i mnie też to dopadło

07.02.05, 15:51
chyba każdego dnia ktoś sie dowiaduje że dłużej z tym panem już nie można żyć.
Jak długo można jeszcze wybaczać??? Ile razy wracać do domu i myśleć oby nie
był pijany?? Dlaczego gdy umiera ci ktoś kochany to nie ma przy tobie faceta
z ktorym jesteś od 17 lat? Dlaczego muszę walczyć z panienkami z
internetu,porno stronami? A już na pewno nie chcę w domu bojki ojca i syna
ktory stanął w obronie mamy. Tak ja dzisiaj zauważylam dużymi literami ROZWÓD.
Ale jak to znieść kiedy masz jeszcze odrobinę nadzieji????? Czy można jeszcze
miec nadzieję?
    • anajda Re: i mnie też to dopadło 17.02.05, 14:34
      Z TEGO CO PISZESZ TWOJA NADZIEJA JEST NIKŁA.Nie znam dokładnie sytuacji-wiec
      nie powinnam sie chyba wypowiadać -ale jeśli pozwolisz......nie ma na co
      czekać!!!Nie wiem co dalej,jak poradzisz sobie w życiu,czy kiedyś nie będziesz
      żałować ale ja tak właśnie postąpiłabym.Przykro mi -chyba tracisz czas.
    • bezecnymen Re: i mnie też to dopadło 17.02.05, 15:44
      nadziei??? na co??? że przestanie pić???a może liczysz na to że wreszcie syn
      bedzie na tyle silny by pokonać ojca i wreszcie zapanuje ład, porządek i
      szczęście rodzinne?
    • 27letnia Re: i mnie też to dopadło 17.02.05, 16:47
      Nadzieja?Jak najbardziej.Tyle że najpierw trzeba by dokonac analizy ostatnich
      17-u lat.Zastanowić się od kiedy zaczęło być źle.Bo jeśli zaczęło być
      nieciekawie od niedawna a wczesniej było ok to uważam,że po tylu latach
      wspólnego życia należy dać szansę sobie i partnerowi.Może alkohol, internetowe
      panienki i porno strony są tylko odpowiedzią na problemy które wydają się być
      nie do rozwiązania.Zważywszy na fakt,że podobno każdy problem można
      rozwiązać,może warto (biorąc pod uwagę dobre chwile i miłość,która byc może
      tylko przygasła ale nie zgasła)podjąć próbe ratowania związku.Choćby tylko po
      to,żeby po ewentualnym rozstaniu móc spojrzeć samemu sobie w oczy i
      pomyśleć ,że zrobiło się absolutnie wszystko by nie powiekszać rzeszy ludzi
      którym nie udało się utrzymać małżeństwa.Sama sobie musisz odpowiedzieć na
      pytanie czy jeszcze chcesz ratować związek,czy tli się miłość,czy chcesz
      spróbować ratować to co jeszcze pozostało.Tylko nie podchodź do tego z
      założeniem,że jesteś na tyle silna by pokonać trudności sama.Sama nic nie
      zdziałasz.Naprawy związku musza chcieć obie strony.A czy on chce?Ja tego nie
      wiem.Jeśli odpowiedź jest negatywna to nie porywaj się z motyką na słońce bo
      jedyne co możesz osiągnąć to tylko to,że stracisz kolejne lata żyjąc w
      upokorzeniu z nadzieją ,że to się zmieni.Nie zmieni się jesli obydwoje nie
      będziecie tego chcieli.Nie warto tracic życia dla kogoś kto nie jest wart
      wkładanaego we wspólne życie wysiłku.Po rozstaniu może byc już tylko
      lepiej.Więc nie czekaj z podjęciem ostatecznej decyzji do momentu w którym na
      skutek negatywnych przeżyć staniesz się tylko wrakiem człowieka.Przemyśl to i
      staraj się nie zwlekać.Musisz wybrać.Albo chcecie ratować to co jeszcze
      pozostało albo daj sobie szansę na miłość i szczęsliwe życie.Pozdrawiam i życzę
      jak najszybszego rozwiązania tego negatywnego stanu zawieszenia.
    • bursztynowe Re: i mnie też to dopadło 18.02.05, 17:40
      Jeśli jest coś do uratowania, to walcz ze wszystkich sił. I warto poświęcić w
      tym celu wiele. Warunkiem powodzenia reanimacji jest obustronna chęć. Sama nie
      dasz rady. Jeśli luby nadużywa... no cóż... to jest ten sam problem - jest
      sfrustrowany i nie radzi sobie z tym. Ucieka. On musi chcieć nie pić, musi
      chcieć być z Tobą...

      Ale jeśli z waszego związku są to tylko wspomnienia... to dla nich nie warto
      się męczyć...

      Pozdrawiam,
      • jarkoni Re: i mnie też to dopadło 19.02.05, 20:03
        qzyneczka, nawet nic nie dopowiem...myslę, że 27letnia i bursztynowe mają
        rację, ratuj jeśli czujesz szansę, że jest jeszcze coś do uratowania...sama to
        najlepiej czujesz...A jeśli już nie ma nic to pozostaje rada tego czasem wredno-
        sarkastyczno-niegłupiegosmile)) bezecnegomena, nie czekaj na poważne i coraz
        częstsze próby sił między synem i ojcem, jeśli syn widzi co się dzieje i jest
        normalnie myślący i nie zdominowany przez ojca to pozostaje tylko skończyć ten
        chory związek..Pomyśl nad tym, sama najlepiej wiesz czy warto walczyć i
        ratować, czy skończyć...Bezecny pozdrawiam, qzyneczko też pozdrawiam i przemyśl
        to i dawaj znać co się dzieje...
        • bezecnymen Re: i mnie też to dopadło 19.02.05, 20:47
          dzięki za komplement, mam nadzieję szczerysmile
          qzyneczko...
          jesteś tutaj jedna z niewielu , która wspomniała o alkoholu i przemocy i to mna
          dodatkowo zastrzęsło stąd taki brutalny post...
          czy zdajesz sobie sprawę, że lecząc chory związek musisz JEDNOCZEŚNIE leczyć
          równiez te dwa patologiczne zjawiska??? dasz rade???spytaj jakiego specjalisty
          jakie sa szanse sukcesu...
    • emka69 Re: i mnie też to dopadło 19.02.05, 20:40
      Ratuj jeżeli masz siłę żeby jeszcze raz zaufać i szukaj już siły żeby kolejny
      raz wybaczyć. Alkoholizm to ciężka choroba. Choruje cała rodzina. Nigdy nie
      będziesz miała pewności, że nie wróci pijany. Każde jego spóźnienie będzie
      nerwowym oczekiwaniem. Ja mieszkając na drugim piętrze gdy słyszałam go na
      parterze wiedziałam czy jest trzeźwy czy pijany. To co się dzieje w domu gdzie
      mieszka alkoholik to gehenna albo już to wiesz albo się przekonasz. Ale walcz
      jeżeli masz siłę.
      Życzę powodzenia- szczerze.
      • jarkoni Re: i mnie też to dopadło 19.02.05, 20:45
        emka i qzyneczka, alkoholizm to po prostu choroba...Sama zdecyduj czy chcesz
        tak dalej, czy on chce się leczyć, a Ty czy będziesz go wspierać..
        • emka69 Re: i mnie też to dopadło 19.02.05, 20:51
          Po prosztu choroba .... ale nie wirusowa. Trzeba się o nią trochę postarać.
          Oczywiście że qzyneczka zdecyduje sama ale chyba wie że jest to choroba
          nieuleczalna.
          • jarkoni Re: i mnie też to dopadło 19.02.05, 21:14
            emka, nie masz racji, to uleczalna choroba pod warunkiem, ze chory chce się
            leczyć, a jeszcze lepiej jeśli ma wsparcie bliskich...Powtarzam : uleczalna...
            • emka69 Re: i mnie też to dopadło 19.02.05, 21:21
              Spytaj kogoś z AA czy kiedyś wyzdrowieje. Owszem wsparcie bliskich jest ważne i
              drugi człowiek też. Ale ile razy. Myślę że niewiele wiesz na ten temat.
              Przepraszem ale tak czuję.
            • bezecnymen Re: i mnie też to dopadło 04.04.05, 16:14
              oj jarkoni...
              niestety ale nie zgodze sie z tym...
              alkoholikiem jest się juz na zawsze, mozna tylko nie pić...
              człowiek, który przeszedł skuteczna kuracje odwykowoą, nadal jest uzalezniony,
              nie może nawet kropli dla kurażu czy za zdrowie teścia wypic, bo ryzyko nawrotu
              jest ogromne
              alkoholik, który nie pije..to zupelnie inny człowiek
    • tricolour Re: i mnie też to dopadło 19.02.05, 21:26
      Jeżeli chcesz pomóc mężowi, to go zostaw. To najlepsze wyjście dla dzieci,
      Ciebie i jego.
      To jedyna szansa na podjęcie leczenia. Można liczyć na cud, ale to płonne
      nadzieje...
      • qzyneczka Re: i mnie też to dopadło 04.04.05, 13:56
        minęło prawie 2 miesiące.Jak żyłam? Przeszłam etap rozmów,klejenia tego co
        zostało,obiecanek, nadzieji na lepsze.Zawsze to wiedziałam ale ten ostatni
        okres do końca mnie upewnił-jestem kobietą bluszczem.Nie potrafie i nie
        wyorażam sobie innego życia,innego człowieka z którym mogłabym żyć.Może trochę
        ma na to wpływ wspólne prowadzenie przedsiębiorstwa.Ten okres nawet nie był
        taki zły.Luby nie pił, dużo pracowaliśmy chociaż początek roku nigdy nie jest
        najlepszy w mojej branży.I widzę i czuję że się zbliża.Jestem
        niespokojna,powoli się zamykam i czekam.Bo wiem że to nastąpi.Mąż zaczyna się
        miotać, uważa że histeryzuję.To nie tak.Ja go chyba znam trochę lepiej niż On
        myśli.Zony pijących mężów widzą to trochę inaczej,są może zbyt mocno
        wyczulone.Jedno jest pewne pijący nawet jak obieca na wszystko że przestanie to
        i tak będzie dalej pił.Ja już nie wierzę.To jest smutne i gorzkie.Pewnie dalej
        będzie od jednego ciągu do drugiego.Może częściej będę milczeć.Na pewno
        będziemy żyć obok siebie do czasu...Bo wbrew pozorom mam swoje chwile
        radosne,czasami nawet szczęśliwe i tylko gdzieś daleko tli sie że nic nie trwa
        wiecznie.Dzięki wszystkim i za słowa pociechy i słowa mądre choć
        okrutne.Czytając je najpierw się oburzam że jak to tak można, że nalezy dawać
        szanse, szanse na co? pytam zaraz siebie?Myślę że EMKA69 wie o czym
        mówię...dzięki za chwilę którą poświęciliście na mój problem, za Waszą
        mądrość,wiele mnie uczy i widzę to wszystko trochę inaczej, jakby z drugiej
        strony Pozdrawiam z nadzieją...
        • bezecnymen Re: i mnie też to dopadło 04.04.05, 16:22
          czy podjął leczenie???
          sprawdzałaś?
          z twojego opisu wygląda to ...kiepsko
          te ciągi....obserwowałem na przykładzie mojego sąsiada, którego często
          zbierałem z podestu schodów bo sama zona nie mogła go wtaszczyć do domu,
          gdy nie pił, byl po prostu dusza człowiek, świetny fachman, uczynny, skarb nie
          sąsiad, ale gdy ruszył w tzw. cug..uuuuuuuu
          skończylo sie tragicznie, pewnej grudniowej nocy nie dotarł do domu i zasnął w
          rowie przy obwodnicy....
        • tricolour Droga Qzyneczko! 04.04.05, 21:24
          Jeżeli interesuje Cię zdanie faceta, który miał alkoholizm w rodzinie, to
          powiem tylko jedno: wiej od tego faceta czym prędzej. Każdy dzień z nim, to
          dzień stracony. Narażasz siebie i swoje dzieci na kontakt z chorym człowiekiem,
          a przez to Wy wszyscy stajecie sie współuzależnieni...

          Jest tylko jeden powód, by zostać z alkohlokiem - to wtedy, kiedy zacznie sie
          leczyć. Nie za tydzień, ani nie wiedomo kiedy - mus zacząć się leczyć
          NATYCHMIAST. I bądź wtedy przygotowana, że leczenie trwa lata, tak jak lata
          trwało picie...

          Pozdrawiam.
          • qzyneczka Re: Droga Qzyneczko! 05.04.05, 19:28
            zbyt długo zwlekałam, dłużej już nie można.ale muszę sobie jakoś poradzić.na
            razie wyjeżdżam.muszę odpocząc nabrać dystansu, pomyśleć i zastanowić się jak
            dalej ulożyć sobie życie. i nawet nie chodzi o sprawy prywatne,chodzi o firmę
            (trochę kulejącą, o ludzi w niej zatrudnionych i spłatę kredytów)tutaj będziemy
            musieli się jakoś dogadać.JESTEM BLUSZCZEM.ale Ozi podciął mi już ostatnie
            korzenie,muszę puścić ostatni pęd by się czegoś przytrzymać by nie utonąc.Kiedy
            zdarzają się takie dni jak dzisiaj, dni kolejnych ciągów mam ochotę uciekać,
            wsiąść w samochód i jechać dalej i dalej.Ale w życiu nie jest tak łatwo.zawsze
            coś człowieka trzyma a to szkoła dzieci, innym razem firma bo terminy bo
            klienci..dłużej tak nie można.wiem że Ozi się nie leczy.Przestał pić i już.A
            zaczął bo były imieniny kolegi, niby niewinnie, apotem lawina.Kiedys obiecał że
            zacznie mówić swoim znajomym(część z nich wie ze ma problem )że koniec, że
            pzestaje pić. No tak ale to były obiecanki.Udało się popchnąc dwa
            miesiące,tylko czy na popychaniu mam przejsc przez moje zycie.Mam 38 lat i może
            własnie decyduję za siebie i dzieci,i za Ozi.Nie mogę powiedzieć że nie kocham
            już mojego Męża, może nawet tym trudniej mi będzie.Chyba już więcej nie umiem
            ani Jemu ani sobie pomóc.Niedawno Ozi na nowo odkrył Boga,Kościół.Widziałam w
            tym duża nadzieję na bycie razem.Wiele o tym rozmawialiśmy,wiele razy widziałam
            łzy w jego oczach,myślę nawet że naprawdę chciał sie uwolnić od tego nałogu.ale
            ja już nie wierzę.Myślę ze bez terapi się nie uda.Ozi jest cholernie dumnym
            człowiekiem.Wydaje Mu się że sam sobie poradzi.Nie wierzy w terapie,a dla mnie
            dzisiaj nie ma innej drogi.To nie jest facet ktoremu można powiedzieć albo
            lecz się albo koniec z rodziną.Bo tak naprawdę nie o to chodzi by wybierać
            pomiędzy czyms.czasami ta jego duma trafia mnie.Boję sie o niego.Ma dość
            wysokie ciśnienie i problemy z żoładkiem.Wiem że popije jeszcze 4 może 5
            dni.Najgorsze jest to że pije w pracy.Ozi jest naprawde fajnym facetem kiedy
            nie pije, jest lubiany , jest dobry w tym co robi, do czasu... Nie chcę się
            wstydzić za mojego Męża przed klintami,sąsiadami,znajomymi, rodziną.Nawet
            nikomu o tym nie mówię bo po co,każdy jakis tam krzyż sam niesie.Moj dla mnie
            jest za cięzki.Wiem że potrzebuję pomocy ale póki co muszę wyjechać by nie
            widzieć co się będzie dalej działo.Na koniec powinnam powiedzieć trzymajcie
            kciuki,pytanie tylko za co?...
            • bezecnymen Re: Droga Qzyneczko! 05.04.05, 21:21
              dumny jest byc może ale jednoczesnie zbyt slaby by sam poradzic sobie z
              nałogiem...to nie jest przeciez taka zwykła chętka by wypic kieliszek i po
              sprawie...dobrze o tym wiesz...odkrył Kościół???marne szanse na sukces skoro
              dobro rodziny mu nie wystarczyło by przestac pić.... pozdrawiam życząc siły na
              kolejne ciągi....
Pełna wersja