nikt-1234
11.10.12, 13:35
Witam,
mam serdeczną prośbę o poradę. Z góry przepraszam za przydługi wstęp ale wg mnie niezbędnę jest przytoczenie kilku istotnych faktów: otóż jestem ojcem 4,5 letniej córki. Z matką dziecka nigdy nie byliśmy małżeństwem. Mieszkaliśmy razem, rozstawaliśmy się i tak w kółko. Obecnie nie jesteśmy razem. Matce od narodzin naszej córci przekazuję (regularnie co miesiąc) ustaloną między nami stałą kwotę na potrzeby córki (oczywiśce z zaznaczeniem tego w tytule przelewu). Z cóką cały czas mam kontakt (zabieram ją do siebie) i naturalnie pokrywam wszelkie wydatki związane z jej pobytem u mnie (w weekendy). Mieszkam u rodziców (co pewnie ma zanczenie dla wysokości alimentów). Po 3 latach matka założyła mi jednak sprawę o alimenty, bo było "za mało". Wszystko zakończyło sie jednak ugodą, o którą wystąpiła matka (jako matka powódki i składająca pozew) - udowodniłem bowiem, ile (poza w/w kwotą) wydaję na córkę + dodatkowe dochody matki, których nie ujawniła w pozwie. Od tej pory płacę regularnie zasądzone alimenty i regularnie (co pół roku) je podwyższam. Do tego przelewam matce co miesiąc lub rzadziej (raz na dwa-trzy miesiące w zależności od potrzeb i wydatków na córkę), dodatkowe kwoty: 200-300 zł np. na ferie zimowe/letnie, wyjazdy na weekendy, ubranka na bal karnawałowy itd. Generalnie - na każde zawołanie matki. Alimety, które płacę w tej chwili to 570 zł/mies. Do tego pokrywam 1/2 raty kredytu (200 zł) za nasze wspólne auto (matki i moje), które - ze względu na dziecko - matka ma do swojej wyłącznej dyspozycji (oczywiście nazywa się to "pod potrzeby córki"). Auto zostało sfinansowane jednak w 80% przeze mnie (wkład własny przy zakupie) - pozostała część to kredyt, który tak jak pisałem, spłasamy pół na pół. Oczywiście matka nie traktuje niestety sfinansowania w/w pojazdu jako mojego wkładu finansowego w potrzeby córki. Roszczenia przybierają na sile i ciągle jest mało...
Sytuacja się jednak skomplikowała, ponieważ jakiś czas temu matka wyjechała z córką do Niemiec (prawdopodobnie są tam już zameldowane i pewnie zostaną tam na stałe. Obywatelstwa /chyba/ jeszcze nie mają, choć do tego wszystko zmierza). Matka pracuje i zarabia w Niemczech (ok. 1 000 - 1 500 euro netto - wynajmuje tam mieszkanie i dodatkowo ponosi jeszcze koszty utrzymania swojego mieszkania w Polsce), ja zostałem w Polsce - pracuję i zarabiam również tutaj. Moje obecne wynagrodzenie to ok. 8000 zł netto miesięcznie (choć za rok będzie wynosiło ok. 5 000 zł netto, ponieważ w chwili obecnej mam jeszcze premię udzieloną na okres przejściowy - do grudnia 2013). Oczywiście pewnie już się domyślacie, iż w związku z wyjazdem za granicę matka wystąpiła do mnie "z prośbą" o podwyższenie alimentów w związku z tym, że wydatki na córkę w Niemczech drastycznie wzrosły (samo przedszkole kosztuje podobno 260 euro/miesiąc) - wystąpiła o dodatkowe 200 zł (dwieście), co łącznie z tym co płacę + ratą kredytu za auto = 1000 zł/mies. Jeśli się nie zgodzę, założy mi sprawę w sądzie (w Polsce).
W związku z tym mam kilka pytań:
1) czy emigracja i w związku z tym wyższe wydatki na dziecko są przesłanką do podwyższenia alimentów, czy sąd bierze jednak pod uwagę "polskie realia"?
2) czy dogadać się z matką co do podwyżki i zgodzić się na te 200 zł, czy jednak zdać się na sąd i pozwolić aby rozstrzygnął kwestię podwyższenia alimentów?
3) czy jeśli mam dogadać się z matką i zgodzić się na te dodatkowe 200 zł, mam je włączyć do kwoty alimentów (płacić razem: 870 zł) czy przelewać alimenty osobno (570 z) a te 200 zł osobno z dodatkowo z adnotacją: "Na dodatkowe potrzeby dziecka". Ewentualnie płacić całą ratę za auto.
4) utrzymuję kontakty z matką (mailowe, telefoniczne) w sprawie dziecka - utrzymuję w tej korespondecnji, że jestem za jej pomysłem z emigracją i pobytem dziecka w Niemczech ale robię to wyłącznie dla dobra sprawy - gdybym się sprzeciwił, dyskutował, pórbował je zawrócić, nie otrzymywałbym żadnych wieści o córce. Co mogę jednak zrobić, żeby (raczej w przyszłości, nie dziś) mieć wpływ na to gdzie bęzie przebywała/mieszkałą córka. Dziecko jest zżyte z matką i jest za matką - gdybym próbował na siłę ściągnąć je dziś z zagranicy, wyrządziłbym córce tylko większą krzywdę niż pożytek. Matka ma jednak (nazwijmy to) problemy z psychiką - na dziś nie są one groźne dla córki ale obawiam się, że z czasem (jak córka wejdzie wokres buntu) mogą się uaktywnić. Chciałbym więc zabezpieczyć możliwość powrotu córki do Polski w chwili, jak sobie tego zażyczy. Tylko jak? Nadmienię, iż w sądzie ani matka córki ani ja nie zakładaliśmy sprawy o opiekę nad dzieckiem
5) generalnie - co mam zrobić w tej sytuacji (dziś ale i w przyszłości)?
Proszę o zrozumienie - nie chodzi mi o te 200 zł, bo mnie stać ale o eskalację roszczeń matki i uczciwość (30 000 zł, które włożyłem w auto + remont jej mieszkania - to kolejne 6 000 zł), która traktuje alimenty również jako swoje "wynagrodzenie za opiekę nad córką" (!) W takim tempie, to jak moja córka będzie miała 18 lat, matka będzie pewnie oczekiwała ode mnie alimentów wysokości 10 000 zł.
Z góry dziękuję za odpowiedzi.
Pozdrawiam
Tata