Dodaj do ulubionych

Unieważnienie małżeństwa

22.07.13, 23:32
Wiem, że takie watki się pojawiają, nie do końca znalazłam to o co chcę zapytać.
Mianowicie były wystąpił z tym tematem, ponieważ jego rodzinka to oaza bogobojnościwink, po wtóre poznał kobietę, która chyba nie miała ślubu...
nie mam ochoty na użeranie się z nim, napisał pięknego paszkwila...
Czy ktos takie unieważnienie dostał i jak długo trwało, jak sprawy finansowe, przesłuchania Rozumiem, ze unieważnienie dotyczy dwóch stron...
Jeśli nie zareaguje jakie konsekwencje mnie czekają?
Obserwuj wątek
    • tricolour Nie ma żadnego unieważniania... 22.07.13, 23:43
      ... jest stwierdzenie nieważności, a to co innego.

      Twoje wyśmiewanie cudzej bogobojności raczej nie przystoi osobie, która sama leciała do kościoła po ślub kościelny więc zwracaj uwagę czy nie kpisz także i z siebie.

      Sprawa trwa kilka lat (moja trwała pięć), kosztuje kilka tysiecy (może kosztować mniej) i jest prosta jak drut. Nic szczególnego w mojej ocenie.
      • xciekawax Re: Nie ma żadnego unieważniania... 22.07.13, 23:59
        jest roznica gdy kobieta bierze slub bo w malzenstwo wierzy, a jest tez roznica gdy czlowiek przeszedl iles tam lat w malzenstwie po czym chce uniewaznienia aby moc po raz kolejny wychodzic za maz/zenic sie.

        Taka "bogobojnosc" trzeba wysmiewac bo jest to smiechu warte (chociaz nie odczulam aby autorka wysmiewala ich). A szczegolnie w sytuacji gdy znalazlo sie nastepna panienke ktora chcialaby jednak w kosciele pokazac sie w bialej sukience wiec nagle aby usatysfakcjionowac nowa wybranke - chce sie uniewaznienia malzenstwa. hahaha

        Albo jeszcze rodzinka ktora nie chce sasiadom powiedziec ze synek sie rozwodzi - wiec napieraja ze malzenstwa nigdy nie bylo. Smiech na sali.
        • tricolour Wiesz, białe sukienki ... 23.07.13, 00:10
          ... do kościoła czy też USC zakładają nie tylko panienki, ale i mocno liźnięte raszple - sam widziałem - więc chyba nie o biel chodzi, ale o co innego.

          Zresztą pozwólmy ludziom działać w obrębia praw, jakie im przysługują. Nawet jeśli prawo to wydaje się śmieszne do rozpuku...
          • kasper254 Re: Wiesz, białe sukienki ... 23.07.13, 07:14
            1.Mylisz się, Tri. Regulujące tą sytuację prawo nie jest "śmieszne...". Ma tylko m.in.charakter koniunkturalny (także: polityczny, interesowny itd.)- ale tak bywa nie tylko w kościołach i wsólnotach religijnych. Idąc logiką Twojego postępowania, że należy pozwolić ludziom działać w obrębie praw, jakie im przysługują, należy stwierdzić, że złodzieje mogą kraść, morderzy zabijać itd. No, przecież im też przysługują prawa ich środowiska.
            2. Prawdziwie śmieszne i komiczne są zachowania ludzi, którzy po opisane "stwierdzenie" idą do kościelnego sądu. Śmieją się do rozpuku ze swojego życia, ze swojej przeszłości, partnera/ki, wspólnie spędzonych chwil... Ty sam 5-letnim (jak piszesz) zmaganiami, niegodnymi w pewnej zwyczajowo przyjętej moralności, "udowodniłeś", że nie było małżeństwa, marzeń, uczuć. Może miałeś wtedy kochankę, no bo nie rozumiem, a kim szedłeś do łóżka: z kimś, kogo tak naprawdę nie było, nie istniał? Nic przecież nie było. Wszystko było wirtualne. Teraz stałeś się młodszy o ileś lat - taka tabula rasa.
            3.Reasumując, autorka postu jest słusznie - moim zdaniem - oburzona. W kosciele, który mówi o miłości, o prawdzie itd., nie powinno być miejsca na zbójecką instytucję "stwierdzenia nieważności" małżeństwa. Owszem, podobna instytucja istnieje w prawie państwowym: "stwierdzenie niewazności aktu", ale ona nie obejmuje sfer moralnych. I tak pewnie nic z tego nie rozumiesz Tri. Jak Ci się nie uda następne nastepne małżeństwo (czego nie życzę), to pewnie znowu stwierdzisz jego nieważność z pomocą usłużnych prawników. Co tam prawda i moralność? Niech spierdalają.
            • lampka_witoszowska Re: Wiesz, białe sukienki ... 23.07.13, 10:18
              Kasper, ale może być tak, że małżeństwo było jedynie cywilne, bo zabrakło atrybutówmdla świętości tego małżeństwa? czy nie może? i można sie zorientować co do tego po pięciu latach, jak ciągle wszystko kuleje w małżeństwie - czy wolno tylko przez pierwsze 45 dni? albo 16 i pół dnia?
            • tricolour Nie znasz się, Kasper... 23.07.13, 10:34
              ... trzy Twoje akapity mają głębię katechizmu szkoły podstawowej. I tak długo będziesz pisał głupoty, jak długo nie sięgniesz po więcej.

              Na początek polecam proste ćwiczenie umysłowe: czy można być małżonkiem innym niż rzymskokatolickim?

              Jaka jest odpowiedź?
            • tricolour Raszpla mocno liźnięta... 24.07.13, 22:57
              ... to taka przeciwwaga do "białej sukienki" jako wyznaczniku sakramentu małżeństwa.

              Raszpla mocno liźnięta oznacza osobę posługująca się prymitywnymi schematami i modelami opisującymi rzeczywistość. Dla raszpli ksiądz przy ołtarzu i nawalone towarzystwo weselne są 100% dowodem na zawarcie małżeństwa szczególnie gdy zostało ono dodatkowo przypieczętowane rzygowinami, które widziało kilka osób. Wtedy jest pewnik, że małżeństwo zaistniało, bo widać, słychać i czuć. Raszpla (a jej męski odpowiednik to raszpel) uważa, że w wyniku stwierdzenia nieważności odrasta błona dziewicza, cofają się małżeńskie kredyty, budynki gospodarskie się walą w pizdu do gołej ziemi, a dzieci przerabia w bacutilu, coby nie stały w kolizji z ową błoną.

              Rozumiesz: raszpla to taki zabieg słowny, by wiek dopasować do dojrzałości optyki.
              • zlakobieta.haha Re: Raszpla mocno liźnięta... 10.10.13, 09:53
                tricolour napisał:
                i mocno liźnięte raszple...

                raszpla
                1. «stalowy pilnik o grubych nacięciach»
                2. «żyworodny rekin»
                3. pot. «obraźliwie o kobiecie, najczęściej brzydkiej, źle zbudowanej lub starszej

                tricolour napisał:

                > ... to taka przeciwwaga do "białej sukienki" jako wyznaczniku sakramentu małżeń
                > stwa.
                >
                > Raszpla mocno liźnięta oznacza osobę posługująca się prymitywnymi schematami i
                > modelami opisującymi rzeczywistość. Dla raszpli ksiądz przy ołtarzu i nawalone
                > towarzystwo weselne są 100% dowodem na zawarcie małżeństwa szczególnie gdy zost
                > ało ono dodatkowo przypieczętowane rzygowinami, które widziało kilka osób. Wted
                > y jest pewnik, że małżeństwo zaistniało, bo widać, słychać i czuć. Raszpla (a j
                > ej męski odpowiednik to raszpel) uważa, że w wyniku stwierdzenia nieważności od
                > rasta błona dziewicza, cofają się małżeńskie kredyty, budynki gospodarskie się
                > walą w pizdu do gołej ziemi, a dzieci przerabia w bacutilu, coby nie stały w ko
                > lizji z ową błoną.
                >
                > Rozumiesz: raszpla to taki zabieg słowny, by wiek dopasować do dojrzałości opty
                > ki.
                (żałosny bełkot....)

                Kończąc komentarz do twojej żałosnej wypowiedzi powiem prosto tak byś zrozumiał... ucz się chłopie, poprostu ucz się dużo czytaj i słuchaj - bo obrażanie innych rozmówców nie świadczy o inteligencji...

                p.s. to ty taki mały spryciarz jesteś producent i użytkownik tych "raszpli" bo ze swojej żony raszplę zrobiłeś (przypomnę tylko krótko że zostawiłeś 3 dzieci!!!), a patrząc na twój wiek to w domu też pewnie nic więcej nie masz jak zwykłą raszplę bo nastolatka to nie jest napewno - one nie lubią dyktatorów liczących i uznających tylko własne zdanie.....

                tak więc na drugi raz zastanów się ty czy pisząc nie obrażasz siebie i swoich domowników czyt. raszpli...

                aaaaaaaaaaaaaaaaahahahhahaa
      • afrykanka34 Re: Nie ma żadnego unieważniania... 23.07.13, 20:33
        Wybacz, miałam na myśli stwierdzenie nieważności...
        8 lat małżeństwa to chyba trochę czasu, po wtóre były mąż nie był szczególnie religijny, w przeciwieństwie do rodzinki, ale takiej religijności na pokaz...dlatego nie sądzę by on był inicjatorem tego wszystkiego...i to chyba najbardziej denerwuje mnie...zakłamanie...
        dla mnie stwierdzenie nieważności to szopka, bo tyle głupot co napisał to szok...o tych niewygodnych dla siebie tematach nie napomknął...o pannie zapomniało mu się...
        Kpiła bym gdybym sama zaczęła ten temat...ale niezależnie od sytuacji ślubowałam przed Bogiem... dlatego zastanawiam się czy w tej szopce uczestniczyć...
    • olgucha_3 Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 07:51
      Nie wiem jak to wygląda teraz, ale 8 lat temu, moja siostra wystąpiła o stwierdzenie nieważności swojego małżeństwa. Co do opłat, to kazano jej przynieść z pracy zaświadczenie o zarobkach i koszt jaki poniosła, to miesięczna pensja, płacona w ratach lub można było jednorazowo. U niej trwało to trzy lata i skończyło się tym, że ona może bez przeszkód wziąć ponownie ślub kościelny, on natomiast ma w wyroku jakieś tam obostrzenia, o ile dobrze pamiętam, to jego nowa partnerka musi jakoś tam za niego poświadczyć, ale nie pamiętam o co tam dokładnie chodziło. W sumie dość szybko uzyskali stwierdzenie nieważność, bo raz, że byli małżeństwem tylko dwa lata, a dwa, że on się sam w tym sądzie przyznał, że nie chce mieć dzieci, co z resztą było powodem rozpadu związku.
    • nowel1 Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 08:26
      Współczuję.
      To, że małżeństwo się skończyło, to jedno; natomiast były małżonek udowadniający, że nigdy nie istniało, to naprawdę przykre i bolesne sad
      Ja swoje minione małżeństwo traktuję jak etap w moim życiu, czasem było dobrze, potem bywało źle, ale nie chciałabym go z życia wymazać - a takim aktem jest proces o stwierdzenie nieważności.
      Co do twojej sytuacji - zadaj sobie pytanie, czy zależy Ci na Twojej pozycji w KK i ewentualnie na ślubie kościelnym kiedyś tam. Wydaje mi się, ze tylko gdy nie jest Ci to obojętne, warto w ogóle w tym korowodzie uczestniczyć.
      • altz Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 10:35
        nowel1 napisała:
        > Współczuję.
        > To, że małżeństwo się skończyło, to jedno; natomiast były małżonek udowadniając
        > y, że nigdy nie istniało, to naprawdę przykre i bolesne sad
        To fakt. Prawie jak następne życie w grze komputerowej smile

        Te przodujące religie mają coś wspólnego. Arab może iść do agencji towarzyskiej i tam bierze jednodniowy ślub i współżyje legalnie z nową żoną. wink

        Ciekawe, że bogobojność zupełnie nie przeszkadza co najmniej w byciu złośliwym, nie przeszkadza również obrażać kogoś dla samego obrażania i odreagowania złości. smile

        Co do rozstań według KK, trwa to długo, bodajże rekordowo krótko to było pół roku, zazwyczaj 2-3 lata.
    • lampka_witoszowska Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 10:23
      placi wnoszący sprawę, u nas to były 4 lata sprawy i całkowity koszt: niecała jedna pensja

      (plus koszty dojazdów dwa razy do kurii)

      wnosi się sprawę w zgodzie z własnym sumieniem, nie w zgodzie z opinią kogoś z forum czy z rodziny (moja bogobojna była teściowa groziła, że mnei za skandal w ich wsi zabije, bo jej proboszcz powiedział, że nic się nei da zrobić wink )

      i właściwie: niech każdy robi swoje i nie ocenia innych, bo bywa, że można czegoś nie rozumieć
      • nowel1 Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 11:09
        Zgadza się.
        Dlatego nie oceniam Twojej sytuacji.
        Odnoszę się do tego, jak czuje się z sytuacją Afrykanka, oraz do mojej własnej wiedzy na ten temat - od znajomych, którzy podobny proces przechodzili.
        Z tej wiedzy nabytej wiem jedno - prawie ZAWSZE znajdą się przesłanki do stwierdzenia nieważności. A skoro tak, to mój logiczny mózg zaczyna się zastanawiać - dlaczego KK tak hojnie szafuje tym sakramentem? Pozwala go przyjąć każdemu, kto nie ma formalnych przeszkód, a potem wycofuje swoje poparcie, gdy jedna ze stron np.podniesie swoją niedojrzałość?
        • lampka_witoszowska Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 12:31
          własciwie to bardzo ciekawe. Może mądrzy księża wiedzą, że człowiek zamiast do sakramentu podejść jak do sakramentu podchodzi bezmyślnie i z rozpędu, hurraoptymistycznie? ale w sumei nei tylko mądrzy księża kierują tą instytucją, bym rzekła, że ci mądrzy raczej nią nie kierują

          z mojej wiedzy sprzed paru lat wynika, że orzekane jest jedynie około 1/3 stwierdzeń nieważności ze wszystkich składanych wniosków - to może znaleźć jest łatwo, a udowodnić trudno? tak by wychodziło

          i podejście głowy kościoła tez ma duuuże znaczenie

          Afrykanka prawdopodobnie jest na etapie, że cokolwiek wyjdzie ze strony byłego małżonka, może być z założenia złe

          to minie
        • anbale Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 12:40
          Podejrzewam, że KK idzie z duchem czasu.
          Wokół tyle małżeństw się rozpada, ludzie zawierają nowe związki- byłby to wielki odpływ wiernych, no niestety. No więc jest ta furtka.
          Jak dla mnie- jest coś strasznie bezdusznego w tym stwierdzeniu nieważności.
          Coś (być może) krzywdzącego czyjąś miłość, nadzieję, wiarę. Rozwód cywilny wydaje mi się jakiś uczciwszy, czysta formalność, nie wyszło, trudno. A tutaj się wkracza w najbardziej intymne i czułe rejony, żeby je zdeprecjonować, zdewaluować...A na ogół najbardziej zażarcie o to "unieważnienie" walczą osobnicy, którzy wszystko muszą mieć zadekretowane na papierze, bo inaczej czują się bezradni...

          • yoma Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 13:19
            Brałam ślub w Kościele, który nie urządza szopek ze stwierdzeniem nieważności: się grzecznie prosi sąd kościelny o zgodę na zawarcie drugiego związku sakramentalnego, bo pierwszy nie wyszedł. A drugie narzeczone podpisuje kwit, że wie, że pierwsze już kiedyś komuś ślubowało i mu to nie przeszkadza. Czyli można. Się nie znam, ale tak jest chyba uczciwiej.

            Kościół chrześcijański, katolicki nawet, ale nie rzymski.
            • nowel1 Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 13:40
              Ja też to odbieram jako uczciwsze. Akceptujące ludzką omylność, błądzenie.

              Inna rzecz - zwykle swoich kościołów nie wybieramy świadomie, niestety. Pozostaje się przystosować ( i konsekwentnie trwać przy osobie, której się przysięgało ) lub wziąć na klatę swoją nieprzystawalność do kościelnych reguł - tak to wygląda w moim postrzeganiu.
              Pomijam skrajności - świadome oszustwo którejś ze stron, które doprowadziło do małżeństwa, na przykład.

              • yoma Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 14:23
                > Pozosta
                > je się przystosować ( i konsekwentnie trwać przy osobie, której się przysięgało
                > )

                Nawet nie aż tak twardo, powiedziałabym, bo to jest kwestia mojego sumienia. Przysięgałam, nie dotrzymałam, muszę z tym żyć. Ale latać i żebrać u jakiegoś biskupa, żeby mi powiedział, że przysięga była nieważna? Przekreślić x lat życia mojego i cudzego słowem biskupa? Ciebie nie było, drogi mężu, byłeś od początku nieważny? To by mi dopiero leżało kamieniem na sumieniu.

                A zważywszy, że 99% ludzi, którzy tak robią, nie robi tego po to, żeby sprzeciwić się nieludzkim wg nich regułom ich Kościoła, lecz żeby radośnie za chwilę ślubować w tym samym Kościele... no nie wiem, dla mnie to szopka.
                • nowel1 Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 14:27
                  yoma napisała:


                  > A zważywszy, że 99% ludzi, którzy tak robią, nie robi tego po to, żeby sprzeciw
                  > ić się nieludzkim wg nich regułom ich Kościoła, lecz żeby radośnie za chwilę śl
                  > ubować w tym samym Kościele... no nie wiem, dla mnie to szopka.

                  Pominąwszy wyjątki, które wiem, że istnieją ( przykład dałam piętro wyżej) myślę tak samo.
                  • yoma Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 14:36
                    Pominąwszy. Albo to na przykład, że ktoś się nagle obudził i odrzuca cały swój Kościół, z małżeństwem w nim zawartym włącznie. Można, tylko wypadałoby chyba wtedy spytać współmałżonka o zdanie.
                    • lampka_witoszowska Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 16:32
                      ciekawe, czy jak się odrzuci swój dotychczasowy kościół, to od razu małżeństwo staje się nieważne - ja o tym nei słyszałam, wątpię, ale nie wiem jak jest tak po prawdzie

                      o żebraniu u biskupa tez nic mi nei wiadomo,a kilkuletnią procedurę przeszłam - to mniej więcej jak spowiedź - można odrzucić, bo się nei będzie żebrało u jakiegoś klechy o pokutę smile

                      a skoro o ślub kościelny się kiedyś kościół poprosiło (bo i taką formułę każdy zaślubiony w KK wygłosił) - to tym bardziej odwołanie ślubu z racji zaistniałych lub istniejących uświadomionych przeszkód niekoniecznie jest BEZDUSZNE i NIEUCZCIWE, i w ogóle najlepiej: godne potępienia - można zwyczajnie zawnioskować, a kościół sobie rozpatrzy, czy był zrobiony w konia czy nie

                      trudno wrzucić do jednego worka pana, który ma nową panienkę i chce znowu ślubu w kościele, bo panienka chce białej sukni i zaprzyjaźnionego księdza na ślubie; pani, co jej wdowiec powiedział, że ją weźmie, ale tylko w kościele ( wink ) i pana, który chce się uwolnić od żony, którą wyrwał ze środowiska świadków Jehowy, a ona jednak nie umie żyć bez swoich świadków i własnie czeka na decyzję zboru, czy ma miec tego męża, czy nie i jaką karę jej wymierzą za ślub w kościele
                      • zofiulina1971 Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 19:38
                        Bardzo mi się Wasza dyskusja podoba.

                        Dla mnie wyznacznikiem dojrzałości i wartości mężczyzny jest m.in. stosunek do byłego małżeństwa w ogóle, a do byłej żony w szczególności.

                        Nie czułabym się traktowana poważnie przez mężczyznę, o którym wiedziałabym, że sfinalizował unieważnienie małżeństwa. Trudno, biorę swoje błędy na klatę, nie wyszło nam, ale kiedyś Cię kochałem, byłaś i wciąż jesteś dla mnie kimś ważnym. Ale nie poszukuję specjalisty od prawa kanonicznego, który pomoże mi wyszukać furtkę w postaci "niedojrzałości" podczas zawierania pierwszego małżeństwa, bo to w rzeczy samej śmiech na sali jest.

                        A tak... Miałabym wszelkie dane po temu, by sądzić, że również będę "nieważną żoną" w momencie, gdy mężczyzna spotka kolejną "miłość życia".
                        • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 20:12
                          . Ale nie poszukuję specjalisty od prawa kanonicznego, który pomoże mi wyszukać
                          > furtkę w postaci "niedojrzałości" podczas zawierania pierwszego małżeństwa, bo
                          > to w rzeczy samej śmiech na sali jest.

                          Tyle, że tu nie chodzi o małżeństwo, a o sakrament. Ale rozumiem, że dla niektórych nie ma żadnej różnicy.

                          A co do dojrzałości czy jej braku- czy Afrykanka z jej poglądami na KK naprawdę wiedziała czym jest sakrament małżeństwa? Bo ja jestem pewna, że nie. W związku z tym dlaczegóż jej były mąż ma mieć związane ręce tylko dlatego, że ktoś kiedyś zabawił się jego kosztem, bo uległ tradycji i ta suknia, biel, Ave Maryja itd.? Są tacy, dla których to nie jest szopka, ładne zdjęcia i biała suknia.

                          Mój losie, jak zwykle wiedzą lepiej ci, którzy się nie orientują, o czym mowa.
                          • anbale Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 21:33
                            Mam wrażenie, że zdanie będą zawsze podzielone w tej kwestii, ponieważ widać, że występują dwie różne postawy:
                            1. ja wobec drugiego człowieka- małżonka
                            2. ja wobec sakramentu
                            Ktoś o tej pierwszej postawie rozpatruje swoją małżeńską porażkę jako ludzką słabość, pomyłkę, błąd itp i rozlicza się jak człowiek wobec człowieka.
                            Z poziomu drugiej postawy chce być przede wszystkim rozliczony wobec sakramentu.
                            Chyba po prostu inna optyka.
                            • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 22:09
                              Otóż to.
                              Kiedyś było chyba łatwiej, bo człowiek miał dwa "śluby"; dzisiaj wszystko zazwyczaj odbywa się jednoczasowo, a to mniej zorientowanych wprowadza w błąd.

                              Zresztą, nawet podejście dwóch sądów jest całkowicie różne- w cywilnym mozna nakłamac ile wlezie, zdobyć fałszywe dowody, świadków, a efekt będzie taki sam, jak w przypadku uczciwie prowadzonej sprawy, czyli otrzymanie rozwodu. W sądzie biskupim też można nakręcić, ale skutek będzie inny- tzn. papierek można dostać, ale nie on nie oznacza, że sakramentu nie było. Można z takim papierkiem znowu brać ślub w kościele, tylko sakramentu i tak nie będzie, bo to się odbywa poza ludzką kontrolą ("Bóg i tak wie"). Dlatego w świecie, kiedy mozna wszystko załatwić, nakłamać, takie podejście wydaje się ... śmieszne własnie. Przecież cała wiara nie podlega kontroli nikogo z zewnątrz, tylko dotyczy relacji bezpośrednio Bóg- człowiek.
                          • xciekawax Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 22:08
                            Dla mnie to jakas paranoja. Slubuje sie przed "bogiem" ze bierze sie tego drugiego czlowieka za meza, a potem sie tego wypiera. Dla tych "uniewazniajacych" malzenstwo to chyba dziala psychologicznie, ze sa czysci jak lza i nie odpowiadaja za swoje czyny.
                            Rozumiem ze np niektorzy forumowicze sa bardzo religijny i im sie wydaje ze sakramentu nie bylo i dla spokojnego sumienia chca go uniewaznic. Ale tez zastanawiam sie czy ci sami forumowicze byli tacy religijni i byli prawiczkami/dziewicami w dniu swojego slubu.
                            I czy po uzyskaniu uniewaznienia staja sie nadal dziewicami/prawiczkami?

                              • xciekawax Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 22:21
                                tylko dlatego ze ktos urodzil dziecko - nie robi to z niego eksperta od rodzicielstwa.

                                Tylko dlatego ze dostalas (za oplata) uniewaznienie malzenstwa nie robi to z Ciebie eksperta w tej sprawie.

                                A co do tego: " A co do dojrzałości czy jej braku- czy Afrykanka z jej poglądami na KK naprawdę wiedziała czym jest sakrament małżeństwa? Bo ja jestem pewna, że nie."
                                - Jestes PEWNA??? Naprawde??? po jednym wpisie jestes pewna stanu duchownego Afrykanki???? WOW !!! Nastepna Paranoja. Widzac Twoj tok myslenia juz wiem jacy ludzie staraja sie o te anulowanie malzenstwa. szczegolnie z tak glupich powodow jak Twoj. (Naprawde? bylas glowa rodziny, a facet robil to co ty chcialas? naprawde? Twoj maz byl pantoflarzem wiec anulowalas malzenstwo? ha ha ha....)
                                • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 22:43
                                  xciekawax napisała:

                                  > tylko dlatego ze ktos urodzil dziecko - nie robi to z niego eksperta od rodzi
                                  > cielstwa.

                                  O widzisz smile Zastosuj do siebie smile

                                  >
                                  > Tylko dlatego ze dostalas (za oplata) uniewaznienie malzenstwa nie robi to z Ci
                                  > ebie eksperta w tej sprawie.

                                  A no kurna, jeszcze nie dostałam. I co teraz?
                                  >
                                  Widzac Twoj tok myslenia juz wiem jac
                                  > y ludzie staraja sie o te anulowanie malzenstwa. szczegolnie z tak glupich pow
                                  > odow jak Twoj. (Naprawde? bylas glowa rodziny, a facet robil to co ty chcialas
                                  > ? naprawde? Twoj maz byl pantoflarzem wiec anulowalas malzenstwo? ha ha ha....)

                                  hahahaha.
                                  Faktycznie śmieszne, jeśli facet 30+ jest zaskoczony, że musi wziąć urlop, bo ja mam termin operacji, a przecież mam(y) 4- latka na stanie smile Bo normalnie to ja nie powinnam chorować, kiedy jest małe dziecko smile A jak już mi się zachciało, to sama powinnam nie tylko nad nim zorganizować opiekę, ale także zadbać o to, aby mężowi podczas mojego rekreacyjnego pobytu w szpitalu niczego nie zabrakło- jak dotychczas smile

                                  Albo ucieczka w pracę, kiedy wróciłam do domu ze szwami, z nakazem oszczędnego trybu zycia- no bo przecież już mogę się zająć dzieckiem, zrobić zakupy i ugotować obiad, a tam, u niego w pracy- wszystko się wali smile

                                  O, albo ja temperatura 40,5 stopnia, leżę i majaczę, syn niecały rok- a mąż musi po prostu iść do pracy smile Co tam ja w malignie, ale przynajmniej synowi nie pozwoliłby złapać ode mnie tego wirusa. Ale to tzreba mieć w sobie odpowiedzialnośc i rozumieć, że są sytuacje, gdzie nie ma nic ponad rodzinę i osoby, za które wzięło sie odpowiedzialność.

                                  To jak, posmiejemy sie jeszcze, ciekawa?
                                  • lampka_witoszowska Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 22:48
                                    przestań, Zmęczona, jakie pośmiejemy, zaraz się okaże, że nei dość,że był pod pantoflem, to zostając z synem ustawiałaś go przeciw ojcu

                                    o ile wiem, śluby też są udzielane za opłatą

                                    prawa jazdy są wydawane za opłatą

                                    świadectwa szkolne są wydawane za opłatą

                                    ciekawa sprawa big_grin i wielce podejrzana
                                    • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 22:52
                                      lampka_witoszowska napisała:

                                      > przestań, Zmęczona, jakie pośmiejemy, zaraz się okaże, że nei dość,że był pod p
                                      > antoflem, to zostając z synem ustawiałaś go przeciw ojcu
                                      >

                                      Oj, to akurat oczywista oczywistość. I jeszcze śmiem od exa ciągnąc taaaakie alimenty, zamiast mu dopłacać za to, że nie chciał zabrać ze sobą syna- z miłości do mnie, bo wiedział, jak ja to przeżywałabym.




                                      big_grin
                                  • xciekawax Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 22:57
                                    Zazwyczaj faceci rzucaja sie w wir pracy gdy przed czyms (kims) uciekaja.
                                    Tez nie uwazam zeby to byl powod do anulowania malzenstwa. czy ty nie widzialas ze on taki jest przed malzenstwem? bo jak wiedzialas - to tak wybralas. Jezeli nie - czy sie nagle zmienil?

                                    czy facet pracowal i dzielil sie owocami swojej pracy? bo jezeli tak - to mial wklad w malzenstwo. Moze po prostu Twoje oczekiwania byly inne niz jego.

                                    Moj dziadek byl z tych co gdy babcia zachorowala - i nie mogla zrobic obiadu - to on nie jadl. Nie zaopiekoalby sie nia - nie potrafil - nie wiedzial jak, nie bylo mu to pokazane. Jednakze pracowal tak aby dom wybudowac (wlasnymi rekami po swojej pracy), aby dzieci mogly pojsc do szkoly, etd... nikomu by nie przyszlo do glowy aby powiedziec ze mezem nie byl.

                                    Mowilas cos o budowaniu domu - czy tylko ty pracowalas aby ten dom wybudowac?
                                    • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 23:11
                                      xciekawax napisała:

                                      > Zazwyczaj faceci rzucaja sie w wir pracy gdy przed czyms (kims) uciekaja.

                                      Doprawdy?
                                      A wiesz, mój miał misję smile takie przekonanie, że on jest dla pracy, że jest niezastapiony, a ja mam mu to ułatwić.


                                      > Tez nie uwazam zeby to byl powod do anulowania malzenstwa.

                                      No tak. Gadamy o czymś innym.
                                      Powiedz, jak możesz być partnerem do dyskusji, jeśli nawet nie chce Ci się przyswoić o czym mowa w tym wątku?


                                      czy ty nie widziala
                                      > s ze on taki jest przed malzenstwem?

                                      A niby jak mogłam widzieć? Przecież nie mieszkalismy razem smile
                                      Poza tym- nie wiesz, że początki w pracy są cięzkie?

                                      bo jak wiedzialas - to tak wybralas. Jeze
                                      > li nie - czy sie nagle zmienil?

                                      Niby jak mogłam wiedzieć? No wiesz mi napisz smile

                                      > czy facet pracowal i dzielil sie owocami swojej pracy? bo jezeli tak - to mial
                                      > wklad w malzenstwo. Moze po prostu Twoje oczekiwania byly inne niz jego.

                                      Ale co ma wkład w małżeństwo jego praca, skoro mówimy o sakramencie????

                                      >
                                      > Moj dziadek byl z tych co gdy babcia zachorowala - i nie mogla zrobic obiadu -
                                      > to on nie jadl. Nie zaopiekoalby sie nia - nie potrafil - nie wiedzial jak, ni
                                      > e bylo mu to pokazane. Jednakze pracowal tak aby dom wybudowac (wlasnymi rekam
                                      > i po swojej pracy), aby dzieci mogly pojsc do szkoly, etd... nikomu by nie przy
                                      > szlo do glowy aby powiedziec ze mezem nie byl.

                                      I co w związku z tym?

                                      >
                                      > Mowilas cos o budowaniu domu - czy tylko ty pracowalas aby ten dom wybudowac?

                                      O co pytasz konkretnie?
                                    • altz Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 23:12
                                      xciekawax napisała:
                                      > Zazwyczaj faceci rzucaja sie w wir pracy gdy przed czyms (kims) uciekaja.
                                      > Tez nie uwazam zeby to byl powod do anulowania malzenstwa. czy ty nie widziala
                                      > s ze on taki jest przed malzenstwem? bo jak wiedzialas - to tak wybralas. Jeze
                                      > li nie - czy sie nagle zmienil?

                                      Szkoda tłumaczenia, okazuje się nie pierwszy raz, że najciemniej jest pod latarnią i najmniej o religii wiedzą ludzie deklarujący się religijnymi.
                                      A argumenty w rodzaju "on będzie się teraz z tym męczył, ale ty tego nie zrozumiesz" po prostu mnie rozczulają. smile
                                            • altz Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 23:30
                                              zmeczona100 napisała:
                                              > To może jednak o kwarkach pogadajmy, co?
                                              > Obydwoje się na tym znamy tak samo smile

                                              Interesuję się religiami, nie wiem, jak Ty?
                                              Nawet zdarzało mi się przepisywać kilka prac magisterskich, tragedia i potworne wodolejstwo, błędne metodologicznie i udawane dowody na to czego się nie dowodzi. smile
                                              Nic nie powiedziałem, prosili, to pomogłem, bo jestem tolerancyjny. Ale myślę i wyciągam wnioski zupełnie samodzielnie.

                                              Na kwarkach się nie znam. Jeśli się znasz, to może popisz o nich? Chętnie posłucham. smile
                                                • nowel1 Re: Unieważnienie małżeństwa 24.07.13, 10:05
                                                  Zaraz zaraz.
                                                  Jeśli chce się rozmawiać o religii w której żyło się lub też żyje się nadal, o sakramentach do których było się dopuszczonym, to trzeba jakiejś wielkiej, niedostępnej maluczkim wiedzy? W przeciwnym wypadku zaś doświadczyło się jedynie "katolicyzmu ludowego", do rozmowy o którym Ty się zniżać nie będziesz?
                                                  • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 25.07.13, 14:02
                                                    No wiesz, rzeczywiście tu jest niezbędna wręcz ogromna tajemna wiedza smile
                                                    No nie dałabym rady zniżyć się bardziej, skoro ona z elementarza pochodzi.

                                                    Wiesz Nowel, każdy z nas kilka razy dziennie oddaje mocz w toalecie- weź Ty wytłumacz komuś konieczność przyjmowania odpowiedniej ilości płynów w ciągu doby bez posługiwania się podstawową wiedzą, który każdy oddający codzienne mocz raczej posiadać powinien z zakresu szkoły podstawowej. Wykonalne?
                                                    Jasne, zawsze możesz użyć argumentu "ludowego" smile
                                          • lampka_witoszowska Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 23:22
                                            o ile mi wiadomo, katolicyzm ludowy polega mocno na określaniu bez wahania, kto jest dobry, kto zły (oczywiście zły to ten, kto nie z nami wink ) - propaguje pojawianie się na mszy w Wielkanoc i branie ślubu kościelnego - bo taka tradycja - ale starania o unieważnienie to już diabelska sztuczka (jak prąd elektryczny na początku swego istnienia w domach big_grin )

                                            - czy coś pominęłam, Altz, z Twojego, nie Zmęczonej, podejścia?
                                            • altz Re: Unieważnienie małżeństwa 23.07.13, 23:41
                                              ampka_witoszowska napisała:
                                              > o ile mi wiadomo, katolicyzm ludowy polega mocno na określaniu bez wahania, kto
                                              > jest dobry, kto zły (oczywiście zły to ten, kto nie z nami wink )

                                              Tradycyjny był mocno związany z rytuałami, w zasadzie to nawet wolnego na świętach nie było, bo trzeba było zrobić to i tamto w taki i nie inny sposób, "służba stale zajęta nie kombinuje".
                                              Różny był ten katolicyzm ludowy, niektóry bardzo pozytywny. W wielu miejscach jest jednak cwaniakowaty i kombinowany. "Dzisiaj się pomodlę, a jutro kogoś obgadam/okradnę/oszukam, pojutrze się wyspowiadam i będzie w porządku." W tym nurcie widzę większość spraw o ustalenie nieważności sakramentu.
                                                • altz Re: Unieważnienie małżeństwa 24.07.13, 09:39
                                                  zmeczona100 napisała:
                                                  > Ludowy to znaczy taki, który nie wynika z nauki kościoła.

                                                  "kościół" nie uczy, bo budynek nie potrafi uczyć. smile
                                                  Jeśli już to "Kościół" z dużej litery, który oznacza wspólnotę, o czym zawsze mówią księża.
                                                  Religia chrześcijańska ma charakter ludowy, już nawet przez to, że Jezus poszukiwał swoich uczniów wśród bardzo prostych ludzi, nie szukał 12 samurajów czy 12 mnichów, ale ludzi z całego przekroju społeczeństwa.
                                                  Wiara w siły dobra i zła (np. egzorcyści, Terlikowskiego Antychryst itd.) też jest ludowa i bardzo prymitywna.
                                                  • kruku33 Re: Unieważnienie małżeństwa 03.10.13, 09:32
                                                    Tak sobie przeczytalem ten watek, bo niedawno sam mialem potyczke z jedynymi wiernymi prawdziwego, nie-ludowego kk.

                                                    Ciekawe jak niektorzy podchodza do swojej religii bez zadnego oporu. Ot mamy chociazby takie Sol Invictus, obchodzone przez pogan, ale zeby latwiej "krzewic" chrzescijanizm swieto to zostalo przepisane przez kosciol i wpisane do wlasnego kalendarza jako... Boże Narodzenie.

                                                    Ludowosc jak jasna cholera ; tak - ale niektore osoby w tym watku dalyby sie chyba pociac, ze tak nie bylo. Jednak napisac, ze w ludowa religie sie nie wierzy, bo swiecie jest sie przekonanym o swojej nieomylnosci jest latwo.

                                                    I stwierdzam jedno - gratuluje eksom, ze sa juz eksami. Z czegos to jednak wynika.
                                                    Mam tylko mysl - czy za te uniewaznienia sady biskupie kazaly byc takim osobom umoralniajacymi innych fanatykami?

                                                    Ech, to ja juz wole o tych kwarkach poczytac. Przynajmniej czegos sie naucze albo zakwestionuje, ale mnie to rozwinie, a nie bede stac w miejscu.
                                              • lampka_witoszowska Re: Unieważnienie małżeństwa 24.07.13, 07:56
                                                eee... znaczy, uczciwie żyjąc mamy się nei modlić, jeśli nie ejsteśmy święci? czy jesli się modlimy, to mamy zakaz popełniania błędów? czy modlimy się, ale rzadko, popełniamy błędy - choćby rozstajemy z wybranym na całe życie małżonką i udowadniamy na forum, że to "zła i wprostniedowytrzymania kobieta była" - albo jeszcze dopisujemy: bo trzymałas go pod pantoflem, to uciekał przed tobą w pracę (szczyt uczciwości, prawości i gołębiego serca u ciekawej big_grin)

                                                no, szczerze mówiąc, nie wiem, o czym piszesz, Altz

                                                najbardziej mi wychodzi, że czepiasz się sam siebie - bo to, co reprezentujesz, to jest katolicyzm rozliczeniowy: pojmowany przez cwanych biskupów i innych księży, który wepchnęli w glowy tzw. wiernych:

                                                jak już chcesz się modlić i miec kontakt z Bogiem, to tylko na naszych zasadach,
                                                masz być mały, nic nieznaczący, cichutki, poddany, modlić się na naszych zasadach, jak się modlisz, to częsciej, a jak już idziesz do kościoła, to musisz przyjmowac Komunię, a jak się spowiadasz, to dlaczego nieregularnie, a jak już regularnie, to dlaczego nie odmawiasz różańca, a jak odmawiasz, to dlaczego nei według ustalonego przez KK porządku...
                                                - i ludkowie przyjmują taki sposób widzenia wiary - zawsze źle i zawsze za mało - co ciekawe, usiłują rozliczać innych z ich wiary big_grin zawsze mnie to śmieszy

                                                a jesli chodzi o mnie: nie, to że wierzę (jak uważam za najlepsze) nei oznacza, że stanę sie cichutka i pokorniutka, żeby zarozumialcy choćby z forum mogli nareszcie pisać bezkrytycznie swoje pierdoły
                                                pokora obowiązuje wobec Boga, nie wobec bliźnich

                                                ps. własciwie dlaczego tak mało wiesz o swojej religii?
                                                • altz Re: Unieważnienie małżeństwa 24.07.13, 09:44
                                                  lampka_witoszowska napisała:
                                                  > eee... znaczy, uczciwie żyjąc mamy się nei modlić, jeśli nie ejsteśmy święci?

                                                  Nie chodzi o to, chodzi o poważne traktowanie tego, co się mówi i co się deklaruje, a nie szukanie wykrętów.
                                                  Z tym szukaniem nieważności ślubu jest podobnie jak choćby z oszukiwaniem w szkole czy na uczelniach, plagiatami - ktoś napisał, że religia w Polsce ma charakter fasadowy i ja się z tym zgadzam.
                                                  • anbale Re: Unieważnienie małżeństwa 24.07.13, 10:11
                                                    Słyszałam w "Radio watykańskim", że już nawet Watykan zauważył i odnotował, że z tym szukaniem nieważności ślubów coś bardzo poszło nie tak, trywializuje się i za dużo już tego. Podobno mają zamiar ze swej strony bardziej "skomplikować" możliwość wzięcia ślubu kościelnego- czyli bardziej rozszerzyć zakres nauk przedmałżeńskich; i coś tam pozmieniać w prawie kanonicznym w kwestii unieważniania. No zobaczymy.
                                                    Ja jako ateistka wzięłam ślub kościelny, ponieważ były mąż jest z gatunku mocno praktykujących, czytających Biblie katolików. Myślałam, że będzie chciał "unieważniać" ślub kościelny, nawet jakiś ksiądz mu to proponował- ale on stwierdził, że nie dostrzega żadnych do tego przesłanek, że wg jego uznania ten ślub było ważny, choć wspólne życie się nie udało.
                                                    Byłby to dla mnie jakiś tam argument, że jeśli ktoś tak poważnie traktuje tą swoją wiarę, to równocześnie naprawdę poważnie traktuje tą kwestię, nawet za cenę ułożenia sobie życia rodzinnego od nowa...
                                                  • lampka_witoszowska Re: Unieważnienie małżeństwa 24.07.13, 10:42
                                                    ...mam jednakoż wciąz wrażenie, że nie o argumenty dla Altza czy Anbale chodzi, bardziej dla ludzi, którzy chcą coś nowego poznać albo zrozumieć, a jeszcze bardziej, żeby być w porządku wobec siebie, kogoś i może Boga

                                                    oczywiście, nie ma obowiązku rozumieć czegokolwiek, można powtarzac swoje smile
                                                  • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 25.07.13, 14:31
                                                    > Słyszałam w "Radio watykańskim", że już nawet Watykan zauważył i odnotował, że
                                                    > z tym szukaniem nieważności ślubów coś bardzo poszło nie tak, trywializuje się
                                                    > i za dużo już tego. Podobno mają zamiar ze swej strony bardziej "skomplikować"
                                                    > możliwość wzięcia ślubu kościelnego- czyli bardziej rozszerzyć zakres nauk prze
                                                    > dmałżeńskich; i coś tam pozmieniać w prawie kanonicznym w kwestii unieważniania

                                                    Popatrz, napisałaś wszystko jednym tchem, chociaż logiki tu nie ma. Bo gdyby chodziło faktycznie o to, że szuka się na siłę "nieważności", to zmiany dotyczyłyby kanonów, w oparciu o które można wystąpić i uzasadnić proces. A Ty zaraz piszesz, że mają bardziej skomplikować możliwość wzięcia ślubu kościelnego- z czym masz rację, ale nie w kontekście poszukiwania na siłę powodów do "unieważnienia".

                                                    Bo owszem, docelowo ma być mniej procesów- nie dlatego, że pokomplikuje się taką możliwość i przepisy (bo tego akurat zmiany nie będą dotyczyć), ale zmiany mają pójść w kierunku takim, aby mniej było sakramentów nieważnie udzielonych przez lepszą, skuteczniejszą selekcję tych, którzy w ogóle nie powinni do niego przystępować- bo ślub w kościele to nie prawo, a przywilej, tylko mało kto o tym wie. Dlatego mają być stawiane większe wymogi narzeczonym- bynajmniej nie chodzi tylko o tzw. nauki przedmałżeńskie.
                                                    Moim ideałem byłyby przede wszystkim bardzo dokładne, wyczerpujące badania neuropsychologiczne (nawet z badaniem funkcjonalnym mózgu, a co wink ).

                                                    Kiedyś był tu zalinkowany artykuł o tym, że KK pracuje nad nowymi wytycznymi i że mają one być bardzo rygorystyczne. I jakie argumenty padały? Że KK to tylko w ten sposób zniechęca do siebie wiernych i będzie się to negatywnie odbijało na statystykach- że mniej par będzie brało ślub. I pełna zgoda smile Tyle, że nie trzeba orzeczenia o nieważności na papierku, aby sakramentu nie było- każdy sakrament zawarty wbrew obowiązującym przepisom w KK jest nieważny, tzn. nie ma go w rzeczywistości i nigdy do niego nie doszło. Co znaczy, że dzisiaj, mimo takich ułatwień w KK i tak większość par żyje bez sakramentu małżeństwa, chociaż ślubowali sobie w kościele, w obecności świadków i tłumów i chociaż papierka nigdy nie dostali i najpewniej o niego starać się nie będą.
                                                    To moje podkreślenie wynika z tego, że na samym początku mojej drogi, kiedy dopiero co rozpoznawałam całe procedury, spotkałam się z pewnym zakonnikiem, który jest ponoć autorytetem w Europie jeśli chodzi o prawo kanoniczne- zresztą pisałam o tym wtedy tutaj, na forum. No i to on wtedy stwierdził, że większość małżeństw zawartych nie jest sakramentalnych.
                                                    Dlatego jestem jak najbardziej za tym, aby sakrament małżeństwa był tylko i wyłącznie przywilejem. Wtedy procesów o stwierdzenie nieważności będzie jak na lekarstwo i będzie je o wiele trudniej uzyskać (bo skoro sito gęste było...)
                                                  • anbale Re: Unieważnienie małżeństwa 26.07.13, 14:50
                                                    zmeczona100 napisała:


                                                    >
                                                    > Popatrz, napisałaś wszystko jednym tchem, chociaż logiki tu nie ma. Bo gdyby ch
                                                    > odziło faktycznie o to, że szuka się na siłę "nieważności", to zmiany dotyczyły
                                                    > by kanonów, w oparciu o które można wystąpić i uzasadnić proces. A Ty zaraz pis
                                                    > zesz, że mają bardziej skomplikować możliwość wzięcia ślubu kościelnego- z czym
                                                    > masz rację, ale nie w kontekście poszukiwania na siłę powodów do "unieważnieni
                                                    > a".

                                                    Moim zdaniem jest w tym logika, bo można przypuszczać, że jeśli ślub kościelny będzie tylko dla tych najbardziej zdeterminowanych i świadomych tego, co robią i na co się porywają- to może, może ubyłoby tych, co potem na siłę szukają powodów do unieważnienia.
                                                    Być może wielu ludziom po prostu i zwyczajnie brakuje wiedzy i świadomości, czym jest i jaką ma wagę sakrament małżeństwa w kościele i że nie ma zwykłego rozwodu tylko dlatego, bo ktoś komuś przestał odpowiadać, albo też myślał, że będzie inaczej. Jak wspominam moje nauki przedmałżeńskie- to były jakieś okrągłe banały i komunały, trochę o metodach naturalnych i do widzenia. A mnie już wtedy gryzła intuicja, że coś mi nie gra w tym związku; i gdybym trafiła na tych naukach na kogoś, kto by rzetelnie ze mną pogadał, to być może przemyślałabym sprawę intensywniej...
                                                    Moim zdaniem ma to jakiś sens.

                                                    >
                                                    > Bo owszem, docelowo ma być mniej procesów- nie dlatego, że pokomplikuje się tak
                                                    > ą możliwość i przepisy (bo tego akurat zmiany nie będą dotyczyć), ale zmiany ma
                                                    > ją pójść w kierunku takim, aby mniej było sakramentów nieważnie udzielonych prz
                                                    > ez lepszą, skuteczniejszą selekcję tych, którzy w ogóle nie powinni do niego pr
                                                    > zystępować- bo ślub w kościele to nie prawo, a przywilej, tylko mało kto o tym
                                                    > wie. Dlatego mają być stawiane większe wymogi narzeczonym- bynajmniej nie chodz
                                                    > i tylko o tzw. nauki przedmałżeńskie.

                                                    No ciekawe jak to Kościół ma zamiar rozpoznawać w ludzkiej masie i jak komunikować "państwo się nie nadają, następni proszę"...To chyba niewykonalne.

                                                    > Moim ideałem byłyby przede wszystkim bardzo dokładne, wyczerpujące badania neur
                                                    > opsychologiczne (nawet z badaniem funkcjonalnym mózgu, a co wink ).

                                                    No tak, to ideał. I dokładne badania rodziny nowożeńców trzy pokolenia wstecz.

                                                  • blue_ania37 Re: Unieważnienie małżeństwa 26.07.13, 16:39
                                                    Mam różnych znajomych.
                                                    Mam znajomych którzy na słowo imieniny przygotowują 3 sałatki, przystawki, ciepłe danie wódka jest zawsze zimna itp.
                                                    Mam znajomych którzy na słowo imieniny kupują wino i chipsy.
                                                    Mam znajomych, którzy zapraszają z tej okazji na piwo do knajpy.
                                                    Tak samo jest z małżeństwem w uproszczeniu.
                                                    Są bardziej rodzinni i mniej, bardziej lub mnie elastyczni.
                                                    Jeden lubi bałagan, drugi dostaje spazmów na widok zwiniętej nie wyrzuconej kartki.
                                                    Ludzie muszą się dobrać, niekiedy się nie dobierają.
                                                    Bo wierzą, że zmienią, bo są pewni że dla mnie to polubi te np imieniny na 20 osób itp
                                                    Bo kochają, bo nie oceniają faktów które ocenia się najbardziej skrupulatnie po rozwodziesmile
                                                    Bo brakuje im wiedzy, z powodu młodego wieku, nadziei, wiary w lepsze jutro itp...
                                                    Pobierają się, robią to szczerze pomimo, że ona wie bo jej powiedział rok temu, że nie lubi spędów imieninowych ale ona jest pewna, że to zmieni, bo jak ona zrobi!.
                                                    On widzi, że ona nie chce dzieci bo mu to mówiła, ale jest pewien, że to się zmieni on ma metody!
                                                    Małżeństwa trwają po około 10 lat, on nie zmienił jej ona nie zmieniła jego.
                                                    Nie widzę tu prawa do stwierdzenia nieważności.
                                                    Patrzymy inaczej w przypadku kiedy związek przechodzi kryzys zakończony rozwodem, ale nie widzę potrzeby udawania, że tego nie było.
                                                  • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 26.07.13, 19:49
                                                    blue_ania37 napisała:





                                                    > On widzi, że ona nie chce dzieci bo mu to mówiła, ale jest pewien, że to się zm
                                                    > ieni on ma metody!

                                                    > Nie widzę tu prawa do stwierdzenia nieważności.

                                                    Hm. A to się wyklucza.

                                                    > Patrzymy inaczej w przypadku kiedy związek przechodzi kryzys zakończony rozwode
                                                    > m, ale nie widzę potrzeby udawania, że tego nie było.

                                                    Związek był- jak niejeden przed i niejeden po.
                                                    W KK nie chodzi o związek- tylko o to, czy w nim był Ten trzeci, tj. Bóg.
                                                  • blue_ania37 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 11:20
                                                    Nie było Boga jeśli oboje poszliśmy szczerze i bez przymusu?
                                                    To, że potem się spierdzieliło, nie znaczy że na początku było kłamstwo.
                                                    Są rózni ludzi, są tacy co zawsze jadają śniadanie i tacy co do 15 latają po kawie.
                                                    Nie zrozumie jeden drugiego ale to nie znaczy, że jeden jest gorszy od drugiego.
                                                    Wybieramy sobie różnych mężów, żony, wiedząc o ich wadach lub mając jakieś przekonanie o nich.
                                                    Wierzymy, że nam się uda i zło nas nie pokona. Pokonuje ale to nie powód do stwierdzania, że on wtedy był nieszczery lub ja byłam nieszczera.
                                                    A
                                                  • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 12:33
                                                    PS Jeszcze jedno:

                                                    blue_ania37 napisała:

                                                    > Nie było Boga jeśli oboje poszliśmy szczerze i bez przymusu?

                                                    Ludzie upośledzeni umysłowo też są szczerzy (znacznie częściej, niż "sprawni") i potrafią odróżnić przymus od jego braku, a mimo to chyba nie masz wątpliwości, że przynajmniej część z nich nie rozumie, co obiecuje, tzn. wiadomo, że nie są w stanie spełnić swoich obietnic.

                                                    Aniu, pracujesz z trudną młodzieżą. Nie wiem, czy masz jakieś info o ich dalszych losach jako dorosłych. Na pewno jesteś świadoma, że przynajmniej część z nich to osoby z FAS/ FAE i że jako dorośli TEŻ będą sprawiać kłopoty, bo części rzeczy nie rozumieją, nie są w stanie przyswoić jako własnych- za to uczą się postępować tak, jak tego społeczeństwo oczekuje (i dlatego takie działania zazwyczaj nie są skuteczne). W zdecydowanej większości nie są to osoby upośledzone umysłowo czy głęboko zaburzone (pod względem funkcjonowania społecznego) i często otoczenie, które nie jest z nimi na co dzień, może się nawet nie orientuje, jakie mają problemy w funkcjonowaniu.
                                                    A przecież przynajmniej część z nich wchodzi w związki, a nawet zawiera małżeństwa- do końca nie zdając sobie sprawy z tego, czym jest małżeństwo, jakie są prawa i obowiązki w małżeństwie (zauważ, że nie mówię w ogóle o sakramencie). taki człowiek potrafi żyć samodzielnie, być nawet pracownikiem, wie, jak powinien postępować, a mimo to zdarzają mu się zachowania nieakceptowane w społeczeństwie (np. pozostawienie dziecka bez opieki w domu na wiele godzin, ignorowanie potrzeb emocjonalnych dziecka)- dlatego, że nie został tego nauczony i uświadomiony, a tak "sam z siebie", na zasadzie czerpania wiedzy choćby z obserwacji, tego po prostu nie wie.

                                                    Pomijam tu zupełnie sprawę poważnie zaburzonych osób, które np. są notorycznymi kłamcami (bo mają takie problemy psychiczne, wynikające z dorastania w patologicznych warunkach)- dojrzała osoba z kimś takim się nie zwiąże, ale podobna? Czemu by nie. Albo jakaś młoda dziewczyna, jeszcze niedoświadczona- wpadka i od razu pod ołtarz. Przyrzekał, a jakże, ale czy przyrzekał, czy tylko powtarzał formułkę?
                                                  • blue_ania37 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 13:07
                                                    Trochę się orientuję w życiu moich starych dzieci, miewają problemy, za szybko stają się rodzicami. Nie szanują ludzi, niekiedy lądują w więzieniach.
                                                    Mam świadomość, że za około 10 lat będę wychowywać ich dzieci.
                                                    Ale to nieważne.
                                                    W moim odczuciu, serduchu czy jak to tam zwiemy, nie ma zgody, na stwierdzanie nieważności małżeństwa bo nam nie wyszło.
                                                    Poszłam tam świadomie i on też, byliśmy szczerzy.
                                                    Nie zdawaliśmy sobie sprawy do końca z czym wiąże się wspólne życie i uważaliśmy że jakoś to będzie i że przetrzymamy bo się kochamy.
                                                    Naiwność wynikająca z zakochania, wyniesionych zwyczajów z domów.
                                                    Nie umiałam wtedy ocenić prawidłowo jego zwyczajów jak on nie umiał ocenić moich.
                                                    PO jakimś czasie wyszło, że żle i tyle.
                                                    Ale wiem, że poszliśmy do tego kościoła dobrowolnie, a to że mamy takie a nie inne doświadczenia, zwyczaje wyniesione z domu, nawyki i taką genetykę to inna inszość.
                                                    Mogę powiedzieć dziś, że mój były mąż nie rozumiał wielu rzeczy, ale ja też nie rozumiałam jego.
                                                    Inne historie wychowania, inne środowisko inny nacisk położony na jakieś rzeczy.
                                                    To nie było niezrozumienie to było patrzenie na świat i ocenianie ze swojej perspektywy.
                                                    Głupi przykładsmile
                                                    Ja wychowywałam się w domu, gdzie to mama była impreziara, mająca dużo znajomych itp, mój tata to domator, dziennik, papcie, itp.
                                                    Zostałam wychowana, że kobieta łazi na imprezy, tata po nią jeżdził po kumpelach.
                                                    Zaliczyłam z mamą pierwszy dorosły dansingsmile
                                                    Tak zostałam wychowana.
                                                    Mój były mąż wręcz odwrotnie, matka robiła za kierowcę robiła "krótkie" imieniny, aby nie robić kolacji, to ewentualnie jego ojciec pijał na imprezach.
                                                    Wiedziałam o tym, ale uważałam że się "dogadamy" nie dogadaliśmy się, on nie rozumiał mojej potrzeby bycia z ludźmi ja nie umiałam się godzić na bycie kierowcą na imprezach.
                                                    To tylko mały, przykład, że mieliśmy inne wyobrażenia, ale to nie znaczy, że któreś z nas myślało żle, tylko że nie w tym układzie.
                                                    On potrzebował czegoś innego i ja też.
                                                    Ale to nie znaczy, że wtedy powiedzieliśmy sobie nieszczerze słowa przysięgi.
                                                    Poprostu nie te osoby, nie w tym miejscu i tyle.
                                                    A
                                                  • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 13:24
                                                    > Ale to nieważne.

                                                    Ważne- dlatego, że przyczyną ich zachowań jest i będzie jest niedojrzałość. Wskazując Ci na przykład Twoich wychowanków chciałam Ci uświadomić, że takie osoby (niedojrzałe) nie są w stanie stworzyć z inną związku opartego na zaufaniu, wzajemnej pomocy itd., a KK tylko dla dojrzałych rezerwuje sakrament małżeństwa. Chodzi o odpowiedzialność za drugiego człowieka i rodzinę, a bez dojrzałości nie ma odpowiedzialności. To nie tak, tylko jedna osoba jest dojrzała i już sakrament jest ważny- tu tak to nie działa.

                                                    A Ty piszesz o różnicach charakteru w Waszym związku.
                                                    To są dwie różne sprawy.
                                                  • blue_ania37 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 13:40
                                                    Nie mam prawa oceniać ich dojrzałości lub niedojrzałości.
                                                    Ne jestem bogiem, aby oceniać ich.
                                                    Mogę mówić kiedy coś wydaję mi się złe ale nie mam prawa oceniać ani nakazywać.
                                                    Szczerze kochają i szczerze przeżywają rozstania.
                                                    Robią to inaczej niż ja,pojawiają się wpisy np na fejsie ze stron których bym nigdy nie szukała typu jestem wolny i huj, ale to ich przeżywanie.
                                                    Jeśli wychodzą za mąż robią to szczerze, szczerze chwalą się zdjęciami dzieci.
                                                    Ostatnio odwiedziły mnie dwie byłe wychowanki, jedna mężatka, druga nie obydwie z wózkami.
                                                    Mogłam sobie pomyśleć, że ja bym dziecka nie wychowywała tak i tak bym nie mówiła do niego i bym nie paliła przy nim.
                                                    Ale to ja, a one żyją w innej rzeczywistości i dla mnie najbardziej ważne jest aby utrzymały te dzieci przy sobie, aby wspierać w nich uczucia do nich, a że palą papierosy to mały problem.
                                                    A
                                                  • blue_ania37 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 14:19
                                                    I odpowiadam ci jako specjalistasmile
                                                    Nie oceniam dzieci które przyszło mi wychowywać.
                                                    Mogę im tylko pokazać że inne życie ma sens.
                                                    Mają inne doświadczenia, inne zwyczaje, inne nawyki.
                                                    Nie mogę z nimi rozmawiać jak z koleżanka o porządkach, bo oni mieszkają w 8 osób na pokoju.
                                                    Nie mogę zmusić do nie chowania cukru bo oni nie są tego nauczeni, mogę tłumaczyć, ale nie mogę zmusić.

                                                    Patrzę się na mojego syna, przymierza właśnie płetwy, rurką do oddychania zaraz się udusismile, nie mogę i nie będę mogła powiedzieć, że jego ojca nie było, bo był.
                                                    Dziś go nie ma, ale jakieś jego geny zostaną ze mną na zawsze w nim w synku.
                                                    Nie zrobię niczego, aby mój syn kiedyś zadał mi pytanie to kim był tata?
                                                    Pomyłką? czy go nie było?
                                                    Był moim mężem a we mnie nie ma nienawiści do niego, aby dostać papier że wtedy to było nieważne.
                                                    Bo było ważne, bo dzięki temu jest on, wysoki 6 latek i tyle.
                                                  • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 14:34
                                                    blue_ania37 napisała:

                                                    > I odpowiadam ci jako specjalistasmile
                                                    > Nie oceniam dzieci które przyszło mi wychowywać.

                                                    Nie chodzi o ocenianie.

                                                    Mimo tego nadal jestem przekonana, że placówki, ośrodki dla trudnej młodzieży to nie miejsce ich odosobnienia, ale miejsce nastawione na resocjalizację. Jestem też przekonana, że wychowawcy ustalają plan na podstawie rozpoznania sytuacji wychowawczej. I jakoś dziwnie pewna jestem, że na tę sytuację składają się też m.in. ograniczenia, z jakimi wychowanek żyje.

                                                    Jakoś dziwnie jestem zaniepokojona tym, że FAS/ FAE mogą być tylko jakimś tam skrótem, który niczego nie zmienia w wychowaniu i resocjalizacji tzw. trudnej młodzieży....
                                                  • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 14:41
                                                    > Nie mogę zmusić do nie chowania cukru bo oni nie są tego nauczeni, mogę tłumacz
                                                    > yć, ale nie mogę zmusić.

                                                    Przecież tłumaczenie nic im nie da- te dzieci funkcjonują inaczej. Od nich się wymaga, a nie prosi czy tłumaczy.
                                                    Ale to tak btw.

                                                    Ogromne, wręcz chorobliwe zjadanie cukru i słodyczy, własnie z chowaniem, wyjadaniem całych kilogramów?
                                                    To taka jedna z cech zespołu RAD.
                                                    O, tutaj znalazłam sporo o trudnej młodzieży- w tym RAD własnie:

                                                    lavka.pl/wiedziec.html
                                                  • blue_ania37 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 15:05
                                                    zmeczona100 napisała:

                                                    > > Nie mogę zmusić do nie chowania cukru bo oni nie są tego nauczeni, mogę t
                                                    > łumacz
                                                    > > yć, ale nie mogę zmusić.
                                                    >
                                                    > Przecież tłumaczenie nic im nie da- te dzieci funkcjonują inaczej. Od nich się
                                                    > wymaga, a nie prosi czy tłumaczy.
                                                    > Ale to tak btw.

                                                    Nie zgadzam się.
                                                    Mogę siłą doświadczenia, wiekiem zmusić ich ale to nie moja metoda.
                                                    Nie zależy mi na posłuchu tylko na zrozumieniu.
                                                    Cieszę, się jak diabli, że Kuba ktory zawsze chował jedzenie i uważa tylko za jedzenie kiełbasę, ser i mleko że po 2 latach sięga po pomidora czy ogórka.
                                                    Napracowałam się na to i to są moje zwycięstwa.
                                                    Metoda Pawłowa, marchewki i sznurka działa na krótko.
                                                    Nie jestem wredną wychowawczynią, raczej taką która jest oceniana zajebiście że ona ma dyżur.
                                                    Znam słabości tych dzieci i popieram zmiany, wolę pogadać niż mieć wyszorowaną ubikację.
                                                    To kwestia wyboru.
                                                    Nie zmuszam, daje wybór.
                                                    A
                                                  • blue_ania37 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 15:37
                                                    Znam dzieci z fas fae i rad.
                                                    Mogę je zmusić do jakiś działań ale to nie zmienia ich podejścia, tylko wyucza, że jak przyjdzie pani Ania to muszę złożyć porządnie kołdrę.
                                                    Mi zależny mimo wszystko na zmianach, które będą miały wpływ na ich życie.
                                                    W dupie mam kołdrę, jeśli mogę osiągnąć coś więcej.
                                                    Oni sami wiedzą, lepiej niż ja w czym jestem wymagająca a w czym nie.
                                                    A
                                                  • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 15:41
                                                    Mogę je zmusić do jakiś działań ale to nie zmienia ich podejścia, tylko wyucza,
                                                    > że jak przyjdzie pani Ania to muszę złożyć porządnie kołdrę.
                                                    > Mi zależny mimo wszystko na zmianach, które będą miały wpływ na ich życie.

                                                    Jednak już wiesz, że przyjdzie Ci wychowywać ich dzieci za te 10 lat.
                                                    Brak konsekwencji.
                                                  • blue_ania37 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 15:51
                                                    Że wymuszę, na nich składanie kołdry w kostkę nie uchroni mnie przed wychowywaniem ich dzieci.
                                                    Moim chceniem i chęcią jest, aby te dzieci trafiały do nas jak najrzadziej.
                                                    Konsekwencja jest w podejściu, jesteś dla mnie ważny, ale masz wybór co z tym zrobisz to twój wybór.
                                                    Życie A lub B, niekiedy kiedy wygrywa życie B otwieram drzwi aby dziecko nie skoczyło z 1 piętra nie łamiąc nóg.
                                                    A
                                                  • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 16:16
                                                    No to wracamy do tego, o czym pisałam w kontekście Twoich wychowanków na samym początku.

                                                    > Konsekwencja jest w podejściu, jesteś dla mnie ważny, ale masz wybór co z tym
                                                    > zrobisz to twój wybór.

                                                    Co jest warta konsekwencja, skoro efektu nie ma żadnego? Pytanie retoryczne.

                                                    > Że wymuszę, na nich składanie kołdry w kostkę nie uchroni mnie przed wychowywan
                                                    > iem ich dzieci.

                                                    A no nie uchroni, bo dzieciaki i młodzież z zaburzeniami jest "niewyuczalna". Ma własny świat, ogląd rzeczywistości, ważne tu i teraz. I tak zostaje to do śmierci.

                                                    A Ty o szczerości przyrzeczenia piszesz.
                                                    Znasz kogoś, kto idąc do ołtarza (czy stając przed pracownikiem USC) wypowiadał słowa przysięgi, chociaż wiedział o nieszczerości intencji tej drugiej osoby?

                                                    Idę o zakład, że gdyby Twój kiedyś syn zakochał się na zabój w jakiejś Twojej wychowance, to zrobiłabyś wszystko, aby ich związek nie doprowadził ich do USC. Szczerość intencji to jednak zbyt mało, aby tworzyć udany związek i rodzinę.
                                                  • blue_ania37 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 16:58
                                                    Mój syn zna te dziewczyny i tych chłopaków.
                                                    Przed niektórymi go chronię.
                                                    On niczym się nie różni od nich, pomimo, że jest traktowany inaczej.
                                                    Ma ojca który się z nim nie kontaktuję, ma niebieską kartę, ma mamę która obiecała mu, że będzie szcześliwy.
                                                    Kiedyś gadałam z jednym wychowankiem i mnie dopadło, że jestem jedną z nich pomimo, że stoję po drugiej stronie barykady, nikt nie uwierzy że miła wychowawczyni, z samochodem i firmowych butach jest jedną z nich.
                                                    Resocjalizacja ma to do siebie, jest niepoliczalna, mogę na rękach wymieniać wychowanków którzy wyszlismile, reszta wychodzi lub się nadal tapla w patologii.
                                                    Konsekwencja to kiedy idę starym rynkiem o północy i słyszę zostaw to kobieta z PO, niekiedy chowa się przede mną puszki piwa, niekiedy płaczę.
                                                    Niekiedy daję 10 zł niekiedy daję zadzwonić, wiedzą, że nie muszą udawać.
                                                    Wybory mojego syna będą jego wyborami, mówię poważnie, moi starzy nie wchodzili w moje układy miłosne i myślę, że ja nie będę wchodzić też.
                                                    A
                                                    www.youtube.com/watch?v=YErXozSHW9w
                                                  • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 17:18
                                                    blue_ania37 napisała:


                                                    > On niczym się nie różni od nich, pomimo, że jest traktowany inaczej.

                                                    Ja pierdykam powtórnie. Serio.

                                                    > Konsekwencja to kiedy idę starym rynkiem o północy i słyszę zostaw to kobieta z
                                                    > PO, niekiedy chowa się przede mną puszki piwa, niekiedy płaczę.
                                                    > Niekiedy daję 10 zł niekiedy daję zadzwonić, wiedzą, że nie muszą udawać.

                                                    Wracając do tematu - czy oni są/ będą w stanie wypełniać swoje zobowiązania wobec małżonka i dzieci? Czy w ogóle wiedzą, co oznacza dokładnie przysięga małżeńska/ przyrzeczenie? Nie chodzi mi o to, jak brzmi, ale co się kryje za słowami.
                                                  • blue_ania37 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 17:37
                                                    zmeczona100 napisała:
                                                    >
                                                    > Ja pierdykam powtórnie. Serio.

                                                    A ja nie, jeżeli kształtujemy się się od dzieciństwa to moje dziecko doznało więcej przemocy niż moi wychowankowie.
                                                    Umiem wziąć za to odpowiedzialność i ponieść konsekwencję.
                                                    To był mój głupi wybór.
                                                    >
                                                    > Wracając do tematu - czy oni są/ będą w stanie wypełniać swoje zobowiązania wob
                                                    > ec małżonka i dzieci? Czy w ogóle wiedzą, co oznacza dokładnie przysięga małżeń
                                                    > ska/ przyrzeczenie? Nie chodzi mi o to, jak brzmi, ale co się kryje za słowami.

                                                    Nie wiem, ucze ich ja i inni odpowiedzialności za innych, ale co kryję się w nich to czas pokaże.
                                                    A
                                                    >
                                                  • zmeczona100 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 17:50
                                                    Nie rozumiem- Twoi wychowankowie trafili do ośrodka dlatego, że są ofiarami przemocy?

                                                    > Nie wiem, ucze ich ja i inni odpowiedzialności za innych, ale co kryję się w n
                                                    > ich to czas pokaże.

                                                    Sama przyznałas, że ta nauka nie jest skuteczna.

                                                    Jestem lekko przerażona. Co tam- lekko. Bardzo!
                                                    Albo bagatelizujesz świadomie patologię wsród dzieci i młodzieży, jej konsekwencje, albo relatywizujesz, skoro- jak napisałaś- jesteś jedną z nich.

                                                    Ja mam bardziej radykalne poglądy- recydywę izolowałabym od normalnych ludzi i nie czekała, aż zmajstrują coś, za co trafią do więzienia. Nie ma znaczenia, czy to wina porzucenia w dzieciństwie czy tego, że matka chlała w ciąży- liczą się konsekwencje.
                                                  • blue_ania37 Re: Unieważnienie małżeństwa 27.07.13, 18:47
                                                    zmeczona100 napisała:

                                                    > Nie rozumiem- Twoi wychowankowie trafili do ośrodka dlatego, że są ofiarami prz
                                                    > emocy?

                                                    Tak niektórzy trafili bo są ofiarami przemocy.
                                                    Kilka lat temu Polska żyła panem z Austrii który miał dzieci z własną córką, dla mnie to codzienność ale nie nagłaśniania.
                                                    Mogę długo o zapijaczonych matkach, tatkach,o niewydolności wychowawczej o braku skruchy i żażenowania.
                                                    >

                                                    >
                                                    > Jestem lekko przerażona. Co tam- lekko. Bardzo!
                                                    > Albo bagatelizujesz świadomie patologię wsród dzieci i młodzieży, jej konsekwen
                                                    > cje, albo relatywizujesz, skoro- jak napisałaś- jesteś jedną z nich.

                                                    Jestem jedną z nich, pomimo że nie mam wszawicy, świerzbu i choroby wenerycznej.
                                                    Doznałam tak samo jak oni przemocy, w innym świetle i przy użyciu innych środków.
                                                    Patologię zdarzają się również w ładnym otoczeniu i w ładnych domkach.
                                                    Podejście, takie że to nie ma prawa się zdarzyć powoduje, że ci z ładnych domków nie maja prawa głosu. A tam też dochodzi do różnych nadużyć.
                                                    >
                                                    > Ja mam bardziej radykalne poglądy- recydywę izolowałabym od normalnych ludzi i
                                                    > nie czekała, aż zmajstrują coś, za co trafią do więzienia. Nie ma znaczenia, cz
                                                    > y to wina porzucenia w dzieciństwie czy tego, że matka chlała w ciąży- liczą si
                                                    > ę konsekwencje.

                                                    A ja kocham te dzieci, odrzucone, brudne, ze zwichrowaną psychiką, to mój wybór, pochylam się nad naćpanym nastolatkiem prosząc go aby powiedział co wziął, bo tylko tak mogę mu pomóc, niekiedy klnę bo tak mogę się dogadać nigdy nie odrzucam.
                                                    A
                                                    >
                                                    >
                                                  • lampka_witoszowska Re: Aniu 27.07.13, 14:42
                                                    ale jaki to jest szczery ślub w przytoczonym przez Ciebie przykładzie, że ona nei chciała dzieci i nie zmieniła zdania? - dla mnie on nie brął tego ślubu szczerze i z dobrą wolą - przecież chciał zmieniać, kompletnie nie akceptował jej niechcenia dzieci

                                                    wiem, żeby był sakrament trzeba chcieć dzieci - to jedno, ale jak przysięgam, że biorę na dobre i na złe, a nie biorę tak naprawdę, bo nie dam rady żyć z kimś, kto dzieci nie chce (i mówi o tym, i przecież może nie zechce) - to z kim ja biorę ten ślub? z własnym wyobrażeniem drugiego człowieka, pomimo tego, że mam go z krwi i kości przed sobą? to słabo wychodzi jeśli chodzi o uczciwy, szczery ślub - nawet, jeśli on szczerze chciał zmienić jej przekonania
                                                  • blue_ania37 Re: Aniu 27.07.13, 15:14
                                                    Lampkosmile
                                                    Mój mąż nie chciał dzieci, ale obiecał, że pomyśli, pomyślał, zajeło mu to 3 lata po ślubie.
                                                    Nie zmusiłam do dziecka, to była jego decyzja, wtedy uważałam że dorósł, dziś wiem, że nie bardzo.
                                                    Wzięłam ślub z nadzieją, że co złe pokona się, niektóre rzeczy się pokonały, niektóre nie, ale nie mam w sobie jakiegokolwiek działania aby unieważnić ten ślub.
                                                    Bo wtedy byliśmy szczerzy i tak na to patrzę, a nie mam prawa oceniać tego z dzisiejszej perspektywy.
                                                    A
                                                  • zmeczona100 Re: Aniu 27.07.13, 15:24

                                                    > ektóre nie, ale nie mam w sobie jakiegokolwiek działania aby unieważnić ten ślu
                                                    > b.

                                                    > Nie zrobię niczego, aby mój syn kiedyś zadał mi pytanie to kim był tata?
                                                    > Pomyłką? czy go nie było?
                                                    > Był moim mężem a we mnie nie ma nienawiści do niego,
                                                    > aby dostać papier że wtedy to było nieważne.
                                                    > Bo było ważne, bo dzięki temu jest on, wysoki 6 latek i tyle.

                                                    Aniu, poczytaj wypowiedzi Anbale w tym wątku.

                                                    Tak wychodzi, że muzułmanie, protestanci czy ateiści to nie mają dzieci, że to przywilej katolików jedynie.
                                                  • lampka_witoszowska Re: Aniu 27.07.13, 16:05
                                                    no, ok - ale w sytuacji, gdy podeszłabyś do sprawy z zacięciem, że go zmienisz, a inna opcja jest niemożliwa, on by nie zmienił zdania, Ty również - to jak sobie wyobrażasz tę świętość przysięgi "biorę sobie Ciebie" (w znaczeniu: Ciebie takiego, jakim teraz jesteś, nieważne, jeśli za 10 lat zechcesz 10cioro dzieci i nieważne, jeśli nadal nei zechcesz ani jednego)?

                                                    a co ze ślubami na zasadzie: olaboga, wpadka, wypada jedynie do ślubu (nadal się zdarza) - "wypadanie" jako podstawowa przyczyna ślubu to już do rangi świętości urosło? w założeniu ma być miłość, wierność i bycie jednością (nawet o dzieciach nic nie ma w przysiędze) -i ma być chęć, by Bóg pobłogosławił ten związek, który ma trwać całe życie. Kropka. Jak nei ma którejś części przysięgi, jak się nie akceptuje czegoś tam w narzeczonym - to nie ma się prawa wypowiadać przysięgi. Gdyto się zrobi, moim zdaniem, mało święcie wypada. A to już żadna kara ani chwała tkwić w uporze, że nadal przysięga obowiązuje - wtedy należy podjąć ten dodatkowy trud, by sprawę wyprostować: "sorry, przysięgałam/em nieuczciwie. Przepraszam." (albo okazało się, żę druga strona kompletnie nie zrozumiała, co przysięga - no, można całe życie liczyć, że należna kara ją/jego spotka - ale czy to takie święte? wątpię).

                                                    Co innego też, gdy on nie zechciał dzieci, ale liczyłaś się z tym.

                                                    I co innego, gdy na początku chcieliście oboje dizeci, ale tak się sparszywiło, że to się stało wykluczone.

                                                    I co innego, gdy okazało się, że on zechciał, a Ty jesteś niepłodna.

                                                    I co innego, gdy on chciał, a Ty wiedziałaś, że jesteś niepłodna, ale taaaaak baaaardzo chciałaś go mieć dla siebie i uszczęśliwiać, ale po swojemu.

                                                    I co innego, gdy Ty chciałaś, a on ukrył, że jest impotentem.

                                                    I też co innego, gdy oboje chcieliście, a okazało się, że on jest impotentem. I co innego, gdy poleci do sekksuologa z Tobą, jak nei podpasuje terapia, to poszukacie innego terapeuty -a co innego, gdy opieprzy Cię, że to na pewno przez Ciebie ta impotencja i nigdzie nie pójdzie na terapię, bo mu męska duma nie pozwala.

                                                    I tak wszystkie, wszystkie przypadki jednym zdaniem do jednego worka? "bo unieważnienie to oszustwo"? Moim zdaniem tak nie można. Czasem małżeństwa pomimo rozwodu zostają w sercu tak jak piszesz. Czasem nei było tego małżeństwa w sercu od początku. Bywa różnie. i odmiennie od spraw w sądach cywilnych.

                                                    ps. a może to wpływ przykładu Kmicica i Radziwiłła? tylko głupio trochę na podstawie ładnej ksiązki kształtować swoją religię. Choć - oczywiście można.
                                                    Ja wiem jedno - moje pierwsze małżeństwo nigdy nei było małżeństwem jak nalezy - i oczywistym dla mnei było, że nasza przysięga jakoś się nei liczy, nie umiem tego wytłumaczyć. Nie byłow tym nic ze świętości. Drugie małżeństwo też się rozpadło, ale tu dla odmiany nie widzę najmniejszych podstaw do unieważnienia - to była przemyślana decyzja i każde z nas uznało, że dokładnie z takim człowiekiem chcemy spędzić życie. A że po drodze się nam odwidziało - no to co? z tym się nei leci po stwierdzenie nieważności. Trzeba do tego dużo więcej.
                                                  • blue_ania37 Re: Aniu 27.07.13, 17:10
                                                    I mi lampko chodzi o to więcejsmile
                                                    Mam poczucie, że kiedy przestajemy kochać, lubić itp, to ogarnia nas uczucie nienawiści i chęci zapomnienia, bo on był taki, bo ona była niedobra.
                                                    Walczymy, o swoją godność, o swoje poczucie bycia sobą, o swoją sprawiedliwość.
                                                    Zyskujemy papier, że jego jej nie było, tylko te dzieci trudno ukryćsmile
                                                    Trzeba wziąć odpowiedzialność za własne wybory.
                                                    Chociaż to najtrudniejsze.
                                                    Nie będę udawać, niedojrzałości, jego, mojej.
                                                    Nie byłoby to uczciwe, nie ma we mnie uczucia nienawiści wobec niego.
                                                    Nie chodzę z kartką jestem rozwódką ale nie ukrywam, że kiedyś mi nie wyszło
                                                  • zmeczona100 Re: Aniu 27.07.13, 17:24
                                                    > Zyskujemy papier, że jego jej nie było, tylko te dzieci trudno ukryćsmile

                                                    Pytałam wcześniej, ale nie odpowiedziałaś, więc powtórzę:

                                                    Czy dziecko muzułmanina ma ojca? A protestanta?
                                                    No a ateisty?

                                                    I jeszcze jedno, chyba w ogóle kluczowe pytanie- wiesz czym się różni małżeństwo cywilne od sakramentalnego?

                                                    Czy w ogóle do siebie dopuszczasz mysl, że niektórym ludziom z NIKIM nie wyjdzie małżeństwo w życiu?
                                                  • blue_ania37 Re: Aniu 27.07.13, 17:44
                                                    zmeczona100 napisała:

                                                    > > Zyskujemy papier, że jego jej nie było, tylko te dzieci trudno ukryćsmile
                                                    >
                                                    > Pytałam wcześniej, ale nie odpowiedziałaś, więc powtórzę:
                                                    >
                                                    > Czy dziecko muzułmanina ma ojca? A protestanta?
                                                    > No a ateisty?
                                                    >
                                                    > I jeszcze jedno, chyba w ogóle kluczowe pytanie- wiesz czym się różni małżeństw
                                                    > o cywilne od sakramentalnego?
                                                    >
                                                    > Czy w ogóle do siebie dopuszczasz mysl, że niektórym ludziom z NIKIM nie wyjdzi
                                                    > e małżeństwo w życiu?

                                                    Tak dopuszczam, że niektórym nie wyjdzie żadne małżeństwo.
                                                    Muzułmanin, protestant, świadek Jehowy nadal zostaje ojcem.
                                                    Zostaję mały człowiek który ma określone kolor oczu, włosów i pewne zachowania.
                                                    Małżeństwo sakramentalne to takie gdzie nie ma przeciwwskazań do zawarcia go, deklaracja jest szczera, nie ma chorób psychicznych, wierzymy że za kapłanem stoi Bóg.
                                                    A
                                                  • zmeczona100 Re: Aniu 27.07.13, 17:54
                                                    > Tak dopuszczam, że niektórym nie wyjdzie żadne małżeństwo.

                                                    Nawet mimo szczerych intencji składającego przysięgę?

                                                    > Muzułmanin, protestant, świadek Jehowy nadal zostaje ojcem.

                                                    A katolik?


                                                    > Zostaję mały człowiek który ma określone kolor oczu, włosów i pewne zachowania.

                                                    ?

                                                    > Małżeństwo sakramentalne to takie gdzie nie ma przeciwwskazań do zawarcia go, d
                                                    > eklaracja jest szczera, nie ma chorób psychicznych, wierzymy że za kapłanem sto
                                                    > i Bóg.
                                                    > A

                                                    No to myślę, że jednak obydwie dyskutujemy o czym innym, więc ja się wycofuję.
                                                  • blue_ania37 Re: Aniu 27.07.13, 19:01
                                                    zmeczona100 napisała:

                                                    >
                                                    > No to myślę, że jednak obydwie dyskutujemy o czym innym, więc ja się wycofuję.

                                                    Ja mówię o wzięciu odpowiedzialności za siebie i swoje wybory.
                                                    Wybrałam Rysia lub Zdzisia to był mój wybór.
                                                    Nie wymażę go gumką, bo jest tatą mojego dziecka.
                                                    Nie mam złości, nienawiści, chęci wyprania, to było moje życie mogę tylko wyciągnąc wnioski, ale nie będę uważać że go nie było, że nie było tam Boga, że on był nieświadomy lub ja, że nie podjął lub podjął inaczej obowiązki.
                                                    Nie będę szukać haków dla niego, na niego i obok niego.
                                                    Poszłam bo chciałam do kościoła , on też koniec.
                                                    Nie wyszło, ale nikt nie jest winien tylko my ja i on to nie wina Boga, rodziny i wychowania, to my się nie dogadaliśmy, nie winię za to Boga tylko siebie.
                                                    A
                                                    >
                                                  • zmeczona100 Re: Aniu 27.07.13, 19:36
                                                    Aniu, litości. Powtarzasz jakies puste frazesy:

                                                    > Nie wymażę go gumką, bo jest tatą mojego dziecka.

                                                    A sama piszesz, że muzułmanin czy protestant może mieć dzieci. Jak może więc być protestant czy ateista ojcem, skoro wg Ciebie ojcem może być tylko kościelny mąż jego matki?

                                                    A gdyby Twój ex przeszedł na islam czy został buddystą, to czy nadal byłby ojcem Twojego dziecka?
                                                  • blue_ania37 Re: Aniu 27.07.13, 20:02
                                                    zmeczona100 napisała:

                                                    > Aniu, litości. Powtarzasz jakies puste frazesy:
                                                    >
                                                    > > Nie wymażę go gumką, bo jest tatą mojego dziecka.
                                                    >
                                                    > A sama piszesz, że muzułmanin czy protestant może mieć dzieci. Jak może więc b
                                                    > yć protestant czy ateista ojcem, skoro wg Ciebie ojcem może być tylko kościelny
                                                    > mąż jego matki
                                                    Litości)
                                                    Ja nie pisałam nic o wierze.
                                                    Ojciec mojego dziecka będzie jego ojcem nawet jak zacznie wierzyć w makaronsmile
                                                    Nic nie pisałam, że tylko ślub kościelny robi ojcem lub matką.
                                                  • zmeczona100 Re: Aniu 27.07.13, 20:49
                                                    blue_ania37 napisała:

                                                    > Ja nie pisałam nic o wierze.
                                                    > Ojciec mojego dziecka będzie jego ojcem nawet jak zacznie wierzyć w makaronsmile
                                                    > Nic nie pisałam, że tylko ślub kościelny robi ojcem lub matką.
                                                    >

                                                    No nie wiem:

                                                    > Nie wymażę go gumką, bo jest tatą mojego dziecka.

                                                    Co oznacza wprost, że nie starałabyś się o stwierdzenie nieważności, bo przecież to ojciec Twego dziecka. Jakby w momencie uzyskania "papierka" tracił to ojcostwo.
                                                  • blue_ania37 Re: Aniu 28.07.13, 14:27
                                                    zmeczona100 napisała:
                                                    >
                                                    > Co oznacza wprost, że nie starałabyś się o stwierdzenie nieważności, bo przecie
                                                    > ż to ojciec Twego dziecka. Jakby w momencie uzyskania "papierka" tracił to ojco
                                                    > stwo.
                                                    >

                                                    W momencie uzyskania papierka uzyskałabym potwierdzenie że był nieważny, a był ważny.
                                                    Dla mojej pamięci, dla mojego syna.
                                                    Nie był kimś, był kimś komu uwierzyłam , że chcę z nim dziecko, to mnie zobowiązuję na zawsze.
                                                    Mogę sobie w duchu mówić złe rzeczy ale moja prawość i moje poglądy nie pozwalają mi powiedzieć, że go nie było albo był nieważny.
                                                    Mój syn ma prawo wiedzieć, że był dzieckiem miłości, bo był miłość nie wyszła, ale nie powiem, mu nigdy ze jego tata nie był ważny.
                                                    Świata nie oceniam z dzisiejszej perspektywy.
                                                  • blue_ania37 Re: Aniu 28.07.13, 18:40
                                                    Seriosmile
                                                    Ja wybaczyłam eksowi.
                                                    Wszystko.
                                                    Zadziwia, pisząc 9 zażalenie na alimenty.
                                                    Zadziwia treścią, ale nie ma we mnie nienawiści, raczej jest pochylenie się nad słabością.
                                                    Był kimś kogo kochałam bardziej niż siebie, był moim zyciem.
                                                    Nauczyłam się żyć bez niego, doceniam życie bez niego.
                                                    Ale będę pamiętać tamto aby chronić siebie.
                                                    Nie potrzebuję stwierdzenia nieważności, to uczyniło się we mnie, jego nie ma.
                                                    Ale patrząc na syna wiem, że był i cieszę się, że był.
                                                    A