Dodaj do ulubionych

Dac mu jeszcze jedna szanse ...?

30.03.19, 22:44
Byłam z mezem 6 lat w małżeństwie rok .. bylo w maire wszystko wpozadku , mial on ciezki charakter byl stanowczy zawsze misial miec ostatnie zdanie czesto mnie wyzywal ponizal pod wplywem alkoholu jak nie pil moze nie byl idealny ale kochalam go i bylam na swój sposób szczesliwa ... w tych 6 latach mielismy przerwe w związku po tym jak mnie uderzyl i okazal brak szacunku mojej rodzinie wyskakujac do moich rodzicow z lapami .. w tej przerwie poznalam innego byl dla mnie tylko znajmomym jednak po jednej z imprez iestety zblzilismy sie bardzo tego zalowalam za raz zerwalam z nim kontakt, okazalo sie ze zaszlam w ciaze moj facet wiedzial o wszystkim bardzo chcielismy miec dizecko alr on nie mógł wiec postanowilismy ulozyc sobie wszytsko na nowo wzielismy slub bylo ok.. po jakins czasie znowu zaczal byc wulgarny podnosil na mnie rece kazdego dnia okazywal mi brak szacunku po którymś incydencie wyprowadizlam sie zgłosiłam go na policje dostal wyrok w zawieszeniu jestesmy jeszvse małżeństwem i chcielibyśmy sprobwowac naprawic wszytsko alr nie wiem czy to możliwe... pojawil sus biologiczny ojciec ktory chce miec kontakt z dźwiękiem moja rodzina sie mnie wyprze jak wrócę do meza ...
Obserwuj wątek
    • koronka2012 Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 05.04.19, 19:04
      Idź dziewczyno na terapię, bo pakujesz się w chore układy, żaden z tych panów nie rokuje.

      Przeczytaj co sama napisałaś. Co ty chcesz naprawiać na boga? patologię z piciem, przemocą, wyzwiskami? PO CO? lubisz być bita i poniżana? twoja broszka, tylko dzieciaka szkoda, bo mamusia mu zafundowała koszmarne życie.
      • marta23x Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 09.04.19, 12:53
        Nikt nie lubi jak dzieja sie takie rzecczy . Poprostu maz jest takim człowiekiem pod wplywem alkoholu jak jest trzezwy wyglada wszystko inaczej .. moze zyje zbedna nadzieja masz racje ... czasami mysle ze gdyby przestal poc daloby sie wszytsko naprawic.. mowi ze zrobilby to ze nie pilby ze bylo by inaczej .. Wiem wiem z boku to nie wygląda normalnie to co pisze ...
        • koronka2012 Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 09.04.19, 18:59
          marta23x napisała:

          > Nikt nie lubi jak dzieja sie takie rzecczy . Poprostu maz jest takim człowiekie
          > m pod wplywem alkoholu jak jest trzezwy wyglada wszystko inaczej ..

          Twój mąż jest zaburzonym alkoholikiem, a ty jesteś współuzależniona. Zaburzonym, bo rękoczynów nie usprawiedliwia się alkoholem, człowiek na poziomie nigdy nie uderzy kobiety, choćby wypił litr wina. Ten facet to dno, przyjmij to do wiadomości i wbij sobie do głowy.

          Co ty chcesz naprawiać, na litość boską? ten facet cię nie szanuje, tłucze, pije... jaka jest zaleta takiego związku...? jego urok osobisty tak cię pociąga? lubisz być gnojona?

          Powiedzieć można wszystko - to nic nie kosztuje. Możliwości niepicia miał aż nadto.
          I powtórzę - tylko dzieciaka szkoda, bo wszystko wskazuje na to, że wychowasz go w tej patologii - bo niezależnie od wszystkiego i tak jak pierwsza naiwna mu wybaczysz.
          • marta23x Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 10.04.19, 11:55
            Powiem szczerze ze sama nie umiem sobie tego wyjasnic dlaczego tak uparcie wierze w jego zmiane .. moje dziecko jest dla mnie wszystkim i nie chce zeby mialo zle zycie .. napewno niw chciałabym żeby patrzyl na takie zachowania .. nie podejmę zadnej decyzji poki nie zobacze postępow w jego zachowaniu .. tylko z drugiej strony boje sie ze te postepy moga byctylko przez jakis czas
            . Tak naprawde nikt theo nie wie , osoby postronne patrząc na cala sytuacje uwazaja ze nie mam sie nad czym zastanawiac tylko zerwać z nim kontakt i ułożyć sobie zycie bez niego.. jednego dniia mysle tak drugiego tak .. sama jak to nie raz czytam co pisze to nie dowierzam ze takie glupoty mi siedza w glowie ... mam zbyt chwiejne emocje do tej sytuacji w której naprawde nie potrafię sie odnaleźć ...
          • marta23x Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 25.04.19, 12:08
            Jego zachowania względem mnie opieraly sie glownie na braku szacunku słownym grozbach okropnych wyzwiskach .. zdarzyly sie sytuacje ze faktycznie poszarpal mnie i spoliczkowal ale nie moge mowic o tłuczeniu mnie... ja wiem ze to ja potrzebuje jakiejs terapi i tez zdecydowalam sie isc porozmawiac z kims o tym wszystkim.. mam problem ze stawianiem granic łatwo poddawalam sie jemu... zastanaiwam sie czy jezeli poszlabym z nim na jakas terapie czy warto czy by sie zmienil ...
    • ktos_z_kosmosu Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 26.04.19, 23:24
      Kobieto.
      Uznaj ten rozdział twojego życia za zamknięty. Upokorzyłaś faceta i nawet gdyby on wykazywał szczere chęci do reaktywacji związku, to w prozie życia on ci tego nie daruje. Wasze przyszłe ewentualne pożycie będzie obciążone ciągle nawracającymi zmorami z tegoż skutkami.
      Co do rodziny, to coś ci opowiem.
      Moja siostra parę tygodni po ślubie popsztykała się z mężem, tobołek zapakowała i przyszła do domu, do rodziców. Gdy weszła i gdy opowiedziała o co chodzi, nasza babcia zapytała, co tu robi i nakazała natychmiast wracać do męża. Ma się jego nauczyć i on ma nauczyć się jej.
      Posłuchała i do dziś są zgodnym małżeństwem.
      • marta23x Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 27.04.19, 20:24
        Wiesz moze i moj czyn nie byl wpozadku ale mimo to gdzieś tam wtedy jeszcze nie mąż bo kak doszlo do zdrady nie byliśmy małżeństwem powiedziala mu o tym dwa dni pozniej o dziecku wiedzial od samego początku... wiesz skoro ja bylam skłonna wybaczyc mu i zdrade i teraz tow jaki sposob mnie traktował to moze i on faktycznie jest szczery ze bardzo chce wszystko naprawić
        • ktos_z_kosmosu Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 02.05.19, 22:24
          marta23x napisała:

          > Wiesz moze i moj czyn nie byl wpozadku

          Był bardzo nie w porządku i bardzo głupi, a głupi, bo ty gnana tylko impulsem, chwilową chęcią odwetu, wlazłaś w ścieżkę bez wyjścia przy jednoczesnym upokorzeniu partnera. Geny obcego przyjęłaś, co tym bardziej jest bolesne dla partnera, który ma problemy z płodnością.

          > ale mimo to gdzieś tam wtedy jeszcze nie
          > mąż bo kak doszlo do zdrady nie byliśmy małżeństwem

          To bez znaczenia, byliście związku.

          > powiedziala mu o tym dwa d
          > ni pozniej o dziecku wiedzial od samego początku...

          I co z tego, że powiedziałaś? Tylko tobie ulżyło, ciężar z barków zwaliłaś.
          Jemu nie ulżyło, wręcz jeszcze bardziej zdołowany się poczuł. Jeśli dziś reaguje pozytywnie, nie znaczy, że tak będzie zawsze. Takie urazy powoli się uaktywniają.

          wiesz skoro ja bylam skłonn
          > a wybaczyc mu i zdrade i teraz tow jaki sposob mnie traktował to moze i on fakt
          > ycznie jest szczery ze bardzo chce wszystko naprawić.

          Trzeba rozgraniczyć jego postępek od twojego.
          On nabroił to powinien ponieść tego konsekwencje. Ale jest warunek, konsekwencje współmierne do stopnia jego win.
          Ty natomiast mszcząc się bezmyślnie poszłaś na całość, czym partnera poniżyłaś, sobie życie praktycznie złamałaś i tego, któremu pozwoliłaś by cie zapylił prawdopodobnie też kłopotów narobiłaś, bo on może się spodziewać z twojej strony pozwu o alimenty.
          Koleżanko, ciebie zgubił brak analizy tego co was łączyło i tego co dzieliło w związku. Zamiast działać w emocjach, trza było wcześniej pomyśleć.
          Tu na bazie tego co o was napisałaś, pokuszę się o małą analizę.
          1 - Rodzina - Nie zerwałaś pępowiny i twoi rodzice tego nie zrobili. To błąd, bo tworząc nowe należy w tych kwestiach kierować się wyłącznie tym, co sami sobie wzajemnie ustaliliście. Ingerencje rodziny którejś ze stron, tylko pogłębiają konflikty zamiast je łagodzić. To dla osoby atakowanej obcy ludzie, którzy w jego mniemaniu wpierdzielają się w nie swoje sprawy.
          Wiem coś o tym. Jeden wybryk teściowej kiedyś kiedyś spowodował, że do dziś mam do niej uraz. Mimo, że to była drobna sprawa i mimo, że małżonka błyskawicznie mamusię swoją spacyfikowała, uraz pozostał. Oczywiście staram się tego urazu nie uzewnętrzniać, ale ona chyba to czuje bo od tamtej pory jest do rany przyłóż. Z żoną już na początku, w trakcie docierania związku ustaliliśmy, Ja będę cię bronił przed moimi, ty broń mnie przed twoimi.
          2 - Wasze relacje przed - Czyli przemyśl, jaki jest twój udział w jego agresywnych zachowaniach (rodzinkę obgadaliśmy). Tu uwaga. Nie czyń tego na bazie jakichś ogólnych zasad, porad z babskich pisemek, czy klepania psiapsiułek. Ty to wykonaj na bazie analizy waszych natur zawartych w genach. Bierz pod uwagę różnice płci i to co w waszym przypadku jest konieczne, jego traumy spowodowane jego problemami.
          3 - O teorii tworzenia związków - Budowa związku, to jak przeprowadzka do nowego domu. Oboje siadacie i analizujecie co z waszego dobytku obojgu wam się podoba i to zabieracie, a co na śmietnik. Nie zrobicie tego to na tym nowym oboje będziecie się potykać o obcy badziew, co będzie zarzewiem konfliktów. To ważne, bo źródłem konfliktów w związkach są przeważnie drobne sprawy, które przy braku porozumienia i pod wpływem adrenaliny urastają do rangi katastrofy. Dotyczy też wnoszenia do związku z zewnątrz tego co niepotrzebne, lub nieakceptowalne przez partnera, w trakcie trwania związku.
          Dlaczego tak radzę? Bo my ludzie związku muszą się nauczyć. U nas, związki między samcem a samicą są sztucznym tworem. Natura ich nie przewidziała, zbyt duże różnice między płciami, a stworzyli je ludzie by uporządkować relacje i by to życie szło po porządku, a nie w walce o rozsiewanie genów i ich przyjmowanie. Ty coś wiesz o tym, jesteś samicą i podświadomie klasyfikujesz samców pod kątem ich zdolności do obdarzenia twojej progenitury wartościowymi genami. To też przemyśl. Może między innymi, tu też występuje źródło agresji tego twojego?
          Czy masz szanse na reaktywację związku.
          Zawsze jakieś szanse są. Ale zaznaczam, oboje jesteście okaleczeni boleśnie i nie licz na to, że te rany da się zaleczyć. Z tym trzeba żyć, ale będzie bolało, szczególnie jego. Nie znam bardziej bolesnego okaleczenia mężczyzny przez kobietę od tego, co ty mu, wierzę, że całkiem bez złej woli, zaaplikowałaś.
          Pozdrawiam i życzę, byś znalazła siłę i wolę na to, by niczym sienkiewiczowska Anusia Borzobohata-Krasieńska potrafiła igiełką was uwierającą zaderkę delikatnie wyciągnąć.
          Trudne, ale wykonalne.
          • marta23x Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 04.05.19, 11:55
            W momencie "zdrady"nie bylismy wtedy ze soba .... to bylo jeden raz i nigdy wiecej .. zaluje ale czasu nie cofne... nigdy w życiu nie poszlabym do innego faceta gdyby on byl wtedy inny ... rozumiem twoj przekaz ale mysle ze tez nie dokonca jest tylko moja wina .. za jego zdrade sie nie mszcilam ja mu to wybaczylam i to już nie boli... uwierz ze robilam dla niego wszystko, ja jedynie gdzie jezdzilam to do mojej rodziny on chodzil po kolegach pil wracał o ktorej chcial i sie awanturowal .. jegi zachowania byly juz przed moim popelnionym bledem to nie jest tak ze on zaczal sie tak zachowywać dopiero po tym moim zachowaniu.. mam wrażenie ze ludzie mają to w nosie co on mi zrobił ze liczy sie tylko to ze ja poszlam na bok i mam dziecko nie z nim.. boli jak holera i mnie i jego pewnie ... chcialabym sprobowac jeszcze raz ale boje sie ze ja znowu będę dawała z siebie wszystko a on znowu bedzie mnie ponizal o najmniejsze rzeczy bedzie wybuchal furjom... on mojej rodzinie nie ma nic do zarzucenia czepia się bo czegos musi... kiedys mieszkalismuly u moich rodzicow moja mam kazala mu sie wyprowadzic potym jak wyzywal mnie od różnych szarpal mnie powodem bylo nie taka kolacja jaka by chciał... a potem jak urodziłam w szpitalu moja mama bardzo mi pomogla bo dostalam krwotok on zamiast byc przy mnie to siedzial i pił... moja mama przyjechała do nas do domu zapytała go grzecznie czemu mi nie pomaga tylko ciagle pije a on rzucil sie na nia pchal ja szarpal wyzywal wyrzucił z domu... i uwazasz ze mimo wszystko mial prawo tak sie zachować?? Hmm .. w innej sytuacji w niedzielę wyszedl z domu bo mial ochotę iść pic wrocil zrobil mi awanturę ze zimny obiad juz jest zaczal rzucac wszystkim po kuchni we mnie z calej sily cisnąl pomarańczami robiac mi siniaki szarpal mnie policzkowal po czym chcial brac krzyczace dziecko wybudzone ze snu.. krzyczal zabije cie ty kurwo tel zadzwonil di niego zanim odebral powiedzial radze ci wypierdalac bo jak sie rozlacze to dopiero mnie popamiętasz ucieklam z dzieckiem na rekach co mialam zrobic czekać dalej ??? Uwazasz nadal ze mial prawo sie tak zachowywac .. ? Kiedys za nim doszlo do sytuacji ktora ja zrobilam dostalam od niego bo samochód sie popsul a jechał na miejscu pasazera widzial zr nie moja wina no ale ktos dostac musial bylismy na domowce u znajomych pijany chcial wsiąść do auta jechac do domu probowalam go zatrzymav mowiac ze ja będę prowadziala to co zrobil pchnal mnie az upadłam i pojechal sam ... ja nie miala prawa glosu z niczyn ... robialm mu obiad ale nieprzewidzialam na co mial ochote plujnal w talerz po czym rzucil obiadem tak zachowywal sie po alkoholu ..siedzielismy ogladalismy film nagle zaczal miec pretensje o to ze pracuje ze powinnam w domu siedziec wyrazilam swoje zdanie i dostalam liscia wyrzucil mnie w srodku nocy o 1 z domu nie mialam gdzie isc ... noc spędziłam w garażu.. następnego dnia wyprowadzilam sie rozstalismy sie pare dni pozniej wlasnie przespalam sie x tamtym ale na nastepny dzien zle sie czułam z ta sytuacja i zerwalam z nim kontakty.. a jemi problemow nie narobie bo nie chce żadnych pieniedzy zadnych alimentow...
            • marta23x Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 04.05.19, 11:59
              Powiedzialam mu o tym nie zeby zrzucić z siebie ciezar tylko po to zeby go nie oszukiwac ... boje sie ze jak wrócę do niego bedzie wszystko wpozadku tylko na poczatku a pozniej wszystko wroci... a co najgorsze ze bedzie zle traktowal malego chociaz on mowi ze nie będzie go zle traktował bo to on był przy porodzie ze on był przy nas caly czas..
            • ktos_z_kosmosu Re: I wszystko jasne. 04.05.19, 13:06
              Po uszczegółowieniu waszej sytuacji, wniosek mój jest jeden.
              Kończ to, nie masz szans.
              Wcześniej pobawiłem się w snucie hipotez, bo miałem mało danych.
              Dziś tych jest faktologiczna ilość wystarczająca, by mieć prawie pewność, że on swoimi zapewnieniami w trąbę usiłuje cię zrobić. Ty jesteś mu potrzebna w charakterze jedynie kuchty, sprzątaczki i worka do bicia.
              Ten facet, to niereformowalny mizogin i przemocowiec i domyśla się, że albo ty, albo kopniaki na dupę od innych kobiet.
              Uciekaj dziewczyno. Jeśli dla siebie nie chcesz tego zrobić, to zrób to dla dziecka, bo żyjąc z tym facetem, właśnie to dziecko dozna największych krzywd.

              • marta23x Re: I wszystko jasne. 04.05.19, 20:45
                To tak w skrócie i napisalam o najłagodniejszych sytuacjach... wiem ze popelnilam blad ze poznalam kogos innego ze zblizylam sie do innego ale w tamtym momencie czulam sie doceniona szanowana ... ciezko mi jest z cala sytuacja bo mam uczucie do niego mimo tego wszystkiego... nie potrafie poradzic sobie z cala sytuacja..m jego rodzina wie jaki on jest i co robil bo wzgledem nich tez taki bywal ... a oczernili mnie po całości... udawajac ze on jest bardzo pokrzywdzony... i tak ludzie wszystko spostrzegaja bo ja nikomu tego nie mowilam jego siostrze jedynie bo trzymałam sie z nia kope lat ze tak powiem... dostal wyrok on uwaza ze tym odkupi swoje winy i mowi ze zrozumial ze nie moze się tak zachowywać ze zaluje i ze juz by się tqk nie zachowal ale zastanawiam sue czy by sie mogl zmienic skoro tak naprawde on jest takim wybuchowym człowiekiem nie wien czy bylby w stanie nauczyc sie panowania emocji nad soba ... kto zna go bliżej wie jaka on jest osoba ale nikt mu nic nue powie prosto w twarz bo sie go boja...
                  • marta23x Re: I wszystko jasne. 04.05.19, 22:18
                    Uwierz ze to nie jest dla mnie latwa sytuacja.. i naprawdę to nic przyjemnego gdy myslisz ze bedziesz mial miala szczęśliwe zycie bo bedziesz miala zycie z osobami których kochasz i oni ciebie a okazuje sie ze rzeczywistosc wygalda inaczej i zycie sypie sie w najgorszy sposob ...
                    • yoma Re: I wszystko jasne. 04.05.19, 23:05
                      I ty się jeszcze zastanawiasz? Wracaj, wracaj. Skoro lubisz, jak ktoś gra w piłkę twoją czaszką, to my tu na forum naprawdę nie mamy prawa się wtrącać.
                        • ktos_z_kosmosu Re: I wszystko jasne. 05.05.19, 14:24
                          marta23x napisała:

                          > Bolesne ale prawdziwe..

                          Pomijając jakiś twój udział w tej waszej historii, teraz już wiesz to czego nie wiedziałaś, lub nie dopuszczałaś do siebie tej wiedzy, że dziś na tym świecie pęta się masa osobników z zerowymi predyspozycjami do tworzenia związków kobiety z mężczyzną.
                          I niech to zostanie już tylko historią.
                          Twojemu dziecku jesteś to winna.
                • leda16 Re: I wszystko jasne. 05.05.19, 14:17
                  marta23x napisała:

                  wiem ze popelnil
                  > am blad ze poznalam kogos innego ze zblizylam sie do innego ale w tamtym momenc
                  > ie czulam sie doceniona szanowana ...


                  O nie! Błąd popełniłaś wracając do impulsywnego psychopaty (tak fachowo określa się osobowość generującą powyższe zachowania) zamiast zostać sama albo z ojcem swojego dziecka. Błąd popełniłaś bezpodstawnie rojąc, że psychopata się zmieni, że Ty swoją miłością naprawisz, uleczysz, wymodlisz zmianę jego genetyki. Zepsutego mózgu nie naprawisz ani Ty ani psychoterapeuci a jego obietnice zawsze będą niczym plewy na wietrze.

                  ciezko mi jest z cala sytuacja bo mam ucz
                  > ucie do niego mimo tego wszystkiego...


                  To nie jest żadne uczucie, tylko emocjonalne uzależnienie, z którego - być może - uda Ci się wyzwolić z pomocą psychoterapeuty. On swojego zwyrodnienia moralnego nie pozbędzie się nigdy. A dziecko oddaj do adopcji, do normalnego domu, gdzie nauczą go szacunku dla wartości rodzinnych pozwalającego w przyszłości efektywnie pełnić rolę męża i ojca. Ty ani on go tego nie nauczycie. Ty wielbisz patologię a jemu w niej wygodnie. Musisz mieć dużo pogardy dla samej siebie, skoro pozwolisz się poniewierać, więc nie dziw się, że i on Tobą pogardza.
          • vento_p Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 28.07.19, 12:36
            matko, w jakich rodzinach się wychowaliście skoro nawzajem musicie się bronić przed swoimi rodzicami. Do autorki postu- pijaka na bruk. Na nic innego nie zasługuje.Wsparcie rodziny jest bardzo ważne, nie wiem co to za pomysły z odcinaniem się. Rodzina ma rację, nie będzie ci pomagać skoro sama brniesz w katastrofę.
        • azja001 Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 28.04.19, 12:34
          Myślę że ktoś kto podnosi rękę na partnera w związku czy to małżeńskim czy pozamałżeńskim na partnera się po prostu nie nadaje, jest po prostu nie dojrzały i nieodpowiedzialne. Zrobiłaś błąd wiążąc się z kimś takim, konsekwencje już czujesz. Może pora na wnioski?
      • stasi1 Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 21.06.19, 10:10

        > Moja siostra parę tygodni po ślubie popsztykała się z mężem, tobołek zapakowała
        > i przyszła do domu, do rodziców. Gdy weszła i gdy opowiedziała o co chodzi, na
        > sza babcia zapytała, co tu robi i nakazała natychmiast wracać do męża. Ma się j
        > ego nauczyć i on ma nauczyć się jej.
        > Posłuchała i do dziś są zgodnym małżeństwem.
        >
        Kwestia tego z jakiego powodu się tak popśtykali. Że nie chciał chodzić w zielonej piżamie bo wolał niebieską? Z tego powodu rzeczywiście nie ma co robić dramatu(kiedyś była komedia w takim mniej więcej charakterze). A tu kobieta regularnie dostaje wycisk, co tu ratować?
        Moja była teściowa dostawała regularnie, Jak nie zasłużyła to raz w tygodniu, jak zasłużyła to i częściej. Jej matka miała do niej pretensję że nie rozwiedzie się.
        • nieprawda.nieprawda Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 03.06.19, 15:25
          Ale po co się tłumaczysz? Przeciez w tym wszystkim nie chodzi o to, żeby kogoś z rozmówców przekonać że jesteś taka a nie inna, tylko żebyś Ty sobie poukładała niektóre rzeczy w głowie. I uświadomiła sobie co Cię realnie czeka gdybyś zdecydowała się mu tę drugą szansę dać.
          Serio nadal to rozważasz? Założyłaś wątek 2 miesiące temu.
          Odpowiedź sobie sama na pytanie: czy on przestał pić? Czy podjął jakieś realne działania, które mogłyby świadczyć o tym, że coś się po jego stronie faktycznie zmieniło?
          • marta23x Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 05.06.19, 17:55
            Pic nie przestał , widze ze po alkoholu te same glupie zachowania , jednakze jak mi obieca ze nie bedzie pil to nie pije i zachowuje sie normalnie... widze ze pracuje nad swoimi emocjami, nerwami i powiedział ze nir bedzie pił ale ja tez nie mogę codziennie odwiedzać rodzicow bo to go denereuje a zaznaczam ze jezdzialm do nich bo maja duze mieszkanie i podwórko a on mieszka w takim miejscu ze nawet z dzieckiwm wyjsc nie ma gdzie zeby sie pobawilo ..
            • znowu.to.samo Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 08.06.19, 23:04
              Kochana, nie rób tego radzę ci. Uwierz mi popełnisz ogromny błąd wracając do niego. Ten człowiek nigdy się nie zmieni, zrozum to. Ma po prostu zwichnięty charakter. Będzie cie dalej tłukł, będzie swoje frustracje wyładowywał na tobie aż w końcu wylądu wylądujesz w szpitalu albo-nie daj boże, jeszcze cie zabije albo zrobi kalekę.
            • eukaliptusy Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 11.07.19, 09:49
              marta23x napisała:

              > Pic nie przestał , widze ze po alkoholu te same glupie zachowania , jednakze ja
              > k mi obieca ze nie bedzie pil to nie pije i zachowuje sie normalnie... widze ze
              > pracuje nad swoimi emocjami, nerwami i powiedział ze nir bedzie pił ale ja tez
              > nie mogę codziennie odwiedzać rodzicow bo to go denereuje a zaznaczam ze jezdz
              > ialm do nich bo maja duze mieszkanie i podwórko a on mieszka w takim miejscu ze
              > nawet z dzieckiwm wyjsc nie ma gdzie zeby sie pobawilo ..


              Jedna rzecz musisz zrozumieć.
              To nie jest tak, że on się zmieni dzięki swojej silnej woli.

              On nie potrafi inaczej funkcjonować. On nie ma narzędzi, żeby radzić sobie z życiem i światem w innym sposób niż robił to do tej pory. Do tego dochodzą fizyczne zmiany degeneracyjne w mózgu spowodowane piciem.
              Jedyną szansą na zmianę dla niego jest AA plus grupowa lub indywidualna terapia, żeby nauczył się inaczej radzić sobie z emocjami i zmienił utrwalone wzorce zachowań.
              Nie będzie tak, że sam z siebie zęby zagryzie, przestanie pić i zacznie zachowywać się przyzwoicie.
              Nie ma takiej opcji. Wbij to sobie do głowy i wtedy podejmuj decyzje.
            • mikawi Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 30.07.19, 22:47
              Wszyscy w tym wątku są zgodni: to psychol, wiej od niego póki nie jest za późno. Dzisiaj leje Ciebie, ciekawe kiedy zacznie lać dziecko? Jak to czytam, to mnie skręca. Rozumiem nawet Twoje obawy i miotanie się i łudzenie, ze gość się zmieni ale on SIĘ NIE ZMIENI. Wbij to sobie do głowy i wiej od niego jak najszybciej zanim nie stanie się jakaś tragedia.
    • kowalikowa Re: Dac mu jeszcze jedna szanse ...? 25.01.20, 11:03
      Nie, nie, po stokroć nie! Sama byłam kiedyś w takim związku. Jedno wybaczenie, potem kolejne zdrady sypały się z rękawa...W pewnym momencie zaczął obwiniać o tą sytuację mnie! Długo zajęło mi podjęcie decyzji o odejściu, zdecydowanie zbyt długo...Ale teraz, patrząc na to z perspektywy czasu, uważam, że była to najlepsza decyzja w moim życiu!!! Dlatego zdobądź się na odwagę, unieś głowę i powiedz NIE!

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka