smutno mi, bardzo smutno...

13.09.12, 15:35
Jest mi smutno z wielu powodów i pomyślałam, ze napisze.
Po pierwsze smutno mi bo Joanna jest nieszczęśliwa ( watek: Od dzisiaj jestem sama....
)
Po drugie smutno mi, , bo przeczytałam poniższe fragmenty :

-Wina jest obustronna, latami próbowaliśmy oboje poskładać rozwaloną na części układankę...
-Wiele razy rozmawialiśmy o rozstaniu... Dawaliśmy sobie szansę... Pojawienie się 6 lat temu dziecka opóźniło decyzję o rozstaniu, pojawienie się kobiety w życiu mojego męża przyspieszyło decyzję o rozstaniu...
-Miałam żal, że nie odszedł ode mnie, tylko że odszedł do innej....
-upokorzenie przed tym, że mężczyzna którego kocham - kocha inną.
-To tak cholernie boli... gdy ja nie mogę spać, ryczę nocami do poduszki, tęsknię przerażająco, a on.... w tym samym momencie taki szczęśliwy, taki zakochany, taki spełniony....
-. A jego "szczescie" tez nie potrwa długo, nie buduje się szczescia na cudzym nieszczęściu i jest to prawda stara jak świat.
-Ale wiesz, on się bawi a ja ryczę... i cały czas miałam nadzieję że im nie wyjdzie, że zostanie sam...
-Ale wczoraj poczytałam horoskopy (jego i swój) - a nigdy w nie nie wierzyłam. A tam dosłownie wszystko to co się stało w tym roku... W każdym jednym...
Więc poczytałam horoskop na 2013r, i co?? I w każdym, że jego trudna decyzja okaże się tą najlepszą, że dzięki niej ten rok będzie najpiękniejszym rokiem jakie przeżył od ostatnich kilku lat... Już nawet nadziei nie mam, że kiedyś mu się odbije moja krzywda...
-Najbardziej boli to, że on mnie traktuje jako ta drugą.
-On nie. A jak prosiłam by mnie przytulił, to usłyszałam, że nie może, bo byłby wobec niej nie w porządku. Wobec niej!! Zna ją od miesiąca...


I wyłania mi się obraz ludzi, którym nie był ze sobą dobrze, mówili o rozstaniu, dziecko miało być „lekiem na małżeństwo” w końcu mężczyzna kogoś poznał odszedł, a zostawiona kobieta życzy mu wszystkiego najgorszego i tak naprawdę to najbardziej boli ja, ze on ma się dobrze, i że kocha i kocha się z inna a nie, ze ona jest sama.
I to nazywa się miłością.
A do mężczyzny który ma inna kobietę i jest wobec niej w porządku, ma się pretensje, że nie chce trwać jednocześnie w związku z byłą, która już nie jest jego „jedyna”

I bez jednej informacji co miedzy nimi nie grało, czemu on nie był szczęśliwy w związku pisze ktoś:
ktoś wyżej napisał, że o nie była miłość ze strony Twojego Gada.

Smutno mi.
Smutno mi, że miłością nazywa się chęć posiadania drugiego człowieka i życzenie złych rzeczy.
Smutno mi , że dziecko jest używane do naprawy związku a nie jako piękny owoc miłości ludzi.
Smutno mi…
    • inna_nowa_ja Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 15:46
      mi też smutno, miłość to nie taka prosta sprawa a chyba najbardziej mi smutno kiedy w naszym rozumieniu miłości cierpią dzieci bo one tę miłość postrzegają inaczej, najsmutniejsze kiedy dzieci mają być nie miłością samą w sobie a czynnikiem naprawczym.
      I smutno mi bo w tym chorym świecie tak niewiele tej miłości - prawdziwej.
    • moniapoz Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 15:57
      do wszystkiego trzeba dojrzeć....w tej chwili Joanna jest nieszczęśliwa i denerwuje ją nowy związek jeszcze męża (trudno się dziwić, docenia się to co się utraci). za jakiś czas spojrzy z dystansem który już widać (dostrzeżenie przyczyn rozpadu) i myślę, że wyciągnie wnioski.
      w tym przypadku nie widzę budowania szczęścia na cudzym nieszczęściu....bo wcześniej związek był nie udany i Joanna o tym doskonale wiedziała tylko łudziła się że jakoś to będzie.

      szkoda tylko w tym dziecka - najgłupsza rzecz na świecie, naprawianie złej relacji za pomocą potomka.

      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • 5pa.ulina Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 16:14
        moniapoz napisała: >
        > szkoda tylko w tym dziecka - najgłupsza rzecz na świecie, naprawianie złej rel
        > acji za pomocą potomka.

        Po rozwodzie też tak często niestety bywa. Ludziom dorosłym wydaje się, że dzieci mają taką samą wiedzę o świecie i taką samą wrażliwość jak oni. Więc różne cyrki przy dzieciach odstawiają - a to próbują je "nastawiać", a to się godzą, a to się rozchodzą, a to (jak mój szanowny ex) opowiadają małemu dziecku, że pani dla której odszedł z domu, jest tylko na chwilę itp.
        To jest bardzo smutne.
    • anbale Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 16:15
      A mnie trochę denerwuje ten jakiś wymóg okazywania chrześcijańskiego miłosierdzia i harcerskich ideałów przez ludzi, którym akurat świat się wali na łeb albo są w oku cyklonu.
      W takich momentach przeżywa się mnóstwo negatywnych, wręcz obrzydliwych emocji i nie ma co tego ukrywać, bo wychodzi tylko piętrowa hipokryzja.
      Można się przyczepić, że ktoś tam 10 lat po rozwodzie zieje jadem i chęcią zemsty, bo to faktycznie co najmniej małoduszne - ale komuś pogrążonemu akurat w czarnej dziurze trzeba dać spokój, ewentualnie możliwość wyrzucenia z siebie całego swojego gniewu i goryczy. Jak się nie ma ochoty z tym obcować- to można się po prostu nie angażować w tego typu wątki.
      • moniapoz Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 16:23
        > W takich momentach przeżywa się mnóstwo negatywnych, wręcz obrzydliwych emocji
        > i nie ma co tego ukrywać, bo wychodzi tylko piętrowa hipokryzja.

        ja się w pełni z tym zgadzam. emocję nie powinny być pudrowane w imię chrześcijańskiego miłosierdzia. uważam nawet, że zdecydowanie lepiej je wywalić niż pielęgnować w sobie latami.

        ------
        Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
        Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • 0joanna123 Re: smutno mi, bardzo smutno... 14.09.12, 07:12

        ale komuś pogrążonemu akurat w cz
        > arnej dziurze trzeba dać spokój, ewentualnie możliwość wyrzucenia z siebie całe
        > go swojego gniewu i goryczy. Jak się nie ma ochoty z tym obcować- to można się
        > po prostu nie angażować w tego typu wątki

        Dziękuję anbale...
    • mola1971 Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 16:30
      Kara, a w tamtym wątku miejsca zabrakło, że aż nowy musiałaś założyć, by swój smutek wyrazić?
      Co do meritum - daj spokój dziewczynie, chwilę temu się rozstała z mężem. Jeszcze sporo czasu musi upłynąć, nim uspokoi emocje i na sprawę spojrzy z dystansem.
      • anbale Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 16:34
        A swoją drogą wpędzanie kogoś, kto przeżywa być może największą tragedie w swoim życiu; dodatkowo w poczucie winy, że jego emocje nie są pełne szlachetnych porywów i altruistycznego szczęścia, że oto mogę się z kimś podzielić osobą, którą kocham- to też zasmucający brak empatii...
        • lampka_witoszowska Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 16:41
          ciągle zdarzają się niepoukładani ludzie, którzy zrobią baaardzo dużo, żeby tylko poczuć się lepiej, a najlepiej lepszymi od innych - w najgorszym razie można wyskoczyć z mężem-prawnikiem, jakt o czyni czasem autorka tego wątku

          nawet wykorzystają każdą słabą chwilę, a słabość czy wada bliźniego doprowadza ich chyba do ekstazy

          bywa
          i wciąż budzi niesmak
    • woda_woda Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 16:55
      Zraniona miłość własna w połączeniu z zazdrością to nie jest dobra mieszanka. Ale bez niej nie byłoby tragedii antycznych smile

      Ale rzeczywiście smutne to - rozpaczać nie dlatego, że odszedł ale dlatego, że do innej.


      • kwiaty_zla Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 17:01
        woda_woda napisała:


        > Ale rzeczywiście smutne to - rozpaczać nie dlatego, że odszedł ale dlatego, że
        > do innej.

        Uważam, że tu nie masz racji. Jak się nie układało w związku to uczciwiej odejść OD osoby. A nie jak się znajdzie lepszy model. Prosta uczciwość - nie odpowiada mi, odchodzę. Potem szukam czegoś innego. Ale o zwykłą uczciwość dziś trudno - nawet nie ma co świecy rozpalać...

        Kwiatek
        • woda_woda Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 17:03
          Nie mówimy o tym, co jest bardziej a co mniej ucziwe a o tym, że Joanna nie cierpi dlatego, że odszedł a dlatego, że została urażona jej miłość własna.
          • anbale Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 17:11
            Ale to nieuniknione, zawsze w takich momentach cierpi miłość własna. Po prostu nie da się inaczej. Każde odrzucenie, w każdej konfiguracji uderza w miłość własną.
            • woda_woda Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 17:16
              Oczywiście. Tylko nie nalezy mylić miłości do drugiego człowieka z miłością własną, bo to dwie zupełnie inne emocje.

              Joanna nie kocha swojego męża, bo jeśli kogos kochasz to nie życzysz mu źle.
              • kwiaty_zla Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 17:26
                woda_woda napisała:

                > Joanna nie kocha swojego męża, bo jeśli kogos kochasz to nie życzysz mu źle.

                Nie wiesz co siedzi w głowie Joanny. Nie wiesz czy życzyłaby źle jakby odszedł OD NIEJ. Nie do innej. A czy to miłość? Kto wie... Tylko w poradnikach piszą, że jak kochasz to pozwalasz odejść, w życiu (jak widac na tym forum) inaczej się układa.

                K.


                • woda_woda Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 17:32
                  > Nie wiesz co siedzi w głowie Joanny.

                  Zakładam, że to co pisze jest odzwierciedleniem tego, co siedzi w jej głowie.

                  > Nie do innej. A czy to miłość?

                  Moim zdaniem nie. Nie wyobrażam sobie po prostu, żebym życzyła źle komuś, kogo kocham: matce, dziecku, mężczyźnie.
                  • zabelina Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 18:31
                    woda_woda napisała:

                    > Moim zdaniem nie. Nie wyobrażam sobie po prostu, żebym życzyła źle komuś, kogo
                    > kocham: matce, dziecku, mężczyźnie.

                    Miłość do dziecka czy matki jest tak odmiennym uczuciem od miłości erotycznej do mężczyzny czy kobiety, że trudno to porównywać. Już starożytni Grecy zauważyli tę różnicę i posiadali dwa rózne okreslenia miłości - eros i agape.
                    Mam często wrażenie, że na tym forum w duchu poprawności politycznej myli się te dwa uczucia. Osobiście nigdy nie chciałabym być kochana przez mężczyznę miłością "agape".

                    Poza tym to forum służy "ulaniu" sobie negatywnych emocji. Przypuszczam, że większość osób, które tutaj pisze, że życzy byłemu wszystkiego najgorszego, w realnym życiu nic złego swym eksom nie czyni.
                    • kwiaty_zla Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 18:40
                      zabelina napisała:


                      > Poza tym to forum służy "ulaniu" sobie negatywnych emocji. Przypuszczam, że wię
                      > kszość osób, które tutaj pisze, że życzy byłemu wszystkiego najgorszego, w real
                      > nym życiu nic złego swym eksom nie czyni.

                      Otóż to. Życzyć a czynić. Ja tam też życzę aby moje nieszczęście poszło do niego. Żeby cierpiał. Żeby go nieszczęście przygniotło.

                      K.



                      • zabelina Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 18:50
                        Chociaż z tymi życzeniami też nie warto się rozkręcać wink
                        • kwiaty_zla Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 19:09
                          zabelina napisała:

                          > Chociaż z tymi życzeniami też nie warto się rozkręcać wink

                          Oj tam, oj tam big_grin

                          Karma wraca. Nie w ten, to w inny sposób.

                          K.
        • moniapoz Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 17:49
          > Uważam, że tu nie masz racji. Jak się nie układało w związku to uczciwiej odejś
          > ć OD osoby. A nie jak się znajdzie lepszy model. Prosta uczciwość - nie odpowia
          > da mi, odchodzę. Potem szukam czegoś innego. Ale o zwykłą uczciwość dziś trudno
          > - nawet nie ma co świecy rozpalać...

          kompletnie się z tym nie zgadzam w tym przypadku. ona wiedziała, że jest źle, on wiedział, że jest źle, na siłę próbowali to scalić bo a. trzeba ratować małżeństwo, b. co ludzie powiedzą c. moi rodzice żyli ze sobą do śmierci itd, itp....pobudki mogą być różne.
          starali się, udawali, że może się uda ale w pewnym momencie obydwoje wiedzieli, że nic z tego nie będzie.
          i tak dobrze, że małżonek poinformował żonę że się zakochał - to moim zdaniem jest swego rodzaju odwaga - bo mógł ciągnąc farsę małżeńską długo i wtedy to dla mnie jest mocno nie fair. ale jeżeli w związku nie jest dobrze mimo starań obydwu stron i zdają sobie one z tego sprawę to istnieje duże ryzyko, że jeden z partnerów po prostu się zakocha, bo inna osoba da mu to czego partner nie daje.
          a to nie zmienia faktu, że osoba opuszczona może się źle z tym czuć i mieć żal. to jest ludzkie i nie ma po co uciekać przed takimi emocjami. nawet w pewnym momencie może życzyć źle partnerowi, ale wydaje mi się, że jest to chwilowe i zazwyczaj szybko mija.

          ------
          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
          • woda_woda Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 18:05
            > a to nie zmienia faktu, że osoba opuszczona może się źle z tym czuć i mieć żal.

            Każda utrata boli.
            Ale tak na zdrowy rozum: jeśli małżeństwo było kiepskie, to człowiek powinien się cieszyć, że się skończyło smile
            • moniapoz Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 18:23
              takie refleksje pojawiają się z czasem a nie na "świeżo" że tak się wyrażę.
              niekiedy nie przychodzą w ogóle ale to tylko strata osoby opuszczonej która hoduje
              w sobie te negatywne uczucia latami zamiast zacząć żyć.

              ------
              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
    • kara_mia Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 21:15
      1. Nowy wątek założyłam, nie żeby dyskutować o Joannie, ale o mechanizmach.
      niegrzecznie by było to robić w jej wątku.

      2. Dobrze jest rozróżniać miłość własną od miłości do drugiej osoby - no własnie...

      3. Jak komuś jest źle, to nie jest to dodatkowy wysiłek nie życzyć źle drugiemu.
      Dodatkowy wysiłek jest , być nieszczęśliwym i jeszcze tracić energię na złe życzenia.
      jak komuś jest źle to robi wszystko aby siebie pocieszyć i poprawić samopoczucie.

      Jeżeli komuś poprawia samopoczucie, że drugiemu jest źle, to przecież jak bardzo tej osoby się nie lubi..
      A nie , że cierpi się po odejściu tego kogo się kocha...

      4.
      Czy trzeba najpierw stracić coś żeby docenić?
      Trochę późno....
      tak się płaci za brak szacunku to tego co się ma i głupotę.

      Nie prościej mężowi/żonie mówić 10 razy dziennie: "kocham Cie pysiaczku, jesteś dla mnie najlepszy na świecie"
      Może nie trzeba będzie tego wykrzykiwać na schodach do walizek znikających za zakrętem...

      5.
      Skoro się narzeka całe małżeństwo, że wszystko źle to dlaczego nagle - ale dopiero po spakowaniu walizek: jest dobrze i chce się wtulać i zazdrości się jej/jemu sexu i innym/inną , skoro przez ubiegłe 3-5-10-15 lat było tylko "wrr, daj mi spokój głowa mnie boli/ nie chce mi się teraz"

      6.
      No dlaczego ? Nie lepiej po prostu POMYŚLEĆ, że nasze zachowania maja pewne konsekwencje???? A przysięganie przed ołtarzem , nie oznacza, że partner/partnerka ma mieć niespożyta cierpliwość do znoszenia wszelkich frustracji i swojego nieszczęścia.
      To tez jest człowiek, o określonej wytrzymałości i granicach.
      • foringee Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 21:27
        Zachowałaś się wyjątkowo wrednie robiąc sobie dla poprawy TWOJEGO samopoczucia "studium przypadku" z osoby WŁAŚNIE porzuconej, której długi związek się skończył decyzją kogoś innego. Ona ma kilka miesięcy żeby się ogarnąć, wyrzucić żal, przewartościować życie. I to zapewne zrobi. Ty zaś, pomimo swoich rozwalonych związków i długoletniego grzebania się w toksycznych układach, jak widać nadal jesteś tylko teoretyczką.
        • martakj Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 21:37
          wyluzuj kara_mia, każdy z nas przez to przechodził (albo przynajmniej tak mi się wydaje, że każdy).
          Ja jeszcze miesiąc temu strasznie nienawidziałam mojego byłego i życzyłam jemu i jego nowej Pani jak najgorzej, a teraz już mi minęło.
          Każdy do tego dochodzi, ja strasznie współczuję każdej osobie na tym etapie, doskonale pamiętam jak się wtedy czułam.
          • kara_mia Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 23:09
            Ja się z tobą zgadzam, pytam się tylko : jak sobie pomaga Joanna, życząc plag egipskich byłemu ?
            Po co ?
            Jeżeli wyciągnie wnioski ona na przyszłość, (a może jeszcze z tej opowieści skorzysta ktoś kto czyta to przed rozwodem), to pójdzie przed siebie , dbać o siebie i swoje szczęście!
            A po 3 latach kiedy "jej przejdzie" jak "forumki" piszą , będzie miała parę zmarszczek więcej , worki pod oczami i przepłakane 3 lata.
            Zamiast tego warto mieć wyciągnięte wnioski i poczuć w sobie siłę.
            Złorzeczenia siły nie dają.
            Ja jej naprawdę dobrze życzę...
            • kara_mia Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 23:14
              Co różni wygranych od przegranych?
              Pytania jakie sobie zadają.

              Przegrany pyta: Dlaczego ja, dlaczego mnie takie cos spotkało, jak ja sobie teraz poradzę? Jak on/a mógł/mogła? Jak jej/jemu dowalic?

              Wygrany pyta:
              Co spowodowało to co jest teraz?
              Jakie wnioski mogę z tego wyciągnąć?
              Jak mogę wyciągnąć z tej wiedzy korzyść teraz i w przyszłości?

              Wygrywania wszystkim życzę.
            • kobieta306 Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 23:29
              powiem Wam, że jak patrzę na siebie 4 lata temu, to widzę inną osobę - wariatkę zdolną do wszystkiego. Nie bałam się niczego, nawet, że zginę na polu walki, dosłownie. Takich słów i przekleństw i życzeń jakich mój były mąż wówczas usłyszał, to by się Linda mógł ode mnie uczyć do nowego filmu. Generalnie zawsze wydawało mi się, że jestem kobietą z klasą. Po tym wszystkim wierzę jednak, że sytuacja potrafi zrobić z nas zwierzę. Rozmawiałam o tym z koleżanką. Ona mi na to, że nie mam się martwić, bo ona x lat temu podczas własnego rozwodu tak przywaliła w głowę mężowi patelnią, że miał czerep szyty. Kobieta około 60-tki, anioł obecnie. Tak że niech się Joanna wyszumi, bo teraz to ona nie myśli logicznie.
            • mayenna Re: smutno mi, bardzo smutno... 14.09.12, 07:17
              kara_mia napisała:

              > Ja się z tobą zgadzam, pytam się tylko : jak sobie pomaga Joanna, życząc plag e
              > gipskich byłemu ?
              > Po co ?
              Kara, niech ona ten czas przezywa po swojemu. Czuje się skrzywdzona i ma prawo reagować, tak jak reaguje. Moim zdaniem taka złość jej się przyda, gdy będzie musiała się zmobilizować do sądu. Z czasem to minie.
              Nie masz ciekawszych zajęć niż 'studium przypadku' Joanny? Kara, może przestudiujemy twój 'przypadek'? A wystarczyło zapytać zainteresowaną na privie, dlaczego czuje to co czuje...
              • noname2002 Re: smutno mi, bardzo smutno... 14.09.12, 08:38
                Nie masz ciekawszych zajęć niż 'studium przypadku' Joanny? Kara, może przestudi
                > ujemy twój 'przypadek'? A wystarczyło zapytać zainteresowaną na privie, dlaczeg
                > o czuje to co czuje...

                O, ja bardzo chętnie! Od jakiegoś czasu fascynuje mnie dlaczego Kara-mii tak przeszkadza płacenie przez ojców alimentów na dzieci i dlaczego tak lubi dokopywać matkom.
                • luciva Re: smutno mi, bardzo smutno... 14.09.12, 10:02
                  Wszystko cokolwiek NA TEN MOMENT mówi Joanna, czego komu życzy, co robi, co przeżywa, itd - jest całkowicie naturalne i normalne.
                  Ja też kochałam męża a jednocześnie miałam ochotę wbić mu nóż w plecy.
            • 0joanna123 Re: smutno mi, bardzo smutno... 14.09.12, 07:44
              kara_mia napisała:

              > Ja się z tobą zgadzam, pytam się tylko : jak sobie pomaga Joanna, życząc plag e
              > gipskich byłemu ?
              > Po co ?

              A zacytujesz mi jakąś plagę egipską? Bo to, że napisałam, że chciałabym żeby im się nie udało, by poczuł jak to jest gdy zostawia Cie osoba, którą wciąż kochasz (niestety), to chyba nie można określic jako "plagę", a zwłaszcza "egipską" smile
      • anbale Re: smutno mi, bardzo smutno... 13.09.12, 21:59
        To są mądrości na poziomie telewizji śniadaniowej.
        Poza tym skąd Ty wiesz jakie były prawdziwe przyczyny rozpadu czyjegoś związku? To wiedzą tylko sami "uczestnicy dramatu", a i tak emocje pewnie zniekształcają im obraz.
      • 0joanna123 Re: smutno mi, bardzo smutno... 14.09.12, 07:30
        Skoro się narzeka całe małżeństwo, że wszystko źle to dlaczego nagle - ale dopi
        > ero po spakowaniu walizek: jest dobrze i chce się wtulać i zazdrości się jej/je
        > mu sexu i innym/inną , skoro przez ubiegłe 3-5-10-15 lat było tylko "wrr, daj m
        > i spokój głowa mnie boli/ nie chce mi się teraz"

        Nie było wszystko źle, były i piekne chwile, chwile pełne uniesień i miłości (dziś wiem, że mojej, a jego tylko w słowach). Nigdy nie usłyszał, że mnie boli głowa. Seks był ZAWSZE fantastyczny, bo pod tym względem naprawdę byliśmy dopasowani.
        Z czasem było coraz trudniej rozmawiać, coraz mniej wspólnych chwil...
        Ale ja wciąż wierzyłam, że może być lepiej. A wiesz dlaczego wierzyłam? Bo go kocham.
        I o ile wiem, że to najlepsze co się mogło stać. Że teraz może w końcu będziemy potrafili być szczerzy wobec siebie, to i tak czuję ból... I chciałabym, by moja miłość zamieniła się po prostu w uczucie przyjaźni...
        Czekam na ten moment.
        A dzisia mam prawo czuć się opuszczoną kobietą.
        I mimo, że boli jak go widzę, to kilka dni w tygodniu zachowuję się z godnością, gdy przyjeżdża odprowadzić dzieciaka do przedszkola. I choć boli, bo wiem, że chwilę wcześniej ją przytulał, czuć jeszcze jej zapach, to chłodno przekazuję niezbędne informacje i wychodzę do pracy. I mimo, że mam ochotę się wtulić w jego ramiona, tylko po to by powiedział: "trzymaj się, będzie dobrze", to mówię po prostu "cześć" i wychodzę smile
        A płakać i oczekiwać pomocy od kobiet, które mają to za sobą mam prawo, skoro są osoby, które chcą mi pomóc.
        I pomagają.
        Pomagają bardziej niż psychiatra czy antydepresanty i za to im dziękuję, mając nadzieję, że kiedyś oddam potrzebującym to, co dzisiaj otrzymuję.
        Dziękuję Wam, że jesteście smile
    • 0joanna123 Re: smutno mi, bardzo smutno... 14.09.12, 07:09
      Hej kara....
      Smutno mi.
      > Smutno mi, że miłością nazywa się chęć posiadania drugiego człowieka i życzeni
      > e złych rzeczy.

      Nie zyczyłam nigdy nikomu źle. Jeśli padły jakies przykre słowa z mojej strony, to przemawiała przeze mnie ogromna pustka, ogromny żal...
      Dziecko nie bylo lekarstwem... Ale to inna historia, nie na ten temat.
      Wiesz dlaczego mnie boli, że ma inną?
      Mianowicie, kilka lat temu (ok.10) mieliśmy poważny kryzys. Wtedy dlugo rozmawialiśmy.. Czy próbujemy, czy dajemy spokój. Powiedziałam wtedy tak: "Słuchaj, jestesmy jeszcze młodzi, skoro jest coraz gorzej - rozstańmy się, ułożymy sobie na nowo życie, dajmy sobie szansę na szczęście. Im dłużej będziemy się męczyć, tym bardziej będziemy nieszczesliwi."
      Ale on stwierdził, że wciaż mnie kocha, chce spróbować...
      A jaka była prawda? Nie miał się gdzie wyprowadzić, do rodziców nie chciał, miał słabo płatną pracę, mieszkaliśmy w kawalerce, więc nawet nie byłoby się jak podzielić...
      I nie kochał mnie już wtedy..
      Teraz miał odwagę mi to powiedzieć.
      I to własnie zabolało najbardziej... Że nie odszedł, bo przestał mnie kochać i dusił się w związku, ale tylko dlatego, że poznał kogoś, do kogo będzie mógł się wyprowadzić i nie będzie musiał zaczynać wszystkiego od zera...
      i wiesz co...? Przez lata to ja się obwiniałam za rozpad naszego związku, ale ostatnio miałam dużo czasu na myślenie. I przypomniały mi się sytuacje, które dawno zepchnęłam głęboko by nie pamiętac, by nie bolało..
      Oboje jesteśmy winni, że to wszystko się rozpadło. Nie potrafiliśmy walczyć, wybaczac, rozmawiać... Nie potrafiliśmy zbyt mocno chcieć....
      A dziś mam prawo do bólu, do płaczu , do żalu....
      Do żalu, że zostawiając mnie odwraca się równiez od dzieci...
      Do żalu, że nioe dał nam szansy 10 lat temu, gdy już wtedy tej szansy nie widział...
      Ale dziękuję Ci za te słowa.... są mądre, choć nie do końca prawdziwe.
      Pozdrawiam
    • zegnaj_kotku Re: smutno mi, bardzo smutno... 14.09.12, 10:02
      Za rozpad małżeństwa (oraz za zdradę) w większości przypadków odpowiedzialność ponoszą obie strony (bo czegoś było brak...). I z wypowiedzi Joanny widać, że tez to wie.
      Co nie zmienia faktu, że osoba zdradzona i porzucona ma pełne prawo do swoich uczuć, bólu, smutku, lęku etc. zwłaszcza w tak krótkim czasie po rozstaniu/porzuceniu, nawet jak nie byłą w pełni szczęśliwa w swoim małżeństwie.
      na refleksje i docenienie co dało rozstanie jeszcze przyjdzie dla Ciebie czas Joanno - i sądzę, że będzie to dosyć szybko smile

      Aha a mi nie jest smutno, ja jestem WKURZONA bo uważam, że nikt nie ma prawa do podbudowania swojego ego oraz miłości własnej poprzez robienie "wiwisekcji" czyjegoś związku zwłaszcza, gdy wie o nim tyle co wyczytał z forum...
      • 0joanna123 Re: smutno mi, bardzo smutno... 14.09.12, 10:26
        Aha a mi nie jest smutno, ja jestem WKURZONA bo uważam, że nikt nie ma prawa do
        > podbudowania swojego ego oraz miłości własnej poprzez robienie "wiwisekcji" cz
        > yjegoś związku zwłaszcza, gdy wie o nim tyle co wyczytał z forum...
        >

        I dla Takich Ludzi Jak Ty wciaż tu będę smile
        Może kiedyś ja będę potrafiła wesprzeć.
        Dziękuję smile
    • kara_mia Re: smutno mi, bardzo smutno... 14.09.12, 16:40
      A zacytujesz mi jakąś plagę egipską?
      najbardziej pasuje "ciemność" , pomór bydła nie podchodzi...

      A dzisiaj mam prawo czuć się opuszczoną kobietą.
      trudno wymagać żebyś czuła się inaczej

      A jaka była prawda? Nie miał się gdzie wyprowadzić, do rodziców nie chciał, miał słabo płatną pracę, mieszkaliśmy w kawalerce, więc nawet nie byłoby się jak podzielić...
      I nie kochał mnie już wtedy.. Teraz miał odwagę mi to powiedzieć.

      i to jest naprawdę powód do wielkiej awantury.
      To, że mężczyzna odchodzi, z którym ponadto życie nie układa się zbyt różowo, to nawet może być oczekiwana ulga, a przynajmniej się zdarza. Nic fajnego
      Ale dowiedzieć się, że ktoś, w kogo (na skutek wspólnych uzgodnień zainwestowało się około 10 lat życia) nas wtedy oszukał z lenistwa? tchórzostwa? nieistotne z jakiego powodu... to jest powód!
      Osobiście twój może się cieszyć, że jest twoim ex , bo gdy mi taki tekst powiedział mój, na odchodnym, to dziecko by najpewniej od razu zostało półsierota i problem rozwodu by się rozwiązał.
      A na pewno najbliższą ortopedia poprawiłaby stan punktów do kontraktu.

      A teraz napisze po parę zdań, tak na próbę, tak "z sufitu" i zobacz które ci się bardziej podobają:
      Ver.1.0
      "To cham, gad porzucił mnie, a ja go tak kocham, niech idzie w cholerę, skoro okazał się takim draniem. Proszę, już po 2 miesiącach pannę przygruchał sobie na boku. A niech jego tak zdradzi jak on mnie, niech poczuje co to jest zostać samym w domu ze złamanym sercem, Życzę mu tego z całej duszy! I niech pamięta, dziecko tez wie, kto okazała się złamasem, wróci to do ciebie jeszcze, wszystkie złe rzeczy co mi robił. A ja jestem taka nieszczęśliwa, bo wciąż go kocham i nie mogę znieść kiedy wiem co oni razem ze sobą robią"

      Ver.2.0
      "Zabije, zabije potwora! 10 lat mnie oszukiwał pi..o jakiejś miłości a dopiero leń jeden , jak ma miękkie lądowanie to ma odwagę PO 10 LATACH wyznać mi , że mnie nie kochał! Zabije drania, rozszarpie na sztuki oszusta!
      Ale dziewczyny jak mi tak gniew przechodzi, to tak strasznie się boje wszystkiego co mnie czeka, tak bardzo boje się być samotna, tak boje się, że sobie nie poradzę i w życiu i z dzieckiem i boje się samotnych świat i wakacji i tak tęsknie nawet za naszymi kłótniami. Bo to wszystko jest lesze od przerażającej samotności i strachu, ze do końca życia będę sama. I tak strasznie mu zazdroszczę, że on nie jest sam, że ma towarzyszkę, tak strasznie mi jest źle"


      Jeden i drugi teks spokojnie może być wygłoszony przez zrozpaczona kobietę która porzucił mąż i jest ( jakimś-tam )obrazem strasznych uczuć, które przezywa i trudno oczekiwać, żeby nie przeżywała.
      Po których słowach poczujesz się silniejsza?

      że nikt nie ma prawa do podbudowania swojego ego oraz miłości własnej poprzez robienie "wiwisekcji" czyjegoś związku zwłaszcza, gdy wie o nim tyle co wyczytał z forum.


      a. wiwisekcję związku robi uczestnik związku piszący na forum. Jak wiele osób zapewne przyznało , często jest to użyteczne.
      b. Pisze o tym co przeczytałam na forum bo 1- było napisane, 2- nie będę pisać o tym o czym nie wiem, czyli tego o związku co nie było napisane.
      Wydaje się to być logiczne.
      c. Podbudowywanie ego? Czyje?

      I przypomniały mi się sytuacje, które dawno zepchnęłam głęboko by nie pamiętac, by nie bolało.

      Czyli jak rozumiem, zadajesz sobie pytania o prawdziwe przyczyny aby wyciągnąć wnioski i to doświadczenie życiowe przekuć na jakiś swój sukces.
      Dobrze, nawet bardzo dobrze.. Trzymam kciuki i życzę powodzenia w odnoszeniu sukcesu!
      • mayenna Re: smutno mi, bardzo smutno... 14.09.12, 17:15
        Kara, po co ten post?
        Czy aby nie po to aby podbudować własne ego?

        Uczepiłaś się Joaśki jako przykładu na co? Możesz tu nam wyłożyć co która z nas ma czuć, tylko za cholerę my tego nie czujemy. Daj każdemu tyle wolności aby sobie przezywał swoje życie, a nie poprawiasz, wiwisekcje urządzasz.
        Nie kopie się leżącego, a ona z całą pewnością leży. Na refleksje będzie miała jeszcze czas.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja