Przyznał się ... co dalej

23.01.13, 12:21
do romansu z koleżanką! Zabrałam mu klucze spakowałam rzeczy i zgłosiłam wymeldowanie z urzędu! Nie chce nią zerwać... Czekam do marca na rozprawę alimentacyjną (2!) dał mi tylko 200zł na dziecko w gotówce! Co mogę jeszcze zrobić! Mam nadzieję że nie złoży sprawy rozwodowej bo wstrzyma mi alimenty na dziecko!
    • mayenna Re: Przyznał się ... co dalej 23.01.13, 16:31
      Dopóki jesteście małżeństwem on ma prawo mieszkać w mieszkaniu do którego masz tytuł prawny.
      W trakcie sprawy alimentacyjnej wystąp o zasaądzenie alimentów od daty złożenia pozwu bo on nie płacił dobrowolnie na dziecko.
      • xciekawax Re: Przyznał się ... co dalej 23.01.13, 23:36
        no juz nie martwmy sie w tej chwili o to jakie pan ma prawa.

        ja swojego ex tez wyrzucilam z hukiem, i nawet by mi do glowy nie przyszlo zeby on mogl wejsc do domu. I nie wszedl smile
        • mayenna Re: Przyznał się ... co dalej 24.01.13, 08:33
          Ale to jest dzialanie na własną szkodę w razie gdy pan zechce orzekania o winie. Poza tym ma prawo wymienić zamki, a takie zachowanie jest zwykłą agresją.
          • xciekawax Re: Przyznał się ... co dalej 24.01.13, 16:29
            pan nie poszedl z torbami bo pani jest niedobra zona. Pan poszedl z torbami bo zdradzal i poszedl do swojej kochanki zapewne.
            Mysle ze rozpad malzenstwa jest wlasnie przez to ze pan zdradzal i nie chce zrezygnowac z kochanki, a nie dlatego ze pani wykopala go z domu.

            Dlatego mysle ze autorka (jesli chce) nadal moze wniesc o jego wine.

            Przestanmy sie nianczyc nad niewiernymi i ich potrzebami. zacznijmy sie troszczyc o wlasne dupy, bo na koniec dnia zbyt duzo tu placzacych kobiet, a zbyt malo facetow.

            To jest smieszne ze pierwsze co musialas skomentowac to to ze pan ma prawo do mieszkania. Nawet w poscie mowy nie bylo ze pan chcialby wracac czy ze jest oburzony cala sytuacjia (ba, moze mu to na reke, bo nie musial sie pakowac), ALE ty od razu pobieglas nie wspierac kobiete, ktora wiadomo ze teraz przechodzi pieklo, ale "biednego misia" lizacego swoje ego u kochanki. Smutne. Teraz widze dlaczego w PL kobiety sa dupczone na wszystkie fronty. Nie maja wsparcia od nikogo.
            • nowel1 Re: Przyznał się ... co dalej 24.01.13, 16:45
              xciekawax napisała:

              ALE t
              > y od razu pobieglas nie wspierac kobiete, ktora wiadomo ze teraz przechodzi pie
              > klo, ale "biednego misia" lizacego swoje ego u kochanki. Smutne. Teraz widze
              > dlaczego w PL kobiety sa dupczone na wszystkie fronty. Nie maja wsparcia od ni
              > kogo.

              Ależ się rozpędziłaś!
              Mayenna napisała o konkretach, o prawnych regulacjach, a Ty jedziesz na koniku pt."Nie wspieracie biednej zdradzonej"!!!!
              Wsparcie nie polega na użalaniem się nad kimś i jednoczesnym doradzaniem, jak dokopać drugiej stronie. Nie znasz całości obrazu, zawsze tylko opowieść jednej strony, więc i rozsądne i uczciwe jest powstrzymanie się od wymachiwania szabelką nad "niewiernym"
              Od Mayenny zwykle można tu uzyskać rzetelną, uczciwą poradę. Rzecz nie do przecenienia.
            • mayenna Re: Przyznał się ... co dalej 24.01.13, 17:07
              Ciekawa, ja nie wiem gdzie pan poszedł. Wiem jedno: wyrzucanie kogokolwiek z domu w którym ma prawo mieszkać jest zachowaniem agresywnym i wysoce wątpliwym moralnie. Tak się po prostu nie robi. Człowiek ma prawo do bezpieczeństwa, a takim miejscem jest jego dom..
              Jak mia l gdzie pójść to mo na było zwyczajnie poprosic o wyprowadzkę - duzo bardziej po ludzku.by było.
              • xciekawax Re: Przyznał się ... co dalej 24.01.13, 18:24
                "po ludzku" by bylo gdyby pan poinformowal zone ze cos mu w zwiazku brakuje i zakochal sie w "kolezance?" przed wpadaniem w romans, oklamywaniem zony bog wie jak dlugo.

                Po ludzku traktuje sie ludzi ktorzy na to zasluguja.

                Moze przestanmy chronic prawa biednych misiow, a same na tym lepiej wyjdziemy.

                I jeszcze jedno: "Biedny misio" zapewne ma wiecej niz 18 lat. "Biedny misio" zapewne ZNA prawo i wie ze gdyby chcial to zapewne moglby wrocic do domu (prawnie). "Biedny misio" wybiera w domu sie nie pojawiac. Zapewne lepiej mu gdzies indziej smile Zatem, prosze, nie martw sie o jego dobro tak bardzo.

                Autorka nie ma zadnego obowiazku ulatwiac mu powrot do domu. Nie musi tez byc dla niego mila, robic mu obiadkow, ani dzielic z nim lozka.

                Pan nie pisze tutaj na forum "co dalej". wiec skoro pan sie tym nie interesuje to moze nie martw sie tak o niego. (I wierz mi - pan sobie poradzi - gdyby sie o to bal - by sie nie przyznal wink ) Autorka sie pytala - moze jej doradz cos z jej punktu widzenia. Nie zaluj.
                • luciva Re: Przyznał się ... co dalej 24.01.13, 20:11
                  No to może ja się dopiszę, bo u mnie było podobnie.
                  tzn nie wyrzuciłam eks z mieszkania z hukiem, jak dowiedziałam się o zdradzie, ale po wielu kłótniach razem podjęliśmy decyzję o jego wyprowadzce na jakiś czas, celem ochłonięcia.
                  Teraz wiem, że było mu to na rękę i to jak bardzo, oj bardzo.
                  Oczywiście, poszedł do kochanki i juz nie wrócił, ale nazywało się, że ja wyrzuciłam go z domu.
                  Oczywiście, to była karta przetargowa w sądzie - żona przyczniła się do rozpadu, bo wyrzuciła mnie z domu.
                  Mayenna ma rację, pod warunkiem, że wierzymy, że ludzie są uczuciwi, szlachetni, itd, i nie mamy pojęcia do jakich prowokacji i manipulacji są zdolni, aby osiągnąć swój cel, a żeby nie było "na nich".
                  Mayenna ma rację, że pan ma prawo do mieszkania, a w ogóle to nikogo z domu się nie wyrzuca.
                  Ale poza tym, istnieją okoliczności dodatkowe.
                  Wszystko zależy od sędziego, jak pewnie tu wszyscy wiedzą.
                  Moja sędzia była na tyle mądra, że na wszystkie zagrywki eks pytał - a dlaczego żona krzyczała? a miała prawo być zła? itd itp - naprowadzała samego eksa na odpowiednia wnioski.
                  Jednym słowem - rozumiała sytaucję, emocje, itd i doskonale zdawała sobie sprawę, że to nie kwestia wyrzucenia z domu byla przyczyną rozpadu.
    • roma113 Re: Przyznał się ... co dalej 24.01.13, 22:10
      Musisz najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie, czy widzisz szansę naprawy tego związku, czy nie.
      • kiekrzanka Re: Przyznał się ... co dalej 25.01.13, 19:37
        Prawda jest taka. On mnie oszukiwał całe małżeństwo i uważam że ona nie jest pierwszą jego kochanką. Znalazł sobie szybko mieszkanie i jest z nią szczęśliwy bo spełnia jego zachcianki. A ja radzę sobie sama z dzieckiem. Czekam na jego krok. On sam nie wie czego chce. Bo chce z nią być ale jednocześnie ona nie chce naszego syna żeby on się nim zajmował tylko jej nieślubnym dzieckiem. Mam wrażenie że on miota się z uczuciami między nią a synem. Pisze w smsach że wniesie o rozwód ale ja chce z jego winy. Teraz czekam na kolejną rozprawę o alimnety 11.03 i jeśli będzie podły i jej będzie słuchał to wniesie o rozwód i wstrzyma i alimenty na dziecko. Dla zainteresowanych on ma 37 lat ja 33 a kochanka 21 lat! I co dalej?
        • miacasa Re: Przyznał się ... co dalej 25.01.13, 21:33
          Rany, strasznie ciężka sytuacja. Jeśli Twój mąż jeszcze się miota to postaraj się by dziecko miało z nim możliwie najlepszy kontakt. Niestety są ojcowie, którzy są ojcami o ile są z matkami w związku a po rozstaniu z nimi przestają czuć się rodzicem. Tamta lala to młoda siksa, gość nie myśli głową, jak nieco ochłonie to zobaczy jakich głupot narobił ale dziecka szkoda. Trzymaj się ciepło, jesteś mądrą kobietą i dobrą mamą.
          • jagienka_2 Re: Przyznał się ... co dalej 25.01.13, 22:33
            Kiekrzanka, naprawdę współczuję. Mój eks był w podobnym wieku, gdy się wyprowadził, a kochanka jeszcze młodsza. I co z tego? Dzisiaj to już nie ma żadnego znaczenia. Nigdy nie ochłonął, nie zobaczył, jakich głupot narobił, żyje w przeświadczeniu, że jest wspaniałym człowiekiem i należy mu się wszystko, czego pragnie.A ja? Staram się nie wracać do przeszłości, nie rozpamiętywać, bo to nie ma najmniejszego sensu.

            Teraz boli jak diabli, ale trzeba się koncentrować na przyszłości i zapewnieniu bytu - dziecku i sobie. Kobieta_000 z sąsiedniego wątku poświęciła dużo sil i środków na walkę z byłym i udowodnienie mu winy w sądzie. Teraz tych sił brakuje na szukanie pracy i sposobu, jak wyjść z długów. I Tobie, i jej życzę powodzenia. Tylko tak sobie myślę po cichu, może nie warto iść tą drogą?
            • mola1971 Re: Przyznał się ... co dalej 25.01.13, 23:17
              jagienka_2 napisała:
              Kobieta_000 z sąsiedniego wątku poświęciła dużo sil i
              > środków na walkę z byłym i udowodnienie mu winy w sądzie. Teraz tych sił brakuj
              > e na szukanie pracy i sposobu, jak wyjść z długów. I Tobie, i jej życzę powodze
              > nia. Tylko tak sobie myślę po cichu, może nie warto iść tą drogą?

              Też myślę, że lepiej nie iść tą drogą. U Kobiety mleko już się rozlało, czasu nie cofnie, ale w tym przypadku jest jeszcze czas na zastanowienie.
              Nigdy nie rozumiałam, nie rozumiem i chyba też w przyszłości nie zrozumiem po co komu to orzeczenie o winie? Szanuję to, że niektórzy tego potrzebują, choć ja nie potrzebowałam, ale szanować nie znaczy rozumieć. Nie znam ani jednego przypadku, w którym to orzeczenie dało komuś coś więcej niż (wątpliwe) podratowanie nadszarpniętego poczucia własnej wartości. Na nadszarpnięte ego są inne, znacznie skuteczniejsze metody. Po co więc ta walka w sądzie? Nie wiem. Mnie szkoda było na to czasu i energii.
              • logicman Re: Przyznał się ... co dalej 25.01.13, 23:45
                Dokładnie. Przede wszystkim szkoda na to zdrowia. Siły i środki lepiej przeznaczyć na budowanie swojej przyszłości (i w miarę spokojne "zainstalowanie się" w realiach porozwodowych) niż na publiczne babranie się w brudach.
                • mola1971 Re: Przyznał się ... co dalej 26.01.13, 00:06
                  Szkoda zdrowia własnego i bliźnich, których na świadków wzywać trzeba i udowadniać, że białe jest białe, a czarne jest czarne. Po co? Każdy z nas wie jak było i grunt by sam/sama ze sobą czuł/czuła się dobrze i swoje wady i zalety znał/znała. Nikt nie jest idealny, kwestia wygranej w sądzie to bardzo często sprawa li tylko dobrze wybranego adwokata. Tylko czy warto im nabijać kieszeń? Wg mnie nie warto. Tzn. w sprawie orzeczenia winy przy rozwodzie, bo w innych sprawach (rodzinnych, cywilnych, karnych) bywają bardzo pomocni.
                  A orzeczenie o winie? Przecież zupy z tego papieru nikt dzieciom nie nagotuje. Więc po co to komu?
                  • jagienka_2 Re: Przyznał się ... co dalej 26.01.13, 00:22
                    Mola, nie mam pojęcia. Dla satysfakcji? Dla własnego poczucia sprawiedliwości? Niestety, przykład Kobiety pokazuje, że wygrana w sądzie, może się okazać pyrrusowym zwycięstwem.

                    Mnie też wszyscy mówili, składaj pozew z orzekaniem o winie, zniszcz go, puść w skarpetkach i takie tam bzdury. A mnie intuicja podpowiadała, że nie warto, że muszę się bronić przed nienawiścią, bo ona mnie zniszczy, a nie jego. I obroniłam się, rozstaliśmy się w cywilizowany sposób i choć wiele razy eks podniósł mi ciśnienie, żyjemy w zgodzie.
                    • mola1971 Re: Przyznał się ... co dalej 26.01.13, 00:37
                      Ja miałam ten "komfort", że to ja zarabiałam na rodzinę, to ja wychowywałam dzieci i to ja jakoś trzymałam to wszystko w kupie, więc orzeczenie o winie nie dawało mi nic, kompletnie nic. No, poza tym, że ex w ciągu 5 lat od rozwodu nie mógłby się domagać ode mnie alimentów na siebie w przypadku niedostatku. Tego akurat nie brałam pod uwagę, bo ex to typ, który zawsze spada na cztery łapy, więc niedostatek mu do końca życia nie grozi. Zawsze znajdzie się ktoś (raczej ktosia, bo to kobiety są), kto da mu jeść, pić, dach nad głową i takie tam.

                      Niemniej nie oceniam kobiet, które poświęciły własne życie i własną karierę zawodową dla tzw. dobra rodziny, czyli zajęły się głównie domowym ogniskiem. Mnie z takiego modelu życia skutecznie (choć nieświadomie) wyleczyła moja Mama smile
                    • luciva Re: Przyznał się ... co dalej 26.01.13, 00:46
                      Ostrożnie doradzałabym w kwestii rozwodu z orzekaniem czy bez.
                      Każdy sam musi zmierzyć swoje siły, zastanowić się, co warto a co nie.
                      Ja rozwiodłam się z orzekaniem o winie i doradzałabym każdej porzuconej, zdradzonej kobiecie.
                      Może inaczej jest jak samemu się tego rozwodu chce, po latach trudnego zycia z byłym współmałżonkiem, gdy dojrzewa się do takiej decyzji.
                      Gdy stawia się nas pod ścianą, ktoś podejmuje decyzje, następuje nagły zwrot akcji w małźeńskim życiu - czasem warto.
                      Mnie namawiał do orzekania psycholog, do którego chodziłam, bo nie dawałam rady zrozumieć tego co się dzieje, zachowań męża, itd.
                      jestem wdzięczna za to - bo owszem nic materialnego nie zyskałam, ale poczułam spokój, totalne poczucie sprawiedliwości, satysfakcję - nagle przestałam się bić z myślami, ciągle analizować, męczyć siebie i otoczenie, itd.
                      Było warto - to mój punkt widzenia.
                      Świadków wcale dużo nie było potrzeba, bo wystarczyły w zasadzie dowody papierowe (bilingi, maile między eks a mną, rozmowy gg nasze, itd) i umiejętne pytania adwokata.
                      Cena adwokata była dokładnie taka sama, jak w przypadku rozwodu bez orzekania. Nie wyczerpało mnie to, nie nadwyrężyło zdrowia, wręcz przeciwnie - miałam jakiś cel, nie popadłam w marazm wink
                      Także różnie to bywa.
                      • logicman Re: Przyznał się ... co dalej 26.01.13, 00:57
                        luciva napisała:

                        > Cena adwokata była dokładnie taka sama, jak w przypadku rozwodu bez orzekania.

                        W przypadku rozwodu bez orzekania o winie, zatrudnianie adwokata to wyrzucenie pieniędzy w błoto. To już lepiej tę kwotę przeznaczyć na jakiś szczytny cel ... albo zafundować dzieciom fajne wakacje smile
                        • jagienka_2 Re: Przyznał się ... co dalej 26.01.13, 11:24
                          Luciva, rozumiem, że masz inne zdanie w tej kwestii i postąpiłaś inaczej. Znam też przypadki, gdzie rozwód z orzekaniem o winie zakończył się po pierwszej rozprawie. U mnie też tak mogło być, bo eks stwierdził, że on nie chce żadnego cyrku w sądzie i się przyzna. Tylko, że mnie to już nie było do niczego potrzebne. Ba, doszłam do wniosku, że ja też nie jestem ideałem i może w mniejszym stopniu niż on, ale jednak, przyczyniłam się do tego, że nasze małżeństwo się rozpadło. Dlatego staram się powiedzieć tym, którzy są na początku tej drogi, jeżeli to możliwe, trzeba próbować się dogadać. Mnie się udało, idealnie nie jest, ale gdyby nie poprawne relacje z eksem, byłoby bardzo ciężko. Naprawdę warto o to zadbać, jeśli nie dla świętego spokoju, to dla dziecka, które jest szczęśliwe, gdy widzi rodziców, którzy normalnie ze sobą rozmawiają.
              • xciekawax Re: Przyznał się ... co dalej 28.01.13, 19:05
                nie jestescie w butach Kobiety wiec nie oceniajcie jej tak. Nikt nie wie czy ex-maz by zachowywal sie lepiej, gorzej, czy tak samo w stosunku do niej gdyby zlozyla rozwod bez winy, lub nawet z jej winy. Facet pewnie aby zatuszowac zle do siebie to robi z Kobiety potwora, nienawidzi jej wprost. Bo gdyby zaczol myslec ze kobieta jest "w porzadku" to co to by o nim swiadczylo i o jego czynach??
                Mysle ze rozwod z jego winy albo bez winy - nic tutaj nie zmienilby.

                pozatym czasami nie mozna dac satysfakcji komus kto psychicznie chce wymusic na nas decyzjie ktora im sie podoba.

                Ja mialam rozwod 'bez winy", choc ex by sie zgodzil na wszystko aby nie placic za adwokata. A ze ja placilam to i nie chialo mi sie wydawac wiecej niz musialam. rozwod w miesiac - bezcenne smile

                ale ogolnie mysle ze to bardzo indywidualna sprawa. Niektorzy ludzie maja bardziej wyostrzone poczucie sprawiedliwosci (nie mylic z poczuciem zemsty), i dla ich dobra psychinczego potrzebne jest orzeczenie o winie (czesto sprawiedliwe).
                • mayenna Re: Przyznał się ... co dalej 28.01.13, 19:23
                  Ona też nie jest tobą. Ja jej nie oceniam. Oceniam wyrzucenie kogoś z jego domu, pozbawienie z dnia na dzień dachu nad głową. Uważam że się tak po prostu nie robi, obojętnie jak ten ktoś sie zachował podle.Nie zagrażał jej życiu i zdrowiu więc możną było sprawę załatwić po ludzku i normalnym trybem, zgodnie z prawem.
                  • xciekawax Re: Przyznał się ... co dalej 28.01.13, 19:44
                    ale gdyby ex nie mial gdzie pojsc to (wierz mi) by nie wyszedl z domu. Po prostu by nie wyszedl. kropka. czasami faceci prowokuja zony bo nie maja jaj aby sami to zrobic. Zapewniam cie ze jej ex raczej nie marzl na ulicy, ale mial cieplutkie mieszkanko czekajace na niego.

                    No i oczywiscie fajnie jest gdy sprawy zalatwia sie "normalnym trybem" i "zgodnie z prawem", ale nie zawsze tak wychodzi wink Szczegolnie gdy jej maz przekreslil malzenstwo "NIE-normalnym trybem" smile
                    • mayenna Re: Przyznał się ... co dalej 28.01.13, 20:01
                      xciekawax napisała:

                      > ale gdyby ex nie mial gdzie pojsc to (wierz mi) by nie wyszedl z domu. Po pros
                      > tu by nie wyszedl. kropka. czasami faceci prowokuja zony bo nie maja jaj aby s
                      > ami to zrobic. Zapewniam cie ze jej ex raczej nie marzl na ulicy, ale mial cie
                      > plutkie mieszkanko czekajace na niego.

                      Wiesz, ja jestem za zasadą i nie masz pewności jak to tam było. Psa sie nie wyrzuca , a człowieka tym bardziej.
                      On zrobił i ten czym świadczy o nim, a jej o niej. Miał czy nie maił gdzie pójść - tak sie po prostu nie robi. Tak jak sie nie bije dzieci,chocby to miał być klaps i jeszcze parę rzeczy.
                      Ciekawa, a kobiety są święte i nie prowokują i nie przyczyniają się do rozpadu małżeństwa?Jego też mozna pięknie wytłumaczyć i usprawiedliwić. Mnie chodzi tylko o to, żeby kiekrzanka miała świadomość, że złamała prawo wywalając męża za drzwi.
                      Tutaj nawet broniono faceta,który wyrzucił za drzwi konkubinę z małym dzieckiem, w nocy, także mnie już nic nie zdziwismile
                      Mnie nie przekonasz odnośnie tej kwestii i możesz sobie odpuścić kolejne dywagacje co by było gdyby i jak to pan podle postąpił.

                    • ro35 Re: Przyznał się ... co dalej 28.01.13, 21:24
                      xciekawax napisała:

                      > ale gdyby ex nie mial gdzie pojsc to (wierz mi) by nie wyszedl z domu

                      nie wierz nigdy kobiecie...
                      kiedyś wyszedłem po takiej "prowokacji" - na dworzec, spędziłem trochę czasu w pociągach, zimno było.
    • bylemrogaczem Re: Przyznał się ... co dalej 27.01.13, 12:02
      piszesz pozew o zabezpieczenie podstawowych potrzeb rodziny . Nie są to jeszcze alimenty ale jeśli się wyprowadził to dostaniesz . A dalej masz całą cierpiętniczą drogę przed sobą
Pełna wersja