Dodaj do ulubionych

Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o rady

22.12.17, 21:34
Witajcie, od wielu miesiecy czytam to forum i nadszedl czas aby opisac historie mojego malzenstwa ktore sie konczy z prosba do Was o rady, wsparcie, punkt widzenia osob z zewnatrz. Bedzie dlugo, dla wytrwalych smile
Jestem 32 letnim facetem. Jestesmy małżenstwem od 7 lat. Mamy 5 letniego syna. Od ok 5 lat jestesmy pograzeni w kryzysie z ktorego nie widac juz innego wyjscia jak rozstanie. Przez ostatnie lata bronilem sie od tego rozwiazania bo bardzo kocham syna i trudno mi wyobrazic sobie zycie jako niedzielny tatus. Jednak zostajac w tej relacji oboje tracimy szanse na ulozenie sobie zycia innego niz w toksycznym zwiazku. Zaczelo sie po urodzeniu dziecka. Zona przelala cala milosc na nie, odsunela mnie na boczny tor. Calkowicie pochlonela ja opieka nad malym. Ona to typ samosi i perfekcyjnej pani domu oraz nadopiekunczej matki. Ja w tym wszystkim probowalem sie odnalezc sprostac zadaniu, angazowac sie i udzielac tam gdzie czulem ze moge pomoc. Codziennie po pracy prosto do domu, zabawa z dzieckiem, przewijanie, karmienie,przebieranie spacery, kapanie na przemian, do 2 roku zycia codziennie usypialem. Pomagalem jak tylko moglem. Jednak z biegiem czasu narastala w niej frustracja ze wszystko co robie, robie niewystarczajaco dobrze lub ze mimo wszystko za malo sie angazuje. Miedzy nami bylo coraz wiecej klotni, coraz ostrzejsze slowa i epitety padaly glownie z jej strony. Mimo ze malemu nic nie brakowalo zona ciagle mnie o cos oskarzala ze jestem egoista, ze nie potrafie zadbac o rodzine i jej utrzymac, mimo ze zawsze niezle zarabialem kilka srednich krajowych. Ona zawsze chciala wiecej. Probowalem rozmow, wdrazania roznych planow ustalania i wprowadzania zmian do naszej wspolpracy ale bylo coraz gorzej. Coraz wiecej roszczen z jej strony. Ona ma bzika na punkcie czystosci. Mieszkanie codziennie musi lsnic, dziecko jak sie ubrudzi zaraz trzeba czyscic i myc itp. Zabawek ma tyle ze moznaby obdarowac cale przedszkole, nie ma ich gdzie miescic. Mimo to zarzucala mi zawsze ze mam malego gdzies bo mu rzadko kupuje. Z mojego punktu widzenia zawsze bylem i nadal jestem w sytuacji w ktorej ona zewsze jest krok przede mna i utrzymuje nadmiar wszystkiego poczawszy od spizarni lodowki szafy itp. wiec trudno mi dokladac tam gdzie juz jest pelno. Lata mijaly a miedzy nami narastal chlod emocjonalny. Bardzo oddalilismy sie od siebie, seks po urodzeniu dziecka prawie przestal istniec. Na poczatku dalem na wstrzymanie. Tlumaczylem sobie bo nowa sytuacja bo emocje bo, zawsze bylo jakies bo. Z kazdym miesiacem bylo coraz gorzej. Nastal marazm przekladany klotniami. Ale ja sie nie poddawalem. Postanowilem jeszcze wiecej pomagac, przejalem pranie, zmywanie, sprzatanie. Przygotowywywalem sniadania, ogarnialem auta, garaz, wszystkie naprawy w domu,bo mam smykalke do technicznych spraw, ale, dla niej to czesto jest powodem do szyderczych przesmiewczych zartow "jaki to marny ze mnie specjalista", w miedzy czasie spedzalem wiekszosc mojego wolnego czasu z malym. Nadal probowalem inicjowac rozmowy o nas ale juz bylo coraz trudniej. Żona przyjela taktyke ze zajmuje sie glownie dzieckiem i soba. Jak juz cos ugotuje to czasem moge skorzystac ale musze sie wpierw zapytac o zgode. A czasem jak o nia pytalem to odpowiedz byla "no i po co sie pytasz". Jak chwalilem ja za posilki ze mi smakuje itp. to kiedys mi powiedziala ze "rzygac jej sie chce od tego mojego chwalenia". Jak przestalem chwalic zaczela zarzucac mi niekulturalnosc. Zaczalem wiec jadac czesciej w pracy. Zaczela szydzic z mojej rodziny i moich niektorych znajomych. Z Jej znajomymi przestalismy sie spotykac stopniowo po urodzeniu dziecka.Do wszystkich wokol miala jakies ale. Gdybym dzis ja zapytal dlaczego nie spotykamu sie z nikim to zapewne powiedzialaby ze to przeze mnie. Kiedy wrocila do pracy po macierzyskim zrobilo sie tylko gorzej. Pracuje w reklamie, w kazdym tygodniu ma jeden lub wiecej wyjazdow, czesto za granice. Ja jestem codziennie w domu po pracy wiec zajmuje sie wtedy malym wylacznie sam. Najblizsza rodzina jest oddalona o 250 km. Kiedy nasza komunikacja siegnela dna a w klotniach padaly niecenzuralne epitety zaproponowalem terapie. Niechetnie lecz sie zgodzila. Sam wszystko zorganizowalem. Po 3 miesiacach przestalismy ja kontynuowac. Ona nie wierzyla w nia od poczatku wiec i ja po czasie zrezygnowalem bo uznalem ze to pieniadze wyrzucane w bloto kiedy druga osoba pojdzie pogada poslucha ale nie ma zamiaru nic zmienic.Nie ma w niej zadnej inicjatywy. Ma totalnie w 4 literach nasz zwiazek. Ale z jakiegos powodu nie sklada pozwu rozwodowego mimo ze kilkakrotnie w szale emocji to wypowiedziala. Raczej nie chodzi o pieniadze bo ona tez dobrze zarabia. Ja moze nie jestem idealny, ale kto jest. Ona zarzuca mi egoizm jak 2-3 razy w miesiacu pojde na trening piłki i raz na miesiac spotkam sie z jakims kumplem. Postanowilem reaktywowac nasze zycie intymne z nadzieja ze moze to przelamie nasz kryzys. Udalo sie tylko na krotka mete. Wkrotce po kilku upokorzeniach zrezygnowalem i z tego. Dlugo walczylem o ten zwiazek ale doszedlem do sciany. Nie widze juz innego rozwiazania jak rozwod. Jednak nie chce wyprowadzic sie z naszego mieszkania. Kupione przed slubem w wiekszosci za moje pieniadze, czesc jej i reszta kredyt niemal splacony. Wszystko zapisane w akcie. Pomyslalem ze zaproponuje ze najpierw rozliczymy sie z majatkiem. Jesli zona bedzie chciec mieszkanie niech mnie splaci, a jak sie wyprowadze to wtedy pojdziemy po rozwod. Chce tez wnioskowac o opieke naprzemienna nad synem, ale ze licze sie z tym ze szanse mam niewielkie. Nie ma w domu nalogow, pijanstwa, przemocy, awantury zdarzaja sie ale pewnie nawet sasiedzi ledwo je slysza. Jest tylko wzajemna niechec i zycie razem z koniecznosci, bo tak pozornie latwiej nie wywracac sobie zycia do gory nogami. Ale wiem ze kazdy kolejny miesiac i rok z nią bedzie stracony. Licze na Wasze dobre rady.
Obserwuj wątek
    • cyprian21 Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 24.12.17, 02:52
      Na podstawie twojego opisu, żona cierpi na wiele problemów. Przynajmniej dwa rzucają się w oczy: nadmierny i szkodliwy perfekcjonizm oraz ataki agresji i złości. Oba te problemy powinny być poddane leczeniu, o ile zdaje sobie z tego sprawę. W czasie terapii wyszłyby na wierzch następne problemy z nimi powiązane (być może depresja itp.).

      Niewątpliwie mąż, rozwijające się dziecko oraz małżeństwo, bardzo negatywnie cierpi pod wpływem tak niezdrowego środowiska. Powinna się leczyć.
      • rikol Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 27.12.17, 22:46
        Ataki złości mogą być powodowane problemami z tarczyca. Natomiast o leczeniu może zadecydować tylko ona, nie da się jej zmusić.

        Perfekcjonizm jest związany z osobowością lękową, nerwicą. Ona faktycznie uważa, że źle robisz różne rzeczy, bo nie robisz idealnie (czy tak jakby ona chciała).

        Radze rozwiesc się. Im prędzej, tym prędzej sobie ułożysz na nowo życie.

        Opieka naprzemienna nie jest dobra dla dziecka, dziecko powinno mieć dobry dom, u ciebie może być w weekend. Ewentualnie zgłoś, że chcesz mieć sam opiekę nad dzieckiem. Co do kontaktu z dzieckiem po rozwodzie, trudno przewidzieć, jak to będzie wyglądało.

        Majątek zgromadzony przed zawarciem małżeństwa należy do ciebie, reszta jest do podziału.
        • tahm Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 14.02.18, 09:03
          "Opieka naprzemienna nie jest dobra dla dziecka, dziecko powinno mieć dobry dom, u ciebie może być w weekend. Ewentualnie zgłoś, że chcesz mieć sam opiekę nad dzieckiem. Co do kontaktu z dzieckiem po rozwodzie, trudno przewidzieć, jak to będzie wyglądało."
          Kim jesteś, żeby takie tezy wygłaszać??
          Opieka naprzemienna jest dobra dla dziecka jak każda inna, pod warunkiem że rodzice są normalni i potrafią się POROZUMIEĆ i przedkładać dobro dziecka nad swoje urazy.
          Autorowi radzę z dużą rezerwą podchodzić do mądrości internetowych.
    • akn82 Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 24.12.17, 22:30
      A mnie uderzyło takie jakby ukryte przeświadczenie że dziecko ma zostać przy matce oraz że rozwodem ograniczysz sobie z nim kontakty. Dlaczego to matka nie może sobie wystąpić o opiekę naprzemienną? Nie można zakładać, że opiekę nad dzieckiem przyjmujesz Ty? Czy w Polsce rozwód zawsze oznacza też walkę o czas z dzieckiem?
      P.S.
      Co do Twojego problemu to sama żyję w emocjonalnie pustym związku. Wytrzymam się od doradzania. Albo jedno powiem terapia indywidualna Ci nie zaszkodzi, a pomoże wink
    • molka156 Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 27.12.17, 11:18
      Witam. Ja też jestem na początku tej drogi. Kilka razy zwracałam z niej , aby uniknąć rozwodu, ale to nie ma sensu. Nie da się tak dalej żyć. Ile można próbować coś posklejac na nowo jak drugiej osobie na tym nie zależy. Jeżeli nie widzę nic w jego oczach. Tylko pustkę, brak empatii, dobre słowo . Postanowiłam, Że muszę to zrobić. Lepiej być samemu nawet do końca życia niż męczyć się codziennie. Przesyłam słowa wsparcia i wiary , że każda zmiana niesie coś dobrego. Będzie lepiej na pewno nie gorzej.
      • broken_dream Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 27.12.17, 20:15
        Dziekuje za wpisy. Co do tego czy zona cierpi na szkodliwy perfekcjonizm i ataki agresji to na pewno ona nie zdaje sobie z tego do konca sprawy ze jest to tak istotne. Jedno i drugie wyniosla z domu rodzinnego, to pewne. Tam jej ojciec nadskakuje wokol matki, a matka ciagle na niego furczy, umniejsza jego role, inteligencje, traktuje z gory. Wiekszosc odzywek do niego jest z podniesionym klotliwym tonie choc nie ma do tego powodow. Ojciec to lagodny i dobry czlowiek. Nie mam pojecia jak on to znosi przez tyle lat. To samo teraz stosuje wobec mnie ich corka i mam wrazenie ze jest to bardzo gleboko zakorzenione w niej i jakby nie widzi w tym wiekszego problemu. Na moje protesty aby tak mnie nie traktowala odpowiada ze ma ku temu powody bo ciagle nie spelniam jej wymagan. Na terapii malzenskiej nie udalo sie tego przepracowac bo zona nie uznala tego za problem z ktorym chcialaby sie zmierzyc.

        Z tego co wiem opieka naprzemienna w Polsce to nadal wzgledna rzadkosc i byc moze musialbym udowodnic jakas szkodliwosc matki dla dziecka zeby ja wywalczyc. Pytanie jak realnie to zrobic jesli wogole taka wystepuje? Żona ogolnie jest matką zapewniajaca malemu wszystko co trzeba z tym ze z wg. mnie i moich rodzicow z pewnym nadmiarem i nadgorliwoscia. Widze ze kocha go i nie stosuje wobec niego agresji. Ale z drugiej strony w mojej opinii wykazuje postawe nadmiernie wymagajaca, chroniaca i przyspieszajaca rozwoj (kazda zabawa to uczenie czegos, praca nad czyms, jak w szkole). Krytykuje mnie kiedy ja chce z malym po prostu pobaraszkowac, poprzytulac sie, polaskotac itp, twierdzac ze za glosno sie zachowujemy... czy to normalne? czy normalne jest ze ona ma mi za zle kiedy chce np. czasem dolaczyc do ich jakiejs zabawy najczesciej edukacyjnej? Mam wrazenie ze ona ze mna rywalizuje o niego i czasem nawet troche irytuje sie kiedy syn domaga sie mnie i mojej obecnosci. Jednoczesnie czasem widze ze sie wzrusza widzac nas razem bawiacych sie radosnie...
        • agak23 Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 28.12.17, 11:04
          Spróbuj porozmawiać z teściem - jak sobie daje radę,, z czego to wszystko się wzięło. Może on spróbuje porozmawiać z córką i uświadomić problem. Jeżeli wystąpisz o rozwód, walcz o syna - od razu wystąp o opiekę, w razie ustępstw możesz zgodzić się na opiekę naprzemienną
          • miniulowa Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 01.01.18, 14:15
            "Jeżeli wystąpisz o rozwód, walcz o syna - od razu wystąp o opiekę, w razie ustępstw możesz zgodzić się na opiekę naprzemienną"

            Zgadzam się. Zasada wysokiej piłki. Zawsze występuj o więcej niż oczekujesz, bo najprawdopodobniej dostaniesz mniej.
            Jeśli nie wystąpisz o opiekę, zapewne dostaniesz dwa weekendy w miesiącu.
            Opieka naprzemienna wcale nie jest tak szkodliwa dla dzieci jak jest to przez niektórych przedstawiane, a na pewno jest mniej szkodliwa niż faktyczna utrata jednego z rodziców. Bo. Nie czarujmy się, co dwa tygodnie, nawet na cały weekend, to nie jest wychowanie dziecka. Z czasem więzi się rozluźniają albo wchodzi faktyczna opieka naprzemienna, mimo, że na papierze jest inaczej.

            Moim zdaniem powinieneś wystąpić o rozwód, podział majątku z określeniem dlaczego i na jakiej podstawie, zostajesz w mieszkaniu, spłacasz żonę, miejsce zamieszkania dziecka z Tobą (co wynika między innymi z pozostania w mieszkaniu), kontakty matki z dzieckiem bez ograniczenia u Ciebie, zabranie do niej po wcześniejszym uzgodnieniu. Rozwód bez orzekania o winie, prawa rodzicielskie dla obojga. Swoją opiekę nad dzieckiem motywuj tym, że zajmujecie się wspólnie od urodzenia, w ostatnim czasie Ty więcej że względu na charakter pracy matki.
            Jeśli będzie zlecenie badań w OZSS, wnoś o badanie przez biegłego z instytutu naukowego. Działanie OZSS niewiele się poprawiło w porównaniu z RODiK, kadra w większości przypadków ta sama, stojąca na stanowisku, że dziecko należy do matki, bo ona urodziła.
            Na wszystko zbieraj dowody.
            Pamiętaj, że żona nie będzie miała żadnych skrupułów żeby Cię zniszczyć.
            Zawsze zaznaczaj dobro dziecka w swoich wnioskach, wnioski składaj w imieniu dziecka również.
            Jeśli skorzystasz z adwokata (wskazane) rezygnuj z każdego, kto będzie przekonywał do zgody na zamieszkanie dziecka z matką.
            Powodzenia
    • marold77 Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 27.12.17, 20:40
      Ludzie się nie zmieniają. W fazie zauroczenia udają kogoś innego, potem w miarę poznawania się pozwalają sobie na coraz więcej i więcej i można coś tam zauważyć... jak raz coś nieakceptowalnego się wyrwie, to można założyć, że w fazie ekstremalnej frustracji wyjdzie znowu - albo coś jeszcze gorszego. Facet - szkoda czasu na ratowaie tego bo to się nie zmieni. Ogarnij temat z adwokatem co i jak się da zrobić by nie stracić wszystkiego, usiądź z ukochaną i powiedz że to koniec.
    • aki3 Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 27.12.17, 21:18
      Spróbuj wyjechać na jakiś przynajmniej miesięczny urlop sam. Czasami takie rozstania są dobre dla higieny psychicznej. Jeśli nic się nie zmieni to rozwód raczej nieuchronny. Nie dziel też majątku formalnie przed rozwodem, bo możesz 2 razy zapłacić za to samo.
    • rybak Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 28.12.17, 00:19
      Już po ptokach.
      I nie masz na co liczyć, tylko na siebie.
      Moja rada: ZBIERAJ KWITY!
      Rozpuściłeś żonę, sam zrobiłeś z siebie potulnego misia-pantofla, a że to klasyczna psychopatyczna matka-Polka, to poszło szybko.
      Teraz to już nie do odkręcenia, więc szkoda życia.
      • wmet Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 30.12.17, 15:00
        Dokładnie. Musisz się na nowo odnaleźć, zadbać o siebie. Nie możesz całe życie być ofiarą. Dziecko wyczuwa Wasze rozterki, pomimo Twojego poświęcenia. A więc czy warto? Weź kartkę papieru, podziel na pół pionowo. Po lewej stronie wpisz dobre strony Waszego związku, po prawej złe. Przemyśl rozsądnie drogę rozwodu i podziału majątku nim zdecydujesz. Znajdź w necie "prawa ojców do dzieci" coś w tym rodzaju. Tam dostaniesz wsparcie.
        Masz jedno życie. Od Ciebie zależy jak sobie ułożysz, lecz musisz pamiętać, że wyłącznie od Ciebie zależy jaki będzie bilans Twego życia. Człowiek jest szczęśliwy, kiedy robi to co NAJBARDZIEJ LUBI.
        Zyczę spełnienia marzeń. To jest realne, pod warunkiem, że uwierzysz w Siebie.
      • tahm Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 14.02.18, 09:09
        A z tymi kwitami to racja.
        Bardzo trudno udowodnić w sądzie przemoc psychiczną w związku, bo zazwyczaj ma miejsce bez świadków. Warto mieć nagrania, jak żona cię obraża, wyzywa, wyśmiewa, zbierać takie smsy, maile. I użyć w razie potrzeby. I przygotować się na oskarżenia o zdradę, pracoholizm, zaniedbywanie rodziny - i zawczasu się do tych oskarżeń przygotować (zbierać zdjęcia z wakacji, ze wspólnych chwil z dzieckiem, nie brać nadgodzin, nie uczestniczyć w podejrzanych imprezach). Rozwód to potencjalna wojna, trzeba się jak na wojnę przygotować, a jak uda się spokojnie - to tylko na plus wam wyjdzie.
    • metanoja Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 28.12.17, 08:16
      Mam 43 lata, jesteśmy po ślubie 15 lat, mieliśmy poważny kryzys. Teraz jest ok.
      Pomogła mi książka pt. "Moc modlitwy męża" autorstwa Stormie Omartian. Czytałem ją i przez pewien czas codziennie modliłem się o moją żonę modlitwami, które są tam zapisane. Wypowiadałem je na głos, jedną dziennie, a gdy doszedłem do końca książki, zaczynałem od nowa. Dzięki temu zmienił się mój stosunek do żony, lepiej ją zrozumiałem, przestałem ją oskarżać, i dzięki temu po pewnym czasie się odblokowała.
      Po tym, jak poradziłem sobie z kryzysem w naszym małżeństwie zadzwonił do mnie znajomy. Był wściekły na swoją żonę, która uciekła od niego z dzieckiem za granicę. Poleciłem mu, a właściwie to nakazałem modlić się modlitwami z tej książki. Zadzwonił rok później, żona wróciła, mówił, że są szczęśliwi.
      Spróbuj i zobacz, czy działa. Książka kosztuje jakieś 30 zł, można ją kupić przez internet.
    • kryssttyna_011 Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 28.12.17, 12:27
      Nie ma dobrych rad w tej sytuacji. Jeżeli jesteś nieszczęśliwy i nie odpowiada ci sytuacja w twoim małżeństwie - rozwódź się. Jeżeli bardziej ci zależy na dziecku i relacjach z nim - zostań. Obie decyzje obarczone dużym ryzykiem, ale dobrego wyjścia po prostu nie ma. Czekać już nie ma na co. Twoja żona jest jedną z tych kobiet, które życie rodzinne nudzi i przerasta, stara się to maskować agresją, pretensjami, obsesją czystości itp., ale chodzi głównie o to, że chciałaby czegoś innego, sama nie wie czego, ale jednak to, co jest, uważa za złe i niewystarcząjace. Wiele kobiet też tak ma, może wieczne niezadowolenie i wredny charakter wynoszą z domu, powielają zachowanie matek albo tak je stworzono i zostaną sfrustrowane do śmierci, obojętnie co je w życiu spotka. Z takiego zwiazku można tylko uciec aby ocalić siebie, może również dziecko, choć to jest wątpliwe. Paradoksalnie twój syn ma wieksze szanse jeżeli będziesz osobno, bo wtedy będzie miał drugi dom, gdzie będzie mógł się schronić przed toksyczną matką, która z czasem i jemu zacznie dowalać do pieca.
    • hanusinamama Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 28.12.17, 12:39
      Tak z ciekaowosci: pogadałes kiedys znią na ten tamet? Pomijam ze dla obrazu sytuacji wartoby przeczytac wersje twojej żony. MOj kuzyn tak utyskiwał, ze wszystko przy dziecku robi a zona niezadowolona...az pojechalismy razem na wakacje: bawic siew piasku nie chciało, isc do morze z dzieckiem nie chciało, pakować rano rzeczy na plaze (tak 2latek troche tego wymaga) nie chciało. Zobaczyłam jak matka pilnujac 2 latka pauje wszystko, a tatus gra sobie w gre. Przez 2 tygodnie ani razu nie zobaczyłam tego "zajmowania", a we wczesniejszych rozmować to on ojciec roku był. Koniec konców pani kopneła pana w tyłek...się nie dziwie.
      A wracajac do ciebie moze twoja zona nie wie ze ty nie lubisz takiej perfekcji (nie widziały gały co brały)? Mnie kiedys maz powiedzial ze woli zjesc na obiad kanapke niz patrzec jak sie miotam bo z obiadem sie nie wyrobiła. Zrozumiałam, dotarło.
      POwiem, ze jak czytam opisproblemów w związku pt : ja robie wszystko na 6, ona wszystkiemu winna" (lub odwrotnie: jak wszystko robie super, maz wszystko psuje) to mi sie dalej czytac nie chce. Moze pomysl, co ty zrobiles nie tak. BO w związku zaaaaaaaaaaaawsze są winne obie strony. Mowiła mi to ciotka ktora mąż bił. ONa winna bo nie reagowała jak bił, wiedział ze moze to bił dalej. Tak mi sama powiedziała
    • broken_dream Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 28.12.17, 14:09
      Najbardziej obawiam sie tego co napisal/a marold77, ze ludzie sie nie zmieniaja w znaczacym stopniu i z czasem moze byc tylko gorzej i zawsze faza zauroczenia - pierwsze lata nie odzwiercielaja prawdziwego oblicza czlowieka.

      Kiedy zostaję sam nawet na dzien czy dwa to odpoczywam psychicznie. Łapie się na tym ze ten stan zaczyna mi sie podobac ale za chwile przychodzi tesknota za dzieckiem...

      @rybak : Tez miewam takie mysli, ze rozpuscilem zone i zrobilem z siebie pantofla. Uczynnoscia chcialem osiagnac harmonie i szczescie rodzinne. Dzis wiem ze stoi to w sprzecznosci ze mna kiedy przy tym co robie otrzymuje wzamian krytyke i ciagle pretensje ze nie spelniam oczekiwan. Nigdy nie bede swoim tesciem ktory akceptuje swoja sytuacje. On mnie mie zrozumie bo w rozmowie o tym jego zdanie jest takie ze zawsze trzeba stawiac kogos na pierwszym miejscu. Pytanie czy jego zona stawia tez jego na pierwszym miejscu... Czuję ze on przez te kilkadzisiat lat zostal juz powaznie skręcony przez tesciowa lub jest ponadmiarowym altruista i cierpiętnikiem ktorym ja nigdy nie będę. Poza tym czuję ze on zawsze staje po stronie swojej corki i zony.

      @hanusinamama : rozumiem Twoje watpliwosci. Zgadzam sie ze przewaznie wina jest po obu stronach. Moje posty wyzej to nie tylko utyskiwanie. Piszę tez o tym co uwazam za pozytywnego w mojej zonie. Moge ja docenic za pewne sprawy. Rozmow miedzy nami bylo wiele.
      Co do perfekcji, problem zaczyna sie wtedy kiedy perfekcjonista zaczyna agresywnie wymagac tego samego od partnera, czego wczesniej galy nie widzaly jak braly w fazie zauroczenia.
      Ja nie twierdze ze jestem ojcem i mezem idealnym. Napisalem juz to wczeniej. Nie wiem tez czy bedac samotnym ojcem bede lepszym ojcem, czy dla syna to bedzie lepsze kiedy zacznie sie ciagle zabieganie obojga o jego wzgledy, aby go nie stracic.
      • wowo13 Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 12.03.18, 19:12
        Jak poszło dalej? Mam podobnie. Tylko u mnie jest sześciolatek. Co ciekawe żona to bałaganiara (ja nie jestem perfekcjonistą, ale nie lubię się potykać, albo codziennie szukać rzeczy codziennych w różnych miejscach, bo można oszaleć tracąc zamiast 5 sekund, 15 minut). Reszta podobnie. Brak seksu staram się nadrabiać onanizmem - brutalna prawda. Nie wyobrażam sobie zostać bez dziecka.
        Dobrze zarabiam, ale ewentualny rozwód to na pewno utrata mieszkania (spłacone), i dochodów (zarabiam dobrze, ale gdy zacznę wynajmować mieszkanie, zapewne zabierze mie 3/4 reszty pensji i będę wegetować).
    • robmar2007 Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 28.12.17, 14:58
      Nie wiem po co pisać taką litanię? Małżeństwo jest fikcją, więc rozwiedź się możliwie sprawnie i nie zapominaj, że jeśli kochasz syna, to swoją miłość do niego możesz realizować również poza małżeństwem. Tylko rodzice, którzy maja normalne życie, a takie często zaczyna się po rozwodzie, mogą mieć normalne życie. Odwagi.
    • drims Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 30.12.17, 14:51
      O rany zaraz po urodzeniu to kobieta jest jak dziecko nie do zniesieniawink potem przeradza się to w szukanie winnego, żadnej miłości na dziecko nie przelała tylko ono pewnie zachowuje się tak jak ona by tego chciała I wiem z doświadczenia, że ktoś przed Panem ja rozpiscilwink ona się tylko utwierdziła w tym, ze moze zyc tak dalej i tu fakt, że Pan dużo zarabia nie ma znaczenia i tak zawsze będzie za mało. Ona musi chcieć słuchać ale na pewno nie osoby, która uległa jej tak jak Pan. Przyczyny perfekcjonizmu są różne ale najlepiej poobserwowac mamę i tatę tej Pani. Perfekcjonizm jest brakiem czegoś zastępuje to czego nam faktycznie brakuje, a jeżeli jest tak jak Pan pisze to Pana żona nawet nie wie, że jest Panu źle w związku po prostu wydumal Pan sobie terapię i coś w stylu romantyk piep**ony a tu w domu robota jest i dzieckiem się trzeba zająć. Ja tu widzę same obowiązki i zero zaangażowania żadnej że stron. I rozwód nie jest tu wyjściem bo ucieknie od problemów często generuje tylko kolejny tymczasowy związek
    • jestemwalkiria Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 01.01.18, 12:15
      Witam w Nowym Roku.
      Treść tekstu wydaje się wiarygodna, rzetelna i - niestety - subiektywna, bo jednostronna. Za mało danych, za dużo niewiadomych, aby zdiagnozować, co jest podstawą kryzysu. Dopiero po spojrzeniu na problem przynajmniej z dwóch perspektyw można proponować lekarstwo. Istnieją różne przyczyny braku wzajemnego tolerowania się: narastająca cicha niechęć do partnera/ki przez przepracowanie (dom+praca zawodowa), zmęczenie (nieprzespane noce przy dziecku), porównania (z innymi, którzy są szczęśliwi, być może pozornie, ale tego nie widać), brak wysłuchania, zrozumienia, doradzenia przy partnera/kę ("Jak Ci minął dzień? Chodź, przytulmy się."), brak DOTYKU (i tu nie chodzi tylko o seks, ale o dotykanie twarzy, dłoni, trzymanie się za ręce na spacerze), brak zainteresowania i planowania przyszłości (na przykład wakacji, czy świąt) lub z góry określania przykładowo: "będzie, jak zawsze u mamy", brak KOMUNIKACJI (przekazywania swoich oczekiwań, pretensji i nadziei). Moim zdaniem, dziecko nie jest najważniejsze, właśnie dlatego, że jest ważne. To paradoks. Uważam, że jeśli rodzice są zadowoleni, to dzieci są szczęśliwe. Nawet w patologicznych rodzinach dzieci mogą być głodne, uciekać z domu, ale zawsze będą wracać tam, gdzie były AKCEPTOWANE (oczywiście nie dotyczy to patologii względem dzieci). W tym konkretnym opisanym przypadku zabrakło wzajemnych relacji na wielu płaszczyznach... Jednak może zdarzyło się już coś poza domem i dziewczyna poznała kogoś, kto Jej imponuje, Ją wysłucha i przytuli. Wtedy szanse na reaktywację związku są marne. Wszystko w tym związku dzieje się ZA PÓŹNO. Jeśli chodzi o dziecko, to zazwyczaj dziecko zostaje przyznane matce, a kochający Tatuś z czasem i tak odsuwa się od dziecka... , czasami matka utrudnia spotkania lub daleko wyjeżdża z dzieckiem... Autor tekstu opisał swoją wspaniałą opiekę nad dzieckiem. Kobiety robią to tak samo. Rodzicielstwo obowiązuje obie strony. Jeśli partnerka wyjeżdża zawodowo, to trudno zajmować się w tym czasie dzieckiem. Opieka ojca przy dziecku nie oznacza (jak to określono w jednym z komentarzy) "bycie pod pantoflem". Pomyślmy: nie było w tym związku nałogów, pijaństwa, przemocy i częstych awantur, jednak autor tekstu nie pisze dlaczego przestali się spotykać ze znajomymi... Autor jakoś ślisko wybrnął z tego tematu. Interesującym wydaje się, jacy to byli znajomi - koledzy męża czy żony i co Jej się w nich nie podobało. Reasumując, proponowałabym wyjazd samej pary na długi weekend lub tydzień (dziecko pod opiekę do rodziny) i przyjrzeć się sobie wzajemnie: co nas denerwuje w partnerze/rce i co mogę zmienić W SOBIE. Jeśli nie będzie dotyku, przytulenia, kwiatka, a będą pretensję i wzajemne obrzucanie winą, to znaczy, że sobie SIEBIE już tak obrzydzili, że pozostaje niezwłocznie rozwód. Są pary, które się rozstają bez rozwodu, ale moim zdaniem, to błąd. Jeśli jedna ze stron pozna kogoś, to dojdzie i tak do rozwodu, ale będzie on przebiegał bardziej boleśnie. I ostatnia sprawa: PODZIAŁ MAJĄTKU. Nawet, jeśli do podziału pozostanie "wiertarka i mikser", to i tak często pary potrafią toczyć o to wojnę sądową. Podział nigdy nie będzie sprawiedliwy, ale uwolni nas od życia w toksycznym związku.
      Pozdrawiam Autora tekstu, życzę konsekwencji w działaniu, przyjaciół wokół siebie i umiejętności patrzenia w głąb siebie, aby nie klonować relacji z partnerką w następnym związku. Wydaje się, że żona jest świetną dziewczyną, ale oboje się pogubiliście. Smutne, ale mamy jedno życie i lepiej je przejść z uśmiechem na twarzy: dziecko to doceni.
    • ollkkaa_2018 Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 05.01.18, 21:54
      Dlaczego bardzo dobrze rozumiem Twoja sytuacje? Ponieważ sama jestem tuz przed rozwodem. Dziesiec lat temu w momencie urodzenia dziecka pierwsza zdrada. Wyprowadzka do kochanki. Po roku powrot. 2 lata temu ponownie zdrada. Wyprowadzka, straszenie rozwodem natychmniast. Poganiana i szantazowana mialam 2 dni na skonsultowanie się z prawnikiem i zebranie kosztów utrzymania dziecka. Prawnik okreslil meza przemocowcem.
      Na ostatnim spotkaniu 2 lata temu uslyszalam: nie udało się nam, zaczynam nowe zycie, musze kupic mieszkanie. Bylam przygotowana na wszystko. Minal rok - cisza. Minal drugi - cisza. Teraz - nagle po dwóch latach ponowne szarpanie o rozwod. Dlaczego sama nie zakonczylam tematu? Na początku - strach, zastraszenie, niewiadoma. Musialam odreagować i zaakceptować sytuacje. Pozniej nieoczekiwane sprawy z praca, nad która musiałam się skupic.
      Nie jestem masochistka i nie czekam na zdradzacza, az się znowu wyszaleje i może wroci. Podwojna zdrada nie daje przestrzeni na poczucie bezpieczeństwa w przyszłości.
      Jak to się stało z nami? Podobnie jak Ty opisujesz Wasza sytuacje postrzegając swoja zone. Mój jeszcze maz tez twierdzil, ze już nie wie co ma robic, żeby było dobrze. Dojrzalosc w związku oznacza wiele. Nie ma recepty na udany związek. Recepta jest brak recepty. Po prostu na zycie sklada się to co latwe i przyjemne oraz to co trudne i nie do przeskoczenia. Recepta jest wspólne pokonanie tego, co wydaje się niemożliwe. Ale tylko razem.
      Nie wiem co radzic. Sprobuj jeszcze raz, najlepiej jak tylko potrafisz pokaz, ze Ci naprawdę zależy. Nie unos się honorem. Ale poinformuj zone, ze inaczej jest tylko jedno wyjście. Może spróbujcie terapii. Ale tylko wtedy kiedy oboje stwierdzicie, ze tego chcecie.
      Dziecko? Dwa lata temu mój syn miał 9 lat. Do końca zycia będę widziala jego lzy, kiedy jego ojciec przyjechal poinfomowac go dlaczego się wyprowadzil. Ja wtedy nie miałam prawa glosu. Syn nie powiedział nic, poplakal się i poszedł spac.
      Dzis już przywykl, bo dzielimy się opieka i najważniejsze, ze on czuje się bezpiecznie. Najwazniejsze to zachować w tym wszystkim naturalność (co nie zawsze jest możliwe) i chronić dziecko przed tym, co może być dla niego szokiem. Zawsze będziesz jego rodzicem. Rownie ważnym, kochanym jak kiedyś. Nie boj się o to. Czuwaj tylko nad jego psychika.
      Boje się. To prawda. Ale jak pomysle, ze już dziś mogłabym mowic o swoim rozwodzie w czasie przeszłym - zaluje, ze nie zebrałam się do tego wcześniej. Robilam co mogłam, walczyłam, przebaczyłam, prosiłam, proponowałam. Nie udało się. Zatrzymalam w pore resztki swojej godności. O milosc mozna walczyc, ale nie można się prosić. Jest granica.
      Glowa do góry.
      Zycze z całego serca, żeby Wam się udało. Mimo wszystko.
      • adria231 Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 09.02.18, 10:20
        Bardzo smutna historia małżeństwa. Wydaje mi się jednak , że pewne skutki można było przewidzieć. Zona pochodzi z rodziny, gdzie relacje między rodzicami nie były wzorcowe.To już sygnał, że mogą wystąpić problemy.Poza tym, dlaczego pobraliście się? Czy ona czasem nie kierowała się względami finansowymi? Zdarza się czasem, że dziewczynie imponuje
        drogi samochód, kolacje w drogiej restauracji, drogie prezenty.To może jej przesłonić fakt, że może chłopaka po prostu nie kocha. A potem przychodzi proza życia : dziecko, rozliczne obowiązki i ta wrodzona perfekcja. Może zanim pójdziecie do sądu udajcie się do psychologa, może do jakiegoś mediatora.Piszesz o podziale majątku.To nie pora na to. Jeżeli nie dojdziecie do porozumienia, jako małżeństwo - postaraj się wszelkimi metodami o opiekę naprzemienną nad dzieckiem. Jeżeli dobrze zarabiasz, stać cię na opiekunkę do dziecka. W tej chwili jest taka możliwość. I nie walcz sam. Znajdź sobie sprzymierzeńca w osobie teścia. A może macie takich przyjaciół?
    • zofianie Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 13.02.18, 11:59
      Najważniejsze jest, żebyście - przed podjęciem kroków prawnych - spróbowali znaleźć wspólne rozwiązanie obejmujące zarówno rozstanie, podział majątku, jak i ustalenie formy i sposobu sprawowania opieki nad dzieckiem. Zajmuję się tego typu sprawami i, mając na względzie przede wszystkim dobro dziecka, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że żadna instytucja czy sąd nie zapewni/ nie zaproponuje Waszemu maluchowi spokojnego rozwoju i odpowiedniego przystosowania się do zmieniającej się rzeczywistości. Gwarancją tego będzie natomiast pełna współpraca - Twoja i Twojej żony.
    • 0sjana Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 15.02.18, 10:44
      Ale jakie tu dobre rady? Jeśli nie możesz tak dłużej żyć, a czujesz, że zrobiłeś wszystko, co mogłeś i nie będziesz się zastanawiał, czy jeszcze mogło się poukładać - to rozstanie będzie lepszym wyjściem. I koniec. Pewnie znajdą się ludzie, którzy będą oceniać, drążyć "czy aby miałeś dostateczne powody" - ale tym się nie przejmuj. Powodzenia
    • broken_dream Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 09.03.18, 12:57
      Minelo 2.5 miesiaca od moich ostatnich wpisow. Nadal jestesmy rodzina. Na przelomie roku z mojej inicjatywy przeprowadzilismy serie rozmow do ktorych wlaczylem wszystkich rodzicow. Chcialem zagrac w otwarte karty, zeby wszyscy dowiedzieli sie szczegolowo o stanie zwiazku. Jak kazde z nas to widzi, co kazdego z nas boli i jak powaznie to wyglada. Mysle ze to byl dobry ruch. Zadzialal lepiej niz wczesniejsza terapia malzenska. Jako ze dla żony jej rodzice sa wazniejsci ode mnie i bardziej zalezy jej na ich akceptacji i ocenie niz na mojej, z jednej strony zabolalo ją jak wylozylem kawe na lawe, wypunktowalem rozne sytuacje w ktorych ewidentnie mna poniewierala. Z drugiej strony otworzylo to wszystkim oczy i doszlismy do konstruktywnych wnioskow. Oboje zadeklarowalismy ze damy sobie jeszcze conajmniej pol roku. Przez ten czas bedziemy przestrzegac pewnych regul ktore ustalilismy. Mi glownie chodzilo o to zeby zaczela mnie normalnie traktowac, o elementarny szacunek. Zonie o wieksze wspieranie jej. Tlumaczyla ze jest zestresowana praca i iloscia obowiazkow poza praca i potrzebuje zebym bez pytania, w wiekszej mierze ogarnial rozne rodzinne i domowe tematy, zebym bardziej interesowal sie jej zyciem, jej pracą, tym co ja dotyczy, wysluchiwal ja itd. Wymienilismy jeszcze kilka postanowien np. dotyczacych spedzania ze soba czasu. Nie wszystkie udaje sie realizowac. Nie na wszystko wystarcza czasu lub nam sie nie chce. Choc mam wrazenie ze nie chce sie żonie. Przewaznie ma jakies wytlumaczenie na moje propozycje, czyli troche po staremu ;/ Pozytywne jest to ze zauwazalnie mi odpuscila. Ilosc afer jakie rozpętuje zmalala. Ja tez staram sie realizowac jej postulaty, choc nie zawsze umiem przewidziec co jej trzeba, a ona nie lubi oczywistych pytan z mojej strony... Generalnie daleko wciaz do normalnosci i nie ma pewnosci czy ona kiedykolwiek nastapi. Nadal jest miedzy nami emocjonalny chlod, brak bliskosci, dotyku, seksu. To wszystko demotywuje, nie napędza i nie nastraja nas odpowiednio. Choc zadeklarowalismy prace nad zwiazkiem, to mam wrazenie ze nadal nie potrafimy tego odpowiednio ogarnac i troche na sile robimy pewne rzeczy, chcąc uchronic zwiazek przed rozpadem, chocby dla syna, zeby nie rozwalac zycia jemu, sobie, nie obnizac sobie standardu zycia, czy tez z obawy przed emocjonalna zawieruchą jaka idzie w parze z rozwodem. Przygotowalem gdzies sobie w miedzyczasie plan B , scenariusz na wypadek gdyby nam sie nie udalo, ale czuje ze moje przywiazanie do dziecka jest tak duze ze trudno mi wyobrazic sobie odejscie. Tak więc trwam wciaz w niesatysfakcjonujacym zwiazku bez emocji i bliskosci i coraz czesciej zadaj sobie pytanie "czy sie do tego przyzwyczaje?" a coraz mniej "czy bede jeszcze z nia szczesliwy?"
      • wowo13 Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 12.03.18, 19:20
        Mam tak samo, w sumie piszę po raz drugi. Trzymaj się. Ja dla dziecka dużo jestem w stanie wytrzymać.
        Najgorsze są rady "wiedziały gały co brały". Moja żona przed i po ślubie to dwie różne osoby. Czas przed ślubem to najwspanialszy okres w moim życiu. Po ślubie fajne są tylko chwile. Z moim synem fajnie jest niemal codziennie. Ze względu na niego nie wyobrażam sobie rozwodu. Cieszę się, że chyba wybiłem jej z głowy kolejne dziecko - czekam aż syn będzie szedł na studia, wtedy spokojnie się rozwiedziemy - chyba że wytrwam kilka lat dłużej, powinno być taniej.
        Z żoną jestem 10 lat po ślubie, całkiem sporo wytrwałem, kolejne 10-15 lat powinienem dać radę wytrwać. Kochałem kobiety, ale takiej, jak moja żona przed ślubem, nigdy już nie spotkam. I taka nigdy nie wróci.
        • nowy2255 Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 21.03.18, 09:06
          Nie wiem czy to jest odpowiednie miejsce, czy nie powinienem rozpocząć nowego wątku ale u mnie było podobnie jesteśmy 14 lat po ślubie, dwójka dzieci, 13 i 7 lat. Od początku było źle czyli zaraz po ślubie poczułem że jest coś nie tak,
          było podobnie jak u ciebie tylko u nas sex był ok i bliskości fizycznej nie brakowało, natomiast nie było bliskości emocjonalnej, a wynikało to z ciągłego dążenia mojej żony do perfekcji. Ja w przeciwieństwie do ciebie się tak nie starałem myślałem że tak musi być. Kłóciliśmy się strasznie.
          Rok temu dowiedzieliśmy się że żona o wielu lat ma depresję, rok temu również dowiedziałem się że żona przez dwa lata naszego małżeństwa miała romans emocjonalny.
          Rok temu mój poukładany świat się zawalił, byliśmy na terapii indywidualnej, próbowałem przepracować zdradę, niestety nie jest dobrze, codziennie o tym myślę i codzienne myślę również o rozwodzie, bardzo kocham dzieci, sam jestem z rozbitej rodziny i wiem jakie spustoszenie powoduje rozwód w psychice dziecka. Żona jest teraz spokojniejsza, bardziej wyluzowana, bierze leki na depresję, ja bardziej się staram w domu, praktycznie nie kłócimy się o obowiązki domowe, jednak temat tamtego faceta cały czas powraca.
          Najgorsze są weekendy, kiedy długo jesteśmy razem. Dodatkowo dochodzi to że cały czas nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Myślę że twojej małżeństwo można jeszcze uratować, tylko musicie oboje bardzo tego chcieć.
      • rybak Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 11.04.18, 20:06
        Gra na czas, zbiera i umawia świadków na rozwód i podział majątku. Kluczowe zdanie : Nadal ze sobą nie śpimy. Dobrze radzę: Schowaj przed nią swoje kwity i Pity! I zaangażuj detektywa. Nie musi, ale może kogoś mieć. Nie wykluczam też fałszywych świadków i przejmowamia i ukrywania przez nią cennych składników majątku. Oraz szykowania prowokacji. Jednego bądź pewien: Ona ci tego ujawnienia jej postawy przed rodziną NIGDY nie daruje. Ten typ tak ma.
      • jaybe Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 22.04.18, 22:52
        Powiem tak. Trzymaj ten plan B,bo możesz go potrzebować. Cokolwiek powiedziałeś podczas rodzinnej rozmowy,co nie było po myśli żony,zostanie wcześniej czy później użyte przeciwko Tobie!!! Powiem więcej,w przypadku rozwodu przygotuj się na schody,ba wspinaczkę,bo żona zna Twoje słabe punkty i wytoczy przeciwko Tobie najcięższe działa i argumenty, i użyje Waszego syna jako kartę przetargową,żeby Cię zniszczyć. I takie moje drobne spostrzeżenie: nie krytykuj się,że czegoś nie potrafisz zrobić,albo czegoś nie robisz dobrze. Jesteś facetem i z samej definicji wynika,że jesteś wspaniały!!! Na początku,moja żona narzekała przy rodzicach,jaki to jestem niedobry i takie tam pierdoły,więc przy wszystkich oznajmiłem,że może powinna zostać przy rodzicach,wtedy razem będą szczęśliwi ze sobą,a ja będę miał święty spokój. Wszyscy byli w szoku z powodu mojej szczerości,ale od tamtego czasu obchodzą się ze mną jak z malowanym jajkiem,a za plecami nie interesuje mnie co mówią. 20 parę lat później i pięcioro dzieci dalej,nadal jesteśmy razem i moja żona jak stare wino,jest coraz lepsza. Jak to z kobietą,nie możesz mieć wszystkiego,ale to na czym najbardziej mi zależy,mam,czyli spokój.
        Co jakiś czas stwarzam sztuczne problemy,żeby miała się czym martwić i przejmować,ale ogólnie jest dobrą kobietą.
        A dramatyzować i wyolbrzymiać problemy to wszystkie kobiety potrafią,my możemy jedynie zmienić nasze nastawienie i podejście. Przykład: kiedy daje Ci odczuć,że coś robisz źle:kochanie ty jesteś chodzącą doskonałością,a ja nigdy ci w niczym nie dorównam,więc nie mam szans nawet próbować. Bez nerwów i złości,samo życie. Myślę,że kiedy wyluzujesz, żona odpuści. Człowieka nie można zmienić,można jedynie nauczyć się akceptować go takim jakim jest i przede wszystkim, kiedy jej złośliwości przestaną Cię denerwować,znaczy że jesteś gruboskórny i mówię Ci to jako dojrzały i doświadczony facet,który stoi przed lustrem i widzi samą doskonałość,aż się moi kumple śmieją,że powinienem lustra,w które patrzę produkować i zostanę milionerem. Powodzenia kolego.
    • sabciasal Re: Historia z rozwodem na horyzoncie...prosba o 11.04.18, 11:12
      masz naprawdę duże szanse na opiekę nad dzieckiem, nawet samodzielną. o naprzemienną wystąp na pewno. wygląda na to że żona ma na to ochotę.
      na razie zbieraj dowody, ze na codzien opiekujesz się dzieckiem.
      i nie czekaj z rozwodem - szkoda życia, szkoda dziecka - ono przeciez widzi i czuje emocje miedzy rodzicami.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka