny.
                                Dokładnie tak. Niestety, jak widać, choćby czytając forum, wiele osob tego nie potrafi - nie umieją oddzielić swoich uczuć do ex, poczucia krzywdy, uraz od relacji wspólnych dzieci z 2 rodzicem... nie mówię tu o przypadkach, gdy zachodzi realna obawa, że ta 2 strona może skrzywdzić dziecko (ale to są naprawdę przypadki marginalne).
                              • maciekqbn Re: błędna wykładnia ograniczenia władzy 04.06.12, 22:12
                                mayenna napisała:

                                > Doradzam więc informowanie go i wypracowanie porozumie
                                > nia. Dla dobra dzieci bo one potrzebują kontaktów z ojcem, nawet jak nie jest i
                                > dealny.

                                Mayenna, pełen szacunek dla Ciebie. Jestem pod wrażeniem Twojego obiektywizmu i mądrego podejścia do tematu.
                        • mayenna Re: błędna wykładnia ograniczenia władzy 04.06.12, 18:01
                          tezsama napisał(a):

                          > Czytam, czytam i własnym oczom nie wierzę!
                          > Mayenna, czt Ty jesteś prawnikiem? Czy mogłabyś podać odnośnik do Twojej interp
                          > retacji w temacie? Na czym opierasz swe sądy? Będę ogromnie wdzięczna, jeśli po
                          > dasz źródła.
                          A źródła to osobiste doświadczenie, kodeks rodzinny i hasło w google: władza rodzicielskasmile
                          • malgolkab Re: błędna wykładnia ograniczenia władzy 05.06.12, 11:49
                            mayenna napisała:

                            >
                            > A źródła to osobiste doświadczenie, kodeks rodzinny i hasło w google: władza ro
                            > dzicielskasmile
                            czasem - jak widać to za małosmile ja mam inne doświadczenia i to potwierdzone przez sędziego, a wcześniej przez adwokata, a nie przez wujka googlasmile
                            • tezsama Re: błędna wykładnia ograniczenia władzy 05.06.12, 18:07
                              malgolkab napisała:

                              > >mayenna napisała:
                              > > A źródła to osobiste doświadczenie, kodeks rodzinny i hasło w google: wła
                              >> dza ro dzicielskasmile


                              > czasem - jak widać to za małosmile ja mam inne doświadczenia i to potwierdzone prz
                              > ez sędziego, a wcześniej przez adwokata, a nie przez wujka googlasmile

                              Tak, malgolkab , Twoje doświadczenia odzwierciedlają, to co akurat w prawie piszczysmile Dobrze że o tym napisałaś.

                              Mahena mąci, trochę wyżej coś o obowiązku mediacji wspomniała. Jej wywody powinny być opatrzone podpisem "ja tak sądzę, tak powinno być". Sorki mahena, ale tak to wygląda, chociaż dobre intencje widać na odległość.

                              I piszę to nie po to, aby załozycielka wątku wykorzystywała swe uprawnienia do walki z exem i ograniczała mu prawa , ale żeby była świadoma tego, co daje je wyrok powierzenia władzy. I że nikt o zdrowych zmysłach nie będzie twierdził, że np. wycieczka w danym akurat momencie jest istotną sprawą dla dziecka, więc to ex będzie decydował, kiedy dziecko na nią zabierze.
                              Oczywiście nikt nie broni ojcu wnosić do sądu o przyznanie prawa do decydowania o sposobie spędzania czasu przez dziecko zawsze, kiedy ojcu przyjdzie mu na to ochota.( Powodzeniawink
                              • glupia.gaska1 Re: błędna wykładnia ograniczenia władzy 06.06.12, 22:35
                                Muszę napisać, że namieszaliście mi nieźle. I nie chodzi o to żebym ja kłócila się o dzieci. Jest wręcz odwrotnie. Jeszcze nie zdarzyło mi się żebym nie pozwoliła wziąć dzieci ex. I to tylko dlatego właśnie, że nie chcę wywoływać "burzy" . A zdarzyło się już że powiedział że weźmie dziecko z przedszkola czy mi się to podoba czy nie...Ja odpuściłam i wziął (bo jw) Chyba nie do końca tak może byc. Bo jakbym wezwała policję to ta nie pozwoliłaby mu zabrać dziecka jesli miałby ograniczone prawa, i ja bym się na to nie godziła. I tak jak napisałam wcześniej, nie chcę układać swojego życia pod kątem widzimisię tego pana. Jego rządy się skończyły.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja