do kubka: dziecko a kasa

18.01.13, 15:40
Witaj, pisze tu, jak ktoś inny nie będzie chciał to nie przeczyta wink

Cieszę się, że sporo zarabiasz.
Jeżeli twój ex zarabia podobnie i podziela twoje zdanie n/t wydawania pieniędzy na dziecko , to po sprawie da Ci miesięcznie 5500 i koniec.

Jeżeli twój Ex chciałby móc tyle dawać na dziecko a nie ma ; ma dwa wyjścia, może płakać z żalu albo zacząć więcej zarabiać.

Prawnie uzasadnione potrzeby zdrowego dziecka na miesiąc mieszczą się mniej więcej 2 000 - 2400 czyli 1000 -1200 na rodzica. Reszta to fanaberia.

Moje zdanie nt twojego wątku jest nieco off-top.
1. dziecko ma napięty do ostateczności grafik tygodniowy, nie ma czasu na pomyślenie i nicnierobienie. A to dla dziecka jest ważne. Bardzo ważne. Wyp... konie i zredukuj tenis do polowy. Narty 1 w roku Włochy i będzie cacy . Pojedz do Hiszpanii i wynajmij samochód a nie kupuj miejsce w hotelu.
Zamień konia na wspólny spacer i nicnierobienie.
Gadżety do sporu i sport nie zastąpią uciechy ze słońca na śniegu i leżenia w śniegu i picia herbaty.
Wrzuć na luz.

2. Uważam, że nie należy wydawać takich pieniędzy na dziecko bez względu na to ile się zarabia, to je demoralizuje.
Powiedz mu czasem: nie to za drogie, buty kupimy używane a potem idź i kup sobie krem za 2500.

Pewnie napisałam mało popularnie.. trudno.
Juz jestem w takim czasie, że zaczynam zbierać efekty takiego wychowania. polecam.

Nie dziw się, że inni się wkurzają, jak twój koń kosztuje tyle co ich budżet na dom ... tak jest dookoła, że najtrudniej akceptować nie porażki innych tylko powodzenie.
ten co Ci pojechał o niani , może sam by chciał mieć kogoś to pomocy, tylko go nie stać... to se ulewa.
Ja bym konia ni chciała, może temu mi się wygodniej pisze wink

    • ekscytujacemaleliterki Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 15:51
      Jakie powodzenie? W czym powodzenie?
      Powodzenie w byciu samotną matką?
      • kara_mia Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 16:28
        Samotna matka to matka jak każda inna
        Jeden jest rudy drugi łysy.
        Jeden musi myc głowę drugiemu jest zimno.
        każdego stanu są "plusy dodatnie i plusy ujemne"


      • triss_merigold6 Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 21:11
        Zaraz, zdaje się, że autorka pisała o drugim mężu i dziecku więc nie jest tak całkiem samotną matką.
    • kubekwkropki Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 16:40
      Dziękuję za rady. Pewnie rzeczywiście skończy się na podwyżce do 1000-1500zł, a może w ogóle jej nie będzie, ale może to tatę wreszcie obudzi i przypomni mu, że dziecko to coś więcej niż weekend-dwa w miesiącu spędzany z dzieckiem.
      Nie opisywałam i nie opiszę tu naszego stylu życia, wydatków (poza tymi na dziecko), stanu posiadania, zainteresowań ani przekonań politycznych smile.
      Mogę Ci za to powiedzieć, że wiele Twoich rad już dawno wprowadziłam w życie. Letni urlop od lat spędzamy w wynajętym domu gdzieś w ciepełku - dzieci mają nas wtedy tylko dla siebie. Leniuchujemy, zwiedzamy, moczymy tyłki w basenie - jesteśmy razem "bez grafiku".
      Może masz rację z zajęciami dzieci - tyle, że ja też tak żyję - i żyłam zawsze. Dla mnie "sky is the limit" - pracuję, uprawiam czynnie dwie dyscypliny sportu (wakacyjno-weekendowo ale jednak), do tego pływam, gram w tenisa, jeżdżę konno. Zaliczam "na bieżąco" przedstawienia teatralne, dużo czytam, mało śpię - taki typ smile. Może dzieci mają to po mnie smile. Ja nie narzekam na swoje życie, one też nie.
      • kubekwkropki Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 17:01
        Jeszcze jedno - wielokrotnie z ust wychowawców, trenerów, znajomych i nieznajomych słyszałam, że moje dzieci są dobrze i rozsądnie wychowane - tak, że nie jest z nimi chyba tak źle... To raczej nam się parę razy oberwało, że jesteśmy surowi i staromodni w wychowaniu (uwaga - teraz będzie atak, że znęcamy się nad dziećmi i stosujemy reżim/tresurę/tortury).
      • mayenna Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 18:09
        Naprawdę uważasz, że przy zarobkach 4000 sąd zasądzi ci więcej niż 1000 -1500 zł alimentów? Przeciez ojca zwyczajnie na to nie stać. Poza tym jak on ma sie aktywniej zajmować dzieckiem jak to dziecko nie ma czasu na bycie u ojca?
        Mogłabyś mi czasowo pokazać jak to wszystko godzisz?
        A i tak z ciekawości: co czytasz?
        • kubekwkropki Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 18:31
          Czytam głównie literaturę faktu, reportaże - bezkonkurencyjne jest wyd. Czarne (w sekrecie Ci powiem, że za Stasiuka to bym w ciemno wyszła smile, ale obydwoje jesteśmy zajęci i zakochani w swoich "połówkach") - ostatnio: "14:57 do Czyty" Miecika, "Gugarę", "Pochówek dla Rezuna", "Cygan to Cygan", niezła jest seria carta blanca "bieguny" - polecam "Gorsze Światy", 'Ruski ekstrem" i "Ruski eksterm do kwadratu", "Byłem ziemniaczanym oligarchą", niezła jest seria z różą wiatrów Wydawnictwa Śląskiego (prześmieszna "Kraina zimnolubów" i "Co Finowie maja w głowie"). Prócz tego chyba standard - Tokarczuk, Joanna Bator ("Ciemno, prawie noc" mną wstrząsnęło), Kuczok (czeka na mnie "Poza światłem"). Brnę przez "Łaskawe" ale to lektura, którą sobie dawkuję - dla mnie za jednym zamachem za trudna emocjonalnie. Lubię (nawet bardzo) Alice Munro. Kocham "Shantaram". Uwielbiam Billa Bryson'a. Dłuuugo tak mogę smile.
          • kubekwkropki Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 18:45
            Nie wiem jak Ci to opisać - jak to godzę. Normalnie. W tygodniu dzieci mają szkołę/przedszkole i zajęcia dodatkowe (w odległości spaceru od domu lub w domu). Kończą wszystko ok 19:00 (z przerwą na obiad, lekcje - wtedy z reguły się widzimy). Ja albo jestem po południu (często pracuję wtedy w domu), albo jest niania. Wszyscy spotykamy się na pewno ok. 19:00 na kolację i jesteśmy razem do 21:00- potem dzieci idą spać, a my mamy czas dla siebie. W weekendy - zależy od pory roku, natężenia pracy, tego czy dziecko jest z nami - ale raczej aktywnie i poza domem. Żelazne punkty rocznego programu to narty, letni urlop, wyjazd językowy i długie weekendy - jeden (majowy) prawie zawsze w Polsce, jeden - (listopadowy) zawsze w jakiejś europejskiej stolicy/dużym mieście. Zimowe weekendy często w górach, letnie (nie wakacyjne raczej) - na Mazurach. Choć jak mamy ochotę, to burzymy schemat i lecimy np. na dwa dni (sb-ndz) do Londynu smile. Planowanie jest ważne smile. Staram się tak ustawić na przykład, żeby wizyty u taty wypadały w te same weekendy co filharmonia - wtedy tata dowozi na 2h dziecko.
            • mayenna Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 19:45
              Swego czasu miałam podobnie.
              Ale mnie umykało za dużo spraw związanych z dziećmi. Moje wtedy były małe. Uznałam, że jednak wazne jest dla mnie żeby z nimi być bo babcia mi je wychowa a nie ja.Poza tym miałam inna wizje rodziny niz ty.Moim zdaniem dwie godziny, gdy jeszcze sa inne sprawy to mało.Ale ja chce spędzać czas z dziećmi. Moi oprawiają sporty, ale tylko raz w tygodniu bo nie chcę żeby to było wyczynowe, raczej dla siebie to robią.Na języki tez chodzimy ale wszystko jakos tak spokojniej.
              jesteś w tym szczęśliwa?
              Nie męczy cię ten galop?
            • robitussin Re: do kubka: dziecko a kasa 19.01.13, 18:50
              kubekwkropki napisała:

              > Nie wiem jak Ci to opisać - jak to godzę. Normalnie. W tygodniu dzieci mają szk
              > ołę/przedszkole i zajęcia dodatkowe (w odległości spaceru od domu lub w domu).
              > Kończą wszystko ok 19:00 (z przerwą na obiad, lekcje - wtedy z reguły się widzi
              > my). Ja albo jestem po południu (często pracuję wtedy w domu), albo jest niania
              > . Wszyscy spotykamy się na pewno ok. 19:00 na kolację i jesteśmy razem do 21:00
              > - potem dzieci idą spać, a my mamy czas dla siebie. W weekendy - zależy od pory
              > roku, natężenia pracy, tego czy dziecko jest z nami - ale raczej aktywnie i po
              > za domem. Żelazne punkty rocznego programu to narty, letni urlop, wyjazd języko
              > wy i długie weekendy - jeden (majowy) prawie zawsze w Polsce, jeden - (listopad
              > owy) zawsze w jakiejś europejskiej stolicy/dużym mieście. Zimowe weekendy częst
              > o w górach, letnie (nie wakacyjne raczej) - na Mazurach. Choć jak mamy ochotę,
              > to burzymy schemat i lecimy np. na dwa dni (sb-ndz) do Londynu smile. Planowanie j
              > est ważne smile. Staram się tak ustawić na przykład, żeby wizyty u taty wypadały w
              > te same weekendy co filharmonia - wtedy tata dowozi na 2h dziecko.

              I gdzie w tym wszystkim ma się znaleźć ojciec? Przychodzić do Was po godz. 19:00?
          • mayenna Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 18:57
            Za alkoholika bym nie wyszła.A w prasie była seria artykułów o Stasiuku i Czarnym więc protekcjonalne wyznanie sugerujące że go znasz jest zabawne. Tez miałam okazję poznać chociaz ja akurat prowincjonalna ges jestemsmile

            Mamy podobny gust.
            Oprócz tej beletrystyki. Ostatnio nie czytam jej.
            • kubekwkropki Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 19:16
              Nie wiem, gdzie znalazłaś protekcjonalne sugerowanie czegokolwiek. Stasiuka znam tylko z lektur, wywiadów prasowych, i relacji z Nike (gdy dostał za "Jadąc do Babadag"). Na żywo widziałam raz - na targach książki w PKiN. A szkoda.
              • kubekwkropki Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 19:19
                I jeszcze Terzaniego lubię, choć bywa, że przesadza z patosem.
              • mayenna Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 19:54
                Mnie z beletrystyki aktualnie fascynuje Jelinek.
                Mam nawrót do fantastyki i zaczytuję sie Dukajem. Ma świetne koncepcje futurologiczne.
                i chyba się złamię i zajrzę w Greyasmilebo robi furorę i ponoć wciąga.
                • kubekwkropki Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 20:12
                  Grey jest beznadziejny moim zdaniem - ja przebrnęłam z trudem przez 100 stron - pisany z nieznośną pensjonarską manierą rodem z XIXw powieści dla dorastających panien. Ona się płoni, jego męskość niepokojąco nabrzmiewa, oczy ciskają mroczne spojrzenia, jej biust faluje, w łonie czuje narastające wibrowanie i płeć oblewa się rumieńcem, gdy omdlewa z rozkoszy... A potem och, ach i ziemia w posadach drży. Oklaski. Słaba pornografia podlana sosem z Jane Austin. Mnie na początku rozśmieszała, a potem znużyła - ile można.
                  A co do Stasiuka, to niestety (albo stety) mam skrywaną słabość do mrocznych chłopców z błyskotliwym intelektem - Warlikowski też na mnie działa nieodparcie (i też niestety trwale zajęty wink - nie, nie znam osobiście, ale należę do "zakonu ortodoksyjnych fanów".

                  • mayenna Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 20:15
                    Nie czytuję tego typu literatury w ogóle. ale ciekawi mnie ten fenomen: wszyscy czytali lub czytają Greyasmile
                  • kara_mia Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 20:28
                    się pisze:
                    "śmigała przez oblicza mężczyzn biczem ognistego spojrzenia "
                    oraz
                    "żądzą falowało jej łono"

                    Nihil novi
                    Rodziewiczówna pisała z setkę temu?

                    BTW: jak ja bym chciała zobaczyć jak łono faluje...

                    • kubekwkropki Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 20:37
                      "Waldemar szedł przez park szeleszcząc zeschłym liściem" - no, to są mniej więcej te klimaty.wink
                      • mayenna Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 20:47
                        Ale to juz było! De Sade w podobnym tonie pisałsmile
                        Fanny Hill takoż. Czemu ludziska to czytają i to niegłupie nawet i uważają że wciąga bo tego trzy tomy jestsmile
                        • kubekwkropki Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 21:25
                          Eee, Sade to zupełnie inna półka. W swoim czasie szokował, reprezentował pewien ruch filozoficzny, a i literacko jednak nie powodował mdłości (choć to pewnie zależy od przekładu). Ja nie gustuje bynajmniej, ale doceniam.
                          • tomek_abc99 Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 21:34
                            kobieto, czy znasz słowo "próżność" ?
                            Jesteś taka cool , że ex może tylko się cieszyć, że nie musi z taką cool kobietą żyć
                          • mayenna Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 21:38
                            Nie doceniam go, ot taka ciekawostka. Filozoficznie tez kiepściutki.A czy szokował? chyba juz nie mnie i nie moje pokolenie.
                            Ale ja gustuję w filozofii starożytnej.
                            • kubekwkropki Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 22:03
                              Wiesz, mnie chodziło o to, że szokował swoich współczesnych - wtedy jak go z zamku Lacoste wyciągnęli i do Bastylii wsadzili - i pisał na tym papierze toaletowym w lochu. Podstawy Libertynizmu.
              • mayenna Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 19:59
                Tak napisałaś o nimsmile
                W Dukli wszyscy go znają.
                Cergowa była do sprzedania za milion i jakbym go miała to kopiłabym natychmiastsmile
    • zmeczona100 Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 18:32
      Ja mam tylko jedno pytanie- skąd Twoje przeświadczenie o tym, że to, co proponujesz, jest optymalne, czyli najlepsze dla Kubka i jej dziecka?

      No dobra, jeszcze jedno- naprawdę uważasz, że dorosłej osobie, której w dodatku nie znasz, powinnaś narzucać, co ma zrobić, jak żyć, odpoczywać itp.?

      tak tylko pytam, bo dotąd żyłam w przeświadczeniu, że o tym, jak żyć, to wiem tylko odnośnie mojego życia. No i że nie zagląda się do cudzego portfela.
      • kara_mia Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 20:07
        wrzucić na luz... jest optymalne dla każdego. Ciebie , mnie i pozostałe 100 % forum.
        Nie zauważyłam swojego zaglądania do portfela.
        • mamamalegomisia Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 20:56
          a propos natężenia zajęć: kubek napisała że pasuje im to (w tym dzieciom) i po "przeglądzie" znajomych doszłam do wniosku że mam w swoim otoczeniu trochę takich osób. Dla mnie trening dziecka 2 razy w tygodniu to stres że mam (poza pracą) jeszcze gdzieś zdążyć i coś robić "na gwizdek", a np.mój kolega ma codziennie po pracy jakieś zajęcia (swoje lub dzieci) i każdy weekend wypełniony różnymi zajęciami w ten sposób że chodzi z jednych na drugie z przerwą na obiad. To chyba kwestia temperamentu bo wydaje się z tym szczęśliwy i jak zdarzał się nam jakiś wspólny z innymi znajomymi bardziej leniwy wyjazd to dosłownie go roznosiło i koniecznie chciał coś organizować. Chyba po prostu jedni mają tak, a inni inaczej i czego innego potrzebują bo nie sądzę aby ktoś za własne pieniądze umartwiał siebie i rodzinę - po co ?
          • mayenna Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 21:27
            Nie chodzi o umartwianie, ale o to ze dziecko do rozwoju potrzebuje mieć czas dla siebie na poleniwienie się, na jakies bzdury, na posiedzenie z rodzicami i porobienie wspólnie różnych rzeczy. Moim zdaniem dziecko też powinno mieć obowiązki w domu, brać udział w pracach domowych. Mnie jeszcze w tym wszystkim brak codziennego czasu tylko dla męża.
            Miedzy ta 19 a 21 dziecko jeszcze musi poćwiczyć grę na instrumencie i odrobić lekcje, poczytać lekturę. Nie ma czasu wolnego, który musiało by samo sobie wypełnić, mało czasu na bycie z rodzicami i zajęcia z nimi nie takie treningowo - urlopowe, ale domowe, wspólne. I ja nie wierzę, że nasza autorka jest tryskająca energią i świetnym humorem przez 16 godzin na dobe i ma czas na wszystko bo sie tak cudownie organizuje i nie sypia prawie.
            Każdy kto chociaz trochę żył na takich obrotach wie, że po 12 godzinach pada się na pysk i chce się tylko zeby dzieci już spać poszły, a nie się z nimi konwersuje i uprawia życie rodzinne.
            Mnie jeszcze zastanawia rola ojca i męża w tej rodzinie.
            • tricolour Żadnego ojca i męża nie ma... 18.01.13, 21:46
              ... to jest esencja w jednym zdaniu, powód "podwyżki" alimentów i potrzeba chwalenia się czym popadnie: "Chalsiu - ja jestem powoli zmęczona tym, że robię wszytko, płacę za wszystko, organizuję też właściwie wszystko - prosiłam wielokrotnie o różne rzeczy - niestety"

              • kubekwkropki Re: Żadnego ojca i męża nie ma... 18.01.13, 21:49
                A za to to by się mój mąż na Ciebie obraził. Serio, serio.
                • tricolour Z czego wniosek, że bym go dotknął. 18.01.13, 21:57
                  A że jestem przekonany, że dojrzałego człowieka nie można dotknąć pomyłką (ewentualnie rozbawić), to z obrazy wnioskuję, że ma rodzinę w dupie.
                  • kubekwkropki Re: Z czego wniosek, że bym go dotknął. 18.01.13, 22:01
                    Dobrze, dobrze. Ma w du.pie. Albo nie ma - jak wolisz. Jest pod pantoflem. Terroryzuje całą rodzinę. Zdradza, jest zdradzany. W ogóle go nie ma. Jak wolisz. A tak w ogóle idź już sobie stąd. Tak fajnie zaczynała się rozwijać dyskusja o książkach - a ty łazisz i nudzisz.
                    • tricolour Możesz mnie poprosić o opuszczenie forum... 18.01.13, 22:09
                      ... każda inne forma jest z automatu odrzucana. Ty masz prawo prosić, ja mam prawo odmówić.

                      Kapitalik Ci się omsknął. Tracisz afekt... brylanty tracą moc.
              • wipsania Prawdopodobnie masz rację - fortepianu też nie ma 19.01.13, 03:39
                Na ematce autorka napisała, że ex "Nie interesuje się też jak to się dzieje, że dziecko mówi po angielsku z ładnym akcentem, jest demonstratorem FIS w narciarstwie i gra coraz więcej koncertów b-moll. Ale chętnie się tym chwali kolegom, ba zasugerował mi (a właściwie dziecku) LEPSZY jego zdaniem instrument - na sugestiach naturalnie się skończyło (bo przecież u niego dziecko jest rzadko, ćwiczy codziennie - a instrument gabarytowo do m3 się nie mieści). "
                Co do FISu nie wypowiadam się, bo nie mam pojęcia czy są tam jacyś demonstratorzy ale te KONCERTY B-MOLL ją zdradziły. Czy sprowadza mu - temu dziecku znaczy - nie znalazłam nigdzie podanego wieku ale ja o np 17 latku nie pisałabym jako o "dziecku" (zwłaszcza z nianią) - Filharmoników Berlińskich do towarzyszenia w koncertach? Pewnie to tylko taka metafora była ale dlaczego czasem takie szczegóły jak BioMarine a tu "coraz więcej koncertów b-moll? Paradne
                Zeby było jasne dla osób nie zajmujących się muzyką klasyczną na codzień: koncert (mówimy tu o fortepianie) jest utworem granym z orkiestrą symfoniczną a znany jest koncert b-moll Czajkowskiego i potem długo, długo nic.

                Jeszcze co do Greya. Ja czytałam całość - musiałam ze względów zawodowych i jakkolwiek jest coś poniżej literatury, jest napisane językiem prostym, dzisiejszym, bez falujących łon. Tłumaczenia na polski nie znam - słyszałam, że nie jest takie złe...

                Troll albo właśnie nowa osoba na etacie, coby forumy rozruszać

                Na ematce wcześniej padło ale tu było weselej
                • wipsania Re: Prawdopodobnie masz rację - fortepianu też ni 19.01.13, 03:40
                  jakkolwiek jest to coś poniżej
                • mayenna Re: Prawdopodobnie masz rację - fortepianu też ni 19.01.13, 08:23
                  Tak mi się z tymi koncertami kołatało, ale znawcą nie jestem.

                  Kubek zaprasza na kawę więc można się przekonać czy to troll czy nie. A bez dostępu do google może być interesującosmile
                • mayenna Re: Prawdopodobnie masz rację - fortepianu też ni 19.01.13, 08:30
                  Sporo inteligentnych osób ma podobne zdanie na temat Greya i dlatego rozważam przeczytanie. Jakby ktoś z forumowiczów miał pobyczyć, to chętnie skorzystamsmile
                • mirmunn Re: Prawdopodobnie masz rację - fortepianu też ni 19.01.13, 09:32
                  No i droga koleżanko, zaraz Kubek nam napisze, że jednak nie spotka się z osobami, które ją mieszają z błotem i wszystko odwołuje. Tak jak na emamie napisała zaraz po podsumowaniu jej jako nowego "rozruszacza forum" , że idzie do adwokata i nie będzie więcej pisać.
                  Przeniosła się tu i zaczęła nowy wątek trochę lepszą strategią - obrażania i wywyższania się, co daje więcej wpisów.
                  Jednak rady nie poszły w las, pani się "wyrabia"...smile

                  Następny wątek będzie, jak w sądzie/na spotkaniu z adwokatem ex się na nią rzucił, a ona uciekła, łamiąc obcasy od Jimmy Choo i gubiąc bezpowrotnie szal Burberry, jednak odzyskując zimną krew przyłożyła mu Birkin między oczy i zabarykadowała się w swoim SUVie ze skiboxem, wzywając pomoc przez satelitę (opcja SUVA- tylko na zamówieniesmile. I jeszcze na końcu zeskanuje na to wszystko paragonysmile

                  • mirmunn Re: Prawdopodobnie masz rację - fortepianu też ni 19.01.13, 11:14
                    A pod starym nickiem dorotamagdziak pól roku temu pisała o lekcjach pianina, nie fortepianu.
                    Nie znam się na nauce gry, ale pianino chyba nawet w m-3 się zmieści.

                    A poza tym: czy można grać/ćwiczyć koncerty fortepianowe na pianinie? Czy nie jest tak, że ponieważ są to 2 różne instrumenty to są też 2 różne tryby nauki? (zaznaczam- nie znam się na nauce muzyki, jestem tylko słuchaczem). Z tego, co pamiętam z dzieciństwa, koleżanki chodzące do szkoły muzycznej miały pianino jako taki instrument podstawowy dla wszystkich uczniów szkoły muzycznej. Oprócz tego były zajęcia z wybranego instrumentu (jedna grała na wiolonczeli, druga na skrzypcach). I popisy/dyplomy też były z tego " indywidualnego" instrumentu, czyli skrzypiec, wiolonczeli etc i fortepianu , nie pianina.
                    Moja teściowa i znajoma, które grają, jedna nawet zawodowo- obie mają w domu fortepian, nie pianino - jedna nawet w salonie w m-3 , (co prawda w kamienicy, nie blokusmile.


                    Może kubek nie odróżnia tych dwóch instrumentów?
                    Bo przecież powinna mieć w domu wypasiony fortepian- koniecznie lepszy od tego szajsu, co ma np. Elton Johnsmile
                    Albo to kolejna ściema...
                    • wipsania Re: Prawdopodobnie masz rację - fortepianu też ni 20.01.13, 03:52
                      fortepian na koncertyLekcje fortepianu i pianina to de faco to samo. Masz w domu pianino - ćwiczysz na nim. Idziesz na lekcje do szkoły muzycznej (może w przypadku Kubka osobistego nauczyciela, który wczesniej prowadził Palecznego, Zimmermanna, Blechacza - niepotrzebne skreślić) - grasz np na fortepianie - czy co tam jest do dyspozycji. Przygotowujesz się do przesłuchania (koncertu, prezentacji) - ćwiczysz trochę na instrumencie, na którym masz zagrać ostatecznie.
                      Kristian Zimmermann woził swój własny fortepian na koncerty, co kosztowało krocie i było niesamowicie upierdliwe logistycznie ale jemu zależało. Do czasu aż w USA przetrzepali mu ten fortepian szukając nie wiem czego - może "trotylu". Rozebrali na części pierwsze i Zimmermann zapowiedział, że więcej tam nie wystąpi.

                      Nie wiem, co ma Elton John - ale można mieć krótki fortepian w mieszkaniu nawet w bloku - krótki ale po co komu w domu koncertowy - chyba tylko kubkowej progeniutrze
            • kubekwkropki Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 21:53
              No widzisz, a ja nie padam smile. Tyle, że faktycznie, nie sprzątam, nie gotuję, nie piorę, nie prasuję, nie zmywam. A, i nie robię zakupów w markecie. Dzieci też nie - no łóżka sobie ścielą i zabawki ogarniają, jak ich niania pogoni. Jest zresztą z nami już dobre 6 lat - i sobie chwali - więc znowu - może nie jesteśmy tacy STRASZNI. smile
              • paris-texas-warsaw Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 22:18
                A ja Was wszystkich rozsądzę! Wszyscy przerzucają się, kto ile z dziećmi spędza czasu, kto o której je kolację, kto co przeczytał... A widzę wszyscy na forum wieczorem sami siebie wychwalają, zamiast tymi dziećmi zająć, a Paris-Texas, która może i najmniej się dziś napracowała w domu i zagrodzie, to i tak pada, bo jeszcze wieczorem musiała się właśnie pobawić i poczytać, nie żadne Grey'e i inne takie, ale "Baśniowe podróże Nilsa.."...
                To też coś napiszę: Paris, jesteś wielkasmile))))
                • barmanka_prl Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 22:55
                  paris-texas-warsaw napisała:

                  > To też coś napiszę: Paris, jesteś wielkasmile))))

                  Jako i ta Paris Hilton. Ja musiałam wygrzebywać z worka od odkurzacza miniaturowy klocek lego. Łapy mam jeszcze brudne. Ale do czasu pielgrzymki do Klifa na kawę, co ją Kubek stawia - może się jakoś domyją.
              • mamamalegomisia Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 22:42
                a nie myślałaś aby z powodów pegagogicznych dzieci to, w rozsądnym zakresie, jednak robiły ? Uważam że jeśli kogoś stac na pomoc domową to wręcz powinien ją mieć j(no, chyba że lubuje się w pracach domowych) bo można lepiej wykorzystać czas zaoszczędzony na czynnościach domowych, z drugiej strony - czynności takie jak posprzątanie, prasowanie, pranie czy ugotowanie czegoś prostego to moim zdaniem basic w wychowaniu bo prędzej czy pózniej dzieci znajdą się w sytacji że same będą musiały takie rzeczy ogarniać (np. choćby gdy wyjadą na studia do innego miasta).
              • mayenna Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 22:48
                Ale pracujesz dużo co męczy, dodatkowo też sporo robisz a doba nie jest z gumy, człowiek też. Pani do pomocy odciąża, ale i tak masz sporo na sobie. Moim zdaniem psychicznie nie da się odpocząć w takim kieracie i stresie.
                Wiesz, ja nie mowie o łózkach i ogarnianiu zabawek, ale o obowiązkach typu smieci,pies, mycie naczyń, czy odkurzanie.O pracach na wspólny celsmile O odpowiedzialności wspólnej za miejsce w którym mieszkamy.
                Skoro tacy jestescie normalni to skąd raptem ta wieża z kości słoniowej na która sie wspięłaś w poprzednim wątku? Bo teraz widac że realnie stąpasz mocno po ziemi a tam raptem nie wiesz, jak wygląda Zycie. Przeciez doskonale orientujesz sie co jest wyznacznikiem twojego statusu i za co placisz ekstra.A tam sierotka Marysia, która nie wie ile chleb kosztuje bo on ciastka jesmile Rozumiesz o co mi chodzi?


              • mayenna Re: do kubka: dziecko a kasa 18.01.13, 23:44
                Poza wszystkim to wychowanie, które fundujesz dzieciom raczej nie należy do kanonu zalecanych przez pedagogów. Fundujesz dzieciom cos co się zwie wyścigiem szczurów i tak naprawdę nie bardzo służy ich wychowaniu i rozwojowi i podejrzewam,że skoro czytasz to juz to wiesz.
                Mnie zastanawia po co? Wierzysz w ten system? Masz wewnętrzna potrzebę, żeby dzieci robiły mnóstwo rzeczy i były efektywnie zajęte?Twój perfekcjonizm?
                Autentyczna potrzeba dziecka uprawiania dwóch dyscyplin sportowych i gry na instrumencie?
                Masz taka koncepcje wychowania?A jak to jaka i czemu ona ma służyć? Chociaż to ostatnie to akurat pedagogika i psychologia dośc dokładnie wyjasniasmile
                Ale to moja ciekawość i nie musisz jej zaspokajać bo każdy wychowuje dzieci dla siebie i jak uważa za słuszne.Mnie to ciekawi z powodów osobistych bo gdybym iała takie fundusze jakie masz to moje dzieci nie chodziłyby do szkoły. Za 22 tys zatrudniłabym pedagoga i opracowała autorski program edukacji domowej, oparty na twórczej wyobraźni, wspomaganiu kreatywności i indywidulanych zainteresowaniach i predyspozycjach moich dzieci.
            • polifonia1983 Re: do kubka: dziecko a kasa 19.01.13, 00:11
              Dowalacie jej mocno i chyba nie zawsze słusznie. Ale jedno mnie zastanawia - jak Kubek chce zainteresowania ojca, jak dziecko u ojca nie bywa, a jak bywa, to w weekendy ma dodatkową filharmonię, na którą zapisała matka? Zawłaszczyła dziecko całkowicie i się dziwi, że ojciec się nie angażuje.
              • mamawojtuska79 Re: do kubka: dziecko a kasa 19.01.13, 18:04
                A ja chciałabym mieć taką kasę jaką ma kubek miesięcznie i jej problemy. U nas po opłaceniu wszystkich rachunków zostaje 1300 zł na 4 osoby. Normalnie wpadłam w depresję po przeczytaniu postów kubka. Może dla relaksu powinnam wybrać się na konie.......ups..zapomniałam że nie mam kasy.
                • zazula2007 Re: do kubka: dziecko a kasa 20.01.13, 13:21
                  > Normalnie wpadłam w depresję
                  problemy/niedobory finansowe ma każdy bez względu na zarobki. Wraz ze wzrostem zarobków zwiększają się wymagania a co za tym idzie - potrzeby. Uzależniamy się od pewnych standardów i bez nich nie potrafimy już funkcjonować. Stajemy się uzależnieni od pewnych dóbr i nagły ich brak spowodowałby upośledzenie. Obserwowałam to z bliska u mojej swego czasu koleżanki. Choć fakt faktem najbardziej odbiło się to na jej dziecku. Jej bezradność gdy rano jej padł akumulator mnie wręcz rozśmieszyła - autobusem nie pojedzie (od x lat jeździ tylko samochodem) bo wstyd, taksówki nie wezwie, bo kartą nie zapłaci, jej partner w pracy, więc też jej nie zawiezie. Do przystanku bagatela 50m i autobus co 10min a ona trzęsła się z zimna i przez pół godziny wydzwaniała po ludziach (po 5 rano!), żeby ktoś ją zawiózł do pracy. Spóźniła się, ale przyjechała samochodem...
                  O co piję? O to, że tu nie ma czego zazdrościć - tu trzeba współczuć. Wyobraź sobie co by się stało gdyby z jakichkolwiek przyczyn zabrakło Pani Kubek jej dochodu... Co powiedzieć dziecku? Jak zorganizować czas? Pobawić się z nim... a jak się można bawić z dzieckiem bez pieniędzy? etc. jednym słowem - klęska. Ona jest przyzwyczajona do swoich standardów i nie potrafi bez nich funkcjonować, zostały one również zaszczepione dzieciom, które również się od tego uzależniły i są szczęśliwe, mają to co lubią, to co dla nich jest chlebem powszednim. I trzymajmy kciuki za to, żeby nigdy im tego nie zabrakło, bo to dla nich będzie ciężki szok.

                  mamawojtuska - u nas często było mniej niż 600zł na 4. Na podstawowe potrzeby starczało - na przyjemności już nie. Tylko zależy co kto rozumie pod pojęciem przyjemności. Ja nie narzekałam, przyzwyczaiłam się do tego co miałam a przyjemnościami dla mnie były zabawy z dziećmi - tarzanie się w śniegu, budowanie zamków z piasku, lepienie z... masy solnej.

                  kubek - jeśli chodzi o podwyżkę alimentów to jak najbardziej, chociażby tak jak mówisz ze względu na inflację. Ciężko jest natomiast określić jakie wyliczenia powinnaś przedstawić w sądzie. Bo tutaj realne wydatki jakie ponosisz mają niewiele wspólnego z realnymi potrzebami dziecka, natomiast są realnymi potrzebami TWOJEGO dziecka. I tu zadaj sobie pytanie: kto zadecydował o takim poziomie jego potrzeb? Czy razem z jego ojcem zadecydowaliście o szkole prywatnej? Czy wybór dodatkowych zajęć również był wspólny? Jeśli tak, to wniosłabym na Twoim miejscu o to, by partycypował w wydatkach z tym związanych, czyli pokrył połowę kosztów. Jeśli natomiast sama o tym zadecydowałaś to potraktowałabym to bardziej jako prezenty od Ciebie dla dziecka i nie obciążała tym jego ojca.
                  zastanawia mnie też jedna rzecz - kupujesz mnóstwo nowych sprzętów, ubrań, gier, filmów itp. Co Ty z tym robisz? Bo biorąc pod uwagę częstotliwość zakupów, to stare jest przecież praktycznie niezużyte...
                  • kubekwkropki Re: do kubka: dziecko a kasa 20.01.13, 14:18
                    Rzeczy po starszym czekają na młodszego. Po młodszym- oddaję tym, którzy potrzebują. Filmy, książki, gry- zbieramy- te, z których dzieci już "wyrosły" - rownież oddajemy.
                    Nie mam zamiaru wiecej polemizować, tłumaczyć sie, wyjaśniać. Skoro można nawet zachwalac Grey'a jako zacną literaturę, byle podważyć zdanie kubka - to każda dalsza dyskusja staje sie bezcelowa. Żyjemy w dwóch rożnych światach, z jakiejś przyczyny nie tylko sobie obcych ale i sobie (co najmniej) niechętnych. Mój mąż już kilka dni temu przekonywał mnie, zeby dać sobie spokój, ze ludzie nie wybaczają innym wiekszych pieniedzy, ze budzimy zawisc, a wrecz nienawisc- li tylko stanem posiadania. Ja twierdzilam, ze sie myli- ze wystarczy wyjaśnić nieporozumienia i pokazać, ze w gruncie rzeczy jest miedzy nami tyleż różnic co podobieństw - lubimy podobną muzykę, czytamy te same książki, wkurzają nas te same dziury w jezdni wink. Niestety, to on miał racje. Szkoda.
                    • tricolour Nie, to Ty miałaś rację... 20.01.13, 14:45
                      ... a właściwie to rację macie obydwoje.

                      Bo polemika z Wami, to nie polemika z faktem, że macie pieniądze. Macie, to macie. Nie Wy jedni, nie pierwsi i nie ostatni. Polemika dotyczyła nieadekwatności problemu, z którym tu przyszłaś, a którego wyrażenie zajęło trzy zdania, wobec dalszych wielu, wielu postów o Waszym stanie posiadania, którego opis do niczego nie był potrzebny.

                      Po prostu się chwaliłaś jak wieśniak motorem i tym budziłaś śmieszność. Jak tym kinem domowym z projektorem. Bo projektor ma najgorsze właściwości optyczne ze wszystkiego, co jest dostępne na rynku. Stary kinol ma lepszą ostrość, nasycenie i wierniej oddaje barwy. Ale projektor ma jedną przewagę: jest większy. Tyle, że to tak śmieszna przewaga, jak chwalenie się długością brutto kutasa: wraz z kręgosłupem.

                      Więc reasumując: tu nie chodzi o pieniądze. Chodzi o próżność. Wyśmiano Twoją próżność. Dziury w jezdni wkurzają nas wszystkich tak samo.
                      • paris-texas-warsaw Re: Nie, to Ty miałaś rację... 20.01.13, 14:54
                        Kubku, a ja Ci dziękuję za Twoje posty, postanowiłam więcej się ruszać, bo mi Twoja aktywność bardzo zaimponowałasmile I dzięki, że mi przypomniałaś o książkach (nie tylko tych dla dziecismile))) - ostatnio głównie jakieś psychologiczne kupowałam i po 20 stronach mnie nudziły, a wczoraj kupiłam sobie kilka beletrystycznych, w tym tę Munro (ciekawe jak to się czyta - manroł??? miunro?) - jak zobaczyłam na półce, to sobie Twój post przypomniałamsmile
                    • nihoa Re: do kubka: dziecko a kasa 20.01.13, 17:14
                      bosszzz kupiłam sobie suva i teraz wszyscy mnie nienawidzą - bo jestem taka bogatawink

                      może naprawdę zacznij pisać książkiwink
                    • zazula2007 Re: do kubka: dziecko a kasa 20.01.13, 17:20
                      > wystarczy wyjaśnić nieporozumienia
                      po co? za mocno się zaangażowałaś w tą dyskusję. Wygląda na to, że chcesz nam wszystkim coś udowodnić, coś na co nie mamy ochoty, każdy z nas ma swoje zdanie i ma święte do tego prawo, ludzie nie lubią jak ich się "na siłę" chce do czegoś przekonać.

                      > gruncie rzeczy jest miedzy nami tyleż różnic co podobieństw
                      no bo jest. Jakoś łatwo zmienić Twoje zdanie... Jedna porażka i już...

                      > ludzie nie wybaczają innym wiekszych pieniedzy
                      bzdura jakaś, nie wiem z czego Ty tak wnioskujesz. Bo ktoś Ci wytyka błędy? Poczytaj inne wątki z innymi, bardziej przyziemnymi problemami. Zobaczysz, że nie tylko Tobie. Może Ci się to nie podobać, ale czasem daje do myślenia i warto zastanowić się nad sobą. Chciałaś porady na temat alimentów - to ją dostałaś - idź do prawnika, masz trudną sytuację pod tym względem. Stać Cię na to i sama dobrze wiesz, że tu nikt Ci lepiej nie poradzi niż prawnik. Samo Twoje umieszczenie wątku było w pewnym sensie prowokacją do dyskusji. No bo jak, kobieta, którą stać na poradę prawną chce ją ominąć i poradzić się na forum? Po co? Może chce zaoszczędzić? Na to pytanie ciężko podać sensowną odpowiedź...

                      > Rzeczy po starszym czekają na młodszego
                      no nie mogę się powstrzymać przed komentarzem: starszy dostaje same drogie nówki, a młodszy wszystko używane. To dlaczego starszemu nie kupować używanych? 1/3 taniej... A może by tak podzielić tą część wydatków na 2? Bo są kupowane dwójki. Z drugiej strony to dyskryminacja dziecka dostającego wszystko po starszym bracie.
                  • mamawojtuska79 Re: do kubka: dziecko a kasa 20.01.13, 16:09
                    Wiesz zazula ja bym chętnie chciała mieć mniej niż 600 zł na 4 osoby i mieć przy tym zdrowe dziecko, wiesz ile kosztuje jedna godzina z fizjoterapeutą, jedna godzina z logopedą, ile kosztują aparaty słuchowe, nawet głupie baterie do nich. Ja już dawno zapomniałam o przyjemnościach.
                    • zazula2007 Re: do kubka: dziecko a kasa 20.01.13, 16:58
                      A to już inna sprawa. Tamten post dał mi do zrozumienia, że "zazdrościsz" kubkowi dochodów i problemów, które jak widzimy, to zwykłe dylematy... A teraz widzę, że miałaś co innego na myśli.
    • heksa_2 Re: do kubka: dziecko a kasa 20.01.13, 15:48
      Kubkowi proponuję chwilę refleksji i lekturę "Toksycznych rodziców" Susan Forward.
      merlin.pl/Toksyczni-rodzice_Susan-Forward/browse/product/1,520995.html?skad=ahhlicuabh&gclid=CLa_seSU97QCFcVY3godM2sAmw#fullinfo
    • mamamalegomisia Re: do kubka: dziecko a kasa 20.01.13, 17:23
      Moim zdaniem niektóre posty i rady w wątkach Kubka są do przemyślenia a z innych niestety przebija zawiść. Nie tylko tutaj zauważyłam że dla wielu ludzi posiadanie pieniędzy = próżność i pustactwo, a skromne życie uszlachetnia. Nie uszlachetnia a jeśli nawet to brak kasy nie stanowi tutaj warunku sine qua non. Burakiem można być zarówno mając dużo kasy jak i jej nie mając. Mnie osobiście bardziej niż obśmiany toczek rażą sytuacje, gdy dziecko np. nigdzie na wakacje nie jedzie bo rodzice zbierają na plazmę na pół ściany. Albo bez mrugnięcia okiem kupują konsolę do gier za 1200 zł a ferie dziecko spędza w domu - bo jak to wydać tyle kasy a potem nic z tego nie ma, konsola przynajmniej jest na czas dłuższy no i przecież koledzy mają.
      • katja75live Re: do kubka: dziecko a kasa 20.01.13, 18:04
        Ja nie spotkalam tutaj na forum (zreszta w realnym zyciu) rowniez nie, nikogo kto zbiera na konsole, a nie jedzie z dzieckiem na wakacje. Duzo jest takich, ktorzy nie maja ani na konsole, ani na wakacje. I ja takich ludzi bardzo podziwiam, za to jak mimo wszystko sobie radza, czerpia radosc z malych rzeczy, to jak dla mnie jest godne szacunku, a nie szastanie pieniedzmi jak sie je ma. Kubkowi absolutnie nie zazdroszcze (widzialam takie zycie z bliska- i mnie nie dawalo zadnego szczescia, jedynie komfort psychiczny nie martwienia sie o pieniadze, rowniez wazne). Jak dla mnie kubek jest niewiarygodny w tych opowiesciach i obstawiam, ze jest trolem. Na przyklad to ze jezda co weekend na narty ( z Warszawy to jest prwie fizycznie niemozliwe) i to jak dziecko jest demonstratorem narciarskim (z innych wpisow wynikalo, ze ma gdzies 10 max 11 lat).
        • mamamalegomisia Re: do kubka: dziecko a kasa 20.01.13, 20:40
          Ja spotkałam właśnie niedawno w realu i tak mi się skojarzyło. Jak jeszcze było cieplej chodziliśmy z synem grać na orlika u babci. Poznał trochę kolegów, rozmawialiśmy na różne tematy m.in. wakacji. Jeden z chłopców powiedział że nigdzie nie był bo jego rodzice nie mają pieniędzy. Strasznie mi się żal zrobiło tej rodziny. Potem syn został zaproszony przez tego kolegę, zawiozłam go i co widzę ? Dom 150m nowa plazma na ścianie i jak porównałam te warunki z tymi w których my żyjemy doszłam do wniosku że ani chybi jestem "patologią" (kto bywa na e-matce wie o czym piszę smile ) Dla mnie to dopiero jest buractwo do kwadratu. Nie twierdzę że dziecko potrzebuje wakacji czy weekendów w luksusowych hotelach ale nikt nie przekona mnie że brak wyjazdów, poznawania innych miejsc itp. jest lepszy dla dziecka niż możliwość korzystania z nich. Nie wczytywałam się bardzo dokładnie we wszystkie posty w wątkach, nie wiem czy kubek jest trollem, być może lubi się chwalić i być może faktycznie szasta pieniędzmi jeśli je ma. Życzyłabym sobie aby ludzie mieli tylko takie wady. Znam trochę osób takich jak kubek (tzn. zamożnych) i są różne - zdarzają się puste i próżne, zdarza się że za tą fasadą kryje się dobry, wrażliwy i mądy człowiek. Bywa że - tak jak piszesz - są osoby którym dostatnie życie wcale szczęścia nie daje a mam wrażenie że wręcz przeciwnie - gościłam niedawno w takim domu i miałam ochotę jak najszybciej stamtąd uciec, tak wiało z niego chłodem. Na forum (tym i innych) widziałam opisy o wiele gorszych rodzicielskich patologii niż ta o którą posądzacie kubka, dlaczego nie wzbudzały aż takich emocji ?
          • zazula2007 Re: do kubka: dziecko a kasa 21.01.13, 10:04
            > Znam trochę osób takich jak kubek
            > (tzn. zamożnych) i są różne - zdarzają się puste i próżne, zdarza się że za tą
            > fasadą kryje się dobry, wrażliwy i mądy człowiek. Bywa że - tak jak piszesz - s
            > ą osoby którym dostatnie życie wcale szczęścia nie daje a mam wrażenie że wręcz
            > przeciwnie
            jest jeszcze jeden gatunek, bardzo często spotykany - skąpcy. Psy ogrodnika, którzy nawet własnemu dziecku nie dają. Wycieczki, kursy - nie, bo nic materialnego po nich nie zostaje, konsolę, komputer - tak, ale żeby tylko koledzy nie przychodzi na nich grać.
            Kubek nie żałuje na dzieci i dba o nie bardzo dobrze, a że ma nianię - gosposię, cóż stać ją na to.
            Pusta ani próżna też nie jest. Miałam taką koleżankę, mieszkała u teściowej w trójkę na pokoiku max 10m2 za 500zł + opieka nad dzieckiem. Stać ich było na wynajem (a nawet kupno) własnego mieszkania i dobrą opiekunkę, ale u teściowej było ekonomiczniej. Zarabiała tylko i wyłącznie na siebie, widziałam i słyszałam na co ile wydaje, czasem wypłaty jej na to wszystko brakło o od swojego "ciągnęła": tipsy, solarium, kosmetyczka, ciuszki, buciki, paliwo, papierosy, szybkie jedzenie... Potem zachciało jej się motoru, to nadgodziny w pracy od rana do nocy, a dziecko z teściową, która pilnowała oby pilnować. Dziecko 3lata nie mówiło, blade, 10kg wagi, bało się dzieci (bo nawet na plac zabaw nie wychodziło), płaskostopie - ledwo chodziło, nie wspominając o bieganiu. Jak mówiłam, że źle robi karmiąc śmieciowym McDonaldem, czy kupując w prezencie przenośne DVD lub książeczki, które same się czytają, to twierdziła, że zazdroszczę, dlatego tak mówię. Na szczęście dziecko posłała do przedszkola i panie przedszkolanki zauważyły nieprawidłowości u dziecka groźbą wręcz zmuszając do podjęcia działań.
            Pani kubek na szczęście ma rozum na karku i pieniądze jej mózgu nie sprały. Czy lubi się chwalić? Wydaje mi się, że nie. Jak dla mnie to raczej kontratak na posty, z których bije zazdrością. To taka naturalna reakcja.
        • zazula2007 Re: do kubka: dziecko a kasa 21.01.13, 10:21
          > Duzo jest takich, kt
          > orzy nie maja ani na konsole, ani na wakacje. I ja takich ludzi bardzo podziwia
          > m, za to jak mimo wszystko sobie radza, czerpia radosc z malych rzeczy, to jak
          > dla mnie jest godne szacunku
          to nie jest godne szacunku, to jest normalne. A co, mają się nad sobą wiecznie użalać?

          > a nie szastanie pieniedzmi jak sie je ma
          pijesz do kubka? ona szasta pieniędzmi? A co według Ciebie się robi z pieniędzmi, które się ma? Wydaje, prawda?

          > Kubkowi
          > absolutnie nie zazdroszcze (widzialam takie zycie z bliska- i mnie nie dawalo
          > zadnego szczescia, jedynie komfort psychiczny nie martwienia sie o pieniadze, r
          > owniez wazne)
          No zazdrościć nie ma czego, z nieba jej to nie spadło, zapracowała sobie na takie życie, jedynie można podziwiać. Każdy jest kowalem własnego losu. "mnie nie dawalo zadnego szczescia" - no patrzenie na czyjś dobrobyt na pewno szczęścia nie daje... smile ale im na pewno tak, bo utrzymują to, na co zapracowali. Gdyby kubek nie była szczęśliwa mogłaby porzucić życie zawodowe i przejść na skromniejsze warunki, ale jak widać nie zrobiła tego, bo nie chce, bo tak jest im dobrze i to jak żyją daje im szczęście. Z resztą z jej dobrobytu korzystają też inni - oddaje niepotrzebne rzeczy - a nie każdy oddaje, niektórzy sprzedają, bo za drogie było, żeby komuś ot tak sprezentować.
    • nangaparbat3 Re: do kubka: dziecko a kasa 21.01.13, 00:09
      Łomatko, przeczytałam tak:

      Do kubka dziecko, a kasa?


Inne wątki na temat:
Pełna wersja