Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci

21.09.12, 13:19
Mój narzeczony (S.) jest dość świeżo po rozwodzie. Ma dwójkę dorosłych dzieci z poprzedniego małżeństwa, mają ze sobą dobry kontakt chociaż nie mieszkają w tym samym mieście.
Jesteśmy zaręczeni od kilku miesięcy, w najbliższym czasie planujemy ślub. Jako, że samotnie wychowuję synka, chcemy aby został on przysposobiony przez S. - gdyż jest on jego jedynym, cudownym tatą. Zresztą już dawno sam zaczął tak do niego mówić.
I wszystko jest pięknie oprócz jednego. S. do tej pory nie powiedział swoim dzieciom o naszych planach. Przy czym nigdy nie ukrywał, że się z nami spotyka. Z jednym z dzieci widzieliśmy się kilka razy, spędziliśmy trochę czasu i było ok. Drugie nie ma najmniejszej ochoty o nas słuchać i S. to szanuje. Zresztą chciał dać im trochę czasu aby oswoiły się z rozwodem rodziców, który zresztą bardzo przeżyły, chciał je chronić, oszczędzić kolejnych stresów i cierpienia.
Teraz jesteśmy już w takim momencie życia, że moim zdaniem czas już odkryć wszystkie karty. Rozliczyć się z przeszłością i na nowo zacząć nowy rozdział życia. Chciałabym zaprosić dzieci S. na nasz ślub. Ale zachowanie S. jest dla mnie wysoce niezrozumiałe.
Uważa, że powie im gdy nadejdzie "odpowiedni czas". Tzn. kiedy? Widzę, że go ten temat stresuje, nie chce o tym rozmawiać. Kilka razy podejmowaliśmy ten temat i po prostu nie jesteśmy w stanie się dogadać. Wiem, że dla jego dzieci, będzie to trudne i na pewno początkowo tego nie zaakceptują. Ale przecież trzeba dać im czas i możliwość uporania się z emocjami. Na pytania i rozmyślania. Widzę, że S. odciąga to wszystko w czasie, nawet jak nieporadnie próbuje zejść na nasze tematy to widząc niechęć dzieci/opór - rezygnuje.
A mnie jest przykro. Długo rozumiałam, zaciskałam zęby, czekaliśmy na prawomocny wyrok, żeby dzieciom łatwiej było zrozumieć. Ale teraz, gdy S. mówi, że może żenić się z nami nawet jutro, a jednocześnie unika tego tematu z dziećmi, to ja normalnie jestem chora. Widzę, że nie potrafi przed nimi przyznać że jest z nami szczęśliwy(a z ich matką najzwyczajniej w świecie nie był), że nas kocha, że chce spędzić z nami resztę życia, chce być tatą dla mojego synka. Zależy mi na poprawnych relacjach całej naszej piątki. Jednocześnie boję się, że S. swoją nieszczerością wobec dzieci to zaprzepaści. Przecież jeśli powie im na ostatnią chwilę, dzieci zareagują różnie. Nie przyjdą na nasz ślub bo nie będą miały czasu tego przemyśleć. Czuję, że wtedy zaczną się prawdziwe schody. Czy tylko ja tak czuję?
Jest mi z tym bardzo źle, przykro i smutno, że w tak ważnym temacie mamy tak odmienne podejścia sad
    • argentusa Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 13:31
      > Teraz jesteśmy już w takim momencie życia, że moim zdaniem czas już odkryć wszy
      > stkie karty.
      Sęk w tym, że to Twoje zdanie. On może mieć diametralnie inne.
      Rozumiem cię, a jednocześnie jestem zdania,ze nie można nikogo zmuszać do działania.

      Widzę, że nie potrafi przed nimi przyznać że jest z na
      > mi szczęśliwy(a z ich matką najzwyczajniej w świecie nie był), że nas kocha, że
      > chce spędzić z nami resztę życia, chce być tatą dla mojego synka. Zależy mi na
      > poprawnych relacjach całej naszej piątki.
      A dopuszczasz możłiwość, że tej szczęśłiwej dużej rodziny po rpostu nigdy może nie być?
      Że dzieci nie muszą WCALE mieć ochoty na uczestniczenie w życiu Waszej rodziny (tata + Ty + Twoje, wkrótce formalnie jego dziecko)?

      Nie przyjdą na nasz ślub bo nie będą miały cza
      > su tego przemyśleć. Czuję, że wtedy zaczną się prawdziwe schody. Czy tylko ja t
      > ak czuję?
      Być może wclae nie będą miały ochoty przychodzic na Wasz ślub.
      Myślę, że podstawą jest uświadomienie sobie,że rodzina patchworkowa jest inna niż naturalna. I że niezmiernie rzadko się zdarza, że wszyscy tworzą nową wielką rodzinę po tym jak tata ewidentnie rozwodzi się z mamą bo jest w związku z inną kobietą. Niezaleznie co było przyczyną rozpadu związku rodziców.
      Myślę, że dla Ciebie błoby najlepiej zaakceptować niechęć dzieci przyszłego męża do nowej jego rodziny i życie własnym życiem. Bo problemy to będą napewno. Nawet jeśłi będziecie mieli w przyszłośc wspólne biologicznie dziecko.
      Ar.
      • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 13:48
        > Sęk w tym, że to Twoje zdanie. On może mieć diametralnie inne.
        > Rozumiem cię, a jednocześnie jestem zdania,ze nie można nikogo zmuszać do dział
        > ania.

        Tak, to jest moje zdanie. S. mówił, że jak dostanie rozwód to będzie mu łatwiej. Jak widać nie jest. Oczywiście, że nie można nikogo zmusić do działania. Ale ciężko jest patrzeć, czując jednocześnie, że sprawy zmierzają w złym kierunku. Chciałabym się mylić. Mam nadzieję, że tak jest.

        > A dopuszczasz możłiwość, że tej szczęśłiwej dużej rodziny po rpostu nigdy może
        > nie być?
        > Że dzieci nie muszą WCALE mieć ochoty na uczestniczenie w życiu Waszej rodziny
        > (tata + Ty + Twoje, wkrótce formalnie jego dziecko)?
        Jasne, że dopuszczam, chociaż trochę się tego boję. Nie chciałabym żeby S. kiedykolwiek musiał wybierać między swoimi dziećmi a nami. Uważam tylko, że dzieciom po prostu trzeba dać szansę. A jeśli się to przed nimi ukrywa to jednocześnie pozbawia możliwości posiadania własnego zdania w tym temacie.

        Być może wclae nie będą miały ochoty przychodzic na Wasz ślub.
        > Myślę, że podstawą jest uświadomienie sobie,że rodzina patchworkowa jest inna n
        > iż naturalna. I że niezmiernie rzadko się zdarza, że wszyscy tworzą nową wielką
        > rodzinę po tym jak tata ewidentnie rozwodzi się z mamą bo jest w związku z inn
        > ą kobietą. Niezaleznie co było przyczyną rozpadu związku rodziców.
        > Myślę, że dla Ciebie błoby najlepiej zaakceptować niechęć dzieci przyszłego męż
        > a do nowej jego rodziny i życie własnym życiem. Bo problemy to będą napewno. Na
        > wet jeśłi będziecie mieli w przyszłośc wspólne biologicznie dziecko.
        > Ar.

        Masz rację. Tylko nadal uważam, że trzeba dać im szansę samym wypowiedzieć się w tym temacie. Jaka by nie była ich decyzja, to niech będzie to właśnie ICH decyzja, nikogo więcej.
    • mola1971 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 13:31
      A Tobie co się tak do tego ślubu spieszy? Goni Cię ktoś?
      Z tego co napisałaś wynika, że związaliście się ze sobą, przed jego rozwodem. Czy Ty byłaś przyczyną tego rozwodu? Tzn. czy mieliście romans w trakcie jego małżeństwa?
      • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 13:52

        > A Tobie co się tak do tego ślubu spieszy? Goni Cię ktoś?
        Nie, nikt mnie nie goni. Kochamy się i chcemy być razem. Formalnie również. Jedynym powodem, dla którego nie jesteśmy jeszcze po ślubie była przeciagająca się w czasie rozprawa rozwodowa.

        Z tego co napisałaś wynika, że związaliście się ze sobą, przed jego rozwodem. C
        > zy Ty byłaś przyczyną tego rozwodu? Tzn. czy mieliście romans w trakcie jego ma
        > łżeństwa

        Nie byłam przyczyną rozwodu S. Poznaliśmy się w momencie gdy S. już zaczynał swoją batalię rozwodową.
        • mola1971 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 13:59
          No to spokojnie czekaj i nie naciskaj. Daj jemu i jego dzieciom czas na ostudzenie emocji związanych z rozwodem.
          • gazeta_mi_placi Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 15:05
            Nie wierzę, póki co (za wyjątkiem Ani od Michszyba tongue_out ) żadna na forum nie przyznała, że to ona była przyczyną rozwodu, zawsze niby tuż po rozwodzie się poznali, ewentualnie akurat w tym czasie gdy Misio składał pozew rozwodowy (z innego rzecz jasna powodu), taaa....
            Wierzę, wierzę....
            • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 15:15
              Nie musisz wierzyć, przecież jak się uprzesz to i tak Cię nie przekonam. Jaki miałabym powód żeby anonimowo kłamać? Bez sensu. Zresztą nie Ty pierwsza i pewnie nie ostatnia w to nie wierzysz. Takie są stereotypy i ciężko jest się przez nie przebić.
              • mola1971 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 19:38
                Problem w tym, że dzieci Twojego faceta również mogą w to nie wierzyć i mogę w Tobie widzieć tę, która rozwaliła małżeństwo ich rodziców.

                W pierwszym poście napisałaś, że z Tobą jest szczęśliwy, a z żoną szczęśliwy nie był. Czy wiesz, że to jest stały tekst, który faceci serwują swoim kochankom? Nie zaniepokoiło Cię to? I naprawdę wierzysz, że facet siedział (sądząc po tym, że dzieci są dorosłe co najmniej 20 lat) w małżeństwie, w którym był nieszczęśliwy?
                • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 09:41
                  > Problem w tym, że dzieci Twojego faceta również mogą w to nie wierzyć i mogę w
                  > Tobie widzieć tę, która rozwaliła małżeństwo ich rodziców.

                  tak, masz rację. Tak może być, chociaż nigdy mu tego nie powiedziały wprost. Ale matka nad nimi nieźle pracuje, a że spędzają z nią więcej czasu niż z S. to różnie może być. Niemniej są dorosłe, swoje widziały - pozostawiam to ich rozsądkowi i ocenie.

                  > W pierwszym poście napisałaś, że z Tobą jest szczęśliwy, a z żoną szczęśliwy ni
                  > e był. Czy wiesz, że to jest stały tekst, który faceci serwują swoim kochankom?
                  > Nie zaniepokoiło Cię to? I naprawdę wierzysz, że facet siedział (sądząc po tym
                  > , że dzieci są dorosłe co najmniej 20 lat) w małżeństwie, w którym był nieszczę
                  > śliwy?

                  Przecież wiadomo, że nie byli ze sobą nieszczęśliwi cały czas. Myślę, że jak w większości przypadków tutaj, przychodzi taki moment że trzeba podjąć decyzję co dalej. S. podjął taką. Gdyby był szczęśliwy, to by o rozwodzie raczej nawet nie myślał...
                  • mola1971 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 17:35
                    A skąd Ty wiesz co była żona Twojego faceta mówi swoim dzieciom na Twój temat? Skąd wiesz, że z nimi w ogóle na ten temat rozmawia?

                    Co do powodów rozwodu to niestety nie jest tak prosto jak napisałaś. To, że ktoś się rozwiódł nie znaczy, że był w małżeństwie nieszczęśliwy. Czasem (zwłaszcza w przypadku facetów w wieku średnim) bywa tak, że komuś zwyczajnie palma odbija.

                    Ważne pytanie - jak długo się z S znacie?
                    • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 17:38
                      > A skąd Ty wiesz co była żona Twojego faceta mówi swoim dzieciom na Twój temat?
                      > Skąd wiesz, że z nimi w ogóle na ten temat rozmawia?
                      S. był świadkiem. I dzieciaki mu coś tam mówiły.

                      2 lata
                      • mola1971 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 17:41
                        Ale skąd ona coś na Twój temat wie? Znasz ją osobiście?

                        Znacie się 2 lata, a parą jak długo jesteście?
                        • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 17:48
                          Ponad rok

                          S. nigdy nie ukrywał, że mnie zna, a potem, że się spotykamy. Dzieciak S. też jej coś wspominał po którymś z naszych spotkań.

                          A ja widziałam ją ze 2 razy
                          • mola1971 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 17:55
                            No to skoro ona Cię praktycznie nie zna, a ma na Twój temat nieciekawe zdanie, to może warto zastanowić się dlaczego to jej zdanie na Twój temat jest takie, a nie inne? Poszukaj przyczyn. Nikt bez powodu nie uprzedza się do drugiego człowieka.

                            Czy nie uważasz, że rok to trochę za krótko, by czy podejmować tak poważne decyzja jak ślub i przysposobienie dziecka?
                            • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 18:03
                              > No to skoro ona Cię praktycznie nie zna, a ma na Twój temat nieciekawe zdanie,
                              > to może warto zastanowić się dlaczego to jej zdanie na Twój temat jest takie, a
                              > nie inne? Poszukaj przyczyn. Nikt bez powodu nie uprzedza się do drugiego czło
                              > wieka.

                              Nie będę się nad tym zastanawiać. Niech myśli o mnie co chce - to akurat olewam. Przyczyna jest jasna... ciężko przyznać przed sobą, że spieprzyło się własne małżeństwo. Zresztą, to jeszcze nic. Ale że ten "beznadziejny, żałosny typek" sobie kogoś znalazł to jest dopiero szok! No to jazda, trzeba ich zmieszać z błotem, żeby im za dobrze nie było... Standardzik.

                              Ale my jesteśmy i będziemy szczęśliwi. Bo tego chcemy, staramy się i uczymy się na błędach.

                              > Czy nie uważasz, że rok to trochę za krótko, by czy podejmować tak poważne decy
                              > zja jak ślub i przysposobienie dziecka?

                              znamy się 2 lata. I nigdy mnie nie zawiódł. Szczerze odpowiadał na wszystkie pytania, nawet te najtrudniejsze, Nigdy mnie nie okłamał. Nigdy. Widzę jaki jest, widzę jak cieszy się nami. Jakie ma podejście do życia, do nas. Mamy takie same priorytety, wartości...

                              Nie, nie jest za krótko.
                              • mola1971 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 18:07
                                Oj naiwna jesteś i to bardzo. Niemniej szczęścia Ci życzę. Będzie Ci bardzo potrzebne.
                                • argentusa Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 18:53
                                  Molka,
                                  dużo szczęscia trzeba życzyć.
                                  Uważam, że w tej chwili nie nalezy brać deklaracji pana na poważnie.
                                  On jest w wyjątkowo emocjonującym momencie życia -rozwód i to nie jest moment w którym podejmuje się przemyślane decyzje. Być może jest tak, że oneticket jest ostoją emocjonalną a nie rzeczywistą partnerką na życie. Za dużo znam przyadków gdzie po jakims czasie okazuje się ,ze to nie to.
                                  A inna sprawa, że żaden zdroworozsądkowy sąd nie zasądzi przysposobienia komuś kto jest chwilunię po rozwodzie a w nowym związku też momencik. NAjgłupszą rzeczą jest teraz ślub.
                                  One way - dajcie sobie czas. Jeśłi faktycznie macie być razem, jesteście dla siebie to odczekajcie trochę by się w tym upewnić. Daj przede wszystkim sobie szansę by narzeczony okazałsię faktycznie tym kimś na życie a nie na rok, dwa.
                                  Wiem co piszę, właśnie eks mojej koleżanki po 2 latach od poślubienia next i urodzeniu się IM wspólnego dziecka wprost zadał koleżance pytanie o powrót. Bo jak się okazało, to pierwsza rodzina była tą "lepszą".
                                  Ja wiem, Oneway, że niekoniecznie Ci się podoba to, oczym piszemy, ale proszę weź pod uwagę, że narzeczony w tej chwili, o ile jest po prostu uczciwym wobec siebie i ciebie człowiekiem to raczej nie będzie się spieszył do małżeństwa i powtórnego rodzicielstwa.
                                  Ar.
                                  • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 18:59
                                    Filtruje co piszecie, bo widzę, że są tu różne przypadki i niektóre jeszcze nie pozbierały się po trudach rozstania. A stereotypowe myślenie też nie pomaga.

                                    Dzięki za mądre i rzeczowe odpowiedzi. Konstruktywna krytyka daje do myślenia.
                                    • zofiulina1971 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 19:08
                                      Rozumiem, że jeżeli ktoś krytykuje, to znaczy, że "nie pozbierał się po trudach rozstania"...

                                      Mądre rzeczy ludzie tutaj piszą, ale Ty jesteś na nie impregnowana. Potrzebujesz echa, a nie forum.

                                      No chyba, że jesteś studentką prawa i ćwiczysz obronę klienta.
                                      • mayenna Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 19:16
                                        Dodałabym, ze tekst o niedobrej żonie i nieszczęśliwym małżeństwie, duszeniu się w związku to myśmy już słyszały i to jest klasyka. S nie jest w tym oryginalny.
                                        Możliwe ze tak było, ale jego rodzina ma prawo do swoich uczuć i po tym co się stało to wicie nowego gniazdka, azylu lepiej przełożyć, a S niech zadba o swoje dzieci, niech pomoże im przez to przejść i się pogodzić z sytuacją.
                                        Moim zdaniem twój syn nie zastani mu jego własnych dzieci i jak już ostyga emocje i hormony to mogą was położyć jego złe relacje z rodzonymi dziećmi.
                                        • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 19:21
                                          > Moim zdaniem twój syn nie zastani mu jego własnych dzieci i jak już ostyga emoc
                                          > je i hormony to mogą was położyć jego złe relacje z rodzonymi dziećmi.

                                          No i właśnie dokładnie z tego jednego, jedynego powodu, a raczej obawy tutaj napisałam.

                                          Nie chcę, żeby przez nas miał złe relacje ze swoimi dziećmi- bo to na dłuższą metę nie skończy się dobrze.
                                          Dlatego uważam, że trzeba dbać o te relacje od początku. Na razie się to udaje.
                                          Dzieci nie mają do niego żalu, mają świetny kontakt. A mnie to bardzo cieszy. I nie chcę tego popsuć.
                                          Potrzeba czasu, na "nowe atrakcje"? Ok. Rozumiem, zwłaszcza czytając Wasze opinie. Nie nalegam, czekam dalej, ślub też poczeka. Nie na darmo mówią "co nagle to po diable".
                                      • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 19:16
                                        Nie, nie jestem.

                                        Położymy spać młodziana i spokojnie porozmawiamy.

                                        Sprzedam mu te wasze mądrości... i te z którymi się zgadzam i te z którymi niekoniecznie.

                                        Niech się sam wypowie w sprawie nowych argumentów za i przeciw wink
                                        • mayenna Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 19:22
                                          one.way.ticket napisała:


                                          > Sprzedam mu te wasze mądrości... i te z którymi się zgadzam i te z którymi niek
                                          > oniecznie.
                                          >
                                          > Niech się sam wypowie w sprawie nowych argumentów za i przeciw wink

                                          Hm, liczysz na jego dystans i obiektywizm?smile
                                          • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 19:27
                                            Nie wiem.
                                            Ale z pewnością na co niektóre się zdziwi...
                                        • blue_ania37 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 22:53
                                          Tu właśnie masz problemsmile
                                          My położymy młodziana, za chwilę chyba sama w to uwierzysz, że S jest biologicznym tatą syna.
                                          Ja myślę, że ty pomyliłaś forum, bardziej pasujesz na forum kochanki, bo tu w większości to same takie co niszczyły biednych misiów i odbierały im chęć życia.
                                          Ja osobiście jestem jeszcze wariatką, bo miałam inne zdanie w sprawie rozwodu.
                                          Jeśli pan się rozwodził dwa lata to jakoś nie wierzę ani w formalność, ani w toksyczność byłej żony.
                                          Chyba, że pan S ma rozwód z wyłącznej winy żony?
                                      • mozambique Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 19:22

                                        Mamy takie same priorytety, wartości... "

                                        no chyb jednak rózne skoro pan nie pali sie do poinformoania dzieci i sformalizowania zwiazku

                                        i szkoda mi dziecka autorki - bo moze sie zdarzyc ze pan do którego syn mówi "tato" za jakis czas pozbiera sie po rozwodzie, dojedzie do siebei , stanie na nogi , okrzepnie i zupelnie inaczej ulozy sobei zycie

                                        a dziecko czeka spory zawód
    • altz Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 13:32
      Żeby ludzie mieli tylko takie problemy...
      Może warto odłożyć uroczystość, aż wszystko okrzepnie? Nie bez powodu żałoba trwała zazwyczaj rok i środowisko mocno pilnowało, żeby ktoś się nie wychylił.
      • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 13:58
        Również zaczęłam o tym myśleć. Chociaż plany mieliśmy zupełnie inne, to może jednak tak będzie dla wszystkich lepiej. Z drugiej strony patrząc jak S. zachowywał się do tej pory to mam wątpliwości, czy ten dodatkowy czas coś da. Wierzę, że jest mu ciężko tylko wydaje mi się
        , że z czasem wcale nie będzie łatwiej. Ciężko jest zdobyć się na chwilę szczerości wobec dzieci, które kocha się nad życie przeczuwając jednocześnie ich reakcję...

        Dodatkowym powodem, dla którego chcielibyśmy w przeciągu kilku miesięcy się pobrać, jest taki, że synek, przejmie razem ze mną nazwisko po S. Troszkę to przeżywa i poprosił, czy moglibyśmy zrobić tak, żeby do pierwszej klasy poszedł już z nowym nazwiskiem. Wiemy, że to dla niego ważne i oboje z radością się zgodziliśmy.
        • z_elizabeth Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 19:39
          a jednak klamiesz
          forum.gazeta.pl/forum/w,566,86345408,86348397,Re_Fryzurka_dla_2_5_latki_poradzcie_.html?t=1348248876738one.way.ticket napisała:

          > Również zaczęłam o tym myśleć. Chociaż plany mieliśmy zupełnie inne, to może je
          > dnak tak będzie dla wszystkich lepiej. Z drugiej strony patrząc jak S. zachowyw
          > ał się do tej pory to mam wątpliwości, czy ten dodatkowy czas coś da. Wierzę, ż
          > e jest mu ciężko tylko wydaje mi się
          > , że z czasem wcale nie będzie łatwiej. Ciężko jest zdobyć się na chwilę szczer
          > ości wobec dzieci, które kocha się nad życie przeczuwając jednocześnie ich reak
          > cję...
          >
          > Dodatkowym powodem, dla którego chcielibyśmy w przeciągu kilku miesięcy się pob
          > rać, jest taki, że synek, przejmie razem ze mną nazwisko po S. Troszkę to przeż
          > ywa i poprosił, czy moglibyśmy zrobić tak, żeby do pierwszej klasy poszedł już
          > z nowym nazwiskiem. Wiemy, że to dla niego ważne i oboje z radością się zgodzil
          > iśmy.
    • tricolour Lipa ten facet... 21.09.12, 13:40
      ... bo uczciwiej traktuje Twoje dziecko od swoich rodzonych. A potem będą uzasadnione pretensje od rodzonych, że ukrywa tak ważną rzecz, że kręci i kombinuje. Facet, który zabiera się za nowy związek, powinien mieć rozliczony stary.

      Ja o swojej narzeczonej powiedziałem od razu gdy stała się narzeczoną, o ślubie "uprzedziłem" w momencie mówienia o narzeczonej, a także wspomniałem od razu, że jedynaczka przestanie - z Bożą pomocą - być jedynaczką. Bo taki jest porządek rzeczy więc nie ma co robić z siebie niemieckiego partyzanta.
      • one.way.ticket Re: Lipa ten facet... 21.09.12, 14:00
        dokładnie wychodzę z takiego samego założenia. I mam takie obawy. Bo on naprawdę ma fajne te dzieciaki.
    • wielo.rybia Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 13:55
      to sa przeciez dorosle dzieci tak?
      ojciec nie zrywa i pewnie nie zerwie z nimi kontaktu - predzej one z nim bo zaraz beda miale wlasne zycie

      czego od nich oczekujesz? ze zaopiekuja sie waszym dzieckiem kiedy bedziecie chcieli isc sami do kina? nie kumam po co ci one w waszym zyciu, co to ma dac, co zmieni? rodzenstwem dla twojego dziecka juz nigdy nie zostana bo po prostu sa na to juz za stare

      nikogo do niczego nie mozna zmuszac, ty nie zmuszaj, uszanuj decyzje faceta a na pewno lepiej na tym wyjdziesz
      • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 14:10
        > czego od nich oczekujesz? ze zaopiekuja sie waszym dzieckiem kiedy bedziecie ch
        > cieli isc sami do kina

        Przestań. Nawet tego nie skomentuję

        nie kumam po co ci one w waszym zyciu, co to ma dac, co
        > zmieni?
        Po to, że są częścią życia S. Jeśli odizolują się od niego, on będzie cierpiał. Nie chcę tego. Chciałabym, żeby zawsze kiedy mają ochotę mogły się z nim spotkać w naszym domu, żeby przychodziły do nas bez skrępowania na urodziny swojego taty, itp. A nie tak jak teraz spotykają się na mieście...

        rodzenstwem dla twojego dziecka juz nigdy nie zostana bo po prostu sa
        > na to juz za stare
        Miałam jednak taką nadzieję.

        • wielo.rybia Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 14:19
          hmmm ale nie masz kompletnie na to wplywu, to znaczy na odizolowanie
          ale sadzac po twoim opisie tak nie bedzie bo ojciec ma z nimi dobry kontakt i na pewno o ile same tego nie zerwa tak bedzie zawsze

          a zastanawialas sie czy to dla nich mile bedzie, czy sobie z tym na tym etapie poradza, ze jakies obce male dziecko przytula sie i mowi tato do ICH taty? to nie jest takie proste i uwazm ze dotyczy to kazdego dziecka bez wzgledu na wiek

          jak sa dorosle to w sumie powinnas sie liczyc ze nie beda chcialy uczestniczyc w waszej rodzinie i maja do tego prawo (tu tez w sumie wiek nie ma znaczenia) i tez nalezy to uszanowac
          • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 14:27
            > a zastanawialas sie czy to dla nich mile bedzie, czy sobie z tym na tym etapie
            > poradza, ze jakies obce male dziecko przytula sie i mowi tato do ICH taty? to n
            > ie jest takie proste i uwazm ze dotyczy to kazdego dziecka bez wzgledu na wiek

            Tak nie raz. I wiem, że na pewno będzie to dla nich trudne. Ale nawet z samego szacunku do nich, jako ludzi dorosłych uważam, że nie powinno się takich rzeczy ukrywać. Bo nie daj Boże dowiedzą się z innych źródeł - o to już będzie mega nie fair wobec nich.

            > jak sa dorosle to w sumie powinnas sie liczyc ze nie beda chcialy uczestniczyc
            > w waszej rodzinie i maja do tego prawo (tu tez w sumie wiek nie ma znaczenia) i
            > tez nalezy to uszanowac

            Jestem na to gotowa. I jeśli taka będzie ich decyzja, to oczywiście to uszanuję. Niemniej, zawsze będą u nas mile widziane
      • malgolkab Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 24.09.12, 22:15
        wielo.rybia napisała:

        > rodzenstwem dla twojego dziecka juz nigdy nie zostana bo po prostu sa
        > na to juz za stare
        >
        mój mąż ma 20 lat młodszą siostrę z 2 związku ojca. I mają bardzo fajny kontakt, choć oczywiście różni sie on od tego jaki ma rodzeństwo w podobnym wieku. Kocha ją i zalezy mu na niej, mimo, że ojciec zostawił matkę dla tej drugiej (w skrócie), a o siostrze poinformował jak już była na świecie.
    • roma113 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 14:13
      one.way.ticket, daj człowiekowi czas. On najlepiej zna swoje dzieci i wie, co i kiedy chce im powiedzieć. Nie chcesz brać ślubu, zanim on im powie, to się wstrzymaj. Jeśli ci to nie przeszkadza, to bierz ślub. Sprawa stosunków twojego narzeczonego z jego dorosłymi dziećmi nie jest twoja sprawą. On to sobie jakoś ureguluje. Nie martw się, te dzieci już pewnie doskonale wiedzą, jakie macie plany.
      Spytaj S, czy masz wysłać dzieciom zaproszenia i zrób tak, jak ci powie. I za przeproszeniem odczep się od jego dzieci. Daj im czas się do ciebie przyzwyczaić (albo nie). Nie muszą z tobą jakiejś szczęśliwej rodziny tworzyć. A nawet się z tobą widywać. Ich sprawa.
      Piszesz: "Nie chciałabym żeby S. kiedykolwiek musiał wybierać między swoimi dziećmi a nami"
      A niby czemu i w jakich okolicznościach miałby stać przed takim wyborem? Przecież dzieci go nie szantażują i nie stawiają warunków (z jednym jak piszesz masz kontakt OK, drugie woli cię nie oglądać) . To co, ty masz zamiar go szantażować i kazać coś wybierać?
      • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 14:21
        > A niby czemu i w jakich okolicznościach miałby stać przed takim wyborem?

        Konkretnie. Np. imprezy rodzinne. Urodziny/imieniny rodziców S. Teraz to jest chore. Chodzimy do nich osobno naszą trójką, a osobno jego dzieci, lub S. raz z nami, drugi raz ze swoimi. Strasznie to nienaturalne, dziwne i mi przeszkadza. Jemu też, ale woli to niż dać szansę zdecydowania dzieciakom.


        Przecież dzieci go nie szantażują i nie stawiają warunków (z jednym jak piszesz masz
        > kontakt OK, drugie woli cię nie oglądać) .
        Kontakt OK, to chyba za dużo powiedziane biorąc pod uwagę całokształt. Było parę spotkań i nawet trochę na luzie porozmawialiśmy. Obyło się bez niezręcznych sytuacji.

        To co, ty masz zamiar go szantażować
        > i kazać coś wybierać?
        Nie, w żadnym wypadku. Ale chyba po przeczytaniu Waszych postów, porozmawiam z S. o wstrzymaniu tego ślubu. Skoro w tym obszarze nie jest jeszcze gotowy, to chyba jeszcze trochę możemy poczekać.
        • roma113 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 14:44
          one.way.ticket napisała:
          > Konkretnie. Np. imprezy rodzinne. Urodziny/imieniny rodziców S. Teraz to jest c
          > hore. Chodzimy do nich osobno naszą trójką, a osobno jego dzieci, lub S. raz z
          > nami, drugi raz ze swoimi. Strasznie to nienaturalne, dziwne i mi przeszkadza.
          > Jemu też, ale woli to niż dać szansę zdecydowania dzieciakom.

          Ale co one niby miałyby zdecydować? Jeśli zdecydują, że nie chcą z tobą chodzić na urodziny mamy S, to co, uważasz, że on powinien przestać chodzić z nimi? Niech sobie chodzi. Co ci do tego?

          > Ale chyba po przeczytaniu Waszych postów, porozmawiam z
          > S. o wstrzymaniu tego ślubu. Skoro w tym obszarze nie jest jeszcze gotowy, to chyba jeszcze trochę możemy poczekać.

          Ja nie wiem, w jakim sensie miałby być gotowy? Przecież może być tak, że te dzieci nigdy nie będą chciały z tobą mieć bliższych kontaktów. Daj szansę czasowi. Może się do ciebie przekonają, a może nie. To dorośli ludzie. Twój narzeczony też jest dorosły.
        • jarkoni Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 17:15
          one.way.ticket napisała:
          ...chyba po przeczytaniu Waszych postów, porozmawiam z
          > S. o wstrzymaniu tego ślubu. Skoro w tym obszarze nie jest jeszcze gotowy, to c
          > hyba jeszcze trochę możemy poczekać.

          To chyba najbardziej rozsądne wyjście.
    • one.way.ticket Dzięki 21.09.12, 14:52
      No dobrze. Trochę mną potrząsnęliście. Widzę, że tylko tricolor ma takie podejście jak ja. Czyli muszę się trochę zdystansować, otrzepać, wrzucić na luz i spróbować spojrzeć na sytuację z innej strony. Nie będzie łatwo, bo jednak ten temat leży mi na sercu. Ale spróbuję. No i zrobię jeszcze jedno podejście do rozmowy z S. Spróbuję nie dać się ponieść emocjom i na spokojnie omówić z nim ten temat. Ehh... życie...

      Piszcie, piszcie, bo pomagacie... nawet krytykując. A może zwłaszcza?
      • krokodil123 Re: Dzięki 21.09.12, 14:57
        A co z biologicznym ojcem twojego dziecka?
        • one.way.ticket Re: Dzięki 21.09.12, 15:09
          Oj... Nie jestem gotowa żeby o tym rozmawiać. W każdym razie tamten rozdział mojego życia został zamknięty na amen jeszcze gdy byłam w ciąży.

          I tylko jedyną "pamiątką" po nim jest wspaniałe, cudowne dziecko, które teraz ma prawdziwego tatę. Bo jak gdzieś kiedyś przeczytałam:

          "Ojcem może być każdy. Ale żeby zostać tatą, trzeba być kimś wyjątkowym..."
      • wielo.rybia Re: Dzięki 21.09.12, 15:10
        powodzenia!
        trudne i skomplikowane to tematy a rozmowy na nie jeszcze trudniejsze, zatem jeszcze raz powodzenia!
      • argentusa Re: Dzięki 21.09.12, 16:49
        Eeeee, fajnie,że masz refleksje na ten temat. I rozumiem, że chciałabyś inaczej. Czasem się nie da, ale i tak może być fajnie smile
        powodzenia,
        Ar..
      • wawrzanka Re: Dzięki 21.09.12, 19:22
        one.way.ticket napisała:

        > Piszcie, piszcie, bo pomagacie... nawet krytykując. A może zwłaszcza?

        S jest świeżo po rozwodzie. Jesteście zaręczeni od kilku miesięcy. To co było pierwsze: rozwód, czy zaręczyny?

        Piszesz, że kochasz S i chcesz z nim być, także formalnie, a jednak kiepska z Ciebie formalistka. Weszłaś w życie rodziny zanim ta rodzina się formalnie rozpadła.

        Jakiś czas temu nieformalnie zaszłaś w ciążę, a teraz chciałabyś, żeby S przysposobił Twoje dziecko, chociaż on jest ledwo żywy po rozwodzie. Jesteś tak zafiksowana na "formalnościach", że może tego nie zauważasz.

        Dlatego najlepszym wyjściem dla Ciebie będzie odłożenie formalności do czasu, aż do nich dorośniesz.
        • one.way.ticket Re: Dzięki 22.09.12, 09:48
          Przysposobienie dziecka - pomysł S. Nie wyobraża sobie, żeby mogło być inaczej - to jego słowa.
    • zofiulina1971 Re: Nie ma to jak "życzliwi"... 21.09.12, 20:46
      ... którzy na siłę chcą się bawić w apostołów pokoju.

      Doskonale rozumiem dzieciaka Twojego narzeczonego, bo mnie też kilkanaście lat temu partnerka (teraz żona) mojego ojca chciała do siebie przekonać za wszelką cenę. Nie bacząc na to, że wcześniej weszła w związek moich rodziców i przyczyniając się do tego, że wraz z rozpadem rodziny zawalił mi się świat i poczucie bezpieczeństwa.

      Dzieciak nie garnie się do Ciebie, jest dorosły, to po kij się mieszasz?

      Ja rozumiem Twój dyskomfort, bo jednej strony chciałabyś pewnie kumulować w sobie cechy, składające się na tzw. kobietę z wyższej półki, a z drugiej rzeczywistość skrzeczy - związałaś się z żonatym, a kobiety z wyższej półki tak nie postępują.

      Ale nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Skoro weszłaś w układ z żonatym, musisz wziąć na klatę wszelkie tego konsekwencje, także te w postaci bycia osobą niemile widzianą wśród niektórych ludzi.
      • one.way.ticket Re: Nie ma to jak "życzliwi"... 22.09.12, 09:51
        1. Nie mieszam się. Po prostu czekam i mam nadzieję, że będzie chociaż przyzwoicie.
        2. Tak jestem świadoma konsekwencji. Choć zapewne nie wszystkich.
    • mayenna Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 20:49
      Zastanawia mnie co jest przyczyną niechęci dzieci S do ciebie, skoro nie o rozpad rodziny chodzi?
      Mam też mieszane uczucia jesli chodzi o przysposobienie dziecka przez twojego partnera. W jakim celu? Może to jest powód dla którego jego dzieci są niechętnie nastawione? Można być ojcem będąc tylko ojczymem.
      • mozambique Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 21.09.12, 23:01
        no jak to dlaczego ? dorosle potomostwo widocznie liczyc umie i jzu wie ze jak kochliwy papa kiedys kipnie to juz dodatkowe dziecię ( przeciez calkowicie obce genetycznie) po nim dziedziczyc bedzie i w to w czesciach równych

        poza tym wszyscy sie rzucili na autorke nie zwracajc uwagi ze ów zmasakrowany rozwodem misio nie lepszy - jeszce przed rozwodem ( a wiec bedac zonatym) ZARĘCZYŁ sie z inna panią i w dodatku zamierza adoptowac jej dziecko ? po kiego grzyba ? czyzby dziecko biologicznego ojca nie mialo ? chyab ze matka mocno sprytna i juz tak o interes nieślubnego dziecka dba

        czy w ogole misio zdaje sobie sprawe z konsekwencji takiego kroku, nawet jak sie kiedys a autorką rozejda to adoptowane dziecko do konca zycia bedzie prawnie jego dzieckiem ze wszelkimi tego konsekwencjami np alimentacyjnymi, spadkowymi itp
        • argentusa Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 08:14
          Wyłącznie w przypadku jesli adopcja będzie pełna.
          Niepełna, zgodnie z krio już nie niesie za sobą takich konsekwencji prawnych.
          Ar -adopcyjna
          • mozambique Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 13:31
            otóż wciąz niesie , choc tylko w stosunku do rodzica adopcyjnego a nie jego krewnych
            zarowno alimnety jak i dziedziczenie

            www.infor.pl/zycie/artykuly/326644,na_czym_polega_adopcja.html
            ale co najwazniejsze - kazdy rodzaj adopcji wymaga zgody rodziców biologicznych
            • argentusa Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 17:19
              otóż wciąz niesie , choc tylko w stosunku do rodzica adopcyjnego a nie jego kre
              > wnych
              >> co najwazniejsze - kazdy rodzaj adopcji wymaga zgody rodziców biologicznych
              Nie każdy wymaga. W przypadku odebrania włądzy rodzicielksiej r.biol nikt ich nie pyta o zgodę na adopcję dziecka. W tym przypadku nie orzeka się adopcji całkowitej nierozwiązywalnej.
              Ar -m.a. wieloletnia smile
              ps. a to artykuł z 2008 r., choć generalnie większych błędów w nim nie ma, za to duzo generalizowania, wyjątków jest jeszcze parę., i chyba poleciałyśmy OT. Jeśli autorka zechce z pewnością narzeczony adoptuje jej dziecię. Zapewne łątwiej będzie po ślubie, niz teraz przed.
              • mozambique Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 18:46
                pod warunkiem ze ojciec biologiczny ma odebraną władze

                a o tym nic nie wiadomo oprócz tego ze dla autorki to "temat zamkniety"
                • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 18:52
                  nie ma odebranej bo nigdy takowej nie posiadał
      • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 09:56
        > Zastanawia mnie co jest przyczyną niechęci dzieci S do ciebie, skoro nie o rozp
        > ad rodziny chodzi?
        Na pewno duży wkład w to ma ich matka. One się raczej dystansują i widać, że wygodniej jest im stać z boku, nie opowiadając się po żadnej stronie. W sumie, to ich rozumiem. Kochają oboje rodziców...

        > Mam też mieszane uczucia jesli chodzi o przysposobienie dziecka przez twojego p
        > artnera. W jakim celu?
        Taka była nasza wspólna decyzja. Całej naszej trójki. Same argumenty za, żadnych przeciw.

        Może to jest powód dla którego jego dzieci są niechętnie
        > nastawione?
        Nie, one o tym nie wiedzą. Choć, jeden z jednym z dzieci S. moje młode się poznało. Było w porządku. Spędziliśmy trochę czasu razem.
        • martakj Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 10:04
          one.way.ticket napisała:

          > > Zastanawia mnie co jest przyczyną niechęci dzieci S do ciebie, skoro nie
          > o rozp
          > > ad rodziny chodzi?
          > Na pewno duży wkład w to ma ich matka.

          jasne!!!! Proszę Cię, jak już coś złego, to na pewno ta podła była żona!!
          Typowe... nie radzisz sobie, masz problem, nie wiń za to byłą Twojego gugusia.
          • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 11:08
            Pytałaś to odpowiadam.

            Jeśli ktoś truje Ci przy każdej możliwej okazji jaki to tata beeee, jaka to ja beee, i wszyscy beee co są za nami. No to chcąc nie chcąc, nie mając możliwości poznania nas wyrobią sobie negatywne zdanie. Po prostu z czasem jeśli będą miały okazję to albo zmienią albo się w niej utwierdzą. Niemniej fajnie byłoby gdyby było to ich własne zdanie.
            • krokodil123 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 12:04
              "Taka była nasza wspólna decyzja. Całej naszej trójki. Same argumenty za, żadnych przeciw”. Super, dobrze że dziecko zadecydowało.
              A co by było jak trzylatek zdecyduję że chce supermena na ojca.

              Pytałam się o biologicznym ojcu bo nawet myślałam że nie żyje.

              Ale na twoje życzenia co do cudzych dzieci i fantazji co do wspaniałego wspólnego życia
              Nasuwają mi się pytania:
              Dlaczego się tak gorliwe nie troszczysz żeby twój syn miał dobre zdanie o własnym ojcem? Dlaczego nie dążysz że by utrzymywał fajne kontakty z rodzina ojca, ew. jego obecnej partnerki i jej dzieci a tylko „zgarniasz” do siebie i dla siebie?
              • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 12:09
                Jeśli chodzi o biologicznego ojca, pisałam już gdzieś wyżej.
                Dlaczego się tak gorliwe nie troszczysz żeby twój syn miał dobre zdanie o włas
                > nym ojcem?
                Dlaczego nie dążysz że by utrzymywał fajne kontakty z rodzina ojca,
                > ew. jego obecnej partnerki i jej dzieci a tylko „zgarniasz” do sieb

                - Po prostu go nie ma. Nigdy nie było. I nie będzie...
                • krokodil123 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 12:20
                  No kurcze….. wiatropylna???
                  A ten dżin alimenty nie płaci?
                  • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 12:21
                    nie
                    • krokodil123 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 12:33
                      A dlaczego tego nie dopilnowałaś?
                      • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 12:44
                        To jest trudny i przykry temat. Zamknięty dla nas na zawsze. I nie będę o tym pisać. Chcę zapomnieć
                        • mozambique Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 13:38
                          czyli mialam racje - lepiej szybko uwiazac kochanka alimentami dla cudzego dziecka
                          niz zadbac aby biologiczny swe obowiazki wypelnial
                          no chcyab ze biologiczny tez zonaty , w sumie nie zdziwiłabym sie ,
                          i jzu widze 6 latka co to prosi o identyczne nazwisko co obcy facet , naprawde masz wszystkich tutaj za idiotów?


                          Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
                          • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 13:46
                            Eh...
                            gdybyś pogadała z tym 6-ściol atkiem to szczęka opadłaby Ci dość szybko. Dobrze orientuje się w sytuacji jakiej się znajdujemy, dużo się z nim rozmawia.
                            To chyba nie dziwne, że skoro mama i tata będą mieli takie samo nazwisko to on też chce? Dość logiczne.

                            Jakimi alimentami dla cudzego dziecka? Ja S. do niczego nie zmuszam, niczym go nie wiążę. Jest dorosły, sam powiedział, że nie wyobraża sobie tego inaczej. Uwielbiają się wzajemnie, i dobrze wie że jest jedynym tatą jakiego miał mój synek. Tak tatą. I akurat do traktowania i nazywania S. swoim tatą synkowi żadem papier nie jest potrzebny.

                            Mozambique, czytając Twoje posty to ładnie ten Twój ex musiał Cię skrzywdzić. Współczuję, i naprawdę życzę Ci jak najlepiej... Ale nie mierz wszystkich jedną miarą...
                            • krokodil123 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 15:51
                              No to zostań przy swoim i dziecku będzie raźniej.

                              Robi się dosyć ciekawie…..6 latek który nie tylko tatusiów sobie wybiera a jeszcze ma obiekcje co do nazwiska….. Pisz dalej…. my to z lasu….dzieci nie mamy i nic nie wiemy o tym co i jak przezywają dzieciaki.
                              • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 16:02
                                Macie, macie. Dlatego tu jestem. Czytam, czytam, wyciągam wnioski. Ale skrajne przypadki trzeba przefiltrować.
                            • mozambique Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 16:05
                              zamiast zastanwiaiac sie nad moja przesloscią sama zajmij sie swoim dzieckiem, kontaktami z jego biologicznym ojcem ( bo dziecko ma do tego prawo ) i alimentami ( bo ojciem ma taki obowiązek)

                              czy synek rownie dobrze oreintuje sie kiedy i w jakich okolicznosciach zaczelas sypiac z zonatym kochankiem ?
                              i dlaczego on nie pali sie do formalnego zalatwienie swoich spraw ?
                              skoro gówniarz taki nad wiek rozwinitey to zakładam ze ma decydujący glos takze i w takich sprawach

                              nie wiem kto cie i jak skrzywdzil ale jesli wlaczasz 6latka w tajemnice swojej sypialni i szczegoly rozwodowe swojego kochanka to chyba poiwnnac porozmawiac z jakims psychologiem dziecięcym
                              • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 16:14
                                Nie histeryzuj. W szczegóły sypialni nikt go nie wprowadza.

                                Z dziećmi trzeba rozmawiać. Stosownie do wieku rzecz jasna. No chyba że wychodzi się z założenia, że "ryby i dzieci głosu nie mają" to inna sprawa. Ja ze swoim rozmawiam, słucham i rozmawiać będę. I może właśnie dlatego psycholog nie jest nam potrzebny.
                                A swoją drogą, to jedno spotkanie z psychologiem miał przy zupełnie innej okazji (badanie gotowości szkolnej). Same plusy, zero zastrzeżeń.

                            • mayenna Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 16:10
                              Jak kocha i jest to dla niego ważne to S może przyjąć wasze nazwisko.

                              Moim zdaniem masz problem bo wasz związek jest dla jego dzieci trochę zbyt szybko. Rozwija się też błyskawicznie. S ze swoimi dziećmi nie rozmawia o sobie i swoich uczuciach do ciebie. Jego uczucia i zainteresowanie twoim dzieckiem mogą mieć wpływ na jego starsze dzieci. Może im być ciężko, przykro z tego powodu. Twój wypływ i udział w tym wszystkim prawdopodobnie jest dużo większy niz przyznajesz i tamtej rodzinie może być zwyczajnie trudno się pogodzić, że u was sielanka kwitnie. Im sie pewnie świat zawalił i potrzebują czasu. Podział majątku tez prawdopodobnie nie nastraja jego dzieci pozytywnie, jeśli wiąże się dla nich ze zmianami na gorsze i mogą ciebie za to obwiniać, nawet jeśli nie jest to racjonalne i zgodne z prawdą.
                              Patrząc z boku, z twojego opisu wygląda to tak, że zawłaszczasz dzieciom ojca. Jeśli te dorosłe dzieci mają 17 - 18 lat to może byc dla nich jeszcze bolesne. Szczególnie jeśli im aż tak uczuć nie okazywał jak twojemu synowi. Gdyby mój tata bawił się z obcym dzieckiem tak jak ze mną nigdy się w dzieciństwie nie bawił i nie interesował to miałabym do niego zal i trudno było by mi się z tym pogodzić.

                              A kwestia winy za rozpad i jej położenia po obu stronach: zgadzam się, że zawsze winne sa obie strony ( na marginesie: w czym zawiniłaś że ci się rozpadł pierwszy związek?), ale ta wina nie jest zwykle równa. Zawsze któraś strona ponosi większa odpowiedzialność za rozwód. Nie miej tez złudzeń: młoda kochanka zawsze mężczyznę uszczęśliwia i pan, który mówi, że był przez żonę nieszczęśliwy po prostu mija się z prawdą. Może byłaś impulsem do zmian i tego też dzieci mogą nie umieć tak szybko zaakceptować.
                              • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 16:18
                                Mayenna, myślę że w tym co piszesz jest dużo racji...
                                • mayenna Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 16:55
                                  one.way.ticket napisała:

                                  > Mayenna, myślę że w tym co piszesz jest dużo racji...

                                  Tu nie o rację chodzi. Jak zrozumiesz drugą stronę to znajdziesz rozwiązanie problemu.
                                  A dla mnie tym rozwiązaniem wydaje się czas i zamknięcie spraw przez S. Podobno potrzeba dwóch lat narzeczeństwa, żeby dobrze poznać druga osobę i świadomie zdecydować o ślubie. U mnie za pierwszym razem i tak to było za krótkosmile
                                  Trzymaj się i napisz jak wam się ułożyło.
    • tricolour Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 10:33
      ... jakby świata poza dziećmi nie było.

      Dzieci są dorosłe i zajmują się sobą. Nie w dzieciach jest problem. Problem leży w tym, że facet w przededniu ślubu stawia swoją narzeczoną w niekomfortowej sytuacji, a czy ona jest spowodowana dziećmi czy kim innym, to mniejsza o to.
      • wawrzanka Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 13:15
        tricolour napisał:

        > ... jakby świata poza dziećmi nie było.

        Tri, masz po części rację: dzieci są dorosłe (nie wiadomo tylko na ile, bo z innego wątku okazuje się, że S ma je na utrzymaniu...) i nie tylko nie są "stroną" w tym układzie. Mają wręcz zrozumiałe powody, by traktować obojętnie pannę z dzieckiem, któremu ojciec zaczął poświęcać czas jeszcze przed swoim rozwodem. Ja bym na Twoim miejscu, one.way.ticket nie mogła tym dzieciom w oczy spojrzeć, a co dopiero zaproszenie na ślub chcieć wysyłać... Ale to Twoja sprawa.

        Nie piszesz o faktach, które mają istotne znaczenie: jak długo S jest po rozwodzie? Czy mieszkacie razem? Urzekła mnie Twoja historia, ale też i jest w niej coś dziwacznego. Wszystko wygląda tak, jakbyś chciała dogonić czas. S jest zupełnie niepozbierany po tym rozwodzie. Ty nie byłaś (a przynajmniej o tym nie piszesz) nigdy mężatką, więc nie masz pojęcia czym jest rozwód, zwłaszcza po wielu latach. To, że S nie był szczęśliwy ze swoją żoną nie znaczy, że emocjonalnie ma wszystkie sprawy zamknięte. To praktycznie niemożliwe w tym momencie.

        I wygląda mi na to, że jego rychłe oświadczyny, chęć przysposobienia Twojego dziecka to jakaś zasłona dymna własnej porażki. A jeszcze te sprawy majątkowe... Jeśli go kochasz i chcesz z nim być to przygotuj się raczej na to, że bierzesz na siebie jego zmartwienia, a nie on Twoje. On po prostu chce kobiety i obietnice, które Ci składa mogą przerastać jego możliwości. Możesz z nim być, ale musisz myśleć bardzo roztropnie, a nie tak jak do tej pory. Ciesz się tym co masz, a na resztę przyjdzie czas, jeśli S okaże się mieć mocny charakter, bo jak na razie tego nie widać: ma tylko dużą potrzebę kochać kobietę i bycia przez nią kochanym.
        • one.way.ticket Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 13:28
          Mądrze piszesz wawrzanka. Niektóre fragmenty dają do myślenia. Tak, jestem szybka w działaniu, emocjonalna... W tym wypadku, w świetle wielu argumentów, które przeczytałam od wczoraj zapewne działa to na niekorzyść. Muszę zwolnić. Poczekam, niech sam będzie gotowy. Po prostu wydawało mi się, że tym co nas ograniczało był "papier w ręce". Może jednak nie do końca tak było. Dam S. tyle czasu ile potrzebuje, dla dobra wszystkich. On chyba sam nie wie, że go potrzebuje... i chyba czas mu to uświadomić.

          Jedyne z czym się nie zgadzam to
          J
          > a bym na Twoim miejscu, one.way.ticket nie mogła tym dzieciom w oczy spojrzeć,
          > a co dopiero zaproszenie na ślub chcieć wysyła

          Nie mam powodów żeby nie móc im spojrzeć w oczy. Jako dzieci S. są dla mnie ważne i zależy mi na tym, żeby rozwód rodziców odczuły w możliwie najmniejszym stopni. A już na pewno nie mam zamiaru do niczego ich zmuszać, wpływać na nie, itp.
          Chciałabym mieć z nimi jakiś w miarę dobry kontakt. Z jednym z dzieci S. uważam że po kilku spotkaniach (do których nie było zmuszane) jest nieźle. Z drugim kontaktu żadnego.
          Przy czym nie wiem jaka będzie reakcja na nasz ślub (wcześniej czy później). Bo spotykać się to jedno, a wiązać się na stałe to drugie...
          • blue_ania37 Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 17:39
            Przeczytałam twoje dwa wątki i chyba nie jestem po twojej stronie barykady.
            Pisanie jaki S jest cudowny, i jak to te dzieci jego nie wiedzą a przecież tu wspólne święta i lub się szykuje.
            Gratuluję szybkości działania, najlepiej zaproś jeszcze jego byłą żoną na ten ślub i proponuję wysłać akt że twoje dziecko ma jej nazwisko.
            Stawiam miliona, że to przy tobie zobaczył jaka ta żona zła kobieta i 6 latek również jest przyjemniejszy niż 17 latkowie.
            Buduj swoje szczęście szybciutko, bo może się okazać, że pana zjedzą wyrzuty sumienia a te jego niedobre dzieci nie zauważą jaki to on teraz szczęśliwy.
            Gratuluję wyborów życiowych.
            Mierzi mnie do bólu jak ktoś wchodzi w czyjeś życie i buduję je na nieszczęściu innych.
            S taki wspaniały? to trzeba było poczekać jak się rozwiedzie i ureguluje sprawy finansowe.
            A
            • one.way.ticket Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 17:56
              hmm...

              nie było na co czekać. I tak wystarczająco długo tkwił w chorym, toksycznym związku. Rozwód był jedynie formalnością.

              A sprawy finansowe... Każda regulacja wyjdzie mu na korzyść jeśli o to chodzi.
              Zresztą o ile czekanie na rozwód jestem w stanie zrozumieć, to czekania na uregulowanie spraw finansowych już nie rozumiem. Niby po co, skoro i tak dzieci utrzymuje, wyprowadził się z domu w którym mieszka eks i spłaca kredyt.

              • blue_ania37 Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 18:24
                Ja gratuluję tobie bycia pewną że on tkwił w chorym toksycznym związku.
                I żeby nie było, ja wcale nie uważam, że to tylko faceci są zli a kobiety zawsze czyste ja łza.
                Jakby było to tylko formalnością i dzieci by widziały,że rodzice nie są razem szczęśliwi nie mieli by powodu,żeby unikać kontaktu z tobą a S by się nie plątał.
                Wlazłaś w czyjeś życie z butami, nie dałaś szansy IM albo się rozwieść albo dogadać.
                I przecież to oczwiste, że ty jako nowa miałaś wiecej pomysłów i fantazji niż stara żona.
                Też zazdroszczę pewności w sprawach finansowych S bo pzecież ja piszesz każda regulacja wyjdzie mu na dobre.Znasz tylko jego przekaz, a niechęć jego dużych dzieci wskazuję, że taka bezwinna to nie jesteś.
                A
                • one.way.ticket Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 18:29
                  Dla formalności, to z jednym dzieckiem S. od czasu do czasu się widuję i jest ok. Ale jestem ostrożna i właśnie nie pcham się z butami. Czekam po prostu.

                  A drugie dziecię S., fakt dystansuje się i nie miało ochoty do tej pory się z nami spotkać. A my to szanujemy. Ale swojemu ojcu gdy powiedział, że się rozwiedzie powiedziało "tato, wcale Ci się nie dziwię."

                  To o czymś świadczy.
                  • mozambique Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 18:54
                    jest ok bo dziecie jeszce nie wie ze mu sie nowa zona ojca szykuje
                    w dodatku zona co chce szybko dom rodzinny im zabrac

                    jeslis taka pewna to sama powiadom dzieci ze szykujesz sie do slubu z ich ojcem i do sprawienia im przyrodniego brata ( ktore ma calkiem innego ojca) , ze sypialas z ich ojcem jeszce przed rozwodem ich rodziców i ze twój syn móiw do ich ojca "tato" i ze juz masz plany spzredazy ich domu

                    jak takaś twarda to wiazanke którą uslyszysz łykniesz jak jogurcik

                    powodzenia
                    • one.way.ticket Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 19:00
                      Ale bzdury wypisujesz.
                      No comment
                      • mozambique Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 19:12

                        nie komentuj
                        po porstu miej odwage to zrobic

                        ale nie bedziesz miała
              • zofiulina1971 Re: Mam wrażenie, że karmimy trolla... 22.09.12, 18:31
                Bo chyba tak bezmyślnych kobiet nie ma, co?

                nie było na co czekać. I tak wystarczająco długo tkwił w chorym, toksycznym związku. Rozwód był jedynie formalnością.

                Ciekawa jestem, jaką wersję zna jego żona. A może zostałaś jej przedstawiona jako narzeczona jej męża i że to wszystko wiesz od niej big_grin

                Nie łudź się, że wiesz jak wyglądało jego małżeństwo - bo nie wiesz.

                Nie łudź się, że wiesz, jaka była jego żona - bo nie wiesz.

                Albo znasz jedynie wersję świąteczno-weekendowo-lajtową, która ma tyle wspólnego z rzeczywistością, co kot napłakał.

                To, co wiesz, to jego opowieści (może prawdziwe, może nie) i Twoja wyobraźnia.

                Jeżeli z podobną determinacją działałaś podczas związku z ojcem pierwszego dziecka, tym bardziej radzę Ci poczekać. Bo przy podejściu, jakie prezentujesz, masz szansę zaliczyć powtórkę z rozrywki.
                • zofiulina1971 Re: Errata: "z ojcem dziecka" oczywiście n/t 22.09.12, 18:34
              • mayenna Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 18:33
                one.way.ticket napisała:


                > nie było na co czekać. I tak wystarczająco długo tkwił w chorym, toksycznym zwi
                > ązku. Rozwód był jedynie formalnością.

                Ubawiłam się. Jego była żona też jest tego zdania?

                • blue_ania37 Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 18:52
                  Oj biedny ten Ssmile
                  Jeszcze ten syn co się nie dziwi, aż mi go żal.
                  A pomyslałaś, że ta żona S może nie mogła się pozbierać po tym jak pannica wzięła jej mężą po około 20 latach małżństwa jak mniemam po wieku dzieci.
                  Może syn widzał nieraz mamę płaczącą i nie mogącą funkcjonować
                  Może wyzywala S? (pewnie nie miała racji, i to było to psychiczne męczeni biednego misia.
                  Ten twój S poprostu znalazł sobie nowy model i postanowił wymienić swój stary.
                  Ubawił mnie też tekst że utrzymuje własne dzieci, no prawie rośnie w moich oczach na herosa.
                  Rozwaliłaś rodzinę dziewczyno i mam nadzieję, że los i świat ci za to odpłacą.
                  Bo inaczej jest poznać faceta który nie mieszka z zoną i ma złożony pozew rozwodowy a c inngo skakać po łóżkach z kogoś mężem.
                  A
                  • one.way.ticket Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 18:56
                    No przecież miał złożony i z nią nie mieszkał.
                    • mozambique Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 19:33
                      nie z takich etapów rozwodu ludzie sie wycofywali , postanawiali ratowac rodziny i nawet im sie to udawalo
                      w rozych etapach rozowdu malzonkowie sobei wybaczaja, wracaja do domów, chpodzą razem do psychologa, terapie rodzinne uskuteczniają , pracują na wdpolnymi problemami , czasami z duzym sukcesem

                      ty wlazlłas w tą rozdartą rodzinną rane i skutecznie w niej zamieszalas
                      i tegop faktu nie zmienisz
                      synowie twego faceta doskonale sobei kiedys z tego zdadzą sprawę
                      • argentusa Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 20:30
                        Mozambique,
                        przesadzasz. JAkoś jestem spokojna, że akurat ktoś kto 2 lata starałsię o rozwód to jednak wracać do tego małżeństwa nie chce. W cuda to jednak nie wierzę.
                        A jelsi ktoś po 2 latach okołorozwodowej przepychanki zdecydowalby się na powrót to niekoniecznie jest to ktoś wart zainteresowania. Boze chroń od rozchwianyh emocjonalnie egzemplarzy.
                        ty wlazlłas w tą rozdartą rodzinną rane i skutecznie w niej zamieszalas
                        > i tegop faktu nie zmienisz
                        > synowie twego faceta doskonale sobei kiedys z tego zdadzą sprawę
                        no i wróżenie. Jak było to juz Onaway wyjaśniała. A i tu taj na forum są sparowani, któzy sie zaczęli sotykać w trakcie rozwodu partnera. I żyją smile całkiem nieźle. Z owym partnerem, parę latek już. Może nie pochwalam, ale na pewno nie będę przekonywać,ze z dwuletnich batalii rozwodowych z uprawomocnionym wyrokiem rozwodowym to ludzie do siebie wracają i jest cacy.
                        Ar.
                        Ar.

              • zmeczona100 Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 22.09.12, 21:29
                > Rozwód był jedynie formalnością.

                I taka formalność trwała przez cały okres Waszego związku, z narzeczeństwem łącznie? Czyli dwa lata?

                Też stawiam milion, że pan odkrył jaki to on nieszczęśliwy w małżeństwie i jaki to związek toksyczny wtedy, gdy Ciebie poznał...
          • wawrzanka Re: Wszyscy w kółko dzieci i dzieci... 25.09.12, 11:31
            one.way.ticket napisała:

            > Jedyne z czym się nie zgadzam to
            > "Ja bym na Twoim miejscu, one.way.ticket nie mogła tym dzieciom w oczy spojrzeć,
            a co dopiero zaproszenie na ślub chcieć wysyłać"

            To Twój S i jego dzieci, więc robisz jak uważasz. Związałaś się z żonatym facetem, ok. Różnie to bywa. Z tego, co piszesz nie wynika jednak, że dzieci S namawiały ojca na rozwód, były zmęczone wyrodną matką i tylko czekały, aż jej miejsce zajmie inna kobieta z nowym braciszkiem (czy tam siostrzyczką, jak wynika ze szpiegowskiej działalności jednej z gorliwych forumowiczek big_grin ) Podkreślasz, że dzieci nie są do niczego zmuszane, ale tylko jedno nie odmówiło spotkania z Tobą. NIE ODMÓWIŁO, to nie znaczy, że leciało do Ciebie na skrzydłach. Może po prostu nie chciało robić przykrości ojcu. Drugie odmówiło. Jesteś myślącą i wrażliwą osobą. Nie zastanawiałaś się jak to jest, że rodzeństwo nie spotkało się z Tobą razem?
    • wendd Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 20:33
      One.way.ticket to co piszesz na forum o Waszym związku to się zwyczajnie kupy nie trzyma.
      I nie widać w tym ani tego Waszego "porozumienia dusz" ani tych dobrych kontaktów z dziećmi z poprzedniego związku.
      Jedno co widać to Twoją olbrzymią determinację aby się za tego pana wydać i skłonić go do przysposobienia Twojego syna.
      Któraś dziewczyna świetnie napisała powyżej - próbujesz dogonić stracony czas i wydaje Ci się, że ślub i wspólne nazwisko z dzieckiem wyprostuje to, co wcześniej schrzaniłaś w życiu.
      Jest data ślubu? - nie ma.
      Znajomi i rodzina poinformowani o ślubie? - nie poinformowani
      Rodzina poinformowana o planach adopcyjnych? - nie poinformowana.
      Jak się człowiek chce ożenić i jest pewien swoich decyzji to się żeni, a Twój pan najwyraźniej nie wie jeszcze czego chce.
      Facet złożył jakieś deklaracje (może w dobrej wierze, a może nie), a Ty teraz za wszelką cenę dążysz do ich urzeczywistnienia.
      I wyrobienia się z tym zanim dziecko pójdzie do szkoły i trafi w nowe środowisko, które tym sposobem nie będzie podejrzewać jakieś szemranej przeszłości.
      Czy poprzednie małżeństwo Twojego faceta było udane czy kompletnie nie udane rozwód po 20 wspólnych latach jest traumą.
      Jeśli znacie się dwa lata i jak twierdzisz poznałaś go kiedy składał pozew - to ten rozwód musiał trwać min 1,5 roku - a więc nie przebiegał w miłej i ugodowej atmosferze.
      Człowiek jest rozbity i niestabilny emocjonalnie i trudno brać poważnie to co mówi, bo to jest okres kiedy sam potrzebuje oparcia, a nie daje oparcie.
      Jak mówisz żony nie znasz, dziecko widziałaś kilka razy więc nawet nie wiesz kim ten człowiek tak naprawdę jest.
      A może po prostu obiecuje Ci gruszki na wierzbie aby móc sobie u Ciebie trochę pomieszkać zanim wpadnie na pomysł, co teraz chce w życiu robić?
      Jeśli jak piszesz żona i dzieci mieszkają w innym mieście niż on, to idę o zakład, że mieszka u Ciebie.
      Na chwilę obecną pisanie „nasza trójka” jest sporym nadużyciem i ja osobiście nie wierzę, że coś z tego będzie.
      Jak na razie to zafundowałaś synowi niezłą karuzelę, która bardzo negatywnie odbije się na jego życiu.
    • gha11 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 21:50
      Cóż. Przypominasz mi "incydent" w moim życiu. Poznaję pana, on napiera na spotkania, zakochuje się, deklaruje że mnie poważnie traktuje i chce ze mną być na stałe, traktuje jak księżniczkę, opiekuje się i dba. Ja bardzo ostrożna ale już zauroczona po uszy. Tak jakoś w międzyczasie wychodzi, że pan formalnie nie jest wolny. Cóż, naiwna jestem z urodzenia. Na stanie żona i dwoje dzieci, jedno starsze dorosłe drugie 18letnie. I jego tłumaczenie, że to tylko formalność bo z żoną go nic nie łączy, przyjaźnią się, jedynie tkwi przy niej by starsze dziecko wyprowadzić na ludzi, ale żyją osobno od lat, on w międzyczasie miał już inne kilkuletnie związki. Błaga bym nie odchodziła, bo to co nas spotkało jest wyjątkowe, chce stworzyć ze mną prawdziwy dom. Dawno miał się rozwieść ale nie miał motywacji, to tylko papierek. A rozwód to taka formalność że może go w każdej chwili wziąć. Więc ok. Daję temu szansę, czekam aż się rozwiedzie. Nie poruszam tego tematu bo uważam, że jeśli się nie przyznał na początku to teraz niech sam to załatwia. Po roku jednak zaczynam się niecierpliwić. Spędzamy mnóstwo czasu ze sobą, jest super, ale ja ciągle czekam na załatwienie formalności by zacząć być oficjalną parą. On proponuje wspólne mieszkanie, wspólne biznesy, pyta czy chcę poznać jego rodzeństwo, jego starsze dziecko, jest otwarty na wprowadzenie mnie w swoje życie ale ani słowa o rozwodzie, czasem tylko westchnienia jak mu się ciężko żyje, bo w domu jakieś scysje z żoną i młodszym rozrabiającym dzieckiem. A ja,wg moich norm, przecież nie będę się z jego rodziną zapoznawać publicznie jako kochanka bo to obciach i upokorzenie. Pytam w końcu wprost kiedy rozwód, okazuje się, że jeszcze nawet pozwu nie ma, bo to, bo tamto, bo ciągle coś. Choć on twierdzi, że robi wiele by nam się dobrze w przyszłości żyło. Zaczyna mnie ta sytuacja wykańczać i rozczarowywać. Tracę zaufanie. Czekam kolejne pół roku na jakąś decyzję i odchodzę. On wkurzony i pokrzywdzony, bo NIE BĘDZIE SIĘ ROZWODZIŁ POD PRESJĄ! Więc moja wina, jestem zła, wredna, czepiam się o nieistotne sprawy a on przecież kocha. Ok. Tym razem nie daję się namówić do powrotu. On nie mogąc się odkochać składa pozew. Jego dzieci mnie oskarżają i obwiniają, szantażują, nękają. Moja szczęka opada na bruk, dlaczego mnie nie lubią? Zona z którą miał być w przyjaźni stawia warunki formalne(jego wyłączna wina) i finansowe, awantury. Przez długie lata był w tym małżeństwie, zdradzał żonę z wieloma kobietami, ona nie była dłużna, kilka lat żył z inną, mimo to dla jego dzieci i żony to ja jestem ta najgorsza winna. Wersja pana gdzie żona to przyjaciel, a dzieci są świadome sytuacji i otwarte na kontakt z nową partnerką okazała się czystą fikcją. Marzeniami ściętej głowy, mrzonkami. Ja stałam się dla jego rodziny główna znienawidzona. Przed końcem rozwodu wróciliśmy do siebie. A on zaczął przeżywać że przez ten rozwód chyba straci dzieci, że się coś skonczyło, że warunki inne, okazało się że życie nie jest takie różowe jak miało być. Ja znowu czekałam aż ustabilizuje sobie emocje, a w głowie ciągle miałam to co ogłaszał na początku "rozwód to tylko formalność!" . A on, teraz wolny, rozwiedziony, zaczął kręcić nosem, nie mieć planów, odwlekać konkretne deklaracje. Wszystkie obietnice mi które złożył jako żonaty facet, teraz nie były już ważne, stały się jakieś drugoplanowe, bo on "przeżywa". A ja znowu czekam? JAko wolny chciał sobie poprzeżywać swoje egocentryczne uczucia, a nie brać sobie od razu na głowę następnej kobiety która czegoś od niego chce i nie jest słodka i miła i bezkrytyczna ale pokazała, że stawia warunki. Wcześniej angażujący się bardzo, teraz jakby z łaski, z dystansem. Obrażony że to dla mnie "musiał" się rozwodzić. Łaskawy pan. Więc zabrałam zabawki i podziękowałam za dalszy związek. On szybko się pocieszył, pierwszą, drugą, piątą, a co kilka miesięcy wydzwaniał za mną jak to mnie kocha (tylko nic do zaproponowania nie ma oprócz romansu bo się boi moich wymagań). Masakra.
      • mola1971 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 22:32
        No niektórzy faceci tak mają, że powiedzą kobiecie wszystko, co ona chce usłyszeć smile Gorzej z realizacją tego, co mówią.
        Dlatego ja od dawna uważam, że faceta ocenia się nie po tym co mówi, lecz po tym co robi. A od gadatliwych, obiecujących bógwico, trzymam się z daleka.
        • clara121 Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 22.09.12, 23:16
          Problem polega na tym, że większość piszących tu kobiet zna takich facetów z drugiej strony strony i stąd ta różnica zdań. Mnie się zapala wielka czerwona lampa, kiedy okazuje się, że facet jest zajęty, choćby formalnie. Właśnie dlatego, że wiem jak to wygląda z punktu widzenia żony.
          A co do dzieci...u mnie było tak, że ex też "nie miał odwagi" porozmawiać z dziećmi. Wszystko ja musiałam wytłumaczyć, dlaczego się wyprowadza, dlaczego rozwód...Starałam się nie mówić źle o kobiecie, która była przyczyną tego, że ich świat się wali, po prostu nic o niej nie mówiłam. Jestem 6 lat po rozwodzie, w tym roku ex się z nią ożenił. Dzieci (dorosłe) nie były na ślubie, nie bywają u niego w domu, chyba, że jej tam nie ma. Przysięgam, że nie wypowiadam się na jej temat, ona po prostu dla mnie nie istnieje. Nie wiem jakie są jej wyobrażenia na temat kontaktów z dziećmi i szczerze mówiąc w ogóle mnie to nie interesuje. Interesuje mnie dobro moich dorastających dzieci i tylko to...
          Co do ciebie...nie spiesz się. I przygotuj się na to, że wszystko się może po tym rozwodzie zmienić. On się może zmienić. Szkoda tylko, że tak bardzo wciągnęłaś w to swoje dziecko. Ono za dużo wie i za dużą ponosi odpowiedzialność, jak na ten etap związku.
          Mimo wszystko życzę powodzenia
    • violadamore Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 24.09.12, 18:10
      Nie przeczytalam wszystkich odpowiedzi powyzej, bo po kilku zenujacych postach mi sie odechcialo. Odpowiem Ci krotko: jesli chcesz porady jak ulozyc sobie stosunki z dziecmi Twojego narzeczonego to poszukaj forum patchworkowego, gdzie sie takie pytania traktuje powaznie. Oczywiscie ze dobrze, ze Ci na dobrych kontaktach z jego dziecmi zalezy i cala pewnoscia warto (a nawet trzeba) o to zabiegac. Punktem wyjsca jednak w tej rozgrywce jest ON i to jego postawa jest decydujaca. Szczerosc i otwartosc wobec dzieci to warunek, podobnie jak gotowosc do wziecia odpowiedzialnosci za swoje zyciowe wybory. Rozwod to jedno, a rozmowa z dziecmi i wytlumaczenie im dlaczego sie odchodzi od zony i wyprowadza z domu to drugie i zdarza sie, ze nawet jak sie ma odwage na pierwsze, to juz niekoniecznie starcza jej na drugie. Trzeba zaczac od faceta, to on musi zrozumiec, ze nie mozna od tej rozmowy uciec, ze jest to winien wlasciwie wszystkim stronom i ze bez tego sie nie uda, bo nie mozna zbudowac szczesliwej relacji z przysposobionym dzieckiem w tle, jesli nie bedzie sie umialo wyjasnic sytuacji wlasnym dzieciom. Powodzenia
      • argentusa Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 24.09.12, 19:39
        AMEN.
        DOdałąm bym jeszcze, że niekoniecznie mimo najszczerszych chęci, te stosunki z potomstwem partnera mogą nie być różowe. Ba moze ich zwyczajnie nie być wcale. Bo dzieci nie będą chciały tych kontaktów. I wtedy np święta będa dzielone. Niezmiernie rzadko bywa idealnie.
        Ar.
      • one.way.ticket Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 24.09.12, 21:33
        No właśnie. Ze zwrotem patchwork pierwszy raz się spotkałam tutaj i nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Macie jakieś sprawdzone forum tego typu?

        A co do tych wszystkich opinii wyżej... no cóż. Część z nich mi pomogła spojrzeć na sytuację od innej strony, bo przyznaję, że sama zapędziłam się w przysłowiowy kozi róg. I wielkie dzięki za takie odpowiedzi. Pomogły, wyciagnęłam wnioski.

        Zdecydowana większość z nich była jednak krótko mówiąc przykra i pomimo tego, że wydawało mi się, że je filtruje, to jednak złapałam przysłowiowego dołka.

        Na szczęście 2 rozmowy z S., wyjaśnienie argumentów jakie tu padały pomogły.

        Ale zdecydowanie nie jest to przyjazne forum dla osób w mojej sytuacji.

        Tym bardziej, że niektórzy z pewnych szczątkowych informacji dośpiewali sobie swoje życiowe historie i wyszło co wyszło. Wredna sucz ze mnie i już. Obrażanie mnie to pal licho, ale osób które kocham najbardziej... tak, to było przykre. I mijało się z rzeczywistością.

        A pomijając już wszytko to...

        ....życie jest piękne...!!! smile
        • violadamore Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 25.09.12, 23:21
          Jest takie patchworkowe forum "Macochy". Tam zamiast obelg mozesz pozyskac konkretne i konstruktywne rady. Sprawy z dziecmi nigdy nie sa latwe, ale warto przynajmniej dac im szanse. Nam sie nasz patchwork udal, i to w krotkim czasie, wlasnie dzieki zdecydowanej postawie mojego faceta. Twoja rola jest pokazac gotowosc do nawiazania kontaktu z dziecmi, ale bez nacisku, w ich tempie. Akceptacja, zrozumienie i umiejetnosc wycofania sie kiedy trzeba. Zycze Ci, zeby sie udalo.
      • wawrzanka Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 25.09.12, 11:44
        violadamore napisała:

        > Nie przeczytalam wszystkich odpowiedzi powyzej, bo po kilku zenujacych postach
        > mi sie odechcialo. Odpowiem Ci krotko: jesli chcesz porady jak ulozyc sobie sto
        > sunki z dziecmi Twojego narzeczonego to poszukaj forum patchworkowego, gdzie si
        > e takie pytania traktuje powaznie.

        Tutaj też one.way.ticket została przez większość potraktowana poważnie. Obawiam się, że jej problemem na ten moment nie jest patchwork, ale zdziwienie, że S nie jest gotowy na poinformowanie dzieci o planowanym ślubie. Ułożenie sobie stosunków z dziećmi S to odległy problem. Tym bardziej, że jednego z dzieci w ogóle nie zna.

        One.way.ticket - wierzę, że chciałabyś jak najlepiej żyć z dziećmi S w przyszłości, ale zobacz ile najpierw musi się wydarzyć, żebyś w ogóle miała nad czym pracować. Bo na razie nie masz. Na razie ma tylko S.
    • moniapoz Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 25.09.12, 12:31
      przeczytałam z wielkim zainteresowaniem cały wątek - nikogo nie obrażając wiele osób faktycznie dopowiedziało sobie Twoją historię najprawdopodobniej na podstawie swoich przykrych doświadczeń.
      ja jestem dorosłym dzieckiem rodziców którzy się rozwiedli właśnie w czasie gdy ja i całe moje rodzeństwo było już dorosłe. Takie rozwiązanie (tkwienie w nieszczęśliwym związku dla dobra rodziny do czasu pełnoletności dzieci) wymyślił mój ojciec. Był mocno nieszczęśliwy i teraz to widzę jeszcze ostrzej, choć na początku byłam w szoku, że się zdecydował i w ogóle jak to tak. Po rozwodzie i jemu i mamie żyje się lepiej, czasem więc rozwód na stare lata ma sens zwłaszcza jak dzieci już są poza domem i pozostaje tylko małżonek z którym nic Ciebie już nie łączy.

      co do kontaktów z nową partnerką ojca - mimo, że z biegiem lat coraz bardziej rozumiem sens rozwodu rodziców (pozew złożył ojciec) to nie wyobrażam sobie utrzymywania miłych przyjacielskich kontaktów z partnerką ojca. jedyne na co mnie byłoby stać to neutralność ale na pewno nie wizja jaką przedstawiłaś - wspólne spędzanie czasu itd.
      uważam jednak, że najważniejsze jest poinformowanie wszystkich zainteresowanych o nowej partnerce przez ojca - tak żeby faktycznie dzieci czy nawet ex małżonka nie dowiedziały się o tym od życzliwych czy znajomych. tak więc u Ciebie jeżeli faktycznie chcesz zadbać o dobre relacje z dziećmi partnera to on musi im powiedzieć o Tobie w kontekście ważnej dla niego osoby a nie tylko przelotnej znajomości. To co jego dzieci z tym zrobią to inna sprawa: mogą Ciebie w ogóle nie zaakceptować, mogą podejść neutralnie ale muszą wiedzieć, że jesteś i że będziesz w życiu ich ojca.
      ------
      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
      • argentusa Re: Nowy partner/partnerka vs. dorosłe dzieci 25.09.12, 17:45
        no i dziękuję bardzo moniapoz za wpis smile smile smile

        Otóz ja jestem moze nie w takiej samej, ale podobnej sytuacji. Z tym, że ja nigdy nie zakładałam sobie,ze potomstwo Obecnego będzie z nami idylliczne stosunki miało. Tzn z Obecnym, jak najbardziej i cudownie, bardzo się kochają. Ale znając życie i obserwując życie rodzin patchworkowych to jednak zdążyłam wyciągnąć trochę wniosków. I dla własnego dobra oraz świętego spokoju Obecnego to ja nie nalegam na to, bysmy "byli jedną wielką rodziną". I u nas jest asymetrycznie:moje dzieciaki przepadają za Obecnym, ba najmłodszy to przytula i uwielbia Obecnego, ale juz potomstwo Obecnego ze mną zażyłych relacji nie ma. Przyjęłam opcję: nie narzucam się i niespecjalnie pragnę być kimś istotnym w ich życiu. Nie czekam na ocieplenie atmosfery.
        JAk potomstwo zechce się zbliżyć, nie ma sprawy, otwarta jestem. Ale żeby mi zależało mocno - to nie. Bardziej w kontekście OBecnego niż moich potrzeb. Tyle, że ja na siłę zbawiać świata nie muszę smile.
        Ar.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja