nie chce mi się żyć

29.08.12, 08:18
To zdanie z tytułu nie oddaje w pełni tego co czuję. Ja już chyba nie chcę żyć. Dziś mnie już wszystko zdołowało. Początek dnia jest najgorszy. Walka z dzieckiem żeby wstało i się ubrało (i tu kłopot bo nastąpił regres, nie chce się samo ubierać). Nawet nie chce myśleć o tym jak będzie od przyszłego tygodnia... Będziemy wstawać ok. 40min wcześniej do szkoły. Będziemy wracać do domu ok godziny później niż zwykle. Były już mi pokazał gdzie mogę wsadzić sobie prośby o pomoc - nie wiem co będzie z psychoterapią, która odbywa się wieczorami... Bez tego nie dam rady, a jak mi nikt nie pomoże to nie będę mogła chodzić. Więc się pogorszy. Ciemność widzę.
Były w żywe oczy okłamuje dziecko. I co ja mam robić w takiej sytuacji? Złamać serce że to oszust i kłamca? Dziecku też???
Nie mam już sił walczyć z życiem, walczyć z byłym, jego kłamstwami, jego olewaniem wszystkiego. Dziecko nie chce z nim rozmawiać (jak zaproponuję żeby zadzwonić to tak, ale samo z siebie nie), w ogóle o nim nie mówi w żadnym kontekście. Sam z siebie dzwoni do dziecka, ale zwykle wieczorem i wtedy jest płacz do późna, bo naobiecuje różnych rzeczy, zapewnia że kocha a za tym nie idą czyny - więc nie odbieram po określonej godzinie i jest foch! Bo utrudniam! A nie przyjedzie w tygodniu, żeby się z nią zobaczyć i pomóc mnie - bo wtedy nie muszę ciągnąć dziecka na moją psychoterapię. Gdzie siedzi w poczekalni i słucha jak płaczę.
Dziś mam dół kompletny. Żadna afirmacja nie działa.

zwiędły Kwiatek
    • esteraj Umiesz liczyć - licz na siebie 29.08.12, 08:35
      Kwiecie_zła, czujesz się potwornie, bo pogrąża Ciebie żal do męża, jego olewactwo i krzywdy jakie Ci wyrządził.
      Niestety, żeby nabrać siły musisz przyjąć do wiadomości, że Twoje życie zależy tylko od Ciebie i tylko Ty nim kierujesz. Ktoś może pomóc, ale nie musi. Jesteś zdana na siebie.

      Dziecko nie chce wstać, robi problemy - nie można się nad tym użalać. Trzeba je przekonać i spokojnie tłumaczyć...
      Są w życiu gorsze problemy.
      Zamiast prosić męża, możesz przekazywać mu informacje i przywołać go do wywiązywania się z ojcowskich obowiązków.

      Na pewno dasz radę, przecież mądra z Ciebie babka.
      • kwiaty_zla Re: Umiesz liczyć - licz na siebie 29.08.12, 08:53
        esteraj napisała:

        > Kwiecie_zła, czujesz się potwornie, bo pogrąża Ciebie żal do męża, jego olewact
        > wo i krzywdy jakie Ci wyrządził.
        > Niestety, żeby nabrać siły musisz przyjąć do wiadomości, że Twoje życie zależy
        > tylko od Ciebie i tylko Ty nim kierujesz. Ktoś może pomóc, ale nie musi. Jesteś
        > zdana na siebie.

        Tak wiem o tym. Ja byłam zdana na siebie przez ostatnie 4 lata, były na wyjazdach. Radziłam sobie z uśmiechem i optymizmem. Teraz nie mogę sobie z tym poradzić - a zmieniło się to, że odwrócił się ode mnie. Tyle.

        >
        > Dziecko nie chce wstać, robi problemy - nie można się nad tym użalać. Trzeba je
        > przekonać i spokojnie tłumaczyć...

        Tłumaczę, rozmawiamy, ustalamy dzień wcześniej jak ma wyglądać poranek. Przygotowuje ubrania wieczorem. Problem w tym, że myślę cały czas o tym, że to ZAWSZE będzie TYLKO na mojej głowie. ZAWSZE. Nikt mi nie pomoże - bo nie ma obowiązku, muszę sama sobie radzić. Właśnie SAMA. Wszyscy wiedzą jaki jest zakres obowiązków domowych, trzeba ogarnąć dom, ugotować, rozrywki dziecka, lekcje - a gdzie w tym wszystkim ja? Jako kobieta? Człowiek, który potrzebuje czasu dla siebie nie tylko na książkę czy kino - ale właśnie wizyty lekarskie, jakiś fitness, rower. A druga strona ma to gdzieś - i nie ma obowiązku się tłumaczyć (cytat)

        > Są w życiu gorsze problemy.
        > Zamiast prosić męża, możesz przekazywać mu informacje i przywołać go do wywiązy
        > wania się z ojcowskich obowiązków.

        Nie działa. Cytat: nie będę wysłuchiwał takich bzdur.

        > Na pewno dasz radę, przecież mądra z Ciebie babka.

        dzięki...
        • esteraj Re: Umiesz liczyć - licz na siebie 29.08.12, 09:10
          kwiaty_zla napisała:

          Problem w tym, że myślę cały czas o tym, że to ZAWSZE
          > będzie TYLKO na mojej głowie. ZAWSZE. Nikt mi nie pomoże - bo nie ma obowiązku,
          > muszę sama sobie radzić. Właśnie SAMA. Wszyscy wiedzą jaki jest zakres obowiąz
          > ków domowych, trzeba ogarnąć dom, ugotować, rozrywki dziecka, lekcje - a gdzie
          > w tym wszystkim ja? Jako kobieta? Człowiek, który potrzebuje czasu dla siebie n
          > ie tylko na książkę czy kino - ale właśnie wizyty lekarskie, jakiś fitness, row
          > er. A druga strona ma to gdzieś - i nie ma obowiązku się tłumaczyć

          Bez przesady, że zawsze. Na pewno przez dłuższy czas...
          Tak czy inaczej, jest jak jest i trzeba się z tym pogodzić.
          To co najbardziej Ciebie boli to niesprawiedliwość. Ty zostałaś z obowiązkami, a mąż korzysta z przyjemności. Nie dziwię się, że krew Cię zalewa.

          Być może męża to bawi, że może podziałać Ci na nerwy, że wzbudza w Tobie jakieś emocje.
          Pamiętasz o misiu koala...
          Spokój, obojętność i dobra organizacja...
          Obojętność jest najbardziej wkur...jąca dla drugiego człowieka.

          Myśl o sobie, a męża traktuj jak gdyby nigdy go nie było...
          Dziecko jest radością samą w sobie i ciesz się, że Ty najwięcej czasu z nim spędzasz.
        • malgolkab Re: Umiesz liczyć - licz na siebie 29.08.12, 11:36
          Ja zostałam sama jak syn miał troche ponad 3 lata, były momenty gdy miałam podobne odczucia. Pomogło mi, ze w końcu nauczyłam się prosić o pomoc, chociażby sąsiadów, którzy mają syna w tym samym przedszkolu - to jest naprawdę dobra opcja umawiac się z kimś kto ma dziecko w podobnym wieku/w tym samym przedszkolu/szkole - można się umawiać na zmiany... Ja zawsze miałam straszny problem z proszeniem kogoś o cokolwiek, przemogłam się i po jakimś czasie miałam takich osób kilkasmile
          Co do regresu dziecka (ubieranie, zbieranie się itd) - mój syn ma 6 lat i takie regresy co jakiś czas przechodziwink To norma jest.
        • malgolkab Re: Umiesz liczyć - licz na siebie 29.08.12, 12:03
          kwiaty_zla napisała:


          >
          > Tak wiem o tym. Ja byłam zdana na siebie przez ostatnie 4 lata, były na wyjazda
          > ch. Radziłam sobie z uśmiechem i optymizmem.

          I teraz rób tak samo. Nie dziwne, że dziecko płacze skoro widzi płaczącą i nieszczęśliwą mamę. Moje dziecko nigdy nie czuło się gorsze przez to, ze rodzice się rozwiedli, bo nikt w rodzinie tego nie ukrywał, nie uznawał za coś wstydliwego. Za to mam dorosłych znajomych, którzy do tej pory nie przyznają się, że rodzice się rozeszli, bo zostali nauczeci, że to coś złego i nie można o tym mówić.
    • monika3411 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 08:38
      Kwiatku!!!
      Myśl o SOBIE i o DZIECKU!!!!!
      Co Cię obchodzi foch byłego męża????? Niech sobie strzela fochy skoro lubi.
      Nie pozwól manipulować sobą i dzieckiem.
      Osiągnął swój cel bez większego problemu - czyli wpędził Cię w parszywy nastrój. Ot tak - z palcem w nosie sad Nie daj się.
      Dziecko....
      Dziecko widzi i rozumie więcej niż Ci się wydaje. Może czas porozmawiać z dzieckiem? Delikatnie, ale szczerze. To trudne, ale możliwe.
      Trzymaj się kochana.
      Masz rodzinę? Przyjaciółkę? Koleżankę choćby?
      • kwiaty_zla Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 08:58
        monika3411 napisała:

        > Kwiatku!!!
        > Myśl o SOBIE i o DZIECKU!!!!!
        > Co Cię obchodzi foch byłego męża????? Niech sobie strzela fochy skoro lubi.
        > Nie pozwól manipulować sobą i dzieckiem.
        > Osiągnął swój cel bez większego problemu - czyli wpędził Cię w parszywy nastrój
        > . Ot tak - z palcem w nosie sad Nie daj się.

        Tak udało mu się...

        > Dziecko....
        > Dziecko widzi i rozumie więcej niż Ci się wydaje. Może czas porozmawiać z dziec
        > kiem? Delikatnie, ale szczerze. To trudne, ale możliwe.

        Dziecko odmawia rozmowy, cytat: bo będę płakać. I mówi do mnie żebym też z nikim o tym nie rozmawiała, bo cały czas wtedy płaczę. Mówi: mamusiu nie rozmawiaj z panią (sąsiadką) nie zapraszaj jej, bo wtedy zawsze płaczesz.

        > Trzymaj się kochana.
        > Masz rodzinę? Przyjaciółkę? Koleżankę choćby?

        Mam przyjaciół, koleżanki w pracy, które są dla mnie bardzo cierpliwe, zawsze wysłuchają. Ale jak mi środku nie gra to czynnik zewnętrzny czasem mało skutkuje. Bo nie twierdzę, że nigdy nie skutkuje.
      • fata-m-organa Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 09:06
        Drogi Kwiatku... niestety przechodzisz etapy, które większość z nas przechodziła. Takie są mechanizmy i taka niestety jest ludzka psychika. Mnie tez nie chciało się żyć. Nie jadła, nie spałam w pracy wyłam- byłam wrakiem i nikt ani nic nie mogło mi pomoc. Niestety chyba trzeba sięgnąć dna, ale przyjdzie taki dzień, chwila i nagle wszystko zacznie się zmieniać. To co wydawało się niemożliwe i nie do przejścia nagle okazuje się , że nie było takie straszne. Powiem Ci szczerze, że teraz zaczynam nabierać dystansu ( teraz po ponad 4 latach) jak patrze wstecz to sama czuje obrzydzenie do siebie. Jak bardzo dałam mu się złamać, jak bardzo się poniżałam... nie popełniaj tych samych błędów. Trzymaj głowę wysoko to on jest nieodpowiedzialnym gnojem. Z dzieckiem rozmawiaj. Staraj się tłumaczyć. Mnie udało się jakoś dzieci przeprowadzić bezstresowo. Trzymaj się dziewczyno mocno i nie poddawaj. Nie można! i nie dla córki - dla siebie. To tylko facet i okazał się bardzo mało wartościowym człowiekiem-czy warto dla niego tracić swoje poczucie wartości i godność. Dasz rade tak jak my wszystkie na tym forum. Uwierz mi mówiłyśmy w większości to samo... Prawda dziewczyny ?
        • monika3411 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 09:55
          Święte słowa.
          PS Kwiatek ma córkę? Byłam przekonana, że sześcioletniego syna.
    • altz Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 08:43
      Kolezanki zadnej nie masz, sasiadow, znajomych z pracy? Gdzies to dziecko trzeba zostawic, najlepiej w towarzystwie innego dziecka, zeby corka miala jakas przyjemnosc. Wiem, ze to jest bardzo stresujaca dla Was sytuacja, gdy dziecko siedzi w poczekalni.
      Ojciec niech gada, co chce. Wiecej luzu. U mnie Byla podejmuje jakies zobowiazania w moim imieniu, ja nic o tym nie wiem, a dziecku jest przykro. Troche mnie to denerwuje, ale nie bede walczyl z wiatrakami, w koncu dziecko samo sie zorientuje, ze jest oklamywane przez matke.
      • kwiaty_zla Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 09:05
        altz napisał:

        > Kolezanki zadnej nie masz, sasiadow, znajomych z pracy? Gdzies to dziecko trzeb
        > a zostawic, najlepiej w towarzystwie innego dziecka, zeby corka miala jakas prz
        > yjemnosc. Wiem, ze to jest bardzo stresujaca dla Was sytuacja, gdy dziecko sied
        > zi w poczekalni.

        Wakacje niestety. W wrześniu jak będzie szkoła i poustawiane pozalekcyjne to jakiś plan się wyklaruje. Na razie ciągnę dziecko ze sobą wszędzie i chciałam żeby pan małżonek RAZ ruszył d...ę dla dziecka, to nie. Bo nie.

        > Ojciec niech gada, co chce. Wiecej luzu. U mnie Byla podejmuje jakies zobowiaza
        > nia w moim imieniu, ja nic o tym nie wiem, a dziecku jest przykro. Troche mnie
        > to denerwuje, ale nie bede walczyl z wiatrakami, w koncu dziecko samo sie zorie
        > ntuje, ze jest oklamywane przez matke.

        Dzięki za dobre słowo. Ale: wychowuję moje dziecko wg zasad: nie kłamiemy, nie kradniemy, śmieci się wrzuca do kosza (taki skrót). Oboje z byłym tak wychowywaliśmy. A teraz to co się dzieje jest w sprzeczności z nauką która płynęła prawie 7 lat. A dziecko nie chce o tym rozmawiać - nawet nie wiem jak wyjaśnić DLACZEGO ludzie tak postępują. Nagle zaczynają kłamać i żyć w sprzeczności z tym co wcześniej wyznawali.
        A może powinnam przestać tłumaczyć dlaczego były kłamie itp? Czy to czasem nie jest na szkodę dziecka? Starsze dzieci już wiedzą, że ZUO istnieje, młodsze (szczególnie ja DDA) raczej chowa się pod kloszem.

        >
        >
        • altz Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 09:19
          kwiaty_zla napisała:

          > Wakacje niestety. W wrześniu jak będzie szkoła i poustawiane pozalekcyjne to ja
          > kiś plan się wyklaruje. Na razie ciągnę dziecko ze sobą wszędzie i chciałam żeb
          > y pan małżonek RAZ ruszył d...ę dla dziecka, to nie. Bo nie.
          Sama sie nakrecasz. Chodzi o to, zeby zmusic bylego meza do dzialania, a nie w tym rzecz.
          Niech sobie zyje wlasnym zyciem.
          Nie wierze, ze nawet w wakacje nie znajdziesz kogos do opieki nad dzieckiem. Stan na glowie, ale cos wymysl i nie zabieraj dziecka ze soba.

          > A może powinnam przestać tłumaczyć dlaczego były kłamie itp? Czy to czasem nie
          > jest na szkodę dziecka? Starsze dzieci już wiedzą, że ZUO istnieje, młodsze (sz
          > czególnie ja DDA) raczej chowa się pod kloszem.
          Jasne, ze powinnas przestac. Jesli dziecko zapyta, "dlaczego tato klamie?", odpowiedz "nie wiem". Z czasem dziecko sie uodporni i bedzie mniej cierpiec. Swiata nie zmienisz, a dziecko bedzie zyc z ludzmi klamiacymi, obiecujacymi i nie dotrzymujacymi obietnic, pozyczajacymi pieniadze na nieoddanie itd. Nie warto trzymac pod kloszem, bo to jest z krzywda dla dziecka.
          Dlaczego ludzie klamia, a przedtem nie klamali? Wszystko sie zmienilo, zalamal caly swiat wartosci, trudno jest utrzymac kregoslup, przeciez wiekszosc z nas jest zla jak cholera i zabiloby za bulke z serem, tylko normy spoleczne nas utrzymuja w pionie.
        • malgolkab Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 11:40
          -Dlaczego tata kłamie?
          -Nie wiem, będziesz musiał zapytać taty.
    • na_rozdrozu76 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 09:27
      Kwiatku!
      Pp pierwsze -trzymaj się!
      Po prostu masz gorszy dzień i tyle. To minie, obiecuję! smile
      Napisałaś:
      "Dziecko odmawia rozmowy, cytat: bo będę płakać. I mówi do mnie żebym też z nikim o tym nie rozmawiała, bo cały czas wtedy płaczę. Mówi: mamusiu nie rozmawiaj z panią (sąsiadką) nie zapraszaj jej, bo wtedy zawsze płaczesz."
      Pomyśl, że dla Twojego dziecka to też nie jest łatwy czas...może nie chce jej się wstawać, bo też ma słabszy dzień?...
      Przytul ją po prostu, powiedz, że kochasz i tyle. Nie musisz z nią rozmawiać jeśli ona nie chce. Dla niej to też bardzo trudne. Po prostu bądź przy niejsmile Niech wie, że może na Ciebie liczyć i ma w Tobie oparciesmile

      Myślenie o tym, czego były nie robi jest bardzo dołujące, więc koniec z tym! Zajmij się tym NA CO MASZ WPŁYW i tylesmile Zajmij się SOBĄsmile Zrób sobie jakąś przyjemność dzisiaj, zaszalej - i pamiętaj masz do tego prawo, jesteś tego warta, jesteś WAŻNA!
      Trzymam kciuki za Ciebie!
      Będzie dobrze! Po prostu potrzebujesz czasu, każdy z nas tutaj to przechodził. Dasz radęsmile
      Po każdej burzy wychodzi słońce!
      • izak28 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 09:45
        Kwiatku zgadzam się z altzem- nie możesz dziecka wychować w przekonaniu, że świat jest piękny a ludzie cudowni, musi wiedziec, że są kłamstwa, oszustwa i nie dotrzymywanie obietnic. Przynajmniej nie przeżyje szoku jak wejdzie do świata dorosłych wink

        Z sytuacją się pogodzisz z czasem i lepiej nie liczyć na nikogo, bo po prostu takie nasze życie teraz. Nie miej nadziei, że mąż się ruszy. A może z czasem też poukładacie sobie relacje i coś się zmieni w tym temacie.
        Ty jesteś na początku drogi, ja już kilka lat dalej a moje życie właśnie tak wygląda- brak możliwosci wyjścia gdziekolwiek, bo dziecko. I lepiej sie z tym pogodzić, niż pozwolić rosnąć wqrwowi, że były korzysta z życia a ty nie.
        Mówię ci, wszystko z czasem się poukłada, organizacyjnie i w głowie też. Tylko się nie nakręcaj, nic dobrego z tego nie wynika, tylko siwych włosów przybywa uncertain
        Skąd jesteś?
      • kwiaty_zla Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 09:46
        Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.
        • jakkamien Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 10:12
          No i motto jest dobre. Dasz rade, wszyscy tu daliśmy. Napisz skad jestes, czasami da sie jakas pomoc zorganizowac. Uwierz, z każdym dniem bedzie lepiej, inaczej, a dziecko - to naturalne, ze straciło grunt pod nogami i ma swoj okres buntu. Wazne zebyscie sie dogadały. Tez jestem sama w miescie z malcem, rodzina daleko, ale jak juz noz na gardle, to pomagaja przyjaciele. I staraj sie spotykac ze znajomymi z dziecmi - Ty wtedy mzoesz sie wygadac, ale dziecko w tym nie uczestniczy (przynajmniej nie tak mocno). Trzymam kciuki i odezwij sie skad jestes.
          • kwiaty_zla Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 10:23
            jakkamien napisała:

            > No i motto jest dobre. Dasz rade, wszyscy tu daliśmy. Napisz skad jestes, czasa
            > mi da sie jakas pomoc zorganizowac.

            Chce zachować jak najwięcej anonimowości, i tak się sypnęło że mam córkę. Już można mnie rozpoznać przy odrobinie wysiłku.

            > Uwierz, z każdym dniem bedzie lepiej, inacz
            > ej, a dziecko - to naturalne, ze straciło grunt pod nogami i ma swoj okres bunt
            > u. Wazne zebyscie sie dogadały. Tez jestem sama w miescie z malcem, rodzina dal
            > eko, ale jak juz noz na gardle, to pomagaja przyjaciele.

            Też jestem sama w dużym mieście. Mam przyjaciół, znajomych - ale żadnej rodziny również. Wykorzystuje tych moich ludzi nawet bardzo. I już mi głupio...

            > I staraj sie spotykac
            > ze znajomymi z dziecmi - Ty wtedy mzoesz sie wygadac, ale dziecko w tym nie ucz
            > estniczy (przynajmniej nie tak mocno). Trzymam kciuki i odezwij sie skad jestes
            > .

            Jak będzie spotkanie w moim mieście (zwykle są ogłoszenia) to postaram się przyjść na pewno. Tylko prosiłabym o dyskrecję, zresztą jak każdy z nas.

            oklapły Kwiatek
            • altz Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 13:03
              kwiaty_zla napisała:

              > Chce zachować jak najwięcej anonimowości, i tak się sypnęło że mam córkę. Już m
              > ożna mnie rozpoznać przy odrobinie wysiłku.
              Juz nie przesadzaj z ta konspiracja. Rozwod sie zdarza, nie jest to wstydliwa rzecz.

              > Mam przyjaciół, znajomych - ale żadnej rodziny
              > również. Wykorzystuje tych moich ludzi nawet bardzo. I już mi głupio...
              To jest kwestia podejscia. Dla osob, ktore lubia dzieci, opieka nad Wasza corka nie bedzie problemem, o ile corka nie bedzie przygnieciona Twoimi problemami, nie bedzie podsluchiwac w poczekalni, nie bedzie sie wstydzic za rozwod, obarczac siebie wina itd.
              Takie osoby chetne trzeba ladnie prosic i kazac im mowic wprost, kiedy im nie pasuje taka pomoc.
              • kwiaty_zla Re: nie chce mi się żyć 31.08.12, 08:43
                altz napisał:

                > kwiaty_zla napisała:
                >
                > > Chce zachować jak najwięcej anonimowości, i tak się sypnęło że mam córkę.
                > Już m
                > > ożna mnie rozpoznać przy odrobinie wysiłku.
                > Juz nie przesadzaj z ta konspiracja. Rozwod sie zdarza, nie jest to wstydliwa r
                > zecz.

                Ja się w ogóle nie konspiruję. W moim osobistym otoczeniu. Ale w sieci raczej nie ma anonimowości. Nie chcę żeby cokolwiek tu napiszę było czytane/indentyfikowane przez osoby nieprzychylne - otoczenie byłego i jego nowego związku. O całej sytuacji to ja informowałam wszystkich, rodzinę, przyjaciół - bo nie życzę sobie podejrzeń i spekulacji że to ja jestem osobą co zawaliła. Miałam więcej możliwości i pokus niż on. Teraz czasem żałuję, że nie korzystałam z możliwości, tylko siedziałam w domu jak wierny pies co czeka na pana.

                > Takie osoby chetne trzeba ladnie prosic i kazac im mowic wprost, kiedy im nie p
                > asuje taka pomoc.

                Wszyscy wiedzą jak trudno prosić o pomoc. Szczególnie ja mam problem, bo zawsze radziłam sobie sama zwykle rezygnując z siebie. W sytuacjach podbramkowych jedynie, a teraz będę potrzebować zajęcia dzieckiem co najmniej jeden dzień w tygodniu - od odebrania ze szkoły gdzieś do 19. Już słyszę jak były łyka koszty opiekunki ( a pewnie na tym się skończy) bo stwierdzi, że dziecko może iść do koleżanki. A to nie jest rozwiązanie, bo koleżanka, mama koleżanki tez nie może/nie chce być ciągle zobowiązana cały czas. Na stałe.

                znów przywiędły Kwiatek
                • malgolkab Re: nie chce mi się żyć 31.08.12, 11:05
                  Ale próbowałaś przynajmniej z kims o tym porozmawiać? Zaproponować, że raz w tygodniu ktoś (np. inny rodzic z przedszkola) zabiera Twoje dziecko, a raz w tygodniu na odwrót. Ja często się tak z kims dogaduję i obie strony są zadowolone. I uwierz, nie tylko samotni rodzice/osoby rozwiedzione korzystają z tego typu pomocy.
                  Moja mama też miała 2 koleżanki z dziećmi w podobnym wieku i przynajmniej 2/3 razy w tygodniu ze szkoły/przedszkola odbierała oprócz nas jeszcze 2 czy 3 dzieci, a dzień później było na odwrót (mimo, że wszystkie te rodziny były rodzinami "pełnymi").
                  Można się zarzynać, wylewać żale i płakać jak to ciężko zorganizować opiekę, można też spróbować się z kims dogadać - wybór nalezy do Ciebie...
                  • kwiaty_zla Re: nie chce mi się żyć 31.08.12, 11:28
                    malgolkab napisała:

                    > Można się zarzynać, wylewać żale i płakać jak to ciężko zorganizować opiekę, mo
                    > żna też spróbować się z kims dogadać - wybór nalezy do Ciebie...

                    Z rodzicami ze szkoły/klasy dziecka dopiero się poznam. Zobaczymy rozkłady zajęć z dzieciakami sąsiadek, czy mi pomogą. Z przedszkolakami miałam taki układ, ale to było raczej od przypadku do przypadku. Teraz będę musiała mieć co najmniej jeden dzień w tygodniu na stałe. Nie odpuszczę psychoterapii bo to poprawi NAM jakość życia - szczególnie, że na NFZ i z polecenia. Nie wylewam żalów, czasem trzeba coś opisać/opowiedzieć żeby usystematyzować sobie myślenie. Przestawić w głowie - prosić o pomoc.

                    K.
                    • malgolkab Re: nie chce mi się żyć 31.08.12, 11:36
                      Jak nauczysz się prosić, będzie Ci dużo łatwiej - sama to przerabiałam...
                      Pisałaś, że masz drugie, nastoletnie dziecko - nie jest w stanie posiedzieć z młodszym bratem raz w tygodniu gdy Ty idziesz do lekarza (nie zawsze, ale w sytuacji, gdy akurat żadna sąsiadka/koleżanka nie będzie mogła). Nie wiem jaką masz rodzinę/znajomych - ja bym powiedziała wprost, że raz w tygodniu masz wizyty u lekarza, które są bardzo wazne dla Twojego zdrowia i bedziesz wdzięczna za pomoc. To jest raz w tygodniu! Wystarczą 3-4 znajome osoby i wtedy każda zajmie się Twoim dzieckiem raz w miesiącu. Naprawdę myślę, że szukasz problemu tam gdzie go nie ma.
                      Pisałaś, że mąż jak jeszcze byliście razem, wiecznie wyjeżdżał - jak wtedy sobie radziłaś?
                      • kwiaty_zla Re: nie chce mi się żyć 31.08.12, 11:46
                        malgolkab napisała:

                        > Jak nauczysz się prosić, będzie Ci dużo łatwiej - sama to przerabiałam...

                        No muszę się nauczyć.

                        > Pisałaś, że masz drugie, nastoletnie dziecko

                        To nie ja smile

                        > Nie wiem jaką masz
                        > rodzinę/znajomych - ja bym powiedziała wprost, że raz w tygodniu masz wizyty u
                        > lekarza, które są bardzo wazne dla Twojego zdrowia i bedziesz wdzięczna za pom
                        > oc. To jest raz w tygodniu! Wystarczą 3-4 znajome osoby i wtedy każda zajmie si
                        > ę Twoim dzieckiem raz w miesiącu. Naprawdę myślę, że szukasz problemu tam gdzie
                        > go nie ma.

                        Tylko znajomych i przyjaciół.

                        > Pisałaś, że mąż jak jeszcze byliście razem, wiecznie wyjeżdżał - jak wtedy sobi
                        > e radziłaś?

                        Zwykle nigdzie nie szłam. A jak już nóż na gardle bo MUSIAŁAM, to dziecko do znajomych. Ale naprawdę bardzo rzadko.

                        Poradzimy sobie.
                        Dzięki za dobre słowo.
                        Bo dziś już nie jest dobry dzień. Dziecko wczoraj znów miało problemy egzystencjalne, płakało w nocy. Dziś ja płaczę. "Mamusiu, dlaczego tatuś nie chce przeprosić i wrócić do nas?" Nie wiem spytaj tatę....

                        K.

                        PS długo tak będzie? Ta sinusoida nastrojów?
                        • malgolkab Re: nie chce mi się żyć 31.08.12, 12:03
                          kwiaty_zla napisała:

                          > malgolkab napisała:
                          >
                          > > Jak nauczysz się prosić, będzie Ci dużo łatwiej - sama to przerabiałam...
                          >
                          > No muszę się nauczyć.

                          Mi tez to nie przyszło łatwo, ale potem poszło z górkiwink
                          > > Pisałaś, że masz drugie, nastoletnie dziecko
                          >
                          > To nie ja smile
                          To przepraszam, widocznie z kims pomyliłam.
                          > > Nie wiem jaką masz
                          > > rodzinę/znajomych - ja bym powiedziała wprost, że raz w tygodniu masz wi
                          > zyty u
                          > > lekarza, które są bardzo wazne dla Twojego zdrowia i bedziesz wdzięczna
                          > za pom
                          > > oc. To jest raz w tygodniu! Wystarczą 3-4 znajome osoby i wtedy każda zaj
                          > mie si
                          > > ę Twoim dzieckiem raz w miesiącu. Naprawdę myślę, że szukasz problemu tam
                          > gdzie
                          > > go nie ma.
                          >
                          > Tylko znajomych i przyjaciół.
                          To już jest cośsmile Zacznij od zaraz "badać teren"smile

                          > Zwykle nigdzie nie szłam. A jak już nóż na gardle bo MUSIAŁAM, to dziecko do zn
                          > ajomych. Ale naprawdę bardzo rzadko.
                          Znam tosmile To teraz będzie częściej - takiego "starszaka" dużo łatwiej dać komuś pod opiekę, a dla dziecka też to jest atrakcja.

                          > Dziecko wczoraj znów miało problemy egzystenc
                          > jalne, płakało w nocy. Dziś ja płaczę. "Mamusiu, dlaczego tatuś nie chce przepr
                          > osić i wrócić do nas?" Nie wiem spytaj tatę....
                          Płacz, jesli to Ci pomaga, tylko nie przy dziecku. Wytłumacz, że czasem jest tak, że dorośli nie umieją się porozumieć, ale że nie ma to wpływu na ich uczucia do dziecka.
                          >
                          > PS długo tak będzie? Ta sinusoida nastrojów?
                          Hm, to zależy. U mnie ostatnie 2 lata życia razem były taka sinusoidą, więc po wyprowadzce ex męża, byłam już "stabilna", a rozwód był tylko formalnością.
                          • blue_ania37 Re: nie chce mi się żyć 31.08.12, 12:21
                            Poukładasz tosobie w głowie, zobaczyszsmile
                            A jak nie miałam już totalnie wyjścia z sytuacji to stać mnie było na to aby pójść do lekarza i zagrać vabank, że porzebuję zwolnienia na 3 dnismile, kiedyś wydawało mi się to nie do zrobienia a teraz to pan pikuśsmile
                            A
                        • zofiulina1971 Re: nie chce mi się żyć 31.08.12, 18:21
                          Zrobi Ci się dużo lepiej jeśli zrozumiesz, że ta sinusoida to coś normalnego, coś, przez co po prostu TRZEBA przejść i zniknięcia czego nijak nie przyspieszysz. Ja to - moim zdaniem - zrozumiałam za późno, gdy już denerwował mnie sam fakt, że jestem zdenerwowana.

                          Ja zrozumiałam to po wejściu na fora internetowe (również to), gdzie ludzie bardziej zaprawieni w bojach tłumaczyli sobie mechanizmy, rządzące ludzkim organizmem podczas przeżywania "żałoby" po rozstaniu.

                          Jak pisałam, czułam się fatalnie po rozstaniu, przez wiele tygodni wieczór w wieczór wyłam na cały głos jak pies do księżyca. Wypłakałam hektolitry łez, naprawdę, chyba przez całe swoje życie tylu łez nie wylałam. Rozklejałam się nawet wtedy, gdy w radiu usłyszałam jakąś smętną muzyczkę smile

                          Gdy się rozstaliśmy, myślałam, że zwyczajnie umrę. Tygodniami dzieliłam włos na czworo, roztrząsałam, co poszło nie tak, w którym momencie popełniłam błąd...

                          Gdy wychodziłam z tego dołka, towarzyszyły mi ciągłe wzloty i upadki. Jeden dzień był wspaniały i już-już miałam nadzieję, że to początek "zdrowienia", a cały następny tydzień to zjazd po równi pochyłej. Z czasem, tzn. po jakichś 8-9 miesiącach te wzloty i upadki zaczęły się wyrównywać. Teraz myślę o moim byłym jak o panu Zdziśku spod "szesnastki" smile Fakt, bardzo pomógł mi całkowity brak kontaktu z jego strony.

                          PS. Uważam, że rady, by pójść na jogę z Małą są bardzo dobre. Zajmiecie czymś ręce i mózgi, dzięki wspólnym ćwiczeniom wytworzy się między Wami bliskość, poznacie nowych ludzi, znajdą się nowe tematy do rozmów. No i będzie co robić w długie, jesienne wieczory smile
      • mysz1978 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 09:50
        ech... pomimo tego, ze ja silna jestem i przeszlam wlascwie bez problemu przez rozstanie i rozowd (PRAWIE zakonczona sprawa), to tez odobnie jak Ciebie przeraza mnei mysl, ze tak jzu bedzie zawsze - z tymi obowiazkami, ktorych wiaodmo ze przy dziecku jest od groma (ja mam jeszce wiecej bo mam dwojke w wieku zlobko - przedskzolnym). Jak tak sie glebiej nad tym zastanowic to naprawde jest to przerazajace uncertain
        No ale przynajmniej w tym przypadku ulyw czasu jest plusem smile Dzieci robia sie coraz bardziej smaodzielne, takze w domu beda mogly miec obowiazki (oczywiscie nie takie jakie mialby dorosly czlowiek), no i jakos to bedzie smile
        No i spokoj w domu - BEZCENNY!!! smile

        Trzymaj sie - zycze pomyslnego poukladania spraw, sensownego grafiku i w ogole smile
        • ulkar Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 10:17
          No to ja jestem jakąś dziwaczką. Mnie sytuacja taka jak teraz (tzn. mąż poszedł "w diabły"", jesteśmy z córką same), nie przeraża mnie wcale. Powiem więcej sprawia mi duzo radości. Uwielbiam swoje dziecko i jego towarzystwo. Nie jest dla mnie ciężarem. Z racji braku innego opiekuna (babci, cioci itp.), zabieram ją ze sobą praktycznie wszędzie. Jakoś mi to nie doskwiera. tatuś objawia się średnio raz w tyg. na 2 godziny wtedy kiedy mu wygodnie. Tak mu pasuje, ok. Do niczego nie mogę go zmusić. Jego wybór. Ale też nie muszę mu prać, prasować, gotować i sprzatać po nim, co mnie uwolniło z współczesnej formy niewolnictwa i baardzo mi z tym dobrze. Sama decyduję o tym co robię , co kupuję lub nie kupuję. Tak swobodnie i spokojnie nie czułam się co najmniej od 15 lat. Co było wczesniej średnio pamiętam smile Nie, zdecydowanie nie narzekam na moją dzisiejszośc.
          • kwiaty_zla Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 10:29
            ulkar napisała:

            > No to ja jestem jakąś dziwaczką.

            Dzięki big_grin

            > Mnie sytuacja taka jak teraz (tzn. mąż poszedł
            > "w diabły"", jesteśmy z córką same), nie przeraża mnie wcale. Powiem więcej sp
            > rawia mi duzo radości. Uwielbiam swoje dziecko i jego towarzystwo. Nie jest dla
            > mnie ciężarem. Z racji braku innego opiekuna (babci, cioci itp.), zabieram ją
            > ze sobą praktycznie wszędzie. Jakoś mi to nie doskwiera.

            No ale mojemu dziecku średnio odpowiada. I męczy się na moich wizytach. Bo mnie osobiście też cieszy jej towarzystwo, i nawet to że czeka pod drzwiami i potem się przytuli i idziemy do domu jest fantastyczne big_grin

            > tatuś objawia się śred
            > nio raz w tyg. na 2 godziny wtedy kiedy mu wygodnie. Tak mu pasuje, ok. Do nicz
            > ego nie mogę go zmusić. Jego wybór.

            Ale mój były twierdzi, że chce jak najwięcej tylko ja podła taka że widzi dziecko dwa dni w miesiącu. Męczy mnie to co mówi - a co robi.

            > Ale też nie muszę mu prać, prasować, gotowa
            > ć i sprzatać po nim, co mnie uwolniło z współczesnej formy niewolnictwa i baard
            > zo mi z tym dobrze. Sama decyduję o tym co robię , co kupuję lub nie kupuję. Ta
            > k swobodnie i spokojnie nie czułam się co najmniej od 15 lat. Co było wczesniej
            > średnio pamiętam smile Nie, zdecydowanie nie narzekam na moją dzisiejszośc.

            Cieszę się z Tobą smile
            • kwiaty_zla Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 10:40
              kwiaty_zla napisała:

              > ulkar napisała:
              >
              > > No to ja jestem jakąś dziwaczką.
              >
              > Dzięki big_grin
              >
              Wybacz w pierwszej chwili przeczytałam "jesteś jakąś dziwaczką" rozbawiło mnie. Ale też nie uważam, że Ty nią jesteś big_grin

              K.
    • heksa_2 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 10:18
      Nie tłumacz się za ojca ani nie tłumacz ojca. On sam musi to z dzieckiem załatwić. Bądź przy córce. Powtarzaj, że ją kochasz.
    • rzut_beretem Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 10:19
      Zobacz, w każdym Twoim poście jest on, on, on. Daj spokój.

      Musisz zrozumieć że nie masz żadnego, ale to żadnego wpływu na ex męża.
      Nie chce Ci się żyć bo Twoim życiem jest ON a swojego nie masz. Obawiam się że będzie tak jak pisała fatamorgana - w końcu znienawidzisz siebie. Piszę to również z własnego doświadczenia, bo był czas w którym sobie wyrzucałam od bezmyślnych idiotek, durniów itd i mało brakowało abym straciła elementarny stosunek do siebie. Bo właśnie mój ex obiecywał niczym lokata w amber goldzie, a ja się na to łapałam.

      Ja mam dziecko półroczne. 1 pażdziernika wracam do pracy. Muszę organizacyjnie wszystko ogarnąć - żłobek, mieszkanie, itd. Też wiem, że z czasem na własne zajęcia będzie krucho. Trudno, coś wymyślę, ale tak samo nie mogę liczyć na mojego exa. Z tym że ja to zaakceptowałam i prosić się nie będę.
      • rzut_beretem a i to co napisała ulkar .. 29.08.12, 10:32
        to i ja stosuję. Otoż, dziecko jest zabierane ze mną wszędzie. Też nie będę miała rodziny koło siebie bo każdy daleko i każdy pracuje. Ale zgadzam się z moją przedmówczynią - paradoksalnie mi jest teraz lepiej. Bez exa.

        Uwielbiam moje dziecię, uwilebiam spędzać z nim czas i pamiętam raz zostawaiłam go z rodzicami bo miałam poprowadzić jakies szkolenie (ot nie było mnie ze 3 - 4 h) i bez kitu, strasznie za młodym tęskniłam.

        Bez exa jest lepiej, nie ma wiecznego napięcia, mogę robić co chcę, nikt mi się nie wtrynia. Jest na luzie, spokojnie.

      • anbale Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 10:33
        rzut_beretem napisała:

        > Zobacz, w każdym Twoim poście jest on, on, on.
        > Nie chce Ci się żyć bo Twoim życiem jest ON a swojego nie masz.

        Mam dokładnie to samo wrażenie. Nie potrafisz sobie zorganizować niedzieli, nie potrafisz sprawnie funkcjonować na co dzień bo ciągle przemielasz w głowie temat męża.
        A przecież, jak piszesz, wyjeżdżał do pracy i byłaś sama. Tak samo sama.
        Teraz jakoś straszliwie się rozczulasz nad swoją sytuacją, chyba podświadomie chcesz wzruszyć i zwrócić uwagę na swój dramat...
        A zawsze trzeba mieć gdzieś w tyle głowy świadomość, że drugiej osoby może zabraknąć i to głównie z samymi sobą musimy jakoś ogarnąć to życie
        • kwiaty_zla Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 10:43
          anbale napisała:

          > rzut_beretem napisała:
          >
          > > Zobacz, w każdym Twoim poście jest on, on, on.
          > > Nie chce Ci się żyć bo Twoim życiem jest ON a swojego nie masz.
          >
          > Mam dokładnie to samo wrażenie. Nie potrafisz sobie zorganizować niedzieli, nie
          > potrafisz sprawnie funkcjonować na co dzień bo ciągle przemielasz w głowie tem
          > at męża.

          Kruca bomba, mało czasu big_grin

          > A przecież, jak piszesz, wyjeżdżał do pracy i byłaś sama. Tak samo sama.
          > Teraz jakoś straszliwie się rozczulasz nad swoją sytuacją, chyba podświadomie c
          > hcesz wzruszyć i zwrócić uwagę na swój dramat...

          Nie chcę głaskania po głowie. Tu się nie głaszcze po głowie. Zwracacie uwagę właśnie na takie rzeczy i za to jestem wdzięczna. Za to ciągłe powtarzanie - żyj dla siebie.

          > A zawsze trzeba mieć gdzieś w tyle głowy świadomość, że drugiej osoby może zabr
          > aknąć i to głównie z samymi sobą musimy jakoś ogarnąć to życie

          Właśnie.

          K.
      • kwiaty_zla Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 10:37
        rzut_beretem napisała:

        > Zobacz, w każdym Twoim poście jest on, on, on. Daj spokój.

        Masz rację, każdy pisze o tym co najbardziej uwiera i boli.

        > Musisz zrozumieć że nie masz żadnego, ale to żadnego wpływu na ex męża.

        Staram się. ON smile pokazuje to dobitnie

        > Nie chce Ci się żyć bo Twoim życiem jest ON a swojego nie masz.

        Mam swoje życie, zawsze miałam - przez ostatnie cztery lata byłego prawie wcale nie było w domu. Miałam hobby, swoje zainteresowania, swoje sprawy. Tylko teraz mnie teraz nie cieszą. Rękodzieło leży i się kurzy, przewodniki i biografie się kurzą. Kryminały tylko odciągają uwagę. Muszę wrócić do moich rzeczy.

        > Bo właśnie mój ex obiecywał niczym lokata w amber goldzie, a ja się na
        > to łapałam.

        Amber wchodzi do języka big_grin też się złapałam jak na tę lokatę.

        > Trudno, coś wymyślę, ale tak samo nie mogę liczyć na mojego
        > exa. Z tym że ja to zaakceptowałam i prosić się nie będę.

        Poprosiłam raz. Tez prosić nie będę. Bo forma odmowy była wysoce obraźliwa.

        K.
        • tricolour Tak sobie czytam... 29.08.12, 10:48
          ... i widzę strasznie schematyczną historię rozpaczy po utraconej nadziei. Dopóki męża nie było ze względu na wyjazdy, to było w miarę dobrze bo była nadzieja choć nie było człowieka. Teraz nie ma człowieka i nadziei.

          I z tej schematycznej (by nie powiedzieć, że banalnej) historii jest schematyczne wyjście: poczekać.
          • kwiaty_zla Re: Tak sobie czytam... 29.08.12, 11:08
            tricolour napisał:

            > ... i widzę strasznie schematyczną historię rozpaczy po utraconej nadziei. Dopó
            > ki męża nie było ze względu na wyjazdy, to było w miarę dobrze bo była nadzieja
            > choć nie było człowieka. Teraz nie ma człowieka i nadziei.
            >
            > I z tej schematycznej (by nie powiedzieć, że banalnej) historii jest schematycz
            > ne wyjście: poczekać.

            Ja sobie zdaję dokładnie sprawę jaki to banał. Ten banał sięga również duuużo głębiej. Jak z taniego romansu. Sytuacja tak banalna i przewidywalna, że aż się chce wyć.
            A przecież każdy taki wyjątkowy, ekstraordynaryjny.

            Tak czekać - to jedyne.

            Ale mi potrzeba (zresztą sądząc po mnogości ludzi na forum nie tylko mnie) raz: trochę pocieszenia, trochę wsparcia, i trochę "męskich" słów żeby stanąć na nogi. Swoje.

            K.
    • calawtrawie2 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 11:01
      Codziennie czytam, rzadko tu piszę, ale teraz napiszę.
      Kwiatku, ja zostałam sama z 4-latkiem i w ciąży z drugim synem, w trakcie wykańczania mieszkania, do którego mieliśmy się przeprowadzić. Fakt, że ogromnie pomogli mi rodzice, ale poczucie bezsilności, które mi wtedy towarzyszyło (sama nie pomaluję ścian, nie zrobię większych zakupów, bo ciąża itp.), było okropne. Po porodzie doszło do tego masakryczne zmęczenie fizyczne i psychiczne, bo młody miał kolkę i jego płacz było słychać w całym pionie klatki. Tak naprawdę nie miałam siły rano wstawać, bo wiedziałam co mnie czeka. Problemy, jak zawieźć starszego do przedszkola w zimę z niemowlakiem, kiedy nie ma samochodu, a ex nie przyjechał bo coś wypadło. Tak naprawdę pierwsze pół roku młodszego to było wyjęte z życiorysu, niewiele pamiętam z tego okresu. Aaaa jeszcze podyplomówkę wtedy robiłam wink
      Wkurzało mnie, że jestem 24h na dobę z dziećmi, ex przychodził kiedy chciał, rok trwało zanim nauczył się systematycznie przychodzić do dzieci i zabierać je na weekendy. Że nie wspomnę o systematycznym płaceniu alimentów. 3 lata zbierałam się i w końcu poszłam do niego do pracy, złożyłam pismo z sądu i teraz po prostu przelewają mi na konto co miesiąc. Ileż stresów mniej... smile
      Powoli wychodziłam na prostą, chociaż to nie było łatwe. Ale cieszyłam się tym, że daję radę. Bo wcześniej też myślałam, że nie dam. Też DDA. Okazało się, że pomogli mi przyjaciele, czasami obcy ludzie, którzy w odpowiednim momencie stanęli na mojej drodze.
      Teraz młodszy ma 5 lat. Jest mi dużo łatwiej, chociaż też dopada mnie zniechęcenie, ale to wynika raczej z rutyny dnia codziennego. Ex też próbował mną manipulować, wmawiał mi różne rzeczy, a ja starałam się wierzyć, bo przecież ludzie nie kłamią prawda? wink
      Jak młody pytał, dlaczego tata nie przyszedł, skoro miał przyjść -mówiłam "nie wiem, zapytaj tatę", mógł zadzwonić i zapytać i tata się tłumaczył. Nie pokazywałam dzieciom moich łez, bo i tak było ciężko, starszy pytał dlaczego nie jesteśmy razem, że on chce by tata z nami mieszkał. Tłumaczyłam że tak jest, że to nie jest takie proste, że też nie wiem dlaczego tak się dzieje. Nie musisz wszystkiego wiedzieć, rozumieć, masz prawo powiedzieć dziecku, że czegoś nie wiesz. Masz prawo do gorszego dnia,dziecko też, bo sama wiesz, jak ciężko rano wstać, jak się ma zły dzień wink
      Teraz nasze tłumaczenia mogą do Ciebie nie dotrzeć, bo może to jeszcze nie jest ten czas. Może teraz liczysz, że coś się zmieni, że ex się opamięta itp. A może to wszystko tak Cię przytłoczyło, że nie jesteś na razie w stanie znaleźć rozwiązania. Nie szukaj go, odłóż wszystko na półkę, niech czeka. Na razie żyj z dnia na dzień, szukaj dobrych rzeczy każdego dnia, nie wybiegaj za bardzo myślą do przodu, bo z doświadczenia wiem, że z dnia na dzień życie przynosi różne niespodzianki smile Jak już poczujesz się silniejsza, wtedy rób plany, myśl co dalej. Na razie dopieść siebie i wzmocnij, by dać radę smile
      Trzymaj się smile Uda się zobaczysz smile
      • argentusa Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 11:23
        Cała! ściskam cię mocno smile))))))))))
        I cholera, tak sobie myślę, że fajne babeczki na tym świecie się plączą. Brawo za odwagę do zycia.
        Ar.
        • calawtrawie2 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 14:02
          Dzięki smile
      • kwiaty_zla Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 11:27
        No właśnie, żyć, z dnia na dzień. Bez planów na za miesiąc, pół roku. Tylko na razie na dziś.

        Pewnie mi nie wierzycie bo jojczę tutaj, ale naprawdę się staram.Tylko średnio co drugi, trzeci dzień łapię rano okropnego doła. Ale staram się żyć.

        I naprawdę dziękuję Wam za wszystkie słowa.

        K.
        • zofiulina1971 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 12:49
          Kwiatek, jojcz ile wlezie smile

          Nie tak dawno ludzie, którzy teraz Ci doradzają, też tu chlipali smile Niektórym do dziś zdarzają się gorsze dni i wchodzą tu popisać.

          Niebawem na to forum zawita kolejny zrozpaczony Kwiatek.

          A wtedy Ty mu pomożesz smile bo będziesz już w innym miejscu, zobaczysz. To frajda dać komuś fajną radę smile

        • calawtrawie2 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 14:09
          Ale my wiemy, że się starasz smile
          My też mamy gorsze dni, kiedy wszystko wkurza, męczy i kiedy ma się gdzieś te zalecenia, by wyjść do ludzi, bo samemu to niedobrze wink Ja jak moje dzieci pojadą na weekend, to najpierw właśnie potrzebuję posiedzenia dzień w ciszy i spokoju, by się tym spokojem i chwilą dla siebie nacieszyć, a dopiero później mogę wyjść do ludzi.
          Też mam to poczucie niesprawiedliwości, że ja w domu muszę być jedynym dorosłym, że nie mogę powiedzieć tej drugiej osobie "dzisiaj Ty to zrób, bo ja jestem zmęczona i nie dam rady"...
          Wkurza mnie to, że muszę dać radę, wkurza mnie czasami to pocieszanie "och jaka Ty biedna z dwójką dzieci i jak dajesz radę", bo wtedy to naprawdę czuję się jak ofiara losu...
          Ale z drugiej strony, szkoda mi tego czasu, który przemija, bym miała tracić coś z życia tylko dlatego, że takiego męża wybrałam (sic!).
          Wiem, że cytaty są czasami irytujące, ale mam jeden fajny, który mi się spodobał:
          "Być może obawiamy się tego,że nic się nie zmieni.Więc musimy celebrować zmiany.Bo, jak ktoś powiedział -Wszystko na końcu będzie dobrze,a jeśli nie jest dobrze, wierzcie mi,to jeszcze nie koniec"
      • blue_ania37 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 11:38
        To i ja dorzucęsmile garść wspomnieńsmile
        Zostałam sama z 4 letnim synem, mieszkając na odludziu z 15 letnim samochodem, z pracą na trzy zmiany, z pracą w weeki i święta, z przedszkolem czynnym tylko do 17.Moja mama na codzień pracuję w Niemczech i pojawia się w Polsce rzadko, z tatą pracującym 350 km stąd.
        Bez pieniędzy, i wydawało mi się, że jestem sama.
        Rok póżniej:nie mieszkam na odludziu, mam 10 letni samochódsmile, w pracy zagrałam vabank, że nie mogę pracować na trzy zmiany tylko na poranną zmianę i co drugi week.
        Proszę o pomoc ludzi z pracy, że się spóżnię, że muszę wcześniej wyjść...oni mi pomagają, z faktu że mnie lubią, a ja odwdzięczam się za to jak mogę.
        Pomagają mi ludzie z forum, odwożą moje dziecko z przedszkola, dostałam propozycję opieki nad dzieckiem w alarmowych sytuacjach,będę im wdzięczna do końca mego zycia.
        Jeśli kwiatku nie chcesz pisać na forum, napisz prywatnie na gazetową, napewno są ludzie z Twojego miasta, którzy mogą Ci pomóc.
        O panu tacie nie myśl co naobiecywał i co kłamie.
        Bo ty się tym udusisz!Tylko wiem, że to trzeba przerobić w głowie.
        Nie licz na tatę skoro on wybrał nowe życie.
        Dziecko płacze po telefonach, nie odbieraj telefonów, proste...dziecka nie wychowuję się przez telefon!
        Myśl o sobie, daj sobie czas na żałobę i na płacz ale ogarniaj się w głowie.
        Pozdrawiam ciepłosmile
        Ania
        • steppenwolf37 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 13:10
          Bardzo ale to bardzo pomógł mi ten dzisiejszy temat, choć to nie mnie miał pomóc. ale właśnei dzisiaj znalazłam sie w identycznym dole. z góry pzrepraszam za małe litery i błędy, jak piszę szybko nie zwracam uwagi (kto nie chce, nie musi czytać smile) Aniablue podziwiam Cię odkąd tu piszę, jestes WIELKA! Kwiatku, trzymaj się, bo i ja dzisiaj chyba zejdę. mam coraz gorsze problemy ze zdrowiem. wczoraj łaskawie tata został z dziecmi bo miałam bardzo późno wizytę u lekarza, a wczoraj był jego dzień. zawsze staram się z nim dogadywać, zresztą często Wam tu piszę, że nawet czasami razem niedziele z dziecmi spędzamy (nie mylić ze sobą, z dzięcmi spędzamy). natomiast teraz mam sytuację, ze z pracy mogłabym jechac na trzy dni na wycieczkę. tata nei mieszka daleko. spytałam czy mógłby z dzieciakami zostać? jedną noc tak ale trzy nie. a dzieci nie chcą z babcią, pzrerażenie w ich oczach. więc pytam dlaczego nie mógłbyś, odp. cytuję:"Jesteśmy po rozwodzie ale chciałabyś utrzymać stan sprzed rozwodu. TY MASZ PROBLEM – TOBIE BRAKUJE – TY NIE CHCESZ – TY MUSISZ. Problem jest taki tzn. nie wiem czy to problem, ale ja już nie funkcjonuję w takim układzie. to czy wyjeżdżasz czy nie wyjeżdżasz kiedyś mnie obchodziło – teraz już nie." tak na marginesie, nigdy go nei obchodziło, bo od dwunastu lat wyjechałam z pracy tylko raz, nie mogłam, bo zawsze był problem. mój synek lat osiem też tęskni i co mam mu mówic. źle o ojcu nie mówię, bo nei chcę, zeby go nie lubił. I też opadam czasem z sił. W przypływie nadprzyrodzonej energii staram się cieszyć z tego co mam, ale tez chciałabym mieć prawo, żeby wyjść, zeby poczytać. kiedyś usłyszałam na to:"chcesz się zamienić?". czyli ja mam dzieci, ja nie mam prawa wyjść, wyjechać. kiedyś, na hasło koleżanek, ze powinnam kogoś poznać, spytała : gdzie? na trasie w samochodzie, kiedy jadę do pracy i z pracy? jak słyszę czasami te porady psychologiczne, że powinno się wyjść do ludzi, nie zamykać w domu itd. to myślę, ze może w takim razie na rozprawach w sądzie, tak mądra pani sędzia powinna uświadomić obojgu rodzicom, że mają te same obowiązki wobec dzieci. na mojej rozprawie pani patrzyła na mnie co najmniej jak na winną. pewnie wygląd zewnętrzny ją zmylił. ubrana byłam schludnie, marynarka itd nie za biednie, nie za bogato, ale włosy mam krótkie, prawie nie mam smile pomyślała może "matka, wariatka" a tatuś wyluzowany do sądu pzryszedł z książką i w oczekwianiu na rozprawę poczytał trochę dobrej literatury. ja nie umiem skupić się już na Chmielewskeij, a co dopiero Witkacy, czy inne arcydzieła. nawet gazety nie mam kiedy poczytac całej. ale tata może, bo tacie nie pzryznano dzieci. i to jest nasz ukochany kraj. Przepraszam, czasem mam dość, a też staram się być zaradna, na dzień na wydatki mamy z dziećmi 50 zł. więc szlag mnie czasami trafia, że muszę się męczyć jak tu ująć i z czego. pozdrawiam Was dziewczyny! i chłopcy, bo nie każdy jest pzrecież tym złym.
          • jagienka_2 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 14:03
            Kwiatku, płacz, jeśli musisz, ale jak najmniej przy dziecku. Każdy z nas to przechodził, ale jak się przetrwa ten czas, potem można góry przenosić. Tyle ludzi nie może się mylić smile Niebawem wrócisz do swoich robótek i książek i będą Ci sprawiały jeszcze większą przyjemność niż kiedyś. Jak się już uda poukładać ten świat na nowo, wszystko smakuje lepiej. I mówię to ja, do wczoraj bezrobotna, wkrótce bez dachu nad głową, ale wciąż pełna nadziei i słońca Jagienka smile Ściskam Cię mocno...
          • malgolkab Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 14:39
            Skoro męża nigdy nie obchodziło, ze chciałabyś (czy też musisz) gdzieś pójść/pojechać, to skąd przekonanie, że po rozwodzie nagle będzie go to interesować i będzie skory do pomocy?
            Swoją drogą nie umiem zrozumieć tego, że spędzacie razem niedziele z dziećmi i jak napisałaś lubisz to... czyli lubisz spędzać czas z kimś na kogo nie możesz liczyć, kto nie chce się zająć własnymi dziećmi przez kilka dni. Pisałaś kilka razy, ze macie przyjacielskie relacje. to jest przyjaźń? I pewnie mąż jest przekonany, że wszystko z waszymi relacjami ok, bo takie dajesz sygnały.
            Zastanów się czego Ty naprawdę chcesz, bo czytając Twoje posty mam czasem wrażenie, że piszą je 2 różne osoby...
          • malgolkab steppenwolf 29.08.12, 17:42
            tak napisałaś o mężu:
            ale z obowiązków ojca wywiązuje się i pzryjacielem potarfi być dla mnie, jak trzeba ( i wzajemnie). wiec korzystam z tego co na razie mam, że tzreba być moze cieszyć sie z tego właśnei co się ma, to było wczoraj, a dzisiaj piszesz, że nie chce zostać z dziećmi, więc ani obowiązków ojca nie wypelnia, ani jak przyjaciel się nie zachowuje.
            Wybacz - to się kupy nie trzyma - przeczysz sama sobie. Jeśli chcesz konkretnych raz to przedstaw jedną, prawdziwą wersję.
      • 0joanna123 Re: nie chce mi się żyć 01.09.12, 14:17
        Oj calawtrawie ... ale mi pomogłaś tym postem (kolejna DDA smile ). Dlaczego takich wartościowych osób jak Ty, Ania, Kwiatek czy inne tu udzielające się KOBIETY nie spotyka się obok nas? Ale mi wszystkie pomagacie (6 dni temu usłyszałam, że odchodzi do innej). Co za szczęście, że szukając informacji o rozwodzie trafiłam na to forum.... Jestem tu zaledwie od godziny, ale wiem, że zostanę z Wami i kiedyś łzy się skończą i zobaczę piękne słońce..... Z Wami szybciej. Dziękuję.....
    • wawrzanka Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 14:25
      No więc pisz tutaj, jeśli Ci to pomaga. Internet to studnia bez dna. Możesz czerpać stąd siłę i pocieszenie. Możesz czytać dobre słowa ludzi, którzy sami przeszli przez to, przez co Ty teraz przechodzisz. To wielka pomoc, ale nic nie zastąpi wsparcia, które możesz dostać od kogoś "żywego". Spotykaj się z ludźmi, których masz ochotę oglądać. Nie bądź sama. Jak widzisz Twoje wątki pomagają nie tylko Tobie - też i Steppenwolf i pewnie innym. Wielu czyta, nie wszyscy piszą.
      • fata-m-organa Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 15:00
        W weekend pojechałam do IKEI kupić mojemu dziecku tablicę korkową żeby miało gdzie powiesić plan lekcji itp. Najpierw ją pomalowałam a potem po chwili namysłu doszłam do wniosku, że ją sama powieszę. Tyle razy asystowałam przy wierceni dziur mojemu tacie a potem ex-owi. Ja nie dam rady ?! No i wywierciłam te dziury. Powiesiłam tablice i jestem z siebie cholernie dumna !
        I wiecie co nie musiałam kilka dni chodzić i prosić o te cholerne dziury... Naprawdę można sobie dać radę- chociaż nie ukrywam też miewam gorsze dni i już ze strachem myślę o początku roku szkolnego. Znowu zacznie się młyn- szkoła, lekcje, zajęcia pozalekcyjne... A szanowny Tatuś zabierze dzieci co drugi weekend (o ile będzie miał ochotę) i będzie ten dobry od słodyczy, kina i oglądania durnych filmów w tv do późna w nocy... ech.
    • malgolkab Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 15:35
      Ja mam przynajmniej raz czy dwa w tygodniu któregoś z kolegów mojego syna w domu. 6 - latki nie są już tak absorbujące, a tak naprawdę to mniej roboty mam mająć w domu 2 czy 3 niż mojego jedynakasmile Spróbuj się z kimś dogadać, myślę, że ktoś z dzieckiem/dziećmi w podobnym wieku chętnie pójdzie na taki "układ", bo to jest korzystne dla obu stron.
      • blue_ania37 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 16:38
        Robię dokładnie to samosmile, fakt, że doprowadzają do demolki mieszkaniesmile, ale ja mam luz i podaję tylko napoje, + jedzeniesmile, dziecko pada szybko po takich szaleństwach.
        A w następnym tygodniu ja mam luzsmile
        A
        • malgolkab Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 17:34
          blue_ania37 napisała:

          > a mam luz i podaję tylko napoje, + jedzeniesmile,
          Dokładniesmile
          I podstawowa zasada- gdy zalega cisza trzeba szybko pędzić na kontrolęwink Dopóki jest głośno, to znaczy, że jest ok
          • blue_ania37 Re: nie chce mi się żyć 29.08.12, 17:40
            Tak, cisza swiadczy o niebezpieczeństwie.
            Ostatnio wyciągałam chłopaka spod trzech metrowych poduszek, kołdry i koca z leżącymi na "tym" dwoma 5 latkamismile cisza była jak makiem zasiałsmile, a tamten prawie siny)
            Karatecy cholerasmile, jakiś ben 10 tak umie i batman i spiderman, a ten nie umiał się wydostaćsmile
            A
Inne wątki na temat:
Pełna wersja