Pierwsze zgrzyty na linii ojciec-córa

20.03.05, 09:28
A miało być tak pięknie....
Wczoraj przyszedł ojciec do córy (5-letniej) na regularną wizytę. Nie wiem, o co dokładnie poszło (w każdym razie pokłócili się o jakąś bzdurę typu puzzle), ale w efekcie córa poszła z hukiem do swojego pokoju, zamknęła się w nim. Ojciec próbował interweniować, no ale że kompletnie nie zna charakterku córy, jeszcze bardziej rozwścieczył malucha, który oświadczył, że idzie ze mną do biura, i chce, aby tata wyszedł.......
Powyższa kłótnia wyniknęła z całkowitego niezrozumienia dziecka (nam też maluch urządza sceny, jednak trzeba go zostawić w spokoju na 10 minut, po tym czasie przychodzi do nas już uśmiechnięta). Oczywiście nie obyło się również bez komentarza, że nie potrafię wychować dziecka.

Teraz pytanie. Czy relacje ojciec-córa z biegiem czasu się nie skończą? Widzę, żę im córa większa, tym trudniej im jest dojść do porozumienia, pomimo szczerych chęci eksa, coraz mniej mają wspólnych tematów - eks ma umysł wybitnie ścisły, ma kłopoty z porozumieniem się z otoczeniem (do tego ma niezachwiane poczucie własnej nieomylności, co działa na jego rozmówców jak płachta na byka).
Córa z drugiej strony jest uparta, nie uznaje autorytetów (tzn nie wystarczy jej powiedzieć, że ma coś zrobić, trzeba jej wytłumaczyć, dlaczego, wtedy zrobi wszystko) - ekfektem ich charakterów była powyższa sytuacja. Obawiam się, że będzie się to nasilać.
    • kruszynka301 pytanie ogólne 20.03.05, 09:46
      czy są możliwe normalne relacje ojciec-córa, kiedy ojciec regularnie przychodzi na 2 godziny co 2 tygodnie od urodzenia dziecka? czy to nie jest utopia?
      • akacjax Re: pytanie ogólne 20.03.05, 10:52
        Mam co prawda tylko synów i to starszych, ale gdyby ojciec poświęcał tylko im
        te dwie godziny raz na dwa tygodnie to byłby luksus, gdyby czynił to od zawsze,
        może byłaby jakaś więź miedzy nimi. Mieszkamy razem dopóki chłopcy nie poszli
        do przedszkola był z nimi przez czas mojego pobytu w pracy, ze starszym miał
        jeszcze jakis kontakt(ale i dziecko ma otwarty chatakter), a młodszy-w ogóle,
        nawet nie chce go znać. Z tego wynika, że nie ilość, a jakość kontaktów. Gdyby
        ojciec dziecka chciał posłuchać Twoich rad, byłoby znacznie prościej, ale czy
        posłucha? U mnie nie udało się go namówić do posłuchania moich podpowiedzi( a
        sam miał beznadziejnego ojca, więc nie miał pojęcia, jak być dobrym ojcem).
    • tricolour A może... 20.03.05, 17:17
      ... inaczej się nie da. Może nasze oczekiwania, że bez rodziny da się stworzyć
      normalne relacje, jest utopią.
      Bo rodziny de facto nie ma. Małzonkowie nie mają ze sobą nic wspólnego, rzadko
      sie widują lub nawet nie chcą wcale się widywać. W tej sytuacji trudno mówic o
      pełnym rodzicielstwie.
      Zaczynam powoli godzić sie z sytuacją, że z córką prawie nie mam kontaktu...
      Najwyraźniej jest to kolejna cena za rozwód.
      Może inni potrafią inaczej - chylę czoło...
      • india8 Re: A może... 20.03.05, 17:31
        tri, nie załamuj mnie

        > Zaczynam powoli godzić sie z sytuacją, że z córką prawie nie mam kontaktu...
        > Najwyraźniej jest to kolejna cena za rozwód.

        to jest najgorsze, co możesz zrobić, powiedzieć, na co możesz sie zgodzić

        nie wolno, po prostu nie wolno Ci tak odpuszczać sobie dziecka, Twojego
        dziecka, które ma ojca - Ciebie i nic tego nie zmieni (nawet pięciu innych
        tatusiów i matka razem wzięci)

        szukaj innego rozwiązania - w tych sprawach (tak uważam) poczucie dumy i takie
        tam ambicjonalne kwestie można wyrzucić na śmietnik

        tu liczy się jakaś elementarna ludzka przyzwoitość i fakty

        sorry, że się wściekamsmile, ale rozkładanie rąk w geście bezradności w takich
        sprawach doprowadza mnie do szewskiej pasji, bo to wygodnictwo
        • bezecnymen Re: A może... 20.03.05, 17:42
          indio masz racje, ale pewnych zaszlości juz się cofnąć nie da,
          pewnie...probowac trzeba, ale szanse na odbudowanie czy jak w niektórych
          przypadkach zbudowanie więzi z rodzicem wizytacyjnym sa nader niewielkie...
        • kruszynka301 Re: A może... 20.03.05, 18:14
          indio, to nawet nie chodzi o odpuszczenie - po prostu z biegiem czasu ojciec staje się dla dziecka obcym człowiekiem, i jest to proces powolny, niedostrzegalny od razu - do tej pory myślałam, że wszystko jest w porządku.
          • india8 Re: A może... 20.03.05, 18:27
            ja rozumiem, że pewne procesy "się dzieją", ale godzenie się z tym jest dla
            mnie niedopuszczalne

            być może naiwnie, ale uważam, że póki żyw powinien próbować zaczynać od nowa -
            być może kiedyś zaskoczy, znajdą kontakt; jeśli nie - jest dziecku coś winien -
            niech da mu pewność, że mu na dziecku zależy

            dzieciak kiedyś to zrozumie, może...

            (piszę o facecie, ale chodzi oczywiście o obie płcie)
            • latoja Re: A może... 20.03.05, 19:20
              Ja obserwując moje dzieci widzę, że one potrzebują potwierdzania o
              zinteresowaniu ze strony ojca. Róznie reaguja ale chcą czuć,że nadal istnieją w
              jego życiu,że z nich nie zrezygnował. India moim zdaniem ma rację nie
              rezygnujcie z próbowania.
        • tricolour Dziwnie... 20.03.05, 20:43
          ... sie jakos zachwujecie. Nie ma co tak histeryzować od razu.
          Nie napisałem przecież, że rezygnuję z dziecka!! Co tez Wam do głowy
          przyszło... zupełnie nie rozumiem.
          Chodzi o to, że godzę się z sytuacją, jaka jest i nie chcę jej zmieniać wbrew
          woli dziecka. Zresztą zasięgnąłem poprady specjalisty w tej materii i jest to
          dobre rozwiązanie.
          A nabieranie mnie na ludzką przywoitość i inne poczucia winy nie udadzą się.
          Podobnie z "wygodnictwem", które ma niewiele wspólnego z dojrzałością i
          cierpliwością.
          smile))
          • india8 Re: Dziwnie... 20.03.05, 21:03
            no nie krzycz już na mnie

            skoro jest tak, jak teraz napisałeś, to przepraszamsmile

            • tricolour Hm... 20.03.05, 21:08
              Po tym co napisałaś, też mam ochotę powiedzieć "przepraszam", co niniejszym
              czynię wink))
              • india8 Re: Hm... 20.03.05, 21:15
                no, to po sprawie
                a nie mówiłam, że porządni ludzie tu mieszkają...

                ale fajnie...!
                ;DDDD
                • bezecnymen Re: Hm... 21.03.05, 06:41
                  nie wszyscy oj! nie wszyscy...
                  poczułem sie urazony opinią, jakoby miałbym byc porządnym czlowiekiemsmile
                  • india8 Re: Hm... 21.03.05, 06:50
                    jakoś to udźwignieszwink
                    • bezecnymen Re: Hm... 21.03.05, 07:55
                      wiem, każdy musi dźwigać swój krzyż...
                  • jarkoni Re: Hm... 21.03.05, 21:18
                    Ja też jestem raczej wizytowym ojcem dla córek i boli mnie to..Moze się zmieni
                    z czasem..Boli mnie, bo to moja wina głownie...
          • latoja Re: Dziwnie... 21.03.05, 08:07
            Uderzyłeś w nasz czuły punkt i ... sie odezwałyśmy ale cieszę się , że to było
            tylko nieporozumienie. Wczoraj nie miałam okazji ale dzisiaj nadrabiam i
            przepraszam za złe odczytanie Twoich intencji.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja