rozwód a dziecko

20.10.12, 18:14
uważam że utrzymywanie fikcyjnego małżeństwa dla "dobra dziecka" jest błędem i porażką życiową. nie chcę brnąć w takie rozwiązanie.
najbardziej martwi mnie jednak dziecko. mały ma teraz 10 m-cy.
czy jesteśmy w stanie wychować go na 'normalnego' człowieka?
wkońcu będzie dzieckiem z rozbitego małżeństwa? nie mam w rodzinie takich sytuacji. nie mam nikogo bliskiego zeby zapytać. czy powinnam iść z moimi wątpliwosciami do psychologa?? najbardziej boję się o synkasad
czy moja decyzja życiowa nie zaważy drastycznie na jego życiu.
w tych wszystkich moich rozważaniach zakładam normalne stosunki z mężem po rozwodzie.
    • yoma Re: rozwód a dziecko 20.10.12, 18:22
      10 miesięcy? Toż on nic nie zauważy, dla niego będzie normalne, w cokolwiek go wpakujecie. Chyba to ty się boisz piętna "dziecka z rozbitego małżeństwa".

      Chociaż nie wiem, czy sytuacja, w której rodzice mieszkają razem i wymijają się bez słowa na korytarzu, będzie dla dziecka dobrym wzorcem na przyszłość.
    • ma-da-ma Re: rozwód a dziecko 20.10.12, 18:48
      ja to boję się "gadania" w pracy, ale jakoś to przeżyję.
      najważniejszy jest synek.
      chodzi mi o wzorce. rodzina to mama tata i dziecko/i. u nas będzie inaczej. będę ja z synkiem. tatus nie będzie mieszkał z nami. jak wychowac dziecko w tym wszystkim. jak tłumaczyć,kiedy. co zrobić żeby wychowac na dobrego człowieka. żeby nie było w nim złości za 15 lat kiedy naprawde zrozumie. o to wszystko się boję.
      myslę że powinnam iść do psychologa,mam mętlik w głowiesad
      • altz Re: rozwód a dziecko 21.10.12, 11:00
        ma-da-ma napisała:

        > żeby nie było w nim złości za 15 lat kiedy naprawde zrozumie. o to wszystko się bo
        > ję.
        > myslę że powinnam iść do psychologa,mam mętlik w głowiesad

        Zaczyna mnie wkurzać ten stały tekst o wyręczaniu się psychologiem.
        Psycholodzy sami nie potrafią sobie poradzić ze sobą, połowa z nich ma własne problemy z własną głową, nie potrafią wprowadzić i wymagać standardów w swoim środowisku, nie mają kodeksu etyki, bo nie chcą, większość nie ma superwizji, stosują z uporem maniaka jakieś stare i wycofane metody, dużo można o tym pisać. I Ty chcesz, żeby ktoś z tego środowiska Ci pomógł? smile

        Sama musisz podjąć decyzję czy być z mężem, ale nie ma ludzi idealnych. Liczy się bilans zysków i strat. Coś się zyskuje, a coś się traci. Jeśli faktycznie macie poważne powody, żeby się rozstać, to nie ma na co czekać, tylko trzeba uczciwie porozmawiać i zatroszczyć o równe prawa dziecka do obojga rodziców.
        U mnie były ładne słowa przed rozwodem, a skończyło się jak zwykle, tylko na deklaracjach. Możliwe, że Była Pani zyskała coś na rozwodzie i to też nie jest pewne, większość członków rodziny bardzo dużo straciła, a rodzina się rozpadła.
        Spodziewałem się tego, ale tak już jest, jeśli sobie pozwolimy na brak szacunku, to tak nas będą traktować. Proponowałem inne rozwiązania, ale w naszych polskich warunkach kobieta jest za silną stroną, więc nie jest zainteresowana jakiś porozumieniem.
        • yoma Re: rozwód a dziecko 21.10.12, 16:04
          > Zaczyna mnie wkurzać ten stały tekst o wyręczaniu się psychologiem.

          I tu masz pan rację, panie Altz.
          • ma-da-ma Re: rozwód a dziecko 21.10.12, 22:07
            Zaczyna mnie wkurzać ten stały tekst o wyręczaniu się psychologiem
            I tu masz pan rację, panie Altz.

            w sumie może to i racja..znam 2 psychologów-dziwni ludziesmile
            tak,sama musze podjąć decyzję,odwlekam ją w czasie choć uważam że wizyta w sądzie jest nie unikniona. utrzymywanie tego czegoś czego małżeństwem nazwać nie mogę jest wykonalne,aczkowliek wykancza moja psychikę. mogliyśmy ciagnąć ten cyrk nadal, i mąż uważa że możemy, ale ja mówię stop. sad
    • smarhta Re: rozwód a dziecko 21.10.12, 10:15
      Zajrzyj do starego watku: Dziecko a rozwód

      Wg mnie tez malzenstwo utrzymywane jedynie dla dobra dziecka to nic dobrego, bo jesli nic wiecej malzonkow nie wiaze, to temu dobru nie sluzy. Dlaczego rozwod jest zly dla dziecka? Zwlaszcza w przypadku tak malego dziecka? Wydaje mi sie, ze brak wzorcow. Ale wzorce w malzenstwie utrzymywanym na sile sa jeszcze gorsze, jak mysle.

      Natomiast mnie zastanawia cos innego. Jesli jestescie gotowi utrzymywac malzenstwo dla dobra dziecka to albo jego dobro jest dla Was naprawde duza wartoscia, albo to malzenstwo nie jest az tak zle i moze jest o co powalczyc? Przemyslec?

      Osobowosc sie nie zmienia w tak krotkim czasie (chyba, ze w wyniku choroby). Zmienia sie w ogole w bardzo niewielkim stopniu na przestrzeni calego zycia. A przeciez kiedys cos do siebie czuliscie, byl jakis powod, zeby zalozyc rodzine. Owszem, moze byc tak, ze sie wystarczajaco dobrze nie znaliscie w momencie podjecia decyzji. Ale najczesciej w zwiazku szfankuje po prostu komunikacja. Osoby te same, z tymi samymi zaletami i wadami co na poczatku, tylko "zapomnialy" jak sie dogadywac. Jesli to jest to, a wrogosci jeszcze miedzy Wami nie ma, to moze sie udac zwiazek naprawic, nie tylko na tyle, zeby przetrwal, a na tyle, zeby dla obojga bylo to szczesliwe zycie?
      • ma-da-ma Re: rozwód a dziecko 21.10.12, 22:13
        Jesli jestescie gotowi utrzymywac malzens
        > two dla dobra dziecka to albo jego dobro jest dla Was naprawde duza wartoscia,
        > albo to malzenstwo nie jest az tak zle i moze jest o co powalczyc?

        Z mojej strony jestem gotowa wiele znieść, poświęcić wszystko-a do tej pory naprawdę wiele poswięciłam. Problem polega na tym że jeszcze kilka kłotni i sama wyląduję w psychiatryku. Ten człowiek mnie męczy. Nie jest tą samą osobą za którą wyszłam za mąż, albo poprostu za mało go znałam. Mogłabym nadal zaciskać zęby i udawać że jest ok. Ale kiedy mały płacze podczas kolejej kłótni..nie,mam dość. Ja nie dorastałam w domu pełnym złości,kłótni, i nie chcę takiego życia dla mojego synka. Wolę żyć biedniej ale szczęśliwie.
    • cozzycie_80 Re: rozwód a dziecko 21.10.12, 11:15
      Ma-da-mo, w październikowych "charakterach" jest fajny artykuł "rozwiedzione dzieci". Ale Twoje dziecko jest malutkie i teraz raczej nie będzie przeżywać Waszego rozstania wink
      Jeżeli uważasz, że to Cię uspokoji to idz do psychologa, natomiast zgadzam się trochę z Altzem.
      Ja sama ze sobą biegam do psychologa, ale to zupełnie inne problemy, u dziecięcego też byliśmy.
      A od kiedy z byłym mężem normalnie się dogadujemy, to z Małą (ma 5 lat) jest naprawdę dobrze.
      Codziennie mam nadzieję, że to nie jest tylko dobry humor mojego byłego big_grin
      • stefaninka Re: rozwód a dziecko 21.10.12, 11:24
        tez się boję o przyszlość mojego synka. Czy nie będzie na nim piętna dziecko z rozbitej rodziny. Z mąż z synem ma bardzo dobry kontakt. widuja się, jego obecna kobieta wie o tym. Chyba akceptuje bo jest z nimi jak Junior jest u niego na wekend. Niewiem jak to wygląda chyba nie chce wiedziec.
        Mysle ze na siłe być ze sobą nie ma sensu. To wyjdzie predzej czy poźniej. Moj np. miał romans 2 lata. Nie ma zadnych szans na powrót i to nie z mojej strony tylko z jego. Ja podejrzewam ze dla dobra dziecka rzuciłabym mu sie na szyje, jakby tylko powiedział, że mnie kocha i abym wróciła. Musimy być twarde.
        • cozzycie_80 Re: rozwód a dziecko 21.10.12, 11:30
          Ale o jakim piętnie mówicie?!!! W obecnych czasach?
          Nie wiem w jakich miejscowościach mieszkacie, ale ja w przedszkolu mojej córy usłyszałam, że co trzecie małżeństwo jest po rozwodzie. A byłam w wielkim szoku, bo jak są te wszystkie spotkania, to Ci rodzice wyglądają jakby wciąż byli małżeństwem wink
          Z dzieckiem trzeba rozmawiać, tłumaczyć mu, może spotka się w szkole z jakimiś złośliwościami (dzieci potrafią być okrutne), a może nie. Tym bardziej, że ja już wiem, że moja córka, nie będzie jedynym dzieckiem po rozwodzie rodziców.
          W kupie raźniej big_grin podobno ;D
          • stefaninka Re: rozwód a dziecko 21.10.12, 11:43
            widzisz Ty juz masz to ze sobą masz starsze dziecko od naszych maluchów. Wiesz jak wygląda środowisko w przedszkolu.Dla mnie to jest taka nowość, że póki co myśle jeszcze kategoriami " Dziecko z rozbitej rodziny", " samotna matka z dzieckiem" Niestety. Boli mnie to strasznie i do innego myślenia chyba trzeba dojrzeć powoli.
            Tez słyszałam od sasiadki przedszkolanki, że co 3 dziecko ma rodziców rozwodników. Obserwujac mnie i meza mowi wy i tak jestescie poukładani. Sa takie dzieci których ojciec ma zakaz odbierania dziecka.
          • tricolour Piętno polega na ... 21.10.12, 12:00
            ... na rozbitym domu ( maił być stabilny), braku jednego z rodziców na codzień, braku wzorca osobowego do naśladowania, bólu rozstania, niepewności emocjonalnej i często finansowej. Nie są to komfortowe warunki do wychowywania nawet jeśli rodzice dobrze się po rozwodzie dogadują.

            Ile by się dziecku tłumaczyło, to i tak się nie wytłumaczy dlaczego rodzice budowali dom, a zrobili wszystko, by go zburzyć.
            • cozzycie_80 Re: Piętno polega na ... 21.10.12, 12:09
              tricolour napisał:

              > ... na rozbitym domu ( maił być stabilny), braku jednego z rodziców na codzień,
              > braku wzorca osobowego do naśladowania, bólu rozstania, niepewności emocjonaln
              > ej i często finansowej. Nie są to komfortowe warunki do wychowywania nawet jeśl
              > i rodzice dobrze się po rozwodzie dogadują.
              >
              > Ile by się dziecku tłumaczyło, to i tak się nie wytłumaczy dlaczego rodzice bud
              > owali dom, a zrobili wszystko, by go zburzyć.

              ok, Tri dzięki, o to również się martwię. Zrozumiałam, że autorka boji się trochę czegoś innego.
              Ale nie zgadzam się, że dziecko tego nie zrozumie. Uważam, że lepiej kiedy widzi szczęśliwych rodziców (mimo, że nie są razem), w jakiś sposób szanujących się niż patrzących na siebie z nienawiścią, kłócących się itd.
              Mieszkam 5 minut drogi od mojego byłego męża (wybrałam takie miejsce zamieszkania, żeby był blisko), może nie będzie już tak jakbyśmy mieszkali razem, ale może widywać sie z córką codziennie, może przekazywać jej swoje wartości, wszystko co dotyczy dziecka możemy robić wspólnie. I mimo, że tak jak większość kobiet, nie mogę narzekać na byłego, bo ma dość częsty kontakt z córką, to jednak codziennie tego czasu nie znajduje.
            • argentusa Re: Piętno polega na ... 21.10.12, 12:14
              > Ile by się dziecku tłumaczyło, to i tak się nie wytłumaczy dlaczego rodzice bud
              > owali dom, a zrobili wszystko, by go zburzyć.
              Jak pragnę zdrowia, nie doemonizujmy.
              Rozwód rodziców nie jest niczym fajnym. Ale są naprawdę gorsze tragedie.
              Przy tak małym dziecku można wiele dobrych wzorców wprowadzić i dla niego to będzie jego norma.
              A niepewność emocjonalna i finansowa oczywiście nie występuje w naturalnych rodzinach. heheheh. No i wzorce osobowe są idealne tylko z tego powodu, że są genetycznie powiązane z dzieckiem.
              Bo przecież po rozwodzie dziecko nie może mieć innego męskiego/żeńskiego wzorca niż tylko rodzic.
              uuu, strrrrasznie współczuję. Zwłaszcza swojemu dziecku w rz oraz adopcyjnemu. Tutaj to juz w ogóle masakra. Pomijam partnerkę taty i mojego partnera. Bo to przecież nie mogą być DOBRE wzorce.
              Naiwność granicząca z fanatycznym idealizmem.
              Ar.
              • tricolour Tak, to nie są dobre wzorce... 21.10.12, 13:57
                ... choćby przez poprzestanie na tzw. partnerstwie. Miałaś męża teraz masz namiastkę męża nie tylko w warstwie znaczeniowej, ale także formalnej i nie tylko. Coś się zadziało i dzieje nadal, że tworzysz związek ograniczony przez jakąś blokadę: partnerstwo jest elementem małżeństwa, jego częścią. Coś takiego jest, że poprzestaliście na partnerstwie i to nie jest dobry wzorzec.
                • smarhta Re: Tak, to nie są dobre wzorce... 21.10.12, 15:33
                  Dlaczego?
                  • argentusa Re: Tak, to nie są dobre wzorce... 21.10.12, 16:27
                    Bo tak napisał Tri.
                    hihihi, fanatyzm w każdej postaci jest upośledzeniem. Ale o tym to ja juz pisałam.
                    Aha, wg Tri, nienormalne jest to, ze moje dziecko nie mieszka ze mną (u Tri jak wiadomo WSZYSTKIE jego dzieci razem mieszkają wink ), no i każde ma innego ojca. Chociaż formalnie, to dwoje ma tego samego. Ale żeby to pojąc, to trza mieć ciut szersze horyzonty.
                    Nie każdemu to dane, nie każdemu wink))
                    Ar.
                    • tricolour Nie okłamuj naszej koleżanki... 21.10.12, 21:57
                      ... bo o czym innym pisałem w poprzednim poście. Pisałem o partnerstwie jako substytucie małżeństwa i o tym milczysz.

                      Poza tym rzeczywiście nienormalne jest, by każde dziecko mieć z innym facetem. I tu nie chodzi o szersze horyzonty tylko przyzwoitość czyli węższe kolana.
                      • mola1971 Re: Nie okłamuj naszej koleżanki... 21.10.12, 22:13
                        tricolour napisał:
                        > Poza tym rzeczywiście nienormalne jest, by każde dziecko mieć z innym facetem.
                        > I tu nie chodzi o szersze horyzonty tylko przyzwoitość czyli węższe kolana.

                        Tri, dlaczego Ty się ciągle czepiasz Ar i jej dzieci? Już raz Ci to wyjaśniałam, ale widać nie dotarło, więc jeszcze raz łopatologicznie - Ar ma troje dzieci, z czego jedno jest jej dzieckiem biologicznym, jedno zaadoptowała, a dla jednego jest rodziną zastępczą. Zatem w przypadku dwojga z trojga jej dzieci, to nie ona, lecz jakieś inne kobiety je urodziły, a więc stosując Twój język, miały szersze kolana.

                        W wolnym kraju żyjemy, wolnymi ludźmi jesteśmy i każdy ma prawo żyć jak chce. Jedni mają wyłącznie dzieci biologiczne, inni adoptowane, a jeszcze inni dzieci w ogóle nie mają. I wszyscy mają prawo do swoich wyborów. Podobnie jest ze związkami - jedni żyją w małżeństwach, inni w związkach partnerskich, a jeszcze inni żyją sobie samotnie. I tu również wszyscy mają prawo żyć jak chcą. Czasy, w których obowiązywał jeden, jedynie słuszny model życia, na szczęście minęły bezpowrotnie.
                        • tricolour Ja się czepiam? 21.10.12, 23:59
                          Dziwne, bo odnoszę wrażenie, że mnie się czepiają i to kłamstwem na mój temat. Wchodzi Argentusa w rozmowę i ocenia, nawet nie zachowanie.

                          Mnie dzieci Argentusy nie obchodzą. Może ich mieć z piętnaście - jej sprawa. Chce się chwalić co dwa tygodnie - jej sprawa, ale to już śmieszne. Z kim te dzieci i kto ma, kto z kim mieszka, kto rodził, a kto tylko jeść daje też mnie nie obchodzi, tyle że zawiłość sytuacji rodzinnej nie jest powodem do afirmacji tej zawiłości. A jeśli już - jak piszesz - jej rodzina jest wzorem do naśladowania (i piszę to serio myśląc o dobru dzieci, którym zapewnia rodzinę) to trzeba się na coś zdecydować: albo skromność albo pycha. Albo milczymy albo opowiadamy czekając na oklaski. Jedno wymieszane z drugim, a szczególnie półgębki z oklaskami, tworzy atmosferę jakiegoś fałszu. Rozumiesz, co mam na myśli?

                          Podobnie z partnerstwem, które nic nie znaczy przez swoją pojemność. Jest narzeczeństwo, małżeństwo, konkubinat i one znaczą. Osoba, która żyje w konkubinacie powinna mieć odwagę nazwać w czym żyje, a nie zasłaniać "partnerstwem". No chyba, że jest jeszcze inne rozwiązanie...
                          • mola1971 Re: Ja się czepiam? 22.10.12, 09:44
                            Nie czepiasz się? A czym jeśli nie czepianiem się jest to:

                            Poza tym rzeczywiście nienormalne jest, by każde dziecko mieć z innym facetem. I tu nie chodzi o szersze horyzonty tylko przyzwoitość czyli węższe kolana.

                            Tri, to zwyczajnie chamskie było i dobrze wychowanemu człowiekowi (płci obojga) coś takiego w ogóle przez gardło nie powinno przejść. Zarzucasz kobiecie nienormalność i sugerujesz brak przyzwoitości. I to mnie zniesmaczyło.

                            Co do związków partnerskich, to jak zwał tak zwał, może być i konkubinat. To tylko słowo, tylko jakoś tak w języku polskim w zależności od osób, których to dotyczy, używa się partnerstwa i konkubinatu zamiennie. Pan Zenek spod budki z piwem żyje konkubinacie, ale już Kulczyk ma partnerkę. Dlatego nie winiłaby ludzi za to, że nie lubią słowa konkubinat.
                            • tricolour Owszem, zarzucałem nieprzyzwoitość... 22.10.12, 21:38
                              ... bo tekst "mam trójkę dzieci, a każde z innym facetem" takie coś wręcz narzuca. Czym innym jest bowiem taki komunikat, a czym innym "mam trójkę dzieci: własne, adoptowane i dodatkowo tworzę rodzinę zastępczą". Zresztą nie rozumiem po co w ogóle rozróżniać własne dzieci ze względu na ich pochodzenie? Ty rozróżniasz? Ja nie!

                              Nie zauważyłem, by używano konkubinatu i partnerstwa zamiennie. Zauważyłem za to wyjątkową niechęć do nazywania konkubinatem konkubinatu, w którym się żyje. A więc żyje się z związku, którego nie chce się nazywać i szuka określenia zastępczego. Jak w "Sztosie". Zamiast "okradłem klienta" mówiono "on chciał mi się przyjąć". Może lepiej nie kraść?
                              • yoma Re: Owszem, zarzucałem nieprzyzwoitość... 22.10.12, 21:41
                                > a czym innym "mam trójkę dzieci: wła
                                > sne, adoptowane i dodatkowo tworzę rodzinę zastępczą". Zresztą nie rozumiem po
                                > co w ogóle rozróżniać własne dzieci ze względu na ich pochodzenie?

                                No zaraz, moment, właśnie rozróżniłeś. Najpierw masz pretensje, że nie rozróżnia, a potem, że rozróżnia?
                                • tricolour Pretensje mam nie o to, że rozróżnia... 22.10.12, 23:57
                                  ... tylko o to, że jak już musi rozróżniać (a nie powinno się) to rozróżniać, by było adekwatne do rzeczywistości, a nie tworzyło wrażenia latawicy. Czy jak to tam nazwać...
                                  • fotm Re: Pretensje mam nie o to, że rozróżnia... 23.10.12, 21:44
                                    jestem ciekawa co jesteś jeszcze w stanie wymyślić zamiast przeprosić za prostackie zachowanie. Nazwałeś latawicą kobietę, która nią nie jest, więc postaraj się teraz zachować na poziomie. A może nie stać Cię na takie gesty?
                                    • tricolour Nie nazwałem latawicą... 23.10.12, 23:13
                                      ... i widzę, że masz jakiś osobisty problem ze mną, bo chodzisz ślad w ślad.
                                      • fotm Re: Nie nazwałem latawicą... 24.10.12, 08:33
                                        Tak myślałam, że Cię nie stać smile. I nie dolewaj sobie, po prostu jak widzę chwasta to wyrywam...
                                        • tricolour Chwasty to miałaś w domu... 24.10.12, 08:40
                                          ... teraz starasz się wyżywać na mnie za to, że zbierałaś po gębie od męża. Współczuję. Jeśli taki manekin jak ja jest Ci potrzebny do szczęścia lub zdrowienia - to proszę bardzo.

                                          Ale manipulacją, ze nazwałem latawicą, niedaleko zajedziesz, bo nie nazwałem. Po prostu nie kłam w swoim procesie zdrowienia, bo inaczej zostaniesz sama do końca życia. Tchórzliwa i zakłamana osoba odstręcza.
                                          • fotm Re: Chwasty to miałaś w domu... 24.10.12, 09:50
                                            Nie musisz mi współczuć, nie oczekuję tego od nikogo, zwłaszcza od ludzi Twojego pokroju. Burak z Ciebie wyłazi w każdym poście i tyle smile. I skąd ten pomysł, że jestem sama?
                                            • tricolour Tu się odniosłem... 24.10.12, 16:13
                                              ... forum.gazeta.pl/forum/w,24087,139770186,139855701,To_nie_brak_sensownych_argumentow_.html
                              • mola1971 Re: Owszem, zarzucałem nieprzyzwoitość... 22.10.12, 22:01
                                Tri, nie wiem gdzie znalazłeś w wypowiedziach Ar cyt.: "mam trójkę dzieci, a każde z innym facetem", bo ja takiego komunikatu nie zauważyłam, ale też wszystkiego na tym forum nie czytam. Za to odkąd jestem na tym forum (a Ar mniej więcej w tym samym czasie co ja się pojawiła) po prostu pamiętam, bo o tym pisała, jaką ma sytuację nazwijmy to macierzyńską. I szczerze ją podziwiam, bo nie wiem czy mnie byłoby stać na adopcję dziecka, że o rodzinie zastępczej nie wspomnę. Po prostu nie wiem, bo nigdy takiej decyzji nie musiałam podejmować. Ona podjęła (z jakiego powodu nie wiem, ale to nieistotne) i bardzo dobrze, że o tym pisze i traktuje jako coś normalnego i naturalnego, bo być może swoją postawą komuś pomaga.

                                Co do związków partnerskich/konkubinatów, to może napisz jakiegoś maila do Kulczyka i swoją teorię mu wyłóż. Wtedy pogadamy. Bo wiesz, kąsanie słabszych od siebie to żadna sztuka, uderz w silniejszego.
                                • tricolour Ja też jestem pełen podziwu... 22.10.12, 23:54
                                  ... i piszę to zupełnie serio. Dlatego tym bardziej nie rozumiem nonszalancji przy takim karkołomnym opisie swojej rodziny, który sugeruje coś zupełnie innego słowami z tego wątku "każde ma innego ojca".

                                  A Kulczyk nie ma żony?
                                  • mola1971 Re: Ja też jestem pełen podziwu... 23.10.12, 00:03
                                    Nie, Kulczyk nie ma żony. Miał kiedyś, ale wymienił (lub został wymieniony, szczegółów nie znam) na inny model i obecnie ma partnerkę. W pełnym tego słowa znaczeniu. Joanna Przetakiewicz, matka trójki synów i przepiękna kobieta sukcesu.
                      • smarhta Re: Nie okłamuj naszej koleżanki... 22.10.12, 04:12
                        tricolour napisał:

                        > ... bo o czym innym pisałem w poprzednim poście. Pisałem o partnerstwie jako su
                        > bstytucie małżeństwa i o tym milczysz.

                        I o to wlasnie pytam: dlaczego konkretnie zwiazek partnerski jest wg Ciebie zlym wzorcem? Co i dlaczego zmienia we wzorcach dawanych dziecku akt slubu pomiedzy wychowujacymi je osobami?

                        > Poza tym rzeczywiście nienormalne jest, by każde dziecko mieć z innym facetem.
                        > I tu nie chodzi o szersze horyzonty tylko przyzwoitość czyli węższe kolana.

                        Juz kiedys pisalam... Wstyd mi za Ciebie. Nie wiem czemu, ale tak juz mam, ze jak kogos choc troche znam a on straszne glupoty gada, albo robi cos strasznie nieprzyzwoitego, podlego to ja sie wtedy czuje zle, tak jakby wstyd mi, ze z nim w ogole gadam albo kiedys gadalam...

                        Nazywanie kogos nieprzyzwoitym za to, ze adoptowal dziecko - nie umiem tego nazwac inaczej niz skrajna glupota, no wybacz. Bo nie bardzo wierze w to, ze jestes w jakiejs obcej nam kulturowo sekcie, tak odmiennej w wyznawanych normach moralnych od nas, zeby uwazac adopcje za cos nieprzyzwoitego.
                        Raczej stawiam na bardziej oczywiste wyjasnienie: nie czytasz albo nie rozumiesz tego co czytasz i na co odpowiadasz, wiec nie wiesz o czym piszesz.
                        • tricolour Wstydź się bardziej za własne manipulacje... 22.10.12, 09:03
                          ... bo ja wyraźnie napisałem dlaczego uważam związek "partnerski" (choć nie ma czegoś takiego) za wzorzec gorszy od czegokolwiek innego. Pytasz o moją argumentację, ale jej nie czytasz i dalej pytasz o nią, jednocześnie wstydząc się, że nie ma odpowiedzi gdy ona jest. Może zamiast wstydu po prostu przeczytaj, nawet nie musisz się na moje pomysły godzić.

                          Gdzie ja napisałem, że uważam adopcję za coś nieprzyzwoitego? Weź i pokaż palcem, a odszczekam i przeproszę wszystkich. Weź i wskaż, bo inaczej i Ty wyjdziesz na kłamcę.
                          • smarhta Re: Wstydź się bardziej za własne manipulacje... 22.10.12, 10:11
                            Swoja wypowiedz celowo rozbilam na dwie czesci. O pierwszej, tzn czemu wzorzec zwiazku patrnerskiego mialby byc gorszy od malzenstwa, czy zawsze, czy pod jakimis warunkami mozna podystkutowac. Jestem ciekawa i czytam argumenty na temat tego interesujacego mnie tematu.



                            Druga czesc odpowiada na Twoje podle lub glupie, w kazdym badz razie bezpodstawne insynujacje.
                            Sam manipulujesz i to bezczelnie, bo wyraznie napisalam, ze w potepianie moralne adopcji nie wierze, wiec stawiam na to, ze nie wiesz o czym piszesz.

                            Jesli w odpowiedzi na:
                            > Aha, wg Tri, nienormalne jest to, ze moje dziecko nie mieszka ze mną (u Tri jak wiadomo
                            > WSZYSTKIE jego dzieci razem mieszkają wink ), no i każde ma innego ojca.

                            piszesz:
                            > > Poza tym rzeczywiście nienormalne jest, by każde dziecko mieć z innym facetem.
                            > > I tu nie chodzi o szersze horyzonty tylko przyzwoitość czyli węższe kolana.

                            to co o tym myslec, ot tak sobie, bez zwiazku napisales? Akurat pod jej wpisem?
                            Na fakt, ze te dzieci maja tez rozne biologiczne matki zwrocono Ci juz uwage jakis czas temu, wiec jakie inne wyjasnienie pozostaje? Moim zdaniem nie czytasz, czytasz po lebkach, jak piszesz pozniej, nawet Cie to nie obchodzi, a od razu surowo osadzasz i chamsko komentujesz cos, co na taki komentarz nie zasluguje.
                        • argentusa Re: Nie okłamuj naszej koleżanki... 23.10.12, 08:40
                          Dziewczyny, a dajcie spokój smile.
                          Nie warto zupełnie. Bo gdyż ponieważ ja wiem, co jest dobre w moim systemie wartości.
                          Bo ja jednak uważam, że radykalizm w każdej postaci jest szkodliwy (no dobra przy łapaniu pcheł, nie jest).
                          I całe szczęście coraz częściej się okazuje, że ludzie mają różne wizje życia, a nie ma jednej obowiązującej (a nawet, o zgrozo smile in vitro będą refundować, a to nie jest przecież "po bożemu". U nas, bo gdzie indziej już inaczej bywa.).
                          • garibaldia Panie się rozpędziły a 24.10.12, 12:38
                            A Arg napisała "wg Tri, nienormalne jest to, ze moje dziecko nie mieszka ze mną (u Tri jak wiadomo WSZYSTKIE jego dzieci razem mieszkają wink ), no i każde ma innego ojca."

                            I w tak podanej wiadomości większośc postronnych ludzi uzna Ar za latawicę, która robi sobie dzieci beztrosko z kolejnymi kochankami. Dla szacunku do siebie samej oraz dla tych dzieci wypada jednak nazywać jaśniej relacje a nie grać półsłówkami by się z Tri bardziej czepliwie pokłócić.
                            • fotm Re: Panie się rozpędziły a 24.10.12, 12:56
                              A ja doczytałam akurat posta Ar do końca oraz jej wcześniejsze posty w tej dyskusji i mój proces myślowy m.in. przy zdaniu: "Chociaż formalnie, to dwoje ma tego samego. Ale żeby to pojąc, to trza mieć ciut szersze horyzonty." podpowiedział mi, że jej sytuacja nie jest tak łatwa jak konstrukcja cepa, co się niektórym i to nie większości na tym forum zdawało.
                            • mola1971 Re: Panie się rozpędziły a 24.10.12, 13:04
                              Czyżby? Panie się rozpędziły?
                              Przeczytaj jeszcze raz to, co sama zacytowałaś. Ar napisała wyraźnie, że wg Tri każde z jej dzieci ma innego ojca. Ar podała tylko to, jak jej sytuację zinterpretował Tri.
                              Ar pisze tu od lat, więc Tri miał czas by się z jej sytuacją zapoznać i ją zrozumieć. Nikt nie krytykuje tu "postronnych osób", które mogły coś inaczej zrozumieć, tylko Tri, od którego z racji tego, że jest stałym bywalcem tego forum, wymaga się więcej niż od kogoś, kto tu się pojawił chwilę temu.

                              A tak poza tym, kultury należy wymagać od wszystkich, niezależnie od ich stażu forumowego, a to co napisał Tri było zwyczajnie chamskie.
                              • garibaldia Re: Panie się rozpędziły a 24.10.12, 13:31
                                Ja też tu bywam od lat ale nie roszczę sobie posiadania wiedzy na temat wszystkich foremek o ich sytuacjach osobistych. Część z was utrzymuje ze sobą kontakty poza forum i gdy pojawia się dyskusja to rzucacie się do gardła tym, którzy wiedzą mniej o danej sytuacji.
                                Gdyby Ar zależało na jasności dyskusji z Tri to by wyjaśniła spokojnie wprost, że ma dzieci adoptowane, uważa że tworzą super rodzinę, itd. Wolała od razu pograć swoją sytuacją i prześmiewnymi niedopowiedzeniami by dyskredytować konserwatywne poglądy Tri oraz je częściowo przeinaczać niż unaocznić jaśniej swoją sytuację. Podała swoją interpretację interpretacji Tri od razu w wersji prześmiewczej. Pytanie czy ktoś przyszedł rozmawiać czy się powyzłośliwiać. Oba sporty dozwolone (i obaj zawodnicy w tej randze sami chętni a nie nieświadomi"przeciwnika"). Lecz i ich konsekwencje mniej lub bardziej przyjemne. Szczerze mówiąc średnio mi się to podoba w kontekście, że po co sobie dziećmi które już od losu dość w d... dostały ciągle gębę po forach wycierać.
                                A fakt jest prosty, że większośc szczególnie na tym forum by wolała mieć "ideał" w postaci szczęśliwego małżeństwa (i to dać swoim dzieciom -nieważne czy biologicznym, czy adoptowanym, czy z iv czy z inseminacji -obu kochających rodziców razem) a ma na stanie: albo małżeństwo nieszczęśliwe, albo małżeństwo nieszczęśliwe a po nim rozwód i życie w pojedynkę albo próby lepszych związków z kolejnymi osobami i często (szczególnie w naszej kulturze) niechęć do formalizacji z powodu nie tyle jasnych przekonań, co podświadomych lęków .
                                • mola1971 Re: Panie się rozpędziły a 24.10.12, 13:38
                                  Akurat z Ar (podobnie jak z innymi, którzy w tym wątku się odezwali) żadnego kontaktu na priv nie mam i nigdy nie miałam, więc nie ma to nic do rzeczy.

                                  Po raz kolejny powtarzam - to co napisał Tri było chamskie, a chamstwa nic nie usprawiedliwia.
                                  • garibaldia Re: Panie się rozpędziły a 24.10.12, 13:54
                                    Równie dobrze brak kultury można zarzucać Ar , ktora napisała
                                    "Bo tak napisał Tri. hihihi, fanatyzm w każdej postaci jest upośledzeniem." Sugerując iz rozmówca jest upośledzony, tylko dlatego że ma inne poglądy od niej.
                                    Jeśli zasady kultury - to niech obowiązują czysto obie strony. Rozumiem, że sugerowanie kobiecie lekkiego prowadzenia się jest bardziej chamskie od sugerowanie upośledzenia.
                                    Lepsze chamstwo wprost czy zakamuflowane. Tri bywa chamski. Eureka? Nie. Więc wystarczy omijać na forum ludzi, ktorzy od dawna drażnią każdą wypowiedzą a nie zaczynać z nimi dyskusje. Przecież forum duże jest.

                                    • mola1971 Re: Panie się rozpędziły a 24.10.12, 14:15
                                      To co napisał Tri było chamskie, To co napisała Ar było złośliwe.
                                      Nie napisała o Tri, że jest upośledzony tylko o fanatyzmie, że jest upośledzeniem. Osobiście uważam tak samo, również moim zdaniem fanatyzm jest upośledzeniem.

                                      Ja dostrzegam różnicę między chamstwem i złośliwością - chamstwa nie toleruję w żadnej postaci, złośliwość bywa, że nawet lubię (pod warunkiem, że nie jest wrednością) i tylko jeśli jest stosowana jako przyprawa, a nie jako danie główne.

                                      Co do omijania, to możesz sobie omijać kogo tylko chcesz. Tylko bądź łaskawa dać innym prawo do nieomijania, bo nie wszyscy muszą żyć tak jak Ty i stosować Twoje metody.
                                      • garibaldia Re: Panie się rozpędziły a 24.10.12, 14:53
                                        Czyli foremki najpierw wsadzają nos w mrowisko by się wyzłośliwić a potem podnoszą wrzask oburzenia, że mrówki po nich łażą i któraś ukąsiła. Ratunku bo gryzą! Można i tak.

                                        Ja zaś widzę wyraźną tendencję do wybiórczości poglądów i także bardzo subiektywnej klasyfikacji co jest chamstwem a co nie. To też sprawa zależna dokładnie od osobistych preferencji co na forach widać. Najprostszy przykład oburzasz się na chamstwo tri, chętnie dyskutujesz z niezwykle-często-chamskim żałosnym. Nie czujesz dysonansu że to i to chamskie, tylko Twoje postrzeganie wagi nicków inne tongue_out
                                        • mola1971 Re: Panie się rozpędziły a 24.10.12, 15:05
                                          Nie widzę nic nadzwyczajnego w tym, że ludzie są subiektywni. Jeśli już, to moją podejrzliwość wzbudza raczej czyjaś deklaracja obiektywizmu.

                                          Ja się na nic nie oburzam, ja tylko stwierdzam fakt. Dyskutuję zarówno z Tri, jak i z Żałosnym, więc jakby Twoja teoria o dysonansie nie ma w moim przypadku zastosowania. I jeśli już miałabym wybierać między tymi dwoma nickami, to zdecydowanie bardziej wolę rozmawiać z Tri, niż z Żałosnym. Bo Tri, w przeciwieństwie do Żałosnego, bywa, że ma coś ciekawego do powiedzenia. Choć zgadzać się z nim nie muszę.
                                • fotm Re: Panie się rozpędziły a 24.10.12, 13:48
                                  Akurat moją sytuację, mimo tego, że jestem tu nowa Tri zna doskonale, ponieważ wyciąga ją za każdym razem, kiedy brakuje mu sensownych argumentów. A jasność dyskusji z Tri jest raczej niemożliwa, ponieważ dla niego istnieje tylko jedna prawda, a cała reszta to g... prawda.
                                  • tricolour To nie brak sensownych argumentów... 24.10.12, 16:11
                                    ... jest powodem wciągania do dyskusji Twoich przeżyć, tylko Twoja agresja. Łazisz za mną po forum od kilku miesięcy, nie zajmujesz się tematyką wątków tylko komentujesz, co mam do powiedzenia lub zwyczajnie oceniasz. Wyżej zasugerowałaś, że jestem chwastem choć żadnego afrontu Ci nie uczyniłem. Później nazwałaś burakiem, czym wystawiłaś się na pośmiewisko, bo wychodzi, że latasz za burakiem i wyraźnie lubisz przebywać z ludźmi "mojego pokroju". Nawet nie zauważyłaś, że epitet bardziej zaszkodził Tobie niż mnie.

                                    Przeżyłaś w domu przemoc. Najwyraźniej sobie z nią nie radzisz jeśli umiesz jedynie agresją zareagować na bolesną prawdę o sobie. Mechanizm tej agresji jest prosty: wstyd -> złość -> agresja. Wstyd za zmarnowaną część własnego życia zamieniasz na destrukcyjną złość i agresję wobec otoczenia choć to otoczenie w żaden sposób nie spieprzyło Ci losu. Własnego niedorobionego małżonka sama wybrałaś, to wstydź się za siebie, złość się na siebie, a nie reaguj agresją gdy ktoś nazwie oczywistą i wyraźną rzecz. Reagujesz dalej tak, jak wyuczyłaś się w domu nawet wtedy, gdy nie jesteś stroną rozmowy.

                                    Do niczego w ten sposób nie dojdziesz. Co najwyżej zbudujesz drugi związek na obraz i podobieństwo pierwszego skoro używasz dalej tych samych destrukcyjnych mechanizmów.
                                    • fotm Re: To nie brak sensownych argumentów... 24.10.12, 19:32
                                      Widzisz Tri i znowu swoją domorosłą teorię opierasz na niesprawdzonych faktach. Nie czyham na tym forum na Ciebie, odnoszę się chętnie również do innych wątków, często takich, w których nie bierzesz udziału. Po prostu nie lubię i nigdy nie lubiłam ludzi Twojego pokroju, nawet jak jeszcze nie znałam mojego byłego męża. Przypinasz ludziom łatki i jedziesz na nich niezależnie od tematu. Daruj sobie te psychologiczne przemyślenia na poziomie kursu eskk, bo każdy z nas coś przeżył, lepszego, czy gorszego. Nie znasz mnie i nie wiesz czego wyuczyłam się w domu, ponieważ większość cech mojego charakteru ukształtowała się przed moim małżeństwem, w które wstąpiłam w późnym wieku, a wychowywałam się w jak to lubisz określać kochającej i prawnie ułożonej rodzinie. Właśnie dzięki temu udało mi się zamknąć niemiły dla mnie rozdział życia, a teraz rozpoczynam nowy, piękny, miły i spokojny. Reaguję na takie posty jak Twoje, bo po prostu nie lubię chamstwa, nawet pięknie podanego słownie. Reaguję na takie zachowania również w realu. Każdy ma prawo wypowiadać się na tym forum, a Tobie na przyszłość życzę więcej otwartości i wyższej kultury osobistej.
                • zegnaj_kotku Re: Tak, to nie są dobre wzorce... 21.10.12, 22:26
                  Czy dla Ciebie Tri wzorcem rodziny jest dwoje obcych sobie ludzi warczących na siebie całymi dniami ew. ignorujących się w ciszy? jest tu gdzieś watek o takiej "wzorcowej" rodzinie, w której dziecko tak się napatrzyło na ten "wzorzec" że aż sięgneło po tabletki..
                  to ja dziękuję, wolę już moją "patologię" tongue_out
                  • tricolour Dla mnie wzorcem rodziny... 22.10.12, 00:02
                    ... jest dwoje kochających się rodziców oraz ich dzieci, z unormowaną sytuacją prawną. To stan stabilności wewnętrznej i zewnętrznej.

                    Każde inne rozwiązanie jest gorsze.
                    • zegnaj_kotku Re: Dla mnie wzorcem rodziny... 22.10.12, 09:10
                      tricolour napisał:

                      > ... jest dwoje kochających się rodziców oraz ich dzieci, z unormowaną sytuacją
                      > prawną. To stan stabilności wewnętrznej i zewnętrznej.
                      >
                      > Każde inne rozwiązanie jest gorsze.

                      Oczywiście, że jest gorsze, ale świat nie jest czarno-biały i czasem trzeb wybrać "mniejsze zło".
                    • fotm Re: Dla mnie wzorcem rodziny... 23.10.12, 22:05
                      w czasach,kiedy rozwód można uzyskać na pierwszej rozprawie,unormowana sytuacja prawna jest tak stabilna jak grecka gospodarka. Lepiej mieć unormowaną sytuację w głowie, wtedy wszystkim członkom rodziny żyje się lepiej.
        • ma-da-ma Re: rozwód a dziecko 21.10.12, 22:17
          Ja podejrzewam ze dla dobra dziecka rzuciłabym mu sie na szyje, j
          > akby tylko powiedział, że mnie kocha i abym wróciła.

          Mój jeszcze mąż także twierdzi że mnie kocha..a po 15min rozmowy kiedy znowy tłumaczenie nie przynosi efektów, on strasz mnie że alimentów nie zaplaci..i takie tam..31 lat a w główce dzieciak.

          Tak jak ktoś napisał wcześniej, niby wszystko dogadane a jednak..

    • joasia_now Re: rozwód a dziecko 21.10.12, 18:35
      Witam Was wszystkich!
      Mam pytanie, czy ktoś z was korzystał z pomocy mediatora podczas rozwodu?
      Słyszałam, że to znacznie tańsza opcja niż prawnik... trwa to też szyciej.
      Poradzicie coś?
      • yoma Re: rozwód a dziecko 22.10.12, 07:59
        Tu masz odpowiedź

        forum.gazeta.pl/forum/w,24087,139777673,139793749,Re_mediacja_zamiast_sprawy_rozwodowej.html
    • mamajasia28 Re: rozwód a dziecko 26.10.12, 18:32
      hej


      Jestem rozwiedziona, szczesliwa mama 5 letniego chlopca. Nie zaobserwowala u niego jakis drastycznych stanow z powodu naszego rozwodu. Oczywiscie na poczatku moj byly maz bardzo manipulowal Maluchem i wtedy konsultowalam sie z psychologiem w tej sprawie. W ogole podczas rozwodu warto zasiegnac rady psychologa, dla Twojego dobra i dla dobra Malucha. Mysle ze 10 miesieczne dziecko po prostu zaakceptuje taka sytuacje bo zwyczajnie nie bedzie pamietalo mamy i taty razem. Moj synek pamieta ze mama i tata mieszkali razem, ale pamieta tez ze tata krzyczal a mama plakala....
      Wiec uwierz ze fikcyjny zwiazek bardziej odbje sie na psychice dziecka niz rozwod, szczegolnie jesli to taki Maluchsmile

      jesli chcesz pomocnego slowa- pisz bardzo chetnie pomoge w miare moich mozliwosci.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja