toksyczne związki.....

04.03.05, 10:37
zakańczać czy wierzyć, że "będzie lepiej"? Po czym poznać, że to toksyczny
związek a nie tylko kryzys? Czytam to forum od jakiegos czasu, co mnie tutaj
sprowadziło? Otóż mam 24 lata, od kilku miesięcy jestem w związku z facetem
lekko po 40stce (który zresztą właśnie się rozowdzi-nie z mojego powodu, jak
sie poznaliśmy juz nie żył z żoną). Początkowo było cudownie, mnóstwo
uniesień, rozmów, bardzo się zaprzyjażniliśmy. Teraz, niby dalej jest
wszystko ok, ale ja się czuję po prostu wykorzystywana, czuję że nie mam
prawa mieć własnego zdania, własnych pomysłów na życie, o nim złego słowa nie
powiem, bo jest inteligentnym, dobrym człowiekiem (mimo, że wiele osób uważa
go za zimnego drania), ale nie podoba mi się jak mnie traktuje. To już w
ogóle nie jest przyjaźń, on nawet nie pyta co u mnie. Z czego to wynika??
Natomiast kiedy ja mówię o skończeniu tego związku-nie chce mnie puścić,
mimo, że ja czuję się zupełnie niepotrzebna. Ja tego nie rozumiem, po co
tkwić w czymś, co nie daje nikomu satysfakcji. Jest dla mnie ważną osobą,
kocham go i tym bardziej boli mnie ten chłód i to, jak na moich oczach
ulatuje cała więź. To absurd ale dlatego chcę odejśc bo on zbyt wiele dla
mnie znaczy, nie mogę znieść tego co się dzieje, za bardzo mnie to boli...da
się cos naprawić?? Najgorsze jest to, że w ogóle nie chcę ze mną rozmawiać o
tym co się dzieje. Wszyscy faceci koło 40stki są tacy sami? Czy tylko ja mam
pecha, że na takich zawsze trafiam? Wiem co powiecie, że głupia jestem, młoda
i naiwna i pewnie rację będziecie mieli. Nie planujemy też wspólnej
przyszłości. On po nieudanych związkach nie chce na razie się z nikim wiązać
na poważnie, ja zresztą też. Mam wrażenie, że myślimy na zupełnie innych
płaszczyznach, że każde z nas tą samą rzecz widzi przez zupełnie inny
pryzmat. Czy to tylko jedna z tych banalnych historii pt."Ona młoda on
znudzony małżeństwem"? Ciekawa jestem co właściciel forum myśli na ten temat,
w końcu był w podobnej sytuacji, ale z drugiej strony, a ja bardzo chciałabym
poznać punkt widzenia tej drugiej strony. Pozdrawiam
    • bezecnymen Re: toksyczne związki..... 04.03.05, 13:26
      sedno sprawy tkwi w twoim poście.. napisałaś:
      Nie planujemy też wspólnej
      > przyszłości. On po nieudanych związkach nie chce na razie się z nikim wiązać
      > na poważnie, ....
      no więc kim dla niego jesteś? przyjemnym interwałem w życiorysie? kociaczkiem
      do zabawy?
      ....początkowo było cudownie...
      ba! nie wątpięuncertain
      Teraz, niby dalej jest
      > wszystko ok, ale ja się czuję po prostu wykorzystywana, czuję że nie mam
      > prawa mieć własnego zdania, własnych pomysłów na życie,
      juz gdzies o tym pisałem... nie licz na to, że on dostosuje sie do ciebie,
      skoro zaledwie po kilku miesiącach juz czujesz się ubezwłasnowolniona
      nie chce cie puścić? a musisz miec jego pozwolenie by odejść?
      zresztą poczekaj trochę, jak zauważy, że minął czas uniesień a zaczyna się
      codziennośc, jak zamiast dzieweczki wpatrzonej w niego jak w obraz zobaczy
      mysląca kobietę (bez urazy, ale dotad raczej mysleniem się nie popisałaś)
      to sam odejdzie ku nowym horyzontom, albo tobie każe iśc w sina dal...
      dla jasności jestem własnie facetem po 40tce (lekko!!!tongue_out)
      • mandragora81 Re: toksyczne związki..... 04.03.05, 17:11
        bezecnymen napisał:
        > no więc kim dla niego jesteś?
        to właśnie chciałabym wiedzieć

        > nie chce cie puścić? a musisz miec jego pozwolenie by odejść?
        niby nie muszę, ale on jest strasznie zdziwiony jak mówię, że się zepsuło, że
        lepiej będzie jak się rozstaniemy itp, wtedy mówi, że jestem mu potrzebna itd,a
        na codzień w ogóle nie dba o ten związek. Była taka sytuacja, że się
        pokłóciliśmy, powiedziałam, że chcę to skończyć, nie odzywałam się kilka dni,
        codziennie dzwonił, smsował itd nie rozumiem po co mnie trzyma skoro mnie nie
        potrzebuje (tzn ja się czuję niepotrzebna), a jeśli mnie potrzebuje to do
        czego, bo ostatnio tego nie widać.

        > zresztą poczekaj trochę, jak zauważy, że minął czas uniesień a zaczyna się
        > codziennośc, jak zamiast dzieweczki wpatrzonej w niego jak w obraz zobaczy
        > mysląca kobietę (bez urazy, ale dotad raczej mysleniem się nie popisałaś)
        > to sam odejdzie ku nowym horyzontom, albo tobie każe iśc w sina dal...
        otóż codziennośc zaczęła się szybko ale była to miła codzienność i wtedy
        jeszcze było ok, wydaje mi się, że początkowo to on był we mnie wpatrzony a ja
        jakbym dała się w to wciągnąć, teraz się zastanawiam czy tak naprawdę było czy
        ja miałam myśleć, że tak jest:/, a myśleniem chyba się od dawna wykazywałam,
        tylko nie wiem czy w słuszną stronęuncertain
        Ja po prostu nie rozumiem tego waszego marsjańńskiego języka wink
        • bezecnymen Re: toksyczne związki..... 04.03.05, 19:38
          da sie zrozumiec jak podejśc do problemu selektywnie
          zgadzam sie że mowi prawde gdy twierdzi, że jestes mu potrzebna...na razie
          przyjmij tez może do wiadomości, że coponiektórzy faceci maja silnie
          rozwinięte poczucie własności,on pewnie traktuje ciebie wlasnie jak swoja
          wlasność, jesteś jego i bedziesz dopoki nie trafi sie...lepszy model?
          wybacz może brutalizuje ale jesli juz po tak krótkim czasie czujesz brak
          porozumienia i partnerstwa to co bedzie później?
          • mandragora81 Re: toksyczne związki..... 04.03.05, 20:02
            > zgadzam sie że mowi prawde gdy twierdzi, że jestes mu potrzebna
            ale do czego????????????????????? ja nie widzę żebym mu się do czegokolwiek
            przydawała, do tego, żebym po prostu była i może tym podnosiła jego poczucie
            właśnej wartości? Jesteśmy ze sobą 7 miesięcy a od prawie 3 miesięcy nawet
            seksu nie ma, ja tego zwyczajnie nie rozumiem, po co?? Sama nie wiem po co przy
            nim tkwię
            • bezecnymen Re: toksyczne związki..... 04.03.05, 20:44
              to może jest chory albo ma jakies ehm męskie dolegliwości po czy ja wiem? skoku
              w bok od ciebie i czeka aż mu przejdzie? bo jesli nawet sexu nie ma to szczerze
              mowiąc ja tez nie widze powodu by z nim razem być, jestes zbyt mloda by wiązac
              sie ze starszym panem, którego nie rozumiesz i ktory nie rozumie ciebie...bez
              sensu!!!!
              • mandragora81 Re: toksyczne związki..... 04.03.05, 20:59
                z jego męskością wszystko ok, czasem się przytulamy, jest coraz bardziej gorąco
                i czuję że jest wszystko w porządku tylko do niczego nie dochodzi. Czuję się
                przez to niedowartościowana, nie podobam mu się czy co? Kidys było inaczej
                • bezecnymen Re: toksyczne związki..... 05.03.05, 00:16
                  nic juz nie rozumiem..chyba że uprawiasz specyficzna i wysublimowana forme
                  dowcipu netowego...
                  • mandragora81 Re: toksyczne związki..... 05.03.05, 08:18
                    Sama chciałabym, żeby to był dowcip. Ja też nic z tego nie rozumiem, jakoś mi
                    się poszczególne elementy nie układają, nie pasują do siebie, może mam
                    wybrakowane puzzle?wink Zdecydowałam się na opisanie mojej sytuacji na forum w
                    nadziei, że ktoś może mi wytłumaczy o co chodzi, bo mój pan skory do rozmów na
                    ten temat nie jest.
                    • bezecnymen Re: toksyczne związki..... 05.03.05, 08:25
                      PAN I WŁADCA??
                      czy nie jest tak w twoim związku, że po prostu Ty-nie masz nic do gadania, a ON
                      uważa, że nie ma problemu względnie, że nie warto z Toba o tym rozmawiać, bo i
                      tak nie zrozumiesz???
                      starałem się przedtawić Ci pokrótce mozliwości, jakie moga zaistnieć w związku
                      takim jak Twój, jesli nadal nie nie jestes w stanie poukladać tych puzzli to
                      widocznie jest w nim jeszcze coś, o czym nie mam pojęcia
                      pozdrawiam i życze udanej analizy i konkretnych szczęśliwych wnioskówsmile
                      • mandragora81 Re: toksyczne związki..... 05.03.05, 08:33
                        Dziękuję mimo wszystko za pomoc, rzeczywiście jest kilka spraw, o których nie
                        napisałam, ale nie chcę o nich pisać tak publicznie. Przepraszam, że zawracam
                        głowę ale czy mogłabym napisać Ci maila i opisać w nim szczegółowo całą
                        sytuację?
                        • bezecnymen Re: toksyczne związki..... 05.03.05, 09:10
                          oczywiściesmile
                        • jarkoni Re: toksyczne związki..... 05.03.05, 10:17
                          Ufam, że bezecny doradzi i wyjaśni, bo to mądry facet ( bezecny chusteczki do
                          otarcia łez wzruszenia leżą na stoliku po lewej )..Ja ze swojej strony dodam,
                          że nie rozumiem tego układu i rzeczywiście bez dodatkowych szczegółów trudno
                          jest cokolwiek radzić..Ja osobiście najbardziej nienawidzę sinusoidy typu raz
                          jest cudownie a potem nijako, albo wręcz źle..Równie dobrze on może mieć po
                          prostu max problemy w pracy a nie jest zły i niewyrozumiały..Nie tłumaczę go
                          jako facet, za mało wiem, jeśli chcesz do mnie też napisz..
                          • bezecnymen Re: toksyczne związki..... 05.03.05, 10:23
                            klopoty w pracy, pewnie że może mieć..ale dlaczego nie pisnie jej na ten temat
                            nawet słówka?wstyd, że sobie nie radzi? męska duma? to na czym w końcu
                            zbudowano ten związek?
                          • mandragora81 Re: toksyczne związki..... 05.03.05, 18:36
                            Dziękuję panowiesmile Jak będę miała chwilę czasu i natchnienie, napiszę do
                            obydwu, żeby mieć bardziej obiektywny obraz tego wszystkiego smile
                            Właśnie, jeśli ma kłopoty w pracy, albo cierpi na przewlekłą migrenę, to
                            dlaczego po prostu o tym nie powie? Kiedyś sam mówił, że jesteśmy przyjaciółmi
                            i mówił mi o wielu rzeczach, nie było tajemnic i niedomówień. Dla mnie on
                            sprawia wrażenie jakby zwyczajnie stracił mną zainteresowanie, to dlaczego mnie
                            trzyma przy sobie, nie daje odejść, kiedy próbuję i mówi, że jestem mu
                            potrzebna? Tego nie rozumiem, to się dla mnie kupy nie trzyma. Najbardziej boli
                            mnie, że nie możemy o tym porozmawiać, wyjaśnić, żeby każde powiedziało jak to
                            wszystko widzi, jakie ma oczekiwania, co mu się nie podoba itd. Kiedy próbuję
                            rozmawiać on odbiera to jako atak z mojej strony albo próbę usidlenia jego
                            osoby, a ja naprawdę nie próbuję go zaciągnąć przed ołtarz, ani nie bawi mnie
                            wieczne wypominanie i kłótnie. Jarkoni, podobnie jak Ciebie, mnie też
                            najbardziej denerwują sinusoidy, on mówi, że jego też, a ostatnio są same
                            sinusoidy i nigdy nie wiem kiedy wybuchnie. Sama z tego wszystkiego jestem
                            coraz bardziej nerwowa i agresywna. Chciałabym porozmawiać, zamknąć wszystkie
                            niedomówienia i żyć dalej na czystym gruncie...może faktycznie powinnam uciekać
                            a nim się nie przejmować? Nie wiem jak do niego dotrzeć, tym bardziej, że oboje
                            mamy cięte języki, czasem boję się riposty, a kiedy nie wiem jak się zachować
                            sama kończę rozmowę krótkim tekstem. Boję się juz nawet okazać czułości, więc
                            gram chłodną, jak próbuję być czuła i miła on ostentacyjnie pokazuje
                            obojętność, chyba oboje się gdzieś zaplątaliśmy. Razem źle, osobno jeszcze
                            gorzej tongue_out Zaczynam juz się czuć winna, że to się popsuło. Czasem mam wrażenie,
                            że on się mnie po prostu boi więc tak jak ja zakłada maskę chłodu. Jak mam mu
                            pokazać, że jestem tą samą kobietą, którą poznał kilka miesięcy temu, którą
                            polubił itd, że dalej mi na nim zalezy i praktycznie nic się z mojej strony nie
                            zmieniło, może tylko nabrało na sile, a to co on nazywa "pretensjami" to troska
                            o nasze relacje, a wynika ona z tego, że jest on dla mnie ważną osobą i chcę
                            kontynuować ten związek? Ależ ja marudzę wink
                            • jarkoni Re: toksyczne związki..... 05.03.05, 19:17
                              Jestem, a może byłem po drugiej stronie barykady, mam pewną koncepcję ale nie
                              wiem czy w szczególach opisywać tutaj...napisz do mnie i do bezecnego..Ja będę
                              znający temat od podszewki, on obiektywny...Porównaj opinie i wybierz sama..
            • akacjax Re: toksyczne związki..... 05.03.05, 08:50
              Nie dziwię się, że nic nie rozumiesz. Masz jeszcze mało lat doświadczeń. Poza
              tym różnica pokoleń i tu daje się zauważyć. Twojemu partnerowi łatwiej sterować
              Tobą. Jeżeli w wolnym związku wiele rzeczy Ci nie pasuje, to dlaczego nie
              odchodzisz? Pamiętaj Ty musisz zadbać o siebie sama. Wiele z nas oczekiwało, że
              partner zadba o nas bardziej i latami nie chciałysmy wierzyć, że nigdy tak nie
              będzie. Część w końcu to dostrzegła(czasem dopiero gdy partner się wyprowadził
              albo zdradził prawie naocznie)i podjęła decyzje o rozwodzie. Część jeszcze w
              tym tkwi, ale do czasu(oprócz tych, które nigdy tego nie zobaczą)i może w
              związku z rozwodem albo by znaleźć zrozumienie, pojawią się na forum.
              Ja o toksyczności mojego związku wiedziałam od dawna. I tkwiłam w tym,
              wierzyłam, że to sie w końcu zmieni.
              Argumentem własnym przeciw podjęciu (w moim wypadku prawnych)działań były
              tłumaczenia: muszę wykorzystać wszystkie sposoby(bym sobie nie zarzucała, że
              nie próbowałam-sposobów mnóstwo, ale druga strona też musi się angażować),
              chłopakom potrzebny ojciec, sama nie dam rady(skutek taki, że i tak wszystko
              sama, a synami jeszcze-mąż i tak się nie interesuje poza okazje do dołowania
              ich).

              No i pewnie dalej by tak było, aż nastąpiło coś, co nazywam - interwencją z
              góry- to dopiero popchnęło mnie do działania. Piszę pozew rozwodowy. Już
              niedługo wpadnę w machinę sądową.
              A pewnie można było uniknąć tych ciężkich lat-gdybym wiedziała, że to ja mam o
              siebie dbać, że nie można liczyć na partnera, że czasem to co dla nich wygodne,
              nas zabija.
              Spójrz prawdzie w oczy- nie pasuje-zmykaj gdzie pieprz rośnie.
    • mandragora81 Re: toksyczne związki..... 19.03.05, 08:57
      Witam ponownie. Stan rzeczy trochę się zmienił, posłuchałam was i uciekłam.
      Jest ciężko ale z nim nic dobrego mnie nie czekało. Pocieszam się, że daję
      sobie tym odejściem sznasę na szczęście. Bezecnymen dziękuję za maile, jarkoni,
      szkoda, że nie odpisałeś, interesowała mnie Twoja opinia jako tej "drugiej
      strony". Najgorsze jest przyzwyczajenie, może sobie jakieś hobby znajdę, żeby
      zagłuszyć myśli. Zrobiłam to na zasadzie "nie chcem ale muszem", czasami tak
      trzeba. Pozdrawiam
      • india8 Re: toksyczne związki..... 19.03.05, 09:07
        Słuszna i mądra decyzja.
        Silna z Ciebie babka i odważna, a do takich Los musi się uśmiechnąć. Jesteś na
        najlepszej drodze, bo dałaś sobie szansęsmile))

        Trzymaj się! Jesteśmy z Tobą.
        • mandragora81 Re: toksyczne związki..... 19.03.05, 09:18
          Jeszcze nie do końca czuję, że słuszna ale przekonuję samą siebie, że tak
          będzie dla mnie lepiej. Samotność mi tylko doskwiera, chociaż z nim też czułam
          się samotna więc na co mi to? Tylko kiedy przestanie boleć? Dziękuję za
          wsparcie.
          • akacjax Re: toksyczne związki..... 19.03.05, 09:30
            Trochę to potrwa, krócej jeżeli nie będziesz siedzieć i rozmyślać, ale gdy
            rzucisz się w wir innych zajęć. Głownie chodzi o towarzystwo, w którym nie
            będziesz myśleć o rozstaniu, ale o innych sprawach.
          • jarkoni Re: toksyczne związki..... 20.03.05, 01:31
            mandragora mam kłopoty ze swoim adresem w gazeta.pl...Odpisywałem Ci i maile
            wracały..Teraz piszę do znajomych mi osób z innego adresu...Napisz do mnie
            proszę...A jedyne co mogę powiedziec to tylko, że bezecny to madry facet i ma
            rację...(hmmm czasami ma rację,żeby w samozachwyt nie popadł) Pozdrawiam...pisz
            • mandragora81 Re: toksyczne związki..... 20.03.05, 14:08
              Rozumiem i dzięki mimo wszystko za chęci smile. Teraz to już chyba i tak nie ma
              co rozmyslac nad tym związkiem , bo jak pisałam wyżej skończyłam go. Opisałam
              Ci w mailach jak wyglądała nasza znajomość, jak chcesz to odpisz z innego
              adresu. Pozdrawiam.
            • bezecnymen Re: toksyczne związki..... 20.03.05, 18:02
              jarkoni .... wyrazy uznania przyjmuję wyłącznie w koperciebig_grin
              grubejtongue_out
Inne wątki na temat:
Pełna wersja