anja_pl 16.03.05, 20:13 Jaka jest różnica jeśli następuje rozwód bez orzekania o winie, a ze wskazaniem winnego? Co strony zyskuja, a co tracą? Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
india8 Re: z wina czy bez? 16.03.05, 20:52 adwokat powiedziała mi o trzech różnicach: 1. satysfakcja/ambicja 2. alimenty, które przy rozwodzie z orzekaniem o winie należą się - w razie potrzeby - także tobie 3. nie pamiętam Odpowiedz Link
jarkoni Re: z wina czy bez? 16.03.05, 22:05 Byłe chcą zazwyczaj koniecznie z orzekaniem winy byłego, mimo prania brudów i wyciągania niemiłych rzeczy wzajemnie w sądzie przy nawet wspólnych przyjaciołach...Ale walczą o kasę dla siebie, to zrozumiałe...W totka jednak trudno wygrać...Dziś się tego dowiedziałem..Już wiem, ze moja chce mnie zgnoić i nawet kłamać dla paruset PLN więcej...Samo życie Odpowiedz Link
tricolour No to się... 16.03.05, 23:32 ... broń! Jeżeli zarabiałeś więcej od ex i przynosiłeś to do domu, to się kobita przyzwyczaiła. Łatwo tego nie odda, nawet jeśli to już nie jej... Jeżeli chce kłamać, to dobrze dla Ciebie i pozwól na to - potem wyświetl kłamstwo i sąd tak łatwo jej już nie uwierzy... Odpowiedz Link
jarkoni Re: No to się... 16.03.05, 23:37 Tri dziś adwokat mi zjeżył resztkę włosów na głowie...Do czego się posuwają ex żony...Hmmm nie wiem czemu dodał, ze nauczycielki to najgorszy typ...To mam pecha... Odpowiedz Link
tricolour Bracie! 16.03.05, 23:42 Sam mi pisałeś, że mnie zjedzą jeszcze pulsującego... Jedyne, co po Tobie zostaje, to KASA! Jak jest, to brać, nawet jeżeli będziesz zdychał. Jak nie dasz, to przylezie komornik. Przeżyłem, to wiem. Ale opędziłem się, bo niechcący pomogłem skarbówce policzyć ex podatki... Odpowiedz Link
tricolour Nauczycielki... 17.03.05, 00:07 ..nie wiem, nie znam się. Koleżanki z pracy pewnie "dobrze doradzają". Już się cieszą jak sobie wyobrażą pieniądze, a że nie swoje, to co za różnica... Odpowiedz Link
hela74 Re: No to się... 17.03.05, 09:06 no tak ztym, że nauczycielki to najgorszy typ to bym sie nie zgodziła.... Po prostu masz pecha, bo Twoja chyba nie ma nic do stracenia, a wiele do zyskania... Odpowiedz Link
czekolada72 Re: z wina czy bez? 17.03.05, 12:48 jarkoni napisał: > Byłe chcą zazwyczaj koniecznie z orzekaniem winy byłego, mimo prania brudów i > wyciągania niemiłych rzeczy wzajemnie w sądzie przy nawet wspólnych > przyjaciołach...Ale walczą o kasę dla siebie, to zrozumiałe...W totka jednak > trudno wygrać... No chyba mnie trafi, jak to czytam!! Co to znaczy zazwyczaj? Wcale nie chce sciagac znajomych i przyjaciol, nie chce rozdrapyeac ran, wykanczac sie od nowa psychicznie i niech sie udlawi swoimi pieniedzmi, grosza bym od niego nie wziela, nawet jakbym glodem przymierala. Nie wychodzilam za niego dlapieniedzy!! A on nie ma na tyle honoru, klasy, zeby otwarcie sie przyznac do winy! Odpowiedz Link
jarkoni Re: z wina czy bez? 17.03.05, 18:50 india, to 3.nie pamiętam, to cytat z Czterech wesel i pogrzebu....Parę minut temu pisałem o tym w innym wątku ))) Odpowiedz Link
perla01 Re: z wina czy bez? 16.03.05, 23:48 anja_pl napisała: > Jaka jest różnica jeśli następuje rozwód bez orzekania o winie, a ze > wskazaniem winnego? Co strony zyskuja, a co tracą? Tak jak india odpowidziała, jeżeli jest rozwód z orzekaniem o winie to osoba ,,winna'' ma obowiązek płacić alimenty osobie ,,niewinnej'' w sytuacji kiedy nie ma pracy lub pracę stracii nie tylko na dzieci) - i to dożywotnio. Bez orzekania nikt takiego obowiązku nie ma, ale do pięciu lat też można mieć jakieś roszczednia, np. majątkowe. Rozwód z orzekaniem o winie może się ciągnąc latami (znam takie przypadki). Tylko z jednym przypadkiem się spotkałam, że ex mojej koleżanki od razu wzioł wine na siebie. Normalnie to tak jak jarkoni napisał, jedna stona udowadniając winę drugiej wyciąga brudy - prawdziwe lub nie - druga się broniąc też wyciąga brudy - prawdziwe lub nie. Mnóstow pieniedzy na adwokatów. Bez orzekania - jak od razu dwie strony się dogadają że tak ma to wygladać - rozwód jest przeprowadzany bardzo sprawnie. Czasamio może byc bez adwokatów. No i o wiele tańszy taki rozwód. Ja o winie nie orzekałam. Nie na moją psychikę. No i lepiej podzielić się pienidzmi, które macie zapłacić adwokatom Najlepiej w sprawach prawnych poradzić się jednak adwokata. Konsultacja jednorazowa najczęściej droga nie jest. Odpowiedz Link
tricolour Re: z wina czy bez? 16.03.05, 23:53 Wynika z tego, że warto dać adwokatowi i 100 tysięcy, by nie być "winnym". Ta stówa to i tak niewiele... Dożywotnio! Odpowiedz Link
jarkoni Re: z wina czy bez? 16.03.05, 23:57 nie chcę rozwodu latami, nie chcę wydawać bzdurnych kwot na adwokatów...A tak generalnie to boję się całego tego rozwodu Odpowiedz Link
tricolour Re: z wina czy bez? 17.03.05, 00:04 Przeżyjesz, jak każdy ))) Ale o swoje pieniądze dbaj, bo co zaoferujesz przyszłej kobiecie? Odpowiedz Link
tricolour Co? 17.03.05, 00:10 Dojrzałość, szeroko rozumianą - tego zabrakło w poprzednim związku ) Odpowiedz Link
jarkoni Re: Co? 17.03.05, 00:21 napisałem co myślę o sądach w wątku : Trzymamy kciuki za pocztę 301....Znam i ławników i adwokatów ...Sędziów nie.. Ale to domyślne Odpowiedz Link
gotyma Re: z wina czy bez? 17.03.05, 09:21 chlopaki, czego wy sie tak boicie o ta kase? kasa przyjdzie i pojdzie, nie lepiej zalatwic to tak by miec swiety spokoj. ja nie wystapilam o podzial majatku, choc jest o co sie bic. a dlaczego bo ex to zly facet byl, choc bogaty wlasnie mi oswiadczyl, ze jak nie bede grzeczna i stosowala sie do jego zalecen (czyli mieszkala gdzie on chce, wysylal dzieci do tej szkoly co chce i miala znajomych, ktorych mi wybierze) nie dostane grosza alimentow. niech sie udlawi ta kasa!!! ja poprostu chce miec swiety spokoj!!! Odpowiedz Link
perla01 Re: z wina czy bez? 17.03.05, 09:52 gotyma napisała: >ja poprostu chce miec swiety spokoj!!! Właśnie gotyma - ja tego też chciałam i nadal chcę - świętego spokoju. I co z tego, że moja sytuacja materialna jest dużo gorsza niż w małżeństwie była - ale mam świety spokój. Dlatego nie dla mnie było orzekać o winie i walczyć o kasę. Odpowiedz Link
perla01 Re: z wina czy bez? 17.03.05, 08:56 jarkoni napisał: > A tak generalnie to boję się całego tego rozwodu Ja też się bałam - bardzo. I dlatego, mimo, że to nie ja rowodu chciałam - jak jednak okazało się że mój ex chce - to właśnie już ,,nie utrudniłam'' żeby ten cały koszmar pod tytułem rozwód mieć jak najszybciej za sobą. Odpowiedz Link
perla01 Re: z wina czy bez? 17.03.05, 08:49 tricolour napisał: > Wynika z tego, że warto dać adwokatowi i 100 tysięcy, by nie być "winnym". Ta > stówa to i tak niewiele... > Dożywotnio! Z punktu widzenia osoby, która ,,ma być tą winną'' - jeżlei już druga strona tak tego chce - to pewnie tak - jeżlei to 100 tys. tak problemu nie stanowi... Płacisz i masz spokój. Ale mi bardziej chodziło o to, że nie warto w ogóle zajmować się orzekaniem o winie z powodów: 1) finansowych - lepiej pieniądze schowac do kieszeni niż dać adwokatowi 2) czasowych - rozwód nie ciągnie się latami - zamyka się w dwóch sprawach 3) psychicznych - nie wyciągasz brudów, nie powołujesz całej masy świadków, nie kłamiesz .... itd No ale ja chyba wypowiadać się nie powinnam - nie mam dośwaidczeń w walce w sądzie - ja o winie nie orzekałam i ex jak składal pozew to tez bez orzekania. Odpowiedz Link
tricolour Nie chciałbym... 17.03.05, 10:43 ... by powstało wrażenie, że 100 tysięcy dla mnie to pestka. Chodziło mi o to, że wobec płacenia dożywotnio, może sie okazać, że ta stówka to względnie tanio )) Odpowiedz Link
bezecnymen Re: z wina czy bez? 17.03.05, 15:22 chwileczkę...zatajenie prawdy o patologicznych wydarzeniach w rodzinie typu, stosowanie przemocy fizycznej lub psychicznej to jest mówienie prawdy??? takie samo kłamstwo moim zdaniem jak powoływanie fałszywych świadków!!! Odpowiedz Link
perla01 zatajanie prawdy 18.03.05, 11:06 bezecnymen napisał: > chwileczkę...zatajenie prawdy o patologicznych wydarzeniach w rodzinie typu, > stosowanie przemocy fizycznej lub psychicznej to jest mówienie prawdy??? > takie samo kłamstwo moim zdaniem jak powoływanie fałszywych świadków!!! No tak ... zastanowiło mnie bezecnymen to co napisałeś. Nie jest to faktycznie takie proste. Każda sytuacja jest inna - na pewno są sytuacje, że nie można tak sobie powiedzieć, że rozwód bez orzekania. Ech ... wszyscy tutaj mamy tendencje do uogólnienia i patrzenia na sprawy przez pryzmat swojej sytuacji. Ja też. Tak - zatajanie prawdy to też jest kłamstwo. Zataja się faktycznie różne sprawy godząc się na rozwód bez orzekania - chociażby jeżeli nawet jedna ze stron kogoś ma, druga tego nie ujawnia. Wiem z opowiadań, że nawet adwokaci radzą się nie przyznawać do pewnych spraw. Ja na swojej rozprawie nie wiele się odzywałam - odpowiadałam grzecznie na pytania - zgodnie z prawdą, a mimo to miałam dziwne uczucie, że taka ,,prawdomówna'' to nie byłam. Ale zdecydowałam się, że godzę się na bez orzekania o winie no to odpowiadałam tak, żeby tego nie ,,popsuć''. To nic po prostu więcej nie dodawałam od siebie, np. tekstów typu, że to co mój ex powiedział to wcale tak nie wygląda itp. Czyli w takim razie trudno jest komuś radzić jak ma postąpić - czy decydować się na z orzekaniem czy bez orzekania o winie - no bo każdy ma swoje uwarunkowania. Ja postąpiłam tak jak uważałam. No ale ja nie byłam w sytuacji przemocy fizycznej. Z psychiczną - no to już inna sprawa. Ale przemoc psychiczną jest bardzo trudno udowodnić. Zresztą co by mi to dało - jeszcze bardziej bym psychicznie się wykończyła. Wydawało mi się po prostu, że skoro mąż o ten rozwód wystąpił, chciał bez orzekania, to dla mnie najlepszym wyjściem było się po prostu na to zgodzić. I miec święty spokj. Odpowiedz Link
kruszynka301 Re: z wina czy bez? 17.03.05, 08:18 w mojej sytuacji: 1) rozwód bez orzekania o wienie: - szybki (skończyło się na jednej rozprawie), - bez adwokatów - o ile można tak powiedzieć o rozwodzie, to przebiegał w miłej atmosferze - obydwoje chcieliśmy się rozwieść, a ja zwykle wybieram najkrótszą drogę do celu, bez niepotrzebnych kłótni 2) rozwód z orzekaniem - dostałabym go bez trudu, ale wiązałoby się to z ciągnięciem świadków do sądu, - nie obyło by się bez adwokatów, - proces trwałby dłuzej - na alimenty od eksa nigdy nie liczyłam, a sytuacja materialna znacznie mi się poprawiła po odejściu eksa (swoją pensję i tak przegrywał na giełdzie, ja go utrzymywałam, a teraz jeszcze płaci alimenty na córę). Odpowiedz Link
latoja Re: z wina czy bez? 17.03.05, 13:23 Ja sie zdecydowałam na rozwód bez orzekania, bo po wielu godzinach przemyśleń doszłam do wniosku, że zniszczy mnie to psychicznie. Zamiast skupić się na budowaniu nowego życia i odnajdowaniu radości będę przeżywała koszmar prania brudów i wrogości ze strony mojego ex, aż skończę u psychiatry na jakichś prochach. Oczywiście nie każdy tak to widzi ale ja chcę szybko zakończyć ten etap mojego życia, bo coś dobrego jest jescze przede mną. Odpowiedz Link
julka1800 Re: z wina czy bez? 17.03.05, 13:52 Kochani mezczyżni, dlaczego sie boicie o swoją sytuacje materialną, kase jak to nazywacie. Nie wiecie co się robi? Ja, niewiasta mam wam podpowiadać? Bede miła i podpowiem: mieszkanie, samochód i inne dobra przepisujecie na kogoś z rodziny, sami zwalniacie sie z pracy i zatrudniacie i kogoś za 824 zł brutto /taka chyba jest na dzis min płaca/, jesli macie dzialalnosc to tez przepisujecie albo zawiaszanie. Jesteście tym samym wg prawa goli. A wtedy wasza ex i wasze dzieci moga ... zdychać... Za mocno napisałam, ach przepraszam, uniosłam sie lekuchno... Odpowiedz Link
julka1800 Re: z wina czy bez? 17.03.05, 13:53 a wtedy na pewno bedziecie mieli COŚ do zaoferowania nowej kobiecie.. ... bo to wasz głowny problem, nieprawdaż? Odpowiedz Link
tricolour Z pewnego punktu widzenia... 17.03.05, 13:57 ... to morderca nie jest winny, tylko ofiara. Wlazła cholera na linię ognia, a ja mam iść siedzieć? A tak na serio, to sprawy materialne są bodaj jedyną rzeczą, która dzieli forumowiczów względem płci... I jak to jest przypadek, to jestem turecki święty )) Odpowiedz Link
scrivo Re: Z pewnego punktu widzenia... 17.03.05, 14:06 drogi tri, a jak sobie wyobrażasz, by sprawy materialne nie powodowały polaryzacji stanowisk według płci? przecież to kobitki zostaja z potomstwem (znasz inny przypadek?) i troską o codzienność oraz przyszłość dzieci, często nawet staje się to powodem niemożności ułożenia sobie dalej swojego osobistego życia (bo zmęczenie, obawa przed trudną akceptacją na linii dzieci-nowy tatuś). WAm panowie pozostaje na ogół sumiennie płacić zasądzone alimenty i tęsknić z daleka lub nieco bardziej z bliska do córki czy syna.Choć cierpicie bo lata przyzwyczajenia do życia z kims bliskim obok zrobiły swoje, to jednak macie czas by zadbać o swoje sprawy, rozwijać się, budowac nowy zwiazek. Nieliczni tutaj mężczyźni wydają mi się tak pechowi w kwestii stanowiska ich byłych (chciwe, oziębłe...) jak wyjątkowe zdają się panie, pełne kras i wyrozumiałości. Odpowiedz Link
tricolour Odpowiedź... 17.03.05, 14:11 No i cały czas ten sam problem, o którym piszę długo i cierpliwie, ale chyba przestanę, bo szkoda klawiatury... Mnie chodzi o to, że pieniądze są JEDYNYM punktem wspólnym obojga RODZICÓW, a powinno być DZIECKO: CAŁE dziecko, a nie portfel. Zresztą nie chce mi się już tłumaczyć... masz rację... Odpowiedz Link
julka1800 Re: Odpowiedź... 17.03.05, 14:37 no dobrze, ja tez chce zeby to nie pieniadze ale dziecko było punktem wspólnym obojga rodziców. Zgodnie z tym ojciec dzieci powinien 1. uczestniczyc w organizacji życia dziecka /mówie na swoim przykładzie/, ja zawoże dzieci do szkoly Ty przywozisz, ja woże na basen, ty na inne zajecia dodatkowe 2. ferie, wakacje i inne wolne dni dzieci spedzaja po połowie ze mną i z tobą 3. wszystkie extra wydatki /oprocz tych codziennych, na ktore mam alimenty - zakładam ze sie nie migasz i placisz/ dzielimy po polowie. Wywiązujesz się? Odpowiedz Link
tricolour Nie wywiązuję! 17.03.05, 14:42 Bo nie mam na to szansy! Córka ze mną nie rozmawia, a mama bezradznie rozkłada ręce. Nie dziwię się - sama nie chce mieć nic wspólnego ze mną wiec "stanowisko" córki bardzo jej pasuje... Alimenty płacę regularnie i mogę z pięć razy więcej. Wystarczy telefon, a ten głuchy z sześć lat... Odpowiedz Link
hela74 Re: Nie wywiązuję! 17.03.05, 14:48 A dlaczego córka z Toba nie rozmawia? Jeżeli starałeś się być dobrym ojcem to kontakt między Tobą a nią chociaż rzadszy powinien być dobry... Odpowiedz Link
tricolour Odpowiedź... 17.03.05, 15:15 na pytanie jest prosta: bo nie mamy o czym! To jest takie błędne koło: nie widujemy się i nie rozmawiamy więc się słabo znamy. Córka nie chce się ze mną spotykać, bo nie ma oczym ze mną rozmawiać... Odpowiedz Link
julka1800 Re: Odpowiedź... 17.03.05, 15:22 no to raz jeszcze tri wracamy do punktu waszego rozwodu, mieszkanie razem z zoną, dzoieciem, jestescie rodzina , wszystko gra, potem cos sie dzieje, rozwod, przestakecie byc malzenstwem z zoną, ale kontakt z dzieciem powiniem byc nadal. Czy był, odpowiedz sobie sam, moze cos zgubiles po drodze, przeciez to nie ona /ile miala wtedy lat? 9?/ jest odpowiedzialna za brak prawdlowych kontaktow miedzy wami, i nie wierze tez by twoja ex chiała zrobic ci na zlosc i nastawiała corke przeciw tobie... Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Odpowiedź... 17.03.05, 15:30 julka... naprawde wierzysz, że wszystkie byłe zony dla dobra dziecka chętnie pozwalaja na nieograniczone kontakty ojca z potomstwem??? Odpowiedz Link
julka1800 Re: Odpowiedź...dla Bezecnego 17.03.05, 15:37 wierze ze madre byle zony dla dobra dziecka nie beda przeszkadzaly w kontaktach dziecko - ojciec /dopoki dzieci sa małe/, a dziecko ktore juz ma okreslony wiek samo zdecyduje czy chce kontaktow czy nie i z jaką czestotliwoscią. Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Odpowiedź...dla Bezecnego 17.03.05, 19:01 a z tego powinno wynikac że wszystkie byłe zony sa mądre i prawem kaduka wszystkie nastepne sa głupsze Odpowiedz Link
julka1800 Re: Odpowiedź...dla Bezecnego 18.03.05, 09:31 napisałam "wierze ze mądre byłe żony" nie napisałam ze wszystkie byle są madre, a to róznica i zeby było jasne: byłe zony i byli mezowie sa rozni, wiadomo... Odpowiedz Link
scrivo Re: Odpowiedź... 17.03.05, 15:24 tricolour napisał: Córka nie chce się ze mną spotykać, bo nie ma oczym ze mną rozmawiać... o czym chciałbys porozmawiać z córką, o co zapytać? nie jesteś jej ciekawy, jak się zmienia dorastając? nie chcesz miec żadnego wpływu na to kim jest i bedzie, ta twoja krew? nie pamiętam, pewnie już o tym pisałeś, ale ile córcia miała lat kiedy rozstałeś się z jej matką? pytam bo stwierdzenie "mało sie znamy" sugeruje zupełną małoletność dziecka i ... przeraża mnie. Odpowiedz Link
hela74 Re: Odpowiedź... 17.03.05, 18:21 A powiedziałeś córce, że Ci brakuje kontaktów z nią, że chciałbys z nią spędzać więcej czasu, że jej potrzebujesz? Jeżeli więź miedzy Wami jest zerwana to może pownieneś włozyć więcej wysiłku w jej odbudowanie. Może powinieneś powiedzieć jej, że chciałbyś ją lepiej poznać i że Ci na tym bardzo zależy i że jest to dla Ciebie ważne- to już na pewno nie jest ta sama dziewczynka, z którą mieszkałeś będąc jeszcze żonaty, chyba że już wtedy nie mieliście ze soba dobrego kontaktu.... Nawiasem mówiąc przypomniało mi sie zachowanie mojego męża (choć u Ciebie mogło być całkiem inaczej!) jak jeszcze z nami mieszkał: dwuletnie dziecko prosi tato pobaw się ze mną- nie, bo jestem zmęczony .... tato mógłbys mi poczytac- nie chce mi się...... a pójdziemy na spacer- idź z mamą.... i TAK PO JAKIMŚ CZASIE (KILKU LATACH) DZIECKO JUŻ ZE WSZYSTKIM ZACZĘŁO PRZYCHODZIC DO MAMY, co sie tacie bardzo podobało, bo miał święty spokój, a jak ja mu zwracałam uwagę, że takie zachowanie obróci sie przeciwko niemu to słyszałam odpowiedź, że dziecko odwraca sie przeciwko ojcu tylko wtedy gdy mamusia je buntuje..... I tak to mówił dziad do obrazu a obraz ani razu... Odpowiedz Link
jarkoni Re: Odpowiedź... 17.03.05, 19:01 tri maM DOKŁADNIE TO SAMO...brak kontaktu z córką, bo nie mamy o czym rozmawiać..I to błedne koło... Odpowiedz Link
hela74 Re: Odpowiedź... 17.03.05, 19:15 A czyja to niby wina, że Wy nie macie o czym z dziećmi rozmawiać? A może by tak ruszyć tyłki, zabezpieczyć tematy i nadrabiać stracony czas, bo nikt za was tego nie zrobi. Denerwują mnie takie wypowiedzi! Odpowiedz Link
anja_pl Re: Odpowiedź... 18.03.05, 09:21 tri, a ja mojego prosiłam mojego, by porozmawiał z córką, bo Ją traci, nie zadzwonił, wtedy ani następnego dnia, ani przez tydzień, córka nie chce się z nim spotykać, kiedys powiedziała : a po co nam on? zabolało mnie i to bardzo, syne nie chciał na początku rozmawiać, ale udao mi sie przekonać, żeby z tatą rozmawiał, syn wtedy 6, córka 12, a Ty co zrobiłeś by chciała z Tobą rozmawiać? Odpowiedz Link
julka1800 Re: Nie wywiązuję! 17.03.05, 14:48 A nie zastanowiło Cie ze córka ma do Ciebie zal, o to ze nie jestescie razem z zona i nie stanowicie rodziny, w koncu nie jest juz taka mała i swoj rozumek ma. pytanie co robiłeś i czy w jej mniemaniu wystarczająco duzo by po rozpadzie malzenstwa zachować z corką takie same kontakty jak w czasie gdy byliscie razem Odpowiedz Link
julka1800 Re: Z pewnego punktu widzenia... 17.03.05, 14:12 Scrivo, dokładnie to samo napisałam... zatem czekam az sie jakiś tata odezwie, tata z dziecmi przy sobie Odpowiedz Link
tricolour nie doczekasz się... 17.03.05, 14:14 ... tylko co z tego? Udowodnisz coś w ten sposób? Przeczytaj, co napisałem Scrivo. Odpowiedz Link
marta.sama Re: Z pewnego punktu widzenia... 17.03.05, 19:23 Kobieta, która bardzo sie napracowala, zeby rozbic moja rodzine i przekonac mojego meza, ze mu zle w malzenstwie zostawila swoja corke. Rozmawialam ostatnio z jej mezem... Sytuacja taka sama jak tych co tu pisza, samotnych mam z dziecmi i tatusiów bez dzieci ... tylko role odwrócone Odpowiedz Link
julka1800 Re: Z pewnego punktu widzenia... 17.03.05, 14:10 a wiesz dlaczego sprawy materialne zawsze będą nas dzieliły? To nie jest przypadek, masz rację, tak samo jak to ze w 99 % rozpadajacych sie związkach to kobieta zostaje z dziećmi a nie facet... Dlatego Jest tu jakis Pan, przy ktorym zostały dzieci? /tylko nie piszcie ze chcieliście ale wam nie wyszlo/ Odpowiedz Link
tricolour Nie ma tu panów... 17.03.05, 14:23 ... którzy wychwoują dzieci, bo to rzadkość. Bo od dawnych czasów facet brał pałę lub dzidę i lazł, by coś upolować do żarcia, a kobieta zostawała z potomstwem. Zostawała dlatego, że dla oseska jest ona jedynym źródłem "pożywienia"... i tak juz potem pozostaje... Dzisiaj jest tak samo, tylko styl polowania sie zmienił. Tylko styl. Odpowiedz Link
julka1800 Re: Nie ma tu panów... 17.03.05, 14:45 oj Tri... proszę Cie nie przywołuj tu czasów z epoki kamienia łupanego, bo te już mineły, a gdybym się myliła, to nie byłabym nazywana przez M w czasie trwania małzenstwa /jak juz odseparowałam syna od piersi i chciałam go jeszcze troche odchować/ cytuje - nierobem, ktoremu nie chce sie podjąć pracy zawodowej. Wydaje mi się ze idziecie panowie na łatwizne, a jeszcze krzyczycie ze płacicie to czy tamto exi... Wiesz dlaczego nie znam zadnego faceta po rozwodzie, który nie ułozyłby sobie życia i tylko jedna kobiete która ma ułozone życie. no chyba nie dlatego ze my wszystkie jestesmy takie bee... I proszę cie Tri nie musisz przyznawać tego głośno na forum, wystarczy ze zrobisz to po cichu ze mam troche racji Odpowiedz Link
tricolour Oczywiście 17.03.05, 15:11 że masz trochę racji. )) Po to dyskutujemy, sprzeczamy się, by znaleźć się w nowej sytuacji. Sami tacy mądrzy nie jesteśmy i warto korzystać z doświadczeń innych. Natomiast zdanie "nie znam zadnego faceta po rozwodzie, który nie ułozyłby sobie życia i tylko jedna kobiete która ma ułozone życie" jest zastanawiające i smutne... Odpowiedz Link
julka1800 Re: Oczywiście 17.03.05, 15:19 tak to jest smutne... ale byc moze to tylko w kregu moich znajomych tak sie dzieje, bo jak napisałam wczesnej nie znam tez zadnego ojca, przy którym zostałyby dzieci po rozwodzie, a jak napisłą Hela, ona takiego zna /przynajmniej napisa, ze zna takiego ktory walczy/ Odpowiedz Link
hela74 Re: Oczywiście 17.03.05, 18:27 tak to prawda, jego córka ma 16 lat i sama chce być z ojcem, matka nie chce jej puścić i tak przeciąga sie rozwód w nieskończoność, ale podziwiam tego faceta, naprawdę mu na dziecku zależy... Odpowiedz Link
bezecnymen Re: Nie ma tu panów... 17.03.05, 15:36 co to znaczy ułożyc sobie życie po rozwodzie??? Odpowiedz Link
julka1800 Re: Nie ma tu panów... 17.03.05, 15:59 to znaczy byc z kimś, nie na chwile czy dwie Odpowiedz Link
india8 Re: Z pewnego punktu widzenia... 17.03.05, 14:25 No a co powiecie o moim przypadku: głównie ze względu na prawdę obiektywną, czyli po prostu ze względów ambicjonalnych decyduję się na rozwód z orzeczeniem winy. Powiedziałam o tym mężowi i przyjął do widomości. Nie wiem, jak zachowa się dalej, ale nie widze powodu, dloa którego miłoby to być porozumienie styron - czego jak czego, ale porozumienia to chyba nie ma... Wszystkie kwestie finansowe i dzieciowe ustaliliśmy na razie "na gębę" dość dokładnie i - zgodnie z propozycją męża - bardzo dla niego niekorzystnie. lICZĘ NA TO, ŻE SPORZĄDZI ODPOWIEDŹ NA POZEW, W KTÓREJ POZYTYWNIE USTOSUNKUJE SIĘ do roszczeń i sytuacji. Na razie stara się w całej tej sytuacji zachowywać możliwie w porządku, a ja ? głupia? wierzę, że tak będzie do końca. Naiwnie? - być może... W razie czego - ok świadkowie i pranie brudów, ale może nie... Odpowiedz Link
tricolour Ambicja... 17.03.05, 14:36 ... poczucie sprawiedliwości i wartości własnej to ważne rzeczy i dlatego popieram Twoją decyzję ) Mąż jednak może wycofać się z ustnych ustaleń, a jak dokładnie przeliczy Twoje żądania, to mogą być schody... czego nie życzę. Odpowiedz Link
marta.sama Re: Z pewnego punktu widzenia... 18.03.05, 08:43 Ja też podjęłam decyzję, że nie zrezygnuję z orzekania o winie. Jestem w stanie rzeczowo odpowiedzieć na argumenty mojego męża, który jak sądzę będzie wyciągał każdy drobiazg na poparcie tego, że było mu ze mną tak źle, że musiał zdradzić, ale nie wystarczająco źle, żeby coś po sobie pokazać. Nie mam tłumu świadków, ale chcę postępować zgodnie z tym co czuję. Najwyżej sąd uzna, że nie ma wystarczających podstaw, by orzec wyłączną winę mojego męża tak jak ja wnioskuję. Zobaczymy... Odpowiedz Link
hela74 Re: Z pewnego punktu widzenia... 17.03.05, 14:54 ale Julko, szczerze mówiąc to ja znam osobiście jednego ojca, który już od ponad roku lat rozwodzi się z żoną i naprawdę walczy o dziecko jak lew. Ponadto znalazłam tu w internecie także forum ojców, którzy starają sie o prawa do wychowywania dziecka, ale masz rację kobiecie jest ciężej dać sobie z tym wszystkim radę.. Odpowiedz Link
latoja Re: z wina czy bez? 17.03.05, 14:33 Najgorsze jest niestety to, że walka o kasę , kto więcej wyszarpie budzi taką agresję, że dzieci dostają mocno popalić. Są zmuszone oceniać rodziców, a czasami wybierać między nimi. I to w nich zostaje. Odpowiedz Link
scrivo Re: z wina czy bez? 17.03.05, 15:13 Panowie forumowi, płacacy (i mogacy 5 razy więcej), skad wy jesteście, z kosmosu gdzieś? są tacy jeszcze? zazdroszczę małzonkom byłym i jeszcze obecnym. sama walczę (( o kasę z gościem ktory celowo poszedł sobie na zasiłek dla bezrobotnych by NICZEGO nie płacić. Cóż to za walka jak się ma za przeciwnika taką kupę (sory!) dziadostwa? NAwet nie można uczciwie rękawic załozyć ani walnąć gołą łapą bo i tak powietrze przed tobą. Boję się o swoją przyszłość, czy dam radę utrzymać mieszkanie i dzieci. Nie dostaję złamanego grosza od półtora roku i nie ma sposobu bym dostała. KOmornik nie wchodzi na zasiłki. Odpowiedz Link
julka1800 Re: z wina czy bez? 17.03.05, 15:25 Scrivo, rozumiem cie w zupelnosci, osobicie znam takiego co zwolnil sie z dobrze platnej pracy, i zatrudnil ...za 824 zl. Komornik nie wchodzi w gre, bo w miedzyczasie doszlo mu jeszcze jedno dziecko dodatkowo Odpowiedz Link
scrivo Re: z wina czy bez? 17.03.05, 15:31 żeby było zabawniej mój były pan już na kilka lat przed moją decyzją o rozstaniu groził że chce rozwodu a jak już się zdecyduje to ... puści mnie w skarpetkach bo właśńie przejdzie na zasiłek. I takoż postąpił z tym że to ja wreszcie złożyłam pozew. jego pogróżki skończyły sie na gadaniu. jak to u alkoholików. a swoją drogą, tyle lat permamentnej nietrzeżwości a główka pracuje...bystra bestia z niego Odpowiedz Link
latoja Re: z wina czy bez? 17.03.05, 15:52 Skrivo, co człowiek , to inna historia. Twoja sytuacja jest nie do pozazdroszczenia. Trafiłaś na wyjątkowego drania ale nie wszyscy są tacy, nie koniecznie trzeba ich nazywać kosmitami. Mój ex mąż sprawil mi wiele przykrości, jeszcze się zbieram w całość ale na dzieci płaci bez protestów. Przynajmniej narazie. Odpowiedz Link
bezecnymen Re: z wina czy bez? 17.03.05, 19:29 no tak a my tu obecni placimy bez kwękania że za dużo i nie mamy ochoty byłej puscic z torbami..i cóz z tego skoro i tak dostajemy po łbach że chcemy wiedzieć na co idą te pieniązki Odpowiedz Link
tricolour Pleciecie drogie Panie!!! 17.03.05, 16:09 Chyba z niewiedzy... Art 136. Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego mówi, że jak ktoś celowo obnizy swoje dochody, by nie płacić alimentów, to sąd może wziąć dochody sprzed 3 lat nawet!! Myslcie, co piszecie... Odpowiedz Link
julka1800 Re: Pleciecie drogie Panie!!! 17.03.05, 16:25 no nie zaraz mnie trafi !!!! pisałam o swoim przypadku: M zwolnił sie z pracy, podjął za 824 zł brutto, doszlo mu dziecko i moge sie skrecac i nic nie zrobie, zeby dostac alimenty, w dodatku w zwiazku z nowym dzieckiem Sad jeszcze obnizył alimenty na dzieci /alimenty ktorych i tak nie dostawałam ale to Sadu nie obchodzlo specjalnie/ Jeszcze raz prawo sobie a zycie sobie Odpowiedz Link
akacjax szarpanie przy "z winą" 17.03.05, 15:54 Ja będę wnosić bez orzekania o winie, ale jak jeszcze-mąż nie zgodzi się na rozwód(bo to dla niego niewygodne), będę musiała wnosić o orzeczeniu jego winy, a wtedy pewnie bedzie się to przedłużać, a ponieważ zawinił i udowodnię to , to jeszcze wezmę adwokata by mu podwyższyć wydatki. Bo strona jedyna winna rozkładu płaci też za adwokata strony wygranej i za koszty rozwodu!!!! Znam jednego co apelacyje składał od orzeczonego rozwodu, przegrał, a za przedłużanie, głupote i złosliwość więcej zapłacił. Odpowiedz Link
tricolour To co proponujesz... 17.03.05, 16:12 to nie jest sprawiedliwość, ale ZEMSTA. Uważaj, bo sama możesz za to zapłacić. Odpowiedz Link
scrivo Re: To co proponujesz... 17.03.05, 16:29 oj zgadzam sie, zemsta bywa slodka ale kto mieczem wojuje... tym barrziej ze sklady sedziowskie to tez tylko ludzie a kto wie na jakich trafisz. prawo sobie a niezawisly sad i tak kieruje sie poza przepisami równiez ich wlasna interpretacja. ostrzegam przed msciwoscia takze z powodu dyskomfortu, jaki to powoduje we wlasnym sumieniu. Odpowiedz Link
akacjax nie rozumiem 17.03.05, 16:33 Jeżeli facet nie zgodzi sie na rozwód, to ja mam mu przyklasnąć? Czy walczyć? Odpowiedz Link
akacjax A czytałeś pierwszą propozycję? 17.03.05, 16:31 Jestem uprzejma, nie chcę prania brudów, nie muszę kłamać, wystarczy sąsiadów za świadków.....ja akurat mam powód do obwiniania jeszcze-męża. I z tego powodu uprzejmie proponuję ugodę. Ale jeżeli nie chce, to wezme adwokata, nie ja będę się gimnastykować tylko on, za pieniądze pozwanego w efekcie. Ustępowałam kilkanaście lat. Odpowiedz Link
scrivo Re: A czytałeś pierwszą propozycję? 17.03.05, 16:44 jesli sie nie zgodzi bierz mecenasa i dzialaj. tym bardziej ze jak piszesz, ustepowalas kilkanascie lat. to wystarczajaca degeneracja twoje psychiki i kondycji rodziny. ale jesli przystanie na rozwod zdecyduj sie na to raczej bo sprawa w przeciwnym wypadku bedzie trwala latami az schudniesz, wylysiejesz i wpadniesz nie w dolek ale w lej po bombie. Odpowiedz Link
akacjax Re: A czytałeś pierwszą propozycję? 17.03.05, 17:34 Przecież nie po to proponuje bez orzekania by się po sądach włóczyć.Tylko by szybko i kulturalnie, nie wiem, czy drugiej stronie starczy kultury Odpowiedz Link
hela74 Re: A czytałeś pierwszą propozycję? 17.03.05, 18:42 akacjo, ja robię tak samo jak Ty, wniosłam pozew bez orzekania o winie, choć wina męża jest ewidentna, nawet chciałam byc na tyle uczciwa wobec niego i powiedziałam mu, że pomimo krzywd chcę sie rozstać ugodowo (czytaj: kulturalnie i szybko), a on na to, ze się nie zgodzi na rozwód, więc rzekłam, że jeżeli się nie zgodzi to zmieniam pozew na z orzeczeniem o jego winie, biorę adwokata, za którego on bedzie musiał zapłacić, jeżeli Sąd uzna jego winę... Jeszcze tego samego dnia zgodził sie na bez orzekania, zobaczymy tylko czy w Sądzie to podtrzyma... Odpowiedz Link
jarkoni Re: A czytałeś pierwszą propozycję? 17.03.05, 19:11 jak tu czytam o kobiecej mściwości, chęci zemsty, zgnojenia byłego za wszelką cenę...To coraz bardziej się boję...Chyba nie pójdę na sprawę..Mozna wysłać adwokata samego? Odpowiedz Link
hela74 Re: A czytałeś pierwszą propozycję? 17.03.05, 19:31 Chyba mnie nie zrozumiałeś... Ja nie chcę męża zgnoić, wręcz przeciwnie, chcę się rozstać kulturalnie o ile to mozliwe, dlatego składam bez orzekania o winie i nie chcę ani gnojenia ani prania brudów ani pieniędzy ani niczego podobnego. Wybacz jednak, jeżeli ja staram sie podejść mimo wszystko jak do człowieka, a on mówi ja Ci nie dam rozwodu, bo Cię kocham, a równocześnie robił to, o czym już wczesniej pisałam to co mam mu przyklasnąć w Sądzie i być szczęśliwa, a on iech dalej robi swoje... Dziękuję chcę jescze troche pożyć normalnie.. Odpowiedz Link
bezecnymen Re: A czytałeś pierwszą propozycję? 17.03.05, 19:35 kocham.....jak to łatwo powiedzieć... P.Szczepanik Odpowiedz Link
kruszynka301 Re: A czytałeś pierwszą propozycję? 17.03.05, 19:54 można wysłać samego adwokata Odpowiedz Link
akacjax na pojednawczą-sam adwokat? 18.03.05, 09:09 Tchórzysz Jarkoni? To nie będzie bolało, a sam będziesz mógł decydować o swoich sprawach. Odpowiedz Link
scrivo Re: na pojednawczą-sam adwokat? 18.03.05, 09:48 pojednawcza to formalność, kilka minut i po bólu, proste pytania o dane i decyzję, czy nie zmieniona i już. mnie najbardziej bolało spoglądać na tego człowieka po drugiej stronie sali jak na kogoś obcego. mimo krzywd i wielu złych wspomnień zawsze są gdzieś te dobre i nieodłącznie wiążą się z tym obcym facetem, który kiedyś był bliski. nie miałam ochoty go wtedy atakować ani nienawidzieć. było mi zwyczajnie żal, jego i siebie. ale i tak naważniejsze jest moje zycie więc w takiej chwili trzeba chłodno wziąć się w garść i do przodu. Jarkoni, a czy ty boisz się też wizyty u dentysty? Odpowiedz Link
czekolada72 Re: z wina czy bez? 18.03.05, 12:23 Przeczytalam caly watek kolejny raz i widze, ze chyba jestem tchorzem... nie zdecyduje sie na rozwod z orzekaniem, chce miec swiety spokoj, jak mu tak bardzo na tym zalezy... a, jak juz pisalam wczesniej, nie wychodzilam za niego dla jego pieniedz, wiec mam je w nosie.. ale tez sie panicznie bohe tych rozpraw Odpowiedz Link
neell5 Re: z wina czy bez? 18.03.05, 13:53 nie boję sie rozpraw (problem w tym ze to dłuzej sie ciagnie) i nie piorę budów (owszem sąd pyta o bardzo osobiste rzeczy) w końcu musi być pewny winy jednej ze stron. znając mojego męza nie daję mu zadnych podstaw aby mógłby mi coś zarzucić. Odpowiedz Link
perla01 Re: z wina czy bez? 18.03.05, 13:34 czekolada, pewnie Cię to nie pocieszy, ale każdy się boi. Ja też się strasznie bałam. I dlatego też taki rozwód bez orzekania jest lepszym rozwiązaniem - jak się dogadacie wcześniej i w sądzie walczyć nie będziecie - to tylko formalność. Dwie sprawy i koniec. A energię, którą człowiek ma przeznaczyć na walkę z byłym lepiej wykorzystać na co innego. To kiedy masz rozprawę żeby za Ciebie kciuki trzymać? Pozdrawiam ciepło. Odpowiedz Link
czekolada72 Re: z wina czy bez? 18.03.05, 13:43 rzecz w tym, ze my sie "nie dogadamy", bo ex unika jakiegokolwiek kontaktu ze mna ) 5 kwietnia, juz mi sie robi slabo doslownie, na sama mysl, jak ja do teg dozyje??? Odpowiedz Link
anja_pl Re: z wina czy bez? 18.03.05, 13:39 mój mąż nie wspomina o rozwodzie, nawet nie pisze, bo my ze sobą nie rozmawiamy, a wie, że na rozwód ja się nie zgodzę, i będzie sprawa o ustalenie winy, chyba nie zależy mu na nim i na niej, bo gdyby tak nie było, to może sam wystąpiłby o rozwód bez względu na wszystko z winą czy bez, jak myslicie? może chce mieć koło ratunkowe i mieć gdzie wracać ? nie wiem, gubię się, po jakim czasie zdecydowaliście się na podjęcie kroków rozwodowych ? Odpowiedz Link
anja_pl Re: z wina czy bez? 18.03.05, 13:59 julka1800 napisała: > a przyjelabys go z powrotem? raz tak, raz nie tak, bo było wspaniale nie, bo końcówka była delikatnie mówiąć: "kiepska" myśmy sie nigdy nie kłocili Odpowiedz Link
julka1800 Re: z wina czy bez? 18.03.05, 14:05 jakbym wyjeła twoje słowa z wlasnego zycia: my tez sie nie kłociliśmy, była sielanka, itd bach i polecialo, dosc szybko to ze ktos nie chce rozwodu nie zawsze oznacza ze chce ew powrotu, moze nie chce sie powtornie zenic wiec po co mu rozwod, jest cos takiego jak na kocia lapę macie dzieci? w jakim wieku? Odpowiedz Link
india8 Re: z wina czy bez? 18.03.05, 13:50 mój zachowuje sie podobnie, ale - po inicjowanych przeze mnie rozmowach - coraz mocniej zdaję sobie sprawę, że taka interpretacja (może chce mieć koło ratunkowe i mieć gdzie wracać ?) - identyczna jak Twoja to ganianie własnego ogona. Być może sami nie wiedzą, czego chcą, ale może po prostu nie zależy im na powtórnym małżeństwie, albo ich kobitkom na nim nie zależy. Możliwości tysiące... Ja już mam wszystko gotowe do złożenia pozwu. Teraz szukam argumentów przeciw rozwodowi, ale - mimo, że się staram i bardzo chciałabym je znaleźć - ni ma. Zwariujemy, jeśli będziemy na nich czekać!!! Niech spadają na drzewo. Iglaste. Z cienkimi gałęziami. A pod spodem będzie na nich czekało stado wrednych bizonów. O! Odpowiedz Link
anja_pl Re: z wina czy bez? 18.03.05, 14:02 podoba mi się to stado bizonów szkoda, że tury wyginęły, bizony w Ameryce, a tury u nas były Odpowiedz Link
neell5 Re: z wina czy bez? 18.03.05, 14:03 był moment ze chciał wrócić (pomijam fakt ze traktował to tak jakby nic się nie stało) zapytałam go tylko jak wyobraża sobie nasze dalsze życie - nie potrafił mi odpowiedzieć. Z bardzo cięzkim sercem pokazałm mu drzwi. I teraz wiem to była słuszna decyzja Odpowiedz Link