Od dzisiaj jestem sama....

02.09.12, 13:52
Dowiedziałam się 7 dni temu, że mój mąż się zakochał.... Że odchodzi.. Były łzy, błagania, poniżenia by został, ja się dostosuję, zmienię...
Wtedy obwiniałam go za wszystko, płakałam, przestałam jeść, szantażowałam, straszyłam....
Zaczęłam szukać w necie informacji co i jak z rozwodem..
Dwa dni temu znalazłam to forum.. popłakałam, prosiłam o pomoc....
I tylko dzięki WAM, jak dzisiaj wychodził ze spakowanymi walizkami zachowałam się godnie...
Jak chciałam płakać, zamykałam się w łazience, by wyjść z niej z podniesionym czołem. Zjedliśmy ostatni obiad, ustaliliśmy warunki i ..... wyjechał.
Pożegnałam go obecnością na balkonie...
Zerknął, widział...
Gdyby nie to forum... zrobiłabym mu histerię, oskarżałabym, osądzałam, szantażowałabym...
Wina jest obustronna, latami próbowaliśmy oboje poskładać rozwaloną na części układankę...
Wiele razy rozmawialiśmy o rozstaniu... Dawaliśmy sobie szansę... Pojawienie się 6 lat temu dziecka opóźniło decyzję o rozstaniu, pojawienie się kobiety w życiu mojego męża przyspieszyło decyzję o rozstaniu...
Miałam żal, że nie odszedł ode mnie, tylko że odszedł do innej....
Czytając Was godzinami, zaakceptowałam ten stan rzeczy...
Jest mi ciężko, bo wciąż go kocham... jest mi lżej bo jesteście... Dziękuję...
Chciałabym tylko, by już nie było ciężej niż jest dziś, a wiem że pewnie będzie, bo stan "zdrowienia" jest długi, ale wiem też, że nie jest to nieuleczalne... Dziękuję Kwiatku...
    • blue_ania37 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 13:57
      Dasz radę Aśkasmile, bo musisz...smile
      Ciepło pozdrawiam
      A
      • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 14:07
        Aniu, Tobie też wiele zawdzięczam.... Dziękuję. Dam radę...
    • kwiaty_zla Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 14:01
      0joanna123 napisał(a):


      > Dziękuję Kwiatku...

      Z tym dziękowaniem to różnie bywa... Tobie pomogły moje słowa, mnie dziś samą dołują.

      K.
      • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 14:08
        Ja jestem tu dzisiaj dla Ciebie... Może potrafię pomóc "na dzisiaj"?
        • surykatka3 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 14:41
          Oj dziewczyny...będzie lepiej, co do tego nie ma wątpliwości. Ja dziś już czuję się "uleczona" (z tym, że to ja odeszłam od męża, o ile ma to jakieś znaczenie), a minęło 20 miesięcy, jak się wyprowadziłam i zaczęłam od zera. By sobie pomóc, poszłam do lekarza, biorę antydepresanty i prę naprzód. Za kilka dni wyjeżdżam w góry, tak po prostu, dla siebie. Córę oddaję do przyjaciół na kilka dni (na babcię nie można za bardzo liczyć). Wy też zróbcie coś dziś tylko dla siebie, cokolwiek, choćby jakąś błahostkę, ale żeby sobie dogodzić. Mnie dziś niesamowicie uradował fakt, że w końcu mam radio smile
          Dajcie sobie czas, brzmi to banalnie, ale to najlepsza z możliwych rad. Zobaczycie, staniecie na nogi.
          Wiem, że przychodzi taki dzień, kiedy nie cieszy nawet kolejna para butów kupiona na przecenie...niemniej taki dzień przemija i zawsze w końcu jest lepiej. I na pewno jeszcze uśmiech wróci na Wasze usta.

          Ściskam,
          S.
          • izak28 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 14:48
            Asia ciesz się, że od razu wiesz, że odszedł do innej...ja przez długi czas wierzyłam, że odszedł "ode mnie" i teraz nie mogę sobie darować swojej naiwności i głupoty.
            • surykatka3 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 14:51
              izak28 napisała:

              > Asia ciesz się, że od razu wiesz, że odszedł do innej...ja przez długi czas wie
              > rzyłam, że odszedł "ode mnie" i teraz nie mogę sobie darować swojej naiwności i
              > głupoty.

              Myślisz, że gdybyś wiedziała, że jest inna kobieta, było by Ci lżej z tą świadomością?
              Pytam z ciekawości i bez żadnych podtekstów smile
              • izak28 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 18:20
                surykatka3 napisała:

                > izak28 napisała:
                >
                > > Asia ciesz się, że od razu wiesz, że odszedł do innej...ja przez długi cz
                > as wie
                > > rzyłam, że odszedł "ode mnie" i teraz nie mogę sobie darować swojej naiwn
                > ości i
                > > głupoty.
                >
                > Myślisz, że gdybyś wiedziała, że jest inna kobieta, było by Ci lżej z tą świado
                > mością?
                > Pytam z ciekawości i bez żadnych podtekstów smile


                Nie byłoby mi lżej, ale nie wyrzucałabym sobie, że byłam taka głupia i naiwna. Że mu wierzyłam, że facet może się ot tak odkochać i zostawić żonę, malutkie dziecko i budowę domu, bo jest "nieszczęśliwy". Że nic nie zauważyłam.
            • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 18:38
              > Asia ciesz się, że od razu wiesz, że odszedł do innej..

              Ciesz się....?
              Nie potrafię znaleźć jednego powodu do radości.... ani jednego....
              W środku jestem tak pusta, jak tylko pustą można być.......
              Nie potrafię określić co czuję....
              Chciałabym tylko cofnąć czas... Chciałabym by to się nigdy nie wydarzyło.....
              Chciałabym ... zasnąć... nie myśleć...
              Nie wiem co bym chciała..
              Wiem na pewno czego bym nie chciała......
          • jagienka_2 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 15:02
            Joasiu, dzisiaj pewnie masz wrażenie, że to koniec świata, a za jakiś czas okaże się, że to tylko lekkie trzęsienie ziemi...
            Mój były mąż wyprowadzał się razem z meblami. Minęliśmy się na schodach, gdy wracałam z pracy, nie powiedział ani słowa, ale uśmiech nie schodził mu z ust. Widać było, że mu spieszno do nowego szczęścia... Weszłam do mieszkania, a tam puste, brudne ściany. Na środku pokoju leżał stary materacyk z łóżeczka synka. Położyłam się na nim zwinięta w kłębek i długo nie mogłam się podnieść. Ta scena zresztą przyśniła mi się zaraz na początku mojej znajomości z byłym mężem, ale kto by tam zwracał uwagi na sny... Ten materac stał się dla mnie symbolem, choć jeszcze tego samego dnia powędrował na śmietnik. Za każdym razem, gdy wpadałam w rozpacz, miałam wrażenie, że znowu na nim leżę i nigdy się z niego nie podniosę. Minęły trzy lata, dużo złych rzeczy się zdarzyło, a ja mimo to rosnę w siłę i już nigdy nie chcę leżeć na tym materacu...
            Trzymam za Ciebie kciuki, dasz radę...
            • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 16:43
              Mój mąż zostawił mi mieszkanie (jeszcze 20 lat spłaty kredytu, ale zawsze..), bierze tylko jakieś rzeczy, na których mi naprawdę nie zależy... Zostawia większość by odejść szybciej, spokojniej, bym nie robiła problemów.. Zostawia większość bo nie odchodzi do "Nikogo"...
              Były rozmowy o rozstaniu... wtedy mówił, że nie odda mi mieszkania, bo wszystko należy do nas, bo wszystko jest wspólne...
              Więc z materialnego punktu widzenia "mam szczęście", że odchodzi do innej...
              Czytając, że niektóre kobiety są opuszczane i zostają same a zarazem bez niczego, mogłabym pomyśleć - nie jest tak źle...
              Ale nie potrafię dziś tak myśleć....
              Jest mi źle, bo czuje się opuszczona, zdradzona, sama ze wszystkim...
              Boje się dnia jutrzejszego...
              Im im więcej mija minut, godzin od jego wyjścia tym czuje większą pustkę i coraz bardziej bolesny strach....
              A gdy coraz częściej czytam, że okres 3 lat staje się jakąś regułą czasową dla "uzdrowienia", to dla mnie tych 36 miesięcy wydaje się dożywociem....
            • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 17:18
              Boję się, że jak go dzisiaj zobaczę, a niebawem zobaczę, bo ma mi córkę przywieźć (wziął ją na kilka godzin do babci) to zacznę błagać by wrócił, zacznę płakać, poniżać się, obiecywać, że zrobię wszystko.... Jak ja się boje go zobaczyć... A zarazem bardzo chciałabym go zobaczyć, wtulić się w niego i w jego ramionach zasnąć i obudzić się z tego koszmaru z nim przy boku....
              To dopiero pierwszy dzień bez niego, 3 lata???? Jakie trzy lata???? Ja nie potrafię przeżyć bez niego jednego dnia!!!!
              Proszę, pomóżcie mi... bym powstrzymała łzy jak stanie w drzwiach by zamknąć je jak tylko córka przekroczy próg. Proszę, pomóżcie mi bym dziś potrafiła zasnąć a jutro wstać, iść do pracy i próbować funkcjonować i nie płakać kiwając się, jak dzieci z choroba sierocą...
              Czy można pomóc???? Czy można przez to przejść?? Wolałabym czuć nienawiść, a kocham.... Wolałabym myśleć o tych bardzo złych chwilach, których było ostatnio tak dużo, a pamiętam tylko te, w których myślałam, że jestem najszczęśliwszą kobieta na świecie....
              Jak??? Dlaczego???
              • jagienka_2 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 17:26
                A skąd wzięłaś te trzy lata? Od wyprowadzki mojego eksa minęły właśnie trzy lata, ale ja już dawno temu się pozbierałam i nawet wiadomość o długach byłego męża czy konieczność szukania nowego mieszkania mnie nie załamały....
                Wiem, jak Ci teraz trudno, ale musisz wziąć się w garść, Twoja córka nie może zobaczyć mamy w takim stanie.
          • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 17:08
            Boję się, że wewnętrzny spokój, który towarzyszył mi gdy zamykał za sobą drzwi wynikał z nadziei że wróci...
            Od rana widziałam, że też jest w rozsypce, że nie wie co ze sobą zrobić, by dotrwać do momentu kiedy wyjdzie...
            Teraz łapię się na tym, że słucham, czy w drzwiach nie przekręca się klucz..
            I o ile wiem, że on się nie przekręci, to cały czas zerkam na drzwi...
            I coraz bardziej boli... coraz większa pustka i coraz mniej cokolwiek pomaga..
            Chce mi się wyć!!!!
            Chcę się obudzić!!!!
            Nie chce więcej tego zbyt realnego snu!!!!
            Chce to wszystko odwrócić, naprawić!!!!
            Boje się!!!!!!
            • jagienka_2 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 17:20
              Asiu, to tylko (aż) atak paniki. Sama pisałaś, że nie było między Wami dobrze i od dawna rozmawialiście o rozstaniu. Jeśli było źle i Twój mąż związał się z inną kobietą, to zazwyczaj nie ma czego naprawiać... Spróbuj się opanować, zająć czymś innym niż nasłuchiwanie, czy on wraca. Nie powinnaś być teraz sama, może masz znajomych, z którymi mogłabyś pójść na spacer? Nie bój się poprosić o pomoc, potrzebny Ci teraz ktoś, kto Cię wysłucha i przytuli...
              • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 17:25
                Nie potrafię wyjść, nie potrafię nic innego jak tylko płakać i tu przelewać mój ból.... Tylko jedna przyjaciółka wie o mojej sytuacji... wstydzę się tego ... czuję się upokorzona... wstydę się mówić...
                Chcę by ten atak paniki (trafiłaś w samo sedno) minął zanim się pojawi...
                Mam godzinę by się pozbierać, a z każdą minutą jestem coraz większą ilością rozbitych kawałków...
                • jagienka_2 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 17:33
                  To pogadaj z tą przyjaciółką... Rozpad małżeństwa to nie wstyd, tylko dość powszechne zjawisko, jeśli przestaniesz to ukrywać przed bliskiemu, będzie Ci dużo lżej.
                  Godzina to całkiem sporo, żeby się pozbierać, umyj twarz zimną wodą, zrób sobie piękny makijaż, wtedy będzie Ci żal płakać...
                  Aśka, jeśli ja kiedyś dałam radę, to Ty też!
                  • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 17:56
                    Cały czas jestem z nią w kontakcie... A niechęć do mówienia o porzuceniu komukolwiek, to obawiam się, że oczekiwanie na obudzenie się ze snu....
                    • unema Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 18:13
                      Nie daj się, proszę. Faktycznie umyj twarz zimną wodą, oddychaj, licz do 100, cokolwiek. Nie myśl o tym co będzie jutro, skoncentruj się na nastepnych 30 min, wdech wydech wdech wydech, koncentracja na oddychaniu
                      Pamiętasz Przeminęło z wiatrem?
                      Jutro będzie czas na myślenie
                      Dzisiaj skracaj perspektywę do minimum, zajmij czymś ręce, czyść srebra albo wydłubuj brud z fug w łazience COKOLWIEK
                      Zajmij ręce
                      i przetrwaj
                      najlblizsze 10 min
                      potem najblizsza godzien,
                      potem dzeiń
                      i tak dalej,
                      ale na poczatek to ta godzina wystrczy... Potrzebujesz tylko wytrzymać chwile z nim w pokoju i sie nie rozpaść
                      powodzenia
                      aaa
                      i WIEM ze ci sie uda
                      • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 18:22
                        Zajmij ręce
                        > i przetrwaj
                        > najlblizsze 10 min
                        > potem najblizsza godzien,
                        > potem dzeiń
                        > i tak dalej,

                        Chcę już to "dalej", jak najdalej...
                        Wiecie... jestem głupia...
                        Dzisiaj ma się z nią spotkać by wiedzieć czy ona jest zdecydowana z nim być (do tej pory mówiła mu by walczył o małżeństwo), i jak pomyślę że może mu się nie udać, a jest zakochany w niej po uszy, to zaczyna mi go być strasznie żal....
                        Jestem żałosna i głupia... jestem .... zakochana
                        • kobieta-000 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 18:36
                          Nie wiem czy dobrze Cię zrozumiałam: czy Ty się Kochana aby zastanawiasz czy przyjąć gada ( przepraszam za określenie ) spowrotem gdyby tamta pani jednak się na niego nie zdecydowała???
                          • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 18:43
                            W tej chwili? Teraz? W tym momencie?
                            Tak! Bo to jest MÓJ gad.... Bo z tym gadem wspólnie się kształtowaliśmy, uczyliśmy, tworzyliśmy...
                            Byliśmy nieszczęśliwi i szczęśliwi, raniliśmy się i byliśmy kiedy drugie nas potrzebowało...
                            Bo cały czas miałam nadzieję, że kiedyś jeszcze będziemy tak szczęśliwi jak przed początkiem końca...
                            I mimo, że naprawdę wierzę, że ten koniec to początek czegoś nowego, dobrego, a może nawet lepszego... to teraz bym zasnęła snem zimowym by obudzić się dopiero w tym czekającym mnie lepszym świecie..
                        • zofiulina1971 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 18:45
                          Dzisiaj ma się z nią spotkać by wiedzieć czy ona jest zdecydowana z nim być (do tej pory mówiła mu by walczył o małżeństwo), i jak pomyślę że może mu się nie udać, a jest zakochany w niej po uszy, to zaczyna mi go być strasznie żal....

                          Asia, nie koncentruj się na tym, co czuje sprawca Twojej krzywdy. Skoncentruj się WYŁĄCZNIE na swoich uczuciach i na tym by zapewnić SOBIE komfort psychiczny, nie jemu.

                          Myślisz, że jakieś duszeszczipatielne wynurzenia faceta, który właśnie bzyka inną panią na boku, są szczere?


                      • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 18:30
                        Jestem jak Scarlett.... dopóki wiedziałam, że kocha mnie najbardziej na świecie - nie potrafiłam tego docenić... Jak odszedł, straciłam mężczyznę, którego kocham najbardziej na świecie...
                        • jagienka_2 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 18:49
                          Nie jesteś żadną Scarlett, a Twój stan to nie zakochanie tylko desperacja i strach przed samotnością, zmianami, rozwodem, co ludzie powiedzą, etc.
                          Kochał najbardziej na świecie? Co to za miłość, skoro od lat rozstanie wisiało w powietrzu, a mąż znalazł sobie inną?
                        • zofiulina1971 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 18:52
                          Kochał Cię najbardziej na świecie?

                          Po czym wnosisz?

                          Na moje oko facet nie wie, na czym stoi, ot co.
                          • blue_ania37 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 18:59
                            przez pierwszy miesiąc kąpałam się godzinami, byłam czysta jak nigdysmile
                            jedyne co mnie uspokajało to woda....
                            Asia dasz radę, jesteś otępiała ze strachu co będzie dalej,
                            dlatego zapominasz wszystko byle tylko nie musieć zmieniać nic.
                            Nie wytrzymujesz w pracy, idż na chwilę na urlop, na zwolnienie cokolwiek.
                            TO jest do przeżycia, nikt nie umarł od rozwodusmile
                            A
                            • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 19:10
                              Wiem, wiem, wszystko wiem... dzięki Wam...
                              W teorii jestem mądra, wiem że potrzeba tylko czasu, wiem, że teraz to panika, strach przed zmianami, przed samotnością, upokorzenie przed tym, że mężczyzna którego kocham - kocha inną.
                              Ale co z tego, że to wiem???????????
                              Jak czuje ból.. pustkę, strach...
                              Bardzo chciałabym iść na urlop - nie mogę. Właśnie teraz nie mogę...
                              I wiem, że JA jest ważniejsze niż praca, ale jestem realistką, i wiem, że JA i dzieci mogą przeżyć tylko wtedy jeśli ta praca będzie...
                              Muszę iść do lekarza po antydepresanty..
                              Mam pytanie: dojeżdżam autem do pracy, jakie są leki by nie wpływały na prowadzenie pojazdów?
                              • surykatka3 Antydepresanty 02.09.12, 19:17
                                Asia,

                                ja biorę np. Depralin, to lek z grupy SSRI (poczytaj w necie) i świetnie się po nim czuję, tzn. zero skutków ubocznych. I po tym spokojnie możesz prowadzić auto. Zresztą, lekarz psychiatra na pewno dobierze Ci odpowiedni specyfik.

                                Żal mi Cię dziewczyno okrutnie, skąd jesteś, może mogę Ci jakoś pomóc?
                                • 0joanna123 Re: Antydepresanty 02.09.12, 19:46
                                  Dziękuję bardzo. Nie idę do psychologa, mam nadzieję, że mój lekarz rodzinny przepisze mi lek.
                                  Czy możesz pomóc?? Pomagasz, pomagacie...
                                  Był, jakoś się trzymałam, wyszedł mówiąc : "trzymaj się jakoś"..
                                  Od kilku minut nie wyję.... Niebawem pewnie zacznę...
                                  Dzięki Wam wiem, że to jest normalne... że minie...
                                  Dziękuje za ogromną, naprawdę ogromną pomoc...
                                  Jestem z Zagłębia smile
                                  • surykatka3 Re: Antydepresanty 02.09.12, 19:59
                                    0joanna123 napisał(a):

                                    > Dziękuję bardzo. Nie idę do psychologa, mam nadzieję, że mój lekarz rodzinny pr
                                    > zepisze mi lek.
                                    > Czy możesz pomóc?? Pomagasz, pomagacie...
                                    > Był, jakoś się trzymałam, wyszedł mówiąc : "trzymaj się jakoś"..
                                    > Od kilku minut nie wyję.... Niebawem pewnie zacznę...
                                    > Dzięki Wam wiem, że to jest normalne... że minie...
                                    > Dziękuje za ogromną, naprawdę ogromną pomoc...
                                    > Jestem z Zagłębia smile

                                    Pamiętam swój pierwszy wieczór w nowym domu (to ja się wyprowadziłam od exa): dookoła mnie czarne worki z popakowanymi rzeczami, przyjaciele, którzy pomagali przy przeprowadzce rozjechali się do swoich domów i zostałam sama. Czułam się jak Ty: pusta, kompletnie pusta. Strach paraliżował. Upiłam się wtedy na smutno, "do lustra". Wyłam jak głupia. Do pracy następnego pojechałam taksówką, bo za kółko rano zdecydowanie nie mogłam wsiąść. W pracy tzw. sajgon, nie było czasu na rozmyślanie, zresztą bardziej męczył kac wink Wieczorem następnego dnia byłam kompletnie wypompowana i padłam szybko spać.
                                    Wydawało się, że w tej czarnej dupie będę tkwić wiecznie...jednak to naprawdę mija. Da się żyć, z każdym dniem jakoś ciut, ciut lepiej. U Ciebie też tak będzie, zobaczysz. Dziś jest parszywie źle, chce się...no właśnie, chyba w zasadzie nic, tylko zasnąć, obudzić się z tego koszmaru.
                                    Asiu, przetrzymasz to. Dasz radę.
                                    • 0joanna123 Re: Antydepresanty 02.09.12, 20:08
                                      Czułam się jak Ty: pusta, kompletnie pusta. Strach paraliżował. Upiłam się wtedy na smutno,
                                      > "do lustra". Wyłam jak głupia.

                                      Ja też siedzę przy piwie, też wyję i pale 3 paczki fajek dziennie...
                                      Brakuje mi tego, bym mogla w tą rozpacz wejść całkowicie, be zahamowań, bez zobowiązań. Wydaje mi się, że gdybym mogla się upodlić na całego, to po przebudzeniu było by lepiej, bo łez by brakło...
                                      Ale mam dzieci, dla których muszę być silna.
                                      Pomogło jak dzisiaj m. zabrał małą do babci a starsza pojechała do kolegi.
                                      Te kilka godzin było mi bardzo potrzebne, bym mogła przestać się kontrolować...
                                      Ale nie potrafiłam wypłakać wszystkich łez, bo czasu brakło... Nie mogłam spić się do nieprzytomności, bo dzieci wracały wieczorem....
                                      A może właśnie to, że MUSZĘ być silna dla KOGOŚ jest zbawienne...
                                      Dziś nie wiem, dziś cierpię....
                                      • surykatka3 Re: Antydepresanty 02.09.12, 20:33
                                        0joanna123 napisał(a):

                                        > Czułam się jak Ty: pusta, kompletnie pusta. Strach paraliżował. Upiłam się wted
                                        > y na smutno,
                                        > > "do lustra". Wyłam jak głupia.
                                        >
                                        > Ja też siedzę przy piwie, też wyję i pale 3 paczki fajek dziennie...
                                        > Brakuje mi tego, bym mogla w tą rozpacz wejść całkowicie, be zahamowań, bez zob
                                        > owiązań. Wydaje mi się, że gdybym mogla się upodlić na całego, to po przebudzen
                                        > iu było by lepiej, bo łez by brakło...
                                        > Ale mam dzieci, dla których muszę być silna.
                                        > Pomogło jak dzisiaj m. zabrał małą do babci a starsza pojechała do kolegi.
                                        > Te kilka godzin było mi bardzo potrzebne, bym mogła przestać się kontrolować...
                                        > Ale nie potrafiłam wypłakać wszystkich łez, bo czasu brakło... Nie mogłam spić
                                        > się do nieprzytomności, bo dzieci wracały wieczorem....
                                        > A może właśnie to, że MUSZĘ być silna dla KOGOŚ jest zbawienne...
                                        > Dziś nie wiem, dziś cierpię....

                                        Dokładnie tak jaj piszesz...ja się upadlałam. Też piłam, płakałam, ba, nawet płakałam eksowi do słuchawki...czasem trzeba sięgnąć dna, by potem się od niego odbić. Sponiewieraj się, zamęcz, wypłacz. Tak też trzeba. By było lepiej, chociaż trochę.
                                      • surykatka3 Re: Antydepresanty 02.09.12, 20:59
                                        Aśka, wlewam wino do kieliszka. Piję dziś z Tobą.
                                        Pierwszy toast: za Ciebie!
                                        • 0joanna123 Re: Antydepresanty 02.09.12, 21:21
                                          To drugi za Ciebie! smile
                                          • surykatka3 Re: Antydepresanty 02.09.12, 21:38
                                            0joanna123 napisał(a):

                                            > To drugi za Ciebie! smile

                                            Dobra.
                                            Wlewam kolejny. To teraz, żeby żyło się lepiej! I na pohybel psubratom!

                                            • 0joanna123 Re: Antydepresanty 02.09.12, 21:52
                                              Na pohybel!!
                                              Co ja mam robić powiedzcie....
                                              Kilka chwil temu mała zasnęła z wyczerpującego płaczu...
                                              Młodsza jest typową córeczką tatusia. Jak uzgadnialiśmy warunki, od powiedział, że będzie przyjeżdżał do dziewczynek zawsze jak go będą potrzebowaly ("w miarę swoich możliwości, ale żebyś tego nie wykorzystywała pod siebie"). Obiecałam, że będę próbować poradzić sobie sama, ale jak nie dam rady, to zadzwonię po niego. Ja córce powiedziałam, że tato zawsze przyjedzie do niej jak będzie tego bardzo chciała (bez "w miarę możliwości). Mała jakoś zniosła wiadomość, że tato wyprowadza się do babci (kobieta, którą kocha nie jest jeszcze zdeklarowana, bo ma złe doświadczenia z facetami). Dziś jestem w całkowitej rozsypce... A ona zaczęła pytać gdzie tato. Odpowiedziałam, że przecież u babci. Ona na to, że go bardzo potrzebuje. Tłumacze, że teraz śpi, bo rano idzie do pracy... Ale ona zarzuciła mi, że przecież skoro obiecalam jej, że jak tylko bedzie go potrzebowała... Żebym to ja zamieszkała u babci, a on z nimi...
                                              On jest teraz u niej... Opisuje jej jak się sprawy mają, udowadnia, że już nie mieszka z nami i ona nie ma się czego bać, że jest tylko odskocznią od jego małżeństwa. W sobotę jak jej napisał, że na razie nie może rozmawiać, bo ma poważną rozmowę z żoną, to mu napisala, że życzy mu szcześcia. Tak się wystraszył, że chcial po kilku drinkach jechać natychmiast do niej i zapewnić, że jego uczucia są szczere. Zastawiłam mu drzwi. lepiej żeby dzieci miały tate od czasu do czasu niż były sierotami...
                                              Napisałam do niego SMSa, mówiąc że nie wiem co robic.... Nie odpisał... Wiem, że skończyły się mu minuty więc zadzwoniłam - nie odebrał....
                                              Jak mała zasneła napisalam znów, że przepraszam, że dzwonilam, że nie jestem histeryczką, ale samej mi ciężko, nie umiem więc pomóc dziecku... Że na poczatek powinien się zaangażować razem ze mną, by dziecko przyzwyczaiło się do nowej sytuacji.... on wciąż milczy....
                                              Proszę o pomoc.... jak mam zachowywac się w takich sytuacjach, których będzie pewnie jeszcze wiele.....
                                              • surykatka3 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:00
                                                Ile córa ma lat?

                                                Cholera, też dziś przerabiałam podobną scenę: odbieram małą od eksa, mała siedzi już w aucie, ja rozmawiam chwilę z eksem, a córa: "mama, tata!", "ja chcę żeby tatuś jechał z nami". No zrobiło się niezręcznie...

                                                A może niech mała po prostu zadzwoni do taty? Napisz do niego sms-a, żeby odebrał telefon, bo córka chce rozmawiać...niech on się tłumaczy.

                                                Twoje zdrowie!
                                                • 0joanna123 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:19
                                                  surykatka3 napisała:

                                                  > Ile córa ma lat?
                                                  >
                                                  > Cholera, też dziś przerabiałam podobną scenę: odbieram małą od eksa, mała siedz
                                                  > i już w aucie, ja rozmawiam chwilę z eksem, a córa: "mama, tata!", "ja chcę żeb
                                                  > y tatuś jechał z nami". No zrobiło się niezręcznie...
                                                  >
                                                  > A może niech mała po prostu zadzwoni do taty? Napisz do niego sms-a, żeby odebr
                                                  > ał telefon, bo córka chce rozmawiać...niech on się tłumaczy.
                                                  >
                                                  > Twoje zdrowie!

                                                  Pisałam, dzwoniłam... NIC
                                                  A córka, mimo, że za kilka dni kończy 6 lat, bardzo nie lubi rozmawiać przez telefon. Mówi, że się boi, bardzo sporadycznie się zdarza że zamieni jedno zdanie z kimś..
                                                  Poza tym ona mi powiedziala, że nie chce rozmawiac przez telefon, ona chce się przytulić do taty....
                                                  • 0joanna123 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:26
                                                    Zadzwonił, powiedział, że nie słyszał telefonu (musiało się dziać!) wink
                                                    Ale kłuje.. kłuje, że działo nie ze mną..
                                                    Jestem skończoną idiotką!
                                                  • surykatka3 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:34

                                                    0joanna123 napisał(a):

                                                    > Zadzwonił, powiedział, że nie słyszał telefonu (musiało się dziać!) wink
                                                    > Ale kłuje.. kłuje, że działo nie ze mną..
                                                    > Jestem skończoną idiotką!

                                                    Nie, to ludzkie. Masz uczucia, to i odczuwasz. Żadną idiotką, tylko wrażliwą, pełną uczuć kobietą.
                                                    Pijesz? Bo nie wiem, czy nalewać kolejnego...wink
                                                  • jagienka_2 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:40
                                                    Dziewczynki, nie chciałabym się wtrącać, ale może ostrożnie z tymi procentami... Jutro trzeba iść do pracy, dzieciarnię na rozpoczęcie roku szkolnego wyszykować, głowa będzie bolała z rana...
                                                  • 0joanna123 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:42
                                                    hihihihi, dlatego już kończę drugie piwko i idę spac smile
                                                    Rano wypiłam 3, ale zdążyły wywietrzeć smile
                                                  • 0joanna123 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:40
                                                    Kończę ostatnie piwo, bo rano trza wstać i wsiąść za kółko smile
                                                    Ale imprezka pierwsza klasa smile
                                                  • jagienka_2 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:47
                                                    Uważaj z piwem, bo brzuszysko rośnie wink Śpij dobrze...
                                                  • 0joanna123 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:54
                                                    Wiem, bo mam lustro smile
                                                  • surykatka3 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:47
                                                    0joanna123 napisała:

                                                    > Kończę ostatnie piwo, bo rano trza wstać i wsiąść za kółko smile
                                                    > Ale imprezka pierwsza klasa smile
                                                    Dla mnie bomba smile
                                                    też już wodę popijam.
                                                    Jagienka, kiedyś z Asią "na żywo" jakieś hiszpańskie rozpracujemy. Zapraszam smile
                                                  • jagienka_2 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:51
                                                    Dziękuję bardzo, ale ostrzegam, że jak na góralkę przystało mam mocną głowę.
                                                  • surykatka3 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:53
                                                    jagienka_2 napisała:

                                                    > Dziękuję bardzo, ale ostrzegam, że jak na góralkę przystało mam mocną głowę.
                                                    I już Cię lubię smile

                                                    Ale nie tylko za to. Opowieść o materacu zrobiła na mnie wrażenie. Chylę czoła. Pięknie napisane.
                                                  • 0joanna123 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:59
                                                    Ale nie tylko za to. Opowieść o materacu zrobiła na mnie wrażenie. Chylę czoła.
                                                    > Pięknie napisane.

                                                    ja się popłakałam to czytając...
                                                  • 0joanna123 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:55
                                                    Koniecznie razem, a czy hiszpańskie czy nie, jakie to ma znaczenie hahahah
                                                  • surykatka3 Re: Antydepresanty 02.09.12, 23:02
                                                    0joanna123 napisała:

                                                    > Koniecznie razem, a czy hiszpańskie czy nie, jakie to ma znaczenie hahahah
                                                    Oj tam oj tam, tak napisałam....wink

                                                    Zabieraj dzieciaki i dawaj nad morze.
                                                    Pisz na priv surykatka3@gazeta.pl
                                                  • jagienka_2 Re: Antydepresanty 02.09.12, 23:06
                                                    Jak ja nie lubię nad morze jeździć, całą Polskę muszę przejechać wink
                                                    Dobranoc, dziewczyny, trzymajcie kciuki, jutro pierwszy dzień w nowej pracy...
                                                  • kobieta-000 Re: Antydepresanty 02.09.12, 23:12
                                                    Trzymam!!! A co to za praca? Nakreśl cokolwiek..
                                                  • jagienka_2 Re: Antydepresanty 02.09.12, 23:16
                                                    Ze słodką dzieciarnią...
                                                  • surykatka3 Re: Antydepresanty 02.09.12, 22:27

                                                    >
                                                    > Pisałam, dzwoniłam... NIC
                                                    > A córka, mimo, że za kilka dni kończy 6 lat, bardzo nie lubi rozmawiać przez te
                                                    > lefon. Mówi, że się boi, bardzo sporadycznie się zdarza że zamieni jedno zdanie
                                                    > z kimś..
                                                    > Poza tym ona mi powiedziala, że nie chce rozmawiac przez telefon, ona chce się
                                                    > przytulić do taty....

                                                    Kurczę, ciężko...przytul, utul, powiedz, że tata nie może bo...nie może. "Nie zawsze mamy w życiu to, co chcemy" - tak ostatnio eks tłumaczył naszej córce (lat 4), gdy go zapytała, czemu nie mieszka z nami ( z nią i ze mną).
                                  • izak28 Re: Antydepresanty 02.09.12, 20:00
                                    Źle to ujęłam, nie "ciesz się", ale moze "lepiej, że..."
                                    • 0joanna123 Re: Antydepresanty 02.09.12, 20:19

                                      > Źle to ujęłam, nie "ciesz się", ale moze "lepiej, że..."

                                      Chcę w to bardzo wierzyć, że "lepiej, że.." i nie może tylko na pewno smile
                            • kobieta-000 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 19:12
                              Asia, ktoś wyżej napisał, że o nie była miłość ze strony Twojego Gada.
                              Miłość rządzi się innymi prawami.
                              Teraz zbyt wcześnie dla Ciebie, byś to zrozumiała. Kiedyś będziesz ponad to.
                              Jesteś rozdarta, boisz się samotności ( zresztą i tak od pewnego czasu byłaś już w tym małżeństwie sama, bp Gad myślami był już z inną ).
                              Ale dasz radę: i uwierz mi wiem co mówię..Dziewczyny wiedzą..
                              • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 20:31
                                Tak, od dawna juz byłam sama... i to sama do wszystkiego dosłownie..
                                Ale byla nadzieja... dzięki Wam wierzę, że jej brak jest dużo lepszy..
                                Choć na razie to tylko wiara...
                                • kobieta-000 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 20:46
                                  Jesteś z Zagłębia?? To świetnie. Ja też, i heksa, i ewela, i babag, i mamba , i dolcevita..
                                  I spotkałyśmy się już 4 razy w Katowicach..
                                  Pod koniec września planujemy kolejne spotkanie: znowu o g. 18.00, znowu w piątek, znowu w Gaudi na ul. Wawelskiej w Katowicach i znowu z fajnymi babkami..
                                  I nasze spotkania to nie użalanie się nad sobą. To wymiana aktualności około rozwodowych ( są przeróżne przypadki ), spostrzeżeń, pomysłów. Opowiadamy sobie o kochankach naszych Gadów.
                                  Ale też o pracy, czasie wolnym, znajomych ( "kuzynach",tzw "dochodzących" - prawda Dziewczyny?? )..

                                  Więc KONIECZNIE musisz przyjść.

                                  Ps. ja mam 03.10 (środa , g. 9.00 )kolejną sprawę rozwodową. Już 9 !!! Więc może po niej się spotkamy (05.10 piątek )???
                                  • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 20:54
                                    Jesteś z Zagłębia?? To świetnie. Ja też, i heksa, i ewela, i babag, i mamba , i
                                    > dolcevita..
                                    > I spotkałyśmy się już 4 razy w Katowicach..

                                    Popłakałam się ze wzruszenia...
                                    Pracuję w Katowicach smile Byłoby cudnie się spotkać! Tylko, że ja mogę tylko wtedy jak m. przyjedzie do dziecka.. Niestety żadne babcie, ciotki, wujki...
                                    Ale na pewno kiedyś się "wproszę"... na początku by poryczeć smile
                                    Ale powiedz mi, dlaczego 9 sprawa???? Dlaczego to tak długo trwa? My chcemy bez orzekania o winie i uzgodniliśmy co i jak z naszym dobytkiem (chyba, że mu się odwidzi i zacznie wydzierać ode mnie..) Ale mamy dwójkę małoletnich dzieci (choć jedna córa za rok będzie "letnia"), więc też mam się nastawić na tyle rozpraw????


                                  • ewela1_1 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 20:56
                                    Asia jak tak czytam o czym piszesz i JAK piszesz to mi łzy staja w oczach. Kiedyś wyjdzie słońce, zobaczysz! I jak napisałaś , że jesteś z Zagłębia( ja tez jestem i Kobietasmile) to od razu pomyślałam o spotkaniu z dziewczynami. KOBIETA ma rację, ja jestem za spotkaniem of kors smile
                                    • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 20:58
                                      Dziękuję, dzięki tej propozycji słońce mi zaświeciło, mimo, że już księżyc na niebie smile
                                  • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 03.09.12, 07:36
                                    Bardzo bym chciała, ale do południa jestem w pracy sad
                                    • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 03.09.12, 09:19
                                      > Bardzo bym chciała, ale do południa jestem w pracy sad

                                      Głupia jestem, źle odczytałam smile Zrozumiałam, że spotkanie w środę, po rozprawie hahaha.
                                      Ale jeśli 5.10 w piątek o 18.oo to dajcie znać przed tym terminem czy aktualne smile
                                      Jak m. zabierze małą, to ja przyjeżdżam smile
    • ania.183 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 19:14
      A ja jestem samo już od dawna mimo że jestem mężatką od 11 lat. Może to zabrzmi głupio ale jakby mnie zdradził to pewnie szybko bym podjęła decyzję o rozwodzie. A tak to żyję od jednej awantury do drugiej. Ciągłe wyzwiska i brak szacunku. I chociaż wiem już od dawna że nic do tego człowieka nie czuję, brak mi odwagi żeby wystąpić o rozwód.
      Gratuluję Ci podjęcia pewnie słusznej decyzji. Życzę sobie tylko tego że kiedyś samo sobie tego pogratuluje.
      • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 19:19
        To nie ja podjęłam decyzję... dlatego tak boli...
        Ale będzie coraz mniej - wiem bo tak mówicie, bo miałyście tak samo...
        Tylko, że to dopiero początek tej drogi.
        Zrobiłam dopiero pierwszy mały kroczek, choć mam wrażenie, że to nie ja zrobiłam, tylko ktoś za mnie....
        • zofiulina1971 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 20:00
          Asia, pozwoliłam sobie na łyżkę cynizmu, gdyż wiosną zeszłego roku byłam dokładnie w tym samym punkcie, w którym Ty jesteś teraz.

          Mężczyzna poinformował mnie, że odchodzi, a ja, naiwniara, myślałam: no przecież on mnie kocha, tylko ma jakieś chwilowe zaćmienie mózgu, wiem, że zaraz do mnie zadzwoni, przyjedzie, wpadniemy sobie w ramiona, wyjaśnimy wszystko i będziemy żyć długo i szczęśliwie...

          Dzisiaj jestem sama na siebie zła za te idiotyczne rojenia.

          Zadałam to pytanie Kwiatkowi, zadam i Tobie: czy gdyby, dajmy na to, wrócił, wciąż byłabyś taka ufna i spokojna?

          Gdyby już-nie-mój wtedy wrócił, ja byłabym chyba jeszcze bardziej roztrzęsiona niż bezpośrednio po rozstaniu.



          • jagienka_2 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 20:14
            Zofiulina ma rację. Z pewnej perspektywy mogę powiedzieć, że wcale nie najgorsze jest to, gdy facet odchodzi, jeszcze gorzej, gdy chce wrócić. Jak potem żyć razem? Jak ufać? Nie wyobrażam sobie tego i dlatego cały czas wysyłałam jasny komunikat - powrotu nie ma.
            • kobieta-000 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 20:32
              Mój Niewierny też ostatnio zadał takie pytanie: "co byś powiedziała gdybym wrócił? Wiesz że Młody zmieniłby nastawienie do Ciebie - tylko jedno słowo bym mu powiedział jak ma się zachowywać." O czym mówię wiecie. Wie to blue ania, heksa, ewela, babag, mamba, dolcevita..
              A ja w życiu bym już nie dała drugiej szansy. Nie potrafiłabym zaufać. Gardzę Niewiernym, nie szanuję go, nie czułabym się bezpieczna.
              Niech siedzi u kochanki którą oszukiwał od pierwszego dnia z nią spotkania..

              Wierzę że "zło i dobro wraca z podwojoną siłą". trzymam się tego.
              • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 20:56
                Gardzę N
                > iewiernym, nie szanuję go, nie czułabym się bezpieczna.

                Nie chcę gardzić, nie szanować, ale nie czułabym się bezpieczna. Chcę tylko przestać kochać...
          • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 20:29
            zofiulina1971 napisała:

            > Asia, pozwoliłam sobie na łyżkę cynizmu, gdyż wiosną zeszłego roku byłam dokład
            > nie w tym samym punkcie, w którym Ty jesteś teraz.
            >
            > Mężczyzna poinformował mnie, że odchodzi, a ja, naiwniara, myślałam: no przecie
            > ż on mnie kocha, tylko ma jakieś chwilowe zaćmienie mózgu, wiem, że zaraz do mn
            > ie zadzwoni, przyjedzie, wpadniemy sobie w ramiona, wyjaśnimy wszystko i będzie
            > my żyć długo i szczęśliwie...
            >
            > Dzisiaj jestem sama na siebie zła za te idiotyczne rojenia.
            >
            > Zadałam to pytanie Kwiatkowi, zadam i Tobie: czy gdyby, dajmy na to, wrócił, wc
            > iąż byłabyś taka ufna i spokojna?
            >
            > Gdyby już-nie-mój wtedy wrócił, ja byłabym chyba jeszcze bardziej roztrzęsiona
            > niż bezpośrednio po rozstaniu.

            NIE.. Nie byłabym już ufna i spokojna...
            Mimo, że cierpię wiem to na pewno...
            Skoro dla 3 tygodniowej znajomości potrafił wszystko zostawić, już zawsze bym się bała, że sytuacja się powtórzy.. już każdy SMS, do którego śmieje mu się mordka wprawiałby mnie w atak strachu...
            Nie potrafiłabym mu zaufać, tak jak on nie potrafił zaufać już mnie.... (choć sytuacja była zgoła inna).
            Męczyliśmy się już razem od dawna. Bardziej on, bo nie widział dla nas szans, ja mniej bo cały czas liczyłam, że się ułoży.... Nie wiedziałam, że przestał mnie kochać... nie wiedziałam, że czeka tylko na okazję. Powiedział mi, że gdyby jej nie spotkał, jeszcze minimum byłby w tym toksycznym związku 2 lata, dla młodszej córki, dla której jest całym światem i odwrotnie.

            Ja tylko chciałabym cofnąć czas do momentu, w którym nie widzieliśmy życia bez siebie.... I zupełnie inaczej pokierować naszym życiem... by rozłąka nawet gdy jesteśmy tylko w pracy była niecierpliwie oczekującym czasem, że za kilka godzin znowu rzucimy się sobie w ramiona...
            Naczytałam się bajek...? Jestem idiotką nie znającą życia? Żyję w świecie złudzeń? Nie... ja tylko go .... bardzo kocham


            • blue_ania37 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 20:48
              > Ja tylko chciałabym cofnąć czas do momentu, w którym nie widzieliśmy życia bez
              > siebie.... I zupełnie inaczej pokierować naszym życiem... by rozłąka nawet gdy
              > jesteśmy tylko w pracy była niecierpliwie oczekującym czasem, że za kilka godzi
              > n znowu rzucimy się sobie w ramiona...
              > Naczytałam się bajek...? Jestem idiotką nie znającą życia? Żyję w świecie złudz
              > eń? Nie... ja tylko go .... bardzo kocham

              Aśka! ile masz tych piwsmile?
              Dałaś radę, nie wybuchnęłąś i to jest plus)
              Chciałabym najbardziej na świecie aby eksior zostawił mi mieszkanie ( nawet z kredytem), normalnie się do mnie zwracał i jeszcze zabierał dziecko do babci.
              Będzie dobrze
              • kobieta-000 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 20:54
                Aniu, też bym tak chciała jak Ty.
                Ten weekend był Niewiernego z dziećmi ale cóż.. musiał jechać na "szkolenie" cało weendowe.
                I co jest najlepsze??: bez obecnej kochanki! Tak, mam satystakcję. ! Jak cholerka. Że bez Niej. Kiedyś na "szkolenia" jeździł z niaąCóż.. Życie..
                • blue_ania37 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 20:59
                  ja ciągle czekam na ciebie kobietosmile z winamismile
                  i zawsze mogę pomóc w sprawie modegosmile na ile będę mogła.
                  A
                  • kobieta-000 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 21:05
                    Aniu.., a ja pamiętam jak się umawiałyśmy że przyjadę do Ciebie z pysznymi portugalskimi winami..
                    Jak tylko Niewierny da umówiony znak sygnał że weźmie chłopaków, to zapełniam bak i rura do Ciebie na ploty nocne i wino. Mam nadzieję że pojawię się jeszcze u Ciebie nim śniegi nadejdą.
                    I chętnie skorzystam odnośnie pomocy dot Młodego.. Nie jest dobrze. Czekaj, rzucę na osobny wątek ( jutro rano ), bo odebrałam opinię z RODK.. jest ciekawie..
                    • blue_ania37 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 21:15
                      no wlaśnie...tak szło ...portugalskiesmile
                      Zapraszamsmile
                      Do rodk też idę, szczegół, że będę tam wszystkich znać, moja była p, dyrektor, moje kumpele ze studiówsmile, nie chciałam tych badań ale jeśli pan tata chcę to proszę.
                      Uwolnisz się od męża ja niewierny zaczniesz pisać z małej literysmile
                      A
                      • kobieta-000 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 22:40
                        Aniu, i tu właśnie celowo piszę Niewierny z Wielkiej litery. Nie dlatego że mam do niego szacunek ( brrrr ) ale żeby pokreślić/napiętnować TO co zrobił i kim się przez to stał. Niewierny Gad!!!
                        A zauważ że gdy coś opisuję i piszę o nim to nie piszę z Wielkiej litery ( mu, jemu, on).smile)
            • mayenna Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 07:34
              0joanna123 napisał(a):


              > Męczyliśmy się już razem od dawna. Bardziej on, bo nie widział dla nas szans, j
              > a mniej bo cały czas liczyłam, że się ułoży.... Nie wiedziałam, że przestał mni
              > e kochać... nie wiedziałam, że czeka tylko na okazję. Powiedział mi, że gdyby j
              > ej nie spotkał, jeszcze minimum byłby w tym toksycznym związku 2 lata, dla młod
              > szej córki, dla której jest całym światem i odwrotnie.

              Joanna, przeczytaj ten fragment i zastanów się, jak można z takim wyrachowaniem podchodzić do małżeństwa? Brak mi na to określenia. Rozumiem, ze można nie widzieć szansy na poprawę, na życie wspólne, ale to się mówi, a nie oszukuje, że jest cacy. Nie miałas szansy naprawić czegokolwiek bo on juz nie chciał pracować nad relacją, tylko przetrwać dwa lata, bo po tym czasie jemu było by łatwiej odejść. Dostałaś od niego dwa lata w prezencie.Przynajmniej znasz prawdę, wiesz na czym stoisz.
              Asia, trzymaj się.
              • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 07:41
                Dostałaś od niego dwa lata w prezencie.Przynajmniej znasz prawdę, wiesz
                > na czym stoisz.

                Coraz bardziej dochodzi do mnie ta prawda smile
              • moniapoz Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 07:44
                a ja bym tego wyrachowaniem nie nazwała - dla faceta zostawienie dzieci to bardzo ciężka decyzja, bo zdają sobie sprawy, że z reguły nie udaje się utrzymać dobrej więzi i dziećmi i z nową partnerką. wymaga to jednak dużo chęci, pracy i miłości oraz elastyczności wszystkich osób zaangażowanych (obecnej partnerki, byłej żony).
                wydaje mi się z rozmów z kolegami że taka postawa jest dość powszechna - nie kocham już żony ale nie mogę rozwalić rodziny dlatego będę tkwił w związku aż dzieci podrosną a potem poszukam swojego szczęścia.

                mnie zastanawia inny aspekt w tej historii : Joanna piszę, że on nie widział szans, a ona liczyła, że się ułoży - to jest jakaś strasznie bierna postawa "liczyć" że się ułoży i to jest dla mnie zgrzyt w tym wszystkim. nie wiem jak było, ale mam nadzieje, że inaczej niż ja to odczytuję, bo jak jest źle to moim zdaniem nie można liczyć że się jakoś ułoży tylko trzeba aktywnie próbować naprawić relację, co wcale nie jest proste i wymaga zaangażowania obydwu stron a nie tylko męża.

                ja Joannie bardzo współczuję, ten okres po porzuceniu jest okropny, emocje wielkie, poczucie własnej wartości spada i życzy się najgorszego exowi, ale to wszystko mija wcześniej czy później i ważne jest żeby wyciągnąć wnioski nie tylko co do tego co źle zrobił ex (jaki był wyrachowany bo 2 lata udawał) ale co sama zrobiłam źle - oczywiście nie teraz, ale powinien przyjść taki czas.

                ------
                Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 07:51
                  mnie zastanawia inny aspekt w tej historii : Joanna piszę, że on nie widział s
                  > zans, a ona liczyła, że się ułoży - to jest jakaś strasznie bierna postawa "li
                  > czyć" że się ułoży i to jest dla mnie zgrzyt w tym wszystkim

                  Tylko widzisz, ja nie wiedziałam, że on już zdecydowal. Zawsze jak rozmawialiśmy, to słyszałam, że on mnie kocha, dlatego chce walczyć o ten związek. Że warto, bo wiele nas łączy. gdybym znała prawdę już wtedy, uwierz - nie miałabym złudzeń. Nie byłam słodka idiotką, ufając że znowu mnie pokocha, bo nie mialam pojęcia, że już przestał. Nie dlatego, że byłam ślepa, ale tylko dlatego, że to słyszałam. A że powinnam nie wierzyć? Może i tak, ale chciałam wierzyć, bo też go kochałam (i nadal kocham)

                  ale to wszy
                  > stko mija wcześniej czy później i ważne jest żeby wyciągnąć wnioski nie tylko c
                  > o do tego co źle zrobił ex (jaki był wyrachowany bo 2 lata udawał) ale co sama
                  > zrobiłam źle - oczywiście nie teraz, ale powinien przyjść taki czas.
                  >

                  Wiem co zrobiłam źle... były chwile, że za wszysko złe obwiniałam własnie siebie. Dziś wiem, że wina była po obydwu stronach.
                  Nie był to nasz czas, nie byliśmy pewnie swoimi połówkami, ale byliśmy kiedyś szczęśliwi i do tych chwil - mam nadzieję - będziemy zawsze wracać. Gdy emocje upadną, gdy oboje pogodzimy się i zaakceptujemy tą sytuację
                  • moniapoz Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 08:04
                    nie wyraziłam się precyzyjnie.
                    jeżeli on mówił, że kocha, Ty ufałaś że tak jest (mimo, że udawał) a nadal w tym okresie było źle to mnie by się zapaliła lampka - co zrobić żeby było dobrze, jeżeli bym kochała to byłabym aktywna w szukaniu ratunku dla związku, a same słowa kocham od męża byłby dla mnie nie wystarczające. nie wiem.... namawiałabym na terapię małżeńską, poszłabym sama do psychologa, żeby nie czuć się ciągle winną, zastanowiłabym się czego brakuje mojemu mężowi że jest ze mną nieszczęśliwy i czego brakuje mi, że czuję się źle.
                    być może to robiłaś, ale napisałaś "liczyłam, że się ułoży" co raczej oznacza, że czekałaś jak się rozwinie sytuacja.

                    oczywiście, że ja taka mądra jestem teraz a nie wcześniej - ale dlatego naprawę warto jak już emocję opadną usiąść i się zastanowić jaka jest moja odpowiedzialność za rozwalenie związku i co zrobić w przyszłości gdyby jeszcze jakiś związek był (bo nie będziesz przecież sama do końca życia), żeby sytuacja się nie powtórzyła.

                    tak czy siak trzymaj się ciepło....te złe emocje i smutek miną - to normalny i moim zdaniem konieczny etap dochodzenia do siebie w takiej sytuacji.

                    ------
                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                • mayenna Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 08:09
                  Monia, ja brak miłości i zachowanie tego dla siebie i pozostawanie w związku dla dobra dzieci nazywam jednak wyrachowaniem. Jak przestał kochać to niech powie i Aśka miałaby szansę nie robić sobie złudzeń. Wiedziałaby że to jeszcze na 2 lata i miałaby szansę się przygotować na rozstanie lub odejść. A tak to jej się świat wali bo ona ratowała,a on już stał z boku i odliczał dni. Może to w jej życiu pojawiłby się jakiś pan, do którego mogłaby tak pięknie odejść jak to teraz czyni małżonek bo emocjonalnie to on już był wolny, ale ją "zajmował"
                  • moniapoz Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 08:35
                    oznacza to, że jest wielu ludzi wyrachowanych, którzy latami tkwią w związkach dla dzieci i bez miłości, nie robiąc nic żeby uratować związek, tylko właśnie licząc, że jakoś to będzie.

                    mnie wkurza to "liczenie" że jakoś to będzie, bo właśnie to jest słabe ogniowo w takim związku i nie można się potem dziwić, że partner/ partnerka się zakochała. po prostu nie rozumiem jak można widzieć, że jest źle w związku i nic z tym nie robić, jeżeli się kocha partnera/ partnerkę. tylko o tym pisałam i to podkreślając, że nie wiem czy Joanna coś robiła czy nie, bo napisała tylko magiczne "liczyłam" że jakoś to będzie - a dla mnie to oznacza, że nie ratowała tylko obserwowała.

                    ------
                    Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                    Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                    • mayenna Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 09:28
                      moniapoz napisała:

                      > oznacza to, że jest wielu ludzi wyrachowanych, którzy latami tkwią w związkach
                      > dla dzieci i bez miłości, nie robiąc nic żeby uratować związek, tylko właśnie l
                      > icząc, że jakoś to będzie.
                      >
                      > mnie wkurza to "liczenie" że jakoś to będzie, bo właśnie to jest słabe ogniowo
                      > w takim związku i nie można się potem dziwić, że partner/ partnerka się zakocha
                      > ła. po prostu nie rozumiem jak można widzieć, że jest źle w związku i nic z tym
                      > nie robić, jeżeli się kocha partnera/ partnerkę. tylko o tym pisałam i to pod
                      > kreślając, że nie wiem czy Joanna coś robiła czy nie, bo napisała tylko magiczn
                      > e "liczyłam" że jakoś to będzie - a dla mnie to oznacza, że nie ratowała tylko
                      > obserwowała.
                      Też nie rozumiem jak można nic nie robić gdy jest złe. Ale sama wiesz,, że robić trzeba razem. Terapia jednej strony nic nie zmieni. Może tylko pozwoli zrozumieć i wzmocnić siebie.
    • bylemrogaczem Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 23:18
      Ciesz się chociaż ,że szybko ci to wszystko poszło .
    • olgucha_3 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 02.09.12, 23:29
      Asiu, ponad dwa lata temu, weszłam na forum i wyłam tak jak Ty. Po 20 latach małżeństwa, usłyszałam, że jestem całym złem tego świata, że mnie nienawidzi, brzydzi się mnie i od wielu lat nie kocha. Kocha inną i chce spędzić z nią resztę życia, bo ona jest sensem jego istnienia. Synowi zdającemu maturę, wyrzygał, że go nigdy nie kochał, bo za wcześnie został ojcem i dopiero teraz wie, że chce mieć dziecko i będzie je kochał. Wyłam tu jak poranione zwierzę, modliłam się, żeby wrócił, chciałam umrzeć. Nic z tego, mój syn i wspaniali ludzie z forum, ciągnęli mnie za uszy do góry. Czasem głaskali, a czasem wrzeszczeli i wylewali kubeł zimnej wody na mój durny łeb. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że pozbierałam się. Żyję, mam się dobrze, a człowiek którego kiedyś kochałam, jest mi dziś zupełnie obcy. Z synem nie ma żadnego kontaktu, ma nowe dziecko, które kocha tak jak powiedział. Dziś mnie już to nie boli, czasem, kiedy docierają do mnie jakieś wieści o nim, przyjmuję je bez emocji. Czasem zastanawiam się, co ja widziałam w tym człowieku przez tyle lat. Dasz radę, jak trzeba będzie to i ja Cię pociągnę solidnie za uszyska do górytongue_out Pamiętaj, że z każdym dniem, oddalasz się od człowieka, który Cię tak poranił. Przed Tobą jeszcze wiele dni, kiedy będziesz musiała wziąć byka za rogi, mimo że ból rozrywa serce, a szloch dusi gardło ale jesteś silna, dasz radę, dla tych Twoich dwóch istotek, które chcą mieć silną, piękną i uśmiechniętą mamę. Trzymaj się dzielnie. Pozdrawiam. Olga
      • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 03.09.12, 07:30
        Dziś mogę śmiało powiedzieć, że pozbierała
        > m się. Żyję, mam się dobrze, a człowiek którego kiedyś kochałam, jest mi dziś z
        > upełnie obcy.

        Olgucha. Kochana jesteś... wierzę we wszystko co tu piszecie, dlatego dzięki temu mam siłę. Boję się tylko tych napadów huśtawek, które mnie wykańczają. Ja go będę widywała, i mam nadzieję, że często będzie mi pomagał w zorganizowaniu się przy małej, jeśli chodzi o przedszkole, czy popołudnia, bo chcę mieć więcej czasu dla siebie... Więcej niż jak był/nie był...
        I myślę, że będzie to dla mnie cięższe niż całkowite odcięcie się, ale nie mogę mysleć tylko o swoich uczuciach do niego, tylko o dzieciach i o SOBIE jako kobiecie, której tez należy się trochę czasu bez obowiązków.
    • pati790 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 08:51
      Boże! Weszlam z ciekawosci tez na tę stronkę i poczułam się jak czarownica big_grin Joanno nie wierz w takie bzdury i te kwoty? z kosmosu!? Dla mnie to żerowanie na cudzym nieszczęściu. Poza tym jesli interesują Cie takie rzeczy poczytaj sobie o Prawie Przyciagania. Obejrzyj film "sekret" i na pewno więcej przyniesie to pożytku niż uroki i zaklęcia. I oczywiście na uzytek swoj, by powrócić do sprawnosci sił, a nie żeby wracał! Nawet jesli teraz za nim tęsknisz, to gwarantuje, ze jak wróci szybko Ci zbrzydnie, prędzej czy później. A jego "szczescie" tez nie potrwa długo, nie buduje się szczescia na cudzym nieszczęściu i jest to prawda stara jak świat.

      P.S. Wiem, ze boli, ale kiedyś minie. Na pewno, zobaczysz! Sciskam ciepło.
      • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 09:02
        Obejrzyj film "sekret" i na pewno więcej przyniesie to
        > pożytku niż uroki i zaklęcia. I oczywiście na uzytek swoj, by powrócić do spra
        > wnosci sił, a nie żeby wracał! Nawet jesli teraz za nim tęsknisz, to gwarantuje
        > , ze jak wróci szybko Ci zbrzydnie, prędzej czy później. A jego "szczescie" tez
        > nie potrwa długo, nie buduje się szczescia na cudzym nieszczęściu i jest to p
        > rawda stara jak świat.
        >

        Film obejrzę, dziekuję.
        Ale wiesz, on się bawi a ja ryczę... i cały czas miałam nadzieję że im nie wyjdzie, że zostanie sam...
        Ale wczoraj poczytałam horoskopy (jego i swój) - a nigdy w nie nie wierzyłam. A tam dosłownie wszystko to co się stało w tym roku... W każdym jednym...
        Więc poczytałam horoskop na 2013r, i co?? I w każdym, że jego trudna decyzja okaże się tą najlepszą, że dzięki niej ten rok będzie najpiękniejszym rokiem jakie przeżył od ostatnich kilku lat... Już nawet nadziei nie mam, że kiedyś mu się odbije moja krzywda...
        Ale dziękuje bardzo Pati za dobre słowo...
        • pati790 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 09:12
          A masz horoskop na 2014 ?wink. Ja nie wierze rowniez w hororskopy, można się nakręcić, dopowiedzieć sobie, nie dołuj się dodatkowo co gdzieś tam pisze. Ja wierze tylko w potęge WŁASNEGO, osobistego umysłu. Nie daj sie wciagnać w wir dopowiedzeń, to co przeczytasz, to co zobaczysz- jego podkrażone oczy itp. Po prostu sobie nie wyobrażaj, ale wypłacz się, to oczyszcza, taki masz teraz etap. Tylko sobie niee wyobrażaj, co on teraz robi itp...

          P.S. Kiedys Ty będziesz miała podkrążone oczy i bynajmniej nie z płaczuwink
          • pati790 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 09:19
            P.S. Joanna, a dlaczego nie zrobić takiego rytuału, że np. bierzesz jakąś jego osobistą rzecz, idziesz na spacer, długi spacer i w odpowiednim dla Ciebie miejscu to zakopujesz? Po prostu "zagrzebujesz" go, przeszłość. Wiesz, ze ja cos takiego kiedys zrobilam? I powiem Ci, ze poczułam ogromną ulgę. Tak jakby umarł dla mnie. Oczywiscie to nic negatywnego, w moich emocjach itp. , ale to był taki przełom.
            • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 09:25
              pati790 napisała:

              > P.S. Joanna, a dlaczego nie zrobić takiego rytuału, że np. bierzesz jakąś jego
              > osobistą rzecz, idziesz na spacer, długi spacer i w odpowiednim dla Ciebie miej
              > scu to zakopujesz? Po prostu "zagrzebujesz" go, przeszłość. Wiesz, ze ja cos ta
              > kiego kiedys zrobilam? I powiem Ci, ze poczułam ogromną ulgę. Tak jakby umarł d
              > la mnie. Oczywiscie to nic negatywnego, w moich emocjach itp. , ale to był taki
              > przełom.


              Wiesz.... to jest pomysł... Tylko jeszcze musze wymyśleć co, żeby mnie nie oskarżył o kradzież jego rzeczy smile
          • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 09:24
            pati790 napisała:

            > A masz horoskop na 2014 ?wink. Ja nie wierze rowniez w hororskopy, można się nakr
            > ęcić, dopowiedzieć sobie, nie dołuj się dodatkowo co gdzieś tam pisze. Ja wierz
            > e tylko w potęge WŁASNEGO, osobistego umysłu. Nie daj sie wciagnać w wir dopowi
            > edzeń, to co przeczytasz, to co zobaczysz- jego podkrażone oczy itp. Po prostu
            > sobie nie wyobrażaj, ale wypłacz się, to oczyszcza, taki masz teraz etap. Tylko
            > sobie niee wyobrażaj, co on teraz robi itp...
            >
            > P.S. Kiedys Ty będziesz miała podkrążone oczy i bynajmniej nie z płaczu;

            Wiem, wiem... i wiem, że sama się nakręcam... ale kurcze nie potrafię na obecnym etapie inaczej...
            Jest ok, rozmawiam z nim, coś tam ustalamy pod kątem dzieci, i nagle okazuje się, że wychodzi bo jedzie do niej.. i w tym momencie przestaje mi się chciec żyć!!
            Potem mam ochotę do niego dzwonić, by nie mieli zbyt miło (ten etap mam nadzieję, że mam za sobą), katuję się wyobrażeniami jaki on teraz jest szczęśliwy, jak się "docierają", "poznają", "uczą się wzajemnego zaufania" - jak to on określa...
            I mam spieprzona kolejna noc, kolejny dzień... i zamiast uczyć się życia "bez niego", to z dnia na dzień jest mi coraz bardziej źle, pusto, tęskno... i zaczynam mieć problem z przypomnieniem sobie tych złych rzeczy w naszym związku, których było ostatnio ogrom.
            Zaczynam sobie wyobrażać, że wraca, że błaga, że się zmienia...
            I wiem, że jego powrót byłby najgorszym rozwiązaniem, to na chwilę obecną, nie potrafię sobie przypomnieć - DLACZEGO...
            Co za czas.... popieprzone to wszystko!
            Zamknąć oczy, zasnąć i obudzić się z pustką uczuciową do niego...
            • pati790 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 09:41
              Nie można przestać kogoś kochać z dnia na dzień, ale niestety musisz to przetrzymać. Dla swojego dobra, bo za kilka miesięcy spojrzysz juz zupełnie z innej perspektywy. A gdyby wrócił to byłabyś w punkcie wyjścia, potem pojawiły by się zapewne kolejne rozczarowania, itp. Czy miałabyś do niego zaufanie?, więc trzeba być"twardym, a nie miętkim" jak to mowi moja siostra smile i przetrzymać. Cierpliwość jest gorzka, ale jej owoce słodkie. To jest proces.

              Zajmij się czymkolwiek, byle się zmęczyć, ja tak nigdy nie mialam wyczyszczonego mieszkania jak wlasnie w najgorszym okresie smile/ Brałam leki, moze tez powinnaś? I przebywaj wsrod ludzi, najlepiej takich co przeszli juz ten etap i sa na zupełnie innym.
              • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 09:49

                Zajmij się czymkolwiek, byle się zmęczyć, ja tak nigdy nie mialam wyczyszczoneg
                > o mieszkania jak wlasnie w najgorszym okresie smile/ Brałam leki, moze tez powinna
                > ś? I przebywaj wsrod ludzi, najlepiej takich co przeszli juz ten etap i sa na z
                > upełnie innym.
                Próbuję się zajmować, ale najchetniej bym leżała i ryczała - na szczeście muszę sie podnosić z dnia na dzień dla dzieci.
                Leki zaczęłam brać...
                Wyżalam się Przyjaciółce, która ma dla mnie świętą cierpliwość.
                I czytuję Was, by spróbowac uwierzyć, że świat się nie skończył smile
                Pozdrawiam cieplutko i bardzo dziękuję... pomogłaś mi smile


                • pati790 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 09:52
                  smile ciesze sięsmile. Trzymaj się!

                  Pozdrawiam również cieplutko.
                • zegnaj_kotku Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 11:44
                  Joanno przeczytałam Twój pierwszy wpis... dosyć podobne są nasze historie... tyle że ja dowiedziałam się o zdradzie "po jej zakończeniu", daliśmy sobie czas... na ew. dalsze decyzje, ale mieszkał osobno (chciałam, żeby się wyprowadził)... w rezultacie po pewnym czasie zamieszkał z nią... więc przechodziłam to wszystko "na raty" to chyba jeszcze gorzej...
                  dla mnie najgorsze były pierwsze 3 miesiące, teraz jest w miarę OK ale i tak zdarzają się dołki... Zobaczysz będzie dobrze.
                  Pomyśl sobie, że to nie jest już ten mężczyzna, którego kochałaś... tamten by tak nie postąpił... To jest człowiek, którego znasz z wyglądu z zachowania ale nie ten, którego kochałaś...
                  jakbyś chciała po korespondować to pisz smile skąd jesteś (ja w-wa)? ja mam też dziecko w podobnym wieku możemy się spotkać smile podobno dzieci mają też poznawać inne dzieci w podobnej sytuacji smile
                  • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 12:02
                    zegnaj_kotku napisała:

                    > Joanno przeczytałam Twój pierwszy wpis... dosyć podobne są nasze historie... ty
                    > le że ja dowiedziałam się o zdradzie "po jej zakończeniu", daliśmy sobie czas.
                    > .. na ew. dalsze decyzje, ale mieszkał osobno (chciałam, żeby się wyprowadził).
                    > .. w rezultacie po pewnym czasie zamieszkał z nią... więc przechodziłam to wszy
                    > stko "na raty" to chyba jeszcze gorzej...
                    > dla mnie najgorsze były pierwsze 3 miesiące, teraz jest w miarę OK ale i tak zd
                    > arzają się dołki... Zobaczysz będzie dobrze.
                    > Pomyśl sobie, że to nie jest już ten mężczyzna, którego kochałaś... tamten by t
                    > ak nie postąpił... To jest człowiek, którego znasz z wyglądu z zachowania ale n
                    > ie ten, którego kochałaś...
                    > jakbyś chciała po korespondować to pisz smile skąd jesteś (ja w-wa)? ja mam też dz
                    > iecko w podobnym wieku możemy się spotkać smile podobno dzieci mają też poznawać i
                    > nne dzieci w podobnej sytuacji smile

                    Kotku, przechodzę różne etapy... Na poczatku miałam nadzieję, że z dnia na dzien będzie lepiej... Nie jest. Bywaja po prostu lepsze bądź te gorsze chwile..
                    Wiem, czas.. czas... czas...
                    On tez mi powtarza, że czas pomaga zapomnieć... żygać mi się chce jak to słysze od niego.
                    A teraz jestem na etapie wypierania złych rzeczy, które były między nami. I wiem, że ten etap minie, ale ja już nie mam sił....
                    Wiesz co...?
                    Najbardziej boli to, że on mnie traktuje jako ta drugą.
                    Nie mogę mu robić awantur, nie moge mieć gorszego dnia - bo wszystko psuję, a mieliśmy się rozstać na poziomie, by dzieci nie cierpiały..
                    Nie wolno mi nic powiedzieć na "nią", nie moge wiedzieć gdzie mieszka gdzie pracuje, bo pewnie będę chciała ja zranić. Nie mogę dzwonic jak sa razem, bo ona się stresuje...
                    Nie mogę poprosic by przyjechał do rozhisteryzowanego dziecka, które chce przytulic tatę, bo nie może ją zostawić tak nagle bez słowa, bo jak ona się poczuje...
                    O żesz kur.a!!!! To ja jestem porzucona, zraniona, wykorzystana, zostawiona bez kasy, z płaczącym dzieckiem!!!!
                    To ja potrzebuje teraz ciepłego słowa, pocieszenia, słów otuchy, cierpliwości!!!!
                    To ja się leczę, biore prochy, nie śpię, nie jem!!!!!
                    To ja!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                    Nienawidzę go!!!!
                    A jestem z Zagłębia. I strasznie mi szkoda, że tak daleko. Chciałabym to opowiedzieć osobiście komuś, kto czuł/czuje to samo co ja...
                    Dziękuję za ciepłe słowa....
                    • fotm Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 12:12
                      Nie myśl o tym co on chce, a tym bardziej ona. Teraz tylko ważne są Twoje dzieci i Ty.
                      Masz prawo mówić, czuć i robić co chcesz, bo z tego co piszesz wynika, że masz z najszczególniejszą uwagą obchodzić się z delikatną psychicznie nexią.
                      Nie daj się.
                      • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 12:19
                        Masz prawo mówić, czuć i robić co chcesz, bo z tego co piszesz wynika, że masz
                        > z najszczególniejszą uwagą obchodzić się z delikatną psychicznie nexią.

                        Wg niego nie mogę, bo to świadczy o tym, że nie chcę dobra dzieci rozstać się "na poziomie". I że jeśli tak się będę zachowywała, to zacznę wojne, a on wyciągnie największe działa....
                        Zobaczymy.... byle szybko rozwód..
                        • mayenna Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 07:56
                          Asiu, a co możesz?
                          Ja już od dawna jestem po rozwodzie i mnie te teksty twojego męża bardzo bawią.Jestes jeszcze jego zoną, on jest ojcem i oprócz neksi ma pewne obowiązki wobec dziecka i rodzinny, którą opuszcza. Może niech sam zacznie się zachowywać na poziomie. Co cie obchodzą jego stosunki z neksią? niech sam się nad tym głowi jak to pogodzić. Dorosły jest. Wybrał to teraz ma problem bo dziecko nie wiedziało, że tatuś jest tylko na chwilę, a nie na zawsze i trzeba mu pomóc zrozumieć i zaakceptować to co się dzieje.Jeśli obiecuje, ze będzie do dziecka przyjeżdżał wtedy gdy ono potrzebuje to niech przynajmniej teraz tego dotrzyma. Jak nie daje rady to niech uczciwie powie i przyzna sam przed soba, że może nie móc jednak być zawsze i niech to dziecku powie. Uczciwie i prawdziwie. Tak to on chciałby być ojcem roku, tylko ty mu to uniemożliwiasz bo dzwonisz o nieodpowiednich porach.
                          Asiu, to on nie rozstaje się na poziomie bo ma kochankę i nie liczy się w ogóle z waszymi uczuciami. Zacznij myśleć o sobie i o tym czego ty chcesz a nie z nim i jego oczekiwaniami w kwestii rozstania.
                    • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 12:16
                      Moja siedemnastoletnia córka już mu powiedziała, by jak wybucham, żeby dał sobie na wstrzymanie. Bo mam prawo mieć rozchwianie nastrojów. Żeby się nie odzywał, żeby przeczekał, żeby nie podnosił głosu jeśli ja krzyczę, bo w tej sytuacji MAM PRAWO.
                      Bo mam to prawo!! Nawet dziecko to wie!!
                      On nie. A jak prosiłam by mnie przytulił, to usłyszałam, że nie może, bo byłby wobec niej nie w porządku. Wobec niej!! Zna ją od miesiąca...
                      Nigdy tego nie zrozumiem....
                      • ewela1_1 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 12:22

                        Kiedy mialo byc to spotkanie w Katowicach? 15-go października?. Na pewno wątek się odświeży, więc zaglądaj tutaj. Ja i Kobieta.000 tez jesteśmy z Zagłebiasmile, ale sa tez inne kobietki z okolic, ze Sląska, które na spotkania przyjeżdżają. Wyrzucisz z siebie wszystkie żale wink
                        -------------
                        "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

                        "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
                        • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 12:26
                          ewela1_1 napisała:

                          >
                          > Kiedy mialo byc to spotkanie w Katowicach? 15-go października?. Na pewno wątek
                          > się odświeży, więc zaglądaj tutaj. Ja i Kobieta.000 tez jesteśmy z Zagłebiasmile,
                          > ale sa tez inne kobietki z okolic, ze Sląska, które na spotkania przyjeżdżają.
                          > Wyrzucisz z siebie wszystkie żale wink

                          Dziękuję smile Ale Wy się spotykacie by poprawić sobie nastrój. A ja w obecnym stanie ryczę, klnę na niego i na cały świat. i jestem taaaakaaaa nieszęśliwaaaaaa
                          • ewela1_1 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 12:35
                            Rycz mała rycz smile Nawet jak poryczysz to i tak takie spotkania "dobrze robią". Przyjdziesz, zobaczysz, posłuchaszsmile Odstresujesz się chociaż!.
                            -------------
                            "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

                            "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
                            • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 12:38
                              ewela1_1 napisała:

                              > Rycz mała rycz smile Nawet jak poryczysz to i tak takie spotkania "dobrze robią".
                              > Przyjdziesz, zobaczysz, posłuchaszsmile Odstresujesz się chociaż!.
                              >
                              Bardzo chętnie smile
                              • ewela1_1 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 12:41

                                smile Bardzo dobra decyzja smile
                                -------------
                                "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

                                "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
                                • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 12:43
                                  ewela1_1 napisała:

                                  >
                                  > smile Bardzo dobra decyzja smile
                                  > -------------
                                  Dajcie znać jak będzie ustalony termin, muszę załatwić opiekę nad małą smile
                                  • ewela1_1 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 12:54

                                    ok smile
                                    -------------
                                    "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

                                    "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
                      • zegnaj_kotku Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 12:32
                        Masz prawo do wszystkich tych uczuć i emocji, było by nawet dziwne gdybyś ich nie czuła...
                        Ale nie szukaj w nim zrozumienia... bo nie jest do tego zdolny... nie szukaj w nim pocieszenia, przytulenia .. bo sama sobie strzelasz w stopę...

                        Ciebie nie mają obchodzić uczucia tamtej kobiety... to jego i jej problem..
                        Walcz o spokój swej córki (tej młodszej), starszą, wychowałaś na bardzo mądrą kobietę smile
                        On ma nie tylko "deklarować dobro dzieci" ale ma też działać zgodnie z tymi deklaracjami...
                        A tamta kobieta musi się pogodzić/zrozumieć, że wybrała sobie mężczyznę który ma dzieci i ma w stosunku do nich zobowiązania (finansowe, czasowe etc) i to ON ma jej to wytłumaczyć...
                        • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 12:42
                          > Ale nie szukaj w nim zrozumienia... bo nie jest do tego zdolny... nie szukaj w
                          > nim pocieszenia, przytulenia .. bo sama sobie strzelasz w stopę...

                          I takich słów potrzebowałam. Nigdy nie rozumiał co mówię, odbieramy na zupelnie innych falach. Więc jak mogę oczekiwać, że nagle mnie zacznie rozumieć, współczuć. Naiwna idiotka!
                          Przecież znalazł w końcu kogoś, kto go całkowicie rozumie. Na zdrowie Dupku, udław się jej zrozumieniem!

                          Dzięki Kotkusmile
                      • argentusa Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 08:57
                        Będzie mocno i niekoniecznie głąszcząco.
                        Joaśka, ogarnij siękobieto i przestań mieć roszczeniowe podejście do życia i męża.
                        Stąło się, facet popłnął. Masz prawo być złą, ale dla włąsnego dobra nie oczekuj niczego dla SIEBIE od NIEGO. Po jasną cholerę ma cię przytulać. On przytula kogoś innego. Nie
                        Ciebie. Bo od niego to zdaje się w najbliższej przyszłości nie ma co wymagać.
                        Żal, ból i rozchwianie emocjonalne masz prawo wyrażać. Tylko niestety niekoniecznie w obecnosci dzieci.
                        Wiem, że trudne, bolesne. Tylko to rzeczywistośc jest. Mam wrażenie,że trochęzłudzeniami żyjesz. I oczekujesz ,że ON cokolwiek zmieni albo da Ci cośkolwiek w zamian za opuszczeie (przytulenie, współczucie itp).
                        Ar.
                        ps. każdy proces zdrowienia jest bolesny. A zdrowienie od złudzeń czy nadmiernych oczekiwań szczególnie boli.
                        • luciva Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 10:00
                          Hej!
                          Czytam Twój wątek i przeżywam wszystkie emocje na nowo.
                          Pamiętam je bardzo dokładnie.
                          Wszystko było podobnie.
                          Mnie też zostawił mąż, dziecko miało pół roku, odszedł do innej....itd.
                          Wszystko co przeżywasz, myślisz, życzysz, robisz - jest całkowicie normalne.
                          Nie miej poczucia winy.
                          Co moge doradzić - przeżywaj to wszystko, płacz, krzycz, idź potłuc talerze - cokolwiek.
                          Wyrzucaj z siebie.
                          Ja tego nie robiłam, teraz żałuję.
                          Jedyne co mi pomagało, to gadanie, analizowanie. Wiem, że zamęczałam tym otoczenie, mamę, ciotki, siostrę - ale miałam potrzebę rozmawiania o tym co się stało, dlaczego.......
                          To mi bardzo pomogło.
                          co jeszcze - jakiś sport, ruch.
                          No i zycie zadaniowe, wyznaczaj sobie cele - jutro myję okna, pojutrze idę kupić to i to, w środę spotkanie.
                          Dużo, bardzo dużo czytałam.

                          Wiem, że brzmi to absurdalnie, ale taka jest prawda - to minie, bo wszystko mija. Trzymaj się tego.
                          Uwierz. Będzie dobrze. Tylko się nie chowaj i nie babraj w bólu. Rób tak, aby go przeżyć a potem pozbyć się.
                          Bedziesz jeszcze szczęśliwa!! a o byłym pomyślisz z pobłażaniem....... smile
                          • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 10:23
                            Witaj luciva..

                            Co moge doradzić - przeżywaj to wszystko, płacz, krzycz, idź potłuc talerze - c
                            > okolwiek.
                            > Wyrzucaj z siebie.
                            > Ja tego nie robiłam, teraz żałuję.
                            > Jedyne co mi pomagało, to gadanie, analizowanie. Wiem, że zamęczałam tym otocze
                            > nie, mamę, ciotki, siostrę - ale miałam potrzebę rozmawiania o tym co się stało
                            > , dlaczego.......

                            Tak robię, płaczę, krzyczę, i obarczam analizami Przyjaciółkę i Przyjaciół z tego forum..
                            Tych, którzy nie do końca rozumieją co chcę przekazać - wkurzam smile
                            Ale każdy ma prawo do subiektywnej oceny.
                            Uważam, że nawet te moje przykre słowa sa potrzebne, by przejść tą żałobę do końca... bo niedokończona może boleć latami..
                            Kilka osób napisało, że nic nie robiłam, tylko "liczyłam" na cud smile
                            Do tanga trzeba dwojga...
                            Zresztą Ci, którzy chcieli czytać ze zrozumieniem co piszę - to zrozumieli.
                            Już zauważam plusy bycia samej smile Na razie są to małe plusiki, ale od czegoś trzeba zacząć smile
                            Dziękuję za ciepłe słowa.
                            Pozdrawiam cieplutko.
                            Kiedyś i dla mnie i dla Ciebie zaświeci słońce smile
                        • pati790 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 10:04
                          Ja rozumiem Asię, bo miałam podobnie:/, z tym przytuleniem.

                          Często chciałam, zeby mnie po prostu przytulił, podczas gdy w głowie szumialy tysiac innych racjonalnych myśli, ze nie powinnam odczuwac tej potrzeby. Bo jak to? ma mnie przytulić facet, ktory rani, ranił i z którym się rozwodzę? I juz wiem, ze z nim nie będe, nie chcę go, ale tak bardzo chce by mnie przytulił? eh, miałam tak. Nawet teraz tak juz na chłodno nie umiem wytmumaczyć tej potrzeby, moze mi ktos pomoże?, a tym samym Asi.
                          • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 10:17

                            ma mnie przytulić facet, ktory rani, ranił i z którym się rozwodzę? I juz w
                            > iem, ze z nim nie będe, nie chcę go, ale tak bardzo chce by mnie przytulił? eh,
                            > miałam tak. Nawet teraz tak juz na chłodno nie umiem wytmumaczyć tej potrzeby,
                            > moze mi ktos pomoże?, a tym samym Asi.

                            Może to potrzeba bliskości kogoś, do którego jeszcze tli się uczucie...
                          • zegnaj_kotku Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 10:20
                            moim zdaniem wynika to z tego, że przez lata jest się przyzwyczajonym do tego, że to właśnie "partner" zaspokaja nasze emocjonalne potrzeby i mimo, że wiemy, ze w tym przypadku to bez sensu nadal "siłą rozpędu" do tego dążymy...
                            ponadto gdy jest "odrzucenie" to pewnie podświadomie chcemy się podbudować, że jednak nie pełne, że "mnie przytulił, że jestem mu bliska..
                            to że "były" tego nie robi (nie przytula) to moim zdaniem b. dobrze bo więcej kłopotu by było z tego (wysyłał by nam sprzeczne sygnały) niż rzeczywistych korzyści...
                            • pati790 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 10:25
                              nic dodać, nic ująć...
    • zofiulina1971 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 10:25
      Asia, a mogę spytać, czy Twój mąż złożył już pozew rozwodowy?
      • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 10:56


        zofiulina1971 napisała:

        > Asia, a mogę spytać, czy Twój mąż złożył już pozew rozwodowy?

        Napisał już, ma złożyć w tym tygodniu
    • esteraj Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 14:41
      Joasiu, kiedy Ciebie czytam to przypominają mi się te same emocje, które przechodziłam cztery lata temu.
      Mój mąż zakochał się w swojej pracownicy, sporo młodszej od siebie. Jak ja im zazdrościłam tej czystości uczucia, tych wzlotów, szczęścia...
      Jak bardzo to bolało mnie to, że ja nie potrafiłam dać mu tego, co ona dawała..., że nie byłam tak dobra, wyrozumiała, radosna, nieskazitelna...
      W gruncie rzeczy nie bolało mnie ich szczęście, a świadomość mojej niedoskonałości. Bolało mnie moje cholerne urażone ego.

      Tamta bolesna lekcja była najlepszą lekcją w moim życiu. Najbardziej efektywną.
      Zrozumiałam dlaczego doszło do takiego zdarzenia, gdzie popełniliśmy błędy i powód, dla którego człowiek się zakochuje.

      Dzisiaj jestem nadal ze swoim mężem. W lepszym i dojrzalszym związku.
      Mój mąż przyznał, że był idiotą i że gdyby odszedł, popełniłby największy błąd w swoim życiu...

      Zawsze ceniłam go za wyznawane wartości. Co najdziwniejsze, był wielkim przeciwnikiem zdrad. Wiedziałam, że jego zakochanie to coś poważnego...
      W całej tej sprawie zaletą było jego poczucie odpowiedzialności. Mogłam coś zdziałać na tym polu. Nie chciałam jednak, by tylko z takiego względu ze mną był.
      Przez cały ten niefajny okres, kiedy nie wiadomo było co dalej z tym zrobić, starałam się być jak najbardziej ok.

      Po pewnym czasie okazało się, że tamta kobieta, która miała być ideałem, jest zwykłą kobietą z pakietem wad większych od moich.

      Joasiu, miesiąc czy dwa znajomości, to bardzo mało czasu, by kogoś dobrze poznać.
      Łatwo kochać, gdy wszystko pięknie się układa. Co jeśli pojawiają się wątpliwości, różnica zdań i codzienność?
      • zegnaj_kotku esteraj 13.09.12, 14:46
        Potrafiłaś mu ponownie zaufać? Co zrobiłaś by nie myśleć, że znowu zrobi to samo (nie z tamtą z inną)?
        • esteraj Re: esteraj 13.09.12, 15:10
          zegnaj_kotku napisała:

          > Potrafiłaś mu ponownie zaufać? Co zrobiłaś by nie myśleć, że znowu zrobi to sam
          > o (nie z tamtą z inną)?

          Myślę, że mój mąż jak i ja dogłębnie zrozumieliśmy mechanizm zakochiwania się.
          Każdy człowiek potrzebuje być ważny, doceniony, chce czuć się wyjątkowy i być potrzebny.
          Gdy dwoje ludzi spotyka się w wyznaczonym czasie, to daje z siebie wszystko to co najlepsze.
          Ale nie da się tak przez cały czas.
          Kobieta nie jest w stanie chodzić przez cały dzień w szpilkach i obcisłej sukience. Potrzebuje chwili dla siebie, swobody...
          Podobnie mężczyzna.
          Na umówione randki przyodziewamy swój najlepszy wizerunek. Łatwo jest wtedy złapać się na idealizm...

      • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 06:43
        > Dzisiaj jestem nadal ze swoim mężem. W lepszym i dojrzalszym związku.
        > Mój mąż przyznał, że był idiotą i że gdyby odszedł, popełniłby największy błąd
        > w swoim życiu...

        Wiesz... u nas to zupełnie inna historia... On mnie już dawno nie kochał. Dawno się nie układalo, od kilku lat rozmawiamy o tym, czy kolejny raz próbować, czy się rozstać..
        On przez ten cały czas szukał kogoś, z kim mógłby w końcu być szczesliwy..
        Znalazł.. to nie jest kaprys. Tak czy owak, do mnie nie wróci..
        Od wczoraj mi lepiej. Usłyszałam od córki: mamo, nic nie straciliśmy, taty i tak wiecznie nie było w domu, a jak był.. to i tak go nie było.
        Jak był to był to powod do spięć, kłótni, teraz mamy spokój.
        Spędzam z dziećmi odkąd odszedł więcej czasu, i to jest cudowne.
        Z młodszą, bo cały czas pyta, czy ja ich nie zostawie, a i starsza zaczęła w końcu wychodzić z pokoju i być z nami, po prostu być...
        Już wiem skąd to zamykanie się w pokoju... po co patrzeć na wiecznie warczącego tatę...
        Boli tylko jak wiem, że rano przyjeżdża do małej prosto z jej ramion...
        Ale kiedyś i to przestanie mi przeszkaszać.
        Pozdrawiam cieplutko Esteraj smile
    • pannazmiasta Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 15:38
      W siedem dni ? To wszystko udało ci się osiągnąć w siedem dni?Boże!!! Jesteś WIELKA!..Zazdroszczę zimnej krwi...Ja kiedy usłyszałam"zakochałem się" Leżałam na podłodze (nie przy nim) caluśki dzień..nie miałam siły wstać.Ból zapamiętam na całe życie.Podziwiam i życzę powodzenia.
      • pannazmiasta Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 16:30
        Najpierw przeczytałam twój wpis..odpowiedziałam..a dopiero przysiadłam żeby przeczytać cały wątek..i teraz to co napisałam wydaje się nie mieć sensu.Myślałam ,ż e jesteś babą ze stali i dałaś rade jak niewiele z nas. A ty jesteś jedną raną! Wiem przez co przechodzisz..czuję twój ból..proszę uwierz ,że to mija..Mogłabym ci opowiadać swoje i cudze historie..a wszystkie kończą się tak samo...ale nie o to teraz chodzi...Teraz musisz tylko przetrwać..póżniej kiedy trochę mniej będzie bolało..wtedy pomyślisz co dalej...Teraz skup się na sobie.Zrób wszystko żeby nie zwariować..Jedne piją..inne szukają pocieszenia..dowartościowują się spotkaniami z mężczyznami. Zadręczają przyjaciółki opowieściami o swoim (przecież udanym ) małżeństwie.Znam przypadki ,że dzwonią do teściowej z żalami.Buntują dzieci ..dzwonią do pracy małżonka..do kochanek..Wszystko na nic...i tak boli...ale przynosi ulgę ..choćby na chwilę..W takiej sytuacji warto...chociaż póżniej jest niesmak...ale warto...warto sobie ulżyć..pomóc..Codziennie jesteś silniejsza..musisz..proszę nie poddawaj się...
        • mozambique Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 17:01
          pan odszedl do laski która zna miesiąc?????????????

          zakaldam sie o koniak ze za pol roku stanie w drziwach skamlając o drugą szansę
          gdy sie tylko przekona ze wieksza wrazliwosc kochanki to tylko wiekszy biust

          za jakies 3 miechy gorącego seksu opadna im hormony , zacznie sie normalne zycie , pranie, wspolne chrapanie pod kołdrą, wyciekające pieniadze,alimenty na dwójke dzieci , rosnące wydatki praca , brak czasu na wszystko , jej pretnesje o jego czas z dziecmi , jego pretensje o jej zadrosc i ze ona go nie rozumie, potem pierwsze awantury a z kazda Awanturą nowa pani okazuje sie coraz mniej piekna a bylal zona jakos sie coraz bardzizj spokojna i wyrozumiala

          niech autorka sie zastanowi czy za te pol roku przyjmie zbolałego misia z walizeczką czy nie


          Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
          • jagienka_2 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 13.09.12, 18:17
            Joasiu, większość z nas przeżywała to samo. Człowiek ma w środku krwawiącą ranę, a jeszcze pan mąż przychodzi ze swoim szczęściem wypisanym na twarzy i sypie solą... Pamiętam, że przed paru laty, myślałam obsesyjnie tylko o tym, żeby do mnie wrócił. A jak już wróci, padnie na kolana, to wszystko się wymaże, będzie jak dawniej, to znaczy lepiej, tak jak miało być, tylko nigdy nie było...

            Moja mądra przyjaciółka zapytała mnie kiedyś, co on ci takiego dawał, że tak tęsknisz, tak cierpisz... Nie potrafiłam odpowiedzieć, a po długim zastanowieniu doszłam do wniosku, że bardzo niewiele, a właściwie nic. Status mężatki jedynie...

            Na początku życzyłam mu z całego serca, żeby jego związek się rozpadł. Wydawało mi się, że skoro ja nie jestem szczęśliwa, to on tez nie ma prawa. I związek się rozpadł, następny też. Ale mnie to już zupełnie nie obeszło, nawet gdyby eks padł na kolana, ba, wycieraczkę bez popitki zjadł, nie chciałabym go z powrotem...
          • zofiulina1971 Re: Mozambik, kocham Cię! :-) 13.09.12, 18:17
            A do Joasi:

            Jeżeli Cię to pocieszy, horoskop na 2011 rok obiecał mi "sfinalizowanie związku"... Owszem, tak go sfinalizowaliśmy, że dwa miesiące później nie byliśmy już razem.

            W moim pojęciu padasz ofiarą manipulacji ze strony męża. Panu imponuje, że za nim szalejesz, płaczesz, dzwonisz, piszesz, bo to pobudza jego pseudomęskość.

            Rozumiem Cię (nie tak dawno byłam w bardzo podobnej sytuacji), ale nie szukaj kontaktu z nim, nie wypytuj wspólnych znajomych, co u niego, jeśli nie dzwoni, Ty nie wydzwaniaj pierwsza. Sama widzisz, że takie działania tylko niepotrzebnie pobudzają Twoją wyobraźnię. Gdy zacznie Cię raczyć informacjami, jak to z nową panią się "docierają" i "poznają" odpowiadaj, że Cię to nie interesuje.

            Trudne jak cholera, ale musisz mu pokazać, że doskonale dajesz sobie radę bez niego i że żaden tam z niego atrakcyjny Kazimierz wink

            Ty jeszcze tego nie widzisz, ale ja po Twoim opisie uważam, że nie ma kogo żałować.

            Jeśli pan lubi grać na emocjach (a chyba właśnie tak jest), to możliwe, że w obliczu Twojej obojętności jeszcze się będzie dobijał.

            Bądź zimna - niech sie poślizgnie na tym lodzie. I cześć.
            • 0joanna123 Re: Mozambik, kocham Cię! :-) 14.09.12, 06:54
              Jeżeli Cię to pocieszy, horoskop na 2011 rok obiecał mi "sfinalizowanie związku
              > "... Owszem, tak go sfinalizowaliśmy, że dwa miesiące później nie byliśmy już r
              > azem.

              Hihihihi, w sumie niech będą szcześliwi, byle ta idylla nie skończyła się odsunięciem od małej. Boi się, że i ja odejdę, modli się, żeby tatuś przyjeżdżał jak tylko będzie mógł... No i kasa.. na dzieci nie ma, a z nową panią jadą w góry...
              Boli, że przesłoniła mu i dzieci...
          • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 06:50
            > niech autorka sie zastanowi czy za te pol roku przyjmie zbolałego misia z waliz
            > eczką czy nie

            Nawet dzisiaj bym go nie przyjęła. I mam nadzieję, że do rozwodu i prawnego potwierdzenia, że zostawia mi mieszkanie, ona z nim wytrzyma.
            Bo nie wyobrażam sobie, że dzisiaj staje w drzwiach i mówi: "to tez moje mieszkanie, a ja nie mam gdzie mieszkać"... brrrrr
        • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 06:48
          > Codziennie jesteś silniejsza..musisz..proszę nie poddawaj się...

          To prawda, codziennie jestem silniejsza... i choć codziennie przychodzi moment strasznego bólu, tak strasznego że ciezko zlapać oddech, to chyba sa to coraz krótsze chwile smile
          • przeswietlona1 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 11:57
            Asiu jestem w podobnej sytuacji co Ty. W sierpniu zostałam sama z niemowlęciem i nastolatką.
            Przechodzę przez te wszystkie emocje , które Ciebie dotykają. Jeszcze w zeszłym tygodniu prosiłam, błagałam. O dwóch dni staram się myśleć li tylko o dzieciach o mieszkaniu dla mnie dla nich, o tym ze drań i świnia, choć wiem jak wiele mi dal miłości kiedyś, ale teraz ja CIERPIĘ przez niego. On nie chce być ze mną to bardzo boli, powiedziane prosto w oczy ja nie dla niego. On wykorzystuje w tej sytuacji moje uczucia, by jak najwięcej ugrać dla siebie. Trzeba myśleć tylko o sobie, skupić się na swoich i dzieci potrzebach. Turbulencje straszne teraz czuje się silna ale wiem, ze jutro mogę znowu dół zaliczyc, najgorsze dla mnie przebudzenie. Gdy nachodzą mnie chwile tkliwości, nadziei przypominam sobie jak okropne słowa zostały powiedziane, jak potraktowana zostałam i lepiej troszku się robi.
            Trzymaj sie ciepło i manipulacji sie nie daj.
            • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 11:59
              przeswietlona1 napisał(a):

              > Asiu jestem w podobnej sytuacji co Ty. W sierpniu zostałam sama z niemowlęciem
              > i nastolatką.
              > Przechodzę przez te wszystkie emocje , które Ciebie dotykają. Jeszcze w zeszły
              > m tygodniu prosiłam, błagałam. O dwóch dni staram się myśleć li tylko o dziecia
              > ch o mieszkaniu dla mnie dla nich, o tym ze drań i świnia, choć wiem jak wiele
              > mi dal miłości kiedyś, ale teraz ja CIERPIĘ przez niego.

              Ty też się trzymaj cieplutko Prześwietlona.
              Damy radę. Teraz ważne są dzieci i my smile
              Zaczęłam brac depralin - pomaga. Polecam więc.
              • przeswietlona1 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 12:12
                Niestety ni pić, ni tabletek brać nie mozem, bo karmiąca jestem. Aż dziw, ze w tym wszystkim jeszcze mlekiem płynąca smile.
                • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 14.09.12, 12:45
                  przeswietlona1 napisał(a):

                  > Niestety ni pić, ni tabletek brać nie mozem, bo karmiąca jestem. Aż dziw, ze w
                  > tym wszystkim jeszcze mlekiem płynąca smile.

                  No to tak. Najwazniejsze malenstwo i jego mleczko smile
                  To korzystaj z forum - najlepsze lekarstwo na ból smile Dziewczyny naprawdę stają na wysokości zadania. Jak trzeba to pogłaszczą, jak trzeba to postawią do pionu i od razu inaczej się spostrzega pewne rzeczy smile
          • rozwiedziona-zwyciezona Re: Od dzisiaj jestem sama.... 24.10.12, 16:00
            Witaj Joasiu,

            sześć lat temu pewnego dnia usłyszałam że się wyprowadza i chce rozwodu. Mój ułożony do tej pory świat rozpadł się na milirady kawałeczków, a każdy z nich boleśnie ugodził moje serce.
            myślałam sobie co ja zrobię, bez mojego męża, bez pracy, z małym dzieckiem u boku.
            Zanim się wyprowadził definitywnie minęło jeszcze kilka miesięcyy. Codziennie stawiałam czoło jego zimnej obojętności, zaciętemu milczeniu, konkretnym rozmowom o to jak dzielimy nasze rzeczy materialne.
            Początkowo było bardzo źle. W dzień i w nocy, ukryta przed oczami i bliskich (zwłaszcza dziecka) i obcych, płakałam, do utraty tchu. Budziłam się w nocy sparaliżowana lodowatym strachem o przyszłość moją i małego, rozpamiętując swoje życie i zastanawiając się nad przeszłością. W końcu powiedziałam o tym swojej rodzinie, która pomogła mi ustalić
            "plan małych kroczków". Małemu znajduję żłobek, sama zaczynam szukać pracy, zapisuję się na jazdy doszkalające (prawko posiadałam, lecz przerażał mnie ten ruch aut i nie mogłam się przekonać by jeździć), pójdę na kurs angielskiego. Moje dni zaczęły być bardziej poukładane, uporządkowane, nabrały regularności i schematu. Zdarzały mi się dobre chwile i zaczynałam się uśmiechać.
            Gdyby jeszcze nie ta huśtawka nastrojów!!!! Wychodził do pracy, ja realizowałam swoje małe kroczki, wracał i wisiała między nami ta miażdżąca obojętność. Ta huśtawka nastrojów sprawiała, że jeszcze czasem wyłam w wniebogłosy w pustym mieszkaniu.
            I przede wszystkim rozmawiałam i pisałam. Bardzo dużo rozmawiałam i pisałam. Z przyjaciółmi, z kobietami w podobnej sytuacji. Jak kiedyś obliczyłam wysłałam kilkadziesiąt maili o sobie. Byłam nawet u psychoterapeutki, która uświadomiła mi że to wszystko nie moja wina, to on ma problem ze sobą, a ja jestem jak najbardziej porządna kobietą zdrową na umyśle.
            Potem ryczałam już tylko raz z jego powodu. W dniu kiedy wynosił swoje rzeczy z domu. Wtedy płakałam jawnie, nawet przy małym. I po zamknięciu drzwi na zawsze zdjęłam ślubną obrączkę rozpoczynając nowe życie.
            I już nigdy mnie nie zabolało że odszedł.
            A co ze sobą zrobiłam? Znalazłam pracę, jednocześnie rozpoczęłam naukę w studium chcąc zmienić zawód i obecnie pracuję w nowym, zaczęłam jeździć autem i przez to poczułam się wolna bo niezależna, skończyłam kurs angielskiego, mój mały był chwalony w żłobku i przedszkolu za mądrość, charakter, obecnie w szkole radzi sobie znakomicie i nadal go chwalą i swoi (rodzina) i obcy.
            A czego się nauczyłam? By nie stawiać faceta na piedestale (ex w brutalny sposób z niego spadł), że rzeczy ważne są tak naprawdę ukryte, że można dać sobie radę ze wszystkim bo to tylko kwestia organizacji, że nie trzeba koniecznie być ideałem ale trzeba się starać, i mnóstwo innych wniosków wyciągnęłam z rozwodu.
            A tak moi drodzy, w międzyczasie się rozwiodłam. Jak się dowiedziałam w trakcie, ważniejsza była ta inna, koleżanka (jego nie moja)... Fakt faktem, to że wycierpiałam swoje wcześniej, przed rozprawami, sprawiło że cały proces sądowy przeszłam bez bólu, jeśli już to wściekałam się że usiłuje coś dla siebie ugrać (myślał ze jak mnie przyciśnie psychicznie to mu oddam połowę, która mu się nie należy dla jasności, ale to temat na inne opowiadanie). Tyle tylko jego było że ja już byłam silna psychicznie i się nie dałam zetrzeć!
            Po latach podchodzę do tego etapu życia bez emocji, ten ból i i cierpienie, choć je pamiętam nie są tak silne, wyblakły.

            Podnosiła mnie na duchu i psychicznie jedna myśl: jeśli mi się coś stanie, jeśli ja się poddam kto się zajmie moim dzieckiem?! A kiedy było mi naprawdę paskudnie szłam do śpiącego małego i trzymałam go za rączkę albo brałam do swojego łóżka. To mnie uspokajało, w nim znajdywałam siłę do dalszego życia i codziennej walki. Bądź silna, pamiętaj: masz dla kogo żyć, masz dla kogo być silna, ktoś Cię potrzebuję.
            • ma-da-ma Re: Od dzisiaj jestem sama.... 24.10.12, 22:43
              rozwiedziona-zwyciezona odezwij się do mnie na maila gazetowego - proszę!! przeczytałam twój post,podniósł mnie na duchu. dziękuję. ma-da-ma@gazeta.pl
              • rozwiedziona-zwyciezona Re: Od dzisiaj jestem sama.... 25.10.12, 12:20
                ma-da-ma, odpisałam

                pozdrawiam
              • 0julia1 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 25.10.12, 13:27
                Witajcie,
                Dziewczyny, przeczytałam wszystkie Wasze posty i uświadomiłam sobie dopiero, że ktoś cierpi tak jak ja. Nie mogłam nie dołączyć, choć nawet nie miałam loginu na tym forum i tak naprawdę nie mam wiary, że cokolwiek jeszcze mi pomoże….Ale chcę podzielić się z Wami moją historią…

                Mój mąż odszedł na dobre miesiąc temu. Moja historia jest inna, ale tragedia, jaką w sobie przeżywam, niczym sie nie różni od tego, co Wy opisałyście. Miałam 13 lat wspaniałego związku, którego nie potrafiłam docenić. Wspaniałego męża, troskliwego, opiekuńczego, kochającego… Dorastaliśmy razem, poznaliśmy się w szkole, razem zmieniliśmy, dojrzewaliśmy, kształtowaliśmy, poznawaliśmy świat. Było dużo problemów, przez które przechodziliśmy, stawialiśmy im czoła, stawaliśmy się silniejsi i wydawało mi się, że już nic nas nie pokona. Wierzyłam w to, że się razem zestarzejemy, że jeszcze tyle wspaniałych chwil jest przed nami. Nawet przez myśl nigdy mi nie przeszło, że mogę to wszystko stracić… Nie mieliśmy dzieci, odkładaliśmy je w czasie - chciałam nacieszyć się nami. Chcieliśmy najpierw zbudować dom. 2 lata temu wzięliśmy ślub, było pięknie. Mieliśmy tyle planów i marzeń. On był dla mnie wszystkim, sensem życia, ostoją, wszystkim, dlaczego warto żyć. Był kimś, kto mnie podnosił, za każdym razem, gdy upadałam… Choć pewnie nigdy tego nie czuł, bo ja wciąż chciałam więcej, wciąż wydawało mi się, że wcale nie mam takiego szczęścia, jakie zobaczyłam za późno, wciąż próbowałam zmienić go w ideał. Teraz tak wiele żałuję, żałować będę do końca życia, jestem tego pewna…

                Kiedy dowiedziałam się (przypadkiem) niecały rok temu, że on spotyka się z inną, oszalałam, z rozpaczy sięgnęłam dna. On wyprowadził się tego samego dnia. Nie zachowałam żadnej dumy ani honoru, błagałam go o powrót, chciałam powiedzieć mu chociaż teraz jak bardzo go kocham, walczyć o to, co w życiu było dla mnie najważniejsze, wykrzyczeć to, czego nie zrobiłam przez tyle lat. Myślałam cały czas, że to niemożliwe, że to musiało być tylko chore zauroczenie i oboje szybko wybudzimy się z tego koszmaru. On znał ją dobrze dopiero od tygodnia, pracowała w innym dziale, widywał ją od czasu do czasu , była po rozwodzie, miała 5letnie dziecko. Kiedy zobaczył mój ból i desperackie błaganie o powrót, po 3 dniach zgodził się wrócić. Mieliśmy wszystko odbudować. On jednak cały czas się wahał, czy dobrze zrobił, a ja miałam wielki problem, żeby z powrotem odnaleźć w nim tego samego człowieka, jakim był przez 13 lat. Cierpiałam dalej, choć był z powrotem przy mnie. Chciał być wobec mnie szczery, więc mówił, że o niej myśli, że nie może zapomnieć i że przeprasza. Wytrzymałam miesiąc, w krytycznym momencie wyprowadziłam się, wróciłam do rodziców. Nie chciałam tego, ale nie wiedziałam co robić. Miałam nadzieję, że coś się zmieni. I się zmieniało - z każdym następnym dniem on przekonywał mnie, żebym wróciła, że już się ocknął, że zrozumiał, jak wiele stracił własnie wtedy, kiedy odeszłam. Zapewniał, że nie chce z nią być, że to był wielki błąd, że ona jest nikim, ja wszystkim, że jeśli nie wrócę i tak będzie sam. Uwierzyłam mu. Wróciłam, choć panicznie się bałam. Minęło klika miesięcy. Byliśmy już innymi ludźmi – ja czułam się jak ofiara, on kat. Nie dawałam mu zapomnieć, bo wciąż bolało, ale parliśmy do przodu, co wydawało mi się najważniejsze…Chciałam jednak, by cały czas mnie zapewniał, że kocha, że już nigdy mnie nie zostawi, chciałam mu wierzyć, ufać, żeby dał mi dowody na to, że powinnam tak zrobić. Prosiłam by zmienił pracę, bo nie jestem w stanie znieść myśli, że nadal się spotykają, Ale on już był kimś innym, nie chciał, albo nie umiał mi udowodnić co czuje. Próbowałam go nakłonić kolejną swoją wyprowadzką. I to był koniec. Nie chciał, bym drugi raz wróciła, mówił, że już próbowaliśmy i że już się nie uda, że wykorzystaliśmy swoje szanse, że nie umiem mu wybaczyć i nigdy nie będziemy szczęśliwi. Kiedy spytałam, czy chce z nią być, odpowiedział, że nie wie, że nie wie też już, co do mnie czuje…Kiedy zabierałam resztę rzeczy z mieszkania, znalazłam prezent od niej – spinki do mankietów i karteczkę „Wszystko będzie dobrze”…
                Tydzień temu napisał smsa, że chce się rozwieść, żebym nie błagała, bo to nie ma sensu. Czuję całą sobą, że to jego ostateczna decyzja….

                I jestem tu. Razem z Wami. Ryczę, gdy to piszę i czuję się dokładnie tak jak Joasia. Czuję niewyobrażalny strach, ból i pustkę. I straszny żal, że nie mieliśmy dzieci, że teraz nie mam dla kogo żyć…Jak dobrze, że nie jesteście same, uwierzcie. Zostało Wam coś tak pięknego i wartościowego, co trzyma Was przy życiu. Ja z trudem przeżywam każdy dzień. Nie wiem, po co mam zyć dalej, nie potrafię znaleźć sensu, nie wierzę w nowe szczęście, nie wierzę, że udźwignę kiedyś ciężar naszych wspomnień, życia, za którym tak tęsknię. Nie wierzę w nowe życie. Nie pamiętam złych chwil, pamiętam tylko swoje błędy, tak wiele błędów. Nienawidzę siebie, że nie wykorzystałam szansy, którą dał mi jeszcze raz, rok temu.

                Jestem z Wami i …cierpię….tak mocno, że brak mi tchu...
                • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 25.10.12, 17:58
                  0julia1 napisał(a):
                  > Jestem z Wami i …cierpię….tak mocno, że brak mi tchu...

                  Julia... smutno mi się zrobiło czytając Ciebie... wiesz, nie muszę pisać, że każdą cząstka siebie czułam to co Ty, zwierzając się tu - na forum.
                  Nie będę pisać, że czas leczy rany, bo to oczywiste, ale jak ktoś tu mądrze napisał, czasowi trzeba pomóc. I żadne słowa, żadne obietnice, że kiedyś będzie lepiej nie uzdrowią naszego obecnego bólu...
                  Ja myślałam, że przestanie boleć jak wróci... teraz wiem, że przestało boleć jak po raz kolejny zranił osoby mi najbliższe, i że powrotu już nie będzie, bo JA TEGO NIE CHCĘ smile
                  Wiesz co mnie dziś cieszy? Że jak za każdym razem jak jest u małej, zabiera po trochę swoich rzeczy - zwalnia mi się miejsce w szafach smile
                  W każdej coś swojego trzymał, a to jakies kubki, jakieś klocki lego smile, a to jakieś narzędzia. A ja dziś powkładałam poukładane, a nie poupychane zasłony na miejsce jego kilku rzeczy, które wczoraj zabrał. I to mnie dzisiaj ucieszyło.
                  Taki mały prezencik od niego. Tak mały a jak cieszy smile Może dlatego, że zapomniałam jak to jest otrzymywać prezenty smile
                  Choć dostałam od niego największy na moje czterdziestolecie - spotkał, a za króciutki czas odszedł do innej. Ma klasę facet.
                  Julia, ściskam Cię serdecznie smile
                  Może znajdziesz jakąś małą rzecz, którą zyskałaś, "tracąc" jego? Choćby malutką, zawsze to początek do czegoś lepszego smile
                • ms.29 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 28.10.12, 23:53
                  Ech kochana... Te Twoje słowa o dziecku. Jestem trzy miesiące po rozstaniu, dziś dowiedziałam się, że kogoś ma chociaż nawet nie mamy wniesionego pozwu o rozwód. Też mam czasami myśli, że gdybyśmy mieli dziecko, to miałabym kogo kochać, dla kogo żyć... Mam prawie 30 lat i po 8 latach związku zostałam sama jak palec, tyle zmarnowanego czasu. Cieszę się jednak, że nie mamy dzieci, bo pamiętam, co mi kiedyś powiedział - że gdybyśmy mieli dziecko i rozwiedli się, on zrobiłby wszystko, żeby mi je odebrać...
            • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 25.10.12, 10:59
              Witaj Rozwiedziona...
              Dziękuję za te słowa.
              Dzisiaj jest już lepiej. Bardziej obojętnie. Dziś tylko jeszcze bardzo boli, gdy wybiera obecność swojej nowej niż dzieci....
              Ale i to minie....
              Uczymy się żyć same....
              Uda nam się.
              Serdecznie pozdrawiam.
              • rozwiedziona-zwyciezona Re: Od dzisiaj jestem sama.... 25.10.12, 13:07
                Witaj Joasiu,

                a pomyśl sobie: wolałabyś żeby był z Tobą, udawał a po cichu myślał o innej? A może skoro tak zrobił, to nie jest Ciebie wart? Nie dorósł do bycia odpowiedzialnym rodzicem, mężem? Nie stać go na to?
                Mówię o sobie że mam większe "jaja" niż on. Bo się zdecydowałam, podjęłam trud samotnego macierzyństwa, na mojej głowie jest tyle co w zwyczajnych rodzinach na dwóch, poza wychowywaniem syna zdobyłam się jeszcze na zmianę zawodu, jednoczesną pracę na zmiany w sklepie, po skończeniu studium zmieniłam pracę na lepszą, udało mi się wyjść z dołka i jeszcze mam inteligentnego, zdrowo rozwijającego się syna.
                czasem sobie myślę, że rodzicielstwo po prostu go przerosło, chciał poszukać nowych wrażeń i je znalazł. Tylko kto więcej stracił? Ja byłam świadkiem jak mój syn uczył się mówić, uczył się nowych rzeczy w żłobku, przedszkolu, z każdym dniem i tygodniem stawał się bardziej samodzielny.
                Minie, Joasiu minie. Choć gdy mi ktoś tak mówił kiedyś, że czas leczy rany, chciałam krzyczeć: jaki czas?! o czym mówisz? mnie boli, tu i teraz! dziś! Marzyłam o tym, by człowiek był wyposażony w taki guzik po naciśnięciu którego uczucia się wyłączają. Czasem miałam uczucie jakby mnie ten ból emocjonalny parzył.
                Ta banalna prawda, która teraz wydaje się niedorzeczna, nierealna, naprawdę się spełnia. Po latach ten ból mija, przygasa, ale to co dane było mi przeżyć mnie umocniło. Problemy, przed jakimi czasem mi przychodzi stawać, nie stają się górami nie do przebycia. Nawet jeśli czasem coś mnie doprowadzi do łez, to pozwalam im popłynąć, dam upust emocjom, a potem analizuję sytuację ze wszystkich stron usiłując znaleźć rozwiązanie. Powód jest bardzo prosty. Nie stać mnie na załamywanie rąk. Nikt problemu za mnie nie rozwiąże.
                Ja naprawdę nie żałuje. Choć nie życzyłabym tych przeżyć nawet najgorszemu wrogowi, to dostałam taką szkołę życia, po której, wierzcie mi lub nie, naprawdę niewiele pozostało takich rzeczy które mogą złamać. Tej mądrości życiowej jaką wyniosłam z całej tej historii, nie nabyłabym przez połowę swojego życia. To skondensowana wiedza o życiu i ludziach w pigułce. Powiedziałabym nawet że przeszłam coś w rodzaju drugiej dojrzałości, dorosłam.
                A jeśli jest się samodzielnym rodzicem, czy Wy wiecie jaką siłę, jaką dumę, jaką wiarę w siebie przynosi świadomość i naoczny dowód na to że samemu się podjęło dobrą, mądrą decyzję?
                Nie wierzycie? Dam przykład. Pół roku biłam się z myślami czy zerówka czy pierwsza klasa. Zaryzykowałam i wybrałam pierwszą klasę. Na rozpoczęciu roku, stałam pod ścianą pękając z dumy i rycząc ze szczęścia że mój synek zaczyna nowy rozdział w swoim życiu, że tak nim pokierowałam i jego wychowaniem, że jest przygotowany by iść do pierwszej klasy. A dla mnie jako matki, to największe szczęście i największa satysfakcja.


                z serdecznościami
                zwyciężona.

                PS. nie wiem czy odkryłyście forum Samodzielna mama. Tam samotne mamy udzielają sobie wsparcia, pomogą, postawią do pionu jeśli trzeba, podpowiedzą w wyliczeniach (o ile pamiętam jakieś tabelki też tam były).

                • rozwiedziona-zwyciezona Re: Od dzisiaj jestem sama.... 25.10.12, 13:58
                  PS. Moje Drogie, znalazłam coś na pokrzepienie ducha smile
                  pierwszy pochodzi z forum Samodzielna mama i jest autorstwa własnego jednej z Samodzielnych, a drugi jest cytatem z książki.

                  Jesteś obok mnie ale czy przy mnie?
                  Chyba nie
                  Mówię Ci o wszystkich problemach
                  Moich i naszego dziecka
                  I zostaję z nimi sama

                  Walczę o to małżeństwo
                  Nieumiejętnie
                  Rozmawiam z Tobą
                  Nieumiejętnie
                  Bo Ty czujesz się dotknięty, „zmieszany z błotem”, bez sił...

                  A ja?
                  Skąd mam je brać? Kto mi ich doda?
                  Łzy ciekną mi po policzkach
                  W ciemności
                  W samotności

                  Marzyłam o mężu-przyjacielu, partnerze
                  Który wysłucha, przytuli, z przyjemnością spędzi czas ze mną, naszym dzieckiem
                  Cierpliwie słucha, przytula, wpatruje się oczami pełnymi miłości
                  Nasza córeczka.

                  Ona jeszcze nie potrafi zostać sama beze mnie,
                  Pomóc mi zrobić zakupów, rozwiesić prania, ugotować obiadu, zatankować,
                  zmienić opon
                  Ale tylko ONA sprawia, że moje życie jeszcze trwa i ma sens.

                  "Co może być dobrego w żalu? Otóż poznajemy siebie, gdy życie sprawia nam ból.
                  Nabieramy odwagi, uczymy się być słabi i w rezultacie stajemy się bardziej
                  ludzcy. W którymś momencie zaczynamy się zastanawiać, co zrobić, by odzyskać
                  radość życia". Sheila Ellison "Odwaga samotnych matek"

                  • 0joanna123 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 25.10.12, 17:47
                    Rozwiedziona, te słowa jednej z Samodzielnych idealnie pasują do wielu z Nas smile
                    Mądre... i prawdziwe.
                    Wiesz, od wczoraj jestem spokojna, tak spokojna, że aż się boję, że ponownie zaczną targać mną emocje.
                    W sobotę wyrzuciłam go z domu, jak przyjechał w nocy, po dwóch godzinach od telefonu małej, która płakała do sluchawki, żeby ja utulił do snu. Nie przyjechał od razu, bo "musiał" odebrać z pracy swoją nową i zrobić jej zakupy...
                    Coś wtedy we mnie pękło... Mała nie znosi rozmawiać przez telefon. Ale na moje wyraźne "ja nie zadzwonię" (twierdził, że dzwonię by go oderwać, a nie bo mała go potrzebuje) - zdecydowała się. Kosztowało ją to dużo... płakała, błagała... Ja płakałam razem z nią.
                    Jak w końcu zasnęła z wyczerpującego płaczu - przyjechał... Nie otworzyłam mu, napisał SMSa, że wezwie policję - uśmiechnęłam się tylko...
                    Zadzwonił do starszej córki, która mu otworzyła...
                    A ja go wyrzuciłam...
                    I od tego momentu jestem spokojna.
                    Wiesz... mała zachorowała. Miał przyjechać w poniedziałek rano zaprowadzić ją do przedszkola. Napisałam mu "nie przyjeżdżaj jutro". Nie zapytał dlaczego, nie przyjechał, mógł się wyspać.... Dnia kolejnego dnia tez dostał takiego SMSa, choć miałam nie pisać, by przyjechał na darmo. Ale postanowiłam być ponad to. Tym razem zapytał...
                    Wczoraj był. Ponudził się trochę z małą, ja starałam się być neutralna. Odpowiadałam grzecznie na pytania...
                    Pojechał...
                    Kurcze.. starsza córka prosiła, by przywiózł ja z półmetka w nocy z piątku na sobotę. Ale on nie ma pieniędzy na paliwo... Obiecał być dzisiaj u małej....
                    Zacisnęłam zęby i zapytalam, czy mógłby dziś nie przyjeżdżać, bo to raptem 2 godziny, a zamiast tego przywieźć starszą? Zgodził się....
                    Spokojnie wyszłam....
                    Muszę być silna, starsza była przy mnie przez pierwsze tygodnie płaczu... teraz siada psychicznie, nie potrafi się skupić na nauce... dopiero teraz do niej dociera....
                    A ja tylko jej powtarzam, by była dla niego miła. Nie dla niego - dla siebie. Bo ją będzie bolało, że straciła ojca, nie jego...
                    Musimy się trzymać razem. Nie wymagać od niego niczego, by ponownie nie uslyszeć: "nie mogę, mam plany, nie mam kasy.."
                    Mamy siebie, a kasa..? Raz jest, raz jej nie ma, a my jesteśmy i będziemy...
                    Całuski dziewczyny smile
                    • nandita_7 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 26.10.12, 13:25
                      Cholera. Ten wiersz, wypisz wymaluj moje małżeństwo. i znów się poryczałam.
                  • logicman Re: Od dzisiaj jestem sama.... 26.10.12, 13:44
                    Jakich sobie mężów wybrałyście, takich miałyście.
                    Nie rozumiem tego Waszego użalania się nad "stratą" faceta.
                    Odszedł do innej i wielkie 'ajwaj', urażona duma?
                    Rozumiem żal za tym, co miało być a nie wyszło - że nie ma szczęśliwej rodziny, dzieci nie maja obojga rodziców razem. W większości jednak wpisów pań na tym forum dominuje rozpaczanie za facetem i jaki to on był świnia, że sobie poszedł. Macie po 16 lat czy co?

                    Ja się cieszę, że ex sobie poszła. Żal mi tylko syna, który chciałby mieć oboje rodziców razem.
                    • rozwiedziona-zwyciezona Re: Od dzisiaj jestem sama.... 26.10.12, 14:05
                      Z całym szacunkiem Logicman,

                      patrzysz na to z drugiej strony medalu i absolutnie jest Ci obca mentalność kobiety. Co rozumiem smile

                      Piszesz jakich wybrałyście, takich miałyście. Kiedy kilkanaście lat temu poznałam swojego przyszłego małżonka i wyobrażałam sobie wspólną przyszłość, Twoim zdaniem przez myśl mi przeszło jak to się za paręnaście lat skończy? Nie! Bo zakochany człowiek, niezależnie od płci, nie jest w stanie tego przewidzieć. Ba, nawet nie bierze tego pod uwagę! A życie, niestety albo stety, po ślubie często gęsto rozczarowuje. I jak na nas dwoje spojrzeć to i jedną i drugą stronę i na to nie ma reguły. Jakby mi ktoś przed ślubem powiedział ze mnie zostawi, to bym takiego delikwenta opluła ze śmiechu, za przeproszeniem.
                      Pytanie: czy przypuszczałeś kiedyś w którym kierunku potoczy się Twoje życie?
                      To nie jest użalanie się nad strata faceta. Jeśli już to użalanie się nad sobą, nad rozwalonym życiem i światem, nad stratą drugiej bliskiej Ci osoby którą się kocha a która nagle zadała taki cios, nad potencjalną samotnością, i płacz wielki płacz nad dziećmi. Bo to jest jak z odejściem, śmiercią bliskiej osoby. Ten ból, te emocje trzeba przeżyć, przetrawić, wyrzucić z siebie by móc wrócić do nowego życia. A potem następuje czas leczenie ran. Inaczej po prostu się nie da.
                      A faceci przeżywają to inaczej bo z natury są mniej emocjonalni. Więc daj się tym dziewczynom, kobietom wypłakać, wyżalić, wyrzucić z siebie to co duszą w sobie, bo nie ma nic gorszego niż tłumienie w sobie tego co dane im przeżyć. Jeśli przeszkadzają Ci tego typu wątki, to je po prostu omijaj smile
                      • nandita_7 Re: Od dzisiaj jestem sama.... 29.10.12, 09:35
                        > To nie jest użalanie się nad strata faceta. Jeśli już to użalanie się nad sobą, nad rozwalonym życiem i światem, nad stratą drugiej bliskiej Ci osoby którą się kocha a która nagle zadała taki cios, nad potencjalną samotnością, i płacz wielki płacz nad dziećmi. Bo to jest jak z odejściem, śmiercią bliskiej osoby. Ten ból, te emocje trzeba przeżyć, przetrawić, wyrzucić z siebie by móc wrócić do nowego życia. A potem następuje czas leczenie ran. Inaczej po prostu się nie da.

                        Wiesz, R-Z, czasem, dopóki ktoś nie sformułuje jakiejś prawdy lub myśli wprost, człowiek gryzie się długo, zastanawiając się nad własnymi uczuciami, emocjami. Dziękuję, zaczynam lepiej rozumieć ten paradoks - czemu płaczę, mimo, że bez niego jest mi lepiej. I choć jestem zmęczona nieustannie, jak jeszcze nigdy w życiu, to za spokój i poczucie bezpieczeństwa warto taką cenę zapłacić. Nie rozumiałam, czemu ryczę, skąd depresja, lęki. Dałaś mi teraz do myślenia. Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja