Alimenty na dziecko przebywające za granicą

11.10.12, 13:35
Witam,

mam serdeczną prośbę o poradę. Z góry przepraszam za przydługi wstęp ale wg mnie niezbędnę jest przytoczenie kilku istotnych faktów: otóż jestem ojcem 4,5 letniej córki. Z matką dziecka nigdy nie byliśmy małżeństwem. Mieszkaliśmy razem, rozstawaliśmy się i tak w kółko. Obecnie nie jesteśmy razem. Matce od narodzin naszej córci przekazuję (regularnie co miesiąc) ustaloną między nami stałą kwotę na potrzeby córki (oczywiśce z zaznaczeniem tego w tytule przelewu). Z cóką cały czas mam kontakt (zabieram ją do siebie) i naturalnie pokrywam wszelkie wydatki związane z jej pobytem u mnie (w weekendy). Mieszkam u rodziców (co pewnie ma zanczenie dla wysokości alimentów). Po 3 latach matka założyła mi jednak sprawę o alimenty, bo było "za mało". Wszystko zakończyło sie jednak ugodą, o którą wystąpiła matka (jako matka powódki i składająca pozew) - udowodniłem bowiem, ile (poza w/w kwotą) wydaję na córkę + dodatkowe dochody matki, których nie ujawniła w pozwie. Od tej pory płacę regularnie zasądzone alimenty i regularnie (co pół roku) je podwyższam. Do tego przelewam matce co miesiąc lub rzadziej (raz na dwa-trzy miesiące w zależności od potrzeb i wydatków na córkę), dodatkowe kwoty: 200-300 zł np. na ferie zimowe/letnie, wyjazdy na weekendy, ubranka na bal karnawałowy itd. Generalnie - na każde zawołanie matki. Alimety, które płacę w tej chwili to 570 zł/mies. Do tego pokrywam 1/2 raty kredytu (200 zł) za nasze wspólne auto (matki i moje), które - ze względu na dziecko - matka ma do swojej wyłącznej dyspozycji (oczywiście nazywa się to "pod potrzeby córki"). Auto zostało sfinansowane jednak w 80% przeze mnie (wkład własny przy zakupie) - pozostała część to kredyt, który tak jak pisałem, spłasamy pół na pół. Oczywiście matka nie traktuje niestety sfinansowania w/w pojazdu jako mojego wkładu finansowego w potrzeby córki. Roszczenia przybierają na sile i ciągle jest mało...
Sytuacja się jednak skomplikowała, ponieważ jakiś czas temu matka wyjechała z córką do Niemiec (prawdopodobnie są tam już zameldowane i pewnie zostaną tam na stałe. Obywatelstwa /chyba/ jeszcze nie mają, choć do tego wszystko zmierza). Matka pracuje i zarabia w Niemczech (ok. 1 000 - 1 500 euro netto - wynajmuje tam mieszkanie i dodatkowo ponosi jeszcze koszty utrzymania swojego mieszkania w Polsce), ja zostałem w Polsce - pracuję i zarabiam również tutaj. Moje obecne wynagrodzenie to ok. 8000 zł netto miesięcznie (choć za rok będzie wynosiło ok. 5 000 zł netto, ponieważ w chwili obecnej mam jeszcze premię udzieloną na okres przejściowy - do grudnia 2013). Oczywiście pewnie już się domyślacie, iż w związku z wyjazdem za granicę matka wystąpiła do mnie "z prośbą" o podwyższenie alimentów w związku z tym, że wydatki na córkę w Niemczech drastycznie wzrosły (samo przedszkole kosztuje podobno 260 euro/miesiąc) - wystąpiła o dodatkowe 200 zł (dwieście), co łącznie z tym co płacę + ratą kredytu za auto = 1000 zł/mies. Jeśli się nie zgodzę, założy mi sprawę w sądzie (w Polsce).

W związku z tym mam kilka pytań:

1) czy emigracja i w związku z tym wyższe wydatki na dziecko są przesłanką do podwyższenia alimentów, czy sąd bierze jednak pod uwagę "polskie realia"?

2) czy dogadać się z matką co do podwyżki i zgodzić się na te 200 zł, czy jednak zdać się na sąd i pozwolić aby rozstrzygnął kwestię podwyższenia alimentów?

3) czy jeśli mam dogadać się z matką i zgodzić się na te dodatkowe 200 zł, mam je włączyć do kwoty alimentów (płacić razem: 870 zł) czy przelewać alimenty osobno (570 z) a te 200 zł osobno z dodatkowo z adnotacją: "Na dodatkowe potrzeby dziecka". Ewentualnie płacić całą ratę za auto.

4) utrzymuję kontakty z matką (mailowe, telefoniczne) w sprawie dziecka - utrzymuję w tej korespondecnji, że jestem za jej pomysłem z emigracją i pobytem dziecka w Niemczech ale robię to wyłącznie dla dobra sprawy - gdybym się sprzeciwił, dyskutował, pórbował je zawrócić, nie otrzymywałbym żadnych wieści o córce. Co mogę jednak zrobić, żeby (raczej w przyszłości, nie dziś) mieć wpływ na to gdzie bęzie przebywała/mieszkałą córka. Dziecko jest zżyte z matką i jest za matką - gdybym próbował na siłę ściągnąć je dziś z zagranicy, wyrządziłbym córce tylko większą krzywdę niż pożytek. Matka ma jednak (nazwijmy to) problemy z psychiką - na dziś nie są one groźne dla córki ale obawiam się, że z czasem (jak córka wejdzie wokres buntu) mogą się uaktywnić. Chciałbym więc zabezpieczyć możliwość powrotu córki do Polski w chwili, jak sobie tego zażyczy. Tylko jak? Nadmienię, iż w sądzie ani matka córki ani ja nie zakładaliśmy sprawy o opiekę nad dzieckiem

5) generalnie - co mam zrobić w tej sytuacji (dziś ale i w przyszłości)?

Proszę o zrozumienie - nie chodzi mi o te 200 zł, bo mnie stać ale o eskalację roszczeń matki i uczciwość (30 000 zł, które włożyłem w auto + remont jej mieszkania - to kolejne 6 000 zł), która traktuje alimenty również jako swoje "wynagrodzenie za opiekę nad córką" (!) W takim tempie, to jak moja córka będzie miała 18 lat, matka będzie pewnie oczekiwała ode mnie alimentów wysokości 10 000 zł.

Z góry dziękuję za odpowiedzi.

Pozdrawiam

Tata
    • kobieta306 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 13:45
      570 zł przy zarobkach 8.000 (nawet 5.000 zł ) to jakieś nieporozumienie.

      A z rodzicami dlaczego nadal mieszkasz? Bo nie rozumiem co to do sprawy wnosi. Utrzymujesz z tego swoich rodziców również?
      • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 14:15
        kobieta306 - przepraszam ale Twój post nie zawiera odpowiedzi na żadne z moich pytań więc jeśli nie wnosisz nic do dyskusji, udzielaj się - bardzo uprzejmie Cię proszę - w innych wątkach.

        Ja nie pytałem o opinię czy 570 zł (+200 zł + ... zł itd, kórych - identycznie jak matka mojej córki - nie zauważasz) tylko poprosiłem o konkretne odpowiedzi na konkretne pytania.
        • kobieta306 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 14:20
          Liczy się to co w wyroku. Reszta jest dobrą wolą.
          • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 14:38
            W wyroku sąd zapisał 500 zł (choć mama winszowała sobie 1500 zł... - wtedy zarabiałem jeszcze połowę tego co dziś). Dziś jest to już 770 zł.

            Matka moje córki sama przyznała później, że zakładając mi sprawę o alimenty, chciała mi "dokopać" i mnie zestesować, bo wiedziała jak zareaguję na wezwanie do sądu (stres).
            Od urodzin dziecka płacę regularnie - tak jak napisałem - i to bez względu czy byliśmy razem, czy nie, bo dla mnie liczy się DZIECKO. Jak byliśmy razem robiąc zakupy do domu (również dla dziecka) nie wołałem od jej matki zwrotu, "no bo płacę alimenty"...

            ...ale ok - oddzielmy "osobiste wycieczki" od faktów - dziecko jest dziś za granicą i ta sytuacja w kwestii alimentów mnie interesuje.

            Żebyście mieli jasność - zgodziłem się na te dodatkowe 200 zł (czyli łącznie jest to 970 zł), tylko zastanawiam się, co jest lepsze i w jakiej formie przekazywać te pieniądze: przelewać to jako alimenty czy jako dodatkowe pieniądze na ponadstandardowe potrzeby dziecka (np. jazda konna, itd.), czy płacić całą ratę na auto?

            ...i tak zupełnie sprawiedliwie: zapytałem mamę mojej córci, czy jeśli córka zamieszka pewnego dnia ze mną, to uzna kwotę alimentów za odpowiednią do potrzeb dziecka - czyli, czy będzie płaciła w identycznej wysokości - czy wg niej nagle potrzeby córki drastycznie zmaleją...?


            • argentusa Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 19:46
              Potrzeby potrzebami, z jednej strony, możliwości zarobkowe zobowiązanego alimentami rodzica to druga rzecz.
              Wiem, bo ćwiczę na sobie.
              Dla wyjasnienia: TAK, płacę alimenty na Najstarsze dziecię mieszkające z tatą. A tata płaci na mieszkające ze mną. I nie są to jednakowe kwoty. Np dlatego, że rózne są potrzeby dzieci i zarobki każdego z rodziców.
              Ar.
    • pisklatko12 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 15:53

      > W związku z tym mam kilka pytań:
      >
      > 1) czy emigracja i w związku z tym wyższe wydatki na dziecko są przesłanką do p
      > odwyższenia alimentów, czy sąd bierze jednak pod uwagę "polskie realia"?

      Zwiększone potrzeby np. gdy dziecko idzie do szkoły lub gdy dziecko uczęszcza na dodatkowe zajęcia - ale na pewno nie "bo jadę do niemiec" smile
      Chłopie ty się nad sobą lepiej zastanów ta twoja laska to manipulantka jakaś...

      > 2) czy dogadać się z matką co do podwyżki i zgodzić się na te 200 zł, czy jedna
      > k zdać się na sąd i pozwolić aby rozstrzygnął kwestię podwyższenia alimentów?
      >


      > 3) czy jeśli mam dogadać się z matką i zgodzić się na te dodatkowe 200 zł, mam
      > je włączyć do kwoty alimentów (płacić razem: 870 zł) czy przelewać alimenty oso
      > bno (570 z) a te 200 zł osobno z dodatkowo z adnotacją: "Na dodatkowe potrzeby
      > dziecka". Ewentualnie płacić całą ratę za auto.

      Nie płać bo tak jak już mówiłam to manipulantka a po drugie po co wyjechałą do niemiec??
      Jest jej tam gorzej??
      Jakiż Ty naiwny jesteś tutaj kobieta zarabiająca za mało nie płąci za przedszkole opłaca je miasto - przedszkole kosztuje 60 euro miesięcznie - zmniejszyli teraz opłaty

      > 4) utrzymuję kontakty z matką (mailowe, telefoniczne) w sprawie dziecka - utrzy
      > muję w tej korespondecnji, że jestem za jej pomysłem z emigracją i pobytem dzie
      > cka w Niemczech ale robię to wyłącznie dla dobra sprawy - gdybym się sprzeciwił
      > , dyskutował, pórbował je zawrócić, nie otrzymywałbym żadnych wieści o córce. C
      > o mogę jednak zrobić, żeby (raczej w przyszłości, nie dziś) mieć wpływ na to gd
      > zie bęzie przebywała/mieszkałą córka. Dziecko jest zżyte z matką i jest za matk
      > ą - gdybym próbował na siłę ściągnąć je dziś z zagranicy, wyrządziłbym córce ty
      > lko większą krzywdę niż pożytek. Matka ma jednak (nazwijmy to) problemy z psych
      > iką - na dziś nie są one groźne dla córki ale obawiam się, że z czasem (jak cór
      > ka wejdzie wokres buntu) mogą się uaktywnić. Chciałbym więc zabezpieczyć możliw
      > ość powrotu córki do Polski w chwili, jak sobie tego zażyczy. Tylko jak? Nadmie
      > nię, iż w sądzie ani matka córki ani ja nie zakładaliśmy sprawy o opiekę nad dz
      > ieckiem

      Moim zdanie to ona jest zwykła naciągaczką która cię doi i straszy podwyżką alimentów bo jeśli tak nie jest to dlaczego nie pójdzie do sądu i nie załatwi tego normalnie??
      Wiesz dlaczego?? Bo "pan krowa" daje się doić tongue_out

      > 5) generalnie - co mam zrobić w tej sytuacji (dziś ale i w przyszłości)?

      Nie płać nic więcej niż zasądził sąd a jak będziesz się widywał z cóką to rozpuszczaj jak możesz bo z tą częstotliwością widywania to będziesz po prostu dla niej obcy...

      p.s. tu zameldowane dziecko którego rodzic tu pracuje otrzymuje kindergeld to niecałe 180euro

      I pytanie mam z kim ona tam pojechała albo do kogo??


      > Proszę o zrozumienie - nie chodzi mi o te 200 zł, bo mnie stać ale o eskalację
      > roszczeń matki i uczciwość (30 000 zł, które włożyłem w auto + remont jej miesz
      > kania - to kolejne 6 000 zł), która traktuje alimenty również jako swoje "wynag
      > rodzenie za opiekę nad córką" (!) W takim tempie, to jak moja córka będzie miał
      > a 18 lat, matka będzie pewnie oczekiwała ode mnie alimentów wysokości 10 000 zł
      > .
      >
      > Z góry dziękuję za odpowiedzi.
      >
      > Pozdrawiam
      >
      > Tata
      • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 18:15
        pisklatko12 - dziękuję za rzeczową odpowiedź.

        W kwestii wysokości alimentów cały czas mam na uwadze 2 rzeczy: możliwości zarobkowe rodziców i potrzeby dziecka. Mama moje córci ma identyczne wykształcenie jak ja - kończyliśmy nawet tą samą uczelnię więc teoretycznie nasze możliwości zarobkowe są identyczne. Mam jednak na uwadze uznaniowość naszych sądów - równie dobrze (przy moich dochodach) mogę dostać 2000 zł alimentów i się nie pozbieram. Mieszkam z rodzicami więc sąd uznaje, że jest mi lżej. To, że daję moim starym co miesiąc kasę na mieszkanie + sam się utrzymuję, to już inna bajka... Mam zamiar kupić mieszkanie więc staram się trzymać od sądu jak najdalej. Wolę przelać matce te kilka stówek i mieć ją z głowy.

        Co do "mojej" laski się nie wypowiadam, bo nie ma w słowniku ludzi kulturalnych słów, którymi mógłbym ją określić wystarczająco obraźliwie. Wie jak mi zależy na dziecku i "jedzie na tym wątku", bo wie, że ani dziecku (ani jej nigdy na nic nie żałowałem). Sam mam wrażenie, że ona mnie traktuje jak "bankomat" a dziecko jak "kartę" do tego bankomatu.

        Pytasz z kim bądź do kogo tam wyjechała... no cóż... wyjechała z dnia na dzień, od razu ma mieszkanie, pracę i "partnera" więc - sam/-a sobie dopowiedz...
        • smarhta Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 19:18
          nikt-1234 napisał(a):

          > jak ja - kończyliśmy nawet tą samą uczelnię więc teoretycznie nasze możliwości
          > zarobkowe są identyczne.

          Nie sa identyczne, chyba, ze tez wyjedziesz do kraju o porownywalnych placach i ze bedziesz mial pod opieka dziecko w podobnym wieku.

          Co do alimentow, to sa w porownaniu do Twoich zarobkow bardzo niskie. Jesli rzeczywiscie masz do czynienia z manipulantka, to nie wiem, czy pojscie na ugode bylo najlepszym pomyslem. No ale musisz sie liczyc z tym, ze bez ugody moga byc o wiele wyzsze. Natomiast, zakladajac ze ich wysokosc bedzie ustalona na podstawie potrzeb dziecka i Twoich zarobkow, w momencie kiedy Twoje zarobki sie zmniejsza mozesz wniesc o obnizenie alimentow. Chyba musisz sam ocenic czy chcesz zaryzykowac i kupic sobie wolnosc od manipulowania, jedyne co Ci moga inni podpowiedziec, to jakiej wysokosci sa przyznawane alimenty od innych przy podobnych do Twoich zarobkach i podobnych mozliwosciach zarobkowych. Te 2000 wydaja mi sie calkiem realistyczne, skoro Cie przerazaja, to az tak dobrze na manipulowaniu matka chyba nie wychodzi?
        • argentusa Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 19:51
          Będę odrobinę złośliwa: CZy rzeczowa odpowiedź pisklątka tyczy się również pytania z kim i do kogo pojechałą mama twojegodziecka?
          Bo jak dla mnie to niczym nie uzasadnione podpuszczanie cię. A trosk i powodów do nerwówki to i tak masz już wystarczająco.
          Boże strzeż od takich pełnych zrozumienia dobrych dusz...
          Ar.
          • kobieta306 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 19:56
            sugerujesz Kudamm strasse? wink
            • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 20:03
              Proszę Was - nie sugerujcie tego, co sugerujecie (Kudamm strasse)...
              Matka mojej córki i ja jesteśmy z wykształcenia germanistami więc "rozumiem kontekst"...
              • mayenna Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 20:29
                nikt-1234 napisał(a):

                > Proszę Was - nie sugerujcie tego, co sugerujecie (Kudamm strasse)...
                > Matka mojej córki i ja jesteśmy z wykształcenia germanistami więc "rozumiem kon
                > tekst"...

                Czy mogłabym mieć prośbę do germanisty? Jeśli tak, to odezwij się proszę do mnie na pocztę gazety..
          • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 20:06
            argentusa napisała:

            > Będę odrobinę złośliwa: CZy rzeczowa odpowiedź pisklątka tyczy się również pyta
            > nia z kim i do kogo pojechałą mama twojegodziecka?

            Nie argentusa - dotyczy wyłącznie SZCZEROŚCI tej odpowiedzi. Liczyłem bardziej na odpowiedzi: "zrobiłeś to płać" a mnie zależy na waszych obiektywnych opiniach.
            Nie pamiętam kto napisał pierwszą odpowiedź na mój post ale właśnie bardziej identyfikuję się z twierdzeniem, że płacę niskie alimenty i o tym wiem. Wiem równie dobrze, że matka mojej córki nie zachowuje się fair, bo to co dałem do tej pory (w sensie finansowym) idzie w zapomnienie a roszczenia są o coraz więcej..
            • mayenna Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 20:26
              Przy Twoich możliwościach zarobkowych jak ona złoży pozew to prawdopodobnie uzyska podwyżkę.
              Pytanie tylko gdzie ona ten pozew złoży? Bo składa się w sądzie rejonowym właściwym dla miejsca zamieszkania dzieci.
              Przy ocenie możliwości zarobkowych rodziców ich sytuacja osobista - związek - mogą mieć znaczenie. Jeśli ona mieszka z kimś to ma mniejsze koszty utrzymania. Potrzeby dziecka powinna udokumentować. Jak przedstawisz dowody na to, ze sam dajesz na dziecko więcej to podwyżka może nie być duża. Jak się dobrze przygotujesz to jest szansa, ze sędzia dojdzie do wniosku, ze eks cię doi i oddali powództwo.

              Moim zdaniem ona wykorzystuje Twój strach. Moze warto zaryzykować i zdać się na sąd?
              • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 21:02
                Pierwsza sprawa o alimenty była w Polsce więc wg mnie pozew powinna złożyc jednak tutaj (tak przynajmniej "sugerowała"). Poza tym nie wiem, czy wszyscy (córcia, jej matka i ja) niepodlegamy jednak jurysdykcji krajowej. Nawet jeśli pozew złoży w Niemczech, to będę wnioskował o przekazanie sprawy do polskiego sądu. Na moje szczęscie mam dobrą znajomą prawniczkę od spraw rodzinnych, która od lat praktykuje w Niemczech więc "w razie draki" zwrócę się do niej.
                • kobieta306 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 21:25
                  ale matka dziecka nie ma przecież obywatelstwa niemieckiego. Dodatkowo płatnik, czyli Ty, mieszka w Polsce i jest obywatelem polskim. Mieszkałam kilka lat w Niemczech. Mam wielu znajomych tam. Jeśli faktycznie dojdzie u Ciebie do takiej sytuacji, jak piszesz, to skontaktuj się ze mną na priv i coś zaradzimy.
                  Dodatkowo, mimo, że to UE, należy mieć zgodę sądu na wyjazd.
                  • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 10:11
                    kobieta306 napisała:

                    > ale matka dziecka nie ma przecież obywatelstwa niemieckiego.

                    Zgadza się. Na razie nie ma. Jak ją znam, to zrobi jednak wszystko, żeby mieć - np. wyjdzie za mąż za swojego partnera.

                    Jeśli faktycznie dojdzie u Ciebie do takiej
                    > sytuacji, jak piszesz, to skontaktuj się ze mną na priv i coś zaradzimy.

                    Bardzo dziękuję. Jeśli dojdzie do "draki" dam Ci znać.

                    > Dodatkowo, mimo, że to UE, należy mieć zgodę sądu na wyjazd.

                    Zgodę "teoretycznie" ma - moją. Dla świetego spokoju (aby nie utrudniała mi kontaktów z dzieckiem: czyli odpisywała na maile i odbierała telefon) piszę jej, że rozumiem jej decyzję, że jestem itd.
                    Ponadto w Polsce żadne z nas nie założyło sprawy o podział opieki nad dzieckiem, więc w tym kontekście nie wiem, czy mogę wyegzekwować swoje prawa do opieki i mieć wpływ na to, gdzie przebywa córka.
                    • kobieta306 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 11:32
                      fundacja Pomorskiego? To w prawdzie w drugą stronę działa - gdy małżeństwa są mieszane i wchodzi Jugendamt - ale może napisz do nich i spytaj. Tam jest prawnik polski i niemiecki.
                      • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 12:04
                        OK. Dzięki. Zaptam jeszcze - czy Jugendamt ma swoje "jednostki terytorialne" - tzn. czy mogę się zwrócić do konkretnego Jugendamtu np. w Hamburgu, czy jest to instytuacja centralna?
                        • kobieta306 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 12:19
                          oddziały maja w każdym mieście w Niemczech.
                          Ale wcześniej poczytaj tutaj
                          www.problemamt.de/jugendamt.html
                          kiedyś się tym mocno interesowałam. Poseł Libicki sprawe nagłośnił jakiś czas temu.
                          Nie wiem do końca co o tym myśleć, bo mam dowody, w postaci historii moich znajomych, zarówno potwierdzające jak i zaprzeczające tym teoriom.
                • tricolour W Niemczech o alimentach nie rozstrzyga sąd... 12.10.12, 08:33
                  ... tylko zwyczajna tabelka. Bierze się wiek dziecka i zarobki rodzica.

                  Twoja ex wyraźnie wie o tym więc kombinuje jakiego by tu "prawa" użyć dla wyrwania większej kasy.
    • luna67 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 21:40

      • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 10:17
        luna67 napisała:

        > Dajmy na to ze zarabiasz po przeliczeniu ok. 2.000,- Euro, odlicz od tego podatki, kase chorych, itd..... i zostaje prawie nic (wedlug niemieckiego prawa)....

        Kwota 2000 euro to u mnie jest już netto, czyli na rękę (po wszystkich potrąceniach: podatki, ZUS itd.)

        >I nie zapomnij, ze w niemczech tzw. podstawowe, nie naruszone wynagrodzenie dla
        > pracujacych alimenciarzy wynosi od 950,- do 1200,- Euro! No i tzw.; Kindergeld w
        > wysokosci 180,- Euro nie jest dla dziecka tylko dla rodzicow!, ktore jest podzielone na ojca i > matke, a ta polowa jest wliczana w alimenty placone przez ciebie!!!!!! o tym wie bardzo
        > malo osob!

        Bardzo dziękuję za tą informację. Warto wiedzieć a nie wiedziałem o tym. Dzięki!

        > Czlowieku zacznij myslec jak twoja byla, bo jak nie bedziesz to.......



        • zmeczona100 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 14:48
          nikt-1234 napisał(a):


          > Kwota 2000 euro to u mnie jest już netto, czyli na rękę (po wszystkich potrącen
          > iach: podatki, ZUS itd.)
          >
          >

          I dlatego, wg tak zachwalanej tu przez Tricoloura tabelki powinieneś płacić 350 EUR na dziecko do lat 5, a potem 400 EUR.

          Tabelka nie jest prawem, sądy jej się nie trzymają sztywno i jest traktowana jako minimum. Kwota alimentów jest modyfikowlna- inaczej łatwo sobie wyobrazić, ile płaciłbyś, gdybyś miał kilkoro dzieci smile

          A teraz sam sobie odpowiedz, czy płacisz te 350 EUR. I czy to naprawdę jest obciążenie przy Twoich zarobkach. Nie wiem, czy wiesz, ale dziecko ma prawo żyć na Twoim poziomie. Nie pisz tylko, że jeździsz 20-letnim Oplem, na wakacje Cię nie stać, ani na dobrej jakości żywność, a do lekarza to biegasz do przychodni, gdzie czekasz na wizytę po kilka miesięcy smile

          Ale, ale wink Rozumiem, że dziecko stanowi obciążenie finansowe i najlepiej by było, aby to matka finansowała jego wszelkie potrzeby- wszak mieszka zagramanicom, więc jej się lepiej powodzi.

          Pytałam wczesniej o koszty utrzymania dziecka, a nie o kwotę alimentów. Chodzi mi o to, za jaką kwotę Twoje dziecko było utrzymywane miesięcznie, kiedy żyło w Polsce (całą kwotę).

          No cóż, wygląda na to, że te probabskie sądy to takie są tylko dla biednych alimenciarzy.
          Wyszło by matce córki lepiej, gdyby reprezentował ją pełnomocnik, bo tak dała sobie wcisnąć kity.
          • tricolour Nie potrafisz napisać normalnie? 12.10.12, 15:11
            Nadmiarowa emocjonalność aż kłuje.

            Tabelka dotyczy relacji niemieckich. W przypadku zagranicznym kwoty z tabelki maleją do połowy, zarówno przy wypłacie za granicę, jak i pobieraniu z zagranicy. To właśnie z tego powodu ex chce sądu polskiego, bo tu może się podpierać "potrzebami". Tymczasem jurysdykcja unijna jest jasna: sprawy prowadzi sąd adekwatny do tzw. centrum życiowego, który w tym przypadku jest przy niemieckim partnerze, niemieckich zarobkach ex, niemieckich cenach w sklepach itp. I dlatego niemieckie alimenty są z tabeli "wyrównywania szans", a nie zaspokajania potrzeb, bo od zaspokajania potrzeb jest rodzic wychowujący.
            • nikt-1234 Re: Nie potrafisz napisać normalnie? 12.10.12, 15:58
              tricolour napisał:

              > Nadmiarowa emocjonalność aż kłuje.
              >
              > Tabelka dotyczy relacji niemieckich. W przypadku zagranicznym kwoty z tabelki m
              > aleją do połowy, zarówno przy wypłacie za granicę, jak i pobieraniu z zagranicy
              > . To właśnie z tego powodu ex chce sądu polskiego, bo tu może się podpierać "po
              > trzebami". Tymczasem jurysdykcja unijna jest jasna: sprawy prowadzi sąd adekwat
              > ny do tzw. centrum życiowego, który w tym przypadku jest przy niemieckim partne
              > rze, niemieckich zarobkach ex, niemieckich cenach w sklepach itp. I dlatego nie
              > mieckie alimenty są z tabeli "wyrównywania szans", a nie zaspokajania potrzeb,
              > bo od zaspokajania potrzeb jest rodzic wychowujący.


              Dzięki za odpowiedź - bardzo mnie zainteresowała ale mam do Ciebie sereczną prośbe - możesz nieco rozwinąć swoją wypowiedź, bo nie za bardzo mogę dojść do tego, kto, co i gdzie...?
              • tricolour Niemiecki system alimentacyjny.... 12.10.12, 21:32
                ... opiera się o tzw tabelkę (Duesseldorfer Tabelle) wyrównywania szans dzieci. W tymże systemie nie chodzi o tzw "zaspokajanie potrzeb", które jest oczywistą manipulacją widoczną gołym okiem na także tym forum, tylko o wyrównywanie szans wszystkich dzieci. Zaspokajaniem zaś potrzeb ma zajmować się ten rodzic, który sądownie chciał opieki. Logiczne.

                W tabelce jest wiek dziecka i zarobki rodzica (nie jakieś kretyńskie polskie "możliwości") i wychodzi kwota alimentów.

                Skorzystaj z wyszukiwarki i poczytaj, bo temat jest szeroki i nie ma sensu, bym przepisywał. Po prostu wpisz "duesseldorfer tabelle".

                Jak choćby to:
                www.finanztip.de/recht/familie/duesseldorfer-tabelle.htm
          • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 15:42
            zmeczona100 napisała:

            > I dlatego, wg tak zachwalanej tu przez Tricoloura tabelki powinieneś płacić 350
            > EUR na dziecko do lat 5, a potem 400 EUR.

            ...widzisz zmeczona100 jest jednak taki tyci szczególik... a właściwie dwa:
            1) ja PRACUJĘ i ZARABIAM w POLSCE.
            2) zdajesz się (identycznie jak moja ex) nie zauważać, ile kasy już wpompowałem w nią - tzn. sorki: "w dziecko".
            Matce do Niemiec wyjeżdżać nie kazałem. Wyjechała = ponosi konsekwencje również finansowe. To co wymieniłem (auto i remont) to wierzchołek góy lodowej. Wierz mi.

            > A teraz sam sobie odpowiedz, czy płacisz te 350 EUR. I czy to naprawdę jest obc
            > iążenie przy Twoich zarobkach. Nie wiem, czy wiesz, ale dziecko ma prawo żyć na
            > Twoim poziomie. Nie pisz tylko, że jeździsz 20-letnim Oplem, na wakacje Cię ni
            > e stać, ani na dobrej jakości żywność, a do lekarza to biegasz do przychodni, g
            > dzie czekasz na wizytę po kilka miesięcy smile

            Zdaję sobie sprawę, że kwota alimentów, którą płacę, to w stosunku do moich zarobków pewnie i MAŁO ale w stosunku do tego co już dałem i cały czas daję, to moje zdanie jest "nieco" inne od Twojego... Nie płaczę tu, że matka doi mnie na kasę (to Wasze opinie). Czy Tobie się wydaje, że ja nie ponoszę wydatków na dziecko? Jak córcia była w Polsce, matka płaciła za przedszkole 250 zł/mies. i dziecko miało tam zarówno "wikt i opierunek" jak i opiekę lekarską. W weekendy (sobota-niedziela) dziecko było u mnie więc to ja (i oczywiście częśćiowo dziadkowie) ponosiliśmy koszty pobytu małej (mamusia nie przywiozła nawet pampersa twierdząc, że "skoro chcecie dziecko, to trzeba mieć takie rzeczy").
            Córcia jest akurat w Polsce i same zabawki + ubrania, które jej kupiłem to już 300 zł. Do tego mamusia dosała ode mnie przelew (powiedzmy za "zwrot kosztów podróży", bo to rozumiem i wiem, że "na osiołku" ani "per Anhalter" tu nie przyjechały) w wysokości 400 zł (=100 euro).
            Taka sytuacja jest co miesiąc - no może czasem co 2-3 m-ce. Do tego moi rodzice (rodzice ex mają naszą córkę "w głębokim poważaniu"), którzy albo obsypują małą prezentami, albo dają jej kasę.
            ...nadal uważasz, że to mało? Nadal uważasz, że żałuję dziecku. To może podlicz jeszcze raz a podyskutujemy...

            Moja córka zasługuje na wszystko co najlepsze i tego jestem zdania. Zdzwiiłabyś się ile wydaję na siebie a ile na córkę + do tego ile wydawałem na ex. Chodziłem w jednych butach i jednym garniturze (i to nie blef) 3 lata (tak: TRZY), żeby zapewnić moim dziewczynom wszystko co najlepsze, bo niestety jestem tak "porypany", że odmówię sobie, żeby tylko niczego nie brakło moim najbliszym. Od mojej ex ne dość, że nie usłyszałem słowa dziękuję (na co nie liczyłem), to ona traktuje mnie jak tatusiów, którzy "płacą, bo muszą" - ja niestety do takich nie należę.

            > Ale, ale wink Rozumiem, że dziecko stanowi obciążenie finansowe i najlepiej by by
            > ło, aby to matka finansowała jego wszelkie potrzeby- wszak mieszka zagramanicom
            > , więc jej się lepiej powodzi.

            Nie uważam tak. Nie uważam również, że mam matce płacić za to, że opiekuję się własnym (naszym) dzieckiem a do tego to dąży. Zaproponowałem jej zresztą, że chętnie przejmę opiekę nad córką, skoro to dla niej taki ciężar.
            Tak jak pisałem - córka kiedyś pewnie zamieszka ze mną. Ciekaw jestem, czy wtedy mamusia będzie tak ochoczo płaciła alimenty i w takiej samej wysokości jak ja...
            • mayenna Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 16:00
              Matko jedyna..

              Może zaproponuj eks mediacje w sprawie alimentów?
              Chłopie, ona cię zrujnuje przez to dobre serce. Może skorzystaj z kursów asertywności czy jaiegoś treningu opsobistego. Nie zawsze odmowa musi oznaczać wojnę. Jej też na czymś zależy, ma świat wartości do którego można się odwołać. Coś na pewno można zrobić, żeby Cię tak nie gnębiła.
              • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 16:14
                mayenna napisała:

                > Matko jedyna..
                >
                > Może zaproponuj eks mediacje w sprawie alimentów?
                > Chłopie, ona cię zrujnuje przez to dobre serce. Może skorzystaj z kursów aserty
                > wności czy jaiegoś treningu opsobistego. Nie zawsze odmowa musi oznaczać wojnę.
                > Jej też na czymś zależy, ma świat wartości do którego można się odwołać. Coś n
                > a pewno można zrobić, żeby Cię tak nie gnębiła.

                Nie ma na to szans. Próbowałem. Tak jak pisałem wcześniej - znacie tylko wierzchołek góy lodowej a wierzcie mi, że prawda jest bardziej przerażająca niż Wam się wydaje (i nie chodzi w tym momencie o pieniądze, alimenty, itp, itd...). Ten człowiek (moja ex) cierpi niestety na zaburzenia osobowości (stwierdzone klinicznie - poczytajcie o borderline/typ impulsywny - wszystko o czym przeczytacie w tym kontekście, ja "dotknąłem" w życiu realnym. Nikomu nie życzę...) próbowała mi zrobić z życia piekło (donosy na policję - bez uzasadnienia - a tylko po to, żeby mnie "ujaić", szukanie pomocy w ośrodku interwencji kryzysowej - pomawianie o "znęty" itp. itd. - i to wszystko teraz zręcznie wykorzysuje teraz przeciwko mnie). To jest człowiek niebezpieczny - dlatego piszę Wam o tym, że mam nadziej, że córka kiedyś zamieszka ze mną. Na razie jest OK. Bo obie są spojone w "jeden organizm" - córka jest bardzo za matką i na razie nie ma przejawów buntu, forsowania własnego zdania - jak jednak zacznie być bardziej "autonomiczna" stanie sie dla matki wrogiem i celem. Szkoda gadać...
                • mayenna Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 18:52
                  Nie rozumiem: zostawiłeś matce opiekę, bez walki mimo, ze ma ona bordeline zdiagnozowane klinicznie? Ni boisz się że ona dziecko zniszczy?
                  Przecież nawet jak w wyniku złóżenia wniosku o opiekę ona nie da ci kontaktu, to i tak pewnie szybciej uregulujesz to sądownie niż czekając na bunt dziecka. o będzie jak nie zdążysz zareagować w porę? Przecież ona juz teraz ma destrukcyjny wpływ na dziecko.
                  • milalilu Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 19:19
                    Też jestem w szoku.... Przecież jeśli matka ma zdiagnozowaną chorobę psychiczną to szkody, jakie przez kilka lat wychowywania zrobi na psychice dziecka będą nieodwracalne... I to nie będzie tak, że nic się nie dzieje a za 10 lat córka zdecyduje, że chce do tatusia bo teraz matka jest "be". Za 10 lat dziecko może już tatusia nienawidzić albo nie znać, tym bardziej tatusia mieszkającego daleko, który zostawił ją z zaburzoną matką...
                    • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 20:54
                      Niestety - nie mam wyjścia - w obecnych okoliczościach odbierając córkę matce, zrobiłbym więcej złego niż dobrego. Przede wszystkim córce. Dziecko jest z nią brdzo zżyte, chce do niej wracać, nie ma stanów lękowych itd. - jest OK. Nie myślcie, że nie "monitoruję" stanu córki i jej nastwawienia do matki. Jestem na tym punkcie wręcz "przewrażliwiony". Podpytuję delikatnie córkę jak tam mama, czy na nią krzyczy, bije itd. Na ch chwilę obecną nie widzę żadnych niepokojących obiawów. Wierzcie mi, że w odpowiedniej chwili wkroczę.
                      • mayenna Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 21:23
                        Nie bardzo wierzę w to wkroczenie w odpowiedniej chwili.
                        Nikt, z całym szacunkiem, ale nie masz uregulowanych podstawowych spraw z byłą, kreci ona tobą jak chce, a ty nic nie robisz, tylko monitorujesz dziecko? Pozwoliłeś ją wywieźć za granicę? W sytuacji bez wyjścia po prostu zabrałabym córcię i uciekła, albo nagłośniła
                        sprawę.Nie wierzę, że w tym 'odpowiednim ' momencie w ciebie wstąpi lew i w końcu zawalczysz o dziecko.
                        • tricolour Nie żartuj.... 12.10.12, 21:37
                          ... w obecnej sytuacji zabranie dziecka z Niemiec do Polski będzie miało rangę porwania niemieckiego dziecka przez polskiego bandytę i oprze się o MSZ. Piszę o tym zupełnie serio. Niemcy dbają o swoich małych obywateli.
                          • nikt-1234 Re: Nie żartuj.... 13.10.12, 15:15
                            Dziękuję za wszytskie Wasze opinie.

                            tricolour - masz rację. Mamusia moje córki tylko czeka na tego typu "naparzankę" ze mną - niestety się nie doczeka: ma pecha, bo nie dam się sprowokować - przyjąłem bowiem prostą strategię: im ona jest dla mnie gorsza, bardziej chamska i wulgarna, tym milszy dla niej jestem ja. To ją wyprowadza z równowagi i w końcu mówi pass i mięknie. Kiedyś dawałem się sprowokować - wdawałem w dyskusję tłumaczyłem, nie mogłem pojąć jak można wymyślać rzeczy, które nie mają nic wspólnego z prawdą (osiągnęła pergekcję we wmawianiu, że "czarne jest białe" a jej wiarygodność jest przy tym godna najwyższego aktorskiego kunsztu). Wypalałem się i pewnie bym się wypalil do końca w mojej "krucjacie" prób uleczenia jej, gdybym się w porę nie opamiętał i nie pokapował co jest grane. Ona o tym doskonale wie (jest mega-inteligentna) - więc wybrała inny sposób wyżycia się na mnie (wywiezienie dziecka do Niemiec i straszenie podwyżka alimentów itd.). Pewnie wielkie było jej zdziwienie po ucieczce do Niemiec - myślała, że mi dopiecze a tu "kuku" - pogratulowałem jej jeszcze pomysłu i przesłałem słowa uznania, że tak troszczy się o przyszłość naszej córki. Oczywiście płacę za to wewnętrznym podziałem i cholerną tęsknotą za dziecko - nie mam jednak wyjścia, jak się hartować na przyszłość, bo pewnie nie raz mi się przyjdzie z tym zmierzyć.
                            Nie chce mi się zresztą o tym pisać, bo nie jesteście w stanie wyobrazić sobie jaką metamorfozę potrafi przejść tego typu człowiek - z kochanej, ampatycznej, cudownej kobiety w kogoś, kto traktuje cię jak najgorszego wroga, pała chęcią zniszczenia cię i zrujnowania ci życia. Nieważne.

                            Jeszcze raz Wam dziękuję.

                            Pozdrawiam
          • nikt-1234 UZUPEŁNIAJĄC 12.10.12, 16:03
            zmeczona100 napisała:


            > No cóż, wygląda na to, że te probabskie sądy to takie są tylko dla biednych ali
            > menciarzy.
            > Wyszło by matce córki lepiej, gdyby reprezentował ją pełnomocnik, bo tak dała s
            > obie wcisnąć kity.

            Uzupełniając mój wcześniejszy post będący odpowiedzią na Twoją wypowiedź: Twój zamierzony sarkazm został dostrzeżony. Wieczorem z chęcią poczytam Twoje posty na forum zamieszczone w innych wątkach - zainteresowało mnie bowiem Twoje (oczywiście z mojego punktu widzenia: cenne - i nie jest to żadna ironia) stanowisko i z czego ono się bierze... Tymczasem - pozdarawiam i dziękuję Wszystkim za dotychczasową dyskusję i liczę na więcej wink
    • zmeczona100 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 11.10.12, 23:19
      Ile miesięcznie wynoszą/ wynosiły przed wyjazdem, miesięczne koszty utrzymania Twojej córki?
      • tricolour Nie ma znaczenia ile wynosiły... 12.10.12, 08:30
        ... ponieważ wyjazd do Niemiec oznacza poddanie się pod niemieckie prawodawstwo alimentacyjne, a to jest jasne: Dusseldorfer Tabelle.

        Oczywiście są też i tacy ludzie, którzy wybierają sobie takie prawo, jakie daje im największe korzyści finansowe. Nie powinni się oni jednak dziwić, że drudzy postępują podobnie czyli np. nie płacą alimentów w ogóle skoro prawo nie może ich wyegzekwować.
      • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 10:34
        Koszty utrzymania córki ex (zakładając mi sprawę o alimenty) wyceniła na 1500 zł (jako wysokość, które matka życzyła sobie ode mnie). Sędzina ją obśmiała na pierwszej sprawie - pierwsze pytanie sędziny: czy pani zdaje sobie sprawę, iż koszty utrzymania dziecka ciążą na OBOJGU rodzicach? I pytanie nr 2: czy chce pani wmówić sądowi, że koszty utrzymania 3-latki wynoszą 3000 zł/miesięcznie...?!
        Tak jak pisałem - ex zbladła i poszła na ugodę. Zgodziła się na 500 zł. Do tego oczywiście co miesiąc cały czas dostaje 200 zł extra jako 1/2 raty za auto, które ma do swojej wyłącznej dyspozycji + dodatkowa kasa na: szczepionki, wyjazdy na ferie, wycieczki itd. Generalnie co miesiąc średnio 200 zł.

        Wracając do tematu i moich pytań: czy lepiej, abym teraz włączył te dodatkowe 200 zł do kwoty alimentów (czyli płacił 770 zł i tą kwotę podwyższał), czy płacić tak jak do tej pory - 570 zł a te 200 zł jako pięniądze dla dziecka ale z zaznaczeniem, że na dodatkowe wydatki?
        • plujeczka Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 14:30
          Broń Boże nie właczaj do alimentów tej kwoty 200 zł bo sad uzna ,że skoro stać cię na ekstra wydatki to stać cię również na alimenty podwyższone o te kwotę.
          Swoją drogą miłośc do córki miłoscią ale zdrowy rozsądek zdrowym rozsądkiem- jakie bedziesz płacił alimenty na córkę kiedy bedzie miala 18 lat???- nie przesadzasz?===skoro sam dajesz się doić to twoja wola tylko pytanie czy warto, we wszystkim zachowaj umiar i tak nie masz pewności ,że kiedyć córka wychowana przez Niemca powie Ci słowo==dziękuje tato .
          Poza tym miłośc do dziecka to miłość ale nie przeliczana na złotówki czu Euro.Trochę się Tobie dziwię a poza tym dlaczego Ty nie wystapisz o to aby dziecko mieszkało z Tobą?-ZBYT ŁATWO NA WSZYSTKO SIĘ GODZISZ DLA TZW. ŚWIETEGO SPOKOJU, NIE MÓWIĘ O "WOJNIE" ale skoro tak kochasz córkę to faktycznie bedziesz szczęśliwy kiedy bedzie mieszkala z dala od Ciebie? jakie wtedy beda twoje z nią kontakty.nIE MOZNA W ZYCIU GODZIĆ SIĘ NA WSZYSTKO =są jakieś granice przyzwoitości ty chyba je zatraciłeś.Współczuję....tato bankomat, nie pochwalam .
          • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 15:02
            plujeczka napisała:

            > Broń Boże nie właczaj do alimentów tej kwoty 200 zł bo sad uzna ,że skoro stać
            > cię na ekstra wydatki to stać cię również na alimenty podwyższone o te kwotę.

            Tak czy tak wydaje mi się (choć pewności nie mam - stąd moje wątpliwości i pytanie do Was), że zależy to od sądu - jeśli matka udowodni (a udowodni, bo każdą złotówkę dla dziecka przelewam na jej konto), że płaciłem 1000 zł/mies., to dla sądu może to mieć małe znaczenie - może więc stwierdzić płaciłeś tysiąc "w ratach" więc cię stać - płać więc takie alimenty...

            > Swoją drogą miłośc do córki miłoscią ale zdrowy rozsądek zdrowym rozsądkiem- ja
            > kie bedziesz płacił alimenty na córkę kiedy bedzie miala 18 lat???- nie przesad
            > zasz?===skoro sam dajesz się doić to twoja wola tylko pytanie czy warto, we wsz
            > ystkim zachowaj umiar i tak nie masz pewności ,że kiedyć córka wychowana przez
            > Niemca powie Ci słowo==dziękuje tato .

            Zdrowy rozsądek a przede wszystkim umiar przydałby się głównie u mamusi naszej córci - na to niestety nie mogę liczyć.
            Żeby zrobić jej małą "demonstrację siły" miałem zamiar zabrać jej auto i zatrzymać je do rozstrzygnięcia sprawy sądowej o podział i spłatę (jak wyjechała do Niemiec nie zabrała auta ze sobą tylko schowała u znajomych w garażu na kilka miesięcy. Poprosiłem więc, żeby mi je dała na czas jej nieobecności a po powrocie jej ten samochód zwrócę. Oczywiście absolutnie sie nie zgodziła wykręcając się bzdurnymi powodami, że "nie będę nachodził jej znajomych, bo sobie tego nie życzą"). Wiecie dlaczego tego nie zrobiłem? Ze względu na dziecko. Wiem, że nakręciłaby małą "że tatuś zabrał CI samochód i nie mamy czym wrócić do Niemiec". Ona jest w tym specjalistką - żeby się na mnie wyżyć nie ma skrupułów, żeby wciągnąć w to dziecko. Szkoda gadać...
    • milalilu Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 19:39
      Dlaczego nie pozamykasz ostatecznie spraw wspólnot majątkowych (np tego nieszczęsnego samochodu)? Jesteś współwłaścicielem więc masz prawo z niego korzystać. Dawno powinieneś dopilnować podziału i np sprzedać i spłacić kredyt. By nie czuć że ciągle coś dajesz na nie twoje potrzeby.
      Zarabiasz 8 tys zł. Alimenty w wysokości jakie płacisz są dość niskie. Nie wiemy jakie są potrzeby dziecka i czy alimenty są wystarczające. Jeden sąd klepnie 600 drugi 1200zł. Bo u nas nie ma niemieckiej tabelki.
      Matka dziecka też ma obowiązek alimentacji, co do jej dochodów to jeśli nie mieszka w Polsce to może mieć dodatkowy dochód z wynajęcia tu mieszkania -jeśli wyjedzie na stałe.

      Realnie - zakończyłabym ostatecznie sprawy jakichkolwiek wspólnot majątkowych, by to się nie ciągnęło i nie komplikowało wspólnych rozliczeń ani nie wpływało na Twoją sytuację np kredytową oraz emocjonalną.
      Jeśli dziewczyna jest zaburzona psychicznie, zdiagnozowana, masz dowody jej różnych jazd, to bym pomyślała o staraniu się o opiekę nad dzieckiem.
      • nikt-1234 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 21:13
        milalilu - masz sporo racji a wręcz podpisuję się pod Twoimi twierdzeniami obiema rękami. Powiem Ci szczerze, że wierzę w "równowagę w przyrodzie" - dobro powraca a zło mści się w dwójnasób... Nie życzę matce naszej córki źle ale myślę, że prędzej czy później ona "beknie" za swoje zachowanie. Jej "przypadłość" też nie wzięła się z nikąd - ma psychopatyczną matkę, którą zafundowała jej piekło w dzieciństwie (matkę poznałem i to psychopatka i manipulantka na max) i stąd wziął się jej problem i sposób traktowania ludzi - najgorsza jest dla najbliższych (znam historię jej ex-partnerów, z którymi była przede mną). Moja ex nie miała innych wzorców w rodzinie więc powiela schemat wyniesiony z domu. Nasza córka jest - na szczęście - poza nawiasem. Materializm to też cecha jej matki więc - same rozumiecie...


        P.S.
        Właśnie się dowiedziałem, że ex dostała dzisiaj od moich rodziców na córkę w związku z jej przyjazdem 500 zł. Po 250 zł od babci i od dziadka... Standard. Nie mam nic przeciwko temu, bo dziadkowie są za małą i takie kwoty raz/dwa razy na kwartał (lub częściej) to normalka. Poza tym to ich pieniądze i się nie wtrącam a wręcz cieszę. Myślicie jednak, że matka mojej córci to docenia? Zdziwilibyście się jak chamska potrafi być dla moich rodziców. Czekam więc na głosy tych "sprawiedliwych orędowniczek niesprawiedliwie traktowanych matek". Powiem jedno - moja ex nawet gdyby dostawała ode mnie 10 000 zł/mies. to i tak byłoby mało, bo z miejsca wymyśliłaby kolejny mega-ważny powód, że córka jeździ Audi a nie np. Ferrari... Co inteligentniejsze osoby "skumały wątek"...
        • mayenna Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 12.10.12, 21:27
          Twoja córka tez ma matkę psychopatkę, która ją wychowuje.
        • argentusa Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 13.10.12, 15:53
          nikt, ja sobie tak myślę, że niestety borderline to nie jest najlepsza rekomendacja dla rodzica.
          I szczerze mówiąc mała ma spore szanse wzrastając w obecnosći mamy na załąpanie się na jakieś zaburzenie psychoczne.
          Wiem co piszę, z racji matkowania zastępczego dziecięciu z obciążeniem rodzinnnym borderline -jestem szczególnie uczulona na takie sytuacje. No i monitoruję smile
          Z tym, że przerpaszam za dosłownośc, ale szanse na monitorowanie dziecia to ty masz zerowe. Przypuszczam,ze okreśłenie nie-teściowej jako psychopatki to Twoja interpretacja an e kliniczna ocena, zatem nie wiesz dokłądnie jakie zmiany chemiczne są przekazywane z genami. Hmmm, ja bym zuepłnie serio wniosłą o opiekę nad dzieckiem. Nawet kosztem zaburzenia dziecku obecnego status quo. Potem może być jeszcze trudniej a poza tym im młodsze dziecko tym krócej jest pod wpływem zaburzonej osoby.
          Zrobisz jak uważasz, z tym,że niestety uważam, że możesz być też niekoniecznie stabilny -to juz moja opinia, że zdrowe osoby nie wiążą się z zaburzonymi.
          Ar.
          • mayenna Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 13.10.12, 17:07
            argentusa napisała:

            .
            > Zrobisz jak uważasz, z tym,że niestety uważam, że możesz być też niekoniecznie
            > stabilny -to juz moja opinia, że zdrowe osoby nie wiążą się z zaburzonymi.
            > Ar.
            Do podobnego wniosku doszłam czytaj ac ostatni post. Nie umiem określi, ale coś mi w Nikt nie pasuje.
            • plujeczka Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 15.10.12, 11:40
              wiesz sorki za to co napisze ale po przeczytaniu twoich odpowiedzi na poszczególne posty to jawisz mi się jako chłop kopmletna dupa wołowa. Zone bierzesz z rodziny totalnie zdemoralizowanej emocjonalnej, psychopatycznej -twoja miłośc do córki tak wybujała ,że aż nieprawdziwa.Gdybys był faktycznie normalnym i zdrowo kochajacym ojcem wiedząc o rzekomo stwierdzonej i potwierdzonej papierami chorobie zony podjałbys wszelkie starania zeby dziecko było z tobą,Dziwne ,że swoje idiotyczne decyzje np. z tym samochodem podpierasz bajką o tym co powie zona, zwróć uwagę na to co piszesz ty z góry znasz kazdy scenariusz i każde sowa, które do twojej córki powie twoja zona na Ciebie za nim faktycznie ta kobieta cokolowie zrobi.To jakaś paranoja, nie obraz się ale i z tobą coś jest nie tak-,
              Po prostu nie wierzę w to co piszesz, lukrujesz siebie az do przesady. Dla mnie twoja sprawa jest nieprawdziwa -to raczej objaw choroby u Ciebie-sorki ale tak to postrzegam.
              • tricolour No oczywiście... 15.10.12, 14:43
                ... po prostu facet powinien sprzedać kopa pogiętej żonie i zabrać dziecko. Wtedy byłby normalny. Facet nienormalny kieruje się spokojem dziecka - dureń jeden.
                • plujeczka Re: No oczywiście... 15.10.12, 14:56
                  a gdzieś tym o "kopie" chłopie przeczytał? po prostu historia zmyslona, przelukrowana i podkolorowana.
                  Dla swietego spokoju dziecka facet powinien się powiesić -bo to by wyciszyło dziecko ???.Tri- nie przesadzaj , nie mozna godzić się na wszystko dla świetego spokoju.Myslę ,że egoizm, cwanastwo i własna wygoda kieruje tutaj ojcem. Nie podoba mi się ta historia- i co dla świetgho spokoju Niemiec ma wychowac córkę ? bo tak bedzie lepiej? dla kogo?--tez dla dobra dziecka i spokoju?
                  Jesli jest faktycznie choroba zony psychiczna to warto podjac starania o przejęcie opieki nad dzieckiem( przecież połowa z ojców na forum o tym marzy) ale kiedy trzeba podjąć dziłania dla swietego spokoju podkulacie ogony ....dziwne-takie ojcostwo na pokaz
                  • zmeczona100 Plujeczko, 15.10.12, 22:43

                    A skąd u Ciebie taka nagła zmiana?

                    Mi się co innego w Nikcie nie podoba, ale to za dużo by pisać.
                    W każdym razie jego opowieść jest po prostu niespójna i to z tego powodu mam wątpliwości co do jego osoby.
                    • plujeczka Re: Plujeczko, 16.10.12, 14:04
                      nie ma u mnie nagłej zmiany -tylko uważam ,że kiedy ktoś choruje na chorobę psychiczną , którą w sposób trwały może okaleczyć dziecko emocjonalnie, psychicznie a może i zdrowotnie itp. to bez względu czy jest to matka czy ojciec trzeba podjąć takie kroki aby dziecko miało w miarę normalne dzieciństwo.
                      To ,że matka ubzdurała sobie wyjazd do Niemiec do nowego partnera w porządku, jej prawo po rozwodzie (pewnie Niemiec nic nie wie o jej chorobie )ale skoro ojciec ma taką wiedzę i powtarzam solidne ,medyczne dokumenty potwierdzajace tą okoliczność to powinien podjąć starania o przejęciee opieki nad dzieckiem.Biorac po uwagę również jego mozliwości materialne oraz dotychczasowe działania raczej nie miałby problemu z udowodnieniem ,ze jest ojcem, który jest w wstanie taką opiekę sprawować-a to przeciez nie oznacza ,że pozbawi matkę prawa do widzenia córki.Wiesz ostatnio tyle wstrzasających reportaży o krzywdzie dzieci w pozornie normalnych lub zastępczych domach dlatego trzeba naprawdę być czujnym, a jak ojciec bedzie czujny kiedy dziecko tysiąc km. od niego? z czasem zapomni jezyka polskiego-no ale rozumiem ,że w imię miłości do córki nauczy się niemieckiego w mig, tylko czy to naprawdę o to chodzi? mozna wylać przyslowiowe " dziecko z kapielą" ale mozna tez " obudzić się z ręką w nocniku"....pieniądze to nie wszystko chociażby wpłacane od kochajacego taty....
                • mayenna Re: No oczywiście... 15.10.12, 15:33
                  tricolour napisał:

                  > ... po prostu facet powinien sprzedać kopa pogiętej żonie i zabrać dziecko. Wte
                  > dy byłby normalny. Facet nienormalny kieruje się spokojem dziecka - dureń jeden

                  Tri, ale on zostawia decyzje odnośnie dziecka osobie, która jej tego spokoju na 100& nie da. Bordeline to nie grypa. Dziecko jest co najmniej świadkiem destrukcyjnych zachowań matki. Osobie niestabilnej emocjonalnie psa bym nie dała. Pan po prostu dziwnie reaguje na sytuację. Albo to co pisze mija się z prawdą.
                  • tricolour Czasem trzeba wybierać... 15.10.12, 16:53
                    ... między wojną o dziecko, a pozostawieniem z nawet toksycznym rodzicem. I nie ma dobrej decyzji, co wcale nie znaczy, że facet kłamie.

                    Dla kobiety (nawet stukniętej) jest oczywiste, że dziecko jest jej własnością. Walka z nią to klęska.
                    • mayenna Re: Czasem trzeba wybierać... 15.10.12, 19:34
                      Tri, kieruję się w tej sprawie intuicją.Mnie się Nikt nie podoba. Nie budzi zaufania to co pisze.
                      • tricolour No wiesz, są gamoniowaci faceci... 15.10.12, 21:25
                        ... wykształcił się cierpliwie, pracuje, zarabia osiem tysięcy, pewnie nie chleje, nie bije, kupuje nowe auta, najpierw chatę potem dom. Wakacje też do wyrzygu: morze, góry, narty, lodowce. Nuda do kwadratu. Żadnej adrenaliny, wszystko przewidywalne. Życie z takim gościem może być udręką, bo obok stada ogierów, rycerze na koniach wszelakich.

                        Taki nudny gość nie będzie wojował.

                        PS. Wcale nie twierdzę, że tak jest w tym przypadku.
                    • argentusa Re: Czasem trzeba wybierać... 15.10.12, 22:56
                      Zgodziłąbym się gdyby tylko krztyna prawdy w tym co pisze Tri była.
                      Albo nie jestem kobietą. (podejrzewam isę,że jestem facetem w ciele bujnej brunetki ))))
                      Jeju Tri, czy Ty czasem czytasz to, co piszesz?
                      Albo z innej beczki: jakie kobity Ty przyciagasz, że takie masz obserwacje.
                      Ar -matka nie łaścicileka i w dodatku alimentująca.
                      • zmeczona100 Re: Czasem trzeba wybierać... 15.10.12, 22:59
                        Tak się zastanawiam, czy aby tego nie pisze na podstawie własnych doświadczeń.
                        Na początku mojego forumowego życia pisał w miarę rozsądnie, ale od jakiegoś czasu to albo "palma" mu odbija, albo ktoś się podszywa pod starego Tri wink
                        • tricolour Palma, palma... 15.10.12, 23:21
                          ... zielona, żywa palma: żona, dziecko, miłość. Zero wojen, zemsty, napierdalanek, planów puszczenia w skarpetkach, pasożytnictwa.

                          Palma.
                          • nikt-1234 Dzięki 16.10.12, 12:25
                            Dzięki za dwie rzeczy:
                            - "studium przypadku", czyli - częściowo - trafne podsumowanie moje osoby,
                            - zaspamowanie wątku.

                            Co do mnie to oczywiście macie rację - mam swoje problemy i zdaję sobie sprawę z mojej niestabilnej emocjonalności. Powiem więcej i pewnie (albo i nie) Was zaskoczę: zapewniam, że już od dawna zidentyfikowałem swój problem i od jakiegoś czasu zdaję sobie sprawę, że zarówno moje dzieciństwo (dom totalnie zdominowany przez matkę z ojcem odsuniętym na margines) oraz związek z borderką wywatły ogromny (negatywny) wpływ na moją psychikę. Zidentyfikowałem te problemy z "pomocą z zewnątrz" więc zdaję sobie sprawę z moich "wad" i coś z tym robię.
                            Co do dzieci - nie macie pojęcia jak jestem za moją córką więc nie szafujcie tak łatwo, że mam jakiś interes w tym aby się "lukrować" się jako tatuś lub partner na tym forum. Nie znamy się, nic praktycznie o sobie nie wiemy - moglibyśmy się minąć na ulicy i żadne z nas nie zorientowałoby się, kto jest kto. Czyż nie?

                            Zapewniam Was - mam do siebie (chyba jednak) odpowiedni dystans a Wasze słowa krytyki przyjmuję z pokorą - nie powodują one u mnie rekacji oddalania się w kąt pokoju i nerwowego mamrania paluchem w rogu koszuli... wink

                            Jeśli sobie jednak przypominacie - nie to było Leitmotivem tego wątku... Jeśli nie pamiętacie CO - uprzejmie proszę o ponowne przeczytanie mojego pierwszego postu.

                            Powiem szczerze, że jestem "nieco" rozczarowany - oczekiwałem konkretnych odpowiedzi (które od niektórych osób - np. kobieta306 i jeszcze możę ze 2 osób - przepraszam ale nie pamiętam nicków) jednak otrzymałem. I o to właśnie chodziło. Wolę usłyszeć: "chłopie płacisz za mało", "nie włączaj tej dodatkowej kasy do alimentów", "skontaktuj się z Jugendamt", "rób to i to w sprawie dziecka" itd. itp. Za te odpowiedzi - jak i za "studium mojej osoby" - dziękuję wink

                            Pozdrawiam

                            NIKT
                            • nikt-1234 Suplement do poprzedniego postu 16.10.12, 12:48
                              ...dla ciekwskich - lektura nieobowiązkowa - poniżej post z innego forum (nie jest mojego autorstwa ale przylega jak "mokre majtki do tyłka" - czyli: mojej sytuacji).
                              Co do sądów, odbierania opieki nadz dzieckiem matce i przydzielania ojcu, to chyba żyjemy w innych wymiarach a nasze stanowiska mijają się o lata świetlne... Chyba (niektórzy) nie wierzycie, w to co piszecie... Autor poniższego postu (jako jeden z wielu) walczył i poległ - powód: zdolności aktorskie osób dotkiniętych schorzeniem, o którym pisałem są nie do opisania.

                              Dla jasności i odpowiadając na zarzut "bycia wygodnym ojcem" powtarzam jeszcze raz: córka nie zdradza na chwilę obecną żadnych niepokojących obiawów (krzywdzenia jej przez matkę) - stąd moje pasywne podejście do sprawy. Zakładając nawet, że z pomocą sądu udałoby mi się odebrać córkę matce, zrobiłbym dziecku (na dzień dzisiejszy) większą krzywdę niż myślicie. Jeśli jednak córka zdradzi chociażby minimalne obiawy tego stanu, nie ma szans żebym ją oddał matce. Stąd moje czekanie na właściwy moment.

                              Co do mojej sytuacji zawodowej, zarobków itd. - nie chwalę się tym a podałem te informacje dla lepszego obrazu całej sytuacji. Zapewniam jednak, że do wszystkiego doszedłem własną ciężką pracą a nie złodziejstwem, znajomościami, itd. Może nie uwierzycie (a mnie na tym zupełnie nie zależy), że były "chwile" (trwające po kilka/kilkanaście miesięcy), że z trudem wiązałem koniec z końcem.

                              ...ale do rzeczy - poniżej obiecany post:

                              Być może pewnym wyjaśnieniem "specyfiki" i konieczności odrębnego, szerszego podejścia do problemów związków z osobami BPD jest teoria obiektu Kernberga. W związku w miare stabilnym, w którym nie ujawniają się rażąco problemy typowe dla BPD (partner non-BPD b. dużo pracuje) - pojawia się (mocno oczekiwany, wręcz upragniony przez niedojrzałą emocjonalnie matkę) NOWY OBIEKT - dziecko. Dziecko staje się nagle centrum świata dla mamy, która widzi, że jest to wreszcie ktoś od niej całkowicie uzależniony, pod całkowitą kontrolą, z kim można stworzyć tak oczekiwaną pełną "symbiozę"...wink W istocie tak było, moja borderka wydawała się z początku wręcz idealną oddaną matką. Wtedy też oddalała sie ode mnie stopniowo, czasem wręcz "scalała sie" z dzieckiem, zwłaszcza w sytuacjach konfliktowych, starała sie wytwarzac we mnie poczucie winy itd itp. Jednocześnie zobaczyła jak kocham dziecko i jak dojrzała moja miłość i odpowiedzialność - co dało efekt i reakcje z jej strony odwrotne do oczekiwanych (sięganie do nieistotnych spraw z przeszłości, robienie ze mnie "złego ojca" - podczas gdy było odwrotnie). Wytworzył się stopniowo patologiczny model "rodziny" (zamiast RODZICE i DZIECKO) - MAMA Z UZALEŻNIONYM DZIECKIEM I TATA (dużo pracujący, deprecjonowany, spychany na ubocze jako skarbonka i "zło konieczne"). Ujawniła sie nagle postawa skrajnie roszczeniowa mamy (pretekstem zawsze było niby dziecko i jego ogromne nienasycone "potrzeby" a nawet zabezpieczenie. Pojawiły się zarzuty dotyczące rzekomego braku bezpieczeństwa (nie było ślubu między nami). Deprecjacja i obwinianie postępowało (jednak jak już wspominałem - uporałem się z rozbudzonym przez mamusię patologicznie poczuciem winy - dzięki częstym kontaktom z córką, bezwarunkowek miłości do niej i temu co córka mi odwzajemnia). Coraz częściej widzę jednak, wyraźnie dostrzegam problemy i konflikty na linii mama - córka (córka ma 7 lat i jest naturalne, że coraz bardziej próbuje być niezależna, poza pełną kontrolą mamy). Najgorsze jest patrzenie na to gdy córka potrzebuje bliskości lub ciepła (np przytulenia przed snem - co ja od razu staram sie robić), spotyka bariere zdenerwowania ze strony zajętej czym innym mamy (masz szybko zasypiać a nie wyprawiać jakieś cyrki, ma być spokój i spij!), w końcu pojawiają się łzy i płacz córki (rozpacz) - a to zamiast potrzeby jej ukojenia wzbudza w mamie... agresję wobec dziecka, pojawiają się wymioty, spazmatyczny płacz i prośby aby przestała krzyczeć... To traumatyczne chwile, pozostawiające trwały ślad i u dziecka i u mnie jako taty. Na parodię zakrawa fakt, że na zewnątrz moja była borderka uchodzi za idealną, ciekawą i nietuzinkową oraz wesołą mamusię oraz atrakcyjną osobę. Wystarczy poczytać w wielu publikacjach, że osoby niedojrzałe emocjonalnie nie są w stanie znieść płaczu (rozpaczy) swoich bliskich i reagują wtedy często gwałtowną agresją...
                              • teuta1 Re: Suplement do poprzedniego postu 19.10.12, 23:26
                                Wspaniały fragment udało Ci się wkleić. Ile lat ma Twoja córka? Już siedem, czy jeszcze nie?
                                Mam przyjaciela, którego żona zachowuje się podobnie jak opisana we wklejonym przez Ciebie wątku. Dochodzi do tego, że z synem zamyka się w pokoju, bo "tatuś jest do niczego". A on kocha żonę i boi się, że syn straci z nim kontakt, jeśli by się zdecydował na bardziej radykalne kroki. Ja już powoli przestaję tego słuchać. Pozostali przyjaciele też, bo facet nic z tym nie chce zrobić. Straszne to wszystko.
                      • tricolour A co Cię tak dziwi? 15.10.12, 23:16
                        Bo piszesz jakiś pokrętny post, potem czepiasz się moich kobiet zamiast słowem choć jednym napisać wprost o co chodzi, gdzie tak błądzę.

                        Przyznam, że mnie zawstydzasz: przyciągasz porządnych facetów, z łatwością zostawiasz im dzieci na wychowanie, chwalisz się raz po raz (ze dwa razy na tydzień) płaconymi alimentami. Przepraszam, mimo zawstydzenia nie będę jednak czerpał z tego wzorca...
        • luna67 Re: Alimenty na dziecko przebywające za granicą 17.10.12, 15:50
          Nikt-1234 napisal:
          "P.S.
          Właśnie się dowiedziałem, że ex dostała dzisiaj od moich rodziców na córkę w związku z jej przyjazdem 500 zł. Po 250 zł od babci i od dziadka... Standard. Nie mam nic przeciwko temu, bo dziadkowie są za małą i takie kwoty raz/dwa razy na kwartał (lub częściej) to normalka. Poza tym to ich pieniądze i się nie wtrącam a wręcz cieszę. Myślicie jednak, że matka mojej córci to docenia? Zdziwilibyście się jak chamska potrafi być dla moich rodziców. Czekam więc na głosy tych "sprawiedliwych orędowniczek niesprawiedliwie traktowanych matek". Powiem jedno - moja ex nawet gdyby dostawała ode mnie 10 000 zł/mies. to i tak byłoby mało, bo z miejsca wymyśliłaby kolejny mega-ważny powód, że córka jeździ Audi a nie np. Ferrari... Co inteligentniejsze osoby "skumały wątek"...

          Moje pytanie; czy masz zamiar do 27-roku zycia corki ulegac exi? znosic jej fochy i tolerowac jej kaprysne zachowanie? jezeli tak, to nie czytaj ponizszej mojej wypowiedzi. Dobro corki nie ma tu do rzeczy.

          Jezeli nie (bo to jest najbardziej prawdopodobne; wystarczy jak poznasz kogos), to wez pod uwage, ze exia jak nie spelnisz jej kaprysu albo sie dowie o "nowej" poda ciebie i tak do sadu....., i jezeli sad uzna, ze masz placic na corke 259,- Euro (349,- Euro minus polowe Kindergeldu), to zona moze od ciebie zarzadac 3 lata wstecz zaleglej dyferencji!!!!! i pamietaj, ze dobrowolne placenie np.; na auto nie wlicza sie w alimenty.

          Moj maz doszedl niby do porozumienia z exia i placil jej calosc alimentow na 2-ke dzieci, 1000,- Euro alimentow i 200,- za wspolne raty (alimenty na dzieci wynosily; 1075,- Euro). Dwa lata bylo ok. dopuki mnie nie poznal, ......i musial nadplacic prawie 2.000,- euro, bo sad te 200,- za raty nie uznal jako alimenty. Paranoja....Niby dla nas pryszcz, ale te nerwy i ciagota po sadach...
          Moj ex skolei nie placil zadnych alimentow na nasze dzieci, bo tak uzgodnilam z nim, mial sie tylko troszczyc o oplaty na ksiazeczki oszczednosciowe dla dzieci. Dzien dzisiejszy; ksiazeczki zostaly zlikwidowane nie wiadomo kiedy (nie dociekam)wink, jest tak jak przypuszczalam, ale mialam z nim swiety spokoj, ktory jest bezcennysmile)))

          Nie tylko ty popelniasz ten blad, ale tez twoi rodzice! Twoja corka jest za mala zeby zrozumiec od kogo, poco, naco sa pieniadze, ona widzi, ze mama sie o wszystko troszczy i tak dlugo pozostanie. I prosze nie pytaj sie nikogo, czy twoja exia uzna szczodry dar twoich rodzicow, bo ty juz sam sobie na to pytanie odpowiedziales. Lepiej byloby dla ciebie jakby twoi rodzice (od siebie) dali tobie te pieniazki a ty w ramach alimentow przeslalbys exi....

          Chcesz miec czyste sumienie, spokojnie spac i myslec o swojej przyszlosci?; moja rada; sprzedajcie auto, i inne wspolne rzeczy, podzielcie sie, skontaktuj sie z prawnikiem zajmujacym sie rodzinnym prawem niem. i plac na corke odpowiednio, zarzadaj odwiedziny corki min. 2x w miesiacu na 2-3 dni, bo w niemczech kazdemu ojcu to przysluguje.

          I wtedy ty bedziesz gora. Ach i jeszcze jedno, jezeli sad przyzna tobie odwiedziny corki, a zona bedzie wszystko robila zeby do tego nie doszlo, mozesz ucinac alimenty z poprzednia konsultacja prawnicza (dowody sa wazne).

          Ps.
          Przepraszam za chaos w mojej wypowiedzi, ale mam do tego powosad((( ...auawink i moje bledy jako wyraz kreatywnosciwink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja