Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego partnera

09.09.12, 17:54
Gdy z moją nową partnerką, prawniczką na kierowniczym stanowisku w poważnej państwowej instytucji oraz jej synem wybraliśmy się do sklepu o mało nie rozszarpał mnie dysonans emocjonalny. Bo z jednej strony cudownie, jak rodzinka a z drugiej...
...berbeć dopadł wózek i tak szalał z tym wózkiem między regałami, że inni ludzie niczym żaby na boki odskakiwali a ja tylko czekałem kiedy z półek zaczną sypać się słoiki...
Mama zdawała się nie widzieć problemu więc sam w końcu postanowiłem delikatnie młodzieńcowi zwrócić uwagę, że nie jest w lesie...na co spotkała mnie reprymenda ze strony mamusi, żebym sobie nie pozwalał więcej na tego rodzaju uwagi w stosunku do jej syna...
...i zapewniam, że mógłbym podać znacznie więcej temu podobnych przykładów, jakim to "atutem" są dzieci rozwódki w kontekście tworzenia nowego związku...

Co ciekawe, trwa aktualnie dyskusja "w temacie" polskich matek. Pewnie nie do końca ona koresponduje z poruszonym przeze mnie temacie "berbeci" i ich mam-rozwódek ale ma ona z poruszonym wyżej problemem wiele paraleli.

Zapraszam męską część tego forum do podzielenia się wrażeniami ze związków z paniami i ich dziećmi z poprzedniego związku, bardzo ciekaw jestem Waszych opinii...

Zachęcam także do prześledzenia ciekawej medialnej debaty na temat polskich mam:

LINK

Dzieci najwyraźniej potrzebne im do tego, aby coś znaczyć. Być Kimś. Domagać się urojonych praw i zawieszenia społecznych reguł. Nie chodzi o młode matki. Te są najzupełniej w porządku. Chodzi o wózkowe - wojowniczy, dziki i ekspansywny segment polskiego macierzyństwa. Macierzyństwa w natarciu, zawsze stadnego i rozwielmożnionego nad miarę. Pieszczącego w sobie poczucie wybraństwa i bezczelnie niegodzącego się na żadne ograniczenia.

Gdy domagają się dla siebie szczególnej tolerancji - a domagają się jej zawsze! - to wypychają na pierwszy plan dzieci. Że to dla tych bachorków. A któż odmówi dziecku? Okaże się tak nieczuły i paskudny? Ale dzieci to zwykle alibi. Pretekst, by nic nie robić. Aby nie pracować i nie rozwijać się (czy widzieliście kiedyś wózkową czytającą książkę?). Nawet ich rozmowy są o niczym. Magma słów bez znaczenia. Słowotoki - i tyle.

Link 1
Link 2
Link 3
    • agios_pneumatos Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 18:05
      kuwra1 napisała:

      (czy widzieliście ki
      > edyś wózkową czytającą książkę?).

      O przepraszam. A te wszystkie amerykańskie poradniki o wychowywaniu (tryb niedokonany) dzieci? ;]

    • nihoa kuwra 09.09.12, 18:18
      a jak było w tajlandii, bo się nie pochwaliłeś w końcu?
      • kuwra1 Re: kuwra 09.09.12, 18:24
        Ten temat wymagałby założenia osobnego forumsmile
    • ewela1_1 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 18:35

      To bardzo dziwne, że "berbeć" moze zachowywac się niepoprawniesmile, bo dzieci generalnie powinny mieć już w chwili narodzin 21 lat smile. Skoro Pan decyduje się na zwiazek z kobieta z dziećmi to po co są później pretensje i przekleństwa? Chyba wiedział na co się pisze...

      A dzieci są atutem samym w sobie(bez względu na to, czy one przeszkadzają, czy nie w związkach) i nie mam co do tego wątpliwości.

      Gdy ktoś nie lubi dzieci to nie powinien ich w ogóle mieć.
      -------------
      "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

      "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
      • zegnaj_kotku Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 18:42
        niewychowanego bachorka może mieć zarówno rozwódka jak czcigodna małżonka...
        generalnie złe zachowanie "naszych" dzieci mniej nas razi niż "cudzych"...

        btw kuwra co teraz czytasz?
      • malgolkab Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 19:43
        ewela1_1 napisała:

        >
        > To bardzo dziwne, że "berbeć" moze zachowywac się niepoprawniesmile,
        >
        To akurat nie dziwnesmile Dziwne za to, że mamusia jest tym zachwycona, nie reaguje i jeszcze zwraca uwagę innej osobie dorosłej przy dziecku... Też działaja na mnie jak płachta na byka dzieci rozwalające sklep i niereagujący dorosli, a mam dziecko.

        > -------------
        > "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędz
        > ie" E. Orzeszkowa
        >
        > "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
        • ewela1_1 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 10.09.12, 10:51

          Zgoda. Jednak nie podoba mi się nazywanie "przekleństwem" dziecka partnerki, nawet pomimo, jego niepoprawnego zachowania. Autor wątku nie przenosi niechęci na jego matkę, tylko na dziecko.
          -------------
          "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

          "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
      • gazeta_mi_placi Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 08:00
        Ale dzieci od małego uczy się (a przynajmniej powinno uczyć) gdzie jak można się zachować i co jest dopuszczalne, a co nie.
        Od tego są rodzice (w tym przypadku matka) aby korygować zachowania dzieci.
        • ewela1_1 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 08:44
          A ja napisałam wyżej, że dzieci to dzieci , są różne. Nie napisalam, ze nie należy im zwracac uwagi. Nie podoba mi się tylko przelanie żółci na dziecko, które według autora wątku sa przekleństwem w nowym związku z kobietą, ktora je posiada. Skoro jego matka nie zareagowała( a powinna) to niech wylewa żale na nią, a nie na "bachora", który nie jest winien, że jest źle wychowywany.
          -------------
          "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

          "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
          • gazeta_mi_placi Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 16:45
            Ale czemu nie można zwrócić uwagę dziecku/bachorowi (co kto woli)? Skąd założenie, że uwagę ma prawo zwracać źle zachowującemu się dziecku wyłącznie rodzic? Za naszych czasów każdy mógł zwrócić uwagę źle zachowującemu się w miejscu publicznym dziecku, matka, ojciec, partner matki, sąsiadka, przechodzień, współstacz w kolejce itp.
            Nikt nie robił z tego powodu tragedii ani nie wydrapywał oczu, że "obcy" (współstacz kolejkowy, sąsiad, przechodzień, osoba jakoś poszkodowana przez dziecko na skutek jego działań itp.) śmiał zwrócić uwagę dziecku.
            • mayenna Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 18:39
              Ja akurat zwracam uwagę. Liczy się to jak to robisz. Na ogól ludzie zwracają uwagę innym w sposób niemiły, atakujący, agresywny. Nic dziwnego, ze ktoś sobie po prostu może takich uwag nie życzyć.
    • mayenna Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 18:56
      Możesz mi przybliżyć co widzisz złego w opisanym przez ciebie zachowaniu dziecka?

      Bo problemem chyba jest twoje podejście do dzieci jako takich.
      • gazeta_mi_placi Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 08:09
        Sklep to nie plac zabaw, a ludzie przyszli zrobić zakupy a nie uciekać przed rozwydrzonym bachorem z wózkiem.
        Ja bym nie uciekła, w podobnej sytuacji po prostu szłam swoją drogą, bachor (jako że mniejszy) odbił się ode mnie i runął smile
        Mamusia od razu się znalazła przy nim, a ja poszłam dalej.
    • kwiaty_zla Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 18:57
      kuwra1 napisała:


      > a ze strony mamusi, żebym sobie nie pozwalał więcej na tego rodzaju uwagi w sto
      > sunku do jej syna...

      Świetną odpowiedzią na Twój słowotok jest jedna z sygnaturek chyba z e-mamy:

      "Kochanie, czy to nasze dziecię tak kwili? Czy bachor sąsiadów drze mordę?"

      I tu jest odpowiedź. Swoje - cudze.

      K.
    • kobieta306 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 19:01
      Ludzie, czy Wam nie szkoda było takiej pięknej pogody ? Przed kompem całą niedzielę zmarnowaliście, żeby się kłócić o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą??
      Weźcie Wy lepiej te dzieci swoje i nieswoje i idźcie na rolki albo rower.

      • mola1971 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 21:09
        Można siedzieć z kompem w ogrodzie, wystarczy mieć internet mobilny tongue_out
        • kobieta306 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 21:14
          też prawda wink
    • malgolkab Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 19:40
      hm, nie wyobrażam sobie takiego zachowania mojego dziecka w sklepie, choć nie raz takie dzieci widuję (zachwyconych nie wiem z czego rodziców też).
      Mam syna z pierwszego małżeństwa, mam też drugiego męża (był kawalerem, bez dzieci). Jak związek zaczał być na tyle poważne, że zaczęlismy spędzać czas w 3, uznałam za naturalne, że obecny ma prawo zwracać uwagę mojemu synowi. Nigdy tez nie przyszłoby mi do głowy zwracanie mu uwagi przy synu, bo dla mnie to podważenie autorytetu osoby dorosłej. Jak widać Twoja ex miała całkowicie inne podejście do wychowywania dzieci i akceptowalnych zachowań - dobrze, że to wyszło na tym etapie.
      • kuwra1 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 21:00
        ...właśnie...
        ale zwróć uwagę na komentarze innych pań, co niektóre nie widzą w takim zachowaniu niczego nagannego a są nawet takie, które potrafią odwrócić kota ogonem...
        • mayenna Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 10.09.12, 08:31
          Trudno ocenić nasilenie hasania dziecka z wózkiem po twojej wypowiedzi. Mnie pewnie obce dziecko nie przeszkadzało by dopóki nie najechałoby mi lub mojemu dziecku na nogi. Mniej tolerancyjnej osobie, a za taką tutaj uchodzisz w moich oczach, przeszkadzać może sam fakt, ze dziecię z wózkiem odrobinę pobiega w niezbyt tłocznym sklepie.
          • gazeta_mi_placi Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 08:11
            Jak niezbyt tłocznym skoro ludzie musieli umykać w bok przed bachorem?
            • mayenna Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 09:03
              Określenie 'bachor' doskonale oddaje stosunek pana k do dziecka. Nie jest dla mnie wiarygodny opis okoliczności przedstawiany przez osobę tak źle nastawioną. Widać duża niechęć w tym co pisze.

              • gazeta_mi_placi Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 09:17
                Nawet jeśli od samego początku czuł niechęć to akurat sytuacja którą opisał jest wielce prawdopodobna, mało to takich albo i gorszych scenek w sklepie z udziałem rozpuszczonych bachorów (nie piszę dzieci bo dzieci wg mnie są fajne i w miarę dobrze wychowane)?
                • ewela1_1 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 09:28
                  Co innego gdyby matka tez reagowała podobnie jak autor , a dziecko by się nie słuchało. Można byłoby się zdenerwować, ale nawet to nie daje prawa, by nazywać "trudne" dziecko bachorem i świadczy jedynie o wypowiadającym się.


                  -------------
                  "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

                  "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
                  • malgolkab Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 09:45
                    A moim zdaniem to raczej matka była "trudna". Dzieci próbują różnych zachowań, wpadają na dziwne pomysły - jak widzą akceptację u dorosłych to uważają te zachowania za coś naturalnego i fajnego.
                    • ewela1_1 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 09:56
                      To samo myślę, celowo napisałam w cudzysłowie, że dziecko było "trudne". Autor wątku jednak nie przelewa niechęci na matkę, tylko na dziecko. Ciekawe why!?smile
                      -------------
                      "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

                      "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
                      • malgolkab Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 10:20
                        Bo zawsze prościej obwiniać nie tę osobę, na której nam zależy.
                        To tak jak ze zdradzanymi żonami - przynajmniej połowa oskarża wszystkich dookoła (kochankę - nawet tę, która nie wiedziała o żoniewink, teściową, kolegów etc.) z wyjątkiem pana małżonka...
                        • ewela1_1 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 10:35

                          Dokładnie smile
                          -------------
                          "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

                          "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
                      • mayenna Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 11:03
                        ewela1_1 napisała:

                        > To samo myślę, celowo napisałam w cudzysłowie, że dziecko było "trudne". Autor
                        > wątku jednak nie przelewa niechęci na matkę, tylko na dziecko. Ciekawe why!?smile

                        A trudne mogło być z wielu powodów, niekoniecznie przez brak wychowania. Jesli wyksztalcona i inteligentna kobieta na stanowisku jednak nie zwróciła uwagi swojemu dziecku to mozliwe, że nie było to drastyczne zachowanie. Raczej bezdzietny męzczyzna po prostu ma niższy próg tolerancji i ewidentnie jest źle nastawiony do dziecka. Nie rozumie chyba zjawiska.
                        • malgolkab Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 11:57
                          Mayenna, ja jestem "dzietną" kobietą i tez mnie takie zachowania denerwują.
                        • woda_woda Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 12:06
                          mayenna napisała:

                          > Nie rozumie chyba zjawiska.

                          Ja tez nie rozumiem zjawiska, że dziecko szaleje po sklepie a matka mu na to pozwala.
                          • mayenna Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 15:56
                            Dla mnie opowieśc jestt niewiarygodna bo pan jest ewidentnie żle nastwiony do dzieci. Dal jednego szleństwem jest samodzielne pchanie wózka prrzez dziecko, dla drugiego szaleńczy bieg z tymże.
                            Mnie ogólnie dzieci mniej denerwują niż dorośli, którzy np. uprawiają konwersacje towarzyskie pośrodku sklepu/chodnika, zastawiają wózkami przejścia, wchodzą z wózkami dziecięcymi do ciasnych sklepów, palą w miejscach publicznych, np. przystankach,, używają wulgarnych słów w miejscach publicznych, choćby takich jak forum i 'kojarzący' mi się nick pana.
                            • woda_woda Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 15:58
                              mayenna napisała:

                              > Dla mnie opowieśc jestt niewiarygodna

                              To jest nieistotne, czy opowieść jest dla ciebie wiarygodna.

                              W końcu każdy takie dzieci - szalejące w sklepie - widział. I matki, które nie reagują.
                              • mayenna Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 16:48
                                Ano widział.
                                Nie ma edukacji rodziców do wychowania. Rodzic już wie, że klaps jest zły, ale nie wie czym go zastąpić. Jak tata 'zdyscyplinował' niegrzeczne dziecko w sklepie klapsem to ktoś z obecnych wezwał policję.
                                Ktoś tu napisał o problemie zabierania dzieci z sobą wszędzie: jak nie mamy opieki do dziecka to co robić? Jak się jest rodzicem po rozwodzie i nie ma z kim zostawić ?
                                Slub jest uroczystością rodzinna i nie wyobrażam sobie nieobecności dzieci z rodziny. Takie spotkania sa bardzo ważne dla tworzenia więzi.
                                • woda_woda Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 17:00
                                  > Nie ma edukacji rodziców do wychowania.

                                  Jest gorzej: rodzice nie chcą się edukować do wychowania.

                                  > Ktoś tu napisał o problemie zabierania dzieci z sobą wszędzie: jak nie mamy opi
                                  > eki do dziecka to co robić?

                                  Nieprawda. Ktoś pisał, że dwoje dorosłych plus dziecko w sklepie, podczas gdy jeden dorosły może zająć się dzeckiem poza sklepem.

                                  > Slub jest uroczystością rodzinna i nie wyobrażam sobie nieobecności dzieci z ro
                                  > dziny.

                                  Jasne. Co nie znaczy, że dzieci muszą byc równiez na weselu - bo nie muszą.

                                  • mayenna Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 18:36
                                    woda_woda napisała:


                                    > Jest gorzej: rodzice nie chcą się edukować do wychowania.
                                    Nie ma takiejj świadomości po prostu. Jest ten mityczny instynkt macierzyński, wzór ' bo mnie tak wychowano' i nie widzą potrzeby. Nikt tez rodzicom takiej potrzeby nie uświadamia. Kurs 10 godzinny kosztuje ok. 400 zł to młodych ludzi zwyczajnie może nie być na to stać.

                                    Pan kuwra nie poczuwał się do opieki nad dzieckiem swojej partnerki. Zwrócił mu uwagę w dość niefortunny sposób. Mógł znaleźć kilka innych rozwiązań sytuacji. Ale prościej jest napisać: bachory partnerek sa przekleństwem. Moim zdaniem taki facet to przekleństwo dla kobiety. Ale to moje zdanie, odrębnesmile

                                    Moim zdaniem mało osób umie w kontaktach z innymi wytworzyć taką przestrzeń bezpieczeństwa, akceptacji, w której można poruszać przykre i drażliwe tematy bez krytyki tej osoby.

                                    > Jasne. Co nie znaczy, że dzieci muszą byc równiez na weselu - bo nie muszą.
                                    Nie muszą,. ale czemu miałyby być z niego wykluczone?
                            • gazeta_mi_placi Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 16:30
                              Szaleńczy bieg z wózkiem wśród osób robiących zakupy i nie znajdujących się w sali zabaw ani na placu zabaw jest dla mnie niedopuszczalny, można zrobić krzywdę sobie i innym, a co jakby najechał w szalonym pędzie jak sama piszesz na innego trzylatka spokojnie stojącego przy matce? Celowo nie piszę na dorosłego, bo pewnego rodzaju ludzie (nie tylko matki, znam takiego osobnika bezdzietnego płci męskiej) empatyczne mogą być ewentualnie tylko do dzieci, a całą resztę mają gdzieś, dorosłych można gnoić, można wyzywać od starych dziadów i gorzej, ale oczywiście na użycie słowa "bachor" określającego niegrzeczne dziecko są owe osoby wielce oburzone itp.
                              Sklep to nie plac zabaw. A potem odszkodowanie sępione od sklepu, od producenta bo dziecku sklep pomylił się z placem zabaw i stała mu się krzywda (dziecko poparzone Kretem, dziecko z małopolskiego któremu udało się wejść na zaplecze sklepu i spaść z antresoli, było pod "opieką" obojga rodziców, zresztą akurat w jednym i drugim przypadku).
    • nangaparbat3 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 19:47
      więc sam w końcu postanowiłem delikatnie młodzieńcowi zwrócić uwagę, że nie jest w lesie...
      Bo wychowawca z Ciebie jak z koziej dupy trąba.
      Gdybyś dziecku spokojnie, tonem rzeczowym i zyczliwym jednocześnie, wyjasnil, ze może kogos potrącic, albo sloik spuscic na glowe, najprawdopodobniej ono by Cie posłuchalo, a matka z wdzięcznoscia przyjela interwencje. Zwrot "nie jesteś w lesie" jest agresywny i niczego nie wyraza poza zloscią i potepieniem, niczego nie uczy.
    • kobieta306 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 21:13
      dla mnie zachowanie dzieci, które opisujesz, to jakiś niewyobrażalny kosmos. Moje dzieci nigdy, ani wcześniej, ani teraz po rozwodzie, nie zachowały się tak w żadnej sytuacji. One spojrzą na mnie i wiedzą, że to jest granica. Żadnego NIGDY nie uderzyłam ani nie zwyzywałam. Nie musiałam, a dzieci mam żywiołowe. Ciekawe nie?
      Bezstresowe wychowanie, gdzie dzieciom wolno wszystko, praktykuje pełna rodzina 2+2 moich sąsiadów. Patrzę od trzech lat, jak rośnie nam pokolenie młodych gnojków, które rykiem i rzucaniem się na trawnik, przekonują rodziców do swoich racji. Te dzieci mają wszystko, to co zechcą.
    • anbale Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 21:33
      Ale co Ty właściwie chcesz przekazać czy też udowodnić?
      Że dzieci bywają upierdliwe? No bywają.
      Że są tacy, którzy nie mają ochoty na bujanie się z cudzym potomstwem? No są.
      Że prymitywne kobiety również mają dzieci? No mają.
      Czy ktoś Ci wciska na siłę rozwódkę z dziećmi, że tak usilnie od dwóch dni starasz się wykazać, że to niedopuszczalne?
      Wyluzuj trochę, jeden lubi jabłko, drugi woli gruszkę, jeden nie toleruje cudzych dzieci, dla innego to atut.
    • kobieta306 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 21:44
      Pytanie mam. Dlaczego ten fakt - "Gdy z moją nową partnerką, prawniczką na kierowniczym stanowisku w poważnej państwowej instytucji" - został tak podkreślony???
      Ze niby kobieta dobra partia, to znowu bachor nietęgi?
      Czy, że masz branie u pań na stanowiskach?
      Czy, że kobiety na stanowiskach źle wychowują dzieci?
      Czy gdy byłaby to "pani kasejrka z Lidla", to miałoby to inny wpływ na zachowanie dziecka?


      • kuwra1 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 22:09
        Fakt ten podkreślony został, ponieważ osoba tego rodzaju winna wykazywać się stosowną percepcją wymowy opisanego zdarzenia, tak nalażałoby oczekiwać, tymczasem właśnie "pani kasjerka z Lidla" pewnie zachowałaby się znacznie bardziej adekwatnie (chociażby dlatego, że nie raz pewnie podobne sceny widziała).
        Uwypuklenie tego faktu ma na celu pokazanie, że nawet odpowiednie wykształcenie w parze z pozycją zawodową może okazać się daleko niewystarczające w kontekście predyspozycji do tworzenia tego rodzaju związków.
        Od tego rodzaju osób należałoby oczekiwać postaw egalitarnych, szczególnej dbałości o zachowania własne (ale i podopiecznych) szczególnie w przestrzeni publicznej.
        Tym bardziej dotkliwe jest tego rodzaju rozczarowanie jakie mnie tu spotkało...
        • kobieta306 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 22:13
          a wiesz co. W Poznaniu jest taka sprawa, o której wszyscy niemal wiedzą ale nikt nie mówi głośno. Lekarz, wybitny specjalista, utytułowany i znany, regularnie okłada swoją żonę. Pomyślałbyś? Przecież to zawód, który stworzony został po to by pomagać ludziom. Jaki z tego wniosek?
          • gazeta_mi_placi Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 08:05
            Myślę, że nie bardziej i nie więcej niż okoliczne menele po podstawówce, od czasu do czasu dorabiający na budowie.
        • gyubal_wahazar Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 22:50
          > (...) nawet odpowiednie wykształcenie w parze z pozycją zawodową może okazać się daleko niewystarczające w kontekście predyspozycji do tworzenia tego rodzaju związków.

          A jak w ogóle zrodził się pomysł, że wykształcenie prawnicze, w parze z pozycją zawodową, miałoby mieć związek, ze sposobem wychowania dziecka ?
          • kuwra1 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 23:17
            Szybko.
            • gyubal_wahazar Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 10.09.12, 00:16
              Imponujące
        • mayenna Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 10.09.12, 08:39
          kuwra1 napisała:


          > Uwypuklenie tego faktu ma na celu pokazanie, że nawet odpowiednie wykształcenie
          > w parze z pozycją zawodową może okazać się daleko niewystarczające w kontekści
          > e predyspozycji do tworzenia tego rodzaju związków.

          Związek tworzy się z człowiekiem, a nie jego pozycją zawodową czy wykształceniem. Z moich osobistych doświadczeń wynika, że im one wyższe to o kulturę osobistą trudniej.
      • gazeta_mi_placi Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 08:07
        Od osób lepiej wykształconych na ogół wymaga się więcej niż od Pana Mańka po podstawówce z konkubiną po ledwo skończonym gimnazjum.
    • wendd Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 09.09.12, 23:03
      Dzieci bywają nieznośne i na tym polega wychowanie i socjalizacja aby nauczyły się funkcjonować w społeczeństwie.
      Nikt nie rodzi się od razu przystosowany.
      Któż z nas w dzieciństwie nie dłubał w nosie?smile A dzisiaj tego nie robimy prawda?smile

      W opisanej sytuacji to nie dziecko jest problemem - tylko postawa jego mamy, bo:
      1. nie widzi (nie chce widzieć), że dziecko źle się zachowuje,
      2. nie dopuszcza tego, że jej partner/nowy mąż ma prawo do ingerowania w wychowanie jej dziecka.

      Albo/albo - albo dzielimy razem życie i mamy wzajemnie wpływ na to jak ono wygląda, albo mimo sypmatii dla partnera rozstajemy się.
      Nie wyobrażam sobie sytuacji mieszkania razem z partnerem i jego dzieckiem pod jednym dachem i jednoczesnego bycia traktowanym jak intruz w sprawach, które dotyczą dziecka.
      • teuta1 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 10.09.12, 06:36
        Znajdź ty se babę bez dzieci i przestań pitolić. Wiecznie ci te bachory w różnych konfiguracjach przeszkadzają. A może specjalnie spotykasz sie z rozwódkami z dziećmi, bo uważasz, że samotna kobieta z dzieckiem POWINNA być ci wdzięczna i docenić twoje poświecenie (że niby gotów ją jesteś wziąć z przychówkiem?)?
        • gazeta_mi_placi Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 08:04
          Nie sposób odmówić Ci racji, powinna smile
    • rzut_beretem Kuwra ... 10.09.12, 08:53
      Nie wiem w którym sklepie robiliście zakupy, może w tym samym w którym byłam z moim (na szczęście już exem) i jego uroczym synem. Po krótce opiszę jak to wyglądało:

      byliśmy w markecie spożywczym, dzieciak niezadowolony, bo mu się nudzi itd. ok rozumiem, bo to żadna atrakcja ale zaczynam być zniecierpliwoona 3 letnimi fochami. koniec końców, podjechaliśmy do kasy, ja w pocie czoła wykładam makarony, sraj taśmę, itd a mój ex ze swoim syneczkiem zaczyna się bawić w podrzucanie, potząsanie. mówię, weź pomóż. pomaga wykładać ale dziecior szaleje dalej i mało tej biednej pani kasjerki z budki nie wyniesie(nie wiem jak się fachowo nazywa to miejsce gdzie one siedzą). więc mówię do nich - może spokojniej... na co mój ex do mnie:

      - mam dosyć twoich GESTAPOWSKICH METOD !

      Problemem nie są rozwódki i ich dzieci, bo jak widzisz w odwrotnej konstelacji to też działa.

      I gdybym kiedykolwiek wpadła na pomysł związania się z facetem posiadającym dziecko to obiecuję, że pójdę i przytrzasnę sobie głowę drzwiami.



      • noname2002 Re: Kuwra ... 10.09.12, 09:15
        byliśmy w markecie spożywczym, dzieciak niezadowolony, bo mu się nudzi itd. ok
        > rozumiem, bo to żadna atrakcja ale zaczynam być zniecierpliwoona 3 letnimi foch
        > ami. koniec końców, podjechaliśmy do kasy, ja w pocie czoła wykładam makarony,
        > sraj taśmę, itd a mój ex ze swoim syneczkiem zaczyna się bawić w podrzucanie, p
        > otząsanie. mówię, weź pomóż. pomaga wykładać ale dziecior szaleje dalej i mało
        > tej biednej pani kasjerki z budki nie wyniesie(nie wiem jak się fachowo nazywa
        > to miejsce gdzie one siedzą). więc mówię do nich - może spokojniej... na co mój
        > ex do mnie:

        A ja Ciebie zupełnie nie rozumiem, ja po większe zakupy jak syn był 2-3latkiem jeździłam z mamą i to było normalne że jedna pilnuje dziecka(babcia) a druga wykłada, płaci i pakuje do toreb. Syn w tym wieku znudzony zakupami i niepilnowany by narozrabiał(najczęściej uciekał). Serio potrzebna ci pomoc do wyłożenia zakupów na taśmę???
        Dla mnie to wygląda na przepychankę kto jest ważniejszy, czy dziecko.
        • pati790 Re: Kuwra ... 10.09.12, 09:40
          O to to to to!smile
        • rzut_beretem Re: Kuwra ... 10.09.12, 09:41
          Przeczytałaś uważnie ?

          W sklepie byłam ja, mój ex i jego syn. Mógł przypilnować ? Mógł.

          Poza tym wtedy byłam w zaawansowanej ciąży big_grin więc wypakowanie na taśmę produktów było dość trudne.

          Znowu wyjdę na okropną ex macochę. Ale teraz ani mnie to grzeje ani ziębi.
          • mayenna Re: Kuwra ... 10.09.12, 10:08
            A jak sobie radziłaś ze swoim dzieckiem?
          • noname2002 Re: Kuwra ... 10.09.12, 10:08
            Ale Ty masz pretensje, że zamiast Tobie pomagać to bawił się z dzieckiem, ja tak zrozumiałam. A w ciąży też można wykładać produkty na taśmę, też to robiłam, przy cięższych
            produktach kasjerka skanuje produkt w wózku.


            > Znowu wyjdę na okropną ex macochę. Ale teraz ani mnie to grzeje ani ziębi.

            Nie, raczej na kogoś kto nie powinien się wiązać z kimś kto ma dziecko. Ciekawe swoją drogą czy następny, tym razem wolny mężczyzna zrozumie zachowania Twojego dziecka.
          • mayenna Re: Kuwra ... 10.09.12, 10:16
            rzut_beretem napisała:

            > Przeczytałaś uważnie ?
            >
            > W sklepie byłam ja, mój ex i jego syn. Mógł przypilnować ? Mógł.

            Przecież przypilnował. Napisałaś że bawił się z dzieckiem. Nie mógł z nim odejść od ciebie bo poprosiłaś o pomoc.
            Dziecko wymaga pewnych umiejętności aby nim kierować. Sporo osób ich po prostu nie ma.W takie sytuacji poprosiłabym aby wyszedł z dzieckiem poza kasy bo ja sobie poradzę. Tam jest wiecej miejsca i dziecko nikomu by nie przeszkadzało.
            • rzut_beretem Re: Kuwra ... 10.09.12, 10:28
              Obecnie, jak jadę na zakupy to jadę sama. Bez własnego potomka. Co rozwiązuje wspaniale kwestię wyciągania towaru na taśmę.

              Równie wspaniale rozwiązałam sprawę z ex pasierbem, bo rozstałam się z jego ojcem.

              Tak, nie powinnam była wiązać się z mężczyzną posiadającym dziecko. Mea culpa.

              Nie planuję nowego związku, więc nie będę się zastanawiać jakby to było gdyby mój partner nie akceptował mojego dziecka ...
              • kobieta306 Re: Kuwra ... 10.09.12, 10:46
                a jakim ojcem jest ten facet dla Twojego dziecka?
                Ja tam Ciebie rozumiem, bo wiem, że takie coś może wnerwiać.
                • rzut_beretem Re: Kuwra ... 10.09.12, 10:48
                  żadnym ojcem. Całkowity brak kontaktu.
                  • kobieta306 Re: Kuwra ... 10.09.12, 10:49
                    no i masz odpowiedź, że się na ojca nie nadaje.
                    • rzut_beretem Re: Kuwra ... 10.09.12, 10:54
                      Nadaje ale dla pierwszego dziecka. Dla drugiego już nie. To jakaś schizofrenia ojcowska.
              • malgolkab Re: Kuwra ... 11.09.12, 10:22
                rzut_beretem napisała:

                > Obecnie, jak jadę na zakupy to jadę sama. Bez własnego potomka. Co rozwiązuje w
                > spaniale kwestię wyciągania towaru na taśmę.

                Ale ty przecież miałaś pretensję, że musiałaś zakupy na taśmę wyciągać sama... pewnie jakby mąż został w domu z synem, to byś miała pretensje, że woli z nim siedzieć, niż zakupy robić. Nie możesz winic dziecko za to, że ojciec kocha je bardziej/zajmuje się więcej niż waszym wspólnym. Nie dziecka wina, że ma ojca idiotę...
      • malgolkab Re: Kuwra ... 10.09.12, 17:35
        Nie bardzo rozumiem po co targac dziecko do marketu jesli są 2 dorosłe osoby - jedna może zostac z dzieckiem, druga idzie spokojnie robić zakupy...
        Poza tym nazywanie wypakowywania zakupów pracą w pocie czoła to lekka przesada wink Jesli dziecko faktycznie bylo nieznośne, to mogłaś zając się wypakowywaniem rzeczy, chlop dzieckiem, a po powrocie do domu obgadać temat, a nie robić aferę przy kasie.
        • gazeta_mi_placi Re: Kuwra ... 11.09.12, 08:02
          Teraz jest taka moda, że targa się dzieci wszędzie czy trzeba i mus i czy nie trzeba aby obrzydzić innym ludziom życie, kasjerom, klientom.
          • malgolkab Re: Kuwra ... 11.09.12, 09:27
            Też to zauważyłam. Zapomniałaś jeszcze o targaniu dzieci na wesela i wszelkie inne nocne imprezysmile
    • jodi20l Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 10.09.12, 10:45
      o ile zachowanie dziecka mniej mnie dziwi ( coz, zdarza sie ) o tyle takie zachowanie przynajmniej w moim mniemaniu zachowuje na interwencje rodzica-opiekuna. Pani malo powazna skoro skarcila Ciebie a nie dziecko ;p

      jestem w dosc luznym zwiazku. dzieciw towarzystwie partnera czesto bywaja. generalnie sa raczej z tych malo rozrabiajacych ale pozytywnie szalejacych. raczej nie ma potrzeby zakazow, nakazow. bardziej ostrzezenia i nasze umowy. kilka razy partner sam zaproponowal im jakas tam 'umowe' nieglupia z reszta ale do paly by mi nie przyszlo negocjowac ja przy dzieciach, chociaz zastrzezen wiekszych nie mialam.
    • gazeta_mi_placi Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 07:58
      Niestety nawet osoby wykształcone wychowują swoje dzieci jak bydło, a cały świat (np. sklep czy urząd) nie dostosuje się pod małe dziecko i nie może być placem zabaw.
      Należy od małego uczyć dzieci, że inaczej zachowujemy się w miejscach specjalnie przeznaczone pod dzieci np. place zabaw czy przedszkola a inaczej w innych miejscach.
      W znanej sprawie wypicia Kreta przez małe dziecko w sklepie personel podkreślał, nie pierwszy raz dziecko robiło co chciało, a wcześniej nawet zwracali rodzicom uwagę.
      • noname2002 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 09:50
        Gazeta ale są też przegięcia w drugą stronę, są ludzie którzy mają pretensje o każdą aktywność dziecka. Np ostatnio przyjaciółka jechała autobusem z 5letnim synem, dziecko jej zadawało pytania, normalnym tonem,nie krzycząc, przyjaciółka odpowiadała a pani jadącej tym autobusem to przeszkadzało i ich wyzwała, że autobus to nie przedszkole(!). Sąsiadka kuzynki miała pretensje, że małe dzieci w domu biegają-dzieci w skarpetkach i
        nie krzyczące. No niestety, życie w skupiskach ludzi wymaga kompromisów. Ja też nie robiłam awantur jak sąsiedzi robili remonty w czasie drzemki mojego dziecka.
        PS Przypomniało mi się też jak z rocznym synem i z mamą poszłam do restauracji i jeden pan wydarł się na nas, że dziecko hałasuje i to kompletny brak kultury. Po czym zadzwoniła jego komórka, odebrał i zaczął do niej WRZESZCZEĆ big_grin
        • gazeta_mi_placi Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 16:37
          A hałasowało czy nie? Ja pamiętam ryczące dziecko (długo ryczące) około roku, może półtora, jakakolwiek rozmowa z drugą osobą z którą przyszłam była niemożliwa.
          Pan oczywiście też nie powinien głośno rozmawiać przez telefon. Ale wydaje mi się (moja obserwacja), że jednak głośnych dzieci w restauracjach jest więcej (częstsze przypadki) niż głośno zachowujących się dorosłych, oczywiście to są moje obserwacje, ktoś inny może mieć odwrotne albo jeszcze inne.
    • woda_woda To nie dziecko było twoim przekleństwem, 11.09.12, 09:28
      tylko jego matka smile

      Następnym razem radziłabym związać się z kobietą nie tylko wykształconą, ale i i nteligentną.
    • kobieta306 Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 10:08
      Prawda taka jest, że teraz dzieci wychowuje się na egoistów i uczy jak rozpychac łokciami. Dzieciom wolno wszystko. Nie rozumiem tego, nie umiem tak wychowywać swoich. Nie cierpię kiedy moje dzieci się wydzierają i ucze ich, że każdy ma prawo do spokoju , również sąsiedzi.
      Tymczasem sama mam sąsiadów, którzy imprezują głośno, drą się do dzieciaków, wszystko niby ludzie na poziomie ale dlaczego muszą żyć tak głośno, że słyszę wszystko co sie w ich domu dzieje. Dzieci maja spodób by rzucic się na trawnik i wyegzekwować swoje zachcianki. Patrzę na to i oczy przecieram. Ludzie sa w moim wieku więc nie moge powiedzieć, że to "inne pokolenie". W mojej głowie się nie mieści by mi się tak dzieciaki moje zachowały choć raz. Może im krzywdę robię? Może powinnam ich uczyć , jak się rozepchać łapami? tak poza tematem ale mnie naszło wink
      • fotm Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 10:38
        Już w samym temacie posta zaznaczyłeś swoje nastawienie do tematu, więc po co dyskusja. Dla mnie osobiście przekleństwem są faceci, którzy nie potrafią się stanowczo zachować, a potem wylewają swe frustracje w internecie. A żeby nie wyszło na to, że jestem matką która na takie rzeczy zezwala, zaznaczam, że też nie popieram zrzucania słoików w sklepie smile. Przekleństwem tu nie jest dziecko tylko Twoja pozycja w tym związku.
    • malgolkab Re: Dzieci rozwódki - przekleństwo jej nowego par 11.09.12, 10:39
      A tak w ogóle, to gdyby pani dziecka nie miała, to mogłoby nie wyjść na jaw jak bardzo różnicie się w tak podstawowych kwestiach jak wychowanie dzieci. Ja tak miałam z pierwszym mężem i był to jeden z głównych problemów w naszym związku.
    • lampka_witoszowska Re: Dziecko rozwódki 11.09.12, 11:01
      nie chciałabym być z kimś, dla kogo moje dziecko jest kimś negatywnym albo problemem - nawet nei wiem, jak nazwać, co może czuć idiota

      gdyby się zdarzyła taka osoba w moim życiu, po stwierdzeniu faktu, że jej coś nie gra, straciłabym do niej szacunek - i nie miałby już u mnie szans

      ale podobni najwyraźniej nie mają u mnie brania, nie ten gatunek - zas o swoim dziecku tak lubię opowiadać, że nikt nei ma złudzeń, że jest dla mnie ogromnie ważne - więc jak ktoś mógłby liczyć w ogóle na to, że zgodziłabym się na wspólne życie z kimś, kto Miśki nie akceptuje, nei lubi czy nie szanuje? dziecko na gamonia w domu nei zasłużyło, ja też
Inne wątki na temat:
Pełna wersja