Dodaj do ulubionych

"Oferta" eksa, nic nie rozumiem

27.06.14, 18:48
Jestem rok po rozwodzie, synek ma prawie 3 lata. Finansowo i logistycznie jakoś sobie radzę, problem polega na tym, że nie potrafię dogadać się z eks-mężem. W trakcie rozwodu (a także po złożeniu przeze mnie pozwu - już wtedy mieszkaliśmy oddzielnie) i po samym rozwodzie był w ogóle koszmar. Nagle się okazało, że nie można przeprowadzić z nim najprostszej wymiany zdań.
Przykład: eks bierze synka na spacer. Daję mu sok, bo wiem, że dziecku zechce się pić (w parku, gdzie się wybierali, nic nie kupią). Eks bierze sok do ręki, demonstracyjnie odstawia i mówi: Nie wezmę, jak mu się zachce pić, kupię. Pytam: Gdzie? Odpowiedź: Na stacji benzynowej. Ja: Będziesz wychodził z placu zabaw, żeby pojechać na stację po sok? Odp.: To nie twoja sprawa.
Przykład inny: Mówię o synku, że odkryłam, że lubi brokuły. Eks: Dzięki za info, ale jadłospisu chyba nie chcesz mi układać.

Jeśli już musiało dojść do tego, że przebywaliśmy przez parę chwil razem, panowało wrogie milczenie. Wolałam już to, bo przy nim nie można było nawet spytać spontanicznie :Która godzina?” bo zaraz padłoby: „A co, już chcesz się mnie pozbyć?”
Po takich wymianach zdań już dawno przestałam o cokolwiek pytać, cokolwiek komentować i z czymkolwiek zwracać się do niego - nawet wtedy, gdy ostatnio zrobił się jakby mniej nieprzyjemny (raz nawet poprosił mnie o radę, jakie spodnie kupić dziecku! Myślałam, że z krzesła spadnę, gdy to usłyszałam).

I teraz clou problemu.
Mieliśmy ustalone, że ja jadę z synkiem pod koniec lipca nad morze. Wyszukałam pokój, wpłaciłam zaliczkę. Eks zapytał o nazwę, podałam.
No i parę dni temu telefon od eksa- chce do mnie przyjść, sprawa nie na telefon.
Przychodzi, staje na środku kuchni i wygłasza co następuje: nasze lokum wakacyjne jest nieciekawe, do morza daleko, on rozumie, że za kwotę (którą dołożył wg ustaleń) nie zaszalejemy, ale on chce pojechać z nami (!), zapłaci za coś „porządnego” nad samym morzem, oczywiście on będzie w osobnym pokoju (i położył przede mną wydruki z netu).
Ja powiedziałam, że to w ogóle nie wchodzi w grę. Zdążyłam tylko to jedno zdanie. Reakcja: mój eks-mąż wstał, powiedział OK i wyszedł.
Od tamtego dnia, gdy widujemy się (przy „przekazaniu” dziecka) zamiast „Dzień dobry”, słyszę „bry”. Do tego zero kontaktu wzrokowego, fale wrogości wyczuwalne niemal dotykowo.

Pomijam już, że jego propozycja jest niespójna z istniejącą sytuacją, z ustaleniami, nawet z jego zachowaniem - ale przede wszystkim jak facet wyobrażał sobie nasz 10-dniowy pobyt 24 na dobę, skoro my ze sobą nawet nie rozmawiamy?! Czy w ogóle jest sens pytać go o to? A strasznie wkurza mnie to, że tylko gdy atmosfera zrobiła się odrobinę lepsza, znowu jest wielka obraza. A niestety, dziecko jest za małe, żeby dało się w ogóle uniknąć kontaktów.
Ja go w ogóle nie rozumiem, czy to rok po rozwodzie normalne zachowanie?
Obserwuj wątek
    • mia17 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 27.06.14, 18:57
      każdy zachowuje się inaczej.
      ten Twój eks...hmmm...no cóż. jak dla mnie zachowuje się buracko uncertain
      a skoro on taki chętny do wyjazdu nad morze do lepszej kwatery i stać go - to co stoi na przeszkodzie, aby pojechał tam sam z synem w innym terminie wakacyjnym...?
      wyjazd wspólny jest idiotycznym pomysłem. ja - mając poprawne i normalne kontakty z eksem (jesteśmy ponad rok po rozwodzie) w życiu nie chciałabym jechać razem na wakacje! nawet mieszkając w osobnych pokojach, czy pensjonatach.
    • altz Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 27.06.14, 19:11
      Oboje jesteście dziwni, Ty chcesz jemu kontrolować życie, a on Tobie. Do tego on nie potrafi normalnie rozmawiać o swoich emocjach.
      Odpuść mu różne wskazówki i sugestie, przestań go przepytywać jak przedszkolaka, a poprawią się Wasze stosunki. Powiedz, że się cieszysz, że dziecko pojedzie z ojcem i wiesz, że on o wszystko zadba. Jeśli będzie miał wątpliwości, to mu powiedz, że też jest rodzicem, zna swoje dziecko i da sobie radę.
      Co do Twoich wyborów, powiedz, że to miłe z jego strony, ale chciałabyś w spokoju spędzić urlop i Ty już wybrałaś pobyt w tym miejscu razem z dzieckiem.
      Można spokojnie odpowiedzieć tak, żeby druga strona nie poczuła się upokorzona. Wiem, że to łatwe, gdy stoi się z boku, a nie jest takie proste w środku konfliktu. Ale próbować trzeba. smile
    • leni6 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 27.06.14, 19:56
      Ja też uważam, że nie tylko twój eks jest winny. On chce sobie radzić z dzieckiem sam, a nie we wszystkich wysłuchiwać twoich rad i opinii. Zamiast dawać mu sok mogłabyś zapytać czy chce wziąć, na wypadek jakby dziecku zachciało się pić. Jak powie, że nie to nie dawać. Sam chce odkryć co dziecko lubi, też mu pokazywać świat.

      Co do wyjazdu to nie wiem czemu założyłaś, że macie spędzać tam czas razem, a nie np. każde po pół dnia z dzieckiem. Oczywiście szkoda, że nie dał Ci wyjaśnić dlaczego jest to zły pomysł.

      Ja odnoszę wrażenie, że jesteś osobą, która zawsze wszystko wie najlepiej, a przynajmniej eks tak cie postrzega. Tak pewnie było też jak byliście razem, stąd u niego ta agresja.
      • wiosnaw Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 27.06.14, 21:34
        @Mia: Eks nie zabierze dziecka sam na dłuższy wyjazd, bo wie, że po 2-3 dniach synek zacząłby tęsknić za mną - „przerobił” to jakiś czas temu na weekendowym wyjeździe z nim. Jednocześnie eks jest świadomy, że to wynika z tego, że sam zaniedbywał trochę kontakty z dzieckiem z powodu obowiązków zawodowych (np. nieregularność, która w takim wieku dziecka chyba mści się szczególnie).
        Eksa stać na dużo i chociaż bardzo bał się, żebym nie dostała / nie zażądała wysokich alimentów (a nie zażądałam), to trzeba mu przyznać, że dodatkowo kupuje dziecku bardzo dużo rzeczy i jest pod tym względem bardzo ok.; przy tym przyzwyczaiłam się już, że synek ma za sprawą tych zakupów np. 3 zimowe kurtki w jednym sezonie (na szczęścia mam komu oddawać).
        Co do wyjazdu, właśnie myślę tak jak Ty.

        @Altz: ja nie chcę jemu kontrolować życia. Co do mojej odpowiedzi „To nie wchodzi w grę” - on nawet nie dał mi jej dokończyć.

        @Leni6: Eks nigdy nie robił mi zarzutu, że ja się wtrącam. On po prostu w momencie, kiedy się wyprowadziłam, przyjął postawę czepiania się wszystkiego.
        Chyba sugerujesz mi, że ja „wiem wszystko lepiej” i przez to był nasz rozwód. Otóż nasz rozwód miał miejsce, ponieważ ja w ogóle przestałam mieć męża, gdyż zajął się tak intensywnie robieniem kariery zawodowej, że praktycznie nie było go w domu. Bywało, że wracał tak późno, że przez wiele dni z rzędu nie oglądał dziecka, bo już albo jeszcze spało. W domu więc nawet prawie nie jadał, natomiast o porcji seksu pamiętał zawsze, choćby wrócił o północy - i do tego głównie byłam mu potrzebna. Dziesiątki razy obiecywał poprawę, ale wytrzymywał krótko. Gdy kiedyś w końcu zastał mieszkanie puste, tj. bez nas, dopiero go otrzeźwiło, ale to już było za późno. Wściekł się, gdy to ode mnie usłyszał i stąd agresja -bo od tamtego czasu wszystko, co zrobiłam lub powiedziałam, było już źle.

        Wyjazd wyszedłby drogo, eks musiałby za mnie dużo dopłacić (mnie nie stać). To nie jest miła świadomość, że siedzę w drogim miejscu za pieniądze eksa.
        Po pół dnia osobno, a wieczór? A poranek i razem śniadanie w pensjonacie? Razem podróż autem kilkadziesiąt km w każdą stronę?
        Natomiast moja mama mówi trochę tak jak Ty, tzn. że mogłam przynajmniej zareagować inaczej, pokazać mu, że zobaczyłam jego dobrą wolę, że facet, jeśli nawet niezgrabnie, wykazał bardzo dużo dobrych chęci. Dlatego chwilami sama już nie wiem…
        Z drugiej strony czemu nawet mnie nie wysłuchał, tylko sobie po prostu wyszedł?!
        • tricolour U Was sytuacja jest prosta jak drut... 27.06.14, 23:44
          ... przez dysproporcję w dochodach i na skutek sporych alimentów wytworzyliście stan zależności. Facet dużo płaci (płaci za dużo skoro rozdajesz rzeczy kupione dla dziecka), a Ty to bierzesz choć nie jest tyle potrzebne. To właśnie wytwarza stan zależności: facet płaci więc wymaga, Ty bierzesz więc jesteś opłacana i masz się podporządkować.

          Sytuacja, którą opisujesz, będzie tak długo, jak długo będziesz finansowo zależna. Zależność polega bowiem na tym, byś się podporządkowała.

          Generalnie można powiedzieć, że się jeszcze nie rozwiedliście. Wyrok sądowy psu na podtarcie tyłka.
          • wiosnaw Re: U Was sytuacja jest prosta jak drut... 28.06.14, 09:52
            Ja jestem niezależna finansowo, choć żyję skromnie. No tak, bez wkładu ojca w wydatki na dziecko byłoby dużo gorzej, ale dałabym radę także - czy to wystarczy dla Twojej definicji niezależności?
            Nie mam sporych alimentów, mam nieduże (a w zestawieniu do zarobków ojca śmiesznie niskie) - ale wystarczają, nie chciałam nawet próbować kłócić się o nie wiadomo co. Poza tym eks jest jak pisałam w porządku, np. gdy teraz nie dostałam miejsca dla synka w przedszkolu, zadeklarował sam od razu, że będzie płacić za przedszkole prywatne, i wiem, że słowa dotrzyma.

            Co do zakupów, w tym ubrań: to ja je robię, i dziecku niczego nie brakuje. Nie moja wina, że dziecko po pobycie u taty wraca np. ubrane w nową, wściekle kolorową kurtkę, na dodatek owinięte np. szalikiem klubu Ajax (a kurtka, w której wyszedł, jest w torbie). Mam zabronić ojcu robienia zakupów? Owszem, kiedyś spytałabym, po co kolejna para butów, z których dziecko za chwilę wyrośnie, ale gdy parę razy usłyszałam „Będę wydawał własne pieniądze, jak zechcę”, dałam spokój. I na przykład tej zimy synek dostał jeszcze kolejną kurtkę - bo tato zobaczył ją na jarmarku w rynku i spodobało mu się, że jest odblaskowa i fajnie świeci.
            Ale w porządku, niech kupuje, widocznie jest to mu do czegoś potrzebne.

            Za to nie rozumiem wcale, gdzie Ty widzisz u mnie sytuację „Płaci, więc wymaga”? - w czym ja się podporządkowuję? I dlaczego się "nie rozwiedliśmy"?
            • tricolour Czego dalej nie rozumiesz? 28.06.14, 12:49
              Przecież to oczywiste, że dochody eksa są większe. To jest zrozumiałe.

              Owszem, jesteś niezależna finansowo, ale nie stać już Cie na takie wakacje jakich chce były mąż. Były mąż to pół biedy, ale - przepraszam za brutalną szczerość - nie stać Cię na takie wakacje, na jakie stać - za pomocą ojca - Twojego syna. Kurtki za tysiąc złotych też mu nie kupisz. Jeśli nazywasz to niezależnością, to ja mam przeciwne zdanie.

              Zresztą ta sprawa ma też drugie, głębsze dno: Twój syna jest uczony przez ojca, że w sprawach finansowych jesteś gorszym rodzicem.

              Nie widzisz tego?
              • wiosnaw Re: Czego dalej nie rozumiesz? 28.06.14, 15:21
                tricolour napisał:
                > Owszem, jesteś niezależna finansowo, ale nie stać już Cie na takie wakacje jaki
                > ch chce były mąż. Były mąż to pół biedy, ale - przepraszam za brutalną szczeroś
                > ć - nie stać Cię na takie wakacje, na jakie stać - za pomocą ojca - Twojego syn
                > a. Kurtki za tysiąc złotych też mu nie kupisz. Jeśli nazywasz to niezależnością
                > , to ja mam przeciwne zdanie.

                Tak, nie stać mnie na różne rzeczy, na które stać byłego. Zapewniłabym jednak dziecku normalne życie, nawet gdybym była sama.
                Teraz przy udziale eksa nasze wakacje są zaplanowane w bardzo przyzwoitym lokum, dla mnie 8 minut drogi to nie jest „daleko” - i nie uważam, że warunkiem zadowolenia trzylatka jest apartament za kilkaset złotych nad samym morzem.

                > Zresztą ta sprawa ma też drugie, głębsze dno: Twój syna jest uczony przez ojca,
                > że w sprawach finansowych jesteś gorszym rodzicem.

                I mnie, i Ciebie, i każdego z nas otaczają ludzie, którzy w sprawach finansowych są od nas gorsi bądź lepsi. To normalne zjawisko, a nie powód poczucia wyższości albo kompleksów, i nie sądzę, że kolejne kurtki od ojca przeszkodzą mi w przekazaniu dziecku tego systemu wartości.
                • altz Re: Czego dalej nie rozumiesz? 28.06.14, 18:24
                  wiosnaw napisał(a):
                  > Teraz przy udziale eksa nasze wakacje są zaplanowane w bardzo przyzwoitym lokum
                  > , dla mnie 8 minut drogi to nie jest „daleko” - i nie uważam, że wa
                  > runkiem zadowolenia trzylatka jest apartament za kilkaset złotych nad samym mor
                  > zem.

                  Nie daj się wpędzić w poczucie winy. Dla trzylatka ważne jest fajne miejsce, inne dzieci, mili ludzie, różne możliwości zabawy i tyle. On ma w nosie trzecią kurtkę, spodoba się, bo kolorowa, bo od taty itd., ale może lubić bardziej tę "misiową" z futerkiem.
                  Dla mnie wyjazd do hotelu nad morze byłbym stratą czasu, zanudziłbym się na śmierć, byłem dwa razy w takim hotelu, nie wypadało odmówić, jakoś mi nie tęskno do tego. smile

                  Wydaje mi się, że macie konflikt na poziomie kompetencji. Wchodzicie sobie wzajemnie w przestrzeń, a to trzeba grzecznie ucinać. Mówisz na przykład, że masz zaplanowany urlop i nie potrzebujesz pomocy, Twój pomysł jest dobry, ojca dziecka też jest dobry, ale inny. Jeśli chce koniecznie pojechać, to niech przyjedzie w sobotę przed czy w sobotę po urlopie, a Ty pojedziesz do domu. Chyba lepiej by było przed. Więcej czasu w towarzystwie faceta nie wytrzymasz, to jest jedyne możliwe poświęcenie. Dajesz inną propozycję, sama wiesz najlepiej co jest możliwe, ale o tym wypada porozmawiać albo uciąć zupełnie rozmowy, tylko powiedzieć, jak są podzielone terminy.

                  On nie ma wtedy powodu do obrażania się, chociaż może nie liczył na taką odpowiedź. Jeśli się obraża, to mówisz, że przecież to robi dla dziecka, nie dla Ciebie, Ty nie musisz być stale radosna, ale zauważasz że myśli o dziecku i cieszy Cię to.
                  Tak samo, nie wchodzisz w kompetencje ojca, on się nauczy, syn się przyzwyczai, a ciągłe wtrącanie się matki nie pomaga temu.

                  I jeszcze jedno, nie pisz, że dostajesz śmieszne alimenty, bo ludzie w to wierzą i krytykują Cię za to. Trzeba się przyzwyczaić, że portfel faceta, już nie jest wspólny i przestać tęsknić za tym, a "śmieszne alimenty" świadczą o takiej tęsknocie.
                  Dostajesz normalne alimenty, jeśli za niskie, trzeba negocjować z ojcem dziecka, a potem ewentualnie załatwiać przez sąd. Lepszym wyjściem, według mnie, jest dogadanie się co do płatności za konkretną rzecz, jak z tym przedszkolem. Ojciec się deklaruje, że płaci za to i tamto i tego się trzyma, on też się czuje ważny, dla syna również, może dziecko teraz tego nie zauważa, ale będzie to widzieć z czasem. Ojciec się nie czuje, jakby wyrzucał pieniądze do worka z dziurą, a potrzeby są opłacone, jakby były wyższe alimenty.
                  • blue_ania37 Re: Czego dalej nie rozumiesz? 28.06.14, 19:20
                    altz napisał:

                    > Dostajesz normalne alimenty, jeśli za niskie, trzeba negocjować z ojcem dziecka
                    > , a potem ewentualnie załatwiać przez sąd. Lepszym wyjściem, według mnie, jest
                    > dogadanie się co do płatności za konkretną rzecz, jak z tym przedszkolem. Ojcie
                    > c się deklaruje, że płaci za to i tamto i tego się trzyma, on też się czuje waż
                    > ny, dla syna również, może dziecko teraz tego nie zauważa, ale będzie to widzie
                    > ć z czasem. Ojciec się nie czuje, jakby wyrzucał pieniądze do worka z dziurą, a
                    > potrzeby są opłacone, jakby były wyższe alimenty.

                    Lubię tosmile
                    Przedszkole w Poznaniu prywatne kosztuję około 1000 zł.
                    Wolałabym mieć to zawarte w alimentach niż liczyć na byłego mężasmile
                    • altz Re: Czego dalej nie rozumiesz? 28.06.14, 19:33
                      blue_ania37 napisała:
                      > Lubię tosmile
                      > Przedszkole w Poznaniu prywatne kosztuję około 1000 zł.
                      > Wolałabym mieć to zawarte w alimentach niż liczyć na byłego mężasmile

                      Ja też bym wolał być piękny i bogaty wink
                      Łatwiej się płaci z własne woli, niż pod przymusem, łatwiej to nawet przed sobą wytłumaczyć.
                      U Ciebie sytuacja jest zupełnie inna, masz za byłego najgorszego faceta na świecie i musisz go stale kontrolować! wink
                      A swoją drogą, jakie to obciążenie dla dziecka, wozić je stale aż do Poznania... Nie ma gdzieś bliżej? wink
                      • blue_ania37 Re: Czego dalej nie rozumiesz? 28.06.14, 21:10
                        altz napisał:


                        > Ja też bym wolał być piękny i bogaty wink
                        > Łatwiej się płaci z własne woli, niż pod przymusem, łatwiej to nawet przed sobą
                        > wytłumaczyć.
                        > U Ciebie sytuacja jest zupełnie inna, masz za byłego najgorszego faceta na świe
                        > cie i musisz go stale kontrolować! wink

                        Broń Boszesmile mam za byłego najbardziej fajnego faceta.
                        Napisałam kiedyś, że dałam mu szansę, on to to wykorzystuję dla młodegosmile
                        Młody ma fajnego tatę obiektywnie rzecz ujmując.
                        Nie ma w nas złości ani walki.
                        Paradoks polega na tym, że on mnie docenił i moje możliwoścismile szkoda, że przypomniał sobie o tym za późnosmile
                        Wymieniamy grzecznościowe smsy on życzył mi wszystkiego dobrego na 40 stkę, ja wysłałam mu życzenia od pierwszej żony na urodziny.
                        Nie kontroluję go, on też odpuścił, mamy po prostu fajne dziecko i on to wie i jasmile
                        Młody jak o sobie mówi jest szczęściarzemsmile i tez tak uważam, że tak jest.
                        Ja go kocham za wszystko, były widzi w nim swoją kopię co widać, zajefajnie jest mieć takie dzieckosmile
                        Kontrola kontaktów z dzieckiem?
                        To jakiś paradoks, nie patrz ciągle na mnie jak na osobę którą były wyrzucił z domu.
                        On to zrobił, ale to było dawno, ja przerobiłam te tematy, dziecko nie ma traum z tym związanych.
                        Żyje inaczej i 3 lata później

                        > A swoją drogą, jakie to obciążenie dla dziecka, wozić je stale aż do Poznania..
                        > . Nie ma gdzieś bliżej? wink

                        Jak się mieszka w Poznaniu to nie ma bliżejsmile
                  • wiosnaw Re: Czego dalej nie rozumiesz? 29.06.14, 12:24
                    Dziękuję, Altz, za to, co napisałeś. Myślałam nad tym.
                    Nie daję się wpędzić w poczucie winy i wiem, że trzylatek nie potrzebuje nie wiadomo czego do dobrej zabawy. Natomiast wydaje mi się czasem, że propozycja mojego eks-męża trochę wynika z tego, że on chciałby mi pokazać, ile straciłam, tu konkretnie w urlopowym aspekcie życia (drogi apartament, większe wygody itp.). Jednak nie mam poczucia straty, bo pamiętam aż za dobrze nasz ostatni wspólny urlop, kiedy to mój (wtedy) mąż na plaży siedział z laptopem i wciąż odbierał albo wykonywał telefony, mimo obietnic, że przynajmniej na wyjeździe oddzieli jedno od drugiego.

                    Z drugiej strony wierzę mu, że chciałby spędzić z dzieckiem urlop w lecie. Tylko że jeśli informuje mnie o tym na przysłowiową chwilę przed wakacjami, to chyba powinien pojąć, że coś już musi być pozałatwiane? I dlaczego w takiej formie: tzn. wyskakuje z wywrotową propozycją, a gdy słyszy „nie”, to natychmiast się obraża? Dlaczego nie powie normalnie: „Spróbujmy się zastanowić, jak rozwiązać tę sprawę, mam taki i taki pomysł, co ty na to?”. I kiedy miałam dać mu do zrozumienia, że cieszy mnie to, że myśli o dziecku, przecież on nie dał mi się wypowiedzieć!

                    Altz, jeszcze raz powiem, że o śmieszności alimentów mówiłam tylko w kontekście kontrastu z zarobkami ojca. Na wszystko mi wystarcza i potrafiłabym udowodnić, że przeznaczam je tylko na potrzeby dziecka (a moje własne realizuję bardzo skromnie). Nie tęsknię „za portfelem”, no chyba że zakładasz, że podświadomie odczuwam rzeczy, o których nic nie wiem smile
                    • tricolour To ostatecznie czego nie rozumiesz? 29.06.14, 13:59
                      Wybrałaś sobie na męża i ojca dzieci faceta, który się do tego słabo nadaje (nadaje się na bankomat) to wyskakuje on z propozycjami od czapy, bo ten typ ma tak fabrycznie.

                      "Dlaczego nie powie normalnie: „Spróbujmy się zastanowić, jak rozwiązać tę sprawę, mam taki i taki pomysł, co ty na to?”" - bo z obcymi ludźmi nie rozwiązuje się spraw, które ich nie łączą. Tu nie ma co rozwiązywać.
                      • wiosnaw Re: To ostatecznie czego nie rozumiesz? 29.06.14, 17:44
                        A nie wierzysz w to, że ktoś wcześniej najzwyczajniej mógł nie wykazywać cech pracoholika? Owszem, jeśli ktoś jest np. nieodpowiedzialny i niepoważny, naiwnością jest liczyć na zmiany - ale tego tu nie było.

                        Ten jak piszesz „obcy” jest ojcem mojego dziecka. Sprawa, która się tu pojawiła, nie jest w mojej opinii sprawą, która nas nie łączy. Nie muszę chcieć mieszkać z eksem na urlopie pod jednym dachem, ale to nie znaczy, że nie wyobrażam sobie rozwiązania sprawy, jeśli ojciec dziecka w odpowiednim czasie i w normalny sposób zaproponowałby coś.
                        • tricolour Kobieto, Ty się zastanów poważnie nad sobą... 30.06.14, 09:01
                          ... jeśli Ty oczekujesz od pracoholika, że będzie umiał załatwiać odpowiednio sprawy w odpowiednim czasie, to znaczy, że jesteś współuzależniona.

                          Proponuję terapię dla współuzależnionych. Oczywiście zaraz napiszesz, że nie potrzeba, tak jak od samego początku odwracasz kota ogonem: przychodzisz z prośbą o pomoc, a dostając ją, piszesz, że to nie tak tylko odwrotnie.

                          A ten tekst, że trzylatek będzie płakał i tęsknił, to już szczyt wszystkiego. Sam mam trzylatka, który czasem płacze i tęskni, bo to taki etap w życiu. Nie jest to jednak powodem do lizania mu tyłka.
                        • tricolour A najlepszy jest tekst... 30.06.14, 09:03
                          ... że były mąż mógł "coś zaproponować" z czego wynika, że gdyby ex zaproponował wspólny wyjazd w odpowiedni sposób, to byś jeszcze i tyłek do tego wyjazdu dołożyła.

                          No to piszę Ci od dawna żeś się wcale nie rozwiodła.
                          • wiosnaw Re: A najlepszy jest tekst... 30.06.14, 14:45
                            Umiem odróżnić płacz albo chwilową tęsknotę trzylatka jako normalne elementy rozwoju od płaczu i tęsknoty spowodowanych zbyt długą rozłąką.

                            > ... że były mąż mógł "coś zaproponować" z czego wynika, że gdyby ex zaproponowa
                            > ł wspólny wyjazd w odpowiedni sposób, to byś jeszcze i tyłek do tego wyjazdu do
                            > łożyła.

                            Czy bycie wulgarnym sprawia, że się jakoś realizujesz i daje Ci dodatkową satysfakcję?
                            „W odpowiedni sposób” oznaczałoby dla mnie zwykłą rozmowę pod hasłem „Co zrobić, żeby było jak najlepiej dla dziecka”, a jednocześnie nie narzucanie rozwiązań nie pasujących do niczego, jak spanie pod jednym dachem albo wspólne posiłki. Rozwiązaniem byłby np. pokrywający się na przestrzeni kilku dni pobyt mamy i taty w tej samej miejscowości - jak ktoś tu nawet coś podobnego napisał, chyba Altz - a jeżeli wypoczynek wybrałoby się bliżej (a nie 500 km od domu), to można wymyślić jeszcze kilka innych rozwiązań.
                            Nie wiem, kiedy wg Ciebie jest się rozwiedzionym, czyżby wyrok rozwodowy nie był wystarczającym potwierdzeniem?
                            • muminka2014 Re: A najlepszy jest tekst... 30.06.14, 15:40
                              Czytam twoje posty i Ty nie jestes samodzielna jak piszesz... Caly czas musisz kogos miec pod reka, aby pomogl Ci np. podczas wyjazdu wakacyjnego z 3-latkiem. A moze nie jedz z dzieckiem 500-600 km, tylko spedz 2 tygodnie w swojej okolicy. Mnie rozsmieszyl tekst z sokiem, ktory wciskalas exowi jak szedl z synem do parku. Sama oddalabym taki sok i zakomunikowala, ze dziecko bedzie pod moja opieka i potrafie o niego zadbac!
                              Nigdy nie uwolnisz sie od exa, poniewaz laduje w dziecko duza kase i chce miec wszystko pod kontrole. Placi i wymaga-dobrze o tym wiesz wiec po co ten post?????????????????
                              • wiosnaw Re: A najlepszy jest tekst... 30.06.14, 16:01
                                muminka2014 napisał(a):
                                Czytam twoje posty i Ty nie jestes samodzielna jak piszesz... Caly czas musisz
                                > kogos miec pod reka, aby pomogl Ci np. podczas wyjazdu wakacyjnego z 3-latkiem.

                                Przecież jadę sama! Czy napisanie, że mając dziecko, wygodniej jest być z trzecia osobą, oznacza, że "muszę mieć pod ręką"?!

                                Nie wciskałam soku, może w Twoim wydaniu "Może weźmiecie sok" jest wciskaniem, roszczeniem, narzucaniem się i nie wiem, czym jeszcze. Dlaczego tak nadinterpretujesz?

                                > Nigdy nie uwolnisz sie od exa, poniewaz laduje w dziecko duza kase i chce miec
                                > wszystko pod kontrole. Placi i wymaga-dobrze o tym wiesz wiec po co ten post???
                                > ??????????????

                                Nie, nie wiem - bo "płaci i wymaga" pasuje do osoby, która dostaje 6, 8 czy 10 tys. alimentów na przykład, nie pracuje i jest od byłego męża zależna.
                                • blue_ania37 Re: A najlepszy jest tekst... 30.06.14, 20:53
                                  wiosnaw napisał(a):

                                  Przecież jadę sama! Czy napisanie, że mając dziecko, wygodniej jest być z trzec
                                  > ia osobą, oznacza, że "muszę mieć pod ręką"?!

                                  Oczywiście że wygodniej pojechać na 3 ręce i na 4 też daje się, ale po co?
                                  Skoro człowiek się rozwiódł?
                                  Jedzie się na jedną rękę i się nie tłumaczy byłemu, że się jedzie nad morze a nie w góry.
                                  Rozumiesz?
                                  Nie rozmawia się na te tematy?
                                  Jedyny temat, to zapewnienie dziecku opieki przez 2 miesiące kiedy cholerne szkoły i przedszkola są zamknięte.
                                  To jest mój temat rozmów a nie, gdzie pojadę
                                  >
                                  > Nie wciskałam soku, może w Twoim wydaniu "Może weźmiecie sok" jest wciskaniem,
                                  > roszczeniem, narzucaniem się i nie wiem, czym jeszcze. Dlaczego tak nadinterpre
                                  > tujesz?

                                  Ten sok to przykład, ze się nie uwolniłaś, a były tak, bo mówi, że sobie poradzi, ty masz potrzebę wiedzenia, uczestniczenia, pomagania.
                                  Tobie ktoś pomaga jak stoisz w korku i dziecko się drze o picie? czy to jest wtedy Twój problem?
                                  >

                                  > Nie, nie wiem - bo "płaci i wymaga" pasuje do osoby, która dostaje 6, 8 czy 10
                                  > tys. alimentów na przykład, nie pracuje i jest od byłego męża zależna.

                                  Ocknij się, 6 tys dostają dzieci Ibiszasmile normą są alimenty na poziomie ok 500zł.
                                  Można być uzależnioną dostając 300 zł i być wolna dostając 8 tys.
                                    • blue_ania37 Re: A najlepszy jest tekst... 30.06.14, 22:02
                                      wiosnaw napisał(a):

                                      > BluaAniu, uwierz mi, że rozumiem smile
                                      > Ale i Ty chyba rozumiesz, że kwota 6 tys. to tylko obrazowy przykład i nikt mni
                                      > e nie musi przywracać do rzeczywistości.

                                      A ja uważam, że jakoś bym przeżyła za 6 tyssmile ale muszę żyć za 3 razy mniejsmile
                                      Ale jedyne co wiem to to , że naprawdę się rozwiodłam, chociaż nie chciałam, ale dostałam tą lekcję życia do odrobienia.
                                      I nikt nie jest w stanie zmusić mnie do rozmów z byłym na żaden temat.
                                      Nie mam ochoty ani chęci, choć rozmawiam, np dziś powiedział, że chce wziąć młodego w środę powiedziałam że wyjeżdżam, dostanie młodego na tydzień w niedzielę.
                                      Wykazał się zrozumieniem, że nie posiadam butów dla młodego do wspinaczek wysokogórskich.
                                      Ja dam mu ciuchy i zabawki i zaufanie, że nie zrobi mu krzywdy, a brokuły są najmniejszym problemem.
                                      Będą przez tydzień jadali pizzę i hamburgery, ale to jego tata i tylko na to patrzęsmile
                            • tricolour Rozwiedzionym jest się wtedy... 30.06.14, 18:30
                              ... gdy nie szuka się pomocy w sprawach rozwodowych. Co z tego, że masz papier rozwodowy skoro były mąż dalej funkcjonuje w Twoim życiu wbrew Tobie? Co to za rozwód?

                              Poza tym mało urzeka mnie wypowiedź o płaczu trzylatka gdy "zatroskana" matka najpierw funduje dziecku rozwód rodziców, a potem serce rozdziera nad płaczem z powodu długiej rozłąki z jednym z nich.

                              Ale generalnie piszesz dość śmiesznie. Tekst, że młoda i głupia wyszła za mąż więc jest usprawiedliwiona wpisuje się w konwencję winy całego świata. Albo, że dziecko bierze się z wpadki (u ludzi to bierze się raczej z seksu). Byle tak dalej, a kolejne nieszczęście murowane.
                              • wiosnaw Re: Rozwiedzionym jest się wtedy... 30.06.14, 21:02
                                Nie rozdzieram serca nad płaczem dziecka i nie uważam, że jestem usprawiedliwiona wiekiem zawarcia małżeństwa i tym podobne.
                                I jeśli Cię to interesuje: nie obwiniam całego świata i nie myślę, że winny rozpadu był tylko mój były mąż - bo owszem, pierwszy zaczął coś zawalać, ale później ja nie byłam fair. Nie jest więc tak (niestety), że mam czyste sumienie i również nie mogę powiedzieć, że wtedy zrobiłam wszystko, żeby związek uratować.
                        • ann.k Re: To ostatecznie czego nie rozumiesz? 30.06.14, 10:22
                          To znaczy jak się poznaliście to nie pracował? Czy pracował, ale pracoholizm mu wyszedł dopiero jak się ożenił / dziecko urodziło? Bo może to nie pracoholizm jest problemem, tylko jedynym rozwiązaniem, jakie mu wpadło do głowy, innego problemu?
                          Bo tak sobie myślę, czy przypadkiem nie było tak, że Ci ten pracoholizm odpowiadał dopóki nie miałas większych zobowiązań niż siebie samą, bo było z tego dużo kasy. A jak się okazało, że kasa kasą, ale Tobie doszło dziecko, to się priortyety odwróciły. I w sumie to dalej fajnie, że ta kasa jest, ale niech on tyle nie pracuje.
                          • wiosnaw Re: To ostatecznie czego nie rozumiesz? 30.06.14, 15:39
                            Gdy się poznaliśmy, to byłam młoda i głupia i miałam 21 lat. On pracował, jednocześnie musiał robić kolejny etap kształcenia (konieczny w jego zawodzie). Byłam bardzo ale to bardzo dumna, że ktoś taki jak on się mną zainteresował, na dodatek 6 lat starszy ode mnie. Był bardzo ambitny, czasem uczył się po nocach, ale czułam, że mam faceta, spędzaliśmy wieczory razem, w weekend miał więcej czasu dla mnie - wystarczało, też miałam swoje sprawy.
                            A potem klasyka: wpadka. Na koniec ciąży i pierwsze miesiące życia dziecka nałożyły się mojemu już mężowi bardzo ciężkie egzaminy (najpierw długi czas przed-egzaminacyjny oczywiście). Nie istniał dla rodziny, sama wszystkim się zajmowałam. Trzymałam za niego kciuki, nie narzekałam, potem miało być "zupełnie inaczej". Jednak "potem" pojawiły się wyzwania z każdej strony i ambitne propozycje i było tylko gorzej.

                            Pytanie: czy wg Ciebie miałam możliwość przewidzenia u faceta pracoholizmu? Czy z opisu wynika, że jestem / byłam interesowna i pracoholizm odpowiadał mi wtedy, a potem już nie czyli "fajnie, że ta kasa jest, ale niech on tyle nie pracuje"?
            • blue_ania37 Re: U Was sytuacja jest prosta jak drut... 28.06.14, 13:26
              Nie jesteś niezależna, opowiadasz byłemu mężowi gdzie dokładnie jedziesz, i że wynajmujesz pokój od p Marysi, odbierasz telefony od byłego i wpada do Ciebie jak do siebie.
              Jak sama piszesz masz śmieszne alimenty i zamiast normalnych alimentów masz byłego męża nad głową i ustalasz z kimś z kim się rozstałaś ile będzie dokładał co mc do przedszkola.
              Zamiast jednej kurtki dziecko dostaje komunikaty, że matka nie ma, a tata masmile
              Rozwiedź się w końcu albo zacznij z nim znów żyć.
              A
              www.youtube.com/watch?v=_e1pADu6VvI
              • wiosnaw Re: U Was sytuacja jest prosta jak drut... 28.06.14, 15:34
                Ale gdy on będzie wyjeżdżał z dzieckiem na dłużej, ja też chcę informacji o miejscu pobytu, co w tym dziwnego? Gdy wyjechał z dzieckiem na weekend, też o prosiłam o adres, po prostu dla zasady!
                Śmiesznymi nazwałam te alimenty w zestawieniu z zarobkami ojca. Wystarcza na wszystkie potrzeby dziecka, a ja nie życzyłam sobie zarzutu, że podnoszę mój własny poziom życia za jego pieniądze.
                Były nie wpada do mnie jak do siebie, nie wiem, gdzie to wyczytałaś.
                Czy Ty (jeśli się rozwodziłaś) nie odbierałaś telefonów od eks-męża?
                • blue_ania37 Re: U Was sytuacja jest prosta jak drut... 28.06.14, 16:13
                  Wystarczają mi informację , że jedzie do Karpacza, nie mam pojęcia gdzie będzie spał i nie potrzebuję tej wiedzy, on tez nie uzyska ode mnie informacji, że będę spała na ulicy numer itp.... to moja sprawa.
                  Mam zaufanie że nie weźmie młodego gdzieś gdzie nie ma prysznica i wygodnego łóżka i on wie, że ja też tego potrzebuję, więc nie ma potrzeby informowania się i dzielenia adresami.
                  Dla zasady życia na własny rachunek.
                  Mamie też nie mówię jak gdzieś jadę, że będę spała tu i tam z dokładnymi namiaramismile
                  Wpada jak do siebie, sama to napisałaśsmile że to nie na telefon i pokazywał ci wydruki z netusmile
                  Traktuję cię jak kogoś swojego skoro zaproponował ci wspólne wakacje.
                  Nie, jak się rozwodziłam nie odbierałam telefonów bo ich nie byłosmile
                  Dostałam jasny przekaz paradoksalnie jestem dziś za to wdzięczna bo to pozwoliło mi się uwolnić i zrozumieć.
                  Po 3 latach mamy jak na nasze rozstanie bardzo pozytywne układy.
                  On może liczyć na moje poparcie bycia z dzieckiem, ja mogę liczyć na wolne piątki.
                  Dał mi szansę na nowe życie, za co jestem mu wdzięczna.
                  Nie traktuję go jak przyjaciela i nie daję picia jak bierze młodego, jest duży poradzi sobie.
                  Nie wyjaśniam co jadam i co lubi młody, jedyna rzecz w jakiej się złamałam to było powiedzenie mu aby nie dawał młodemu parówek, dla mnie obrzydliwa rzecz i tyle.
                  Nie uzgadniam przedszkola, nie wymagam ani bym nie przyjęła pomocy w opłacaniu, mam alimenty, nie muszę się tłumaczyć z półkolonii i czy zapisałam młodego na dyżur w sierpniu czy w lipcu.
                  Wolę samodzielność w podejmowaniu decyzji i coraz większą pewność, że nie robię źlesmile
                  A



                  www.youtube.com/watch?v=_e1pADu6VvI
                  • wiosnaw Re: U Was sytuacja jest prosta jak drut... 28.06.14, 17:23
                    Kurczę, ja moim rodzicom też nie podaję adresów… smile
                    Ale co do reszty: dziękuję Ci za te konkretne informacje, które mi napisałaś. Warto wiedzieć, że inni mają inaczej. Być może robię źle coś, co jak mi się wydawało jest dobre albo oczywiste.
                    Teoretycznie można by pomyśleć, że na pewno robię coś źle, skoro wyskoczył z tą propozycją. Tylko że naprawdę nie umiem znaleźć w moim zachowaniu sygnałów, które by go do tego zachęcały. Na mnie jego propozycja spadła jak przysłowiowa cegła z jasnego nieba.

                    Co do przedszkola: uznałam, że skoro eks chce płacić, niech płaci, zwłaszcza że go na to stać. Odpowiada mi opcja, gdy alimenty są takie, że nikt mi nie zarzuci życia na koszt byłego, a przy tym ojciec pokrywa większe wydatki, do tego takie, które ewidentnie dotyczą ważnych rzeczy (tu przedszkole).
                    • fujara12 Re: U Was sytuacja jest prosta jak drut... 28.06.14, 21:35
                      A może po prostu usiądź przy stole z ojcem dziecka i porozmawiaj jak dorosła osoba.
                      Bez pretensji, bez wyzwisk, bez krzyku i grożenia palcem.
                      Tak jak dwoje dorosłych i odpowiedzialnych rodziców.
                      Jeżeli ojciec kupuje dziecku ubranie, bo chce, to ciesz się z tego.
                      Alimenty płaci takie jakie sąd zasądził. Nie miej do niego pretensji o to.
                      Skoro wiedzie mu sie lepiej ciesz sie z tego. Moze gdy tobie zabraknie kasy on kupi dziecku zimowe buty.
                      A moze on po prostu chciałby jakoś wrócić. Tylko przez gardło nie przechodzą mu słowa.
                      Skoro jego kobieta jest taka przedsiębiorcza że wzięła z nim rozwód.....................
                      W każdym bądź razie, masz wszystko na własne życzenie.
                      Powrót też jest możliwy.
                      Należy tylko poprawić relacje w komunikacji.
                      Mąż, były czy aktualny to też człowiek.
                      Jeżeli chcesz żeby on traktował cię jak partnera w rozmowie potraktuj go tak samo.
                      Musisz dać szansę tej relacji.
                      Gdy warczysz na niego o byle co, to facet stanie zawsze okoniem.
                      Zamiast bić pianę, uderz trochę w pokorę.
                      Nie wystawiaj kolcy gdy ktoś podaje tobie spragnionej szklankę wody.
                      On delikatnie wyciąga dłoń, a ty chcesz go ugryźć.
                      Spuść z tonu.
                      • wiosnaw Re: U Was sytuacja jest prosta jak drut... 29.06.14, 12:33
                        fujara12 napisał:

                        > A może po prostu usiądź przy stole z ojcem dziecka i porozmawiaj jak dorosła os
                        > oba.
                        > Bez pretensji, bez wyzwisk, bez krzyku i grożenia palcem.

                        Nigdy żadne z nas nie używało wyzwisk.

                        > Alimenty płaci takie jakie sąd zasądził. Nie miej do niego pretensji o to.
                        > Skoro wiedzie mu sie lepiej ciesz sie z tego. Moze gdy tobie zabraknie kasy on
                        > kupi dziecku zimowe buty.

                        Alimentów mi wystarczy, sama się na nie zgodziłam, pretensji nie mam, szczególnie że ojciec niczego dziecku nie żałuje.
                        Wyobraź sobie, że cieszę się, że mu się tak dobrze powodzi i życzę mu jak najlepiej.
                  • 3-mamuska Re: U Was sytuacja jest prosta jak drut... 29.06.14, 14:06
                    A ja bym sie zgodziła i pojechała razem.
                    Ale to ja, gdybym kiedyś sie rozwiodła, to chciałabym żebyśmy zostali przyjaciolmi.
                    Którzy maja wspólne dzieci, wspólne sprawy jakby nie patrzeć.

                    Mogłabys go wypaść na plaże z dzieckiem a sama odpocząć, pogadac moze w koncu wrogość by ustąpiła.

                    Bardzo podziwiam pary ktore po rozwodzie potrafią sobie pomagać dogadać sie, w koncu jak sie z kimś sypialo przez x lat to trudno go traktować jak obcego.

                    Moze złe mysle.
                    • wiosnaw Re: U Was sytuacja jest prosta jak drut... 29.06.14, 17:58
                      Nie jest łatwo zostać przyjaciółmi, na pewno nie rok po rozwodzie (to moje zdanie).
                      Wiem, że przy maluchu bardzo wskazana jest trzecia osoba do takiego dłuższego pobytu, w zeszłym roku byłam z moimi rodzicami i pamiętam, jak na jeden dzień „wybyli” na jakąś wycieczkę i od razu inaczej wtedy było (wózek, parasol, stos rzeczy na plażę, pilnowanie dziecka przy tym). Jednak nie zawsze może być tak, jak chcemy, i sama tez sobie poradzę.

                      Eks nie może pojechać sam z synkiem na dłużej, bo dziecko tęskniłoby za mną i płakało - mieliśmy ostatnio próbę, gdy zabrał go na weekend w góry. Tylko że w góry mam niewiele ponad 100 km, więc w razie czego pobyt można łatwo przerwać, dojechać czy cokolwiek zrobić.
    • koronka2012 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 29.06.14, 14:16
      Rozwiodłaś się formalnie, pora rozwieść się też emocjonalnie.

      Nie jesteście rodziną, nie musisz się przejmować fochami obcego faceta. Nie po to się rozstaliście, żebyś się teraz zastanawiała nad minami i wypowiedziami tego gościa.

      Zaproponował coś, nie zgodzilaś sie - koniec tematu. Rozstrząsanie dlaczego tak, a nie inaczej świadczy o tym, że nadal się nie uwolniłaś.
      • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 29.06.14, 16:47
        I tu się z tobą nie zgodzę.
        Rozwód, rozwodem, ale rodziną pozostaną już aż do śmierci.
        Tylko tępa dzida uzna byłego męża za obcego. To ojciec ich dziecka.
        Jak można w ten sposób podchodzić do sprawy.
        Gdy dwoje ludzi nie moze dojść do porozumienia ze sobą to źle świadczy o ich poziomie intelektualnym. Gdy nie ma zdrad, gdy nie ma kłótni, gdy nie ma używania alkoholu, to co stoi na przeszkodzie nauczyć sie rozmawiać i wyjaśniać swoje problemy.
        Ojciec jak widać chce uczestniczyć w życiu dziecka. Nie tyle finansowo metodą kupienia swojego sumienia za kasę, ale chce być z nim i spędzać z nim czas.
        Wyjazd nad może daje mu tę możliwość.
        Ale widać mamusia ma coś na sumieniu skoro tatusia odpycha od dziecka.
        Gdy matka nie pozwala ojcu na kontakty jak najczęstsze to widać mamusia ma w tym ukryty cel.
        Popatrz sobie w lustro i powiedz szczerze. o masz na sumieniu z tym rozwodem.
        Kto zawinił, a kogo chcesz za to ukarać. Dziecko, czy siebie.
        Bo na razie dziecko na tym traci.
        • blue_ania37 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 29.06.14, 17:30
          fujara12 napisał:
          > Wyjazd nad może daje mu tę możliwość.

          Morze się piszę po prostusmile może chcę kawę ale jak jadę nad morze to przez Rz.

          a href="www.youtube.com/watch?v=TwIZFPGVL4I" target="_blank">www.youtube.com/watch?v=TwIZFPGVL4I</a>
        • chalsia Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 29.06.14, 17:31
          > Tylko tępa dzida uzna byłego męża za obcego. To ojciec ich dziecka.

          no to jestem tępa dzida
          mąż był mi bliski, gdy był mężem
          potem, gdy stał się eks mężem, stał się obcym człowiekiem - nic nas emocjonalnie nie łączyło
          a ojcostwo nie rzutuje na uznanie ojca OBECNIE za obcego człowieka DLA MNIE
          bliskim jest nadal - dla dziecka

          > Gdy matka nie pozwala ojcu na kontakty jak najczęstsze to widać mamusia ma w ty
          > m ukryty cel.

          nooooo, np taki jak żeby móc sobie swoje życie ułożyć po swojemu
        • koronka2012 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 29.06.14, 17:52
          fujara12 napisał:

          > I tu się z tobą nie zgodzę.
          Nie musisztongue_out

          > Rozwód, rozwodem, ale rodziną pozostaną już aż do śmierci.
          Nie, rodziną przestali być w dniu rozwodu.

          > Tylko tępa dzida uzna byłego męża za obcego. To ojciec ich dziecka.

          Nie myl relacji rodzic-dziecko z relacją między byłymi małżonkami. Eks jest bardziej obcy od przechodnia na ulicy.

          > Jak można w ten sposób podchodzić do sprawy.

          Jest to najbardziej oczywisty i zdrowy sposób. Rozwodząc się trzeba zakończyć emocjonalne związki, inaczej nie ma sensu się iść do sądu.

          > Gdy dwoje ludzi nie moze dojść do porozumienia ze sobą to źle świadczy o ich po
          > ziomie intelektualnym. Gdy nie ma zdrad, gdy nie ma kłótni, gdy nie ma używania
          > alkoholu, to co stoi na przeszkodzie nauczyć sie rozmawiać i wyjaśniać swoje p
          > roblemy.

          Idiotyzmem jest założenie, że ludzie mogą się dogadać/powinni się dogadywać w każdych okolicznościach. Gdyby był między nimi choć cień porozumienia - to by się nie rozwiedli. I nie ma to żadnego związku z intelektem. Nie widzę sensu dogadywać się z kimś, kogo zdanie kompletnie mnie nie obchodzi.

          > Ojciec jak widać chce uczestniczyć w życiu dziecka. Nie tyle finansowo metodą k
          > upienia swojego sumienia za kasę, ale chce być z nim i spędzać z nim czas.
          > Wyjazd nad może daje mu tę możliwość.

          Miło z jego strony, tylko że narzuca też swoje uczestnistwo w życiu byłej żony. Skoro jest taki troskliwy mógł zaproponować dorzucenie się do ich wakacji (skoro płaci małe alimenty) a nie narzucać się ze swoją obecnością i psuć komus wypoczynek złymi emocjami. Dziecku też dobrze nie zrobi mącenie mu w głowie i łudzenie nadzieją, że może rodzice się zejdą.

          > Ale widać mamusia ma coś na sumieniu skoro tatusia odpycha od dziecka.
          > Gdy matka nie pozwala ojcu na kontakty jak najczęstsze to widać mamusia ma w ty
          > m ukryty cel.

          Taaa, ojciec mógłby przecież zabrać dziecko na wakacje - ale problem w tym że olał tę relację na tyle, że dziecko w jego obecności nie czuje się dobrze. Niech nad tym popracuje, zamiast psuć wakacje żonie?

          > Popatrz sobie w lustro i powiedz szczerze. o masz na sumieniu z tym rozwodem.
          > Kto zawinił, a kogo chcesz za to ukarać. Dziecko, czy siebie.
          > Bo na razie dziecko na tym traci.

          Tiaaa.... traci, owszem - mając ojca pracoholika. Wakacjami się tego nie załatwi.
        • altz Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 29.06.14, 17:54
          fujara12 napisał:
          > Wyjazd nad może daje mu tę możliwość.
          > Ale widać mamusia ma coś na sumieniu skoro tatusia odpycha od dziecka.
          > Gdy matka nie pozwala ojcu na kontakty jak najczęstsze to widać mamusia ma w ty
          > m ukryty cel.

          Ojciec potrzebuje dodatkowej opiekunki, bo sobie z dzieckiem sam nie radzi na dłużej.
          Matka nie ma obowiązku jeżdżenia ze starym chłopem i pomaganiu przy 3-latku.
          Przyczyną takiej sytuacji jest zachowanie ojca, wyłącznie.
          Teraz, jeśli będzie miał duże chęci, to może brać dziecko i stopniowo przyzwyczajać dziecko do siebie, a za jakiś miesiąc czy dwa, mógłby pojechać na dłużej. Teraz, na miejscu matki, proponowałbym wyłącznie wspólny łykend i oddzielne koszty, niech sobie mieszka w hotelu, jeśli ma taką ochotę, matka nie musi.
          • samawsnach Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 29.06.14, 18:59
            Zaciekawiło mnie definiowanie niezależności czy jej braku w tym wątku. Do głowy nie przyszłoby mi, że informowanie ojca dziecka o miejscu pobytu świadczy o braku niezależności. Przecież mówimy o normalnym, jak wynika z wątku, facecie, a nie stalkerze, czy psycholu, który będzie czyhał pod niefrasobliwie podanym adresemwink
            A co do finansów - też tu nie wiedzę braku "niezależności" Wiosny - przecież wyraźnie pisze, że jest w stanie sama siebie utrzymać, a to że nie takim poziomie, na jakim żyje były mąż? Bywa. Inna sprawa, że mnie również wydaje się, że propozycja ex nie jest wynikiem troski o niewłaściwe warunki pobytu syna, ale próbą zbliżenia się do ciebie (choć syna oczywiście też).
          • chalsia Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 29.06.14, 19:09
            > Ojciec potrzebuje dodatkowej opiekunki, bo sobie z dzieckiem sam nie radzi na d
            > łużej.
            > Matka nie ma obowiązku jeżdżenia ze starym chłopem i pomaganiu przy 3-latku.
            > Przyczyną takiej sytuacji jest zachowanie ojca, wyłącznie.

            nie czesto tak jest, ale tym razem zgadzam się z Altzem
              • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 30.06.14, 08:38
                Więc na początek nie jestem osobą w trakcie, przed, ani po rozwodzie.
                Mój staż małżeński pewnie by zaszokował większość.
                W moim życiu były wspaniałe i brzydkie momenty.
                Ale trafiła mi się żona która stworzyła nasz dom, rodzinę i zmieniła mnie samego.
                Zapytałem jej nie tak dawno: DLACZEGO ? Dlaczego to robiła i po co ?

                Odpowiedziała mi krótko.
                Bo cię pokochałam takim jaki jesteś. Jaki byłeś. Bo kocham swoją rodzinę.
                Jestem typem pracoholika. Nie poświęcam zbyt wiele czasu na domowe sprawy.
                Moze to samolubne, może egoizm. Ja mama pracę i maszynkę do robienia pieniędzy, żona ma monopol na funkcjonowanie rodziny.
                Gdy mam doła. Gdy jest mi łyso, źle i jestem w totalnym szambie, ona 8 zmysłem wyczuwa to i potrafi delikatnym dotykiem sprawić że wszystko odchodzi w niebyt.
                Jestem szorstki w obejściu. Nie jestem romantykiem. Nie potrafię pieprzyć słodkich słówek.
                Ale dzięki MOJEJ ŻONIE - MOJA RODZINA ISTNIEJE.
                Wzięłaś rozwód z mężem. Nie podałaś przyczyny. Masz pretensję że mąż ingeruje w twoje NOWE ŻYCIE. Może on jeszcze uważa że TY I ON to jednak rodzina. A rozwód ?
                Sama wiesz jak to z tym rozwodem było. Kto wniósł pozew, kto zawinił, po czyjej stronie leży za to odpowiedzialność.
                Więc nie żal się tu na forum jaki to ex mąż jest zły i jak "utrudnia" ci życie.
                Odnoszę wrażenie że to ty utrudniasz funkcjonalność powstałego układu.
                Uderz się w pierś i powiedz szczerze.
                KTO ZAWINIŁ TAK NA PRAWDĘ. KTO KOMU NARZUCA SWOJE ZDANIE,
                TY CZY MĄŻ ?
                • altz Dobry policjant? :-) 30.06.14, 21:48
                  fujara12 napisał:
                  > Może on jeszcze uważa że TY I ON to jednak rodzina. A rozwód ?
                  > Sama wiesz jak to z tym rozwodem było. Kto wniósł pozew, kto zawinił, po czyjej
                  > stronie leży za to odpowiedzialność.
                  > Więc nie żal się tu na forum jaki to ex mąż jest zły i jak "utrudnia" ci życie.
                  > Odnoszę wrażenie że to ty utrudniasz funkcjonalność powstałego układu.
                  > Uderz się w pierś i powiedz szczerze.
                  > KTO ZAWINIŁ TAK NA PRAWDĘ. KTO KOMU NARZUCA SWOJE ZDANIE,
                  > TY CZY MĄŻ ?
    • amb25 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 30.06.14, 08:48
      Witaj.
      A jak mu sie uklada z kobietami?
      Bo moze jest tak, ze zadnej sobie nie znalazl albo mu z jakas nie wyszlo i doszedl do wniosku, ze moze by zaczac znowu z byla. Lepsza taka niz zadna. Jesli jej pokaze jaki jest fajny (zacznie od wakacji) to ona za nim na pewno poleci.
    • inna_nowa_ja Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 30.06.14, 12:05
      ja w ferie miałam identyczną sytuację i się sprawdziła. Ustaliłam z eksem plan pobytu i tyle, ani eks ani ja nie mogliśmy się tymi feriami podzielić bo nasi pracodawcy nie dali nam urlopu w różnych terminach, i ja i on chcieliśmy spędzić ten czas z dzieciakami. Dogadaliśmy się i było ok.
      Ja już nie wiem jak niektórym dogodzić, jak się eksa zlewa i traktuje nie halo jest źle, jak laska pisze że chciałaby się jakoś dogadać to na wszystko eskowi pozwala i jest współuzależniona.
      Zrób tak aby tobie i maluchowi było dobrze.
      • wiosnaw Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 30.06.14, 15:49
        Dzięki za zrozumienie.
        Eks zawalił sprawę regularności kontaktów, w tym wszystkim widzę też jednak to, że jest jako ojciec naprawdę w porządku. Zależy mi na ich relacji, dlatego często się zastanawiam, co robić w niektórych sytuacjach.
        • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 30.06.14, 20:53
          Pozew o rozwód wniosłaś ty. Ty więc zniszczyłaś rodzinę. Powód śmieszny i prozaiczny. Mąż za mało otaczał cię miłością. Nie miział, nie mówił ciepłych słówek. A tobie tak brakowało tej czułości. Facet zasuwał jak pershing żeby żonce i dziecku niczego nie zabrakło. A żonka odcina ojca od dziecka. Utrudnia mu kontakty, poucza jak ma napoić dziecko i jakim soczkiem.
          Żenada. Nie przyszło ci do głowy że mąż chce ci dać szansę na ponowne wspólne życie.
          A ten wyjazd moze pozwolić na ożywienie tego co ty sama zalałaś wodą.
          Ale pewnie masz już pocieszyciela i to wszystko krzyżuje twoje plany.
          Ja w postępowaniu twojego męża widzę że chce ponownego scementowania rodziny.
          Ale to poniżej twojej godności.
          Czy ty w ogóle kochałaś tego faceta ? Co ty do niego czułaś gdy wychodziłaś za mąż ?
          Teraz stopujesz go. Ziejesz jakąś awersją do niego.
          CO ON CI ZROBIŁ TAKIEGO ŻE AŻ MUSIAŁO DOJŚĆ DO ROZWODU ?
          Masz szansę naprawić coś co sama zepsułaś. Dać dziecku poczucie rodzinnego ciepła.
          Mężowi dać poczucie rodziny. No i sobie szansę do godziwe życie.
          Ale do tego należy dorosnąć.
          • altz Zły policjant? :-) 30.06.14, 21:51
            fujara12 napisał:
            > Pozew o rozwód wniosłaś ty. Ty więc zniszczyłaś rodzinę. Powód śmieszny i proza
            > iczny. Mąż za mało otaczał cię miłością. Nie miział, nie mówił ciepłych słówek.
            > A tobie tak brakowało tej czułości. Facet zasuwał jak pershing żeby żonce i dz
            > iecku niczego nie zabrakło. A żonka odcina ojca od dziecka. Utrudnia mu kontakt
            > y, poucza jak ma napoić dziecko i jakim soczkiem.
            > Żenada. Nie przyszło ci do głowy że mąż chce ci dać szansę na ponowne wspólne ż
            > ycie.

            Facet jej pokaże, jak być żoną, co ma kupować, jak zajmować się dzieckiem, jak się uśmiechać, jak go wspierać żeby on się nie dąsał...
            Ale chyba jednak nie na tym polega małżeństwo? wink
          • kami_hope Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 30.06.14, 22:11
            Fujara, te wywody to nie pod ten adres. Juz kolejny raz widze jak roznym osobom serwujesz swoje przemyslenia, ktore w istocie sa zalami jakie chcialbys wylac swojej kobiecie lub bylej-kobiecie. Poki co, to sam masz problem, stosujesz rozne techniki przemieszczania... Poza tym, Ty w ogole nie masz pojecia na czym polega problem osoby do ktorej piszesz. Ot, po prostu serwujesz to co masz w glowie do zupelnie przypadkowych ludzi. No wez sie zastanow facet. Zglos sie ze swoimi problemami do specjalisty, bo to co tutaj probujesz jedynie poglebia Twoj problem. A juz inna sprawa, to sprawiasz przyktosci niezawinionym Ci ludziom. To nie fair. Jak myslisz?
          • noname2002 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 01.07.14, 11:44
            > Pozew o rozwód wniosłaś ty. Ty więc zniszczyłaś rodzinę.

            Tej rodziny nie było już wcześniej skoro mąż Wiosnaw praktycznie nie spędzał czasu ani z żoną ani z dzieckiem- nie każda kobieta jest twoją żoną i nie każda chce być samotną matką pomimo posiadania męża.
        • altz Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 30.06.14, 21:53
          wiosnaw napisał(a):
          > Dzięki za zrozumienie.
          > Eks zawalił sprawę regularności kontaktów, w tym wszystkim widzę też jednak to,
          > że jest jako ojciec naprawdę w porządku. Zależy mi na ich relacji, dlatego czę
          > sto się zastanawiam, co robić w niektórych sytuacjach.

          Dziecko nie metalowa kulka, tak łatwo nie da się zepsuć.
          Ojciec sobie poradzi, podstawy ma, potrzebuje jedynie więcej czasu z dzieckiem, konsekwencji i cierpliwości.
        • rar.ely sytuacja w ktorej sie znajdujesz 05.07.14, 08:21
          wiosnaw napisał(a):

          > Dzięki za zrozumienie.
          > Eks zawalił sprawę regularności kontaktów, w tym wszystkim widzę też jednak to,
          > że jest jako ojciec naprawdę w porządku. Zależy mi na ich relacji, dlatego czę
          > sto się zastanawiam, co robić w niektórych sytuacjach.

          to klasyczny " konflikt ról " ktory jest po rozwodzie gdzie rola rozwodki ktora chce miec swoje zycie jest w silnym konflikcie z rola matka ktora chce zeby dziecko mialo kontakt z ojcem i powinna je wspierac

          zreszta on jest w takim samym konflikcie

          niestety to jest ten rodzaj pulapki w ktora sie wpada po rozwodzie i z ktorej ciezko wyjsc

          pozstaje taka sytuacje zaakceptowac i niestety zyc w poczuciu "nierozwianego" sporu z silnymi emocjami
          • altz Re: sytuacja w ktorej sie znajdujesz 05.07.14, 08:59
            rar.ely napisał:
            > to klasyczny " konflikt ról " ktory jest po rozwodzie gdzie rola rozwodki ktora
            > chce miec swoje zycie jest w silnym konflikcie z rola matka ktora chce zeby dz
            > iecko mialo kontakt z ojcem i powinna je wspierac

            Tradycyjnie przesadzasz i komplikujesz sprawy.
            Jaki konflikt ról? Weź, nie żartuj.
            Matka ma przede wszystkim ma jedno zadanie w takiej sytuacji: nie przeszkadzać!
            Dać na luz i nie zajmować się duperelami, soczkami, bucikami, dziecko ma dwoje myślących rodziców, żadne z nich nie jest alkoholikiem ani narkomanem, dziecko nie jest tak prosto zepsuć, jakby się wydawało.
            Tutaj ojciec sam sobie poradzi, nie róbmy z niego totalnej sieroty, w pracy też wykonuje jakieś zadania i nikt go w tym nie wspiera. Co więcej, ojciec ma tutaj większy potencjał, niż matka, jak sobie poukłada różne sprawy, to za kilkanaście lat może się okazać, że to matce trzeba będzie pomagać i wspierać, żeby syn chciał ją raz na jakiś czas odwiedzać.
            • wiosnaw Re: sytuacja w ktorej sie znajdujesz 05.07.14, 16:57
              altz napisał:
              Co więcej, ojciec ma tuta
              > j większy potencjał, niż matka, jak sobie poukłada różne sprawy, to za kilkanaś
              > cie lat może się okazać, że to matce trzeba będzie pomagać i wspierać, żeby syn
              > chciał ją raz na jakiś czas odwiedzać.

              "Może" to wiele różnych rzeczy nie do przewidzenia, mam jednak nadzieję nie zniedołężnieć w okolicach czterdziestki smile I także nie widzę powodu, żeby się bać tego, że dorosły syn nie będzie mnie odwiedzać smile

              Altz, może trudno Ci uwierzyć, ale ja bardzo się cieszę, że eksowi dobrze się wiedzie - czyli cieszy mnie jego, jak to określasz, "potencjał", choćby ze względu na nasze dziecko. Ja wolałabym czuć, że mam męża, a nie tylko faceta, którego nigdy nie ma i który przychodzi do domu tylko na seks i spanie.
              Dodam, że jego ilość i jakość kontaktów z dzieckiem teraz a kiedyś jest jak w tym porównaniu nieba i ziemi smile
              • altz Re: sytuacja w ktorej sie znajdujesz 05.07.14, 17:10
                wiosnaw napisał(a):
                > Altz, może trudno Ci uwierzyć, ale ja bardzo się cieszę, że eksowi dobrze się w
                > iedzie - czyli cieszy mnie jego, jak to określasz, "potencjał", choćby ze wzglę
                > du na nasze dziecko.

                Ja w to wierzę i mnie to nie dziwi. Będzie mu się wieść, jak będzie sam sobie radził i nie potrzebował pomocy.

                > Ja wolałabym czuć, że mam męża, a nie tylko faceta, któreg
                > o nigdy nie ma i który przychodzi do domu tylko na seks i spanie.
                Może pan Bóg tak chciał? To dla Ciebie test? wink

                > Dodam, że jego ilość i jakość kontaktów z dzieckiem teraz a kiedyś jest jak w t
                > ym porównaniu nieba i ziemi smile
                Dziecko też jest starsze, może to nie być wyłącznym skutkiem rozwodu.
                U mnie bardzo spadła jakość, a nawet się zapadła w porównaniu sprzed, chociaż koleżanki matki mówiły, że będzie inaczej, teraz siedzą cicho.
                • wiosnaw Re: sytuacja w ktorej sie znajdujesz 05.07.14, 18:22
                  altz napisał:
                  > Może pan Bóg tak chciał? To dla Ciebie test? wink

                  A niby na co miałby być ten test, Altz? smile

                  > Dziecko też jest starsze, może to nie być wyłącznym skutkiem rozwodu.
                  > U mnie bardzo spadła jakość, a nawet się zapadła w porównaniu sprzed, chociaż k
                  > oleżanki matki mówiły, że będzie inaczej, teraz siedzą cicho.

                  Sama widzę, że prawdziwa więź nawiązuje się między nimi dopiero od niedawna i ma ścisły związek z tym, że w tym wieku bardzo rośnie komunikatywność dziecka. Kiedyś, gdy synek był w ogóle bardzo mały (a nawet potem, gdy już chodził) miałam wrażenie, że eks nie wiedział, co z nim począć smile zawsze po prostu wyglądał przy nim na zestresowanego.
                  Może to rodzaj niedojrzałości, może tylko wynik braku większego kontaktu między nimi.

                  Nie wiem, jak było u Ciebie, nie wiem, dlaczego jakość spadła - ale u mnie jest po prostu przeciwieństwo tego, co było. Dziś chłopcy są od na przykład rana razem, wrócą ok. 19, a takiej ilości czasu eks nigdy, naprawdę nigdy nie poświęcał na kontakt z rodziną kiedyś.

                    • wiosnaw Re: Najlepsze będzie wtedy... 06.07.14, 09:07
                      Czyli to źle, że rodzic mający opiekę nie robi drugiemu problemów w kontaktach z dzieckiem? Powinnam może pilnować, aby nie za duża więź rozwinęła się między nimi?
                      Nie sądzę, że o to ci chodzi, więc po co robisz takie uwagi?
      • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 01.07.14, 07:58
        To raczej wy jesteście zgorzkniałymi frustratami, którym w życiu nie wyszło.
        A nie wyszło, bo okazało się że małżeństwo skończyło się rozwodem.
        W większości przypadków rozwodowych to kierowanie się czystym egoizmem.
        Nie mam na myśli poświęcania się na siłę żeby trwać w patologicznym układzie.
        Ale skoro do ślubu doszło, to była jakaś przyczyna. Uczucie tak głębokie które doprowadziło do finalizacji tych spotkań.
        W pewnym momencie piorun strzela w stóg siana i bańka mydlana pryska. Czar miłości też.
        Wytłumaczcie mi jak nagle miłość znika i pojawia się zajadła nienawiść.
        Rozumiem zdradę, odejście z inną lub z innym. Rozumiem alkoholizm który w pewnym momencie staje się ważniejszy od rodziny. Ale...................
        Nawet w tych przypadkach partnerzy czy partnerki starają się wyciągać dłoń pomocy.

        Tu widzę tylko samych frustratów którzy z zajadłością ratlerka obszczekują partnera wiosnyw nie znając człowieka.
        Znacie tylko pytanie autorki. Kto wie jaka ona jest naprawdę. Kto zawinił z tym rozwodem.
        Moze to ona przyprawiła mężowi rogi, a on teraz krzyżuje jej plany z nowym menem,.
        Stawiacie faceta na szubienicy i każecie go powiesić. Jak banda zdziczałych prymitywnych szumowin.
        To że potraficie używać języka literackiego, budując prawidłowe zdania, nie oznacza że jesteście ludźmi.
        Raczej widzę tu ciężko upośledzone indywidua które nie potrafiły sobie poradzi w swoich związkach. To według was jest standard. Mnie się przytrafiło, więc wszystkie przypadki są takie same.
        Otóż nie. Każdy człowiek jest inny. Każdy przypadek ma inne podłoże.
        Dlatego niech autorka napisze wpierw kto wniósł o rozwód i z czyjej powstał przyczyny.
        Kto teraz próbuje nawiązać relacje, a kto utrudnia komu życie.
        Facet po roku od rozwodu nie wchodzi w nowy związek, chyba że powodem rozwodu była zdrada. Zbyt mocna zadra siedzi w jego sercu żeby pchał się w nowe szambo.
        Kobieta uznaje KLIN KLINEM. Dla nie nowy związek to jak nowe perfumy, czy nowa kreacja dla uciechy oczu. Dla niej nie istnieje pojęcie rozpaczy że związek się rozpadł. Ona tryumfuje e wygrała z padalcem. Teraz jeszcze mu tylko dokopać żeby wiedział kto tu ma jaja.
        Wasze wywody są właśnie w tym stylu.
        Nie znacie faceta. Nie wiecie kto zawinił. Ale chcecie go powiesić już i teraz.
        BRAVO, BRAVO.
        • muminka2014 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 01.07.14, 09:07
          Drugi fujaro12, otoz ja nie jestem zgorzkniala tylko zadfowolona,ze wyzwolilam sie od meza alkoholika po latach upodlenia i czekania na zmiany, ktore do tej pory nie nastapily... Akurat ja nie napadalam na meza autorki, a raczej krytykowalam ja - wg mnie jest niedojrzala. Ty jestes sfrustrowanym b dziwnym czlowiekiem...
        • argentusa Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 01.07.14, 09:17
          > A nie wyszło, bo okazało się że małżeństwo skończyło się rozwodem.
          a co jeśli drugie małżeństwo od paru lat właśnie wychodzi i jest ok. Bo jest się po prostu dojrzalszym i tym razem wybrało się właściwie i dokładnie tego człowieka, który nam pasuje pod każdym względem? Twoja stanowczość zdaje się wynika z postrzegania świata wyłącznie czarno-biało. Nic pośredniego. Dla mnie to ograniczenie. Poważne.
          > Wytłumaczcie mi jak nagle miłość znika
          nie wiem jak nagle znika, doskonale wiem jak znika latami aż nic nie pozostaje poza niechęcia.
          > Moze to ona przyprawiła mężowi rogi, a on teraz krzyżuje jej plany z nowym mene
          > m,.
          po rozwodzie są. teraz to pan może sobie krzyżować co chce i z kim chce. Pan jest jedynie tatą dziecka a pani mamą. Nie muszą się spotykać w okolicznościach wypoczynku. to nie jest trudne, naprawdę. Można mieć życie zupełnie odrębne od życia eks.

          > Raczej widzę tu ciężko upośledzone indywidua które nie potrafiły sobie poradzi
          > w swoich związkach
          eeee. niektóre może miały odwagę odrzucić to co kiepskiej jakości i sięgnąć po lepszą jakość. Związku chociażby. Takie też tu są. Zakończywszy najpierw pierwszy związek. Wiem, wiem, - niemożliwe. A jednak wink
          Kobieta uznaje KLIN KLINEM. Dla nie nowy związek to jak nowe perfumy, czy nowa
          > kreacja dla uciechy oczu.
          aaa to jednak jest nowy facet. No nie doczytałam. o ja upośledzona...
          Fujara, weź trochę wróć do rzeczywistości. I jak ktoś wcześniej napisał - nie pij tyle. To szkodzi zdrowiu. I przestań projektować swoje żale na innych. Nie tędy droga.
          Autorka ma pełne prawo odpoczywać w towarzystwie, które jej odpowiada. Nie po to się rozwodziła żeby się przyjaźnić z eksem. Zapewniam na podstawie własnego doświadczenia, że można się nie przyjaźnić z eksem i można mieć dobre układy na linii ojciec-matka. I zupełnie nie chcieć oglądać się za często -nawet z małym dzieckiem. U nas jest tak, że skoro mnie stać na mniej niż jego, to on jeździ z dziećmi gdzie chce i na ogół w terminach jakie chce - i ja mu się nie wtrącam. Ale jemu też nie przychodzi do głowy uczestniczyć w jakikolwiek sposób w moich układach dzieci-mama-wakacje. Każde ma swój termin - i jak jest potrzeba to się dogadujemy ze zmianami. Ale na Boga nie tłumaczymy gdzie, jak i z kim jeszcze.
          Jak to grzecznie powiedział sąd mojemu koledze - proszę pana to nie jest już pańska żona. To jest obca osoba i kontrolować jej pan nie może (jak koniecznie chciał widywać dzieci w domu eks żony) i oto złożył wniosek do sądu. Ja -zabiłabym śmiechem, sąd i tak zachował powagę.
          Ar.

        • blue_ania37 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 01.07.14, 09:28
          fujara12 napisał:

          > Tu widzę tylko samych frustratów którzy z zajadłością ratlerka obszczekują part
          > nera wiosnyw nie znając człowieka.
          > Znacie tylko pytanie autorki. Kto wie jaka ona jest naprawdę. Kto zawinił z tym
          > rozwodem.
          > Moze to ona przyprawiła mężowi rogi, a on teraz krzyżuje jej plany z nowym mene
          > m,.
          > Stawiacie faceta na szubienicy i każecie go powiesić. Jak banda zdziczałych pry
          > mitywnych szumowin.
          > To że potraficie używać języka literackiego, budując prawidłowe zdania, nie ozn
          > acza że jesteście ludźmi.
          > Raczej widzę tu ciężko upośledzone indywidua które nie potrafiły sobie poradzi
          > w swoich związkach. To według was jest standard. Mnie się przytrafiło, więc wsz
          > ystkie przypadki są takie same.
          > Otóż nie. Każdy człowiek jest inny. Każdy przypadek ma inne podłoże.
          > Dlatego niech autorka napisze wpierw kto wniósł o rozwód i z czyjej powstał prz
          > yczyny.
          > Kto teraz próbuje nawiązać relacje, a kto utrudnia komu życie.
          > Facet po roku od rozwodu nie wchodzi w nowy związek, chyba że powodem rozwodu b
          > yła zdrada. Zbyt mocna zadra siedzi w jego sercu żeby pchał się w nowe szambo.
          > Kobieta uznaje KLIN KLINEM. Dla nie nowy związek to jak nowe perfumy, czy nowa
          > kreacja dla uciechy oczu. Dla niej nie istnieje pojęcie rozpaczy że związek się
          > rozpadł. Ona tryumfuje e wygrała z padalcem. Teraz jeszcze mu tylko dokopać ż
          > eby wiedział kto tu ma jaja.
          > Wasze wywody są właśnie w tym stylu.
          > Nie znacie faceta. Nie wiecie kto zawinił. Ale chcecie go powiesić już i teraz.
          > BRAVO, BRAVO.

          Kto tu próbuje powiesić tego eksa?
          Gdzie to wyczytałeś?

          A zajadłość z jaką napadłeś na rozwodników nie podoba mi się napadłeś w ten sposób również na mnie, więc coś ci napiszę, chociaż nie wiem czy jesteś w stanie zrozumieć.
          10 lat podjęłam ukochaną pracę, wymarzoną która była spełnieniem moich wyborów zawodowych.
          Spełniałam się w niej czerpiąc radość i poczucie, że jestem na właściwym miejscu.
          Ale przez te lata zmieniłam się ja, zmienił się styl zarządzania, niektórzy odeszli niektórzy przyszli.
          Niektórych bardziej lubię niektórych mniej.
          Zmieniły mi się priorytety, urodzenie dziecka np je zmieniły.
          Czy w związku z tym, muszę tam pracować do końca życia bo była to ukochana praca?
          Czy powinnam ją zmienić, aby móc się realizować w sposób w jaki czuję w tym momencie?
          Czy powinnam mieć wyrzuty sumienia do końca życia że chcę inaczej?

          Opowiadasz banały o rozwodnikach a szczególnie frustrujesz się na kobiety.
          Domagając się przyczyn rozwodu i kto zawinił.
          To takie katolickie to rzucanie tymi kamieniami.
          A

          www.youtube.com/watch?v=_e1pADu6VvI
          • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 01.07.14, 14:15
            blue_aniu37
            Uogólniasz moją wypowiedź. Nie miałem na myśli patologi jak alkoholizm, nagminne zdrady itd.
            Gdy jest model rodziny taki podstawowy jest najważniejszy priorytet. UTRZYMAĆ TO STADŁO.
            Podział kompetencji jest prosty. Żona z przyczyn biologicznych zachodzi w ciążę i karmi mlekiem jak przystało na ssaka. Facet jako padlinożerca znosi do domu "ochłapy mięsa" żeby dać pokarm samicy w celu zwiększenia produktu mlecznego. W początkowej fazie samica warczy na samca odstraszając go od młodych, bo........................
            Po okresie inkubacji młode zaczynają samodzielnie podjadać i samica zaczyna interesować sie samcem, ale ten wpadłszy w "ciąg" poluje i poluje.............
            Samica po zasie jest zestresowana i okazuje swoje niezadowolenie, ale samiec jako ten "mniej inteligentny" nie dostrzega widocznych sygnałów wysyłanych przez samicę.
            Efekt
            Budzi się z ręką w nocniku, czyli z zawiadomieniem o rozprawie rozwodowej.
            W tej sytuacji zamiast konstruktywnych rozmów przy "okrągłym stole" dochodzi do wyzwisk i szarpań, powarkiwań i odszczekiwań.
            Zajadłość obu stron osiąga punkt kulminacyjny.
            MIEDZA JEST MOJA I NIE USTĄPIĘ.
            Po rozwodzie dochodzi do ochłonięcia nastrojów, ale "duma" i "honor" nie pozwalają na zmianę frontu czy okazania jakichkolwiek gestów przyjaźni.
            Przez moje stanowisko do ratowania stadła nie przemawia "moherowy katolicyzm".
            Jestem człowiekiem głęboko niewierzący w tezy głoszone przez "pingwinów".

            To nie zakorzenienie katechezy, ale czysty rozsądek nawołuje do zakopania broni i użycia słów pojednania.

            Rozumując tak jak niektórzy:
            - skoro ślub z tym panem był błędnym krokiem to co spowodowało ten zamiar zamążpójścia,
            - skoro rozwód był błędem to co spowodowało wniesienie pozwu o ten rozwód.
            - skoro tatuś nie okazuje regularnych kontaktów z dzieckiem z powodu pracoholizmu, to jaka częstotliwość byłaby prawidłowa.
            - skoro tatuś kupuje dziecku ubranko bo ma taki kaprys, to dlaczego mamusia ma pretensje o zbyt małe alimenty nieadekwatnie niskie w stosunku do zarobków tatusia.
            - mamusia nie ma żalu że tatuś więcej zarabia ale jednak............... czytaj powyżej jej komentarze.
            - skoro ja jestem frustratem, lub niespełnionym facetem w związku to jak nazwać te osoby które były w małżeńskim stanie i rozwiodły się ? CZY IM SIĘ UDAŁO ?

            Jest wiele kwestii nie poruszanych.
            Ale ""Oferta" eksa, nic nie rozumiem""
            Więc jak mam odnieść się do autorki ?
            Skoro ona nie rozumie że mąż chce spędzić wakacje z synem i jego matką, żeby stworzyć dziecku "wrażenie" stabilizacji.
            Zaznaczam że piszę tu tylko wrażeniu. Matka daleka jest od takiej idei.
            Ona uważa się ALFĘ I OMEGĘ. Co jak widać zakończyło się rozwodem.
            Więc gdy wiosnaw tego nie dostrzega, to nie dostrzegła też błędu rozwodząc się z mężem.
            Błędem jest że jeszcze żyje. Przecież ona musi zasięgnąć porady.
            Jak żyć, oddychać, jeść. A przecież z drugiej strony, ONA WIE NAJLEPIEJ.
            I to jest właśnie HIPOKRYZJA.
            • blue_ania37 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 01.07.14, 16:10
              fujara12 napisał:

              > blue_aniu37
              > Uogólniasz moją wypowiedź. Nie miałem na myśli patologi jak alkoholizm, nagminn
              > e zdrady itd.
              > Gdy jest model rodziny taki podstawowy jest najważniejszy priorytet. UTRZYMAĆ T
              > O STADŁO.

              Ja w ogóle nie pisałam o patologiach, ja pisałam że człowiek się zmienia.
              I to jest w nas fajne jako ludziach, że się rozwijamy jak chcemy albo nie jak nie chcemy.
              Nie jestem dumną rozwódką, bo się rozwiodłam, uwierz, że wolałabym się nie rozwodzić, ale tak wyszło.
              I mogę żyć w przekonaniu że koniec życia, albo żyć dalej.
              Wybieram życie.
              Każda decyzja o rozwodzie jest niełatwa, obojętnie kto poszedł z pozwem do sądu.
              To utrata życia jakie się znało i ciężko znów budować wszystko na nowo.
              To często utrata codziennych kontaktów z dziećmi, konieczność znoszenia neksiów w naszym życiu, którzy dotykają nasze dzieci!
              Brak świąt i samotne wakacje.
              Ale jeżeli ludzie tak postanawiają, to uwierz, że nie robią tego bo są egoistyczni i małostkowi.
              To znaczy że doszli do ściany i nie umieją nie potrafią jej przebić bo już nie.
              I nie znaczy, że są źli, ale są po prostu ludźmi i jedyne co im przyświeca, to wiara że można odzyskać spokój niekiedy od męża alkoholika, niekiedy od złej teściowej, niekiedy od zainteresowani wielkim pracą, dziewczynami, chłopakami.
              To zmiana wszystkiego i wystarczy poczytać wstęp do forum rozwodowego, to nie jest, że człowiek wychodzi i mówi świetnie że tak się stało.
              Każdy ponosi konsekwencje, niektórzy od razu, niektórzy później.

              > Podział kompetencji jest prosty. Żona z przyczyn biologicznych zachodzi w ciążę
              > i karmi mlekiem jak przystało na ssaka. Facet jako padlinożerca znosi do domu
              > "ochłapy mięsa" żeby dać pokarm samicy w celu zwiększenia produktu mlecznego. W
              > początkowej fazie samica warczy na samca odstraszając go od młodych, bo.......
              > .................

              To jakaś bzdura, nie lubię być oceniana jako samica jestem człowiekiem.
              Nie będę przepraszać za biologię, że to ja rodzę dzieci.
              Ale uwierz, że są kobiety które nie mają potrzeby naturalnego karmienia, sa kobiety które nie mają potrzeby bycia na wychowawczym.
              Są gorszymi matkami?
              Bo nie karmią czy, że chodzą do pracy?

              > Efekt
              > Budzi się z ręką w nocniku, czyli z zawiadomieniem o rozprawie rozwodowej.
              > W tej sytuacji zamiast konstruktywnych rozmów przy "okrągłym stole" dochodzi do
              > wyzwisk i szarpań, powarkiwań i odszczekiwań.

              Jak dochodzi do wyzywania i szarpania polecam rozwód.
              Takich rzeczy się nie zapomina i nie wybacza.

              > Po rozwodzie dochodzi do ochłonięcia nastrojów, ale "duma" i "honor" nie pozwal
              > ają na zmianę frontu czy okazania jakichkolwiek gestów przyjaźni.

              Ty nazywasz to dumą i honorem ja nazywam życiem w sposób w jaki chcę.
              Nie muszę okazywać gestów przyjaźni nie muszę się przyjaźnić z byłym, mamy dziecko i mamy na siebie nie warczeć nie krzyczeć.
              On nie musi pamiętać, że ja lubię wodę gazowaną a on nie otrzyma ode mnie pomidorówki, bo zrezygnowaliśmy z tej zażyłości.
              Rozumiesz zrezygnowaliśmy, nie ta zupa, nie ta woda?
              Nie lubimy tych swoich smaków.
              Nie lubię też smaków pani z naprzeciwka i pana którego spotykam w sklepie.
              Nie warczymy na siebie, akceptujemy że on to ja to, ale nie musimy domagać się aby każdy miał "po połowie".

              > Rozumując tak jak niektórzy:
              > - skoro ślub z tym panem był błędnym krokiem to co spowodowało ten zamiar zamąż
              > pójścia,

              Bo 10 lat temu był świetnym, przystojnym wysokim facetem który kochał świetną muzykę i uważałam, że pokonamy wszystko.
              Mój błąd nie zrobiłam dokładnej ankiety na wszystkie pytania a on nie umiał odpowiedzieć bo np oboje nie mieliśmy dzieci więc rozmawialiśmy na podstawie "wyczucia"

              > - skoro rozwód był błędem to co spowodowało wniesienie pozwu o ten rozwód.

              Nikt nie napisał, że rozwód jest błędem, jest cholernie smutnym doświadczeniem, ale na szczęście jest legalnysmile

              > - skoro tatuś nie okazuje regularnych kontaktów z dzieckiem z powodu pracoholiz
              > mu, to jaka częstotliwość byłaby prawidłowa.

              To zależy co chce tata i mama, uwierz że niektórym wystarczy 5 minut w tyg, są tacy co potrzebują o wiele więcej.
              > - skoro tatuś kupuje dziecku ubranko bo ma taki kaprys, to dlaczego mamusia ma
              > pretensje o zbyt małe alimenty nieadekwatnie niskie w stosunku do zarobków tatu
              > sia.

              Ale to właśnie było jej powiedziane, że ma się rozwieść i liczyć na własne pieniądze + alimenty bez konieczności uzgadniania wszystkiego z byłym facetem.

              > - skoro ja jestem frustratem, lub niespełnionym facetem w związku to jak nazwać
              > te osoby które były w małżeńskim stanie i rozwiodły się ? CZY IM SIĘ UDAŁO ?

              Udało mi się, mieć znów 18 lat w wieku 40 stu i ogromny rozum jaki zyskałam.
              Ogromną wiedzę i odpowiedzialność, która pomimo, że uwiera powoduje, że człowiek czuje się wolny.

              > Skoro ona nie rozumie że mąż chce spędzić wakacje z synem i jego matką, żeby st
              > worzyć dziecku "wrażenie" stabilizacji.

              Czy ty byś spędzał wakacje z kimś obcym?
              Rozumiesz że kimś takim staje się była żona były mąż?
              Czemu każesz obcym ludziom spędzać razem urlop?
              Jeżeli nie mają wspólnych tematów, wspólnych planów celów?
              W imię jakiej stabilizacji,dla dziecka, że matka łyka łzy a ojciec pije piwo?
              Bo co mogą robić ludzie którzy są obcy?
              Obca kobieta zachwyca się Tobą na plaży? a ty smarujesz ją kremem?
              Nie i takimi dla siebie są byli małżonkowie.

              > Błędem jest że jeszcze żyje. Przecież ona musi zasięgnąć porady.
              > Jak żyć, oddychać, jeść. A przecież z drugiej strony, ONA WIE NAJLEPIEJ.
              > I to jest właśnie HIPOKRYZJA.

              Na koniecsmile
              Wg Twoich standardów jestem fajną rozwódkąsmile
              Nie wnosiłam o rozwód, uciekłam od przemocowca.

              Ale mam w sobie ogromne przekonanie, że właśnie przez takie idee i zasady doprowadziłam się do stanu w którym żyłam i na które skazałam dziecko.
              Właśnie dla ratowania stada, właśnie w imię rodziny.
              Im mniej by ludzie się wpieprzali w związki byłoby łatwiej.
              Im mniej by było parcia na obronę małżeństwa to mniej ludzi by się męczyło w układach które nie są do przyjęcia.
              Właśnie przekonanie miedza jest moja i nie ustąpię, prowadzi do patologii.
              Bo przecież można dawać szansy?
              Skoro nie zabił to żaden furiat, skoro chleje tylko w weekendy to właściwie nie ma się o co doczepić, a poza tym to kobiety kiedyś na polach rodziły i żyły, więc może to kierunek który może wygrać?smile
              • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 01.07.14, 17:41
                Generalizujesz.
                Ja swoje wypociny skierowałem do autorki, opierając się na twoich słowach krytyki w stosunku do mnie. Twój przypadek jest inny niż pani Kowalskiej, inny niż "wiosnyw", inny niż pani Xsińskiej.
                Nie można stawiać znaku równości do wszystkich. Jako szablonu.
                Są różni ludzie, różne mentalności, różny wiek, różne środowiska. To są składowe które stwarzają multum kombinacji i uwarunkowań.
                Gdybym ja chciał generalizować to napisałbym krótko:
                Widziały gały co brały. nawet zakamuflowane ozdobną folią.
                Albo inaczej:
                Nawet z byle gucia można zrobić cacko z dziurką.
                Trzeba tylko chcieć. Umieć rozmawiać, ustalić priorytety, wyegzekwować swoje prawa, podzielić obowiązki i czasem iść na kompromis.
                Ale najważniejsze. Nauczyć się kochać bezwarunkowo. Być partnerem dla niej/niego.
                To dotyczy obydwojga partnerów w związku.
                Wiem.
                Odpiszesz mi zaraz że ty to tak, ale on to nie.
                Nie chodzi o licytację. Chodzi o ułożenie relacji pomiędzy ludźmi żeby było im nawzajem dobrze, albo i jeszcze lepiej.
                W sumie to nie mój synek, nie moja żona, nie mój rozwód.
                A wiec nie moja sprawa.
                Ale skoro autorka zamiast swojego męża, czy byłego męża pyta forum, o co camam
                Sorry Winetou, śmieszne i żenujące.
                To ona była jego żoną, nie ja, czy Ty Aniu.
                To ona wniosła o rozwód ze swoim mężem, a nie my forumowicze.
                Nie znam jej, ani nie znam tego faceta.
                Nie wiem o co właściwie jej chodzi.
                A facet w/g mnie wykazuje zdrowe podejście do pogodzenia się z żoną i prawdopodobnie próbuje (może nieudolnie) zcalić to co ona spieprzyłą.
                Ale to już inna Bajka. Nie z epoki wiosnyw.
                Pozdrawiam i chyba pożegnam na stałe.
                A tobie Aniu życzę zdrowia, uśmiechu na co dzień i wszelkiej pomyślności.
                Każdemu należy się szansa. Nawet byłemu mężowi.
                Ale to też inna bajka.
                • blue_ania37 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 01.07.14, 18:29
                  Nie generalizuję, patrzę na świat tak jak umiem, niekiedy pewnie za płytko, niekiedy bardziej świadomie.
                  Zgadzam się z twierdzeniem bardzo generalizującym, że widziały gały co brały.
                  Nie podoba mi się to stwierdzenie, nie lubię go, ale ma w sobie odpowiedź za samodzielność i odpowiedzialność PO rozwodzie.
                  Wiedziały gały i dziś ponoszą odpowiedzialność.
                  Jestem przysłowiową panią Kowalską, jestem rozwódką, to ludzie widzą, a nie znają przyczynsmile
                  Ja na forum się pytałam rożne rzeczy, wynikało to z braku wiedzy, ze strachu, z chęci posłuchania kogoś z drugiej strony barykady.
                  Ze zyskania pewności, że nie myślę jakoś dziwnie, albo przynajmniej że niektórzy też tak myślą.
                  Wyciągałam własne wnioski i myślę, że wiosna też to zrobi, może musi wziąć odpowiedzialność za własne czyny?
                  Niekiedy jak się czyta co ludzie robią, zadziwia i to nie nawet w dużych sprawach, ale w sprawach mizerii na słodko czy słono czy kabanosów na zimno czy ciepłosmile
                  Nie nazywam zdrowego podejścia faceta który jest dla mnie obcy a proponuje mi wakacjesmile
                  Nawet jeśli łączą nas wspomnienia spania w jednym łóżku.
                  Spałam też w jednym łóżku z koleżankami jak chodziłam do szkoły czy musimy się kontaktować do tej pory?
                  Z niektórymi tak niektóre zostały odłożone na półkę wspomnienia i tam zostaną.
                  Kończyłam resocjalizacjęsmile o drugiej i trzeciej szansie wiem wszystkosmile, ale pamiętam jak kiedyś podniosłam rękę na pytanie czy wychowanek ma odejść z ośrodka.
                  Ukochany wychowanek, ale nie skorzystał z wszelkich szans i musiał osiągnąć swoje dno, aby docenić życie.
                  Tak samo robi się z narkomanami, alkoholikami, zostawia się ich aby zechcieli żyć albo spadli tam gdzie chcą.
                  Pokolenie wiosny jest fajnesmile myślę, że to to pokolenie co nie będzie się musiało wstydzić, że nie wyszło.
                  I dzieci nie będą musiały się wstydzićsmile.
                  Wiesz, że w Polsce są szkoły prywatne, gdzie w regulaminach są zapisane zapisy o nie przyjmowaniu dzieci rozwodników?
                  Pan minister Sikorski posyła tam dzieci.
                  Co za liberalnośćsmile
                  www.youtube.com/watch?v=KMdJL-zpxUo
        • altz Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 01.07.14, 18:56
          fujara12 napisał:
          > W większości przypadków rozwodowych to kierowanie się czystym egoizmem.
          Można prosić o źródło? smile
          Czy to są tylko Twoje przemyślenia? Że niby małpa? Lepsza gałąź, więc hopla? smile
          Mało osób rezygnuje tylko z powodu lepszej gałęzi, najpierw są długie przemyślenia i poważne powody.

          > Tu widzę tylko samych frustratów którzy z zajadłością ratlerka obszczekują part
          > nera wiosnyw nie znając człowieka.
          Nikt nie obszczekuje faceta, tylko zauważa problemy w postawieniu granic po obu stronach i kłopoty z komunikacją. Facet nie jest prymitywem ani kimś zupełnie złym, zwyczajnie nie rozumie konwencji, znalazł się w nie tej bajce, a chciałby czegoś dokonać, smoka zabić czy oswobodzić królewnę, jeszcze tego nie wie. Przy tym jest niezbyt subtelny, a była żona uważa, że jest jeszcze bardziej nieporadny, więc się wciska z radami, ale on sobie da radę, byle miał czas i odrobinę zaufania, a była żona nie była stawiana pod presją. Ja wierzę, że się dogadają i zrobią to całkiem sensownie.

          > Znacie tylko pytanie autorki. Kto wie jaka ona jest naprawdę. Kto zawinił z tym
          > rozwodem.
          > Moze to ona przyprawiła mężowi rogi, a on teraz krzyżuje jej plany z nowym mene
          > m,.
          > Stawiacie faceta na szubienicy i każecie go powiesić. Jak banda zdziczałych pry
          > mitywnych szumowin.
          Na pewno ona jest seryjną zabójczynią, właśnie stoi pod twoimi drzwiami z kuchennym nożem. Otwórz, nie pozwól stać przed drzwiami, w końcu to kobieta! wink

          > To że potraficie używać języka literackiego, budując prawidłowe zdania, nie ozn
          > acza że jesteście ludźmi.
          Ja jestem robotem trzeciej generacji, typu k84. Zostałem stworzony do odpisywania na głupie posty! wink

          > Raczej widzę tu ciężko upośledzone indywidua które nie potrafiły sobie poradzi
          > w swoich związkach. To według was jest standard. Mnie się przytrafiło, więc wsz
          > ystkie przypadki są takie same.
          > Otóż nie. Każdy człowiek jest inny. Każdy przypadek ma inne podłoże.
          > Dlatego niech autorka napisze wpierw kto wniósł o rozwód i z czyjej powstał prz
          > yczyny.
          Czyżby zabawa w "kto zabił?" big_grin
          Tak to nie działa, sytuacja jest dynamiczna, jest akcja i interakcja, nie wiadomo, kto zacznie za chwilę, mamy jedyną pewność, że obojgu jest źle w związku.

          > Facet po roku od rozwodu nie wchodzi w nowy związek, chyba że powodem rozwodu b
          > yła zdrada.
          Może nie znalazł sensownej kobiety, tak samo kobieta może nie trafić na odpowiedniego mężczyznę. W filmach to jest proste, wspólny drink i za dwie godziny są już najlepszymi przyjaciółmi, w realnym życiu potrzebny jest jeszcze łut szczęścia.

          > Zbyt mocna zadra siedzi w jego sercu żeby pchał się w nowe szambo.
          Oj tam, upraszczasz bardzo. Według statystyk, zdrada wcale nie stoi na szczycie powodów rozstań.

          > Kobieta uznaje KLIN KLINEM. Dla nie nowy związek to jak nowe perfumy, czy nowa
          > kreacja dla uciechy oczu. Dla niej nie istnieje pojęcie rozpaczy że związek się
          > rozpadł. Ona tryumfuje e wygrała z padalcem. Teraz jeszcze mu tylko dokopać ż
          > eby wiedział kto tu ma jaja.
          Bredzisz chłopie. Gdy tak było, to by się nie pytała na forum.
          Poza tym, kobiety może i są mniej empatyczne od mężczyzn (wink), ale też przeżywają, myślą nad wieloma przeżyciami i przyczynami klęsk.

          > Nie znacie faceta. Nie wiecie kto zawinił. Ale chcecie go powiesić już i teraz.
          Znajdź to o wieszaniu! big_grin
          Gdzieś to wyczytał? smile

          > BRAVO, BRAVO.
          Za dużo tych gazetek źle wpływa na mózg.
          Zmień czasopismo! wink
          • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 01.07.14, 21:14
            Altz, aż mi się złośliwie chce dopisać haimer.
            Ale sorry, nie to powinienem pisać. To była czysta złośliwość za twoje kopniaki [po moich kostkach.

            W większości wypowiedzi tu osób przebija nuta "po przejściach".
            Ci którzy nie zaznali tej "wątpliwej przyjemności" nie pochwalają rozwodu jako takiego.
            Jako człowiek, a za takiego się uważam, twierdzę że są związki pomimo jednostronnej miłości które powinny zostać rozwiązane.
            Są to na pewno przemoc w rodzinie, nadużywanie alkoholu bez przejawiania że jednak pójdę się leczyć, tylko jeszcze ta jedna flaszka itd.
            Są też małżeństwa które po pierwszej kłótni już walą do sądu i składają pozew.
            Są też takie pary które ślub wzięły z miłości i nagle na ich drodze stanęło to "cudo".
            I jak grom z jasnego nieba, nie dostrzega różnicy pomiędzy miłością a zaurozeniem rozwala jedną, albo i dwie rodziny.

            Tu w tym temacie krótko.
            Pani rozpisuje się jak ma to rozumieć że mąż chce z nimi jechać na wczasy razem. !!!!!!!!!!!
            My jej mamy wytłumaczyć o co jej mężowi chodzi. !!!!!!!!!!!!!

            Ktoś tu napisał że to OBCY CZŁOWIEK ??????????????????

            Kilka lat małżeństwa. Wspólne dziecko jako owoc miłości.
            Zadałem więc pytanie. Z JAKIEGO POWODU DOSZŁO DO ROZWODU ?`

            Bo jeśli to tylko fanaberia pani że zabrakło jej czułości jak Harlekinie to kto tu dla kogo jest obcy.
            I jakim prawem ojciec nie może wybierać opcji wakacyjnych dla syna.
            Czy tylko dlatego że sąd dał jej prawo opieki nad dzieckiem, a jemu tylko pozwolono na wizyty.
            To właśnie jest niesprawiedliwe.
            Tu pokutuje w was to że patrzycie przez pryzmat swoich porażek życiowych.
            Państwo Kowalscy pomimo że noszą nazwisko jak ich sąsiedzi też Kowalscy są inni.
            Mają inne wymagania, inne marzenia.
            Dlaczego pani wiosnaw ma popełniać te same czyny i błędy jak np ania.
            Nie twierdzę że ania popełniła błąd. Ale może mogła go uniknąć.
            Rozwód nie zawsze jest dobrym wyjściem.
            Rozwód nie załatwia wszystkich spraw.
            Czasem przydałby się i wyrok śmierci.
            Wiem że jestem pod tym względem radykalny.
            Znam przykłady gdzie rodzina chowa się ze strachu po kątach bo wraca mamusia z nowym kawalerem. Mąż wyrzucony z domu, dzieci schowane po sąsiadach, a policja stwierdza że pani jest tu zameldowana a reszta nie i wychodzi.
            Znam przykład faceta walącego żonę pięściami bijącego kijem bezbolowym.
            A ona biedna posiniaczona ze złamaną ręką i przetrąconym nosem płacze żeby mu krzywdy nie robić, bo on taki jest kochany.
            To są skrajne przypadki dla których widzę tylko szubienicę lub topór katowski na stadionie narodowym jako pokazową lekcję dl innych chętnych do przemocy.
            Ale jest wiele przypadków rozwodów gdzie zacietrzewienie zasłania zdrowy rozsądek.
            On chce czegoś ? Nie, on mną manipuluje.
            On nie chce się na coś zgodzić ? Nie, on robi mi na złość.

            A po rozwodzie dokopać mu jeszcze żeby mu jaja spuchły. żeby nie mógł siedzieć.
            Dla zasady, dla mojej przyjemności. A niech cham wie. Niech ma.
            Gdy ludzie nauczą się ze sobą rozmawiać moze osiągniemy coś w tej materii.
            Na razie wszyscy folgują swoim chucią pokazania że ja jestem najlepszy.
            Nie uważam ALTZ że jesteś głupi.
            Twierdzę że jesteś bardzo mądrą osobą. Jesteś zgryźliwy z powodu...........
            No właśnie. W każdym człowieku tkwi jakaś zadra.
            "Masz rację, ale nie do końca", " Zgodziłbym się z tobą, ale moja religia...."
            Ja uważam że być otwartym to jedno, ale potrafić się przyznać że to ja popełniłem błąd to drugie.
            Nie ma ideałów. To tylko mit jaki sobie sami stworzyliśmy we własnej głowie.
            Kocham swoją żonę za to że jest, jaka jest i dlatego że jest.
            Gdy mam dosyć jej krzyków na mnie (bo to też robi, nie jest idealna )
            zamykam oczy i widzę obraz tej dziewczyny która biegała do mnie na te wszystkie randki po "motylki"
            Moze już dzisiaj nie ma tych motylków. Ale jest ona.
            I to jest w małżeństwie najważniejsze. Kochać partnera pomimo jego wad.
            Nie wyrządzać sobie krzywd i przykrości. Godnie iść przez życie razem, a nie obok siebie.
            Gdy dzieci wyfruną na swoje zostajecie wtedy razem. Ze sobą.
            Albo jak większość z was sami ze swoimi bólami.
            Bo rozwód to ból. Nowy związek........ To też kpina. Pierwsza miłość tkwi w nas jak zadra.
            Ale cóż rozwodnicy wiedzą na temat miłości.
            Chwalą się tylko że nowa miłość to jest strzał w 10. Ale po roku piszą. Jaka ja głupia byłam.
            Zostawiłam takiego wspaniałego faceta dla takiego dupka.
            Wydawało mi się że się zakochałam. A to taki szmaciarz, a teraz mój były mąż ma taaaką lasencję za żonę/.
            Pamiętacie to powiedzonkop ?
            ZAMIENIŁ STRYJEK SIEKIERKĘ NA KIJEK.
            Jaa nie zamienię tej swojej zołzy na żadną inną, i dobrze mi tak czego wam wszystkim życzę.
            Żyjcie w tym sosie który sobie sami zgotowaliście.
            I teraz też byłem złośliwy.
            • altz Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 01.07.14, 22:35
              fujara12 napisał:
              > Altz, aż mi się złośliwie chce dopisać haimer.
              > Ale sorry, nie to powinienem pisać. To była czysta złośliwość za twoje kopniaki
              > [po moich kostkach.
              Gdybyś się obudził, to sobie skojarz, że ja Ciebie nigdy nie kopałem.
              Rozumiem, że to jest taka prymitywna manipulacja?

              > W większości wypowiedzi tu osób przebija nuta "po przejściach".
              > Ci którzy nie zaznali tej "wątpliwej przyjemności" nie pochwalają rozwodu jako
              > takiego.
              Proszę o źródła. Możesz wpisać "szklana kula" i ja to zrozumiem.

              > Jako człowiek, a za takiego się uważam, twierdzę że są związki pomimo jednostro
              > nnej miłości które powinny zostać rozwiązane.
              > Są to na pewno przemoc w rodzinie, nadużywanie alkoholu bez przejawiania że jed
              > nak pójdę się leczyć, tylko jeszcze ta jedna flaszka itd.
              Ludzie mają również inne poważne problemy w związkach. Może to być przemoc psychiczna czy ekonomiczna, może być obojętność, stara i nie zapomniana miłość, rodzice na co dzień, miłość do dziecka, która wszystko przesłania, hazard, narkotyki, itd.

              > Tu w tym temacie krótko.
              > Pani rozpisuje się jak ma to rozumieć że mąż chce z nimi jechać na wczasy razem
              > . !!!!!!!!!!!
              > My jej mamy wytłumaczyć o co jej mężowi chodzi. !!!!!!!!!!!!!
              Nie, pani się zastanawia, dlaczego były(!) mąż się narzuca i dlaczego nie chce zaproponować innej współpracy w ramach opieki nad ich wspólnym dzieckiem?

              > Ktoś tu napisał że to OBCY CZŁOWIEK ??????????????????
              > Kilka lat małżeństwa. Wspólne dziecko jako owoc miłości.
              > Zadałem więc pytanie. Z JAKIEGO POWODU DOSZŁO DO ROZWODU ?`
              To jest bez znaczenia. Nie są razem, a rozstanie jest sprawą drugorzędną, o ile nie trzeciorzędną.

              > Bo jeśli to tylko fanaberia pani że zabrakło jej czułości jak Harlekinie to kto
              > tu dla kogo jest obcy.
              Bo pani np. pokochała chomika i nie chce mieć już drugiego samca w okolicy, wypada to uszanować i nie zadawać zbędnych pytań.
              Pani odpowiedziała na to pytanie. Mąż zachowywał się jak gość i tak się zachowywał.

              > I jakim prawem ojciec nie może wybierać opcji wakacyjnych dla syna.
              > Czy tylko dlatego że sąd dał jej prawo opieki nad dzieckiem, a jemu tylko pozwo
              > lono na wizyty.
              Może, niech jedzie, matka nie broni.
              Z tym, że ojciec sam sobie nie daje rady i potrzebuje byłej partnerki do pomocy. Może też potrzebuje kogoś do prania skarpetek i wycieranie nosa? smile

              > Dlaczego pani wiosnaw ma popełniać te same czyny i błędy jak np ania.
              > Nie twierdzę że ania popełniła błąd. Ale może mogła go uniknąć.
              > Rozwód nie zawsze jest dobrym wyjściem.
              Rozwód się dokonał, prawdopodobnie przy zgodzie obu stron.

              > A po rozwodzie dokopać mu jeszcze żeby mu jaja spuchły. żeby nie mógł siedzieć.
              Bredzisz, chłopie. Nikt o żadnych jajach nie pisał.
              Wygląda na to, że musisz sobie tworzyć wirtualną rzeczywistość, żeby coś uzasadnić?

              > Gdy ludzie nauczą się ze sobą rozmawiać moze osiągniemy coś w tej materii.
              Dobrze, przydałoby się, ale mało kto uczy dyskusji.

              > Nie uważam ALTZ że jesteś głupi.
              Nie napisałeś tego bez powodu. Moja nazwa i "głupi" pojawiły się nie bez przyczyny.
              Manipulant!

              > Kocham swoją żonę za to że jest, jaka jest i dlatego że jest.
              Fajnie. Pozdrów ją od nas szczerze, bo nie ma lekko! wink

              > Chwalą się tylko że nowa miłość to jest strzał w 10. Ale po roku piszą. Jaka ja
              > głupia byłam.
              > Zostawiłam takiego wspaniałego faceta dla takiego dupka.
              Nie spotkałem się z takim wpisem, nie po roku, po trzech, prędzej uwierzę, a trochę już przeczytałem takich wpisów.
              Poza tym, nigdy nie spotkałem się z określeniem "wspaniały" na byłego męża. Bardzo często za to są wpisy : może postąpiłam pochopnie? Może warto było coś jeszcze zrobić w celu ratowania małżeństwa? I tylko tyle.
              • muminka2014 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 02.07.14, 05:48
                > fujara12 napisał:
                Kilka lat małżeństwa. Wspólne dziecko jako owoc miłości.
                Zadałem więc pytanie. Z JAKIEGO POWODU DOSZŁO DO ROZWODU ?`
                Autorka jak napisala wczesniej zaliczyla wpadke...dziecko nie bylo owocem milosci smile
                a poza tym zgadzam sie z Altz w 100% co do twojej osoby i wspolczuje zonie-jezeli jest takowa,bo czasu musisz miec sporo,zeby pisac tak dlugie wypowiedzi na forach...
                • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 02.07.14, 15:18
                  A ta "wpadka" to był seks beza zobowiązań, ot tak sobie żeby ulżyć ciśnieniu.
                  Dobre. Podoba mi się to delikatne stwierdzenie.
                  A więc idąc tym tokiem myśli, pani wiosnaw jest osobą lekkiego prowadzenia się i seks z przygodnym panem jest tylko czystą fizjologiczną czynnością.
                  Facet na dodatek okazał się totalnym dupkiem biorąc ślub z panią lekkiego prowadzenia.
                  I czego ten pętak oczekuje, że pani okaże mu wdzięczność ?
                  Wal się trutniu. To ona rozdaje karty, a ty masz debecelować alimenty.
                  I w tym optymistycznym tonie mumika zamknęła rolę tatusia, mamusi i dzidzi.
                  • ann.k Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 02.07.14, 15:30
                    Chyba się zapędziłeś troszkę i nie przeczytałeś co autorka pisała o swojej ciąży. Nie była (i nic nie wskazuje, że jest obecnie) osobą lekkiego prowadzenia, z ojcem dziecka stanowili parę już od dłuższego czasu, w tamtym momencie nie planowali ani dziecka ani ślubu, dziecko się przytrafiło, to i ślub wzięli. Dlatego nie obrażaj dziewczyny.
                  • altz Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 02.07.14, 19:54
                    fujara12 napisał:
                    > A ta "wpadka" to był seks beza zobowiązań, ot tak sobie żeby ulżyć ciśnieniu.
                    > Dobre. Podoba mi się to delikatne stwierdzenie.
                    > A więc idąc tym tokiem myśli, pani wiosnaw jest osobą lekkiego prowadzenia się
                    > i seks z przygodnym panem jest tylko czystą fizjologiczną czynnością.
                    Ludzie współżyją ze sobą, a nawet sypiają, gdyby nie to, już by nas nie było. To jest wielka siła przyrody, często takie wspólne chcenie kończy się szczęśliwym związkiem na wiele lat. Podaj mi równie efektywną sprawę czy relację, gdzie sukces między dwojgiem zupełnie sobie obcych ludzi po 10 minutach znajomości jest na poziomie 40%?

                    > Facet na dodatek okazał się totalnym dupkiem biorąc ślub z panią lekkiego prowa
                    > dzenia.
                    On tak nie uważa, skoro zaczepia byłą żonę i szuka kontaktu, ludzie na forum też tak nie uważają, jesteś odosobniony w swoim poglądzie! smile

                    > Wal się trutniu. To ona rozdaje karty, a ty masz debecelować alimenty.
                    > I w tym optymistycznym tonie mumika zamknęła rolę tatusia, mamusi i dzidzi.
                    Były propozycje, ale pan sobie nie radzi, to nie jest nawet Muminek czy Włóczykij, prędzej Mała Mi! wink
                    • anbale Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 02.07.14, 20:15
                      Nie rozumiem, Altz, po co się tak daremnie produkujesz...smile
                      Fujara ewidentnie prowadzi swój dialogo/monolog wewnętrzny z jakimiś ludźmi, których w tym wątku w ogóle nie ma, którzy nic nie napisali- i żadne bodźce z zewnątrz wyjaśniające mu zaistniałą sytuacje do niego nie docierają...
                      Do tego prezentuje betonową mentalność typu "wiejski proboszcz" z zacięciem w kierunku "to baba wszystkiemu winna". Myślę, że to taki wsłuchany w swój refren, niereformowalny przypadek...
                      • heksa_2 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 02.07.14, 21:34
                        Myślę, że pani Fujarowa straszy pana Fujarę rozwodem, bo pan rzadko bywa w domu i pracy się oddaje (lub w pracy). I to był pana Fujary monolog wewnętrzny. A że wyjątkowo chamski, to już inna sprawa. Biednej wiośnie się dostało chyba w zastępstwie.
                        • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 02.07.14, 22:38
                          Uśmiech pojawia mi się na twarzy gdy czytam wasze odpowiedzi.
                          Moje czytanie jest "ze zrozumieniem" To tylko interpretacja tego co wy piszecie.
                          W taki sposób właśnie można odczytać wasze komentarze.
                          Gdy ktoś na ulicy krzyknie do kobiet - "Ty dziwko" wale nie oznacza że ona jest takową.
                          Po prostu ten pan nie zna innego słowa na określenie kobiety.
                          Rozumowanie jednak powstaje ewidentnie proste.
                          Albo ten pan jest chamem, albo ta pani jest dziwką.
                          Ale nie znając genezy powstania tego okrzyku można podjąć kroki mniej więcej w tym stylu.
                          1. Dać po mordzie temu panu, bo jednak obraża, jeśli nie tę panią to osoby postronne gdyż używa określenia niezbyt pochlebnego.
                          2. Mozna pokiwać z politowaniem nad tą panią, bo być moze jest w końcu d....
                          Czytając wasze wypowiedzi wiem jedno.
                          Podchodzicie do sprawy męża czy też byłego męża, albo modniej ex-męża zbyt dziwie.

                          Dla mnie autorka jest osobą dziwną, nieodpowiedzialną, mało komunikatywną i Bóg wie jeszcze co mozna jej dopisać.

                          Nie wiem dlaczego powstało pytanie "Oferta exa, nic nie rozumiem"
                          Bo nie rozumiem wątpliwości wiosnyw w sprawie kontrpropozycji ex męża.
                          Dla was jest to sprawa oczywista. Dla mnie mnie.
                          Ktoś zadał pytanie. Nie rozumiem go. Chcę poznać przyczynę, Nie dostaję odpowiedzi.
                          Moze jestem zbyt męsko ograniczony i brak kobiecej intuicji.
                          A co do czytania ze zrozumieniem.
                          W którymś poście wyjaśniłem swój stan cywilny i jego relację.
                          Komentarze świadczą o wybiórczym czytaniu całości.
                          Czytam tekst otwarty. Nie czytam między wierszami.
                          Nie jestem telepatą. Nie mam w domyśle i w mgle zakodowane co i jak myśli kobieta.
                          Bo jestem zwykłym facetem, takim prostym jak konstrukcja cepa.
                          Przewidywalnym w każdym ruchu i poczynaniach.
                          W zyciu mi wyszło i z rodziną i finansowo. Musiałem pracować żeby starczyło na chlebuś i na waciki dla żony.
                          Ale jak mnie osobiście wiadomo wyszło to z pożytkiem dla tego stada.
                          Żona była i jest tą która dba żeby w rodzinie dobrze się działo.
                          Dosyć często się z nią kłócę, nawet o duperele.
                          Ale jak ona twierdzi pozwala to rozładować atmosferę i jakoś z tego powodu się nie rozwiedliśmy.
                          Ale podobno wszystko dla ludzi. To moze i mnie trafić.
                          Dlatego chciałem się dowiedzieć z jakiego powodu doszło do rozwodu u autorki tego jakże dramatycznego tematu.
                          No podstawie tego pytania dochodzę do wniosku że i powód rozwodu również był "DRAMATYCZNY"
                          Z poważaniem
                          Fujara12.
                          • kasper254 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 07:22
                            Fujara, nie jesteś kumaty i nie rozumiesz prostych zasad i wartości współczesnego, modernego człowieka:
                            1.gdy milion much żre gówno, to przecież musi ono być smaczne, a przynajmniej coś w tym jest. Dlatego jak za dużo piszesz, to znaczy np., że coś nie tak z Tobą i Twoją rodziną, jak za mało - być może masz inny feler itd.;
                            2.ex nie ma żadnych praw, umarł, nie jest już rodziną, bo - jako nieużyteczny w pełni - przeszkadza danemu podmiotowi realizować swoje szczęście;
                            3.nie rozumiesz też, że każdy ma prawo do tegoż szczęścia z pkt 2 i "my" nie może dominować nad "ja. Z chwilą rozwodu rodzina umarła, a liczy się tylko mamuśka z dziecięciem;
                            4.nie rozumiesz, że logika innych ("inni" wcale nie muszą znaczyć "ja" - Sartre zatrzymał się na nowoczesności, a nie na "po") jest prosta jak cep: wszystko da się uzasadnić, opisać, usankcjonować, zalgorytmizować. Dlatego nie przejmuj się "interpretacją" wielu: niech sobie myślą, co chcą.
                            • altz Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 07:54
                              kasper254 napisał:
                              > 1.gdy milion much żre gówno, to przecież musi ono być smaczne, a przynajmniej c
                              > oś w tym jest. Dlatego jak za dużo piszesz, to znaczy np., że coś nie tak z Tob
                              > ą i Twoją rodziną, jak za mało - być może masz inny feler itd.;

                              Fujara12 bawi się w dobrego i złego policjanta, namawia miło do przyznania się, potem wrzeszczy. Wypada, żeby się odczepił, bo powód rozwodu nie jest tematem tego wątku.
                              Jasne, że są wątki, w których jest mnóstwo wodolejstwa i sztuczek słownych, ten do takich nie należy pomimo jakiegoś małego narzutu za sprawą Fujary. wink

                              > 2.ex nie ma żadnych praw, umarł, nie jest już rodziną, bo - jako nieużyteczny w
                              > pełni - przeszkadza danemu podmiotowi realizować swoje szczęście;

                              Nie umarł, ale od tej pory ma sobie radzić sam. Również nie ma prawa do darmowej niańki przy dziecku. Z trzylatkiem można robić cuda na kiju i to zupełnie bez problemu, co jest bardzo trudne przy dziecko 10 lat i więcej, gdy nie jest przygotowane do tego. Robiłem i wiem, czasami zajmuję się małymi i dużymi dziećmi, u mnie to się zawsze sprawdza.
                              Facet powinien sobie poradzić sam, jest na tyle kumaty, że z czasem da radę.

                              > 3.nie rozumiesz też, że każdy ma prawo do tegoż szczęścia z pkt 2 i "my" nie m
                              > oże dominować nad "ja. Z chwilą rozwodu rodzina umarła, a liczy się tylko mamuś
                              > ka z dziecięciem;

                              Oczywiście, że tak, jeśli takiego "my" nie ma. Może sobie jeszcze zażyczyć ze mną wyjechać na wakacje i mam Ci się podporządkować? big_grin
                              Oni nie są już razem, mają własne życie, nastąpił rozłam i powód jest nieistotny, to są zupełnie obce osoby, które mają wspólne dziecko. Kiedyś byli bardzo bliscy sobie, ale teraz już nie są i wypada to przeżyć, chociaż może komuś być przykro.

                              > 4.nie rozumiesz, że logika innych ("inni" wcale nie muszą znaczyć "ja" - Sartre
                              > zatrzymał się na nowoczesności, a nie na "po") jest prosta jak cep: wszystko d
                              > a się uzasadnić, opisać, usankcjonować, zalgorytmizować. Dlatego nie przejmuj
                              > się "interpretacją" wielu: niech sobie myślą, co chcą.

                              Dobrze, gdy ludzie mówią o swoich potrzebach, motywacjach, chęciach, uwzględniają przy tym dziecko, ale jednocześnie nie poświęcają się.
                              • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 09:21
                                Kasper, chylę czoło. Wyjaśniłeś mi "łopatologicznie" jak funkcjonuje kobieta. (pomimo, że3 posiadam takową za żonę, aale widać jest to inny gatunek odmienny od tych much, bo nie żywi się gównem )
                                Altz, jak zwykle pełen sarkazmu. Chcesz mieć swoje3 zdanie. Rozumiem to.
                                Ale w życiu nie jest istotne żeby być inny niż wszyscy.
                                Ważne jest żeby przeżyć życie godnie i móc spojrzeć w lustro i wiedzieć że sam w stosunu do siebie nie jestem fałszywy i zakłamany.

                                Wiem że powodem do rozwodu jest pranie mózgu przez "najlepsze przyjaciółki" które w swoim życiu żywiły się tylko jak te muchy gównem.
                                Gówno jest piękne, trendy, cool. Teraz jest w modzie. Więc rozwód musi być.
                                Czy pozostanie w związku musi być na siłę ? NIE !!!!
                                Trzeba się tylko spokojnie zastanowić co się stało z tym co panie nazywają uczuciem.
                                W którym momencie to one zamieniły tę miłość w gówno.
                                A teraz "OFERTA............."
                                Wiosenko, wal się. Jesteś głupsza niż ustawa przewiduje.

                                Czy to ostatnie zdanie jest prawidłową oceną topiku ?
                                • altz Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 09:38
                                  fujara12 napisał:
                                  > Altz, jak zwykle pełen sarkazmu.

                                  Kompletnie nie, ja jestem po prostu realistą. na niektóre ugody nie idę, choćby nie wiem co. Pewnych rzeczy nie zmienię, więc nie podskakuję, ani nie tupię nogą.

                                  > Ale w życiu nie jest istotne żeby być inny niż wszyscy.
                                  A na makatce też mogę dostać tę myśl? big_grin
                                  Mnie zupełnie nie zależy na oryginalności, czego nie zauważyłeś, nie chcę zmieniać innych, ale swoje zdanie mam albo nabywam po dyskusji, wyczuwam też intencje. Twoją intencją jest poprawienie sobie nastroju. Może to wyłącznie świadczyć o małości.

                                  > Wiem że powodem do rozwodu jest pranie mózgu przez "najlepsze przyjaciółki"
                                  Bywa tak, jeśli kobieta ma chaos w głowie, sam widziałem wiele razy takie sytuacje. Wydaje mi się, że kobiety mają większe predyspozycje do jakieś dziwnej wiary, więcej pań układa tarota, używa homeopatii, wierzy w zatrute szczepionki, w guru, sekty, chodzi do kościoła... ale to jest raczej wynik wychowania i szukanie za wszelką cenę wsparcia z powodu samotności. To nie są geny czy podobne sprawy.
                                  Silnej kobiecie koleżanki mózgu nie wypiorą, ale za to wyrzucą za margines, bo jest inna.

                                  > Czy pozostanie w związku musi być na siłę ? NIE !!!!
                                  > Trzeba się tylko spokojnie zastanowić co się stało z tym co panie nazywają uczu
                                  > ciem.
                                  Ludzie też się zmieniają, to nie jest taka prosta układanka i jedyna przyczyna rozstania. Póki oboje nie chcą być razem, to takiego związku nie będzie i żadne przekonywanie nie ma sensu.

                                  > Wiosenko, wal się. Jesteś głupsza niż ustawa przewiduje.
                                  To jest podsumowanie Ciebie, taka autocenzurka wink
                                  Wiosna ma za to wątpliwości, więc się pyta osób obcych.
                                  Oni się z czasem dogadają, bo obojgu zależy na dziecku. Ty ani nie pomożesz ani nie zaszkodzisz.

                                  A pisanie wulgarne mnie już nie szokuje, dawno wyrosłem z wieku przedszkolnego. Jeden napisał coś głupiego drugi powtarza. Jak dzieci! big_grin
                                • anbale Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 11:04
                                  Zastanawiam się czasem, dlaczego tacy kaznodzieje-fundamentaliści moralni typu Kasper czy Fujara zawsze podczepiają się pod kobiece wątki...Dlaczego nigdy nie pójdą huczeć, grzmieć, oświecać i nawracać pod wątek jakiegoś faceta, który porzucił z dnia na dzień żonę z niemowlęciem przy piersi bo znalazł lepszy model, szuka kochanki na boku albo też wymienia starą żonę na młodszą?
                                  Zawsze wiszą na kobietach, obwiniają, wysysają, opluwają, palą na stosie... Nie uświadczy się żadnego na ambonie w wątkach dezerterujących z małżeństwa mężczyzn, a przecież też ich bywa sporo na różnych forach...
                                      • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 13:40
                                        Według danych statystycznych co 3 polka zdradza męża, a co 5 polak zdradza żonę.
                                        Pozew o rozwód składają w 80 % kobiety i to takie które już mają gotowy scenariusz na c.d.n.
                                        Mężczyźni po rozwodzie statystycznie dopiero po 3 - 4 latach moczą się w nowym związku.
                                        99 % kobiet "mówi" o uczuciach.
                                        99 % mężczyzn naprawdę kocha.
                                        95 % kobiet po ślubie na siłę chce zmienić męża, jego sposób życia, zachowania. Gdy to im się nie udaje wymieniają go na nowy model (w większości przypadków gorszej jakości)
                                        30 % mężczyzn po rozwodzie zawiera nowy kontrakt. pozostałe 70 % woli pozostać w związku "nieformalnym"
                                        To tylko krótki wyciąg z danych statystycznych przeciętnych i nieprzeciętnych Kowalskich.

                                        Pytam się "anable" kto jest hipokrytą. Ja czy ty ?
                                        Słowa "wal się wiosenko" było nie złośliwym tekstem w stronę autorki, lez pytaniem czy taka forma byłaby poprawna z mojej strony zamiast tych "moich wypocin"
                                        Z poważaniem, ograniczony i prosty jak CEP siermiężny Fujara12.
                                        • anbale Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 13:54
                                          Fajne dane statystycznesmile Ciekawe skąd je wziąłeś, bo z tych co mi wiadomo statystycznie wynika coś zupełnie odwrotnego...
                                          Ale i tak cieszyć się należy, że zauważyłes, że zdarzają się również zdradzający Polacy, bo po Tobie należałoby się spodziewać niepodważalnej tezy, że takowi nie istnieją; sami święci, uciśnione niewinności i skrzywdzone anioły ...
                                          No, a że CEP- hmm, nigdy tak nikomu nie piszę, ale skoro ktoś się tak słusznie autoprezentuje, to gratuluje samoświadomości...
                                        • kami_hope Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 15:23

                                          >A teraz "OFERTA............."
                                          >Wiosenko, wal się. Jesteś głupsza niż ustawa przewiduje.

                                          >Czy to ostatnie zdanie jest prawidłową oceną topiku ?

                                          >> Słowa "wal się wiosenko" było nie złośliwym tekstem w stronę autorki, lez pytan
                                          > iem czy taka forma byłaby poprawna z mojej strony zamiast tych "moich wypocin".

                                          Dobrze ze sie wytlumaczyles Fujara, bo juz mialam Cie za agresora, a tak, to "tylko" ukryta agresja wink
                                          Statystycznie 99% ludzi poddanych ukrytej agresji korzysta z opieki psychiatrycznej. Wiedziales to?
                                          Dzialasz destrukcyjnie na innych ludzi! Rozumiesz?
                                          Ja radzilabym aby trzymac sie z daleka od takiego typa jak Ty, nie ma na to innego sposobu. Szczerze wspolczuje pani Fujarowej i zycze aby jak najszybciej uwolnila sie od Ciebie -agresora.
                                          • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 16:51
                                            Najłatwiej byłoby mi określić , że moje zdanie jest odmienne od tych którzy są "po przejściach".
                                            Stosujecie schemat:
                                            KTO NIE ZE MNĄ TEN PRZECIW MNIE.
                                            Brak wam tolerancji w stosunku do innego zdania niż wasze.
                                            Ja jestem jeden. Was kilkoro. Może i w moich wypowiedziach trafią wulgaryzmy, ale ja nie opluwam was jadem, tak jak wy mnie.
                                            Samo takie zachowanie z waszej strony w stosunku do inter - rozmówcy świadczy ja układają się wasze relacje z byłymi partnerami.
                                            Dlaczego bezkrytycznie uważacie siebie za chodzący cud świat. A mnie za zło pełzające po ziemi.
                                            WYRWAĆ CHWASTA, ZDEPTAĆ ROBALA. To wam się podoba. To lubicie.
                                            Agresja jaką tu przejawiacie świadczy na waszą niekorzyść.
                                            W ten sam sposób postępuje autorka topiku.
                                            Mąż to padalec. Ma dać większe alimenty a od niej i dziecka to won 4 kilometry.
                                            Z wypowiedzi wiosnyw wynika że mąż nie zdradzał, nie pił, nie był agresywny, nie maltretował dziecka, ani żony.
                                            On po prostu wpadł w rytm "pracoholizmu"
                                            I to był ały powód rozwodu. Za to teraz żona go każe. W[pierw rozwód, a teraz brak możliwości uczestniczenia w życiu dziecka.
                                            Nie chodzi tu o moje zezbełtane zdania. O wywody jak flaki z olejem.
                                            Wy chronicie osobę pozbawioną uczucia, która jest tylko materialistką. A w sumie o to sama wzięła rozwód z mężem.
                                            Dla was jest to powód do pochwały rozbitej rodziny.
                                            Nie widzicie tego że to brak komunikacji i brak kompromisów doprowadził ich na dno.
                                            Dla was liczy się ubolewanie nad biedną panią.
                                            Pan to szmaciarz. On nic nie wart. Jego nie boli. On nie kocha. On jest sopel lodu skupiony na kasie.
                                            Pani musi szybciutko znaleźć sobie nowego pana i ułożyć sobie życie.
                                            Ma ją kochać, pieścić, tulić. (tylko skąd ta cholera ma wziąć kasę na zwykły chleb ?)
                                            Pisałem, że prawdopodobnie facet chce w jakiś sposób scementować ten związek.
                                            Panie forumowiczki po przejściach z krzykiem walą w tubę że do tej samej rzeki nie wchodzi się dwa razy....
                                            A Heraklit miał co innego na myśli. Powtarzanie sloganów bez zrozumienia jest głupie.
                                            Wiosnaw posłucha waszej rady. Kopnie męża i oleje go ciepłym moczem. Poszuka sobie nowego tatusia dla dziecka i historia powtórzy się za kilka miesięcy od nowa.
                                            Że partner nie toleruje jej dziecka, że kłóci się z nią o to że ma na karku cudzego bachora.
                                            Że kasy nie da na chodzące podobieństwo jej exa............................
                                            Więc zanim dalej będziecie opluwać mnie tym swoim jadem, pomyślcie,
                                            czego każda z was pragnie. O czym marzy. Czego by chciała.

                                            Nie ma ideałów. Na rynku są tylko dostępne takie niedoróbki. Każdy facet ma jakiś feler.
                                            Ale mądra kobieta potrafi z każdej szmatki zrobić ładną kreację.
                                            Potrafi delikatnym retuszem pokazać sie jako najpiękniejsza.
                                            Dlaczego wy nie chcecie zobaczyć w nim tego którego pragnęłyście, tylko teraz widzicie w nim OBCEGO ?
                                            Patrzcie w lustro. Policzcie te wasze szczęśliwe chwile z nim.
                                            A teraz dlaczego już nie jesteście takie radosne ?
                                            Kobiety. Wy generalnie zapomniałyście o tej kobiecości. Wiecej w was brutalności niż w facetach.
                                            Przyznam że macie JAJA. Ale brak wam tego najważniejszego organu.
                                            • altz Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 20:16
                                              Nie ma tak lekko, nie poprawisz sobie nastroju czyimś kosztem, odpiszę Ci!
                                              Może, gdyby Ci ludzie mówili zawsze prawdę w oczy, to wyszedłbyś na ludzi i innych szanował.

                                              fujara12 napisał:
                                              > Brak wam tolerancji w stosunku do innego zdania niż wasze.
                                              > Ja jestem jeden. Was kilkoro. Może i w moich wypowiedziach trafią wulgaryzmy, a
                                              > le ja nie opluwam was jadem, tak jak wy mnie.
                                              > Samo takie zachowanie z waszej strony w stosunku do inter - rozmówcy świadczy j
                                              > a układają się wasze relacje z byłymi partnerami.

                                              Chłopie! To jest wręcz książkowa wersja projekcji. Swoje problemy i wady przypisujesz innym.

                                              > Dlaczego bezkrytycznie uważacie siebie za chodzący cud świat. A mnie za zło peł
                                              > zające po ziemi.
                                              > WYRWAĆ CHWASTA, ZDEPTAĆ ROBALA. To wam się podoba. To lubicie.
                                              To już jest przypisywanie wypowiedzi i tekstów, żeby łatwiej było Ci odrzucić odmienne zdanie. Stary chwyt manipulantów i ludzi wywołujących pogromy.
                                              Ale nie z nami te numery!

                                              > Mąż to padalec. Ma dać większe alimenty a od niej i dziecka to won 4 kilometry.
                                              > Z wypowiedzi wiosnyw wynika że mąż nie zdradzał, nie pił, nie był agresywny, ni
                                              > e maltretował dziecka, ani żony.
                                              > On po prostu wpadł w rytm "pracoholizmu"
                                              > I to był ały powód rozwodu. Za to teraz żona go każe. W[pierw rozwód, a teraz b
                                              > rak możliwości uczestniczenia w życiu dziecka.
                                              Rozwód był konsekwencją nieuczestniczenia w życiu rodziny. Faceta nie było w realnym świecie, gdy był potrzebny. Jeśli ktoś jest notorycznie ignorowany, to czasem zrozumie, że nie jest potrzebny. To zauważyła żona, że nie jest potrzebna i się rozstała z partnerem.
                                              Rozwód nie był karą, był decyzją. Pan ma możliwość wychowywać swoje dziecko, co prawda w mniejszym zakresie, ale nie ma blokady na spotkania i zabierania dziecko do siebie.
                                              Ma tylko jeden malutki problem, przespał moment, kiedy wypadało nauczyć się zajmować dzieckiem. Stara się to naprawić, ale nieudolnie. Może sobie lepiej radzi w pracy, niż w życiu? Może! Ale wtedy z pretensjami trzeba iść do jego rodziców. Żona nie jest od wychowywania męża, może pomóc, ale wychowywać nie musi.

                                              > Wy chronicie osobę pozbawioną uczucia, która jest tylko materialistką. A w sumi
                                              > e o to sama wzięła rozwód z mężem.
                                              Gdyby nie wzięła rozwodu, wtedy byłaby materialistką, bo zostałaby dla pieniędzy męża.

                                              > Dla was jest to powód do pochwały rozbitej rodziny.
                                              > Nie widzicie tego że to brak komunikacji i brak kompromisów doprowadził ich na
                                              > dno.
                                              Żadna chwała, ale też żadne nieszczęście, jeśli będą się porozumiewać.
                                              I żądne dno, po prostu żyją inaczej.

                                              > Pani musi szybciutko znaleźć sobie nowego pana i ułożyć sobie życie.
                                              > Ma ją kochać, pieścić, tulić. (tylko skąd ta cholera ma wziąć kasę na zwykły ch
                                              > leb ?)
                                              To jest Twój pomysł, nikt o tym nie wspominał. Piszesz scenariusz do seriali?

                                              > Pisałem, że prawdopodobnie facet chce w jakiś sposób scementować ten związek.
                                              Jaki związek? Rozwodowy czy radziecki? Bo małżeńskiego już dawno nie ma.

                                              > Wiosnaw posłucha waszej rady. Kopnie męża i oleje go ciepłym moczem.
                                              Ona nie ma męża, mógłbyś to zauważyć.

                                              > Poszuka sobie nowego tatusia dla dziecka i historia powtórzy się za kilka miesięcy od nowa.
                                              > Że partner nie toleruje jej dziecka, że kłóci się z nią o to że ma na karku cud
                                              > zego bachora.
                                              Ludzie żyją z obcymi dziećmi i traktują je jak własne, jest to częste.
                                              Pani nie musi wchodzić w związek, może się nawet spotykać z kimś choćby dla samego seksu, jest dorosła, ma prawo żyć po swojemu, nikt nie będzie jej kierował życiem z tylnego siedzenia.

                                              > Że kasy nie da na chodzące podobieństwo jej exa...
                                              Oboje rodzice utrzymają dziecko, nie potrzebny jest do tego ktoś trzeci.

                                              > Nie ma ideałów. Na rynku są tylko dostępne takie niedoróbki. Każdy facet ma ja
                                              > kiś feler.
                                              Mąż też miał. Może będzie lepszym ojcem, niż mężem? Tego mu życzę.
                                              • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 21:28
                                                Altz
                                                I ty uważasz że jesteś zdrowym człowiekiem czy jednak los cie skrzywił i już nie potrafisz wykrzesać w sobie odrobinę tego co każdy powinien mieć w sercu schowane.
                                                Rozwód może i jest rozwodem, ale człowiek czasem popełnia błędy i chciałby zmienić coś co się spieprzyło. Przy własnym udziale albo z powodu braku odwagi do zrobienia tego kroku.
                                                Gdy w rodzinie źle się dzieje, jest przemoc i zwyrodnienie wtedy sam podpisuję się pod słowem ROZWÓD. To jest tylko najlepsze rozwiązanie.
                                                Ale gdy obydwoje małżonkowie nie mają takich problemów nie ma powodu do rozstania.
                                                Czy rozwodem można określić że wszystko się zrobiło dla dobra rodziny ?
                                                Śmieszne wysuwasz hipotezy wmawiając mi manipulację.
                                                Było już o niespełnionym małżeństwie, było o zawodzie, było o kompleksach.
                                                Teraz wmawiasz mi manipulację.
                                                To właśnie ludzie tacy którzy nie potrafili sobie poradzić z problemami doszli do muru zwanym rozwodem. I tacy właśnie ludzie wmawiają takim jak wiosnaw że facety który był jej mężem i jest ojcem dziecka jest OBCYM CZŁOWIEKIEM.
                                                To właśnie jest manipulacją. Ja jestem nieszczęśliwy więc nikt inny kto jest w czarnej dziurze nie ma prawa zobaczyć innego rozwiązania. On też musi się ubabrać błotem.
                                                Uważam że rozwód to nie koniec. To możliwość zobaczenia swojego błędu i ponowne połączenie sił żeby razem zrobić coś wspaniałego. Dla dziecka przede wszystkim ale również dla siebie.
                                                Ludzie czasem zapominają o tym co jeszcze jest w nich. Złość i zacietrzewienie jest złym doradcą. Czasem warto usiąść i zrobić bilans dodatnich i ujemnych stron partnera. Nawet po rozwodzie. Gdy bilans okaże się pozytywny warto zastanowić czy jednak mozna to naprawić.
                                                To nie są obcy sobie ludzie. Łączy ich wiele. Nie tylko dziecko. Są też wspomnienia.
                                                Takie uwagi jak twoje to tylko wizytówka uszkodzonego człowieka.
                                                Smutne to ale prawdziwe. nie jesteś panem Bogiem. Nie masz tej mocy żeby wmawiać ludziom że są tacy bo tobie się to podoba.
                                                W/g mnie to ty manipulujesz i tłumaczysz pokrętnie cudze słowa.
                                                • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 21:44
                                                  parenting.pl/portal/rozwod-i-co-dalej
                                                  To tylko jeden przykład na potwierdzenie danych statystycznych które podawałem.
                                                  Jest w tym temacie podane jak wygląda życie dzieci w rozbitych związkach jakie mają problemy.
                                                  Jak reagują po rozwodzie kobiety (50 % KOBIET JEST PRZESZCZĘŚLIWE ) 2/3 facetów staje sie wrakami.
                                                  Nie dlatego e stracili kucharkę, sprzątaczkę i kochankę. Ale że stracili miłość swojego życia.
                                                  Feminizm ma to w sobie że kobieta przestaje być kobietą.
                                                  A Altz przestał być facetem, bo stracił jaja.
                                                  • kami_hope Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 22:38
                                                    Czlowieku, wez sie zatrzymaj w koncu i spojrz z dystansem na swoje mysloksztalty.
                                                    Podales link, jako potwierdzenie... tyle ze Twoje wnioski potwierdzaja jedynie, ze masz problem ze zrozumieniem tego co bylo napisane, tworzysz, przeksztalcasz... manipulujesz!
                                                    Napisano:
                                                    "50% rozwiedzionych kobiet i co trzeci rozwodnik deklarują, że są szczęśliwsi po rozstaniu, zwłaszcza gdy udało im się stworzyć udany związek z nowym partnerem."
                                                    Lopatologicznie: zarowno kobiety jak i mezczyzni (odpowiednio 50%/35%) deklaruja ze sa szczesliwsi. Nie napisano, ze sa przeszczesliwi lub ze sa wrakami.
                                                    Dalej napisano, ze:
                                                    "Niestety, dla pozostałej połowy kobiet i 2/3 rozwiedzionych facetów trauma rozwodu trwa 10-15 lat."
                                                    Lopatologicznie: Zarowno kobiety jak i mezczyzni przezywaja traume rozwodu (odpowiednio 50%/75%). Nie ma o wrakach - jest o traumie, ktora dotyka ludzi obojga plci.

                                                    Nie ma tu zadnego "99%" i innych kwiatkow z poprzednich wpisow.

                                                    Fujara, nie wziales do glowy ostatniego zdania.

                                                    Prosze, czytaj tak dlugo, az zrozumiesz...
                                                    "Warto dać sobie szansę, a przede wszystkim pamiętać o tym, że o wartości człowieka nie świadczy fakt, czy jest się w związku, czy nie. Najważniejsze, by być w zgodzie z samym sobą."

                                                    I wiesz co? Po prostu odczep sie!!

                                                • altz Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 21:50
                                                  fujara12 napisał:
                                                  > Rozwód może i jest rozwodem, ale człowiek czasem popełnia błędy i chciałby zmie
                                                  > nić coś co się spieprzyło. Przy własnym udziale albo z powodu braku odwagi do z
                                                  > robienia tego kroku.
                                                  Ma prawo przeprosić, to dużo. Nie zawsze da się wrócić do sytuacje sprzed zmian.


                                                  > Gdy w rodzinie źle się dzieje, jest przemoc i zwyrodnienie wtedy sam podpisuję
                                                  > się pod słowem ROZWÓD. To jest tylko najlepsze rozwiązanie.
                                                  > Ale gdy obydwoje małżonkowie nie mają takich problemów nie ma powodu do rozstan
                                                  > ia.
                                                  Tutaj widocznie zauważyli, że jest powód do rozstania, skoro oboje wyrazili taką chęć i się rozstali? Nie każdy jest Tobą, ludzie mają różne priorytety i wymagania, inny poziom szczęścia.

                                                  > To właśnie ludzie tacy którzy nie potrafili sobie poradzić z problemami doszli
                                                  > do muru zwanym rozwodem. I tacy właśnie ludzie wmawiają takim jak wiosnaw że fa
                                                  > cety który był jej mężem i jest ojcem dziecka jest OBCYM CZŁOWIEKIEM.
                                                  Czy zauważyłeś jakąś wątpliwość Wiosny? Czy powiedziała, że postąpili pochopnie? Czy myślała o powrocie? Ja tego nie zauważyłem. Na jakiej podstawie uważasz, że jest inaczej?

                                                  > Uważam że rozwód to nie koniec. To możliwość zobaczenia swojego błędu i ponowne
                                                  > połączenie sił żeby razem zrobić coś wspaniałego. Dla dziecka przede wszystkim
                                                  > ale również dla siebie.
                                                  Czasami tak bywa, nie obstawiałbym takiej możliwości, bo zazwyczaj się nie udaje, pomimo szczerych chęci.

                                                  > To nie są obcy sobie ludzie. Łączy ich wiele. Nie tylko dziecko. Są też wspomni
                                                  > enia.
                                                  Trudno budować cokolwiek na wspomnieniach.

                                                  > Smutne to ale prawdziwe. nie jesteś panem Bogiem. Nie masz tej mocy żeby wmawia
                                                  > ć ludziom że są tacy bo tobie się to podoba.
                                                  Nie jestem panem bogiem, nikomu nic nie wmawiam, Ty wmawiasz, że jest inaczej, niż pisze Autorka.
                                              • wiosnaw Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 23:07
                                                Zaskoczył mnie rozmiar tego wątku. Zwłaszcza wywody pewnego pana. Ale fajnie, że jest też tyle normalnych opinii.
                                                Zapewniam, że bardzo ciężko żyje się z każdym, kto ma jakiś „-holizm” - i tak, dokładnie Altz jak napisałeś „rozwód był konsekwencją nieuczestniczenia w życiu rodziny”. Nastąpił efekt domina - ale nie robię z siebie niewiniątka, jak już pisałam.
                                                Ps. Eks ostatnio przyprowadzając synka powiedział „Chciałem ci pokazać, że umiem spędzać wolny czas z dzieckiem, dlatego chciałem z wami jechać”. I trochę zaczął się starać, widzę, że przełamuje urażoną dumę.
                                                  • wiosnaw Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 05.07.14, 11:32
                                                    Kami-Hope: dziękuję Ci bardzo smile
                                                    Tak, częściową odpowiedź na pewno otrzymałam. Szkoda wprawdzie, że eks nie potrafił się zdobyć choćby na najkrótszą, ale spokojną rozmowę na ten temat (zwłaszcza wtedy przy propozycji). Ale on jest bardzo, bardzo dumnym człowiekiem, więc tak czy inaczej cieszę się z tego, że on się stara. Nawet próbuje być miły, chociaż widać, że ciężko mu to przychodzi - co stwarza czasem komiczny efekt smile
                                                  • wiosnaw Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 05.07.14, 11:41
                                                    leni6 napisała:

                                                    > Ja również powodzenia życzę! Obyście ułożyli jak najlepiej swoje relacje

                                                    Dziękuję! smile

                                                    > Może jakiś weekend gdzieś na próbę

                                                    W moim odczuciu wspólne wyjazdy z przebywaniem pod jednym dachem są wykluczone. Nie mówię, że zawsze, gdy się ludzie rozwiodą, że to potępiam - ja po prostu mówię o sobie.
                                                    Natomiast wyjazdy wspólne i, dajmy na to, przebywanie w innych pensjonatach, ale w tej samej miejscowości: też mają pdst. wadę, mianowicie to, że dziecko może zacząć robić sobie nadzieję.
                                                    Nasz synek przyjmuje obecną sytuację za oczywistą. Ale on rośnie, jest i będzie coraz bardziej świadomy, nie wiedziałabym, czy i kiedy zacząłby na liczyć na zejście się rodziców i jakie skutki miałoby rozczarowanie go.
    • heksa_2 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 03.07.14, 23:31
      Czy istnieje tu jeszcze jakaś moderacja? Przecież taki fujara to książkowy przykład trolla. Przychodzi taki i rozwala cały wątek. Czy kogoś obchodzą traumy fujary? To jest wątek wiosny, fujara kompletnie go zdominował. Jeśli chce nam opowiedzieć o swoich przemyśleniach, niech ząłoży własny wątek. Proszę go wyciąć stąd,jeśli obowązuje jeszcze jakakolwiek netykieta. Pls.
      • fujara12 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 04.07.14, 01:13
        Jak widzisz moje domysły są najbliższe prawdy.
        Nie dominuję topiku. Topik jest wiosny.
        Ale sama widzi że popełnili błąd. Mają szansę jeszcze go naprawić.
        Tylko do tanga trzeba dwojga. Czasem złość i ta "duma" zniszczy wszystko.
        No i jeszcze te fałszywe głosy współczucia.
        Mądra kobieta potrafi wyciągnąć dłoń i resztę sama sobie wyobraź.
        Wszystko się moze zdarzyć.
        Skoro mąż przełamał fałszywą dumę może i przełamiesz swoją.
          • izka-witamina Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 04.07.14, 19:39
            Moja historia jest bardzo podobna do Wiosny. Długi okres chodzenia ze sobą, potem "wpadka" i ślub na który mój mąż bez wahania się zdecydował. Powiedział że skoro kocha i dziecko już jest w drodze to ślub musi być. Chyba że ja mam inne zdanie. Chciałam ślubu, kochałam go. Co do jego uczuć nie miałam wątpliwości. Mąż był bardzo ambitny. Podjęliśmy decyzję że to na jego barki spadnie główny ciężar utrzymania rodziny. Ja miałam swoją pracę, ale nie były to kokosy finansowe. Mąż skończył studia, podjął dobrze płatną pracę, sporo kursów specjalistycznych. Więc czasu w domu spędzał niewiele. Nasze relacje wyglądały jak w hotelu. Ja recepcjonistka i obsługa hotelowa, on noclegowicz i płatnik rachunków. Urodziła się córeczka. Cały ciężar wychowania spadł na mnie. Dom, dziecko i praca po urlopie macierzyńskim. On od rana do późnego wieczora praca. Z dzieckiem kontakt miał sporadyczny. Gdy wracał do domu siedział chwilę przy śpiącej małej i takie to były jego relacje z dzieckiem. W niedzielę czasem wspólny spacer. Raczej to on wychodził z małą, a ja zostawałam sama ze swoimi myślami. Nie dlatego że nie chciałam z nimi iść. Ale potrzebowałam chwili samotności od ciężaru całego tygodnia harówki.
            Po 2 latach takiej izolacji zaczęło mi być ciężko. Pieniądze nie stanowiły problemu. Mieszkanie umeblowane, 2 samochody. Bez problemu mogłam kupić to co chciałam. Stać nas było na to. Mąż awansował w pracy, obowiązków mu przybywało. Ambitny jak zwykle. Dumny bardzo. Słowa krytyki przyjmował jak najgorszą obelgę. Starał się nie okazywać tego, ale wiedziałam że go to boli. Kiedyś pękłam. Wydawało mi się że daję mu wystarczająacą ilość sygnałów. Ale to tylko mnie się wydawało. Któregoś dnia powiedziałam mu wprost że chcę rozwodu. Popatrzył na mnie i spytał czy to moja nieodwołalna decyzja. Nie mówiłam mu że rozmawiałam ze znajomymi dziewczynami o mojej sytuacji i że one podpowiadały mi ten rozwód. Mówiły że to najlepsze co mogę zrobić. Uwolnić się od pracoholika i zacząć żyć na własny rachunek.
            Powiedziałam że tak będzie najlepiej dla nas wszystkich. Mąż nigdy się ze mną nie kłócił. Zawsze szanował moje zdanie. Czasem tylko starał mi się coś wytłumaczyć gdy on myślał inaczej. W sprawie rozwodu nie stawiał mi żadnych przeszkód. Na rozprawie, prawie bez żadnych wymian poglądów zapadł szybko werdykt. Rozprawa trwała 20 minut, bez orzekania o winie, za obopólną zgodą. Przyznanie alimentów i podział majątku nastąpił również bez większych problemów. Mąż pozostawił nam mieszkanie, a sam wyprowadził się do wynajętego lokum. Z czasem kupił sobie pokój z kuchnią i na tym zakończyły się jego problemy lokalowe. Alimenty według oficjalnych papierów z firmy nie były zbyt wysokie. Większość jego zarobków stanowiły prowizje które nie były ewidencjonowane. Zresztą to właśnie dopiero po rozwodzie zaczął się u niego ten większy przypływ gotówki.
            Mąż zjawiał się w soboty i zabierał córeczkę do siebie. Przywoził ją w niedzielę wieczorem i wychodził bez słowa. Stał się innym człowiekiem. Małomówny, zimny i wręcz odpychający.
            Po pół roku od rozwodu spotkałam się ze swoim znajomym, który kiedyś w szkole "podwalał" się do mnie, ale dostał kosza, bo ja kochał swojego Maćka. w trakcie rozmowy zapytał jak się czuję. Powiedziałam mu że Maciek strasznie się zmienił po rozwodzie. Nie uznaje mojego zdania, robi po swojemu, ignoruje moje prośby i wcale nie liczy się z tym co ja myślę. Tomek popatrzył na mnie i powiedział krótko. Że Maciek kochał mnie do szaleństwa. Ja zraniłam go decyzją rozwodu. Jego ambicja ucierpiała. Otrzymał cios w plecy od osoby mu najbliżeszej. tej którą kochał, wierzył i polegał na niej. Tomek powiedział że ja wykazałam się tylko wstrętnym egoizmem. On pracował tak żeby wszystko było w domu na miejscu. Ciężar utrzymania rodziny spadł na jego barki przy wspólnej aprobacie. Ciężar spokoju rodziny zwalił się na moje barki. Również za obopólną zgodą nas obojga.
            To ja złamałam umowę, ja zdradziłam, ja zniszczyłam rodzinę. Tomek powiedział że osobiście nie lubi Maćka, bo zabrał mu dziewczynę jego marzeń, ale jako facet podziwa go i szanuje. A dla mnie miał kiedyś głębokie uczucie. Po tym co zrobiłam Maćkowi stracił dla mnie szacunek.
            Moje znajome i przyjaciółki chwaliły moją decyzję. Popierały gromkim głosem że dobrze zrobiłam i jeszcze sobie ułożę życie. Namawiały mnie na spotkania z facetami. Twierdziły że szybko zaskoczę i znowu się "zakocham". A ja obudziłam się któregoś dnia z ręką w nocniku.
            Sama z dzieckiem, skazana teraz pomimo alimentów na bardzo skromne życie. Mąż już były kupował według własnego uznania dziecku to na co ona lub on mieli ochotę. Opłacał przedszkole, kupował zabawki, fundował wszystkie jej zachcianki. Moje zdanie nie miało dla niego żadnego znaczenia. Pewnego dnia załamałam się kompletnie. Zostawiłam córeczkę z mamą, a sama pojechałam do Maćka. Usiadłam i zaczęłam płakać. On patrzył na mnie zimnym wzrokiem i spytał tylko o co mi chodzi. Dostałam wszystko co chciałam dostać. Mam rozwód, zostawił mi mieszkanie. On się odsunął i nie robi mi żadnych trudności. Mogę robić na co tylko mam ochotę. Patrzyłam na niego i nie wierzyłam w to co mówi. Wiedziałam tylko że coś muszę zrobić z całym tym bałaganem który powstał. Na moje ciche słowa że nie zawalczył o nas odpowiedział mi krótko. Że nie mógł walczyć ze mną. Bo tylko to widzi w tej walce. Mógłby walczyć z całym światem, ale nie ze mną. To ja podjęłam decyzję. On tylko nie chciał mi robić na złość. Nie widział sensu tłumaczyć mi spraw oczywistych. Uzgodniliśmy wcześniej podział ról, On wywiązywał się ze swojego słowa. Kochał. Ale nie mógł zrobić kochanej osobie coś wbrew jej woli. Jest dumny. Nigdy się nie płaszczył i nie żebrał o litość. Zawsze przyjmował na klatę ciosy. A że największy cios zadałam mu ja, to już inna spraw. On we mnie wierzy, ufał mi bezgranicznie. Może nie był taki czuły i nie mówił mi słów bez potrzeby. Nie zdradzał mnie. Nie używał alkoholu. Był może zimny. Ale nie wyrachowany. To ja zawiodłam go. Ja zadałam mu cios. Jak podstępny zdrajca, który zdobywa przychylność żeby skrycie wbić ostrze w serce.
            Reszta w drugim poście
            • izka-witamina Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 04.07.14, 19:41
              Powiedziałam mu prawdę. O rozmowach z koleżankami, o moim podłym nastroju, o decyzji której żałuję. O rozwodzie który nie powinien być. I o tym że brakuje mi go.
              Nie będę rozpisywać się co i jak było przez te pare tygodni. Ale decyzję podjęliśmy po naprawdę szczerej rozmowie. Nigdy tak otwarcie nie rozmawialiśmy ze sobą. Wróciliśmy do siebie. Maciek zmienił swoją pracę. Zarabia mniej, ale pracuje krócej. Córeczka starciła głowę dla tatusia i ja stałam się dla niej osobą towarzyszącą w tle. Tatuś okazał się wspaniałym ojcem. Jest również wspaniałym mężem. Nie dało się unieważnić rozwodu, musieliśmy ponownie wziąć ślub. Mamy jeszcze jedną pociechę. Tym razem chłopca. Też go straciłam na rzecz taty. smile
              Jestem szczęśliwa. Wiem, że teraz mam wszystko na swoim miejscu. Gdy mam problem rozmawiam o tym z mężem, a nie z koleżankami. Bo liczy się zdanie rodziny, a nie obcych osób. To są źli doradcy. Trochę emocji, kiepski nastruj, fałszywa przychylność i błędne rady zawsze doprowadzą człowieka do podjęcia złej decyzji. Jeżeli mam pokutować za błędy, to wolę za własne, a nie cudze. Od tamtej pory minęło już 5 lat. Czy cofnęłabym czas ? Z jednej strony tak. Bo szkoda mi zmarnowanego roku po rozwodzie. Z drugiej strony, taki kopniak otworzył mi oczy na prawdziwą wartość. Ani ja, ani mój mąż nigdy nie przestaliśmy się kochać. Dzięki tej miłości mogłam wrócić do niego. To nie ja pozwoliłam mu na powrót. To On dał mi tę szansę. Bo tak ja to czuję. Ja zawiniłam i ja powinnam ponosić karę. Duma. Śmiać mi się chce dzisiaj na to słowo. Ta duma niszczy w nas to co jest najpiękniesze. Mozna starcić wiele przez to ludzie nazywają DUMĄ. Więc teraz jestem pokorna. Z uśmiechem przyjmuję od losu to co mi daje. Nie podnoszę już czoła tak wysoko. Dumę schowałam w najciemniejszy kąt. Maciek nigdy nie zrobił mi na złość. Dał mi siebie. Ja wzięłam go takim jaki był. Nie zmienił się wcale. On tylko poprzestawiał swoje priorytety. Ja również to zrobiłam i wyszło nam to wszystkim na zdrowie.
              Nie wiem wiosenko, czy moja historia jest podobna do twojej. Ale wiem jedno. Zawsze jest szansa na naprawienie tego co się zepsuło. I nie ważne jak kto jest dumny. Gdy naprawdę nam na czymś zależy, warto schować tę dumę do kieszeni.
              Fujara na początku nie podobał mi się. Agresywny, napastliwy. Niesympatyczny. Ale po kilku jego postach zrozumiałam jego przekaz. On napisał właśnie to co mnie się zdarzyło. Błędną decyzję, brak zrozumienia, egoizm, dumę, przerost ambicji. I potem żal za tym co się utraciło. Fujaro, ja to odzyskałam. Moze i jestem tępą dzidą, moze i prymitywną feministką. Ale jestem matką i żoną. Mam o co walczyć, dbać i pielęgnować. Dzięki jednej chwili straciłam wszystko. Dzięki drugiemu impulsowi wskoczyłam na powrót w nurt tej rzeki.
              Ona już nie jest taka sama. Jest piękniejsza.
              • wypalona33 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 05.07.14, 10:58
                Byliśmy małżeństwem 5 lat. Znaliśmy się wcześniej rok i jak to w życiu bywa: ciąża, małżeństwo, po pięciu latach rozwód. Byłam 23-letnią osóbką, której świat nagle stanął na głowie. Mąż, dziecko. Ceniłam wolność, do końca nie zdając sobie sprawy z tego, czym jest małżeństwo. Jedni dojrzewają do takich decyzji wcześniej, wiem o tym, ale jak byłam za mało dojrzała. W naszym małżeństwie było raz lepiej, raz gorzej. Starałam się nauczyć bycia z kimś na dobre i na złe i być może udałoby mi się, gdyby w nasze życie nie zaczęło wpychać się z dobrymi radami rodzeństwo mojego męża. Teraz wiem, że był między młotem a kowadłem. Coś we mnie pękło i postanowiłam, że złożę pozew o rozwód, do którego tak dążyła jego siostra. Wiem, dziecinada, ale wtedy było to dla mnie najlepsze rozwiązanie. Rozstaliśmy się, a teraz minęły 4 lata od rozwodu. Emocje opadły, nabrałam dystansu do wielu spraw. Dorosłam, dojrzałam, wciąż mam dobry kontakt z byłym mężem i o dziwo okazało się, że chcemy i potrafimy ze sobą rozmawiać. Nie ma kłótni, mamy wspaniałe 9-letnie dziecko i wiem, że mimo rozwodu tak naprawdę zawsze będziemy razem. Od kilku miesięcy nasze rozmowy stały się bardzo intensywne, przynajmniej raz w tygodniu się spotykamy. Pomaga mi, gdy tylko mam jakiś kłopot. Mieszkamy niedaleko siebie, żadne z nas nie ma nowego partnera. Umawialiśmy się na randkę i było cudownie. Poznawaliśmy siebie na nowo, nasze dziecko jest pełne nadziei na nasz powrót do siebie. Chciałabym spróbować, w końcu nadal mamy ślub kościelny. Czy jest szansa na reaktywację związku po tylu latach?
                • wiosnaw Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 05.07.14, 13:23
                  Wypalona:
                  Co do części Twojej historii po rozwodzie - nie to, że nie wierzę, ale sytuacja tu opisana jest wg mnie jakaś taka… idealistyczna i nijak się ma do życia. Przynajmniej do moich obserwacji ludzi, nie tylko po rozwodach, ale rozstaniach w ogóle, bo chodzi mi też o zwykłe, tj. jeszcze nie małżeńskie związki między ludźmi.

                  Na przykład nie rozumiem zdania „wiem, że mimo rozwodu tak naprawdę zawsze będziemy razem”, a „Umawialiśmy się na randkę i było cudownie”. Nie wiem, nie widzę tego: jakie warunki muszą zajść, żeby spotkanie z byłym nagle uzyskało status randki, na której jest cudownie? Nie przekonuje mnie opis, że po prostu nagle po 4 latach od rozwodu opadły emocje i obydwie strony chcą powrotu.
                  To nie może być - albo rzadko może być - takie proste, bo życie to mnóstwo innych spraw i problemów. Choćby z tym „żadne z nas nie ma nowego partnera”.

                  Moim zdaniem nie jest możliwe, żeby prędzej czy później rozwiedzeni nie mieli partnerów, zresztą przeważnie jakaś znajomość jest katalizatorem przyczyniającym się do rozwodu (no oczywiście jest teoretycznie możliwe, że każde z nich z kimś będzie, ale potem w tym samym czasie rozstanie się i akurat wtedy odnowi więzi z byłym / byłą – tylko jakie jest prawdopodobieństwo?!)

                  No owszem, ludzie mają różne potrzeby, ale zawsze jakieś mają, emocjonalne na przykład. Albo po prostu fizyczne - mój eks na przykład, co wiem z uwag byłej teściowej, zdegustowanej tym zresztą, cyklicznie zmienia panie, z którymi sypia. Mnie to akurat nie dziwi, zawsze miał bardzo wysokie libido hehe - więc jak mówię, ludzie z reguły wchodzą w nowe relacje, często potem pojawia się dziecko w nowym związku. Minimum to wejście jednego z byłych małżonków w nowy związek.
                  I najważniejsze: coś sprawiło, że ludzie się rozwiedli, i to zostaje. U mnie na przykład został brak wiary w to, że eks przezwyciężyłby swój pracoholizm (bo za wiele razy tę wiarę łamał przy próbach).
                  • wypalona33 Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 05.07.14, 15:07
                    W całym moim małżeństwie była spora ingerencja osób postronnych. Jego rodzina, moje przyjaciółki. A po prawdzie ja z mężem nie potrafiliśmy porozmawiać szczerze i otwarcie ze sobą.Impuls do rozwodu jest prosty i szybki. Zapaliłam się do tego widząc to jako jedyny możliwy sposób na oderwanie się od nacisku. Nie wzięłam pod uwagę również aspektu więzi rodzinnej która spowodowała asekuranckie zachowanie męża. Moja postawa była jednoznaczna. Wybieraj, albo oni, albo ja. A mąż chciał mieć i mnie i rodziny nie chciał tracić. W pierwszej fazie znika miłość, powstaje żal, rozgoryczenie i złość. Za chwilę wytwarza się coś na kształt nienawiści co doprowadza do niemożliwości porozumienia się. Nawet po rozwodzie ta emocja nienawiści nie opadła. Winiłam męża za wszystko. To on według mnie był przyczyną rozpadu. Po czasie jak pisałam emocje opadły. Jego kontakty z dzieckiem pokazały mi że on je kocha. W stosunku do mnie był poprawny, ale z ogromną dozą rezerwy.
                    Przecież to ja wystąpiłam o rozwód i w jego ozach to on został skazany jako przestępca na opuszczenie rodziny. Moje zdanie przeciw jego i osąd obcej osoby zadecydowały o rozpadzie rodziny. Sąd to tylko bezduszna instytucja. Nie da wsparcia i nie postara się jak w poradni rodzinnej doprowadzić do załagodzenia stosunków. Sąd upomni tylko strony o kulturalnym zachowywaniu się i nie używania słów które można użyć za obraźliwe. Po czasie dopiera zrozumiałam że jednak winę ponoszę również ja. Może nawet największą.
                    Kierowałam się naprawdę czystym egoizmem. Liczyłam się tylko ja, a nie rodzina. Nie brałam pod uwagę jak czuje się mój mąż. Jak może go boleć ta sytuacja.
                    Pytasz jakie warunki muszą zajść, żeby spotkanie z byłym nagle uzyskało status randki, na której jest cudownie?
                    Spotkanie bez wrogości jest spotkaniem spokojnym, trochę serdeczności, miły komplement. Do tego kilka słów wspomnień czasu gdy byliśmy razem. I atmosfera staje się cieplejsza. Następne spotkania eskalują w dobrą stronę.
                    Przecież to takie proste. A ty zadajesz pytania co najmniej dziwne. Widać że tobie jeszcze nie opadły emocje. Nie wiem czy powodem rozwodu u ciebie była zdrada. Ale to że facet teraz z kimś się spotyka nie oznacza od razu "obracania towaru w łóżku" Jak mawiają panowie. Ja też spotykałam się z mężczyznami, ale seksu z nimi nie uprawiałam. Nie interesuje mnie to że komuś może wydać się to dziwne. Dla mnie seks kojarzy sie z uczuciem. Przespać się z kimś tylko dla zasady że takk robią to moi znajomi ? Nie wnikam w to. Jeżeli ma dla mnie wartość uczucie do mojego partnera, pomimo rozwodu gdy widzę szansę na powrót, pragnę to zrobić. Nie kieruję się tu tylko względami dziecka. Ważne dla mnie jest to że kiedyś męża kochałam i jak się okazuje nadal darzę go głębokim uczuciem.
                    Izka napisała o swoim powrocie. To pomogło mi przezwyciężyć te obawy które jeszcze we mnie siedziały. Są różne przyczyny niezgodności zdań w małżeństwie. Ale tak po prawdzie czy są to aż tak poważne problemy ? Czy rozwód zawsze jest tym najlepszym wyjściem ?
                    Ja przekonałam się że to był największy błąd. Błąd który przyniósł szkodę kilku ważnym w moim życiu osobom. Zadowolił tylko siostry męża. Wiem że odbiegałam od ich wizerunku. Byłam inna. Dlatego to one mnie wyeliminowały. A ja okazałam się podatna na te manipulacje. Nie powiedziałam swojego słowa, tylko pozwoliłam zadecydować innym za mnie.
                    Altz i podobni mają swoje zdanie. Wolno im. Tylko z ich postawy wynika jedno. Każdy facet jest taki sam. Każda kobieta jest taka sama. To im się utożsamia z ich partnerką czy partnerem. Nieprawda. Każdy jest inny. Każdy jak ktoś tu napisał odbiera inaczej. To tylko zaślepienie blokuje w nas trzeźwy osąd. Zrobisz wiosenko jak chcesz. To przecież twoje życie. Ja postąpię tak jak chcę ja sama. Nie pozwolę na to żeby ktoś swoimi podszeptami mówił jak mam co zrobić. Dyskusje z przeciwnikami są dobre gdy jesteśmy na jednej płaszczyźnie.
                    Gdy ktoś jest zaślepiony w swoim gniewie nie może być partnerem do rozmów. Dlatego rozmowy o rozwodzie powinny być podejmowane po wyciszeniu. A tak w nerwach to było jak u mnie i pewnie u ciebie. Przemyśl to. Nigdy nie jest za późno. (Na myślenie rozsądne)smile
                    • altz Re: "Oferta" eksa, nic nie rozumiem 05.07.14, 15:29
                      wypalona33 napisała:
                      > Altz i podobni mają swoje zdanie. Wolno im. Tylko z ich postawy wynika jedno. K
                      > ażdy facet jest taki sam. Każda kobieta jest taka sama. To im się utożsamia z i
                      > ch partnerką czy partnerem. Nieprawda. Każdy jest inny.

                      Panie fujara, ja nie mam żadnej grupy trzymającej władzę, jestem zupełnie sam. A że niektórzy myślą podobnie? Zdarza się.
                      Gdybyś czytał uważniej, zauważyłbyś, że ja nie namawiałem do zejścia się czy zerwania kontaktów. Namawiam tylko do nauczenia ojca zajmowania się dzieckiem, odpoczynku od siebie w te krótkie dni, kiedy jest urlop, nietworzenie dodatkowych napięć i konfliktów. Ojciec stanie się pełnowartościowym opiekunem, wtedy rozmowy między rodzicami też będą inne, a zyska na tym przede wszystkim dziecko.

                      Nie wyobrażam sobie, gdyby ktoś miał mnie uraczyć towarzystwem byłej żony na wakacjach, aż taki niedobry jednak nie byłem. smile
              • kasper254 Re: Fujara kontratakuje :-) 05.07.14, 10:05
                1.Altz, tylko tyle zrozumiałeś z tego, co napisała fujara i izka? Nie przejmuj się, większość ludzi widzi tylko pojedyncze drzewa, a nie las. Tak bywa. To nie fujara kontratakuje, lecz głupota. Tak też bywa. I tak, że np. inni dążą do organizacji nam życia, namawiają do rozwodu, urządzają "inaczej" życie. Ponieważ to chorobotwórcze, nie daj się, Altz, bo być może blue będzie Cię podejrzewać, że piłeś alkohol.
                2.W społeczeństwie konsumpcyjnym ocean "ja" pochłania i nasz portfel i duszę. Tylko nieliczni umieją jakoś zachować godność.
                3.I to dramatyczne zderzenie między moją legitymizacją złudzeń a realnością faktów kogoś innego. Kiedyś marzyłem - jak mąż autorki wątku - o wspólnej wyprawie na Sardynię z jeszcze wówczas żoną. Sądziłem, że pomoże on w uratowaniu rodziny i małżeństwa. Wyobrażałem sobie wspólny czas, harmonię, odrzucenie ostatnich okropnych zdarzeń, które wywoływała jeszcze wówczas żona i - zbudzenie się ze snu. Dopiero po latach zrozumiałem, że ona rozumowała tak, jak większość tutaj wyemancypowanych, wykształconych, konsumpcyjnie zbudowanych jednostek: przez pryzmat "ja" i w konwencji: "czego on chce"?
                • fujara12 Re: Fujara kontratakuje :-) 05.07.14, 10:46
                  BRAWO ALTZ. JESTEŚ TYPOWYM PRZYKŁADEM OSOBNIKA O NIEREFORMOWALNYM UMYŚLE.
                  A tak swoją drogą, nie dziwię się że dochodzi do rozwodów, gdy jest takie nastawienie oportunistyczne do życia. No i oczywiście światłe, mądre i rozważne porady na forach internetowych.
                  Czasem dobrze jest zatrzymać się i przyznać się do swoich błędów, by móc je naprawić gdy jest cień szansy.
                  Dlatego WiosnoW, zastanów się jako kobieta wysyłająca te tajemne sygnały, co mąż ma namyśli robiąc to co robi. A gdy zabraknie ci wyobraźni po prostu porozmawiaj z nim szczerze.
                  Choć jeden raz, bo do tej pory to chyba tego nie zrobiłaś. Stąd rozwód i dziwne myśli o co chodzi tatusiowi waszego dziecka.
                • altz Re: Fujara kontratakuje :-) 05.07.14, 11:06
                  kasper254 napisał:
                  > 1.Altz, tylko tyle zrozumiałeś z tego, co napisała fujara i izka?
                  Myślę, że to jest jedna osoba, pan fujara, co się bardzo wysilił! big_grin

                  > Nie przejmuj się, większość ludzi widzi tylko pojedyncze drzewa, a nie las.
                  Nie wiesz, o czym piszesz, dlatego używasz takich wieloznacznych metafor.

                  > Tak też bywa. I tak, że np. inni dążą do organizacji nam życia, namawiają do rozwodu,
                  > urządzają "inaczej" życie.
                  Myślisz, że za Wiosnę ktoś podjął decyzję? Zagadał ją tak, że nie wiedziała, co robi? smile
                  W tej sytuacji, dla mnie to zupełnie nieprzekonujące.

                  > 2.W społeczeństwie konsumpcyjnym ocean "ja" pochłania i nasz portfel i duszę. T
                  > ylko nieliczni umieją jakoś zachować godność.
                  Tutaj oboje zachowali godność przy rozwodzie. Panu trochę się pokręciło już po, bo ma więcej pieniędzy. Wypada najpierw zapytać, zanim komuś zafunduje się wakacje.

                  > Dopiero po latach zrozumiałem, że ona rozumowała tak, jak większość tutaj w
                  > yemancypowanych, wykształconych, konsumpcyjnie zbudowanych jednostek: przez pry
                  > zmat "ja" i w konwencji: "czego on chce"?
                  Widzisz! Ona Ci nie jest do niczego potrzebna, ani nie była. Wszystko wiesz lepiej, więc po co Ci żona? Żeby prowadzić wewnętrzny dialog? wink
                  • fujara12 Re: Fujara kontratakuje :-) 05.07.14, 15:21
                    Altz, jak zwykle musisz mieć swoje zdanie.
                    Kasper napisał swoje, to co myśli.
                    Ty jako najmocniejszy w stadzie samiec alfa musisz wszystkim przetłumaczyć z polskiego na ALTZ-owe.
                    Bo ciemna masa nie zrozumie twoje przesłania.
                    I ty uważasz że jesteś najmądrzejszy ?
                    Dlaczego wszyscy są głupcami tylko nie ty ?
                    Moze wypuść trochę powietrza z siebie.
                    Popatrz na świat i ludzi z innej perspektywy.
                    Pan Kowalski, czy ty, albo ja to są różne osoby.
                    Nie jesteśmy jak monety bite jedną sztampą.
                    Każdy z nas myśli i odbiera inaczej.
                    Uważam że brak ci TOLERANCJI , pewnie dlatego ci nie wyszło.
                    Przykre to, współczuję ci. Ale to naprawdę nie moja wina.