kruszynka301
20.03.05, 09:28
A miało być tak pięknie....
Wczoraj przyszedł ojciec do córy (5-letniej) na regularną wizytę. Nie wiem, o co dokładnie poszło (w każdym razie pokłócili się o jakąś bzdurę typu puzzle), ale w efekcie córa poszła z hukiem do swojego pokoju, zamknęła się w nim. Ojciec próbował interweniować, no ale że kompletnie nie zna charakterku córy, jeszcze bardziej rozwścieczył malucha, który oświadczył, że idzie ze mną do biura, i chce, aby tata wyszedł.......
Powyższa kłótnia wyniknęła z całkowitego niezrozumienia dziecka (nam też maluch urządza sceny, jednak trzeba go zostawić w spokoju na 10 minut, po tym czasie przychodzi do nas już uśmiechnięta). Oczywiście nie obyło się również bez komentarza, że nie potrafię wychować dziecka.
Teraz pytanie. Czy relacje ojciec-córa z biegiem czasu się nie skończą? Widzę, żę im córa większa, tym trudniej im jest dojść do porozumienia, pomimo szczerych chęci eksa, coraz mniej mają wspólnych tematów - eks ma umysł wybitnie ścisły, ma kłopoty z porozumieniem się z otoczeniem (do tego ma niezachwiane poczucie własnej nieomylności, co działa na jego rozmówców jak płachta na byka).
Córa z drugiej strony jest uparta, nie uznaje autorytetów (tzn nie wystarczy jej powiedzieć, że ma coś zrobić, trzeba jej wytłumaczyć, dlaczego, wtedy zrobi wszystko) - ekfektem ich charakterów była powyższa sytuacja. Obawiam się, że będzie się to nasilać.