Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę?

12.01.13, 15:45
Witam,
znowu ja... Znowu nie mogę znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie...

Dla jasności: jestem pół roku po rozwodzie, dzieci 4 i 5 lat są pod opieką ojca.

On chce wyjechać z nimi na stałe (chyba?) za granicę, ja się na to nie zgadzam! To ma być wyjazd do Szkocji i powiedział, że nie będzie przywoził mi dzieci, czyli nie będę się z nimi widywała. Nie mamy uregulowanych kontaktów z dziećmi, wniosek o ich uregulowanie wraz z zabezpieczeniem jest w sądzie. Teoretycznie będzie musiał się dostosować do wizyt, więc nawet jak wyjedzie to musi mi przywozić dzieci na wyznaczone terminy inaczej będę mogła wnosić o ukaranie go. On twierdzi, że taką zgodę ode mnie ma, bo są paszporty i gdzieś tam niby nagrane, że wyraziłam taką zgodę, choć wcale tak nie było. Raz podpisałam "papierek", w którym wyraziłam zgodę na uczęszczanie do szkół i lekarzy na terenie Unii...

On bez takiej zgody nie będzie mógł przebywać za granicą, bo mogę zgłosić porwanie rodzicielskie... ale chciałabym żeby do tego nawet nie doszło.

Z drugiej strony on może wystąpić z wnioskiem do sądu rodzinnego o taką zgodę i za pewne ją dostanie... ale chyba nie wie, że musi taką zgodę mieć, bo się spytał w urzędzie wydającym paszporty czy coś poza paszportem potrzebuje żeby wyjechać, to mu powiedzieli, że nie. Wyjechać może, ale zgodę na pobyt musi mieć...

I pytania:
*czy jeśli wystąpi do Sądu Rodzinnego o wydanie takiej zgody to się o tym dowiem? Czy będzie jakaś sprawa, czy decyzje są podejmowane zaocznie czy coś?

*czy ja z kolei mogę wystąpić z jakimś wnioskiem zakazującym mu wyjazd? Oczywiście opierając się na tym, że nie gwarantuje nam w ten sposób kontaktów...
    • zlakobieta.haha Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 16:56
      Teoretycznie powinien mieć, ale praktycznie nic mu nie zrobisz ani ojciec, ani matka nie mogą porwać własnych dzieci... on jest ojcem.

      W praktyce niewiele możesz mu zrobić

      Raz podpisałam "papierek", w k
      > tórym wyraziłam zgodę na uczęszczanie do szkół i lekarzy na terenie Unii...

      Więc tym samym zgodę wyraziłaś a Szkocja jest w Unii

      p.s. tylko po co Tyś to podpisywała????
      • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 17:22
        > p.s. tylko po co Tyś to podpisywała????
        Bo mnie szantażował, poza tym nie wiedziałam za bardzo co to jest, jakieś pismo byle jak napisane i ponoć jak mu tego nie podpiszę i jak wyjedzie w odwiedziny do rodziny konkubiny (sorki za te rymy) i coś się dziecku któremuś stanie to nie będzie mógł iść do lekarza...
      • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 17:26
        > Teoretycznie powinien mieć, ale praktycznie nic mu nie zrobisz ani ojciec, ani
        > matka nie mogą porwać własnych dzieci... on jest ojcem.

        Mogą, to jest "porwane rodzicielskie" o czym mówi konwencja haska, fundacja Itaka pomaga bezpłatnie w takich sytuacjach. Z tym, że jeśli obawiam się takiego porwania to mogę ponoć to uniemożliwić wnioskiem do Sądu Rodzinnego, i tylko tyle wiem... Nie mogę nigdzie znaleźć szerszych informacji sad
    • zorientowany9 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 17:04
      zazula2007 napisała:

      > I pytania:
      > *czy jeśli wystąpi do Sądu Rodzinnego o wydanie takiej zgody to się o tym dowie
      > m? Czy będzie jakaś sprawa, czy decyzje są podejmowane zaocznie czy coś?

      Tak, powinnaś być uczestnikiem takiego postępowania, tylko że on nie złoży takiego wniosku.
      Po co miałby to robić, skoro już raz podpisałaś mu zgodę i zawsze może się na nią powołać ?


      > *czy ja z kolei mogę wystąpić z jakimś wnioskiem zakazującym mu wyjazd? Oczywiś
      > cie opierając się na tym, że nie gwarantuje nam w ten sposób kontaktów...

      Moim zdaniem nie, bo teoretycznie bez porozumienia z Tobą i tak nie powinien na stałe zabierać dzieci za granicę.
      W praktyce możesz komunikować byłemu mężowi, że jednak nie zgadzasz się na wyjazd dzieci (pomimo "papierka", który podpisałaś) ale nie jesteś w stanie fizycznie uniemożliwić im tego wyjazdu.
      Możesz podjąć kroki prawne już po jego wyjeździe z dziećmi, w celu sprowadzenia ich z powrotem, ale nie ma żadnej gwarancji że Ci się to uda.
      • blue_ania37 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 18:02
        Zazula.
        Byłaś dziś tematem moich rozmów telefonicznychsmile, ale wiadomości nie są dobre.
        Z uwagi na to, że mają maluchy paszporty i jest UEsmile nie możesz za dużo zrobić.
        Tobie jest potrzebny adwokat i to koniecznie.
        On może wyjechać z nimi do Szkocji, do Niemiec gdzie chce, a ty jeśli chcesz widywać dzieci będziesz musiała po nie jeżdzić.
        Występuj o opiekę naprzemienną, zdecydowanie!
        Ode mnie masz 200 stówy na adwokatasmile
        A
        ...Niemożliwe po prostu wymaga, trochę więcej czasu.....
        • argentusa Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 19:02
          "Papierek" to oświadczenie woli, które można odwołać.
          Ale faktycznie sądownie najlepiej.
          Ar.
          i na przyszłość, bardzo cię proszę, zastanów się 500 razy zanim cokolwiek, komukolwiek podpiszesz.

          • zlakobieta.haha Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 19:25
            Ty naprawdę musisz zacząć od początku bo skoro on ma prawa do dzieci to uwierz mi nic nie wskórasz.

            Opieka naprzemienna i oczywiście jeszcze jedno nigdy więcej nie daj się szantażować nigdy - przy ustalaniu opieki gdy już złożysz wniosek też porusz sprawę szantażu nie wiem czego dotyczył ale dzieci były po drugiej stronie jak mogłaś się poddać????

            p.s.
            jeśli weźmiesz się w garść również dołożę 200pln do adwokata
            • tricolour Cztery stówy na godzinę... 13.01.13, 21:46
              ... umie sie babka ustawić.

              Dzieci wychowuje były mąż. Alimentów babka nie płaci. Utrzymuje ją przyjaciel. Foremki składają się na adwokata...
              • blue_ania37 Re: Cztery stówy na godzinę... 13.01.13, 21:54
                tricolour napisał:

                > Foremki składają się na adwokata...

                Nie podoba mi się określenie foremki, mówiąc o mnie.
                Masz prawo oceniać ją jak chcesz, ja mam prawo pomóc nawet komuś złemu jeśli będę miała na to ochotę.
                Ty widzisz pokręconą babkę, ja widzę dziewczynę bez żadnego wsparcia, która popełniła błędy ale każdy ma prawo do popełniania błędów.
                Dziewczyna nie ma rodziny, nie ma przyjaciól i musiała w życiu walczyć o to, co niektórzy mają zawsze i nawet tego nie zauważają.
                A
                • natalia-ok6 Re: Cztery stówy na godzinę... 13.01.13, 22:21
                  blue_ania37 napisała:
                  Dziewczyna nie ma rodziny, nie ma przyjaciól i musiała w życiu walczyć o to, co
                  > niektórzy mają zawsze i nawet tego nie zauważają.
                  > A
                  >
                  No przecież ma przyjaciela,który jej pomaga.Wynajmuje mieszkanie,daje jeść ,opłaca rachunki.Moze alimety równiez za nią zapłaci,kto wie.
              • zazula2007 Re: Cztery stówy na godzinę... 13.01.13, 22:13
                Ty popatrz dokładnie co czytasz... kiedyś jak dopadłam internet myślałam, że tak można zarabiać, później się dowiedziałam, że to spam i straciłam czas. Zastanów się troszkę.
        • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 20:23
          Kurcze, to faktycznie nie dobre wiadomości sad

          >Występuj o opiekę naprzemienną, zdecydowanie!
          no właśnie w tym szkopuł, że nie mam warunków, gdybym miała to byłyby ze mną i to jest najgorszy ból zarówno dla mnie jak i dla dzieciaczków sad
          Nie będzie mnie stać na to żeby jeździć... a już do Szkocji to w ogóle jak dla mnie fantazja!
          Straciłam pracę i jestem na cudzym utrzymaniu, były podał mnie do komornika za alimenty, które płaciłam, ale nie podpisywał mi pokwitowań i o to m.in. poszedł szantaż o podpisanie tego papierka, przyniosłam pieniądze za grudzień, on w śnieg i mróz podsunął mi jakiś papier, dzieci marzły... mówił, że najpierw ja mu to podpiszę, potem on podpisze mi, więc podpisałam a on odwrócił się i poszedł, nie podpisał mi, kasy nie wziął, tylko mogłam się domyślać co zrobi sad On ma "kolegów" jakichś prawników i domyślam się, że chce wystąpić o odebranie mi praw, po nim wszystkiego można się spodziewać... a z tego co czytam to nie płacenie alimentów jest "rażącym zaniedbaniem" i podstawą do odebrania tych praw.
          A co z dobrem dzieci? Przecież one potrzebują matki, jest z nimi coraz gorzej im mniej mnie widzą tym bardziej cierpią, syn się moczy, córka jest cały czas smutna... nikogo nie będzie obchodziło to, że dla dobra dzieci należy utrzymać nasz kontakt?
          • altz Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 20:37
            zazula2007 napisała:
            > A co z dobrem dzieci? Przecież one potrzebują matki, jest z nimi coraz gorzej i
            > m mniej mnie widzą tym bardziej cierpią, syn się moczy, córka jest cały czas sm
            > utna... nikogo nie będzie obchodziło to, że dla dobra dzieci należy utrzymać na
            > sz kontakt?

            Potrzebują oboje rodziców rodziców, ojca również.
            Podczas rozwodu dzieci zawsze to jakoś przeżywają. Dzieci są smutne, a potem zapominają.
            Sąd obchodzą przede wszystkim warunki mieszkaniowe i materialne. Rodzica można równie dobrze mieć na fotografii, tak działa sąd w Polsce.
            • blue_ania37 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 21:00
              altz napisał:

              > Podczas rozwodu dzieci zawsze to jakoś przeżywają. Dzieci są smutne, a potem za
              > pominają.
              > Sąd obchodzą przede wszystkim warunki mieszkaniowe i materialne. Rodzica można
              > równie dobrze mieć na fotografii, tak działa sąd w Polsce.

              Dzieci nie zapominają, dobre masz wytłumaczenie, ale nie zapominają.
              Widzę to w moim synie.
              Gdyby sąd patrzył na warunki materialne to nie miałabym mojego dziecka.
              Nie miałam mieszkania, majątku, tylko umowę na czas nieokreślony.
              Nie uogólniaj.
              Dziewczyna jest w ciężkiej sytuacji. Jeszcze bardziej ciężko mają jej dzieci.
              A pan tata może się zachowuję jak "typowa" pani po rozwodzie ale te dzieci są małe i w takiej sytuacji nie znajduję wytłumaczenia.
              A
              • altz Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 21:18
                blue_ania37 napisała:
                > Dzieci nie zapominają, dobre masz wytłumaczenie, ale nie zapominają.
                > Widzę to w moim synie.
                Jasne, że nie chodzą cały czas smutne. I bardzo dobrze, że się tak dzieje. Dzieci się dostosowują do sytuacji. Jasne, że czasami mogą tęsknić, ale mogą spokojnie funkcjonować bez drugiego rodzica.

                > Gdyby sąd patrzył na warunki materialne to nie miałabym mojego dziecka.
                > Nie miałam mieszkania, majątku, tylko umowę na czas nieokreślony.
                > Nie uogólniaj.
                Taka jest zasada, takie są wytyczne dla sądu przy rozwodach. Jak się to wie, to spora część wyroków nie jest zaskoczeniem.

                > Dziewczyna jest w ciężkiej sytuacji. Jeszcze bardziej ciężko mają jej dzieci.
                > A pan tata może się zachowuję jak "typowa" pani po rozwodzie ale te dzieci są m
                > ałe i w takiej sytuacji nie znajduję wytłumaczenia.
                Pan widocznie ma jakiś plan. Może ma już lepszy model mamy dla dzieci?
                Tak młody wiek jest odpowiedni do takich zmian, za kilka lat to już by nie było do zrobienia.
                A że dziewczyna ma ciężko? Faktycznie ma, ale ja nic nie poradzę, sam sobie nie jestem w stanie pomóc. smile
                • blue_ania37 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 21:47
                  altz napisał:
                  > Jasne, że nie chodzą cały czas smutne. I bardzo dobrze, że się tak dzieje. Dzie
                  > ci się dostosowują do sytuacji. Jasne, że czasami mogą tęsknić, ale mogą spokoj
                  > nie funkcjonować bez drugiego rodzica.

                  Patrząc na syna, nie ośmielam się mówić , że może żyć bez taty.
                  Widzę jego zagubienie, jego smutek nie ubrany w słowa/
                  Żyję tylko z kobietą którą kocha ale jestem tylko kobietą.
                  Nie kumam walk, gwiezdnych wojen, i o co chodzi w Batmanie?

                  > Taka jest zasada, takie są wytyczne dla sądu przy rozwodach. Jak się to wie, t
                  > o spora część wyroków nie jest zaskoczeniem.

                  Altz ja naprawdę niczego nie miałam, gdyby było poszłabym do domu samotnej matki, miałam tylko trochę rozumu i cholernej pewności że dam radę.
                  >
                  A że dziewczyna ma ciężko? Faktycznie ma, ale ja nic nie poradzę, sam sobie nie
                  > jestem w stanie pomóc. smile

                  Dziewczynie trzeba pomóc tak jak ty 1.5 roku temu wysłałeś do niebieskiej linii.
                  Zawsze musi nastąpić jakiś przełom.
                  A
                • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 21:50
                  > Pan widocznie ma jakiś plan.

                  No ma, wyjechać i odciąć nam kontakty, bo mu "przeszkadzam" w układaniu sobie życia, telefony od mamy do dzieci gdy jest u rodzinki konkubiny? Po co, lepiej wyłączyć telefon i mówić wszystkim jaki to on biedny i opuszczony, matka się dziećmi nie interesuje bo nawet nie zadzwoni... i cały ten nowy związek brany na litość... Wszystko dla dobra dzieci???

                  > Może ma już lepszy model mamy dla dzieci?

                  uważasz, że może być lepsza matka od biologicznej kochającej swoje dzieci nad życie?
            • zmeczona100 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 13.01.13, 21:35
              altz napisał:

              > Potrzebują oboje rodziców rodziców, ojca również.

              Twoje nie potrzebują?

              > Sąd obchodzą przede wszystkim warunki mieszkaniowe i materialne. Rodzica można
              > równie dobrze mieć na fotografii, tak działa sąd w Polsce.

              Piszesz to z autopsji?
          • beverly1985 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 18.01.13, 16:33
            były podał mnie do komornika za
            > alimenty, które płaciłam, ale nie podpisywał mi pokwitowań i

            bo alimenty wysyla się przelewem, wtedy dowód wpłaty nigdy nie zginie

            jak nie masz konta internetowego/internetu, to nawet na poczcie mozna, za jakąs koszmarną opłatą oczywiście, ale pokwitowanie masz (tylko trzeba go pilnować)

            Naprawde tego nie rozumiem- jakbysmy żyli w głebokim PRL-u. Świstka nie podpisał, zaszantazował, ty netu nie masz...
            • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 18.01.13, 22:10
              > bo alimenty wysyla się przelewem
              serio? Nie wiedziałam.

              > ty netu nie masz...
              a co, wszyscy mają? A to darmowe jest nie trzeba mieć komputera?
              • beverly1985 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 19.01.13, 20:39
                Tak, w wielu miejscach internet jest darmowy (hot-spoty) a komputer, który ma tylko dzialac i otwierac net mozna dostac za kilaknaście/kilkadziesiąt zlotych. Istnieja tez komputery w bibliotekach, na uczelniach, przegladarki internetowe w komórkach. Darmowy net jest też z aero.
    • chalsia Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 20:23
      jak dla mnie natychmiast powinnaś na tzw. "pałę" złożyć wniosek do sądu o zakaz wyjazdu dzieci z ojcem za granicę (i podać oczywiście powody i argumenty)

      Wiem, to dziwnie brzmi
      ALE
      sąd będzie się musiał do tego ustosunkować
      i może uda Ci się zablokować możliwość wyjazdu dzieci
      (pozytywne orzeczenie sądu można wtedy przekazać straży granicznej - nie powinni przepuścić na lotnisku)

      sama musiałam złożyć kiedyś wniosek o wydanie przez sąd zgody na wyjazd WAKACYJNY do Kanady - dziecko miało paszport, ale Kanada to kraj gdzie wymagają zgody potwierdzonej notarialnie drugiego rodzica, jeśli tylko jeden rodzic leci tam z dzieckiem. A eks migał się od udania się ze mną do notariusza.
      Sąd na poczatku miał problem ze zrozumieniem w czym problem i jaką opłatą mnie obciążyć. A potem wydał postanowienie, że dziecko może ze mną wybyć na wakacje do Kanady. Tłumacz przysięgły przetłumaczył i miałam potrzebny dokument na podróż.
      • blue_ania37 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 20:32
        Zazula!
        Musisz koniecznie wystąpić o opiekę naprzemienną.
        Zła kobieta się dokładasmile, ja też w moim przypadku jest to spłacenie długu który dostałam z tego forum.
        Ja dostałam pieniądze kiedy wydawało się że to koniec.
        Mam moralny dług, który chcę oddaćsmile
        Słuchaj mądrzejszychsmile, zawsze jest wyjściesmile
        Przytulam wirtualniesmile
        A

        ...Niemożliwe po prostu wymaga, trochę więcej czasu.....
    • tricolour Ja pierdziele... 12.01.13, 21:21
      .... nawet nie wiadomo na jak długo facet chce wyjechac z dziećmi za granicę, a już wszystkie wrony kraczą jak mu to utrudnić. Gdyby matka chciała wyjechać, to byłoby oczywiste, że robi to także dla dobra dzieci, co nie raz na forum było pisane.

      Może wrony zastanowią się z jakiego powodu sąd dał dzieci po opiekę ojca, co w naszym sądownictwie nie jest takie powszechne oraz - przede wszystkim - jakim rodzicem jest ten ojciec. Bo matka potrafi tylko planować destrukcję.
      • zazula2007 Re: Ja pierdziele... 12.01.13, 21:44
        > Może wrony zastanowią się z jakiego powodu sąd dał dzieci po opiekę ojca, co w
        > naszym sądownictwie nie jest takie powszechne oraz - przede wszystkim - jakim r
        > odzicem jest ten ojciec. Bo matka potrafi tylko planować destrukcję.

        Sąd nie DAŁ tylko pozostawił, opisywałam trochę szerzej sytuację w innym wątku...
        Ojciec? One ojca nie mają, zajmuje się nimi konkubina bardzo zakochana w okłamującym ją tatusiu moich dzieci. Nigdy nie chcą wracać do domu, z nową "mamą" nie są w ogóle związane, a tata wiecznie krzyczy (a uwierzcie mi głos ma tak doniosły, że nawet stanowcze wyrażenie swojej opinii brzmi jak krzyk, a krzyk to dosłownie wrzask), boją się go.

        > Gdyby matka chciała wyjechać, t
        > o byłoby oczywiste, że robi to także dla dobra dzieci, co nie raz na forum było
        > pisane.

        Z tym, że on jeszcze NIC nie zrobił dla dobra dzieci... dosłownie nic, zawsze liczył się tylko on i pieniądze... uwierz. Dla dobra dzieci mógł się poświęcić choć raz, żyjąc z ich matką dla ich dobra, ale on wolał inaczej, bo mu to nie na rękę było.
        • argentusa Re: Ja pierdziele... 12.01.13, 22:17
          Dla dobra dzieci mógł się poświęcić c
          > hoć raz, żyjąc z ich matką dla ich dobre.
          przy całej sympatii, to jest dopiero bzdura. Wcale nie dla dobra dzieci. Bo byle jaki związek jest gorszy niż jego brak.
        • zlakobieta.haha Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 22:25
          Zazula musisz się nauczyć, że z panem "zmieniam tytuł-patrzcie na mnie" się nie dyskutuje, ponieważ nie ma sensu - on jest jak alkoholik który nie chce się leczyć - wszystko wie lepiej....
          • zorientowany9 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 13.01.13, 08:59
            Uwaga nie była akurat pozbawiona podstaw. Raz, że wyjechać do Szkocji z dwójką małych dzieci to nie w kij dmuchał, potrzebne jest zaplecze, praca, mieszkanie, bo przecież nie będą dzieci mieszkały w jednym pokoju z pięcioma innymi Polakami. Może obawy Zuzuli są z lekka na wyrost. Dwa, że dzieci jednak zostały z tym facetem i jaki by nie był to należy mu się jakiś szacunek.
            • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 13.01.13, 13:28
              > Dwa, że dzieci jednak zostały z tym
              > facetem i jaki by nie był to należy mu się jakiś szacunek.
              No nie wiem, ja już straciłam do niego wszelki szacunek. Wziął dzieci, bo było mu najłatwiej, poza tym wyobraź sobie jaki obraz muszą mieć o samotnym tacie kobiety: "och, ach, jaki wspaniały człowiek, zła kobieta zostawiła dzieci a on staje na głowie, żeby było im dobrze" etc.
              Ja też w pewnym sensie zostałam tak przez niego "złapana", taki biedny, nieszczęśliwy, kochający i dostający od życia kopy w d*pę... po latach z nim spędzonych i powracaniu do tematów okazało się wszystko bujdą, opowieści wyrywane z kontekstu wydawały się takie wzruszające, a jak doszła reszta okazało się, że powodem jego przykrych doświadczeń był on sam.
              On nie chciał mi "oddać" dzieci nawet gdybym jakimś cudem znalazła rozwiązanie żeby je wziąć... Zagwarantował, że nie zapłaci mi ani złotówki na dzieci a wtedy wiedziałam tylko tyle, że zanim dostałabym jakieś pieniądze, najszybciej z FA to minęłoby kilka miesięcy. Rachunek był prosty: jego zarobki to 1100zł + praca dodatkowa za kilkaset zł. Gdyby to on miał zapłacić dzieciom 700zł to starczyłoby mu tylko na wynajęcie pokoju a pracować w weekendy (jak stwierdził) nie mógłby, bo nie widywałby się z dziećmi. W drugą stronę: 1100 + 700 na dzieci daje 1800zł + praca dorywcza, opieka nad dziećmi zapewniona bezpłatnie przez jego mamę...
              Dalej twierdzisz, że należy mu się szacunek? Bo chciał dzieci dla korzyści?

              To dodam jeszcze nową partnerkę: gdy ją poznał zasugerowała mu, że zabierze go do Anglii i będzie robił jako niania do jej dziecka. Sam mi to powiedział, zaświeciły mu się funty w oczach i zainteresował się nią tylko z tego powodu. Kobieta nawet mu się nie podobała, gruba, nieatrakcyjna, niepociągająca, on (erotoman) nie uprawiał z nią sexu przez ok miesiąc, bo go "odrzucało"... Ona się zakochała i zamieszkała z nim, bo mama mu powiedziała, że od września nie będzie już pilnować dzieci, potrzebował opiekunki... i gosposi. Jak mi powiedział, myślał "że nie będzie mu przeszkadzało to jaka jest", bo sam jest otyły, ale w praktyce źle mu z nią było i bał się, że odejdzie i nie będzie miał niani. Ale sprytna pani chyba się zorientowała, że on kocha pieniądze i wymyśliła, że wyjadą do Szkocji, bo tam żyła 9lat i ma tam rodzinę. Przedszkole i opieka zdrowotna są darmowe, więc ona spokojnie ich utrzyma, a może i on się nauczy języka i pójdzie do pracy... No z miejsca ją "pokochał" i już nic się nie liczy. Jest zazdrosna o mnie - to odetnie mi kontakt z dziećmi, oby czuła się jak najbardziej komfortowo i załatwiła spokojnie to co ma załatwić (moim zdaniem)...
              Ech, jak ten człowiek zasługuje na szacunek!
        • tricolour Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 00:38
          ... że facet, dla którego ważne są tylko pieniądze i on sam, nagle bierze się za wychowywanie dzieci przez najbliższe dwadzieścia lat.
          • zmeczona100 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 01:42
            To rodzaj stroszenia piórek, taniec godowy przed samiczką.
            • anbale Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 10:39
              zmeczona100 napisała:

              > To rodzaj stroszenia piórek, taniec godowy przed samiczką.

              Raczej nie. Wydaje mi się, że to raczej Zazula jest dysfunkcyjna, dość zakłamana i upozowana na ofiarę (zadałam sobie trud pogrzebania w archiwum)
              W sumie mam wrażenie, że obudziła się z jakiegoś długiego, bezmyślnego letargu- no więc niech teraz walczy o to, co straciła...
              • natalia-ok6 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 16:48
                anbale napisała:

                > Raczej nie. Wydaje mi się, że to raczej Zazula jest dysfunkcyjna, dość zakłaman
                > a i upozowana na ofiarę (zadałam sobie trud pogrzebania w archiwum)
                > W sumie mam wrażenie, że obudziła się z jakiegoś długiego, bezmyślnego letargu-
                > no więc niech teraz walczy o to, co straciła...

                Masz rację ,równiez widziałam to archiwum....
                • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 16:58
                  Ciekawe co Wy takiego widzieliście, że ośmielacie tak mnie oczerniać...? Ech!
                  • anbale Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 18:02
                    zazula2007 napisała:

                    > Ciekawe co Wy takiego widzieliście, że ośmielacie tak mnie oczerniać...? Ech!

                    Jeśli już pytasz, to ten post mi najwięcej powiedział na Twój temat: forum.gazeta.pl/forum/w,571,100577163,100713787,Re_2_zniszczone_psychicznie_kobiety_2_dzieci_1_f.html

                    Trochę porażająca Twoja postawa moralna, ale mam nadzieję, że teraz właśnie przechodzisz przez jakąś "drogę rozwoju" i naprawdę Ci życzę powodzenia.
                    • natalia-ok6 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 18:38
                      Z tego wniosek ,żestarsze dziecko powinno być z tobą .Mozesz ustalic ojcostwo i wystapić o alimenty od biologicznego ojca.Rozdzielisz rodzeństwo i dopiero zacznie się cierpienie dzieci.
                      Wcześniej proponowano po dwie stówki ,kto teraz proponuje więcej?
                      • zmeczona100 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 21:43
                        > Z tego wniosek ,żestarsze dziecko powinno być z tobą

                        Nie ma takiej opcji- dobro dziecka nie jest zagrożone, ojciec biologiczny nie jest zainteresowany córką (pewnie o niej nawet nie wie); rodzeństwa się nie rozdziela.
                      • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 09:57
                        > Z tego wniosek ,żestarsze dziecko powinno być z tobą .Mozesz ustalic ojcostwo
                        > i wystapić o alimenty od biologicznego ojca.Rozdzielisz rodzeństwo i dopiero za
                        > cznie się cierpienie dzieci.
                        > Wcześniej proponowano po dwie stówki ,kto teraz proponuje więcej?

                        Po co ta ironia? Czy Ty nie rozumiesz, że temat dotyczy dobra dzieci? Córcia jest bardzo inteligentna i doskonale rozumie co się wokół niej dzieje. Nie zamierzam fundować żadnemu dziecku kolejnych ciosów i chcę zapobiec temu, co chce zafundować im ich ojciec.
                        • natalia-ok6 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 11:27
                          Mam tylko taką nadzieję,że nie będziesz rodziła więcej dzieci.Twój były mąż chyba nie podejmie się wychowania kolejnego twojego dziecka.No,chyba ze poleci znowu na kasę i będzie chciał dodatkowe alimenty.
                          Oprócz twoich wątków widziałam również zdjęcia .Fajny chłopak i wcale nie taki gruby ,a jego nowa narzeczona równiez fajna babka. Po co wypisujesz te bzdury o nich .Spieprzyłaś zycie dzieciom,sobie to daj zyc normalnie innym .Natomiast twój luby-pozal sie boze.Zamienił stryjek siekierke na kijek.
                          • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 11:42
                            > Oprócz twoich wątków widziałam również zdjęcia.
                            Ich? W takim razie jesteście znajomymi, gratuluję "obiektywości"

                            > Fajny chłopak i wcale nie taki
                            > gruby ,a jego nowa narzeczona równiez fajna babka.
                            179cm i 125-130kg...
                            oceniasz ludzi po wyglądzie?


                            > Po co wypisujesz te bzdury o nich
                            gdzie? jakie bzdury?


                            > Natomiast twój luby-pozal sie boze.Zamienił stryjek siekierke na kijek.
                            ?? nie mam "lubego", a jeśli już to na pewno nie ten, którego dopatrzyłaś się gdzieś tam na zdjęciach. A nawet gdyby to był on to nie oceniaj po wyglądzie, bardzo wartościowy chłopak.
                        • jak.z.nut Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 18.01.13, 10:22
                          Nie przejmowałaś się dobrem dzieci jak zostawiałaś je ponoć dysfunkcyjnemu ojcu... Nie myślałaś wtedy o tym że tak jak ciebie, będzie traktował dzieci? Szczerze, ciężko o szacunek dla ciebie.
                          Sama miała w okresie rozwodu złą sytuację materialną, jeśli nie rzec tragiczną. I tu trzeba się do roboty brać a nie utyskiwać jak to Pan się źle dziećmi zajmuje, z kim jest i co zamierza robić. Swoja szansę miałaś, wybrałaś własną wygodę.
                          • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 18.01.13, 11:02
                            > wybrałaś własną wygodę.
                            wygodnie to mi było żyć z palantem, którego nie kochałam ale byłam od niego zależna. Praca - dom - praca - dom... Zawsze było co jeść i choć biednie, to wiedziałam, że "jutro" też będzie. Wspaniałe dzieci, zabawki, ubranka - wszystko miały, ładne do tego, choć w większości z darów. Wysłuchiwanie codziennych narzekań męża, od czasu do czasu wymuszony sex, brak życia prywatnego - dla mnie to było nic, dołowało mnie to, nie powiem, ale to nie był powód do rozpieprzania rodziny, dlatego nic z tym nie robiłam. Dla dzieci byłam w stanie znieść wiele i jeszcze więcej bym mogła, ale nie pozwolono mi.
                            Po wyprowadzce natomiast (pomijając brak dzieci na co dzień) brak pieniędzy na podstawowe potrzeby w tym jedzenie, 2km żeby odebrać i odprowadzić dzieci do ojca w upał, w deszcz... pod górę. Nie było na bilety MZK. Nadgodziny, bo dzieci potrzebują okularki, bo brak na antybiotyki. Ciągły stres, brak "wizji" na lepsze jutro... nie wspominając o tym, że nawet to mi odebrano. No faktycznie wygoda.
                            • jak.z.nut Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 18.01.13, 11:27
                              Jak sobie radzą inne kobiety? Zastanawiałaś się kiedyś nad tym? Skoro twój związek nie był udany, to na co czekałaś? Aż zostaniesz bez środków do życia? Nie myślałaś, żeby jakoś się zabezpieczyć? No i chyba nie jesteś zbyt rozgarnięta, skoro we wszystko zostałaś wmanipulowana. Umiesz w ogóle podejmować samodzielne decyzje? Psychologa radzę a dzieciom póki co daj żyć jak żyją. Najpierw się ogarnij to będzie ci łatwiej walczyć o kontakty z dziećmi.
                              • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 18.01.13, 22:19
                                > Jak sobie radzą inne kobiety? Zastanawiałaś się kiedyś nad tym?
                                oczywiście i nie jestem jedyną, której dzieci zostały z ojcem ze względu na lepsze warunki


                                > Skoro twój związek nie był udany, to na co czekałaś?
                                aż podrosną i nie będę potrzebowała niani, żeby móc pracować


                                > Nie myślałaś, żeby jakoś się zabezpieczyć?
                                myśleć sobie można...

                                > No i chyba nie jesteś zbyt rozgarnięta, skoro we wszystko zostałaś wmanipulowana
                                najlepszym się zdarza

                                > Umiesz w ogóle podejmować samodzielne decyzje?
                                nie, wszyscy decydują za mnie

                                > Najpierw się ogarnij to będzie ci łatwiej walczyć o kontakty z dziećmi.
                                co masz na myśli?
                                • jak.z.nut Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 19.01.13, 04:35
                                  Jasne, ale nie każdy zostawia je z kimś, kogo opiekę uznaje się za niewłaściwą. OpisujesZ ojca dzieci jako dysfunkcyjnego...a mimo to dzieci są z nim...
                                  • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 19.01.13, 10:21
                                    > dysfunkcyjnego
                                    co rozumiesz pod pojęciem dysfunkcyjności w ty przypadku i gdzie ona się objawiała w momencie, gdy dzieci zostały z ojcem?
                                    • jak.z.nut Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 19.01.13, 11:03
                                      wiesz co, wypisuje się z tej przepychanki, nie jesteś odpowiedzialna za własne slowa...zresztą podobnie jak o dzieci
                                      • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 19.01.13, 12:28
                                        No z tego co zauważyłam to Ty rzucasz opinie nie zapoznając się dokładnie z treścią i nawet sama nie wiesz co miałaś na myśli.
                                        • anbale Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 19.01.13, 12:51
                                          Zazula, najpierw opisujesz jak mąż w trakcie małżeństwa podle, wrednie i brutalnie Cię traktował, a potem robisz oczy jak sarenka z pytaniem "jaka dysfunkcja...?"
                                          Może się zdecyduj na jedną wersję.
                                          • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 19.01.13, 13:24
                                            > Zazula, najpierw opisujesz jak mąż w trakcie małżeństwa podle, wrednie i brutal
                                            > nie Cię traktował,
                                            mnie - nie dzieci. Brutalnie? To też zależy co przez to rozumiesz, bo jeśli chodzi o przemoc fizyczną to nigdy. Z resztą pisałam.

                                            > a potem robisz oczy jak sarenka z pytaniem "jaka dysfunkcja.
                                            > ..?"
                                            moje pytanie tak nie brzmiało, tylko co ona pod tym pojęciem rozumie i jakie to miałoby mieć zastosowanie wobec dzieci...
                                            • anbale Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 19.01.13, 14:30
                                              Dysfunkcją, i to bardzo poważną jest stosowanie przemocy psychicznej wobec matki dzieci do tego stopnia, że matka musi porzucać dom i uciekać- jeżeli to faktycznie miało miejsce (bo z tobą to już nic nie wiadomo) to jest dysfunkcja rodzinna jak ta lala, trudno o bardziej ewidentną.
                                              Jakie miałaś gwarancje, że nie zacznie dręczyć dzieci jeśli mu Ciebie zabraknie?
                                              Piszesz, że zmienia mu się osobowość, może zaczyna się u niego jakaś choroba psychiczna?
                                              Jeśli to wszystko co piszesz jest prawdą, to naprawdę może być niewesoło.
                                              • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 19.01.13, 18:57
                                                > Dysfunkcją, i to bardzo poważną jest (...)
                                                Ty to wiesz, ale pani jak.z.nut według mnie pisze coś oby tylko napisać a potem nie umie nawet wyjaśnić co miała namyśli/co przez to rozumie.

                                                > Jakie miałaś gwarancje, że nie zacznie dręczyć dzieci
                                                > jeśli mu Ciebie zabraknie?
                                                żadnych i słusznie, nic im nie robi

                                                > może zaczyna się u niego jakaś choroba psychiczna?
                                                możliwe, sama się nad tym zastanawiałam. Kiedyś z resztą też tak myślałam, z tym że przyczyną wydawałam się ja, a teraz to już nie wiem.

                                                > to naprawdę może być niewesoło.
                                                dzieciom nic nie zrobi, za dużo dla niego znaczą, tzn. jak on to mówi - zginie bez nich.
                                          • jak.z.nut Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 19.01.13, 14:17
                                            Ona chyba nie jest w stanie tego zrozumieć. Jest za wygodna, żeby komplikować sobie życie staraniami o dzieci. Za wygodna dlatego nie rządzi swoim życiem a pozwala sie mu po prostu toczyć. Nie ma pieniędzy? trudno - dzieci do ojca. Nie zadała sobie żadnego trudu. Nie ma sensu jej odpowiadać.
                    • tricolour Czyli facet - egoista... 13.01.13, 20:47
                      ... dla którego liczy się tylko kasa i on sam nie dość, że wychowuje dwoje dzieci, to jeszcze jedno jest cudze, bo się mamusia puszczała latając od jednego łóżka do drugiego.

                      No to jest wielki egoizm...
                    • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 22:24
                      No co z tego wnioskujesz? tak, to nie jest ojciec pierwszego dziecka ale to nie ma tutaj nic do rzeczy. Wtedy myślałam, że faktyczne mi się w życiu poszczęściło, facet udawał wręcz idealnego, pokochał (?) dziecko jak swoje, ja byłam zaślepiona. Dodając fakt, który mi przyszedł niedawno na myśl, to to, że w momencie gdy zdecydował się podjąć ojcostwa stracił pracę i nie miał gdzie mieszkać, a ja mieszkałam z rodzicami i miałam stały dochód...
                      • zmeczona100 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 22:29
                        zazula2007 napisała:

                        Wtedy myślałam, że faktyczne mi się w życiu poszczęśc
                        > iło, facet udawał wręcz idealnego, pokochał (?) dziecko jak swoje, ja byłam zaś
                        > lepiona.

                        Może być jeszcze inna wersja- wiedziałas, że z tamtym nie masz szans ułożenia sobie życia, to byłaś przeszczęśliwa, że znalazłaś chłopa, który mógł zostać Twoim mężem. Bo chyba byłby to wstyd okropny wrócić do rodziców z dzieckiem, lecz bez męża....

                        Sorry, tak sobie tylko dywaguję. Bo skoro nie wszystko okazało się takie, jakie opisywałas, to straciłaś nieco na wiarygodności. Przynajmniej u mnie.
                        • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 09:19
                          > Może być jeszcze inna wersja- wiedziałas, że z tamtym nie masz szans ułożenia s
                          > obie życia, to byłaś przeszczęśliwa, że znalazłaś chłopa, który mógł zostać Two
                          > im mężem. Bo chyba byłby to wstyd okropny wrócić do rodziców z dzieckiem, lecz
                          > bez męża....
                          Mieszkałam u mamy będąc w ciąży, ona wiedziała z kim jestem w tej ciąży jestem. Z tamtym zerwałam kontakt raz na zawsze, planowałam być samotną matką, miałam wsparcie w rodzinie. Niczego przed nikim nie ukrywałam.

                          > Sorry, tak sobie tylko dywaguję. Bo skoro nie wszystko okazało się takie, jakie
                          > opisywałas, to straciłaś nieco na wiarygodności. Przynajmniej u mnie.
                          Gdzie widzisz rozbieżność?
                      • anbale Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 22:36
                        Mnie nie chodzi o tą historię, bo różne przypadki chodzą po ludziach, tylko o twoje cyniczne i manipulatorskie podejście do innych. Ludzi traktujesz jak przydatne przedmioty, jeden facet był dobry dopóki był przydatny, potem drugi się okazał bardziej praktyczny... I wiecznie szukasz usprawiedliwień dla siebie, wiecznie ktoś Cie "mota" i "szantażuje". Naprawdę wyłania się z tego trochę socjopatyczny portret.
                        Nie jesteś szczera nawet sama ze sobą.
                      • natalia-ok6 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 22:43
                        Podziwiam twojego byłego męża.Pokochał nie swoje dziecko i wychowuje.Ty wolałaś zająć się przyjacielem.
                        Piszesz,że nie miał gdzie mieszkać i poleciał na twoja kasę.Gdzie w takim razie mieszka jego matka,pod mostem? Teraz mu pomaga a wcześniej wyrzuciła z domu?
                        • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 10:13
                          > Ty wolałaś
                          > zająć się przyjacielem.
                          z czego to wnioskujesz? gdzie i kiedy zajmowałam się przyjacielem???

                          > Piszesz,że nie miał gdzie mieszkać i poleciał na twoja kasę.Gdzie w takim razie
                          > mieszka jego matka,pod mostem? Teraz mu pomaga a wcześniej wyrzuciła z domu?
                          11 lat matka wychowywała go sama, gdy pojawił się w jej życiu partner dla niego był to automatycznie rywal, któremu nigdy nie dał szansy na normalną rodzinę. Zbuntowany nastolatek prowokował na każdym kroku, próbował rozbić związek matki oszczerstwami. Gdy osiągnął pełnoletność matka wynajęła mu pokój i utrzymywała go, bo sytuacja między nim a ojczymem była nie do zniesienia. Poszedł do wojska, potem wrócił do mieszkania matki. Znalazł pracę i niebawem poszedł znów na pokój ale już za swoje pieniądze. Miał już 20 lat i dalej nie mógł się pogodzić z faktami. Gdy ja w ciąży mieszkałam u swoich rodziców stracił pracę, więc musiał opuścić wynajmowany pokój, bo matka nie miała wtedy pracy i nie mogła za niego płacić. Przyjęłaby go do mieszkania, nie powiem, że nie. Ale jemu podobało się u mnie, chata 240m2, duży sad, garaż, wielkie podwórko, oczko wodne, wszystko piękne... Moja rodzina zgodziła się by z nami zamieszkał, załatwili mu też dobrą pracę na miejscu.
                          • zmeczona100 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 10:32
                            zazula2007 napisała:

                            Ale jemu podobało s
                            > ię u mnie, chata 240m2, duży sad, garaż, wielkie podwórko, oczko wodne, wszystk
                            > o piękne... Moja rodzina zgodziła się by z nami zamieszkał, załatwili mu też do
                            > brą pracę na miejscu.

                            I na tych 240 m2 nie znalazłoby się miejsce dla Ciebie i Twoich dzieci? I rodzice nie załatwiliby Ci pracy, skoro tacy obrotni?

                            Tracisz kompletnie na wiarygodności. Kupy wszystko się nie trzyma.

                            Soniu Semionowna, to raczej nie przykład, który opisywałaś. W małych popeegerowskich wioskach nikogo nie stać na willę z przyległościami i załatwianie komuś pracy.
                            • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 10:52
                              Zadajecie sobie trud przeszukania archiwum w celu "wyssania" mojej postawy sprzed lat i doszukujecie się dziury w całym, a nie łaska spojrzeć w posty sprzed kilku dni...
                              Ale powtórzę: ojciec zmarł, matka mieszka u konkubenta, ja zostałam wymeldowana po latach nieobecności, dom dostał brat i pewnie go sprzeda. W pobliżu są tartaki, cegielnia i zakłady metalurgiczne - praca dla mężczyzn, większość kobiet jest bezrobotnych na utrzymaniu mężów.
                              To nie willa, to dom, który wybudował ojciec budowlaniec - w większości sam, przez ponad 10lat, dookoła pełno poniemieckich domów, każdy ma sporo hektarów podwórka, ale z tego były tylko fundamenty.
                              • zmeczona100 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 10:57
                                Nie napisałaś, co się stało z majątkiem ojca po jego śmierci. Np. z tą częścią domu, który sam budował.
                                • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 11:05
                                  Przeszło na mamę
                                  • zmeczona100 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 11:13
                                    Nie ma takiej możliwości. A w zasadzie jest, ale wtedy i tak należy Ci się zachowek.

                                    Jesli już tu chcesz opisywać jakieś historie, to nie bierz nas tu za przygłupów i lepiej się staraj. Sorry, ale przy IQ 145 to jest po prostu oczywiste.
                                    • chalsia Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 11:28
                                      no właśnie

                                      ja już wcześniej o to pytałam, ale autorka nie odpowiedziała

                                      jeśli dom był zbudowany przez ojca na jego gruncie, to po jego śmierci połowa domu była w ramach spadku do podziału między autorkę wątku, jej brata i ich matkę.
                                      Ergo autorka wątku powinna być współwłaścicielką części domu - czyli zameldowanie bądź nie nie ma żadnego znaczenia - jak chce to sie może tam wprowadzić i już.
                                      Albo powinna była być spłacona ze swojej części spadku po ojcu.
                                    • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 11:31
                                      > Nie ma takiej możliwości. A w zasadzie jest, ale wtedy i tak należy Ci się zachowek.
                                      Po śmierci matki, pod warunkiem, że przekazanie majątku nastąpiło w ciągu 5 lat przed śmiercią.

                                      > to nie bierz nas tu za przygłupów
                                      Gdzie i kogo biorę za przygłupa? Gdybym uważała się za "mądrzejszą" nie szukałabym porad na forum - zastanów się

                                      > IQ 145
                                      no nie mam tyle, oparłam się na niewiarygodnym teście smile
                                      • chalsia Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 11:33
                                        > Po śmierci matki, pod warunkiem, że przekazanie majątku nastąpiło w ciągu 5 lat
                                        > przed śmiercią

                                        chodziło o zachowek PO OJCU
                                  • chalsia Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 11:36
                                    > Przeszło na mamę

                                    WIERUTNA BZDURA w obliczu prawa spadkowego
                                    • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 11:47
                                      To trzeba się było wypowiedzieć jakieś 3 lata temu jak szukałam informacji na ten temat, sprawdźcie sobie w Waszym ulubionym archiwum. Ile wiem, tyle wiem, może coś mnie ominęło, może mam lub miałam prawa do czegoś... Co to ma do rzeczy?
                                      • chalsia Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 11:59
                                        To trzeba się było wypowiedzieć jakieś 3 lata temu jak szukałam informacji na t
                                        > en temat, sprawdźcie sobie w Waszym ulubionym archiwum. Ile wiem, tyle wiem, mo
                                        > że coś mnie ominęło, może mam lub miałam prawa do czegoś... Co to ma do rzeczy?

                                        ale lipa
                                        z forum umiesz korzystać
                                        to nie mogłaś sobie w googlu wrzucić hasła "prawo spadowe" ????? i poczytać

                                        a do rzeczy ma z punktu widzenia miejsca mieszkania - zamiast wynajmować klitkę, do której jak twierdzisz, nie mogłaś wziąć dzieci, mogłaś się z dziecmi wyprowadzic do domu 240m, którego jesteś współwłaścicielką. Przysługuje Ci co najmniej 16,6% własności domu (to wychodzi w przeliczeniu ok. 38 m2).
                                        • zmeczona100 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:17
                                          mogłaś się z dziecmi wypro
                                          > wadzic do domu 240m, którego jesteś współwłaścicielką.

                                          No ale przecież nie jest zameldowana wink
                                          • chalsia Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:23
                                            > No ale przecież nie jest zameldowana wink

                                            tiaaa, o to tez już pytałam wczesniej - jak PRAWNIE mógł ją brat wymeldować ????
                                            • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:29
                                              w trybie administracyjnym, nie pojawiłam się tam przez ponad 3lata
                                        • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:23
                                          A skąd ja mogłam to wiedzieć? Dowiedziałam się, że zostałam wymeldowana a dom idzie na sprzedaż. Nie miałam internetu żeby sobie poczytać.
                                          • chalsia Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:26
                                            wbrew pozorom wszystkie pytania dotyczace spadku po ojcu, domu i wymeldowania są ważne

                                            ponieważ wynika z Twoich odpowiedzi, że możesz dochodzić swoich praw do spadku po ojcu - łącznie z częścią kwoty za sprzedaż domu

                                            by the way - możesz zablokować sprzedaż domu jako osoba, której w rammach spadku należy się część domu

                                            Czy była przeprowadzona w sądzie sprawa spadkowa i dział spadku????????
                                            • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:33
                                              > ponieważ wynika z Twoich odpowiedzi, że możesz dochodzić swoich praw do spadku
                                              > po ojcu - łącznie z częścią kwoty za sprzedaż domu
                                              a jeśli minęło już 5 lat od jego śmierci?

                                              > Czy była przeprowadzona w sądzie sprawa spadkowa i dział spadku????????
                                              nie, nic takiego nie miało miejsce. I nie bardzo wiem do kogo należał dom/pół domu przed śmiercią ojca. Ponoć (z tego co podsłuchałam) ojciec "przekazał" u notariusza swoją część matce, a ona później miała pozostawić w spadku wszystkim dzieciom po równo, czyli po 1/4.
                                              • chalsia Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:51
                                                > > Czy była przeprowadzona w sądzie sprawa spadkowa i dział spadku????????
                                                > nie, nic takiego nie miało miejsce. I nie bardzo wiem do kogo należał dom/pół d
                                                > omu przed śmiercią ojca. Ponoć (z tego co podsłuchałam) ojciec "przekazał" u no
                                                > tariusza swoją część matce, a ona później miała pozostawić w spadku wszystkim d
                                                > zieciom po równo, czyli po 1/4

                                                jeśli ojciec za życia notarialnie darował matce swoją "część" domu (czyli połowę współwłasności), to w przypadku jego śmierci powinnaś od matki uzyskać zachowek o wartości połowy tego, co należałoby Ci się normalnie w ramach spadku

                                                a jesli matka zrobiła notarialną darowiznę całości domu na Twojego brata, to nadal należy Ci się ZACHOWEK PO OJCU
                                                • chalsia Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:52
                                                  > a jesli matka zrobiła notarialną darowiznę całości domu na Twojego brata, to na
                                                  > dal należy Ci się ZACHOWEK PO OJCU

                                                  od brata
                                                  • chalsia Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 13:04
                                                    nic jeszcze nie straciłaś

                                                    poczytaj sobie choćby tu

                                                    spadki.wieszjak.pl/zasady-dziedziczenia/203902,Czy-spadek-sie-przedawnia.html
                                                    spadki.wieszjak.pl/zachowek-i-dzial-spadku/79502,Kiedy-zachowek-przysluguje-przy-dziedziczeniu-ustawowym.html
                                                    sprawdź co jest zapisane (kto jest wpisany jako właściciel) w księdze wieczystej nieruchomości (działki)
                                                  • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 18.01.13, 22:41
                                                    no i tak jak pisałam, miałam na to 5lat, z kolei po śmierci matki będzie mi się należało bez względu na to ile lat przed śmiercią odda swój majątek jednemu ze spadkobierców (synowi, mojemu bratu).
                                                  • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 13:05
                                                    Lata temu szukałam informacji na temat tego zachowku i z tego co pamiętam to faktycznie należały mi się jakieś tam pieniądze od matki w ramach zachowku, z tym że najpierw musiałabym mieć zaplecze finansowe (m.in. określenie wartości nieruchomości) a nawet jeśli udałoby mi się to "załatwić" to zachowek musiałby wypłacić mi matka. Z tym, że ona jest na kilkuset złotowej rencie po ojcu... Wtedy bodajże postanowiłam, że nie chcę tak postąpić wobec niej. Wolałam poczekać i za x lat dostać 1/4 spadku. A że postąpiła inaczej niż zakomunikowała... cóż.
                                                  • chalsia Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 13:12
                                                    czyli kręcisz, bo wczesniej pisałaś, że nic nie wiesz o niczym

                                                    czy tak czy siak - należy Ci sie zachowek - w przypadku sprzedaży domu od brata

                                                    a sprawę o podział spadku możesz złożyć w sądzie, który sam ustali stan faktyczny i co komu i ile sie należy
                                                  • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 13:23
                                                    > czyli kręcisz, bo wczesniej pisałaś, że nic nie wiesz o niczym
                                                    o prawie do mieszkania tam, a nie o zachowku
                                                  • zmeczona100 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 13:09
                                                    ja jeszcze chciałabym się dowiedzieć, dlaczego rodzice ją wydziedziczyli.
                                                  • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 13:24
                                                    nikt mnie nie wydziedziczył! Skąd te bzdury?
                                                  • zmeczona100 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 13:26
                                                    Dobra. PAS.
                                          • chalsia Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:28
                                            >Nie miałam internetu żeby sobie poczytać.

                                            buahaha
                                            nie ma kafejek internetowych?
                                            a poza tym te 3 lata temu pisałaś na forum czyli jakiś dostęp do netu miałas
                                            • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:36
                                              No to 3 lata temu a nie rok. A z tego co pamiętam to jakieś 2 lata temu padł nam system i szukałam kafejki żeby rachunki popłacić i nie znalazłam, chyba to już nie te czasy...
                                              • beverly1985 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 18.01.13, 16:29
                                                No błagam was, laska w 2011 roku nie mogla znaleźć dostępu do netu, w związku z tym dała sobie spokój z walka o spadek/zachówek, który jej się należy. W wyniku tego zaniedbania nie ma zadnych oszczędności, i gdy stracila prace wyladowała na garnuszku u chłopaka. Oprócz tego stracila prawa do dzieci, które za chwilę zostana wywiezione za granicę i tyle będzie ich widziała, bo ja nie będzie stać nawet na wyjazd raz w roku do nich.

                                                Wiem ze to nie troll, ale aż tak niezaradnych zyciowo osób naprawdę trudno spotkać...
                            • anbale Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 10:57
                              No, to chyba taka osoba, co wymyśli na poczekaniu milion historii, żeby tylko siebie wybielić. Taki głęboko skrzywdzony ideał. Z zabiedzonej i porzuconej przez cały świat sierotki zamienia się w okamgnieniu w "wykorzystaną krezuskę". Mąż z osoby, której bezgranicznie ufała i podpisywała wszystko co jej podsuwał; pewna, że chce tylko jej dobra i szczęścia zamienił się na trzy/cztery w brutalnego, wyrachowanego psychopatę wysysającego ją od dawna...
                              Szkoda to wszystko czytać, pewnie już sama się pogubiła w tych historiach. Można tylko mieć nadzieje, że ta sprawa z dziećmi pozwoli jej się ogarnąć.
                              • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 11:25
                                > No, to chyba taka osoba, co wymyśli na poczekaniu milion historii
                                historia jest jedna i niezmienna


                                > Z zabiedzonej i porzuconej przez cały świat sierotki
                                ??

                                > bezgranicznie ufała i podpisywała wszystko co jej podsuwał
                                powtarzam: szantaż


                                > zamienił się na trzy/cztery w brutalnego, wyrachowanego psychopatę
                                tak jak mówisz, zmienił się masakrycznie, postępuje skandalicznie.

                                > wysysającego ją od dawna...
                                może się mylę, ale biorąc pod uwagę jego obecne postępowanie i patrząc obiektywnie z perspektywy czasu na jego poczynania, jestem tego pewna.


                                > Można tylko mieć nadzieje, że ta sprawa z dziećmi pozwoli jej się ogarnąć.
                                z czym? czy ja według Ciebie robię coś nie tak?
                                • anbale Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 11:56
                                  Oj, przestań już z tym szantażem, bo to chyba najbardziej wyświechtany argument ludzi, którzy coś tam namieszali, a potem nie mają ochoty ponosić konsekwencji...Pistolet ci do głowy przystawiał czy jak? Jak można szantażem zmusić kobietę, żeby porzuciła swoje dzieci i wykonała długi ciąg czynności pozbawiających ją praw do opieki ? Środki odurzające ci podawał czy co?
                                  Już nie chce mi się Ciebie czepiać, napiszę tylko, że jeślibyś poszła vabank i opisała swoją historię, tak jak wyglądała naprawdę- otrzymałabyś o wiele bardziej sensowne i konstruktywne rady w swojej sytuacji. Na tym forum są ludzie co z niejednego pieca chleb jedli i potrafią pomóc- a tak, to sorry, ale wychodzisz na jakąś niegramotną idiotkę i w sumie człowiek się zastanawia, czy to może nawet lepiej, że te dzieci są z dala od ciebie...
                                  • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:14
                                    Dla Ciebie szantaż to tylko przystawienie pistoletu do głowy? A szantaż emocjonalny i wykorzystywanie czyjejś niewiedzy? "chyba nie zrobisz tego swoim dzieciom", "przecież kochasz swoje dzieci", "chyba nie chcesz żeby trafiły do domu dziecka", "chyba zależy Ci na ich szczęściu"... "jeśli chcesz je jeszcze zobaczyć", "bo pójdę do komornika i zginiesz", "zniszczę Cię jeśli tego nie zrobisz", "mam dobrych prawników", "bo zaraz ich wcale nie weźmiesz", "gówno mi możesz zrobić takie mam wtyki"...

                                    Ja nie miałam zamiaru opisywać swojej historii, jest problem - szukam rozwiązania. Tylko zamiast otrzymywać porady to coraz więcej pytań, coraz głębsze drążenie, ocenianie mnie, szperanie po archiwum, dopytywanie o nieistotne elementy... Historia w kawałkach kupy może się nie trzymać, to fakt, ale co ja mam książkę napisać? Po co komu znać moją szczegółową historię życia? Jest poważny problem, chcę go rozwiązać i tyle, nie potrzeba do tego rozbierać mnie na czynniki pierwsze, nie potrzebne są tutaj subiektywne odczucia i oceny.
                                    • zmeczona100 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:22
                                      Zazula.....
                                      Twoja historia nie nadaje się do złożenia "do kupy"- czyli coś z nią nie jest tak. A tym samym autorka kręci. Skoro kręci, to nie jest poważna, a przynajmniej nie traktuje forumowiczów poważnie- i stąd podobne zachowania z naszej strony. Zrozum, że jak się któryś raz zostaje wyprowadzonym na manowce, to później człowiek nabiera wprawy i jeśli tylko coś się nie zgadza, to po prostu szkoda czasu na pisanie. Nie Ty jedna coś kiedyś pisałaś, co teraz nie jest wygodne przy próbie uzyskania pomocy na forum i co wyszło w trakcie. Stąd to "szpiegowanie" i archiwum. Coś budzi podejrzenia? No to się sięga po archiwum.
                                      Tak to działa.
                                    • anbale Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:25
                                      Zazula, tutaj co najmniej co druga kobieta ma takie jazdy rozstając się z mężem, a nawet jeszcze gorsze, i dzieci trzymają przy sobie kurczowo, więc to naprawdę słaby argument...
                                      Ale naprawdę nie chcę już się Ciebie czepiać, docieranie do prawdy to moje skrzywienie zawodowe, ucho mam wyczulone na najmniejszy bajerek... Ok, racja, nie masz obowiązku mówienia na forum prawdy o sobie, więc radź sobie i powodzenia życzę.
                                      • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 12:47
                                        Więc po co piszesz, skoro nie masz ochoty pomóc tylko oceniać?

                                        Piszę prawdę, nawet tą jak dla mnie nieistotną. Jeśli zarzucasz mi kłamstwo, to w którym momencie? A może brakuje Ci jeszcze jakiś szczegółów, żeby sobie poskładać chronologicznie historyjkę mojego życia? Z tym, że nie uważam żeby to jaka byłam i co robiłam gdy miałam 21 lat było w jakimkolwiek stopniu istotne, chyba że bawisz się w psychologa... Zaszłam w ciążę, zmieniłam swój stosunek do życia, sposób myślenia i postępowania i nigdy nie wróciłam do tego jak byłam kiedyś. I nie zamierzam.
                                        • anbale Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 13:13
                                          Trudno pomóc komuś, kto opisuje swoje działania jakby podejmując był wtedy przyczadzony, zleciał z dachu na głowę, albo jakby mu na mózg coś padło i nagle się ocknął z maligny...Właściwie za cholere nie wiadomo w jakiej jesteś sytuacji, bo nagromadzenie i skala dramatów wokół ciebie jest niespotykana, rodzina wydziedziczyła i się odwróciła plecami, troskliwy mąż z dnia na dzień zamienił się w bestię, z pracy wyrzucili, przyjaciel nie jest przyjacielem, w schronisku dla matek zatrzasnęli drzwi przed nosem, nawet kafejki internetowe poznikały z miasta.
                                          Jak się tak przyjrzeć twoim postom, to widać, że właściwie każdy pomysł na zatrzymanie dzieci przy sobie jest przez Ciebie od razu zbijany opisem kolejnego dramatu, który się przez ciebie przewalił- więc w sumie wygląda to dość dziwacznie...
                                          Ja się w każdym razie już wycofuję z tej dyskusji.
                                          • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 13:52
                                            > Ja się w każdym razie już wycofuję z tej dyskusji.
                                            no i bardzo dobrze, bo każde słowo przekręcasz i brzmi po Twojemu, zupełnie inaczej niż ja piszę.

                                            > rodzina wydziedziczyła i się odwróciła plecami
                                            nie wydziedziczyła. Każdy poszedł w swoją stronę, ja też poszłam razem z mężem (i przez męża), po latach wszystko się zmieniło, został pazerny brat...

                                            > z pracy wyrzucili
                                            nie wyrzucili, straciłam nie znaczy, że wyrzucili. Ja nigdzie nie napisałam dlaczego nie mam pracy, nikt o to nie pytał... a Ty stwierdzasz, że wyrzucili.

                                            > troskliwy mąż z dnia na dzień zamienił się w bestię
                                            no nie tak od razu w bestię, choć zmiany były dwukrotne. Ta druga nastąpiła niedawno, pokazał w całej swojej klasie własne leserstwo, bo zaproponowano mu nieróbstwo za granicą.

                                            > przyjaciel nie jest przyjacielem
                                            ależ jest!!!

                                            > w schronisku dla matek zatrzasnęli drzwi przed nosem
                                            biurokracja, nic nie poradzę

                                            > nawet kafejki internetowe poznikały z miasta
                                            nie wiem, może jakieś jeszcze są, osobiście nie znalazłam...

                                            > każdy pomysł na zatrzymanie dzieci przy sobie jest przez Ciebie od razu zbijany
                                            pewnie był jakiś sposób, szukałam, pytałam ale bez dostępu choćby do internetu (normalnie skarbnica informacji) byłam bezsilna. Każdy pomysł na zatrzymanie dzieci budził we mnie wielką radość, która szybko była gaszona... Niewiedza, strach, nawet panika w cale mi nie ułatwiały w szukaniu rozwiązania. Ludzie, stało się, nie poradziłam sobie, nie zatrzymałam dzieci przy sobie. Czy to jest powód do tego, żeby mi je całkowicie zabrać? Mam się poddać, olać? Bo za mało wiem, bo nie mam wsparcia, bo 7 lat temu romansowałam z facetami?
              • zmeczona100 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 21:47
                anbale napisała:


                >
                > Raczej nie. Wydaje mi się, że to raczej Zazula jest dysfunkcyjna, dość zakłaman
                > a i upozowana na ofiarę (zadałam sobie trud pogrzebania w archiwum)
                Jedno nie wyklucza drugiego. Chociaż jak teraz spojrzałam w podanego niżej linka to teraz sądzę, że facet mógł zachować się po prostu odpowiedzialnie- matka poszła w długą, jest nieprzewidywalna, to chłop postanowił załatwić to po swojemu i stworzyć dzieciom stabilne środowisko.

                > W sumie mam wrażenie, że obudziła się z jakiegoś długiego, bezmyślnego letargu-
                > no więc niech teraz walczy o to, co straciła...

                Może to tylko kwestia uwarunkowań kulturowych- matka zostawiła dzieci... Jak ona mogła!?
                • anbale Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 13.01.13, 22:31
                  zmeczona100 napisała:

                  facet mógł zachować się po prostu odpowiedzialnie- matka poszła w długą, jest nieprzewidywalna, to chłop postanowił załatwić to po swojem
                  > u i stworzyć dzieciom stabilne środowisko.
                  >

                  Też się przychylam do tej opcji. Z tego starego postu i z paru innych wynikałoby, że zazula pewna siebie i swej "siły" żyła w przekonaniu, że znalazła "głupiego", którego owinie dookoła palca.
                  A tu nagle zonk, coś poszło nie tak...Może nie wzięła pod uwagę, że tak bardzo będzie tęsknić za dziećmi? Niech odkręca, skoro namotała, ludziom są czasem potrzebne takie wstrząsy, żeby zaczeli żyć po ludzku.
                  • zazula2007 Re: Jakoś mało mnie to przekonuje... 14.01.13, 09:35
                    "Niech odkręca, skoro namotała", "nagle się obudziła"...
                    Nie rozumiem co macie na myśli pisząc takie stwierdzenia. Co ja takiego namotałam, co ja niby muszę odkręcić? Regularny kontakt z dziećmi został przerwany, były utrudnia na każdym kroku, dzieci cierpią, mogą wkrótce już nigdy mnie nie zobaczyć, trzeba walczyć o regularny kontakt dzieci z matką, nic więcej.

                    > Może nie wzięła pod uwagę, że tak bardzo
                    > będzie tęsknić za dziećmi?
                    Nie wzięłam pod uwagę tego, że były może w ogóle do takiej sytuacji dopuścić...
                    Nie jestem alkoholiczką, narkomanką, przestępcą. Nie biję dzieci, nie krzyczę, dbam o nie. Nigdy ich nie przetrzymywałam podczas wizyt, pieniądze na nie płaciłam nawet jak sama nie miałam co jeść. Normalny kochający rodzic nie utrudnia dzieciom kontaktu z drugi rodzicem, któremu nie ma nic do zarzucenia.
    • mamamalegomisia Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 12.01.13, 23:17
      O ile dobrze pamiętam z innego wątku masz ograniczoną władzę rodzicielską ? Nie wiem jak brzmi wyrok ale zazwyczaj sąd ogranicza władzę pozostawiając rodzicowi którego ograniczenie dotyczy prawo współdecydowania o istotnych sprawach dzieci. Do istotnych spraw należy m.in. kwestia przeprowadzki za granicę czy zmiany szkoły. Czasem te istotne sprawy są wymienione wprost w wyroku tzn. sąd określa o jakich sprawach drugi rodzic ma prawo współdecydować (zazwyczaj dotyczy to edukacji, leczenia itp.). Jeśli nie zostałaś pozbawiona władzy to o takich sprawach masz prawo współdecydować a w braku porozumienia zwrócić się o rozstrzygnięcie do sądu.
      Jak najszybciej złóż do sądu wniosek o rozstrzygnięcie w tym zakresie, informując że nie zgadzasz się na wyjazd dzieci za granicę. Poinformuj też o tym eksa tak abyś miała dowód na to i aby nie mógł powoływać się na podpisane wcześniej przez Ciebie oświadczenie (łatwiej zapobiec wyjazdowi teraz niż ściągać dzieci po wyjezdzie, wówczas sąd może dojść do wniosku że przez czas trwania postępowania zaadaptowały się w nowym środowisku i kolejna zmiana nie byłaby dla nich korzystna).
      Skąd jesteś ? Powinnaś mieć pełnomocnika w sądzie bo z postów wynika że jesteś zastraszona przez byłego męża a nie wiadomo jaki sędzia Ci się trafi, no i czy mąż będzie z pełnomocnikiem.
      • yo-anna84 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 13.01.13, 00:58
        Poza tym we wniosku należałoby wnieść o zabezpieczenie na czas postępowania polegające na tym, aby Sąd nakazał oddanie przez ojca dokumentów tożsamości dzieci (paszport, ewentualnie dowód osobisty)...
        Bo wniosek będzie czekał na termin sprawy a tatuś dawno już w podróży może być...

        yo-anna84
    • zorientowany9 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 13.01.13, 08:36
      Dostałaś tu, i pewnie na innych forach, kilka propozycji wniosków, które powinnaś założyć, niektóre może są sensowne, pozostałe są bezsesnowne. Wniosek o kontakty już złożyłaś, radzę przemyśleć co chcesz jeszcze złożyć, bo jak zaczniesz formułować do sądu seryjnie coraz to nowe i sprzeczne żądania, to szybko uznają cię za pieniaczkę i z ewentualnej, początkowej sympatii dla pogubionej matki przełączą się w domyślny tryb spuszczania na drzewo rodzica nie mieszkającego z dziećmi (czyli zaczną traktować w tym sądzie rodzinnym jak typowego chłopa).
    • zebra12 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 13.01.13, 10:57
      Czytam ten wątek z zaciekawieniem. Sama bowiem chcę zabrać dzieci i wyjechać za granicę i w związku z tym nie wiem, czy eks może się sprzeciwić. Oczywiście będzie mógł przyjeżdżać i widywać się z dziećmi. Dla mnie wyjazd jest koniecznością, by mieć pracę, pieniądze i byt dla dzieci.
      Myślicie, że mogę wyjechać?
      • chalsia Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 13.01.13, 11:54
        > Czytam ten wątek z zaciekawieniem. Sama bowiem chcę zabrać dzieci i wyjechać za
        > granicę i w związku z tym nie wiem, czy eks może się sprzeciwić

        oczywiście, że ma prawo i może się sprzeciwić

        > Myślicie, że mogę wyjechać?

        możesz wszystko
        wyjechać też - ale niekoniecznie z dziećmi
        • zebra12 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 13.01.13, 15:15
          A co miałabym zrobić z dziećmi?
          • zlakobieta.haha Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 13.01.13, 19:07
            Aktywuj swój profil napiszę ci coś na priv Zebro
            • zebra12 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 13.01.13, 19:50
              zebra12@poczta.onet.pl
    • kobieta306 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 14.01.13, 13:03
      Twój problem droga autorko polega na tym, że się do swojej sygnaturki nie umiesz stosować uncertain
      dobrzy ludzie łapia się na Twoje pojękiwania. Ktoś nawet kase zaproponował na adwokata. Ktoś inny Twoje dziecko wychowuje uncertain Daj Ty juz lepiej spokój swoim dzieciom i nie zabiegaj tak o kontakty. Coś mi się wydaje, że Ty im spokoju i stabilizacji nie zapewnisz, a kolejny rozpierdal w życiu zafundujesz.
      • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 14.01.13, 13:21
        > Daj Ty juz lepiej spokój swoim dzieciom i nie zabiegaj tak o kontakty.
        mam pozwolić, żeby ojciec odciął nam kontakt, przyzwyczaił do nowego życia z nową mamą i siostrą a potem znowu zafundował rozpieprzenie rodziny?

        > dobrzy ludzie łapia się na Twoje pojękiwania.
        to wielki plus tego świata, że istnieją dobrzy i wyrozumiali...

        > Ktoś nawet kase zaproponował na adwokata.
        jeśli ktoś tak jak ja uważa, że nie powinno się odcinać dzieci od matki w tak brutalny sposób to czemu nie? (oczywiście jeśli chodzi o te pieniądze to nie zamierzam ich brać)

        > Ktoś inny Twoje dziecko wychowuje
        a kto niby wychowuje "moje" dziecko? Ojciec wychowuje swoje dzieci.
    • tenloginjestzajety Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 12:44
      a ja sie tylko zastnawiam jak Wy sobie w prktyce wyobrazacie taka opieke naprzemienna relacja Szkocja-Polska? Ze niby tydzien w polskiej szkole, tydzien w szwedzkiej? Przeciez to nie przejdzie.
      Co do papierka ktory podpisalas to przeciez nie m on poswiadczenia notarialnego tak czy nie?
      Watpie jednak zebys mogla zablokowac taki wyjazd bo jesli on tam bedzie mial prace, mieszkanie i opieke dla dzieci na czas szkoly to nieukrywajmy zapewne wykaze ze tam sa lepsze warunki dla dzieci do zycia.
      Nie wiem dokladnie jaka jest Twoja sytuacja (ja nie wyobrazam sobie zeby moje dziecko nie bylo ze mna) ale probowalas walczyc o dzieciaki? Znaczy sie poddalas sie walkowerem bo nie mam pracy itp czy zazadalas opieki i odpowiednich alimentow od tatusia dopoki nie znajdziesz pracy i bedzie je mogl zmniejszyc? Z kogo winy byl rozwod. Jesli jego to i na siebie masz prawo (do 5 lat po rozwodzie) na alimenty.
      Jesli mozesz zrobic powyzsze i chcesz to ja bym podjela walke o dzieci. Zgodzisz sie na wyjazd eksa owszem ale pod warunkiem ze dzieci zostana z Toba, a tatus zarobi na alimenty...
      • tenloginjestzajety Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 12:48
        Oczywiscie chodzilo mi o to czy znajdzie on opieke do dzieci na czas swojej pracy. Porusz ten temat w Sadzie. Jesli wiesz jaki ma zamiar wystap do Sadu (nie wiem trzeba dopytac jakie to pismo powinno byc jesli podejrzewasz chec wywiezienia dzieci bez Twojej zgody moze uregulowanie kontaktow?) do tego dolaczylabym wniosek o przejecie opieki nad dziecmi...
      • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 13:21
        > nie m on poswiadczenia notarialnego tak czy nie?
        no nie ma, w dodatku nie jest "zgodą na wyjazd na stałe"

        > Watpie jednak zebys mogla zablokowac taki wyjazd bo jesli on tam bedzie mial pr
        > ace, mieszkanie i opieke dla dzieci
        wątpię, żeby ją miał. Ogólnie miał jechać jako "niania" dla córki konkubiny, czyli żyć na jej utrzymaniu... Nie wiem jak jest teraz, ale ponoć musi udowodnić przed sądem odpowiednimi zaświadczeniami, że ma pracę etc.

        > Nie wiem dokladnie jaka jest Twoja sytuacja (ja nie wyobrazam sobie zeby moje d
        > ziecko nie bylo ze mna) ale probowalas walczyc o dzieciaki?
        wtedy miałam pracę, ale nie miałam opieki do dzieci i nie widziałam sposobu na ich zatrzymanie (niewiedza).

        > Z kogowiny byl rozwod. Jesli jego to i na siebie masz prawo (do 5 lat po rozwodzie) n
        > a alimenty.
        bez orzekania o winie

        > Jesli mozesz zrobic powyzsze i chcesz to ja bym podjela walke o dzieci. Zgodzis
        > z sie na wyjazd eksa owszem ale pod warunkiem ze dzieci zostana z Toba, a tatus
        > zarobi na alimenty...
        Próbuję wynegcjować od niego co się tylko da, oby tylko nie wyjeżdżał.
        On ma komornika na długach, po wyprowadzce zaproponowałam, że wezmę kredyt i będziemy spłacać raty na pół (rata max 300zł za 15000zł kredytu), niestety on się nie zgodził, bo komornik mu zabiera tylko 80zł miesięcznie a 150zł to jest więcej. On chciał mieć ten dług. Pomijając fakt, że to co było kupione za kredyt (laptop, pralka...) zostały, a resztę pieniędzy skonsumował on. Nie mam na to dowodów, więc wysłałam mu parę dni temu smsa (jako "podpuchę"), że ponownie proponuję mu wspólną spłatę zadłużenia, dostałam decyzję odmoną. On jako powód wyjazdu słania się tymi długami. Więc wysłałam kolejną wiadomość, że wyjedzie bez dzieci, bo teraz jestem bezrobotna i jestem w stanie się nimi zająć jeśli to on mi będzie płacił owe 700zł alimentów. Bez odpowiedzi...

        Z niego zrobił się dosłownie "potwór", ludzie, którzy go znają nie wierzą w to co robi... Wydzwania do mnie, wrzeszczy, oskarża o różne dziwne rzeczy, których nie zrobiłam (np. wpaja mi smsach, zę próbowałam ich zniszczyć - jego nową rodzinę - nie zrobiłam im NIC, nie rozmawiałam nawet z jego dziewczyną, bzdury wyssane z palca), wywozi gdzieś dzieci, nie chce mi powiedzieć gdzie są, jest bardzo agresywny wobec mnie, grozi mi, że mnie zniszczy (jeden krok ku temu już robił - zgłosił do komornika alimenty, które płaciłam ale nie brałam potwierdzeń)
        • blackglass Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 15:17
          Prawda to czy nie 2 spraw nie ejstem w stanie pojąc...
          toż nawet głoopi wie, że płacisz tak alimenty ze masz potwierdzeni- najprostszy sposób PRZELEW BANKOWY...
          Nawet jakby mnie zastraszali, bili czy cokolwiek innego nie oddałabym dziecka....
          • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 16:55
            > najprostszy sposób PRZELEW BANKOWY...
            szkopuł w tym, że miało być do rąk własnych, do głowy by mi nie przyszło, że tak się stanie

            > Nawet jakby mnie zastraszali, bili czy cokolwiek innego nie oddałabym dziecka..
            wiesz... teraz prawo jest równe wobec rodziców (bynajmniej jest takie założenie), nie rozumiem więc po co te ataki i uświadamianie mi, że zrobiłam coś niewyobrażalnie strasznego. No jak ja mogłam? Dlaczego nie zabrałam dzieci ze sobą i nie skazałam ich na niedostatek, głód...? Waszym zdaniem, jak widzę, lepiej, żeby mieszkały z matką na ulicy niż z ojcem w godziwych warunkach...
            • yoma Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 17:15
              > Waszym zdaniem, jak widzę, lepiej, żeb
              > y mieszkały z matką na ulicy niż z ojcem w godziwych warunkach...

              No to czemu się rzucasz, żeby dzieci z ojcem do Szkocji nie mogły pojechać? Co to, w Polsce mogą, a w Szkocji już nie?
              • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 17:35
                Kontakt z drugim rodzicem!!! Powód, dla którego mają wyjechać! Decyzja podjęta przez ojca - bez mojej zgody! Postawa ojca wobec matki swoich dzieci - jego "plan zniszczenia". Zagrożenie, że rzuci kobietę, do której dzieci się przywiązały i jeszcze bardziej przywiążą, gdy stracą całkowicie matkę. To nie są powody do walki? Powinna to olać? I jeszcze ja: nie wyobrażam sobie, nie wyobrażam i chyba nigdy nie pogodzą się z tym, że dzieci nie są ze mną...
                • yoma Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 18:28
                  > Kontakt z drugim rodzicem!!!

                  Szkocja nie antypody, nie leci się 16 godzin, komunikacja istnieje, Skype i inne gadulce też.

                  > Powód, dla którego mają wyjechać!

                  Bo ich miejsce zamieszkania ustalono przy ojcu, a ojciec chce wyjechać.

                  > Decyzja podjęta
                  > przez ojca - bez mojej zgody!

                  No a kto miał podejmować decyzję w sprawie wyprowadzki ojca - ty?

                  > Zagrożenie, że rzuci kobietę, do której dzieci się przywiązały

                  Że co? Poza tym to cię już zupełnie, ale to zupełnie nie powinno obchodzić, co twój eks robi ze swoimi next.

                  > To nie są powody do
                  > walki?

                  W sensie, masz zamiar ostro walczyć, żeby eks przypadkiem nie rzucił next? smile)
                • mamawojtuska79 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 18:51
                  Zazula a może raczej Kasiu powiem ci szczerze że mnie przysłowiowo trafia jak czytam twoje posty. Jesteś skrajnie nieodpowiedzialną osobą, która w dodatku nie potrafi przejąć odpowiedzialności za swoje czyny, przede wszystkim to TY odeszłaś od dzieci, zostawiłaś je z ojcem, twoje tłumaczenia ze nie miałaś wtedy wyboru, żadnej pomocy itd są o kant dupy potłuc. Mogłaś iść do domu samotnej matki, mogłaś pogodzić się z rodzicami, czy też matką, bratem, a ty spokojnie znalazłaś sobie przytulny kątek w domu swojego przyjaciela, gdzie dla twojej dwójki dzieci zabrakło miejsca. Poszłaś na łatwiznę, którą teraz tłumaczysz dobrem swoich dzieci. Niby masz wysokie IQ a podejmujesz działania, metody, decyzje bez przysłowiowego "rozumu" , przykładem mogą być te alimenty płacone do reki, z czego wydaje mi się że ich w ogóle nie płaciłaś a te braki pokwitowania to taka przykrywka i tłumaczenie przed Sądem i komornikiem. Kobieto albo się obudź i pomyśl wreszcie o innych albo zejdź im z drogi i nie siej zamętu, zajmij się amway lub innymi internetowymi biznesami, sprzedawaj książki z wiedzą (pod innym nickiem bardzo zachęcałaś do ich kupna), lub brudne skarpety fetyszystą.
                  Moja rada dla ciebie jest taka, skoro ojciec z dziećmi chce wyjechać do Szkocji to ty także tam pojedź, będziesz wtedy widywała dzieci.

                  PS. Pracuję w Sądzie (obecnie urlop wychowawczy), widziałam wiele, ale matki zostawiające dzieci z ojcem to był widok bardzo rzadki i prawie każda z nich miała na tyle cywilnej odwagi żeby się przyznać dlaczego to zrobiła, a nie tłumaczyć sobie to szantażem eksa.
                  • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 20:40
                    > mogłaś pogodzić się z rodzicami
                    ojciec nie żyje, matka mieszka u konkubenta

                    > wydaje mi się że ich w ogóle nie płaciłaś a te braki pokwitowania
                    na prawdę źle mnie oceniasz, jeśli zdobędę dowód prześlę Ci go na priv

                    > zajmij się amway lub innymi internetowymi biznesami
                    żebyś wiedziała kto i jak mnie do tego wciągnął i jak groźbą odejścia od męża wyciągnęłam go z tego (nas) to byś inaczej śpiewała

                    > to ty także tam pojedź, będziesz wtedy widywała dzieci.
                    pomożesz mi w tym? Nie mam nic do stracenia

                    > nie tłumaczyć sobie to szantażem eksa
                    nie tłumaczę sobie tego szantażem, szantaż dotyczył czego innego

                    > przytulny kątek w domu swojego przyjaciela
                    gdybym wynajęła wtedy pokój, na który miałabym iść to postąpiłam lepiej???

                    > twoje tłumaczenia ze nie miałaś wtedy wyboru, żadnej pomocy itd są o kant dupy potłuc
                    tak się teraz zastanawiam, co by było gdybym wtedy trafiła na to forum...
                  • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 21:56
                    > Mogłaś iść do domu samotnej matki
                    tak przy okazji proponuję się zapoznać z regulaminem domu samotnej matki w Gorzowie - po prostu się nie kwalifikowałam. Potrzebowałam co najmniej przemocy fizycznej stosowanej przez ex, a to nie miało miejsca, poza tym miałam pracę. A nawet gdybym się tam dostała - max 12 miesięcy... a co dalej? Ciężko zrozumieć, że ja nie miałam warunków, a ex miał? Z tego co mi wiadomo, to zabierając dzieci i fundując im skandaliczne warunki on i tak mógł z powodzeniem wygrać sprawę o opiekę nad nimi mając dobre warunki do ich wychowania.
                    • zmeczona100 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 22:03
                      Z tego co mi wiadomo, to zabierając dzieci
                      > i fundując im skandaliczne warunki on i tak mógł z powodzeniem wygrać sprawę o
                      > opiekę nad nimi mając dobre warunki do ich wychowania.

                      Weź to sobie wydrukuj i powieś w każdym widocznym miejscu.
                      • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 22:12
                        o co pijesz, bo nie rozumiem?
                        • zmeczona100 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 22:19
                          O to, że nic się nie zmieniło! Przyjmij wreszcie to do wiadomości i pogódź się z tym!
                          • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 22:34
                            Czyli, że były ma prawo korzystać z tego, że wizyty nie zostały ustalone przez sąd i w ogóle do nich nie dopuszczać? I powinnam pozwolić mu wyjechać bez względu na wszystko? I olać to, że bezpodstawnie nałożył mi komornika? Jestem dzieciom już nie potrzebna? Staram się o coś, co nie ma racji bytu? Jestem nic nie wartą matką, bo nie potrafiłam zapewnić bytu swoim dzieciom i pozwolić by zostały pod opieką ojca (a raczej jego konkubiny), bo w drodze walki o rodzinę straciłam wszystko co miałam? Powinna zgodzić się ot tak na to co zadecydował ich ojciec? Współdecydowanie o sprawach ważnych ma mnie nie dotyczyć, bo jestem za mało warta?
                            • argentusa Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 22:41
                              Dorosnąć. Kluczowe.
                              Dorosłość polega też na tym, że bierze się odpowiedzialność za swoje wybory.
                              Ar.
                              • paris-texas-warsaw Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 22:58
                                Zazulo,
                                wg mnie:
                                1) w Twoim interesie nie jest:
                                - ciagnąć tego wątku na publicznym forum z uwagi na masę informacji pozwalających Cię zidentyfikować w małej miejscowości - możesz zostać zidentyfikowana przez ojca Twoich dzieci, który w sądzie będzie Twoim przeciwnikiem - pisanie o Twoich jakichkolwiek planach dot. przebiegu rozprawy, argumentacji prawnej itd. może się przeciwko Tobie obrócić. Radziłabym Ci tego zaprzestać. Nie podawaj żadnych danych pozwalających na Twoją identyfikację lub Twoich dzieci, ani planowanych ruchów prawnych, bo możesz sama sobie pokrzyżować plany.
                                2) w Twoim interesie jest:
                                - znaleźć prawnika, choćby i darmowego, który coś Ci doradzi (jakie już teraz możesz podjąć kroki prawne, jakie zbierać dowody, itd). To jest kluczowe. Twoja sprawa rozgrywa się głównie w "rzeczywistości prawnej" i jej stan daje Ci możliwość podjęcia faktycznych kroków.
                                - z uwagi, że piszesz o słabej sytuacji materialnej i złych stosunkach z rodziną, nie miej skrupułów co do ewentualnej walki o część majątku po ojcu. Tę sprawę też dokładnie przegadaj z prawnikiem - jest dużo niuansów przy sprawach majątkowych, których możesz nie znać. Nie odpuszczaj tego, jeśli to może być Twój jedyny majątek. Sytuacja materialna też się liczy, jeśli chodzi o wyroki sądowe w sprawach dzieci.
                                - traktować ojca dzieci jak najlepiej - dla dobra dzieci. Nawet jeśli wewnętrznie się byś burzyła, to bądź z nim w jak najlepszej komitywie (na ile się da), bo on ma teraz przewagę, jeśli chodzi o "dysponowanie" dziećmi. Dobre z nim kontakty też pozwolą Ci lepiej wiedzieć, co planuje i mieć być może lepszy wgląd w sytuację dzieci. To przecież jest priorytetem.
                                - pogadać sobie z psychologiem o sytuacji dzieci (też może być darmowy) - będzie Ci łatwiej rozeznać, jakie działania faktycznie będa dla nich najlepsze.
                                - nie przejmować się negatywnymi komentarzami - urodziłaś dzieci, jak byłaś bardzo młoda, zresztą nadal jesteś. W tak młodym wieku mało się o świecie i ludziach wie - to naturalne. Wiedza kosztuje i czasem boleśnie się ją zdobywa!
                                Powodzenia!
                                • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 16.01.13, 16:55
                                  > złych stosunkach z rodziną, nie miej skrupułów co do ewentualnej walki o część majątku po
                                  > ojcu.
                                  właśnie to zamierzam zrobić, dzięki podanym wyżej linkom badam sytuację i będę walczyć o swoje.

                                  > - traktować ojca dzieci jak najlepiej - dla dobra dzieci.
                                  to jest akurat bardzo trudne. Ja "grzecznie" pytam, nawet proszę w zamian otrzymuję coś co ciężko opisać. Nie daję się sprowokować, nic z tych rzeczy, zachowuję stoicki spokój (bynajmniej z zewnątrz).

                                  > pozwolą Ci lepiej wiedzieć, co planuje
                                  właśnie nie wiem co planuje sad jak do tej pory miałam 2 dni temu telefon od niego z groźbami, bo na fb dodałam post z prośbą, by wszyscy co znają jakichś prawników/adwokatów chcących pomóc bezpłatnie dali znać. Coś majaczył, że pójdzie z tym do... hmmm... nie pamiętam, ale rozmowę nagrałam.

                                  > - pogadać sobie z psychologiem o sytuacji dzieci (też może być darmowy)
                                  chodzę do psychologa, zaproponowała walkę o opiekę nad dziećmi, tzn. poprawić swoje warunki mieszkaniem np. z TBS, ale w praniu wyszło, że nie ma na to szans... 2 miesiące nie byłam, muszę znowu się wybrać. W tym tygodniu pójdę.

                                  > - nie przejmować się negatywnymi komentarzami
                                  no właśnie przejęłam się i to bardzo, bo mają sporą wartość "uświadamiającą"

                                  Dziękuję za w pełni obiektywną wypowiedź.
                                  • yoma Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 16.01.13, 17:14
                                    > > - pogadać sobie z psychologiem o sytuacji dzieci (też może być darmowy)
                                    > chodzę do psychologa, zaproponowała walkę o opiekę nad dziećmi, tzn. poprawić swoje warunki mieszkaniem np. z TBS, ale w praniu wyszło, że nie ma na to szans... 2 miesiące nie byłam, muszę znowu się wybrać. W tym tygodniu pójdę.

                                    Zmień natychmiast psychologa. Psycholog nie ma prawa udzielać żadnych rad, a jeszcze dotyczących tego, gdzie pacjent ma mieszkać czy nie... zgroza i nóż się w kieszeni otwiera.
                                    • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 16.01.13, 17:20
                                      Ups... serio? To psycholog przy Domu Samotnej Matki... Darmowy, dlatego tam trafiłam sad
                                      • yoma Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 16.01.13, 17:23
                                        Serioserio. Zresztą sama widzisz.

                                        Psycholog ma ci pomoc jakoś wyprostować twoje pokręcenie, tak? I psycholog wujek dobra rada proponuje ci zawalczenie o dzieci i mieszkanie w TBS-ie? A ty nie możesz zrealizować ani jednego, ani drugiego i się od tego robisz wyprostowana, że ha! Psycholog jak z koziego ogona waltornia...
                                        • anbale Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 18.01.13, 12:06
                                          Ano, psycholog, który w momencie totalnego zapętlenia psychicznego pacjenta sugeruje jakieś walki z losem, które nawet dla "zdrowego" człowieka byłyby mocno wyczerpujące, zalatuje jakimś znachorem albo porażającą ignorancją...
                            • anbale Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 15.01.13, 22:42
                              Masz prawo walczyć, masz prawo "odbudować" siebie i swoje życie, i rób to, jak najbardziej, nie załamuj się. Nikt Cię nie skreśla, wbrew pozorom.
                              Dostałaś tu wiele sensownych rad, i pewnie jeszcze spotkasz ludzi skłonnych Ci pomóc, podać rękę, jeśli tylko zaczniesz działać w rozumny i uporządkowany sposób.
                              Tylko bądź szczera, nie szukaj zasłon dymnych dla siebie, skonfrontuj się z prawdą; bo jak ktoś czuje, że zaczynasz kręcić, to zaczyna się wkurzać i wycofywać, to naturalna reakcja.
                            • mamawojtuska79 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 16.01.13, 00:14
                              > Czyli, że były ma prawo korzystać z tego, że wizyty nie zostały ustalone przez
                              > sąd i w ogóle do nich nie dopuszczać?


                              Jak widać z tego prawa korzysta. Twoim obowiązkiem jest złożyć wniosek do Sądu o uregulowanie widzeń z dzieckiem, takie sprawy są bardzo szybko rozpatrywane. W przypadku mojego męża trwało to około miesiąca (od wpłynięcia wniosku do rozprawy). Nie wiem ile czasu jesteś po rozwodzie i jak długo trwa ta chora sytuacja, ale powinnaś złożyć ten wniosek i przynajmniej tym sposobem wytrącisz jeden argument twojego eks.

                              I powinnam pozwolić mu wyjechać bez wzglę
                              > du na wszystko?


                              Ty nie musisz pozwalać na wyjazd twojego eks, on to zrobi czy tego chcesz czy nie. Jeżeli chodzi o dzieci to złoży stosowne pismo w Sądzie, będzie sprawa i nie chcę cię rozczarować ale na 99% dostanie od Sądu zgodę na wyjazd. Sędzia rozpatrując taką sprawę weźmie pod uwagę wszystkie za i przeciw, ściągnie nawet z innego Sądu akta waszej sprawy rozwodowej, powoła biegłych, którzy zbadają jakie relacje łączą was z dziećmi i z kim są dzieci bardziej związane emocjonalnie. Trochę to potrwa, ale on prędzej czy później tą sprawę wygra, a dlaczego? Otóż z całego tego i twojego drugiego wątku wydajesz się osobą nieodpowiedzialną i chwiejną.

                              I olać to, że bezpodstawnie nałożył mi komornika?

                              nikt bezpodstawnie nie nakłada drugiej osobie komornika. postępowanie egzekucyjne wszczyna się jeżeli są niezbite dowody. Twój eks twierdzi ze nie płaciłaś alimentów, ty musiałaś udowodnić że płaciłaś, ale nie miałaś pokwitowań. Wielokrotnie słyszałam na sali sądowej takie argumenty jak twój i to od wielu oskarżonych o tzw. niealimentację. Dziewczyno wiem ze jesteś jeszcze młoda, ale nie wiem gdzie była twoja inteligencja i instynkt samozachowawczy by na ładne oczy dać eksowi alimenty i nie wziąć pokwitowania, mogłaś wysłać mu tę kasę pocztą, przelewem bankowym, wziąć ze sobą świadka. To jest niby mało istotny szczegół, ale ten szczegół będzie się liczył w Sądzie.

                              Jestem dzieci
                              > om już nie potrzebna?


                              Jesteś dzieciom potrzebna, ale zastanawiam się jak te dzieci się czuły gdy odeszłaś z domu i zostały same z ojcem. Wtedy byłaś im potrzebna bardziej.

                              Staram się o coś, co nie ma racji bytu?

                              Wiesz jak na razie to chyba piszesz tylko na forach, zrobiłaś już jakieś kroki by odzyskać dzieci, uregulować widzenia, przeszłaś się do Sądu i porozmawiałaś z kimkolwiek z wydziału rodzinnego? urzędnik to też człowiek i potrafi czasem sporo rad udzielić.

                              Jestem nic nie wa
                              > rtą matką, bo nie potrafiłam zapewnić bytu swoim dzieciom i pozwolić by zostały
                              > pod opieką ojca (a raczej jego konkubiny),


                              Nie jesteś nic nie warta matką, jesteś pogubioną matką i jeżeli nie wyprostujesz swoich spraw, nie zmienisz się to będziesz matką tylko na papierku bo faktyczną matką (która przytuli, nakarmi, pomoże odrobić lekcje, pocieszy itd. będzie konkubina twojego eks). Zaryzykuję stwierdzenie ze dla twoich dzieci lepiej by było gdybyś je wtedy zabrała i klepała z nimi przysłowiową biedę niż je zostawiła, a to dlatego że zostawiając je raz na zawsze podkopałaś ich poczucie bezpieczeństwa.

                              bo w drodze walki o rodzinę stracił
                              > am wszystko co miałam?


                              Tak, straciłaś wszystko co miałaś najcenniejszego, czyli własne dzieci, jeżeli walką nazywasz posunięcie w którym odchodzisz od eks i zamieszkujesz z przyjacielem , a potem na rozprawie rozwodowej mówisz sędziemu że wasze małżeństwo się rozpadło bo poznałaś innego to szczerze gratuluję......poczucia humoru.

                              Powinna zgodzić się ot tak na to co zadecydował ich ojci
                              > ec? Współdecydowanie o sprawach ważnych ma mnie nie dotyczyć, bo jestem za mało
                              > warta?


                              Nie musisz się godzić, zrobi to za ciebie Sąd, Ty nie możesz decydować o poczynaniach twojego eks, nie możesz ingerować w jego życie osobiste, ale możesz walczyć o to by widywać się z dziećmi. Nie mam prawa osądzać cię i wydawać wyroków, zrobi to Sędzia mając wszystko czarno na białym. Nie wmawiaj sobie ze jesteś mało warta, jesteś pogubiona. osobiście radzę ci pójść do psychologa, żeby pomógł ci poskładać się do kupy, powinnaś przewartościować swoje życie. Przepraszam za moje czasami mocne słowa, ale dziewczyno obudź się wreszcie.
                              • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 16.01.13, 17:12
                                > powinnaś złożyć ten wniosek
                                złożyłam prawie tydzień temu, tylko mój wątek pojawił się w związku z wątpliwościami czy on nie wyjedzie bez słowa zanim zostanie rozpatrzony. 2 dni temu napisał, że dzieci są na feriach w Szczecinie i odezwie się za 14 (!) dni i wtedy dopiero mi powie czy i ewentualnie kiedy zobaczę dzieci. Prośba o telefon kontaktowy do dzieci oczywiście odrzucona...

                                > złoży stosowne pismo w Sądzie, będzie sprawa
                                on twierdzi, że żadnej zgody nie potrzebuje, bo ją już ma ode mnie (a nie ma). Sąd zezwoli na wyjazd mimo, że nie ma tam pracy i twierdzi, że przez min. rok nie przywiezie dzieci do Polski bo za drogo? Mnie też nie stać na podróż tam, a nawet jeśli byłoby to wątpię by podał mi adres.

                                > nie wiem
                                > gdzie była twoja inteligencja i instynkt samozachowawczy by na ładne oczy dać
                                > eksowi alimenty i nie wziąć pokwitowania
                                też nie wiem, uwierz on taki nie był, zmienił z dnia na dzień, jest bardzo agresywny wobec mnie, nie poznaję go, znajomi nie wierzą, że on tak postępuje, po prostu nie wierzą.

                                > Wiesz jak na razie to chyba piszesz tylko na forach, zrobiłaś już jakieś kroki
                                j/w

                                > Tak, straciłaś wszystko co miałaś najcenniejszego, czyli własne dzieci
                                nie, to się stało, gdy się poddałam w walce. Walką nazwałam to, że opuściłam dom rodzinny a co za tym idzie rodzinę, by spróbować z mężem i dziećmi w innych warunkach.
                              • zwymiotowany Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 16.01.13, 19:31
                                mamawojtuska79 napisała:

                                >Twoim obowiązkiem jest złożyć wniosek do Sądu
                                > o uregulowanie widzeń z dzieckiem, takie sprawy są bardzo szybko rozpatrywane.
                                > W przypadku mojego męża trwało to około miesiąca (od wpłynięcia wniosku do rozprawy).

                                W przypadku ojców, których znam sprawy o kontakty trwały od kilku miesięcy do paru lat, więc miałaś chyba na myśli, że "sprawy są bardzo szybko rozpatrywane" pracownikom sądu i ich dobrym koleżankom. Coś tak, jak pracownicy MZK i ich rodziny mają darmowe bilety. Zwykli śmiertelnicy czekają na pierwszą rozprawę średnio po trzy miesiące, i to w "najszybszych" sądach:

                                prawo.rp.pl/artykul/640953.html
                                > Wiesz jak na razie to chyba piszesz tylko na forach, zrobiłaś już jakieś kroki
                                > by odzyskać dzieci, uregulować widzenia, przeszłaś się do Sądu i porozmawiałaś
                                > z kimkolwiek z wydziału rodzinnego? urzędnik to też człowiek i potrafi czasem
                                > sporo rad udzielić.

                                Dokładnie to samo jej sugerowałem, kiedy zapytała o kontakty - jak chce mieć szybko rozpatrzoną sprawę, to niech dogada się z portierem.
                                Sam już nie wiem, czy na większego bełta nachodzi mnie po przeczytaniu rewelacji zalinkowanych przez Anable, czy na widok wypowiedzi kolejnych reprezentantek Systemu.
                                • mamawojtuska79 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 19.01.13, 00:34
                                  zwymiotowany napisał:
                                  > W przypadku ojców, których znam sprawy o kontakty trwały od kilku miesięcy do p
                                  > aru lat, więc miałaś chyba na myśli, że "sprawy są bardzo szybko rozpatrywane"
                                  > pracownikom sądu i ich dobrym koleżankom. Coś tak, jak pracownicy MZK i ich rod
                                  > ziny mają darmowe bilety. Zwykli śmiertelnicy czekają na pierwszą rozprawę śred
                                  > nio po trzy miesiące, i to w "najszybszych" sądach:


                                  Nie powiedziałabym ze Sąd w Warszawie jest "najszybszym Sądem", ja pracowałam w zwykłym Sądzie Rejonowym w powiatowym miasteczku, sprawy o kontakty z dziećmi były rejestrowane i już tego samego dnia lub w ciągu kilku dni był wyznaczany termin. jeżeli na pierwszym terminie doszło do porozumienia to sprawa się kończyła, ale gdy rodzice są tak zacietrzewieni i mają w naturze więcej warcholstwa i oszołomstwa niż norma przewiduje to niestety trwa to miesiącami i latami i to bynajmniej nie z winy Sądu tylko np. tego ze na opinię z RODK czeka się bardzo długo. autorka wątku nie mieszka w wielkiej aglomeracji więc ma realne szanse na to, aby sprawa szybko trafiła na wokandę. Dodam jeszcze że wbrew temu co myślą zwykli śmiertelnicy sędziom zależy na jak najszybszym zakończeniu takich spraw i to nie tylko z uwagi na dobro dziecka ale i z tzw. względów statystycznych. Ci co myślą że pracownicy Sądu (zwymiotowany pewnie napisał by że instytucji bardzo ciemiężącej zwykłych obywateli) mają cholernie dużo pracy, co miesiąc sporządza się sprawozdania (ile spraw wpłynęło, ile zostało zakończonych, w jakim czasie zostało zakończonych, ile czasu minęło od wpłynięcia sprawy do wyznaczenia terminu pierwszej rozprawy itd), jeżeli statystyki wykazują opóźnienia to sędziowie są wzywani na dywanik. Jeżeli ktoś nie miał styczności z tym wszystkim to nie ma zielonego pojęcia jak to wygląda, a sugerując się jakimś artykułem w internecie tylko wykazuje swój brak obiektywizmu. Jeżeli chodzi o sprawę mojego męża to została zakończona na pierwszym terminie, choć sama sprawa trwała ponad 1,5 godziny. Niedługo minie 5 lat i w sumie młody jest u nas kiedy chce, nikt nie trzyma się sztywno tamtejszych ustaleń.


                                  zwymiotowany napisał:
                                  > Dokładnie to samo jej sugerowałem, kiedy zapytała o konta
                                  > kty
                                  - jak chce mieć szybko rozpatrzoną sprawę, to niech dogada się z port
                                  > ierem.
                                  > Sam już nie wiem, czy na większego bełta nachodzi mnie po przeczytaniu rewelacj
                                  > i zalinkowanych przez Anable, czy na widok wypowiedzi kolejnych reprezentantek
                                  > Systemu.


                                  Tak szczerze to uśmiałam się z twoich uszczypliwości, chyba jesteś facetem bardzo skrzywdzonym przez wymiar sprawiedliwości ze pałasz do niego i urzędników ziejącą nienawiścią.
                                  Po pierwsze: pracownicy sekretariatów posiadają wiedzę teoretyczną jak również praktyczną jeżeli chodzi o zakres spraw prowadzonych w danym wydziale. Jeżeli przychodzi do nas ktoś z problemem to potrafimy udzielić mu informacji co ma robić dalej, gdzie ma złożyć pozew, wniosek (nie zawsze Sąd Rejonowy jest miejscem właściwym, czasami jest to Sąd Okręgowy), potrafimy dać wzór wniosku, pozwu, potrafimy spokojnie i rzeczowo pomóc. Jeżeli sprawy są trudne i zawiłe to mówimy wprost że najlepszym rozwiązaniem jest pójście do prawnika.

                                  Ps. Nie pracowałam w wydziale rodzinnym (choć miałam tam praktyki i czasami chodziłam protokołować za koleżankę) i tak szczerze mówiąc nawet chodząc na sprawy karne nie spotkałam się nigdy z takim poziomem chamstwa, wulgarności i braku kultury jak właśnie na sprawach w wydziale rodzinnym. Ludzie czasami przechodzili samych siebie w "dokopywaniu" swoim "byłym" bliskim. Po całym dniu pracy na sali sądowej byłam bardzo wypruta psychicznie. zwymiotowany nie znam twojej historii ale mam nadzieję że ty i twoi koledzy nie dostarczaliście urzędnikom takich wrażeń wink
                                  • nieszufladkowalny Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 20.01.13, 11:04
                                    mamawojtuska79 napisała:

                                    > jeżeli na pierwszym terminie doszło do porozumienia to sprawa się kończyła, ale gdy
                                    > rodzice są tak zacietrzewieni i mają w naturze więcej warcholstwa
                                    > i oszołomstwa niż norma przewiduje to niestety trwa to miesiącami i latami

                                    Gdyby matka mojego dziecka swego czasu pozwalała na kontakty z dzieckiem, to sam bym się z nią dogadał a nie zakładał sprawę w sądzie. Sąd nie był mi do szczęścia potrzebny. Ale nie pozwalała, bo wymyśliła sobie, że od teraz ma nowego męża, a dziecko będzie miało nowego ojca, podobnie jak być może mąż autorki tego wątku wymyślił sobie, że ma nową parterkę i biologiczna matka już nie jest do niczego dzieciom potrzebna. W takich sprawach, gdzie jeden z rodziców jest zdeterminowany na niedpuszczenie do kontaktów nie ma szans na porozumienie na pierwszej sprawie i zawsze zacznie obrzucać tego drugiego błotem.

                                    > bynajmniej nie z winy Sądu tylko np. tego ze na opinię z RODK czeka się bardzo
                                    > długo.

                                    No tak, zawsze winna jest jakaś inna isntytucja. RODK to też elemnt systemu rodzinnego.


                                    > Jeżeli ktoś nie miał styczności z tym wszystkim to nie ma zielonego pojęcia
                                    >jak to wygląda, a sugerując się jakimś artykułem
                                    > w internecie tylko wykazuje swój brak obiektywizmu.

                                    To jest artykuł z Rzeczpospolitej, która zawsze miała bardzo dobry dział prawny, a poza tym ten artykuł jest o tym, że sąd na Mokotowie został zinformatyzowany i od tej pory działa dużo sprawniej - tylko tyle.
                                    Czyżbyś nerwowo usiłowała podważać wszystko co przytaczam ?
                                    • nieszufladkowalny Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 20.01.13, 11:05
                                      mamawojtuska79 napisała:
                                      >Dodam jeszcze że wbrew temu co my
                                      > ślą zwykli śmiertelnicy sędziom zależy na jak najszybszym zakończeniu takich sp
                                      > raw i to nie tylko z uwagi na dobro dziecka ale i z tzw. względów statystycznyc
                                      > h. Ci co myślą że pracownicy Sądu (zwymiotowany pewnie napisał by że instytucji
                                      > bardzo ciemiężącej zwykłych obywateli) mają cholernie dużo pracy, co miesiąc
                                      > sporządza się sprawozdania (ile spraw wpłynęło, ile zostało zakończonych, w jak
                                      > im czasie zostało zakończonych, ile czasu minęło od wpłynięcia sprawy do wyznac
                                      > zenia terminu pierwszej rozprawy itd),

                                      Więc Ty masz dużo pracy z wypełnianiem tabelek i tworzeniem statystyk, a sędziom "zależy" ?? A co to kogo obchodzi, wyobraź sobie że idziesz do banku po SWOJE pieniądze, a tam ci mówią, że dziś ci nie wypłacą, bo im się system popsuł. Przychodzisz następnego dnia, mówią ci to samo. A co to cię obchodzi, co cię obchodzi że oni "się starają" naprawić i jak bardzo ZACIETRZEWIONA byłabyś po tygodniu ??? Oczywiście w prawdziwym świecie taki bank nie utrzymałby się na rynku nawet przez pół roku, bo klienci poszliby do innego. Otóż ojciec pozbawiony kontaktów nie ma innej możliwości jak przyjść do Twojego sądu, z tej prostej przyczyny że innego sądu nie ma w mieście. Nie jego wina, że Ty razem z panią sędzią i panią kurator najchętniej wyekspediowałybyście go na księżyc, albo niech sobie stanie pod dziecka szkołą, jak chce je zobaczyć, tylko niech już nie zawraca tyłka.

                                      > jeżeli statystyki wykazują opóźnienia to sędziowie są wzywani na dywanik.


                                      No i co wynika dla sędziego z tego dywanika ? Ja jak nie oddam kodu na czas i zawalę terminy, to mam na karku Project Managera, Project Manager jak nie skończy na czas projektu, to ma na karku Zarząd, dla którego ten projekt jest istotny ze względu na poprawę jakości oferty, a Zarząd odpowiada przed Akcjonariuszami, których interesują wyniki. Nie ma wyników - nie ma premii, nie ma wyników - firma przestaje być na rynku konkurencyjna, więc być może nie ma nawet pracy. Tak to działa w prawdziwym świecie. Tymczasem prezes sądu powie raz na rok do sędziego "wicie, rozumicie, ostania wizytacja nie wypadła pomyślnie, trzeba by poprawić statystki", sędzia odpowie "tak, tak, jest ciężko Panie Prezesie, jest dużo pracy, ale postaramy się postarać", potem zrobią misia, rozejdą się i po sprawie, nikt nikomu trzynastki nie zabierze i nikt sędziego nie zwolni.

                                      • nieszufladkowalny Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 20.01.13, 11:09
                                        mamawojtuska79 napisała:
                                        > Po całym dniu pracy na
                                        > sali sądowej byłam bardzo wypruta psychicznie. zwymiotowany nie znam twojej hi
                                        > storii ale mam nadzieję że ty i twoi koledzy nie dostarczaliście urzędnikom tak
                                        > ich wrażeń wink

                                        Od wielu lat pracuję w branży ubezpieczeniowej. W firmach o znanych, zaufanych markach i logach dobrze rozpoznawalnych z reklamówek w TV.
                                        W poprzedniej firmie czasami aż żal było patrzeć w monitor, jak życiowe oszczędności poszczególnych klientów topniały w oczach, z jednej strony zjadane przez kryzys, z drugiej dobijane przez nasze opłaty i prowizje dla doradców finansowych. Szczególnie na tzw. polisolokatach, skonstruowanych tak, żeby ludzie nie mogli się z nich wycofać (chyba że praktycznie z nicznym w stosunku do tego co włożyli). Oczywiście przy zerowym ryzyku z naszej strony. Jakieś efekty kryzysu dla nas ? Co z tego, że sprzedaż trochę spadła, wynik finansowy i tak nigdy nie był tak rewelacyjny. Specjaliści od tzw. inżynierii finansowej po najlepszych szkołach ekonomicznych w kraju i z zachodnimi dyplomami MBA dobrze wiedzieli jak zabezpieczyć kapitał firmy i zachować wysokie premie. Nie wyobrażasz sobie jaką korespondencję potrafili kierować ludzie, którzy uważali że zostali zrobieni w balona, w sądzie byłoby to nie do pomyślenia, bo sąd natychmiast nałożyłby grzywnę. Mógłbym sporo napisać o grzeszkach tej branży.
                                        Do czego jednak zmierzam - otóż zauważyłem, że urzędnicy są pozbawieni podobnego krytycyzmu w ocenie swojego pracodawcy.
                                        Urzędnik zawsze będzie twierdził, że urząd (czy to będzie powiatowy wydział komunikacji, czy ministerstwo czy sąd) działa doskonale, zgodnie z wszystkimi założeniami i decyzjami administracyjnymi. I urząd chce bardzo dobrze dla ludzi, tylko ludzie są źli. Jeśli coś się przedłuża, idzie nie tak jak trzeba, to kto jest temu winien ?
                                        Winien temu jest oczywiście zacietrzewiony petent.
                                        • mamawojtuska79 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 20.01.13, 12:46

                                          > Do czego jednak zmierzam - otóż zauważyłem, że urzędnicy są pozbawieni podobneg
                                          > o krytycyzmu w ocenie swojego pracodawcy.
                                          > Urzędnik zawsze będzie twierdził, że urząd (czy to będzie powiatowy wydział kom
                                          > unikacji, czy ministerstwo czy sąd) działa doskonale, zgodnie z wszystkimi zało
                                          > żeniami i decyzjami administracyjnymi. I urząd chce bardzo dobrze dla ludzi, ty
                                          > lko ludzie są źli. Jeśli coś się przedłuża, idzie nie tak jak trzeba, to kto je
                                          > st temu winien ?
                                          > Winien temu jest oczywiście zacietrzewiony petent.

                                          Ja nie jestem pozbawiona krytycyzmu jeżeli chodzi o ocenę swojego pracodawcy, wiem ze dużo trzeba zmienić, ale od tych zmian nie jestem ja tylko ci co stanowią prawo. Jeżeli jedna ze stron konfliktu nie przejawia nawet najmniejszego cienia dobrej woli to co możemy zrobić, co może zrobić sędzia, kurator albo ja. Może mamy wybatożyć wyrodną matkę na placu przed Sądem, zakuć ją w dyby? Dodam tylko ze czasami aby ta druga strona zmieniła zdanie wystarczy to że ta pierwsza strona zwyczajnie zmieni ton głosu.

                                          Czytając twoje spostrzeżenia to mam wrażenie ze upatrujesz winę we wszystkim, zły jest system, sędziowie, urzędnicy, może popatrz w głąb siebie.
                                      • mamawojtuska79 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 20.01.13, 12:34
                                        > Więc Ty masz dużo pracy z wypełnianiem tabelek i tworzeniem statystyk, a sędzio
                                        > m "zależy" ?? A co to kogo obchodzi, wyobraź sobie że idziesz do banku po SWOJE
                                        > pieniądze, a tam ci mówią, że dziś ci nie wypłacą, bo im się system popsuł. Pr
                                        > zychodzisz następnego dnia, mówią ci to samo. A co to cię obchodzi, co cię obch
                                        > odzi że oni "się starają" naprawić i jak bardzo ZACIETRZEWIONA byłabyś po tygod
                                        > niu ??? Oczywiście w prawdziwym świecie taki bank nie utrzymałby się na rynku n
                                        > awet przez pół roku, bo klienci poszliby do innego. Otóż ojciec pozbawiony kont
                                        > aktów nie ma innej możliwości jak przyjść do Twojego sądu, z tej prostej przycz
                                        > yny że innego sądu nie ma w mieście. Nie jego wina, że Ty razem z panią sędzią
                                        > i panią kurator najchętniej wyekspediowałybyście go na księżyc, albo niech sobi
                                        > e stanie pod dziecka szkołą, jak chce je zobaczyć, tylko niech już nie zawraca
                                        > tyłka.

                                        Pisałam już wcześniej że pewnych terminów, procedur się nie przeskoczy, choćby nie wiem co się działo. Rozwiązaniem tego mogą być zmiany w prawie, bo to które obowiązuje tego nie ułatwia. Jeżeli ty podchodzisz do wszystkich jak do wrogów, którzy cię chcą wyekspediować na księżyc to najwidoczniej masz problem. Ja nigdy nie traktowałam swojej pracy jako coś uciążliwego a petentów jak zło konieczne które "zawraca tyłek".

                                        > No i co wynika dla sędziego z tego dywanika ? Ja jak nie oddam kodu na czas i z
                                        > awalę terminy, to mam na karku Project Managera, Project Manager jak nie skończ
                                        > y na czas projektu, to ma na karku Zarząd, dla którego ten projekt jest istotny
                                        > ze względu na poprawę jakości oferty, a Zarząd odpowiada przed Akcjonariuszami
                                        > , których interesują wyniki. Nie ma wyników - nie ma premii, nie ma wyników - f
                                        > irma przestaje być na rynku konkurencyjna, więc być może nie ma nawet pracy. Ta
                                        > k to działa w prawdziwym świecie. Tymczasem prezes sądu powie raz na rok do sęd
                                        > ziego "wicie, rozumicie, ostania wizytacja nie wypadła pomyślnie, trzeba by pop
                                        > rawić statystki", sędzia odpowie "tak, tak, jest ciężko Panie Prezesie, jest d
                                        > użo pracy, ale postaramy się postarać", potem zrobią misia, rozejdą się i po sp
                                        > rawie, nikt nikomu trzynastki nie zabierze i nikt sędziego nie zwolni.
                                        >

                                        Z "dywanika" może wynikać to, że sędzia nie dostanie nagrody, nie dostanie awansu. Przed Prezesem tłumaczy się Przewodniczący wydziału, a Prezes tłumaczy się wyższej instancji. Karą dla sędziego może być np. przesunięcie do innego wydziału a praca w każdym wydziale bardzo różni się od siebie. Tak się akurat składa ze na dobrych wynikach zależy każdemu, od sekretarza po Prezesa, zwłaszcza w czasach, kiedy sądy są likwidowane, zwłaszcza te które są małe i jak to pięknie nazwałeś "przestają być konkurencyjne na rynku" . Często gdy są złe wyniki to ma się co miesiąc wizytację z instancji wyżej, a nie jest to przyjemnie. Tak więc wszystkim zależy, żeby dane sprawy załatwić jak najszybciej i nie jest winą urzędników że ktoś jest uparty jak osioł i ma głęboko w czterech literach widzenia swojego dziecka z drugim rodzicem, bo zwyczajnie albo pała do niego wielką nienawiścią, chęcią zemsty, lub zwyczajnie chce większe alimenty i jest to niezły środek wymuszający.
                                    • mamawojtuska79 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 20.01.13, 12:19
                                      > Gdyby matka mojego dziecka swego czasu pozwalała na kontakty z dzieckiem, to sa
                                      > m bym się z nią dogadał a nie zakładał sprawę w sądzie. Sąd nie był mi do szczę
                                      > ścia potrzebny. Ale nie pozwalała, bo wymyśliła sobie, że od teraz ma nowego mę
                                      > ża, a dziecko będzie miało nowego ojca, podobnie jak być może mąż autorki tego
                                      > wątku wymyślił sobie, że ma nową parterkę i biologiczna matka już nie jest do n
                                      > iczego dzieciom potrzebna. W takich sprawach, gdzie jeden z rodziców jest zdete
                                      > rminowany na niedpuszczenie do kontaktów nie ma szans na porozumienie na pierws
                                      > zej sprawie i zawsze zacznie obrzucać tego drugiego błotem.

                                      Jeżeli obydwie strony są tak bardzo zdeterminowane to co może zrobić sędzia, on musi działać podług wytycznych z kodeksu, ustawy i innych aktów prawnych, nie może uprawiać "wolnej amerykanki". Mój mąż również dzięki eks nie widział dziecka przez kilka miesięcy, więc nie jesteś pierwszym i ostatnim pokrzywdzonym. Gdyby nie to że jej argumenty zostały zbijane jeden po drugim i w pewnym momencie wykazała jakieś zrozumienie do zaistniałej sytuacji to walka o widzenia trwałaby długo.

                                      >
                                      > No tak, zawsze winna jest jakaś inna isntytucja. RODK to też elemnt systemu rod
                                      > zinnego.
                                      >

                                      RODK jest elementem systemu ale nie to nie jest winą Sądu iż czekanie na termin opinii trwa tak długo z ich strony.

                                      > To jest artykuł z Rzeczpospolitej, która zawsze miała bardzo dobry dział prawny
                                      > , a poza tym ten artykuł jest o tym, że sąd na Mokotowie został zinformatyzowan
                                      > y i od tej pory działa dużo sprawniej - tylko tyle.
                                      > Czyżbyś nerwowo usiłowała podważać wszystko co przytaczam ?

                                      Jeżeli chodzi o terminy to zupełnie inaczej wygląda to w Sądach w dużych miastach i aglomeracjach miejskich a inaczej w małych sądach rejonowych na tzw. "zadupiach", gdzie wpływ spraw jest o niebo mniejszy. To jest istotna różnica. I ja nerwowo nie podważam tego co napiszesz, tylko próbuję ci uzmysłowić że inaczej jest to w Warszawie a inaczej dajmy na to w Pcimiu. Wiesz ja na serio potrafię zrozumieć twoją sytuację i sytuację innych alienowanych ojców, wiem przez co przechodził mój mąż.
                                      • nieszufladkowalny Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 20.01.13, 22:15
                                        Ja już odzyskałem kontakt z dzieckiem, czasami jednak zdarza mi się jeszcze wypowiedzieć
                                        w imieniu tych, którzy są na tyle przybici i zrezygnowani, że nie mieliby siły na podjęcie dyskusji.
                                        A ostre miejscami słowa miały na celu wyłącznie zwizualizowanie namiastki emocji rodzica, który przez wiele miesięcy nie może doczekać się nawet na orzeczenie sądu w sprawie kontaktów z własnym dzieckiem.
                            • yoma Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 16.01.13, 09:18
                              Zazula, podsumowując: z jednej strony nie słuchaj kraczących "co z ciebie za matka, co oddała dzieci". Do kraczących: nie porzuciła na ulicy na zmarnowanie, tylko zostawiła z ojcem; jakie były tego przyczyny, to niczyj interes. Ich (rodziców) zbójeckie prawo i w porządku.

                              Ale z drugiej strony to, że teraz histeryzujesz i bruździsz, to nie jest w porządku.
                              • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 16.01.13, 17:17
                                > Ale z drugiej strony to, że teraz histeryzujesz i bruździsz, to nie jest w porz
                                > ądku.
                                wobec?
                                histeryzuję - tak, wpadłam w panikę, boję się realizacji "planu" mojego eks, po prostu się boję. Rozłąka z dziećmi zmusiła mnie do konsultacji z psychologiem, bo - jak twierdziłam - moja egzystencja bez dzieci nie ma sensu i wpadałam w depresję. Wcześniej ryczałam bo moje życie nie miało sensu, teraz ryczę bo jestem bezradna...
                                ale czy brużdżę?
                                • yoma Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 16.01.13, 17:29
                                  Ale jakiego planu, u licha, że rzuci next? Czy że będzie pracował jako niań? A niech sobie pracuje jak chce, niech pluje, byle dzieci utrzymał! Nie widzisz, że to histeria?

                                  I bruździsz, tak, bo obudziłaś się na hasło "Szkocja" i ratunku, drogie forum, co robić, żeby on nie wywiózł dzieci do tej strasznej Szkocji, i będziesz rzucać się pod pociąg, byle tylko nie wywiózł. A ja pytam grzecznie, w czym Szkocja gorsza od Wrocławia albo Kazimierza nad Wisłą?
            • chalsia Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 16.01.13, 10:16
              > > najprostszy sposób PRZELEW BANKOWY...
              > szkopuł w tym, że miało być do rąk własnych, do głowy by mi nie przyszło, że ta
              > k się stanie

              i to jest dowód na ograniczone możliwości umysłowe Zazuli - to jest osoba, której należy podawać instrukcję działania od "a do z" za szczegółami, łącznie z adnotacją typu "kota nie suszy się w suszarce automatycznej"
              w związku z tym, nie należy się już też dziwić, że zrobiła/postąpiła tak czy inaczej w każdej z opisywanych sytuacji
    • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 28.01.13, 10:56
      Jeśli chodzi o obawy przed wyjazdem za granicę to bardzo pomocna jest fundacja Itaka. Pomagają nie tylko po uprowadzeniu ale również doradzają co i jak aby tego uniknąć. Fundacja w przeciwieństwie do wszelkiego rodzaju forów nie dochodzi do tego, który rodzic jet "dobry" a który "zły" - po prostu chronią prawa dziecka i rodziców do regularnego osobistego kontaktu. Na dzień dzisiejszy dzieci trafiły do bazy danych, w razie kontroli na lotnisku ojciec będzie musiał okazać ważny dokument potwierdzający zgodę na ich wyjazd. W razie braku kontroli wyjadą, ale nie na długo, bo będzie trzeba podjąć kolejne kroki.
      Na sprawie o uregulowanie kontaktów będę musiała zgłosić, że istnieje ryzyko wyjazdu dzieci (a tak właściwie wyjazd jest zaplanowany) i Sąd zdecyduje czy na czas postępowania wyda zakaz opuszczania kraju/miasta czy nakaz obecności dzieci w naszym mieście na czas wyznaczonych wizyt.
      Ponadto, jeśli ojciec chce uzyskać zastępczą zgodę Sądu na wyjazd musi wykazać, że ma tam mieszkanie, pracę, szkołę dla dzieci oraz nie planuje poprzez taki wyjazd uniemożliwić kontaktów dzieci z matką, więc przedstawi planowany harmonogram i sposób kontaktu. Kontakt tylko rzez Skype lub widzenia raz na pół roku odpadają.
      • zmeczona100 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 28.01.13, 12:15
        A w czym problem, by wnosić o to, by sąd zobowiązał ojca dzieci do pokrywania Twoich kosztów przelotu i pobytu w związku z kontaktami z dziećmi? Raz w miesiącu na kilka dni? Albo, aby był zobowiązany np. do dowożenia ich do Ciebie na kilka dni w miesiącu?

        W Polsce nie ma i nie zapowiada się, aby w następnym półwieczu pojawiły się warunki do normalnego życia. To dlaczego odmawiać dzieciom prawa do życia w normalnym kraju? Bo Ty chcesz się z nimi spotykać? A to nie możesz TAM, tylko musi być to TUTAJ?
        • zazula2007 Re: Można uniemożliwić wyjazd dzieci za granicę? 29.01.13, 11:43
          > A w czym problem, by wnosić o to, by sąd zobowiązał ojca dzieci do pokrywania T
          > woich kosztów przelotu i pobytu w związku z kontaktami z dziećmi?
          Jeśli chce wyjechać to powinien to zrobić z pisemną zgodą a nie samemu decydować. On chce wyjechać bez mojej zgody, zrobić wszystko żeby dzieci o mnie zapomniały i nigdy więcej mnie nie zobaczyły. To o jakich Ty przelotach mówisz? On mi nie poda adresu ani żadnego innego kontaktu, więc pytam o jakich Ty kontaktach mówisz? Zanim ja o coś wniosę to ich tutaj nie będzie i nic nie zrobię, ocknij się trochę.

          > To dlaczego odmawiać dzieciom prawa do życia w normalnym kraju?
          Żyją w normalnym kraju, niczego im nie brakuje, a ja nie bronię im żyć w "lepszym(?)" kraju. Będzie zgoda na wyjazd, będą zapewnione kontakty - proszę bardzo.

          > Bo Ty chcesz się z nimi spotykać?
          jestem matką, rodzicem, a każdy rodzic ma prawo i obowiązek do regularnych osobistych kontaktów z dzieckiem. Nie chcę się z nimi "spotykać" tylko realizować swoje prawa i obowiązki. Kapujesz, czy dalej masz problemy z realnym myśleniem?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja