Dlaczego po połowie...

29.11.12, 10:59
Jak czytam posty na forum oraz rozmawiam z mężem na temat podziału wydatków na dzieci, zawsze zastanawiam się dlaczego mamy wszystko dzielić na pół. Ok, oboje jesteśmy równoprawnymi rodzicami dzieci. Ale w związku z tym, że to ja byłam na macierzyńskim, a potem wspólną decyzją na wychowawczym, zarabiam mniej. Być może gdybym przez 2,5 roku nie była w domu z dziećmi, teraz zarabiałbym tyle co mój mąż. Czy nie rozsądniejszy byłby podział wydatków proporcjonalnie do zarobków?
    • triss_merigold6 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 11:05
      Rozsądniejszy jest podział proporcjonalnie i do zarobków i do własnego wkładu opiekuńczo-wychowawczego.
      • to_nie_ja2 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 11:09
        triss_merigold6 napisała:

        > Rozsądniejszy jest podział proporcjonalnie i do zarobków i do własnego wkładu o
        > piekuńczo-wychowawczego.

        A jak wycenić swój wkład opiekuńczo-wychowawczy?
        • triss_merigold6 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 11:19
          Czas i obowiązki. Odprowadzanie do przedszkola/szkoły, lekarza, zwolnienia, przygotowywanie posiłków, pranie, pomoc w lekcjach, organizowanie zajęć dodatkowych i atrakcji itd. - to jest wkład opiekuńczo-wychowawczy.
          • to_nie_ja2 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 11:22
            triss_merigold6 napisała:

            > Czas i obowiązki. Odprowadzanie do przedszkola/szkoły, lekarza, zwolnienia, prz
            > ygotowywanie posiłków, pranie, pomoc w lekcjach, organizowanie zajęć dodatkowyc
            > h i atrakcji itd. - to jest wkład opiekuńczo-wychowawczy.

            Domyśliłam się co to jest ten wkład. Pytanie jak go wycenić.
            • blackglass Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 11:48
              No właśnie, to po połowie to chyba faceci z foruma wymyślili.

              Ja musiałam zrezygnować z roboty na 2.5 roku...kiedy całodobowa zajmowałam się dzieckiem a on umacniał sobie pozycje na rynku pracy. Gdyby było na odwrót on w domu z dzieckiem ja w robocie- zarabiałabym tyle co on a on co ja tongue_out
    • sonia_30 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 11:53
      A jakby ex stracił pracę, po długich poszukiwaniach znalazł inną, ale zdecydowanie kiepsko płatną, z poborami dużo niższymi niż Twoje, to też byś podzieliła proporcjonalnie, że tak przewrotnie zapytam?
      • triss_merigold6 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 11:59
        Nie. Nie ma dzieci na stałe, ma mnóstwo czasu ergo może dorabiać. Może też pracować w weekendy albo w nocy.
        • altz Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 12:22
          triss_merigold6 napisała:

          > Nie. Nie ma dzieci na stałe, ma mnóstwo czasu ergo może dorabiać. Może też prac
          > ować w weekendy albo w nocy.
          Majka? Czy to Ty?
          Był taki czeski film o dziecku z kosmosu, zresztą kiepski, tak jak Twoja propozycja dodatkowej pracy w nocy zamiast należnego wszystkim odpoczynku. wink Patrząc na wypadki na kolei, część pań już chyba skorzystała z takich rad i wysłała mężów na dyspozytornię. smile
          Mogę pomóc w takich radach: niech napada na banki, niech sprzeda nerkę, niech zostanie alfonsem. smile
          • fata-m-organa Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 12:52
            Zachęcam do lektury Kodeksu Opiekuńczo-Wychowawczego. W załączonych niżej artykułach nigdzie nie ma mowy o tym , że alimenty są płacone po połowie. Oboje rodzice są zobowiązani do świadczenia alimentów, ale zgodnie z art.135 § 1 alimenty są zależne od możliwości finansowych rodzica, ale brany jest tez pod uwagę wkład opiekuńczo - wychowawczy tak jak pisała triss_merigold6.
            Art. 58. § 1. W wyroku orzekającym rozwód sąd rozstrzyga o władzy rodzicielskiej nad wspólnym małoletnim dzieckiem obojga małżonków i o kontaktach rodziców z dzieckiem oraz orzeka, w jakiej wysokości każdy z małżonków jest obowiązany do ponoszenia kosztów utrzymania i wychowania dziecka. Sąd uwzględnia porozumienie małżonków o sposobie wykonywania władzy rodzicielskiej i utrzymywaniu kontaktów z dzieckiem po rozwodzie, jeżeli jest ono zgodne z dobrem dziecka. Rodzeństwo powinno wychowywać się wspólnie, chyba że dobro dziecka wymaga innego rozstrzygnięcia.
            Art. 135. § 1. Zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego.
            § 2. Wykonanie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie albo wobec osoby niepełnosprawnej może polegać w całości lub w części na osobistych staraniach o utrzymanie lub o wychowanie uprawnionego; w takim wypadku świadczenie alimentacyjne pozostałych zobowiązanych polega na pokrywaniu w całości lub w części kosztów utrzymania lub wychowania uprawnionego.
            Odnośnie tego co napisała sonia_30:
            Art. 136. Jeżeli w ciągu ostatnich trzech lat przed sądowym dochodzeniem świadczeń alimentacyjnych osoba, która była już do tych świadczeń zobowiązana, bez ważnego powodu zrzekła się prawa majątkowego lub w inny sposób dopuściła do jego utraty albo jeżeli zrzekła się zatrudnienia lub zmieniła je na mniej zyskowne, nie uwzględnia się wynikłej stąd zmiany przy ustalaniu zakresu świadczeń alimentacyjnych.
            Warto to sobie poczytać a potem wyrażać opinie. Przepisy są dla wszystkich takie same.
            • zalosny.jestes Jeden z najbardziej kretyńskich aktów prawnych 29.11.12, 15:48
              jakie obowiązują w kartoflanej. Ten gniot powinien być na dobrą sprawę natychmiast uznany za niezgodny z konstytucją, chociażby z tego powodu, że jego swobodna interpretacja przez panie w togach powoduje zniewolenie dużej części porządnych facetów.
              • gazeta_mi_placi Re: Jeden z najbardziej kretyńskich aktów prawnyc 29.11.12, 18:47
                Jakich na przykład?
        • sonia_30 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 12:37
          Zaskakujące że kobieta nie może... urodzi dziecko i automatycznie staje się niezdolna, niezborna i cała biedna taka, że ojej... wszak wszystkie zajęcia okołodzieciowe zajmują tyyyyleeee czaaasuuu, że strach.. A już przy dwójce dzieci ło jezusku tłuściutki... A instynkt samozachowawczy obumiera natentychmiast zaraz po porodzie, albo nawet i przed. Ciekawe jakby sobie taka panna poradziła, gdyby exa szlag trafił, a renta dla dzieci byłaby marniutka, tudzież nie było jej wcale, bo i tak się niekiedy zdarza.
          • to_nie_ja2 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 12:47
            Sonia, nie wiem dokładnie do kogo skierowane są Twoje uwagi, ale jeśli do mnie to chciałabym coś sprostować.
            Otóż, ja pracuję zawodowo. Zarabiam całkiem nieźle. Nie muszę wybierać czy tej zimy kupię dzieciom tylko buty, czy tylko kurtki. Skończyłam studia i studia podyplomowe, a po urodzeniu dzieci chciałam (choć mąż i teściowa namawiali mnie na pozostanie na długim wychowawczym) i wróciłam do pracy.
            Zwracam tylko uwagę na fakt, że mimo wszystko byłam 2,5 roku w domu i uważam, że właśnie dlatego zarabiam mniej niż mój mąż. Nie uważam siebie za osobę "nie zdolną, niezborną i całą biedną taką".
            • zalosny.jestes A ja uważam, że jakby mi baba przez 10 lat nie 29.11.12, 15:52
              zatruwała życia to dziś zarabiałbym 10 razy więcej niż teraz. Idąc Twoim typowo kobiecym tokiem rozumowania powinienem uważać, że w ogóle jej się alimenty nie należą, bo i tak wystarczająco już mnie wydymała.
              • gazeta_mi_placi Re: A ja uważam, że jakby mi baba przez 10 lat ni 29.11.12, 18:50
                Ile płacisz alimentów i na jaką liczbę dzieci?
            • sonia_30 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 21:36
              Ile mniej? I jaki % kosztów powinien w związku z powyższym pokrywać ojciec dziecka?
          • blackglass Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 13:37
            sonia_30 napisała:

            > Zaskakujące że kobieta nie może... urodzi dziecko i automatycznie staje się nie
            > zdolna, niezborna i cała biedna taka, że ojej... wszak wszystkie zajęcia okołod
            > zieciowe zajmują tyyyyleeee czaaasuuu, że strach.. A już przy dwójce dzieci ło
            > jezusku tłuściutki... A instynkt samozachowawczy obumiera natentychmiast zaraz
            > po porodzie, albo nawet i przed. Ciekawe jakby sobie taka panna poradziła, gdy
            > by exa szlag trafił, a renta dla dzieci byłaby marniutka, tudzież nie było jej
            > wcale, bo i tak się niekiedy zdarza.

            No wiesz jak jej "dupę" potną tak ze siedzieć przez miesiąc nie może to i obala jest tongue_out
            Jak tak mało roboty przy tych dzieciakach jest to dlaczego faceci tak się nie garną..nie kumam tongue_out

            E renta wyższa nić to co dostawałam tongue_out
            Wiec pewnie byłoby mi lepiej tongue_out

            • tornado27 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 13:58
              to_nie_ja
              ciesz się kobieto, że twój mąż mówi, że wydatki maja byc po połowie wink
              mój prawie były mąz natomiast jest zdania, że on może owszem kupic dzieciom prezenty od czasu do czasu, ale przez to, że to ja zażądałam rozwodu to teraz ja mam zacząć sama na dzieci zarabiać, bo to wszystko to moja wina
              to jest dopiero chore
              człowiek rodzi dzieci, opiekuje sie nimi, nie pracuje, w tym czasie małzonek dorabia się za granicą dla dzieci, zony, wspólnego domu, a jak nie wyjdzie to niech sobie teraz sama żona radzi, bo on sie w zyciu już narobił... smutne
              • zalosny.jestes Też ma gość dużo racji. Chciałaś rozwodu 29.11.12, 15:55
                to ponoś konsekwencje. Rozwód to nie tylko pozbycie się z domu chłopa, to także problemy, mniej pieniędzy, konieczność wyjścia z portfela Exa itp. Tego oczywiście drogie panie pędząc do sądu z pozwem nie zauważają. Dopiero jak zaczyna brakować kasy to najłatwiejszą rzeczą jaką można zrobić to sięgnąć do portfela exa jako argument wykorzystując dziecko. Wystarczy kartka papieru, długopis i niewielkie zużycie zelówek w drodze do sądu, gdzie pani w todze przychyli się do wniosku o sięgniecie do kieszeni Exa, no bo jak pani występuje to znaczy, że potrzebuje.
                • to_nie_ja2 Re: Też ma gość dużo racji. Chciałaś rozwodu 29.11.12, 16:08
                  zalosny.jestes napisał:

                  > to ponoś konsekwencje. Rozwód to nie tylko pozbycie się z domu chłopa, to także
                  > problemy, mniej pieniędzy, konieczność wyjścia z portfela Exa itp. Tego oczywi
                  > ście drogie panie pędząc do sądu z pozwem nie zauważają. Dopiero jak zaczyna br
                  > akować kasy to najłatwiejszą rzeczą jaką można zrobić to sięgnąć do portfela ex
                  > a jako argument wykorzystując dziecko. Wystarczy kartka papieru, długopis i nie
                  > wielkie zużycie zelówek w drodze do sądu, gdzie pani w todze przychyli się do w
                  > niosku o sięgniecie do kieszeni Exa, no bo jak pani występuje to znaczy, że pot
                  > rzebuje.

                  Żałosny, ale to nie chcę rozwodu, to mój mąż po 13 latach uznał, że nie chce takiego związku.
                  Chce związku z 7 lat młodszą koleżanką z pracy, bez dzieci i kredytu na głowie.
                  • zalosny.jestes Napisałaś, że to Ty chciałaś rozwodu a nie on 29.11.12, 16:15
                    więc to Ty musiałaś się liczyć z konsekwencjami. Jakby on chciał sobie układać z kimś życie, to on by zażądał rozwodu. Pewnie było tak, że się obruszyłaś, rozwód, chłop nie miał wyjścia i się związał z kochanką kanalią. Może warto było powalczyć? Tak nie masz ani chłopa ani pieniędzy ale to zbyt racjonalne argumenty, żeby którakolwiek z Was to zrozumiała.
                    • cozzycie_80 Re: Napisałaś, że to Ty chciałaś rozwodu a nie on 29.11.12, 16:24
                      Żałosny, twój nick jest naprawdę adekwatny do tego co piszesz, ale pewnie słyszałeś to już nie raz wink
                      • zalosny.jestes Właśnie dlatego ten nick... 29.11.12, 18:10
                        Jak mi się znudzi to założę w kolejności:
                        1)Kaleka emocjonalny
                        2)Pusty
                        3)Płytki
                        4)Mizogin
                        5)Gnojek
                        i uwaga...
                        w szczycie desperacji pewna pani powiedziała, że jestem...FASZYSTĄ.
                        pozdrawiam
                        • zegnaj_kotku Re: Właśnie dlatego ten nick... 29.11.12, 18:16
                          6)Psychofag
                          zapomnialeś smile
                          • cozzycie_80 Re: Właśnie dlatego ten nick... 29.11.12, 18:26
                            Kotku dobrze, że przypomniałaś wink
                            I zamiast się z tym zgadzać czy nie lepiej coś z tym zrobić? Jedno masz życie człowieku!!

                            Sonia, ja też nigdy nie uważałam, że jestem biedna i nieszczęśliwa, bo cały dzień przesiedziałam z dzieckiem, które rzygało na mnie, robiło kupę i darło się niewyobrażalnie, to moje maleństwo samo się na świat nie pchało, ale fakt, że mamy czasami przerąbane. Macierzyństwo to bardzo ciężka praca.
                            Ja siedziałam z moim dzieckiem 2 lata, może moja kariera zawodowa nie wyglądała by bardziej imponująco, ale mimo wszystko jednak 2 lata doświadczenia zawodowego więcej. Ja nie ubolewam nad sobą, raczej dziękuje losowi, że mogłam ten czas spędzić z córką, a nie tylko pół roku. Może to brak ambicji wink
                • tornado27 Re: Też ma gość dużo racji. Chciałaś rozwodu 29.11.12, 18:14
                  zalosny mój mąż przez lata znecał sie nade mna psychicznie, fizycznie i finansowo
                  dorobil sie tez paranoi, trafil do szpitala psychiatrycznego, skad wypisal sie na wlasne zadanie
                  siedzi za granica, zarabia i tak naprawde nigdy nie wiedzialam co sie dzialo z pieniedzmi, bo na wszystko do domu zalowal
                  dzis na sprawie o rozwod dowiedzialam sie ze on narobil kolejnych dlugow, splaca jakies horrendalne dlugi, bo w calym swoim zyciu wydawal wiecej niz zarabial
                  sam wyprowadzil sie z domu, sam wyprzedawal nasz wspolny majatek

                  rozwod byl wiec konsekwencja jego zachowan w stosunku do mnie i do dzieci
                  on myslal, ze sie calkowicie wywinie z obowiazkow, ale jego "zona-pijawka" wywalczyla w koncu alimenty
                  a teraz slysze, ze sama powinnam utrzymywac dzieciaki
                  to jest w/g ciebie ok?
          • cozzycie_80 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 14:20
            Sonia_30 a Ty masz dzieci?
            Może kiedyś nasze matki się wstydziły, ale ja teraz nie i powiem Ci coś, mimo, że moje dziecko jest moim największym szczęściem, nie wyobrażam sobie bez niej życia i nigdy nie zrozumiem kogoś kto nie chce mieć dzieci i współczuję ludziom którzy mieć dzieci nie mogę, to MACIERZYŃSTWO jest masakrą!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
            Moja siostra ma teraz dwójkę w domu, dwulatkę i 2 miesięczne niemowlę i jak do niej wchodzę to jej nie poznaję. Laska ma już naprawdę dosyć.
            Dzieci zmieniają cały świat i jak słyszę te panienki co nie mają dzieci, że to takie wspaniałe, to mam ochotę im powiedzieć "jak sobie urodzicie, to możemy pogadać"
            Więc Sonia, jeżeli nie masz dzieci to sie nie wypowiadaj, a jeżeli masz to nie uwierzę, ze nie miałaś nigdy chwili, żeby mieć wszystkiego dosyć.
            • sonia_30 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 17:10
              Łoj ale to nie do mnie ta odezwa z wykrzyknikami. Najpierw poczekaj na odpowiedź może, szkoda sie tak eksploatować nad ripostą. A dosyć miałam owszem i co w związku z tym? Miałam zapaść w stupor na wiele miesięcy? Następnego dnia trzeba było się podnieść, otrzepać spódniczkę i iść dalej, nie oglądając się na pomoc exa, nexa, czy sexa... choć ten ostatni nie powiem najlepiej mi robi wink
          • noname2002 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 16:44
            Sonia ale jak sie ma dziecko czy dzieci i nie ma wsparcia drugiego rodzica czy rodziny, to nie mozna wyjezdzac na szkolenia, delegacje, zostawac w nadgodzinach czy w soboty, odpada praca zmianowa albo w nietypowych godzinach.
            • sonia_30 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 17:05
              Ale nie schodźmy znów na meandry dywagacji, podany jest konkretny przypadek, ojciec dziecka jest, nie zauważyłam informacji że się z opieki nad dzieckiem wystornował, chodzi jedynie o fakt potencjalnie niższych zarobków w związku z 2,5 rocznym macierzyńskim/ wychowawczym autorki wątku.
              Zadałam więc pytanie na które jest wg mnie prosta odpowiedź, jednakowoż nie doczekałam się informacji co by było gdyby za rok/dwa relacje się odwrócły.. czy nadal byłaby za proporcjami, czy może nagle fifty fifty okazałoby się całkiem niezłym rozwiązaniem.
              A dziecko mam, na macierzyńskim siedziałam, nie spowodował spustoszenia w karierze.
              • noname2002 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 17:23
                Zadałam więc pytanie na które jest wg mnie prosta odpowiedź, jednakowoż nie doc
                > zekałam się informacji co by było gdyby za rok/dwa relacje się odwrócły.. czy n
                > adal byłaby za proporcjami, czy może nagle fifty fifty okazałoby się całkiem ni
                > ezłym rozwiązaniem.

                Oczywiscie, ze by sie odwrocily gdyby stracil prace, z pustego i Salomon nie naleje.

                A dziecko mam, na macierzyńskim siedziałam, nie spowodował spustoszenia w karie
                > rze.

                Na macierzynskim czy wychowawczym, bo to istotna roznica?
        • zalosny.jestes Czyli jak się nie odwrócisz to dupa z tyłu... 29.11.12, 15:50
          Nie wiem czemu my się ciągle zgadzamy aby ludzie o tak porąbanym widzeniu świata, braku jakiejkolwiek logiki przy przesterowanych na maksa emocjach pełniły tak ważne dla życia osób trzecich funkcje jak choćby sędziowie...
          • lampka_witoszowska Re: Czyli jak się nie odwrócisz to dupa z tyłu... 30.11.12, 23:58
            może dlatego, że gdyby nei sędziowie, zjawiliby się co miesiąc albo częściej, albo rzadziej, tak nieoczekiwanie dość, krewni płci męskiej matki u tatusia, zabraliby, co by im się podobało - na utrzymanie dziecka i dodatkowo za przysługę, a może i dla kolegi z wojska - i wcale niekoniecznie mieliby chęć pytać: a z czego pan się utrzymuje?

            sąd niejako tyłek ratuje i takiemu biednemu tatusiowi, i biednej mamusi (gdy nei ma pod ręką krewnych skorych do bitki albo brzydzi się takim obrotem spraw) - i uprzejmie sąd pyta o to utrzymanie

            reasumujac, nei rozumiem pretensji i zażaleń akurat do sądu

            - chyba, że sąd wyręczył takiego niesłusznie alimentującego tatusia w płodzeniu potomka, to już insza, zrozumiała sprawa - i inny sąd może się tym zająć
            tak po prostu
    • tricolour A co to za małżeństwo? 29.11.12, 18:28
      ... że z mężem rozmawiasz na temat PODZIAŁU wydatków na dzieci?

      Z mężem na takie tematy się nie rozmawia, bo nie ma tematu. Rozmawia się z obcym, a to zmienia istotę rzeczy: otóż obcego guzik obchodzi ile siedziałaś w domu i jakie to ma dla Ciebie skutki.
      • zmeczona100 Re: A co to za małżeństwo? 29.11.12, 23:45
        tricolour napisał:

        > ... że z mężem rozmawiasz na temat PODZIAŁU wydatków na dzieci?
        >
        Może dlatego, że mężem jest jeszcze na papierze i nie mają wspólnej kasy, konta.
    • zmeczona100 Re: Dlaczego po połowie... 29.11.12, 23:43
      Nigdy nie ma pół na pół- nawet w małżeństwie:

      Art. 27. Oboje małżonkowie obowiązani są, każdy według swych sił oraz swych możliwości zarobkowych i majątkowych, przyczyniać się do zaspokajania potrzeb rodziny, którą przez swój związek założyli. Zadośćuczynienie temu obowiązkowi może polegać także, w całości lub w części, na osobistych staraniach o wychowanie dzieci i na pracy we wspólnym gospodarstwie domowym.

      Dlatego nic się nie zmienia po jego ustaniu:

      Art. 135. § 1. Zakres świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego.


      § 2. Wykonanie obowiązku alimentacyjnego względem dziecka, które nie jest jeszcze w stanie utrzymać się samodzielnie albo wobec osoby niepełnosprawnej może polegać w całości lub w części na osobistych staraniach o utrzymanie lub o wychowanie uprawnionego; w takim wypadku świadczenie alimentacyjne pozostałych zobowiązanych polega na pokrywaniu w całości lub w części kosztów utrzymania lub wychowania uprawnionego.

      A to pól na pół to faktycznie wytwór alimenciarzy (nie mylić z ojcami płacącymi na utrzymanie swoich dzieci)
      • tricolour A gdzie z tych przepisów wynika... 30.11.12, 08:22
        ... że facet ma kompensować alimentami na dziecko fakt, że matka może mniej zarabia po powrocie z wychowawczego?
        • tornado27 Re: A gdzie z tych przepisów wynika... 30.11.12, 09:13
          tego w przepisach nie ma tri i dobrze o tym wiesz
          jednak jesli matka pracuje a ojciec się wypiął na zajmowanie się dziećmi po rozwodzie to patrz wyżej.
        • blackglass Re: A gdzie z tych przepisów wynika... 30.11.12, 09:14
          Chyba chodzi ot o, ze to pół na pół jest "głupie", myślę ze powinno to być procentowo biorąc po uwagę zarobki/oraz możliwości zarobkowe.
          Oczywistą sprawą jest, że ten kto po rozwodzie ma dziecko przy sobie jest mniej dyspozycyjny. Chyba ze ma bacie, rodzinę która w czasie "nieobecności" zajmie się dzieckiem.
          Ja np. jestem sama. Nie mam tu rodziny, nie posiadam teściów, wiec praca zmianowa/w nietypowych godzinach całkowicie odpada, przynajmniej do momentu kiedy kieco jest na tyle małe ze samo zostać nie może.

          Znam przypadek gdzie tata oburzył się na wysokość zasądzonych przez sad alimentów, na co sędzia stwierdził, ze rączki do pracy ma i czas na to też skoro dziecko nie zostaje z nim.

          Ogólnie to "skapienie" panów na forum jest dość nietypowe. Znam kilka przypadków płacenia alimentów, najniższe wśród nich to 1000 zł na dziecko.Panowie rożnie zamożni/zarabiający. Ale z nich tylko jeden uważa, ze za dużo. Reszta jeszcze daje kieszonkowe dzieciom/funduje wakacji itp.
          Także rożni są ludzie smile

          Ja rozmawiając ze swoim, usłyszałam że przy zarobkach 4000 najniższe alimenty jakie zaproponował to 900 zł, stwierdził ze to takie minimum, biorąc po uwagę całokształt.
          • natalia-ok6 Re: A gdzie z tych przepisów wynika... 30.11.12, 10:09
            W moim przypadku sąd zdecydował,ze ojciec płaci 70% ,matka 30%.
            Oczywiście o takiej decyzji przesądziły bardzo wysokie zarobki ojca dziecka.
          • tricolour " Skąpienie " jest bardzo typowe... 30.11.12, 15:59
            ... i zachęcam do lektury tych wątków, gdzie to panie płaca alimenty. Albo osobiście na własne dziecko albo mają nowego faceta, który płaci, a którego rozliczają z alimentów na "cudze" dziecko. Polecam też te wątki gdy matki mają dorosłe dzieci i same muszą sięgać do portfeli na potrzeby młodych ludzi.

            W każdym z tych przypadków - nagle i niespodziewanie - zaczynają kwestionować wysokość oczekiwanych kwot. Dziwne, co? Że nagle dziecko przyjdzie i zażąda realnej kasy od matki.
          • diodeo1 Re: A gdzie z tych przepisów wynika... 03.12.12, 14:04
            wiesz, to kwestia że są ludzie i parapety.
            Zalezy od zarobków a najwięcej to od charakteru.
            Moja znajoma ma po 300zł na trójkę dzieci 11-15 lat. I żadnej pomocy ze strony ojca. Ale boi się iśc do sądu, żeby pan się nie obraził już całkiem i nie przestał płacić nawet tych groszy. Może, bo nie ma oficjalnie majątku ani legalnej pracy. Proponowała mu, że da mu co miesiąc 1000zł i dzieci na wychowanie a sama weźmie dodatkowy etat, to nie chciał tongue_out
            A inny exmaż płaci od lat regularnie nieduże alimenty i dorzuca się do wszystkich dodatkowych potrzeb dziecka jak tylko exżona zgłosi potrzebę, bierze za nie odpowiedzialność. Dużo dobrego tu zrobiła exżona która wszystko przy rozwodzie starała się rozwiązać rozmowami i wspólnym ustaleniem priorytetów. Facet też na poziomie to się dało. Choć to on ją zdradził i dziecko innej zrobił, więc moralnie-miała prawo go tylko wyzywać..
        • zmeczona100 Re: A gdzie z tych przepisów wynika... 01.12.12, 11:21
          Dziecko jest wg mnie rodziną.
          Ale rozumiem, że nie wszyscy "tak mają".
          • noname2002 Re: A gdzie z tych przepisów wynika... 01.12.12, 11:33
            Na przyklad dla Tricoloura jego wlasne dziecko, z ktorym nie mieszka na co dzien, jest obce:

            "Matkę córki kocham tak jak się kocha kogoś po rozwodzie, po licznych kłótniach i totalnej niechęci oraz izolacji. Z jej strony. Córkę kocham tak jak się kocha razem nie mieszkając, nie żyjąc obok siebie, nie rozmawiając o codzienności więc nic nas w sumie nie łączy. Łączy miłość? Jaka?

            Żonę i syna mam obok siebie z ich oddechem na mojej twarzy, bliskości pod każdym względem, pięknej i szarej codzienności, z rzadkimi smutkami i częstymi radościami z drobiazgów, od których wrze z rozkoszy krew.

            Więc oni matki ani córki nie kocham w codziennym wymiarze. "

            To mi wyjasnilo dlacego panowie z RiCD tocza boje o kazda zlotowke alimentow-po co dawac pieniadze obcym?
            • tricolour Prawdę mówiąc to głupia jesteś... 01.12.12, 13:07
              ... skoro cytując "Córkę kocham tak jak się kocha razem nie mieszkając, nie żyjąc obok siebie, nie rozmawiając o codzienności więc nic nas w sumie nie łączy" wysnuwasz wniosek, że córka jest obca.

              Obca to nawet Ty nie jesteś, bo pisze do Ciebie. 60 tysięcy osób zdechnie dziś z braku wody - to są obcy. Także dla Ciebie, bo palcem nie kiwniesz, by choć jednego uratować.
              • zmeczona100 Re: Prawdę mówiąc to głupia jesteś... 01.12.12, 19:12
                Ale chyba mniej głupia, niż Ty:

                tricolour napisał:

                > ... skoro cytując "Córkę kocham tak jak się kocha razem nie mieszkając, nie żyj
                > ąc obok siebie, nie rozmawiając o codzienności więc nic nas w sumie nie łączy"
                > wysnuwasz wniosek, że córka jest obca.

                Ale skoro uważasz, że forumowiczka, której pewnie nawet na oczy nie widziałeś, nie jest dla Ciebie obcą, to masz rację- córka Twoja nie jest obca. Ale na pewno nie jest Twoją rodziną (bo o to chodziło)- nawet dalszą rodzinę coś ze sobą jednak łączy, że o tej najbliższej, krew z krwi, nie wspomnę.
              • noname2002 Re: Prawdę mówiąc to głupia jesteś... 01.12.12, 20:14
                Kocham mojego syna i bede go kochac, jesli zdecyduje sie zamieszkac z tata. Albo dorosnie i wyprowadzi sie na do Australii.

                60 tysięcy osób zdechnie dziś
                > z braku wody - to są obcy. Także dla Ciebie, bo palcem nie kiwniesz, by choć j
                > ednego uratować.

                A cos takiego pisza zwykle osoby, ktore nikomu nie pomagaja. Za to lubia sie oburzac, ze ktos pomaga zwierzetom zamiast ludziom albo ludziom w Afryce zamiast Polakom.
                • tricolour Ludzie w Afryce różnią się od Polaków? 02.12.12, 11:09
                  Pomoc Polakom wyceniasz inaczej? Coraz lepiej...
                  • noname2002 Re: Ludzie w Afryce różnią się od Polaków? 02.12.12, 12:16
                    A gdzie ja cos takiego napisalam? Pisalam, ze o umierajacych ludziach w Afryce pisza Ci, ktorzy nie pomagaja nikomu.
                    Komu pomagasz, Tricolour?
                    • tricolour Utrzymuję obcą osobę... 02.12.12, 12:49
                      ... dziewczynkę, dzięki czemu żyje i się uczy. Nigdy jej nie widziałem i pewnie nigdy nie zobaczę.
                      • zmeczona100 Re: Utrzymuję obcą osobę... 03.12.12, 22:30
                        Czyli coś jak swoją córkę?
                        • tricolour Jest w tym spore podobieństwo - fakt. 03.12.12, 23:38
                          Myślę, że gdy przestaniesz żyć chęcią zemsty, przestaniesz tylko wyciągać łapy, a zaczniesz komuś realnie pomagać, to poczujesz z nim związek.

                          Myślę, że jeszcze stać Cię na to.
                          • zmeczona100 Re: Jest w tym spore podobieństwo - fakt. 03.12.12, 23:48
                            Myślę, że lepiej, abyś się zajął własnym życiem, niż komuś prawił morały. Byłbyś autorytetem, gdybyś sam nie spieprzył sobie własnego smile Chociaż nie myślę, że Cię stać na to.
                            • tricolour W sumie to ja Ci współczuję... 04.12.12, 00:30
                              ... i naprawdę wstrzymuję się przed bolesnym postem.

                              Szkoda gadać...
                              • zmeczona100 Re: W sumie to ja Ci współczuję... 04.12.12, 00:43
                                A pisz, wszak piszesz, co uważasz za stosowne, więc skąd tym razem rezygnacja? smile

                                To nie o mnie będzie świadczyć smile
                                • tricolour Tak, tak rezygnacja... 04.12.12, 13:36
                                  ... bo nie chcę napisać czegoś, po czym wymiotować będziesz na sam mój widok, a ja będę żałował, że się uniosłem.

                                  Więc spokojnie. Poczekam.
            • zmeczona100 Re: A gdzie z tych przepisów wynika... 01.12.12, 19:09
              noname2002 napisała:

              > Na przyklad dla Tricoloura jego wlasne dziecko, z ktorym nie mieszka na co dzie
              > n, jest obce:

              Toż właśnie do tego "piłam" wink

              W dodatku Pan Filozof nie jest w stanie ogarnąć, że kiedy dzieciak jest pełnoletni, to nadal nie należą mu się alimenty 50/50 tylko "każdy [z rodziców] według swych sił oraz swych możliwości zarobkowych i majątkowych" jest zobowiązany do jego alimentacji.
              • tricolour Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 01.12.12, 20:52
                ... w takim razie matka powinna płacić więcej. A nie płaci więcej tylko tyle samo, co ja.

                Musze obniżyć płacone alimenty wedle moich możliwości wszak mam na utrzymaniu żonę i małe dziecko.
                • zmeczona100 Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 01.12.12, 20:59
                  tricolour napisał:


                  > Musze obniżyć płacone alimenty wedle moich możliwości wszak mam na utrzymaniu ż
                  > onę i małe dziecko.

                  Żona w takim razie może więcej dokładać.
                  A jak nie dokłada, to niech ruszy d.pę i zacznie zarabiać. Niech się uniezależni od Twojej kasy.

                  Coś pomyliłam?
                  • tricolour Nic nie pomyliłaś... 01.12.12, 21:03
                    ... ale poczekaj aż Twój syn wyprowadzi się od Ciebie i przyjdzie po tyle pieniędzy, ile dostaje od ojca. Ruszysz wtedy doopę do pracy.
                    • zmeczona100 Re: Nic nie pomyliłaś... 01.12.12, 21:13
                      przyjdzie po tyle pieni
                      > ędzy, ile dostaje od ojca.

                      big_grin On też zna KRiO smile

                      > Ruszysz wtedy doopę do pracy.

                      Wykorzystuję swe możliwości zarobkowe i sąd mi może- jak Ty to piszesz- naskoczyć smile
                      • tricolour Wiem, wiem... 01.12.12, 21:15
                        ... kobieta zarabiając mniej wykorzystuje w 100% swoje możliwości. Jasne.

                        No i gratuluję szybko wygranego procesu cywilnego i o nieważność małżenstwa skoro już nie masz męża.
                        • zmeczona100 Re: Wiem, wiem... 01.12.12, 21:26
                          Gdybym miała taki sam zawód i stanowisko, jak ex, a zarabiała mniej (nie z własnej winy), to byłaby to inna sprawa.

                          Męża nie mam i mieć nie będę.
                          A w sensie kościelnym- przecież najprawdopodobniej nigdy go nie miałam, prawda? smile
                          • tricolour Czyli masz męża... 01.12.12, 22:01
                            ... a jeśli masz wątpliwość, to zajrzyj do tych ksiąg, do których sama prosiłaś w stosowny wpis.

                            I kręcisz jak polski katolik.
                            • zmeczona100 Re: Czyli masz męża... 01.12.12, 22:09
                              > I kręcisz jak polski katolik.

                              A Ty- jak polski katol smile


                              Ale OK, niech Ci będzie- jestem katolicką żoną i teraz dostanę katolicki rozwód i zmienią mi zapis w księdze- jak w księgach USC smile
                              • lampka_witoszowska Re: czy ktoś wie... 02.12.12, 10:10
                                ...czym się różni polski katolik od niepolskiego katolika?

                                bardzo mnie zaciekawiło zagadnienie
                                • tricolour Polski katolik jak polski Polonez... 02.12.12, 10:27
                                  ... tandeta. Polski katolik to tchórz. Fasada. W głębi pustka. 90% to wierzący z czego 70% to niepraktykujący. Można wierzyć i nie praktykować? A można kochać i tego nie okazywać? Owszem można gębę wypchać frazesami za którymi niewiele idzie.
                                  • lampka_witoszowska Re: Polski katolik jak polski Polonez... 02.12.12, 10:34
                                    a, to spokojna jestem, mylnie używasz określenia pisząc o "polskim katoliku" - piszesz o pewnej grupie ludzi, którzy mają takie, a nie inne podejście bardziej do kościoła niż do Boga (i, jak sądzę, masz na myśli całą grupę tych, którzy nei znaleźli czasu, by sobie sprawę wiary i Boga oraz religii poukładać)

                                    jestem polskim katolikiem, tak wyszło, a tchórzem jakoś szczególnie się w tego tytułu nie czuję - Ty, Tri, chyba też
                                    • tricolour Samo wyszło? 02.12.12, 11:04
                                      Jak palec przed dziurawą skarpetkę? To, co nazywasz, niepoukładanymi sprawami, to zwykłe lekceważenie. więc weź i nabierz odwagi, by nazywać rzeczy po imieniu. Gdyby facet tak Cie traktował, jak Ty Boga, to byś go kopnęła w doope i koniec znajomości, na którą on nie ma czasu..

                                      To jest właśnie miara.
                                      • lampka_witoszowska Re: Samo wyszło? 02.12.12, 11:38
                                        nie sądzę, byś cokolwiek wiedział o moim traktowaniu Boga smile

                                        tak, wyszło samo - po latach siedzenia i myślenia, i układania w głowie tego, co widzę i czuję - i niezależnie, jak bardzo ktokolwiek pozwoli sobie na prześmiewanie tego, ma to dla mnie dość istotną wartośc (jak wielką, nie będziemy teraz wnikać - pereł nie rzucajmy smile )

                                        a co mi przy niedzieli powiesz o osądzaniu bliźniego? już uprzejmie pominę tak krytyczne osądzanie smile - jak to leciało, Tri? nie sądźcie, abyście... ? wink ale co tam, grunt to w kościółku przekazać znak pokoju smile
                                        • tricolour I co takiego wymyśliłaś... 02.12.12, 12:47
                                          ... przez długie układanie?

                                          Agresję poprzez aluzję, że wieprz jetem? Jeśli ja jestem wieprz, to ty locha, bo to ten sam gatunek. Nad tym latami myślałaś i układałaś w głowie i to jest dla Ciebie aż tak wielką sprawą? Że gdy rozmowa idzie nie po Twojej myśli, to trzeba zaatakować, ale nie wprost, bo tym się brzydzisz tylko krew wypić, ale dziurki nie zrobić? Gratuluję!

                                          A czymże ja Cię osądziłem? Lekceważenie nie jest osądem osoby tylko zachowania ponieważ lekceważenie jest czynnością. Tego też nie odróżniasz pomimo siedzenia latami i myślenia?
                                          • lampka_witoszowska Re: I co takiego wymyśliłaś... 02.12.12, 16:42
                                            tejk it izi, Tri, a cytat o rzucaniu pereł przed wieprze z Biblii pochodzi i owszem, sugeruje, ze osoba pozwalająca sobie na traktowanie innych z góry jest wieprzem, nic dodać, nic ująć

                                            czyż nie?

                                            ps. masz prawo pytać, mam prawo nie odpowiadać - szczególnie, że pytasz o bardzo ważne dla mnei sprawy z zerowym szacunkiem dla rozmówcy właśnie
                              • tricolour Nie dostaniesz katolickiego rozwodu... 02.12.12, 12:57
                                ... bo nie można dostać tego, czego nie ma. Ewentualnie stwierdzenie nieważności.

                                Poza tym: skąd ta pewność że cokolwiek dostaniesz? Przecież Twoje małżeństwo padło na skutek porzucenia. Do czasu tego porzucenia wielkich obiekcji nie miałaś i wygodnie żyłaś z pieniędzy męża. Nie możesz zatem wnosić o jego niepodjęcie obowiązków małżeńskich skoro to "niepodjęcie" jest teraz postawą cywilnego procesu o wysokość alimentów.
                                • zmeczona100 Re: Nie dostaniesz katolickiego rozwodu... 03.12.12, 22:28
                                  tricolour napisał:

                                  > Ewentualnie stwierdzenie nieważności

                                  No dobra- to coś się unieważnia (to małżeństwo), czy stwierdza, że go nigdy nie było? I od kiedy stwierdza tę niewazność? Że do dnia wyroku było ważne, czy do dnia złożenia pisma do procesu?

                                  > Poza tym: skąd ta pewność że cokolwiek dostaniesz?

                                  Bo wszystko na to wskazuje smile


                                  Przecież Twoje małżeństwo pa
                                  > dło na skutek porzucenia.

                                  Poważnie?
                                  No popatrz, Ty wiesz lepiej ode mnie smile

                                  Do czasu tego porzucenia wielkich obiekcji nie miałaś
                                  > i wygodnie żyłaś z pieniędzy męża.

                                  A to Ty jesteś ten mój ex czy masz jakąś moc tajemną i z jej pomocą podglądasz innych z poprzednich lat?

                                  Nie możesz zatem wnosić o jego niepodjęcie
                                  > obowiązków małżeńskich skoro to "niepodjęcie" jest teraz postawą cywilnego proc
                                  > esu o wysokość alimentów.

                                  ŁAŁ. O którym kanonie mówisz? O te alimenty mi chodzi.
                                  • tricolour A jest kanon na porzucenie żony? 03.12.12, 23:40
                                    Nie ma. Ciągniesz niepodjęcie obowiązków.
                                    • zmeczona100 Re: A jest kanon na porzucenie żony? 03.12.12, 23:49
                                      Niewygodne pytania zadałam, skoro nie odpowiadasz?
                                  • tricolour Jakieś sensowne pytania zadałaś? 03.12.12, 23:54
                                    Czy tym pytaniem jest: "Poważnie?"
                                    A może pytaniem jest to mocach tajemnych?
                                    A może o stwierdzenie nieważności i od kiedy obowiązuje?

                                    W sumie 2+2=4 w rozumieniu algebry liniowej, bo ogólnie nie jest równe cztery. Też nie wiesz?
                                    • zmeczona100 Re: Jakieś sensowne pytania zadałaś? 03.12.12, 23:56
                                      No widzisz- nie ma głupich pytań; są tylko głupie odpowiedzi smile
                  • blackglass Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 03.12.12, 12:53
                    zmeczona100 napisała:

                    > tricolour napisał:
                    >
                    >
                    > > Musze obniżyć płacone alimenty wedle moich możliwości wszak mam na utrzym
                    > aniu ż
                    > > onę i małe dziecko.
                    >
                    > Żona w takim razie może więcej dokładać.
                    > A jak nie dokłada, to niech ruszy d.pę i zacznie zarabiać. Niech się uniezależn
                    > i od Twojej kasy.
                    >
                    > Coś pomyliłam?

                    Hmm skoro matka Twojego pierwszego dziecka ma dokładać do dziecka po połowie to matka drugiego też powinna. Co nie?
                    • diodeo1 Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 03.12.12, 13:47
                      Gdy powiększa się rodzina to normalne, że standard życia dotychczasowych dzieci się obniża, gdyż musza się "podzielić" z nowymi dziećmi. Tak się dzieje w rodzinach pełnych i porozwodowych. Czy się to komuś podoba, czy nie.
                      Często po rozwodzie kobiety się wściekają, że exmęzowi urodziło się dziecko w innym związku więc ogranicza alimenty na "pierworodne" dzieci (czyli te ich). Nie dociera do nich, że gdyby z nimi samymi miał następne dzieci to te pierwsze dzieci też by w efekcie dostały mniej.
                      Dopóki facet się tylko rozwiódł i żyje w pojedynkę, to może hojnie alimenty na dzieci płacić i inwestować w dzieci. Ale jak mu się rodzą w nowej rodzinie kolejne dzieci to normalne jest, że możliwości finansowania równie wysokich jak dotychczas alimentów maleją, bo wszystkie dzieci są jego i na wszystkie musi kasę wyłożyć. Nie tylko na te z pierwszego małżeństwa.
                      Kobiety które nie uwzględniają tego, że tamte nowe dzieci też nalezy utrzymać i by chciały ciągle maksimum kasy ciągnąc od exa tylko dla siebie i swoich dzieci - to zwyczajne egoistki postrzegające exa tylko jako skarbonkę.
                      Pomijam fakt, że czesto się zdarza iż ojciec płaci od poczatku za małe alimenty lub unika ich płacenia mimo dobrego statusu finansowego a pracy w szarej strefie.
                      Niemniej rzeczą normalną jest, że pojawienie się nowych dzieci to proporcjonalnie mniej kasy dla dotychczasowych. Czy się to komuś podoba czy nie. Bo dziecko to "koszt" a za jego posiadanie nie dostaje się podwyżki w pracy. I nieetyczne jest nowe dzieci klepały biedę tylko dlatego, ze "stare" dzieci "muszą" mieć utrzymany wysoki poziom alimentów. I te i te dzieci powinny być finansowane (w swojej części jednego rodzica) do poziomu możliwości ojca. A nie do widzi-mi-się byłej żony która "musi" na "swoje" dziecko mieć więcej.
                      • blackglass Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 03.12.12, 15:24
                        Ale o czym my mówimy?
                        Tatusiowie uważają , ze utrzymanie dziecka nie jest takie kosztowne, wiec ...
                        Przykładowo - padło 800-900 zł -koszt całkowity utrzymania 1 dziecka- dzielony na 2 rodziców po połowie.
                        Czyli i na drugie dziecko te 400-450 zł, biorąc pod uwagę zasadę "po połowie" wychodzi
                        ...toż to zdrowy chłop dorobić może bez problemu bez "straty" dla pierwszego dziecka...
                        • blue_ania37 Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 03.12.12, 15:33
                          Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia.
                          Ja mam rozumieć, że eks ma nowe dziecko i w związku z tym broń bosze nie występować o zwiększenie alimentów na nasze dziecko, a jeśli ja będę miała nowe dziecko to wtedy ja nie mogę mieć mniej pieniędzy na pierwsze dziecko.
                          A
                        • altz Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 03.12.12, 15:37
                          blackglass napisała:
                          > ...toż to zdrowy chłop dorobić może bez problemu bez "straty" dla pierwszego d
                          > ziecka...

                          Marnujesz się! Powinnaś zostać ministrem finansów w polskim rządzie albo nawet jakąś szychą od finansów w Unii Europejskiej. Zaraz by spadło wszędzie bezrobocie. Weź jeszcze kilka pań z forum i macie moje błogosławieństwo na drogę! wink
                          • blackglass Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 03.12.12, 15:56
                            No to co mówisz pierwszemu, kochanie niestety musisz zrezygnować z angielskiego oraz bucików na zimę, i leków bo tatusiowi urodziło się drugie dziecko?
                            • blackglass Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 03.12.12, 15:58
                              A i w druga stronę: kiedy mamie urodzi się drugie dziecko, idzie do sądu o podwyższenie alimentów bo ona swojej połowy nie może teraz na nie łożyć, bo przecież ma drugie dziecko?
                              • altz Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 03.12.12, 16:16
                                blackglass napisała:

                                > A i w druga stronę: kiedy mamie urodzi się drugie dziecko, idzie do sądu o podw
                                > yższenie alimentów bo ona swojej połowy nie może teraz na nie łożyć, bo przecie
                                > ż ma drugie dziecko?
                                Znowu myślenie życzeniowe. Może faktycznie tak się przytrafić i ojciec mógłby dołożyć do alimentów, gdyby miał. Jeśli rodzice nie mają, to trzeba ciąć koszty, od braku angielskiego nikt nie umarł, a z powodu dziurawych butów zimą, wielu się poważnie pochorowało.

                                W takich tekstach widzę wpływ jakieś opozycyjnej propagandy, że pieniądze się zawsze znajdą, ale tu jest życie i suma musi się zgadzać. Jak jest afera i pieniądze w końcu się gdzieś znalazły, to ja się w pierwszej kolejności zastanawiam, komu rząd je zabrał? Komuś musiało ubyć, czarów nie ma. Natomiast większość ludzi mówi z satysfakcją "O! znalazły się! Złodzieje!". Panie na forum mają też takie czarodziejskie podejście do życia. smile
                                Ja nie mam na siebie tych 900 zł, nie mam też 800. Jakoś żyję, płacę uczciwie "odszkodowanie za seks", nie mam wygórowanych wymagań, czasami nawet mam dobry humor. W kilka osób jest dużo łatwiej się utrzymać, jest kryzys, więc nie przeginajmy.
                                • cozzycie_80 Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 03.12.12, 20:00
                                  Żebym można było mówić o kryzysie, najpierw musiało by być dobrze, a kiedy u nas było dobrze?
                                  Można też podejść jeszcze inaczej do sprawy, skoro tatusia nie stać na utrzymanie dwójki dzieci, to niech się zastanowi zanim to drugie spłodzi. Dlaczego to pierwsze ma na tym "tracić"?
                                  • diodeo1 Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 03.12.12, 20:48
                                    Może ojca nie być stać na utrzymanie dwójki dzieci na takim poziomie, na jakim by sobie życzyła mieć zapewnione utrzymanie dla swojego dziecka jedna z matek. Obie matki chcą by "ich" dziecko miało więcej niż to drugie. Zwykły egoizm zamiast zrozumienia, że tamto dziecko jest rodzeństwem dla ich dziecka. Byłe żony zapominają, że w kwestii czy ich były mąż może się dalej rozmnażać czy nie - nie mają nic a nic do powiedzenia. Tak samo jak nikt nie zabroni im samym robić sobie dzieci z kolejnymi panami.
                                    Oczywiście wiele jest sytuacji, że ojciec działa na zasadzie "co z oczu to z serca" i obraża się na "stare" dzieci, że w ogóle chcą od niego kasę. Ale wyobraźmy sobie sytuację, że kobieta była związana z facetem gołodupcem, który nigdy dobrze nie zarabiał bo ogólnie lewy do roboty był, zawsze to raczej ona dokładała do niego i utrzymywała dziecko. A nagle po rozwodzie kobieta oczekuje, że pan będzie płacił godziwe alimenty. Jakim cudem? Pan raczej poszuka kolejnej kobiety, która go zechce utrzymywać i mu się do życia dołożyć a nie dodatkowej roboty by na alimenty mieć. Mnóstwo kobiet wokoło szuka panów którzy im finansowo się dołożą do utrzymania dzieci i rodziny bo same nie umieją zdobyć dobrej pensji ani zarobić na własne mieszkanie- niektórzy panowie też tak działają i praktykują.
                                  • altz Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 03.12.12, 21:00
                                    cozzycie_80 napisała:

                                    > Żebym można było mówić o kryzysie, najpierw musiało by być dobrze, a kiedy u na
                                    > s było dobrze?
                                    Nie przesadzajmy, jesteśmy na 27 miejscu na świecie pod względem zamożności. Mamy w domu ciepłą wodę, toaletę, ogrzewanie, lekarza, szkołę, mało osób głoduje itd.
                                    Chciałoby się coraz więcej i więcej, fakt, to ludzkie, małpy się nie otaczają zbędnymi przedmiotami. wink

                                    > Można też podejść jeszcze inaczej do sprawy, skoro tatusia nie stać na utrzyman
                                    > ie dwójki dzieci, to niech się zastanowi zanim to drugie spłodzi. Dlaczego to p
                                    > ierwsze ma na tym "tracić"?
                                    Gdybyśmy wszystko kalkulowali, przewidywali nieszczęścia, choroby, kataklizmy i wojny, to dawno byśmy wyginęli jako gatunek. smile
                                    Można mówić o tym, co jest, jest więcej gęb do wykarmienia, to każdy dostanie mniej i tyle. Sąd pieniędzy nie wyczaruje i to jest dobre, bo, znając życie, panowie by mieli zasądzone alimenty po 5 tysięcy na dziecko. smile
                                    • cozzycie_80 Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 03.12.12, 23:07
                                      altz napisał:


                                      > Nie przesadzajmy, jesteśmy na 27 miejscu na świecie pod względem zamożności. M
                                      > amy w domu ciepłą wodę, toaletę, ogrzewanie, lekarza, szkołę, mało osób głoduje
                                      > itd.
                                      > Chciałoby się coraz więcej i więcej, fakt, to ludzkie, małpy się nie otaczają z
                                      > będnymi przedmiotami. wink

                                      To chyba jednak jestem małpą, jakoś nigdy nie lubiłam zbyt dużo przedmiotów na około siebie wink


                                      > Można mówić o tym, co jest, jest więcej gęb do wykarmienia, to każdy dostanie m
                                      > niej i tyle. Sąd pieniędzy nie wyczaruje i to jest dobre, bo, znając życie, pa
                                      > nowie by mieli zasądzone alimenty po 5 tysięcy na dziecko. smile

                                      Decydując się na drugie dziecko trzeba liczyć się również z tym, że to dziecko kosztuje, jeżeli mnie nie stać, to się nie zdecyduje, tylko po to żeby to dziecko sobie było, żeby podtrzymać gatunek ludzki. To dotyczy jednej , jak i drugiej strony. Zresztą nie tylko rozwodników, ale także par małżeńskich.
                                      • blackglass AMEN 04.12.12, 09:11
                                        cozzycie_80 napisała:

                                        > Decydując się na drugie dziecko trzeba liczyć się również z tym, że to dziecko
                                        > kosztuje, jeżeli mnie nie stać, to się nie zdecyduje, tylko po to żeby to dziec
                                        > ko sobie było, żeby podtrzymać gatunek ludzki. To dotyczy jednej , jak i drugie
                                        > j strony. Zresztą nie tylko rozwodników, ale także par małżeńskich.

                                        AMEN...

                                • blackglass Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 04.12.12, 12:50
                                  altz napisał:

                                  > W takich tekstach widzę wpływ jakieś opozycyjnej propagandy, że pieniądze się z
                                  > awsze znajdą, ale tu jest życie i suma musi się zgadzać. Jak jest afera i pieni
                                  > ądze w końcu się gdzieś znalazły, to ja się w pierwszej kolejności zastanawiam,
                                  > komu rząd je zabrał? Komuś musiało ubyć, czarów nie ma. Natomiast większość lu
                                  > dzi mówi z satysfakcją "O! znalazły się! Złodzieje!". Panie na forum mają też t
                                  > akie czarodziejskie podejście do życia. smile
                                  > Ja nie mam na siebie tych 900 zł, nie mam też 800. Jakoś żyję, płacę uczciwie "
                                  > odszkodowanie za seks", nie mam wygórowanych wymagań, czasami nawet mam dobry h
                                  > umor. W kilka osób jest dużo łatwiej się utrzymać, jest kryzys, więc nie przeginajmy.

                                  Ble ble ble i zero konkretów.
                                  A może by tak tata sam sobie objął skoro to ON zdecydował o tym ze chce mieć dodatkowy przychówek.
                                  Łatwo jest zabierać innym nie?
                                  Może tak zrezygnować z samochodu i wsadzić dupcię w komunikacje miejską, albo mięsko jeść na obiad raz w tygodniu,sprzedać tv albo inny sprzęcik... w pracy jeść kanapki zamiast obiadu itp. Oszczędności by się na pewno znalazły, ale facet woli zabrać własnemu dziecku a nie sobie...przykre sad
                                  • altz Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 04.12.12, 14:18
                                    blackglass napisała:

                                    > Ble ble ble i zero konkretów.
                                    U Ciebie zero konkretów, z tą opinią się zgadzam. smile

                                    > Może tak zrezygnować z samochodu i wsadzić dupcię w komunikacje miejską, albo m
                                    > ięsko jeść na obiad raz w tygodniu,sprzedać tv albo inny sprzęcik... w pracy je
                                    > ść kanapki zamiast obiadu itp. Oszczędności by się na pewno znalazły, ale facet
                                    > woli zabrać własnemu dziecku a nie sobie...przykre sad

                                    Ja mogę pisać wyłącznie o sobie. Nie mogę nic zabrać sobie z tego co piszesz, bo nic z tego już dawno nie mam, ograniczyłem sobie wszystko, byle starczyło mi na alimenty. smile
                                    Nie wiem, jak jest u kogoś innego, obawiam się jednak, że nie jest tak kolorowo, jak piszesz.
                                    Panie z tego forum potrafiłyby stworzyć niezły obóz koncentracyjny dla panów, Triss by kazała pracować całą dobę, zamiast spania. Ty byś ograniczała wszystko, aż do zabrania tych ostatnich kanapek zamiast obiadu. Cała reszta by potakiwały, że wszystko robicie super. smile
                                    • gazeta_mi_placi Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 04.12.12, 19:39
                                      Ile masz tych alimentów zasądzonych i na ile dzieci?
                                      • blackglass Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 05.12.12, 08:59
                                        gazeta_mi_placi napisała:
                                        > Ile masz tych alimentów zasądzonych i na ile dzieci?

                                        No Altz tak z czystej ciekawości ile ?
                                        • altz Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 05.12.12, 09:17
                                          blackglass napisała:

                                          > gazeta_mi_placi napisała:
                                          > > Ile masz tych alimentów zasądzonych i na ile dzieci?
                                          >
                                          > No Altz tak z czystej ciekawości ile ?
                                          A, to do mnie było? Nie powiem, ile, za dużo danych na publiczny forum, i tak za dużo już napisałem.
                                          Płacę 60% mojej obecnej pensji i nie mam szans na dorobienie, chociaż stale szukam.
                                          • blackglass Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 05.12.12, 09:38
                                            altz napisał:

                                            > blackglass napisała:
                                            >
                                            > > gazeta_mi_placi napisała:
                                            > > > Ile masz tych alimentów zasądzonych i na ile dzieci?
                                            > >
                                            > > No Altz tak z czystej ciekawości ile ?
                                            > A, to do mnie było? Nie powiem, ile, za dużo danych na publiczny forum, i tak z
                                            > a dużo już napisałem.
                                            > Płacę 60% mojej obecnej pensji i nie mam szans na dorobienie, chociaż stale szu
                                            > kam.

                                            Jak wymijająco tongue_out Standard tongue_out

                                            • altz Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 05.12.12, 14:01
                                              blackglass napisała:
                                              > Jak wymijająco tongue_out Standard tongue_out

                                              Nie piszę co i jak, ponieważ dbam o moje dane wrażliwe. Są na tym forum osoby, które znają dokładnie moją sytuację. Nie zamierzam się obnażać przed wszystkimi i pomagać w ustaleniu moich danych. Takie rzeczy można pisać wyłącznie prywatnie.

                                              Napisałem, że przeznaczam 60% pensji. A Ty jaki procent swojej pensji przeznaczasz na alimenty na swoje na dziecko? Ale tak szczerze poproszę.
                                              • blackglass Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 05.12.12, 14:16
                                                Rożnie, zależnie od wydatków.
                                                Od taty dziecka mam stałą kwotę a moja jest "płynna" zależnie od potrzeb, kiedy nie ma do kupienia czegoś dodatkowego od 50% do 70%. Dodatkowe czyli wycieczki w szkole, kurtka, buty sezonowe itp.
                                                Za to nie wiem jak wliczać np. wakacje lub laptop na które biorę pożyczkę i spłacam co miesiąc.
                                                • altz Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 05.12.12, 14:44
                                                  blackglass napisała:

                                                  > Za to nie wiem jak wliczać np. wakacje lub laptop na które biorę pożyczkę i spł
                                                  > acam co miesiąc.

                                                  Wszystko się wlicza, ale jeśli dobijesz do 90%, to przyznaj się, że jesteś duchem. wink
                                                  Ja już widziałem matki, co to udowadniały, jakie to wielkie kwoty przeznaczały na swoje dziecko, a jak się policzyło, to okazywało się, że ze swojej pensji ledwo co sama się utrzymuje.
                                                  Myślę, że mocno ograniczasz wydatki na siebie, jeśli masz płacisz 70% pensji i więcej na dziecko. U mnie dzieci są zdrowe, koszty mieszkaniowe i dodatkowe mają nieduże, więc myślę, że mają dużo lepiej ode mnie, co mnie uspokaja.
                              • noname2002 Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 04.12.12, 09:19
                                Nienienie, to dziala tylko w jedna strone- pisala niedawno kobieta, ktora chciala podwyzszyc alimenty, bo ma nastepne dziecko z nowym partnerem(i jest na wychowawczym, wiec ma mniejsze dochody), to prawie ja tu zlinczowano.
                                • blackglass Re: Pan Filozof do Małżeńskiej Rogacizny... 04.12.12, 10:24
                                  Jak widać po wpisach facetów z forum, to rzeczywiście działa w jedną stronę..w ich stronę...oni mają prawo...byłe NIE!
                                • tricolour Proszę nie kłamać... 04.12.12, 13:40
                                  ... prawdą jest, że kobieta ma nowe dziecko i jest na wychowawczym, ale zupełnie pomijasz fakt, że ona pisała, że jej się nie opłaca pracować ze względu na wysoki koszt opiekunki. To o tyle zmienia postać rzeczy, że ona może pracować, ale nie chce.
                                  • noname2002 Re: Proszę nie kłamać... 04.12.12, 17:31
                                    ale zupełni
                                    > e pomijasz fakt, że ona pisała, że jej się nie opłaca pracować ze względu na wy
                                    > soki koszt opiekunki
                                    . To o tyle zmienia postać rzeczy, że ona może pracować, al
                                    > e nie chce.

                                    Pominmy juz to, ze mlodsze dziecko jest chore i ze kobieta(czy jej rodzice, to juz jej i jej rodzicow sprawa)wczesniej utrzymywali iles czasu starsze dziecko calkowicie, bo jego ojciec nie mial pracy, ale jak wedlug Ciebie na poziom zycia starszego dziecka wplynie, to czy matka bedzie w domu czy bedzie pracowac na pensje opiekunki?
                                    • tricolour Każdy rodzic ma taki dylemat... 04.12.12, 19:15
                                      ... gdy siedzi z dzieckiem: siedziec dalej czy wracać do pracy? A jeśli wracać, to po co skoro opiekunka taka droga?

                                      Ale praca to nie tylko kasa na opiekunkę. To także odskocznia od siedzenia latami w domu. To finansowa niezależność na codzień i praca na swoją emeryturę, co jest ważne, bo facet - wiadomo - rzecz nabyta. To także kontakt zawodowy i ludzki. To rozwój, samorealizacja i awans, także finansowy.

                                      Więc nawet gdy opiekunka kosztuje prawie tyle co pensja to i tak warto wrócić do pracy z powyższych względów.
                                      • gazeta_mi_placi Re: Każdy rodzic ma taki dylemat... 04.12.12, 19:34
                                        No nie wiem, przedstawiciele wielu zawodów (fakt raczej niższego szczebla niż wyższego) o awansie i godnej płacy mogą tylko pomarzyć.
                                        Kontakt z ludźmi za to mają, fakt...
                                        Jak moja znajoma pracująca w dziale reklamacji (pracuje przez telefon) która regularnie wyzywana jest od k...rew od zdenerwowanych klientów i jest kłębkiem nerwów. Nawet nie może się odgryźć takiemu śmieciowi bo rozmowy są nagrywane i obowiązują ją pewne wymogi.
                                        Pensja równie cudna jak sama praca.
                                        I znam wiele osób (w tym z najbliższej rodziny) od la pracujących w tym samych słabo płatnych, za to ciężkich fizycznie zawodach. Na tych samych stanowiskach.
                                        Zejdźcie na ziemię.
                                        O sytuacji pracownic w koreańskich fabrykach (na terenie Polski) oczywiście nie wspomnę.
                                        • blue_ania37 Re: Każdy rodzic ma taki dylemat... 04.12.12, 19:41
                                          Tri!
                                          Siedziałam z dzieckiem 2 lata w domu, lata gdzie koszt opiekunki to było około 80% mojej pensji.
                                          Mogłam wrócić do pracy, aby być wśród ludzi ale:
                                          1 byłam potrzebna mojemu dziecku
                                          2. w pracy jestem narażona na np choroby począwszy od świerzbu na AiDS skonczywszy, ja nauczyłam się z tym życ, ale uważam, że małego dziecka nie musiałam na to skazywać.
                                          A
                                          ...Niemożliwe po prostu wymaga, trochę więcej czasu.....
                                      • noname2002 Re: Każdy rodzic ma taki dylemat... 06.12.12, 07:56
                                        Ale ja pytalam jak to wplynie na poziom zycia dziecka a nie czy warto wracac do pracy.
                                        I dlaczego mezczyzna po urodzeniu sie dziecka z nowego zwiazku moze miec mniej pieniedzy dla popredniego a kobieta nie?
                                        • tricolour A kto mówi, że nie może? 06.12.12, 21:29
                                          Przecież to oczywiste, że gdy wzrośnie liczba osób, to zmaleje ilość pieniędzy na głowę. Nieważne czy facetowi czy kobiecie urodzi się dziecko, to spadnie im finansowy poziom życia o koszt małego obywatela.

                                          Problem w tym, że gdy facetowi rodzi się dziecko, to jego byłej żony to nie obchodzi i alimenty muszą być. A gdy kobiecie rodzi się dziecko, to oczekuje ona podwyżki alimentów, bo nie pracuje i nie zarabia. Dokładnie jak w tym wątku, gdy kobieta dostawała pieniądze od rodziców! Ciekawe, ile ci rodzice muszą znieść? Najpierw utrzymywali dziecko, teraz starzy ludzie utrzymują dorosłą kobietę i jeszcze jej dzieci - no bez przesady.

                                          Powtarzam: rodzi się dziecko, to rodzinie spada poziom życia. Więc należy brać się do roboty, a nie szukać po cudzych kieszeniach.
                                    • gazeta_mi_placi Re: Proszę nie kłamać... 04.12.12, 19:38
                                      Czasem zdarza się, że pensja pełnoetatowej opiekunki to więcej niż pensja (również za cały etat) matki albo tyle samo.
                                      Wiele zawodów w Polsce jest kiepsko popłatnych. Oczywiście nie na tym forum, bo tu sami właściciele firm, osoby pracujące w korporacjach i ciągle awansujące.
                                      Ale zwykła codzienna Polska wygląda inaczej.
                                      Pensja (dla kobiety) 1200- 1500 zł jest bardzo częsta, nawet w dużych miastach, znam co najmniej trzy kobiety z taką pensją (realne).
                                      • altz Re: Proszę nie kłamać... 04.12.12, 19:49
                                        gazeta_mi_placi napisała:

                                        > Czasem zdarza się, że pensja pełnoetatowej opiekunki to więcej niż pensja (równ
                                        > ież za cały etat) matki albo tyle samo.
                                        > Wiele zawodów w Polsce jest kiepsko popłatnych. Oczywiście nie na tym forum, bo
                                        > tu sami właściciele firm, osoby pracujące w korporacjach i ciągle awansujące.
                                        > Ale zwykła codzienna Polska wygląda inaczej.
                                        Coś w tym jest. wink
                                        Gdy się pytam, ile taka osoba z forum płaci swoim pracownikom, to się wykręcają od odpowiedzi. smile
                                        • gazeta_mi_placi Re: Proszę nie kłamać... 04.12.12, 19:57
                                          Ja jestem ciekawa czy oni w ogóle mają wśród swoich znajomych osoby wykonujące prace typu sprzedawczyni (zwykła), pani sprzątająca, woźna w szkole, opiekunka.
                                          Ja znam takie osoby i wiem, że mimo niekiedy ciężkiej pracy i uczciwości (sumienności) w niej nie dostają kokosów, a awans zwykle nie jest możliwy. Ledwo wiążą koniec z końcem, część nawet nie ma Internetu w domach. Tak, tacy ludzie też istnieją i nie są wcale ostatnimi nierobami czy menelami, naprawdę.
                                      • blackglass Re: Proszę nie kłamać... 05.12.12, 09:24
                                        gazeta_mi_placi napisała:

                                        > Czasem zdarza się, że pensja pełnoetatowej opiekunki to więcej niż pensja (równ
                                        > ież za cały etat) matki albo tyle samo.
                                        > Wiele zawodów w Polsce jest kiepsko popłatnych. Oczywiście nie na tym forum, bo
                                        > tu sami właściciele firm, osoby pracujące w korporacjach i ciągle awansujące.
                                        > Ale zwykła codzienna Polska wygląda inaczej.
                                        > Pensja (dla kobiety) 1200- 1500 zł jest bardzo częsta, nawet w dużych miastach,
                                        > znam co najmniej trzy kobiety z taką pensją (realne).

                                        U mnie tak jest opiekunka zarabia więcej niż ja, do tego ja mam płacone za 8 godzin pracy a opiekunka musiałaby mieć płacone za 10 ( godzinę jadę do pracy i godzinę wracam).
                                        I żeby nie było i studia skończyłam i dwa zawody ale co z tego ...
                                  • gazeta_mi_placi Re: Proszę nie kłamać... 04.12.12, 19:41
                                    Ale jaki to ma sens gdy sama zarabia 1200 zł, a ceny opiekunek to też 1200 zł za miesiąc albo nawet więcej?
                                    • blackglass Re: Proszę nie kłamać... 05.12.12, 10:00
                                      tricolour napisał:

                                      > ... prawdą jest, że kobieta ma nowe dziecko i jest na wychowawczym, ale zupełni
                                      > e pomijasz fakt, że ona pisała, że jej się nie opłaca pracować ze względu na wy
                                      > soki koszt opiekunki. To o tyle zmienia postać rzeczy, że ona może pracować, al
                                      > e nie chce.

                                      A to nie jest dla ciebie logiczne?
                                      że pani idzie do pracy żeby na tym finansowo stracić?
                                      Pensja+ dojazdy do pracy ( bilet miesięczny) < pensja opiekunki
                                      Proste zadanie matematyczne..ale jak widać nie dla każdego sad
                                      • satoja Re: Proszę nie kłamać... 05.12.12, 14:56
                                        > A to nie jest dla ciebie logiczne?
                                        > że pani idzie do pracy żeby na tym finansowo stracić?
                                        > Pensja+ dojazdy do pracy ( bilet miesięczny) < pensja opiekunki
                                        > Proste zadanie matematyczne..ale jak widać nie dla każdego sad


                                        Rozumujesz jak osoba o niskim statusie osobistym. To znaczy pracę masz byle jaką i w niej się nie rozwijasz ani nie masz ambicji na pięcie się po szczeblach kariery. W takim sensie owszem, nie ma wielkiego sensu by matka wykonująca na co dzień np pracę sprzedawczyni w sklepie oddawała swoje "siedzenie w domu" jakiejś opiekunce za równowartość swojej pensji. Bo za trzy lata jak będzie miejsce sprzedawczyni w jakimś sklepie, to pewnie praca się znajdzie. I wiele więcej do takiej pracy nie trzeba. Z tym, że trzeba pamiętac iż na emeryturę przez ten czas nic się samej nie odkładało itd.
                                        Natomias jeśli kobieta jest ambitna i wie, że jeśli teraz podejmie pracę z ktorej ma wypłatę równą pensji opiekunki, ale dzięki tej pracy, za rok będzie już miała odpowiedni staż by dostać podwyżkę, za dwa lata będzie biegła w swoim fachu i będzie mieć znajomości w branży, za trzy lata moze wystąpić o dodatkowe uprawnienia i awans a za sześć lat to ona zacznie sobie wybierac pracodawców - to inaczej się patrzy na problem "po co mam pracować jak opiekunka weźmie tyle co moja pensja".
                                        • bramstenga Re: Proszę nie kłamać... 05.12.12, 15:13
                                          > Rozumujesz jak osoba o niskim statusie osobistym. To znaczy pracę masz byle jak
                                          > ą i w niej się nie rozwijasz ani nie masz ambicji na pięcie się po szczeblach k
                                          > ariery.

                                          "niski status osobisty" - you made my day! Kobieto, zejdź na ziemię! Grubo ponad połowa osób w naszym pięknym kraju MA pracę byle jaką i a "pięcie się po szczeblach kariery" to mogą sobie najwyżej obejrzeć w serialach w tefałenie. Rozejrzyj się wokoło: sprzątaczki, sprzedawczynie, nauczycielki - to są prawdziwe pracujące kobiety, a nie singielki w korporacjach.

                                          >a za sześć lat to ona zacznie sobie wybierac pracodawców

                                          Jasne, śnij dalej.
                                          • gazeta_mi_placi Re: Proszę nie kłamać... 05.12.12, 15:21
                                            A już myślałam, że z Alztem jesteśmy osamotnieni w swoich spostrzeżeniach.
                                        • gazeta_mi_placi Re: Proszę nie kłamać... 05.12.12, 15:14
                                          Racja, ale są osoby które (mimo pracowitości i ciężkiej pracy) po prostu nie mają zdolności przywódczych albo zdolności do awansowania lub zawód jaki wykonują raczej wyklucza awans wyżej lub wiele wyższą pensję.
                                          I śmiem twierdzić, że tych osób jest wiele więcej niż awansujących Panów (Pań) kierowników, dyrektorów czy biegłych specjalistów albo właścicieli firm.
                                          I im też należy się szacunek, a nie oskarżenia o brak ambicji (o ile swoją pracę wykonują dobrze).
                                          Czy Wy naprawdę nie znacie ludzi poniżej middle class? A jeżeli tak to wszystkie takie osoby to leniwe obiboki bez ambicji?
                                          • satoja Re: Proszę nie kłamać... 05.12.12, 16:25
                                            Mam znajomą która w trakcie małżeństwa, pomiędzy kolejnymi dziećmi podejmowała prace typu sprzedaż w sklepie, zaszła w ciązę to od razu zrezygnowała ze studiów bo po co ma je kończyć i nie podejmowała żadnych bardziej ambitnych prac . Bo mąż zarabiał i uważała, że on ma się zatroszczyć o kasę a ona nie musi. Gdy dzieci podrosły podjęła też pracę w branży finansowej, ale robiła minimum wymagane do tego by jej nie wyrzucili. Bo praca ta była bardziej dla towarzystwa niż dla zarobku. Głęboko wpojone - to nie kobieta ma myśleć o zabezpieczeniu bytu rodziny, finansowo ona ma być "przy mężu". Po kilkunastu latach się rozwiedli. Maż się wypiął, zostawił długi, alimenty marne. I chcąc nie chcąc musiała solidniej zacząc pracować zarobkowo i szukać okazji do zarobku, choć najchętniej nadal by siedziała w kuchni w domu i pracowała od czasu do czasu na najniższym niewymagającym stanowisku - bo na takim stanowisku nie trzeba podejmowac odpowiedzialności ani wyzwań, ot odwala się co trzeba i zamykając drzwi w pracy zapomina się o pracy. Przysiadła fałdów, zaczęła więcej pracowac, szukać okazji i okazało się, że da rady się utrzymac bez zaciągania długów. W ciągu trzech lat potroiła swoje wyjściowe zarobki. Zaczęła wykorzystywac swoje talenty, ktore wcześniej tłumiła, ze zwykłego wygodnictwa "mąż zarabia ja nie muszę". Z tym, że nadal rozumuje tak, że praca zawodowa ją męczy. Chce być kurą domową, krzątać się po kuchni, robić dobrze męzowi, i nie musieć się martwić skąd wziąc pieniądze na życie i dzieci. I gdyby się znalazł facet, który ją z dziećmi przygarnie pod skrzydła i zapewni jakieś finansowe minimum, to by znowu odpuściła starania w swojej pracy i zrezygnowała ze stanowiska które wymaga dużego nakładu jej indywidualnych działań a przekłada się wprost na gotówkę. Bo po co się wysilać, męczyć w zawodzie, stresować, jak ktoś inny może odpowiedzialnośc finansową za rodzinę wziąć na siebie i ją zwolnić..
                                            Tak niestety bardzo często jest. Bo nasze społeczeństwo ciągle tkwi w tych ramach mocno, że to męzczyzna powinien finanse do domu przynosić. Jest mnóstwo kobiet wybierajacych zawody niewymagajace wysiłku, dokształcania, i jest wielu męzczyzn nauczonych ty rób kasę bo od dzieci i domu masz babę. Dlatego też kobiety godzą się na niskie pensje, dlatego słabiej awansują, dlatego odruchowo nie chcą podejmowac zawodowych wyzwań zostawiając to pole mężczyznom, dlatego więcej jest mężów z dużymi pensjami i żon z niskimi. A potem problem, bo rozwody to już chleb codzienny i jak pogodzić standard życia z pojedynczej pensji gdy dysproporcja zarobków małżonków nie była wcześniej ważna.
                                            Nie każdy jest obrotny i ma predyspozycje osobiste i odwagę życiową taką, by umieć dobrze zarabiać. Tak jak nie umie Altz tak też nie umie wiele kobiet. Większość ludzi zarabia marnie i niespecjalnie chce robić coś więcej. Co nie znaczy, że trzeba równać wszystkim do dołu. A każda kobieta rezygnując z pracy zawodowej na rzecz zajmowania się domem musi być świadoma, że może na tym stracić. Jeśli wybiera dom, bo jej praca jest tak nieistotna, że nie ma sensu do niej chodzić, to niech się potem nie dziwi, że faktycznie jej standard życia będzie bardzo niski jeśli drugiego żywiciela rodziny braknie.
                                            Innej znajomej zmarł mąż-przedsiębiorca. Nagle. Kłopoty finansowe firmy, zawał. Dwójka dzieci a ona od nastu lat funkcjonująca jako "zona przy mężu" opiekunka dzieciom, zero doświadczenia zawodowego. Jak można nie myśleć "a jakby co, to z czego będziemy żyć"?
                                            • gazeta_mi_placi Re: Proszę nie kłamać... 05.12.12, 16:38
                                              Nawet najniższe stanowisko może być ciężką pracą np. pod względem fizycznym czy bardzo obciążające psychicznie.
                                              I nie każda kobieta (nawet jeśli praktycznie nie ma w ogóle żadnych przerw w pracy jak Twoja znajoma) jest w stanie zarabiać trzy razy więcej niż dana pensja, naprawdę.
                                              I nie ma to wiele wspólnego z lenistwem czy niechęcią do pracy (a przynajmniej nie zawsze), wiele osób zapieprza w branżach gdzie się nie awansuje bądź aby awansować trzeba mieć naprawdę silny charakter i odpowiednie predyspozycje psychiczne bądź zdolności które nie każdy zwyczajnie ma, a często po prostu znajomości.
                                              I dalej przedstawiasz middle class (mąż przedsiębiorca itp.) a nie codzienną szarpaninę wielu tysięcy Polaków, gdzie łącznie z pracą kobiety i jej męża na całą rodzinę przypada 4000 zł albo i mniej.
                                              I jeżeli awansuje to z linii kas na stoisko z wędlinami co najwyżej bo innej drogi awansu nie ma, miejsce dla kierownika jest jedno, dla personelu niższego szczebla o wiele więcej.
                                        • blackglass Re: Proszę nie kłamać... 05.12.12, 15:36
                                          satoja

                                          Chyba żyjemy w innym kraju...bo to co piszesz to raczej niemylenie życzeniowe...
                                          Wiesz znam panie, które pną się po szczeblach kariery ale odbywa się oto kosztem dzieci. Opiekunka spędza z nimi więcej czasu niż własna matka...Fajnie?.
                                          Ja świadomie wybrałam mniejsze pieniądze i prace, dzięki której będę mogła uczestniczyć w życiu mojego dziecka.

                                          Tak pracowałam za dużo większe ale wtedy, mało widywałam dziecko, nie mogłam przy nim być jak było chore itp. Wymagano ode mnie poświecenia dla pracy.
                                          W innej nie chcieli mnie puścić i dawali sporo większe pieniądze, ale ale w domu byłabym wieczorem...
                                          Niestety coś za coś... na ojca dziecka liczyć nie mogłam wiec musiałam dokonać pewnych wyborów.
                                          • satoja Re: Proszę nie kłamać... 05.12.12, 16:34
                                            To jest wybór, ale zauważ jedną przyjemność (posiadania dobrej kasy) zamieniłaś na inną przyjemność (bycia dużo z dziećmi) . Więc to nie jakies wielkie poświęcenie i przymus, tylko czysty wybór i kalkulacja, że wolisz być blisko z dziećmi niż realizowac się zawodowo. Coś za coś. Tak jak nie jesteś w stanie być dobra i realizowac się w kilku zawodach i musisz zrezygnować z jednego by cieszyć się drugim. To i to jest inwestycją i "zyski" samemu się z tego zbiera. Więc wielkie krzyki, że przeciez matka mało zarabia i ktoś ma jej to rekompensować są nie na miejscu, bo matka sama wybrała, że to woli i w zamian ma bliskość z dziećmi. Jeśli do kogoś pretensje to do państwa jako takiego, że niby chce większej dzietności a na rodziców się wypina.
                                            • blackglass Re: Proszę nie kłamać... 06.12.12, 10:07
                                              Wiesz, ale tu też się o czymś zapomina.
                                              Pomijając kalkulacje i wybory. U mnie było tak ze tata się nie poczuwał, on miał mieć czas na robienie kariery...nie było kompromisów..ze trochę ja i trochę ty, jakoś to uzgodnimy. Kiedy musiałam zostawać po godzinach w pracy, były awantury- ze robię to specjalnie, że przez to on musi coś...jak pracowałam do 18-czy 19 on musiał po pracy biec do dziecko...nie był dyspozycyjny w pracy...
                                              • satoja Re: Proszę nie kłamać... 06.12.12, 11:24
                                                No ale dlaczego z kimś takim zaszłaś w ciążę i zdecydowałas się na dzieci? Przecież każda z nas ma wybór kogo na ojca dziecku daje... Widać wcześniej czy ktoś się garnie do prac domowych czy czeka aż mu baba wszystko pod nos w domu poda. Wychodzicie za mąż za leni co w domu służącej potrzebują do obsługi a potem zdziwienie, że do roboty przy dzieciach tacy tez się nie garną.. Jeśli nie chciał sam, to niech zapewni kasę na opiekunkę i ją zorganizuje. On wywiera presję na Ciebie a Ty mogłas na niego. Pomijając drobny fakt, że faceta który w mażeństwie nie uznaje kompromisów posyła się w kosmos jeszcze przed rozmnożeniem jego genów.
                                                • blackglass Re: Proszę nie kłamać... 06.12.12, 14:22
                                                  Jak to się mówi "facet nie kiełbasa, nie przewąchasz".
                                                  Drugie to powiedzenie mężatek/dzieciatek, ze faceta poznasz dopiero jak pojawia się dziecko...
      • ro35 Re: Dlaczego po połowie... 01.12.12, 08:04
        zmeczona100 napisała:

        > Dlatego nic się nie zmienia po jego ustaniu:
        >
        > Art. 135. § 1. Zakres świadczeń alimentacyjnych zależy [u]od usprawiedliwionych
        > potrzeb uprawnionego oraz [u]od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiąza
        > nego.

        ok,
        majątek ex to ok +200 000zl (mieszkanie +dod.)
        mój majątek to ok -100 000zl (kredyt hip.)
        czy myślisz że ten fakt jakoś wpływa na zakres świadczeń alimentacyjnych ?
        ... ewentualnie jak powinien wpłynąć ?


        • zmeczona100 Re: Dlaczego po połowie... 01.12.12, 11:17
          ro35 napisał:


          > ok,
          > majątek ex to ok +200 000zl (mieszkanie +dod.)
          > mój majątek to ok -100 000zl (kredyt hip.)
          > czy myślisz że ten fakt jakoś wpływa na zakres świadczeń alimentacyjnych ?
          > ... ewentualnie jak powinien wpłynąć ?


          Co ma majątek ex do wysokości Twoich alimentów?
          >
          >
          • ro35 Re: Dlaczego po połowie... 01.12.12, 12:50
            klapki na oczach jak zwykle:
            > Art. 135. § 1. Zakres świadczeń alimentacyjnych zależy [u]od usprawiedliwionych
            > potrzeb uprawnionego oraz [u]od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiąza
            > nego.

            - zobowiązane są chyba dwie osoby ?
            • tricolour Nie zrozumiałaś, bracie... 01.12.12, 13:10
              ... gdybyś był kobietą "na minusie" to majątek faceta miałby wpływ na wysokość alimentów. Ale Ty jesteś facetem na minusie, a do faceta stosuje się inne prawo niż do kobiet.
            • zmeczona100 Re: Dlaczego po połowie... 01.12.12, 19:01
              Majątek ex wpływa na JEJ zobowiązania, a nie Twoje.
              • ro35 Re: Dlaczego po połowie... 01.12.12, 20:17
                zmeczona100 napisała:

                > Majątek ex wpływa na JEJ zobowiązania, a nie Twoje.

                aha, a wyżej:
                "Dlaczego po połowie?"
                znaczy jej majątek większy to ma większe zobowiązania a ja mniejsze ?
                zobowiązania dziecka = X
                X= A + B
                A- zobowiązania ex
                B- zobowiązania mua
                jak A rośnie to B maleje - znaczy jednak wpływa ?
                wink


                • zmeczona100 Re: Dlaczego po połowie... 01.12.12, 20:50
                  Co ma kredyt do Twoich możliwości? Miałby, gdyby najpierw był kredyt, a później zdecydował się na dziecko- biorąc pod uwagę, że musisz je z czegoś utrzymać.
                  Bo kiedy masz dziecko, to jednak "pod niego", pod jego potrzeby decydujesz o swoich finansach. Nie stać Cię na spłatę kredytu, bo pierwszeństwo maja potrzeby dziecka, to go nie bierzesz. Chyba, że kredyt musisz zaciągnąć, aby dziecko miało gdzie mieszkać. Ale wtedy nie płacisz alimentów smile
                • lampka_witoszowska Re: Dlaczego po połowie... 02.12.12, 10:16
                  znaczy wyszło, że jak ona wychowuje dziecko, a Ty płacisz alimenty, to ona swoim ewentualnym majątkiem nie dzieli się z dzieckiem (ona w futerku z norek i mercusiu, dzieciątko w kurteczce z secondhandu i dojeżdża autobusem, na kolacyjkę mamusia krewetki, dziecko makaron z żółtym serkiem, o ile alimenty wystarczą itd) -
                  a jak Ty wychowujesz dzieciątko, przy układzie jak wyżej: mamusia ma majątek, Ty nie, to mamusia ma malutkie alimenty, a Ty ledwo ściubisz, ale za uczciwe i rozsądne uważasz, że nei powinna mamusia owa płacić więcej niż te 500 zł, bo ani Ty, ani dziecko do jej majątku nic nie macie, nic Wam się nei należy, szczególnie dziecku, bo wiadomo, że za wyższe alimenty nei kupisz dziecku szyneczki tylko sobie film porno czy waciki, czy co tam zechcesz (więć nadal norki na plecach i krewetki na kolację u niej, a Ty i dziecko żółty serek z kluseczkami, tak powinno być, bo to sprawiedliwe i naturalne)
    • wtrakcie Re: Dlaczego po połowie... 04.12.12, 20:13
      Tak się właśnie nad wszystkim zastanawiam... Mój przyszły były mąż płaci 900 zł alimentów ( 300 zł na dziecko) i uważa,że jesteśmy kwita. Ja wróciłam o 17 z pracy gdzie zarabiam 1200 zł na rękę. Praca blisko domu, oszczędzam na paliwie i jestem zaraz po pracy w domu. Pomogłam odrobić dzieciom lekcje, nastawiłam i powiesiłam pranie. Poskładałam to co już wyschło. Właśnie ugotowałam obiad na jutro żeby jak dzieci wrócą ze szkoły miały co zjeść. Jutro znów wstaję o 6 z minutami, szykuję śniadanie, wyprawiam dzieci do szkoły itp...W tym tygodniu zaszalałam - kupiłam sobie tusz do rzęs... A mój jeszcze mąż uważa, że już duże dzieci i nie ma przy nich roboty. No tak jak bierze je do siebie to oprane ze zrobionymi lekcjami, zaprasza na obiad do restauracji. Hmmm, wkład jest równy ?
      Za kilkanaście dni rozprawa - może będzie rozwód, a co z alimentami ? Nie wiem.
      Pozdrawiam K.
    • fotm Re: Dlaczego po połowie... 05.12.12, 13:19
      Powiem Ci to co usłyszałam podczas mojego rozwodu od adwokata: "Alimenty podzielone są 50/50 bo Pani pracuje. Gdyby Pani nie pracowała, alimenty były by podzielone w innych proporcjach". Logiki w tym osobiście nie widziałam i nie widzę, zwłaszcza, że mój ex zarabia dwukrotnie więcej ode mnie. Biorąc dodatkowo pod uwagę zerowy wkład mojego exa we wszystko co związane jest z jego synem robi się to jeszcze mniej logiczne, ale cóż. Nawet tych 50/50 nie mogę się doprosić w jako takim terminie. Pocieszam się faktem, że szczęście i spokój są jednak bezcenne i tego się trzymam wink.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja