Dodaj do ulubionych

A jednak rozstanie

07.03.15, 21:48
Witam Was ciepło.

Moja historia jest jedną z wielu,może tysięcy a może nawet milionów.Zauroczenie, szaleńcza miłość ,ślub i rozstanie.
Dlaczego piszę? ......ponieważ czuję,że coś we mnie umarło,że umiera moja dusza,że nie mam już sił.
Proszę Was o wsparcie, o dobre słowo, o nadzieję.
Porzucił mnie człowiek ,który był miłością mojego życia, ktoś z kim chciałam spędzić starość, ktoś o kim myślałam ten jedyny, ten na zawsze...
Poznaliśmy się 10 lat temu we Włoszech,czułam ,że na tego jedynego warto było czekać ,że stworzę z nim to co dla mnie najważniejsze-rodzinę.
Urodził się nasz syn,chciany i wyczekiwany , a potem był początek piekła.
Mój ukochany okazał się furiatem,zazdrośnikiem, człowiekiem ,którego stać było na wszystko.
Osamotniona, daleko od Polski i rodziny,wierząc ,że może wszystko się poukłada znosiłam wszystkie cierpienia.Tak bardzo chciałam ,aby mój maleńki synek miał tatę.
Człowiek, którego kochałam zamienił się w mojego oprawcę.Postanowiłam odejść, sądziłam ,że to koniec ale on błagał o wybaczenie , o szansę.Uległam , tych szans było jeszcze wiele,...
Dziś wiem ,że za wiele.Zdecydowałam o powrocie do Polski, co zrobił on ? Powiedział,że jest gotowy zamieszkać w moim kraju, że tylko to jest dla niego ważne by być blisko mnie i syna, że nas kocha .Zgodziłam się , we wrześniu 2014 roku odbył się nasz ślub.Syn tak bardzo się cieszył,że będziemy razem,że będzie miał tatę przy sobie.Jednak nie dane nam to było, już mąż mimo starań z mojej strony ,wiecznie był niezadowolony, arogancki do mie i do dziecka.
Na moje pytania, co się dzieje wybuchał,że nie ma ochoty rozmawiać , dyskutować, że ja prosząc go o rozmowę tylko truję mu głowę.No i wybuchała wielka awantura, ja prosiłam żeby się uspokoił ,że rozwiążemy wszystkie problemy razem , na spokojnie a on ,że pomylił się przyjeżdzająć ze mną do Polski.Po czym przystępował do pakowania walizek ,wyzywania mnie , mówienia że już ma dosyć.Bolało i to bardzo, bo ze wszystkich sił starałam się, aby było dobrze.Dbałam o dom, dziecko i o niego.Sam mówił,że jestem bardzo dobrą matką i świetnie prowadzę dom.Ciągle zapewniał mnie o miłośći,że będziemy razem aż do śmierci, a z drugiej strony wymagał podporządkowania z mojej strony , tego bym nie mówiła sąsiadom dzień dobry ( bo w jego mniemaniu mają ochotę na romans ze mną), tego żebym mu nie zwracała uwagi jeśli on krzyczy na dziecko ( bo on jest ojcem i jak on karci dziecko, to ja nie mam prawa głosu) i wiele by jeszcze mówić.
Dwa tygodnie temu urządził kolejną wielką awanturę, powiedział,że wraca do Włoch, że zmarnował ze mną życie,że dla niego ślub zawarty w Polsce nie ma najmniejszego znaczenia,że nie chce mnie ani syna widzieć na oczy, że na rozwód nie przyjedzie i alimentów też nie będzie płacił.Synowi w twarz powiedział : "nie jesteś moim synem".
Po tym zrozumiałam ,że nie ma już o kogo walczyć, że ten człowiek jest nic nie wart.
Powiedziałam ,że ma natychmiast pakować walizki i wynosić się, na co on stwierdził:" jutro kupię bilet i wyjeżdzam , do momentu wyjazdu nie ruszam się z tego mieszkania, bo nie mam pieniędzy na hotel".To było coś strasznego , syn płakał , mówił,że nie chce ,żeby tata wyjeżdzał.Mąż groził mi,że jeszcze mi pokaże ,że mnie urządzi.
Powiedziałam, że nie chcę ,aby przebywał w moim domu.Dałam mu pieniądze na hotel byle by tylko sobie poszedł i by w domu była cisza.Poszedł ....wrócił następnego dnia( pod nieobecność syna) aby zabrać swoje rzeczy osobiste .Wiem ,że został jeszcze w Polsce 9 dni ( w oczekiwnaniu na samolot), przez ten czas nawet nie zadzwonił do syna.
Wyjechał, bez pożegnania z własnym dzieckiem.....
Nie mam jego adresu , numeru telefonu , możliwości kontaktu aby doprowadzić formalności rozwodowe.Po wielu, wielu szansach, wybaczeniu z mojej strony krzywd jakie wyrządził mnie i dziecku nie zasługuję nawet na rozmowę o rozwodzie ,alimentach dla syna.
Usłyszałam ,że mam sie postarać o rozwód bez jego obecności, że on się nikogo nie boi, nawet policji .Najbardziej żal mi syna, pyta o ojca mimo tego że usłyszał "nie jesteś moim synem , nie chcę cie nigdy więcej widzieć".Co mówić dziecku ,jak mu pomóc uporać się z tym co usłyszał od ojca.No i jak pomóc samej sobie znieść ten ból, to straszne cierpienie, że dla człowieka ,który kiedyś był miłością mojego życia okazałam się kimś nic nie wartym.
Boże.. nie mam już sił, ciągle chce mi się płakać .Dlaczego to się tak skończyło????
Mógł mieć wiele, dom, rodzinę, miłość..... zadaję sobie pytanie dlaczego tak wybrał?






Obserwuj wątek
    • potwor_z_piccadilly Re: A jednak rozstanie 08.03.15, 08:26
      laur-etta napisała:

      >.Dlaczego to się tak skończył
      > o????
      > Mógł mieć wiele, dom, rodzinę, miłość..... zadaję sobie pytanie dlaczego tak wy
      > brał?

      Pewnie mamma tak zdecydowała.
      Nie wpadłaś jej w oko i tyle.

      • eluthiena Re: A jednak rozstanie 08.03.15, 22:24
        Bardzo współczuję i przytulam.......długa droga przed Tobą do samodzielności i pełni szczęścia ale uwierz że w końcu Ci się uda. Nie znam się na formalnych kwestiach szukania ojca za granicą, ale na pewno są jakieś możliwości, Włochy są w Unii. Długo tam mieszkaliście? Pewnie jesteś w stanie odtworzyć adres rodziców, rodziny...Zastanów się na spokojnie co jesteś w stanie ustalić. Mam nadzieję że masz tutaj wsparcie swojej rodziny, skup się na tym, żeby synek nie odczuł jak bardzo wszystko przeżywasz. Popłakac możesz sobie w nocy do poduszki. Będzie dobrze, tylko musi troche czasu upłynąć, dasz radę jak tyle innych kobietwink
        • biedroneczka33 Re: A jednak rozstanie 09.03.15, 18:17
          kochana mimo iz wydaje ci sie ze kazdy nadchodzacy dzien nie ma sensu....a swiat wogole to jest do du...py to uwierz ze wyprowadzka Twojego meza to najlepsze co moglo Cie spotkac. Jezeli twoje zycie wygladalo tak jak opisujesz nie ma za czym plakac . Dasz rade dla syna to on jest teraz najwazniejszy , dlatego najlepiej bedzie jak skontaktujesz sie z jakims dziecinnym psychologiem moze w poradni psychologiczno-pedagogicznej .Tam napewno podadza wam pomocna dlon i pomoga sie zmierzyc z ta sytuacja .Bo nie chce Cie straszyc ale przed toba do konca daleka droga tym bardziej ze jeszcze nie znasz stanowiska meza co do opieki nad dzieckiem ( czy nagle nie zechce byc najlepszym tatusiem i zabrac go do siebie) .Nie placz za kims kto nie zasluguje na twoje lzy , poszukaj prawnika na forum lub u siebie w miescie . Fakt kosztuje ale przy zawilych sprawach czasami lepiej odzalowac "pare" złotych . Dasz rade , poczytaj watki na forum ...z gorszych tarapatow da sie wyjsc ...i uwierz mi ze jest zycie....po rozwodzie :o)))) pełne szcześcia i miłości :o)))
          • laur-etta Re: A jednak rozstanie 09.03.15, 22:37
            Dziękuję Wam wszystkim za rady i słowa pocieszenia, to dla mnie bardzo wiele znaczy, bo nie mam z kim porozmawiać i tak po ludzku wyżalić się.Eluthiena we Włoszech mieszkałam od 2004 roku , do Polski wróciłam w czerwcu 2013.Sądziłam,że jakoś poukładam sobie wszystko na nowo,ale jak widać wszystko skomplikowałam i o to mam do siebie ogromny żal.Trzeba było "uciekać" jak był czas, a nie kolejny raz wybaczać komuś kto na to nie zasługuje.Biedroneczka bardzo ,ale to bardzo chciałabym wierzyć,że jeszcze będę szczęśliwa ale mam jakieś złe przeczucia.Boję się ,że ex mnie już całkowicie zniszczy.Na tą chwilę nie czuję się iść z nim " na wojnę", bo wiem ,że on jest złym człowiekiem i nie będzie miał litości.A ja od niego nic nie chcę, jedynie rozwodu, chyba nawet nie chcę już alimentów na syna.Sama muszę jakoś dać radę.
            Zresztą kochający tata sam się poczuwa do odpowiedzialności za dziecko.Jaki on jest beznadziejny.... ,mieć w d.......pie własne dziecko.
            • amb25 Re: A jednak rozstanie 10.03.15, 05:56
              Wlasnie dlatego nie powinnas mu odpuszczac. Pozew o rozwod, alimenty i podzial majatku.
              Pospiesz sie, bo moze byc tak, ze jesli on pierwszy zlozy pozew o rozwod we Wloszech to tam bedziecie sie rozwodzic (zalezy od prawodastwa danego kraju i UE), a jesli ty zlozysz pierwsza w Polsce to sprawa bedzie w Polsce. Rozwod generalnie jest przeprowadzany tam gdzie malzonkowie maja miejsce zamieszkania i zgodnie z prawodastwem tego kraju. W obydwu krajach jest inne prawo rozwodowe, dowiedz sie pod jakie bedziesz podlegac (mieszkaliscie dlugo w Polsce, ale on bedzie zaraz mieszkal we Wloszech) bo roznice z uzyskaniem rozowodu, podzialem majatku i alimentami moga byc duze i byc moze musialabys dojezdzac do Wloch na sprawe rozwodowa.... Byc moze oplaca ci sie zlozyc pozew zaim on opusci Polske. Nie wiem. Idz szybko do dobrego adwokata, specjalizujacego sie w rozwodach miedzynarodowych.
              I nie odpuszczaj mu, to dran sadzac po tym jak postapil z dzieckiem.
              • laur-etta Re: A jednak rozstanie 10.03.15, 20:22
                Amb, ex już opuścił Polskę i pewnie teraz dobrze się bawi we Włoszech.Cóż ten typ tak ma.Przeglądam internet w poszukiwaniu dobrego adwokata od rozwodów międzynarodowych.Masz rację tak podły człowiek jak on powinien za całe zło( jakiego doznałam z synem) zapłacić.
            • biedroneczka33 Re: A jednak rozstanie 10.03.15, 10:04
              Musze Cie sloneczko rozczarowac w naszym prawie nie ma czegos takiego jak rozwod bez orzekania o sprawach dotyczacych dziecka . Moim zdaniem to Ty powinnas zrobic pierwszy krok , poniewaz jak sama wiesz nasze sady dzialaja opieszale ....a jezeli Twoj maz zlozy wczesniej taki pozew w swoim kraju to mozesz byc na straconej pozycji . Dlatego poszukaj dobrego adwokata ...z kazdym z nich idzie sie dogadac ze splacic na raty.Psycholog napewno pomoze i Tobie i synkowi bo przed wami trudna i daleka droga . Czy warto nia isc ....tak bo uporzadkujesz swoje zycie i w koncu nadejdzie spokoj .A to jest "cos" o co warto walczyc.
              • laur-etta Re: A jednak rozstanie 10.03.15, 20:26
                Biedroneczko, to będzie bardzo trudna i wyboista droga.Nawet nie wiesz jak się tego obawiam,ale rozwiązanie jest tylko jedno.Jak już pisałam szukam dobrego adwokata od rozwodów międzynarodowych,zobaczę co mi powie.
                  • laur-etta Re: A jednak rozstanie 11.03.15, 18:51
                    Biedroneczko, czytałam Twoje stare posty na forum i aż się popłakałam.Jesteś mądrą, silną kobietą i cudowną mamą, chylę czoła.Wiesz minęło już trochę czasu jak zostaliśmy z synkiem sami i obydwoje jesteśmy o wiele bardziej spokojni niż wtedy, gdy z nami mieszkał ex.Cisza ,spokój,bez krzyków , awantur i to właśnie pokazuje mi,że dobrze się stało.Masz rację muszę walczyć o lepsze jutro dla nas.Jeszcze nie wiem jak ale na pewno nie poddam się.
    • kamila_3006 Re: A jednak rozstanie 15.03.15, 22:12
      Cześć jestem tutaj nowa ale również potrzebuję wsparcia i rady. Zacznę od początku. Poznalismy się 8 lat temu po roku się pobraliśmy zaraz po tym urodziła się nasza córeczka. Ja cały czas w domu przy dziecku, dom dziecko cały czas na pełnych obrotach a mąż po pracy na piwo z kolegami, zero pomocy cały czas kłótnie. Po trzech latach od narodzin córki znalazłam pracę i kolejne powody do kłótni. Bo ja pracuje bo ja nie mam czasu bo jestem zmęczona dodam że ponadto były obowiązki z okresu nim zaczęłam pracować dziecko dom itp. Dwa lata temu udało mi się awansować i zostałam szefem jednego z oddziałów bardzo dużej firmy w Polsce ozywiście doszły kolejne obowiązki - wiadomo jak człowiek sam nie dopilnuje swojego biznesu to pracownik tego nie zrobi. Zarobki mamy na prawdę super uało nam się wziąć kredyt i kupić własne mieszkanie myślałam że to jakoś poprawi nasze relacje własny kąt bez rodziców niestety nic bardziej mylnego. W firmię pracujemy oboje ja i mąż. Problemy się nawarstwiają mam na głowie wszystko, dom, dziecko, pranie sprzątanie gotowanie zakupy pracę, podległych pracowników jest ich 45, opłaty faktury umowy i wiele wiele innych obowiązków, natomiast mąż skupia się na swoich obowiązkach w pracy i to wszystko. Po powrocie do domu siada do komputera i nie ma go cały czas twierdzi że tak robi bo ze mną nic nie można zrobić bo cały czas narzekam i jestem zmęczona ok to prawda nie mam ochoty na nic ale to przez natłok obowiązków jakich mam na głowie. Cały czas się kłócimy. Mąż cąły czas narzeka że na mnie mówi że jestem do niczego, że on chce się spotykać ze znajmomymi - ok ja też bym chciała ale każde nasze spotkanie ze znajomymi kończy się dziką awanturą jak się napije to krzyczy na mnie i ubliża, zawsze znajdzie jakiś powód do awantury byle pierdołe. Kocham go i chcę z nim być wiem że możemy być dobrym małżeństwem naszym problemem jest to że nigdy nie rozmawiamy o sowich potrzebach o problemach. Mąż zawsze zbiera z np całego miesiąca problemy a później jak się napije to wszystko mi wyrzuca. Grozi mi rozwodem boję się tego mamy na prawdę wspaniałą córkę która jest bardzo delikatna i uczuciowa chcę walczyć dla niej dla jej poczucia bezpieczeństwa kocham męża i na samą myśl o rozstaniu ryczę jak bóbr. Chcę walczyć o ten związek bo wiem że może być szczęsliwy jednak nie wiem jak przekonać męża do walki wszystie moje argumety są odrzucane caly czas mówi że chce rozwodu że on już postanowił. Proszę pomóżcie może macie jakiś pomysł jak go przekonać

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka