iska01
10.10.12, 19:46
Przepiełam tu do was swój problem z innego forum , bo widzę,że na ten temat tez duzo rozmawiacie...Powiedzcie ,czy macie podobne sytuacje bo jestem w kropce.
Zagladałam tu kiedyś, pare lat temu, kiedy jeszcze byłam czyjąś żoną...krótko przed rozwodem..
Spotkałam wtedy po latach swojego dawnego przyjaciela ze szczeniackich lat , równocześnie sie rozwodziliśmy, bardzo przeżywalismy rozpad naszych rodzin, zbliżylismy sie do siebie i ...zostaliśmy razem. Zamieszkalismy razem z moimi synami , teraz oni mają już 11 i 17 lat.Przez trzy lata było wspaniale , tworzylismy Rodzinę , spedzaliśmy razem czas, jeździliśmy na wakacje i wszystko sie układało...sielanka. Za wyjątkiem tego ,że o ile moi synowie maja doskonały kontakt ze swoim ojcem i spotykaja sie kiedy chcą , o tyle kontakty Mojego Mężczyzny ze swoim synem (12-letnim) były bardzo ograniczone, jego była żona niechętnie godziła sie na spotkania a i chłopak sam czuł wyraźną niechęć do swojego taty ,prawdopodobnie skutecznie w domu nastrajany do tego ,że tata nie jest teraz najważniejszy.
Widzialam ,że T. było bardzo przykro i bardzo tęsknił za swoim synem . Ja miałam swoje dzieci przy sobie i wyrażnie wyczuwalam zazdrośc z tego powodu. Prawdziwe schody zaczely sie jakiś rok temu kiedy mój starszy syn poszedł do liceum a młodszy do czwartej klasy. Czwarta klasa niby nic takiego ale on chodzi do szkoły muzycznej, śpiewa w znanym chórze , od czwartej klasy zaczely sie próby , wyjazdy , dodatkowe przedmioty , gra na fortepianie a co za tym idzie mnóstwo mnóstwo obowiazków . Zaczełam mu pomagać , odrabiac z nim lekcje..zauważyłam ze ma problemy ze skupianiem sie ..wszystko trwa długo i mozolnie. I tu zaczeło wychodzić zniecierpliwienie mojego T. Wciąż slyszalam ,że Młody nie nadaje sie do tej szkoły, nic nie umie, lekcje zbyt długo odrabia, jest mało samodzielny itp itd. O starszym tez sie nasluchalam ( w liceum -wiadomo spada sie troche z piedestału),że leniwy , niezorganizowany, bałaganiarz i ignorant. Z poczatku próbowalam to wszystko pogodzić , podkręcalam chłopaków do nauki , przeciez widze,że Młody uwielbia śpiewac i jest chwalony, nie podcina sie skrzydeł komuś kto kocha coś takiego, tylko sie pomaga! O starszym tez źle nie myślalam , zniżyły mu sie oceny ale w końcu sam pracuje na siebie , jesli nie doceni nauki to bedzie siedział w klasie i tyle.Zresztą nie grozi mu to na razie , nie ma o czym gadac . Oprócz tego jest nastolatkiem jak każdy inny ( a może właśnie on sie różni od niektorych), nie pije , nie pali , nie włóczy sie po miescie i nie chodzi z kolczykiem w nosie. Tak wiec uwagi mojego T. spowodowaly, żę zaczelam bronic chłopaków a dla niego zaczełam byc niemiła. Zrobiło sie błedne koło, on był niemiły dla nich ja dla niego. Zamknelam sie w sobie, ciągle zmęczona , rozdrażniona goniac dzien za dniem , tyle było spraw. W nocy nie było siły a czasem i chęci przytulić sie do Niego ale w głębi serca zawsze był mi bliski i cierpialam z tego powodu ,że nie potrafi zaakceptować chłopaków takimi jakimi sa. W tym wszystkim T. ciagle sie domagał ciepłego slowa, przytulenia i patrzył na mnie ze smutkiem w oczach,że ja sie tego nie domyslam sama...Wpadlam w jakąś depresje, nie umialam dogodzic i synom i Jemu, czasem czułam sie jakby był moim trzecim dzieckiem. Nadal dzielnie go kochalam i tęskniłam gdy go nie było , gdy byliśmy sami ,cudownie spdzalismy czas , w kinie , w pubie, na koncertach i imprezach, kiedy bylismy z dziecmi bywało juz gorzej. Dwa tygodnie temu urzadziliśmy wpólne imieniny w pubie dla znajomych i było super a w poniedzialek przyszedl wieczorem i oznajmił,ze nie czuje sie kochany, że nie czuje sie dobrze w naszym domu i ...odchodzi. I nie ma go . A ja cierpie i czuje sie winna temu wszystkiemu..nie moge uwierzyć w to co sie stało. Nie odbiera telefonów , nie odpisuje na maile, cisza. A jeszcze w sobotę, przed odejściem patrzył na mnie z miłoscią, widzialam to.Wiem ,ze mnie kocha i ja go kocham bardzo mocno. Ten mój bliski i kochany Facet odtrącił mnie , a ja bym ruszyła niebo i ziemię by do nas wrócił bo uważam ,że problem który mieliśmy był do rozwiazania a nie do ..uciekania.
Czy potraficie mi cos poradzić ? Mijaja dwa tygodnie,a ja czuje że wariuje....