Dodaj do ulubionych

Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy?

02.02.13, 20:47
Czy naprawdę istnieją jakieś cechy, niedoskonałości, zachowania, które powodują, że jesteśmy zdradzani? Czy zdradzamy, bo czegoś nam brakuje w partnerze? A może próbujemy załatać lukrem zdrady własne braki?
A może po prostu związki mają termin przydatności i zwyczajnie nie da się na zawsze i że cię nie opuszczę aż do śmierci amen? Może jedynym powodem jest czas? Albo hormony? I może nie ma o co się spinać? Przecież się nie wymydli.
Obserwuj wątek
      • heksa_2 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 02.02.13, 23:29
        Dzięki ci za to zdanie, bo dominuje tu pogląd, że zdradzie można zapobiec przez różne zabiegi. Wydaje mi się jednak, że zdrada jest zawsze winą zdradzającego, choć zapewne istnieją czynniki potęgujące, przyspieszające i demotywujące. Pewnie do zdrady łatwiej dochodzi w sprzyjającym środowisku. Niewątpliwie toksyczny czy patologiczny związek jest naturalnym środowiskiem zdrady.
    • anbale Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 02.02.13, 23:51
      Ile zdrad, tyle powodów.
      Chyba najczęściej zdradzają Ci, którzy nie dostają w stałym związku tyle, ile by chcieli albo dostają nie to, na czym im zależy. Często to nie ma nic wspólnego z "winą" drugiej strony, bo jednak każdy człowiek na swoje ograniczenia, niektórych spraw nie przeskoczy choć się stara.
      Niektórzy jednak mają dużo, dostają wiele a jednak zdradzają. Mnie to zawsze dziwią historie "z wyższych sfer" gdy partnerzy niewiarygodnie pięknych, atrakcyjnych i zakochanych kobiet płacą za seks jakimś mocno sfatygowanym, paskudnym prostytutkom (taki np. Tiger Woods), ryzykując swoją reputacją, karierą i majątkiem. Jak widać jest to dziwna i tajemnicza siła smile
      • jagienka_2 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 03.02.13, 00:53
        Nie da się wszystkich zdrad wrzucić do jednego worka i stwierdzić, że to wina tylko zdradzającego... Każdy przypadek jest inny. My byliśmy dramatycznie niedopasowani, w pewnym sensie zdrada była dla eksa pretekstem do tego, żeby odejść i nie musieć odgrywać niechcianych ról - męża i ojca... Noszę w sobie wspomnienie tamtego cierpienia, ale dziś czuję przede wszystkim ulgę, że już z nim nie jestem...
        • katja75live Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 03.02.13, 11:18
          Mnie sie wydaje, ze nikiedy moze byc to kwestia kompleksow, niskiego poczucia wlasnej wartosci. Moj exs zaczal mnie zdradzac ewidentnie wtedy, gdzy nadazyla sie okazja.
          Wyjechal do pracy do kraju, gdzie jest ewidentny deficyt mezczyz, a bardzo w cenie sa tak zwani ''z europy''. No i bardzo mu to zaimponowalo, podkrecilo jego ego. Jestem tez prawie pewna, ze gdyby nie jego wyjazdy,to tu na miejscu, nie znalazlby kochanki. Poniekad okazja zrobila z niego ''zlodzieja''. Ale wiem, ze nie zawszze tak musi byc, to kwestia charakteru jak napisal logicman.
        • anielica84 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 31.07.13, 17:33
          ja z moim mezem zawsze sie dogadywalismy, nie bylo tematow tabu, byly problemy roznego typu, ale zawsze dochodzilismy do porozumienia, a moj maz kiedys stwierdzil, ze jak przestane go inspirowac to wtedy powinnismy sie rozstac to bardzo boli, bo ja w zasadzie nie mialam nic do powiedzenia, a on twierdzi ze przeciez uczciwie mi powiedzial ze sie zakochal wiec w czym problem...powiec jagienka czy pozniej przestaje sie czuc cierpienie??ja chcialabym juz tolerowac go jak sasiada z bloku obok, wymieniac sie informacjami na temat corki i nic do niego nie czuc
    • tricolour A płacisz abonament radiowo-telewizyjny? 03.02.13, 14:08
      Albo inaczej: czy wszyscy z forum płacą ten abonament?

      Więc Twoje niełatwe pytanie o zdradę można znacznie uprościć do: dlaczego kradniesz dwie dychy miesięcznie skoro to żadne wzbogacenie?

      "Może jedynym powodem jest czas? Albo hormony?"

      A może naturalną naturą jest zdradzać i kraść?
    • triss_merigold6 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 03.02.13, 14:44
      OMG ile ludzi i sytuacji, tyle powodów i może to być całkowicie niezależne od partnera/ki.
      - z nudów
      - z ciekawości jak to jest z kimś innym
      - bo jest okazja, a wcześniej nie było
      - z braku seksu w związku
      - bo związek jest ogólnie ok, ale seks z kimś innym lepszy
      - z zemsty
      - w poszukiwaniu czułości, zainteresowania i miłości
      - bo tak jakoś wyszło
      - z potrzeby dowartościowania się
      - bo fajnie się gadało, a seks wyszedł przy okazji
      itd.
    • ro.d Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 04.02.13, 19:08
      cześć. mam na imię ro.d i jestem anonimowym rozwodnikiem. wiesz dlaczego ja zdradzałem? bo bałem się że zostanę zdradzony i wolałem się zabezpieczyć. wiem że to psychiczna ułomność ale tak było. straciłem najcudowniejszą kobietę która dodatkowo kochała mnie do szaleństwa bo ciągle Jej wmawiałem że nie jestem warty miłości. i w końcu uwierzyła i odeszła.
      • anbale Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 04.02.13, 22:10
        Nie wiem, czy ułomność, ale na pewno mocne pokręcenie...Zdrada na wszelki wypadek? Nie spotkałam się jeszcze z takim wariantem. Tzn. gdyby ona Cię zdradziła, to wykrzykujesz "ale ja byłem pierwszy, ja to robię od dawna" i od razu Ci lepiej, czujesz wyraźną ulgę?
        Poza tym w żaden sposób nie mogę pojąć, jak można świadomie utracić kogoś, kogo się kocha szczęśliwie i z wzajemnością- no ale skądinąd wiem, że ludzie i takie ewolucje potrafią wykonać...
        Chyba bardzo współczuję i piszę to bez cienia ironii.
    • malgolkab Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 04.02.13, 21:55
      Jak byłam młodsza to się zastanawiałam czy to kwestia charakteru (tzn. ktoś zdradza każdą partnerkę/partnera) czy raczej (nie)dobrania. Do tej pory nie znam odpowiedzi smile Znam osoby, które zdradzają notorycznie, znam i takie, które zdradzały pierwszego męża/żonę, a z kolejnym/ą żyją w monogamii od wielu lat. Skłaniam się jednak ku tezie, że nic nie dzieje się bez przyczyny i jak komuś jest dobrze i dostaje to czego chce, to nie szuka gdzie indziej (za wyjątkiem seksoholików czy innych zaburzonych osobowości).
      • blackglass Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 05.02.13, 13:19
        malgolkab napisała:
        .... Skłaniam się jednak ku tezie, że nic nie dzieje się bez przyczyny i jak komuś jest do
        brze i dostaje to czego chce, to nie szuka gdzie indziej (za wyjątkiem seksoholików czy innych zaburzonych osobowości).

        A mnie takie tłumaczenie zawsze irytowało, bo nikt nie dostaje w życiu wszystkiego czego by chciał/potrzebował....
        Po drugie jaki to ma sens?
        • anbale Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 05.02.13, 14:02
          blackglass napisała:
          >
          > A mnie takie tłumaczenie zawsze irytowało, bo nikt nie dostaje w życiu wszystki
          > ego czego by chciał/potrzebował....

          Tylko, że jedni potrafią z tym żyć, a nawet się cieszyć z tego co mają- a inni w żaden sposób nie potrafią się z tym pogodzić i idą szukać szczęścia smile

          > Po drugie jaki to ma sens?

          A niektórzy w końcu znajdują to szczęście, a że kosztem ranienia innych ludzi- to już muszą we własnym sumieniu to przerobić (jeśli je mają)
          • ulla08 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 05.02.13, 18:46
            To nie jest takie proste. Ja mam drugiego męża, kocham go nad życie , uwielbiam z nim spedzać czas , nigdy mnie nie drażni. Dostałam coś pięknego od losu. Jesteśmy razem 5 lat, nic nie zmieniło się. Tylko seks . Właściwie zawsze był taki sam, ale początkowo było mi wszystko jedno. Potem tłumaczyłam sobie , ze tak juz w życiu jest ,nie można mieć wszystkiego. Dziś tkwię w ramionach omdlewającego, czułego seksu, chce mi się płakać. Nienawidzę się za to. Jednocześnie błogosławię te chwile. Nie chcę nikogo ranić. Czuje do męża to co wcześniej.
            A gdy kochanek przytula i całuje mnie po seksie - płaczę- nie z poczucia winy, ale z radości spełnienia. Prawda nie zawsze jest taka oczywista i łatwa...
            • malgolkab Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 10:50
              ulla08 napisał(a):

              > To nie jest takie proste. Ja mam drugiego męża, kocham go nad życie , uwielbia
              > m z nim spedzać czas , nigdy mnie nie drażni. Dostałam coś pięknego od losu. Je
              > steśmy razem 5 lat, nic nie zmieniło się. Tylko seks . Właściwie zawsze był tak
              > i sam, ale początkowo było mi wszystko jedno. Potem tłumaczyłam sobie , ze tak
              > juz w życiu jest ,nie można mieć wszystkiego.
              Też mam 2 męża, tylko jak napisałam wcześniej - nie byłby moim mężem gdyby nie świetny seks (oczywiście nie tylko to, ale było to dla mnie równie wazne jak inne rzeczy, o których piszesz).

              > A gdy kochanek przytula i całuje mnie po seksie - płaczę- nie z poczucia winy,
              > ale z radości spełnienia. Prawda nie zawsze jest taka oczywista i łatwa...
              No i to potwierdza moją tezę - gdyby Ci czegoś nie brakowało to nie szukałabyś gdzie indziej. Brakuje dobrego (satysfakcjonującego) seksu. I to nie chodzi o to, by ktoś się naginał pod nas, próbując nas zadowolić, tylko, żeby mieć takie same upodobania, temperament.
        • malgolkab Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 10:52
          blackglass napisała:

          > malgolkab napisała:
          > .... Skłaniam się jednak ku tezie, że nic nie dzieje się bez przyczyny i jak ko
          > muś jest do
          > brze i dostaje to czego chce, to nie szuka gdzie indziej (za wyjątkiem seksohol
          > ików czy innych zaburzonych osobowości).
          >
          > A mnie takie tłumaczenie zawsze irytowało, bo nikt nie dostaje w życiu wszystki
          > ego czego by chciał/potrzebował....
          Ja na chwilę obecną mam praktycznie wszystko czego/chcę potrzebuję (no może pensję chciałabym wyższą wink) I znam wiele osób, które są zadwolone i niczego im nie brakuje.
          • ulla08 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 17:26
            Właśnie chodzi o to, że nie chcę zmieniać swego męża, nakłaniać go do rzeczy, które nie wychodzą od niego. Nie wiem , myślę , ze czułby się winny, bezradny, zaniepokojony. A tak wiele od niego dostałam i nadal dostaję. Co dzień szłyszę , że jestem kochana i wiem , ze także kocham. Czy warto to zmieniać.? Nie zamienię tego na nic .
            Jednak nie portafie poradzić sobie z tą sytuacją. Cudowny seks , też przemienia się w miarę upływu czasu w coś więcej. na poczatku to była tylko ciekawość i radość. Teraz cos się zmieniło.
            Nie wiem dokładnie na czym to polega, jest to bardziej moje i jego. Kiedy seks sie kończy , on mocno przygarnia mnie do siebie , wdycha mnie głęboko, a mnie chce sie płakac. Nic nie mówimy , ale wiemy , ze to jest. Dokąd to nas zabiera?...
              • ulla08 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 18:17
                Myślisz ,że to jest łatwe dla nie? Chwilami czuję się okropnie. Nie chcę nikomu robić krzywdy, nawet jesli ON o tym nie wie. Ja wiem. Pomyśl jednak, że jestem nie tylko żoną , ale również kobietą. Mam duży temperament, i wiele razy próbowałam mu delikatnie a czasem nawet mniej delikatnie wytłumaczyć jak bardzo brakuje mi namiętności. On stale swoje, że nic się nie zmieniło, tylko te problemy w pracy, stresy itd. I nic się nie zmienia.
                Poza tym, niczego sama nie szukałam, choć przyznaję, że znudziła mi się już masturbacja.
                  • ulla08 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 19:47
                    Dlaczego jesteś napastliwa , a w ogóle nie odnosisz się do moich argumentów ? Powtarzam , wyszłam za mąż z miłości , szanuję męża i przeszłam już z nim wiele, m.in. Moją ciężką chorobę. Wiem , że zawsze mogę na niego liczyć i nigdy go nie opuszczę.
                    Czy nie rozumiesz ,ze oprócz tego jestem normalnym człowiekiem, czuję się nadal atrakcyjną kobieta, uwielbiam seks , nie w najczystszej postaci, ale to co mnie spotkało daje mi szczęście, jakie nie spotkało mnie w tej sferze przez całe życie, a mam 45 lat. Znałam wielu mężczyzn, i wiem na pewno , że takie rzeczy nie zdarzają się co dzień , a czasem być może nigdy?...
                    • anoraak Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 20:09
                      Nie dziw się takiej reakcji - Twoje zachowanie dalece odbiega od akceptowalnych społecznie norm, pomijam już sama zdradę, ale jesteś kobietą a to facetom wielu wybacza kochanki na boku (nie na tym forum ale ogólnie smile.
                      Moim zdaniem może i kochasz męża, ale na pewno nie szanujesz. Jeżeli byś szanowała to byś go nie oszukiwała. Ale ja doskonale Ciebie rozumiem - sama nie wiem jakby się zachowała na Twoim miejscu ale wiem jedno - taki układ na pewno nie będzie trwał wiecznie i kiedyś będziesz musiała podjąć decyzję czy zrezygnować z dobrego seksu który jak sama piszesz może przerodzić się w coś głębszego czy też zrezygnować i zranić mocno męża....albo sytuacja wyjdzie samoistnie na jaw.
                • mayenna Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 21:09
                  Uwielbiam takie tłumaczenie: nic nie mogłam zrobić, samo przyszło, a seks z mężem był zawsze taki sobie.
                  Miałaś różne drogi, a wybrała jak wybrałaś.Wiesz co w zdradzie jest najpodlejsze? Nie rogi i orgazmy, nie to ze ta druga osoba jest g.. kochankiem, albo jak nie jest, to i tak się poczuje jak zero, gdy odkryje prawdę. Najgorsze jest kłamstwo. On nic nie wie i żyje w przekonaniu, że bajka trwa. Prawda go zniszczy. Właśnie rozdeptałaś serce swojego męża. On ci ufa bezgranicznie, a ty sobie tym zaufaniem buty czyścisz...
                  Ale rozumiem, że inaczej po prostu się nie dałosmile)
              • logicman Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 18:59
                natalia-ok6 napisała:

                > Jak mozna kochać męża i jednocześnie zdradzać? Moim zdaniem męża nie kochasz,da
                > je ci wiele o czym tu piszesz i potrzebny ci jest dla twojej wygody.Straszny e
                > goizm.

                Zgadzam się z Tobą Natalia, jednak wolałem nie wychylać się ze swoją opinią, kobiecy świat uczuć i emocji jest zupełnie inny od naszego. Pewne sprawy jednak są fundamentalne.
                • ulla08 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 19:59
                  Ach tak, to są tylko mądre frazesy. Znajdźcie się w takiej sytuacji , a dopiero później wypisujcie swoje obrażone opinie. Nie uważam się za ignorantkę, i napisałam tu, nie żeby się
                  popisywać. Nie szukam też rozgrzeszenia. Wiem w głębi serca, że to co robię , nie ma racji bytu.
                  Jednak nie jestem pewna, czy powinnam z tego rezygnować. Uważam, że gdyby mąż , choć w w połowie dał mi to co tamten, nigdy bym o o innym nie pomyślała. Teraz jednak z przerażeniem stwierdzam. że mężczyzna , którego znam 3 msc, lepiej poznał moje ciało i potrzeby niz mój ukochany mąż przez 5 lat....
                  • anbale Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 20:06
                    Ale w jakiej sytuacji mamy się znaleźć, żeby móc się wypowiadać, nie rozumiem?
                    Na ogół wypowiadają się na tym forum ludzie, którzy zakończyli związki, które ich unieszczęśliwiały lub im nie odpowiadały z różnych przyczyn, więc trudno im zrozumieć takie walenie męża po rogach motywując to na dodatek "bo sam sobie winny"...
                    • ulla08 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 20:20
                      A ja myślałam, że to forum na temat zdrady, a nie tylko zgorzkniałych zdradzonych. napisałam szczerze. bo jest to dla mnie poważny problem. Miałam nadzieję, spotkać opinie ludzi, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji, a Ty sugerujesz , że to kącik zranionych,..
                      Nie uważam, by Twoje stwierdzenie "walenie po rogach" było odpowiednie do mojej sytuacji.
                      To sa prymitywne opinie, nadal lekcewaące to co napisałam powyżej. Szkoda jestem trochę zawiedziona. Życzę wszystkim dobrej nocy,

                      • natalia-ok6 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 20:32
                        ulla08 napisał(a):

                        > A ja myślałam, że to forum na temat zdrady, a nie tylko zgorzkniałych zdradzony
                        > ch. napisałam szczerze. bo jest to dla mnie poważny problem

                        Akurat w moim związku nie było zdrad i na szczęście nie wiem co to znaczy.Rozstaliśmy się z innych powodów.Dalej upieram sie,ze jak sie kogos kocha to nie krzywdzi i nie zdradza.Jezeli ktos postępuje w ten sposób i dalej tkwi w związku to chyba tylko dla własnej wygody.
                      • anbale Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 20:36
                        Nie, to nie jest żaden kącik zgorzkniałych i zranionych zdradzonych. Wyjątkowo źle trafiłaś.
                        Jeśli będziesz potrzebowała pomocy i wsparcia w momencie podejmowania trudnych i niewygodnych dla siebie decyzji, to właściwe miejsce. Hipokryci mają tu wyjątkowo przerąbane, to fakt.
                        • ulla08 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 20:56
                          Rozumiem, czyli jestem hipokrtytka a mój problem nie istnieje , powinnam naszyć sobie szkarłatną literę, bo nie zasługuję na Wasze zrozumienie, ale skoro wszystko jest dla Was oczywiste i jasne to po co co to piszecie? Czego chcecie się dowiedzieć skoro wiecie już wszystko?
                          A może tak naprawdę zazdrościsz mi tego , czego sama nie doświadczyłas? Kiedy to poznasz , czego Ci życzę , mimo , ze to 'ZLE I POTEPIONE " to pogadamy.
                          • anbale Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 21:28
                            Oj sorry, piszesz już niemalże jak 'samica w rui', której padło na mózg...
                            Jasne, skoro negatywnie oceniam zdradę małżeńską to oczywiste jest, że mnie nikt nawet patykiem nie dotyka. Proste jak drut.
                            Nie wiem o co Ci chodzi, tu też chciałaś zostać dopieszczona? No nie wyszło jak na razie.
                            Jaki właściwie masz problem? Trudno rozeznać. Na razie się tylko rzucasz, że towarzystwo nie okazało zrozumienia dla twego rozdarcia między łóżkami.
                          • malgolkab Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 22:32
                            ulla08 napisał(a):

                            > Rozumiem, czyli jestem hipokrtytka a mój problem nie istnieje , powinnam naszy
                            > ć sobie szkarłatną literę, bo nie zasługuję na Wasze zrozumienie,
                            Twój problem istnieje, więc w jedną albo w drugą, bo jeśli świadomie chcesz żyć dalej w tym układzie - to tak - jesteś hipokrytką i egoistką. Człowiek popełnia błędy, ale nie powinien świadomie ich pogłębiać.
                            > A może tak naprawdę zazdrościsz mi tego , czego sama nie doświadczyłas? Kiedy
                            > to poznasz , czego Ci życzę , mimo , ze to 'ZLE I POTEPIONE " to pogadamy.
                            Hm, ja np. przeżywam to o czym piszesz, ale z mężem (2 z resztą) - gdyby tak nie było nie zostalibyśmy małżeństwem.
                      • kasper254 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 20:59
                        1.Ulla, jesteś po prostu sobą, czy myślisz tylko, że jesteś sobą? To zupełnie co innego. 45 kobieta już powinna to odrózniać.
                        2.Tak pięknie piszesz o ekstazie n a w e t stosunku nr 1 654. Radbym wysłuchać jak to jest z nieboszczykiem. Głos fachowca jest nie do przecenienia, a już co najmniej może znamionować osiąganie "s i e b i e" . Pomijam fakt, że warto - mając werwę - poznawać i inne obszary filozofii.
                        3.Buddyzm nie jest sektą, tak jak kobyła - księżniczką z ogrodów Semiramidy.
                          • mayenna Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 21:27
                            ulla08 napisał(a):

                            > jestem sobą, czyli nie muszę być taka jak mój mąż . A On nie jest mną, więc nie
                            > musi czuć wszystkiego tak jak ja. Mimo to możemy się kochać. Niewyobrażalne? N
                            > Ie! Jeśli kochasz to pświęcaj się. Tego przecież wszyscy oczekują. Także Bóg
                            Ależ nie musisz sie poświęcać. Wystarczy szczerośc i prawda, albo szukanie szczęścia z mężem. Tak to twoje szczęście zniszczy twojego męża. On to odkryje i życie mu się zawali. Ale ty masz prawo do szczęścia. A do czego ma prawo twój mąż? Co mu tam przyrzekałaś?
                          • natalia-ok6 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 21:34
                            ulla08 napisał(a):

                            > jestem sobą, czyli nie muszę być taka jak mój mąż . A On nie jest mną, więc nie
                            > musi czuć wszystkiego tak jak ja. Mimo to możemy się kochać. Niewyobrażalne? N
                            > Ie! Jeśli kochasz to pświęcaj się. Tego przecież wszyscy oczekują. Także Bóg

                            Ty nie wiesz co to znaczy"kochać".
                            Jeśli kocham to nie wiążę miłości z poświęcaniem się.
                            Jezeli kogos kochamy to wszystko co łaczy sie z ukochana osoba powinno dla nas być przyjemnością a nie poświęceniem.
                            Nie pisz o swojej seksualnosci ,bo jak zaczniemy sie tu licytowac kto i ile przezył orgazmów i z jakim nasileniem ,wtedy zapewniam cie ,ze nie jedna osoba cie tu zaskoczy.
                          • mola1971 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 21:36
                            Jest jeszcze coś takiego jak UCZCIWOŚĆ. A ona nakazuje osobie najbliższej na tym świecie (a kimś takim powinien być mąż) mówić o rzeczach tak istotnych jak bzykanie się z innych facetem.

                            Powiesz mężowi, on podobnie jak Ty nie będzie się poświęcał i zrozumie doskonale to, że przyprawiasz mu rogi (ba, pewnie się ucieszy, że jesteś spełniona seksualnie) i będziecie żyli w tym trójkącie dłuuuuugo i szczęśliwie smile
                              • mola1971 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 21:42
                                Różnie bywa... Może się chłopina ucieszy, że ktoś go z obowiązków małżeńskich wyręcza, może sam wyzna, że też co nieco ma na sumieniu, może przejrzy na oczy i dojdzie do wniosku, że w d... ma takie małżeństwo i se pójdzie. Może też być tak, że wiadomość o tym, że ma konkurencję demona seksu w nim obudzi wink

                                Tak czy inaczej to on powinien zdecydować czy chce w czymś takim tkwić. A by mógł zdecydować, musi o tym, że jego żona bzyka się z innym wiedzieć.
                    • ulla08 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 22:26
                      do malgolkab: Byłam absolutnie zafascynowana dobrocią i milością o jakiej zawsze marzyłam.
                      Ponadto wtedy seks wyglądał między nami inaczej. Mąż był bardziej zaangażowany . Z czasem pojawiły się w naszym życiu inne problemy, jednak nie wiem tak naprawdę co jest powodem ,żę człowiek który mnie tak uwielbia i spędza z mną każdą wolną chwilę, już mnie nie pragnie. Nie pragnie też tego co ja pragnę. Nigdy nie odmawia seksu, ale przecież nie to chodzi. To staje sie z czasem smutne.
                          • mola1971 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 07.02.13, 21:27
                            Luciva, książka jest sprzed kilku lat, więc na pewno znajdziesz ją w bibliotece.
                            W książce, krótko mówiąc, chodzi o to, że bliskość (i poczucie bezpieczeństwa z nią związane) oraz pożądanie wzajemnie się wykluczają. Dlatego ta sama para może na początku znajomości mieć bardzo udane życie erotyczne (gdy ludzie jeszcze się dobrze nie znają, nie są siebie pewni), a po latach namiętność stygnie, bo zastępuje ją przywiązanie, zaufanie i poczucie bezpieczeństwa.
                            Dlatego niczym nadzwyczajnym nie jest to, że po kilku latach małżeństwa mąż/żona nie wzbudzają już takiego pożądania (a tym samym doznań erotycznych) jak "świeża/świeży" kochanka/kochanek.
                      • malgolkab Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 22:38
                        napisałaś tak Jesteśmy razem 5 lat, nic nie zmieniło się. Tylko seks . Właściwie zawsze był taki sam, ale początkowo było mi wszystko jedno. Potem tłumaczyłam sobie , ze tak juz w życiu jest ,nie można mieć wszystkiego. z tego wynika, że zawsze seks nie był satysfakcjonujący. Nie wyobrażam sobie małżeństwa z kimś z kim tak jest, nawet jeśli byłby la mnie dobry i mnie kochał (to mogą być cechy przyjaciela/brata/ojca etc., mąż oprócz tego ma też inne zadania).
                        Nie wyobrażam sobie też, że nie pociągam swojego męża (jesteście małżeństwem dopiero 5 lat), ale nie wyobrażam tez sobie żyć ileś kolejnych lat w kłamstwie.
    • xciekawax Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 20:48
      czytalam o takich badaniach gdzie studiowano dzieci: naukowcy obserwowali jaka jest reakcjia dzieci na slodycze, i czy istnieje jakas co-relacjia miedzy tym a dalszym rozwojem. I okazalo sie ze jest. A mianowicie: niektore dzieci skrzetnie chowaly slodycze i potrafily racjonowac je same - np : zjadaly dwa cukierki dziennie, i liczyly jak dlugo im starczy az dostana nowe. Inne dzieciaki niestety zjadaly wszystkie w 5 minut az dostawaly bolu brzucha wink

      Te dzieci ktore potrafily "oszczedzac" slodycze wyrosly raczej na ludzi ktorzy nie zdradzaja, ktorzy wola dlugie zwiazki, ktore sa ZADOWOLONE ze zwiazkow jakie maja.

      Te dzieci ktore zjadaly wszystkie slodycze od razu (a potem plakaly bo wiecej przez miesiac nie dostaly) - mialy o wiele wiecej zdrad w zyciu, a ich zwiazki nie satysfakcjionowaly ich na dlugo - zawsze szukali "the next best thing".

      Dlatego mysle cechy charakteru bardzo kieruja czlowiekiem i jakie decyzjie podejmuje. Pewne osoby moga przewidziec ze np wdawanie sie w romans tylko przysporzy wieciej problemow niz jest to warte - a pewne osoby beda wolaly o tym nieprzyjemnym fakcie nie myslec.
      • natalia-ok6 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 21:02
        E,z tymi słodyczami to zły przykład.
        Mój brat zawsze zjadał dwa cukierki i resztę chował.Ja zjadałam wszystko od razu.Z twojego przykładu wynika,ze ja zdradzam ,mój brat nie.
        Tak nie jest ,bo w moim związku nie było zdrad /przynajmniej z mojej strony /,w zwiazku mojego brata również nie.
        Moze nie mieszczę sie w ramy tego doswiadczenia poniewaz NIGDY nie dostałam bólu brzucha po zjedzeniu wszystkich słodyczy.
        Tak mam do dnia dzisiejszego,słodycze zjadami tonami.
      • ulla08 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 21:18
        Nie , no chyba śnię. A które to fakty są według Ciebie nieprzyjemne? przeczytaj może wszystkie moje wypowiedzi. ja nie szczycę się zdradą, (i to jest ten nieprzyjemny fakt) natomiast mówię Wam , że w tej cholera zdradzie jednocześnie spotkałam coś najbardziej finezyjnego i delikatnego w moim życiu i jestem tego pewna. jak Boga kocham Wy ludzie jesteście uśpieni czy żli , że Wy tego nigdy nie poczuliście? Albo nikt wam nie pokazał , że tak się czuje. Widać, że nie wiecie o czym ja piszę. Wygląda na to,że życie nie jest zbyt łaskawe i tym bardziej powinnam się zastanowić, czy nie jestem szczęściarą? Zegnam Was , po widzę , że mnie nie polubicie.
            • mayenna Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 21:32
              ulla08 napisał(a):

              > To swoją seksualność mam sobie schować do szafy?
              Rób z nią co chcesz, ale daj wybór swojemu mężowi.
              Wiesz, u mnie na wsi to eis inaczej nazywało, nie seksualność. Tę można realizować w związku małżeńskim, nawet jak nie ma fajerwerków.A na takie sytuacje to bardziej odpowiednie jest słowo na k... i nie dotyczy seksu i moralności, ale folgowania instynktom i kłamstwa.
              • ulla08 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 21:40
                dobra ludzie zostawiam Was, i życzę Byście nigdy na tym forum nie musieli niczego istotnego omawiać, jak to czynicie. To własnie wy jesteście hipokrytami zamkniętymi w w swojej wyimaginowanej prawdzie. Gdyby wszystko bylo takie zerojedynkowe, samo szczęście by nas otaczało... A tymczasem Wy czego tu szukacie? Pociechy w cudzym nieszczęściu? A ja to nib skupiam się wyłacznie na sobie ? Pierwszy raz napisałam na takim portalu mająć nadzieję, na obiektywną dyskusję , a tymczasem spotkałam Ku klux klan... No dobra. Po raz ostani dobranoc wszystkim
                • nowel1 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 07.02.13, 11:11
                  ulla08, kwestia zdrady akurat jest zawsze kwestią bardzo drażliwą... i trudną.
                  Nie dziw się takim reakcjom, ludzie tutaj w większości zdrady doświadczyli i bardzo to bolało... bardzo.

                  Natomiast co do mnie - nie potępiam Cię i dobrze rozumiem. Obawiam się tylko, że w takiej formie jak teraz to nie przetrwa - to nie ma prawa się udać. To się po prostu w życiu nie udaje. W takiej formie, czyli kiedy tylko Ty ponosisz jakieś koszty - mam na myśli Twoje poczucie winy. Twoje zaangażowanie w romans wcześniej czy później niestety odczuje mąż na własnej skórze, choćbyś nie wiem jak starała się to ukryć, i zrani go dotkliwie.

                  A innym (niektórym) forumowiczom powiem - przesadzacie. Machacie ironią i sarkazmem jak szabelką, po prostu pierwsi sprawiedliwi na tym globie. Nie popełnialiście błędów? Nigdy nie kłamaliście? Byliście zawsze bez skazy?
                  • anbale Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 07.02.13, 11:34
                    Może i macham szabelką, ale nieco wkurzyło mnie podejście ulli, że mąż "sam sobie winien".
                    W kontekście robienia komuś poważnej krzywdy emocjonalnej uważam to za lekką podłość.
                    Poza tym każdy ma swoją seksualność, czy też inne ważne, niespełnione przestrzenie w sobie- realizowanie tego czyimś kosztem, po trupach czyjeś miłości i zaufania, naprawdę trudno ocenić ciepło i pozytywnie- a ulla domaga się akceptacji i zrozumienia dla swego postępowania nachalnie i agresywnie, a w gruncie rzeczy bezrefleksyjnie. Nie podjęła dyskusji, stwierdziła że jesteśmy banda nic-nie-rozumiejących bęcwałów, których na dodatek nikt porządnie nie przeleciał i sobie poszła.
                  • tricolour Tu nie chodzi o kłamstwo... 07.02.13, 21:30
                    ... bo kłamstwa mają różną wagę.

                    Tu chodzi o podeptanie własnej godności przez robienie z dupy garażu dla obcej osoby przy jednoczesnym odczuwaniu własnego zeszmacenia. Chodzi o robienie z gęby cholewy przez ślubowanie wierności, fizyczną zdradę i szukanie winnego poza sobą. Chodzi o usprawiedliwianie niegodziwości seksualnością jakby ta seksualność górowała nad odpowiedzialnością, rozumem, szacunkiem (także do samej siebie).

                    Kłamstwo, skaza? Widziałaś ty skazę głęboką na rozwartość kolan?
                • mayenna Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 06.02.13, 22:53
                  Czego mu nie ubywa?
                  Wiesz, ja te facecje znam: inna ładna, polecam: to nie mydło i się nie zmydli.

                  A ja proponuję proste doświadczenie: wyobraża sobie kogoś kogo kochasz i ufasz mu bezgranicznie, a potem że bzyka się z inna panią. Co czujesz? Nie ubywa ci?
                  Triss, nakrywasz aktualnego męża w łózku z inna, co robisz?

                  • miacasa Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 07.02.13, 11:03
                    > Triss, nakrywasz aktualnego męża w łózku z inna, co robisz?

                    No jak to co? Dołącza się smile

                    Osobiście uważam, że zdrada jest koszmarnym dnem i choć niektórym nie ubywa to innym przybywa (dzieci, infekcji, problemów). Mój mąż stwierdził, że nie udźwignął problemów życiowych i tak jak niektórzy uciekają w narkotyki, alkohol czy hazard to on uciekł w romans. Dla mnie największym problemem w tych okolicznościach są kłamstwa, te codzienne drobne kłamstwa wielowątkowe, śliskie, tchórzliwe i to, że ktoś kogo uważałam za miłość mojego życia okazał się być kimś innym niż myślałam. Nie twierdzę, że gorszym, zwyczajnie innym i teraz muszę podjąć decyzję czy dam radę dalej z nim żyć. Wolałabym nie być zmuszoną do zmagania się z tą sytuacją. Uważam, że uczciwie by było gdyby mąż odszedł zanim wszedł w romans.
              • esteraj Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 07.02.13, 10:26
                logicman napisał:

                > ulla08 napisał(a):
                >
                > > To swoją seksualność mam sobie schować do szafy?
                >
                > Nie myślałaś by o tym porozmawiać z mężem... ?

                No właśnie, czy nie należałoby powiedzieć mężowi o swoich potrzebach?
                Czasami wydaje nam się, że to nie ma sensu, bo przecież na tyle znamy swojego partnera, że nasz problem nie będzie go obchodził, albo go nie zrozumie.
                Wtedy warto byłoby przedstawić swoje rozwiązania i poczekać jak druga strona się do tego ustosunkuje (Nie mogę rezygnować z przyjemności jaką jest seks, znajdę sobie kochanka).
                Warto pamiętać, że zawsze dokonujemy jakiegoś wyboru.
                W przypadku Uli, ten wybór byłby między jej seksualnością, a uczciwością w związku.
                No ale..., czy trzeba dokonywać drastycznych wyborów, zamiast sprawić, żeby wilk był syty i owca cała...? Przecież nie można negować miłości Uli do męża. Przecież ona przez swoje kłamstwo chroni męża..., nie chce burzyć jego wizji o wiernej żonie... Prawda o kochanku mogłaby go "zabić".
                Nie wiem, na ile Ula jest świadoma konsekwencji swoich czynów, bo przecież nie wiek świadczy o dojrzałości emocjonalnej... Być może jest to jej pierwsza taka sytuacja, kiedy uległa pokusie romansu i nie wie, co z tą sytuacją począć...
                Nie można także Uli zarzucać złych intencji czy też braku miłości do męża. Po prostu, ona nie wie, jakie byłoby najlepsze rozwiązanie w tym układzie. Czy zadbać o własne dobro i przyjemności - jest to przecież oznaka miłości do siebie, czy też być uczciwą kosztem własnego szczęścia...

                Ostatnimi czasy wyznaję zasadę, by żyć tak, aby nie musieć się wstydzić własnych czynów. Nie obawiać się prawdy, która w każdej chwili może być ujawniona. Nie być zmuszoną do zaprzeczeń o sobie samej. Pełna uczciwość względem siebie.
                Małe kłamstwa prowadzą do dużych kłamstw...
                Dzisiaj będąc na miejscu Uli, porozmawiałabym szczerze z mężem o swoich potrzebach, ale zanim to wszystko by tak daleko zaszło.
                W punkcie, w którym ona jest, prawda może przynieść gorsze konsekwencje niż kłamstwo.

                To są wybory Uli i jej przyjdzie się zmagać z ich skutkami.
                Zamiast potępiać, lepiej jest zaproponować lepsze rozwiązania...
                  • wawrzanka Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 07.02.13, 11:09
                    zmeczona100 napisała:

                    > A ja nie rozumiem, dlaczego Ula nie zaproponuje mężowi swego kochanka do trójką
                    > ta smile

                    Nie zaproponuje, bo zna męża (przecież go bardzo kocha big_grin ), a więc wie, że by na to nie poszedł. Ale może ulla by poszła na film "Take this waltz"? Ci, co oglądali - wiedzą, o czym mówię. Ci, co nie oglądali, a interesują się tematem zdrady w wydaniu ulli - niech obejrzą. Świetny! Nie polecam recenzji przed obejrzeniem filmu, bo wszystko od razu wiadomo. Strasznie się recenzenci rozgadują i podniecają. A ja uważam, że nie ma czym...
        • anbale Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 07.02.13, 09:55
          Myślę, że ten przykład z cukierkami (dość naiwny) ma związek z tym, że ogólnie do zachowań impulsywnych i wszelkich nałogów mają tendencje osobnicy, którzy dążą w swoich poczynaniach do uzyskania natychmiastowej gratyfikacji, nie potrafią rozciągnąć swojej satysfakcji w czasie- bo wpadają wtedy we frustrację.
          Zdrada małżeńska chyba jest jednak bardziej skomplikowana, więcej czynników w niej gra rolę.
          • u.lla Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 07.02.13, 19:22
            Witam raz jeszcze. Pozwólcie ,ze zajmę Wam jeszcze chwilę. Nie było moją intencją nikogo denerwować , lecz ponieważ nie spodziewałam się tak ostrej krytyki , byłam po prostu na Was zła. Chcę tez podziękować użytkownikowi nowel1 za spokojne i pozbawione złych emocji słowa.
            Jedyne , które tu przeczytałam.
            Proszę Was nie o pochwałę , czy pocieszenie. Proszę żebyście nie oceniali mnie na podstawie tych paru wypowiedzi. Jak większość z Was przeszłam w życiu wiele. także wiele złego.
            Wiem co to zdrada partnera. Wiem jak bardzo to boli. Jestem bardzo smutna, bo nawet swoje córki wychowałam w takiej pogardzie do zdrady, że chyba bez wahania podpaliłyby pode mną stos.
            Zrozumcie, że to co się dzieje , jest również dla mnie wielką porażka.
            Jednocześnie zaś dzieją sie inne rzeczy, zupełnie dla mnie nieracjonalne.
            Kiedy mąż zasypia obok mnie , czuję spokój i wielką wdzięczność pomieszana z pogardą i poniżeniem wobec samej siebie. Wszystko we mnie się szarpie. Mimo to, jak zamykam oczy , od razu widzę tamtego mężczyznę , jego język we mnie. Nie rozumiem tego, po prostu nie mam na to wpływu. Nie sądziłam , że można leżeć obok kogoś, i czuć się jak w niebycie i widzieć gwiazdy... Wiem , że to się skończy, ale czy jesteście pewni, że nie mam do tego prawa by chociaż przez chwilę to było moje? Dlaczego całe życie muszę dokonywać tych strasznych wyborów?
            • ewela1_1 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 07.02.13, 19:40
              Ciągle piszesz o sobie, a Twój mąż nie ma prawa dokonać wyboru?

              Jednak istnieją różne definicje miłości...to taka lekcja dla mnie.

              I ciekawe czy Twój mąż poczułby się kochany gdyby dowiedział się prawdy? Po co za niego wychodziłas skoro od początku wam nie grało w łóżku? Jestem w stanie zrozumieć Twój temperament, ale tego, ze stawałaś przed ołtarzem i przysięgałaś WIERNOŚĆ już nie.
              -------------
              "Żaden człowiek siły swojej nie zna, dopóki jej w potrzebie z siebie nie dobędzie" E. Orzeszkowa

              "Nie ma drogi do szczęścia to szczęście jest drogą"
              • moniapoz Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 07.02.13, 20:11
                > Jestem w stanie z rozumieć Twój temperament, ale tego, ze stawałaś przed ołtarzem i przysięgałaś WIERNOŚĆ już nie.

                tak pół żartem pół serio bo ten wątek stał się istnym pręgierzem, czekam tylko jak zaczną lecieć kamienie - może ona brała ślub cywilny a tam w przysiędze nie ma nic o wierności smile
                "Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny Uroczyście oświadczam, że wstępuje w związek małżeński z ... i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe"

                A do autorki: nie potępiam, jestem w stanie zrozumieć, że można wplątać się w takie bagno, czasem naprawdę podejmując po prostu niewłaściwe wybory - wiem że to trudne dla Ciebie, dla męża gdyby się dowiedział byłoby straszne. Jednak nie wierzę, żebyś była w stanie długo wytrzymać w takim stanie. Ja się skłaniam do takiego rozwiązania które proponował Jacek Krzysztofowicz choć pewnie nie będzie popularne:
                "Gdy jeden z tabloidów zapytał go, czy żona, która dopuściła się zdrady, powinna o tym poinformować męża - odpowiedział, że nie. Sama powinna uporać się z tym problemem, jak najszybciej zapomnieć i nie zdradzać. Jeśli powie mężowi, przerzuci tylko na niego część ciężaru. Jest tylko jeden wyjątek - gdy istnieje uzasadniona obawa, że prawda i tak wyjdzie na jaw."


            • malgolkab Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 07.02.13, 20:06
              Ja jestem daleka od potępiania, ale nadal nie umiem zrozumieć - jak osoba z temperamentem, dla której seks jest bardzo ważny (sama jestem taką osobą) może wyjść za mąż z kimś z kim seks po prostu jest słaby. Pytanie jak wyobrażasz sobie dalsze życie - zrezygnujesz z dobrego seksu czy będziesz następne ileś lat zdradzać męża (z tym czy też innym facetem)?
              Nie zazdroszczę Ci, ale musisz podjąć jakąś decyzję jak najszybciej, bo będziesz cierpieć jeszcze bardziej (tak - zdradzający też często cierpią), nie mówiąc o tym co poczuje Twój mąż jak się dowie (a prędzej czy później tak będzie).
              • moniapoz Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 07.02.13, 20:14
                Malgolka, seksualność się jednak mocno zmienia u kobiet z wiekiem, dużo też zależy od partnera który może ją nieźle rozbudzić. Tak czy siak autorka popełniła poważny błąd przy zawieraniu małżeństwa, bo pewnie dodatkowo myślała, że z czasem to jakoś się w tej sferze ułoży a tu klops.
                Również nie zazdroszczę wyboru...i współczuję mężowi gdyby się dowiedział (co jest w sumie kwestią czasu)
                • malgolkab Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 08.02.13, 10:29
                  moniapoz napisała:

                  > Malgolka, seksualność się jednak mocno zmienia u kobiet z wiekiem, dużo też zal
                  > eży od partnera który może ją nieźle rozbudzić. Tak czy siak autorka popełniła
                  > poważny błąd przy zawieraniu małżeństwa, bo pewnie dodatkowo myślała, że z czas
                  > em to jakoś się w tej sferze ułoży a tu klops.
                  Pewnie, że seksualność się zmienia, tyle, że nie w ciągu 5 lat i to po 40. 40-letnia osoba raczej jest już świadomo swoich preferencji, temperamentu, upodobań i powinna wiedzieć, że to się "jakoś" nie ułoży. U 20 - latki to się może zmieniać w ciągu kilku lat czy nawet miesięcy, stąd gdyby taki związek zawarła osoba 2 razy młodsza i słabo doświadczona, jakoś by mnie nie dziwiło.
                      • nowel1 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 08.02.13, 14:30
                        anbale napisała:

                        > Ludzie czasem kradną, bo są w pilnej potrzebie... Albo niektóre żony są tak den
                        > erwujące, że święty by nie wytrzymał, więc obrywają...
                        > Można to wytłumaczyć, zrozumieć ale czy usprawiedliwić?

                        Anbale, kradzież jest przestępstwem, bicie drugiej osoby również, oba przynoszą szkodę. Nie wrzucałabym (mimo wszystko) tego do jednego worka z dochowaniem wyłączności seksualnej, bo to doprowadza dyskusję ad absurdum.
                        • anbale Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 08.02.13, 14:43
                          Nie chodzi mi o kodeks karny, tylko o kwestie moralne. Bo właściwie każde działanie ludzkie można jakoś wytłumaczyć, mniej lub bardziej logicznie, ale można
                          Tylko jeśli to rzutuje na życie innych ludzi, inni ludzie ponoszą konsekwencje tych działań to sprawy się mocno komplikują. Dokładanie im kolejnego kamienia, że sami są sobie winni a ja tylko poszłam realizować swe potrzeby, bo chcę być sobą i mam prawo- jak dla mnie jest dość paskudne. To po prostu nie jest takie proste.
                          Żeby by nie było- ja z aureolą nie chodzę i sama też rozpracowuję różne swoje trupy w szafie.
                          • nowel1 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 08.02.13, 14:48
                            Właśnie o to mi chodzi - to kwestie trudne i dwuznaczne, bo dotyczą oceny moralnej.
                            Ja jednak nie wyczytałam u ulli nastawienia "sam sobie winien, ja mam prawo realizować swoje potrzeby". Trochę upraszczasz i trywializujesz.

                            Inna rzecz, że ja w ogóle mam (nadmierną) tendencję do rozumienia i tłumaczenia ludzkich zachowań, wybaczania i blabla bla.
                            • anbale Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 08.02.13, 15:00
                              nowel1 napisała:

                              > Właśnie o to mi chodzi - to kwestie trudne i dwuznaczne, bo dotyczą oceny moral
                              > nej.

                              Tak, właśnie się zgadzam. Trudno to ocenić jednoznacznie pozytywnie lub negatywnie- zakrzyknąć "super, życzymy wielu dalszych uniesień", albo też nie znaleźć żadnej okoliczności łagodzącej...

                              > Ja jednak nie wyczytałam u ulli nastawienia "sam sobie winien, ja mam prawo rea
                              > lizować swoje potrzeby". Trochę upraszczasz i trywializujesz.

                              Gdzieś tam po drodze padło takie stwierdzenie, ale szczerze mówiąc, jakoś nie bardzo chce mi się teraz przegrzebywać wątek i nie wiem, czy to w sumie ma aż takie znaczenie smile
                              Ja akurat reaguję jak byk na czerwoną płachtę na takie sentencje, bo od urodzenia użeram się z osobą krzywdzącą wszystkich dookoła z konkluzją, że sami sobie winni

                              > Inna rzecz, że ja w ogóle mam (nadmierną) tendencję do rozumienia i tłumaczenia
                              > ludzkich zachowań, wybaczania i blabla bla.

                              To nie jest zła cecha, ale jak ze wszystkim trzeba zachować umiar.
                            • wawrzanka Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 08.02.13, 15:48
                              nowel1 napisała:

                              > Inna rzecz, że ja w ogóle mam (nadmierną) tendencję do rozumienia i tłumaczenia
                              > ludzkich zachowań, wybaczania i blabla bla.

                              Tak, właśnie taka jesteś smile Ja też taka jestem, ale rezygnuję z poprawności politycznej, bo chcę się tej tendencji pozbyć. Uważam, że niektóre rzeczy zasługują na potępienie. Nietrudno zrozumieć pobudki pewnych zachowań i wytłumaczyć czyjąś słabość, albo lenistwo. Trudniej rozróżnić co jest naprawdę godne zrozumienia, a co potępienia.

                              W przypadku Ulli ja nie mam wątpliwości: jej rozterki są rodem z harlekina, a więc niestety prymitywne. W dodatku Ulla czuje się w swoim własnym łóżku obok męża jak dziewica w burdelu: „ach, nie chciałam, nie chciałam.... to jakoś tak wyszło”. A ma już 45 lat... to to nie jest w tym wieku prymitywne?

                              Ja tam wolę szacunek i poprawność polityczną zachować dla niesłusznie dyskryminowanych... nie mam jej dla ludzi, którzy niczego się w życiu nie nauczyli, pomimo zaawansowanego wieku.
                              • nowel1 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 08.02.13, 16:43
                                wawrzanka napisała:

                                > nowel1 napisała:
                                >
                                > > Inna rzecz, że ja w ogóle mam (nadmierną) tendencję do rozumienia i tłuma
                                > czenia
                                > > ludzkich zachowań, wybaczania i blabla bla.
                                >
                                > Tak, właśnie taka jesteś smile

                                I już taka pozostanę.



                                >
                                > W przypadku Ulli ja nie mam wątpliwości: jej rozterki są rodem z harlekina, a w
                                > ięc niestety prymitywne.

                                Nie odważyłabym się tak oceniać.

                                W dodatku Ulla czuje się w swoim własnym łóżku obok mę
                                > ża jak dziewica w burdelu: „ach, nie chciałam, nie chciałam.... to jakoś
                                > tak wyszło”. A ma już 45 lat... to to nie jest w tym wieku prymitywne?

                                Hm, pewne zachowania są prymitywne niezależnie od wieku... a strywializować można absolutnie wszystko, jeśli ma się lekkie pióro.


                                >
                                > Ja tam wolę szacunek i poprawność polityczną zachować dla niesłusznie dyskrymin
                                > owanych... nie mam jej dla ludzi, którzy niczego się w życiu nie nauczyli, pomi
                                > mo zaawansowanego wieku.

                                Rozumiem.
                                • wawrzanka Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 08.02.13, 17:00
                                  nowel1 napisała:

                                  > Hm, pewne zachowania są prymitywne niezależnie od wieku... a strywializować moż
                                  > na absolutnie wszystko, jeśli ma się lekkie pióro.

                                  Racjonalizować też można absolutnie wszystko. Ja nie trywializuję, bo przypadek Ulli jest trywialny sam w sobie. Trivialis po łacinie znaczy na rozstaju trzech dróg: albo mąż, albo kochanek, albo harlekin pod wdzięcznym tytułem "Małpie figle".
                                    • wawrzanka Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 09.02.13, 09:47
                                      nowel1 napisała:

                                      > Nie zawsze niewierność jest trywialna. Popełniono na ten temat wiele całkiem ni
                                      > ezłych dzieł literackich wink

                                      Dlatego mówię, że to przypadek Ulli jest trywialny. Pospolity, prymitywny i zasługujący na potępienie. Choć szczerze mówiąc wszystkie dzieła literackie i filmowe, których głównym tematem jest niewierność są dla mnie z gatunku lekkich. "Annę Kareninę", "Take this Waltz" i wiele innych filmów na ten sam temat oglądałam oczywiście wbita w fotel, bo to jest po prostu ciekawe, że o walorach artystycznych nie wspomnę. Ciekawe jest też zestawienie przypadków głównych bohaterek z innymi, o szerszych horyzontach. Ale nie powiem, żeby romanse pozostawiały wiele pytań. To się po prostu dobrze czyta i ogląda. Jak kryminały.
                                      • nowel1 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 09.02.13, 10:18
                                        wawrzanka napisała:


                                        > Dlatego mówię, że to przypadek Ulli jest trywialny. Pospolity, prymitywny i zas
                                        > ługujący na potępienie.

                                        Wawrzanko, czemu przemawiasz z taką pewnością i tak autorytatywnie? Jakiś ślad chociaż wątpliwości Ci nie kołacze się gdzieś na obrzeżach? Uważasz, że jesteś predestynowana do tak mocnych ocen?

                                        Choć szczerze mówiąc wszystkie dzieła literackie i film
                                        > owe, których głównym tematem jest niewierność są dla mnie z gatunku lekkich.

                                        O, to interesujące. "Osiem i pół" Felliniego, "Wiarołomni" Bergmana, czy z literatury "Gra w klasy" Cortazara albo "Żar" Sandora Marai to rzeczy lekkie... hm, ciekawam Twojego repertuaru wink

                                        > "Annę Kareninę", "Take this Waltz" i wiele innych filmów na ten sam temat oglądał
                                        > am oczywiście wbita w fotel, bo to jest po prostu ciekawe, że o walorach artyst
                                        > ycznych nie wspomnę.

                                        Aha.

                                        Ciekawe jest też zestawienie przypadków głównych bohaterek
                                        > z innymi, o szerszych horyzontach.

                                        Na przykład? Jakie bohaterki uważasz za posiadające "szersze horyzonty"?

                                        Ale nie powiem, żeby romanse pozostawiały w
                                        > iele pytań. To się po prostu dobrze czyta i ogląda. Jak kryminały.

                                        Jeśli odetnie się emocje, uzna, że wie się o życiu już wszystko, i zacznie patrzeć na rozterki innych z góry, z wyżyn swojego "poziomu moralnego" - owszem.
                                        • tricolour A jakie wątpliwości masz na myśli... 09.02.13, 10:49
                                          ... bo odnoszę nieodparte wrażenie, że siłą starasz się znaleźć usprawiedliwienie zwykłego szmacenia się (o czym autorka pisze) i stąd rozpaczliwa próba znalezienia wątpliwości nawet bez ich nazwania. Że sam pomysł, że mogą być jakieś wątpliwości daje zielone światło do ściągania majtek.
                                          • nowel1 Re: A jakie wątpliwości masz na myśli... 09.02.13, 10:59
                                            Tri, nie mamy wspólnego języka. Ten, którego Ty używasz, nie ma racji bytu w moim świecie. Te latarnie, cichodajki, ściągania majtek, szmacenia się - to jest jakieś koszmarne uprzedmiotowienie człowieka, nie godzę się z takim poziomem dyskusji.
                                            Nie czuję się na siłach z tym polemizować, mogę tylko z zaciekawieniem kolejny raz przyjrzeć się takiej bezkompromisowości, do której, moim zdaniem, nie ma prawa żaden czujący, myślący człowiek.

                                            I niech każdy zostanie przy swoim, bez dalszego roztrząsania. Żadne z nas drugiego nie przekona.
                                            • tricolour Tyle, że nie ja Ulę traktuję jak przedmiot... 09.02.13, 12:57
                                              ... ona sama robi z siebie przedmiot tylko seksualny. Jakby bowiem na jej relacje z kochankiem nie patrzeć szeroko i łaskawie, to ona pisze tylko o tym języku, co w niej trzyma. Nic więcej o czymś głębszym w warstwie emocjonalnej. Ona tylko pisze o prawie do zaspokojenia seksualności widząc w tej seksualności - przepraszam, ale to jest właśnie dosadność - zatykanie otworów. A potem smutek i płacz nawet w objęciach kochanka, bo czuje się zbrukana. Do tego wstyd i strach.

                                              Więc ja nie znajduję pola do wątpliwości. No chyba, że seks stał sie uzależnieniem... ale to sie leczy, by wróciło do takiego wymiaru, by seks nie był powodem do płaczu, strachu i pogardy samej siebie.

                                              A na koniec dodam, że pole kompromisu może i jest. Ale nie na siłę byle tylko znaleźć punkt zaczepienia. Pole kompromisu wypracowuje się określając swój stan i sytuację bez szukania wszelkich możliwych usprawiedliwień z przerzuceniem winy łącznie.
                                          • esteraj Tri, czy jesteś... 09.02.13, 11:09
                                            bezwzględnym sędzią dobra i zła?
                                            Czy możesz być absolutnie pewien, że Ula zasługuje na potępienie?
                                            Czy chcesz być mądrzejszy i sprawiedliwszy od samego Boga?

                                            W tym życiu istnieje przyczyna i skutek. Sprawa sama się rozstrzygnie i wcale nie jest powiedziane, że będzie to złe rozstrzygnięcie.
                                            Końcowy scenariusz może wyglądać tak, że mąż Uli dowie się o swojej seksualnej nieudolności i zacznie nad nią pracować. Może być też tak, że wyrzuci Ulę z hukiem, a ona w końcu będzie przy odpowiednim mężczyźnie.
                                            Albo stanie się tak, że mąż Uli załamie się całkowicie i już nigdy nie będzie w stanie zaufać żadnej kobiecie... Ula wpadnie w głęboką depresję i do końca życia będzie nosić brzemię zdrady i poczucia winy...

                                            Scenariuszy jest mnóstwo i wiele zależy od różnych czynników.
                                            Dobrze by było, gdyby Ula miała świadomość ewentualnych konsekwencji i przygotowała do nich zarówno siebie jak i męża.
                                            • tricolour Dajmy spokój scenariuszom ... 09.02.13, 13:03
                                              ... bo są zabawne. Szczególnie ten, że Ula w końcu zwiąże się z odpowiednim mężczyzną gdy jedyną wymienioną zaletą tego mężczyzny jest jego długi język.

                                              A sędzią, to Ula jest sama sobie. Strach i pogarda to są jej własne wyroki we własnej sprawie.
                                        • wawrzanka Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 09.02.13, 11:41
                                          nowel1 napisała:


                                          > Wawrzanko, czemu przemawiasz z taką pewnością i tak autorytatywnie? Jakiś
                                          > ślad chociaż wątpliwości Ci nie kołacze się gdzieś na obrzeżach? Uważasz, że j
                                          > esteś predestynowana do tak mocnych ocen?


                                          Autorytatywnie? To Twoje "aha" jest autorytatywne i to bardzo. Nie mam pretensji wink. Przykro mi, ale nie kołacze mi się ślad wątpliwości na obrzeżach. Poza tym ja nie przemawiam, tylko piszę, a to różnica. Taki styl mi się podoba.

                                          > O, to interesujące. "Osiem i pół" Felliniego, "Wiarołomni" Bergmana, czy
                                          > z literatury "Gra w klasy" Cortazara albo "Żar" Sandora Marai to rzeczy lekkie.
                                          > .. hm, ciekawam Twojego repertuaru wink


                                          Może nie lekkie, ale zupełnie dla mnie nie interesujące. Czytałam Cortazara na studiach, Maraja chyba nie. Owszem, było kilka powieści z wątkiem (najczęściej pobocznym) psychologiczno-romansowym, które mi się podobały na poważnie. Na przykład "Sedno sprawy" Grahama Greene'a - zresztą sama bym pewnie po to nie sięgnęła, to była lektura obowiązkowa wybrana przez moją panią profesor. Felliniego, ani Bergmana nie lubię. Znam tytuły, które wymieniasz, chyba zaczęłam oglądać, ale mnie pewnie mnie znudziły i nie skończyłam. Ja prosta kobita jestem. Nie interesuje mnie na poważnie psychologia związków, rozterki i dramaty z tym związane, dlatego wszystko, co się z tym wiąże lubię czytać i oglądać na zasadzie rozrywki. Na poważnie wolę biografie (a już najbardziej autobiografie) znanych osób i literaturę popularnonaukową.

                                          > Aha.
                                          >


                                          No właśnie. Co znaczy "aha"? smile Pogarda, że lubię oglądać lekkie rzeczy? Wprost uwielbiam. W końcu jestem kobietą.

                                          > [b]Na przykład? Jakie bohaterki uważasz za posiadające "szersze horyzonty"?[
                                          > /b]


                                          W Annie Kareninie choćby Kitty (w porównaniu do Anny Kareniny), i oczywiście Lewin w porównaniu do Wrońskiego.

                                          > Jeśli odetnie się emocje, uzna, że wie się o życiu już wszystko, i zaczni
                                          > e patrzeć na rozterki innych z góry, z wyżyn swojego "poziomu moralnego" - owsz
                                          > em.


                                          To jest ocena mojej osoby? smile
                                          • nowel1 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 09.02.13, 12:08
                                            No i ok.
                                            Więcej wiem o Tobie, więcej rozumiem.
                                            Dziękuję za obszerną odpowiedź.

                                            Dla mnie internet ma jedną, ogromną zaletę - bez niego nigdy nie dowiedziałabym się tak wiele o tym, jak różni są ludzie, jak skrajnie odmienne mają poglądy, a przecież wciąż zasługują na szacunek, zrozumienie, i mają wiele ciekawego do powiedzenia.
                                            Tak, "Aha" było autorytatywne - celowo, dla ilustracji.
                                            I oczywiście ja też lubię oglądać "lekkie" rzeczy, i czytać takoż. Nie dlatego, że jestem kobietą wink

                                        • mayenna Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 09.02.13, 13:03
                                          Nowel, z całym szacunkiem, gdyby poglądy nie były wyrażone autorytarnie to było by ok?
                                          Czy trzeba mieć specjalne moralne prawo by je miec i wyrażać?

                                          Moim zdaniem autorka wątku i tak ma swoje dylematy i sama musi je rozstrzygnąć i dokładanie jej wątków do rozważań dodatkowych nie pomoże podjąć decyzji.
                                          Wszystkie przykłady romansów jakie podałeś źle się skończyły. Wyniszczały. Ocena wydaje sie być więc jednoznaczna.
                                          Ana okrasę mam romans co skończył sie dobrze: Casablanka. Bohaterowie w porę się pożegnali i zwyciężył idealizm.
                                          Ja się boję że mąż bohaterki nakryje ją in flagranti w czasie wkładania tego języka. Ciekawe jaki to będzie miało na niego wpływ.Przepraszam, ale to tez klasyka gatunku. Polecam Wesele w Sorrentosmile
                                            • mayenna Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 09.02.13, 13:22
                                              Tak mi się jeszcze przypomniało: adekwatny w tym temacie byłby Kochanek Lady Chatterley i jakby ta sytuacja miała miejsce to też zmieniło by to postać rzeczy.
                                              Bo ja rozumiem ze jest seksulanośc, ale autorka nie ma przeszkód by realizować ją w małżeństwie. Nie jest to niewinna lelija co nie wiedziała co robi, jak większość młodych zawierających małżeństwo po raz pierwszy ze znikomym często doświadczeniem. Dlatego ja jestem ciekawa tych okoliczności łagodzących, które inni dostrzegają.
                                              I żeby nie było: jakbym uznała że chcę mieć romans z żonatym mężczyzną, że mi to odpowiada to miałabym bez dylematów moralnych i nie potrzebowałabym do tego rozgrzeszenia na forum.
                                            • anbale Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 09.02.13, 13:30
                                              No ale ona uczucia żywi do męża, a z kochankiem tylko "się spełnia" seksualnie smile
                                              Oj, gdyby się tu pojawił mężczyzna z analogicznym problemem, to by został zjedzony żywcem razem z butami- no ale skoro to kobieta, to trzeba poszukać "drugiego dna" zahaczając przy okazję o sztukę i klasyków wink
                                              Ja raczej nie staram się oceniać faktu zdrady, bo to faktycznie żadne wielkie halo, zdarza się najlepszym- ale trochę mnie wzburzyło podejście Ulli do zaistniałego faktu. Jednak po przeczytaniu postów Tri przeraziła mnie ta ścieżka, na którą można wskoczyć uprawiając autorytarne moralizatorstwo i myślę, że sprawę trzeba pozostawić sumieniu Ulli...
                                              • nowel1 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 09.02.13, 13:41
                                                anbale napisała:

                                                > No ale ona uczucia żywi do męża, a z kochankiem tylko "się spełnia" seksualnie
                                                > smile
                                                > Oj, gdyby się tu pojawił mężczyzna z analogicznym problemem, to by został zjedz
                                                > ony żywcem razem z butami- no ale skoro to kobieta, to trzeba poszukać "drugieg
                                                > o dna" zahaczając przy okazję o sztukę i klasyków wink

                                                Skoro pijesz do "sztuki", rozumiem, że chodzi Ci o mnie - bo ja ten aspekt poruszałam.
                                                Zatem nie; mylisz się. Mężczyzny w analogicznej sytuacji także nie "zjadłabym z butami". Za dużo przeżyłam, żeby nie nabyć sporej ilości pokory.
                                                • anbale Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 09.02.13, 13:56
                                                  Też bym nie zjadła, ale fakt faktem, że są zjadani bezwzględnie i bez żadnego przebacz.
                                                  I nawet gdy mi się zdarzyło stanąć w obronie któregoś, to przeczytałam, że "desperacko szukam portek" czy coś w ten deseń smile
                                                  A mnie życie nauczyło, że sprawy często nie są takie, na jakie wyglądają z zewnątrz
                                                  ludzie równie często nie są tacy, jakie sprawiają wrażenie; no i szukając usprawiedliwień dla siebie, są porażająco niesprawiedliwi dla innych.
                                                  Już pomijając fakt, że przeraźliwie wtedy kłamią i koloryzują, ale to chyba nie dotyczy tego wątku.
                • esteraj Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 08.02.13, 14:27
                  moniapoz napisała:
                  > Również nie zazdroszczę wyboru...i współczuję mężowi gdyby się dowiedział (co
                  > jest w sumie kwestią czasu)

                  Myślę, że sprytny zdradzający czy też bardzo uważny, może z powodzeniem ukryć zdradę.
                  Musi być naprawdę bardzo ostrożny.
                  Niemniej w przyrodzie nic nie ginie i musi być zachowana równowaga... Co to będzie w przypadku Uli...?
                  • malgolkab Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 08.02.13, 18:52
                    esteraj napisała:

                    >
                    > Myślę, że sprytny zdradzający czy też bardzo uważny, może z powodzeniem ukryć z
                    > dradę.
                    > Musi być naprawdę bardzo ostrożny.
                    Długotrwały romans ciężko ukryć, jednorazowe skoki w bok już łatwiej. Jest też taka opcja, że mąż wie lub się domyśla, ale nic z tym nie robi, bo woli udawać, że nic się nie dzieje - takich przypadków też jest trochę.

                  • ull.a8 Re: Dlaczego nas zdradzają?/Dlaczego my zdradzamy 09.02.13, 21:43
                    esteraj napisała:

                    > moniapoz napisała:
                    > > Również nie zazdroszczę wyboru...i współczuję mężowi gdyby się dowiedział
                    > (co
                    > > jest w sumie kwestią czasu)
                    >
                    > Myślę, że sprytny zdradzający czy też bardzo uważny, może z powodzeniem ukryć z
                    > dradę.
                    > Musi być naprawdę bardzo ostrożny.
                    > Niemniej w przyrodzie nic nie ginie i musi być zachowana równowaga... Co to będ
                    > zie w przypadku Uli...?
                    Nie wiem co będzie. Napiłam się wina i mam chęć by wszystkim odpisać. Nie wiem dlaczego tak bym chciała byście mnie zrozumieli, nie rozgrzeszyli... Jestem duża i wiem co znaczy to wszystko... To się musi skończyć. Niedługo. wiem.
            • tricolour Weź Ulka nie chrzań... 07.02.13, 21:13
              ... bo decyzję czy zostać zakonnicą czy ladacznicą podejmuje się gdzieś w okolicach lat piętnastu, a nie mając trzy razy więcej.

              I pierwsze słyszę, by kobieta nie miała wpływu na to, co facet do niej wkłada. Nimfomanka i kłamca.
              • nowel1 Re: Weź Ulka nie chrzań... 07.02.13, 22:00
                tricolour napisał:

                > ... bo decyzję czy zostać zakonnicą czy ladacznicą podejmuje się gdzieś w okoli
                > cach lat piętnastu, a nie mając trzy razy więcej.

                A kiedy człowiek podejmuje decyzję, że od tej chwili będzie już nieomylnym, bezkompromisowym kaznodzieją?
                  • nowel1 Re: Weź Ulka nie chrzań... 07.02.13, 22:15
                    nie_alicja napisała:

                    > nowel - pewnie wtedy, gdy mu się zdaje, że już wszystko wie o życiu, okopany na
                    > swoich pozycjach.
                    >
                    > to bardzo wygodne miejsce, niech mu się uda jak najdłużej tam zostać.

                    Chyba masz rację... niech mu na zdrowie pójdzie.
                      • zabelina Re: Cieszę się, że prostackie... 08.02.13, 10:47
                        tricolour napisał:

                        > ... bo oznacza to, że temat dawania dupy na boku jest prostacki. Rzekłbym nawet
                        > , że prymitywny w warstwie relacji.

                        Nie ma prostackich tematów, prostactwo może tylko dotyczyć człowieka podejmującego określony temat. Nie ma się z czego cieszyć.
                        • tricolour A masz jakiegoś konkretnego człowieka na myśli? 08.02.13, 15:32
                          Bo jeśli masz to pisz klarownie, a nie chowaj się za aluzjami, bo to forma agresji - coś znacznie bardziej obrzydliwego od prostactwa, a na dodatek też tchórzostwo.

                          Poza tym stając po stronie cichodajki lądujesz - w przenośni - pod tą samą latarnią. Przypadek, celowo? A może taka już poprawność polityczna i "zrozumienie", że niewidoczny staje się obszar pogardy dla siebie, o której wyraźnie pisze posiadaczka dwóch języków?
                          • nowel1 Re: A masz jakiegoś konkretnego człowieka na myśl 08.02.13, 16:33
                            Wydaje mi się, że obie z zabeliną "klarownie" piszemy o Tobie, wpisując się w drzewku pod Twoją wypowiedzią.

                            Obszar pogardy dla siebie u kobiety, która pisze o swoich rozterkach jest i owszem, widoczny.
                            Niestety, przesłania go bezmiar Twojej dla niej pogardy, jak również Twojej pogardy dla, jak to pięknie ująłeś, cichodajek (przenośnych) spod latarni, jak ja i zabelina.

                            Ciekawe jest też Twoje definiowanie ludzi przez to, po czyjej stronie "stają"... przy czym jako stawanie po czyjejś stronie traktujesz empatyczne traktowanie człowieka.... No na zdrowie, Tri.
                          • malgolkab Re: A masz jakiegoś konkretnego człowieka na myśl 08.02.13, 18:55
                            Między niepochwalaniem czyjegoś zachowania a pogardą jest spora różnica. Ty, Tri, pogardzasz większością tu piszących, co pokazujesz na każdym kroku. Tak sobie myślę, że jakbym była Twoją córką czy siostrą to w życiu nie przyznałabym się o błędu czy złej decyzji z obawy na reakcję.
                            Tylko dziwne, że takiemu ideałowi jak Ty tez w pierwszym małżeństwie (i ojcostwie) nie wyszło.
                            • tricolour Gdyby córka, żona lub siostra... 08.02.13, 21:11
                              ... a nawet ktokolwiek na forum uznał walenie męża w rogi za błąd, to by otrzymał wsparcie, zrozumienie i moje zaangażowanie. Gdyby uznał swoje zachowanie za błąd.

                              Ale pogarda samej siebie zmieszana z ekstazą trzymania w sobie cudzego języka nie są z obszaru błędów tylko niedojrzałości, zagubienia, egoizmu, a w połączeniu z małżeństwem i macierzyństwem są też obłudą.

                              Jeżeli chcesz komuś pomóc, to jego zachowanie należy umieścić w układzie odniesienia, a nie podejrzanej radości, że ktoś dyma cudzą żonę i matkę, ale jest git, bo cipa jej się przecież nie zmydli.
                              • logicman Re: Gdyby córka, żona lub siostra... 08.02.13, 22:47
                                Tri, poprzez skrajną kategoryczność swoich poglądów i zawartą w nich bezpośrednio pogardę wobec podmiotu wyrażającego swoje emocje... nie pozostawiasz marginesu na żadną dyskusję.
                                Potrafiłbym zrozumieć (co nie znaczy, że automatycznie podzielam) Twoje podejście do sprawy i wstręt jaki wzbudzają w Tobie określone zachowania. Niestety jednak forma w jakiej zwracasz się (niekoniecznie bezpośrednio) do innych po prostu odrzuca. Szkoda.