Dodaj do ulubionych

Szacunek podczas i po rozwodzie

19.01.14, 22:50
Czy udało się Wam podczas rozwodu traktować siebie z szacunkiem, przeprowadzić rozwód spokojnie, czy zamienił się w wojnę? A jak ze stosunkami porozwodowymi? Co ma na nie największy wpływ, co jest największą trudnością?

U nas podczas rozwodu był rollercoaster emocjonalny, ja żyłam w lęku, że eks będzie utrudniał, a eks żył w poczuciu winy, który co 2-gi dzień zmieniał mu się w ataki agresji. Ciężko było. Ale finalnie, tuż przed wyciszyło się i rozwiedliśmy się - paradoks - wspierając się nawzajem w tym dniu i oboje klnąc na durny system prawny w Polsce. Żadne z nas nie wycięło numeru, nie podłożyło nogi drugiemu, a oboje mieliśmy czym zaszarżować i przeciągnąć to na lata. Po rozwodzie zadzwoniłam do eksa i podziękowałam mu za to, że poszło na jednej rozprawie, on też mi podziękował. W całym tym rozwodowym bagnie to była jakaś iskierka nadziei, że coś się z naszej relacji ocaliło.

A porozwodowo...świeżo jeszcze jest, ale eks miał napady szału, musiałam spotykać się z adwokatem, mimo że formalności były za nami, obstawiać wiedzą, co mogę, czego nie (wobec jego histerycznych i agresywnych teorii). Pierwsze 2-3 miesiące były ciężkie, teraz jest coraz lżej z miesiąca na miesiąc. Wciąż jednak dla mnie największą trudnością jest pogodzenie się z tym, że jemu wystarcza jakiś tam kawałek ojcostwa, no ale w sumie to było przyczyną rozwodu...niemniej w głowie mi się to nie mieści i potrafię zasypać go pretensjami, co z tego, że słusznymi. Też pracuję nad tym, żeby wyluzować.

Ciekawa jestem, jak będzie za rok, kilka lat...jak będę myślała, co czuła, jak to oceniała...?
Jak było i jest u Was?
Obserwuj wątek
    • mia17 Re: Szacunek podczas i po rozwodzie 20.01.14, 09:45
      nam udało się rozwieźć spokojnie.
      nie wiedziałam, czego się spodziewać - jak się eks zachowa (pomimo faktu, że to on wszystko zepsuł). bałam się o wiele rzeczy, ale okazało się, że niepotrzebnie.
      daliśmy radę rozstać się jak kulturalni ludzie. po tym, czego się naczytałam i nasłuchałam przed rozwodem o rzeczach, jakie się dzieją na sali sądowej i co potrafią wyrabiać ludzie - włos mi na głowie stawał. ale udało się i wszystko odbyło się bez szarpania.
      mnie zależało, abyśmy nie darli kotów ze względu na dziecko. żeby pozostać mimo wszystko sobą, nie przeobrazić się w bestię, zaślepioną złością. bywały chwile, kiedy miałam ochotę strzelić go na odlew łopatą, ale nie zrobiłam tego. emocje buzowały, ale nie przekroczyłam linii.
      teraz nasze relacje są poprawne. niestety, musimy utrzymywać ze sobą kontakty ze względu na dziecko - to jest dla mnie trudne, bo najchętniej wymazałabym go z mojego zeszytu.
      ale - nie da się. jest córka, która go kocha i koniec tematu.
      potrafimy ze sobą rozmawiać - ale na tematy związane z dzieckiem. nie interesuje mnie nic ponadto. nie pytam nigdy, co u niego słychać, co słychać u naszych kiedyś wspólnych znajomych, itp. nie poruszam żadnego tematu nie związanego z dzieckiem. on na początku pytał, co u mnie - ale nie byłam zbyt wylewna i przestał się pytać.
      nie wiem, jak będzie za parę lat. liczę na to, że moja złość do niego minie i będę potrafiła traktować go bez emocji. złych.
    • asiorex_krk Re: Szacunek podczas i po rozwodzie 20.01.14, 12:04
      U nas początek był ciężki, eks straszył prokuratorem, kuratorem, policją, czego się bałam bo ma ich w rodzinie.. Ale potem moja adwokat mnie jakoś nastawiła "a niech próbuje to nie takie proste" a i psychologowie do których chodziliśmy załagodzili sprawę, powoli złe emocje wygasały, w dniu rozwodu było już spokojnie, a po poszliśmy ze świadkiem i nim na kawę. Może dlatego że jeszcze przed sprawą udało nam się nawzajem pokazać że nie chodzi o to żeby sobie nawzajem dopiec, ale o to aby zakończyć nie udany związek i zminimalizować traumę dziecka. Po 7 latach mogę powiedzieć że życzę każdemu takiej eks żony i takiego eks męża wink Owszem czasem się pokłócimy bo mamy różne poglądy i podejście do wychowania, ale zawsze się dogadujemy, czasem sobie utniemy pogawędkę telefoniczną jak starzy dobrzy znajomi. Plan wychowawczy dawno poszedł w odstawkę, robimy tak aby dziecku było dobrze a i nam nie robiło na złość. BO czy nie lepiej czasem przesunąć o tydzień spotkanie, jeśli ojciec z jakichś przyczyn nie może? Bo czy nie warto pozwolić dziecku zostać dłużej jeśli tego chce a jest możliwość? Wiem że w kwestii dziecka mogę na eksa liczyć w każdej dziedzinie. Córka już nastolatka więc teraz ona decyduje kiedy, z kim i co..
    • zabapo11 Re: Szacunek podczas i po rozwodzie 20.01.14, 16:55
      My jeszcze w trakcie rozwodu, ale jest dziwnie. Przez pierwsze 3 miesiące relacje były fatalne, bo nie mogłam się pogodzić, ciągłe kłótnie i nerwy, zero szacunku z obu stron. Teraz jest tak, że ja jestem już totalnie obojętna, a mąż zachowuje się, jakby nic się nie zmieniło (omawiamy sprawy domowe/dzieci, naprawy AGD itp.). Można chyba powiedzieć, że jest dobrze, bo nikt się nie miota. Spokojnie ustalamy kwestie organizacyjne na po rozwodzie. Zobaczymy jak będzie dalej.
    • eicron Re: Szacunek podczas i po rozwodzie 21.01.14, 06:09
      amsterdamska_mgla napisała:

      > ące były ciężkie, teraz jest coraz lżej z miesiąca na miesiąc. Wciąż jednak dla
      > mnie największą trudnością jest pogodzenie się z tym, że jemu wystarcza jakiś
      > tam kawałek ojcostwa, no ale w sumie to było przyczyną rozwodu...niemniej w gło

      Najważniejsze dla Ciebie w małżeństwie było to, aby Twój mąż był odpowiednim ojcem dla dzieci?

      > wie mi się to nie mieści i potrafię zasypać go pretensjami, co z tego, że słusz
      > nymi. Też pracuję nad tym, żeby wyluzować.

      Nie wywiązuje się z postanowień sądu w sprawie kontaktów z dziećmi?
      • amsterdamska_mgla Re: Szacunek podczas i po rozwodzie 21.01.14, 07:45
        Eicron, będziemy się bawić w analizę mojego małżeństwa? wink jeśli chcesz...

        > Najważniejsze dla Ciebie w małżeństwie było to, aby Twój mąż był odpowiednim oj
        > cem dla dzieci?

        Skąd taki wniosek? Piszę o rozwodzie, nie o małżeństwie. Najważniejsze PO ROZWODZIE jest dla mnie to, żeby mój były mąż był odpowiednim ojcem dla dzieci.

        Niemniej kiedy małżeństwo zmienia się w rodzinę, czy nie uważasz, kompletnie abstrahując od mojego wpisu, że stosunek do obowiązków wobec wspólnego potomstwa jest niezmiernie ważny? I że jeśli coś małżeństwu szwankuje w tym obszarze, rzutuje to na więź między małżonkami?

        > Nie wywiązuje się z postanowień sądu w sprawie kontaktów z dziećmi?

        Ciekawa wizja ojcostwa.... wink ujęta w nawias postanowieniami sądu....
        W sumie wywiązuje się. Zabiera dzieci 4 dni w miesiącu i sadza je przy tablecie. Zabiera dzieci na swoją część wakacji i wkłada w ręce swojej mamy, by zajmowała się od rana do wieczora, a sam siada do komputera a wieczorem urywa się na imprezkę z przyjaciółmi. Masz rację, wywiązuje się, sąd nie określił przecież jakości spędzanego czasu, a jego wymiar...niepotrzebnie się czepiam, czyż nie? wink
        • amsterdamska_mgla Re: Szacunek podczas i po rozwodzie 21.01.14, 08:18
          I dojaśnię, skoro już analiza mojego rozwodu leci wink pisząc o tym, co było przyczyną rozwodu (pisałam już o tym w sąsiednim wątku) mam na myśli to, że eks znudził się rodziną i ojcostwem jako czymś, co ogranicza mu wolność i luz w życiu, możliwość wysypiania się, imprezowania itp. Taka była jego decyzja co do rodziny, którą założył jako dorosły człowiek i dzieci, które świadomie i planując zaprosił na ten padół łez wink
        • eicron Re: Szacunek podczas i po rozwodzie 21.01.14, 21:37
          amsterdamska_mgla napisała:

          > Eicron, będziemy się bawić w analizę mojego małżeństwa? wink jeśli chcesz...

          Tylko tego, co sama o nim napisałaś smile

          > > Najważniejsze dla Ciebie w małżeństwie było to, aby Twój mąż był odpowied
          > nim ojcem dla dzieci?
          >
          > Skąd taki wniosek? Piszę o rozwodzie, nie o małżeństwie. Najważniejsze PO ROZWO
          > DZIE jest dla mnie to, żeby mój były mąż był odpowiednim ojcem dla dzieci.

          Napisałaś: jemu wystarcza jakiś tam kawałek ojcostwa, no ale w sumie to było przyczyną rozwodu.

          Rozumiem, gdybyś jako przyczynę rozwodu podała np. że nie otrzymywałaś od exa żadnego wsparcia czy pomocy przy dzieciach, ex krzywdził dzieci, nie mogliście się dogadać w sprawie wychowania dzieci czy też, że zaczął uciekać z domu po urodzeniu się dziecka, ale stwierdzenie, że rozwiodłaś się, bo źle oceniałaś jego ojcostwo brzmi dla mnie niedorzecznie. Stąd to pytanie. Wydaje mi się, że ludzie rozwodzą się z powodu spraw, które są dla nich w małżeństwie najważniejsze.

          > Niemniej kiedy małżeństwo zmienia się w rodzinę, czy nie uważasz, kompletnie
          > abstrahując od mojego wpisu
          , że stosunek do obowiązków wobec wspólnego pot
          > omstwa jest niezmiernie ważny? I że jeśli coś małżeństwu szwankuje w tym obszar
          > ze, rzutuje to na więź między małżonkami?

          Małżeństwo to już rodzina smile I zgadzam się z Tobą, że stosunek do obowiązków wobec dzieci jest bardzo ważny. Zawsze to rzutuje na relacje między małżonkami. Uważam jednak, że należy tu odróżnić ojcostwo od pomagania matce przy dzieciach. To dwie zupełnie inne sprawy.

          > > Nie wywiązuje się z postanowień sądu w sprawie kontaktów z dziećmi?
          >
          > Ciekawa wizja ojcostwa.... wink ujęta w nawias postanowieniami sądu....

          Masz jakiś lepszy pomysł na zabezpieczenie ojcu możliwości kontaktów z dziećmi?

          Poza tym dzięki ustaleniu sądowemu kontaktów z dziećmi wszyscy zainteresowani wiedzą kiedy dzieci spędzają czas z ojcem. Zwłaszcza dla dzieci taka przewidywalność jest ważna.

          Ponadto sądowe ustalenie kontaktów uniezależnia je od stanów emocjonalnych obojga rodziców i "niechcemisi" wink

          Oczywiście jak ktoś się uprze to i tak nie będzie ich przestrzegał, ale to inna sprawa.

          > W sumie wywiązuje się. Zabiera dzieci 4 dni w miesiącu i sadza je przy tablecie
          > . Zabiera dzieci na swoją część wakacji i wkłada w ręce swojej mamy, by zajmowa
          > ła się od rana do wieczora, a sam siada do komputera a wieczorem urywa się na i
          > mprezkę z przyjaciółmi. Masz rację, wywiązuje się, sąd nie określił przecież ja
          > kości spędzanego czasu, a jego wymiar...niepotrzebnie się czepiam, czyż nie? wink

          Oczywiście że nie potrzebnie się czepiasz smile To jest jego prywatna sprawa - dopóki się wywiązuje z postanowień i nie stwarza zagrożenia dzieci. Jeśli chodzi o "jakość" kontaktów to wybacz, ale to nie Ty jesteś od jej oceny tylko dzieci. One go w przyszłości za to podsumują. I może być to osąd bardzo surowy. Obcego faceta będziesz pouczać? wink
          • amsterdamska_mgla Re: Szacunek podczas i po rozwodzie 21.01.14, 22:43
            eicron napisał:

            >ale stwierdzenie, że rozwiodłaś się, bo źle oceniałaś jego
            > ojcostwo brzmi dla mnie niedorzecznie. Stąd to pytanie.

            Eicron, rozumiem, ale już Ci to powyżej dojaśniłam. Spróbuję może jeszcze raz. Ale też i proszę Cię o przeczytanie uważnie moich dojaśnień powyżej, bo przecież bez sensu jest, żebym kopiowała swoje poprzednie słowa.

            Piszę, że tym, co wpływa na moje emocje porozwodowe jest wciąż bunt i niezgoda na to, że mojemu eks mężowi wystarcza kawałek ojcostwa. Mówiąc po ludzku: nie tak miało być, nie na to się umawialiśmy wink jestem świeżo po rozwodzie, więc się to we mnie kłębi i boli. Wiesz, moje dzieci "miały" mieć cudownego, zaangażowanego ojca - na to się on ze mną umawiał, to deklarował...więc boli. Bo to moje dzieci i je kocham. I czasem po rozwodzie się wściekam i czasem za mocno i wciąż nad tym pracuję. Jeszcze nie umiem tego olać, ani się z tym pogodzić. No, tyle psychoanalizy porozwodowej wink
            A pytasz, myślę, że nie zrozumiawszy mojej wypowiedzi (nic dziwnego, to tylko forumowa konwersacja) o ten kawałek: jemu wystarcza jakiś tam kawałek ojcostwa, no ale w sumie to było przyczyną rozwodu. mojej wypowiedzi. Myślę, że zakładasz, że ja złożyłam z tego powodu pozew, że "o to się rozwiodłam" . A to kompletnie nie tak. Ja piszę o tym, co już uwywnętrzniałam na forum - że eks pewnego dnia uznał, że rodzina i obowiązki wobec niej i wysiłek wokół dzieci są obciążeniem, kolidującym mu z wolnością, niezależnością, piciem i imprezowaniem i że nie chce tego dalej w swoim życiu. Potem zaczął się wielomiesięczny proces rozpadu, który już z grubsza opisywałam w wątkach, pozwól, że nie będę forumowiczów zamęczać historią jakich wiele wink A to, że finalnie pozew złożyłam ja, a nie on, to tylko kwestia niezborności życiowej eksa. Całe wspólne życie go holowałam, motywowałam, byłam jego pamięcią zewnętrzną i załatwiałam za niego. Załatwiłam i to, bo on miał pomysł, że będzie mieszkał osobno, żył jak singiel a formalnościami się nie zajmie.

            >exa żadnego wsparcia czy pomocy przy dzieciach, ex krzywdził dzieci, nie mogliście się dogadać w sprawie wychowania dzieci czy też, że zaczął uciekać z domu po urodzeniu się dziecka

            To też się jakoś działo, poza krzywdzeniem, dzieci (krzywdził mnie); ale nie ww takiej skali, by być dla mnie motywacją do rozwodu wówczas. Motywowało mnie to do pracy nad małżeństwem, do podjęcia terapii małżeńskiej. Za wszelką cenę chciałam ratować małżeństwo i rodzinę.

            I jeszcze jedno - ja nie uznaję takich zwrotów jak "pomoc przy dzieciach" jeśli mówimy o wspólnych biologicznie dzieciach, w opcji, że oboje pracujemy na dom i mamy obowiązki zawodowe. Nie uznaję też zwrotu "mąż pomaga mi w sprzątaniu domu" - dzieci i dom są wspólne i o ile nie jest to sytuacja, że jedno zarabia a drugie jest gospodynią/gospodarzem na wychowawczym, to robi się to wspólnie. Pomóc przy dzieciach może mi moja siostra, jeśli ma chęć. Pomóc w domu może moja mama, jeśli ma kaprys, bo czasem do mnie wpada i coś np. zmyje. Ja jej o to nie proszę, ona chce pomóc, ja jej dziękuję. Ale to nie jest ich obowiązek. A dzieci i wspólny dom to jest obowiązek i kobiety i mężczyzny. Tak o tym piszę, bo widzę, że często używasz takich zwrotów, np tu:
            > Uważam jednak, że należy tu odróżnić ojcostwo od pomagania matce przy dzieciach
            > . To dwie zupełnie inne sprawy.

            Ja się kompletnie z takim pojmowaniem świata nie zgadzam. No ale to ja. I kupa kobiet wink

            > Masz jakiś lepszy pomysł na zabezpieczenie ojcu możliwości kontaktów z dziećmi?

            Akurat ojcu moich dzieci niczego nie trzeba zabezpieczać, bo ja mu niczego nie odmawiam. Nie chodziło mi jednak o negowanie zasądzania kontaktów, ale o to, że dobry ojciec to nie jest ojciec "od - do", jak mu sąd wyznaczył.
            Ale też uczciwie muszę przyznać,że mój eks się na razie miota - między wdupiemieniem i nie wychylaniem się poza wyznaczony sądowo rytm kontaktów a napadami tęsknoty i szukaniem większej ilości kontaktu - na co się zgadzam zawsze, jeśli to nie koliduje z moimi planami, a zgadzam się często. Dla dobra dzieci. Czas pokaże, w którą stronę mu się to wahnie.

            > Oczywiście że nie potrzebnie się czepiasz smile To jest jego prywatna sprawa - do
            > póki się wywiązuje z postanowień i nie stwarza zagrożenia dzieci. Jeśli chodzi
            > o "jakość" kontaktów to wybacz, ale to nie Ty jesteś od jej oceny tylko dzieci.

            A widzisz, dla mnie oczywiste jest, że ja mam "się czepiać". Mam wręcz obowiązek oceniać jakość kontaktu moich dzieci z przeróżnymi osobami - wychowawcami, członkami rodziny, sąsiadami, drużynowymi w harcerstwie etc. Nie po to, by zawłaszczać i sprawować kontrolę ponad wszystko, ale by być czujną na to, co może szkodzić dziecku, to chyba jasne, to robi każdy przytomny rodzic.
            I to nie jest prywatna sprawa eksa, to jest też sprawa osobista moich dzieci, a jako że są niepełnoletnie, leży w orbicie mojego zainteresowania. Właśnie dlatego, że taki kontakt potencjalnie może krzywdzić emocjonalnie dzieci, zubażać ich psychikę - a to dla mnie wiele znaczy, bo to MOJE dzieci i chyba nie jest dziwne, że chciałabym, by czuły się ważne i dobrze zaopiekowane, a nie by czuły, że ich tata odbębnia kontakty. Bo przecież to ma wpływ na kształtowanie się ich osobowości, poczucia własnej wartości, samoakceptacji etc.

            > One go w przyszłości za to podsumują. I może być to osąd bardzo surowy.

            Niestety, podsumowują już dziś sad dziecko gorączkując i wymiotując w nocy przyznaje, że zjadło za dużo słodyczy na przedszkolnym przyjęciu, na które poszedł jako gość tata "bo mamusiu, tata wcale na mnie nie patrzył, wcale nie zwracał uwagi, tylko grał i grał na swoim telefonie, jak zawsze" sad Więc się wściekam uncertain I jestem bezradna i to mnie jeszcze bardziej wkurza. To chyba zrozumiałe....

            Ok, dość o moim małżeństwie, o reszcie mogę pogadać na żywo przy piwie wink
            • eicron Re: Szacunek podczas i po rozwodzie 22.01.14, 19:46
              amsterdamska_mgla napisała:

              > A pytasz, myślę, że nie zrozumiawszy mojej wypowiedzi (nic dziwnego, to tylko f
              > orumowa konwersacja) o ten kawałek: jemu wystarcza jakiś tam kawałek ojcostw
              > a, no ale w sumie to było przyczyną rozwodu.
              mojej wypowiedzi. Myślę, że za
              > kładasz, że ja złożyłam z tego powodu pozew, że "o to się rozwiodłam" . A to ko
              > mpletnie nie tak. Ja piszę o tym, co już uwywnętrzniałam na forum - że eks pewn

              I teraz wszystko jasne smile

              > I jeszcze jedno - ja nie uznaję takich zwrotów jak "pomoc przy dzieciach" jeśli
              > mówimy o wspólnych biologicznie dzieciach, w opcji, że oboje pracujemy na dom
              > i mamy obowiązki zawodowe. Nie uznaję też zwrotu "mąż pomaga mi w sprzątaniu do
              > mu" - dzieci i dom są wspólne i o ile nie jest to sytuacja, że jedno zarabia a
              > drugie jest gospodynią/gospodarzem na wychowawczym, to robi się to wspólnie. Po

              Ten przypadek urlopu wychowawczego zmienia wszystko smile Zwrotu "pomoc przy dzieciach" używała często moja ex. Zresztą taka sytuacja miała potem niespodziewane konsekwencje po rozwodzie wink

              > > Uważam jednak, że należy tu odróżnić ojcostwo od pomagania matce przy dzi
              > eciach. To dwie zupełnie inne sprawy.
              >
              > Ja się kompletnie z takim pojmowaniem świata nie zgadzam. No ale to ja. I kupa
              > kobiet wink

              No widzisz, nie u wszystkich jest tak samo. Pozostaje tylko pozazdrościć Twojemu ex wink To jednak dyskusja nie na publiczne forum. Zwłaszcza że zaczyna to przypominać raczej "rozwód...a co przedtem?" wink

              > > Masz jakiś lepszy pomysł na zabezpieczenie ojcu możliwości kontaktów z dz
              > iećmi?
              >
              > Akurat ojcu moich dzieci niczego nie trzeba zabezpieczać, bo ja mu niczego nie
              > odmawiam. Nie chodziło mi jednak o negowanie zasądzania kontaktów, ale o to, że
              > dobry ojciec to nie jest ojciec "od - do", jak mu sąd wyznaczył.

              Nie u każdego jest tak jak piszesz. Zdarzyło się, że musiałem wykazać stanowczość, aby kontakty wyegzekwować. Zdarzyło się też, że próba kontaktów poza ustalonym terminem została wykorzystana przez ex przeciwko mnie. Stąd ustalenie konkretnych terminów jest dla mnie korzystne. Poza tym nie mam nigdy problemów z natychmiastową odpowiedzią na pytania dzieci typu: z kim spędzamy najbliższe święta, z kim spędzamy ferie zimowe, z kim spędzamy wakacje. Myślę, że dla dzieci to jest ważne.

              > Ale też uczciwie muszę przyznać,że mój eks się na razie miota - między wdupiemi
              > eniem i nie wychylaniem się poza wyznaczony sądowo rytm kontaktów a napadami tę
              > sknoty i szukaniem większej ilości kontaktu - na co się zgadzam zawsze, jeśli t
              > o nie koliduje z moimi planami, a zgadzam się często. Dla dobra dzieci. Czas po
              > każe, w którą stronę mu się to wahnie.

              Pozostaje mieć tylko nadzieję, że będziesz miała dobrego exa smile

              > A widzisz, dla mnie oczywiste jest, że ja mam "się czepiać". Mam wręcz obowiąze
              > k oceniać jakość kontaktu moich dzieci z przeróżnymi osobami - wychowawcami, cz
              > łonkami rodziny, sąsiadami, drużynowymi w harcerstwie etc. Nie po to, by zawłas
              > zczać i sprawować kontrolę ponad wszystko, ale by być czujną na to, co może szk
              > odzić dziecku, to chyba jasne, to robi każdy przytomny rodzic.

              Niezupełnie. Przeróżnych osób które wymieniłaś nie można porównywać z ich ojcem. One nie mają do nich żadnych praw poza tymi, które sama ustalasz i kontrolujesz. W przypadku ojca to on te prawa ma i tylko sąd może mu je zabrać w ekstremalnych sytuacjach.

              > I to nie jest prywatna sprawa eksa, to jest też sprawa osobista moich dzieci, a
              > jako że są niepełnoletnie, leży w orbicie mojego zainteresowania. Właśnie dlat
              > ego, że taki kontakt potencjalnie może krzywdzić emocjonalnie dzieci, zubażać i
              > ch psychikę - a to dla mnie wiele znaczy, bo to MOJE dzieci i chyba nie jest dz
              > iwne, że chciałabym, by czuły się ważne i dobrze zaopiekowane, a nie by czuły,
              > że ich tata odbębnia kontakty. Bo przecież to ma wpływ na kształtowanie się ich
              > osobowości, poczucia własnej wartości, samoakceptacji etc.

              Obawiam się, że choćbyś nie wiadomo jak się czepiała exa to i tak nic to nie da. A nawet spodziewałbym się efektu odwrotnego niż w przypadku gdybyś po prostu zostawiła go w spokoju.

              > Niestety, podsumowują już dziś sad dziecko gorączkując i wymiotując w nocy przy
              > znaje, że zjadło za dużo słodyczy na przedszkolnym przyjęciu, na które poszedł
              > jako gość tata "bo mamusiu, tata wcale na mnie nie patrzył, wcale nie zwracał u
              > wagi, tylko grał i grał na swoim telefonie, jak zawsze" sad Więc się wściekam uncertain
              > I jestem bezradna i to mnie jeszcze bardziej wkurza. To chyba zrozumiałe....

              To akurat tak smile Pewnie tata potrzebuje edukacji w zakresie odżywiania dzieci wink

              > Ok, dość o moim małżeństwie, o reszcie mogę pogadać na żywo przy piwie wink

              Jeśli jesteś z Warszawy lub okolic to jest to nawet możliwe wink
    • tricolour Tak, z szacunkiem w trakcie i po rozwodzie... 21.01.14, 09:15
      ... z szacunkiem wyrażonym respektowaniem próśb ex.

      Nikt z nas nie miał materiału na szarże i go nie organizował, nie zbierał haków na wydłużanie procesu, nie radził się prawników, nie zachowywał agresywnie, nie miał napadów szału. Były dwie sprawy, wykazano moją winę, ustaliliśmy alimenty i już. No, to był zwyczajny proces po paru latach rozstania. Zwyczajny, nie znakomity, ale mniejsza z określaniami błagalnie reperującymi zdeptane rozwodem ego...

      Po rozwodzie kontakty "ustaliły" się na comiesięczne czyli żadne. Razem ponosimy odpowiedzialność za taki kretyński stan rzeczy, który doprowadził - w sposób naturalny wynikający z trybu życia - do kilku spotkań na rok. Razem, ponieważ ex nie chciała mnie oglądać, a ja się zgodziłem na taki stan rzeczy, który zaowocował tym, że córka nie jest moją rodziną.

      Więc jeśli pytasz trolla jak to u Ciebie będzie za kilka lat, to Ci powiem: Twoje dzieci nie będą miały ojca, bo ojcostwo raz na miesiąc, to strata Waszego czasu, zawracanie dupy nikomu niepotrzebnymi obiadkami orientowanymi na normalność i mydlenie oczu. Kontakty rzadsze niż realnie raz na tydzień z częstym pomieszkiwaniem są iluzją.
      • mia17 Re: Tak, z szacunkiem w trakcie i po rozwodzie... 21.01.14, 10:51
        a mnie się wydaje, że niekoniecznie masz rację.
        uważam, że kontakty - nawet te rzadkie, typu 2 razy w miesiącu - są dziecku potrzebne. potrzebna jest świadomość, że ma ojca - nawet jeśli się z nim nie spotyka zbyt często. nie mówię tutaj o spotkaniu np. raz na rok - ale o regularnych wizytach.
        wydaje mi się, że sama świadomość, że może do niego zadzwonić, może o nim opowiedzieć w p-kolu/szkole, może go zaprosić na występ z okazji Dnia Ojca - to dla dziecka dużo. dla dziecka, które musi pogodzić się niestety z sytuacją, że mieszka z jednym z rodziców i nie może mieszkać z obojgiem.

      • luciva Re: Tak, z szacunkiem w trakcie i po rozwodzie... 21.01.14, 12:55
        Kontakty nie się ustaliły, tylko Ty tak ustaliłeś bo zgodziłeś się na to.
        Czemu nie inaczej?
        Bo eks nie chciała Cię widzieć? to akurat naturalne, a Ty tak w podskokach się podporządkowałeś?
        Oto mamy ojca, który w praktyce właśnie tak walczy o dziecko.
        hehehehe
        To jest proste - ona nie chce mnie widzieć, ona coś tam...trudno...umywam rączki, mnie to już nie dotyczy.
        tryb zycia niczego nie narzuca, sposób spędzania czasu narzuca tryb zycia, zatem z kontaktami bardziej czestymi po prostu byłby inny tryb życia - a tryb życia zawsze można zmienić, ustalając sobie w zyciu priorytety
        Uwielbiam jak ludzie posługują się tego typu dyplomacją, żeby chyba przed samym sobą się wytłumaczyć
        Zatem - to przez Ciebie Twoja córka nie jest Twoją rodziną. Bardzo jej współczuję, że ojciec takie rzeczy wypisuje.
        Przypadkiem nie dzwoń do niej na starość, gdy będziesz potrzebował pomocy, bo może będziesz sam. wszak i z obecną zoną rozwieść się możesz.

        > Więc jeśli pytasz trolla jak to u Ciebie będzie za kilka lat, to Ci powiem: Two
        > je dzieci nie będą miały ojca, bo ojcostwo raz na miesiąc, to strata Waszego cz
        > asu, zawracanie dupy nikomu niepotrzebnymi obiadkami orientowanymi na normalnoś
        > ć i mydlenie oczu. Kontakty rzadsze niż realnie raz na tydzień z częstym pomies
        > zkiwaniem są iluzją.

        To jest absolutna nieprawda, i piszę to jako córka rozwiedzionych rodziców, ale takie podejście w łatwy sposób pozwala aby nic nie gniotło w sumieniu.
        • blue_ania37 Re: Tak, z szacunkiem w trakcie i po rozwodzie... 21.01.14, 13:18
          A ja myślę paradoksalnie, że Tri ma rację.
          Emocje rozwodowe są różne.
          My jako kobiety oceniamy to często inaczej bo zostajemy z dziećmi i wymagamy, żeby oni myśleli tak jak my chcemy.
          A oni tak nie myślą.
          Im szybciej się to zaakceptuję tym szybciej te emocje normalnieją.
          Ja sobie nie wyobrażam życia bez młodego i chciałabym, żeby też tak czuł jego ojciec.
          A on ma się świetnie widując dziecko wtedy kiedy widuję.
          Nie tęskni za tym, aby młodego widzieć codziennie i nie wylewa łez w poduszkę.
          Zaakceptowanie tego było trudne ale to pozwoliło mi zaakceptować jego niedzielne kontakty i nie oceniania ich.
            • blue_ania37 Re: Tak, z szacunkiem w trakcie i po rozwodzie... 21.01.14, 14:04
              Jego ojciec nie spotykał się z nim przez półtora roku, bo miał takie emocje po rozwodowe.
              Mogłam albo to zaakceptować albo złorzeczyć na świat i niego.
              Wiem co to znaczy jak dziecko nie ma kontaktu z rodzicem.
              Zdaję sobie sprawę też w jakim ja byłam stanie i nie byłam w stanie być kulturalna i wzbijać się ponad siebie dla dziecka jakby to nie zabrzmiało poprawnie.
              Musiałam ochłonąć i jego ojciec też.
              W tym momencie nie mam z nim problemów ale też dlatego że każdy w pojedynkę zmierzył się z tymi uczuciami.
              Minął czas zmieniłam się ja zmienił się on.
              Ale będę zawsze myśleć, że nie mam prawa wymagać od niego takiego myślenia jak ja mam.
              Mój syn i tak oceni czy będzie się z nim spotykał czy nie.
              Ale zgadzam się że budowanie sztucznej przestrzeni rodzinnej jest sztuczne.
              Takie czepianie się bo on musi......
              Dziecko za 10 lat może powiedzieć, że zmuszanie go do sztucznych kontaktów było dla niego trudne i co wtedy powiem?
              Akceptuję obecność pana taty w moim życiu i akceptuję jeśli postanowi to zmienić.
              Nie wymagam aby myślał jak ja.
              Ja rzucę się za młodym w ogień a on tego nie musi czuć i nie ma obowiązku.
              Bo on nie jest mną i myśli po swojemu.
              Życie nas oceni i przyszłość kto i co zrobił źle ale wszelkie zmuszanie do kontaktu kiedy ludzie nie mogą na siebie patrzeć jest nieporozumieniem.
              Wszelkie sądowe przestrzeganie musisz i koniecznie.
              Jest śmieszne.
              Wolę bezpośredniość Tri niż gadanie o przestrzeganiu kontaktów sądowych.
              Bardziej prawdziwe
              • amsterdamska_mgla Re: Tak, z szacunkiem w trakcie i po rozwodzie... 21.01.14, 22:47
                Blue_ania, ciekawa jest dla mnie Twoja wypowiedź, ale jednego nie rozumiem - o jakim "zmuszaniu" piszesz, w jakim kontekście?
                I wiesz, uderzyło mnie jeszcze jedno - piszesz, że eks musiał porozwodowo ochłonąć. Ok, trudno, ale co wtedy działo się z emocjami dziecka? Nie tęsknił, nie cierpiał? Dla mnie to niewyobrażalne - postawić swoje ego ponad potrzebami emocjonalnymi dziecka i rozwalić mu poczucie bezpieczeństwa sad
          • eicron Re: Tak, z szacunkiem w trakcie i po rozwodzie... 21.01.14, 21:47
            blue_ania37 napisała:

            > My jako kobiety oceniamy to często inaczej bo zostajemy z dziećmi i wymagamy, ż
            > eby oni myśleli tak jak my chcemy.
            > A oni tak nie myślą.

            Niesamowite. Ktoś na tym forum to zauważył. I to w dodatku kobieta! No po prostu szok wink

            > Nie tęskni za tym, aby młodego widzieć codziennie i nie wylewa łez w poduszkę.

            Abstrahując od Twojej sytuacji - gdyby którykolwiek ojciec po rozwodzie tak się zachowywał, jego eks nigdy by się o tym nie dowiedziała.
        • tricolour Luciva, Ty jeszcze bardzo mało rozumiesz... 21.01.14, 14:08
          ... skoro dla ciebie istnieje takie pojęcie jak walka o dziecko.

          O dziecko się nie walczy. Dziecko się kocha i zapewnia stabilizację oraz poczucie bezpieczeństwa w takich warunkach, na jakie nas stać. Nie walką, by zaspokoić własne ambicje tylko staraniem o jakość życia dziecka. Czasem to wymaga machnięcia ręką (z bólem) na własne wyobrażenia i standardy. Nie chodzi tu o lenistwo, umywanie rąk czy tryb życia tylko realne ograniczenie.

          Ale rozumiem, że bardzo byś się cieszyła gdybym pisał o walce o dziecko do upadłego, o wojnie na noże z eks i rozlewie krwi. To takie romantyczne by było...

          PS. Gdy piszę, że moja córka nie jest moją rodziną, to takie rozedrgane posty jak Twój, świadczą tylko o Twoim własnym problemie, którego nawet nie próbujesz nazwać.
          • luciva Re: Luciva, Ty jeszcze bardzo mało rozumiesz... 21.01.14, 14:28
            Hm, dobrze wszyscy tu wiemy, że walka o dziecko to poijecie umowne - nikt nie ma na myśli rozlewu krwi, przynajmniej ja nie, bo nawet nie miałam z czyms takim do czynienia.
            Moje posty nie są rozedrgane i dobrze wiem o czym piszę, a problemu nie mam, przynajmniej w tym zakresie.
            Śmiem twierdzić, ze blue_ania do końca nie wie o czym piszemy, a przynajmniej nie do końca zrozumiała, co ja miałam na myśli.

            Dobrze, można więc usnuć termin - starania o więź z dzieckiem, jak chcesz.
            ty tego nie chciałeś, nie chciało Ci się starać, bo być może wymagało więcej wysiłku- no to sobie ideologię wymyśliłeś.

            Dlaczego kontakty choćby raz na miesiąc mają być sztuczne? jakie będą zależy tylko do Ciebie, również raz na pół roku mogą być serdeczne.
            sztuczna rodzina - rozumiem, że ciotki kuzynki, brat - z którymi nie mieszkasz i nie masz codziennego kontaktu to też nie jest rodzina.
            A jak syn postanowi wyprowadzić się w wieku 16 lat też nie będzie rodziną?

            Widzisz, a ja mam takiego przedszkolaka i widzę, że kontakty z tatą są dla niego ważne. Te kontakty są bardzo rzadkie, ale są. Ito jest lepiej dla niego, niż nie byłoby wcale. Moje dziecko spokojnie może na pytania kolegów odpowiedzieć - czy masz tatę, gdzie Twój tata, itd.
            Ale oczywiście taka postawa jak Twoja służy temu, aby mieć z głowy - obowiązki i wyrzuty sumienia.
            • blue_ania37 Re: Luciva, Ty jeszcze bardzo mało rozumiesz... 21.01.14, 14:51
              Ale wydaję mi się że zrozumiałam.
              Ojciec musi być ojcem i tyle a jak się wykolegowuję to jest złym ojcem.
              I ja zgadzam się z tym, ale w swoich osądach jestem już na tyle wyważona, że zdaję sobie sprawę że to nie dzieje się bez przyczyny.
              Masz żal do Tri że tak pisze o córce, a gdzie była jej matka?
              Nie wiedziała, że córka potrzebuję kontaktu?
              Nie znam do końca historii Tri ale gdzie była kobieta która zrobiła sobie z nim dziecko?
              Umyła się z małżeństwa i tyle.
              A gdzie wspólne plany dotyczące dzieci?
              Tylko on miał ona nie?
              Myślę że on zapłacił jakąś swoją cenę .
              Drażni mnie, że wszyscy muszą być kulturalni i pozytywni w czasie rozwodowym, bo niekiedy się nie da.
              I to też ludzkie.
              I bliżej mi do Tri niz do walk z RODk na czele i podżeganie co i jak.
              Kontakty raz na pół roku mogą być serdeczne i oparte na prawdzie?
              Sorry ale wybieram brak tych kontaktów.
              Ja też mam przedszkolaka i wiem, że kontakt z ojcem jest ważny.
              Ale też zrozumiałam że nie mogę wymagać czegoś czego nie ma i akceptuję co jest.
              To że spokojnie może powiedzieć że ma tatę to oki, ale ja ciągle jak młody tak mówi, mam myślenie czy to nie zaklinanie rzeczywistości?
              A co by bylo gdyby jego tata umarł?
              Miałby zwichrowane życie i traumę na zawsze?
              A
              • luciva Re: Luciva, Ty jeszcze bardzo mało rozumiesz... 21.01.14, 15:29
                ... z szacunkiem wyrażonym respektowaniem próśb ex.

                Nikt z nas nie miał materiału na szarże i go nie organizował, nie zbierał haków na wydłużanie procesu, nie radził się prawników, nie zachowywał agresywnie, nie miał napadów szału. Były dwie sprawy, wykazano moją winę, ustaliliśmy alimenty i już. No, to był zwyczajny proces po paru latach rozstania. Zwyczajny, nie znakomity, ale mniejsza z określaniami błagalnie reperującymi zdeptane rozwodem ego...

                Po rozwodzie kontakty "ustaliły" się na comiesięczne czyli żadne. Razem ponosimy odpowiedzialność za taki kretyński stan rzeczy, który doprowadził - w sposób naturalny wynikający z trybu życia - do kilku spotkań na rok. Razem, ponieważ ex nie chciała mnie oglądać, a ja się zgodziłem na taki stan rzeczy, który zaowocował tym, że córka nie jest moją rodziną.

                Więc jeśli pytasz trolla jak to u Ciebie będzie za kilka lat, to Ci powiem: Twoje dzieci nie będą miały ojca, bo ojcostwo raz na miesiąc, to strata Waszego czasu, zawracanie dupy nikomu niepotrzebnymi obiadkami orientowanymi na normalność i mydlenie oczu. Kontakty rzadsze niż realnie raz na tydzień z częstym pomieszkiwaniem są iluzją.


                Po pierwsze ja nie mam do Tri żadnego żalu, bez przesady aż tak nie wczuwam się w życie netowe.
                Po drugie ja współczuję jego córce i tyle.
                Po trzecie - czytam, że matka była, kontakty SIĘ ustaliły? A więc był i ona i on, żadnemu się nie chciało. Ale jemu też - podkreślmy to. Tak? Rozumiemy się? Ja nie piszę o matce, tylko o Tri, to jemu się nie chciało, wszak mógł wykazać się większym zaangażowaniem w ustalanie kontaktów, czyż nie?> wtedy by SIĘ nie ustaliły.
                ale jak się nie chce, to potem się mówi, że "to zła kobieta była".
                Generalnie za kontakty z dzieckiem i własną rolę rodzica, odpowiedzialny jest rodzic, NIE dziecko, choćby kilkunastoletnie.

                Więc gdzies tam ta kobieta była, ale że nie mogła na niego patrzeć (ciekawe czemu, hehe, połączmy to z rozwodem z jego winy) to on się elegancko pod to podpiął i tyle.

                Jest takie powiedzenie - jak się CHCE szuka się sposobu, jak się NIE CHCE - szuka się powodu.

                Skoro rozwód z jego winy, to sorry, ale chyba ona się nie umyła?
                Tiaaa, wiem, teraz będzie, że sądy niesprawiedliwe, itepe.

                Aniu, ja nie piszę o tym co by było gdyby taty nie było, ani o tym co matka (czyli ja) w zwiakzu z tym czuje. To właśnie taka postawa Tri powoduje, że niby ojciec chce, ale nie chce tak naprawdę - a potem rewolucja bo stosunek 94/6.
                • blue_ania37 Re: Luciva, Ty jeszcze bardzo mało rozumiesz... 21.01.14, 15:49
                  No widzisz a ja miałam szarże i szukanie haków.
                  I szanuję facetów którzy nie wykorzystują do walki i do szukania haków.
                  Szczególnie haków które nie istnieją w rzeczywistości.
                  Szanuję jeśli ktoś umie coś wziąć na klatę.
                  I stoje na stanowisku że jemu ale jej też się nie chciało.
                  Wynikało to z pewnie ich subiektywnych zdarzeń, ale nie tylko wina Tri.
                  Bo kiedy nie odbierałam wściekła telefonu od eks to ja to robiłam a nie moje dziecko!
                  Takie szukanie ja jestem dobra to tylko mój eks nie dorósł, ja dorosłamsmile
                  Guzik.
                  Myslę że dla facetów rozwód jest też ciężki nawet jak ucieka do kochanki, farbuję włosy i żyję dziwniesmile
                  Wierzę że faceci odpuszczają bo maja przed sobą hormony które pokazują wszystko.
                  Nie wierzę w dobry układ rodzinny raz na pół roku.
                  Jest to udawanie że wszystko gra i jesteśmy rodziną.
                  Przez pół roku zdążyłam 4 razy pofarbować włosy, byłam na 4 koncertach 2 razy się pokłóciłam z byłym mężem z 3 razy z dyrektorem, złapałam gumę przeczytałam wiele książek miałam wiele myśli o życiu o małżeństwie.
                  Tak mogę się spotkać i napić wódki i coś powiedzieć ale nie traktujmy tego w kategoriach serdecznego, prawdziwego kontaktu rodzinnego.
                  • amsterdamska_mgla Re: Luciva, Ty jeszcze bardzo mało rozumiesz... 21.01.14, 22:57
                    > Bo kiedy nie odbierałam wściekła telefonu od eks to ja to robiłam a nie moje dziecko!

                    Blue, ale nie każde dziecko jest przedszkolakiem, a to, które nim jest, nie będzie nim zawsze.
                    Ja mam przedszkolaka i jeśli chce porozmawiać z tatą, dzwonię ze swojego telefonu i łączę wink podobnie łączę, gdy tata chce porozmawiać z tym dzieckiem. Ale mam też szkolniaka i to dziecko ma telefon i można nań zadzwonić i zaesemesować. I to niezależnie od tego, czy ja akurat powiedzmy szlocham nad naszymi ślubnym zdjęciami czy kończę lepić laleczkę woo-doo eksa i szykuję szpilki.
                    Tak samo gdyby matka broniła kontaktu z przedszkolakiem, to w każdym przedszkolu wisi harmonogram rocznych zajęć. W przedszkolu mojego dziecka jest minimum 5 uroczystości, na które zaprasza się rodziców. Nie ma powodu, by ojciec chcący uczestniczyć w życiu dziecka na nie nie dotarł. I tak dalej.
                • tricolour Kontakty SIE USTALIŁY... 21.01.14, 17:43
                  ... drogą kompromisu. Niepisanego, niemówionego. Obcy ludzie żyją bez zbędnych słów, bez ustaleń między sobą, ale korzystając z zasad współżycia społecznego czyli na zasadzie nieprzekraczania zasad, co się rozumie drogą wychowania. Dlatego się ustaliły.

                  "Ja nie piszę o matce, tylko o Tri, to jemu się nie chciało" - czyli jak by mi się zachciało, to miałbym eks sobie zgwałcić? No bo mi się chce co innego niż jej? Dla dobra dziecka?

                  Nie rozumiesz, Luciva.
                  • luciva Re: Kontakty SIE USTALIŁY... 21.01.14, 23:14
                    Nie Tri, to Ty nic nie rozumiesz.
                    Ty cały czas piszesz o sobie, skupiasz się na sobie,
                    że jak takie sporadyczne kontakty to Ty wolisz żadne.
                    A zapytałeś córkę jakie by chciała - takie czy żadne?
                    Sorry, Ty dbasz o jakość wspólnego czasu - to Ty sprawiasz, że dziecko chce się widzieć albo nie.
                    Nie patrzysz na sytuację dziecka wcale. Może dla niego lepsze te raz na pół rok wizyty niż żadne? Może lepsze to kino i obiady niż nic?
                    Wiesz to? Tobie niewygodnie, Tobie nie gra - no to nie, rezygnuję.
                    A moze warto się poświecić, raz nie patrzeć na siebie, tylko na to co potrzebne dziecku?
                    Swoją drogą, można być dla dziecka bliskim nawet daleko - mamy telefony, inne media.
                    Można stać się jego powiernikiem, bliską osobą.

                    Co ma gwałcenie eks, to nie wiem, bo to nie ma nic do rzeczy - masz prawo do kontaktu z dzieckiem, tak samo jak ma prawo matka. Gdybyś chciał - miałbyś to i tyle. Kwestia zaangażowania. Ty nie chcesz niczego od eks, Ty chcesz być z dzieckiem. Jej osoba nie ma tu nic do rzeczy - tiaaaaa wiem sądy sfeminizowane, itepe, itede.........

                    Bardzo współczuję Twej córce. rośnie a może już urosła następna kobieta opuszczona przez ojca, która bedzie szukać tej miłości u mężczyzn, zamiast mieć ją w sobie. Nie miała zainteresowania ojca, choćby małego, więc każde byle spojrzenie faceta bedzie traktować poważnie. Ech Tri.............
            • tricolour Mam do Ciebie prośbę, Luciva... 21.01.14, 16:01
              ... choć oczywiście liczę się, że nie zrobisz: weź kartkę papieru i napisz u góry pytanie: Co to dla mnie znaczy być matką. Powtarzam: co to dla mnie ZNACZY?

              Potem, na dole wypisz swoje zachowania, pragnienia, lęki, radości, troski, plany itp, które składają się na to ZNACZY. Mnie wyszło ponad dwie setki - takie miałem zadanie.

              A potem wykreśl wszystko to, czego nie można zrobić przez regularne comiesięczne kontakty, pełne serdeczności i uścisków. Wykreśl odważnie i zostaną Ci: kina (się siedzi w milczeniu i gapi), opery i teatry. Wspólne kolacje i obiady. Wyjścia na zakupy, pełne radości. Wyjazdy w góry na narty i nad morze pływać, bo wakacje. I to wszystko jest. Pięknie co? Jestem znakomitym ojcem!

              Gówno. To jest gówno gdy zobaczysz, co wykreśliłaś. Zobaczysz, że Twoje ojcostwo ma wymiar zajmowania dziecku wolnego czasu. Nic innego - gówno. No, ale trzeba mieć odwagę to nazwać.
              • kruku_33 Re: Mam do Ciebie prośbę, Luciva... 21.01.14, 21:54
                Nie mam dzieci, ale mam serdecznego przyjaciela, ktory ma dziecko i wlasnie rozstal sie z jego matka (nie-zona). I chyba wydaje mi sie, ze wiem o co Ci chodzi.

                Czasem, kiedy spojrze na niego i jego mine, i pozniejsze wyjasnienia - "bo musialem juz wyjsc, a synek rzucil mi sie na szyje mowiac "gdzie idziesz", a ja, ze tak niestety jest i spotkamy sie jutro" bardzo mu wspolczuje. Tez ma takie niepisane kontakty, na razie bardzo dobre, ale gosc wie, ze ma rozbita rodzine. Cholera, zycie jest podle.

                Nie powinno byc rozwodow w ogole. I zlych zwiazkow. Wszystko takie jest do dupy.
                • amsterdamska_mgla Re: Mam do Ciebie prośbę, Luciva... 21.01.14, 23:06
                  Tak Kruku, nie powinno i do dupy, zgadzam się, bardzo się zgadzam, za siebie i swoje dzieci jeszcze.

                  Ale pomyśl, dlaczego tak jest, że ten tata ma kontakty od-do? Znów to będzie opowieść, że "to zła kobieta była"? Świat jest pełen złych podstępnych mściwych bab, których nic a nic nie obchodzi co w życiu ich dzieci znaczy ojciec tych dzieci i jak ważną emocjonalnie jest osobą?
                • luciva Re: Mam do Ciebie prośbę, Luciva... 21.01.14, 23:25
                  To co ważniejsze, ten twój kolega i jego smutek, czy mimo wszystko dziecko?
                  jezu co to za tłumaczenie, wychodzi na to, że faceci nie spotykają się z dziecmi bo tak im smutno?!
                  To cos w stylu - musimy się rozstać, bo nie zasługuję na Ciebie, są inni, lepsi....- odwracanie kota ogonem i zwykła manipulacja.
                  Kto chce, szuka sposobu, kto nie chce - szuka powodu. No więc mamy powody - tak było smutno, bo wizyta od do to już lepiej wcale (czemu niby lepiej?), bo eks zołza i krzywo patrzy, herbaty nie poda, mam wymieniać dalej?
                  • amsterdamska_mgla Re: Mam do Ciebie prośbę, Luciva... 21.01.14, 23:31
                    To jest męskie pitolenie. Mnie się też dziecko rzuca na szyję, jak muszę wyjść do pracy i czasem nawet szlocha "nie idź, zostań ze mną", ale pracy nie rzucam i uczę dziecko, że teraz muszę wyjść, bo takie okoliczności ale potem będę. Tak wiem, to nie to samo, co kontakt porozwodowy rodzica z dzieckiem, ale piszesz Kruku, że te kontakty nieregulowane, że tata może być u dziecka jutro - więc o to chodzi, teraz idzie, jutro będzie i ma być , bo dziecko ma wiedzieć, że tacie można ufać, że tata kocha, że nie porzucił, że nie zapomniał....
                        • mia17 Re: Mam do Ciebie prośbę, Luciva... 22.01.14, 09:46
                          kobiety mają jaja - muszą mieć w takiej sytuacji. inaczej położyłyby się i leżały zwinięte w kulkę i ryczały albo rzucały naczyniami.
                          nic samo się nie zrobi. dziecko nie może zostać samo ze swoimi emocjami porozwodowymi. trzeba się nim zająć, otoczyć opieką, pomóc zrozumieć. a przede wszystkim BYĆ.
                          i choć niejednokrotnie ma się pewnie ochotę zakopać pod kołdrę i nie wyjść - to się tego nie robi.

                        • chalsia Re: Mam do Ciebie prośbę, Luciva... 22.01.14, 11:35
                          amsterdamska_mgla napisała:

                          >kobiety są silne, mają jaja, mają moc i
                          > dają radę, mimo przeciwności,

                          jak mówią - chcieć to móc

                          aaaa, pewnie dlatego te kobiety takie są, bo są bardziej emocjonalne od mężczyzn - co mężczyźni rozumieją jako mniejszą ilość/niezdolność do logicznego myślenia

                          ergo - kobiety dają radę bo nie myślą
                          ;-D ;-D ;-D
                  • kruku_33 Re: Mam do Ciebie prośbę, Luciva... 22.01.14, 09:27
                    Ocywsicie, ze dziecko. I on robi wszystko, zeby sie z nim spotykac. Co mialem na mysli to to, ze mozna zamienic checi w dzialanie. Bardziej chodzilo mi o zobrazowanie uczuc, kiedy chcialoby sie a nie mozna (vide zostanie na noc). I dotyczy to nie tylko facetow, ale rowniez kobiet, przy ktorych nie ma dzieci. Po prostu czlowiekowi robi sie przykro, dlatego napisalem ze nie powinno byc takich akcji, ale przeciez nie zyjemy w swiecie idealnym.
              • luciva Re: Mam do Ciebie prośbę, Luciva... 21.01.14, 23:27
                To co Ty byś chciał z tym dzieckiem robić?
                sorry, dla Ciebie może to zapełnianie czasu, a dla dziecka? może wspaniałe chwile, jak myślisz?
                pamiętam jeszcze (hehe) swój punkt widzenia jako dziecka, takie chwile typu wspólne kino, gra, obiady na miescie - to było coś super.
                Bardzo współczuję Twej córce.
      • eicron Re: Tak, z szacunkiem w trakcie i po rozwodzie... 21.01.14, 21:45
        tricolour napisał:

        > Po rozwodzie kontakty "ustaliły" się na comiesięczne czyli żadne. Razem ponosim
        > y odpowiedzialność za taki kretyński stan rzeczy, który doprowadził - w sposób
        > naturalny wynikający z trybu życia - do kilku spotkań na rok. Razem, ponieważ e
        > x nie chciała mnie oglądać, a ja się zgodziłem na taki stan rzeczy, który zaowo
        > cował tym, że córka nie jest moją rodziną.
        >
        > Więc jeśli pytasz trolla jak to u Ciebie będzie za kilka lat, to Ci powiem: Two
        > je dzieci nie będą miały ojca, bo ojcostwo raz na miesiąc, to strata Waszego cz
        > asu, zawracanie dupy nikomu niepotrzebnymi obiadkami orientowanymi na normalnoś
        > ć i mydlenie oczu. Kontakty rzadsze niż realnie raz na tydzień z częstym pomies
        > zkiwaniem są iluzją.

        Tri, myślę, że popełniłeś duży błąd. Jakiś czas temu rozmawiałem z psychologiem właśnie na temat kontaktów ojca z dziećmi. Uświadomił mi on, że kontakty te są niezmiernie ważne, nawet jeśli odbywają się rzadko. Dzieci potrafią zapamiętać z tych kontaktów bardzo wiele, a niekiedy takie kontakty potrafią mieć duży wpływ na ich życie.

        Rozumiem jednak, że było Ci bardzo ciężko. Bo utrzymywać sporadyczne kontakty z dziećmi w takiej sytuacji nie jest łatwo, czego nie zrozumie nikt, kto nie ma dzieci na co dzień. Tym niemniej nie masz racji, że kontakty te nie mają sensu. Ja co prawda widuje się z dziećmi częściej niż raz na miesiąc, ale w trakcie tych kontaktów odczuwam, że dzieci mnie potrzebują w swoim życiu.
        • tricolour Nie widzę tego w kategoriach błędu... 21.01.14, 22:19
          ... tylko ograniczenia. Gdy lekarze utną rękę, to nie jest to manualny błąd tylko ograniczenie sprawności - choćby w grze w kosza. Tak to widzę.

          To nie jest tak, że za mało chciałem - jak pisze Luciva. Ona tylko nie zastanawia się jak to chcenie miałoby się zrealizować. Po prostu pomija że chcenie zamienia się w dalszej kolejności na działanie.

          Na przykład: chcę iść z Lucivą do łóżka. Mogę chcieć, prawda? Mam też prawo tego chcieć. Tylko jak ona sobie wyobraża w praktyce realizację tej mojej chcicy? Czy Luciva jest przedmiotem bez prawa głosu skoro ja mam chęć i prawo iść z nią do łóżka?
          • luciva Re: Nie widzę tego w kategoriach błędu... 21.01.14, 23:20
            No włąsnie Tri, bingo!!! chcenie zamienia się w działanie, toc ja o tym cały czas smęcę!!
            no i co Tobie przzeszkodziło działać?
            Eks, co nie mogła patrzeć?
            Jaki był problem, ze mogłeś widzieć dziecko raz na miesiąc?
            Ludzie na studia zaoczne dojeżdzają s km co dwa tygodnie, do dziecka nie dojedziesz?!

            Pójście do łóżka nietrafiony przykład, bo tylko ja mam prawo do swojego ciała, a do dziecka masz prawo tak samo jak i eks.

            No więc konkretne pytanie, bo widzę że tu panowie maja problem z odpowiedzią na konkretne pytania (vide żałosny) - co tobie przeszkodziło w działaniu?
            Tak Cię zimne spojrzenie eks, że podkuliłeś ogon? Boisz się jej, czy jak? aż "tak" zależało Ci na eks?
            Sorry...........szok.
            To po prostu zwykłe lenistwo się nazywa, wiesz, no nie?
            Wymaga wysiłku stracenia czasu, po co? jak można powiedzieć - e, glupia ta moja eks.
            • tricolour Spokojnie, Luciva... 22.01.14, 00:28
              ... nie podniecaj się wykrzyknikami. Zawsze przecież siebie możesz dać na wzór rozwiązań porozwodowych, prawda? Spokojnie, rzeczowo, by inni mogli naśladować i nie błądzili... no proszę o ten wzór. Na przyszłość.

              A konkretne pytanie "co tobie przeszkodziło w działaniu" zostawiam bez odpowiedzi, bo to rzecz prywatna i nie mam obowiązku się nią dzielić. Możesz dać się zeżreć ciekawości - trudno. Możesz mieć dowolną opinię na mój temat - Twoja sprawa. Możesz współczuć mojej córce - proszę bardzo.

              PS. Moja eks nie jest głupia. To wyjątkowo rozgarnięta i uczciwa kobieta więc nigdy nie napisałem złego słowa o niej. Nie ekscytuj się zatem swoją chybioną wyobraźnią.
              • luciva Re: Spokojnie, Luciva... 22.01.14, 09:03
                Ależ ja się zupełnie nie podniecam. Wykrzyknikami. Ani Tobą i Twoją sytuacją, zwłaszcza, że póki co, jesteś dla mnie wirtualna osobą wink
                Nie ma jednego wzoru rozwiązań porozwodowych.
                I generalnie to Twoja sprawa jak i co robiłeś.
                Ale nie stawiaj siebie w roli mentora z li i jedynie słusznymi poglądami, nie pień się, nie wydawaj osądów, bo jak widzisz i Ciebie osądzić można.

                Żałosny. cały czas pytasz, skąd w Polsce stosunek 94/6? No to patrz i czytaj Tri jest tego przykładem. Bo chcenie nie przekłada się na działanie, kapujesz?
                Bo jak pytam o konkret - co przeszkodziło w działaniu - to nagle woda w usta i sorry, to prywatne sprawy.
                Jaaaaaasne, tak to się mówi. "prywatne" - mniej wygodnie by było, trzeba by było działać, cos robić, sprawić.........

                Słuchaj można dażyć do fajnych kontaktów z dzieckiem a nawet opieki, nie zakładając haków rozwodowych, nie jątrząc, itd. Mężczyzna też może mieć taka postawę, być spokojnym - czyż nie? Nikt nie nakłada obowiązku bycia agresywnym, bo ta eks taka agresywna.

                To o czym pisze Kruku, to zwykłe tchórzostwo. dziecko płacze, to już nie będę wcale się spotykał. Dziecko płacze często, jak byś codziennie odprowadzał do przedszkola, widziałbyś dantejskie sceny nieraz jak dziecka oderwać od matki nie można.
                Kwestia czasu i nawet taka forma będzie zaakceptowana. Byle była to reguła.

                Ciekawość mnie nie zżera, ale nie bądźmy hipokrytami wink
                I nigdzie nie napisałam, że Twoja eks jest głupia, czytamy uważnie, oki?
                • zalosny.jestes Nie każdy chce wywlekać prywatne sprawy na forum 22.01.14, 09:34
                  prywatnym. Mnie na innym forum nie dała rady pewna pani doktor z Lublina ustawić w kącie argumentami (robiłem z niej kretynkę raz za razem pokazując jak płytko myśli) to dotarła do mojego życia prywatnego wywlekając nieprawdopodobne rzeczy prowadzące wręcz do identyfikacji przede wszystkim moich bliskich. W pełni rozumiem stanowisko Tri.
                • tricolour Luciva, napisałaś, że moja ex jest głupia... 22.01.14, 10:23
                  ... cytuję: "jak można powiedzieć - e, glupia ta moja eks.". To jest jawna sugestia, a konkretne słowo padło. Ty je napisałaś więc teraz nie tchórz.

                  Ale nie przejmuj się, bo ja to rozumiem. Sama masz bardzo rzadkie kontakty ojca z dzieckiem więc teraz masz okazję wykrzyczeć swoje frustracje. Gdy piszę, że moja córka nie jest moją rodziną, to odnajdujesz sie w tym określeniu i stąd Twoja żywiołowa reakcja. Nic bowiem nie napisałaś do Mgły, za to wiele do mnie, choć ja w żaden sposób ani nie potrzebuję, ani nie proszę o pomoc. Bo to zamierzchłą historia.

                  A moje sprawy prywatne, to są sprawy prywatne i będe o nich milczał na publicznym forum. Możesz to nazywać jak chcesz, ale prawda jest prosta więc ją powtórzę: wierzgasz do mnie, bo w Twojej sytuacji dziecko też nie ma ojca. A dla tego ojca dziecko też nie jest rodziną. Tylko strach to nazwać więc chcesz zakrzyczeć...
                  • luciva Re: Luciva, napisałaś, że moja ex jest głupia... 22.01.14, 10:34
                    Kurde, diagnoza Twoja.....no nie wpadłabym na to.
                    Hm, ja nie napisałam, że moje dziecko ma rzadkie kontakty z ojcem, ma nieczeste, ale i nie rzadkie. To różnica.
                    Brak kontaktu bezpośredniego wynika z odległości.
                    Ale kontakt jest i moje dziecko ma ojca, nawet jest dla niego rodziną, co sam eks wyartykułował, szok no nie?
                    A kontakt jest bo są telefony, mój syn rozmawia z tatą dość często, opowiada mu o bieżących sprawach itd.
                    Pewnie nie jest to więź perfekcyjna, ale lepsza taka niż żadna, dziecko ojca ma, ma tą świadomość, ma z ojcem wspomnienia, są sprawy i działania tylko z ojcem, itd.
                    Więc o co chodzi?

                    cytat w całości: "
                    No więc konkretne pytanie, bo widzę że tu panowie maja problem z odpowiedzią na konkretne pytania (vide żałosny) - co tobie przeszkodziło w działaniu?
                    Tak Cię zimne spojrzenie eks, że podkuliłeś ogon? Boisz się jej, czy jak? aż "tak" zależało Ci na eks?
                    Sorry...........szok.
                    To po prostu zwykłe lenistwo się nazywa, wiesz, no nie?
                    Wymaga wysiłku stracenia czasu, po co? jak można powiedzieć - e, glupia ta moja eks. "

                    A więc słowa głupia eks nie znaczyły _TRi Twoja eks jest głupia.
                    To ostatnie zdanie jest ogółem i tyczy się wszystkich, którym się nie chce i zasłaniają się swoimi głupimi eks, złymi kobietami i jak tam sobie jeszcze chcesz, żałosny jest w tym niezły.
                    Czytając Ciebie, odnosi się wrażenie, żeś inteligentny (nie mylić z mądrością), wiec myślałam, że kumasz takie niuanse pisane.
                    • tricolour Luciva, proszę, nie kręć... 22.01.14, 13:34
                      ... to są Twoje słowa: "U mnie eks pojawia się rzadko, na pare godzin tylko. Nigdy nie zabiera dziecka na weekend, nigdy popołudniu w dzień roboczy"

                      oraz: "Widzisz, a ja mam takiego przedszkolaka i widzę, że kontakty z tatą są dla niego ważne. Te kontakty są bardzo rzadkie, ale są. Ito jest lepiej dla niego, niż nie byłoby wcale"

                      No jak teraz wyglądasz z takim stwierdzeniem: "ja nie napisałam, że moje dziecko ma rzadkie kontakty z ojcem, ma nieczeste ale i nie rzadkie"
                      • luciva Re: Luciva, proszę, nie kręć... 22.01.14, 13:59
                        Oj dobra, czepiasz się słów.
                        To nie są rzadkie (ale nieczęste) kontakty jak na Twoja perspektywę, czyli raz na miesiąc, ale rzadkie jak na moją - dwa razy w miesiącu po parę godzin.
                        Czy teraz jest lepiej, z dokładnością? Poza tym Tri - każdy psycholog Ci powie - nie chodzi o ilość, ale o jakość wink
                          • luciva Re: A jeżeli chodzi o jakość... 22.01.14, 14:13
                            Nie martw się o mnie, doskonale wiem, mam porównanie i zdaję sobie sprawę.
                            Błędnie założyłeś, że mnie boli to co piszesz, bo przekładam to na siebie.
                            wkurza mnie to, bo to jest zwykła głupota, tchórzostwa, wygodnictwo i tyle. wkurza mnie, bo znam wiele kobiet jak twoja córka, opuszczonych przez ojców.
                            Ale na moja sytuacje z eksem nie ma to zadnego przełożenia, bo eks to n ie mój ojciec, a ja nie jestem odpowiedzialna za ojcostwo tylko on. Wiec co niby ma mnie wkurzać? to jego syn rozliczy, za jakiś czas zobaczymy, jaką więź stworzył z synem, a najlepiej widać to na przykładzie facetów 65+ - gdy potrzebują pomocy, bliskości itd. - z tym, ze synowie aż tak się nie przejmują jak córki wink - rodzicami.
                            mój eks zwyczajnie traci fajne sprawy, sam wiesz jakie, bo masz synka, no ale woli imprezy, jego rzecz.
                              • luciva Re: O ile dobrze pamiętam... 22.01.14, 14:41
                                a
                                miałam jeszcze pisać, ale odechciało mi się
                                w każdym razie - szkoda mi Twej córki, Ty wpłynąłeś na jakość jej życia z pewnością.
                                Może teraz ojcostwem dla synka próbujesz zrekompensować - pytanie co i co z tego.
                                DZIAŁANIE - to słowo klucz.
                                Poki będzie chcenie, ta eks krzywo patrzyła, dziecko płacze jak wychodzę, albo 24/24 albo wcale - póty będzie 94/6 żałosny wink
                                  • luciva Re: To ja ma jeszcze dwie sprawy... 22.01.14, 22:28
                                    Odpowiem Ci, ale najpierw Ty odpowiedz mi na jedno pytanie - czy serio, ale tak całkiem serio uważasz, że lepsze DLA DZIECKA jest nie mieć żadnych kontaktów z ojcem niż mieć je raz na jakiś czas?
                                    Oraz jesli odpowiedź brzmi "tak" - dlaczego wg Ciebie to jest lepsze i jakie minusy daje dziecku sporadyczny kontakt z ojcem a jakie plusy daje brak kontaktu?
                                    • tricolour Uważam następująco... 22.01.14, 22:54
                                      ... lepsze są kontakty rzadkie niż gdyby nie miało być ich wcale. Jednocześnie oceniam kontakty o częstotliwości miesięcznej za kontakty wręcz zerowej jakości ze względu na swoją powierzchowność. Gdyby te kontakty comiesięczne miały wymiar wspólnego zamieszkania choćby na weekend, to zupełnie inna sprawa przez konieczność wspólnego zorganizowania życia nawet na dwa dni. Wiąże się z tym posiadanie przez dziecko swojego pokoju, zabawek, ubrania itp. To wspólny wieczór, kolacja, śniadanie, rozmowy, plany. Normalne życie w mikroskali. ALE gdy spotkania są comiesięczne w kinie czy na łyżwach, to jest nic. Nic w mojej ocenie.

                                      Masz teraz pole na swoją odpowiedź.
                                      • luciva Re: Uważam następująco... 23.01.14, 08:12
                                        Oki, czyli raz na miesiąc to rzadkie a dwa razy w miesiącu już zmienia postac rzeczy? i zdecydowanie wpływa to na jakość ojcostwa?
                                        Nie odpowiedziałeś w calości na moje pytanie - i nadal piszesz z punktu widzenia ojca, tzn albo robię coś na maksa albo wcale (to działa w biznesie w psychologii dziecięcej nie).
                                        Dlaczego?
                                        Argumenty konkretne poproszę - dlaczego lepszy jest brak kontaktu niż kontakt raz na miesiąc? dlaczego? i pytanie - jakie są plusy braku kontaktu oraz jakie minusy kontaktu raz na miesiąc?
                                        Tia i nie pisz, że minusem jest brak pokoju i zabawek, jak jedziesz do cioci albo na wczasy to dziecko też swojego pokoju nie ma. Uwierz poza tym - własny pokój to osttania rzecz ważna w tym wszystkim.
                                        Więc jeszcze raz - jakie są plusy DLA DZIECKA -braku kontaktu z ojcem a jakie są minusy DLA DZIECKA kontaktu raz na miesiąc? czym on traci?
                                        Pytanie pomocnicze, jak myślisz Tri czy rozmowa przez telefon, skype z kamerką, itd. może podnieść poziom jakości kontaktów (nie mówimy o dziecku 2-3letni, raczej wzwyż).

                                        ps. wspólny weekend raz na miesiąc nie rózni się niczym niż 6 godzin 2 razy w miesiącu - baaaa, nawet lepszy jest.
                                        Raz na miesiąć możżna z dzieckiem spędzić cały dzień, a to będą i kino i łyzzy i obiad i spacer, i wiele rozmów

                                        ps.2. argument prywatne sprawy jest smieszny, bo co to za sprawy były, że nie można pisać na forum? byłeś na misji Afganistan? leżałeś sparaliżowany? bo tylko takie coś może spowodować niezdolność zobaczenia dziecka częściej. A inne, nie wiem co miałoby to być, no chyba, że niezadowolona next - he he he, ale spójrz sam na siebie, trochę głupio nie?
                                        • tricolour Może marynarzem byłem? 24.01.14, 00:03
                                          Nie, spokojnie, nie byłem. Teraz, od sześciu lat, jestem. Także kapitanem i armatorem jednocześnie. I konstruktorem. Hobby. Rozwinąć temat?

                                          Afganistan? Paralityk? Zejdź na ziemię: praca za granicą. Zaraz po studiach, przed blisko dwudziestu laty. Proza.

                                          Pamiętasz jak się wtedy podróżowało? Tanich linii lotniczych nie było, tylko LOT i Lufthansa z biletami wysokości miesięcznej wypłaty. Nie można było szukać czegoś tańszego, bo raz: nie było czegoś tańszego, a dwa: nie było internetu. Dopiero się rodził. Można było koleją lub autem, ale Schengen też nie było. Przejazd 1000km to cały dzień. Powrót, drugi.

                                          Masz znajomych, nie w Afganistanie, dajmy na to w Anglii? Samolotem do ze trzy godziny (z pobytem na lotniskach) i może z 50 euro. Jak często przyjeżdżają oni do kraju, do żon, do dzieci?
                                          • luciva Re: Może marynarzem byłem? 24.01.14, 08:22
                                            Tri, a więc nie dorabiaj ideologii.
                                            Wybrałeś po prostu kasę i tyle.
                                            Widzisz ja mam taki zawód, że mogłabym robic super karierę, zarobić kupę kasy. Jednak świadomie pracuję tu gdzie pracuję, bo to pozwala mi na bycie z dzieckiem i zajęcie się nim tak, jakbym chciała.
                                            Kwestia wyborów, priorytetów i wartości.
                                            Ale nie stwarzajmy głupiej ideologii, itd.
                                            Miałeś wybór, bo ZAWSZE ma się wybór.

                                            Wybrałeś pracę, zamiast dziecka. Jednym słowem dorobiłeś się kosztem córki, aby teraz spokojnie wychowywać syna.
                                            Tyle.
                                            I wszyscy Ci niby walczący żałosny - właśnie tak często się to konczy - bo okazuje ssię, że przy dziecku trzeba wybrać? kariera dziecko? imprezy dziecko? i często dokonują wyboru na koniec, choć na początku jak te koguty w sąd uderzali. Stąd 94/6.
                                            • zalosny.jestes W poście o wyborach masz dużo racji 24.01.14, 08:42
                                              luciva napisała:

                                              > często dokonują wyboru na koniec, choć na początku jak te koguty w sąd uderzali.
                                              > Stąd 94/6.

                                              Wiem coś o tym bo sam mieszkam na zadupiu właśnie dlatego, żeby być z dziećmi. Co to powyższego cytatu to kompletna bzdura i nadużycie. Nie ma takiej możliwości, aby Polacy byli ułomni w stosunku do innych nacji. To kłody kładzione pod nogi przez system tworzą taki rezultat. Anglik, Szwed czy Niemiec gdyby musiał funkcjonować w kartoflanych warunkach jako rozwodnik to prawdopodobnie by się powiesił lub wyjechał jak najdalej się da i ten współczynnik byłby nie 96/4 tylko 100/0. Mężczyźni odpuszczają widząc z jaką ścianą na każdym kroku muszą się mierzyć. Trzeba mieć naprawdę silną psychikę, możliwości (pieniądze), czas i nerwy żeby funkcjonować w tym zaściankowym burdelu prawnym, żeby nie tylko żyć ale też być ojcem. Żadna z Was na naszym miejscu nie zostałaby i nie walczyła. Tu trzeba stanąć po drugiej stronie i zobaczyć jak to wygląda i dopiero wydawać sądy. Wskaźnik 96/4 jest skandalem na miarę europejską i niezbitym dowodem na segregację ze względu na płeć w dodatku przez twór zwany wymiarem sprawiedliwości.
                                            • tricolour Czyli świadomie... 24.01.14, 08:56
                                              ... pracujesz gdzie pracujesz z dala od exa przez co ma on kilkaset kilometrów do przejechania i widzi dziecko bardzo rzadko. Wybrałaś zatem wygodę własnych czterech liter. Proste, co?

                                              Poza tym masz super zawód i mogłabyś zarobić kupę kasy, ale świadomie z tego rezygnujesz i masz mniej kasy, a na dodatek daleko do ojca dziecka.

                                              Zatem - myśląc według Twoich priorytetów - świadomie działasz na szkodę dziecka, bo przez Ciebie jest ono biedniejsze i ma kilkaset kilometrów do ojca. Wyraźnie dałaś do zrozumienia, że takie masz priorytety.

                                              Z takimi priorytetami to raczej powinnaś milczeć.
                                              • luciva Re: Czyli świadomie... 24.01.14, 10:47
                                                Uwaga, załosny!!!! Mamy tu następne manipulacje Tri, mam nadzieję, ze notujesz wszystko.

                                                A więc Tri - nie dorabiamy drugich den i nie nadinterpretujemy, KAPEWU?

                                                Te kilkaset kilometrów to akurat 150 i to on wyjechał do swej cizi, my tutaj gdzie ja jestem mielismy mieszkanie, pracę, itd. Mógł zostać, nieprawdaż? gdyby dziecko było najważniejsze, no ale cóż, ona tam miała działkę, hahaha. Budowlaną.

                                                Mam super zawód, ale zarobienie w nim kupy kasy wymaga czasu - co to za zajmowanie się dzieckiem gdy 14 godzin siedzi z nim niania? Niania ma chodzić do lekarza itd.? Wychowywanie dziecka polega na byciu z nim, chyba wiesz, to skoro PRAWDZIWIE zajmujesz się swym synkiem. No, chyba, że to prawdziwie to 1 godz dziennie. Sam gdzieś napisałeś, że wykąpałeś, kolacja, książeczki, usypianie, sprżątanie - i mamy godzinę 24. Zabierasz się wówczas do pracy?

                                                Tak, mam mniej kasy, ale dziecku potrzebny jest rodzic a nie niania, a kasy mam tyle, że jest ok, no fakt moje dziecko nie ma tableta, może Twoje ma, ale czy to dobrze, sam oceń.

                                                Więc co jest nie tak z moimi priorytetami? to, że nie lecę i nie gonię za kasą, tylko spędzam czas z dzieckiem, normalnie żyjąc? Nie martw się, nie żeruję na eksie i na waciki od niego nie wyciągam, jak Wam wszystkim się wydaje. Pracuję, jak tylko się da, dorabiam, ale nigdy kosztem dziecka.

                                                Po prostu można się uśmiać, ja przestaję wierzyć w istnienie tego Twojego synka, bo jakbyś był tak ZAANGAŻOWANYM ojcem, nie wypisywałbyś takich głupot.
                                                • luciva Re: Czyli świadomie... 24.01.14, 10:54
                                                  PS. No i mam ten komfort, że ta praca jest stabilna, co jest niesłychanie ważne, Twój synek zaczął przedszkole i chorowanie? Nie?
                                                  no to już niedługo, nie zapomnij zaangażowany ojcze brac zwolnień, może się to zdarzyć nawet systemie: 2 tyg choroby, 1 tydz pracy i apiać od nowa. I tak przez parę miesięcy.
                                                  Ale nie martw się, z każdym rokiem jest lepiej a zerówka, to w ogóle lajcik.
                                                  Wtedy pogadamy. Który pracodawca wytrzyma to na dłuższą metę.
                                                  I nawet eksa brak, kto pójdzie do apteki? Myslisz, że on przyjedzie 150km, abym mogła wykupić leki?
                                                  Tia, wiem, na wszystko znajdziesz odpowiedź.
                                                  Acha, i nie przedłużaj już czczej dyskusji stwierdzeniami, że co to za matka, skoro dziecko choruje, bo tylko się pogrążysz. Dzieci chorują - jedne mniej, inne więcej, zdarzają się historie hardcorowe, idź do mądrego pediatry (na pewno masz takiego, skoro jesteś super dbającym ojcem) niech Ci wszystko wytłumaczy.

                                                  Jak Twoje dziecko zacznie przedszkole, wypraw zonę na kilka miesięcy, dość daleko, aby przyjeżdżała raz na miesiąc albo i nie (bo po co takie czcze kontakty), poradź sobie ze wszystkim sam, a potem pogadamy. Bez niani, żeby było jasne. Bez babci, dziadka, wujka cioci. wtedy pogadamy.
                                                  Żałosny mógłby zrobić to samo, no ale wolnego dziecka nie ma na podorędziu. big_grin

                                                  ps. Kto się Twym synkiem zajmuje w czasie dnia, gdy pracujesz?
                                                  • luciva Re: Pracodawca wytrzyma choroby synka... 24.01.14, 11:14
                                                    Nie, wszystko jest dla mnie jasne.
                                                    Z tym większym minusem dla Ciebie i współczuciem dla córki.

                                                    Ale po co niania, wszak prawdziwi zaangażowani rodzice niani nie potrzebują, a Ty działasz na szkodę dziecka, bo obca baba się nim zajmuje, Ty zamiast się nim zająć klepiesz w kompie, a w ogóle to powinieneś w podskokach lecieć do roboty lub też ją już wykonywać, aby jeszcze więcej kasy zarobić - bo dziecku by się żyło lepiej, na przykład z dwoma tabletami, aniżeli z jednym wink
                                                • tricolour A skoro nie dorabiamy drugich den... 24.01.14, 11:04
                                                  ... i nie przesadzamy z nadmiarową interpretacją (mówiąc "my" masz na myśli siebie i mnie, prawda?) to nie piszemy "cizia" o nowej pani Twojego ex. No chyba, że sama jesteś cizią dla swojego obecnego partnera, o którym wspominałaś. To jesteś cizią, czy nie jesteś?

                                                  Po prostu zwracam Twoja uwagę, że naidinterpretacja także dotyczy Ciebie. Alą ją rozumiem: masz okazję zrobić sobie ze mnie worek treningowy, bo ex zwiał do cizi... o przepraszam: do takiej samej kobiety, jak Ty.
                                                  • luciva Re: A skoro nie dorabiamy drugich den... 24.01.14, 11:12
                                                    Nie jestem, bo on nie ma żony wink
                                                    Gdyby miał, no to tak, byłaby cizią, albo jeszcze gorzej
                                                    Oooo, widze, że chyba nadepnęłam czuły punkt, czyżbyś też zwiał do c... eeeeeee, kochanki? big_grin swego czasu, bo teraz to oczywiście ŻONA wink

                                                    Nie, ja już nie potrzebuję worka treningowego, bo eks nie wywołuje we mnie emocji, przynajmniej nie na płaszczyźnie damsko-męskiej.
                                                    ale ale Tri - tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono, wiec z łaski swojej nie wypowiadaj się w kwestiach, o których nie masz pojęcia, toć już żałosny napisał Krukowi. Jak Cię kiedyś ktoś zdradzi - zapraszam do rozmowy, oki? pewnie będziesz potrzebował worka treningowego, mężcyźni to w ogóle drażliwi bardziej w tym temacie są. Poradzę Ci wówczas, jak sobie radzić. wink

                                                    Jakieś pytania?
                                                    Ja niczego nie nadinterpretuję, piszę tylko o tym, o czym Ty piszesz.
                                                  • tricolour Tak, zwiałem do kochanki... 24.01.14, 11:33
                                                    ... dwadzieścia lat temu i piętnaście lat z nią chodziłem, jako kochanką oczywiście, a potem się z taką przechodzoną lampucerą, na sam koniec - ożeniłem. Bo ja muzealnik jestem. Lubię używane starocie.
                                                  • tricolour "Pytać się" - 24.01.14, 11:55
                                                    - "W formach pytać się czy dotknąć się słowo się pełni funkcję emfatyczną. Nie jest konieczne, nie zmienia ich znaczenia ani nawet rejestru".
                                                    — Mirosław Bańko, PWN

                                                    Zrozumiałaś, że czepiasz się nieudolnie?
                                                  • luciva Re: "Pytać się" - 24.01.14, 12:01
                                                    Czepiam się nieudolnie. big_grin

                                                    Ale ale, wracając do dyskusji - umknęło mi, ale teraz zauważyłam - nie odpowiedziałeś na pytanie, w jakim charakterze spotykasz się ze swoją córką, czy też utrzymujesz kontakt, skoro ona nie jest Twoją rodziną?
                                                  • tricolour Odpowiadam... 24.01.14, 12:35
                                                    ... licząc, że i Ty w końcu odpowiesz, jak obiecałaś.

                                                    Spotykam się jako ojciec. Z córką. W jakim charakterze? No, gdy zapraszam na obiad do domu, to w charakterze kucharza, a gdy do knajpy na obiad, to w charakterze płatnika. W obu tych wymienionych przypadkach także w charakterze towarzysza rozmowy. Był taki moment, że pokazywała mnie swoim znajomym - że ma ojca. Wtedy miałem charakter eksponatu. A że całowałem podczas oglądania w rękę młode panny, to - jak mi zdawała później relację z opowieści panien - miałem wspaniały charakter. Można powiedzieć, że mam różne charaktery, w zależności od potrzeb. Oraz jeden stały "charakter" - jestem ojcem dla córki. A ona nie jest moją rodziną. Jest córką.

                                                    Córką, która zakłada rodzinę, no tak twierdzi. Uważasz, że gdy założy, to będzie miała dwie?

                                                    Aaaa, bym był zapomniał: mój ojciec też nie jest moją rodziną.
                                                  • luciva Re: Odpowiadam... 24.01.14, 13:11
                                                    Tri, trochę mi Cię żal, ale nie będę wypowiadać się dalej.
                                                    lubię ludzi o szerokich horyzontach, Ty takich nie masz. Absolutnie. Skoro rodziną są osoby tylko i wyłącznie mieszkające z Tobą.
                                                    Gdy córka wyjdzie za mąż, jej rodzina powiększy się.
                                                    Kurna, jakie Ty przykłady dajesz synowi, znowu wyrośnie jakiś pokoślawiony facet!!

                                                    Odpowiadając na Twoje pytania, aczkolwiek na czuja, bo nie chce mi isę ich szukać:
                                                    1. Hiopkryzją jest to, że wypowiadasz się w wątkach na temat opieki ojców nad dziećmi, mimo, że sam nie masz takiego doświadczenia, nawet nie próbowałeś, wręcz porzuciłeś swoją córkę. Takim samym hiopkrytą jest żałosny, tym bardziej, że napisał do Kruka, że skoro nie ma dzieci, nie ma prawa pisać na ten temat - otóż załosny też nie ma prawo, bo wszak jakie ma doświadczenie w pójściu do sądu i złożeniu wniosku o opiekę? na razie żadne. Czeka.

                                                    2. Co Twoja córka straciła -ano wiele, bo ojciec dla córki jest szalenie ważny, to wzorzec mężczyzny, to jak traktuje on ją, będzie dla niej wzorem, jak powinni traktować ją mężczyźni będący jej potencjalnymi partnerami. Czyli - ojciec i jego traktowanie córki ma ogromny wpływ na jej poczucie wartości jako kobiety. A wszyscy wiemy, ze poczucie wartości to podstawa wszystkiego. Porzuciłeś swą córkę, bo tak ma na imię ta Twoja ideologia _ "porzucenie", więc resztę sobie dośpiewaj. Nadzieja, że miała mądrą matkę, albo jakiś ojczym fajny był po drodze - i jednak będzie miała w życiu szczęście.
                                                    Tyle, że zauważyłam, że faceci rzadko widzą związek między sowim postępowanie a zżyciem drugiego człowieka i rzadko mają z tego powodu jakieś wyrzuty sumienia czy przemyślenia. Szkoda, bo rosną rzesze nieszczęśliwych ludzi, a faceci narzekają że gdzieś im umknęła uch rola - ale niejako na ich własne życzenie, przez zanikający brak poczucia odpowiedzialności.

                                                    A tak se pogeneralizowałam, niczym żałosny, mogę?
                                                  • tricolour Luciva co straciła moja córka? 24.01.14, 19:19
                                                    ... skoro wszystko jest dla Ciebie jasne - jak napisałaś - to weź napisz konkretnie.

                                                    Zadałem Ci dwa pytania, na żadne nie potrafisz napisać nic sensownego, tylko puste ogólniki. To nie ja mam wąskie horyzonty. To Ty masz je tak wąskie,że nawet nie potrafisz napisać tego, co sama obiecujesz.

                                                    Ja pierdziele, dorosła kobieta zdołała z siebie wydusić, że ojciec (nawet nie ja, tylko jakiś ojciec) ma ogromny wpływ... dajże Luciva już spokój. Szanuj się...
                                                  • luciva Re: Luciva co straciła moja córka? 25.01.14, 12:11
                                                    Jezu, myślałam, że moja wypowiedź jest jasna dla inteligentnego faceta, ale ok.
                                                    Twoja córka straciła kontakty z ojcem - a więc możliwość poznania męskiego punktu widzenia na świat i życie, męskiej perspektywy, męskich zachowań. Straciła to, że nie przećwiczyła z ojcem, jak powinien traktować ją mężczyzna, który kocha. Straciła możliwość nauki jako kocha i powinien kochac mężczyzna. Straciła możliwość nauki, na czym polega ma poczucie wartości jej jako kobiety.
                                                    Ty serio firmę prowadzisz, jak taki niekumaty jesteś?
                                                  • luciva Re: Luciva co straciła moja córka? 25.01.14, 12:13
                                                    A za tym wszystkim idzie to, że teraz może mieć problemy w związkach, bo będzie brała za dobrą monetę męskie zachowania, które tak naprawdę nie są ok, bo może uzna manipulacje za objaw miłości, itd.
                                                    weź se trochę poczytaj, pogadaj z mądrymi ludźmi.
                                                  • tricolour A w jaki ona sposób to straciła... 25.01.14, 12:41
                                                    ... podczas regularnych kontaktów?

                                                    Wszechwiedząca Stolico Mądrości, dla Której wszystko jest jasne, proszę, błagam, powiedz mi, nieświadomemu pracodawcy: w jaki sposób ona to straciła podczas regularnych kontaktów? Jak to się traci podczas wyjść do opery, na sushi, do wrocławskich knajp, rozmów i wyjazdów, na wspólne zakupy nawet bielizny bo - jak twierdzi moja córka - mam gust i doradzę?

                                                    Wyjaśnij mi: może ja nie tą drogą chodzę, może nie do przybytków zaglądam, może nie te prezenty kupuję gdy pamiętam nie o tych urodzinach i imieninach. Może ja jej bezguścia uczę?Może ja cudze urodziny i imieniny powinienem obchodzić, nie córki, by ją jakoś moralnie wzmocnić i wlać uczucie miłości? Może Marii Curie-Skłodowskiej słać klomby na grób przez co dowartościuję córkę nie wprost, skoro wprost, jak twierdzi Jasność Wszelka, jest źle.

                                                    Poinstruuj mnie. Dopomóż. Nie zostawiaj mnie samego... nas samych.
                                                  • luciva Re: A w jaki ona sposób to straciła... 25.01.14, 13:42
                                                    Tri a to nie Ty napisałeś, że zrezygnowałeś z kontaktów, bo jak miały być co miesiac to były bez sensu?
                                                    A to wybacz, widocznie to Twoje alter ego, sorry.
                                                    Rozumiem,, że kontakty masz, może nie od początku, po powrocie z zagranicy, ile córka miała lat?
                                                  • luciva Re: Odpowiadam... 24.01.14, 13:16
                                                    Tri tabelkę Ci nawet z Wikipedii wkleję
                                                    zobacz co jest w rubryce najbliższa rodzina:
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/C%C3%B3rka
                                                    ps. chyba sobie uknułeś takie rozumienie tematu, aby Cię tak serce nie bolało, co? że córkę, najbliższą rodzinę porzuciłeś?
                                                    Niestety, nie uciekniesz od tego.
                                                  • luciva Re: A skoro nie dorabiamy drugich den... 24.01.14, 11:16
                                                    Aaaaa, żałosny, grafi w pogotowiu masz?
                                                    Bo tam coś w tym Towim watku o manipulantkach było o rozmywaniu tematu?

                                                    Czy kwestia słówka "cizia" - jako żywo nie jest przykładem rozmywania tematu?
                                                    wszak nie dyskutujemy tu o nazewnictwie następnych pań naszych byłych panów?

                                                    żałosny, notuj notuj, może zmienią się statystyki.
                                                  • tricolour Zamknij się lepiej... 24.01.14, 11:24
                                                    ... ja też dopiero co się goliłem i do fryzjera iść muszę, bo trochę zarosłem.

                                                    Morda w kubeł. Normalny facet ma zapiedralać od rana do nocy na alimenty, a nie siedzieć do południa w chacie.
                                                  • luciva Re: Co mam notować? 24.01.14, 11:28
                                                    Fatalnie, że nieogolony.
                                                    nie mamy o czym gadać

                                                    big_grin
                                                    big_grin

                                                    ps. Tri, Ty nie jesteś zabawny i sarkazm to nie jest Twoja mocna strona, bo żałosnemu to niekiedy wychodzi.
                                                    Faktycznie lepiej pracuj. Pracownic pilnuj, bo jeszcze w ciąze pozachodzą.
            • zalosny.jestes Ja nie mam problemy z odpowiedzią 22.01.14, 09:30
              luciva napisała:

              > No więc konkretne pytanie, bo widzę że tu panowie maja problem z odpowiedzią na
              > konkretne pytania (vide żałosny) - co tobie przeszkodziło w działaniu?

              W moim jak i większości panów w kartoflanej 4% szansa na opiekę nad dzieckiem. W zasadzie to jeszcze mniejsza bo te 4% ojców wychowujących dzieci dostało tę opiekę z powodu jakiejś dysfunkcji po drugiej stronie, czyli u kobiety. Odpowiadam zatem jednoznacznie:

              DYSKRYMINACJA ZE WZGLĘDU NA PŁEĆ

              Moje życie się nie skończyło, opiekuję się dziećmi jak umiem najlepiej a w odpowiednim czasie podejmę próbę zmiany status quo. Mam na to jedną, jedyną szansę, bo jak się nie uda to wendeta zmusi mnie prawdopodobnie do emigracji (znów kartoflany system prawny).

              Ja wiem, że drogie panie chciałby widzieć szarżę ojców niczym w Lotnej kawaleria na czołgi (której to między nami szarży nigdy nie było) bo wówczas stosując podstęp i przebiegłość ogrywałyby nas w kartoflanych sądach jak dzieci. W moim wypadku trafiła kosa na spokojny, rzeczowy kamień.
              Miłego dnia życzę.
              • amsterdamska_mgla Re: Ja nie mam problemy z odpowiedzią 22.01.14, 09:44
                Żałosny, jak ktoś jeszcze nie zna Twoich wątków powielanych na zasadzie "kopiuj-wklej" z drobnymi zmianami, to się może i nabierze. Szerokie grono rozmówców już jednak od Ciebie samego się dowiedziało niedawno, że nie podjąłeś starań o dzieci, bo sobie przeliczyłeś, że finansowo Ci się to nie opłaca.
                Tym się różnisz od matek, kobiet, które tak opluwasz w każdym możliwym wątku. One walczą, żyją dla dzieci, z dziećmi, stawiają ich dobro ponad swoje ambicje, lenistwo, wygodę, święty spokój. Ich energia idzie w codzienną walkę z niełatwą porozwodową rzeczywistością, Twoja w tłuczenie w klawiaturę.
                Gdybyś próbował, starał się, apelował i przegrał, byłbyś dla mnie jakimś wiarygodnym głosem w takiej dyskusji. Człowiek, który nic nie zrobił, bo z góry założył, że system go przemieli, jest tylko....żałosny. Niestety.

                Wiem, że zaraz zalejesz ten wątek bełkotem o kartoflach i Twojej ulubionej liczbie 96/4, ale może, jak masz takie zamiłowanie do cyferek, w lotto zagraj. Ma być jakaś kumulacja.
              • luciva Re: Ja nie mam problemy z odpowiedzią 22.01.14, 10:16
                hm, moje konkretne pytanie do Ciebie było zupełnie inne, a mainowcie, co konkretnie robiłeś, aby mieć opiekę nad dziećmi i zmienić ten nieszczęśny stosunek 94/6 oraz móc wydawać wyroki.
                konkretnie - jakie działania?

                Ale ok, bo okazuje się tymczasem, że póki co wydajesz wyroki opinie i sądy bez doświadczenia i praktyki- mianowicie jeszcze nie podjąłeś działań.
                Czyli póki co jesteśmy na etapie chcenia - podobnie jak Tri.
                On na tym zakończył swą działalność. na chceniu.

                W odpowiednim czasie podejmiesz..........a czemu nie zrobiłeś tego od razu? zaraz natychmiast?
                Duzo gadasz a tymczasem palcem jeszcze nie kiwnąłeś?
                To na czym opierasz swe sądy i żale?

                Bo mnie się wydaje, że stosunek 94/6 wynika z tych co podjęli działania. Czyli na 94 kobiety tylko 6 mężczyzn ZADZIAŁAŁO, A NIE TYLKO MÓWIŁO CZEGO CHCĄ?
                Kapujesz teraz?
                Na tym polega różnica.
                Bo mówić i chcieć to se można, przejdźmy do praktyki, zobaczmy na ile starczy zapału i mądrości.


                • zalosny.jestes Ja kapuję a Ty widzisz to co chcesz widzieć :D 22.01.14, 10:27
                  Czemu jeszcze nie?

                  BO NIE JESTEM KAMIKADZE

                  Próba uzyskania opieki nad dzieckiem przez ojca w tym kraju, gdy matka nie chla albo nie ćpa nałogowo jest skazana na klęskę a podjęcie takiej próby nie zakończonej sukcesem powoduje wendetę. Wachlarz możliwości jest nieprawdopodobny, począwszy od zamknięcia całkowitego kontaktu z dzieckiem (niszczenie psychiczne), poprzez składane co pół roku dla sportu wnioski o podwyżkę renty (nękanie ekonomiczne bo dla pani wniosek to kartka papieru a dla mnie sam adwokat to 1800 złotych) a skończywszy na wrabianiu w pedofilię co również się zdarza. System prawny w tym kraju umożliwia w praktyce zniewolenie uczciwego faceta.

                  Szansą jaką ma mężczyzna w tym kraju na realną opiekę nad dzieckiem jest ukończenie przez nie 13 roku życia. Wówczas panie w todze mogą wziąć pod uwagę to z kim dziecko chce być na co dzień. Oczywiście drogie panie pozostawiły sobie furteczkę na zasadzie, że może wziąć ale nie musi wink Najczęściej i tak sądy sankcjonują stan faktyczny ale szansa jest...realna nie nie szarża z motyką na słońce.

                  W sumie sam nie wiem po co to piszę po raz n-ty. To jest tak oczywiste dla każdego choć odrobinę przyzwoitego i nie zakłamanego człowieka, że aż szkoda tracić czas na udowadnianie spraw oczywistych.

                  Pozdrawiam