Dodaj do ulubionych

Umieram psychicznie. Walczyć dalej..?

21.01.13, 09:12
Nie jestem taka silna jak myślałam!
I znowu DÓŁ..A ja zaczynam rozumieć samobójców.. Powody się powtarzają..

- nadal brak pracy.. ( co prawda zapraszana jestem na spotkania rekrutacyjne, jeden etap, zadzwonimy do pani czy do drugiego etapu pani przeszłą, zapraszamy na drugi etap, bezpłatne miesięczne szkolenie po 8 godz/dziennie poza miejscem zamieszkania np 30 km od domu w jedną stronę. Nie mogę w nich uczestniczyć bo nie mam nawet na paliwo ani na bilety a i dziecko byłoby do późnego wieczora ),

- były Niewierny znowu mnie nachodzi, wyzywa, gnoi, że jestem tak nieudolna , że nawet pracy nie potrafię znaleźć, że stałam się śmieciem, że bez jego łaski znajdę się na ulicy ( cytat:"będziesz dupą asfalt szlifowała"), że zabierze mi dziecko i wystąpi o alimenty i że będę płaciła na dwoje naszych dzieci.

- długi rosną, niezapłacone raty i rachunki ( prąd, woda, internet, telefon ) się piętrzą, pisma windykacyjne przychodzą codziennie, telefony ponaglające od wierzycieli dotyczące zamiaru wypowiedzenia umów mnie niszczą.

- zmarł teść. Miałam z Nim lepsze relacje niż z moim tatą. Sporo czasu spędzaliśmy razem: odbierał dzieci ze szkoły więc codziennie był u nas, każde święta z nami i moimi rodzicami, każde rodzinne uroczystości. Znaliśmy się 21 lat.
Więc były niewierny odziedziczył po tacie mieszkanie dwupokojowe w centrum miasta. Kiedyś były niewierny chciał mnie spłacić ( mamy dom na kredyt ), więc teraz mu zaproponowałam, że ja z Młodszym przeniosę się do tego mieszkania ( teść zawsze mówił że to mieszkanie jest dla chłopców ), by koszty były mniejsze i tym samym mnie spłaci i obie strony będą zadowolone. Mnie i Młodszemu wystarczyło by te 36 m2. Obecnie w dwójkę mamy 288m2.
Znacie odpowiedź byłego niewiernego?? "Wypier...aj. Prędzej będziesz na ulicy ale nie dostaniesz mieszkania, odbiorę ci Młodszego i to ty będziesz zapierda...ła na alimenty, całe małżeństwo wyłudzałaś ode mnie pieniądze i nie dostaniesz już ani złotówki". I takie tak jeszcze mało kulturalne sformułowania. Na szczęście mam wszystkie te obraźliwe byłego niewiernego wypociny na mailu. Tak mi właśnie odpisał.

Pozytyw: fajnie, spokojnie spędzony weekend z moimi synami: po dwóch dniach walki tym razem przegrałam w Eurobiznes, w bilard ( Młodszy kosi wszystkich ). Dostałam też pięknego czerwonego tulipana od Młodego ( tak, tak..od Młodego) i czerwone kolczyki od Młodszego na urodziny ( miałam w zeszłą sobotę ale chłopcy spędzali ją u taty ). Cudowne jest to, że tak sami od siebie zrobili takie prezent, nawet się nie umawiali, że idą do sklepu. Niby szli do kolegów.Myślałam że pieniądze dał im ich tata ( bo zawsze tak robiliśmy gdy kogoś z nas były ur ). Ale nie. Młody znalazł w autobusie 10 euro ( ma szczęście ), pokazał mi, wymienił, kupił tulipanka dla mnie, sok dla brata i coś słodkiego dla siebie. Młodszy dostał po dziadku 60 zł ( tak, po dziadku, bo 05.01. 2012 zmarł mi teść )- były Niewierny podzielił na połowę to co teść miał w portfelu i dał naszym synom. Trzeciemu ( temu ze zdrady małżeńskiej )swojemu dziecku nie dał.

Boli mnie jako matkę, że nie potrafię zapewnić Młodszemu takiego standardu życia jaki ma Młody u tatusia. Nigdy nie było tak bym nie pracowała i dobrze zarabiała. Nie potrafię się w tym stanie odnaleźć. Niepojęte to dla mnie. Młodszy nie narzeka, nie krytykuje, nie porównuje między naszym domem a czasem u taty. Jest kochany. Ale wiem, że chciałby tak mieć jak starszy brat, który przyjeżdżając do nas co drugi weekend krytykuje biedę u nas, że u tatusia wszystko firmowe, lepsze, "szkłem dupy się nie uciera jak u nas".
Ale u nas jest spokój: nikt nie krzyczy, nie wyzywa drugiego, nie krytykuje, nie poniża, nie stosuje przemocy, nie trzaska drzwiami, szafkami, nie mam siniaków, Młodszy nie jest terroryzowany, gnojony. Spokój jest ważny.

Z poczucia bezradności i obowiązku zapewnienia Młodszemu w miarę godnego życia nachodzi mnie chęć wystąpienia o alimenty na niego. Mec. radzi by na mnie też bo rozwód z winy męża. Sąd ustnie uzasadnił, że nie przyznaje alimentów na Młodszego bo każdy z rodziców ma zapewnić utrzymanie dziecku które z nim mieszka.

Nie wiem co robić. Jak były niewierny się dowie że złożę pozew o alimenty znowu wpadnie w szał ( czytaj znowu np zdemoluje mi kuchnię.. i inne atrakcje ), znowu nakreśli przed naszymi synami obraz matki wyciągającej łapę po pieniądze, znowu będzie ich nastawiał przeciwko mnie. Decydować się na walkę?
Zakładam , że to przejściowe moje kłopoty finansowe, bo przecież pracę znajdę . Ale TERAZ nie mamy pieniędzy, nie mamy co jeść.
Mama, moi przyjaciele też pomagają, ale tak się nie da w nieskończoność. Oni nie zapłacą za mnie rachunków.

ps. prośby o pomoc do byłego niewiernego nie docierają. Poprosiłam żeby wziął Młodszego do Biedronki i chociaż kupił jakieś jedzenie ( nawet pasta do zębów się nam skończyła ), żeby kupił nam chociaż drewno do kominka ( rachunki za ogrzewanie byłyby niższe) . NIESTETY!!. Mam wypier...ać.
ps2 a by mnie bardziej upokorzyć przed chłopcami wczoraj przy nich zapytał:" to w którym tygodniu ferii zabierasz chłopaków do Zakopanego?". Jeździliśmy tam zawsze na 6 dni ferii od 17 lat. Jezuuu, jak BOLI!!

Nie daję już rady! Chcę żeby mnie nie było! Teść to ma już przynajmniej spokój..

Przepraszam, ale się rozpisałam..
Obserwuj wątek
    • lampka_witoszowska Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 10:57
      spokojnie, to tylko brak kasy, psychika od tego nie umiera, gorzejz Twoim podejściem

      po kolei, co ja bym zrobiła - a był czas, że nei miałam ani grosza, więc przetestowane

      za cholerę o nic więcej nie poprosiłabym byłego męża, to obcy człowiek, więc niby jakim prawem

      żadnych wystąpień o alimenty, tu sąd rozsądził sprawiedliwie

      pomaga mama - i ok, chwilowo to jest rozwiązanie, pracy szukasz i znajdziesz

      sprzedałabym dom, bo na diabła taki duży dla dwojga? do tego część jest do wynajęcia - zależy od okolicy, w jakiej mieszkasz, albo obcym, albo rób noclegi dla przejeżdżających - tu nie ma zlituj, wykorzystuj, co masz, metraż masz,myśl, co z tym możesz robić (j sprzedałam, ale musieliśmy dzielić się z niemoim, małe mieszkanie potem było do ogarnięcia łatwiejsze i tańsze)

      praca? opieka nad dziećmi, starszymi ludźmi, prasowanie męskich koszul (byle rewelacyjne), cokolwiek na okres przejściowy, póki nie masz pracy

      koniec walki, koniec dyskusji z obcym facetem, koniec próśb, a Młodemu zwracasz uwagę, że nie chcesz słuchać uwag o szlifowaniu szkła - czym? dupą? matko, a wyjaśnił chociaż, co to znaczy? bo ja używam ściereczek na ten przykład... (o ile Młody mówi to do Ciebie)

      i jeśli masz możliwość w okolicy, zapisujesz się do psychologa, pomoże uniezależnić się od obcego faceta, który wobec Ciebie już nic nie musi, nawet spadkiem po ojcu się dzielić, koniec małżeństwa, koniec zobowiązań - i pomoże zakończyć dyskusje (ja po pierwszym niegrzecznym słowie, po pogróżkach odkładałam słuchawkę lub odwracałam się tyłem i szlqam przed siebie, z tekstem, że albo grzecznie rozmawiamy, albo wcale z opcją na " lepiej wcale ( a niemój tylko miał do "praw dziecka" pisać, że 2letnia Młoda ma drzemki popołudniowe zamiast stawiać się na spacer z tatusiem)
      • lampka_witoszowska Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 11:06
        nie, jeszcze jedno: każdego dnia, bez wyjątku, uczysz się szacunku do siebie od nowa, co będzie durne, męczące, żmudne i wkurzające - ale pilnujesz swojego myślenia o sobie, życzysz sobie i innym tylko dobrze, myślisz o sobie tylko dobrze, jak zaczynasz skupiac się na jego złym charakterze zawracasz myśli na swoj temat i myślisz tylko dobrze, żadnego wkurzania się na siebie, pilnujesz myślenia - robisz listy, choćby codziennie, co w życiu osiągnęłaś, co dobrego kto o Tobie powiedział, nie oceniasz i nie cenzurujesz ani siebie, ani nikogo, skupiasz się na dobrym myśleniu o sobie, wypisywaniu dobrych cech i wychwalaniu siebie pod niebiosa - nie musisz schylać karku przed nikim, nikt nie musi - ale wojować też już nie musisz, dosyć

        i wchodzisz w komitywę z MOPSem, jakis zasiłek możliwe, że Ci przysługuje na czas szukania zajęcia - ale musisz tam się wybrać i rozsądnie porozmawiać, co można w Twojej sytuacji, ja unikałam zasiłku przez pół roku, potem mi bardzo pomógl (choć zdobycie pliku dokumentów na gwizdek jest upierdliwe)
        • zmeczona100 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:59
          > i wchodzisz w komitywę z MOPSem, jakis zasiłek możliwe, że Ci przysługuje na cz
          > as szukania zajęcia

          Ustawa o pomocy społecznej:

          Art. 2. 1. Pomoc społeczna jest instytucją polityki społecznej państwa, mającą na celu umożliwienie osobom i rodzinom przezwyciężanie trudnych sytuacji życiowych, których nie są one w stanie pokonać, wykorzystując własne uprawnienia, zasoby i możliwości

          Kobieta ma dom, a więc ma własne zasoby... Wsparcie dla bezrobotnych to jedynie zasiłek z PUPy.
          • jagienka_2 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 15:16
            Zmęczona, interpretacja przepisów zależy od urzędników... i sprytu tych, którzy się o pomoc starają. Znam wiele przypadków, gdzie rodzice mają domy i samochody, a dzieci korzystają z darmowych obiadów opłacanych przez MOPS. Kobieta nie ma żadnych dochodów, wisi nad nią groźba eksmisji, jak najbardziej powinna się ubiegać o pomoc ze strony opieki społecznej. I zmieniam zdanie, jeżeli nie uda się załatwić sprawy z byłym polubownie - również o alimenty na siebie i na młodszego z synów. Jak pisała kiedyś Argentusa, alimenty nie zawsze się równoważą.
            • zmeczona100 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 15:22
              W tym wypadku przepisy są jasne.

              Znam wiele przypadków, gdzie rodzice mają domy i samochod
              > y, a dzieci korzystają z darmowych obiadów opłacanych przez MOPS.

              Ja nie znam takiego żadnego, za to znam wiele takich, gdzie nakazano sprzedać samochód, aby zdobyć pieniądze. Nieważne, że był to stary grat, z lat 80-tych i że był to jedyny środek transportu, którym ojciec odwoził troje dzieci do szkoły oddalonej o 8 km.
              A i komputer też był przeszkodą, bo przecież można go spieniężyć. To nic, że został darowany przez lokalnego biznesmena dla chorującego na mukowiscydozę 9-latka...
              • jagienka_2 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 15:39
                Z relacji znajomej, której dzieci z darmowych obiadów korzystają, wiem, że wystarczyło kryterium dochodowe i wypełnienie formularza, nikt nie sprawdzał, jak w istocie wyglądała sytuacja. W porównaniu z nimi - położenie Kobiety jest naprawdę dramatyczne, więc spróbować można, choć mogę sobie tylko wyobrazić, jakie to będzie dla niej trudne.
                • zmeczona100 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 16:57
                  Bo jeśli to było w formie dodatku do zasiłku rodzinnego, to tak mogło być.

                  Do podania o zasiłek składa się PITy z poprzedniego roku (teraz chyba za 2011 jeszcze), a wtedy to Kobieta pracę miała...
                  • lampka_witoszowska Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 17:31
                    nie traci ten, kto próbuje
                  • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 17:38
                    Byłam w Mopsie. Dostałam listę potrzebnych dokumentów do zgromadzenia:
                    akt urodzenia dziecka, pit za zeszły rok, odpis wyroku rozwodu ( złożyłam podanie i czekać mam ok dwóch tygodni aż przyjdzie pocztą ), ksero dow. osob. I dopiero wtedy mogę złożyć wniosek do Mopsu. Nie wiadomo jaką pomoc ( i czy w ogóle ) mi zaproponują.
                    Jejjjju, nie byłam w takiej sytuacji, w takim dole. Nie odnajduję się.
                    • lampka_witoszowska Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 17:43
                      dasz radę, spokojnie - dwa tygodnie to nie wieczność, zgromadź wszystkie dokumenty, bo jak coś mają w Twojej sytuacji, to nie czekają z wypłatą długo, a że to już realne działanie z Twojej strony - spokojnie, Kobieto, naprawdę dasz radę i wszystko będzie dobrze
                    • zmeczona100 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 18:58
                      kobieta-000 napisała:

                      > Byłam w Mopsie. Dostałam listę potrzebnych dokumentów do zgromadzenia:
                      > akt urodzenia dziecka, pit za zeszły rok,

                      I tu jest pies pogrzebany:

                      www.lex.pl/du-akt/-/akt/dz-u-2012-823
                      Musiałabyś mieć mniej z PITów, niż 912 zł miesięcznie.....

                      Ale chcą za 2011r. czy już za 2012?
                      • noname2002 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 22.01.13, 09:27
                        To zwolnienie z pracy niech Kobieta dolaczy do tego PITu, to chyba logiczne, ze skoro stracila, to nie ma takich dochodow jak w zeszlym roku.
          • niutka Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 22.01.13, 21:01
            Faktycznie. Siostra ex-a (wtedy jeszcze meza) wystapila do MOPS-u po zasilek (ona na bezrobotnym wtedy byla, maz bez pracy - interes nie wyszedl), rodzinne, czy cos tam... Powiedzieli jej, ze najpierw ma sprzedac domek i samochod, jak jej nie stac na zycie.
            • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 22.01.13, 21:42
              Ciekawe co mi powiedzą w Mopsie. Póki co dali listę dokumentów do złożenia (wymieniłam we wcześniejszym wątku ). Jak nie spróbuję to się nie dowiem.
              • lampka_witoszowska Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 22.01.13, 22:59
                bardzo ciekawie mopsy działają w takim razie, mi mieszkania nikt nie kazał sprzedawać, auta również, podobnie jak dziecka, psa, królika i powietrza, którym oddycham - zlą sławę mają, widać, im bardziej zdesperowany petent, tym bardziej urzędnik bogiem

                raz tylko przez sekund kilka wymieniłyśmy spojrzenia z piszpanną, jak mnie uraczyła tekstem, że "będzie podejmować decyzję na podstawie moich dokumentów" - a obie wiedziałyśmy, że jedyne, co może zrobić, to przenieść te dokumenty z biurka, przy którym siedziała na biurko decydenta
      • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 13:12
        Lampko, dom już dawno wystawiony na sprzedaż i na wynajem..
        Od 02-10-wynajmowaliśmy go firmie, ale koniec umowy i dlatego wróciłam do niego znowu.
        Nie jest prosta sprzedaż bo kredytu wzięliśmy tyle a oddać trzeba tyyyleee!. No ale nikt nie przypuszczał że po niecałym roku od wzięcia kredytu niewierny mnie zdradzi i zafunduje sobie nieplanowane dziecko. A kredyt na 35 lat. Niezłe, co?

        Lampko, to że były niewierny jest obcy to wiem. I że nie mam prawa chcieć od niego czegokolwiek to też wiem. Ale chodzi mi żeby zachował się jak kochający tata dla swojego młodszego syna widząc tę różnicę w standardzie życia obu synów. Nie boli go to?? Pytam.
        Ale czego się spodziewać skoro nawet nie chciał by starszy syn z nim mieszkał? Ale to inny temat przecież.

        Rozmawiałam też z wychowawczynią Młodszego nt obiadów w szkole dla niego. Szkoła wie o sytuacji, była ( wych. pedagog ) były na bieżąco w trakcie rozwodu bo potrzebne były opinie nt dzieci. Czekam na odpowiedź.

        "ucieranie szkłem tyłka" - to powiedzenie tu oznaczające, że wiecznie czegoś nie ma w domu ekstra do jedzenia, że jest za mało, że nie rozbijamy się po restauracjach, nie jedziemy na urlop, że czemu kupuję najtańsze skarpetki, proszek, margarynę zamiast masła, że czemu wszystko wydzielam, czemu plasterek wędliny, sera dzielę na 4 anie cały daję i inne pretensje.. To zarzuty Młodego. Młodszy więcej rozumie i nie jest awanturniczy. Sporo rozmawiamy ze sobą i wydaje się być bardziej dojrzały od swojego starszego brata. W tej kwestii oczywiście.

        Wiem, że były niewierny nie ma obowiązku dzielenia się spadkiem po swoim ojcu. Boli jedynie jego obojętność. Już nie w stosunku do mnie ale do Młodszego. Za chwilę zostaniemy na bruku.
        Dziś przyszło pismo o odcięciu nam prądu i wody na koniec stycznia ( ja mam wszystko w domu na prąd: ogrzewanie podłogowe, grzanie wody ). Więc zamarzniemy.
        Przyszło też pismo z windykacji z banku, że dają 7 dni (!!!) na spłatę całości kredytu ( 950 tys pln - już po przeliczeniu z chf na zł ).

        Ja już nawet nie jestem zła na byłego niewiernego. Mnie jedynie boli serce, że sprawia mu przyjemność jeszcze większe poniżanie mnie przy dzieciach, szydzenie ze mnie. A przecież to jego wina, to on nas wpakował w te kłopoty. Boli, że nie ma serca dla Młodszego. Pal licho ja!
        Lampko, wiem, wiem.. już przerobiłam że jesteśmy sobie obcy. On stał mi się OBCY ( 26.01.2011 ) jak odkryłam jego zdradę i ukrywane dwuletnie dziecko na boku.

        A psycholog? Może faktycznie mi się przyda..
        Dziękuję.

        • moniapoz Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 13:45
          > Przyszło też pismo z windykacji z banku, że dają 7 dni (!!!) na spłatę całości
          > kredytu ( 950 tys pln - już po przeliczeniu z chf na zł ).

          za chwilę przyjdzie kolejne wezwanie do spłaty całości kredytu a jak nie będziesz spłacać to pojawi się komornik i dom zlicytuje za grosze.
          czy byłaś w banku ? czy starałaś się dogadać jakoś ?
          czy ex płaci połowę raty kredytu ? czy też kredyt jest tylko na Ciebie ?

          ja bym nie walczyła teraz z eksem a starała się dogadać aby uratować ten okręt co po prostu tonie.

          sytuacja jest naprawdę straszna - co zrobisz jak nie będziesz miała gdzie mieszkać ?
          wtedy faktycznie może się okazać, że opiekę nad młodszym synem przejmie ojciec a Ty zostaniesz dosłownie z niczym.

          • logicman Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:04
            IMHO wystąpienie o godziwe alimenty to nie jest żadna walka - przecież musi mieć jakieś pieniądze na bieżące utrzymanie (dzieci).
            Co do banku - na razie to tylko straszenie, bank wcale nie jest skłonny tak szybko licytować dom, bo wiąże się to z określonymi kosztami komorniczymi. Bank zgodzi się na negocjacje, jednakże trzeba je podjąć, tu nie ma na co czekać. Najważniejsze nie poddać się poczuciu bezsilności bo to może rzeczywiście doprowadzić do katastrofy.
            • moniapoz Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:16
              chyba nie zrozumiałeś o co chodzi
              jeden z synów mieszka z ojcem a drugi z matką
              sąd nie zasądził alimentów gdyż każde z rodziców ma utrzymywać dziecko które mieszka z nim.

              alimenty w tak tragicznej sytuacji nic nie dadzą przecież mają być na dziecko a nie na ratę kredytu za dom.

              moim zdaniem koszty komornicze poniesie autorka a nie bank.

              wezwanie do opłacenia całości kredytu to jest poważne ostrzeżenie ze strony banku
              u mnie w banku jest tak: najpierw przypominają i wyzywają do uregulowania raty
              potem znowu kolejne upomnienie z wezwaniem do opłacenia raty, monity telefoniczne oczywiście też. jak to nie działa to bank wypowiada umowę kredytowa i wzywa do spłacenia całości zadłużenia do dnia .... a jak nie ma reakcji nadal to kolejne wezwania i na koniec komornik.

              nie uspokajaj więc autorki bo ma ona POWAŻNY problem i jeżeli nie skontaktowała się z bankiem i nie próbowała negocjować to widmo licytacji jest jak najbardziej prawdopodobne.
              ona musi zacząć działać bo straci dach nad głową....
              • lampka_witoszowska Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:19
                może w Twoim banku tak jest, ale w układach i rozmowach między ludźmi straszenie zwykle powoduje paraliż... trochę empatii, Monia, Zmęczona wie, że ma problem, bo go właśnie opisuje, nie zauważyłaś?
                • moniapoz Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:21
                  zauważyłam i jak najbardziej kieruje mną empatia
                  Kobieta musi się wziąć w garść i zacząć działać - ignorowanie wezwań z banku nic jej nie da
                  • lampka_witoszowska Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:28
                    wybacz, ale pisanie do kobiety, która potrzebuje się ogarnąć finansowo, zamiast co konkretnie może zrobić - że jej zabiorą dziecko, dom i wszystko, to jest poniżej krytyki

                    tyle w kwestii empatii
                    • moniapoz Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:32
                      czyli co ? najlepiej pisać jej że wszystko będzie dobrze smile
                      to się nazywa empatia...haha.
                      a co ma robić wyraźnie napisałam: działać a nie liczyć na cud oraz starać się dogadać z exem
                      a nie walczyć z nim teraz.

                      i nigdzie nie napisałam że jej dziecko zabiorą - tylko tyle, że jej ex chyba chce spełnić swoje groźby w tym zakresie
                      • logicman Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:41
                        Monia, trzeba napisać, że wszystko będzie dobrze (co działa motywująco) i wskazać to, co jest najbardziej pilne do załatwienia.
                        • moniapoz Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 15:03
                          może na Ciebie działa motywująco powtarzanie że będzie dobrze - dla mnie to stwierdzenia zachęca do bierności.

                          • logicman Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 15:08
                            Monika, inaczej to wygląda gdy ktoś jest na skraju wytrzymałości psychicznej.
                • zmeczona100 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:46
                  Zmęczona wie, że ma problem
                  > , bo go właśnie opisuje, nie zauważyłaś?

                  Czy ja o czymś nie wiem? smile smile smile
                  • logicman Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:50
                    Obie macie te 00 na końcu nicku, mi też zdarzało się Was mylić smile
                    • zmeczona100 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:53
                      Aha big_grin

                      Zera to mamy, ale chyba nasze posty są jednak pisane całkiem inaczej smile smile smile Tzn. ja raczej waleczna jestem wink
                      • lampka_witoszowska Re: o kurczę... :) 21.01.13, 17:34
                        ale ja Was obie kocham tak samo, no i co poradzić? smile

                        pomyłka, przepraszam smile
                        • kobieta-000 Re: o kurczę... :) 21.01.13, 18:00
                          Lampko, za pomyłkę nie szkodzi..
                          My też Cię kochamy.smile)

                          Muszę się ogarnąć.
                          Zrobiłam listę do jakich instytucji i swoich wierzycieli napisać pisma odnośnie mojej sytuacji obecnej i prosić, prosić o niewypowiadanie umów.

                          ps sąsiadka przyniosła mi zupę szczawiową. Pychchaaaa..A jednak byliśmy głodni. Może nie warto jeść, nie odczuwa się głodu.
                          Mama zaprosiła na piątkowy obiad.
                          Pieczywa brak.
                          Mam od mamy sok własnej roboty. Będzie do wody. Dobrze że mam dzbanek Brita to woda będzie przefiltrowana i można pić.
                          Na szczęście Młodszy zdrowy. Ja też.
                          Na dziś mam dość psychicznie.
                          Od jutra rana biorę się za pisma.
                          • zmeczona100 Re: o kurczę... :) 21.01.13, 19:08
                            kobieta-000 napisała:


                            > My też Cię kochamy.smile)
                            >

                            Potwierdzam!

                            wink
              • logicman Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:36
                Koszty komornicze poniesie finalnie poniesie autorka, jednak bank wcale nie będzie skłonny do wszczynania procedury - biurokracja też kosztuje, o to mi chodziło. Oczywiście bank nie będzie czekał w nieskończoność - koniecznie należy podjąć rozmowy z bankiem, nigdzie nie doradzałem autorce zaniechania tej kwestii, wręcz przeciwnie.
                • moniapoz Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:45
                  oczywiście zgadzam się - licytacja to ostateczność
                  dużo zależy też od postawy dłużnika dlatego trzeba iść i rozmawiać z bankiem
                  być może źle się wyraziłam ale oto mi chodziło
          • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:25
            Moniapoz, ja już nie walczę z byłym. Próbuję z nim rozmawiać. Młodszy też prosił tatę by poszli do sklepu. NIC!!!
            Były z uśmiechem na ustach wbija nam , mnie szpilę w plecy. Czerpie z tego przyjemność.
            Były w listopadzie i grudniu zapłacił swoją połowę raty. Ja nie.
            Dom jest naszą wspólną własnością.
            Rozmawiałam z windykacją w naszym banku. Procedury: wypowiedzenie kredytu, wystawienie domu na sprzedaż przez pierwszy miesiąc za 100% wartości, jeśli sie nie sprzeda to drugi miesiąc za 60% wart i kolejno za 40% wartości. W tzw międzyczasie dostaję nakaz ekmisji w ciągu 30 dni. I nie wiem co wtedy.
            Pan z windykacji twierdzi że należności będą ściagać z tego kto ma. Ja nie mam nic, były jest pierwszym kredytobiorcą, na auto w leasingu ( rata 2000zł ), dom nowy na kredyt ( rata 3600 zł ), którego jest jedynym właścicielem ( zdobyłam KW tego domu, mam nawet nr jego umowy kredytowej ), mieszkanie w spadu po ojcu w centrum miasta.

            Próbowałam mu to wytłumaczyć, bo sama 6 lat pracowałam w banku. Nie dociera NIC. Chodzi mu jedynie o zniszczenie mnie i pokazanie kto tu rządzi.
            • moniapoz Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:36
              to co opisujesz jest straszne i faktycznie celem exa jest zniszczenie Ciebie nawet kosztem dzieci
              ale w takiej sytuacji ja nie widzę innego wyjścia jak dogadanie się z nim bo stracicie wszyscy a najwięcej Ty.
    • logicman Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 11:28
      Kobieto... po każdej burzy pojawia się słońce. Na ten moment pozostaje Ci trzymać się dzielnie dla Twoich synów i nie tracić nadziei. W końcu dostaniesz pracę, spłacisz długi i znów będziesz się uśmiechać smile Nie poddawaj się, masz synów, którzy Cię kochają. Nie czuj się upokorzona tekstami "Niewiernego" - w oczach dzieci tylko tym się pogrąża.
      Bardzo Ci współczuję...
      • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 13:16
        Logicmen, dziękuję za ciepłe słowa.
        Staram się trzymać przy Młodszym na co dzień. Nie płaczę przy Nim, nie narzekam, że nie mamy pieniędzy ale też nie zamiatam problemu pod dywan.

        Wierzę, że będzie lepiej, że to tylko przejściowe problemy. Ale i tak już mam ich dość.
    • logicman Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 11:33
      kobieta-000 napisała:

      > starszy brat, który przyjeżdżając
      > do nas co drugi weekend krytykuje biedę u nas, że u tatusia wszystko firmowe,
      > lepsze, "szkłem dupy się nie uciera jak u nas".

      Tym tez się nie przejmuj - gdy dojrzeje serce go zaboli na wspomnienie słów, którymi ranił matkę. A jeśli nie dojrzeje, jeśli będzie taki jak ojciec - tym bardziej się nie przejmuj.
      • nihoa przeczekaj - bedzie lepiej 21.01.13, 11:55
        dzisiaj jest po prostu taki dzień;-/

        Dziś mamy Blue Monday - najgorszy dzień roku wyznaczony za pomocą jakże prostego wzoru matematycznego, gdzie:
        W - pogoda (ang. weather)
        D - dług, debet (ang. debt)
        d - miesięczne wynagrodzenie
        T - czas od Bożego Narodzenia (ang. time)
        Q - niedotrzymanie postanowień noworocznych
        M - niski poziom motywacji (ang. motivational)
        Na - poczucie konieczności podjęcia działań (ang. a need to take action)
        Termin został wprowadzony w 2004 roku.... ponoć wink


        • jagienka_2 Re: przeczekaj - bedzie lepiej 21.01.13, 12:51
          Nihoa, Blue Monday nie ma tu nic do rzeczy, Kobieta - niezależnie od tego, który dziś wypada - jest w bardzo trudnej sytuacji. Dla mnie to jak na razie najlepszy dzień w tym roku, bo wreszcie mam urlop (całe dwa dni) i spałam do 10. Już prawie nie pamiętałam, jak wygląda moje dziecko przy dziennym świetle wink

          Kobieto, co z podziałem majątku? Trzeba coś wreszcie zrobić z tym wielkim domem, którego utrzymanie kosztuje fortunę. Pozew o alimenty i kolejna wyniszczająca wojna z eksem to bardzo zły pomysł. Ciągle mam nadzieję, że gdy opadną emocje, uda Wam się dogadać. Twój eks z pewnością wciąż jest rozjuszony z powodu przegranej w sądzie, ale może się w końcu opamięta... Ja z moim byłym nie walczyłam ani w sądzie, ani na co dzień i jakoś dochodzimy do porozumienia w większości kwestii. Gdy przez pewien czas byłam bez pracy, właściwie wziął na siebie utrzymanie syna i było to dla niego zupełnie naturalne, nie musiałam o nic prosić. Trudno sobie wyobrazić taką sytuację, że Twój syn nie ma co jeść, a ojciec ma to gdzieś i jeszcze odczuwa satysfakcję z tego powodu. Nóż się w kieszeni otwiera...

          Wiem, że sytuacja na rynku pracy jest dramatyczna, sama to odczułam na własnej skórze, ale mamy sporo atutów w rękawie. Moja obecna pracodawczyni powiedziała otwarcie, że wybrała mnie spośród wielu kandydatek nie tylko ze względu na solidne wykształcenie, ale przede wszystkim wiek i doświadczenie zawodowe. W Twoim przypadku też tak będzie. Trzymam kciuki z całych sił.
          • kobieta-000 Re: przeczekaj - bedzie lepiej 21.01.13, 13:26
            Jagienka, ale co z podziałem majątku. Jakiego majątku? Były niewierny nie chce wnosić bo nie chce płacić za wniosek, ja na to nie mam pieniędzy.
            A zresztą były niewierny wyprowadzając się we 09.2010 SAM ( bez mojej zgody ) zrobił sobie podział majątku: pozabierał sprzęty, meble, naczynia, elektronikę i inne uznając że mu się należy i już. OOO, przepraszam.. dał mi wolny wybór: pralka czy lodówka? Wybrałam lodówkę, ale została z dwójką nastolatków bez pralki przez 6 dni ( sąsiadka prała, był wrzesień ) niczym uzyskałam kredyt na pralkę.

            Ale może się nie znam. Może coś podpowiecie co z tym podziałem majątku. No niby tylko dom z kredytem. No co jeszcze można dzielić? Rozdzielność majątkową mamy od 03.2009.
            No ale jak by Sąd miał zrobić podział? Co z tego gdyby podzielił między nas pokoje, łazienki? Co to fizycznie da? Przecież były niewierny kupił ( na kolejny kredyt ) dom w innym mieście i w nim mieszka. Więc co ?
            • nandita_7 Re: przeczekaj - bedzie lepiej 21.01.13, 13:53
              Kobieto, maila do ciebie wysłałam.
            • prawie-rozwodka Re: przeczekaj - bedzie lepiej 21.01.13, 14:03
              A po co ty z nim w ogóle wchodzisz w jakiekolwiek dyskusje. Ja mojego "niewiernego" / też tak mogę nazwać / po prostu ignoruję. Ewentualnie emaile i smsy - wszystko na piśmie żadnych rozmów telefonicznych. Wiem że on sie aż gotuje. Wyzwał i groził mi raz - wysłuchalam mój adwokat porozmawial z jego adwokatem i mój niestety ciągle małżonek przystopował.
              Takie gnoje sa silne tylko wtedy gdy widzą strach i bezsilność. Takiego gnoja załatwisz tylko większym gnojstwem.

              A psycholog jest ci niezbędny. Mi on strasznie pomaga aby być twardą.
            • lampka_witoszowska Re: przeczekaj - bedzie lepiej 21.01.13, 14:16
              no, dobrze, a kupił po rozwodzie czy przed? bo od tego zalezy, czy ten jego nowy dom wchodzi do majątku wspólnego

              inna rzecz - kredyt braliście razem? to on tez ma obowiązek spłacac, przynajmniej połowę - a jesli nie chce ponosić kosztów zaległości w spłacie, to płaci całość, po czym połowę, jaką płacił za Ciebie, może odzyskać po sprzedaży domu

              jeszcze inna rzecz - czy byłas w banku, w którym braliście kredyt, z wyjaśnieniami, jak wygląda sytuacja? oni tez musza wiedzieć, co się dzieje i jak sprawa wygląda - jeśli nei byłaś, bierzesz wszystkie dokumenty, rozwodowe, potwierdzenie jakiekolwiek, że chcecie dom sprzedać i że jest wystawiony (przy okazji - wrzucaj ogłoszenia o sprzedaży w internet, trzy razy tak sprzedałam nieruchomość) - i idź do banku porozmawiac o sytuacji, może odstąpią, do tego musza mieć adres nowy drugiego dłużnika - mają? jak nie, to przed wizytą w banku wyślij smsa byłemu, że idziesz tego i tego dnia i o tej godzinie i powienien być obecny (o ile kredyt dotyczy również jego)

              to samo - z plikiem dokumentów do gazowni, energetyki i przedstawiaj sprawę z prośbą o odroczenie zaległości do chwili sprzedazy domu najlepiej, ale to oni chyba proponują warunki w tej sytuacji (Ty masz chcieć się dogadać - i pójść)

              i ani słowa o nowym potomku i zdradach - mąż odszedł, nieruchomość trzeba sprzedać, ne masz chwilowo pracy i musisz tę sytuację rozwiązać (ich guzik obchodzi, czy on się puścił czy nie - Ty masz być wobec nich w porządku i bardzo chętnie spłacisz należności - tak się ustaw)

              i proponuj swoje usługi w tym, co umiesz na portalach miejscowych, Ty z tego wyjdziesz tak czy owak, a gnój pozostanie ze świadomością bycia gnojem - bo co innego oddzielność i nieponoszenie za Ciebie odpowiedzialności,a co innego jeżdżenie z radością po byłej żonie
    • zmeczona100 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 14:51
      Na cito:
      1. Pozew do sądu o podwyższenie alimentów na dziecko, które jest z Tobą
      2. Pozew do sądu o alimenty dla Ciebie

      Ty zarabiałas mniej, więc finansowaliście potrzeby Waszych dzieci nierówno- dlaczego teraz ma być inaczej? Dodatkowo straciłas pracę (zmieniły się stosunki- poczytaj KRiO)- masz uzasadnienie o podwyżkę.

      Rozwód z winy niewiernego i Twoja sytuacja drastycznie się pogorszyła- masz podstawę do pozwu o alimenty na siebie.

      Czy kredyt jest na Was razem? Czy rozdzielność powstała PRZED zaciągnięciem kredytu?

      Słuchaj się swojej adwokatki.
      • blue_ania37 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 16:24
        Kobietosmile
        Bardzo mocno przytulam.
        A
        ...Niemożliwe po prostu wymaga, trochę więcej czasu.....
      • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 16:28
        Zmęczona,
        ad 1. nie ma co podwyższać bo nie mam żadnych alimentów przyznanych na Młodszego. Bowiem Sąd uznał, że jak jesteśmy podzieleni dziećmi to każdy z nas ma je utrzymywać. To było ustne uzasadnienie Sądu, na piśmie tego nie mam i moja mec mówi ze dobrze bo gdyby skłądać o alimenty to Sąd rejon nie wgłębiałby się w uzasadnienie. A przez czas małżeństwa pracowałam zawodowo ( teraz tylko przejściowe kłopoty bo się załamałam tym co mężulek narobił i nie byłam w stanie skupić się na swojej firmie ) ale że po rozwodzie SZYBKO stanę na nogi ( słowa sędziny ) , odkuję się, zacznę zarabiać ja do tej pory i będzie cacy. Niestety tak nie jest.

        2. do tego właśnie namawia mnie moja mec. Ze względu na pogorszenie się mojej sytuacji materialnej.

        Kredyt jest na nas razem. Braliśmy go w 02.2007. W 11.2008 mąż mnie zdradził ( pewnie wcześniej też ) bo we 09.2009 urodziło mu się dziecko, które tak skrzętnie ukrywał aż do 01.2011 kiedy to odkryła zdradę i prawie dwuletnie dziecko na boku.
        • zmeczona100 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 16:54
          > Zmęczona,
          > ad 1. nie ma co podwyższać bo nie mam żadnych alimentów przyznanych na Młodszeg
          > o.

          No ale w wyroku rozwodowym coś jednak pisze w tej sprawie? czy wtedy jednakowo zarabialiście?

          Teraz się zmieniły okoliczności- więc wnosić i się nie pieścić.

          Honor to można mieć, jak rachunki popłacone i brzuch napełniony. Inaczej to jest skrajna głupota.

          Zresztą, to takie dziwne - honor ma mieć ofiara, osoba w gorszej sytuacji- a nie ta druga. ja tego nie kupuję.
          • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 17:12
            Zmęczona, póki Młody mieszkał ze mną ( czyli : ja, Młody i Młodszy ) miałam zasądzone alimenty na ich dwójkę łącznie 1600 zł. Od grudnia Młody mieszka z tatusiem a Młodszy ze mną. O taki podział JA wnioskowałam, bo mimo, że Młody chciał mieszkać z tatusiem tatuś Go nie chciał, więc Młody stał się agresywny, wulgarny dla mnie i młodszego brata. Pani psycholog mówiła i opinia z RODK że On w ten sposób odreagowuje i buntuje się przeciw decyzji ojca który Jego odrzucił i wybrał mieszkanie z dzieckiem ze zdrady małżeńskiej. Przecież mnie skopał, obdukcję lek-sądową dołączyłam do akt. Bolał mnie jako matkę i miałam dylemat zgłosić to. Miałam dość patrzenia jak starszy traktuje młodszego brata. Młodszy bał się z nim zostawać sam w domu. Ole o tym już kiedyś wspominałam.

            Sędzina powiedziała, że szybko stanę na nogi, bo zarabiałam tylko nieco mniej od byłego niewiernego a skoro jestem red.naczelną/wydawcą lokalnej gazety to mam kontakty, doświadczenie i jak mogę sobie nie dać rady.

            Zaczynam jednak myśleć by schować honor do kieszeni i dla dobra młodszego syna wystąpić o alimenty. Bo być może kiedyś mi powie: mamo, czemu tego nie zrobiłaś skoro mieliśmy tak źle? Nie wiem.
            • zmeczona100 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 18:55
              To jeszcze mam takie pytanie- załóżmy, że sprzedacie dom i spłacicie kredyt. Ile Wam zostanie do podziału po spłacie tego kredytu? Da się za to kupić choćby kawalerkę?

              I pewnie pytanie od czapy (ale to pozory wink ). Czy Twój mąż prowadzi działalność gospodarczą?
              • zmeczona100 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 22:19
                I jeszcze dalej:

                Kto spłacał raty po rozwodzie? razem czy może tylko ex albo tylko Ty?
                • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 22.01.13, 12:14
                  Zmęczona, jeśli dom się sprzeda pewnie NIC nie zostanie do podziału. W tej chwili w banku jesteśmy winni 950 tys pln. Więc za ile by się musiał sprzedać by się nadwyżką dzielić. Widzisz jak teraz ludzie mają kiepsko ze zdolnością kredytową.
                  Lepiej gdyby się wynajął. Wynajmowaliśmy go firmie od 02-10.2012 i też wtedy każde z nas płaciło swoją połowę raty. W listopadzie anie w grudniu nie zapłaciłam raty. Były niewierny w listopadzie zapłacił jedynie swoją połowę a w grudniu jakąś dziwną kwotę. Przed chwilę właśnie wyszedł ode mnie, oznajmił że wpłacił 2000zł ( czyli cała ratę ). Nie wiem czy jest jeszcze na dzień dzisiejszy jakieś zadłużenie. Pewnie jest bo poprzednio wpłacił tylko jakąś część.
                  Ale jedno jest pewne: spokój jest do 28.01 bo wtedy jest kolejna rata do płacenia.

                  Były niewierny prowadzi dział.gosp od 1997 ( sama mu ją zakładałam ), oczywiście rozszerzył ją ostatnio. By uniknąć większych alimentów zlikwidował jedną część działaln. a na jej miejsce założył jednoosobową sp z o.o i wykazuje dochód jedynie 500 zł. Samych rat ma 9600 zł ( rata za nasz dom, rata za nowy dom w innym mieście, leasin na meca e-kl) . Czyli chyba pierze pieniądze. A gdzie inne drobne raty, zusy, paliwo i bieżące życie?
                  Ale dla Sądu liczy się to co na papierze.
                  • zmeczona100 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 22.01.13, 12:31
                    A Ty zamierzasz w najbliższym czasie prowadzić jakąs działalność, czy nie?
                    • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 22.01.13, 13:19
                      Obecnie mam dział gazetową. Posłałam Ci na gazetową CV.smile)
    • luciva Re: o kurczę... :) 21.01.13, 20:07
      Kobieto, ale ja nie rozumiem, jaki Ty masz dylemat?
      OCZYWIŚCIE, że wystąp o alimenty!
      Przecież wówczas, gdy sąd zasądzał, że nie płacicie sobie wzajemnie alimentów na dzieci to mieliscie mniej więcej równą sytaucję finansową. Teraz jest inaczej, prawda?
      Gdybyś opiekowała się dwojką dzieci, miała alimenty w kwocie x i nagle znalazła się w sytuacji jak obecna (strata pracy) - nie wystąpiłabyś o podwyżkę?
      I oczywiście, że spróbuj na siebie też, jeśli rozwód z winy eksa.
      Co szkodzi próbować? Coś tracisz na tym? Jeśli były Cię lży, to tak czy siak będzie to robił, kim się bardziej przejmujesz, nim?
      • blue_ania37 Re: o kurczę... :) 21.01.13, 20:21
        Wysłałam ci maila na gazetowąsmile
        A
        • kobieta-000 Re: o kurczę... :) 22.01.13, 11:58
          Aniu, odpisałam. Dziękuję. czekam niecierpliwie..
    • heksa_2 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 21:01
      Kobieto, bardzo Ci współczuję i przesyłam wirtualne głaski.
      Wydaje mi się, że powinnaś wystąpić o alimenty na siebie i syna. Olej fałszywy honor i pozij męża. Z jego winy znalazłaś się w takiej sytuacji? Masz rozwód z orzeczeniem wyłącznej winy męża? To na co czekasz. Będzie lepiej, to zrezygnujesz z alimentów. A na razie musisz przeżyć.
    • sonia_30 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 22:51
      Chyba bym się jak najszybciej starała z tego domu wyprowadzić. Po pierwsze wielka landara, zbyt droga w utrzymaniu, po wtóre wciąż współwłasność, więc wizyty exa nieuniknione, poza tym w każdej chwili może przestać płacić część raty i zostajesz z pełną obsługą kredytu.
      Z bankiem i innymi wierzycielami negocjuj czym prędzej, bo jak włączą komornika nie będzie miło.
    • worekzabawek Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 21.01.13, 22:52
      kobieta-000 proszę podaj mi swojego maila-nie wiem jak szukać tego gazetowego?
      • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 22.01.13, 12:00
        Workuzabawek, podaję maila: poczta.m@poczta.fm
        Marta
        • inna_nowa_ja Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 22.01.13, 12:30
          Marta,
          powiem Ci tak, bank owszem kiedyś umowę wypowie, ale procedura jest taka:
          monity/telefony
          windykacja wewnętrzna banku
          windykacja zewnętrzna ( agencja która podpisuje z bankiem umowę na okres od 1 miesiąca do 6 miesięcy)
          wypowiedzenie umowy (30 lub 60 dni, w zależności od tego co jest w umowie)
          BTE
          skierowanie sprawy do sądu - uzsykanie klauzuli wykonalności i dopiero komornik.
          Ja od sierpnia walczę, we wrześniu wszystkie umowy wypowiedziane, dopiero teraz ma nakaz zapłaty od 1 wierzyciela.
          Jeżeli potrzebujesz pisma z prośbą o ugodę daj znać, mam napisaną przez Prawnika, zmodyfikujesz i wyślesz.
          Wiem, że Ci ciężko, ja już przestałam wierzyć w takie tam: będzie lepiej, spłacisz długi. Myslałam nawet o tym że gdybym była zdrowa sprzedałabym nerkę, ale kużwa nie mogę.
          I wiesz co jest straszne, że moja córka ma dziury w trampkach a ja nie mam 20 zł na nowe.
          Eksa nie poproszę choćby nie wiem co.
          • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 22.01.13, 13:25
            inna_nowa_ja, chętnie skorzystam.
            Poślij mi zatem, proszę o ten wzór ugody.
            Od wczoraj piszę ( to za duże słowo, ale zabieram się, ogarniam, myślę ) do wymyślenia czegoś odnośnie pisma do elektrowni, wodociągów, i innych. ale jakoś nie idzie. Chyba jestem na to zbyt tępa..Widocznie były niewierny miał rację w tym temacie, twierdząc że nie zna nikogo tak nieudolnego i beznadziejnego jak ja. Nie daję rady. Już nie..
            • ekscytujacemaleliterki Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 22.01.13, 13:50
              Marta,
              podaj swoje namiary na emaila!
          • jolanta0305 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.02.13, 12:40
            Kochana,
            BŁAGAM, POMOCY. Mam również wypowiedzianą umowę kredytu, bank sprzedał dług do Kruk-a , miałam słynnego P. pełnomocnika, który od października nie zrobił NIC w mojej sprawie, nawet nie rozmawiał z Bankiem o ugodzie, mało tego złapałam go na kłamstwie, wczoraj. Sama zadzwoniłam do Kruka i babka powiedziała niech Pani pisze pismo, ale ja kompletnie nie wiem co, jak, odchodze od zmysłów, stąd moje wołanie o pomoc. Proszę prześlij mi na e-mail wzóra takiego pisma, ( jaka droga mam iść )ja zmodyfikuje i wyślę. Nie odtrącajcie mnie. Pomocy
    • inna_nowa_ja Kobieto, wysłałam 23.01.13, 11:44
      obierz pocztę.
      Pzdr.M
      • kobieta-000 Re: Kobieto, wysłałam 23.01.13, 12:41
        Inna..właśnie odebrałam, wydrukowałam sobie. Ślicznie DZIĘKUJĘ. Może teraz solidnie się wezmę do napisania tej propozycji ugody do wielu moich wierzycieli. Właśnie odpisuję Ci na maila. Odbierz go za chwilę.
        • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 12:52
          Kochani, macie może pomysły lub wiecie z doświadczenia co zrobić by były niewierny nie nachodził mnie, nie grzebał w rzeczach, oddał klucze, by nie wyrzucał moich gości ( w święta moich rodziców ). Jego argumenty: jestem współwłaścicielem tego domu, mogę wchodzić kiedy chcę, grzebać w czym chcę i gó..o możesz mi zrobić.
          Istotnie, nie mam nic do powiedzenia. Podczas jego szału agresji wezwałam policję , gdy były niewierny siekierą rozwalał zamki w drzwiach wejściowych. Panowie nie chcą się wtrącać, tłumacząc że takie ( że niby rodzinne ) sprawy MUSIMY MY SAMI sobie rozwiązać.
          Jak zrobić podział majątku skoro były niewierny bezprawnie sam zrobił owy podział wynosząc z domu co chciał ( bo jemu się należy). Część z tamtych rzeczy już nie ma.

          Acha, mieszkanie po swoim ojcu wystawił na sprzedaż. Mimo, że nawet nie założył w sądzie sprawy spadkowej. Na nic moje i Młodszego prośby by nie sprzedawał i pozwolił nam tam zamieszkać a tym samym mnie spłacając. Bo przecież dom bym mu zostawiła.
          Odpowiedź: wypier...j, więcej nie dostaniesz ode mnie ani złotówki. Mało wyłudziłaś ode mnie przez całe małżeństwo?? I nie bo ponieważ. I nieważne że gdy bank wypowie nam umowę zostaniemy na ulicy.

          Zastanawiam się jak on może spokojnie spać?? Nie martwi się o Młodszego syna?? Nie rozumiem.
          • kobieta-000 Re:Ciut cieplej na sercu.. 23.01.13, 13:04
            Ciut lepiej na sercu. Cieplej. Dosłownie i w przenośni. Kupiłam 4 paczki brykietu do kominka, temperatura w domu podniosła się o 2 stopnie, więc mam 16 stopni ciepła w domu. Ale i tak milutko śpi się w skarpetkach i dresie pod dwiema kołdrami i kocem.
            Dziś nie płaczę. Idziemy dziś do sklepu z Młodszym: mamy smaka na jakieś mięso na obiad, może jakaś wędlina na kanapki. Ooo.. jajecznica na kolację. Rarytasy.
            A wszystko dzięki że macie dobre serca. To dzięki Waszym przelewom mogę zapełnić lodówkę ( wiem, wiem..nie wszystko naraz ).

            Idą do mnie też wcześniej w tym roku paczki od Mikołaja. Też dziękuję Dziewczyny.

            Pomoc merytoryczna też jest dla mnie ogromnie ważna. Wzory pism, konstruktywne uwagi odnośnie mojego CV. Doceniam. Dziękuję.

            Jak tylko stanę na nogi odwdzięczę się. Wam i innym. Bo każdy z nas ma gorsze i lepsze chwile. Ja sobie słabo radzę. Chciałbym być silniejsza. Dla siebie i dzieci.
            • ewela1_1 Re:Ciut cieplej na sercu.. 23.01.13, 15:59
              Hej Marta, bardzo mi przykro,ze u Ciebie się tak porobiło sad. Zyczę Ci, aby jak najszybciej sytuacja się unormowała. Znasz język francuski, nie myślałaś zeby to jakos wykorzystać, np. korepetycje?

              P.S. Napisze Ci zaraz na priv jeszcze, to przeczytaj.

              -------------
              "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

              "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
          • sonia_30 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 13:10
            Już Ci napisałam: wynająć jakiś kwadrat i odciąć się tym samym od większości problemów.
            I nie prosic o nic, nie analizować czy spać może czy nie, martwi się czy nie - to jego biznes, jego sumienie, jego odpowiedzialność.
            • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 13:14
              Soniu.. właśnie opracowuję treść ogłoszenia odnośnie wynajmu pokoju, pokoi.
              Nie jest to proste, bo były niewierny zapowiedział , że zrozumiałym jest że połowę z zysku z wynajmu pokoju, pokoi muszę mu oddać. Bo przecież też jest współwłaścicielem.
              Czy on ma sumienie??
              Przecież to ja a nie on będę mieszkać ( jeśli dojdzie do skutku ) z kimś obcym. NIe mam sił na gnoja. Nie potrafię o nim inaczej powiedzieć.
              • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 13:15
                I jeszcze.. nawet jak komuś wynajmę pokój za np 300zł to 150 zł mam gnojkowi tak po prostu oddać.???
                • nandita_7 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 13:20
                  Marta, wysłałam ci mejla.
              • sonia_30 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 13:29
                Sobie wynająć mieszkanie... nie komuś pokój. Rozumiem że nie w tej chwili, bo nie masz jak, ale ustawić to sobie jako cel nr 1.
                Ex jako współwłaściciel mieszkania będzie mógł Cię niestety nachodzić i miałaś okazję się przekonać, że policja nic z tym nie zrobi. Wynajem pokoju za 300 zł to żaden interes. Dom jest obciążony hipotecznie, na obecną chwilę nie jesteś w stanie płacić rat kredytu, nie jesteś w stanie go utrzymywać. Nawet jak znajdziesz pracę nie będzie to bułka z masłem, bo wydatki na ponad 200 m chałupę są wysokie.
                I nie licz proszę Cię na jego sumienie, na jego gest, na cokolwiek. Chyba wystarczająco wiele się zadziało, by nie łudzić się co do przypływu empatii u exa, to raz, dwa - aktualnie to obcy facet jest.
                • krokodil123 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 13:45
                  Dla mnie jedynie rozwiązanie było tak jak pisze sonia_30.
                  Nerwy, napięcie, ciągle nachodzenie a u ciebie brak kasy, brak pracy i stres związany z tym....
                  wyczerpują niesamowicie.

                  Twój eks jest taki typ człowieka, nie zmieni się i nie złagodnieje.
                  Będzie do końca się mścił zarówno na ciebie jak i na dziecko.

                  A tego co ci dal rade przed takim przemocowcem zamki zmienić już nie słuchaj.
                  • laura771 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 14:22
                    Bardzo bardzo Ci szczerze współczuję.
                    Sonia Ci dobrze radzi, rozważ wynajęcie jakiegoś kąta, byle by cię przestał nachodzić. Trzeba się odciąć całkowicie od diabła.
                    Podaj swoje namiary na Laura771@gazeta.pl, przeleję choć parę złotych i pamiętaj, nie jesteś sama, jestem z Tobą myslami.
                    • pusta-solniczka Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 20:03
                      Założyłam dziś profil, bo pamiętam Twoje posty i kontaktowałam się w Twojej sprawie z bliska mi osobą, która ma świetne wejścia w masie firm na Śląsku, która załatwiła pracę masie znajomych, i to nie pracę roznosiciela ulotek czy sprzątaczki. Wchodzę po kilku godzinach, żeby Ci coś napisać, a widzę, że już usunęłaś mój post. Chyba dlatego, że radziłam Ci jednocześnie dla Twojego dobra i dzieci inaczej z byłym mężem postępować. Jeśli tak podchodzisz do szukania pracy i realiów międzyludzkich, to powodzenia! Lepiej niech Ci inni kadzą, przeleją trochę pieniędzy, a oferty pracy wywal do kosza! Żegnam i współczuję synom.
                      • mola1971 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 20:14
                        Zanim kogoś zmieszasz z błotem, zastanów się... I zapoznaj z zasadami użytkowania forum.
                        Kobieta nie mogła usunąć Twojego posta, mógł to zrobić wyłącznie moderator.

                        W każdym razie ja na miejscu Kobiety i tak z Twojej oferty bym się skorzystała. Zalatuje mi to próbą wykorzystania kogoś w kiepskiej formie psychicznej i w trudnej sytuacji życiowej. I być może właśnie z takiego powodu Twój post poleciał w kosmos.
                        • pusta-solniczka Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 20:24
                          Nie mam ochoty zapoznawać się z zasadami na forum, nie wiem, kto to usuwał, nie wnikam, ale poczułam się jak ostatni idiota. I bardzo dobrze, to też nauka. Rzeczywiście lepiej zająć się tylko sobą. Nie wiem, na czym miałoby polegać jej wykorzystanie przeze mnie. Albo może jestem trollem. Pewnie bez pracy będzie w lepszej kondycji. Jak będzie dawać zupełnie nieopłacalne propozycje facetowi, z którym ostatni rok wojowała i w którego w przynajmniej połowie domu mieszka to pewnie też. Powodzenia! Żegnam. Usuńcie moje posty, jeśli w nierealnym moderowanym świecie, ale bez pieniędzy jest lepiej.
                          • mola1971 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 20:31
                            Spokojnie, Kobieta sobie poradzi. Nie jest ani pierwszą, ani ostatnią osobą na tym świecie, która ma problemy finansowe. Powoli małymi kroczkami się z tego wygrzebie. Jest dorosła i zdrowa, więc da radę.

                            A Ty skoro wchodzisz gdzieś i nie masz zamiaru zapoznawać się z zasadami, które w danym miejscu obowiązują... No cóż, tylko o Tobie to świadczy. I tym bardziej z "pomocy" kogoś takiego lepiej nie korzystać.
                            • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 19:10
                              Mola.., masz racę ( jak inni mi przychylni ), że poradzę sobie. Tylko minie nieco czasu zanim się wykaraskam. Choć myślałam , że dam rade SAMA, że przyjaciołom ( ta takich znalazłam na tym forum ) nie będę zaprzątać głowy aż tak tragiczną swoją sytuacją. Cóż.. wstydziłam się początkowo, bo nie jest łatwo umieć przyjąc pomoc ( w jakiejkolwiek postaci ), ale mam nadzieję ( i wiem że tak będzie ) , że i ja w niedługim czasie będę mogło się odwdzięczyć Tym osobom, które mi pomagają i inny które tej pomocy będę potrzebowały jak ja teraz.
                              Nie kradnę, nie zabijam ( choć jednego mam na oku, ale robiąc to wyświadczyłabym mu jedynie przysługę ), nie włażę innym w życie z buciorami. Nie mam się czego wstydzić i czuć się winna.
                              A dzięki wielu osobom na tym forum zaczynam wierzyć że może nie jestem tak beznadziejna i bezwartościowa jaką mnie widzisz Pusta-solniczko. Może się napełnij i spróbuj zjeść tę zawartość solniczki z kimś. Może ci coś to da? Może nie będziesz bezpodstawnie wylewać na innych ( nie tylko na mnie ) tyle jadu. Ale twoje wypowiedzi i naskakiwania na mnie i innych świadczą jedynie o twoim wrogim nastawieniu do ludzi, o swoim zgorzknieniu, o poczuciu krzywdy. Skoro jesteś na tym forum ( mimo iż nie zapoznałaś się z jego zasadami ) to pewnie jesteś na etapie życia jak większość z nas. Albo pustka za tobą przemawia . Nie wiem i nie wiem czy chcę wiedzieć.

                              Pomyśl czy warto ulewać żółć bezpodstawnie. Może idź do kina, napij się wódki, może poseksoholizuj się nieco. Będzie lepiej, może ci te działania przyniosą ulgę?
                              Ale nie obrzucaj błotem kogo takiego jak ja. guzik wiesz a mimo to masz z góry wyrobione zdanie.
                              ps i w kwestii wyjaśnień twojego wcześniejszego postu: nie siedziałam z założonymi rękoma, gdy Niewierny Gad mnie zdradził:
                              1. pracowałam
                              2. miałam pieniądze z wynajmu domu ( 2000zł ), a mieszkałam w innym miejscu na czas wynajmu domu firmie. Gdy się wynajem ( 0d 02.2012 -końca 10.2012) skończył wróciłam do siebie, czyli do tego dużego domu, który jest moją i Gada własnością, by nie płacić za wynajem. Ooo, Ewela_1 u mnie była więc potwierdzi. ( tzn tam gdzie wynajmowałam).
                              3. miałam alimenty na chłopców ( 1600zł na obu )
                              Powiedz, którego słowa nie zrozumiałaś, chętnie powiem dużymi literami, powoli i wyraźnie. Dykcję mam dobrą: wszak nauczyciel i dziennikarz w jednym. Ale może nie wyglądam. Nie, faktycznie nie wyglądam. I patrz: tacy tez mają problem na rynku pracy!

                              Życzę Ci pusta-solniczko ( fajny nick, hi, hi, a jaki adekwatny, pasuje do ciebie ) pogodzenia sama ze sobą, polubienia innych ludzi, uśmiechu na co dzień do samej siebie i dla innych. Spróbuj choć jednej osobie powiedzieć choć jedno miłe słowo. To nie jest takie trudne. Ale jak nigdy nie próbowałaś to się nie dziwię że nie wiesz o czym mówię.
                              I mam też nadzieję, że nigdy, naprawdę nigdy nie będziesz w takie sytuacji jak ja teraz.
                              Powodzenia, szczęścia, braku utraty pracy, miłości, przyjaciół- tego ci życzę. Szczerze. Wielki buziak!
                              • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 19:20
                                Acha, zapomniałam dopisać,że te moja poprzednia wypowiedź w głównej mierze tyczyła się również wypowiedzi Kara_mii. Odpisałam łącznie na posty tych dwóch pań.
                              • yoma Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 19:59
                                > Choć myślałam , że dam rade SAMA, że przyjacioło
                                > m ( ta takich znalazłam na tym forum ) nie będę zaprzątać głowy

                                A po co są przyjaciele?
                          • krokodil123 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 10:25
                            Ale solniczkę, mojego postu też usunięto i się nie gniewam.
                            Od razu się połapałam jaki był powód do tego i raczej nie był związany z tobą.
                        • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 18:34
                          Mola, chyba właśnie tak było jak piszesz..sad(
                      • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 16:11
                        pusta-solniczko, JA NIC NIE USUWAŁAM. żADNEGO TWOJEGO POSTU. NAPRAWDĘ. Do południa nie byłam na forum, nic nie pisałam. Raniutko, ok. g. 7.30 dodawałam post do wątku o postananowieniach noworocznych.
                        Może administrator usunął. Ja chyba nawet nie mam władzy by usuwać wątki.
                        Nie rozumiem.
                        • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 16:12
                          pusta-solniczko.. a jeśli coś masz dla mnie, czegoś się dowiedziałaś od swojej znajomej osoby to proszę podziel się. Będę wdzięczna.
                          Ja każde zajęcie przyjmę, nie brzydzę się sprzątaniem czy inną pracą. Wstyd to kraść.
                        • ekscytujacemaleliterki Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 16:50
                          A i owszem.
                          Ja usunełam.
                          Całość dyskusji.
                          • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 18:36
                            Mała literkosmile) tak myślałam. A czemu właściwie usunęłaś. Co tam takiego było? Nie zdążyłam przeczytać.. Może szkoda? Powiesz mi? Marta
                • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 07:40
                  By odzyskać spokój i nie wpuszczać byłego niewiernego planuję coś z Młodszym wynająć. Ale bez pracy, jakiegokolwiek dochodu nie da rady. Więc priorytet praca!
                  • nandita_7 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 09:10
                    Odbierz mejla i odezwij się, Marta!
    • kara_mia Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 23:17
      Zainteresował mnie ten wątek.
      Przeczytałam w miarę starannie i chciałam go sobie jakoś w głowie uporządkować i oto co mi wyszło :

      -Kredyt jest na nas razem. Braliśmy go w 02.2007.
      -W 11.2008 mąż mnie zdradził
      -Rozdzielność majątkową mamy od 03.2009.
      -09.2009 urodziło mu się dziecko
      -były niewierny wyprowadzając się we 09.2010
      -On stał mi się OBCY ( 26.01.2011 ) jak odkryłam jego zdradę i ukrywane dwuletnie dziecko na boku (niecałe półtoraroczne)
      05.01. 2012 zmarł mi teść
      02-10.2012 wynajmowaliśmy go firmie, ale koniec umowy i dlatego wróciłam do niego znowu.

      gdzie wtedy mieszkałaś?
      póki Młody mieszkał ze mną ( czyli : ja, Młody i Młodszy ) miałam zasądzone alimenty na ich dwójkę łącznie 1600 zł.
      Od grudnia ( 2012?) Młody mieszka z tatusiem a Młodszy ze mną.
      ps sąsiadka przyniosła mi zupę szczawiową. Pychchaaaa..A jednak byliśmy głodni. Może nie warto jeść, nie odczuwa się głodu.
      Mama zaprosiła na piątkowy obiad.

      Pieczywa brak.
      Jak rozumiem nie masz na jedzenie- sytuacja jest moim zdaniem podbramkowa
      Czy Twoja mam ma możliwość ci pomóc np. żywiąc młodsze dziecko? Lub ktokolwiek z rodziny? Pytałaś?
      Ale czego się spodziewać skoro nawet nie chciał by starszy syn z nim mieszkał? Ale to inny temat przecież.
      że zabierze mi dziecko i wystąpi o alimenty i że będę płaciła na dwoje naszych dzieci.

      Ale chodzi mi żeby zachował się jak kochający tata dla swojego młodszego syna widząc tę różnicę w standardzie życia obu synów. Nie boli go to?? Pytam.
      Wychodzi na to, że go boli i chce mieć dzieci u siebie , żeby miały bezpieczeństwo finansowe. Co w tym złego? To starszego nie chciał a teraz chce dwóch?
      Nie kupuję…
      Dziś przyszło pismo o odcięciu nam prądu i wody na koniec stycznia ( ja mam wszystko w domu na prąd: ogrzewanie podłogowe, grzanie wody ). Więc zamarzniemy.
      Przyszło też pismo z windykacji z banku, że dają 7 dni (!!!) na spłatę całości kredytu ( 950 tys pln - już po przeliczeniu z chf na zł )

      oraz
      Ale jedno jest pewne: spokój jest do 28.01 bo wtedy jest kolejna rata do płacenia.

      To masz za tydzień zapłacić ratę 1000 PLN czy 950 000 PLN? To jednak różnica.

      skoro jestem red.naczelną/wydawcą lokalnej gazety
      Na dziś mam dość psychicznie.
      Od jutra rana biorę się za pisma.
      Od wczoraj piszę ( to za duże słowo, ale zabieram się, ogarniam, myślę ) do wymyślenia czegoś odnośnie pisma do elektrowni, wodociągów, i innych. ale jakoś nie idzie.


      Wydawca i redaktor lokalnej gazety zbiera się parę dni aby napisać parę pism do banku itp kiedy dosłownie nie ma co jeść…
      nie kupuję…

      właśnie opracowuję treść ogłoszenia odnośnie wynajmu pokoju, pokoi.
      Nie jest to proste, bo były niewierny zapowiedział , że zrozumiałym jest że połowę z zysku z wynajmu pokoju, pokoi muszę mu oddać. Bo przecież też jest współwłaścicielem.
      Czy on ma sumienie??


      Od 09.2010 minęło prawie 1,5 roku to jest zupełnie obcy człowiek, wyprowadził się wtedy.
      Od 2,5 roku jesteś sama nadal oczekujesz pomocy ze strony byłego męża.
      Od 2,5 roku jesteś sama i ciężko Ci się zebrać do paru pism kiedy nie masz co jeść? Będąc redaktorem gazety?
      Skoro nie możesz dostać pracy to pytałaś się czy poodśnieżać ludziom podjazdy przed domami w okolicy? 15 PLN za dom - 10 domów:150 PLN nie wierze, że nie znajdziesz chętnych .

      Sorry
      Nie kupuję

      To jest wyuczona bezradność. Niech ktoś, coś, jakoś za mnie… a wszystkiemu winny: NIEWIERNY
      Nie kupuję
      • anbale Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 11:00
        Napisałaś bardzo oświecony post introspekcyjno-wiwisekcyjny, no ale co niby z niego wynika?
        Uważasz, że pomogłaś kobiecie- czy może tylko sobie pomogłaś, ulewając trochę?
        Czasem widzę "po sobie", mam zły dzień, nie potrafię komuś pomóc ale przynajmniej postawię go pod pręgierzem, poupajam się moją chwilową silniejszą pozycją w grze- ale potem zadaję sobie pytanie, po co to robię, co niby wnoszę w życie czyjeś i swoje również- też tak miewasz?
        • nandita_7 Offtopic 24.01.13, 11:18
          Sorry, że nie na temat - mam pytanie do Krokodil. Czy twoim językiem ojczystym jest jakiś inny język niż polski? A jeśli nie, to czemu tak bezlitośnie go kaleczysz?
          • krokodil123 Re: Offtopic 24.01.13, 11:19
            Na pierwsze pytanie-tak.
            • nandita_7 Re: Offtopic 24.01.13, 12:46
              O matko.
              • kara_mia Re: Offtopic 24.01.13, 13:15
                Można równiez napisac "przepraszam".

                Wiem, że to straszne, że na forum sa OBCY, a Polska tylko dla Polaków, w dodatku prawdziwych Polaków.
                Az boje sie mysleć , że krokodil jest innej rasy niz kaukaska bo ja tu zjedza.

                Kiedyś były taki wagony na kolei Nur für Deutsche, moze na forum napisać Nur für Polen?
                To ja musze znikać
                • nandita_7 Re: Offtopic 24.01.13, 13:40
                  A dlaczego niby mam przepraszać? Że spytałam o narodowość? To już jest zabronione? Jeśli Krokodil byłaby obcej narodowości, w porządku, polski język trudny jest. Nie ma sprawy. Ale trudno mi patrzeć, jak ktoś znęca się nad własnym ojczystym językiem. Jaki by on nie był.
                  Strzelasz z armaty do mrówek. I nie zarzucaj mi ksenofobicznych poglądów, proszę.
                  • nandita_7 Re: Offtopic 24.01.13, 13:44
                    O cholera. Krokodil, jednak przepraszam. Ślepa gapa jestem i dopiero po wysłaniu poprzedniego postu skumałam, ze jednak polskiego to ty się nauczyłaś jako drugiego języka. O wybaczenie proszę i gratuluję nabytej umiejętności. Używasz dużo trudnych słów. Mam rodzinę za granicą. Urodzoną tu, w Polsce. Po 8 latach za granicą (Francja, Niemcy) sprawiają wrażenie, jakby polskiego zapomnieli. Kara, nie spadaj. To ja spadam, sorry za zamieszanie. A ksenofobów nie toleruję sama, zaznaczam wyraźnie.
                    • kara_mia Re: Offtopic 24.01.13, 13:45
                      smile jasne
                      gut smile
                      • kara_mia Re: Offtopic 24.01.13, 13:47
                        Alles gut smile miało być w sumie
                  • kara_mia Re: Offtopic 24.01.13, 13:44
                    Czy twoim językiem ojczystym jest jakiś inny język niż polski? A jeśli nie, to czemu tak bezlitośnie go kaleczysz?

                    to nie jest grzeczne pytanie

                    O matko

                    to nie jest grzeczny komentarz
                    • krokodil123 Re: Offtopic 24.01.13, 14:12
                      Dziewczyny, ja jestem przyzwyczajona......
                      A jeżeli sama wiem że pisze nie tak-to nie ma się co obrażać.
                      Martę na przykład uprzedziłam na dzień dobry.
                      • anbale Re: Offtopic 24.01.13, 14:19
                        Ja nie zauważyłam, żebyś pisała "nie tak"smile
                        Kiedyś coś zabawnie odmieniłaś, ale myślałam, że to taka maniera- jak np. niektórzy piszą o sobie w trzeciej osobie.
                        Szczerze mówiąc rodowici Polacy czasem piszą tak, że nie wiadomo jaki to język.
                        I ciężko skumać o co kaman. Ale z Tobą nie mam tego problemu.
                        • krokodil123 Re: Offtopic 24.01.13, 14:45
                          No tak, tak....to taka "maniera" smile))
                      • kobieta-000 Re: Offtopic 24.01.13, 16:18
                        Ta, to prawda.. Krokodil jak napisała do mnie maila od razu zaznaczyła że nie jest Polką i bym się nie dziwiła że czasami zdarzy Jej się coś nieskładnie napisać.
                        Ale i tak podziwiam i gratuluje, że ładnie nim władasz.
                      • xciekawax Re: Offtopic 24.01.13, 18:43
                        ja tez jestem przyzwyczajona, i tez wiem ze kalecze jezyk strasznie. A urodzilam sie w PL. Niektorzy nie sa wyrozumiali, ale naprawde jest roznica miedzy czlowiekiem ktory wyjezdza z kraju jako nastolatek, a czlowiekiem ktory wyjezdza z kraju jako dorosla osoba. Pozatym nie kazdy ma smykalke do jezykow. smile ja mam bardziej matematyczny umysl.

                        A fajne jest to, ze mozna na internet wejsc i pogadac po polsku z ludzmi smile
                        • malgolkab Re: Offtopic 02.02.13, 17:05
                          xciekawax napisała:

                          > ale naprawde jest roznica miedzy cz
                          > lowiekiem ktory wyjezdza z kraju jako nastolatek, a czlowiekiem ktory wyjezdza
                          > z kraju jako dorosla osoba.

                          Kilkulatek chyba wink Nastolatek to zazwyczaj już pisze bezbłędnie (nawet jak nie ma smykałki smile, a przynajmniej powinien, o ile nie ma jakichś stwierdzonych problemów. Ewentualnie może mieć problemy z typowo "dorosłym" słownictwem i używać czasami kalek językowych.
        • kara_mia Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 12:40
          Ani nie jestem silniejsza anie nie lepsza.
          Jak ktoś coś pisze, a ja to czytam, to myślę nad tym co napisał.
          Niekoniecznie muszę naprawiać i dawać światłe rady,
          czasami dziele się niedowierzaniem, czasami dziele się zdaniem innym niż większość,
          czasami po prostu dyskutuje.
          Z tego co mi się wydaje to jest forum dyskusyjne a nie forum pocieszania i poklepywania.
          "jesteś super, a ten cały świat i zły ON się uwziął na takiego anioła jak ty".

          Nie pocieszam i nie widzę powodu czemu mam nie pisać swojego zdania bo" nie pocieszasz to milcz".

          Ani w byłym ani w obecnym małżeństwie nie pozwalałam na milczenie bo się komuś nie podoba moje zdanie. I nie zamierzam tego zmieniać.
          Zaś stwierdzenie" bo twoje zdanie nic nie wnosi" lub podobnie, jest jedynie prywatną opinią autora tego zdania, nie zaś obiektywnym faktem

          • anbale Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 13:07
            Nie chodzi o pocieszanie.
            Myślę, że ktoś, kto nie ma co do garnka włożyć i czym napalić w piecu nie będzie kontemplował praźródeł i praprzyczyn swych problemów oraz sieci współuzależnień emocjonalnych...To nie ten moment.
            To tylko mieszanie w tyglu. Dokładanie kamienia komuś, kto aktualnie jest przywalony głazem.
            Czasem warto posiedzieć cicho, jeżeli ktoś w żaden sposób nie jest zdolny poczuć empatii.
            • kara_mia Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 13:17
              nie będzie kontemplował praźródeł i praprzyczyn swych problemów oraz sieci współuzależnień emocjonalnych

              Szkoda.
              Może jakby pokontemplował, to by poszedł po rozum do głowy zmienił swoje nastawienie/ patrzenie na świat/ oczekiwania/ niektore przekonania i w końcu miałby co do garnka włożyc....
              • lampka_witoszowska Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 15:24
                eeetam, to ja ci napiszę, Kara, coś, czego nienawidzę - ale jednak: to ty na dnie rozpaczy jeszcze nie byłaś

                a jeśli mamy szukac praprzyczyn tego niebycia na dnie rozpaczy, to może warto podumac chwilę nad swoją gruboskórnością, tak po prostu
        • argentusa Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 12:46
          Anabale, to nie jest ulewanie sobie. Ja potraktowałam post Kara-mii jako podsumowanie wypowiedzi kobiety000. I wniosek mam ten sam. Upłynęło dużo czasu a oczekiwania wciąż są... po cholerę. W tym czasie to można było naprawdę sporo zrobić ze swoim życiem.
          Powtarzam jak mantrę: dorosnąć. Kluczowe. A to oznacza wziąć NA SIEBIE odpowiedzialność za swoje i dziecia życie. i nie liczyć na resztę świata, a jak się pomoc otrzyma to to jest wyłącznie BONUS. Do własnej ciężkiej roboty.
          Ar.
          ps. zatem do roboty JAKIEJKOLWIEK, na początek. To oprócz funduszy (na początek niewielkich, ale jednak) odbuduje wiarę w siebie. A to jest bezcenne.
          • anbale Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 13:15
            Zgadzam się, że Kobieta ma wciąż jakiś problem z "odpępnieniem" się od eksmęża, ale chyba właśnie teraz przechodzi niezwykle trudny i bolesny proces dochodzenia do tego, jak bardzo jest "bez niego" w swoim życiu. I jak bardzo on jej szkodzi i zatruwa.
            Robienie jakichś amatorskich psychoanaliz z pryncypialnym "nie kupuję tego" moim zdaniem jej nie pomoże.
            • kara_mia Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 13:21
              A co pomoże?

              Przez 2,5 lata dostawała pomoc z zewnatrz. Za wyjatkiem męża, rodzina dzieci i forum pocieszali i dbali o jej dobre samopoczucie.
              Nic nie pomogło.
              Może jednak po takim czasie stanąc oko w oko z faktem, ze samo dbanie o jej dobre samopoczucie nie spowoduje przemiany kobiety w rekina biznesu i sukcesu?
              • anbale Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 13:30
                Gdybym się pokusiła o odpowiedz na pytanie "co pomoże" świadczyłoby to o moim zadufaniu i ignorancji jednocześnie smile
                Najprawdopodobniej Kobieta stanie się silniejsza, jeśli uda jej się SAMODZIELNIE wybrnąć z tej sytuacji i poczuje grunt pod nogami. Jeśli kiedyś poczuje potrzebę pracy nad sobą, to pewnie będzie wiedziała co zrobić i gdzie się udać. Albo spyta na forum i Ty ją uświadomisz smile
                Niektórzy nie czują takiej potrzeby, i mają do tego prawo.
                • kara_mia Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 13:37
                  Skoro ty nie wiesz co pomoże, to ja podzielę się myślą co może pomoże, a przynajmniej warto spróbować,

                  1.zabrać się ZARAZ do jakiejkolwiek roboty ( np odśnieżanie)
                  2.pokontemplować praźródła i praprzyczyny swych problemów oraz sieci współuzależnień emocjonalnych

                  Jak ktoś nie chce to nie skorzysta , jego prawo i odpowiedzialność.

                  • anbale Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 14:15
                    1. Kobieta szuka pracy i pewnie jakąś znajdzie (śnieg już nie pada)
                    2. Dobra rada dla kogoś, kto leży na kanapie z migreną. Ktoś, kogo biologiczny byt jest zagrożony a emocje rozhuśtane raczej nie będzie umiał się skoncentrować na kontemplacji, ale to szerszy temat. Na wszystko przyjdzie pora.
                    Oczywiście, że ja ktoś nie chce, to nie korzysta.
                    • argentusa Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 16:36
                      u mnie pada
                      caaaały dzień, a cholera podawali, żen ie będzie padac... szlag -idę odśnieżać, ze 2 dag schudnę. Może.
              • heksa_2 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 20:12
                A może się mylisz? Poznałam kobietę i myślę, że to silna i zaradna osoba. Na pewno sobie poradzi. Tylko potrzebuje trochę czasu. Jesteśmy w Polsce. I do tego nie w stolicy. Tu nie jest łatwo o pracę. To znaczy jest, ale o pracę dla inżynierów i pracowników technicznych. Wszystko trwa dłużej, jest kryzys. Kobieta ma totalnie podkopane poczucie własnej wartości przez sytuację z mężem, długotrwały rozwód i wieczne zastraszanie. Kobieta prowadziła wspólną firmę z mężem, razem ją zakładali. Mąż zwinął wszystko. Firma, w której znalazła pracę się rozwiązała. Nie ma też 25 lat. Może trochę zrozumienia? Na pewno rozwinie własny, tym razem samodzielny biznes. Ale w tej chwili nie ma żadnego ruchu i potrzebuje pomocy. A nie, żeby na nią wszystkie kozy skakały, bo łatwo...
                • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 29.01.13, 12:28
                  Heksa, dziękuję..
                  Stanę na nogi.. Muszę w to wierzyć. Dla Młodszego i siebie samej.
            • kara_mia Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 13:27
              tak mi się przypomniało.
              Mam znajomego , który ma młodsza siostrę o 9 lat.
              Ona obecnie ma po 40. ponieważ znamy się od dzieciństwa to pamiętam jak jego siostra miała "szczególnie trudny okres w życiu ' i " w tym szczególnym czasie nie można było od niej zbyt wiele wymagać”
              Obecnie rozwiedziona bez partnera, bez zawodu bez pracy modli się żeby rodzice żyli długo i mieli dość kasy na jej utrzymanie, bo przeżywa szczególnie kolejny szczególnie trudny okres w życiu..

              W tym czasie brat był zmuszony sobie dawać rade, bo jego matura, studia, przewlekła choroba i parę innych spraw nie były niczym szczególnym, wiec sobie radzi i jest zadowolony…
          • katja75live Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 15:16
            Argentusa, zawsze lubie czytac Co piszesz, bo bije z tego pewnosc siebie i wiara, ze wszystko mozna. Jedank tutaj sie nie zgodze, i widze, ze jakos malo w tym tolerancji i zrozumienia.
            Ja tez kiedys bylam ostra w sadach, wszystkiemu sie dziwilam (np. jak mozna nie znalesc pracy, jak mozna tolerowac zdradzajacego meza itp.), ale zycie mnie nauczylo pokory. Jeszcze nie wiesz z jakimi problemami przyjdzie Tobie sie zmierzyc (czego oczywiscie nie zycze), i jak sobie z tym poradzisz. Nie na wszystko mamy wplyw, nie kazdy jest tak samo zaradny, zdolny, przedsiebiorczy. Ludzie sa rozni, i maja do tego praw, nawet do tych slabosci. Mnie niby wszyscy podziwiaja jak sobie radze po rozwodzie: znalazlam lepsza prace, oddaje dzieci do ojca na 50% czasu, nie kloce sie z nim ani o pieniadze, ani o dzieci, ale tylko ja wiem ile mnie to kosztuje. Nie kazdy po rozwodzie dojdzie do siebie po 2 miesiacach, niektorzy potrzebuja miesiecy, a nawet lat (nie mnie to oceniac).
            • noname2002 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 15:37
              Nie kazdy po rozwodzie dojdzie do siebie po 2 miesiaca
              > ch, niektorzy potrzebuja miesiecy, a nawet lat (nie mnie to oceniac).

              Nie tylko po rozwodzie ale po utracie domu i pracy. Mnie tez sie skumulowaly razem rozwod, smierc dwoch bliskich osob i nieco mniejsze problemy, poczatkowo wszystko zalatwialam, rozwod, nowe mieszkanie itd. A potem wpadlam w depresje i dlugo z niej wychodzilam.
              Dokopywanie osobie w takiej sytuacji to swinstwo i tyle.
            • anbale Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 15:52
              Podejście do problemów drugiego człowieka, jakie prezentuje kara_mia kojarzy mi się ze staniem nad osobą w trakcie zawału serca i kiwaniem palcem że "powinieneś się lepiej odżywiać i częściej gimnastykować"...Oczywiście uwagi są ze wszech miar słuszne i pożyteczne, tylko, że kompletnie od czapy w danym momencie...
              A czasem też można komuś pomóc nie ględząc mu za wiele. Konkretnym działaniem.
              • kara_mia Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 18:32
                nad osobą w trakcie zawału serca i kiwaniem palcem że "powinieneś się lepiej odżywiać i częściej gimnastykować"...

                Nie ja mówię:
                leżysz w szpitalu, weż lekarstwo , wracaj do domu i zmień diete i schudnij bo masz 30 kg nadwagi.

                nie będę mówiła:
                oj kochana tak cie pocieszam z twoim zawałem, masz kochanieńka ciasteczko na osłodę tego strasznego życia, tak się zdenerwowałaś, złe zawały po ludziach chodzą.
                ja tez miałam zawał, ledwo co z niego wyszłam... tez płacze nocami bo boje się kolejnego.

                I tak naprawdę to pieprze takie gadanie, Niczego !NICZEGO nie wnosi, tylko uczy dalej bezradności.

                Miałaś zawał - rozumiem, boisz się, to straszny strach.
                Teraz masz szanse coś poprawić; po prostu mniej jedz i chodź na spacer.
            • argentusa Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 16:48
              powiedziałbym, że każdy ma swój krzyż.
              Licytować się nie będę. Mam wiele za sobą. i pewnie dlatego,ze bezradność przerobiłam to i doświadczenie mam, że dopóki się nie zdecydowałam dorosnąć, sama mogłbym być w tym samym miejscu co kobieta000.

              > Nie na wszystko mamy wplyw, nie kazdy jest tak samo zaradny, zdolny, przedsiebiorczy.
              A tu się zgadzam w całej rozciągłości. Jednemu głaski a drugiemu kopniaka -na różnych ludzi, różne rzeczy działają. Głaski kobiecie nie pomogły, pomoc też, to może kopniaczek serdeczny (bo nie kop) pomoże.

              Ludzie sa
              > rozni, i maja do tego praw, nawet do tych slabosci.
              oczywiście, że tak. Ludźmi jesteśmy, ze wszystkimi słabościami.

              Nie kazdy po rozwodzie dojdzie do siebie po 2 miesiaca
              > ch, niektorzy potrzebuja miesiecy, a nawet lat (nie mnie to oceniac).
              no ba... zdziwiłabym się gdyby po 2 mies. od rozstania (celowo nie piszę o rozwodzie, bo to mogą być bardzo odległe terminy).
              Ale 2,5 roku -to jest już powód do potężnego zastanowienia się nad sobą. I o to do Kobiety apeluję. A ona zrobi, co zrobi. Albo nie zrobi nic. Każdy jednak ma 1 życie i trochę go szkoda na kręcenie głową, że eks taki beeeeee.
              Wolę moją metodę (u mnie skuteczną) - gdy mi niewygodnie, to zamiast się skupiać na życiu/postępowaniu innych, wolę działać by mi było łatwiej.
              Najlepszego smile
              Ar.
              • kara_mia Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 18:24
                Zrobienie czegokolwiek z sobą wymaga wzięcia odpowiedzialności za siebie.
                Przytakiwanie w przerzucaniu odpowiedzialności na innych nie posuwa niczego do przodu (najwyżej depresję)

                Może jestem gruboskórna ale za to te rady są skuteczne i przyniosą konkretne efekty. zamiast płaczu i wyklinania na niewiernego.

                Ale trzeba zacząć od powiedzenia przed lustrem :
                DOŚĆ! Od pieprzonego DZISIAJ, JA decyduje o tym jakie jest moje życie! Ze wszystkimi konsekwencjami.

                Jak ktoś tego nie zrobi to ani głaski, ani kopy w d... , ani godziny u psychoterapeuty nie pomogą.

                Wyobraźcie sobie pacjenta, który idzie do lekarza i mówi mu, na co cierpi. Doktor odpowiada:
                - Rozumiem pańskie symptomy. Wie pan, co zrobię? Zapiszę lekarstwo dla pana sąsiada.
                Pacjent odpowiada:
                - Dziękuje, bardzo dziękuje. To bardzo poprawi moje samopoczucie.
                Osoba pogrążona we śnie sądzi, że poczuje się lepiej, jeśli zmieni się ktoś inny.
                Ty jesteś tym, który ma się zmieniać, który musi zażyć lekarstwa.
                A. de Mello “Przebudzenie”


                Kobieta nie ma siły na zmiany ? Jest na dnie?
                OK; A w jaki sposób może zacząć jej być lepiej jeżeli SAMA nie dokona zmian w sobie?
                To jest jedyna droga.

                • lampka_witoszowska Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 18:33
                  no i własnie w tym rzecz - ani tekst o chwili refleksji nad soba nic ci nei dał, ani tekst o doradzaniu umierającemu na zawał - ty masz swoją jedyną słuszną opcję i będziesz ją przepychac walcem drogowym po świeżo sianych zagonkach big_grin
                  • kara_mia Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 18:45
                    Ja mam swoją opcję i będę się jej trzymała, Nie czuję się przekonana do innej opcji.
                    Ty masz inną opcje i sposób patrzenia. I się jej trzymasz.
                    Co w tym złego?
                    Mnie nie boli, że tak myślisz jak piszesz, a czemu tobie przeszkadza, że ja myślę to co pisze?
                    Takie są dyskusje - nie zawsze dochodzi się do konsensusu.
                    Kobieta sobie poczyta , wybierze co ją przekona lub zrobi jeszcze coś innego - zrobi jak zadecyduje.
                    • heksa_2 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 20:25
                      Mam nadzieję, że jak przypadkiem wypadniesz z zakrętu na mokrej wyboistej drodze, to ktoś ci poradzi, że trzeba wolniej jeździć.
                    • lampka_witoszowska Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 20:31
                      przeszkadza mi, że myślisz to, co piszesz - i odwrotnie też mi przeszkadza - że piszesz to, co myślisz - bo uderzasz w drugiego człowieka i to na zasadzie kozy, która skarze na pochyłe drzewo

                      to drzewo przyjdzie pora, że pójdzie prostow górę, a koza? koza dalej będzie szukała pochyłości, na które skoczy - tylko ta koza, w przeciwieństwie do prawdziwej, fajnej kozuchy, skoczy po to, żeby poczuć się lepszą

                      mam nadzieję, że jednak zdarza ci się myśleć nad swoim podejściem - konsekwentnie: tak, jak doradzasz
                • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 29.01.13, 13:06
                  Kara_mia, to nie jest tak, że nie dokonuję zmian sama u siebie.
                  Próbuje się dźwignąć, odbudować poczucie własnej wartości: jako kobieta, matka, człowiek, po prostu człowiek. Zostało to wszystko zniszczone, zdeptane.
                  Gdy niewierny wyprowadzał się we 09.2010 nie miałam o niczym pojęcia ( czyli o zdradzie na boku, nieślubnym/nieplanowanym dziecku z tej zdrady). Niewierny jest dość ważnym ktosiem w rządzie, współpracując z nim. Często nie rozmawialiśmy o jego służbowych sprawach, bo "im mniej wiesz tym krócej zeznajesz". Znasz to? I właśnie tymi służbowymi problemami się zasłaniał tłumacząc że musi mnie i dzieci chronić bo ma kłopoty. Nie miałam powodów by mu nie wierzyć. Nie działo się nic w naszym malżeństwie by mu nie ufać. Ale widać nie wiedziałem wszystkiego. Przypominam że zdradę i dziecko na boku odkryłam pod koniec stycznia 2011. Wyprowadzając się płacił nadal ratę CHF a ja rachunki domowe i utrzymywałam dzieci ( nie łożył ani złotówki na nich ).Pracowałam, zarabiałam i nie stanowiło dla mnie to problemu.
                  Podłamało mnie to wszystko ( choć bez leków dają radę ): zmierzenie się z tą całą sytuacją, walka w sądzie ( wierz mi że ciężka ), nastawianie dzieci ( zwłaszcza Młodego ) przeciwko mnie, przemoc, interwencje policji, włamanie niewiernego i kradzież dokumentów naszych wspólnych i moich, złośliwość niewiernego w dniu codziennym: np przyjazd jego i jego kochanki ( bo on jest u siebie i może bo jest współwłaścielem domu ), picie przez nią whisky u mnie w kuchni, po czym musiał ją wyprowadzać a ona zaczyna się rozbierać oznajmiając że będzie tu spała. Żenada!! Wymieniać dalej?????sad(

                  Tak, kurde bele : jestem na dnie. Ale podniosę się !! Tak jak zawsze! Potrzebuję czasu, wsparcia ( na mnie nie dział kij ale marchewka ).
                  Nie zmuszam Ciebie ani nie wymagam odrobiny empatii. Pomoc (doraźną) dostałam od ludzi z forum ( mimo, że większości nawet nie znam osobiście ). To pomoc mnie ratuje, bo Młodszy je obiad, mam proszek do prania a nie muszę kruszyć mydła do pralki. Kiedyś się nawet nad takimi prostymi rzeczami nie zastanawiałam ( bo nie musiałam ) , wydawało mi się coś oczywiste, ale teraz... Takie sytuacje uczą pokory ( choć ja nigdy nie szastałam pieniędzmi, zawsze doceniałam pracę niewiernego, swoją, to co mieliśmy ).

                  Myślisz, że dobrze mi z tym, że znalazłam się w tak żałosnym położeniu??
                  Wielu ludźmi na tym forum śmiało można nazwać przyjaciółmi. Bo przyjaciel nie ocenia, ale jak trzeba pomaga. Tak zwyczajnie. Bezinteresownie.
                  Kiedyś jak byłam w dobrej kondycji finansowej i psychicznej pomagałam innym.
                  I wierzę, że kiedyś jeszcze odwdzięczę się ponownie.

                  A Tobie , kara_mia życzę byś nigdy już nie była w sytuacji kiedy coś ci się zawali, żebyś nigdy nie straciła uśmiechu na twarzy, żebyś zawsze miała pracę, maiła co jeść, żeby starczała na rachunki, żeby nigdy nikt cię nie zranił, nie oszukał. Powodzenia..
    • xciekawax Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 23.01.13, 23:51
      Kobieto,

      nie wiem jak sie czujesz, nawet nie moge sobie tego wyobrazic.
      Ja bylam po rozwodzie bez pracy rok (tez zostalam wykopana przez stres), a nie mam dzieci i i mialam podpore w rodzinie i chlopaku - a powiem Ci ze tez pare razy myslalam zeby skoczyc z mostu. To straszna depresja. I codziennie sie nakrecasz, i codziennie jest ciemniej, i czujesz sie jakby konca nie bylo tej czarnej dziury.

      Ale nie pisze tego aby Cie zdepresjonowac, tylko dlatego zeby ci powiedziec ze koniec tej czarnej dziury nadchodzi. czasami mozolnie, czasami z malymi gorkami, ale nadchodzi. Wyjdziesz z Tego Kobieto, i wyjdziesz o wiele silniejsza.
      Najwazniejsze co mozesz zrobic to nie dac sie zdolowac przez swojego exa. Jestes bardzo dzielna i pamietaj o tym.

      Nie poddawaj sie. Przyjdzie lepsze jutro. zobaczysz.
      I nie moge sie doczekac kiedy nam tu o tym napiszesz.
      • babazmiasta Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 19:10
        Kobieto, czy moglabys podac swoj adres na priva? Chcialabym sie z toba skontaktowac.
        • natka-2003 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 19:40
          pewnie Kobieta-000@gazeta.pl jak każdego tutaj wink
          sytuacja Kobiety nie jest łatwa, już sam poplątany kontakt z dziećmi może powodować niezłą depresją a jeszcze brak pracy i ten kredyt sad
          przepraszam nie czytałam całego wątku ale chyba ktoś już napisał, żeby starać się wyprowadzić i sprzedać dom, nawet jeśli ze stratą to i tak obciążenie mniejsze... tylko żeby coś wynająć to trzeba kasę... więc jednak praca najważniejsza... trzymam kciuki, żeby jednak się znalazła smile
          Kobieto ja też dzisiaj mam doła, moje dziecko zaczyna pyskować sad a jest w 3 kl SP sad
        • heksa_2 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 24.01.13, 20:27
          Przeczytaj wątek, gdzieś wyżej kilka razy adres był podany.
          • kobieta-000 Re: Umieram psychicznie. Walczyć dalej..? 29.01.13, 13:39
            Jak coś podaję ponownie. Może się przyda: poczta.m@poczta.fm
            Marta