kaswei
18.11.12, 13:44
W wielu miejscach trafia sie na stwierdzenia typu - zamknac za soba drzwi, nie rozpamietywac, wyleczyc sie z tego co bylo i patrzec do przodu. Zgadzam sie z tym, choc mysle ze w 100 % jest to wykonalne tylko gdy nie ma dzieci. Przy maluszkach (moje 3 i 6 lat) to jakos nie wszystko mi wychodzi tak jak bym chciala. Od rozwodu minelo pol roku, dzieci dobrze zniosly przeprowadzke i cala to sytuacje. Duzo rozmow, tlumaczenia. Ale zycie codzienne pelne jest wielu sytuacji od ktorych nie mozna sie odciac.
Sa dni ze mam dosyc takich niby drobnych sytuacji - odpowiedzi na tel taty czy moze nagle wpajsc do dzieci bo chce je zobaczyc, czy jak jest "nie jego weekend" to czy mozesz starszego zabrac do siebie jak mala spi.... Zastanawianie sie - czy to co dla mnie dobre jest rowniez dobre dla dzieci. Najgorsze jest to ze one wylapuja kazdy fragment rozmowy i ukladaja sobie w glowie po swojemu.
Jak Wasze maluszki to zniosly (a raczej znosza na codzien)? czy tez zastanawiacie sie czesto czy to co robicie to dobro dziecka (nie mam na mysli zalowania rozwodu... tylko jakos ciezko mi to poukladac - moze dlatego ze to weekend gdzie dzieci sa z tata...