pomorzanka28
02.12.12, 12:00
Witam serdecznie!
Mam poważne kłopoty i wątpliwości co zrobic z własnym życiem. Bardzo proszę wszystkich o jakąś radę, wskazówkę. Sama tak bardzo się męczę, nie wiem w którą stronę pójśc.
Moje obecne życie wygląda następująco:
mam 28 lat, razem z mężem mieszkamy za granicą, oboje pracujemy. Pobraliśmy się po roku znajomości i od ponad roku jesteśmy małżeństwem. Przed ślubem nie mieszkaliśmy razem. Po pół roku małżeństwa zdecydowaliśmy się na wyjazd za granicę w celu podjęcia pracy. W Polsce nie poradziliśmy sobie. Mimo iż oboje mamy wyższe wykształcenie w naszym rejonie nie było pracy, ale teraz mniejsza z tym.
Nie wiem co zrobic z naszym małżeństwem, bo czuję że oboje się męczymy. Wiecznie się kłócimy, nikt z nas nie jest Aniołem. Problem polega jednak na tym, że mój mąż jest dla mnie bardzo złym człowiekiem, nie stara się byc miłym. Jest bardzo złośliwy, bezwzględny. Do ostateczności potrafią doprowadzic go błahe sprawy. Najgorsze jest jednak to, że po każdej kłótni nie odzywa się do mnie przez kilka dni. Zawsze to ja pierwsza muszę wyciągnąc rękę, nie ważne po czyjej stronie leży wina. Ja chcę się szybciej pogodzic, żeby nie cierpiec, bo bardzo wyniszczają mnie ciche dni. On jednak nigdy nie czuje takiej potrzeby.
On bardzo często groził mi rozwodem. Pod koniec większej kłótni mówił mi, że nie widzi innego rozwiązania jak rozwód. Ja wtedy zawsze błagałam go, żeby tego nie robił i żebyśmy dali sobie jeszcze szansę.
Żeby opisac całe nasze małżeństwo musiałabym tu siedziec chyba 7 dni. Nie o to jednak chodzi, żeby napisac kasiążkę. Może podam kilka przykładów (już wcześniej zamieściłam je na innym forum, jednak nie znalazłam odpowiedzi):
pewnego dnia tak się pokłóciliśmy, że myślałam, że wyjdę z siebie, ale wyszłam na balkon - zapalic. Mój mąż zamknął mnie tam, a sam poszedł pod prysznic. Nie trwało to długo, ale zaczęłam się dobijac do drzwi zdenerwowana. Po chwili on przyszedł, otworzył mi je i zapytał - czy ochłonęłam?! Myślałam, że wybuchnę i rzuciłam się na niego, uderzyłam go w rękę, on mi oddał i tak kilka razy ja jemu a on mi. Wkurzyłam się jeszcze mocniej i uderzyłam go w twarz, też mi oddał. To był dramat, patologia. Jak cały ten związek...
Raz była jeszcze taka sytuacja gdzie byliśmy pokłóceni, trwało to dośc długo. On poszedł do sypialni, oglądał zdjęcia na laptopie, pił wino i słuchał muzyki przez słuchawki. Ja pod wieczór zaczęłam źle się czuc. Też się położyłam w sypialni. Zwijałam się z bólu, a on nawet na mnie nie spojrzał, nie zapytał co mi jest. Wybiegłam do łazienki, a później położyłam się w salonie. On po jakiś 20 min przyszedł po coś tam i bezczelnie zgasił mi światło. Krzyknęłam do niego, żeby mi zapalił bo źle się czuję a on nic. On nie ma wcale serca, a jak je ma to z kamienia. Pozniej jak z nim rozmawialam i spytałam dlaczego się mną nie zainteresował to stwierdził, że on nic nie widział i mogłam mu powiedziec, że źle się czuję.
raz pokłóciliśmy się ostro i po tym pierwszy raz ja nie miałam ochoty się godzic. Pracuję fizycznie przy produkcji aut, jest to dla mnie na tyle wyczerpujące, że gdy wracam do domu mam ochotę tylko cos zjeśc, umyc się i odpocząc. Mój mąż ma wiecznie pretensje, że nie sprzątam. Mówię mu, że zawsze robię to w sobotę gdy mam wolne, a w tygodniu nie mam na to siły. Na co on, że weekend jest od czegoś innego, żeby coś zobaczyc, gdzies pojechac, a nie sprzątac. On tego nie potrafi zrozumiec, że jestem słabsza. On tez pracuje fizycznie, ale jak może porównywac kobietę z mężczyzną? Nie mam tyle siły co on. Do tego ja pracuję na linii produkcyjnej, czasami przez 2h nie mam czasu się napic. Spytałam go wtedy również dlaczego on nigdy nie kupuje mi kwiatów, dlaczego nigdy nie powie komplementu - stweirdził, że nie ma ochoty wydawac pieniędzy na kwiaty które nawet się nie rozwiną a już wiedną (bo tak było jak kupował mi ma urodziny czy imieniny jeszcze przed slubem), a kompementów on nie mowi, bo tego nie czuje i dlaczego ma się do tego zmuszac. On czasami pomyśli sobie, że w czymś dobrze wyglądam, ale tego nie powie bo to według niego infantylne i nie będzie się zmuszał tylko dlatego, żeby sprawi mi radośc. Wtedy tak bardzo już przegiął, że nie miałam ochoty z nim rozmawiac. Pracowaliśmy na różne zmiany więc prawie się nie widywaliśmy. On w pewnym momencie chcial się pogodzic, ale ja juz nie chcialam. Według niego - chcesz sie przytulic- jest pogodzeniem się i wszystko ma byc ok. Kiedy po tygodniu chcialam z nim porozmawiac on stwierdzil, że to ja się ostatni tydzien nie odzywalam i nie chcialam sie pogodzic więc teraz on pokaże mi jak to jest nie chcie rozmawiac, ale nie przez tydzień, a przez kilka tygodni.
to są tylko przykłady, chodzi mi o to, że przy moim mężu nie mogę czuc się bezpiecznie. Zawsze robi mi na złośc, czuję, że znęca się nade mną psychicznie, robi to z premedytacja. To co napisalam to są tylko takie przyklady które przyszly mi teraz na mysl. Tego jest tak dużo i wiele gorszych rzeczy, aż wstyd pisac. Wiem, że to opinia jednej strony. Mam rónież swoje wady. Nie wiem co zrobic. Czy muszę z nim życ za wszelką cenę, bo przysięgałam to jemu w obecności Boga? Nie wiem na co liczę, na dobre słowo, na radę, na dyskusję, na pytania. Proszę pomóżcie