Dodaj do ulubionych

Pomóżcie mi proszę...

05.10.12, 09:19
Witam wszystkich,

Mój wstęp będzie raczej standardowy. Weszłam tu kiedyś, bo szukałam informacji dla kogoś i nigdy nie podejrzewałam, że temat rozwodu może dotyczyć właśnie mnie.
Niestety mój mąż po 6 latach małżeństwa, 13 latach bycia razem stwierdził, że zakochał się w koleżance z pracy. Dramatem w tej sytuacji jest fakt, że mam dwójkę małych dzieci (5 i 2 lata).
One jeszcze nie wiedzą, że tata niedługo się wyprowadzi, że zostaną tylko ze mną i że będziemy musiały sobie z tym poradzić.
On chce nadal uczestniczyć w ich życiu, ale siłą rzeczy będzie go mniej.
Poradźcie mi proszę co ja mogę zrobić, aby one nie cierpiały aż tak. Jak mogę im pomóc, jak wesprzeć.

Pozdrawiam,
TNJ
Obserwuj wątek
    • inna_nowa_ja Re: Pomóżcie mi proszę... 05.10.12, 09:50
      Dzieci masz małe, 2 latek łatwo się adaptuje do nowych warunków i w Jego przypadku nie tłumaczyłabym że tatuś się zakochał. Sama mam 5 letnią córkę, w chwili wyrzucenia eksa miała lat 4, córka wie, że tatuś do niej przychodzi ale nie mieszka z nami, ma inny domek i tyle. U mnie dzieci były przyzwyczajone że taty nie ma z racji jego zawodu. Niemniej jednak syn lat 9 rozumie wszystko i zaakceptował fakt, że nie mieszkamy razem, zresztą lepiej tak niż miałby się wychowywać w rodzinie, która nie da mu wzorca miłości i szacunku.
      Nie będzie Ci lekko, masz malutkie dzieci, zabezpiecz alimenty na nie.
    • inna_nowa_ja Re: Pomóżcie mi proszę... 05.10.12, 10:00
      dzieci są elastyczne, jeżeli Twój mąż to odpowiedzialny ojciec będzie mu zależało żeby dzieci jak najmniej odczuły jego brak, pogadajcie jakie widzicie rozwiązania, jak i kiedy będzie przychodził, czy będzie odbierał dzieci z przedszkola? Rozwiązań jest dużo o ile obie strony są zaangażowane.
      A o alimenty wystąp jak najszybciej, i nie umawiaj się na gębę.
    • zegnaj_kotku Re: Pomóżcie mi proszę... 05.10.12, 10:24
      do poczytania tu zamieściłam linki do artykułów nt. temat - zwłaszcza poradnik jest moim zdaniem wart uwagi:
      LINKI
      --
      "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
      Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
    • jakkamien Re: Pomóżcie mi proszę... 05.10.12, 11:21
      Jak formalnie to juz dziewczyny napisały, ale jeszcze chyba najwazniejsze - maluchy musza miec silna mame. Wiec staraj sie zeby nie widziały (albo jak najmniej) jak czasami "sypiesz się" z bolu. Jak Ty bedziesz pozbierana przynajmniej przy nich, to i one jakos dadza soie w tym radę. A wyplakac sie musisz, ale to w gronie przyjaciol.
      No i jeszcze trzymam jednak kciuki, bo moze maz otrzezwieje i przyjdzie mu go głowy ze nie warto rozbijac rodziny dla - pewnie chwilowego - zakochania.
      • stefaninka Re: Pomóżcie mi proszę... 05.10.12, 15:47
        Wypłacz sie, może pomyśl o wizycie u psychologa. Ja mam bardzo podobna sytuacje mam równiez synka 2 latka. Maż tez miał romans 2 lata. Wyprowadziliśmy sie, wynajmujemy mieszkanie. Synek znosi to dobrze. Maz odwiedza go i maja świetny kontakt. Mąż płaci póki co tyle ile mu powiedziałam. Złożyłam sprawe o alimenty. Mąz reflektuje na taka kwote jaka wymagam i sie z tym godzi. Oby tak do sprawy w listopadzie. Mi poki co z rozwodem się nie spieszy, skoro on jest zakochany niech składa wniosek.
        Linki które dziewczyny dały do poczytania duzo daja do myslenia, duzo pozytywnej energii.
        Nie martw sie kochana. Życie jakos sie ułozy. Nie mysl kategoriami porzuconej kobiety( wiem wiem łatwo sie mówi. tez tak mysle o sobie) widocznie w życiu czeka na nas ktos bardziej wartościowy..
        • to_nie_ja2 Re: Pomóżcie mi proszę... 07.10.12, 20:27
          Dzięki Stefaninka za słowa otuchy.
          Ja nie rozumiem całej tej sytuacji. Mój mąż nie jest złym człowiekiem. Zawsze dbał o nas, nie pił, nie bił, dobrze zarabiał. Ich znajomość trwa jakiś miesiąc, góra dwa, więc jak można po tak krótkim czasie wyrzucić wszystko do kosza.
          Chciałabym się obudzić z tego koszmarnego snu.
          • biedronka7112 Widać miał niedobór 08.10.12, 13:17
            fenyloetyloaminy, a poziom oksytocyny miał niewystarczająco wysoki, żeby nie polecieć na fenylo... itede.
            Z punktu widzenia chemicznego sprawa jest teoretycznie prosta i tak sobie można pożartować.

            Ale z punktu widzenia relacji międzyludzkich to oczywiście koszmar.

            Współczuję sad
    • fata-m-organa Re: Pomóżcie mi proszę... 07.10.12, 21:47
      Niestety większość z nas przechodziła przez to samo. Moje dzieci były odrobinę starsze. Jak u nas się zaczęło córka miała 4 lata a syn 6. Jak już byłam pewna rozwodu to dużo z dziećmi na ten temat rozmawiałam. Niestety dzieci były świadkami wielu naszych kłótni więc widziały, że dzieje się źle. Musisz z dziećmi rozmawiać. Starać się tłumaczyć i przygotować na zmiany w Waszym życiu.
      • to_nie_ja2 Re: Pomóżcie mi proszę... 08.10.12, 08:46
        Obawiam się, że moje dzieci bardzo zdezorientowane. My nie kłóciliśmy się raczej. Staraliśmy się poczekać, aż pójdą spać i rozmawiać, tłumaczyć. Oczywiście były wybuchy złości, ale one zawsze szybko się kończyły.
    • nangaparbat3 Re: Pomóżcie mi proszę... 08.10.12, 09:54
      Od wczoraj rozmyslam, co mozna doradzic. Wychodzi - zaakceptować nową sytuację i polubic ich tatę w jego nowej roli.
      Może to najtrudniejsze, dla dzieci najlepsze.
      Na początek - uciekac jak najdalej od ludzi utwierdzajacych Cię w poczuciu winy, krzywdy, oskarżających exa, ubolewających nad Twoją i dzieci dolą.
      Szukać ludzi, ktorzy bedą Ciebie wspierac - nie nastawiając przeciw exowi.
      Jemu umożliwiac jak najwiecej kontaktow z dziećmi, ustalic jego obowiazki (nie tylko kasa, chociaz tej żądac najwiecej ile on jest realnie w stanie płacić - nie ma sumy, ktora moglaby zrownowazyć samotne wychowywanie dwojga tak malych dzieci, ale on bedzie im potrzebny zdrowy, sprawny i obecny jeszcze przez wiele lat) i prosic o obecność w sytuacjach naglych a trudnych (na przyklad choroba dziecka). Nie oskarżac, nie obwiniać - bo Tobie (dzieciom) to sie nie oplaca.
      Doceniać zalety samodzielnosci i fakt, ze dzieki rozwodowi nie musisz mieszkac z obcym juz niestety czlowiekiem.



      --
      "Może to było nie na e-matce, a np. na wychowaniu albo starszym dziecku: wytłumaczono mi, że reagowanie na to, że ktoś na ulicy zasłabł, albo został napadnięty, jest niezgodne z psychologią społeczną". Srebrnarybka
      • to_nie_ja2 Re: Pomóżcie mi proszę... 08.10.12, 10:20
        Kochani, dziękuję za wszystkie rady.
        Ja ze wszystkim się zgadzam, tylko bardzo sobie nie radzę. Płaczę, nie jem, nie śpię. To głupie, ale wciąż zadaję sobie pytanie - dlaczego ja?
        Kiedyś na tym forum była historia dziewczyny, której mąż wszystko tłumił w sobie (negatywne emocja), ją traktował nadal jak księżniczkę i wybuchł dopiero po porodzie. Wyprowadził się, miał "koleżankę", bo do zdrady nie chciał się przyznać. U mnie jest dokładnie tak samo. On nie był szczęśliwy, tylko nic mi nie powiedział. Jak ja prosiłam o terapię małżeńską, to powiedział, że on przed obcym człowiekiem nie będzie się uzewnętrzniał. Nie rozumiem takich sytuacji i zastanawiam się dlaczego łatwiej jest zostawić dwójkę małych dzieci niż pójść na terapię i jakoś się dogadać. Przynajmniej dla tych dwóch najukochańszych istot.
          • blue_ania37 Re: Pomóżcie mi proszę... 08.10.12, 13:02
            Myślę, że większość tu z piszących zadawała sobie to pytanie? Dlaczego ja?
            Odpowiedź każdy musi znależć w sobie.
            Nikt nie chce być w takiej sytuacji i nikt tego nie zakładał.
            Jeśli pocieszy Cię to w jakikolwiek sposób, też nie mogłam się pogodzić dlaczego ja.
            A dziś już o tym nie myślę.
            Da się z tego wyjść cokolwiek postanowisz.
            A
            • xciekawax Re: Pomóżcie mi proszę... 02.11.12, 17:29
              Tez kiedys plakalam I Nie moglam zrozumiec "dlaczego ja?" Albo w ogole "dlaczego". Dzis juz tak Nie mysle. Bardziej dziekuje Bogu ze wlasnie mi to sie przydarzylo. smile
              Bedzie bolec, ale idz dzielnie na przod. Bol minie.
              • to_nie_ja2 Re: Pomóżcie mi proszę... 04.11.12, 12:57
                xciekawax napisała:

                > Tez kiedys plakalam I Nie moglam zrozumiec "dlaczego ja?" Albo w ogole "dlaczeg
                > o". Dzis juz tak Nie mysle. Bardziej dziekuje Bogu ze wlasnie mi to sie przydar
                > zylo. smile
                > Bedzie bolec, ale idz dzielnie na przod. Bol minie.

                Ciekawa, a dlaczego dziękujesz Bogu? za co?
                Ja nie mogę pogodzić się z tym, że moje dwuletnie dziecko nie będzie wiedziało co to znaczy tata w domu. Nie umiem pogodzić się z tym, że moje starsze dziecko bez przerwy pyta, kiedy tata przyjdzie. A tata zamiast po dwóch tygodniach nie widzenia młodszej, odwiedzić ją w końcu - wyjeżdża na weekend z kochanką.
                I tak jest dziś, a jeszcze przed naszym rozstaniem dawałam mu 5+ za bycie ojcem. Nie jestem wstanie zrozumieć co się stało.... nie umiem.....
                --
                "Kiedy człowiek niczego nie musi, wtedy wszystko może." by heksa_2
                  • to_nie_ja2 Re: Co się stało? 04.11.12, 14:24
                    tricolour napisał:

                    > Facet znalazł poza domem to, co powinien znaleźć w domu.

                    Pewnie masz rację. Facet znalazł poza domem kobietę, która nie ma dwójki dzieci, mieszka z rodzicami, więc nie ma żadnych zobowiązań. Ma za to dużo wolnego czasu na kino, koncerty i ciekawe książki.
                    Tylko, że ten sam facet jakiś czas temu podjął decyzję, że chce małżeństwa, że chce powołać do życia dwójkę dzieci i wziąć kredyt na mieszkanie. Z tego co twierdził robił to wszystko z pełną świadomością obowiązków, które się z tym łączą.
                    I dlatego nie rozumiem co się stało....
                    --
                    "Kiedy człowiek niczego nie musi, wtedy wszystko może." by heksa_2
                    • eicron Re: Co się stało? 05.11.12, 11:28
                      to_nie_ja2 napisała:

                      > tricolour napisał:
                      >
                      > > Facet znalazł poza domem to, co powinien znaleźć w domu.
                      >
                      > Pewnie masz rację. Facet znalazł poza domem kobietę, która nie ma dwójki dzieci
                      > , mieszka z rodzicami, więc nie ma żadnych zobowiązań. Ma za to dużo wolnego cz
                      > asu na kino, koncerty i ciekawe książki.

                      Naprawdę uważasz, że to było przyczyną?

                      > Tylko, że ten sam facet jakiś czas temu podjął decyzję, że chce małżeństwa, że
                      > chce powołać do życia dwójkę dzieci i wziąć kredyt na mieszkanie. Z tego co twi
                      > erdził robił to wszystko z pełną świadomością obowiązków, które się z tym łączą
                      > .
                      > I dlatego nie rozumiem co się stało....

                      Bo być może nadszedł dzień, gdy po bliskości między Wami pozostało tylko wspomnienie, a wtedy pojawienie się kogoś trzeciego nie było trudne. On postanowił zakończyć Wasze małżeństwo, zamiast je ratować, a Ty przespałaś ten moment...
                      • to_nie_ja2 Re: Co się stało? 05.11.12, 11:40
                        eicron napisał:

                        > to_nie_ja2 napisała:
                        >
                        > > Pewnie masz rację. Facet znalazł poza domem kobietę, która nie ma dwójki
                        > dzieci
                        > > , mieszka z rodzicami, więc nie ma żadnych zobowiązań. Ma za to dużo woln
                        > ego cz
                        > > asu na kino, koncerty i ciekawe książki.
                        >
                        > Naprawdę uważasz, że to było przyczyną?

                        Tak, z tego co mówi obecna sytuacja jest dla niego bardzo .... interesująca.

                        >
                        > > Tylko, że ten sam facet jakiś czas temu podjął decyzję, że chce małżeństw
                        > a, że
                        > > chce powołać do życia dwójkę dzieci i wziąć kredyt na mieszkanie. Z tego
                        > co twi
                        > > erdził robił to wszystko z pełną świadomością obowiązków, które się z tym
                        > łączą
                        > > .
                        > > I dlatego nie rozumiem co się stało....
                        >
                        > Bo być może nadszedł dzień, gdy po bliskości między Wami pozostało tylko wspomn
                        > ienie, a wtedy pojawienie się kogoś trzeciego nie było trudne. On postanowił za
                        > kończyć Wasze małżeństwo, zamiast je ratować, a Ty przespałaś ten moment...

                        Pewnie masz rację. Tylko dorosły i odpowiedzialny człowiek powinien przynajmniej spróbować ratować małżeństwo. Bardzo go do tego zachęcałam. A przynajmniej rozwieść się zanim zacznie się układać życie z kimś innym.
                        --
                        "Kiedy człowiek niczego nie musi, wtedy wszystko może." by heksa_2
                        • lampka_witoszowska Re: Co się stało? 05.11.12, 13:48
                          nie wobrazam sobie, jak można "przespać moment kończenia się małżenstwa"
                          - człowiek czuje isę spokojnie, ma jakąś swoją ułożoną codzienność, umowę, że jak coś nei gra, to jedno drugiemu daje sygnał - i coś razem działamy

                          jeśli można przespać, kiedy drugie sie oddala, to znaczy, że trzeb aciągle trzymac rękę na pulsie, kontrolowac sytuację, sprawdzać, czy jest jeszcze w pełni zaangażowany, czy tylko w 75 %, a może w 49%... to jakiś horror
                          jakby tak miało wyglądać wspólne, spokojne życie z najbliższym przyjacielem, to masakra, ja bym się wypisała na wstępie i pozostała normalna

                          --
                          Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
                          • eicron Re: Co się stało? 05.11.12, 14:38
                            lampka_witoszowska napisała:

                            > nie wobrazam sobie, jak można "przespać moment kończenia się małżenstwa"
                            > - człowiek czuje isę spokojnie, ma jakąś swoją ułożoną codzienność, umowę, że j
                            > ak coś nei gra, to jedno drugiemu daje sygnał - i coś razem działamy

                            Można, jak sygnały są nadawane na różnych falach. Mam wrażenie, że w przypadku komunikacji między kobietami a mężczyznami czasami tak bywa wink

                            > jeśli można przespać, kiedy drugie sie oddala, to znaczy, że trzeb aciągle trzy
                            > mac rękę na pulsie, kontrolowac sytuację, sprawdzać, czy jest jeszcze w pełni z
                            > aangażowany, czy tylko w 75 %, a może w 49%... to jakiś horror

                            Zgadzam się z Tobą. Związek oparty na kontroli i podliczaniu drugiej osoby to horror. Jeśli dwie osoby się nie potrafią zrozumieć to lepiej niech nie wchodzą w taki układ.
                            • lampka_witoszowska Re: Co się stało? 05.11.12, 21:20
                              w moim rozumieniu "dawanie sygnału"polega na konkretnej rozmowie - jeśli chodzi o fajny związek szkoda liczyć na czytanie z myśli, a jeśli, to jak sądzę, są miliony rozbitych związków przez takie niejasne wyrażanie i oczekiwanie zrozumienia

                              i masz rację, jeśli ludzie nie są zgrani, zaprzyjaźnieni, to ryzyko rozstania jest paskudnie wysokie

                              --
                              Co pluszowe misie robią teraz na dworze?
                        • eicron Re: Co się stało? 05.11.12, 14:33
                          to_nie_ja2 napisała:

                          > > > Pewnie masz rację. Facet znalazł poza domem kobietę, która nie ma d
                          > wójki
                          > > dzieci
                          > > > , mieszka z rodzicami, więc nie ma żadnych zobowiązań. Ma za to duż
                          > o woln
                          > > ego cz
                          > > > asu na kino, koncerty i ciekawe książki.
                          > >
                          > > Naprawdę uważasz, że to było przyczyną?
                          >
                          > Tak, z tego co mówi obecna sytuacja jest dla niego bardzo .... interesująca.
                          >

                          Sytuacja pewnie dla niego jest teraz jak to nazwałaś ,,interesująca''. Jednak gdyby między Wami wszystko było ok, to nie sądzę aby się skusił na tą nową sytuację. Trudno mi w to uwierzyć, że ktoś zostawia kogoś kogo kocha dla wolnego czasu wink Aby go mieć, nie trzeba się rozwodzić wink

                          > Pewnie masz rację. Tylko dorosły i odpowiedzialny człowiek powinien przynajmnie
                          > j spróbować ratować małżeństwo. Bardzo go do tego zachęcałam. A przynajmniej ro
                          > zwieść się zanim zacznie się układać życie z kimś innym.

                          Z tą dorosłością i odpowiedzialnością to niestety czasami jest cienko.
                          • to_nie_ja2 Re: Co się stało? 05.11.12, 14:49
                            eicron napisał:

                            > Sytuacja pewnie dla niego jest teraz jak to nazwałaś ,,interesująca''. Jednak g
                            > dyby między Wami wszystko było ok, to nie sądzę aby się skusił na tą nową sytua
                            > cję. Trudno mi w to uwierzyć, że ktoś zostawia kogoś kogo kocha dla wolnego cza
                            > su wink Aby go mieć, nie trzeba się rozwodzić wink

                            Nie, nie było wszystko ok, dlatego prosiłam, abyśmy poszli na terapię. Co więcej, prosiłam o to jeszcze zanim urodziło się drugie dziecko. On jednak twierdził, że dzieci muszą mieć jak najmniejszą różnice wieku, a między nami się poukłada, bo przecież się kochamy. Tylko w tzw. międzyczasie przestał mnie kochać.

                            >
                            > > Pewnie masz rację. Tylko dorosły i odpowiedzialny człowiek powinien przyn
                            > ajmnie
                            > > j spróbować ratować małżeństwo. Bardzo go do tego zachęcałam. A przynajmn
                            > iej ro
                            > > zwieść się zanim zacznie się układać życie z kimś innym.
                            >
                            > Z tą dorosłością i odpowiedzialnością to niestety czasami jest cienko.

                            Teraz już to wiem. Jednak przez 13 lat wierzyłam, że jest inaczej.

                            --
                            "Kiedy człowiek niczego nie musi, wtedy wszystko może." by heksa_2
                            • zegnaj_kotku Re: Co się stało? 05.11.12, 15:08
                              Może trafił Ci się podobny „mąż” do mojego? Wiecznie niedojrzały egocentryk skupiony głównie na sobie i odmieniający ja/mi/mnie przez wszystkie przypadki. Taki dla którego nie istnieją pojęcia jak: konsekwencja czy obowiązki. Ciągle uciekający przed trudami dorosłego życia, skupiony na własnym zadowoleniu i własnych potrzebach. Nad relacje z innymi przekładający rzeczy materialne i własną wygodę.
                              Teraz może to w pełni realizować – mało obowiązków dużo przyjemności .
                              Czego dowodzi wyjazd Twojego na weekend z nexią po 2 tygodniowym braku widzenia dziecka…
                              Mój w wakacje znalazł czas by wyjechać na dwa (co prawda krótkie do tygodnia) wyjazdy z nexią, a dziecka nie zabrał nigdzie…

                              --
                              "żegnaj kotku... żegnaj, świnko, moja przyjemności krzynko przez krótkiego rozdziału część...
                              Za to, gdy się z tobą rozstać, to ze szczęścia bzika dostać" Jeremi Przybora
                            • eicron Re: Co się stało? 05.11.12, 15:39
                              to_nie_ja2 napisała:

                              > Nie, nie było wszystko ok, dlatego prosiłam, abyśmy poszli na terapię. Co więce
                              > j, prosiłam o to jeszcze zanim urodziło się drugie dziecko. On jednak twierdził
                              > , że dzieci muszą mieć jak najmniejszą różnice wieku, a między nami się poukład
                              > a, bo przecież się kochamy. Tylko w tzw. międzyczasie przestał mnie kochać.

                              Jego odmowa pójscia na terapię i założenie, że wszystko się poukłada, to są właśnie skutki tego braku dorosłości i odpowiedzialności, o której pisałaś.

                              > > Z tą dorosłością i odpowiedzialnością to niestety czasami jest cienko.
                              >
                              > Teraz już to wiem. Jednak przez 13 lat wierzyłam, że jest inaczej.

                              Odchorujesz smile To tylko kwestia czasu.

                              Bardzo Ci współczuję i życzę, abyś szybko stanęła na nogi i przeprowadziła sprawę rozwodową.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka