do steppenwolf37 czy jakoś tak...

27.08.12, 17:39
A cóż to za wątek wysnułeś?? Staroświeckie poglądy?? Masz ty pojęcie o staroświeckich poglądach???

Kiedyś było mniej rozwodów bo właśnie alkohol i przemoc były ukrywane w większości doświadczały tego kobiety i w milczeniu i samotności znosiły to w imię przysięgi małżeńskiej ślubu kościelnego czy innego powodu który uważały za "dostateczny"(bądź otoczenie).
Powód znęcania psychicznego w ogóle nie istniał bo nie było tzw. dowodów.

I dzielisz powody na mniej lub bardziej ważne a to wszystko gówno prawda - każdy człowiek ma psychikę która zniesie tyle ile może nie tyle ile chciałbyś by uznać powód za dobry lub wymyślony.

Myślisz, że jesteś lepszy bo spędzisz niedzielę w towarzystwie ex i dzieci?? Gówno prawda rozpieprzyłeś rodzinę (wspólnie z ex) i nic nie da wspólna niedziela bo nie jesteście już rodziną a dzieci będą miały zaburzone poczucie bezpieczeństwa, być może wiele przykrości z tego powodu w szkol ea nawet problem ze znalezieniem partnera .

Ogólnie uważam za żałosne wypowiedzi na temat miałeś - nie miałeś prawa odejść

Dla własnego szczęścia trzeba odejść właśnie gdy zajdzie taka potrzeba bo tak naprawdę jedyne co mamy to własne istnienie i nie wolno nam go stracić w imię wątpliwej wartości ideałów...

p.s. pozdrawiam wszystkich którzy odeszli zanim zostało im podbite oko, złamana ręka i zanim zjedli masę tabletek antydepresyjnych czy psychotropowych tongue_out
    • rzut_beretem ???? 27.08.12, 17:59
      Co ty za bzdury wypisujesz ????????????

      • kara_mia Re: ???? 27.08.12, 18:17
        nie bzdury tylko sama prawda.
        Co to niby za "wartości", w imię których mam pozwalać sobie np
        być traktowana jako "gorsza osoba", o "mniej ważnej pracy" i "winna wszystkiemu" i mam to znosić w imię WARTOŚCI???
        No to ja dziękuję za takie wartości...
        A pan i władca łaskawie powie, że na terapie nie pójdzie, lub na terapii będzie mówił, że on strasznie kocha a zła zona się wszystkiego czepia....
        A o szantażach łaskawie pozwoli sobie zapomnieć i o szczuciu znajomych na zonę... bo ona taka głupia ... i nic nie rozumie i beze mnie ta idiotka by sobie nie poradziła.. I niby jakaś przysięga ma kogokolwiek zobowiązywać do trwania w takiej parodii związku bo pan mężuś wyznaje wartości????
        Bo nie bije i nie zdradza?? I bawi się czasami z dziećmi?
        Wiesz czemu Lenin kochał dzieci?
        Bo mógł zabić a nie zabił....

        To niby są "wartości"???
        Do kompletu proponuje wartość "ein Volk, ein Reich, ein Führer" Nawet ostatnio modną w pewnych kręgach.
        Dołóż jeszcze syndrom , że zona to matka a kochanka to dziwka.
        i czy na pewno mamy XXI wiek i czy na pewno nie mieszkamy w Salem???

        • heksa_2 Re: ???? 27.08.12, 18:30
          Moja teściowa też wyznaje wartości. Do kościoła chodzi reularnie, wierzy w nienaruszalność świętego węzła małżeńskiego i ma silnie ugruntowany światopogląd, że "chłop sobie musi", a "kobieta bez mężczyzny nic nie znaczy". Amen.
          • kara_mia Re: ???? 27.08.12, 18:34
            Póki twoja teściowa nie będzie moim partnerem, jakoś sobie z tym faktem poradzę bez płakania nocami.
      • malgolkab Re: ???? 27.08.12, 19:19
        rzut_beretem napisała:

        > Co ty za bzdury wypisujesz ????????????
        >
        wg mnie całkiem "do rzeczy". Jedyne uchybienie jakie widzę to zwracanie się do kobiety w rodzaju męskim...
    • roma113 Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 18:34
      pisklatko12 napisała:


      > Kiedyś było mniej rozwodów bo właśnie alkohol i przemoc były ukrywane w większ
      > ości doświadczały tego kobiety i w milczeniu i samotności znosiły to w imię prz
      > ysięgi małżeńskiej ślubu kościelnego czy innego powodu który uważały za "dostat
      > eczny"(bądź otoczenie).

      No a przede wszystkim kobieta bez męża i jeszcze rozwódka była "gorsza", nie miała większych możliwości godnego funkcjonowania w społeczeństwie. Do dziś to jeszcze na tzw. prowincji obowiązuje. Bo przecież obowiązkiem kobiety jest znosić z pokorą wszystkie upokorzenia i dbać o to, by mąż był najedzony, zaspokojony seksualnie a jak ma kaca, to żeby było cicho smile)
    • kobieta306 Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 19:06
      martyrologia taka po prostu.
      Sama racja.
      A ja jeszcze dodam, że nie tylko alkohol, przemoc itd to powody.
      Ta zacytowana przez kogoś "nuda", która wcale nie jest nudą, tylko tym, że partner zostaje w tyle, ma wszystko w nosie, jest egoistą i nierobem.
      I wcale nie należy się dziwić, że później partner odchodzi, że znajduje kogoś innego, bo jak ma w domu takie coś nijakie, to mu życia szkoda zwyczajnie przemarnować u boku takiego czegoś, co niby jest mężem/żoną ale jakoś tak "mało zaangażowaną" i w rodzinę i w świat. I jak się znajdzie ktoś, kto mu oczy otworzy, to idzie za tym kimś. Może to i niemoralne ale mnie zupełnie nie dziwi.
      Madagaskar 3 widziałam. Skojarzenie miałam od razu z rozwodem. Zwierzątka wróciły do zoo. Przed bramą jednak stwierdziły, że gdyby nie ucieczka, świat piękny poza kratkami, wolność zasmakowana, to w tym zoo czułyby się nadal szczęśliwe.
      Więc siedźcie w tym waszym zoo, z poglądami "staroświeckimi" ale nie dziwcie się i nie krytykujcie, że od czasu do czasu ktoś z tego zoo zwiewa i jeszcze mu się podoba na wolności.
      I jeszcze dodam, że nie jest tak, że ten co zdradza, idzie do innej/innego, jest zawsze winny.
      Ale generalnie to niepopularny pogląd. Patrz wątek kwiatka.
      • malgolkab Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 19:14
        kobieta306 napisała:

        >
        > I jeszcze dodam, że nie jest tak, że ten co zdradza, idzie do innej/innego, jes
        > t zawsze winny.
        > Ale generalnie to niepopularny pogląd. Patrz wątek kwiatka.
        A ja tam myślę, że pogląd jest dosyć popularny, tylko wiele osób publicznie tego nie powie, bo się boi gromówsmile a ja mam je gdzieś i od poczatku na forum o tym piszę
        • kara_mia Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 19:28
          Wydaje mi się, że już kiedyś wyraźnie to napisałam, ale tak na wszelki wypadek powtórzę.
          Mój były ma nie bił, pił tyle co koledzy, nie zdradzał.
          Zarabiał pieniądze.
          Tylko wymagał, żebym mu była posłuszna.
          restauracja- ta co on chce
          wczasy- tylko takie co on wymyśli
          mam eis ubierać tak jak jemu się podoba
          ona ma zarabiać, ja mam sprzątać
          ja ma się starać , on ma krytykować
          samochód mi kupi - taki jak on uważa, że mi pasuje
          za telefon komórkowy zapłaci, jak będę rozmawiał tyle co on mi pozwoli
          do pracy "na serio: nie mogę iść, bo ktoś musi dbać o dom.
          itp itd

          Po kilku latach negatywnych informacji zwrotnych został wymieniony na inny model.
          Nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia.
          Mam samochód na który zapracowałam - taki jak chcę, w kolorze takim jak chcę
          ubieram się tak jak chce i lubię
          i nie mam z tego powód żadnych negatywnych komentarzy. W moim rozwoju mój maż mnie wspiera i motywuje.

          możecie sobie dopisać, że rozwaliłam małżeństwo bo poprzedni maż nie pozwolił mi wybrać koloru samochodu.
          Proszę bardzo.


          • kobieta306 Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 19:49
            no mój też nie pil, nie bił, nie zdradzał, a mimo to go zostawiłam.
            Natomiast on miał takie poglądy:
            Wczasy - e tam, po co wczasy.
            restauracja - to dla snobów, po co jak można w domu zjeść jak żona ugotuje.
            ubieranie się - no tak, trzeba się ubrać, bo nikt nago po ulicy nie chodzi. Natomiast w co się ubrać i jak, to już nie ma znaczenia.
            Zarabiać ma żona. Korzystać mają w równym stopniu oboje.
            Pracować w domu ma żona. Mąż nie musi sprzątać i zajmować się domem.
            Dzieci do szczęścia potrzebują tylko powietrza i jedzenia. Zajęcia dodatkowe, wspólne wyjścia rodzinne - po co? to dla snobów.
            Czas wolny - leżenie i nic nie robienie. I tak każdego dnia.
            Rozrywka - komputer.
            Seks - mam orgazm, a jak żona zdąży, to miała farta.

            Generalnie super facet. Tylko rzygać mi się chciało gdy wracał do domu. To go w końcu wzięłam i zostawiłam. W oczach społeczeństwa jestem zerem, bo złamałam przysięgę. Ale życie z galaretowatą meduzą było ponad moje siły.

            Rozwód oraz trzy lata po , potwierdziły, że ten facet to mniej niż zero.

            Czyli zwiałam z tego zoo i wracać nigdy nie zamierzam. Doceniam życie na wolności.




            • natka-2003 Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 21:12
              kobieta306 napisała:

              > no mój też nie pil, nie bił, nie zdradzał, a mimo to go zostawiłam.
              > (..)
              > Zarabiać ma żona. Korzystać mają w równym stopniu oboje.
              > Pracować w domu ma żona. Mąż nie musi sprzątać i zajmować się domem.
              > Dzieci do szczęścia potrzebują tylko powietrza i jedzenia. Zajęcia dodatkowe, w
              > spólne wyjścia rodzinne - po co? to dla snobów.
              > Czas wolny - leżenie i nic nie robienie. I tak każdego dnia.
              > Rozrywka - komputer.

              wypisz wymaluj mój "przypadek"... z naciskiem na ten komputer... czasem wracałam wieczorem do domu po dodatkowej pracy i płakać/wrzeszczeć mi się chciało ze złości: dziecko głodne, lekcje nie odrobione, bałagan wszędzie a szanowny M siedzi przed komputerem i ma wszystko w d...
          • noname2002 Kara-mia 28.08.12, 09:51
            Mnie się Twoje pierwsze małżeństwo kojarzy z więzieniem, zwariowałabym w czymś takim po miesiącu.
            Ale są osoby(mężczyźni również), które lubią takich partnerów.
            • kara_mia Re: Kara-mia 28.08.12, 13:10
              Może ja wolno kojarzę, bo kiedy mi się tak zaczęło kojarzyć to wyszłam na wolność.
              • kara_mia Re: Kara-mia 28.08.12, 13:18
                Zdziwiło mnie tylko, że parę znajomych osób nieco potępiająco powiedziało, że przecież on cie kocha (sic!) i czego ty chcesz.

                Mojego postępowania to specjalnie nie zmieniło. Ostatecznie fajnie się wszystkim mówi dookoła, ale w takim związku to byłam ja a nie oni.
                Spotkałam się również z rzeczowym pytaniem : a wcześniej tego nie było widać?
                no wiec: po pierwsze , nie było, a po drugie, jakie życie , takie problemy.
                jak się ma ledwo co na chleb to wiadomo, że trzeba chleb kupić. Jak się człowiek dorobi na szynkę i na chleb i na telewizor, to okazuje się , że telewizor może włączać tylko pan domu ( to oczywiście żart!)
                I wtedy zyskuje się zupełnie nowe spojrzenie na związek. Poza tym okazało się ,że kiedy ja kończyłam studia to praca w moim zawodzie była taka sobie i każdy wie za ile... a że zaszły zmiany to i ja zaczęłam mieć możliwości o których 7 lat wcześniej nawet nikt nie myślał.
                Jak się okazuje, jest wiele związków, które świetnie sobie radzą jak jest biednie i trudno, a dopiero dobrobyt lub nawet jego możliwość jest jego sprawdzianem.

      • kwiaty_zla Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 19:49
        kobieta306 napisała:

        > I jeszcze dodam, że nie jest tak, że ten co zdradza, idzie do innej/innego, jes
        > t zawsze winny.
        > Ale generalnie to niepopularny pogląd. Patrz wątek kwiatka.

        Ke?
        Bo nie rozumiem. To, że nie zauważyłam, że były zdradza bo zawsze w rozjazdach to moja wina. Ja mu raiłam kochanki. Ja wepchnęłam w romans.
        Mea culpa. Chyba napisze pozew z własnej winy.

        On jest winny nie tylko zdrad, ale zaniechania. Bo jemu nie chciało się rozmawiać na trudne tematy. Ja nigdy nie chciałam rozmawiać na jeden jedyny temat (trauma z dzieciństwa i to duża) i tak, może to było wypchnięcie go do kochanek. Ale gdyby CHCIAŁ dotrzeć do sedna, to by to zrobił, ale poszedł na łatwiznę. Tak naprawdę rozwiódł się ze mną jak pierwszy raz zdradził.

        K.
        • kobieta306 Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 20:01
          czego nie rozumiesz?

          czy uważasz, że osoba zdradzona jest zawsze bez żadnej winy?
          Pomijając Twój przypadek, bo nie chcę Ciebie męczyć i pytać o prywatne sprawy dnia codziennego.

          Generalnie tak pytam?

          Bo ja uważam, że wina zawsze/ najczęściej jest wspólna.
          • zabelina Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 20:23
            kobieta306 napisała:

            >
            > Bo ja uważam, że wina zawsze/ najczęściej jest wspólna.

            To ja też z babskiej ciekawości zapytam - a co było Twoją winą w rozpadzie Twojego małżeństwa?
            • kobieta306 Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 20:41
              moją winą było na przykład to, że uważałam, że wszystko zrobię lepiej i wyręczałam męża w wielu sprawach. Było jeszcze kilka innych win, które spokojnie mogę wziąć na swoje konto. Bez skazy nie jestem.

              A co było Twoją winą?
              • pisklatko12 By dobrze zrozumieć się... 27.08.12, 20:55
                Pisałam nie jako do mężczyzny lecz jako do człowieka dlatego taka forma...
                Staram się nie dzielić na kobiety i mężczyzn lecz chcę widzieć "człowieków" haha
                takich którzy wiedzą czego chcą i walczą o to i lubić ich za to....
                • kobieta306 Re: By dobrze zrozumieć się... 27.08.12, 21:00
                  generalnie zgadzam się z Twoimi niepopularnymi na tym forum poglądami, co pewnie zauważyłaś. Natomiast pisanie " do xxx czy jakoś tak", a szczególnie określenie "jakoś tak" świadczy o braku szacunku, bo za nikiem kryje się człowiek, choć może i ma poglądy "z innej bajki".
                  • pisklatko12 Zgodzić się nie mogę... 28.08.12, 16:27
                    kobieta306 napisała:

                    > generalnie zgadzam się z Twoimi niepopularnymi na tym forum poglądami, co pewni
                    > e zauważyłaś. Natomiast pisanie " do xxx czy jakoś tak", a szczególnie określen
                    > ie "jakoś tak" świadczy o braku szacunku, bo za nikiem kryje się człowiek, cho
                    > ć może i ma poglądy "z innej bajki".

                    Tak nick to ukrycie się, nie zwracam się do Jana Kowalskiego bo tak naprawdę nie wiem kto jest z drugiej strony. Forum jest "nickowe" nie imienne więc zwracam się do człowieka - i daleka jestem od braku szacunku mam go wiele szczególnie dla ludzi których nie znam.
                • malgolkab Re: By dobrze zrozumieć się... 27.08.12, 22:56
                  pisklatko12 napisała:

                  > Pisałam nie jako do mężczyzny lecz jako do człowieka dlatego taka forma...
                  > Staram się nie dzielić na kobiety i mężczyzn lecz chcę widzieć "człowieków" hah
                  > a
                  > takich którzy wiedzą czego chcą i walczą o to i lubić ich za to....
                  Myślę, że Ci którzy mnie trochę "forumowo" znają, wiedzą, że też staram się na patrzeć na płeć, lecz na osobę. W języku polskim jest jednak przyjęte, że do kobiet zwracamy się w rodzaju żeńskim. Myślę, że warto zadać sobie trochę trudu i używać odpowiedniej formy, szczególnie jesli chodzi o osobę, która wypowiadała się tu nie raz, więc płeć nie jest tajemnicą.
                  Z pozostałą częścią Twojego posta, jak już nadmieniłam, w zupełności się zgadzam...
              • zabelina Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 21:03
                kobieta306 napisała:
                . Bez skazy nie jestem.
                >
                > A co było Twoją winą?

                W zasadzie Twoja odpowiedź mnie niesatysfakcjonujewink
                Ale odpowiem Ci, mimo że Twoje zapytanie brzmi atakująco...bo ja w przeciwieństwie do Ciebie na temat swojej winy się nie wypowiadałam...ba! uważam, że życie jest różnorodne i czasem jest wina, a czasem jej nie ma...
                Moją winą natomiast było to, że wyszłam za mąż za kogoś, kogo nie kochałam całym sercem...tyle tylko, że wtedy wydawało mi się to dobre i dla mnie i dla Niego.
                • kobieta306 Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 21:40
                  jeśli odbierasz to jako atak, to przepraszam, bo nie taki cel. Może i piszę bezpośrednio i bez lukru ale taki ma styl wypowiedzi i życia generalnie. Jednych to zraża , a inni to we mnie doceniają.

                  Kwestią jest to, że wiele "win" własnych naszych widzi współmałżonek, a my żyjemy w błogiej nieświadomości swojej świetności. To samo pytanie, zadane mojemu mężowi, poskutkowałoby z pewnością wypowiedzią na kilka stron i listą moich przewinień o istnieniu których nie mam pojęcia.
                  Jedną z nich byłoby to, że zbyt liczyłam się ze zdaniem rodziców.
                  A ja jemu z kolei zarzucałam, że zbyt mało szanuje swoich. To co dla jednych jest zaletą, dla drugich jest wadą.

                  • anbale Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 21:57
                    kobieta306 napisała:
                    To co dla jednych je
                    > st zaletą, dla drugich jest wadą.
                    >
                    I dlatego uważam, że bez sensu jest roztrząsanie kwestii winny-niewinny. Każdy z nas popełnia jakieś błędy, każdy jest pełen słabości- i coś dla jednego człowieka może być nie do zniesienia, a inny nawet tego nie zarejestruje. Widzę to na swoim przykładzie- coś co irytowało we mnie mojego byłego męża, rozczula mojego obecnego partnera, a za to widzi rzeczy, których nie dostrzegał były...
                    I tu się kłania ta metafizyczna tajemnica właściwego doboru, gdy można żyć z drugim człowiekiem, ujawniać swoje słabości, być sobą, ale nie czuć się winnym ani obwinianym.
                    To wielkie szczęście, gdy jest to człowiekowi dane.
                    • kobieta306 Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 22:03
                      ok, zgoda ale idąc tym tropem zapytam, dlaczego osoby, które zdradzają są traktowane od razu i bez sądu jako winne rozpadowi związku? Skoro uznajemy, że bez sensu jest rozstrzyganie "winny / niewinny" , to może należy uznać, że ten zdradzający jest bez winy?
                      Coś jednak nie gra.
                      • anbale Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 22:19
                        Ja raczej bym się przychylała do szukania błędów, które doprowadziły do konkretnych skutków, a nie dopatrywania się winy, winnego itp. Błędy można nazywać, korygować, pracować nad nimi itp. Wina jest czymś co tylko ciąży i właściwie nie wiadomo czasem jak ją odkupić, albo to wręcz niemożliwe.
                        Każdy nieudany, nieszczęśliwy związek to bardzo skomplikowana, indywidualna sekwencja zdarzeń i przypadków, nie da się chyba niczego w tej kwestii rozpatrywać tak "ogólnie"
                        • zabelina Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 22:34
                          anbale napisała:

                          > Każdy nieudany, nieszczęśliwy związek to bardzo skomplikowana, indywidualna sek
                          > wencja zdarzeń i przypadków, nie da się chyba niczego w tej kwestii rozpatrywać
                          > tak "ogólnie"

                          Zgadzam się z Tobą Anbale w całej rozciągłości...
          • kwiaty_zla Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 21:00
            kobieta306 napisała:

            > czego nie rozumiesz?
            >
            > czy uważasz, że osoba zdradzona jest zawsze bez żadnej winy?

            No jeśli tak zadajesz pytanie, to nie. Nie zawsze osoba zdradzona jest całkiem niewinna.

            K.
            • kasper254 Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 21:28
              Nie j"akoś tak", ale Step.. - trzymaj się. Pisałeś tak, jak ujmuje to nauka w swojej wielowymiarowości. Powyżej dużo jadu, nieporozumień, także bełkotu, krztyna prawdy - własnej. Jak w życiu. Miłe Panie - zacząłbym - szukając przyczyn porzucenia rodziny - od Baumana (to prostsze), trochę Fukuyamy, może Pospiszyl. Po strawieniu tego podrzucę literaturę z psychologii. Czas szerzej zobaczyć horyzonty. Gdy się siedzi, najczęściej widać łydki.
              • zabelina Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 21:33
                Gdy się siedzi to akurat łydek nie widać...Kacperku.
                Zamiast rzucać znanymi nazwiskami - może napisz coś mądrego od siebie?
    • martakj Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 21:37
      pisklatko12 napisała:

      >
      > Myślisz, że jesteś lepszy bo spędzisz niedzielę w towarzystwie ex i dzieci?? Gó
      > wno prawda rozpieprzyłeś rodzinę (wspólnie z ex) i nic nie da wspólna niedziela
      > bo nie jesteście już rodziną a dzieci będą miały zaburzone poczucie bezpieczeń
      > stwa, być może wiele przykrości z tego powodu w szkol ea nawet problem ze znale
      > zieniem partnera .
      >
      > Ogólnie uważam za żałosne wypowiedzi na temat miałeś - nie miałeś prawa odejść
      >
      > Dla własnego szczęścia trzeba odejść właśnie gdy zajdzie taka potrzeba bo tak n
      > aprawdę jedyne co mamy to własne istnienie i nie wolno nam go stracić w imię wą
      > tpliwej wartości ideałów...
      >


      zgadzam się z Pisklatko12 smile dziękuję za pozdrowienia bo zdążyłam przed tym wszystkim o czym napisałaś big_grin
    • malgolkab Re: do steppenwolf37 czy jakoś tak... 27.08.12, 22:47
      pisklatko12 napisała:


      > p.s. pozdrawiam wszystkich którzy odeszli zanim zostało im podbite oko, złamana
      > ręka i zanim zjedli masę tabletek antydepresyjnych czy psychotropowych tongue_out
      >
      złamana ręka czy podbite oko są zbyt widoczne... ja miałam tylko obite, sine plecy - to był pierwszy raz i ostatni, cała reszta mnie ominęła na szczęście.
      • steppenwolf37 długa odpowiedź 28.08.12, 12:05
        mała pomyłka nie jestem mężczyzną, a kobietą. nie chciałam nikogo również urazić. nasze dzieci doskonale wiedzą, że mama i tata już nigdy nie bądą. rozód wzięliśmy bardzo szybko. zdrada w grudniu, rozwód bez orzekania o winie w luty. podział majątku z godny. tzn. mąż zrzekł się mieszkania dla mnei i dzieci. myślę, ze duża zasługa w tym mojego do niego nastawienia. poza wyładowaniem emocji i prawie zawałem bezpośrdenio po zdradzie, raczej się staram nie wyładowywać na byłym mężu. ani nie czuję radości z rozwodu choć bywało między nami marnie, ale bywały tez tak piękne chwile, że nie warto ich do końca pzrekreślać. mam nadzieję, że z czasem stanie mi się bardziej obojętny. ale pzrecież nic na siłę, raczej nie zrobię laleczki z jego imeiniem i nei będę jej nakłuwać. natomiast nigdy ale to nigdy nie dawalismy dzieciom nadziei na nasze bycie po rozwodzie. wiedzą, ze tata kupił sobie mieszkanie, że mogą tam jeździć, jak już skończy remont i że czasami będziemy spędzac zcas wspólnie. oczywiście, jak się cos w życiu zmieni (tzn. on kogoś będzie miał, albo ja) to wtedy będziemy zastanawiać sie jak dalej się zorganizować. dzieci rozwód znoszą jakoś w mairę normalnie, zawsze mogą na nas liczyć i na rozmowę. jak kiedykolwiek zdarza im sie "dół" to rozmaiwam z nimi nei tylko ja, ale też tata. w rodzinie mojej mam słabe wsparcie. maja rodzina nigdy nei była rodziną, tylko czymś popapranym, gdzie własnie wszyscy sobei dogadują, krzyczą, był problem alkoholu u ojca, matka znerwicowana i niezbyt poskładana, nigdy mnei jakoś nei lubiła. i zawsze mi wmawiał, że faceci są BE. wiec ja jakby na pzrekór temu, w czym się wychowałam, uczę dzieci szacunku do ojca (zdrowego szacunku, nie cąłowania po rękach), uczę, że z każdej sytuacji można wyjść z honorem, że trezb próbować się dogadać i że miłosć jest najważniejsza, czy to do dzieci, czy do męża, czy do babci. bez miłości wszystko jest nic nie warte, kupowanie kiecek tego nei zastąpi (jak to niekiedy czyni moja matka). mieliśmy z byłym mężem zasadę, że zdrada nie wchodzi w grę. trzymam sie zasad, dlatego po jego zdradzie, rozwieliśmy się. oczywiście nei tylko dlatego. on nie czuł sie dobrze już pod koniec związku. jest takim Piotrusiem Panem. teraz "odżył", granei na komputerze kiedy chce, trawka podejrzewam, luz i spokój. ale z obowiązków ojca wywiązuje się i pzryjacielem potarfi być dla mnie, jak trzeba ( i wzajemnie). wiec korzystam z tego co na razie mam, że tzreba być moze cieszyć sie z tego właśnei co się ma, ze nei jest jakoś targicznie, dach nad głową mam, jeść mamy co, czasem stac nas na jakies kino z dziećmi. kokosów nie ma, ale są inne wartości w życiu, ważniejsze. nei mam jakiegoś totalnego spokoju, ciężko mi bardzo, ale staram się iść dalej. ważne, ze jakiejś wojny nie ma. zawsze myślę, że mogłoby być gorzej. jak słońce wstaje, jak dzieci się uśmiechają i ajk mogę wejść na jakąś górę, tzn. że nei jest źle. nie ma tragedii. żyję. a ze smutno i samotnie, trudno, widać na smutek czas w moim życiu, ale pzry dzieciach sie uśmiecham i daję z siebie wszytsko. oczywiście nic już nie bedzie takie jak było. bo największą dla mnie radością było kochać trzy osoby - dzieci i męża. i móc powiedzieć, to moja rodzinka. trudno, teraz jest nas troje - to i tak dużo. pozdrawiam Was gorąco i zawsze jestem wdzięczna za każde słowo, nieważne, czy macie inne zdanie. inne zdanie to nowe dośwaidczenie dla rozmówcy. miłego dnia. nadchodzi moja cudowna jesień.
        • pisklatko12 Re: długa odpowiedź 28.08.12, 17:01
          Smutny twój post chodź wydaje mi się pełen nadziei...

          Życzę ci żebyś znalazła to co da ci pełnię szczęścia - żebyś NIE była samotna i smutna...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja