Dodaj do ulubionych

kryzys, dzieci - co robić?

13.04.14, 00:35
Mamy 2 dzieci - młodsze ma 2,5 roku, 17 lat bycia razem i mega kryzys w związku. Brak czasu,zmęczenie, brak miłości , szacunku.
Nie ma prawie już nic, jesteśmy razem dla dzieci. Wielokrotnie próbowałąm namówić meża na wspólną terapię, ale on nie chce.
Nie akceptuje mnie, nie kocha, nie szanuje. Ostatnio usłyszałam, że rozwiedzie się, jak dzieci podrosnąsad.
Nie wiem, co robić ... czuje się bardzo samotna, przestaliśmy ze sobą rozmawiać. Chciałabym się rozwieść, ale szkoda mi dzieciaków,
nie chcę, aby nie miały pełnej rodziny , ojcem jest dość dobrym.
Brakuje mi miłości, przytulania, ciepła... a z drugiej strony są moje dzieciaczki, dla których jesteśmy całym światem
W dodatku mamy wspólne mieszkanie na kredyt, wiec w przypadku rozwodu byłby duży problem.
Ktoś ma jakiś pomysł?
Obserwuj wątek
    • mayenna Re: kryzys, dzieci - co robić? 13.04.14, 02:58
      Skoro mąz nie chce terapii to za bardzo wyjścia nie masz. Dla dzieci dorastanie w domu bez miłości jest bardzo okaleczające.
      Po zapowiedzi rozwodu 'jak dzieci dorosną' to porozmawiałabym z mężam na spokojnie i ostatecznie w stylu: albo terapia, albo rozwód, ale juz i teraz, na moich warunkach.
      Zacznij tez zastanawiać się jak ma wyglądac organizacyjnie odejście od męża.
      Jeszcze jedno: jesli on ciebie nie kocha i nie przytula to kogo? Zastanów się czy ten kryzys nie ma konkretnego imienia.
      • dolcevita76 Re: kryzys, dzieci - co robić? 13.04.14, 13:08
        Podjęcie decyzji o rozwodzie zawsze jest trudne. Jednak zastanów się, czy chcesz, aby Twoje dzieci widziały, że ich tato nie szanuje ich matki. I duże prawdopodobieństwo jest, że one takie wzorce przeniosą w swoje dorosłe życie. Skoro mąż naprawdę chce się rozwieść, to trzeba to zrobić jak najszybciej, bo jeśli w takim związku będziesz tkwiła przez kilka lat, to zostaniesz psychicznym wrakiem. I kto wtedy wychowa Twoje dzieci?
    • mia17 Re: kryzys, dzieci - co robić? 13.04.14, 13:31
      podpisuję się pod tym, co napisały dziewczyny wyżej.
      podejście "zostanę z mężem dla dobra dzieci" - jest złe. bo jakie to "dobro"...?
      jak dzieci patrzą na rodziców, którzy się nie kochają...? jak patrzą, że ojciec nie szanuje matki...?
      jak to się na nich odbije?
      rozwód jest dramatem - ale tkwienie w złym związku, na który patrzą codziennie dzieci to też nie jest super rozwiązanie.
      poza tym po tekście "rozwiodę się z Tobą, jak dzieci podrosną" - nie miałabym żadnych złudzeń uncertain wpędzisz się w lata, dzieci odchowacie - a wtedy co? pan i władca "się z Tobą wreszcie rozwiedzie"... uncertain masakra. paskudny facet.
    • annaanna37 Re: kryzys, dzieci - co robić? 13.04.14, 16:18
      generalnie chciałabym ratować małżeństwo, choćby dla dzieci, ponadto nie poradzę sobie organizacyjnie sama z dwójką, szybko zaczynam pracę, nie będę miała,jak ich zaprowadzać rano i boję się, że popadnę w jakąś depresje po rozwodziesad
      • mayenna Re: kryzys, dzieci - co robić? 13.04.14, 16:34
        Ustal z męzem taki podział opieki, zebys dała radę. Z dziećmi sie przecież nie rozwodzi i jak sama piszesz, jest dobrym ojcem. Ile lat ma starsze dziecko?
        Poza tym jak mówię: spróbuj jednak do niego dotrzeć, że ci stan obecny w małżeństwie nie odpowiada.Jak on nie chce terapii to idż sama. Zawsze to pomoże ci spojrzeć na rózne sprawy z boku, wzmocni cię, może coś w sobie zmienisz i to poprawi relacje.
    • annaanna37 Re: kryzys, dzieci - co robić? 13.04.14, 16:52
      Starsze dziecko ma 8 lat.
      On wie, ze mi nie pasuje stan obecny, męczę się, psychicznie mnie to obciąza bardzo. Mieszkamy razem, ale osbno, nie mam z kim pogadać, jestem odtrącona, nie kochana.
      NIe mam już siły, muszę iść do psychologa, aby pomógł mi wybrnąć
        • jacek226315 Re: kryzys, dzieci - co robić? 02.05.14, 13:19
          annaanna37 napisał(a):

          > Tylko, co mi da rozwód, jeśli mamy wspólne mieszkanie?
          To sie mecz,ale nie placz pozniej. Kolezanka mojej Mamy zostala z mezem (bylym ksiedzem) dla dzieci(dwie corki) ,kiedy corki wyszly za maz wyniosly sie z domu i nie chca ogladac ani matki ani ojca,za atmosfere rodzinna jaka rodzice jej zafundowali.
          • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 02.05.14, 15:27
            cyt...za atmosfere rodzinna jaka rodzice jej z
            > afundowali.

            Jak przesadzac to przesadzac.!
            To ze dzieci uciekaja z domu rodzinnego jak in stuknie 18tka to naturalny zew Natury.Chec usamodzielnienia sie, bycia niezaleznym!
            Chore jest dopiero*jesli chca zostac w domu,przy mamie,przy tacie smile
            Zreszta to ze dzieci chca isc z dala od domu ma zlozone przyczyny i kazde ma wlasna motywacje
            Ja np uciekalem od dominujacej i apodycztycznej az do bolu matki.smilektora chciala kontrolowac moj kazdy ruch,kazda decyzje podczas gdy ja chcialem sam decydowac o sobie.
            Zreszta dzieci tak naprawde potrzebuja rodzicow gdzies do max 14 lat.Potem zaczyna sie faza usamodzielniania sie i jest to naturalny proces wiec jak czytam takie egzaltowane wypowiedzi to skrecam sie caly bo" zapomnial wol ze cieleciem byl".
            • jacek226315 Re: kryzys, dzieci - co robić? 09.05.14, 01:10
              speedboat8 napisał(a):

              > cyt...za atmosfere rodzinna jaka rodzice jej z
              > > afundowali.
              >
              > Jak przesadzac to przesadzac.!
              > To ze dzieci uciekaja z domu rodzinnego jak in stuknie 18tka to naturalny zew N
              > atury.Chec usamodzielnienia sie, bycia niezaleznym!
              > Chore jest dopiero*jesli chca zostac w domu,przy mamie,przy tacie smile
              > Zreszta to ze dzieci chca isc z dala od domu ma zlozone przyczyny i kazde ma
              > wlasna motywacje
              > Ja np uciekalem od dominujacej i apodycztycznej az do bolu matki.smilektora chcial
              > a kontrolowac moj kazdy ruch,kazda decyzje podczas gdy ja chcialem sam decydowa
              > c o sobie.
              > Zreszta dzieci tak naprawde potrzebuja rodzicow gdzies do max 14 lat.Potem zac
              > zyna sie faza usamodzielniania sie i jest to naturalny proces wiec jak czytam t
              > akie egzaltowane wypowiedzi to skrecam sie caly bo" zapomnial wol ze cieleciem
              > byl".
              zgoda dzieci sie usamodzielniaja,ale 14latki to jeszcze malolaty,natomiast dorosle oczywiscie ida w kazdym razie powinny isc na swoje,ale w wypadku o ktorym pisze,obie corki po wyprowadzce pojawily sie dopiero na pogrzebie matki ,a bylo to okolo 10lat po rozstaniu,mimo ,ze obie z rodzinami mieszkaly na Bielanach a matka na Zoliborzu.Ojca rowniez juz nigdy nie chcialy ogladac
            • jacek226315 Re: kryzys, dzieci - co robić? 09.05.14, 01:11
              speedboat8 napisał(a):

              > cyt...za atmosfere rodzinna jaka rodzice jej z
              > > afundowali.
              >
              > Jak przesadzac to przesadzac.!
              > To ze dzieci uciekaja z domu rodzinnego jak in stuknie 18tka to naturalny zew N
              > atury.Chec usamodzielnienia sie, bycia niezaleznym!
              > Chore jest dopiero*jesli chca zostac w domu,przy mamie,przy tacie smile
              > Zreszta to ze dzieci chca isc z dala od domu ma zlozone przyczyny i kazde ma
              > wlasna motywacje
              > Ja np uciekalem od dominujacej i apodycztycznej az do bolu matki.smilektora chcial
              > a kontrolowac moj kazdy ruch,kazda decyzje podczas gdy ja chcialem sam decydowa
              > c o sobie.
              > Zreszta dzieci tak naprawde potrzebuja rodzicow gdzies do max 14 lat.Potem zac
              > zyna sie faza usamodzielniania sie i jest to naturalny proces wiec jak czytam t
              > akie egzaltowane wypowiedzi to skrecam sie caly bo" zapomnial wol ze cieleciem
              > byl".
              to sie skrecaj
    • ann.k Re: kryzys, dzieci - co robić? 14.04.14, 08:57
      Dzieci w wieku przedszkolnym potrzebują domu, w którym są oboje rodzice. Dzieci starsze potrzebują domu, w którym są oboje kochający się rodzice. Za 10 lat usłyszysz od starszego, że mu takim domem jaki im teraz tworzysz, spieprzyłaś życie. Ty, nie ojciec. Zastanów się czy tego chcesz.
      • srooka34 Re: kryzys, dzieci - co robić? 15.04.14, 10:36
        prawda ,swieta prawda,dzieciaki i tak wiedza i czuja ze jest cos mocno nie tak jak powinno w Waszych relacjach,jesli nie ma milosci nie ma sensu w tym tkwic,wiem bo sama przez podobny uklad przechodzilam(mamy dziecko)rozstalismy sie,tez sadzilam ze sobie nie dam rady,ale dalamsmiledasz i Tywinkglowa do gory jak Ty bedziesz szczesliwa dzieciaki tez bedasmile
    • qvintesencja Co robić? 15.04.14, 10:35
      To co opisujesz to typowy przebieg typowego procesu rozpadu zwiazku. W tej katastrofie (smutna ale) nadzieja dla ciebie tkwi wlasnie w slowie 'typowy'. Skoro masa ludzi przez to przeszla, przechodzi i jakos sobie radzi a czesto po latach stwierdza ze w koncu sie dobrze ulozylo i to nawet paradoksalnie dzieki takiemu przejsciu - to znaczy ze gdzies w tym pokreconym tunelu jest swiatelko. Trzeba tylko zaczac sie zdecydowanie przebijac zeby wyjsc na prosta. Do tego najpierw potrzebne jest dokladne rozeznanie jak ulozyc sprawy mieszkaniowe i jaki zakres opieki nad dziecmi deklaruje ich ojciec. Tu moga byc megaproblemy ale znowu trzeba sie podtrzymywac tym ze jakos ludzie daja sobie z tym rade.
      • krycha_123 Re: Co robić? 15.04.14, 11:31
        ja dokladnie słyszałam to samo i myslałam to samo co Ty
        i dwa tyg temu dowiedziałam sie o kochance?
        jak miał walczyc, jak miało mu sie chciec jak juz kogos mial?
    • malamalinkaa Re: kryzys, dzieci - co robić? 15.04.14, 21:56
      witaj w klubie...

      powiem tak - masz młodsze dzieci więc może jeszcze wydaje Ci się że "dla dobra dzieci" jest możliwe. moja córka ma 5 lat i kitu jej się wcisnąć nie da. drąży, chce żebyśmy się pocałowali, trzymali za ręce, czasem sama próbuje taka sytuacje zaaranżować. A najgorsze jest gdy wdaje się w nasze kłótnie, próbuje stawać po którejś ze stron, powtarza nasze słowa, używa do mnie odzywek ojca typu: "bo ty ciągle ze swoją mamusią i siostrą czas spędziasz" itd.

      I powiem Ci że jak na to patrze to jest to tak obrzydliwe, że z "dobrem dziecka" nie ma nic wspólnego. Dziecko potrzebuje jasnych reguł gry, a nie syfu...
    • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 19.04.14, 21:42
      mayenna napisała: cyt..> Poza tym jak mówię: spróbuj jednak do niego dotrzeć, że ci stan obecny w małżeń
      > stwie nie odpowiada.Jak on nie chce terapii to idż sama. Zawsze to pomoże ci sp
      > ojrzeć na rózne sprawy z boku, wzmocni cię, może coś w sobie zmienisz i to popr
      > awi relacje

      Uwazam to super dobra rade.
      Niemniej w ogole piszesz co sie takiego stalo ze zamknal sie w sobie i gada o rozwodzie.Jakas przyczyna musiala byc. Jak stawia sprawe na ostrzu noza to musi byc mega negatywnie do ciebie nastawiony i po prostu "odgrywa sie " za cos . Jak nie chce wspolzycia to znaczy ze juz ciezko bedzie cos odkrecic.Niemniej ja bym sprobowal jednak pogadac z nim na spokojnie i sprobowal wyjasnic sytucje.
      Zrob sobie liste co chcesz mu zakomunikowac i pozwol mu sie wygadac jak zacznie juz mowic.Dopiero jak zabraknie mu juz slow powiedz ze proponujesz abyscie sie przespali z ta wiedza jaka oboje macie po tej rozmowie i nastepnego dnia jeszce raz pogadali. Moze cos z tego wyjdzie bo sytuacja jest mega zla
      Jesli jednak odmowi rozmowy to trzeba sprobowac mediatora bo czuje ze nie masz ochoty na rozwod ,rodzice,tesciowie,przyjaciele.sasiedzi itp ktos kto wyslucha go i ciebie i sprobuje was do siebie zblizyc.Czasem tacy mediatorzy pomagaja jak wszystko sie wali .
      Jak i to zawiedzie to trza myslec jak z twarza wyjsc z calej sprawy i zorganizowac sobie wszystko od nowa.Wtedy nie ma taryfy ulgowej dla bylego zonkosia .W sadzie wymus wszelkie mozliwe uzgodnienia aby byly na papierze i rozliczaj go.Zycie mzoesz sobie ulozyc jeszce raz .Jak jeden facet nawalil znajdziesz sobie drugiegosmile
    • glizda1977 Re: kryzys, dzieci - co robić? 21.04.14, 12:02
      Wg mnie to bez sensu byc z kimś dla dzieci, byłam w podobnej sytuacji, 2 lata związku od samego początku wiedzał, że chce mieć dziecko , jeżeli nie chciał to powinien powiedzieć albo zwyczajnie się zabezpieczać, a nie potem jak zaszłam w ciąże to raz że nie miałam wsparcia podczas ciąży, do tego problemy i związek się rozpadał, nie potrafiliśmy ze soba rozmawiać, chociaz w czasie porodu nie powiem był przy mnie tak jak powinno być. Ale potem i tak , nawet o dziecku ie potrafiliśmy rozmawiac , każdy sobie, i mijaliśmy się w domu, tego nie można wytrzymać. Jak mała miała 4mce to postanowiłam ze sie rozstaniemy, mam tez mieszkanie w kredycie , całe szczęscie tylko moje, wiedziałam ze sobie sama nie poradze finansowo i to w obcym kraju, ale wybrałam to niż taki chory związek. Jest ciężko , nie powiem , ale samo to że już nie muszę go ogądąc na co dzien, i tak jak odwiedza małą to traktuje mnie jak powietrze, a przychodzi tylko jak mu pasuje, dziś np. drugi dzien swiąt i cisza, boże narodzenie to samo, więc bez sensu. Jestem już rok sama ale nie żałuje że się rozstałam, więc nie powinnaś się zastanwaiać, dzieci też to widza że nie jest fajnie, że i tak nie jest tak jak w innych rodzinach, jeszcze jak i tak mąż mówi ze się rozwiedzie to po co czekać, może w tym czasie spotkasz kogoś kto będzie cię szanował, wiem że to nie takie łatwe ale ja osobiście nie wytrzymałabym, tez nie planowałam tego że będe samotną mamą ale tak wyszło. Nie wiem do końca w jakiej jesteś sytuacji bo też sie bierze to pod uwagę, ale ja też się bałam ale jakoś jest i mam taki komfort psychiczny.Pozdrawiam i życze odwagi.
    • ikndar Dziękuję Bogu, ze jestem singlem!!!!!!!!!!!!!!!!!! 23.04.14, 00:12
      annaanna37 napisał(a):

      > Mamy 2 dzieci - młodsze ma 2,5 roku, 17 lat bycia razem i mega kryzys w związku
      > . Brak czasu,zmęczenie, brak miłości , szacunku.
      ...

      Dziękuję Bogu, ze jestem singlem!!!!!!!!!!!!!!!!!! Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie! Małżeństwo i dzieci - to jakiś koszmar wymyślony po to, żeby nas niszczyć.

        • speedboat8 Re: Dziękuję Bogu, ze jestem singlem!!!!!!!!!!!!! 08.05.14, 21:15
          "Wymyslila " religia a konkretnie szamani a pozniej dorobili do tego ideologie kaplani chrzescijanscy.
          W przyrodzie gdzie istnieja dwie plci zawsze jest grawitacja ku sobie osobnikow wiec nie ma " wymyslenia " .To naturalny proces ktory wystepuje we wszelkich formach zycia Jest instynkt rozmnazania zakodowany w podwzgorzu a wiec najstarszej czesci naszego ukladu nerwowego.Reszte robi Natura poprzez system feromonow aby przyciagnac do siebie osobnikow podatnych na najdoskonalsza wymiane genow a jak juz dojdzie do zblizenia to wiaze ich emocjonalnie poprzez uzaleznienie od hormonow produkowanych w mozg aby zatroszczyli sie o potomka. W rekach Natury jestesmy bezwolni i nic nie wymyslamy",najwyzej oprawe sceniczna smile
          Czlowiek podlega tym samym silom Natury jak np patyczaki bo jego zycie jest jedna z wielu form zycia w ekosystemie jakim jest srodowisko Ziemi.Nic ndzwyczajnego.Mielismy szanse aby opanowac planete i wykorzystalismy ja,ale musimy byc tak samo pokorni wobec sil Natury jak kazdy inny osobnik w tym ekosystemie.
          Nasze piekne ,wspaniale zycie jest takim samym elementem srodowiska Ziemi jak pajakow ,gadow,plazow ,trawy,...wszystkiego co jest ozywione.
    • osobamama Re: kryzys, dzieci - co robić? 25.04.14, 13:27
      o Boże jakbym czytała o sobie, tylko mam jedno dziecko niecale 3 lata, reagujące na ojca "nie tata", "tata nie" i jak wchodzi mąż do domu to zdarza się że moje dziecko wskakuje mi na kolana i zachowuje się jakby się go wstydzil. Między mną a mężem też nie ma już "nic", wyprowadza się na każde święta i wraca po 4 dniach. Szkoda mi tylko dziecka. Ale mędzy nami już dawno się wszystko skończyło. ... ciężkie i trudne tematy...
      • altz Re: kryzys, dzieci - co robić? 25.04.14, 14:20
        osobamama napisał(a):
        > o Boże jakbym czytała o sobie, tylko mam jedno dziecko niecale 3 lata, reagując
        > e na ojca "nie tata", "tata nie" i jak wchodzi mąż do domu to zdarza się że moj
        > e dziecko wskakuje mi na kolana i zachowuje się jakby się go wstydzil.

        Bardzo dziwne. Możesz coś jeszcze powiedzieć?
      • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 10.05.14, 08:50
        To co ty z tym facetem jeszcze robisz? Podejrzewam ze macie wspolne mieszkanie .Mysle ze kazde rozwiazanie jest dobre byle uciec od toksycznego zwiazku ktory jak rdza powoli ale systematycznie ciebie i jego niszczy ale najwazniejsze niszczy wasze dziecko bo zaszczepia w nim chory model funkcjonowania w rodzinie.Ono w przyszlosci bedzie mialo zly wzorzec rozwiazywania rodzinnych problemow.jesli to chlopiec to skopiuje zachowanie ojca wobec ciebie ,a dziewczynka bedzie miala opory z otwarciem sie na partnera,mimo nawet wielkiej "chemii" z nim.
        Moim zdaniem zalatwcie to jakos aby tylko nie zyc pod wspolnym dachem
        • korashaz Re: kryzys, dzieci - co robić? 10.05.14, 09:38
          Niestety nie zgadzam się z tym. Rozwód to nie jest rozwiązanie problemów to jest ich wymiana. Jaki wzorzec pozytywny daje rozwodzenie się? To jest wybór między mniejszym złem i w moim przypadku oraz opisywanym przez założycielkę wątku należy się poważnie zastanowić co jest lepsze a może co jest mniej szkodliwe.
          Nie przesadzałabym z toksycznością, no chyba żeby dochodziło do ciągłych awantur etc. ale tak nie jest. Związek nie opiera się tylko na miłości. To jest bardzo idealistyczne podejście. Tak samo jak miłość do innego faceta/kobiety nie powinna być powodem, dla którego porzuca się rodzinę (a tak się zdarza często). W ogóle co to jest miłość...
          • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 10.05.14, 10:56
            Mysle ze tak naprawde na glos myslisz i dajesz temu upust na tym forum Widac ze nie jestes jednak przekonana do swoich racji bo za duzo stawiasz problemow.
            Samo pytanie cyt ...W ogole co to jest milosc... duzo mowi o tobie, ale nie jest tu watkiem twoje watpliwosci lecz kogos innego.
            Ja wylawiam wazne pytanie w twoim poscie: czy zyjemy dla dzieci czy zyjemy dla siebie?
            Odpowiedz zalezy od priorytetow indywidualnej osoby i nie da sie na nie odpowiedziec tak generalnie ,jako remedium.
            Autorka tego topiku wydaje sie byc zaplatana w pokuse zycia dla siebie a odpowiedzialnoscia za dzieci.Ma dylemat i to potezny dlatego napisala .Nie nam oceniac ja, bo o to nie prosi, ale o jakies rady,sugestie.
            Fajnie ze pojawilo sie tyle postow ale rowniez silna ocenia moralna ze strony wielu respondentow co swiadczy ze moralnosc katolicka jest wiecznie zywa i ma sie bardzo dobrze w kraju gdzie tylko 30% regularnie uczetniczy co tydzien w celebracji kanibalizmu jakim jest jedzenie ciala Jezusa, chociaz wielu filozofow juz w XIX w udowodnilo ze moralnosc jest relatywna a nie constans i odbija raczej interesy wladzy a nie potrzeby obywateli panstwa w ktorym zyja.Za pomoca moralnosci manipuluja we wlasnym interesie ludzmi.Zawsze tak bylo!Na tym forum znajduje to odbicie w obiegowych ocenach,bez glebszej refleksji .

            Odnosnie pytania : co to jest milosc? polecam jakakolwiek ksiazeczke objasniajaca podstawy tzw psychologii ewolucyjnej,ktora obecnie opanowala myslenie o zyciu czlowiek i jego miejscu w przyrodzie.Skupia ona jak w soczewce wszelkie odkrycia naukowe i tredy myslowe wspolczesnej psychologii. A dzieje sie wiele.Nauka zajrzala do mozgu czlowieka i potrafi zilustrowac jego aktywnosc w kazdej fazie aktywnosci co obalilo wiele mitow .Moze w psychologii ewolucyjnej odnajdziesz odpowiedz na postawione pytanie ?. Jest bardzo duzo publikacji i warto zainwestowac pieniadze.Tygodnik Polityka drukuje tez periodyk o nazwie Poradnik Psychologiczny ( ok 15 zl) gdzie nie ma numeru aby nie odwolywano sie do psychologii ewolucyjnej objasniajac jej podstawy.Polecam !
    • kas1978 Re: kryzys, dzieci - co robić? 26.04.14, 20:25
      hej, jak czytam to, co piszesz, to widzę własną historię. Ok, może mój były nie mówił mi, że się ze mną rozwiedzie, jak dzieci będą starsze, ale na każdym kroku słyszałam, że ma już dość i że jak się nie zmienię, to odejdzie - ot, taki mały szantaż emocjonalny.

      Po 15 latach bycia razem, namawiania na terapię, poddałam się i powiedziałam dość.
      Nie jesteśmy ze sobą od 2 lat i mimo, że dla dzieci to była trauma na początku (tu chylę tatusiowi czoła, bo starał się, jak mógł, żeby dzieci jak najmniej ucierpiały na całej sytuacji), to teraz zaakceptowały to, że mają 2 domy i dwójkę kochających rodziców, którzy mieszkają osobno.

      Dla mnie to rozstanie było absolutnie konieczne. Tak długo tkwiłam w tym toksycznym związku, w którym nieustannie byłam o wszystko krytykowana, nic nie było dobrze, nieważne jak się starałam ten i tak był niezadowolony. Teraz, jak już się otrząsnęłam, sama się zastanawiam, jak mogłam się godzić tyle lat na takie traktowanie.

      Obecnie jestem sama, ale jestem niezależna, nikt mi nie narzeka, nie deprymuje, nie krytykuje.

      Ale dam Ci kilka rad, bo dokładnie to przerabiałam:

      1. zadbaj o to, aby ktoś ogarnął Ci dzieci
      2. zadbaj o kwestie finansowe (od razu spisz ile kosztują cię miesięcznie dzieci - ile wydajesz na szkołę, przedszkole, jedzenie, część czynszu na każde dziecko, ile na kosmetyki, ile na lekarzy, leki, ubrania, buty, rozrywki dla dzieci, wszystko cokolwiek przyjdzie ci do głowy, od razu opiekunka na każdy dzień, aby mogła zaprowadzać dzieci do szkoły/ przedszkola lub opiekunka na cały etat - bo zakładam, że dziecko 2,5 letnie nie chodzi do przedszkola - tatuś będzie musiał pokryć połowę wydatków. Może sam się wtedy zdeklaruje, że będzie dzieci zaprowadzał do szkoły, żeby nie płacić na opiekunkę swojej części. I ta deklaracja ma być na piśmie, jeśli nie to od razu do prawnika. Nie zwlekaj, bo ja z tym zwlekałam 2 lata i bardzo tego żałuję.
      3. od razu szukaj osób, które pomogą Ci nad opieką nad dziećmi. W takiej sytuacji nie ma się co wstydzić, tylko trzeba porozmawiać z rodziną, znajomymi, rodzicami innych dzieci - dzisiaj ja odbieram, jutro ty itd. Nie możesz zostać sama i tylko od Twojej inicjatywy zależy jak sobie to poukładasz.
      4. Utnij sobie romans zaraz jak się pożegnasz z ojcem dzieci (masz teraz milion portali i dla zdrowia psychicznego powinnaś to zrobić). Oj tak odpowiesz, że nie jesteś w stanie, to nie ten etap na takie rzeczy itd. Gwarantuję Ci, że dopiero wtedy spojrzysz na swój były związek z dystansem i uświadomisz sobie, co było źle. Żeby nie było, że jak postawisz sprawę na ostrzu noża - czyli rozwód, pan się wystraszy i stwierdzi, że się zmieni, to potem może się okazać, że zmiana była na 2 miesiące a potem wszystko wróciło do normy. Pytanie czy tego chcesz i czy to Ci odpowiada.
      5. Kredyt - mieszkanie można sprzedać, weźmiesz kredyt kolejny i kupisz mniejsze mieszkanie i pomalutku, powolutku sobie go spłacisz.
      6. Kwestia finansów po raz drugi - zastanów się, czy dasz sobie radę finansowo. Kto może ci w razie czego pomóc. Bo niestety kwestia finansów jest kluczowa, jeśli masz sama wychowywać dwójkę dzieci. Bo pan może się początkowo obrazić i nie płacić ci alimentów. Dlatego tak ważne jest, abyś się zabezpieczyła od razu w kwestii alimentów. Ja mam to szczęście, że finansowo jestem niezależna, mimo to jednak psychiczna odpowiedzialność spada cała na mnie. Nie mam już drugiej dorosłej osoby w domu z kim mogę porozmawiać, podzielić się problemami, poczuć wsparcie. Tego nie mam. Ale może ty masz rodzinę w pobliżu, która Cię będzie wspierać psychicznie i w razie czego finansowo. To mega ważne.
      6. Zadbaj o siebie samą. O jakąś pasję, choćby to miała być godzina tańców/ pływania/ szydełkowania tygodniowo. To mega ważne, bo poziom frustracji z samotnego wychowywania dzieci będzie ogromny (pojawiający się nawet 2 razy w tygodniu ojciec już nie wychowuje, on bywa i się bawi, on stara się dziecku wynagrodzić czas i je rozpieszcza a ty będziesz tą, która od dzieci będzie wymagać. Niełatwa to rola w pojedynkę). Musisz mieć wentyl, który pozwoli Ci odreagować.
      7. Działaj bardzo zdecydowanie. Jeśli coś mówisz do męża, coś postanowisz, to nie odpuszczaj. Bo cokolwiek postanowisz będzie dobrze. Najgorsze jest "nic nierobienie". Bo dzieci w domu, gdzie relacje są chore, potem będą zgadzały się na takie samo życie, jakie poznały. Chciałabyś, aby Twoja córka miała taki chory związek jak my miałyśmy?

      No nic to, powodzenia. Łatwo nie będzie, ale na pewno będzie lepiej!

      K.
    • laura988 Re: kryzys, dzieci - co robić? 27.04.14, 20:35
      jeżeli mężowi nie zależy, to nie wiem, co tu ratować i nad czym się zastanawiać
      terapia małżeńska? sorry, ale że co - pani psycholog sprawi, że on się znowu zakocha i zapała wielkim uczuciem? nawet jak się trochę nagnie, to wszystko będzie i tak wyuczone i nienaturalne...
      dzieci też nie są takie głupie, doskonale wyczuwają, jak naprawdę jest między rodzicami. i wcale to nie przysparza im szczęścia.
      a być z facetem, który mi mówi, że tylko czeka, aż dzieci podrosną i się ze mną rozwiedzie? toż to maksymalnie upokarzające. osobiście takie upokorzenia bym nie zniosła, ale każdy oczywiście ma inny próg tolerancji
    • jacek226315 Re: kryzys, dzieci - co robić? 02.05.14, 13:14
      annaanna37 napisał(a):

      > Mamy 2 dzieci - młodsze ma 2,5 roku, 17 lat bycia razem i mega kryzys w związku
      > . Brak czasu,zmęczenie, brak miłości , szacunku.
      > Nie ma prawie już nic, jesteśmy razem dla dzieci. Wielokrotnie próbowałąm namów
      > ić meża na wspólną terapię, ale on nie chce.
      > Nie akceptuje mnie, nie kocha, nie szanuje. Ostatnio usłyszałam, że rozwiedzie
      > się, jak dzieci podrosnąsad.
      > Nie wiem, co robić ... czuje się bardzo samotna, przestaliśmy ze sobą rozmawiać
      > . Chciałabym się rozwieść, ale szkoda mi dzieciaków,
      > nie chcę, aby nie miały pełnej rodziny , ojcem jest dość dobrym.
      > Brakuje mi miłości, przytulania, ciepła... a z drugiej strony są moje dzieciacz
      > ki, dla których jesteśmy całym światem
      > W dodatku mamy wspólne mieszkanie na kredyt, wiec w przypadku rozwodu byłby duż
      > y problem.
      > Ktoś ma jakiś pomysł?
      Nie ma nic gorszego jak zostawania ze soba dla dzieci
    • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 02.05.14, 13:55
      Tak sobie mysle ze on jakby chcial sie tak naprawde rozstac ztoba to by juz dawno sie rozstal.
      Predzej mi to wyglada na takie "obrazenie sie " duzego chlopczyka na ciebie i probe "ukarania cie" za cos .
      Pogadaj z twoja tesciowawink moze ona ci pomoze? a jak nie to powiedz jmu wprost ze splywa to po tobie jak po gesi i lepiej by sie stuknal w glowe i przestal stroic fochy .Po takim czyms to pozostaje mu tylko ze rozwiesc lub zaczac z toba rozmawiac oczywiscie wciaz strojac fochysmile To chyba takie duze dziecko ktore obrazilo siem na mamesmile.Moze mu nie poswiecalas zbyt duzo uwagi,moze mial za malo seksu?.Faceci sa czuli na tym punkcie.To slaby punkt kazdego zonatego facetasmile .Lepiej pomysl o tym na serio jako glownego motywu jego fochow. Teraz mu ciezko wyjsc z twarza ,wiec jak ci zalezy poczyn jakies po9jednawcze kroki z perspektywa zakonczenia w lozku smilePisze to z dobrego serca bo widze ze kobiety na tym forum sa bezradne nie rozumiejac prostych mechanizmow w zyciu faceta smile Jak facet rano jedzie do pracy i mu nie staje po dzikiej nocy to mysli z zyczliwoscia o swojej"kochanej zonce",a jak mu staje to wsciekle mowi o "wiedzmie "smile Jasne ?!
    • korashaz Re: kryzys, dzieci - co robić? 04.05.14, 16:29
      Nie rób żadnych pochopnych ruchów. Dla dobra dzieci lepiej żebyście żyli kulturalnie obok siebie. Musisz się wyciszyć i pogodzić, że miłości nie ma i nie będzie. Zacznij żyć swoim życiem i ciesz się każdym dniem. Nie oglądaj się na męża ale też nie traktuj jak wroga. Najważniejsze żebyście potrafili kulturalnie się dogadać i wspólnie dbać o dzieci.
      • gobo2 Re: kryzys, dzieci - co robić? 04.05.14, 18:07
        absolutne gowno poradnicze..!
        sa dzieci , jest zrodlo i milosc jest, tyle, ze tak, jak w tej piosence....smile
        www.youtube.com/watch?v=QCopoCoerRs


        korashaz napisał(a): (...)

        > Musisz się wyciszyć i pogodzić, że miłości nie ma i nie będzie(...)
        • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 04.05.14, 19:14
          Uzywajac twego jezyka napisze tak: gowniane posty piszesz smile
          Jak nie stac cie na cos rozsadnego nie pisz w ogole a tak wychodzisz na sfrustrowanego hejtera co to za cel stawia sobie tylko dokopac kto sie nawinie bo wlasnie ma taki humor.
          Zlosliwosc wcale nie jest oznaka inteligencji ale jej braku bo aby byc "inteligentnie zlosliwym" trzeba cos wiecej niz tylko bezmyslnie podsrywac
          A Kaczmarski to zaden "wieszcz",bo jak sama jego corka o nim mowi po prostu "sfrustrowany facet, ktoremu w zyciu nie wyszlo"
        • korashaz Re: kryzys, dzieci - co robić? 04.05.14, 19:27
          Na forach nie jesteśmy po to aby się ze sobą wszyscy zgadzać ale aby przekazywać swoje różne opinie osobie, która jest zainteresowana. Niektórym ta oczywistość najwyraźniej umyka. Do tego są jeszcze chamscy.
          • mayenna Re: kryzys, dzieci - co robić? 05.05.14, 07:35
            Czy twoja definicja słowa chamstwo oznacza po prostu poglady, które ci nie pasują?
            Uwielbiam takie nawiedzone osoby, które doradzają cos, o czym same nie maja bladego pojęcia. Ciekawe skąd szacunek w związku w którym ludzie patrzeć na siebie nie mogą?
        • korashaz Re: korashaz, 04.05.14, 20:58
          Małżeństwo a właściwie rodzina czyli także dzieci nie równa się wielka miłość aż do śmierci. Rodzina to wspólna odpowiedzialność i zaangażowanie, niemalże jak biznes. Nigdy nie powiedziałabym nikomu "weź się rozwiedź" chyba, że byłoby to jedyne wyjście (przemoc, facet wyprowadził się do kochanki etc.) Jak napisał admin "Należy rozwieść się nie wtedy jak znajdzie się pierwszy powód do rozwodu, ale rozwieść się gdy upadnie OSTATNI powód do bycia razem...". Rozwód to nie jest rozwiązanie problemów ale ich wymiana na inne i tak długo jak nie ma pewności, że ta wymiana będzie na plus dla wszystkich członków rodziny (w tym dzieci) należy trzymać się rodziny. Nie jest to pierwszy facet, któremu zabrakło miłości i sensu życia w pewnym wieku... Niektórzy całe życie nie potrafią się nauczyć, że szczęście i sens życia jest w nas a nie w otoczeniu. Nie muszą się kochać, żeby dzieci miały spokojny dom. Muszą się szanować wzajemnie i tego trzeba wymagać od współmałżonka a następnie zająć sobą i swoim życiem oraz dzieciakami.
          • mia17 Re: korashaz, 04.05.14, 22:43
            nie wierzę, że są ludzie, którzy tak myślą...
            napisałaś: "Dla dobra dzieci lepiej żebyście żyli kulturalnie obok siebie"
            to ja się pytam: jakie to DOBRO dzieci mieć nie kochających się rodziców...?
            z jakim "kapitałem" wejdą w swoje dorosłe życie...?
            jakie będą tworzyć związki...?

            napisałaś też: "Musisz się wyciszyć i pogodzić, że miłości nie ma i nie będzie".
            co za bzdury! kto Ci takich rzeczy nagadał? czy naprawdę w to wierzysz...??
            • korashaz Re: korashaz, 08.05.14, 23:38
              mia17 czy ty masz 17 lat???? odłóż wichrowe wzgórza i rozejrzyj się dokoła. Ile kochających rodziców widzisz???? Ilu rodziców po prostu żyje ze sobą. Cudownie mają dzieci tych kochających się rodziców ale niewiele z nich ma to idylliczne dzieciństwo. Według mnie wystarczy, że będą się szanować i wspierać a będą tworzyć naprawdę udane małżeństwo a dziecko rodzinę.
              O tym jakim jesteś człowiekiem nie decyduje sielanka w dzieciństwie więc nie twórzmy jakiś jedynych słusznych idyllicznych wzorców bo to nie służy niczemu dobremu.
              • jacek226315 Re: korashaz, 09.05.14, 01:19
                korashaz napisał(a):

                > mia17 czy ty masz 17 lat???? odłóż wichrowe wzgórza i rozejrzyj się dokoła. Ile
                > kochających rodziców widzisz???? Ilu rodziców po prostu żyje ze sobą. Cudownie
                > mają dzieci tych kochających się rodziców ale niewiele z nich ma to idylliczne
                > dzieciństwo. Według mnie wystarczy, że będą się szanować i wspierać a będą two
                > rzyć naprawdę udane małżeństwo a dziecko rodzinę.
                > O tym jakim jesteś człowiekiem nie decyduje sielanka w dzieciństwie więc nie tw
                > órzmy jakiś jedynych słusznych idyllicznych wzorców bo to nie służy niczemu dob
                > remu.
                No prosze,co za sredniowiecze co Bog zlaczyl niech nikt sie nie smie rolaczac. A co o takich rodzinach gdzie maz wali zone,dzieci to tez musza sie meczyc,dla dobra spojnej "rodziny".Kobito wez rozbieg i walnij glowa w mur
                • korashaz Re: korashaz, 09.05.14, 21:34
                  Ostatni raz zabieram głos bo wiedzę, że niektórzy nie potrafią czytać ze zrozumieniem albo nie chcą czytać, tylko szukają własnych opinii w słowach innych. Żeby ci jacku coś tam pomóc proponuję abyś policzył ile razy w swoich wypowiedziach pisałam, że życie razem dla dzieci jest możliwe ale trzeba się szanować nawzajem i nie ma to nic wspólnego z bogiem ale z odpowiedzialnością za dzieci. Nigdy nie sugerowałam ani nie doradzałam prześladowanej kobiecie pozostanie z mężem. Tak więc faceciku zaparz sobie ziółek i poczytaj superexpress bo trudniejsze tematy chyba ci szkodzą.
              • luciva Re: korashaz, 09.05.14, 08:15
                Oczywiście, że to jakim jesteś człowiekiem zależy od dzieciństwa i jego jakości.
                Jakość dzieciństwa relacje z rodzicami, obserwacje determinują przyszłe dorosłe życie.
                • korashaz Re: korashaz, 09.05.14, 20:53
                  "Dzięki Bogu" tak nie jest smile tzn. ma to wpływ w skrajnych przypadkach ale nie determinuje w 100%. Inaczej siostry torturujące dzieci z patologicznych rodzin miałyby rację twierdząc, że to bez znaczenia bo to złe dzieci bo ze złych rodzin, którymi nie ma sensu się przejmować.
                • korashaz Re: korashaz, 09.05.14, 20:57
                  Nie napisałam najważniejszego, że nie chodzi o patologiczny związek bo w takim nikt nie wytrzyma i nie powinien wytrzymać. Chodzi o życie razem dla dziecka i we wzajemnym szacunku.
          • speedboat8 Re: korashaz, 05.05.14, 02:19
            Wszystko to piekne slowa i tylko im przyklasnac! ale tylko slowa.! Pytanie jak je przelozyc na praktyke ?
            Cos m i sie wydaje ze nie doczytalas co autorka napisala. Facet zamknal sie w sobie,jednym slowem strzelil focha smile i nie reaguje na jakiekolwiek sugestie rozmowy.Po prostu nie chce z nia rozmawiac! Wiec co ? ma tracic zycie z debilem ktory ani nie tworzy wiezi z zona ani nie demonstruje dobrego przykladu dzieciom?One szybko zaskocza jak to naprawde jest z ich rodzicami.On nie ma ochoty sie rozwiesc a trzyma ja w szachu bo zamyka szanse znalezienia sobie kogos z kim bedzie mogla zalozyc udana relacje.Z pewnoscia o wiele lepsza niz z obecnym partnerem .
            Wlasnie dobro dzieci wymaga aby go odseparowac od dzieci aby nie wdrukowywaly sobie jako wzorca toksycznego zwiazku.Unieszczesliwi je to z pewnoscia na cale zycie bo nie beda mialy innego wzorca.
            • gobo2 czasami jest, tak, ze faceci zamykaja sie i nie 06.05.14, 18:30
              chca rozmawiac...
              brak rozmowy, nie jest dla nich, burzeniem wiezi z zona, ale prosba o cisze...
              czasami jest tak, ze facetom, najlepiej wychodza wiezi, z minimalna iloscia slow...
              to takze moze, byc przyklad dla dzieci...smile!


              speedboat8 napisał(a):
              >Facet zamknal sie w sobie(....)Po prostu nie chce z nia rozmawiac!
              > Wiec co ? ma tracic zycie z debilem ktory ani nie tworzy wiezi z zona (...)
            • korashaz Re: korashaz, 08.05.14, 23:45
              Właśnie o to chodzi, że nie napisała, "że zostawił mnie dla sekretarki" ale, "że się zamknął". Dlaczego ma rozwalać życie w imię ideologii "mam tracić życie z "debilem". Może niech przynajmniej nie podejmuje decyzji za debila?
              Widzę, że większość z was uważa, że trzeba się rozwieść żeby sobie ułożyć życie, jakby nie było innego życia niż "pranie skarpetek jakiemukolwiek facetowi". Weźmiesz odpowiedzialność i dasz jej gwarancję, że nie będzie do kolejny dupek a może nawet ktoś kto będzie znęcał się na dziećmi???
              Tak jak napisałam rozwód to ostateczność a nie pierwszy ruch jak mi się coś nie podoba. Jeżeli nie potrafią się dogadać dla dzieci to koniec i mogą się rozwieść ale póki co radziłabym cierpliwość i opanowanie i zajęcie się sobą bez oglądania na męża.
          • mayenna Re: korashaz, 05.05.14, 07:42
            Korashaz, a możesz podeprzeć swoje opinie osobistym przykładem, czy to co piszesz to jedynie teoria?
            Człowiek ma potrzebę życia w prawdzie, w autentyczności i miłości. Brak miłości w domu rodzinnym wpływa na dalsze życie.Innymi słowy: przy takim modelu rodziny jaki proponujesz autorce watku, prawdopodobieństwo zaburzeń emocjonalnych u dzieci( np. samookaleczenia, próby samobójcze, narkotyki) wynosi coś ok. 80% jak pamiętam. Ale nie przeczę: można wytrzymac żeby wyhodować dzieci i zaopatrzyć je w 'normalna' rodzinę.
            • korashaz Re: korashaz, 08.05.14, 19:44
              Oczywiście piszę powołując się na doświadczenia własne ale także i przyjaciół i znajomych. Jeżeli związek jest toksyczny a ludzie się nienawidzą i walczą ze sobą (a tak się dzieje jak ktoś ma kochankę/kochanka) to należy go jak najszybciej zakończyć i pozwolić odejść temu kto chce odejść (oczywiście należy także egzekwować swoje i dzieci prawa). Natomiast jeżeli ludzie przechodzą tzw. kryzys i ktoś zaczyna wątpić w szczęście, małżeństwo etc. ale szanują siebie nawzajem i dzieci to moim zdaniem należy żyć dla dobra dzieci i wszystkich razem. Rozwód to przewrócenie życia dzieci do góry nogami i bynajmniej nie kończy problemów ale je po prostu zmienia na inne - zaczynają się problemy z opieką, pieniędzmi etc. nie każda matka jest szczęśliwą wolną kobietą po rozwodzie. Przecież są ludzie, którzy wiążą się tylko w celu posiadania i wychowania potomstwa i żyją razem bo ich sensem jest dziecko. Każda sytuacja jest inna. Ja zadałam sobie pytania czy potrzebuję rozwodu, czy mi i synowi będzie lepiej samym, czy wytrzymam z mężem czy muszę odejść bo mnie to zabija psychicznie etc...
    • alienor Re: kryzys, dzieci - co robić? 07.05.14, 00:21
      Z własnego doświadczenia wiem, że nie wolno zostawać ze sobą "dla dobra dzieci". Moi rodzice nie kryli przed nami (mam siostrę), że nie byliby razem, gdyby nie mieli dzieci. Jako starsze dziecko czułam, że to moja wina, że muszą być razem, bo ja się urodziłam. Wiedziałam, że są nieszczęśliwi, że się nie kochają. Wyobrażałam sobie, że gdybym się nie urodziła, byliby szczęśliwsi. Przez całe dzieciństwo starałam się być w domu niewidoczna, nie zawracać im sobą głowy, skoro i tak już tyle nieszczęścia na nich sprowadziłam. Tak to może odbierać dziecko.
      • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 07.05.14, 09:14
        Ano wlasnie! toksyczny zwiazek rodzicow jest trucizna ktora z pewnoscia wplynie na zycie dzieci.To sie wdrukowuje w ich psychike i pozniejsze relacje z partnerami beda zawsze obarczone nieufnoscia ,niepewnoscia i podejrzliwoscia jednym slowem chore.
        Tak naprawde autorka postu zafundowala sobie spory problem w imie "biologii".Pozwolila sobie na chwile "braku kontroli wewnetrznej " i poszlo! Moim zdanie to swiadczy o pwenej lekkomyslnosci.Wyszla za maz za faceta ktory od poczatku nie byl "wyzwaniem",byl przwidywalny .Zdominowala rodzine jako lider, mysle ze znajdujac w tym ujscie wlasnej bilogicznej energii.Z mezem nie rozmawia o ich zwiazku co swiadczy ze tak naprawde nie szanuje go i wewnetrznie pogardza co przeklada sie na ich zycie seksusrednio na jej samopoczucie w zwiazku..Nagle pojawia sie facet alfa wiec idzie jak cma do ognia.
        Dobrze ze chociaz ma jakis instynkt samozachowawczy i usiluje sie wyplatac z matni w jaka wpadla na wlasne zyczenie.
        Mysle ze najlepiej bedzie jak pogada osobiscie z jakas swoja bardzo bliska osoba lub kilkoma ktorzy znaja ja i jej meza i do ktorej ma zaufanie aby poznac zdanie kogos z "zewnatrz".To forum pelne jest opinii opartych na osobistych odczuciach roznych ludzi i ma przewage raczej ocen moralnych niz jakichs rad.,ale tak naprawde to autorka musi sama podjac decyzje.
        • gobo2 to tylko twoja, z kapelusza wzieta, opinia... 09.05.14, 20:49
          wyobraz sobie, ze piszesz...

          > toksyczny zwiazek rodzicow nie jest trucizna ktora z pewnoscia wplynie
          > na zycie dzieci.To nie wdrukowuje w ich psychike i pozniejsze relacje z partn
          > erami. Nie beda zawsze obarczone nieufnoscia ,niepewnoscia i podejrzliwoscia.
          > Jednym slowem nie sa chore.

          speedboat8 napisał(a):

          > Ano wlasnie! toksyczny zwiazek rodzicow jest trucizna ktora z pewnoscia wplynie
          > na zycie dzieci.To sie wdrukowuje w ich psychike i pozniejsze relacje z partn
          > erami beda zawsze obarczone nieufnoscia ,niepewnoscia i podejrzliwoscia jedny
          > m slowem chore.
      • korashaz Re: kryzys, dzieci - co robić? 09.05.14, 21:25
        Rodzice będący razem ze sobą dla dziecka nie muszą być nieszczęśliwi a już na pewno nie powinni odbijać sobie na dziecku. Zresztą w przerzucanie nieszczęścia z jakiegokolwiek powodu na dziecko chyba nie jest dobre dla niego z założenia. Życie nie jest czarno-białe i brak miłości nie oznacza nienawiść i patologię. Za bardzo wierzymy w jakąś tam "cudowną miłość" i za bardzo uzależniamy szczęście własne od znalezienia partnera i tejże miłości.
        • mayenna Re: kryzys, dzieci - co robić? 09.05.14, 21:49
          Ale brak milości to oziebłość, brak empatii, zrozumienia, więzi i wspólnoty. To powoduje, że dziecko wychowane w takim "zimnym domu" podobny wzorzec zrealizuje.
          Poza tym gdzie w tym miejsce na wartości takie jak uczciwośc wobec siebie i innych, prawda i szczęscie? kto nauczy to dziecko jak być szczęsliwym w rodzinie? jak tworzyc więż?
          To co postulujesz już nie jest rodziną. Na tej samej zasadzie mogą mieszkać i tworzyć 'rodzine' dwie obce sobie osoby. To układ, w najlepszym razie współlokatorski.
          A tak z ciekoawości: zyjesz w takim 'zwiazku'?
          • korashaz Re: kryzys, dzieci - co robić? 09.05.14, 22:35
            Nie jest to ideał ale tak samo można ocenić życie w rozwiedzionej rodzinie. Jaki to jest wzorzec? Że jak ci się nie podoba to po prostu wychodzisz...Mówimy o trudnych sytuacjach, z których każda musi być potraktowana indywidualnie.
            Myślę, że można powiedzieć, że żyję. Odłożyłam swoje uczucia na bok i wbrew temu co mogą niektórzy pomyśleć nie jestem nieszczęśliwa ani syn, który wie, że oboje go kochamy.
            • chalsia Re: kryzys, dzieci - co robić? 10.05.14, 00:45
              > Myślę, że można powiedzieć, że żyję. Odłożyłam swoje uczucia na bok i wbrew tem
              > u co mogą niektórzy pomyśleć nie jestem nieszczęśliwa ani syn, który wie, że ob
              > oje go kochamy.

              mam przyjaciółkę, która ze starszą siostrą wyrosła w domu, gdzie było tak, jak opisujesz
              obie dziewczyny (ponad 10-cioletnie wtedy) wiedziały, że są kochane przez oboje rodziców
              rodzice się szanowali, był w domu spokój, rodzice dokładnie z tych samych powodów, jakie podajesz, zdecydowali się nie rozwodzić, póki dzieci nie będą dorosłe
              no taka dobrze działajaca "firma" rodzinna, prowadzona przez szanujących się i lubiących się współlokatorów
              w końcu się rozwiedli- zgodnie i bez problemów - jak obie córki były na

              i .... ?

              obie dziewczyny miały do rodziców żal, że się nie rozwiedli wcześniej, że musiały dorastać w atmosferze CHŁODU EMOCJONALNEGO między rodzicami
              tylko tyle
              i AŻ tyle
              --
              Większość ludzi to ssaki.
              • korashaz Re: kryzys, dzieci - co robić? 10.05.14, 09:55
                Nie będę się wypowiadać bo nie znam szczegółów historii ale może jednak nie było tak miło??? No bo jak dorosła osoba może sobie wymyślić żal do rodziców o "chłód emocjonalny"???? Nie rozumiem. Miała pretensje, że się nie wystarczająco kochają???? Jak można o to mieć żal do kogoś? Może do życia? A jakby się rozwiedli to by miała żal o to, że się rozwiedli????
                  • chalsia Re: kryzys, dzieci - co robić? 10.05.14, 21:25

                    > U wielu ludzi to typowe ze oskarzaja zawsze"kogos" za niepowodzenia w zyciu.Zna
                    > lazla sobie rodzicow jako powod swoich porazek smile.Dorabianie ideologiismile

                    a Ty wymyślasz historie nie mające związku z opisaną przeze mnie sytuacją
                    ta z dwóch dziewczyn, którą znam bliżej, akurat nie poniosła porażek życiowych, więc nie ma ani kogo, ani za co oskarżać
                    --
                    Jednak niektórzy ludzie to gady.
                    • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 09:47
                      A skad wiesz ze nie poniosla porazki zyciowej? To ze ja obserwowalas( z zewnatrz )wcale nie znaczy ze czula siemax szczesliwa.
                      Madra osoba predzej czy pozniej zaczyna rozumiec rozne sytuacje w jakich rodzice sie znalezli i dlaczego dokonywali pewnych wyborow.To naturalne ze po latach , gdy nabieramy dystansu usilujemy zrozumiec pewne zagadki z dziecinstwa .Gdy opadna emocje i chlodno ocenia sie mozna dojsc do zaskakujacych konkluzji na zasadzie "co ja bym zrobila w ich sytuiacji" i wtedy rodzi sie tolerancja wobec wyborow rodzicow.
                      Spotkalem kiedys w pociagu goscia 70 letniego z ktorym ucialem sobie rozmowe.Wyznal mi ze do smierci rodzicow mial zal do nich za cos tam i nie utrzymywal z nimi kontaktow .Umarli a on wciaz mial im to za zle i izolowal sie .Dopiero w wieku 60 lat zrozumial motywy ich postepowania i poczul ze wyrzadzil im straszliwa krzywde .Bedac juz czlowiekiem dojrzalym z wnukami i wlasnymi doswiadczeniami zyciowymi dopiero wtedy zrozumial ze jego rodzice wlasciwie nie mieli wyboru.Bardzo sie zle czul z tego powodu o ostrzegal mnie abym nie ocenial ,nawet jesli sie nie zgadzam z wyborami rodzicow .Poruszyla mna ta historia i zachowalem ja w pamieci jako pewna lekcje madrosci zyciowej
                      • altz Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 10:10
                        speedboat8 napisał(a):
                        > Bardzo sie zle czul z tego powodu o ostrzegal mnie abym nie ocenial ,nawet
                        > jesli sie nie zgadzam z wyborami rodzicow .Poruszyla mna ta historia i zachowa
                        > lem ja w pamieci jako pewna lekcje madrosci zyciowej

                        Ciekawy wpis.
                        Ja się nad tym wiele razy zastanawiałem, że w polskich klimatach jest dużo mniejsze wymaganie od rodziców, niż od dzieci. Rodzic może się pomylić wiele razy i zawsze jest na to jakieś wytłumaczenie, najpierw, że "ale to jest ojciec", "to przecież matka", "on to robi dla ciebie", potem "on jest już starszy", "wiesz, w jakim ona jest wieku..." i cały czas lecą takie gadki a rodzic starszy jest przez 50 lat i więcej i to jest zawsze świetny argument smile
                        Wielu rodziców uwiesza się na swoich dzieciach i każe im rozwiązywać własne problemy, jest na to przyzwolenie.
                        Rozumiem sytuację, gdy nie było innego wyjścia a rodzice byli na takim poziomie, że mnie byli w stanie nic innego wymyślić i zrealizować.
                        Jednak w większości to jest wygodnictwo i egoizm rodziców, niestety.

                        Takiej głupiej sprawy jak załatwienie sprawy plecaków w szkołach nie daje się rozwiązać przez lata. Nie daje się, bo się nie chce. Tak samo sugerowanie, żeby dziecko nie walczyło o swoje sprawy, tylko rozmyło się w tłumie. Kto wybiera wakacje? Kto wybiera rzeczy do ubrania, zabawki w sklepie, buty w sklepie? Jeśli rodzic chce obejrzeć mecz, a dziecko ma świetny program, to co będzie oglądane? Jasne, że mecz, a dziecko zostanie wygonione do odrabiania lekcji. Gdyby ktoś żonie tak powiedział: "a kuchnie już masz posprzątaną?" to chyba by dostał po głowie. Nie szanuje się dzieci, ich zainteresowań, zdania, zbywa się i lekceważy, a gdy są problemy między rodzicami, dziecko często jest powiernikiem i robi za psychoanalityka.
                        • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 11:03
                          Poruszyles szalenie skomplikowana materie i mysle ze zycie mozna spedzic tylko pisza o niej smile

                          Opisana przez ciebie sytuacja o meczu da sie latwo wytlumaczyc i nie polecalbym podwazac "porzadku rzeczy" bo skonczy sie to wiekrzymi szkodami niz na to zasluguja.
                          Ludzie sa "zwierzetami stadnymi " i 4 biliony lat ewolucji odcisnelo na nich slad w postaci instynktu ( genotypu) zachowan stadnych a wiec i hierarchicznosci w stadzie z nia zwiazanej .To podkreslam .Hierararchicznosci *
                          Chociaz budujemy komputery to na poziomie instynktow pozostajemy w epoce zbieractwa i jeszcze tak dlugo pozostanie bo ewolucja potrzebuje czasu na wprowadzenie zmian a i pytanie czy srodowisko rzeczywiscie wymusi w nas rezygnacje z zachowac zbierackich smile ?
                          Doskonale to opisal noblista Konrad Lorentz w swoich obserwacjach stada wilkow.
                          Szczegolnie faceci maja to wdrukowane bardzo mocno.W stadzie zas ustawicznie trwa walka o dominacje a wiec konflikty .Kto ma wiekrza sile przebicia ten wyzej sie plasuje na drabinie spolecznosci a wiec i dostawal lepsze kaski.Tak jest i dzisiaj w kazdej spolecznosci i wwielkim spoleczenstwie
                          Ojciec jest wiec naturalnym liderem stada jakim jest rodzina.matka sie temu podporzadkowuje ( albo nie ) a dziecko w hierarchii spada na ostania pozycje poki* nie wykarze sie nalezyta sila przebicia .I dziecko sie temu podporzadkowuje bo instynkt hierarchicznosci podpowiada mu ze to rzecz naturalna.
                          Proba nadania dziecku statusu kogos wazniejszego w rodzinie konczy sie zle zarowno dla dziecka jak i dla rodziny co potwierdzily badania amerykanskie .Teraz to juz klasyka ze psychologowie w razie problemow z dzieckiem robia specjalny test ktory ilustruje jakie sa pozycje poszczegolnych czlonkow rodziny .Zbyt wysoka ranga dziecka w hierarchi rodziny zawsze wywoluje zalecenie " dyscyplinowania" dziecka aby poznalo swoje miejsce w szeregu .
                          Dziecko odbierze to jako proces naturalny bo tak ma zakodowne w podwzgorzu- centrum instynktow .
                          Inna sprawa jest to ze polski model rodziny jest wciaz modelem patriarchalnym w swej masie a doklada sie do tego bardzo mocno konserwatywny Kosciol,co prowadzi niekiedy do naduzyc wladzy rodzicielskiej .
                          Uwazam ze nalezy byc bardzo ostroznym*w dawaniu dziecku " wiekrzej wolnosci" niz wynika to obecnie bo moze sie to obrocic przeciwko niemu,skrzywiajac mu psychike bardziej niz tradycyjne metody to robia obecnie.Bedziemy bowiem probowac zmienic cos co jest zakodowane w genach kazdego z nas a inaczej nazywane "naturalnym procesem dorastania "
                          • altz Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 13:17
                            speedboat8 napisał(a):
                            > Proba nadania dziecku statusu kogos wazniejszego w rodzinie konczy sie zle zaro
                            > wno dla dziecka jak i dla rodziny co potwierdzily badania amerykanskie .

                            Co dzwne, ale badania rosyjskie mówią zupełnie co innego wink
                            Dziecko może być ważniejsze, nawet od pilota do telewizora, a nawet od kelnera i w głowie mu się nie wywraca. smile Tak więc się nie bój tak bardzo.
                            Mam nadzieję, czego wszystkim życzę, żeby dziecko zachowywało się tak samo wobec swoich rodziców na starość, jak oni wobec niego za dzieciństwa.
                            A więc dziadziu, marsz do swojego pokoju, zmienić sobie pieluchę i nie będzie dzisiaj twojego ulubionego serialu, bo krzywo spojrzałeś! big_grin
                            • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 13:56
                              Badania rosyjskie tez mowia dokladnie to samo, chyba ze te z czasow caratuwink.Byly takie pomysly aby uczynic dziecko centrum rodziny.W USA tez byly .. ale poszly w zapomnienie.Nie zweryfikowaly sie .
                              Z punktu widzenia psychologii kwestia hierarchicznosci w spoleczenstwach nie podlega dyskusji i zaden psycholog ci nie doradzi abys nadal dziecku status lidera.Zrobisz mu wiekrza krzywde niz wdrazajac do pewnego porzadku strukturalnego w rodzinie.
                              Zwracam tylko uwage ze nie dajmy sie zwariowac z ta miloscia do dzieci i nadawanie im na sile wiecej wolnosci niz im potrzeba do prawidlowego rozwoju.Dziecko ma czuc lidera w rodzinie bo to mu zapewnia poczucie bezpieczenstwa.Ma wlasciwe poczucie swej mocy sprawczej i wlasciwie rozpoznaje ze silony lider zapewnia mu oparcie.Liderem moze byc rowniez matka ,ale musi ,on istniec i nie wolnom pozwolic aby dziecko kierowalo rodzina i wokol niego tylko koncentrowaly sie wszelkie sprawy.
                              Znam rodzine gdzie dziadek 90 letni ma wciaz tak silny autorytet ze wszyscy pytaja sie go o zdanie i traktuja go niemal jak krola a wcale lagodny w obejsciu nie jest.Jak moj kumpel mowil :byl cale zycie bardzo surowy ,ale oni czuli ze to im sie oplaca i nie zawiedzie gdy zajdzie potrzeba.
                              Ja nie mam na mysli skrajnych przypadkow znecania sie nad dziecmi ,ale podany przyklad z meczem uwazam za przegiecie.Wlasnie w takim momencie lider ma wejsc i zademonstrowac swa "sile" sprawcza.
                              Wychowanie to ustawiczne pokazywaniu dziecku jego miejsca w szeregu,ze jest czlonkiem rodziny i ze ma sie podporzadkowywac wazniejszym celom niz jego interes .Inaczej powstanie egocentryk i egoista ,a przeciez nam nie potrzeba takich ludzi pomimo coraz wiekrzego zatomizowania spoleczenstwa.Nasz premier-slonko Tusk i nasz lider opozycji Kaczynski wciaz nam przypominaja ze jestesmy "narodem"
                              • altz Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 14:29
                                speedboat8 napisał(a):
                                > Badania rosyjskie tez mowia dokladnie to samo, chyba ze te z czasow caratuwink.By
                                > ly takie pomysly aby uczynic dziecko centrum rodziny.W USA tez byly .. ale posz
                                > ly w zapomnienie.Nie zweryfikowaly sie .
                                Aj tam, takie gadanie smile
                                Nie chodzi o to, żeby z dziecka robić lidera i wieszać się na dziecku, o czym już pisałem uważając to za błąd.
                                Chodzi o to, żeby doceniać pomysły dzieci, ich potrzebę rządzenia własnymi sprawami i decydowania o prostych rzeczach.
                                Jasne, że przy wypadku, pożarze, na długiej wycieczce i w innych ważnych sytuacjach obciążających za bardzo dziecko, decydują rodzice i dają w ten sposób poczucie bezpieczeństwa, ale przy wyborze zabawki czy wybraniu spodni, taka kontrola nie jest już konieczna.
                                Dzieci bardzo często zachowują się racjonalnie, nawet takie małe, mają wbudowane mechanizmy. Był taki eksperyment z rocznymi dziećmi, wybierały same jedzenie, bywało, że jadły przez cały dzień same ziemniaki, ale w sumie, w ciągu miesiąca miały dobrze zbilansowaną dietę, co zdziwiło badaczy.

                                > Ja nie mam na mysli skrajnych przypadkow znecania sie nad dziecmi ,ale podany p
                                > rzyklad z meczem uwazam za przegiecie.Wlasnie w takim momencie lider ma wejsc i
                                > zademonstrowac swa "sile" sprawcza.
                                Ja wiem, kupił telewizor, więc jemu się należy. smile Należy mu się też piwko w rękę i miejsce na kanapie. wink
                                Osobiście bym się zastanowił, co dla kogo jest ważniejsze i gdzie są powtórki, ale to ja tak bym zrobił. Zawsze warto zachować umiar, każdy ma swoje potrzeby, dorośli też. Ale uczymy się w takich sytuacjach poszanowania potrzeb drugiego człowieka.
                                W Afryce jest tak, że najpierw je ojciec, bo on pracuje, potem matka, a na końcu dziecko, najwyżej dziecko umrze z głodu, a bardzo chorych nie leczy się, jeśli jest to za drogie. To jest uzasadnione bardzo trudną sytuacją rodziny. My nie mamy aż takich problemów, można działać inaczej.

                                > Wychowanie to ustawiczne pokazywaniu dziecku jego miejsca w szeregu,ze jest czl
                                > onkiem rodziny i ze ma sie podporzadkowywac wazniejszym celom niz jego interes.
                                Wiem, wiem, dzieci i ryby głosu nie mają. smile
                                Zaręczam Cię, gdybyś był moim ojcem, musiałbyś sobie zrobić moje zdjęcie, bo już byś mnie nie zobaczył po usamodzielnieniu się. smile
                                • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 17:15
                                  Panial!
                                  Co do drugiej czesci podam ci skrajny przypadek z mego otoczenia.Moj kumpel zakochal sie w swoim nowonarodzonym chlopaku do tego stopnia ze sam go kapal,karmil i w ogole byl tym "pierwszym". Oczywiscie od kiedy ten stanal na nogach wszytsko bylo na jego skinienie.Sytuacja po 2 latach dojrzala do takiego stanu ,ze chlopak "zglupial " totalnie i zmienial decyzje w pol slowa co doprowadzilo mego kumpla i jego zone do zalamania nerwowego.Byly takie sytuacje ze na pytanie co chce zalozyc na glowe na spacer ,potrafil przez pol godziny wybierac czapki ,kazda zakladajc i odrzucajac ,by w koncu zaczac od poczatku .Sam bylem tego swiadkiem.kazda proba narzucenia mu woli rodzicow konczyla sie krzykiem ,waleniem glowa o podloge smile .Poszli w koncu do psychologa i uslyszeli ze popelnili podstawowowy i karygodny blad ktory juz skrzywil im chlopaka psychicznie bo pozbawili dziecko swiadomosci kto jest liderem w rodzinie. Psycholog wyjasnil im mniej wiecej to co ja tobie o hierachicznosci w rodzinie i potrzebie od czasu do czasu zademontrowania "sily " lidera na prostych przykladach jak chocby wspomniany mecz.
                                  Nie chce byc zlosliwy i pisac ci jakies uszczypliwosci choc sam mis ie podstwiasz ze swoimi argumentami ale bez takiego wychowania nie byloby spoleczenstwa a jedynie zwalczajace sie nawzajem egocentryczne jednostki.
                                  • altz Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 17:28
                                    speedboat8 napisał(a):
                                    > Sytuacja po 2 latach dojrzala do takiego stanu ,ze chlopak "zglupial " totalnie
                                    > i zmienial decyzje w pol slowa co doprowadzilo mego kumpla i jego zone do zalamania
                                    > nerwowego.

                                    Myślę, coś tam się nałożyło w tej rodzinie.
                                    Znam takie przypadki, gdy dzieci miały prawo głosu i małych decyzji, po czasie świetnie się dogadywały, same rozwiązywały część problemów, organizowały efektywnie swój i ogólnie dobrze współpracowały.
                                    A jest coś takiego jak bunt dwulatka i to jest zupełnie naturalne.

                                    W to, co mówią psycholodzy nie wierzyłbym do końca.
                                    Towarzystwo samo nie potrafi poradzić sobie z własnymi problemami, narzucić wszystkim standardy i odrzucić rzeczy bardzo wątpliwe. Trudno, żeby chory leczył innych. smile
                                    • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 14.05.14, 22:02
                                      Poniewaz znam te rodzine wiec napisze ci jaka byla recepta ,ktora zastosowno z sukcesem.
                                      Psycholog doradzil aby " zlamac dziecko psychicznie",ale ma to zrobic moj kolega osobiscie.
                                      Zastosowal sie do zaleconej metody i bingo ! dzieciak nagle stal sie do rany przyloz! nie to samo dziecko.W ciagu jednej nocy.!
                                      To nie byla "chora " rodzina jakbys chcial.Oni po prostu za bardzo dzieciaka kochali i zapomnieli o podstawach wychowania .Chcieli mu nieba przychylic a to sie obrocilo przeciwko nim
                                      W stadzie wilkow mlody szczeniak kasa starego basiora ,a ten jednym ruchem lapy powala go na ziemie i dotad dusi do ziemi az wilczek podniesie obie lapy do gory i odsloni szyje.Basior bierze falde skorna na odslonietej szyi i delikatnie zaciska zeby.To jest ceremonia pokazania wilczkowi kto jest liderem w stadzie a kto podleglym .Basior nie robi krzywdy wilczkowi ,ale demonstruje mu kto jest liderem.Jesli maly nwilczek nie odsloni szyi basior zagryzie go.Podobne rytualy odnajdziemy w kazdym gatunku zwierzat.Poniewaz jestesmy najdoskonalszymi zwierzetami wiec i my mamy w podswiadomosci cos podobnego zakodowane.Dzieci walcza o szczyt w hierarchii rodziny a ojcowie demonstruja im ich miejsce w szeregu.To jest naturalny proces dorastania i wychowania,oczywiscie bez ekscesow w postaci maltretowania dziecka..Jakies przegiecia w strone dania wiecej wolnosci prowadza do wypaczenia wizji swojego miejsca w rodzinie w umysle malca i wcale mu nie przynosza korzysci jakbys tego chcial.Powstaje egocentryk i egoista,ktory nie umie dzialac w grupie a i grupa tez go szybko odrzuca.Kiedys to rownalo sie smierci,dzis mozna funkcjonowac ,tylko ze biada zyciowemu partnerowi takiego czlowieka.
                                      Duetu rodzinnego nie stworzy,bo nie umie.
                                        • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 15.05.14, 20:39
                                          Opisujeę Konradem Lorencem ,noblista.To jego obserwacje.
                                          Vitius Dresher-bialog ,popularyzator ,autor licznych ksiazek opisuje w podobny sposob reguly zucia w wilczmm stadzie.Na kanale National Geografic byl film o wilkach polujacych na renifery gdzie sfilmowano i opisano w podobny sposob normy zycia w wilczym stadzie i sposob wychowywania mlodych.jestem pewny tych informacji .
                                          Byl tez film fabularny tworcy "Kochanka" pt "Wilk "gdzie bohater w podobny sposb zdobywa zaufanie wilka.Kladzie sie na plecach i podnosi rece do gory imitujac podleglosc.
                                          Mozesz poszukac i sprawdzic .
                                          • altz Re: kryzys, dzieci - co robić? 15.05.14, 22:29
                                            speedboat8 napisał(a):
                                            > Opisujeę Konradem Lorencem ,noblista.To jego obserwacje.

                                            Ja mam trochę inne spostrzeżenia osób zajmujących się wilkami od lat.
                                            Wybacz, ale jeśli chodzi o wilki, to właśnie Polska jest numerem jeden, nie Finlandia ani Szwecja czy Norwegia a tym bardziej Austria, w innych gatunkach jest podobnie.

                                            Ja nie twierdzę, że takich zachowań jak okazanie podległości nie ma, ale jednak młode są trochę lżej traktowane, niż piszesz. Nie wiem czy wiesz, ale tylko prowadząca para ma potomstwo, reszta ma się podporządkować, a poziom agresji powoduje brak jakiejkolwiek chęci na rozmnażanie, a gdyby któryś z podporządkowanych spróbował przećwiczyć młode samca alfa, to musiałby liczyć się zagryzieniem przez resztę albo byłby tak silny, że dałby sobie radę, ale wtedy by się nie bawił w niuanse, tylko zagryzł młode.
                                              • altz Re: kryzys, dzieci - co robić? 16.05.14, 18:55
                                                speedboat8 napisał(a):
                                                > hm.. opisales to samo co ja tylko wlasnymi slowami.Ciesze sie ze zrozumiales. o
                                                > co mi chodzilo.

                                                Z czym się zgodziłem, napisałem. Raczej bardziej się nie zgodziłem, a minimalnie zgodziłem. Od początku rozumiem, co piszesz, tylko się z tym nie zgadzam.
                                                Nie wiem, skąd wywnioskowałeś, jakobym nie zrozumiał. smile Ale nie wyjaśniaj tego, nie warto.
                                                • chalsia Re: kryzys, dzieci - co robić? 17.05.14, 00:41
                                                  > Z czym się zgodziłem, napisałem. Raczej bardziej się nie zgodziłem, a minimalni
                                                  > e zgodziłem. Od początku rozumiem, co piszesz, tylko się z tym nie zgadzam.

                                                  tekst roku big_grin
                                                  chyba sobie dopiszę ten cytat z Altza jako swoją kolejną sygnaturkę
                                                  --
                                                  Są tacy co lubią gady, ja nie.
                                              • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 17.05.14, 12:23
                                                Wiem ,wiem moja pszczolkosmile ,niestety , wiecej pisze po angielsku niz po polsku i weszlo mi w krew nieuzywanie poskich znaczkow.
                                                Mam swiadomosc ze nieuzywanie polskich znakow dla purystow jezykowych jest to nie do zniesienia,lecz jak mowi prof Miodek,jezyk ewoluuje i predzej czy pozniej pozbedziemy sie uciazliwych ogonkow jak i wszelkich u z kreska itp.
                                                Wyprzedzam trend ,ale skoro cie to tak boli nie czytaj moich postow..Pozdrawiam .
                                    • szpila.2 Re: kryzys, dzieci - co robić? 28.05.14, 12:16
                                      altz
                                      zgadzam się z Twoim adwersarzem. Ty masz dobre intencje, ale "speede" w moim odczuciu ma rację.
                                      Pewnie, trzeba dawać dziecku decydować, ale w kwestiach dotyczących jego osóbki, i tez w pewnych granicach.
                                      Wybór czapki? Ok. "Masz dwie do wyboru i wybieraj. Mamy na to dwie minuty."
                                      Zabawka? Ok."Wybieraj, tylko pamiętaj, że zabawkę z tymi funkcjami masz juz w domu. Radziłbym Ci wziąć te, jest całkiem inna".

                                      Jest mecz. Zakładam, że bardzo ważny i uważam, że rodzic ma prawo zadecydować, że to on właśnie skorzysta z tv. Za to innym razem zrezygnuje z piwa i fotela i pójdzie z dzieckiem do kin/lody/boisko itp.

                                      Też wychodzę z założenia, że dawanie zbyt dużego wyboru dziecku, powoduje jego zagubienie. Dziecko jest za małe, żeby decydować o wielu kwestiach, nawet tych dotyczących jego osoby. Jest również za małe, żeby konsekwencje swoich wyborów ponosić. I te ponoszą rodzice. Z racji wieku, doświadczenia i rozsądku rodzic ma zdolność przewidywania konsekwencji, a dziecko jeszcze nie.

                                      Dając dziecku "wolną rękę" przy wyborze (mam na myśli cały czas kwestie dotyczące dziecka), powinniśmy konsekwentnie dać mu ponieść konsekwencje. Jeśli nie, uczymy je, że cokolwiek zrobi - odpowiedzialność nie spadnie na niego.
                                      Dziecko, które zbyt szybko zacznie decydować i rządzić, będzie miało za nic dorosłych. Ale to nie jest najgorsze. Gorsze chyba jest to, że w razie problemu nie będzie miało się do kogo zwrócić. Przecież nie pójdzie do "starych", którzy nic nie znaczą.
                      • chalsia Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 12:29
                        > A skad wiesz ze nie poniosla porazki zyciowej? To ze ja obserwowalas( z zewnat
                        > rz )wcale nie znaczy ze czula siemax szczesliwa.

                        ja to WIEM od niej samej a nie tylko z obserwacji
                        --
                        Większość ludzi to ssaki.
                • chalsia Re: kryzys, dzieci - co robić? 10.05.14, 21:20
                  korashaz napisał(a):

                  > Nie będę się wypowiadać bo nie znam szczegółów historii ale może jednak nie był
                  > o tak miło??? No bo jak dorosła osoba może sobie wymyślić żal do rodziców o "ch
                  > łód emocjonalny"???? Nie rozumiem. Miała pretensje, że się nie wystarczająco ko
                  > chają???? Jak można o to mieć żal do kogoś? Może do życia? A jakby się rozwiedl
                  > i to by miała żal o to, że się rozwiedli???

                  Ty nie znasz, ale ja znam, więc tak jak ja nie podważam Twojej historii, tak i Ty nie masz podstaw by podważać to, co napisałam
                  było miło - bardzo często tam bywałam i widziałam oraz słuchałam co dziewczyny mówią
                  aaaa - nie dopisałam - rodzice rozwiedli się jak obie były na studiach

                  one sobie NIE wymysliły, one tak czuły

                  No własnie - w tym sedno, że TY tego nie rozumiesz, jako chyba JEDYNA w tym wątku
                  --
                  Są tacy co lubią gady, ja nie.
                  • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 09:27
                    cyt...
                    No własnie - w tym sedno, że TY tego nie rozumiesz, jako chyba JEDYNA w tym wątku

                    Z calym szacunkiem ale ja tez nie rozumiem .Cos mi sie wydaje ze obie dziewczyny dokladaly ideologie ,niektore kobitki tak maja.Obarczaja rodzicow wina za wlasne niepowodzenia zyciowe.
                    Mysle ze rodzice zrobili wszystko co mogli bo mieli poczucie wlasnie odpowiedzialnosci i za to nalezy ich cenic .Oboje *
                    Ja sie spotkalem kiedys z opinia to rodzice so winni bo cyt.. za bardzo byli skoncentrowani na sobie i wlasnych relacjach i malo sie mna ( czyli dzieckiem )interesowali"smile
                    • chalsia Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 12:25
                      > Z calym szacunkiem ale ja tez nie rozumiem .Cos mi sie wydaje ze obie dziewczy
                      > ny dokladaly ideologie ,niektore kobitki tak maja.Obarczaja rodzicow wina za wl
                      > asne niepowodzenia zyciowe.

                      a Ty nie umiesz czytać?
                      Przeciez napisałam, że NIC takiego nie miało miejsca.
                      --
                      Jednak niektórzy ludzie to gady.
                      • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 13:33
                        skomentowalem wczesniejszy post ,to tak ku przypomnieniu .

                        Wlasciwie to powinienem napisac ze uwazam ze chory *jest sam fakt ze ma sie o cos pretensje do rodzicow.
                        Widac obie kobitki zle sie przygotowaly do zycia skoro nie rozumieja ze pepowina zostala odcieta w 18 roku zycia i kazda ma sie kierowac wg wlasnego planu zycia
                        Jak sie ktos czuje dorosly i idzie podbijac swiat na wlasne konto to moze tylko siebie winic za popelnione bledy.Ma swoj rozum ,ma talenty .Moze sie wykazac.Udowodnic rodzicom ze mozna bylo lepiej,wspanialej,piekniej.To jest postawa.! a nie demonstrowanie postawy roszczeniowej jakby nie rozumialy ze zyja na wlasny rachunek a nie na rachunek rodzicow.
                        • chalsia Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 14:02
                          > Widac obie kobitki zle sie przygotowaly do zycia skoro nie rozumieja ze pepowin
                          > a zostala odcieta w 18 roku zycia i kazda ma sie kierowac wg wlasnego planu zy
                          > cia

                          Ty naprawdę NIE CHCESZ zrozumieć, tego co napisałam, bo Ci Twoje skrzywienie świat innych przesłania.
                          One nie miały PRETENSJI, nie winiły nikogo za nic, nie miały roszczeń.
                          Miały żal za chłód emocjonalny w domu, czułyby się WTEDY lepiej, gdyby nie widziały rodziców funkcjonujących wobec siebie jak obcy współlokatorzy.
                          --
                          Są tacy co lubią gady, ja nie.
                          • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 14:18
                            Bede sie czepial bo przyznam ze twoje twierdzenie siedzi we mnie jak kolec w ty.... z gory przepraszam za porownanie

                            cyt...Miały żal za chłód emocjonalny w domu, czułyby się WTEDY lepiej, gdyby nie widziały rodziców funkcjonujących wobec siebie jak obcy współlokatorzy.

                            Wyjasnij mi co rozumiesz pod pojeciem "zalu" i co oznacza " czulyby sie lepiej".
                            Czy to nie jest aby postawa roszczeniowa?.Egocentryzm powiedzialbym ? Dla mnie jak najbardziej!
                            • szpila.2 Re: kryzys, dzieci - co robić? 28.05.14, 11:56
                              czytam Waszą dyskusję i może zaproponuję inne określenie zamiast "żal". Można napisać, że córki mają poczucie straty. To chyba wolno im mieć, prawda. Ja, jeszcze nie jestem po rozwodzie, a już mam poczucie straty, a nawet pewna formę żałoby po obecnym związku. Nie winię tylko swojego m. Winię również siebie, że lekceważyłam pewne oznaki, symptomy. Pozwoliłam im zakiełkować i przerodzić się w coś czego obecnie nie mogę zaakceptować. Mam poczucie straty wielu lat, swoich łez, nerwów.
                              Nie czytałam jeszcze dalej wątku, wiec może już wypracowaliście jakiś "środek" smilesmilesmile
            • mayenna Re: kryzys, dzieci - co robić? 10.05.14, 05:57
              Dziecko rozwodnika dostaje przekaz, że w życiu trzeba byc uczciwym, chocby tylko wobec siebie samego. Jak mówię: dla mnie rodzina to nie wspólne mieszkanie, ale coś więcej i to w sferze duchowej. Jak tego nie ma to nie ma rodziny.
              Dokonałaś wyboru, ale nie namawiaj innych by zrobili tak samo. Nikt tu cię do rozwodu nie namawia.
              Skutki swojej decyzji zobaczysz za kilka lat, jak dziecko załozy rodzine ( o ile ja załozy). Rozmawiasz z nim o tym jak on postrzega swój dom?Bo mozesz się zdziwic, że to co ty uwazasz, za dobre, ono neguje i widzi hipokryzję tej sytuacji.Życie w domu, w którym rodzice się nie kochaja okalecza, nawet jak kochaja ciebie.
              Porozmawiaj z psychologiem skąd biora sie smaookaleczenia, próby samobójcze, narkotyki.
              • korashaz Re: kryzys, dzieci - co robić? 10.05.14, 09:50
                Nikogo do niczego nie namawiam a wręcz przeciwnie. To wy wszyscy namawiacie dziewczynę do porzucenia męża. Opisałam swoje zdanie tak jak każdy inny. Nie musi się podobać wszystkim bo to nie jest konkurs popularności. Mam wrażenie, że wszyscy powtarzacie jak w kościele, jedną słuszną prawdę i można się z nią tylko zgodzić... No wiec ja się nie zgadzam bo nie uznaję modeli, do których należy się dostosowywać. I przepraszam ale nie uważam, że warunkiem szczęścia i uznania życia za dobre to założenie rodziny i posiadanie dzieci. Tak się składa, że mam samotne koleżanki oraz bezdzietne ale w związkach i chyba nie poczułyby się dobrze gdybym im przekazała, że nie spełniają kryteriów bycia szczęśliwymi. I nie ma ku temu powodów w postaci patologicznych rodziców. Taki wybór i tyle. To są szczęśliwe kobiety.
                Jeżeli chodzi o mojego syna to widzę doskonale jak bardzo się cieszy, że jesteśmy razem w naszym domu. Ja nie okłamuję dziecka (za to też oberwałam na forum) i nie ma w naszym życiu hipokryzji. On rozumie, że ojciec jego mam poważny problem ze sobą ale także rozumie, że ludzie są różni. Widzi także, że pomimo sporów potrafimy sobie pomagać.
                • mayenna Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 09:47
                  A skad wniosek, że namawiamy do rozwodu? Przeciez to ona decyduje. Mówimy tylko o doświadczeniu: lepiej zakończyć coś co jest złe i sie nie sprawdza niż w tym tkwic latami.
                  Cieszę się, że twój syn tak doskonale się odnajduje w trudnej sytuacji. Jestem ciekawa jak to oceni z perspektywy wlasnego związku i za dwadzieścia lat.
                  Nie wiem tez czemu uważasz, że piszemy, ze szczęscie to jedynie w związku. Ja pisze, że jak już ktos się na malżeństwo decyduje to ma prawo byc szczęsliwy i nie musi tkwic w czyms co go rani.
                  Ja nie uznaje modelu 'poswięcam się". Bardziej przekonało by mnie do twojego modelu gdybys była zadowolona z niego, w jakikolwiek sposób szczęsliwa - a w twoich postach tego nie widać. ja widze kobietę, która po prostu trwa i zal mi jej. Do tego syn, który 'rozumie' sytuacje rodziców. Straszne to dla mnie nieco.
                  Mój obraz rodziny powstał pod wpływem osobistych doswiadczeń. Wzajemna miłość małżonków, ciepło domu rodzinnego i autentyczna więż, zainteresowanie sa dla mnie bardzo ważne.Uznaje się też, że jest to bardzo ważny element kształtowania człowieka.Ty z tego elementu rezygnujesz i kształtujesz syna w atmosferze obojetnosci uczuciowej. To się na pewno na nim odbije, na jego związkach z kobietami, na jego ojcostwie.Może będzie akceptowalnie, ale mogłas mu dac lepszy model, uczciwszy. To troche tak jak pozostawanie w związku z alkoholikiem i powtarzanie sobie, że alkoholizm męża nie odbije sie na dziecku bo przecież oboje je kochamy i alkoholik nie bije i nie awanturuje się.Odbije, zawazy na zyciu i oby syn był na tyle silny i swiadomy, że sobie z tym bagazem poradzi.
                • mayenna Re: kryzys, dzieci - co robić? 11.05.14, 16:11
                  Bardzo poruszyły mnie twoje posty. Zastanawiam sie jak mozna dzielić sie czyms czego nie masz? Jak uczysz dziecko czym jest wzajemna milośc małżonków? To z domu rodzinnym poznajemy co jest wazne, najwazniejsze i nie dlatego że tak dziecku powiesz, ale ze ono samo to zobaczy jako twoje świadectwo, a mówienie o czyms bez niego jest czysta hipokryzją.Jak twój syn nauczy się czym jest wspólnota małżeńska, nie ta materialna, ale duchowa i mentalna? W moim odczuciu masz wydmuszkę domu, rodziny a za tą fasada nie ma nic. Nie rozumiem tego systemu wartosci.
                • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 17.05.14, 12:44
                  Jasne.Wybralas obowiazek nad swoja indywidualna wygodesmile Chwala ci za to,tylko ja mam nieodparta refleksje ze postawilas swe dziecko w dosc trudnej sytuacji pokazujac mu a wiec i wdrukowujac w psychike nienaturalny obraz rodziny polegajacy na tym ze:
                  a/rodzice nie darza sie uczuciem.
                  b/nie podejrzewam abyscie z mezem komunikowali sie normalnie a wiec dziecko jest caly czas swiadkiem , w najlepszym wypadku podskornego napiecia miedzy wami.
                  c/obraz i rola ojca jest deformowany twoimi opiniami o nim.
                  d/chcecie czy nie , jest walka miedzy wami a wiec chlopak ma obraz dwoch partnerow toczacych ze soba wojne.
                  e/Sila rzeczy nadrabiasz brak milosci meza swoja miloscia do syna ,co jest raczej malo ciekawe bo poswiecqajac mu nadmiar uwagi uczysz bycia centrum swiata.
                  Zaznaczam ze daleki jestem od ocen moralnych.Z tym sie musisz sama zmierzyc. Mam tylko wrazenie ze w imie twojej"prawdy" wylewasz dziecko z kapiela.Czy warte jest ustawianie rzeczy tak jak to ty widzisz ale w konsekwencji okaze sie ze twoje dziecko poniesie wikrza kleske zyciowa niz ty to jestes w stanie skalulowac..Opieram sie tylko na tym co ty napisalas o sobie
                  Mam sasiadow zza sciany w podobnej sytuacji i po 20 latach takiego zycia ich syn jest kompletnym "swirusem".Nie darzy ich zupelnie szacunkiem,robi co chce i nie potrafi sobie znalezc drogi w zyciu.Na moich oczach wykoleja sie .
                  No * jest dylemat*


          • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 10.05.14, 09:12
            cyt..Ale brak milości to oziebłość, brak empatii, zrozumienia, więzi i wspólnoty. To powoduje, że dziecko wychowane w takim "zimnym domu" podobny wzorzec zrealizuje.

            Mysle ze poruszylas jadro sprawy w kwestii odpowiedzialnosci rodzicow za dzieci.
            Natura poprze instynkt rozmnazania sie popycha plci do siebie w celu wymiany genow ,to jest podstwawowy poped jak potzreba oddychania,czy jedzenia.Natomiast nasza swiadomosc uczy sie poprzez doswiadczenie od najmlodszych lat.Chcemy czy nie chcemy nabywamy wiedze i doswiadczenie wielokanalowo.Wzorzec niekochajacych sie rodzicow jest wiec wchlaniany do mozgu jako WZORZEC nacale zycie i gdy jako czlowiek dorosly potrzebujemy odwolac sie do naszego doswidczenia zmagazynowanego w mozgu odnajdujemy naszych rodzicow.Bezwiednie,automatycznie .
            Oczywiscie mozna na zasadzie negacji odrzucac taki model zycia rodzinnego ale on sie non-stop odzywa w tyle glowy jako nr 1 na liscie mozliwych zachowan,a w sytuacjach stresowych gdy dzialamy na zasadzie akcja-reakcja wlasnie po niego siegamy.
            Dlatego wlasciwe wzorce rodzinne sa tak wazne w procesie wychowania dzieci i uwazam ze lepsze jest rozejscie sie malzonkow niz wdrukowywanie toksycznych wzorcow do psychiki dziecka.
    • laptopowiczka Re: kryzys, dzieci - co robić? 13.05.14, 09:50
      Ja nie będę ci doradzać. Sama jestem w podobnej sytuacji. Mam jedno dziecko, prawie 4 lata. Związek wygląda podobnie, czyli w zasadzie go nie ma. Mieszkamy razem, razem dbamy o syna i zajmujemy się nim. Synek uwielbia ojca, ojciec uwielbia syna.
      Między mną a nim nie ma jednak zbyt wiele. Nadal razem mieszkamy, bo kocham synka i nie chcę odbierać mu ojca.
      Ponieważ jednak psychicznie brak miłości, czułości, szacunku wykańcza mnie pomału myślę jak to rozwiązać. Zaznaczam "pomału", nie chcę skrzywdzić własnego dziecka. Pomyślałam, że najlepiej byłoby gdyby jedno z nas wyprowadziło się. Oczywiście najlepiej on, bo ma gdzie, może przenieść się do matki. Nie chce jednak tego zrobić, więc to ja musiałabym odejść. Chciałabym żeby dziecko nie cierpiało, więc aby jak najmniej dla niego się zmieniło i nadal miało ojca dla siebie. Postanowiłam więc że to ja odejdę. Czytałam dużo o opiece naprzemiennej.
      Mamy wspólne mieszkanie, więc liczę za ile uda się je sprzedać i ile zostanie dla mnie. Czy będzie mnie stać na kupno czegoś własnego. Nie rzucam się na głęboką wodę. Wiem, że muszę poczekać odłożyć kasę i dopiero odejść. Po sprzedaży mieszkania (chciałabym żeby odpkupił moją cześć je ode mnie mój M) przeniosłabym się do własnego. Dziecko mogłoby zostać z mężem w starym mieszkaniu i moglibyśmy się nim zajmować i w starym mieszkaniu i później ja w moim. Miałoby nadal i mamę i tatę
      • speedboat8 Re: kryzys, dzieci - co robić? 13.05.14, 10:37
        Tak sie zastanawiam nad tym twoim mieszkaniem i planem sprzedazy.Jak sa stosunki napiete to nie licz ze maz sie zgodzi na cene rynkowa.Na ogol bedzie walka o zbicie ceny a jak uzna ze tobie zalezy to tym bardziej bedzie zbijal cene i watpie czy uda ci sie osiagnac jakas rozsadna cene.
        A probowals z nim rozmawiac ? jakos dojsc do ladu? czy sprawa rozwodu to juz pewna?
        Czasem takie rozmowy do bolu rozladowuja sytuacje.Macie dziecko,kochacie je oboje a wiec cos tam jednak miedzy wami kiedys jarzylo.Moze te wrogosc jakos da sie rozladowac poprzez jasna i rzeczowa rozmowe.Moze zasugeruj mu abyscie sprobowali znalezc jakies rozwiazanie u psychologa.?
        Najgorsze jest takie "przeciaganie liny" w zwiazku na zasadzie "strzyzone -golone".Faceci sa lepiej do tego przygotowani bo ich aparat psychiczny jest z urodzenia przygotowany na walke wiec nie oczekuj kompromisow.Kobiety zamiast apelowac do ich dobrych cech ,jak np opiekunczosc,wdaja sie z nimi w walke jak rownorzedni partnerzy.Facet ma wrodzxona potrzebe dominacji i bycia liderem i jak w stadzie jakim jest rodzina rozpozna slabe strony partnera to prze do dominacji gdy uzna ze ma sznase na to.Doklada sie do tego jeszcze katolicki model polskiej rodziny gdzie zona ma byc posluszna mezowi( sw Pawel i jego nauki)
    • jotkaeska Re: kryzys, dzieci - co robić? 14.05.14, 20:19
      Ciezki orzech..

      Moze moja historia i moje wnioski jakos Tobie podpowiedza.

      Rozstalismy sie z mezem po 8 latach w marcu 2013. Rozwod byl w sierpniu 2013. Niedawno, nie? Mialam te same problemy - brak szacunku, wieczne awantury, niechec do bycia razem. Zadnych wspolnych wyjazdow, spacerow, zadnego czasu sam na sam. Na koncie dwojka cudownych dzieci. Z mojej strony byly proby zcalenia tego wszystkiego, z jego strony niekoniecznie.. Wiesz.. faceci nierozumieja takich problemow.
      Jeszcze przed rozwodem, a juz po rozstaniu zaczelam sie spotykac z innym mezczyzna.. o rety! Ta bliskosc, ta wiez, ta pewnosc ze zawsze tak bedzie! No i ten sex!!! Do tego niezaleznosc w kwestii wychowywania dzieci.

      Jestesmy razem do dzisiaj!

      ALE! My kobiety jestesmy na tyle porabane ze albo wszystko musi byc picus glancus, albo w ogole jest do kitu. Nagle okazuje sie ze nawet jak sa przytulanki, piekne slowka, i ogien w lozku, to jednak nigdy nie bedziemy rodzina! Ten facet nie jest ojcem moich dzieci. Jest ich najlepszym kumplem - OK! Ale jednak.. To nie ojciec. Ojciec ze zlosci na mnie za rozwod ma dzieci gdzies.. wiec na dobra sprawe ojca to moje dzieci maja tylko w glowie, jakis obrazek ktory czesto sie kupy nie trzyma. Obiady rodzinne to nie obiady rodzinne - ciezko to sobie wyobrazic nie znajac problemu od srodka, ale jak usiadziesz z dzieckiem i swoim mezem przy stole, w swieta lub po prostu w weekend to zastanow sie czy chcesz z tego zrezygnowac.

      Terapii faceci nie lubia tak jak my spedzania wieczorow w garazu przy srubkach, ale jest cos co nas - kobiety i facetow - laczy idealnie. LOZKO! smile Oddaj dzieci na 3-4 dni, ponakrecajcie sie troche na siebie przed tymi dniami wypoczynku, poszeptaj mu do ucha swinstweka, kup jakas cacy bielizne i rozkochaj go w sobie na nowo! Uzyj naszej najlepszej broni! I jak to zrobisz dobrze, jesli on na to poleci to po 1 - rozkochasz go w sobie, po 2 - nabierzesz pewnosci ze to ma sens.

      Trzymam kciuki zeby Ci sie udalo! smile
      Pozdrawiam

      Szczesliwa rozwodka! kiss
      • altz Re: kryzys, dzieci - co robić? 14.05.14, 20:39
        jotkaeska napisał(a):
        > Ten facet nie jest ojcem moich dzieci. Jest ich najlepszym kumplem - OK! Ale jednak.. To
        > nie ojciec. Ojciec ze zlosci na mnie za rozwod ma dzieci gdzies.. wiec na dobra
        > sprawe ojca to moje dzieci maja tylko w glowie, jakis obrazek ktory czesto sie
        > kupy nie trzyma.

        Poszło, a chciałem jeszcze dopisać.
        Myśl pozytywnie, z czasem dzieci zapomną ojca i będzie całkiem znośnie.
        Mam nadzieję, że Twój były mąż jest szczęśliwy, bo jak piszą panie "szczęśliwy ojciec, to szczęśliwe dzieci". smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka