teuta1
16.09.12, 13:21
Od prawie 2 lat sama wychowuję córkę, mam też 2 starszych synów. Z tatą dziewczynki rozstałam się miesiąc po jej urodzeniu. Bo... tygodniami sie nie odzywał, bo tak samo traktował moje dzieci (milczenie), bo strzelał fochy, dokuczał, obniżał poczucie własnej wartości, a gdy leżałam w pologu dogryzał, że w domu nie posprzatane na tip top, a ja tylko sie wyleguję. Tata uczestniczy w życiu dziewczynki 2 razy w tygodniu - w środy od 18 do 21 i w soboty od 12 do 21. Początkowo był z nią głównie u mnie w domu, teraz częściej z nią wychodzi. Próbowałam mediować nowe zasady kontaktów - tak, żeby odbywały się poza moim domem, bo podczas odwiedzin ojciec ignoruje pozostałych członków rodziny, nie odpowiada na pytania, czuje się jak u siebie. Zerwałam mediacje po tym, jak jego oczekiwania okazały się być zupełnie nierealne (np. mam uzyskiwać pisemną zgodę na przeprowadzke w obrębie Warszawy). Teraz czekam na sprawę w sądzie - ustalenie kontaktów - moje propozycje uwzględniają potrzeby córki i zakładają dłuższe spotkania, tyle że nie u mnie. No i jeszcze oczekuję, że ojciec przejmie odp.za córkę w momencie mojej choroby. Tak się składa, że mam w tej chwili galopujący rzs/łuszczycę? stawów. Jestem po artroskopii i usunieciu torbieli. Do tego przyplątał sie zakrzep w łydce (chwała bogu szpital na razie niekonieczny) i zapalenie oskrzeli. Były mąż wziął synów do siebie - tak długo aż wrócę do zdrowia. Tata córki przyjechał do niej dziś i będzie z nią do 21. Prośby o zwiększenie opieki ignoruje, włącznie z głupim powieszeniem upranych ciuchów córki. Dziwnym trafem dziś tuż przed jego wizyta przyszła opiekunka córki - wygląda na to, że jest u mnie stale. A to nieprawda. Od 17.30 radzę sobie sama - od czasu do czasu odwiedzi mnie przyjaciółka i wykąpie córę. Poważnie zastanawiam sie, czy argument o opiekunce nie zostanie użyty w sądzie przeciwko przejmowaniu opieki podczas mojej choroby. A tak w ogóle to zastanawiam sie, gdzie ten człowiek ma serce... Może jak Kościej - głęboko schowane za górami, za lasami.