kwiaty_zla
29.08.12, 08:18
To zdanie z tytułu nie oddaje w pełni tego co czuję. Ja już chyba nie chcę żyć. Dziś mnie już wszystko zdołowało. Początek dnia jest najgorszy. Walka z dzieckiem żeby wstało i się ubrało (i tu kłopot bo nastąpił regres, nie chce się samo ubierać). Nawet nie chce myśleć o tym jak będzie od przyszłego tygodnia... Będziemy wstawać ok. 40min wcześniej do szkoły. Będziemy wracać do domu ok godziny później niż zwykle. Były już mi pokazał gdzie mogę wsadzić sobie prośby o pomoc - nie wiem co będzie z psychoterapią, która odbywa się wieczorami... Bez tego nie dam rady, a jak mi nikt nie pomoże to nie będę mogła chodzić. Więc się pogorszy. Ciemność widzę.
Były w żywe oczy okłamuje dziecko. I co ja mam robić w takiej sytuacji? Złamać serce że to oszust i kłamca? Dziecku też???
Nie mam już sił walczyć z życiem, walczyć z byłym, jego kłamstwami, jego olewaniem wszystkiego. Dziecko nie chce z nim rozmawiać (jak zaproponuję żeby zadzwonić to tak, ale samo z siebie nie), w ogóle o nim nie mówi w żadnym kontekście. Sam z siebie dzwoni do dziecka, ale zwykle wieczorem i wtedy jest płacz do późna, bo naobiecuje różnych rzeczy, zapewnia że kocha a za tym nie idą czyny - więc nie odbieram po określonej godzinie i jest foch! Bo utrudniam! A nie przyjedzie w tygodniu, żeby się z nią zobaczyć i pomóc mnie - bo wtedy nie muszę ciągnąć dziecka na moją psychoterapię. Gdzie siedzi w poczekalni i słucha jak płaczę.
Dziś mam dół kompletny. Żadna afirmacja nie działa.
zwiędły Kwiatek