Zainspirowana wątkiem Asi...

08.11.12, 13:49
Tak czytam sobie dyskusję toczącą się w wątku Asi i zastanawiam się nad bardzo prostym pytaniem: dlaczego ludzie w małżeństwie ze sobą SZCZERZE nie rozmawiają?
Zamiast zachować się jak dorosły człowiek, porozmawiać, konkretnie powiedzieć czego brakuje komuś w życiu i razem (bo po to się przecież tworzy związki) próbować rozwiązać problem lub razem dojść do wniosku, że problemu nie da się rozwiązać i pytanie co dalej....
Zamiast tego są kochanki, e-darlingi, rozbite rodziny i cierpiące dzieci....
    • taki_drugi Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 08.11.12, 14:01
      Szczera rozmowa odnosi skutek tylko na początku związku. Później strony nie są już zadowolone z mielenia ozorem, bo to się nudne robi. Z reguły szybciej mają tego dość faceci, bo kobiety raczej mogłyby gadać w nieskończoność.
      Mielenie ozorem nie daje po pewnym czasie rezultatów, bo nic nie zmienia. Rozmawia się, rozmawia, a później znów robi to co się robiło. Dlatego w związkach rozmowa wypierana jest chęcia dominacji, a więc tego kto ma rację, kto głośniej krzyknie, kto dobitniej wyartykuuje swoje argumnety.
      A to prowadzi tylko do jednego - wciągłych kłotni, fochów i w efekcie rozwodów.
      Później mija trochę czasu i obie strony, już bez emeocji i na spokojnie dochodzą do zadziwiających wniosków, że warto było porozmaiwać,
      • to_nie_ja2 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 08.11.12, 14:08
        taki_drugi napisał(a):

        > Szczera rozmowa odnosi skutek tylko na początku związku. Później strony nie są
        > już zadowolone z mielenia ozorem, bo to się nudne robi. Z reguły szybciej mają
        > tego dość faceci, bo kobiety raczej mogłyby gadać w nieskończoność.
        > Mielenie ozorem nie daje po pewnym czasie rezultatów, bo nic nie zmienia. Rozma
        > wia się, rozmawia, a później znów robi to co się robiło. Dlatego w związkach ro
        > zmowa wypierana jest chęcia dominacji, a więc tego kto ma rację, kto głośniej k
        > rzyknie, kto dobitniej wyartykuuje swoje argumnety.
        > A to prowadzi tylko do jednego - wciągłych kłotni, fochów i w efekcie rozwodów.
        > Później mija trochę czasu i obie strony, już bez emeocji i na spokojnie dochodz
        > ą do zadziwiających wniosków, że warto było porozmaiwać,

        no właśnie, tylko wtedy już jest za późno na ratowanie czegokolwiek....
      • lampka_witoszowska Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 08.11.12, 14:19
        od jakiś 30 lat robię zakupy, od 20stu niemal codziennie

        czasem mam tego dośc - iśc do sklepu, stanąc przed sklepowa, przypomniec sobie, co mi trzeba, powiedzieć... zapłacić, wyjść
        i tak w kółko

        ale jak to by mnie nei irytowało, nużyło czy nudziło, to jakoś wiem, że jak nie powiem, czego chcę, to najchętniejsza sklepowa nie poda mi tego, co musze zatargać potem do domu

        dziwi mnie znudzenie mężczyzn w temacie gadania - i tłumaczenie, że tego nie lubią - przeciez jak nei powiedzą, czego chcą - i nei wysłuchają kogoś, z kim obiecali się liczyć, to nie ma szans, by było dobrze 9no, prostym językiem: nei dostaną, co najwazniejsze: porozumienia)
        a małżeństwo jest ważniejsze od ogonówki, masełka czy swiezego pieczywa

        chyba?
        • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 08.11.12, 15:34
          Nożyce się odzywają smile
          Mam za sobą milion minut szczerych rozmów, do świtu, do bólu głowy...... Był taki czas, że na słowo "pogadajmy" dostawałam mdłości. Terapie, przyjaciele, kierownicy duchowi..... Ja przegadałam życie z moim mężem (na jego prośby i żądania). Efekty, jak widać. Pewnie nie ilość ale jakość i brak szumów się liczy
          • tricolour I jak to wyglądało? 08.11.12, 15:42
            Po szczerej rozmowie zmienialiście w małżeństwie rzeczy, które wam zawadzały i po zmianie miliona tych rzeczy dalej Wam niewygodnie? To macie już wprawę w naprawach!

            Czy też cała aktywność małżeńska (jako partnerstwa) kończyła się na milionach rozmów?
            • asia474 Re: I jak to wyglądało? 08.11.12, 15:54
              Knociliśmy wszystko na poziomie rozmowy, ja całą energię musiałam koncentrować na 110 przefomułowywaniu (bo "ja , kochanie nie rozumiem spróbuj powiedzieć inaczej"), po111 razie waliłam głową w ścianę, złorzeczyłam ......i próbowałam dalej. Tak to można do śmierci, wiadomo jakiej.
              • taki_drugi Re: I jak to wyglądało? 08.11.12, 16:08
                Bo rozmowa polega na wymianie zdań, argumentów. A jeśli on tłumaczy i tłumczy, a ty wciąż "kochanie nie rozumiem" no to ile można ci tłumaczyc? big_grin
                • asia474 Re: I jak to wyglądało? 08.11.12, 20:46
                  Ale to on nie rozumiał.
                  • biedronka7112 Re: I jak to wyglądało? 09.11.12, 15:16
                    A mówiłaś cały czas to samo, czy próbowałaś ugryźć problem od innej strony - tak, żeby zrozumiał? Wiadomo, że powtarzanie tego, co nie działa - nadal nie działa.
                    Czy próbowaliście rozmawiać przy jakiejś osobie trzeciej, która by tłumaczyła z "twojego" języka na "jego" język?
          • lampka_witoszowska Re: Asia, jakie nożyce? 08.11.12, 17:53
            sorry, wypowiadam się bez lektury Twojego wątku, choć widzę, jak się rozrósł smile
            więc jeśli o mnie chodzi, to ja stuknięcia w stół nie uświadczyłam smile

            a rozmowy w małżeństwie i owszem, mogłyby być treściwe i krótkie, i jeszcze efektywne
            - czego wszystkim związkom życzę, bo to moim zdaniem ma dość duże znaczenie
          • garibaldia Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 15:42
            asia474 napisała:

            > Nożyce się odzywają smile
            > Mam za sobą milion minut szczerych rozmów, do świtu, do bólu głowy...... Był ta
            > ki czas, że na słowo "pogadajmy" dostawałam mdłości. Terapie, przyjaciele, kier
            > ownicy duchowi..... Ja przegadałam życie z moim mężem (na jego prośby i żądania
            > ). Efekty, jak widać. Pewnie nie ilość ale jakość i brak szumów się liczy

            1) jakie Ty miałaś żądania i oczekiwania wobec męża?
            2) czy zostały one zrealizowane?
            3) czy zawsze ulegasz nagabywaniom męża "dla świętego spokoju"?
            • biedronka7112 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 16:46
              ja bym zadała jeszcze trochę inne pytania:

              1. dlaczego on uważał, że rozmowy są potrzebne?
              2. czego na przykład nie rozumiał?
        • nandita_7 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 08.11.12, 15:42
          Tak, Lampko. Jest ważniejsze. I działa tylko jeśli współpracują ze sobą obie jego części. W temacie skutecznych rozmów. I nie tylko. A kiedy jedna ze stron (wszystko jedno, baba czy facet) przestaje chcieć współpracować, to drugi partner może zamleć sobie ozór na śmierć.
          • ninaa Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 08.11.12, 15:57
            No... Prawda.
            A jeszcze może być tak, że PRÓBY rozmów kwitowane są:
            - zajmij się sobą, jak coś ci przeszkadza,
            - idź się leczyć, skoro masz jakiś problem,
            - nie przesadzaj, znowu wymyślasz.
            To bardzo łagodne wersje prawdopodobnych odpowiedzi.
            Bo złe samopoczucie jednej ze stron to problem tej właśnie strony. I tylko ONA ma coś z tym zrobić.
            N.

            • taki_drugi Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 08.11.12, 16:04
              To o czym właśnie napisałaś to już są efekty tego, że jednej ze stron już się te rozmowy przejadły, więc jest to bezsensowne.
          • lampka_witoszowska Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 08.11.12, 17:42
            no, właśnie
            jak ktoś przestaje współpracować i sabotuje rozmowę (bo nie wie, o co chodzi) - albo nie reaguje i nie rozmawia, bo ma dość - to ja dziękuję za takie powolne wykańczanie związku

            (no, w sumie jakby mi sklepowa powiedziała, że nie obsługuje, bo ma dość, ciągle ktoś coś chce - albo nie wie, o co mi chodzi - to ja już w tym sklepie zakupów bym zwyczajnie nie miała ochoty kupować)

            może też dlatego - przez ten brak porozumienia - nie istnieje seks w takim związku, i powoli wszystko zaczyna leżeć?

            żeby nei było - etap "kochanie, nie wiem, o czym i po co mówisz" też przerabiałam, ciągnąc durne, znienawidzone rozmowy, bo łomotanie w łeb odpadało jako próba dotarcia do rzekomo kochającego człowieka
            - czasem zadziałało straszenie odejściem - ukochany małżonek cudem zaczynał rozumieć, a czasem porządne rąbnięcie drzwiami (ale to za cholerę nie są sposoby na porozumiewanie się)
            • lampka_witoszowska Re: "kupowanie zakupów" jest ekstra :D /nt 08.11.12, 17:46

            • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 08.11.12, 20:45
              Gdybym powiedziała "odchodzę", usłyszałabym "wchodzisz na metapoziom, spróbuj skoncentrować się na meritum". I od początku....
              • yoma Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 08.11.12, 21:02
                A to odpowiadaj: "Przedstawiłam ci tezę i antytezę i właśnie przeszłam do syntezy stanowiącej jednocześnie meritum: odchodzę". smile
                • anka-on-line Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 08.11.12, 21:18
                  Powiem tak... W pewnym momencie to ja miałam dość rozmów. Dość bo każda wyglądała tak samo i nic, absolutnie nic z nich nie wynikało.
                  Każda polegała na tym, że obiecywał, że wszystko się zmieni jeśli wycofam pozew. I może w to wierzył jak o tym mówił. Do następnego dnia... A następnego dnia zaczynało się wszystko od nowa. Ile można słuchać obietnic bez pokrycia?
                  • to_nie_ja2 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 08:25
                    Bo chyba największa trudność to zrozumieć siebie nawzajem i nie bać mówić się co nas tak naprawdę gryzie...
                  • errormix Zapamiętajcie sobie: facet nie rozmawia! 09.11.12, 13:28
                    Facet nie rozmawia. I koniec. Facet wymienia informacje. Komunikuje się. Krótko i zwięźle. Facet nie ma potrzeby widząc fajną marynarkę w sklepie zastanawiać się razem z kumplem czy ona jest dobrze skrojona, czy ma fajny fason, czy jest modna, czy będzie mu pasowała do butów, czy jego dziewczynie się spodoba.... Facet mówi do faceta: Zajebista nie? Noooooo. I tyle. Wszystko na ten temat.

                    Kobiety mają wewnętrzną potrzebę rozmowy. One w ten sposób przekazują drugiej osobie swoje uczucie, stopień zaangażowania w związek, zainteresowanie domem, rodziną. One przynosząc kwiata w doniczce angażują w jego zawieszenie całą rodzinę, a przy tym biegają po domu, zastanawiają się, myślą na głos: A może tu powiesimy? A może jednak tam będzie pasował? A może odrobinę wyżej przybij! A może nieco w lewo przesuń! A może jutro kupię więcej takich kwiatów?

                    A jak zachowuje się facet, gdy go np. poprosicie o przybicie gwoździa w kuchni? On po prostu go przybija i z reguły wraca do oglądania telewizji. On nie biega po domu, nie ekscytuje się tym gwoździem, nie pyta się tysiąc razy "czy wyżej czy niżej, czy w lewo"?

                    Tak funkcjonują faceci.

                    Czy to, że z wami nie rozmawiają oznacza, że was nie kochają? Nie. Oni was nadal kochają i nadal im na was zależy. Ale oni okazują swoje uczucie w zupełnie inny sposób. Nie poprzez rozmowę. Facet okazuje swoją miłość do kobiety nie gadaniem, tylko tym że zapewnia jej bezpieczeństwo, zarabia, zajmuje się samochodem, robi remont w chałupie, przydźwiga słoiki z piwnicy, albo wrzuci tam węgiel. Facet okazuje uczuciem zachowaniem. Nie potrzebuje jeszcze tego opisywać.

                    Niektóre z was często zarzucają tutaj facetom, że siedzą w domu, przed telewizorem, albo kompem, nic nie robią, chodzą w dresach. Nawet ostatnio podobny post tutaj czytałem. Generalnie obraz takiego faceta jest nieciekawy. Ot, kolejny powód do rozwodu. A jak widzi to facet?

                    Otóż facet nie widzi w tym nic złego. Według faceta on przecież siedzi w domu (a sąsiad pije w tym czasie z kumplami), ogląda tv (a sąsiad robi awantury), chodzi w dresach (a sąsiad wciąż słyszy od swojej żony, że rozpierdala pieniądze na lewo i prawo). I ten właśnie facet naprawdę nie wie co się dzieje, kiedy pewnego pięknego dnia jego żona oznajmia mu, że chce rozwodu. Bo przecież nie pił, nie bił, nie chodził na dziwki.

                    I w tym miejscu przechodzimy do tego czego tak naprawdę oczekujemy w związku. I dlaczego tak wielu facetów ceni sobie święty spokój.
                    • anbale Re: Zapamiętajcie sobie: facet nie rozmawia! 09.11.12, 14:18
                      Tylko, że problem z facetem w przypadku tego wątku polega na tym, że dużo rozmawia, tylko na e-darlingach i innych sympatiach. Czyli ma ochote se pogadać.
                      A poza tym męczy mnie takie podejście, że kobieta powinna odszyfrować milion zachowań niewerbalnych, bo facet nie będzie mielił ozorem i koniec. Skąd ja mam niby wiedzieć, czy napompował mi rower z wielkiej miłości czy dlatego, ze nic ciekawego w TV nie było?
                    • garibaldia Dodaj "niektórzy" 09.11.12, 14:29
                      Moi byli to były paple większe ode mnie big_grin
                      No, przepraszam, jeden był milczek, ale za to tak długo się nad byle pierdółką zastanawiał i wałkował, że nerwowo się wytrzymac nie dało tongue_out
                      Hmmm... moze dlatego są "byli" bo sobie święty spokój cenię? big_grinbig_grinbig_grin

                      A tym podsumowaniem :

                      > Otóż facet nie widzi w tym nic złego. Według faceta on przecież siedzi w domu (
                      > a sąsiad pije w tym czasie z kumplami), ogląda tv (a sąsiad robi awantury), cho
                      > dzi w dresach (a sąsiad wciąż słyszy od swojej żony, że rozpierdala pieniądze n
                      > a lewo i prawo).

                      że facet się porównuje się do patologii więc się czuje idealny, to tak trochę umniejszasz swoją płeć tongue_out a przynajmniej niektórych jego przedstawicieli. Choć wpisuje się to w wielowiekowy stereotyp "nie pije nie bije więc jest idealny" big_grin
                      • errormix Re: Dodaj "niektórzy" 09.11.12, 15:12
                        garibaldia napisała:

                        > Moi byli to były paple większe ode mnie big_grin

                        To może z innej strony big_grin

                        Faceci nie lubią rozmawiać o uczuciach. Bo to niemęskie. Bo to tak jak po przypadkowym seksie: On zapytany przez kumpla "jak było", odpowiada: fajne ma cycki.
                        Ona zapytana przez koleżankę "jak było" odpowiada: był cudny, miał długie rzęsy, brązowe iskrzące oczy, był taki czuły i delikatny...chyba się zakochałam big_grin

                        Nawet najwięksi faceci-paple mają czasami problemy w wyartykułowaniu swoich potrzeb, oczekiwań czy obaw. Gdy kobieta wciąż go naciska na rozmowę, wciąż zaczyna powracać do tego tematu, jego to tylko coraz bardziej drażni i denerwuje. W efekcie facet się zamyka, a na wszelkie kolejne próby nakłonienia go do rozmowy odpowiada: "Daj mi spokój kobieto! Czego ty jeszcze chcesz? Przestań marudzić!"

                        To, że facet nie potrafi rozmawiać nie jest jego wadą. To chyba jakieś uwarunkowanie, cholera wie jakie. smile
                        • garibaldia Re: Dodaj "niektórzy" 09.11.12, 15:33
                          Ja wiem o co Ci chodzi tylko bym wszystkich jak leci wg płci nie równała do jednego "standardu" . Bo bardziej jest tu podział na ludzi-paple i ludzi-milczków big_grin Nie każdy lubi wiwisekcję i nie od płci to zależy.

                          A czasem unikanie rozmowy to często nie niechęć do rozmowy, tylko strach przed powiedzeniem żonie wprost "uważam że to co chcesz jest nieważne, zlewam to, mnie jest dobrze i nie mam zamiaru nic zmieniać, Twoje potrzeby są mi nie po drodze a jak zaczniemy gadać to coś trzeba będzie jednak zrobić więc po co mi to".

                          Co do cycków i koloru oczu, to owszem, ex moje cycki zauważył ale za to był mocno urażony że kompletnie nie zwróciłam uwagi jaki on ma kolor oczu big_grin i że nie gadam w kółko iż go kocham i blablabla tak jak on miał w zwyczaju big_grin Zboczeniec jak nic tongue_out Tacy też są w przyrodzie wink

                    • asia474 Re: Zapamiętajcie sobie: facet nie rozmawia! 09.11.12, 14:48
                      Mój(czy aby jeszcze?) i owszem, rozmawia, nie marynarce, broń Boże, on o życiu, ideałach, komunii dusz.... Tylko porozumienie nie następuje.
                    • lampka_witoszowska Re: Zapamiętaj sobie 09.11.12, 20:28
                      Twój post tutaj jest chyba najdłuższy, to raz smile

                      dwa, facet rozmawia, i to jak! zaprawdę powiadam Ci po męskich studiach będąc, pracując z paroma tysiącami mężczyzn (żeby nie było wątpliwości: ścisłowcami)

                      trzy, własny rodzony jakoś jednak umie rozmawiać, sam z siebie - ale trzeba do tego zmężnieć, tak po prostu (może czasem to sie jednak udaje)
                • nangaparbat3 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 15:09
                  yoma napisała:

                  > A to odpowiadaj: "Przedstawiłam ci tezę i antytezę i właśnie przeszłam do synte
                  > zy stanowiącej jednocześnie meritum: odchodzę". smile

                  Cudne smile
              • mayenna Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 08:42
                asia474 napisała:

                > Gdybym powiedziała "odchodzę", usłyszałabym "wchodzisz na metapoziom, spróbuj s
                > koncentrować się na meritum". I od początku....
                Trzeba powiedzieć 'odchodzę' i rzeczywiście odejść.On uważa, że skoro nie masz pacy i maci sporo dzieci to sama sobie rady nie dasz i pogodzisz się z jego 'singlostwem' a on sobie pohasa i albo wróci na łono rodziny za lat parę, albo trafi na miłość życia i wtedy odejdzie sobie spokojnie. On cie ubezwłasnowolnił decyzyjne. On rozdaje karty, a ty nie decydujesz o sobie i swoim życiu, ze strachu, z poczucia obowiązku, z miłosci.

                sia, zacznij żyć dla siebie i dbać o siebie. Myślę że dobrym krokiem było by znalezienie pracy i podział obowiązków domowych i opieki nad dziećmi na was oboje.
              • garibaldia Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 14:45
                asia474 napisała:

                > Gdybym powiedziała "odchodzę", usłyszałabym "wchodzisz na metapoziom, spróbuj s
                > koncentrować się na meritum". I od początku....

                Wiesz, jeśli się mówi "odchodzę" to dlatego, że ma się zamiar odejścia i właśnie się to wdraża w czyn. Konsekwentnie i już bez względu na to, co druga strona gada.

                Jeśli mówisz "odchodzę" tylko po to by tak se pogadać lub usłyszeć czy mąż się zgodzi, da Ci prawo, pozwoli - to zastanów się w jakiej roli się sama stawiasz? Czy to Twój mąż a Ty jego żona? on dorosły - Ty dorosła? On i ty odpowiedzialni za własne decyzje?
                Czy to relacja niewolnica ze swoim panem i władcą, którego o pozwolenie by o sobie stanowić musi pytać. Czy córka z ojcem którego musi zapytać czy można wyjść do kina i wrócić po 20tej?

                Buduj swoją niezależność. Pracą zarobkową, wyjściem z domu, porzuceniem ścierki, wymaganiem od dzieci i od męża by się udzielali w domu na równi z Tobą, by sami po sobie sprzątali itd. Pokaż, że nie jesteś trybem maszyny domowej który ma działać bez gadania, ale jednostką która ma inne pomysły na życie, wykraczające poza obsługę domu. Jednostką o którą trzeba dbać by z mężem chciała zostać.
                Nie dawaj sobie nawijać na uszy makaronu przez męża. Nie czekaj aż on o Tobie postanowi tylko sama o sobie stanów. Bo szczerze mówiąc gdyby mi chłop takie farmazony gadał gdy mu mówię że odchodzę "wchodzisz na metapoziom, spróbuj skoncentrować się na meritum" to bym go za wariata uznała i namiary na psychiatrę dała.tongue_out
                • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 14:54
                  Pracuję, chociaż po latach "byczenia się" w domu raczej nie mam szans na powrót do zawodu.
                  Dzisiaj, mam nadzieję, po raz ostatni pozbierałam rzeczy z podłogi i wrzuciłam do pralki, samotny powinien być samodzielny.Psychiatra był sugerowany.
              • biedronka7112 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 16:57
                asia474 napisała:

                > Gdybym powiedziała "odchodzę", usłyszałabym "wchodzisz na metapoziom, spróbuj s
                > koncentrować się na meritum". I od początku....

                A co stanowi meritum? Bo mnie to zaintrygowało.

                Pomijam, że gdyby się mój pan tak do mnie odezwał, to by się ode mnie dowiedział, że ma problem z percepcją oraz rozumieniem komunikatów werbalnych tongue_out
                I że jeśli to, co stanowi dla mnie meritum, dla niego stanowi metapoziom, to nigdy się nie dogadamy, w związku z czym bym sobie poszła.

                On taki był "od zawsze"?
                • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 16:40
                  biedronka7112 napisała:

                  > asia474 napisała:
                  >
                  > > Gdybym powiedziała "odchodzę", usłyszałabym "wchodzisz na metapoziom, spr
                  > óbuj s
                  > > koncentrować się na meritum". I od początku....
                  >
                  > A co stanowi meritum? Bo mnie to zaintrygowało.
                  >
                  > Pomijam, że gdyby się mój pan tak do mnie odezwał, to by się ode mnie dowiedzia
                  > ł, że ma problem z percepcją oraz rozumieniem komunikatów werbalnych tongue_out
                  > I że jeśli to, co stanowi dla mnie meritum, dla niego stanowi metapoziom, to ni
                  > gdy się nie dogadamy, w związku z czym bym sobie poszła.
                  >
                  > On taki był "od zawsze"?
                  Od kiedy pomnę, był.
                  • biedronka7112 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 17:35
                    I stanowiło to dla Ciebie zawsze problem?
                    Jeśli tak - dlaczego w ogóle za niego wyszłaś? Musiał mieć jakieś plusy, i to ogromne wink
                    Przeszły mu? Te plusy?
                    • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 20:37
                      biedronka7112 napisała:

                      > I stanowiło to dla Ciebie zawsze problem?
                      > Jeśli tak - dlaczego w ogóle za niego wyszłaś? Musiał mieć jakieś plusy, i to o
                      > gromne wink
                      > Przeszły mu? Te plusy?
                      Plusy dodatnie miał. Niektóre mu przeszły.
              • nangaparbat3 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 15:08
                jak ja to znam! Ludzi, ktorzy dialog mylą z popisami elokwencji, slowną szermierką, a najgorzej - budują wielopietrowe konstrukcje zaprzeczen i racjonalizacji, wszystko żeby tylko nie otworzyć się, nie poczuć, nie przeżyć.
                Mistrzowie - najczęściej absolwenci psychologii, filozofii i historii. A nie, kiedyś spotkalam wykładowcznię budowania wizerunku - z wyzszej połki. Gdyby istnial Nobel w dziedzinie manipulacji, należalby sie tej pani.
                • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 12.11.12, 13:24
                  nangaparbat3 napisała:

                  > jak ja to znam! Ludzi, ktorzy dialog mylą z popisami elokwencji, slowną szermie
                  > rką, a najgorzej - budują wielopietrowe konstrukcje zaprzeczen i racjonalizacji
                  > , wszystko żeby tylko nie otworzyć się, nie poczuć, nie przeżyć.
                  > Mistrzowie - najczęściej absolwenci psychologii, filozofii i historii. A nie, k
                  > iedyś spotkalam wykładowcznię budowania wizerunku - z wyzszej połki. Gdyby istn
                  > ial Nobel w dziedzinie manipulacji, należalby sie tej pani.
                  Ma ponadnormatywną potrzebę rozmów. Otworzyć się nie potrafi, bo musiałby za dużo w swoim życiu zakwestionować i, właśnie, przeżyć. Filolog (między innymi)
    • les-yeux-sans-visage Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 10:54
      to_nie_ja2 napisała:

      > Tak czytam sobie dyskusję toczącą się w wątku Asi i zastanawiam się nad bardzo
      > prostym pytaniem: dlaczego ludzie w małżeństwie ze sobą SZCZERZE nie rozmawiają?

      Przyczyna jest prosta. Dzieje się tak dlatego, bo znakomita większość ludzi to durnie.
      • mayenna Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 11:43
        les-yeux-sans-visage napisał:


        >
        > Przyczyna jest prosta. Dzieje się tak dlatego, bo znakomita większość ludzi to
        > durnie.
        Bardzo prosta, by nie rzec prost tacka, diagnoza sytuacji.
        • les-yeux-sans-visage Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 17:46
          Diagnoza im prostsza tym lepsza. A że na ogół prawda w oczy kole to już nie do mnie pretensje.
          • mayenna Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 19:02
            Myli ci się prostota z prostactwem.
    • garibaldia Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 11:56
      Mam przykład znajomej która jest w związku z facetem, który nadaje na innych falach niż ona. Mimo to ona chce z nim być. Ona mu tłumaczy i tłumaczy i tłumaczy.. i wścieka się, że on nie rozumie i że się nie zmienia, po krótkiej poprawie nadal wraca do starych nawyków. A on faktycznie nie rozumie. Stara się i to bardzo, ale większośc tych jej wymogów uważa za niepotrzebne i niewygodne i też jej o tym mówi. Robi je dla świętego spokoju by jej sprawić przyjemność, ale on swojego charakteru nie zmieni na całkiem inny. Jest jaki jest. Więc coraz więcej rzeczy które jemu sprawiają przyjemność robi po cichu za jej plecami, bo po co ma mu truć, nie widzi to jest spokój. A żadne z nich nie umie sobie powiedzieć on/ona jest trochę z innej bajki i ja go nie przerobię na swoją, albo akceptuję go takim albo kończę.
      • anbale Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 14:38
        Znam pary, które zamieniły swoje małżeństwo w klub dyskusyjny i się rozpadły, jak i takie co rozmawiają nie więcej, niż to konieczne i sobie spokojnie trwają, więc zaryzykuję twierdzenie, że to chyba nie o to rozmowy tak znowu chodzi, tylko o coś innego. Może takie porozumienie bez słów wynikające ze zrozumienia, albo czułość, bliskość albo tysiąc innych pozytywnych emocji, które wiszą w powietrzu i nie potrzebują słów?
        W byłym małżeństwie byłam taką żoną co "tłumaczy, tłumaczy i tłumaczy..." aż zaczęłam w końcu sama sobą wymiotować. To nie ma sensu, rozmowy są przereklamowane, to o coś innego chodzi w tym wszystkim- właśnie w nowym związku staram się rozgryźć o co smile
    • mayenna Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 12:00
      to_nie_ja2 napisała:

      > Tak czytam sobie dyskusję toczącą się w wątku Asi i zastanawiam się nad bardzo
      > prostym pytaniem: dlaczego ludzie w małżeństwie ze sobą SZCZERZE nie rozmawiają

      Ależ oni rozmawiali tylko niewiele z tego wynikło.
      Myślę, że problem nie leży tutaj w rozmowie, ale braku porozumienia i nieumiejętności rozwiązywania spraw trudnych, może też w braku akceptacji. Może przyplątało się do tego poczucie większej własnej wartości i większe aspiracje, jakiś kryzys tożsamości.
      Asia ma informacje czego mężowi brakuje w ich małżeństwie i je lekceważy.Sama też ma pewnie jakieś oczekiwania, ale tutaj o nich nie napisała - może jedynie że brakuje jej akceptacji ze strony męża.
      Mam wrażenie ze oni nie maja wspólnej sprawy pod tytułem: rodzina. Zaczęło się przeciąganie kołderki na swoja stronę i udowadniane sobie 'racji'. A tu nie chodzi o to przecież, tylko o to żeby im razem było dobrze, żeby były wspólne cele i priorytety, żeby oni byli dla siebie dobrzy, tak jak teraz są okrutni.Rozpękła im sie wspólnota jako kochanków, małżonków. On szuka po portalach, a ona ironizuje i obśmiewa go z dziećmi. Coś w tej koalicji jest na rzeczy bo dzeci wzięły stronę matki. Możliwe, że on jest jednak drań i dlatego dzieci są po stronie mamy, ale wtedy by nie było chyba tych prób naprawy wcześniej.

      • noname2002 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 08:03
        A może dzieci są zwyczajnie po stronie osoby zdradzanej? Mam wrażenie, że w wątku Asi forumowiczów poniosła fantazja.
    • barmanka_prl Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 12:07
      to_nie_ja2 napisała:

      > Tak czytam sobie dyskusję toczącą się w wątku Asi i zastanawiam się nad bardzo
      > prostym pytaniem: dlaczego ludzie w małżeństwie ze sobą SZCZERZE nie rozmawiają ?

      Rozmawiają. Tylko nic z tego nie wynika, bo z samym sobą ciężko jest szczerze rozmawiać, a co dopiero z drugą osobą smile Ale można i da się. I nawet można mieć z tego wielką przyjemność. Tyle, że tu chodzi o sztukę życia w ogóle, a nie o tajny kod udanej rozmowy.

      Znam parę staruszków z kilkudziesięcioletnim stażem małżeńskim. Rzadko prowadzą długie rozmowy o ICH RELACJI, nie mają takiej potrzeby. Oni nie rozmawiają o związku; nie muszą, bo całe ich życie świadczy o tym, jak bardzo ten związek jest dla nich ważny. Od pięćdziesięciu lat jedzą razem kolację. I choć przez cały dzień mało się do siebie odzywają, a czasem nawet się nie widzą - to każdy wieczór jest ich wspólnym wielkim świętem. Małą celebracją życia. Żadne z nich nie musi skupiać się na swoich potrzebach, bo to druga strona się dopytuje i to w jej interesie jest wiedzieć jakie są potrzeby i odczucia męża/żony. Mówią do siebie zdrobniale: "Jureczku", "Krysieńko" big_grin

      Wiadomo, są już na emeryturze, ale w ciągu dnia ciągle mają coś do roboty. A wieczorem mają już czas już tylko dla ukochanej osoby. I tego nie wolno zaniedbywać, bo w końcu po to pracujemy, staramy się, mamy ambicje, plany i marzenia - by się nimi dzielić z ukochaną osobą. A jeśli jej nie ma - to przynajmniej z psem, albo kotem wink

      Dzieci... gdy wyfruną z gniazda to będą miały identyczne dylematy damsko-męskie. Trzeba im więc pokazać jak się samemu żyje, a nie żyć dla nich. Tylko małe dziecko wymaga czasu potrzebnego na opiekę i wychowanie. Starszym potrzebna już tylko miłość, uwaga, rozmowy... ale przede wszystkim przykład szczęśliwego dorosłego obserwowany na co dzień. Bo nie ma lepszego wychowania, niż przez dobry przykład.
      • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 09.11.12, 15:01
        I chyba o to chodzi - nie klub dyskusyjny, tylko codzienne trwanie i budowanie, nawet jak się coś schrzani można próbować naprawiać. U nas naprawia się mnie.
        • riki_i Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 14:04
          Hmm, a czy przypadkiem ten model rodziny -którego absolutnie nie neguję- nie zaczyna odbijać się czkawką? Być może Pan godząc się na liczne potomstwo w tak zróżnicowanym wieku jednak do końca nie miał świadomości jak przekuje się to na małżeńską codzienność?

          Staram się po lekturze obu wątków dojść do tego, co jest przyczyną, a co skutkiem.
          Pierwotną przyczyną konfliktu jest imho struktura tej rodziny, która z punktu widzenia potrzeb tego Pana stała się niewydolna. W tle widzę ciasnotę mieszkaniową, notoryczny brak kasy, przemęczenie Asi, roszczeniową "młodzież"... jednym słowem toksyczną atmosferę, w której co prawda Asia odnajduje się nadal dobrze, ale jej mąż już nie.

          Może mężowi trzeba tego, aby przed samym sobą wreszcie przyznał, że popełnił błąd w planowaniu małżeńskiego stadła, że rodzina jest za duża i że te dzisiejsze problemy on sam sobie na głowę sprowadził? Czy takie samouświadomienie męża jest w ogóle możliwe? Bo skoro hektolitrami godzin rozmawiacie (czy też rozmawialiście) i nic z tego nie wynika, to znaczy, że rozmowa toczy się obok właściwego problemu.

          Co do naprawy sytuacji, to droga jest tylko jedna i pisano o niej w obu wątkach wielokrotnie. Ograniczyć aktywności na rzecz potomstwa, skupiając się na aktywnościach wzajemnych męża i żony. Wiem, że łatwo napisać, trudno wykonać, ale to jedyna sensowna droga do satysfakcjonującego życia, a nie jałowego trwania.

          Pozdrawiam
          • mayenna Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 16:50
            riki_i napisał:

            > Hmm, a czy przypadkiem ten model rodziny -którego absolutnie nie neguję- nie za
            > czyna odbijać się czkawką? Być może Pan godząc się na liczne potomstwo w tak zr
            > óżnicowanym wieku jednak do końca nie miał świadomości jak przekuje się to na m
            > ałżeńską codzienność?

            > Może mężowi trzeba tego, aby przed samym sobą wreszcie przyznał, że popełnił bł
            > ąd w planowaniu małżeńskiego stadła, że rodzina jest za duża i że te dzisiejsze
            > problemy on sam sobie na głowę sprowadził?

            Nawet jeśli pan popełnił błąd to jest on nieodwracalny. Trzeba się po prostu z tym mierzyć a nie uciekać. Co zmieni jego przyznanie się do błędu? dzieci już są i jedyne co zalecałabym, to cieszenie się z tego, wbrew wszelkim przeciwnościom, robienie swojego i nie roztrząsanie 'co by bylo, gdyby'
            Zaakceptować stan posiadania i szukać rozwiązań, a nie błędów bo to krok do obwiniania się i szukania winnych, co tylko pogorszy sprawę.
            • yoma Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 20:22
              Powiem tak, mając stado dzieci, ciasnotę mieszkaniową, notoryczny brak kasy i przemęczoną żonę nie łaziłabym na dodatek po edarlingach, bo na kij sobie jeszcze jedno na łeb brać? Wiec to chyba nie to.
              • triss_merigold6 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 20:34
                To odskocznia, iluzja oderwania od reala. Tam przynajmniej wirtualnie usłyszy coś miłego i wirtualnie poczuje się męski. To taki odpowiednik "Zmierzchu" dla kobiet.

                Żeby nie było - portale randkowe uważam za szczyt żenady, ale wizja wieloosobowej rodziny na kupie, wiecznego oszczędzania i żony garkotłuka skupionej wyłącznie na obsłudze domu i dzieci, wydaje mi się upiorna.
                • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 20:44

                  Wiesz, zawsze można na przykład, zapracować na większe mieszkanie, garkotłuka do salonu piękności, w domu zainstalować bezszelestnie poruszającą się służbę.
                  A w ogóle to lekko przesadzasz.
                  • triss_merigold6 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 20:50
                    Łatwiej jak dwie osoby pracują. Zazwyczaj łatwiej. Macie jakieś mnóstwo tych dzieci, zarobienie na nie przez tyle lat wydaje mi się i tak dość dużym wysiłkiem.
                • yoma Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 20:47
                  A mnie się wydaje, że z tym skupionym garkotłukiem jednak przesadzacie. Możliwe, że sobie wymyślili taki model, dużo dzieci, ona dzieci i dom, a on na to zarabia, ale ani ona garkotłuk, ani on bankomat - tyle, że ten model w którymś momencie oboje przerósł. I tu faktycznie widzę Asi błąd, że jeśli pan artykułuje paszczą tę kolację przy świecach, to ona powinna się ucieszyć "o, kochanie, zrobimy sobie jak przed dziećmi", dzieciom dać na kino i tę kolację zrobić.

                  Chociaż... też nie wiemy, kiedy pan tę kolację paszczą wyartykułował. Bo jeśli akurat w momencie, kiedy ona na kolanach pięcioma ścierami zbierała wodę z podłogi, bo wąż od pralki pękł, to błąd był pana smile

                  Asia, a poważnie, to ja bym się urwała tym dzieciakom na tydzień do leśniczówki w samym środku Puszczy Knyszyńskiej. Tylko ty, mąż i głusza.
                  • triss_merigold6 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 21:04
                    Skoro najstarsze jest tam pełnoletnie, a najmłodsze nastoletnie (?) to zostawiłabym towarzystwo na taki tydzień i wyjechała z mężem - zakładając, że on by tego jeszcze w ogóle chciał. IMO obsługiwanie tak dużych dzieci jest błędem wychowawczym, mieszkają z rodzicami ergo chwytają za tę szmatę czy inne gadżety bez łaski.
                    • moniapoz Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 21:23
                      przede wszystkim nie rozumiem dlaczego wiele osób nazywa autorkę tak obraźliwie - garkotłukiem - nic de facto o niej nie wiedząc

                      po drugie - pomysł z puszczą doskonały - ale skąd kasa na to przy tak dużej rodzinie (zdaje się siedmioro dzieci)

                      jedno mnie przekonuje - dzieci w tak dużej rodzinie powinny wykonywać wiele obowiązków żeby odciążyć matkę, ale wydaje mi się, że w drugim wątku Asia pisała, że dzieci potrafią wiele czynności domowych zrobić (np. obiad) a to ojciec oczekuje obsługi i to z nim jest akurat problem "wychowawczy"

                      ------
                      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                      • triss_merigold6 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 21:30
                        Skoro jako jedyny pracuje zarobkowo, to wymaganie aby jeszcze odkurzał uważam za przegięcie.
                        Qrde bez przesady z tym wybiórczym równouprawnieniem.
                        Gdybym sama miała zarabiać na 9 osób (ta siódemka dzieci), to w domu bym palcem nie kiwnęła tylko oczekiwała pełnej obsługi i hymnów pochwalnych.
                        • moniapoz Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 21:40
                          ustosunkowałam się tylko do tego, że to niby dzieci są "źle" wychowywane
                          natomiast z tego co pisała autorka ona też dorabia tłumaczeniami ....
                          naprawdę nie wydaje mi się, że proste forumowe rady i mądrości miały tu proste przełożenie.

                          ------
                          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                          • triss_merigold6 To jakieś ciężkie bzdury 10.11.12, 22:12
                            Cały ten wątek Asi to jakieś ciężkie bzdury.
                            Czworo z owych siedmiorga dzieciątek jest pełnoletnich, a dwójka najstarsza ma w okolicach 30-tki. Co oni do cholery robią we wspólnym gospodarstwie domowym zamiast ruszyć do roboty? Zostaje trójka, z tej trójki najmłodsze ma 9 lat - kaman, dziecko w tym wieku potrafi się samo dość sprawnie obsłużyć i zostać na świetlicy/ze starszym rodzeństwem. Nie ma żadnego racjonalnego powodu dla którego Asia nie mogła iść do pracy już dawno temu. Nie ma też powodu dla którego miałaby przedstawiać swoje teraz życie jako pasmo obowiązków rodzinnych.
                            IMO laska szuka współczucia i utwierdzenia w przekonaniu, że jest świetna, dbająca, starająca się, a facet jej nie docenia i w ogóle nie wiadomo o co mu chodzi.
                            Wywalić dorosłe bachory z tego kołchozu, od razu standard życia reszty rodziny wzrośnie i rodzice też będą mogli mieć coś z życia poza wiecznym zap...lem.
                            • asia474 Re: To jakieś ciężkie bzdury 10.11.12, 22:34
                              triss_merigold6 napisała:

                              > Cały ten wątek Asi to jakieś ciężkie bzdury.
                              > Czworo z owych siedmiorga dzieciątek jest pełnoletnich, a dwójka najstarsza ma
                              > w okolicach 30-tki. Co oni do cholery robią we wspólnym gospodarstwie domowym z
                              > amiast ruszyć do roboty? Zostaje trójka, z tej trójki najmłodsze ma 9 lat - kam
                              > an, dziecko w tym wieku potrafi się samo dość sprawnie obsłużyć i zostać na świ
                              > etlicy/ze starszym rodzeństwem. Nie ma żadnego racjonalnego powodu dla którego
                              > Asia nie mogła iść do pracy już dawno temu. Nie ma też powodu dla którego miała
                              > by przedstawiać swoje teraz życie jako pasmo obowiązków rodzinnych.
                              > IMO laska szuka współczucia i utwierdzenia w przekonaniu, że jest świetna, dbaj
                              > ąca, starająca się, a facet jej nie docenia i w ogóle nie wiadomo o co mu chodz
                              > i.
                              > Wywalić dorosłe bachory z tego kołchozu, od razu standard życia reszty rodziny
                              > wzrośnie i rodzice też będą mogli mieć coś z życia poza wiecznym zap...lem.
                              Bzdury to akurat Ty wypisujesz. Masz coś do wielodzietnych?
                              • triss_merigold6 Re: To jakieś ciężkie bzdury 10.11.12, 22:39
                                Nie, dopóki nie narzekają.
                                • asia474 Re: To jakieś ciężkie bzdury 10.11.12, 22:55
                                  triss_merigold6 napisała:

                                  > Nie, dopóki nie narzekają.
                                  I nie zużywają za dużo tlenu, bo dla mniej dzietnych może zabraknąć. I wody.
                                  Ja nie narzekam na wielodzietność jeno na zachowanie mojego męża (patrz mój wątek)
                            • riki_i Re: To jakieś ciężkie bzdury 10.11.12, 23:02
                              Triss dobrze się Ciebie czyta, podoba mi się ten zdecydowany ton, ale.. To, że we własnym stadle wprowadziłaś mężowi obóz koncentracyjny z którego tenże jest nadzwyczaj zadowolony, nie oznacza, że wszędzie to tak samo zadziała. Takie metody typu chirurgiczne cięcie czasami przynoszą skutek odwrotny od zamierzonego, a nawet totalną destrukcję czegoś, co wcześniej jako tako i ,może wadliwie, ale jednak funkcjonowało.

                              Po drugie chciałbym zauważyć, wieloletnie ściubienie kasy odkłada się na mózgu. Znam przypadek, gdy po latach szczypania się z groszem ktoś wreszcie dostał sporo forsy (tłusty spadek itp.) , ale nie był już w stanie zmienić swych oszczędnościowych przyzwyczajeń. Bo wykastrował pewne potrzeby typu zagraniczne wyjazdy, nowe markowe ciuchy, salony spa, samochody klasy premium, mieszkanie w lokum powyżej 50 m kw., droższe jedzenie itp. itd. I taka osoba dalej żyła jak ubogi emeryt, nie potrafiła wyrwać się z okowów własnych samoograniczeń, brnęła w depresję z próbami samobójczymi włącznie.

                              Dla mnie ten wątek to nie są bzdury. Pan przeżywa bankructwo własnego światopoglądu, do czego za cholerę nie chce się przed samym sobą przyznać. I niech mi jedna z Pań nie mówi, że uświadomienie sobie tego faktu nic nie zmieni bo wszak dzieci nadal będą. Zrozumienie źródeł własnej frustracji to klucz do jej przezwyciężenia. Obrażanie się na żonę, że lata gruba ze ścierą zamiast leżeć i pachnieć, po tym, jak się jej wcześniej strzeliło siedmioro dzieci to jest imho ciężkie zaburzenie percepcji. U tego Pana, a nie u Asi. Jak zrozumie właściwe proporcje, to się sam uleczy, przynajmniej częściowo. Na razie potajemnie zadaje kłam własnym wartościom, skoro biega z żoną do kościółka a jednocześnie loguje się na e-darling i ogląda pornosy.
                              • asia474 Re: To jakieś ciężkie bzdury 10.11.12, 23:28
                                O pornosach nic jeszcze nie wiem. Kłam zadaje deprawując tym własne dzieci.
                                I chyba się w końcu obrażę za nazywanie mnie "gruba latająca ze ścierą".
                              • mayenna Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 08:37
                                riki_i napisał:


                                >
                                > Dla mnie ten wątek to nie są bzdury. Pan przeżywa bankructwo własnego światopog
                                > lądu, do czego za cholerę nie chce się przed samym sobą przyznać. I niech mi je
                                > dna z Pań nie mówi, że uświadomienie sobie tego faktu nic nie zmieni bo wszak d
                                > zieci nadal będą. Zrozumienie źródeł własnej frustracji to klucz do jej przezwy
                                > ciężenia. Obrażanie się na żonę, że lata gruba ze ścierą zamiast leżeć i pachni
                                > eć, po tym, jak się jej wcześniej strzeliło siedmioro dzieci to jest imho ciężk
                                > ie zaburzenie percepcji. U tego Pana, a nie u Asi. Jak zrozumie właściwe propor
                                > cje, to się sam uleczy, przynajmniej częściowo. Na razie potajemnie zadaje kłam
                                > własnym wartościom, skoro biega z żoną do kościółka a jednocześnie loguje się
                                > na e-darling i ogląda pornosy.

                                Z tym się akurat zgodzę.
                                Tylko pan nie chce pomocy, a może zrozumieć, ze rodzina mu nie potrzebna bo on teraz chce pożyć dla siebie i korzystać z życia.
                                • triss_merigold6 Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 10:25
                                  Qrde skąd wiesz, że nie chce pomocy? Może chce żeby żona dostrzegła w nim mężczyznę, a nie tylko patriarchalny bankomat?
                                  Jesso zwykle jestem po stronie kobiet z definicji, ale tu mi gościa żal. I nawet odskocznię wybrał najtańszą z możliwych... aczkolwiek podkreślam IMO portale randkowe to dno.
                                  • a_ja_zawsze_w_drodze Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 10:42
                                    triss_merigold6 napisała:

                                    > Qrde skąd wiesz, że nie chce pomocy? Może chce żeby żona dostrzegła w nim mężcz
                                    > yznę, a nie tylko patriarchalny bankomat?
                                    > Jesso zwykle jestem po stronie kobiet z definicji, ale tu mi gościa żal.

                                    chyba słusznie.

                                    ciekawa wymiana zdań.

                                    forum.gazeta.pl/forum/w,12359,139834289,140215397,Re_Samotny_Ojciec.html

                                    • moniapoz Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 10:50
                                      a moim zdaniem wcale nie słusznie - ten zlinkowany wątek nic w sumie nie mówi o całej sytuacji tego małżeństwa.

                                      gdybym to ja przyłapała męża, rzekomego wspaniałego ojca siedmiorga dzieci, który co niedziela dumnie chodzi do Kościoła (chyba dla pozorów) na e-darlingach itp
                                      to też bym w pierwszej początkowej fazie nie chciałabym w ogóle z nim gadać.

                                      oczywiście piszę o początkowej fazie - potem tak czy siak trzeba byłoby porozmawiać, ale taką pierwszą reakcję doskonale rozumiem.

                                      ------
                                      Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                      Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                      • triss_merigold6 Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 11:00
                                        Pewnie tak. Niemniej bardzo nie podoba mi się wciąganie w to dzieci i pozwalanie na to, żeby kpiły sobie z ojca. Nawet jeśli wykpienie e-darling jest zasadne, to nie jest rolą dzieci w tym momencie komentowanie spraw męsko-damskich między rodzicami. Dzieci zerojedynkowo widzą pokrzywdzoną matkę, nie widzą natomiast jej wieloletniej roli w wypracowaniu takiego, a nie innego układu.
                                        • asia474 Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 13:05
                                          triss_merigold6 napisała:

                                          > Pewnie tak. Niemniej bardzo nie podoba mi się wciąganie w to dzieci i pozwalani
                                          > e na to, żeby kpiły sobie z ojca. Nawet jeśli wykpienie e-darling jest zasadne,
                                          > to nie jest rolą dzieci w tym momencie komentowanie spraw męsko-damskich międz
                                          > y rodzicami. Dzieci zerojedynkowo widzą pokrzywdzoną matkę, nie widzą natomiast
                                          > jej wieloletniej roli w wypracowaniu takiego, a nie innego układu.
                                          Napisałam wyrażnie: to dzieci odkryły w historii komputera jakieś logowania. Zaciekawiło je dlaczego Ojciec łamie ustanowione przez siebie samego prawo brzmiące "kiedy ja (Ojciec) jestem w domu nie siadamy do komputera, szczególnie w niedzielę" i po paru ojcowskich podejściach do komputerowej poczty padło pytanie "czy ja też , w takim razie mogę?" Ponieważ nie odpowiedział, tylko się wściekł i wyszedł z domu, pogrzebały i wygrzebały.
                                          Rozumiem, że teraz padnie zarzut "jak garkotłuk dzieci wychował, że włażą tam gdzie nie powinny". Dociekliwe były, po prostu.

                                          "
                                        • garibaldia Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 13:17
                                          Dokładnie tak. Mieszanie w dzieci w sprawy rodziców(trwało to od lat) i zasłanianie się dziećmi przez matkę (poza "a cóż ja biedna mam dzieciom powiedzieć bo przyłapały ojca i patrzą na mnie" ) jest obrzydliwe i odbije się na tych dzieciach w przyszłości potężną czkawką.
                                          Zresztą z kilku innych wypowiedzi autorki widać, że do swojej roli "matki dzieciom-cierpiętnicy-tej lepszej niż ojciec" się od lat przyspawała. Rola ta daje jej niemałe profity (wsparcie dzieci, potępienie ojca przez nie- co jest w zgodzie z jej linią myślenia, bo ...tego swojego męża to ona nie lubi, uważa go za złego przemocowego człowieka (ale równocześnie nie zamierza go opuścić nigdy w życiu!) , jest z nim bo to mąż i tak wypada i wykonuje jego rozkazy -bo można potem zrzucić winę na męża że to jego a nie jej decyzja do czegoś doprowadziła). Było gdzieś wyżej napisane że na hasło wypowiedziane do męża że Asia chce odejść, mąż by powiedział jakieś abstrakcyjne bzdety. I co dalej. Nic, na tym koniec jej inicjatywy decyzyjnej. Nie ma własnej tożsamości jako kobieta i jako żona-partnerka. Wypełnia swoją rolę domowej pracownicy matki dzieciom i za chiny ludowe nie chce zmiany. Abstrahując od męża , jaki by nie był, Aśka trzyma się tego małżenstwa i takiej jego formy sama z uporem nie zezwalając na inną, nie dając przestrzeni by coś innego mogło zaistnieć, lub nie rozwiązując już dawno niesatysfakcjonującej(czy aby?) sytuacji. Więc całe życie kombinują z psychologami, którzy nic nie wnoszą bo....trzeba chciać zmiany u siebie a nie tylko u tego drugiego, trzeba zacząć myśleć szerzej,mieć pomysł na siebie, trzeba wyjść z domu i zainwestować w relację z drugim człowiekiem na innej płaszczyźnie niż dotychczas.

                                          W linkowanym wątku Aśka napisała
                                          asia474 napisała:
                                          > Bingo, Kotku. Facet ma żonę i ...uwaga......dzieci sztuk siedem. Do niedawna p
                                          > rzekonania takie cóś konserwatywno katolickie. Przemocowiec i manipulant. Ostat
                                          > nio mocno niespełniony w małżeństwie. Oprócz tego sama słodycz i wdzięk wink
                                          > Wiem co mówię, jestem jego żoną.

                                          Więc doskonale wie w jakim związku jest. Kolejne dzieci są w takim związku potrzebne po to.. żeby rodziców nie stać było na odejście od siebie i bardziej stali się swoimi niewolnikami. Zero miłości ale schemat "małżeństwo" ma działać. Bo Aśka nigdy nie chciała rozwodu, tak jak i mąż. Teraz oczywiście jest śpiewka "bo mąż katolicki i rozwodu nie chce!" - a przepraszam, ona nie ma własnej woli i nie potrafi sama bez pozwolenia męza czegoś zechcieć?i wykonać? bez oglądania się by zrobić to cudzymi rękami (męża, dzieci..) Dla przetrwania tego związku w takiej formie jak jest wiele starań poświęciła. Cały czas mając do męża pogardę za jego zachowania "przemocowe". Dlatego teraz cieszy się że dzieci biorą odwet na ojcu, że mu dogryzają, i że mu udowadniają "za nią" że to on jest ten zły. Że wreszcie to on się skompromitował. Ale nie zamierza nic zmieniać stąd wątek "co powiedzieć dzieciom".... co im powiedzieć, by przestały oczekiwać drastycznych zmian, by starego od lat wygodnego status quo i rozdanych ról połączonych wzajemną niechęcią rodzicom nie zaburzyły.
                                        • moniapoz Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 16:36
                                          jak pisze Asia poniżej - dzieci same odkryły zainteresowania ojca i odpowiednio oceniły jego hipokryzję - sama pisałaś, że nie są to już maluszki i umieją wyciągać wnioski, ze facet który na pozór gra wspaniałego ojca - katolika,a w rzeczywistości łamie sam swoje zasady......nie zasługuje zbytnio na ich szacunek.
                                          Asia wcale im nic nie wmówiła - właśnie pierwszy post chyba był wyrazem zmartwienia tym, że dzieci zostały wciągnięte przypadkowo w problemy dorosłych rodziców a nie powinny Zupełnie nie rozumiem tego zwalania odpowiedzialności za sytuację w tym związku tylko na Asię....facet niewiniątko.....biedaczek, niekochany....i każdy w tym wątku wie, jak wyglądało to wcześniej, że pewnie ona skupiła się tylko na dzieciach i na tych garnkach......a on biedak harował a nikt mu się dobrym słowem nie odwdzięczył.

                                          ------
                                          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                          • mayenna Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 16:55
                                            Poczytałam tamten wątek.
                                            Monia, ja już pisałam: szukanie winnego nic nie da, ale zmienić coś może tylko to z nich, któremu jeszcze zależy. Asia napisała tutaj to dostaje rady dla niej. Jak się odezwie 56 to dostanie też porady z podkreśleniem, że druga strona nie jest taka zła.
                                            A z tamtego wątku wynika, ze sytuacja jest równie pokręcona jak np. u Piegusa i Wojtka.
                                            Moim zdaniem czas zakończyć dyskusję, a zainteresowani niech sami szukają swojej drogi.
                                            • blue_ania37 Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 17:04
                                              Piegus i Wojteksmile przypominacie stare czasysmile,
                                              A wiecie, że oni nadal się szarpią, ale już inaczej, nadal razem mieszkają ale łączy ich umowa najmu okazjonalnego.
                                              A
                                              • mayenna Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 17:49
                                                blue_ania37 napisała:

                                                > Piegus i Wojteksmile przypominacie stare czasysmile,
                                                > A wiecie, że oni nadal się szarpią, ale już inaczej, nadal razem mieszkają ale
                                                > łączy ich umowa najmu okazjonalnego.
                                                > A

                                                Matko! Złośliwie zapytałabym jaka umowę maja na usługi seksualne...
                                                Forum im to przepowiedziało. Widocznie tak lobią i dobrze im z tym...
                                            • moniapoz Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 18:09
                                              w tym sęk Mayenna, że Asia nie prosiła o rady w sprawie ratowania związku
                                              prosiła o radę w sprawie dzieci które przez przypadek odkryły, że ich krystaliczny, świętobliwy
                                              i wspaniały ojciec....wcale taki nie jest. Przy okazji ona też się zdziwiła ale o radę w tym zakresie nie prosiła (być może na to przyjdzie jeszcze czas)

                                              a co otrzymała : rady (nie mówię, że wszystkie złe), złośliwości, wyzwiska (garkotłuk) i ocenę swojej osoby jako winnej tejże sytuacji. I to wszystko na podstawie kilkunastu krótkich (skąpych w przekazie) zdań Asi, podczas gdy sedno - czyli nastolatki które odkryły drugą twarz swojego ojca - w zasadzie nie było poruszane

                                              nie rozumiem tego ataku, nie rozumiem tych rad - rozwiedź się. nie o to pytała autorka.
                                              myślę, że po pierwszym szoku ona wszystko spokojnie przeanalizuje, może weźmie mądrzejsze uwagi pod uwagę, ale po co na nią najeżdżać od razu gdy ona jeszcze pewnie w lekkim szoku jest ? to, że na forum autorka ma styl prześmiewczo żartobliwy nie znaczy że tak zachowuje się wśród swoich dzieci, więc martwienie się jakie to dzieci biedne, bo pod wpływem matki wyśmiewają się z ojca - to lekkie nadużycie.

                                              ------
                                              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                                              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                                              • mayenna Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 18:20
                                                Monia, tylko odnośnie dzieci napiszę, z doświadczenia własnego: jak już przyzwalałam na takie uwagi dzieci to był to koniec mojego związku z mężczyzną - nie tylko o byłym mężu myślę. Te żarty dzieci w pewien sposób dla mnie pokazują rozłam między Asia i jej mężem jako partnerami, jako kobietą i mężczyzną.A tak nie może być, jeśli mają razem trwać. Przynajmniej w moim odczuciu.
                                    • blue_ania37 Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 11:04
                                      Uważam, że oboje zadecydowali że chcą mieć wielodzietną rodzinę, zwalanie odpowiedzialności na Asię trochę uważam za niesprawiedliwe bo o ile pierwsze dziecko można zrobić na zasadzie jakoś to będzie to dziecko zmienia postrzeganie świata i decydowanie się na kolejne wiąże się już ze świadomością że dzieci zmieniają życie i zabierają masę czasu.
                                      Uważam, że oboje doszli do jakieś ściany w swoim związku, jego męczy "rodzinność" ja męczy masa obowiązków domowych.
                                      Nie wiem, czy po latach gdzie oboje w jakiś sposób podzieli swoje role domowe można zmienić na tyle żeby on widział w niej "wampa", a ona mężczyznę a nie małża.
                                      A
                                  • yoma Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 10:55
                                    > najtańszą z możliwych...

                                    Nie najtańszą, tylko najłatwiejszą, z domowych ciuchów nie trzeba wyskakiwać ani tyłka ruszać smile
                                  • mayenna Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 11:08
                                    triss_merigold6 napisała:

                                    > Qrde skąd wiesz, że nie chce pomocy? Może chce żeby żona dostrzegła w nim mężcz
                                    > yznę, a nie tylko patriarchalny bankomat?
                                    > Jesso zwykle jestem po stronie kobiet z definicji, ale tu mi gościa żal. I nawe
                                    > t odskocznię wybrał najtańszą z możliwych... aczkolwiek podkreślam IMO portale
                                    > randkowe to dno.

                                    Mnie tez go zal. Niie chce pomocy bo nie chce terapii, rekolekcje nic nie dały, a on zamiast szukać wyjścia i pomocy idzie po najmniejszej linii oporu i to takiej, która zniszczy jego małżeństwo. Wchodzenie na portale randkowe jest działaniem na szkodę małżeństwa. tego sie nie robi, póki chce się w nim być.
                                    • a_ja_zawsze_w_drodze Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 12:51
                                      mayenna napisała:

                                      > Mnie tez go zal. Niie chce pomocy bo nie chce terapii, rekolekcje nic nie dały,
                                      > a on zamiast szukać wyjścia i pomocy idzie po najmniejszej linii oporu i to ta
                                      > kiej, która zniszczy jego małżeństwo.


                                      przeczytaj uważnie zalinkowany wątek i wszystkie wypowiedzi pana męża, bo on szuka ludzi. szuka terapii. dostrzeżenia go jako człowieka. a dla pani zony jest tylko i wyłącznie bankomatem i ojcem dzieciom i rzeczą, którą się posiada. bo dla pani zony nawet dorosłe dzieci to nadal dzieciątka, którymi się mozna zasłaniać. zobacz jak on pisze do niej, a jak ona do niego. szkoda faceta.
                                      • mola1971 Re: To jakieś ciężkie bzdury 11.11.12, 13:07
                                        a_ja_zawsze_w_drodze napisała:
                                        zobacz jak on pisze do niej, a jak ona do niego. szkoda faceta.

                                        I po tym co przyłapany na gorącym uczynku facet pisze do swojej żony, Ty jakość ich małżeństwa oceniasz? Przecież w takiej sytuacji każdy kocha, uwielbia, jest słodki jak miód i w ogóle to nie tak jak myślisz kotku big_grin
                  • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 21:18
                    yoma napisała:

                    > A mnie się wydaje, że z tym skupionym garkotłukiem jednak przesadzacie. Możliwe
                    > , że sobie wymyślili taki model, dużo dzieci, ona dzieci i dom, a on na to zara
                    > bia, ale ani ona garkotłuk, ani on bankomat - tyle, że ten model w którymś mome
                    > ncie oboje przerósł. I tu faktycznie widzę Asi błąd, że jeśli pan artykułuje pa
                    > szczą tę kolację przy świecach, to ona powinna się ucieszyć "o, kochanie, zrobi
                    > my sobie jak przed dziećmi", dzieciom dać na kino i tę kolację zrobić.
                    >
                    > Chociaż... też nie wiemy, kiedy pan tę kolację paszczą wyartykułował. Bo jeśli
                    > akurat w momencie, kiedy ona na kolanach pięcioma ścierami zbierała wodę z podł
                    > ogi, bo wąż od pralki pękł, to błąd był pana smile
                    >
                    > Asia, a poważnie, to ja bym się urwała tym dzieciakom na tydzień do leśniczówki
                    > w samym środku Puszczy Knyszyńskiej. Tylko ty, mąż i głusza.
                    Niech się skupiają, na czym chcą. Jeśli ma je to dowartościować smile
                    Ty z tą puszczą to poważnie, ja od pokoleń miejski człowiek jestem, bez samochodów za oknem nie zasypiam. Poza tym, konsumpcyjne rozpasanie kasuje się u nas w zarodku (ze względów zasadniczych)

                    • triss_merigold6 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 21:26
                      Skoro to dla Ciebie rozpasanie...
                      Zamiast tupać, może rozważ czy przypadkiem nie opłaciłoby się wam bardziej zainwestować w ratowanie związku? Zainwestować czas, wysiłek i kasę nawet chwilowo kosztem dzieci (nie, nie chodzi o karmienie dzieci chlebem i wodą).
                      • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 21:32
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Skoro to dla Ciebie rozpasanie...
                        > Zamiast tupać, może rozważ czy przypadkiem nie opłaciłoby się wam bardziej zain
                        > westować w ratowanie związku? Zainwestować czas, wysiłek i kasę nawet chwilowo
                        > kosztem dzieci (nie, nie chodzi o karmienie dzieci chlebem i wodą).
                        Nie ja duszę w zarodku.
                        • triss_merigold6 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 21:39
                          Mąż dusi w zarodku to co uważa za konsumpcyjne rozpasanie?
                          To może czas najwyższy, aby dzieci pełnoletnie poszły do pracy?
                          • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 22:31
                            Wybacz, ale czegoś nie rozumiesz, jesteśmy rodziną wielodzietną nie patologiczną. Dorośli pracują, mają własne życie i nie mieszkają już w domu.
                            Tatuś nie jest uciśnioną jednostką, spełnia tylko powinności ojca rodziny.
                            Oczywiście współczuć mu możesz.
                            • triss_merigold6 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 22:36
                              Masz czworo pełnoletnich dzieci. Pozostała trójka jest na tyle duża, że nie wymaga Twojej obsługi. Cóż więc blokuje Cię przed normalnym pójściem do roboty, odciążeniem męża i skupieniem swojej uwagi na partnerze życiowym zamiast głównie na oporządzaniu obejścia domowego?
                              • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 22:50
                                triss_merigold6 napisała:

                                > Masz czworo pełnoletnich dzieci. Pozostała trójka jest na tyle duża, że nie wym
                                > aga Twojej obsługi. Cóż więc blokuje Cię przed normalnym pójściem do roboty, od
                                > ciążeniem męża i skupieniem swojej uwagi na partnerze życiowym zamiast głównie
                                > na oporządzaniu obejścia domowego?
                                Od 5 lat pracuję poza domem, 4 pełnoletnich ale w tym: jeden maturzysta, jedno studiujące, dwoje w gimnazjum, jedno podstawówka. Jest co robić. Dodam, że nie zauważyłam, żeby w momencie mojego pójścia do pracy mąż zechciał przejąć chociaż część moich obowiązków.
                                Może zakupy zrobić, jeżeli przygotuję dokładną listę, bo ja podobno, niegospodarna jestem.
                                Czy jeszcze chciałabyś coś wiedzieć?
                                • mola1971 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 23:26
                                  Asiu, po co ten mąż, na chwilę obecną, jest Ci potrzebny?
                                  Dzieciaki ogarniasz (gratuluje siódemki, ja się na trójce zatrzymałam wink), pracujesz, głupia nie jesteś. Po co Ci ktoś, kogo nie kochasz (tak myślę) i kto miast dodawać Ci skrzydeł, te skrzydła Ci podcina?
                                  Życie bardzo krótkie jest. Szkoda go marnować dla kogoś, kto w rozwoju emocjonalnym w piaskownicy się zatrzymał.
                                  • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 23:29
                                    Może kiedyś spokojnie Ci to wyjaśnię. W bardziej kameralnym gronie.
                                    • mola1971 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 10.11.12, 23:30
                                      Nie ma sprawy wink
                                  • triss_merigold6 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 10:23
                                    Kaman, to proste - obojga nie stać na rozwód + są związani z kościołem.
                                    Do oporządzenia mają trójkę - dziecko podstawówkowe i gimnazjalistów, maturzysta podania pod nos nie wymaga, sprawdzania lekcji też nie.
                                    Oboje się w tym duszą i są niezadowoleni więc oboje powinni coś pozmieniać, a nie strzelać sobie fochy, jedno na portalach, a drugie ścieląc łóżko z męczeńską miną i za karę nie nakładając na talerz. Przecież to jakaś żenada, ludzie.
                                    A że pan robi zakupy według przygotowanej listy? No jak ich nie robił przez 20 lat, to nic dziwnego, że woli mieć przygotowane precyzyjnie wcześniej zwłaszcza przy napiętym budżecie.
                                    Nie doradzajcie jej, żeby pana kopnęła, bo przecież go nie zostawi, z czego by żyła i gdzie?! W ich wypadku dotychczasowy model się wypalił i trudno, mogą zbudować inny.
                                    Problemy z ząbkowaniem skończyły się Asi 8 lat temu więc wyciąganie tego teraz jest z lekka absurdalne.
                    • yoma Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 11:02
                      > > Ty z tą puszczą to poważnie, ja od pokoleń miejski człowiek jestem, bez samocho
                      > dów za oknem nie zasypiam. Poza tym, konsumpcyjne rozpasanie kasuje się u nas w
                      > zarodku (ze względów zasadniczych)

                      Bardzo poważnie. Od końca: raz na ileś tam lat można sobie pozwolić na konsumpcyjne rozpasanie (straszne mi rozpasanie, nocleg 30 zł od łebka...), od rodziny pożyczyć, to w końcu w celu wyższym ratowania małżeństwa, nie? Warto chyba nawet dług skromny zaciągnąć?

                      A jakeście mieszczuchy i puszczy się boicie, nie ma sprawy, nich będzie miasto Hel. Bardzo przyjemne miasteczko, infrastruktura w nim działa, a morze poza sezonem jest piękne. I to nie ma być kurort, palma i plaża, tylko ciche miejsce, gdzie się zajmiecie sobą.

                      Czy mam rozumieć, że wyście nigdy nigdzie sami razem we dwójkę nie wyjeżdżali? Bo to konsumpcyjne rozpasanie? To się i nie dziw, że się mąż dusi, pracadompracadompracadom, no ludzie, trzeba sobie jakąś odskocznię raz na jakiś czas zrobić dla zdrowia psychicznego. Przecież faktycznie i święty tego nie wytrzyma.

                      Toż on pewnie i po edarlingach nie łazi w celach erotycznych, tylko żeby zobaczyć, jak jest gdzie indziej.
                      • triss_merigold6 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 11:21
                        Dla mnie to jakiś straszny przykład zafiksowania się na rolach rozdzielonych 30 lat wcześniej i niemożność/niechęć zauważenia, że z pewnych układów się wyrasta lub one ewoluują.
                        Ona matka i gospodyni, on pan domu jedyny żywiciel, gdzie tu miejsce na kobietę i mężczyznę? Nawet jeśli Asi to jest doskonale zbędne, to mogłaby zauważyć, że jej mężowi najwyraźniej nie.
                        I kaman, przy takiej liczbie dzieci to się bierze pomoc domową, opiekunkę na stałe czy inną babcię rezydentkę, a nie heroicznie ciągnie samej wykręcając się od innych aktywności.
                        • blue_ania37 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 11:26
                          Na tą opiekunkę trzeba mieć pieniądze.
                          Tutaj raczej się nie przelewa.
                          Kiedyś podjęli takie decyzje, ale faktem jest że zdecydowanie wyrośli jak z za małych butów.
                          Aśka chyba dostrzega jakiś problem skoro pojawiła się na forum, pana też coś uwiera skoro zalicza darlingi.
                          A przede wszystkim powinni wyjechać jak sugeruje yoma, upić się i pogadaćsmile
                          Aska powinna kupić zajefajną bieliznę a pan winosmile
                          A
                          • triss_merigold6 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 11:28
                            Dostrzegła problem jak dostała cegłą w głowę (e-darlingiem).
                            Odczepić się od tych dzieci na chwilę i pobyć razem, przestać się tak obsesyjnie koncentrować na dzieciach i szmacie, halo te dzieci już spore są.
                            • blue_ania37 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 11:33
                              Zdecydowanie się zgadzam, ale dobrze że jest tam etap dopiero łażenia po darlingach a nie sprawdzanie tego w realu.
                              Niekiedy taka cegła jest potrzebna.
                              Odpępowić dzieci, nagotować garnek bigosu i gołąbków i wyjechaćsmile
                              A
                          • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 13:15
                            blue_ania37 napisała:

                            > Na tą opiekunkę trzeba mieć pieniądze.
                            > Tutaj raczej się nie przelewa.
                            > Kiedyś podjęli takie decyzje, ale faktem jest że zdecydowanie wyrośli jak z za
                            > małych butów.
                            > Aśka chyba dostrzega jakiś problem skoro pojawiła się na forum, pana też coś uw
                            > iera skoro zalicza darlingi.
                            > A przede wszystkim powinni wyjechać jak sugeruje yoma, upić się i pogadaćsmile
                            > Aska powinna kupić zajefajną bieliznę a pan winosmile
                            > A
                            Pan nie pijący a na trzeżwo, to chyba ze strachu by umarł, jakby zobaczył mnie w fikuśnej bieliżnie. Nie, nie dlatego, żem potwór.
                            • tricolour Może by nie umarł, a zerżnął? 11.11.12, 13:23
                              Może warto spróbować zamiast dusić w zarodku?
                              • asia474 Re: Może by nie umarł, a zerżnął? 12.11.12, 20:43
                                Znam gościa ładnych parę lat. Uwierz, że przeżyłby szok.
                                No i weź łaskawie pod uwagę, że ja już w leciech i w biuściech jestem (cytuję za Boyem) i zacznij wyrażać się nieco bardziej salonowo.
                            • blue_ania37 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 13:29
                              Aśka czy 74 to twój rocznik?
                              jesli tak to jesteś mlodsza ode mnie o roksmile, ja posiadam tylko jedno dziecko w wieku niecałych 6 lat, więc problemy też mam inne.
                              Ale WIEM, że posiadanie dzieci, proza życia, gotowanie i sprzątanie nie upoważniają mnie do zapomnienia o sobie jako kobiecie.
                              Ja w swoim małżeństwie "zapomniałam" o sobie, o sobie jako kobiecie, a dziś juz mi sie wszystko przypomniało.
                              straszne jest to, co piszesz, że pan by umarł jakby zobaczył cię w śmieszowatej bieliżnie.
                              Bo przede wszystkim jesteście nadal kobieta i mężczyzną.
                              Wiadomo, że po wielu latach bycia razem nie ma takich fajerwerków jak na początku, ale nie mozna zapominać że łączy was cos więcej niż rachunki, zakup sera i problemy z dziećmi.
                              Dzieci się wychowuje dla świata, są już duże niedługo opuszczą rodzinne gniazdo, co będzie wtedy z wami, jak wy ani przyjaciele, ani kochankowie?
                              Dotychczasowy model się nie sprawdza biorąc pod uwagę zachowanie męża i twoje bieganie do psychologa.
                              Pamietam jak mi zadawano pytania po tym jak trafiłam w życiu na słowo rozwód, co ja lubię, co ja chcę robić?
                              A ja nie wiedziałam o co chodzi, bo tak zapomniałam o sobie, a to najgorsza rzecz jaką mogłam sobie zrobić.
                              Na koniec jedno zdanie ci wklejamsmile
                              "Każda mama powinna codziennie rano i wieczorem wykonywać jedno krótkie ćwiczenie. Powinna bardzo wyraźnie powtarzać swoje imię. Imię, które posiadała już wcześniej, zanim wyszła za mąż i urodziła dzieci. Imię utalentowanej, niezależnej kobiety, o wszechstronnych zainteresowaniach, którą niegdyś była.
                              I jest. I jest. I JEST"
                              Pam Brown
                              A
                              • triss_merigold6 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 13:37
                                Jakim cudem może być 74' rocznik skoro ma dzieciątko w wieku 30 lat?

                                Jak ze Szlachetnej Paczki normalnie, tam proszący o dary materialne piszą: wychowujemy pięcioro dzieci w wieku od 19 do 34 lat.
                                • blue_ania37 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 13:38
                                  Sorry, masz racjęsmile
                                  A
                              • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 13.11.12, 12:20
                                Anko niebieska, jeśli wstanę kiedyś z łóżka i wszystko będzie do tak do dupy, że gorzej już nie można, to będę przypominała sobie, to, że napisałaś. Na otwartym forum, wśród podgryzających się kobiet napisałaś jak do przyjaciółki. I będzie mi lepiej. Dzięki.
                                • blue_ania37 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 13.11.12, 12:24
                                  Niebieska pozdrawiasmile
                                  Trzeba wstawać i mierzyć się z życiem , a nie zakładać, że będzie do doopysmile
                                  A
                                  • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 13.11.12, 12:29
                                    Wstaję i próbuję się zmagać, padam na pysk, wstaję ......
                                    • blue_ania37 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 13.11.12, 12:35
                                      Hm..po największej burzy wstaję słońce....
                                      A
                                      • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 13.11.12, 13:00
                                        Może i wstaje, tylko coraz poźniej ostatnio wink
                                        • blue_ania37 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 13.11.12, 14:33
                                          Ja też lubię Triss i Garibaldię, one zmuszają do myślenia, i choć na początku wydaję ci że boli to po pewnym czasie dochodzi, że mają dużo racji.
                                          A
                                          • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 13.11.12, 14:59
                                            Ja nie wiem, czy je lubię. Wolałabym, żeby nie pisały science-fiction, wmawiając wszystkim, że to akurat prawda. No i to psychologizowanie na poziomie babskich tygodników......dla mnie nie do strawienia.
                    • tricolour "Bez samochodów nie zasypiam"... 11.11.12, 12:00
                      ... to było dobre gdy się miało dwadzieścia lat. Gdy ma się dwa razy więcej, to do życia potrzeba wsi, spokoju i ryku krowy. Choćby tylko przez wakacyjny miesiąc. Ja się facetowi już w ogóle nie dziwię, że szuka. Nie tylko dla siebie szuka, bo - jak znam facetów - to oni chcę coś dawać, a tu nie ma komu. Tym seks pozamałżeński różni się od małżeńskiego czym polowanie od świniobicia.

                      Konsumpcyjne rozpasanie... weź nie rozśmieszaj dorabianiem płytkiej ideologii do siedzenia dupą w domu przez dziesięciolecia. Bo to właśnie zaczyna się Wam odbijać już nawet nie czkawką, ale samobójstwem związku.
                      • mola1971 Re: "Bez samochodów nie zasypiam"... 11.11.12, 13:03
                        tricolour napisał:
                        > Konsumpcyjne rozpasanie... weź nie rozśmieszaj dorabianiem płytkiej ideologii d
                        > o siedzenia dupą w domu przez dziesięciolecia. Bo to właśnie zaczyna się Wam od
                        > bijać już nawet nie czkawką, ale samobójstwem związku.

                        Czy ktoś w tym wątku w ogóle czyta to, co pisze Asia?
                        Przecież tutaj napisała wyraźnie, że nie ona to rozpasanie dusi w zarodku. Zatem płytką ideologię też nie ona dorabia.
                        • asia474 Re: "Bez samochodów nie zasypiam"... 11.11.12, 13:18
                          mola1971 napisała:

                          > tricolour napisał:
                          > > Konsumpcyjne rozpasanie... weź nie rozśmieszaj dorabianiem płytkiej ideol
                          > ogii d
                          > > o siedzenia dupą w domu przez dziesięciolecia. Bo to właśnie zaczyna się
                          > Wam od
                          > > bijać już nawet nie czkawką, ale samobójstwem związku.
                          >
                          > Czy ktoś w tym wątku w ogóle czyta to, co pisze Asia?
                          > Przecież tutaj napisała wyraźnie, że nie ona to rozpasa
                          > nie dusi w zarodku. Zatem płytką ideologię też nie ona dorabia.
                          Dzięki, Mola, parę osób ma tutaj kłopoty z czytaniem i jednocześnie rozumieniem.
                          • tricolour Te osoby mające kłopoty z rozumieniem... 11.11.12, 13:21
                            ... i czytaniem dziwnym trafem mają szczęśliwe związki. Może warto mieć albo takie kłopoty, albo zastanowić się nad swoją komunikacją, co?
                            • triss_merigold6 Re: Te osoby mające kłopoty z rozumieniem... 11.11.12, 13:34
                              Te osoby może dostrzegają, że poza niewątpliwie ważnymi potrzebami dzieci, w związku jest się parą - mężczyzną i kobietą, a nie tylko rodzicami i logistykami domowymi.uncertain
                              Asia niczego nie chce zmieniać, chce usłyszeć, że mąż to świnia i utrwalać koalicję z dziećmi przeciwko ojcu. Ot, taka forma zakamuflowanej agresji. Wprost mu nie wywali wszystkiego, bo po co. Nie rozstanie się, bo cóż ona zrobi z niezależnością i bez kasy.
                            • mola1971 Re: Te osoby mające kłopoty z rozumieniem... 12.11.12, 21:54
                              tricolour napisał:
                              > ... i czytaniem dziwnym trafem mają szczęśliwe związki. Może warto mieć albo ta
                              > kie kłopoty, albo zastanowić się nad swoją komunikacją, co?

                              Dopiero teraz zauważyła ten "koronny" argument w postaci szczęśliwych związków.
                              A jaki staż małżeński te szczęśliwe związki mają? Nie zapominaj, że pouczasz kobietę, której małżeństwo (póki co) trwa ponad 30 lat. Zatem tylko ktoś, kto ma dłuższy od niej staż małżeński i nadal tworzy szczęśliwy związek, może ją ewentualnie pouczać, nauczać i takie tam. A na tym forum zdaje się takich ludzi nie ma.
                              Zatem odrobinę więcej pokory proponuję.
                          • triss_merigold6 Re: "Bez samochodów nie zasypiam"... 11.11.12, 13:28
                            A Ty decyzji podejmować nie umiesz czy wygodnie Ci zwalać wszystko na męża, a potem płakać żeś podporządkowana? Po siódmym dziecku zauważyłaś, że to przemocowiec, no brawa za refleks. Skoro - jak twierdzisz - pracujesz, to masz własne pieniądze i możesz wystąpić z inicjatywą wspólnego spędzenia czasu bez dzieci i poza domem.
                            Tobie jest wygodnie, tylko Cię z lekka uraziło, że pan na e-darling wszedł, bo wypadł z dawno przyjętej roli.
                        • tricolour To kto dusi? 11.11.12, 13:19
                          Jeśli pisze o sobie, że miejski człowiek, a potem, w kolejnym zdaniu, że rozpasanie "dusi się u nas" to czy z tego wynika, że kto inny dusi? Nie -wynika, że ona dusi.

                          To czytelnik ma dokonywać jakichś ekstrapolacji, bo nie może mieć informacji wprost?
                          • mola1971 Re: To kto dusi? 11.11.12, 13:26
                            Myślę, że mocno oszczędna w formie komunikacja Asi wynika z tego, że to co ona pisze, czyta jej mąż.
                            • tricolour To jeszcze może pod dyktando pisze... 11.11.12, 13:31
                              ... bo przemocowiec z pałą czeka, by przywalić za niewłaściwe określenie, a potem razem do spowiedzi.

                              No dziecinada ta rodzina.
                              • mola1971 Re: To jeszcze może pod dyktando pisze... 11.11.12, 13:43
                                Może im takie pisanie na forum jakoś pomaga? Różni ludzie są.
                              • triss_merigold6 Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 13:46
                                Pani Asia i tak nic nie zrobi.
                                Nie rozwiedzie się, kroku w stronę naprawy małżeństwa też nie wykona. Będzie sobie z dziećmi intrygować, ale otwarcie też nie wystąpi przeciwko mężowi. Do kościoła pójdą, a potem zjedzą rosół. Ot, takie piekiełko domowe na własne życzenie. Szkoda klawiatury, ona chciała tylko usłyszeć, że jest biedulką.
                                • mola1971 Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 14:12
                                  Tego czy coś zrobi, czy nie, to nie wiemy.
                                  Pragnę jednak zauważyć, że pozew rozwodowy może złożyć również jej mąż. Rozwiedzie się chłopina i będzie mógł być sobie prawdziwym singlem, a nie tylko nędzną podróbą, jak obecnie. Wtedy będzie mógł sobie zakładać profile na wszystkich dostępnych portalach randkowych, nikt się go nie będzie czepiał. Ze znalezieniem nowej kobity też raczej nie będzie miał problemu, bo choćby na tym forum dawno nie było takiej sytuacji, by nad losem jakiegoś faceta tyle kobiet się użalało.
                                  Normalnie świetlana przyszłość przed nim, więc co on jeszcze z tą okropną żoną robi?
                                  • garibaldia Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 14:35
                                    Oboje mogą do usr.... śmierci tkwić przy sobie a w razie wypłynięcia na wierzch jakichś kolejnych "kwiatków" strzelać focha "jak ci tak źle to ty odejdź!" i samemu palcem w kierunku zmiany nie kiwnąć.
                                    Mnie tu dzieci tylko szkoda bo w takiej rodzinie zmuszone do tkwienia i brania na siebie i do siebie odpowiedzialności za pasywność i niedziałanie rodziców w celu innych relacji w rodzinie- mają gwarantowane przechlapane życie emocjonalne w przyszłości.
                                    • mola1971 Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 14:42
                                      No dzieci zdrowe emocjonalnie z takiego układu, pełną rodziną zwanego, na pewno nie wyjdą.
                                  • triss_merigold6 Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 14:41
                                    Proza życia - pan jest deklaratywnie głęboko wierzący, a w parze z tym zwykle idzie hipokryzja. Poza tym na rozwód go nie stać, nie wypłaci się z alimentami na tyle dzieci.
                                    Sorry, znasz kobietę, która weźmie starzejącego się gościa z alimentami na piątkę dzieci?
                                    • mola1971 Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 14:45
                                      Oj tam, a mało to desperatek? Ponawija taki makaron na uszy, naopowiada jaki on skrzywdzony przez los i złe kobiety jest etc. Ciągle są kobiety, które takie kity łykają, biednego misia do piersi przytulają, a nawet do alimentów się dokładają.
                                    • garibaldia Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 14:47
                                      Heh, szczerze, to szybciej się znajdzie taka kobita dla faceta z alim. na 5 dzieci (szczególnie jeśli pan zatai na początku trójkę z tych dzieci a kandydatka na frajerkę się niechcący "zakocha")
                                      niż pan chętny do wiązania się z kobietą mającą 5 dzieci na utrzymaniu i groszowe alimenty na nie.
                                      • mola1971 Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 14:57
                                        To prawda. Tyle, że Asi (w przeciwieństwie do jej męża) na razie chyba jakoś się nie spieszy do nowego związku, a jeśli kiedyś jej się zachce (zakładając, że się rozwiedzie) to i dzieci już samodzielne będą. Czas bardzo szybko leci.
                                        • garibaldia Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 15:00
                                          mężowi, przypuszczam, do związku też się nie śpieszy, tylko do odskoczni, seksu, przyjemności, poczucia się jak młody bóg, użycia jeszcze życia zanim sprzęt jako-tako sprawny tongue_out
                                          • mola1971 Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 15:05
                                            No toż przecież może używać ile chce, tylko mała drobnostka - najpierw musi się rozwieść smile
                                            Innej opcji nie ma, nie da się pogodzić wody z ogniem, czyli i singlem być i bezpieczną przystań w postaci może zrzędliwej i opatrzonej, ale jednak żony mieć.
                                            Klasyczny problem faceta podczas kryzysu wieku średniego big_grin Ale cóż, trza wybierać, takie życie wink
                                            • garibaldia Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 15:16
                                              Asi wcale seksu nie musi brakować. spełniona jako matka, ma inne pracochłonne zajęcia i ścisły związek z dziecmi, o facetach ma kiepskie zdanie, chętnie by się może pozbyla tego niechcianego małżonka tylko kasa ogranicza ruchy, przekonania religijne (i co by ludzie...) każą udawac na zewnątrz prawdziwą trwałą rodzinę.
                                              a facet chce związku emocjonalno-erotycznego tylko bez konsekwencji w kolejne zobowiązania, chce docenienia jako samiec.

                                              żonatych singli na randkach całe tłumy (panowie twierdzą , że mężatych singielelek też) i praktyka pokazuje, że fakt "że najpierw musi się rozwieść" w żadnym prawodawstwie nie zostało określone i nie jest warunkiem koniecznym do zaistnienia nowych relacji...

                                              a, że moralność i etyka w tej rodzinie od zawsze na bakier? "przemocowiec i manipulant" w roli gorliwego katolika ciąganego po rekolekcjach? no proooszę...
                                              hipokryzja , że tak powiem "standardowa". trzeba to lubić i popierać by w tym od lat tkwić. więc nic dziwnego że zdrada po cichu wpisana w standard.
                                              • mola1971 Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 15:30
                                                garibaldia napisała:
                                                > żonatych singli na randkach całe tłumy (panowie twierdzą , że mężatych singiele
                                                > lek też) i praktyka pokazuje, że fakt "że najpierw musi się rozwieść" w żadnym
                                                > prawodawstwie nie zostało określone i nie jest warunkiem koniecznym do zaistnie
                                                > nia nowych relacji...

                                                To nie kwestia prawodawstwa jest tylko zwykłego rozsądku. Po cholerę sobie dodatkowo komplikować życie?
                                                No chyba, że ktoś do normalnego funkcjonowania potrzebuje adrenaliny, to wtedy można to jakoś zrozumieć. Takie podwójne życie adrenaliny dostarcza dużo. Tyle, że jednych taka adrenalina wykańcza, a innych napędza do życia.
                                                • triss_merigold6 Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 15:35
                                                  Bo rozwód jest w takim układzie zbędny i niepożądany. Rozwód oznacza otwarty demontaż dotychczasowego życia i przyjęcie na klatę konsekwencji swoich decyzji. A to kosztowne i opinię można sobie popsuć.
                                                  • asia474 Re: Ona i tak nic nie zrobi 12.11.12, 20:39
                                                    Słuchajcie a może zaczniemy obstawiać : zrobi , nie zrobi. Zaczynamy - kto za tym, że zrobię?
                                                  • mola1971 Re: Ona i tak nic nie zrobi 12.11.12, 21:28
                                                    Ja tam myślę, że coś z tym zrobisz. Nie wiem tylko co - czy postawisz na ratowanie małżeństwa, czy na rozwód.
                                                    Moje przekonanie o tym, że coś zrobisz wynika z tego, że napisałaś, że jesteś zadaniowcem; zadaniowcy tak już mają, że problemy rozwiązują, a nie chowają je pod dywan.
                                          • asia474 Re: Ona i tak nic nie zrobi 12.11.12, 20:34
                                            Weź pod uwagę, że urok nowości może zdziałać cuda i sprzęt może zacząć działać jak nowy wink
                                            To facet z dobrym genetycznym garniturem.
                                      • mayenna Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 15:23
                                        garibaldia napisała:

                                        > Heh, szczerze, to szybciej się znajdzie taka kobita dla faceta z alim. na 5 dzi
                                        > eci (szczególnie jeśli pan zatai na początku trójkę z tych dzieci a kandydatka
                                        > na frajerkę się niechcący "zakocha")
                                        > niż pan chętny do wiązania się z kobietą mającą 5 dzieci na utrzymaniu i grosz
                                        > owe alimenty na nie.

                                        I to jest prawda. Nawet jak alimenty nie są groszowe to mężczyźni mają mniejsze serca i nie zmieszczą takich wielkoścismile
                                    • mayenna Re: Ona i tak nic nie zrobi 11.11.12, 15:19
                                      triss_merigold6 napisała:

                                      > Proza życia - pan jest deklaratywnie głęboko wierzący, a w parze z tym zwykle i
                                      > dzie hipokryzja.

                                      Nie zawsze Triss. Hipokryzja wyklucza głęboką wiarę. Dla pana wierność przestała być priorytetem więc raczej głęboka wiara odpada.

                                      > Sorry, znasz kobietę, która weźmie starzejącego się gościa z alimentami na piąt
                                      > kę dzieci?
                                      Ja taką znam ze słyszenia, ale pan alimentów osobiście nie płaci i z panią nie mieszka.
                                  • asia474 Re: Ona i tak nic nie zrobi 12.11.12, 20:30
                                    Mola, uwielbiam Cię.
                                    • mola1971 Re: Ona i tak nic nie zrobi 12.11.12, 21:29
                                      Dziękuję big_grin
                                • asia474 Re: Ona i tak nic nie zrobi 12.11.12, 20:28
                                  My wegetariancy, rosołu nie będzie. Do kościoła i owszem. Intrygantką nie jestem, źle na tym wychodzę ale za to dobrze śpię, nie muszę mieć wyrzutów sumienia.
                              • asia474 Re: To jeszcze może pod dyktando pisze... 12.11.12, 20:26
                                Mąż nie czyta i nie dyktuje, ja po prostu nie mogłam uwierzyć, że tylu odpowiedzi nie przeczytałam, myślałam, że komputer mnie w maliny wpuszcza.
                          • asia474 Re: To kto dusi? 12.11.12, 20:24
                            Ja nie duszę, ja rozrzutna jestem, mam to po przodkach.
        • nangaparbat3 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 15:16
          asia474 napisała:

          > I chyba o to chodzi - nie klub dyskusyjny, tylko codzienne trwanie i budowanie,
          > nawet jak się coś schrzani można próbować naprawiać.
          O, podpisze się wszystkimi łapami.

          U nas naprawia się mnie.
          Trzeba wiać.
          Dzieciom po prostu: zbyt ciężko mi, bym mogla dalej to ciągnąć. Szczegoły tylko jako odpowiedzi na konkretne ich pytania, bo to jednak nie ich sprawa, ani nie masz powodu sie przed nimi tlumaczyć.
          T
          • triss_merigold6 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 15:28
            Jakie wiać? Za chwilę dogadają się z Sebaldą i będą snuły opowieści o przemocowcach nic jednocześnie nie robiąc.
            Przecież ona nie chce rozwodu, pan też nie chce. Do tego trzeba mieć trochę ikry i podjąć decyzję.
            Paradne, po 7 dzieciątku laska doszła do wniosku, że żyje z przemocowcem.
            • nangaparbat3 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 15:35
              Ja w Asi widzę calkiem sporo ikry, a ze osobom wierzącym moze naprawdę wiele czasu zając dochodzenie do wniosku, ze jednak chcą odejść, nie dziwię się.
              Mam fantazję, ze Asin jest poslem, z tego klubu wielodzietnych - tym trudniej o rozwod, na pewno.
              • mola1971 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 15:45
                nangaparbat3 napisała:
                > Mam fantazję, ze Asin jest poslem, z tego klubu wielodzietnych - tym trudniej o
                > rozwod, na pewno.

                Wcale bym się nie zdziwiła gdyby okazało się, że masz rację. W każdym razie pan sztukę manipulacji posiadł niczym rasowy polityk big_grin
              • triss_merigold6 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 15:58
                Gdzie tu widzisz ikrę? To, że zgrabnie pisze nie oznacza ikry. Ja widzę seksualnie martwą kobietę, która od lat zasłania się dziećmi, garnkami i mopem jak tarczą, żeby tylko nie być bliżej z mężem. Kobietę, która gra w tak, ale i nie chce być decyzyjna. Woli tworzyć koalicję z dorosłymi dziećmi i z miną pokrzywdzonej męczennicy ścielić to łóżko mężowi w drugim pokoju.
                • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 12.11.12, 20:21
                  Ikrę to miały śledzie w czasach mojego dzieciństwa, ja wolałabym mieć temperament wink
                  Czcionkę muszę chyba zmienić, bo od razu rzuca się w oczy, że ja seksualnie martwa jestem.
                  A co mą seksualność utłukło? Wielodzietność? Czy może religijne nawiedzenie? Do dzieła Triss, ja muszę to wiedzieć.
                  Koalicji nie tworzę, o dzieci się martwię. Pokrzywdzona męczennica to tautologia.
            • mola1971 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 15:37
              Triss, nie przesadzaj. Asia ledwie tydzień temu dowiedziała się o eksperymentach randkowych męża, na razie w szoku pourazowym jest, a w takim stanie nikt nie powinien podejmować ważnych, życiowych decyzji. Żadnych, zatem ani tej o rozwodzie, ani tej o ratowaniu małżeństwa. Najpierw musi ochłonąć, pomyśleć, a dopiero działaś. Co nagle to po diable tongue_out
              • blue_ania37 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 15:47
                Myślę, że Aśkę "rąbnęło" zainteresowania darlingowe męża, to że tu trafiła jest dowodem, że dużo w głowie myślała o swoim małżeństwie skoro wystukała rozwód.
                Napewno ludzie dali jej dużo do myslenia.
                A Asi życzę żeby wyciągnęła prawidłowe wnioski dla SIEBIE.
                A
              • garibaldia Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 15:53
                Asia też od dawna wie/twierdzi, że jej mąż to manipulant i przemocowiec. Nie naruszyło to jej przekonania że należy w tym małżenstwie trwać i rodzić kolejne dzieci dając im tegoż przemocowego ojca. Jeśli fakt, że mąż jest przemocowiec nic nie zdziałał w kontekście zmiany układu i sposobu myślenia Asi to na peeeeewno e-darling pomoże i zrobi rewolucję. Tia...
                Raczej dzieci po dłuższym czasie dostaną wścieku, że matka ciągle ten burdel kontynuuje i perspektywa utraty ich bezkrytycznego poparcia coś wzburzy (pytanie co? czy na pewno aktywność Asi w uporządkowaniu SWOJEGO życia/podejścia do związku/męża, czy wywoła w dalszym kontekście obrazę na dzieci wywierające na nią niechcianą presję do zmian (a ja się dla was poświęcałam!) )
                W sumie... może myśleć długo, np najbliższe 40 lat smile
                • mola1971 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 16:01
                  A ja myślę, że ten e-darling może być taką kroplą przelewającą czarę. Wiele kobiet tkwi w nieudanych małżeństwach na zasadzie "nie pije, nie bije, nie zdradza". Teraz jeden z tych elementów, na których opierało się to małżeństwo padł, bo jednak zdradza.
                  Bywa tak, że ludzie podejmują decyzję o rozwodzie właśnie z takich na pozór błahych powodów jak taki e-darling. Na zewnątrz może to wyglądać na głupotę, bo wzięła i się baba z chłopem rozwiodła, bo se profil na portalu randkowym założył. Tymczasem z wewnątrz to może wyglądać zupełnie inaczej, ten profil to był gwóźdź do trumny tylko, a nie rzeczywisty powód.
                • blue_ania37 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 16:02
                  Masz rację Garibaldiosmile, ale myślę, że Aśka nigdy nie "gadała" nigdy z taką ilością osób szczerze o swoim małżeństwie, inaczej jest wiedzieć, że sąsiadka spod 5 jest rozwódką i jakoś żyję a inaczej się rozmawia z dużą ilością osób które się rozwiodły i żyją.
                  Inaczej jest jak się jeździ na rekolekcje dla rodzin, bo tam głównie chodzi o utrzymanie rodziny a tu dostała informację, że niekoniecznie trzeba.
                  A
                • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 13.11.12, 12:28
                  Triss i Garibaldia, mam do obu Pań pytanie. Tyle w Was bezinteresownej chęci dowalenia i wyśmiania mnie. Czyżby był jakiś powód? Próbowałyście wyszarpnąć jakiejś kuchenno-ścierkowej faceta i się nie udało? Pytam, bo nie lubię taniego psychologizowania ani pisania opowiadań. Może którejś z Was uda się odpowiedzieć.
                  • kobieta306 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 13.11.12, 12:42
                    asia474 napisała:

                    > Triss i Garibaldia, mam do obu Pań pytanie. Tyle w Was bezinteresownej chęci do
                    > walenia i wyśmiania mnie. Czyżby był jakiś powód? Próbowałyście wyszarpnąć jaki
                    > ejś kuchenno-ścierkowej faceta i się nie udało? Pytam, bo nie lubię taniego psy
                    > chologizowania ani pisania opowiadań. Może którejś z Was uda się odpowiedzieć

                    Aśka wyluzuj. Zarówno Triss jak i Garibaldia sa na forum bardzo długa i piszą mądrze i dosadnie i są osadzone w realiach. Napisały to, czego Ty nie chciałas przeczytać. Doceń, że poświęciły czas i się nie obrażaj.
                    • asia474 Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 13.11.12, 12:50
                      Nie obrażam się, tylko mam wrażenie, że sączony przez nie jad kalosze mi niedługo przeżre.
                      Staż czytelniczy mam długi, analizę tekstu potrafię przeprowadzić i ani ani nie rozumiem, co poetki mają na myśli.
                      Może tak mną potrząsnąć chcą.
                      • tricolour To ja Ci odpowiem... 14.11.12, 09:39
                        ... gdy znów zaczniesz być kobietą zamiast tylko tanią służącą, kucharką i sprzątaczką, to język Tiss i Garibaldii przestanie Ci przeszkadzać.

                        Może się nawet okazać, że warunkiem koniecznym pozbycia się prostackiej (jak na warunki małżeństwa) roli jest wręcz przyjęcie myślenia i języka Twoich rozmówczyń. Bo - wybacz dosadność- poszukiwania Twojego męża oznaczają, że nudzi mu się domowy sprzęt.
                        • asia474 Re: To ja Ci odpowiem... 14.11.12, 16:15
                          Miałam się już nie odzywać ale niech tam....
                          Jeżeli nudzi się komuś domowy sprzęt idzie i kupuje np. nową lodówkę (akurat bardzo by się przydała). Ludzi a już na pewno tych najbliższych, dobrze by było traktować z szacunkiem a jeszcze lepiej z miłością. I wtedy można mieć nadzieję, że rzeczywiście robimy to co należy. "Kochaj i rób co chcesz"
                          Język Garibaldii i Triss nie może mnie razić, jest wypadkową różnych Ich życiowych "wypadków". Razi mnie to, co tym językiem robią (konfabulują, wyśmiewają, przyjmują pozycje wszystkowiedzących). Jest na tym forum sporo osób mówiących rzeczy dla mnie trudne, robią to jednak zupełnie inaczej. I są o wiele bardziej skuteczne.





                          (
                          • kobieta306 Re: To ja Ci odpowiem... 14.11.12, 17:56
                            asia474 napisała:
                            Razi mnie to, co tym językiem robią (konfabulują, wyśmiewają, p
                            > rzyjmują pozycje wszystkowiedzących).

                            Bzdury. One zwyczajnie mówią to, co Tobie niemiło słyszeć.
                            Ameryki żadna z nich nie odkrywa. Piszą oczywiste oczywistości, a Ty się obrażasz, bo nie tego oczekujesz.
                            Zatem idź i pogadaj z kimś w realu, z sąsiadką najlepiej - ona na bank powie Tobie w oczy to co Tobie będzie miłe, a później Cię za plecami wyśmieje.
                            Doceń, że ludzie Tobie tutaj szczerze piszą i swój czas marnują - tak marnują, bo Ty i tak swoje wiesz!
                  • triss_merigold6 Nie lubię grania w "tak, ale.." 13.11.12, 15:02
                    Wyjaśnię w punktach:
                    - nie lubię grania w "tak, ale...", a Ty torpedujesz w dyskusji każdą próbę podsunięcia Ci jakiejś możliwości zbliżenia się z mężem
                    - nie znoszę opatrywania każdego facet epitetem przemocowiec, zwłaszcza jeśli państwo fundują sobie przez lata kolejne dzieci i wcale nie zamierzają rozstać
                    - również nie znoszę zasłaniania się dziećmi/obowiązkami kuchenno-pralniczymi/pracą przed jakąś refleksją na temat potrzeb drugiej strony
                    - sprawy intymne i konflikty na tym tle między rodzicami nie powinny być IMO przedmiotem dyskusji z dziećmi i przez dzieci, zwłaszcza jeśli to świeża sprawa i krępująca

                    Nie, nie próbowałam żadnej bezrobotnej matce dzieciom wyrwać faceta, tacy to nie był mój target.
                    A tak prywatnie, opcja "mam mnóstwo samodzielnych dzieci i od lat nie stać mnie na weekend z mężem nawet w kwaterze za 30 zł/os" jakoś mnie zniesmacza, bo w tej głębokiej wierze i rytualnym odwiedzaniu kościoła w niedziele zapomnieliście co to znaczy być parą, mężem i żoną.uncertain
                    • asia474 Re: Nie lubię grania w "tak, ale.." 13.11.12, 15:16
                      Mój mąż też nie lubi chociaż jego "ale" zajmują sporą powierzchnię w naszych rozmowach.
                      Nie każdy facet jest przemocowcem, tylko,że przemocowcy czasami się zdarzają. Przypominam Ci też, że coś takiego jak przemoc seksualna również istnieje (nie mówię, że koniecznie mnie dotyczy) i w różny sposób dzieci są na ten świat sprowadzane.
                      Nie rozmawiam z dziećmi o intymnych sprawach małżeńskich.
                      Target tergetem a czasami uczucie w nas walnie i co wtedy? Litujesz się? Dosyć bezwzględna w wypowiedziach, czyste złoto w działaniu? To skąd, do cholery, ten jad?
                      • yoma Re: Nie lubię grania w "tak, ale.." 13.11.12, 15:20
                        Asia, a dajże spokój. Jeśli dla ciebie każdy post, który nie jest głaskaniem po główce, to sączenie jadu...

                        Tu nie ma głaskania, tylko trzeźwa ocena sytuacji na podstawie dostępnych danych. Tym się zresztą to forum różni na plus od innych.
                        • moniapoz Re: Nie lubię grania w "tak, ale.." 13.11.12, 16:31
                          > Tu nie ma głaskania, tylko trzeźwa ocena sytuacji na podstawie dostępnych danych

                          no śmiech na sali smile właśnie chodzi o to, że nawet bez dostępnych danych jest trzeźwa ocena tylko niewiadomo czasem jakiej sytuacji, bo często nie sytuacji autora/ autorki wątku smile
                          wystarczy poczytać ten wątek czy też wątek Piegusa i Wojtka....ile wyobraźni niektórzy maja....aż strach się bać.

                          ------
                          Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                          Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                          • yoma Re: Nie lubię grania w "tak, ale.." 13.11.12, 16:39
                            Pozwolę się sobie nie zgodzić. Trzeźwa ocena na podstawie danych, jakie są dostępne. A że w trakcie wyłazi więcej danych, to i ocena się zmienia.

                            Przykład wątku Asi. Dane wyjściowe: mąż ni stąd, ni zowąd wlazł na edarlinga i dzieci się z niego śmieją. A potem się okazało, że już coś tam dawno nie halo po obu stronach.

                            Przykład wątku Piegusa. Potwór wyrzucił matkę z dzieckiem na mróz w środku nocy. A potem się okazało... itd.
                            • moniapoz Re: Nie lubię grania w "tak, ale.." 13.11.12, 16:46
                              tak tak....ale w miedzy czasie ktoś jest nazwany alkoholikiem, garkotłukiem itd.....sorry ale niektóre osoby przedstawiają takie wizje na podstawie skąpych informacji, że.....nawet chyba normalny psycholog / terapeuta po kilku wizytach by takich wniosków nie wyciągnął....

                              ------
                              Tylko tu i teraz ja wybieram. Tylko tu i teraz jestem.
                              Tylko tu i teraz całym sercem więcej szans nie będzie.
                              • yoma Re: Nie lubię grania w "tak, ale.." 13.11.12, 16:50
                                Garkotłuk dość dosadne określenie, ale też i wylazło, że pani świata poza domem i dziećmi nie widzi, męża do świata licząc. Alkoholik się wziął z wcześniejszych wątków, gdzieś tak na początku roku. Ludzie mają pamięć.
                              • altz Re: Nie lubię grania w "tak, ale.." 13.11.12, 17:08
                                moniapoz napisała:

                                > chyba normalny psycholog / terapeuta po kilku wizytach b
                                > y takich wniosków nie wyciągnął....

                                Jaki ładny oksymoron wyszedł. smile
                                A ludzie na forum mają fantazję , to też prawda. Asia tylko słucha i się uśmiecha, nawet myślałem czy nie zbiera materiału do artykułu. wink Dla mnie jakoś wyjątkowo jest stabilna na to, żeby się przejmować jakimiś edarlingami.
                                • asia474 Re: Nie lubię grania w "tak, ale.." 14.11.12, 07:47
                                  Pochlebiasz mi, Altz. Gdzie tam zapuszczonemu kocmołuchowi do artykułów. Uśmiecham się, dzięki Wam (czasami), trochę złoszczę i to plus "praca u podstaw" pozwala mi przetrwać najgorsze chwile.
                                  Ponieważ zaczynam się awanturować w odpowiedzi na niektóre posty, zamilknę i zajmę się tym, co w chałupie najważniejsze. Pozdrawiam.
                                  PS Pozwolę sobie czasami tutaj zajrzeć, chociaż status nie ten.
                                  • zegnaj_kotku Re: Nie lubię grania w "tak, ale.." 14.11.12, 07:59
                                    asia474 napisała:

                                    > PS Pozwolę sobie czasami tutaj zajrzeć, chociaż status nie ten.
                                    Zaglądaj i pisz, niekoniecznie o sobie smile Im więcej inteligentnych ludzi z dystansem do siebie tym lepiej smile
                                    A praca u podstaw niech przyniesie rezultaty jakich oczekujesz.
                                    pozdrawiam smile
                                    • asia474 Re: Nie lubię grania w "tak, ale.." 14.11.12, 08:05
                                      Dzięki, Kotku, za wszystko. Czuję się zaproszona, zajrzę na pewno.
                                      • mayenna Re: Nie lubię grania w "tak, ale.." 14.11.12, 09:15
                                        asia474 napisała:

                                        > Dzięki, Kotku, za wszystko. Czuję się zaproszona, zajrzę na pewno.
                                        Zajrzyj i koniecznie napisz jak z tego wyszłaś. Nam się to przydasmile
            • mayenna Re: Zainspirowana wątkiem Asi... 11.11.12, 16:35
              triss_merigold6 napisała:

              > Jakie wiać? Za chwilę dogadają się z Sebaldą i będą snuły opowieści o przemocow
              > cach nic jednocześnie nie robiąc.
              > Przecież ona nie chce rozwodu, pan też nie chce. Do tego trzeba mieć trochę ikr
              > y i podjąć decyzję.
              > Paradne, po 7 dzieciątku laska doszła do wniosku, że żyje z przemocowcem.

              Decyzję może podjąć, albo i nie. To jej życie. Ma prawo w tym trwać i żyć jak uważa.
              Do przemocy się człowiek przyzwyczaja. Trzeba spojrzeć czasem z zewnątrz, żeby to zobaczyć.
              Ma prawo też szukać innych rozwiązań niż rozwód.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja