Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko

28.12.12, 12:22
Wczoraj dostalam od chlopaka takie dictum. Maly ma 2,5 roczku lgnie do niego, a spotyka sie z lekka niechecia. Boje sie, ze w koncu to wyczuje i sie zamknie. Chyba czas zakonczyc ten zwiazek. Tak mi przykro niewymownie sad(((( On chce go wychowywac twara reka, uwaza, ze jestem za miekka. Jest mi ciezko, chcialam sobie ulozyc zycie, ale nie kosztem mojego dziecka. Czy macie podobne doswiadczenia?
    • malgolkab Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 12:41
      Mam 2 męża, a z 1 mam dziecko. Na początku związku z mężem wyszłam z założenia, że nie musi kochać mojego dziecka, ale musi je lubić, akceptować i szanować (i w 2 stronę) - nigdy nie zauważyłam niechęci czy negatywnego nastawienia. Teraz mąż syna kocha jak swoje dziecko, zajmuje się nim na codzień, siedzi z nim jak jest chory, chodzi do lekarza itd.
      Co to znaczy wychowywać twardą ręką i ile jesteście razem, że on w ogóle ma brać udział w wychowaniu? W czym objawia się niechęć faceta do syna? Czy syn ma kontakt z własnym tatą?
    • beibichek Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 12:43
      Nie mam podobnych doswiadczen, ale uwazam ze dobra z ciebie mama i kobieta i postepuj tak by zaden facet nie stworzyl twojemu dziecku piekla z zycia. Znajdzie sie taki, ktory bedzie dobrym ojcem, wcale nie musi kochac
      • blackglass Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 12:57
        Znam tylko mamy, które ułożyły sobie życie kosztem dziecka...Pan ojczym, który traktuje nie swoje dzieci tak ze aż łzy w oczach się kręcą...
    • triss_merigold6 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 13:57
      Nie, nie macie podobnych doświadczeń.
      Cóż, z tym panem nie układaj sobie życia.
      Nie, pan się nie zmieni.
    • inna_nowa_ja Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 14:52
      Są kobiety które dla męskich gaci poświęcą właśne dziecko, niestety. Naturalnie obcy facet nie musi kochać moich dzieci ale liczę na to, że będzie je szanował, darzył sympatią i po prostu znajdzie z nimi wspólny język.
      Odpuść sobie, za dużo ostatnio się słyszy o tych wszystkich biednych maluchach chowanych twardą ręką, czy to przez biologicznych ojców czy tez konkubentów.
      Eksowi bym nie darowała gdyby zrobił moim dzieciom krzywdę a co dopiero obcemu.
      Znajdziesz partnera któremu będzie zależało nie tylko na Tobie ale także Twoim dzieckusmile
    • mozambique Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 15:23
      a dlaczego twój kochanek ma chciec lub nie chciec wychowywac twoje dziecko ?

      o d twojego dziecka jestes ty i jego biologiczny ojciec

      kochanek - wystarczy ze bedzie dzieciaka lubił
      • mamaania83 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 16:30
        Jego biologiczny ojciec odszedl ode mnie, kiedy bylam w ciazy i zrobil dziecko dziewczynie z pracy. Nie widzial go ani razu nie placi alimentow, ma odebrane prawa rodzicielskie, bo dopuszczal sie przemocy, wiec opcja ojca biologicznego nie wchodzi w gre.
        • jeriomina Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 10:05
          A, to Ty lubisz przemocowców najwyraźniej.
    • ro35 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 16:01
      tak,
      każdą dziewczynę pytam po primo, czy pokocha moją matkę
      i tak odsiewam ziarno od plew suspicious
      • mayenna Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 16:54
        A lubienie teściowej bardziej niż własnej mamy się liczy? Bo mnie bywało bliżej do teściowej niż do matki.
        W rodzinie ludzie muszą się lubić i akceptować. Jakos mi to nie pasuje do tej 'twardej ręki', szczególnie jak mówimy o 3-latku.
    • prawie-rozwodka Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 16:34
      Nigdy nie planuj przyszłości z takim typem to z założenia osobowość sociopstchopatyczna. Moj prawie ex tez ma takie nastawienie. On nie uznaje paczworkowych rodzin w efekcie jego teraźniejsza sympatia porzuciła własne dziecko aby mu towarzyszyć w czasie świat. Bo mu jej dziecko nie pasuje w układzie. Tragedia zniszczysz dzieciaka a żaden facet nie jest tego wart.
    • altz Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 18:23
      mamaania83 napisała:

      > Wczoraj dostalam od chlopaka takie dictum. Maly ma 2,5 roczku lgnie do niego, a
      > spotyka sie z lekka niechecia.
      Możliwe, że chłopak kiedyś będzie w porządku ojczymem, teraz wygląda na to, że jest zupełnie surowy i wymaga najpierw ociosania "siekierką", a dopiero za jakiś czas przy pomocy jakiś subtelniejszych metod. Obawiam się, że nie masz tyle czasu.
      Warto zobaczyć, jak u chłopaka to wyglądają układy w domu, bo skądś się biorą takie pomysły.
    • logicman Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 21:21
      Gdyby kochał Ciebie prawdziwie, to nie stanowiłoby dla niego problemu zaakceptowanie Twojego dziecka. Oczywiście, nie jest powiedziane, że pokochałby Twoje dziecko - bo to jednak odrębny człowiek.
      Każdy człowiek niesie ze sobą bagaż swych doświadczeń życiowych. Wyznając komuś miłość akceptujemy go takim jakim jest - z całym dorobkiem życiowym. Dziecko - tak długo jak jest dzieckiem - to część Ciebie. Inaczej nie można tego pojmować.
      Jeśli Twój partner nie akceptuje Twojego dziecka, to IMHO znaczy, że czas zakończyć ten związek, tu nie ma się nad czym zastanawiać i czego żałować. A życie jeszcze sobie ułożysz. Być może spotkasz kogoś wartościowego, kto nie będzie widział problemu w tym, ze masz dziecko, zaakceptuje je i polubi. Życie jest pełne niespodzianek i pisze scenariusze, których nieprzewidywalność potrafi zaskoczyć każdego - w najbardziej nieoczekiwanym momencie.
      • mayenna Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 21:37
        logicman napisał:

        Życie jest pełne
        > niespodzianek i pisze scenariusze, których nieprzewidywalność potrafi zaskoczy
        > ć każdego - w najbardziej nieoczekiwanym momencie.
        >
        Hm, kiedy napisałam dokładnie to samo. Czy Ty Loigick aby ze mnie nie zrzynasz?smile
        Tych bzdur,które pisałeś o mieszkaniu z cudzymi dziećmi ci nie wypomnę bo mam nadzieję, że życie je zweryfikuje.
        • logicman Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 22:15
          Heh, nie zrzynam - powiedzmy, że mnie olśniło.
          Bzdury odszczekam w swoim czasie w odpowiednim wątku smile
          • kalpa Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 28.12.12, 22:36
            Są dzieci, które ciężko polubić.... niestety...
            Moje dwie koleżanki mają takie trudne dzieci, z którymi naprawdę ciężko się współistnieje. Znam te dzieci od dawna, obie panie mają też inne dzieci, z którymi naprawdę da się żyć i być...
            I obie panie i obaj panowie ( każda z koleżanek ma "przyjaciela") mają ten sam motyw przewodni rozmów: kocham Ciebie, lubię twoje dzieci, ale z tym jednym nie jestem w stanie...
            I ja sama - jako mama, kobieta- mogę powiedzieć tylko... nie byłabym chyba w stanie na co dzień z tymi konkretnymi diabełkami być. Bo... no po prostu zachowują się okrooopnie...
            Tyle, że to starsze dzieci, nastolatki, a nie trzylatki....
            • jagienka_2 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 09:25
              Kalpa, ale tutaj mowa o 2,5 latku, a nie o nastolatkach. Ale doskonale wiem, o jakich przypadkach piszesz. Mój syn od urodzenia był trudny w obsłudze i pan tata wymiksował się z naszego życia, nie tylko z powodu szukania szczęścia w innych ramionach, ale również dlatego, żeby mieć święty spokój. Kiedyś w przypływie szczerości stwierdził, że mnie podziwia, bo on by nie wytrzymał z naszym synem na co dzień...

              Autorka wątku ma małego synka, nie sądzę, żeby sprawiał większe problemy. Nowy partner kochać nie musi, ale jego stosunek do dziecka budzi niepokój...
          • argentusa Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 11:50
            logic,
            fajnie, że ewoluujesz smile
            Najlepszego w tej drodze smile
            Ar.
            ps. Ja mam świadomość, że Obecny nie kocha moich dzieci, choć mieszkamy razem, dzięki bogu, oboje nie mamy ciśnienia na "musisz kochać moje dzieci". Darzymy je sympatią, ale nie kochamy.
    • mamaania83 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 13:22
      Ja mam 29 lat, moj chlopak 26- moze jeszcze nie dorosl do bycia ojcem. Postawilam sprawe jasno. Jestem w dwupaku, albo wcale. Moj synek jest dla mnie najwazniejszy. Owszem rozrabia, jak kazde normalne, zdrowe dziecko, ale nie sprawia wiekszych problemow wychowawczych. Jest bardzo bystry i szybko sie uczy. Dzisiaj jestem w pracy, a chlopak zostal z dzieckiem. Nie tak zupelnie sam, bo pracuje obok i slysze co robia i jak sie bawia i narazie jest OK. Zobacze, poobserwuje i wyciagne wnioski. Bede od NIego wymagac troski i szacunku do Malego, a nie milosci.
      • altz Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 13:52
        mamaania83 napisała:

        > Moj synek jest dla mnie najwazniejszy.
        > Zobacze, poobserwuje i wyciagne wnioski.
        Ta kontrola źle mi się kojarzy. Nie postawię 10 groszy za przetrwanie tego związku.
        Odchowaj synka do 18 lat co najmniej, a potem dopiero szukaj sobie kogoś do pary.
      • straznikteksasu12 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 15:50
        > Ja mam 29 lat, moj chlopak 26- moze jeszcze nie dorosl do bycia ojcem

        A może ty nie dorosłaś do bycia matką?
        Dziecko to dziecko zawsze może coś sobie zrobić.
        Za twojego syna dopóki nie dorośnie jak cie nie ma odpowiada twój partner.
        I jak cie nie ma jego w razie nieszczęścia będzie ścigał prokurator.
        Twój syn musi wykazywać choć minimalne posłuszeństwo wobec twojego partnera.
        To twój syn musi również okazywać szacunek twojemu partnerowi.
        Twój syn powinien się zachowywać wobec twojego partnera jak wobec ojca.
        Jeśli do ciebie nie dociera że wychowywanie cudzego dziecka to nie zaszczyt
        a ciężka praca i duża odpowiedzialność, to nie powinnaś się z nikim wiązać.
        • jan.el Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 05.01.13, 00:11
          straznikteksasu12 napisał:

          > > Ja mam 29 lat, moj chlopak 26- moze jeszcze nie dorosl do bycia ojcem Brr... straszny strażnik z pana!!!!
          >
          > A może ty nie dorosłaś do bycia matką?
          > Dziecko to dziecko zawsze może coś sobie zrobić.
          > Za twojego syna dopóki nie dorośnie jak cie nie ma odpowiada twój partner.
          > I jak cie nie ma jego w razie nieszczęścia będzie ścigał prokurator.
          > Twój syn musi wykazywać choć minimalne posłuszeństwo wobec twojego partnera.
          > To twój syn musi również okazywać szacunek twojemu partnerowi.
          > Twój syn powinien się zachowywać wobec twojego partnera jak wobec ojca.
          > Jeśli do ciebie nie dociera że wychowywanie cudzego dziecka to nie zaszczyt
          > a ciężka praca i duża odpowiedzialność, to nie powinnaś się z nikim wiązać.
    • ewela1_1 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 17:19
      Jeśli facet Ci powiedział dosłownie to co masz w temacie wątku to ja nie wiem nad czym się jeszcze zastanawiasz i nie chodzi tutaj bynajmniej, ze on ma również kochać Twoje dziecko. Gdyby Mój mi tak powiedział pomyślałabym, że MNIE nie kocha...


      -------------
      "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

      "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
      • lesnik5 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 17:29
        Dlaczego byś tak pomyślała? Przecież to nielogiczne - mówi, ze ją kocha?
        • blackglass Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 17:49
          Proste, dziewczyna powiedziała, ze jest w dwupaku albo wcale... teraz decyzja należy do niego.
          Albo musi się jakoś "wpasować" albo mówi do widzenia.

          Fajnie, że powiedział co myśli, bo są tacy co nie mówią, niby cacy a dzieci traktują niefajnie lub też, traktują niby ok ale ciągle im coś wytykają, "dzióbią" mamie jakie ono jest nie takie.

          Znam przypadek dorosłego faceta po 40 który tak robił. Wytykał pani jakie jest dziecko aspołeczne, jak ble ble... a dzieciak był naprawdę super...mocno dopasowujący się do grupy, świetne kontakty z rówieśnikami i starszymi itp...

        • ewela1_1 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 17:59
          A dlatego bym tak pomyślała, bo dziecko jest częścią mnie.

          Jeśli miałby jakies "ale" do wychowania mojego dziecka lub jego samego to niech to zakomunikuje na zasadzie troski, a nie w imię miłosci do mnie raczy takim tekstem.
          -------------
          "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

          "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
          • anbale Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 18:33
            ewela1_1 napisała:

            > A dlatego bym tak pomyślała, bo dziecko jest częścią mnie.
            >
            Nie jest częścią Ciebie, to dość toksyczny pomysł...Jest Twoim dzieckiem, które kochasz i za które jesteś odpowiedzialna, ale osobną istotą a nie jakąś Twoją naroślą...
            Uważam, że partner powinien dziecko akceptować i szanować, ale jak można wymagać od kogoś żeby zadeklarował uczucia? Uczucie do dziecka, owszem, może przyjść z czasem, ale może również nie przyjść i też można życie poukładać tak, żeby było w porządku. Czasem wystarczą dobre emocje i właśnie brak roszczeń.
            • ewela1_1 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 19:12
              Pomyślałabym tak jak napisałam i nie ma to nic wspolnego z toksycznoscia, bo ja moje dzieci kocham zdrowo i wiem, ze są osobna jednostką.

              Ale skoro dziecko jest cześcią mnie to po uslyszeniu takich słow pomysłalbym,ze jednak on go nie akceptuje, co deklarowal swoja juz gotowościa zwiazania się ze mną (wiedzial,ze mam dziecko)Jesli wyznaje mi miłosć powinien być świadom kogo kocha. "Kocham Cię, ale..."jakos nijak mi sie z miłoscią kojarzy.
              • anbale Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 19:33
                Owszem, masz prawo czuć to tak jak czujesz- ale czy gdybyś analogicznie spotkała mężczyznę wychowującego samotnie dziecko, to czy byś z tak po prostu automatu pokochała to dziecko tak samo jak jego, bo oni to "jedność"? Na takim samym poziomie energetycznym?
                Czy doszłabyś do wniosku, że wystarczy, że dziecko lubisz, akceptujesz i nie wywołuje u Ciebie żadnych negatywnych emocji, a czas pokaże, czy poczujesz coś więcej?
                Bo mnie się wydaje, że ta druga opcja jest zupełnie wystarczająca żeby sobie poprawnie poukładać relacje. No ale jeśli ktoś w ogóle wyklucza obecność dziecka partnera, to wiadomo, że to związek nie dla niego, to chyba oczywiste.
                • ewela1_1 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 19:52
                  Ale ja napisałam wyżej,ze nie chodzi mi o to,ze ktoś miałby kochać moje dziecko i czuje z tego powodu oburzenie, ze mi tak powiedział.

                  Jeśli partnerowi autorki nie odpowiada zachowanie dziecka lub cos w ten deseń to się to komunikuje inaczej co tez napisałam wyżej. Autorka chyba tez mu nie nakazywała kochac dziecka, bo co więc az tak dosadny komunikat? Tutaj oddźwiek jest nieco inny, kojarzy mi się z brakiem akceptacji dziecka w ogóle, bo spędzeniu ileś tam czasu razem we trójkę. Ja to tak przynajmniej odebrałam..

                  -------------
                  "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

                  "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
            • malgolkab Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 20:26
              anbale napisała:

              >
              > Uważam, że partner powinien dziecko akceptować i szanować,
              Dokładnie tak. Autorka wątku napisała jednak Maly ma 2,5 roczku lgnie do niego, a spotyka sie z lekka niechecia. Niechęć to nie akceptacja ani szacunek. Co dziwne, pani zostawia dziecko pod opieką pana gdy pracuje i wtedy ta niechęć już jej nie przeszkadza.
              • mamaania83 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 20:30
                Chodzilo mi o subiektywne odczucia. Gdybym miala cien watpliwosci,ze malemu moze sie cos stac, to bym go nie zostawiala pod opieka partnera. Daje im szanse ulozyc sobie relacje. A pracowac musze, chociazby dlatego, ze szanowny tatus biologiczny jeszcze nie zhanbil sie zaplaceniem alimentow.
                • pati790 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 20:54
                  nic z tego nie rozumiem...chcesz by sie docierali? to pisz jasniej wątki, bo pozniej ludzie nie wiedza o co chodzi i jak maja komentowac o co chodzi z tym niby brakiem milosci do dziecka.
              • altz Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 29.12.12, 21:09
                malgolkab napisała:
                > Autorka wątku napisała jednak Maly ma 2,5 roczku lgnie do nie
                > go, a spotyka sie z lekka niechecia.
                Niechęć to nie akceptacja ani szacunek
                > . Co dziwne, pani zostawia dziecko pod opieką pana gdy pracuje i wtedy ta niech
                > ęć już jej nie przeszkadza.
                Pani mi wygląda na osobę przewrażliwioną na punkcie swojego dziecka, taką mocno rozliczającą.
                Dziecko nie szklanka, nie zbije się, a w tym wieku potrafi już wejść na piątą półkę czy panu na głowę (dosłownie), więc pan może się trochę dziwić, jeśli nie jest przyzwyczajony. Dziecko wygląda na normalne, takie kontaktowe, którym się trzeba zająć, bo nie ma towarzystwa na miejscu. Pan nie ma doświadczenia, więc odbiera to inaczej i stąd różnica zdań.
                Bardzo mało wiemy i można tylko się domyślać, korzystając trochę z doświadczenia. smile
                • mamaania83 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 02.01.13, 11:37
                  Tu sie musze uderzyc w piersi i powiedziec, ze niestety dokladnie tak jest. Jestem mocno przewrazliwiona na punkcie malego, bo stracilam pierwsze dziecko i drugie to moj najwiekszy skarb. Wiem, ze nie moge wymagac milosci do dziecka. Z drugiej strony chlopak zachowuje sie w porzadku, bo np. dzis zajal sie malym, kiedy ja cierpialam na grype jelitowa i zostal z Nim dopoki nie przyjechala moja mama spozniajac sie do pracy w pierwszy dzien po Swietach. Zawsze mozemy na Niego liczyc, kiedy maly jest chory i trzeba z nim zostac. Jednak chce miec jeszcze swoje dzieci i stad moj lek, ze moze odrzucic malego, kiedy bedziemy mieli wspolne dzieci.
                  • logicman Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 02.01.13, 11:54
                    Dbaj, by miał szansę związać się emocjonalnie z dzieckiem. Jeśli kocha Cię prawdziwie, to nie odrzuci.
    • na_rozdrozu76 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 03.01.13, 17:34
      A ja mam pytanie - jak długo jesteście ze sobą?
      Może Twój chłopak musi się do Małego przyzwyczaić?
      Ogólnie się mówi, że facet uczy się miłości do dziecka, kobieta kocha je od początku zupełnie naturalnie (zaraz wskoczą na mnie ci, którzy będą mi udowadniać, że nie wszystkie kobiety, że nie od początku itd.tongue_out ). I to biologiczny ojciec dziecka się tego uczy, a cóż dopiero mówić o facecie, który nigdy nie był ojcem, ani tego nie planował (przynajmniej na razie). Twój chłopak jest młody. Co to jest w dzisiejszych czasach 26 lat? Kiedy ludzie pobierają się koło 30tki?
      I on nie ma obowiązku kochać Twoje dziecko, ale powinien je akceptować jako część Ciebie.
      Niech to się rozwija naturalnie. W końcu on też musi dojrzeć do nowej (niechcianej) roli. Ech, życie...smile
      Trzymam kciuki za Waszą Trójkę!
      Powodzenia!
      m
      • mamaania83 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 03.01.13, 19:09
        Jestesmy razem od sierpnia. Krotko... ja sie wreszcie poczulam bezpiecznie. Chcialabym slub juz jutro, a w 2013 "dopiero" beda zareczyny. Maz porzucil mnie dla innej kobiety i czuje sie, jakby mnie ktos okradl z mojej rodziny, dlatego bardzo szybko chce miec swoja. ale wiem, ze musze troche odpuscic smile dziekuje za dobre slowo smile
        • ktosiaktosia Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 03.01.13, 19:51
          A mogę się zapytać ile czasu minęło od Twojego rozwodu?
          • mamaania83 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 03.01.13, 19:54
            Rozwod mialam w czerwcu 2012, ale z mezem nie jestem od grudnia 2009. Ciagnelo sie, bo chodzilo o odebranie praw rodzicielskich i wine meza. On chcial z mojej, ja z jego. Wygralam smile
            • ktosiaktosia Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 03.01.13, 20:00
              Spytałam, bo ja mam zupełnie inne odczucia,jakoś po rozwodzie mnie nie ciągnie do instytucji małżeństwa,a Ty mówisz,że się doczekać nie możeszsmile ale powodzenia smile po prostu jak mi ktoś mówi,że się pobiera to mi się sam na usta jakiś dziwny uśmieszek ciśnie,ale to pewnie pozostałości po przeszłości.... kto wie, może i mi kiedyś przejdzie.... pozdrawiam

              • mamaania83 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 03.01.13, 20:38
                Ja tez tak mialam, ale wszystko mija. Czas leczy rany, to truizm, ale dziala.
        • oliwkowa75 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 03.01.13, 20:25
          Hmm, no w tym wypadku to ja bym się ze ślubem nie spieszyła za bardzo. Po co Ci kolejny rozwód? Zwolnij, pomału, nawet pół roku nie jesteście razem... Chłop nie ucieknie, a jak ucieknie, to nawet lepiej
          • ktosiaktosia Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 03.01.13, 20:36
            Dlaczego właściwie tak Ci się spieszy z tym ślubem? magia obrączki na palcu czy jak? kwestia rozmowy z ludźmi-to moje dziecko X i mój mąż Y, bo tak ładniej brzmi? czy po prostu taka zakochana?
            A Twój eks poślubił nową wybrankę?
            • mamaania83 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 03.01.13, 22:01
              Nie. Nie jest to kwestia rozmowy z ludzmi. Mieszkam w Warszawie. Tu nikogo nikt nie pyta o te sprawy. Tak, jak juz napisalam. Pierwszy raz od dluzszego czasu poczulam spokoj i wlasciwie nie widze potrzeby czekania. Wiem czego chce, a chce miec rodzine. Dla siebie. Moj eks nie poslubil nowej wybranki. Urodzila dziecko i zostawil ja. W sumie zal mi tego dziecka, bo jej mi nie zal.
              • triss_merigold6 Czy ja dobrze przeczytałam?! 03.01.13, 22:48
                Jesteś z gościem od sierpnia, a już wprowadziłaś go w życie małego dziecka?! Bez względu na to w jakiej roli pan występuje, ryzykujesz, że dziecko się do niego przyzwyczai. Parę miesięcy spotykasz się z facetem i zostawiasz dziecko pod jego opieką wiedząc, że jest dziecku umiarkowanie przychylny?!
                Jestem w szoku jak można być tak zdesperowaną i bezmyślną.
                • blue_ania37 Re: Czy ja dobrze przeczytałam?! 03.01.13, 22:53
                  A ja jestem przerażona tym pędem do małżeństwa, do rodziny formalnej.
                  6 miesięcy spotykania i przekonanie że to ten właściwy na wieczność mając jeszcze dziecko.
                  Gratuluję odwagi ja bym tak nie potrafiła.
                  A
                  ...Niemożliwe po prostu wymaga, trochę więcej czasu.....
                  • triss_merigold6 Re: Czy ja dobrze przeczytałam?! 03.01.13, 23:39
                    Pani może sobie w dowolny sposób strzelać w kolano, jest dorosła, a to wolny kraj. Dorosłych mi nie żal.
                    Mnie przeraża fakt, że tak szybko miesza dziecko do swoich prywatnych przygód i to małe dziecko, które nie potrafi się jeszcze sprawnie poskarżyć.
                  • mamaania83 Re: Czy ja dobrze przeczytałam?! 04.01.13, 01:11
                    6 miesiecy spotykania sie nie oznacza 6 miesiecy znajomosci, prawda? Jesli ktos zostal wprowadzony w zycie dziecka duzo wczesniej jako moj kolega, nie musi byc z niego wyprowadzany jako moj partner.
                    • triss_merigold6 Re: Czy ja dobrze przeczytałam?! 04.01.13, 10:22
                      Koledzy tj. panowie o statusie kolega zwykle nie opiekują się nieodpłatnie dziećmi obcych kobiet. Prędzej czy później dziecko zauważy albo wyczuje, że wasza relacja nie jest koleżeńska.
                • mamaania83 Re: Czy ja dobrze przeczytałam?! 04.01.13, 01:08
                  Pracuje w domu, wiec caly czas jestem za sciana i gdyby bylo cos nie tak to bym to uslyszala. Ludzie biora na opiekunki zupelnie obcych ludzi i wychodza z domu. Moje dziecko w 100% zostaje zawsze z kims z rodziny. Nie widze podstaw do takiej oceny.
                  • mamaania83 Re: Czy ja dobrze przeczytałam?! 04.01.13, 01:21
                    Co wiecej z chlopakami byl moj tata, ktory ma doswiadczenie w opiece nad malym smile
                • sonia_siemionowna Re: Czy ja dobrze przeczytałam?! 04.01.13, 02:53
                  Triss, podpisuję się obiema rękami.

                  W każdym, nawet najbardziej dennym podręczniku self-help dla samotnych rodziców jest napisane,że dziecko wprowadzamy dopiero kiedy związek jest SPRAWDZONY. Bo dziecko sie przywiązuje zwłaszcza takie małe, a jak coś nie wypali to przezywa kolejne porzucenie.

                  Autorko, mam wrażenie, że łudzisz się, że jeśli weźmiesz ślub dopóki jest dobrze (a teraz jest) to jakby zatrzymasz czas i zawsze będzie dobrze. A tak nie ma.
                  • logicman Re: Czy ja dobrze przeczytałam?! 04.01.13, 08:31
                    sonia_siemionowna napisała:

                    > Autorko, mam wrażenie, że łudzisz się, że jeśli weźmiesz ślub dopóki jest dobrz
                    > e (a teraz jest) to jakby zatrzymasz czas i zawsze będzie dobrze. A tak nie ma.

                    Otóż to, wg mnie autorka wątku powinna dać sobie na wstrzymanie, wiele spraw przemyśleć i przede wszystkim obserwować rozwój sytuacji. Jeśli to co jest ma pozostać - to przyspieszanie spraw nic nie da, nie jest potrzebne. Jeśli to tylko coś przelotnego - to zatrzymywanie na siłę (szybki ślub) przyniesie tylko problemy i ból.
                  • argentusa Re: Czy ja dobrze przeczytałam?! 04.01.13, 09:31
                    też podpisuję się obiema rękami.

        • logicman Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 03.01.13, 22:20
          mamaania83 napisała:

          > dlatego bardzo szybko chce miec swoja. ale wiem, ze musze troche odpuscic smile

          Istotnie - co nagle, to po diable.
    • sonia_siemionowna przestroga ode mnie 04.01.13, 02:44
      Ja jestem dzieckiem, które zostało wychowane twardą ręką przez ojczyma, który mnie nie tylko nie kochał ale nienawidził. Matka biernie patrzyła, licząc nie wiadomo na co.

      Twój partner nie akceputje Twojego dzicka i dlatego powinnaś zakończyć ten związek. Twoje dziecko już zostało opuszczone przez ojca, dlaczego ma codziennie przeżywać odrzucenie i musztrę?

      Jeśli zostaniesz, jest duża szansa, ze Twój syn dorośnie, znienawidzi siebie, Ciebie i ojczyma a większą część swojej pierwszej pensji będzie przeznaczał na terapeutów. O ile oczywiście wcześniej nie powiedzie mu się próba samobójcza albo nie przedawkuje.

      Pisze z życia, to nie są żadne dywagacje. Poznałam wiele osób w takiej sytuacji wszystkie z identycznymi problemami. Tworzysz dziecku bagaż na całe życie.
      • luciva Re: przestroga ode mnie 04.01.13, 08:54
        A ja tak sobie czytam i się zastanawiam, tak ogólnie.
        A dlaczego znajomość człowieka po poł roku to za mało?
        A ile to jest ok?
        Rok?
        Po jakim czasie wiadomo, że związek jest sprawdzony?
        Po jakim czasie okazało sie, że jednak Wasze związki (małżeństwa) nie są sprawdzone i ok, i sie rozpadły, i był rozwód?
        Ja znałam swojego męża przed ślubem 7 lat, potem jeszcze mieszkaliśmy razem 3 lata. Mieliśmy mnostwo przeróżnych problemów, beczkę soli zjedlismy.
        Wtedy powiedziałabym, że dałabym sobie rękę odciąć.
        Po 3 latach po ślubie zaskoczył mnie tak, jak nikt. Wtedy pomyslałam, ze kompletnie nie znam człowieka.
        No i?
        Więc zawsze wszystko może się zdarzyć, ale nie musi.
        A co do tematu związku - radzę autorce dać sobie czas, poczekać trochę. Ja też bym nie pokochała czyjegoś dziecka, tak na pstryk, nawet gdybym kochała faceta na zabój.
        Dobrze, że powiedział tak, niż miałby udawać miłość. Przynajmniej możesz dokonać wyboru, mając prawdziwe dane. Ale zaczekaj, to wszystko nie jest łatwe, choc miej dystans.
        • altz Re: przestroga ode mnie 04.01.13, 09:08
          luciva napisała:
          > A ja tak sobie czytam i się zastanawiam, tak ogólnie.
          > A dlaczego znajomość człowieka po poł roku to za mało?
          > A ile to jest ok?
          Ja znam bardzo dobre i wieloletnie małżeństwa zawarte po miesiącu znajomości.

          > A co do tematu związku - radzę autorce dać sobie czas, poczekać trochę. Ja też
          > bym nie pokochała czyjegoś dziecka, tak na pstryk, nawet gdybym kochała faceta
          > na zabój.
          Ja myślę, że ten związek nie wyjdzie, a pan będzie miał z tym duży problem.
          Pan się zaangażuje, a pani go kopnie na odchodne i facet straci to dziecko i następne własne.
          Skoro pani stawia sprawę, że będzie go oglądać i stale kontrolować, jak patyczaka w akwarium, poza tym od razu stawia sprawę jasno, że dziecko przede wszystkim i jest przy tym bardzo bojaźliwa, szuka porady na forum, panu to dobrze nie wróży. Powinien wiać, czym prędzej.
          • logicman Re: przestroga ode mnie 04.01.13, 09:20
            altz napisał:

            > Ja znam bardzo dobre i wieloletnie małżeństwa zawarte po miesiącu znajomości.

            IMHO udało im się... po prostu mieli dużo szczęścia ale z całą pewnością nie można traktować takich przykładów jako reprezentatywnych dla populacji ludzkiej. W zasadzie można tylko pozazdrościć (w sensie pozytywnym) ale lepiej samemu nie próbować takich zrywów.

            Co do reszty Twojego wpisu Altz, po głębszym zastanowieniu - zgadzam się z Tobą.
            Życie to nie program komputerowy i nie może być opisywane instrukcją warunkową "if ... then ... else ...". Zwłaszcza jeśli mowa o uczuciach.
          • sonia_siemionowna Re: przestroga ode mnie 04.01.13, 10:29
            Pan się zaangażuje, a pani go kopnie na odchodne i facet straci to dziecko i następne własne.


            Pan jest dorosły i ma wybór, nie musi ani angażować się w związki z dzieciatymi ani pełnić roli 'wujka' po pół roku znajomości ani robić sobie dzieci z dzieciatą kobietą.

            Dziecko nie ma wyboru i jest skazane na ponoszenie konsekwencji decyzji swojej matki.

            Poza tym, dorosły facet ma nieco większą odporność psychiczną niż 2.5-latek, przynajmniej ja tak uważam.
            • triss_merigold6 Re: przestroga ode mnie 04.01.13, 10:34
              To prawda, nie ma co się wzruszać nad panem i z góry mu współczuć.
              Jest pełnoletni i sam odpowiada za swoje decyzje.
          • triss_merigold6 Re: przestroga ode mnie 04.01.13, 10:32
            Pani to dobrze nie wróży, bo ma ciśnienie na nowy ślub i lekceważy sygnały wypowiadane wprost.
            Nikt pana w ogóle nie pytał czy kocha jej dziecko, on sam wyrywa się z opinią + ma jakieś uwagi dotyczące wychowywania dwuipółlatka. IMO deklaracje uczuciowe odnośnie cudzych dzieci są doskonale zbędne na tym etapie.
            Swojego partnera w ogóle nie pytałam czy kocha mojego syna i nie oczekiwałam, że będzie kochał. Wystarczy życzliwe podejście, sympatia i cierpliwość wobec małego dziecka, elementarne zrozumienie i chęć wspólnego spędzania czasu. I wyrozumiałość dla dziecięcych zachowań.
            • sebalda Re: przestroga ode mnie 04.01.13, 11:41
              Jestem zagorzałą, wręcz wojującą przeciwniczką wychowywania dziecka twardą ręką, dlatego zapytałabym, co partner przez to rozumie. Dziecko to nie piesek do wytresowania. Potrzebuje bliskości, miłości bezwarunkowej, zrozumienia jego świata, jak młody chłopak może to rozumieć i z góry wypowiadać się na temat wychowywania twardą ręką? Żeby włączyć się w wychowanie dziecka, powinien poczytać sprawdzone pozycje na temat etapów rozwojowych dziecka (bunt dwulatka tak często brany przez dyletantów za rozwydrzenie), psychiki małego dziecka i tak dalej. Rodzonemu ojcu często się nie chce zadać takiego trudu, a co dopiero ojcu dochodzącemu, deklarującemu, że dziecka nie kocha? Kochać nie ma obowiązku, ale szanować, a na tym etapie w ogóle nie powinien się jeszcze wtrącać w Twoje metody wychowawcze.
              Niepokoi mnie jeszcze jedna rzecz. Piszesz, że pracujesz w domu, a w tym czasie Twój chłopak zajmuje się dzieckiem. Czy on pracuje? Mieszkacie razem u Ciebie?
              Każdy terapeuta, każdy rozsądny człowiek powie, że po rozwodzie należy się zresetować, dojść do siebie, mieć dokładny wgląd w swoje emocje, a dopiero potem szukać i budować nowy związek. Nowy związek jako remedium i odreagowanie poprzedniego to słaby pomysł. Spotykać się, pomieszkiwać razem można, ale tak szybko ślub? Po co ten pośpiech?
              • mamaania83 Re: przestroga ode mnie 04.01.13, 15:28
                Moj partner pracuje na etacie od poniedzialku do piatku. Ja jestem tlumaczem i pracuje w domu. Malym na codzien zajmuje sie babcia i ja. W soboty, gdy ja siedze nad tekstem zdarza sie, ze z malym jest babcia, dziadek lub partner.
                • ktosiaktosia Re: przestroga ode mnie 04.01.13, 15:40
                  Przyznam,że pewnie część z osób pomyślała,że jesteś niewykształconą małolatą,która myśli że jak będzie miała męża to złapie ponownie Pana Boga za nogi,że znów będzie pięknie i różowo... bije się w piersi,przeszło mi coś takiego przez głowę...
                  Skoro masz trochę wątpliwości jednak co do partnera, do tego jak będzie się Wam układało jeśli pojawi się Wasze dziecko, co do tego jak traktuje Twoje dziecko (nie mówię,ze robi mu krzywdę) to dlaczego tak się spieszysz? masz dach nad głową i rodzinę, która Ci pomaga, czasem warto poczekać, poobserwować... A Twój przyjaciel tez tak ciągnie do zalegalizowania związku?pozdrawiam
                  • mamaania83 Re: przestroga ode mnie 04.01.13, 19:09
                    Nie, nie smile Studia skonczylam juz dawno, ale jeszcze sie ksztalce. Dobiegam trzysiestki, ale faktycznie kazdy z nas czasem zachowuje sie niedojrzale. Dlatego chcialam poznac opinie obcych. Odbylam rozmowe z partnerem i ustalilismy, ze slub bedzie za ok 3 lata smile Musze ochlonac, nabrac dystansu. Pozdrawiam
    • na_rozdrozu76 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 04.01.13, 17:34
      Mnie zastanawiają motywy Twojej chęci wyjścia za mąż.
      Napisałaś:
      "Maz porzucil mnie dla innej kobiety i czuje sie, jakby mnie ktos okradl z mojej rodziny, dlatego bardzo szybko chce miec swoja"
      Taki jest motyw Twojego postępowania, a motywy Twojego partnera?...
      Nie wiem czy to powinien być główny motyw - chęć posiadania rodziny (choć to też jest oczywiście bardzo ważne). Ale w Twoim przypadku czy nie jest to chęć wynagrodzenia sobie czegoś?... Tylko Ty wiesz jak to jest w Twoim przypadku, ale nie traktuj swojego partnera jako remedium na całe zło, które Cię spotkało, bo w ten sposób traktujesz go instrumentalnie, a i on może nie spełnić pokładanych w nim nadziei.

      Trudne to wszystko...
      Życzę mądrych decyzji,
      i....dajcie sobie jeszcze trochę czasu, co?
      Powodzenia!
      Wszystkiego dobregosmile

    • quia_absurdum Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 05.01.13, 00:41
      Podzielam poprzednie wypowiedzi, że bardzo śpieszy Ci się do ślubu. Tymczasem kilka dni stwierdzasz, że ustaliliście, że ślub będzie .... za 3 lata. Wpadasz ze skrajności w skrajność. Piszesz, że z byłym nie jesteś od grudnia 2009 a dziecko urodziło Ci się w 2010 roku. To gdzie ta rodzina, "z której zostałaś okradziona". Po co partner opiekuje się dzieckiem, skoro jest dziadek, czy babcia. Mieszkasz z rodzicami? Rzeczywiście, niby wiek dojrzały, a wypowiedzi jak u dwudziestolatki...
      • mamaania83 Re: Kocham Ciebie, ale nie Twoje dziecko 07.01.13, 21:09
        Coz, ciaza trwa 9 miesiecy. Jak maz odchodzil to bylam w 3cim miesiacu ciazy. Dziecko urodzilo sie juz po rozstaniu. Wyszlam za maz, stworzylam dom taki jak umialam. Stracilam jedno dziecko. Drugie bylo w drodze i wtedy zawalil mi sie swiat. Jesli uwazasz, ze to nie jest pozbawienie kogos rodziny to nie wiem co nim jest sad
Inne wątki na temat:
Pełna wersja