one.way.ticket
21.09.12, 13:19
Mój narzeczony (S.) jest dość świeżo po rozwodzie. Ma dwójkę dorosłych dzieci z poprzedniego małżeństwa, mają ze sobą dobry kontakt chociaż nie mieszkają w tym samym mieście.
Jesteśmy zaręczeni od kilku miesięcy, w najbliższym czasie planujemy ślub. Jako, że samotnie wychowuję synka, chcemy aby został on przysposobiony przez S. - gdyż jest on jego jedynym, cudownym tatą. Zresztą już dawno sam zaczął tak do niego mówić.
I wszystko jest pięknie oprócz jednego. S. do tej pory nie powiedział swoim dzieciom o naszych planach. Przy czym nigdy nie ukrywał, że się z nami spotyka. Z jednym z dzieci widzieliśmy się kilka razy, spędziliśmy trochę czasu i było ok. Drugie nie ma najmniejszej ochoty o nas słuchać i S. to szanuje. Zresztą chciał dać im trochę czasu aby oswoiły się z rozwodem rodziców, który zresztą bardzo przeżyły, chciał je chronić, oszczędzić kolejnych stresów i cierpienia.
Teraz jesteśmy już w takim momencie życia, że moim zdaniem czas już odkryć wszystkie karty. Rozliczyć się z przeszłością i na nowo zacząć nowy rozdział życia. Chciałabym zaprosić dzieci S. na nasz ślub. Ale zachowanie S. jest dla mnie wysoce niezrozumiałe.
Uważa, że powie im gdy nadejdzie "odpowiedni czas". Tzn. kiedy? Widzę, że go ten temat stresuje, nie chce o tym rozmawiać. Kilka razy podejmowaliśmy ten temat i po prostu nie jesteśmy w stanie się dogadać. Wiem, że dla jego dzieci, będzie to trudne i na pewno początkowo tego nie zaakceptują. Ale przecież trzeba dać im czas i możliwość uporania się z emocjami. Na pytania i rozmyślania. Widzę, że S. odciąga to wszystko w czasie, nawet jak nieporadnie próbuje zejść na nasze tematy to widząc niechęć dzieci/opór - rezygnuje.
A mnie jest przykro. Długo rozumiałam, zaciskałam zęby, czekaliśmy na prawomocny wyrok, żeby dzieciom łatwiej było zrozumieć. Ale teraz, gdy S. mówi, że może żenić się z nami nawet jutro, a jednocześnie unika tego tematu z dziećmi, to ja normalnie jestem chora. Widzę, że nie potrafi przed nimi przyznać że jest z nami szczęśliwy(a z ich matką najzwyczajniej w świecie nie był), że nas kocha, że chce spędzić z nami resztę życia, chce być tatą dla mojego synka. Zależy mi na poprawnych relacjach całej naszej piątki. Jednocześnie boję się, że S. swoją nieszczerością wobec dzieci to zaprzepaści. Przecież jeśli powie im na ostatnią chwilę, dzieci zareagują różnie. Nie przyjdą na nasz ślub bo nie będą miały czasu tego przemyśleć. Czuję, że wtedy zaczną się prawdziwe schody. Czy tylko ja tak czuję?
Jest mi z tym bardzo źle, przykro i smutno, że w tak ważnym temacie mamy tak odmienne podejścia