rozwód z orzekaniem o winie

06.05.05, 10:32
Witam Mąż odszedł ode mnie i od naszych dzieci (5lat i pół roczku) do innej
kobiety, która oczywiscie wiedziała o jego sytuacji rodzinnej. Stara się
wymusic na mnie rozwód bez orzekania winy i robi to na wszelkie możliwe podłe
sposoby, a ja jak na razie nie ustępuje....Na razie krucho u mnie z
pieniędzmi, ale wiem ze i tak będe musiala złożyc pozew o rozwód i udowodnic
mu jego winę. Czy ktos z Was przez to przechodził i moze napisac jak takie
sprawy tocza się w sądzie, jakie potrzebne są dowody. Mąż opowiadał o tej
kobiecie innym, ale ja osobiscie jej nie widzialam tylko z nią rozmawialam i
to tez telefonicznie. Wiem, ze będzie kłamal i oszukiwał, juz to robi
tlumacząc wszystkim ze to ja go wyrzuciłam z mieszkania i byłam okropną,
wstrętną żoną. Z dziećmi nie utzrymuje kontaktu, co tez zwala na mnie.
Smutne jest to że nowa "laska" potrafiła dokonac tego, ze zapomniał o całym
świecie, o dzieciach....ze z fajnego faceta zamienił się w obcego faceta!!!!
    • anja_pl Re: rozwód z orzekaniem o winie 06.05.05, 10:51
      a czemu chcesz się zgodzić na rozwód?
      nie lepiej poczekać, aby On złożył pozew?
      On wtedy ponosi koszty sprawy i zawsze się możesz nie zgodzić, a wtedy musi być
      orzeczenie o winie, jeśli zapadnie wyrok o rozwodzie,
      i to On musi dostarczyć dowody, że Ty jesteś winna,
      sprawę o alimenty załóż już teraz, nie musicie mieć rozwodu, aby sąd przyznał
      Ci alimenty,
      walcz o swoje,
      zbieraj dowody Jego winy, może Ci się to kiedyś przydać,

      • gosza26 Re: rozwód z orzekaniem o winie 06.05.05, 11:11
        Może byc troche nieskładnie bo dzisiaj coś zdrowie mi szwankuje, ale spróbuje...

        Pisze o sytuacji mojego partnera, który dostał rozwód z orzeczeniem winy byłej
        żony oraz opieke nad synem(prawda jaka niecodzinna sytuacja??!!).

        Jesli wystapisz o orzeczenie winy męża to Ty będziesz musiała mu ja
        udowodnić:świadkowie, dokumenty, zdjęcia-co tam jeszcze. On może wszystkiego
        sie wyprzeć, a Ty bedziesz musiała miec kwity.

        Teraz sobie odpowiedz na pytanie:po co Ci orzeczenie??? Bo jesli dla
        satysfakcji to nie warto!!! Czemu tak twierdze, bo rozwód M. trwał 3 lata(2
        lata w I instancji-gdzie eks bo bólu przedłużała sprawe-powołując i odwołując
        świadków, niestawiając się itd; a potem rok trwało zanim sprawa została
        roztrzygnięta w sądzie apelacyjnym-oczywiście to ona wnosiła apelację);

        Opieke nad dzieckiem ( które od zawsze mieszkało z ojcem ;to ona się
        wyprowadziła zostawiając dziecko)odpuściła dopiero po opinii z rodka, która
        jednoznacznie określiła,że w procesie wychowawczym nie uczestniczy od lat(to
        łagodniejsze stwierdzenie pośród tych które tam były zawarte).

        Chociaż M. bronił sie sam, myślę,że bez adwokata się nie obejdzie.

        decyzja nalezy do Ciebie
        • plathess Re: rozwód z orzekaniem o winie 06.05.05, 15:37
          Orzeczenie o jego winie potrzebne jest jej dla szmalu. Pisze tu o tym dość
          jasno.
          A o co jeszcze mogłoby chodzić?
          Szmal, szmal, szmal - 3 wasze bóstwa, kobiechy!
          • tricolour Aaaaa.... 06.05.05, 17:05
            ... widzę, że nasz wielce nieprzyjemny plathess ma kłopoty finansowe. Trzeba
            płacic byłej żonie, a nie chce, co?
            Dlatego taki cięty na kobiety i kilka złotych.

            Czy chce, czy nie chce, to płacic bedzie. Tak jest dobrze.
            • akacjax Re: Aaaaa.... 06.05.05, 17:28
              Myślę, że on ma taką historię: żona nie pracowała, tylko on. I uważa, że on
              wszystkiego się dorabiał sam, a tu jakieś rozstanie(no z takim mądrym inaczej
              trudno wytrzymać)i podział majątku. I tu zdziwienie-żonie należy się połowa?
              Dlaczego tego nikt wcześniej nie powiedział? Oj, nie pracowała, a kasę
              chce...itd w tym stylu.
              Wg niego kobiety wychodzą za mąż dla kasy, dzieci rodzą-by utrzymać przy sobie
              męża-dla kasy, jak mąż bije, to dlatego, że już nie wytrzymał ile chciała kasy.
              jak zdradza, też by nie patrzeć na tą, która chciała tyle kasy....
              I w ogóle to wszystkie takie same....tylko myślą o kasie.

              O jakiż płytki świat widziany tylko przez pieniądze. Taki świat bez pozytywnych
              uczuć. Świat wg plathess'a...
              • tricolour To nie żona... 06.05.05, 17:30
                ... chce kasy, to nie ona ma fioła na punkcie złotówek. To nasz plathess -
                skąpiradło.
                • plathess Kulą w płot! 13.05.05, 23:48
                  tak się składa, że nie muszę płacić byłej żonie (bo żadnej byłej nie mam) ani na
                  dzieci, bo z dziećmi żyję po jednym dachem (żoną i psem też, też pod jednym
                  dachem smile
                  ale tak poza tym to prawda.
                  chodzi o kasę.
                  i ten właśnie problem mnie dręczy. Myślę o przyszłości uncertain
                  • marta.sama Re: Kulą w płot! 14.05.05, 00:02
                    przyszłość jest konsekwencją przeszłości. Pewne sprawy da się zamknąć, tak jak
                    zamyka się za sobą drzwi ostatni raz, a innych nie da się "skreślić" = dzieci :-
                    ( i to co będzie ich "bagażem" na przyszłość, to co zaważy na ich przyszłych
                    związkach i na tym, czy im się powiedzie, czy zaufają, czy nie nauczą się
                    myśleć w kategoriach: "nie ma problemu, jak jest źle to się zostawia to
                    wszystko... Przecież tak ludzie robią, mnie tata zostawił i jakoś żyję"

                    Mam nadzieję, że cudzysłów nikomu nie umknie. Bardzo nad tym pracuję, i mam
                    nadzieję, że będę tylko obserwować szczęśliwe związki moich dzieci mimo traumy,
                    której niewątpliwie doświadczają.
                  • india8 Re: Kulą w płot! 14.05.05, 09:33
                    plathess, Ty musisz być bardzo chłopie nieszczęśliwy...
                    z żoną, dziećmi i psem pod jednym dachem żyjesz, a jeszcze żale na kobiety na
                    forum wylewasz

                    wziąłbyś się chłopie do roboty, jak się zmęczysz prawdziwym życiem, to Ci sie
                    może trochę poukłada tu i ówdzie

                    a poza tym spróbuj rozwiązać własne problemy, zanim się zabierzesz za
                    rozwiązywanie cudzych

                    każdy tu jakoś myśli o przyszłości
                    i co, dziwisz sie, że kobietom na kasie zależy - a jaką ja mam gwarancję, że ex
                    będzie dawał jakąkolwiek kasę, jeśli oszukał mnie w sprawach zasadniczych -
                    skąd wiem, że nie zrobi mnie w konia i nie zwieje, zostawiając mnie bez żadnego
                    wsparcia finansowego
                    a głupia nie jestem (aż tak) - wiem, że na założonym poziomie życia sama sobie
                    finansowo nie poradzę (na razie)

                    małżeństwa podejmuja zobowiązania finansowe na jakis tam - czasem długi - okres
                    potem co - radź sobie babo sama?
                    bez przesady
                    z jakiej racji?
                    jesli facet okazał się dupkiem, to przynajmniej tego - pomocy finansowej - mam
                    prawo od niego oczekiwać

                    to takie ogólne dywagacje odnośnie do Twoich utyskiwań

                    Ty pamietaj, Plathess, o jednym - wszystko ładnie pięknie, ale nie znasz na
                    tyle sytuacji poszczególnych tutejszych bywalczyń, żeby wydawać opinie o ich
                    priorytetach życiowych, opierając się wyłącznie na jakichś jednostkowych
                    postach, pisanych często pod wpływem chwili lub przedstawiających problem
                    ogólnie

                    wiem, że mi odpowiesz - zależnie od humoru będziesz ujmujący albo chamski - ale
                    przemyśl to, plis, bo ludziom bezinteresownie przykrość robisz

                    PS. a może na tym byś zarabiał? na robieniu ludziom przykrości? jesteś w tym
                    naprawdę dobry... i o przyszłość się nie będziesz musiał frasować... a klientów
                    zawsze znajdziesz...
                    pewnie Tri będzie zainteresowany big_grinDD
                    wink
                    • tricolour Nie chcę :P 14.05.05, 09:53
                      Nie chcę zarabiać na czyimś frasunku, smutku.
                      Lubię za to słowne polemiki i zmaganie się z trudnymi sprawami. Natarczywy
                      język, którym sie posługuję jest narzędziem, którym chcę zachęcić (zmusić) do
                      dyskusji, a nie pociskiem obliczonym na jak największe straty adwersarza.

                      A poza tym życzę wszystkim miłego weekendu. smile)
                    • plathess Re: Kulą w płot! 14.05.05, 12:57
                      I o to chodzi. Ze wam, kobietom wydaje się, że macie prawo oczekiwać od faceta
                      wsparcia finansowego. A ja uważam, i wiem że mam rację, że samo małżeństwo (nie
                      mówimy o prawie stanowionym) nie daje takiego prawa. Dwoje ludzi się łączy,
                      potem rozstaje, stają się ponownie dla siebie obcy (często tu czytam wypowiedzi
                      kobiet nienawidzących swoich ex, czujących do nich obcość itd.), więc niby
                      dlaczego jedna strona miałaby łożyć na drugą?
                      Inna kwestia to alimenty na dzieci. Mniej nerwowo podchodziłoby wielu facetów do
                      tej kwestii gdyby sądy sprawiedliwiej trakowały oboje rodziców. Dzieci prawie
                      zawsze stanowią kartę przetargową kobiet (wyższe alimenty, widzenia); alimenty
                      choć formalnie są przyznwane dzieciom a ich matki tylko występują w ich imieniu,
                      są rzeczywistą własnością tychże matek. Nie ma czegos takiego jak w domach
                      rodzinnych, gdzie trzeba bodaj co miesiąc przedstawiać rachunki na co się wydało
                      pieniądze - czy rzeczywiście na dzieci.
                      Oburzenie?
                      Czemu nie miałoby by tak być? Tam gdzie się powierza pieniądze, tam trzeba się z
                      nich rozliczyć( to NIE SĄ pieniądze matki a ich WSPÓLNEGO dziecka). Tym bardziej
                      gdy ojciec jak i matka mają prawo decydować o tak zwanych ważnych sprawach
                      dziecka, gdy ojciec uczestniczy w jego wychowaniu.

                      Inna sprawa: owszem, nie znam dokładnie sytuacji poszczególnych osób.
                      Ale która z was je zna? Jesteśmy w tej samej sytaucji. Wy ich problemy
                      postrzegacie z jednej strony (strony kobiety), ja z tej drugiej.
                      Dalej: skoro nie rozwiązałem swoich problemów to nie powinienem się wypowiadać?
                      To która z was mogłaby to robić? Ktora z was swoje problemy rozwiązała?

                      Nie atakuję nigdy ludzi, z ktorych nie wyziewa cwaniactwo, wredota, zwykła podłość.
                      Trudno przejść obok postu, w którym "jakaś" radzi się, jak by tu spreparować
                      "fakty" na męża, bo chce się z nim rozwieść a tak nieszczęśliwie się składa, że
                      mąż ani jej nie bije, nie pije wódy i ogólnie jest ok, tylko że już taka nie
                      moze na niego patrzeć bo na przykład ma innego, ale chciałaby by płacił na nią
                      kasę, zostawił mieszkanie etc.
                      Wkurw... mnie fakt, że stoję na przegranej pozycji w Polsce tylko dlatego, że
                      jestem mężczyzną. I że non stop czytam jak przerąbane mają kobiety w naszej Polszy.
                      Moja żona może się puszczać na lewo i prawo, być alkoholiczką, nie pracować,
                      olewać dzieci - a jeśli tylko postanowi dać mi kopa, sąd w osobie jakiejś cipy
                      jej daje wszelkie prawa, staje po jej stronie, odseparowuje mnie od własnych
                      dzieci - bo czymże są widzenia raz w tygodniu czy nawet miesiącu w porównaniu z
                      codziennym życiem pod jednym dachem?!
                      Sąd nie bierze dobra dzieci pod wzgląd, tylko dobro matki. Są do poczytania w
                      necie wypowiedzi takich dup-sędzin, które wprost mówią, że dobro matki jest
                      toższame z dobrem dziecka. I nieważne, że matka jest taka czy owaka. Jest matką,
                      choćby dziecko lała czym popadnie. Jest matką.


                      Itd. itp.
                      • alexandra74 Re: Plathess, co ty nie powiesz?... 14.05.05, 13:54
                        Nie atakujesz? A kobiet na "Aborcji" to czsami nie atakowałeś? Bo coś mi się
                        zdaje, że jadnak tak. I nie było tam cwaniacta, wredoty ani zwykłej podłości.
                        • jarkoni Re: chcę zobaczyć 14.05.05, 14:40
                          alexandro daj mi link do tych aborcji proszę, bo akurat powyżej plathess
                          całkiem miał logiczny wywód...Staram się być obiektywny i nawet jeśli kobiety
                          na mnie naskoczą, to wiem to JA, że moja żona kłamstwami chce wymusić rozwód z
                          orzeczeniem o mojej winie...Ciekawe dlaczego...
                          • alexandra74 Re: chcę zobaczyć 14.05.05, 15:03
                            Przykro mi, Jarkoni, nie mogę dostarczyć Ci na to dowodu, ponieważ posty (w
                            liczbie bodajże 2) zostały usunięte przez którąś z administratorek forum.
                            Nie twierdze, że wywód jego był nielogiczny, jednakże nie lubię pisania
                            nieprawdy.

                            Jeszcze co do postów na Aborcji - były obraźliwe, a tam takowe bez ogródek się
                            usuwa. Jeżeli sobie dobrze przypominam było coś w stylu:"może jeszcze
                            chusteczkę podać, paniom morderczyniom?" oraz "może ktoś potrzebuje
                            współczucia, ale na pewno nie one (czyt. kobiety po aborcji)". Było to
                            napisane "ni z gruszki, ni z pietruszki", przez osobe, która wpada na forum,
                            pieprznie coś bez zastanowienia i ucieka siać ferment gdzie indziej.

                            Skorzystałam z wyszukiwarki i wynalazłam te jego monotematyczne brednie, powiem
                            więcej: uwzięłam sie na niego, bo to nie jest człowiek odpowiedni do dyskusji.

                            Natomiast starm sie nie wypowiadać w temacie rozwodu, bo po przeczytaniu kilku
                            informacji nie można obiektywnie ocenic sytuacji.
                            Pozdrawiam
                            • tricolour Uwzięłam sie na niego... 14.05.05, 16:20
                              "uwzięłam sie na niego, bo to nie jest człowiek odpowiedni do dyskusji" -
                              oznacza dla mnie tyle, że bez względu na to, co Plathess powie, to i tak ma
                              przechlapane.
                              Na dodatek powiem Ci, że też uważam, że aborcja to MORDERSTWO. Każde zabójstwo
                              jest morderstwem. Z definicji.
                              • scriptus Re: Uwzięłam sie na niego... 14.05.05, 18:17
                                Popieram, aborcja to morderstwo, powinna być zabroniona.
                          • alexandra74 Re: chcę zobaczyć 14.05.05, 15:31
                            Ma się jednak te możliwoścismile)

                            Odtworzone, skopiowane, przedstawiam Tobie Jarkoni i szanownym państwu do
                            wglądu, co napisał plathess na Aborcji. Tak apropo tego "nie atakowania".


                            plathess 06.04.2005 00:17 + odpowiedz


                            kimono24 napisała:

                            > jejku zaraz chyba strace cierpliwosc
                            >
                            > te zdjecia to zwykle oszustwo !!!
                            >
                            > a dla wahajacych sie - kurcze, sadze ze nie ma to wplywu
                            > widzialam te zdjecia przez zabiegiem - i mimo wszystko zrobilam to
                            >
                            > jesli ktos jest zdecydowany, albo wie ze podda sie aborcji nie zniecheca go
                            > jakies tam zdjecia ...
                            >
                            > m
                            BRAWO! ZAMORDOWAŁA WŁASNE DZIECKO I JESZCZE SIĘ CHWALI?!
                            CIEKAWE CO BYŚCIE POWIEDZIAŁY, GDYBY JAKIŚ GWAŁCICIEL, MORDERCA TAK SIĘ
                            PRZECHWALAŁ TYM, CO ZROBIŁ, W NECIE? PEŁNE OBURZENIE? NAMIARY NA POLICJĘ? A TU
                            NIC. NO NIC MOŻE POZA GRATULACJAMI I WSPARCIEM DLA MORDERCZYŃ. BRAWO!
                            • tricolour Zgadzam się z Plathessem... 14.05.05, 16:22
                          • alexandra74 Re: chcę zobaczyć 14.05.05, 16:11
                            Właściwie to o ten post mi chodziło. I jeszcze kilka wkleję zaraz.

                            plathess 03.04.2005 23:25 + odpowiedz


                            madzia1708 napisała:

                            > nie kopie się leżącego. Powiem Ci tak, że bardzo się mylisz z tym moim
                            > wybaczaniem. Akurat to forum mnie nie dotyczy, ja straciłam dziecko i wkurza
                            > mnie,że niektóre dziewczyny po aborcji też mówią, że straciły dziecko, a
                            > przecież same nie chciały mieć tych dzieci.

                            ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ...Najpierw zabiły, a teraz kreują się na ofiary... Może
                            jeszcze chusteczkę, panie dzieciobójczynie?

                            • tricolour Ma rację chłop. 14.05.05, 16:23
                          • alexandra74 Re: chcę zobaczyć 14.05.05, 16:15
                            I o tych postach Jarkoni też mówię. Teraz juz wiesz, czym on się zajmuje?

                            plathess 03.04.2005 23:15 + odpowiedz


                            smutna44 napisała:

                            > Zrobiłyśmy, ale wyciągnęłyśmy z tego czynu wnioski.
                            > Terri miała prawo żyć.
                            > Ma prawo też żyć córeczka Ewy Błaszczyk, mała Ola, która jest w śpiączce.
                            >
                            > Ma prawo żyć mój kuzyn, który według niektórych pewnie jest warzywkiem, ale
                            dla
                            > Fajnie, że WYCIĄGNĘŁYŚCIE WNIOSKI... Powiedzcie teraz to, morderczynie, swoim
                            ofiarom....
                            > swoich rodziców ich dzieckiem. Jego stan podobny jest do stanu Terri. Nikt
                            nie
                            > będzie go głodził na śmierć !!!




                            • Re: Terri Schiavo umarla dzis rano - ...
                            plathess 03.04.2005 23:21 + odpowiedz


                            smutna44 napisała:

                            > Zrobiłyśmy, ale wyciągnęłyśmy z tego czynu wnioski.
                            >
                            SUPER! Wyciągnęłyście wnioski.... Matko, jakie to okrutne... Powiedzcie to
                            swoim zamordowanym dzieciom, ofiarom swoich matek, morderczynie!.........
                            • tricolour W tych wypowiedziach..,. 14.05.05, 16:28
                              ... Plathes jest okrutny, to prawda. Nic też w zasadzie nie usprawiedliwa
                              okrucieństwa wobac obcych osób, ale...

                              Ktoś, kto przyznaje się do zabicia własnego dziecka i na dodatek stara się
                              zdobyć publiczne uznanie (albo lepiej publiczną zgodę) swojego czynu, to musi
                              zakładać, że zostanie POTĘPIONY.
                              Nie ma dla mnie różnicy w zabijaniu dziecka, czy dorosłego. Jedyna różnica to
                              taka, że dorosły może się bronić i dać w nos.
                              • alexandra74 Re: W tych wypowiedziach..,. 14.05.05, 16:43
                                Jest bezmyślny i podły.

                                Pasowałoby zagłębić się w wątek i istotę forum, a potem się wypowiadać.

                                Również tak uważam, to morderstwo. I co? To daje mi prawo do wyzywania od
                                morderczyń, dzieciobójczyń?

                                Też radze się zastanowić nad sobą, zresztą nie Tobie odpisywałam.
                                • tricolour Odpisywałaś publicznie... 14.05.05, 16:53
                                  ... więc się tak nie denerwuj. Chcesz, by do Twoich korespondencji nikt nie
                                  zaglądał - użyj maila.

                                  Za publiczne obrażanie mnie na forum mam prawo zażądać od admina usunięcia
                                  Twojego postu, ale nie zrobię tego. Chcę zobaczyć reakcje innych forumowiczów,
                                  by mieć jakiś układ odniesienia dla siebie...
                                  Nie jestem bezmyślny, ani nie jestem podły. Nikt, kto mnie zna nie ocenia mnie
                                  w ten sposób.
                                  Raczej Tobie zabrakło recjonalnego argumentu do dyskusji więc sięgnęłaś po
                                  epitety. To źle świadczy o Twojej umięjętności dyskusji, obronie własnego
                                  zdania i stanie emocjonalnym.

                                  I na koniec: matki, które zabiły dzieci, to dzieciobójczynie. Morderczyni
                                  małych ludzi.
                                  Z tego powodu chcą by uznano, że płód to nie człowiek. A co? PIES?
                                  • alexandra74 Re: Odpisywałaś publicznie... 14.05.05, 16:59
                                    Nie pisałam o Tobie, że jesteś podły i okrutny ale o Plathessie. Wybacz jeśli
                                    Cię uraziłam.

                                    Chodziło mi o to, że forum Aborcja zostało założone dla kobiet bardzo
                                    żałujących swojego czynu, starają sie utrzymywac tam kulturę i tolerancję a
                                    posty obraźliwe są usuwane.

                                    Pozdrawiam - morderczyni i dzieciobójczyni, która uważa że płód to człowiek.
                                    • tricolour Nie Ty masz przepraszać... 14.05.05, 17:05
                                      ... tylko ja. Za to, że ślepia kaprawe, mało widzące, a przez to źle
                                      przeczytałem pierwsze zdanie. Zmieniłem treść, a oberwałaś Ty. I za to
                                      przepraszam.

                                      Jest mi bardzo smutno, że podpisujesz się w taki sposób...
                                      • alexandra74 Re: Nie Ty masz przepraszać... 14.05.05, 17:11
                                        Mimo wszystko przepraszam również. Podpis był z mojej strony złośliwy, ale
                                        niestety prawdziwysad((
                                        Wiem, ze tu nie miejsce na takie dyskusje, ale jego ataki były tak bolesne, jak
                                        bezsensowne.
                                        Kończe już ten temat, pozdrawiam wszystkich i przepraszam za zamieszanie.
                        • plathess Re: Plathess, co ty nie powiesz?... 14.05.05, 17:12
                          alexandra74 napisała:

                          > Nie atakujesz? A kobiet na "Aborcji" to czsami nie atakowałeś? Bo coś mi się
                          > zdaje, że jadnak tak. I nie było tam cwaniacta, wredoty ani zwykłej podłości.


                          Tak, jeśli chodzi o aborcję to inna rzecz.
                          Tak podły czyn jak zbrodnia na własnym, całkowicie bezbronnym dziecku nie
                          mieści się w tak delikatnych określeniach jak: podłość, cwaniactwo, wredota.
                          Taka zbrodnia przechodzi wszelakie pojęcie.
                          MORDERSTWO będzie MORDERSTWEM.
                          W różnych czasach różnie nazywano różne czyny.
                          Żydów szczurami, Murzynów małpami, kobiety poślednimi istotami, niezdolnymi
                          samodzielnie myśleć - czy to była prawda?
                          Panowało powszechne przkonanie, że to "prawda najprawdziwsza", były różne
                          pisane i niepisane prawa o tym.

                          Dzisiaj kobiety uzurpują sobie prawo do bycia równiejszymi, żądają prawa do
                          mordowania do innych ludzi - I NA TO SIĘ NIE GODZĘ!!!!!!!!!!











                          • alexandra74 Re: Plathess, co ty nie powiesz?... 14.05.05, 17:21
                            I nikt nie mówi, że powinieneś sie godzić.

                            Ale nie atakuj, nie wyzywaj jeśli nie masz z tym nic wspólnego.

                            Nikt za te kobiety życia nie przeżyje i nie bedzie za nie cierpiał.

                            Mbie bardzo uderza Twoja nienawiść, to coś wręcz niespotykanego być tak
                            nakręconym. Zastanawiam sie dlaczego?

                            Byłam zawsze dla Ciebie bardzo niemiła, ale zastanawiam się dlaczego jesteś
                            jaki jesteś?
                          • alexandra74 Re: Plathess, co ty nie powiesz?... 14.05.05, 17:23
                            Aha, a aborcja dla mnie nie ma nic wspólnego z uzurpowaniem sobie prawa do
                            równości. Tylko problmu nie zlikwidujesz wylewając komus pomyje na głowę.
                      • india8 Re: Kulą w płot! 14.05.05, 17:07
                        Plathess, chwilę gadasz do rzeczy, a potem skręcasz w te swoje dupy itd. Nie
                        rozumiem po co. Ale, ok, nie musze rozumieć.

                        Chodzi tylko o to, że wszystkie kobiety podciągasz pod ten sam sznureczek - nie
                        jest tak. Nie miałam jeszcze przyjemności z polskim sądem, ale staram się
                        wszystkie kwestie, które ewentualnie mogłyby byc powodem sporu (tzn. kwestie
                        finansowe) rozwiązac wcześniej, w domu - przy kawie konkretnie.

                        I nie mów mi, że nie mam prawa oczekiwać (ja i wiele innych, oczywiście nie
                        wszystkie) wsparcia finansowego ze strony męża. Nie tylko dla dzieci. Dla
                        siebie też. Ileś lat temu, podjęliśmy kilka wspólnych decyzji, w wyniku których
                        zajęłam się bardziej domem i rodziną, niż swoją karierą zawodową - to była
                        wspólna decyzja, nasze życie było ukierunkowane "pod pracę męża". Z czym teraz
                        zostałam? A raczej z czym zostałabym, gdyby pilnie trzymała się tego
                        scenariusza i nie miała wolnego zawodu? A nie wszystkim tak dobrze. Niektóre
                        zostały z problemami, ze wspólnymi planami które nagle zaczęły być nieaktualne,
                        wpuszczone wyłącznie w dzieci i w zasadzie bez perspektyw itd. itp. Odbierasz
                        im to prawo? Podły jesteś czy zaślepiony tą swoją szowinistyczną mantrą?
                      • scriptus Re: Kulą w płot! 14.05.05, 18:52
                        nie zgadzam się z tobą, utrzymanie dzieci i żony należy do mężczyzny.

                        A narzekaniami, że pieniędzy jest za mało, po prostu nie należy sie przejmować,
                        kobiety najczęściej są ekspertkami w zakresie bezsensownego wydawania pieniędzy
                        i nigdy nie będzie dosyć. Jak jest co jeść, w co się ubrać, znaczy, że jest OK.
                        Jeśli jeszcze starczy latem na jakieś wakacje, od czasu do czasu coś
                        wyremontować w domu, wszelkie reklamacje rozpatrzone będą negatywnie, HOWK

                        A nawet, jak już wszystko popłacone i wydadzą resztę pieniędzy nie wiadomo na
                        co, to co za różnica, to już wtedy nie ma znaczenia... Tyle, ze one chciałyby
                        zamiast jedego niewiadomoco dwa niewiadomoca crying

                        Pamiętam, jak kiedyś pojechaliśmy do hipermarketu po zakupy. Trzy godziny moje
                        kochane dziewczynki chodziły po sklepie, wózek był tak pełen, ze już by się tam
                        nie dało dołożyć nawet jednego małego jajeczka. Rachunek z 500 złotych przy
                        kasie, a jakże, małżonek zapłaci, wróciliśmy do domu, proponuję - zjemy
                        kolacyjkę, okazało się, że w CAŁYCH ZAKUPACH trzy godziny chodzenia NIE BYŁO
                        ABSOLUTNIE NIC DO JEDZENIA poza butelką wina, którą sam tam gdzieś po drodze
                        nieopatrznie z nudów wrzuciłem do wózka. A pojechaliśmy po coś na kolację.
                        Wróciliśmy z niczym za 500 złotych, dwa razy chodziłem do samochodu po to
                        wszystko... Żeby chociaż jakiś batonik... koszmarne NIC!!!, Fakt, że zadanie
                        miały trudne, a ja się trzy godziny bujałem z synkiem na krokodylu, takim na
                        monety, zamiast im pomóc... musiałem potem dopiero pojechać po zakupy. Sam, w 20
                        minut kupiłem wszystko, co w domu potrzebne na dwa tygodnie, od papieru
                        toaletowego, proszków do prania, cukru i soli, do pieczywa, warzyw, mięsa,
                        wędlin i picia.
                        • india8 Re: Kulą w płot! 14.05.05, 19:00
                          medal za dwaniewiadomoca Ci się, Scriptusie nalezy...


                          big_grinDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                          • scriptus Re: Kulą w płot! 14.05.05, 19:03
                            ;DDDDDD
                            • scriptus Re: Kulą w płot! 14.05.05, 19:04
                              Doobra, już kończę zrzędzić...
                              • india8 Re: Kulą w płot! 14.05.05, 19:09
                                ależ nie kończ, zresztą - święta prawda z tymi zakupami - też bym je w kółko
                                robiła, gdyby tylko było za co big_grinDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                                • scriptus Re: Kulą w płot! 14.05.05, 19:12
                                  No przeciez wiem, a to wcale nie jestem seksistą ;DDDDDDDDDD
                                • anja_pl Re: Kulą w płot! 14.05.05, 19:20
                                  to ja nietypowa jestem, nie lubię zakupów,
                                  robię zakupy wtedy, kiedy to niezbędne, a dla siebie to prawie w ogóle,
                                  dzieciom szybciej...
                                  jedynie w szkółkach z roślinami dostaję zaćmienia,
                                  chociaż ostatnio tak jakbym jakiś hamulec w kieszeni miała sad
                                  • scriptus Re: Kulą w płot! 14.05.05, 19:48
                                    ja lubię kupować różne krzaczory na działkę, choinki i takie różne...
                                    • anja_pl Re: Kulą w płot! 14.05.05, 19:57
                                      no włąśnie i takie różne wink
          • scriptus Re: rozwód z orzekaniem o winie 14.05.05, 18:14
            Pewnie, że kobiecie, którą facet ZOSTAWIŁ Z DZIEĆMI jest potrzebny szmal.
            I jego psi obowiązek jest łożyć na swoje dzieci.

            Jak się chce wykręcić od utrzymania dzieci, to zwykły szmaciarz.

            I szmal nie wystarczy, powinien uczestniczyć w wychowaniu swoich dzieci.
            • plathess Mamuśki, won łapy od pieniędzy dzieci!!!! 15.05.05, 12:09
              A co wtedy gdy to ONA DAŁA MU KOPA, bo znalazła sobie gacha z większą kasą?
              Co wtedy gdy on płaci (i to niemało), ale jego ex, kochająca mamusia woli tę
              kasę wydać na siebie (bo co mi zrobisz?-na tej zasadzie). Dzieciom na co dzien
              musi starczyć margaryna i chleb, jakaś zupa, bo mama musi się wyszaleć: a to
              nowa kiecka, kino, jakieś lepsze winko do kolacji-dzieci w jednym pokoju z
              zakazem wychodzenia nawet do łazienki, WIELKA MAMUSIA z kolejnym w drugim.
              I co jej zrobisz? Ona przecież chce dobrze dla dzieci. Matka, choćby najgorsza,
              jest lepsza od najlepszego ojca - według dup-sędzin w tym kraju.
              Te alimetny są pieniędzmi DZIECI, NIE JEJ! Ale jak to wyegzekowować?
              Podczas odwiedzin, gdy dzieci wcinają znów tę z lekka nieświeżą margarynkę, na
              pytanie exa: Dlaczego nic lepszego nie mają na śniadanie (choć dzien wcześniej
              dostała alimenty NA DZIECI!!!) przeciąga się i chamsko rzecze: To kup jeśli ci
              zależy, nie bój się, nie umrą.
              To k.... człowieka zalewa, bo aż jedzie od niej alkoholem i zmęczeniem po
              całonocnej balandze.
              I co? Codziennie wypełniać lodówkę swojej byłej (w nadziei, że i dzieci NA COŚ
              się załapią nim wszystko wyżre ona i jej kolejny?!), sprawiać dzieciom pełną
              garderobę, bo ta..... kradnie pieniądze dzieci na swoje potrzeby!?
              To żadne wyjście. Utwierdzałoby ją w swojej pewności, że może, bo... jest matką.
              A takiej żaden sąd nie ruszy, choćby dzieci na ulicę wysłała na zarobek.
              I to TRZEBA ZMIENIĆ!!!!!
              • znowu.od.zera i to jest to 15.05.05, 12:22
                o czym sie nie mysli zazwyczaj wybierajac meza/zone.
                Ze to ma byc rowniez ojciec/matka MOICH dzieci.
                Ze moje dzieci beda z kolei do tej a nie innej kobiety mowic: babciu.

                I tego nie da sie cofnac/wymazac.

                i znowu mam dol.
              • tricolour Plathess... 15.05.05, 12:47
                ... jeżeli Twój post, to gdybanie i teoretyzowanie, to niczego sensownego nie
                powiem...

                Ale jeżeli masz takie doświadczenia, to sprawa może być poważna...
              • hela74 Re: Mamuśki, won łapy od pieniędzy dzieci!!!! 15.05.05, 12:58
                ależ plathess jeżeli jest taka sytuacja to ojciec naprwdę powinien sie zwrócić
                do Sądu o opiekę nad dziećmi albo cześć pieniedzy z alimentów zamiast płacić w
                formie gotówki przeznaczać dziecku na kupno garderoby bądź jedzenie w stołówce,
                jeżeli eks urządza balangi z kolejnymi kochasiami to bez wzgledu na to, czy
                jest to matka czy ojciec nalezy takowej osobie odebrać prawo opieki nad
                dziećmi, bo to antywzór, a dzieci i znajomi w takiej sytuacji nie maja nic do
                powiedzenia??? Nie moge uwierzyć, że Sąd przyzna prawo opieki takiej matce,
                jeżeli ojciec jest lepszy i takowych rzeczy nie robi.
                I taka moje mała uwaga: gdybys był objektywny to byś nie nazywał sędzin tak jak
                je nazywasz (oprócz Pań sedzin wśród orzekających o rozwodzie są wszakże też
                męscy sędziowie).
                Ty po prostu ziejesz nienawiścią, a jak ktoś zieje nienawiścią to tez nie
                potrafi dać dobrego przykładu i nie wychowa dobrze dzieci. Poprostu zamiast
                nienawidzić zacząć konstruktywnie działać i racjonalnie myśleć i ta uwaga
                dotyczy zarówno onego-eksa i onej-eks
                Pozdrawiam
              • latoja Re: Mamuśki, won łapy od pieniędzy dzieci!!!! 15.05.05, 19:07
                Ja nie mówię,że takie patologiczne sytuacje się nie zdarzają ale powinieneś się
                chyba Plathess realizować w pisaniu do brukowców.
                • plathess Re: Mamuśki, won łapy od pieniędzy dzieci!!!! 15.05.05, 22:28
                  latoja napisała:

                  > Ja nie mówię,że takie patologiczne sytuacje się nie zdarzają ale powinieneś się
                  > chyba Plathess realizować w pisaniu do brukowców.





                  Takich patologii jest więcej niżbyście chciały widzieć. Są też przypadki mniej
                  skrajne, ale koniec końców wychodzi na jedno: pieniądze nie idą na dzieci, tylko
                  na widzimisię ex.
                  Ciekaw jestem waszych reakcji, gdyby dzieci przyznano waszym ex, płaciłybście
                  ciężko zarobione pieniądze na dzieci, pragnąc dla nich jak najlepiej, a on -
                  mając za sobą całe to g.. sądownictwo - wydawałby kasę na papierosy, jakieś
                  piwko do obiadku i do kolacji, na jakieś kwiatki dla innej (no bo przecież
                  dżentelmen).
                  Może kiedyś sytuacja się zmieni i sprawa będzie miewała się odwrotnie. Tylko
                  czekać na posty sfrustrowanych kobiet ciągnących dwa etaty, bo tata dzieci, ich
                  eksio, zażądał i dostał wyższe alimenty. smile)))
                  • akacjax Ciekawe... 15.05.05, 23:09
                    Ilu facetów bierze na swoje barki zmaganie się z codziennoscią zajmowania się
                    dziećmi. Ilu podaje żony o alimenty, bo nie mają za co dziecku ugotować obiadu,
                    czy zapłacić na dodatkowe lekcje. Ilu lata do szkoły na wezwanie i bez, ilu
                    tłumaczy nastoletniemu synowi, że nie może kupić butów za 300 zł tak jak sąsiad
                    dziecku, bo zwyczajnie nie ma na to. Ilu mysli jak zapłacić za wszystko i
                    sprawić by dziecko nie odczuło, że drugi z rodziców je olał.

                    Nie mówię, że faceci nie przejmują się dziećmi, większość myśli o nich
                    poważnie, ale inaczej zajmować się na odległość inaczej na co dzień.
                    • znowu.od.zera jest roznie 15.05.05, 23:41
                      znam faceta, ktory zgodzil sie na rozwod bo zona sie zakochala w innym.
                      Sad przyznal prawo do opieki nad dzieckiem matce, jemu przyznajac prawo
                      do spedzania z dzieckiem co drugiego weekendu i czesciowo swiat.
                      I wszystko fajnie, tylko po rozwodzie okazalo sie, ze ona sie zakochala w
                      facecie z drugiego kranca Polski (poznala go w sanatorium)
                      i do niego wyjechala razem z czteroletnim synem.
                      I robi wszystko, zeby utrudnic kontakty dziecka z ojcem.
              • scriptus Re: Mamuśki, won łapy od pieniędzy dzieci!!!! 15.05.05, 23:35
                Nie wiem, drogi Pathlesie, co bym zrobił w takiej sytuacji.
                Mam nadzieję, że uda mi się jej uniknąć, mój syn ma 12 lat. Gdyby teraz została
                założona sprawa rozwodowa, pewnie to, znając szybkość i skuteczność polskich
                sądów potrwa ze 3lata, będzie miał 15. Taki już się nie da ocyganić, musi zjeść
                i się ubrać, nie dostanie od mamy, pójdzie do taty, lub odwrotnie. Jak skończy
                18, wtedy alimenty na swoje utrzymanie dostanie do ręki wprost on. A żona
                drugie, jeżeli będzie taka potrzeba.
                • akacjax Re: Mamuśki, won łapy od pieniędzy dzieci!!!! 15.05.05, 23:53
                  A może tak ktoś spróbuje konkretów(Plathess?).
                  Ile trzeba na utrzymanie dziecka no może w wieku przedszkolnym, ile w wieku
                  szkolnym, ile nastolatka?
                  • tricolour Jestem zainteresowany. 15.05.05, 23:57
                    Chętnie zobaczę jakies wyliczenie, czy cokolwiek, co da mi szreszy pogląd na
                    sprawę.
                    • hela74 Re: Jestem zainteresowany. 16.05.05, 00:00
                      ale Tri, to zalezy od standardu, w jakim zyje dziecko
                    • alexandra74 Re: Jestem zainteresowany. 16.05.05, 09:26
                      To może ja spróbuję.
                      Jesteśmy małżeństwem od 12 lat, mamy dwóch synów. starszy 11 lat, młodszy
                      niecałe 2 lata.

                      Ja pracuje w budżetówce, zarabiam ok. 930 zł. Mąż prowadzi działalność gosp.,
                      więc trudno to określić, nie wyliczam mu.
                      Czynsz za mieszkanie (58 m) wynosi 480 zł. Do tego tel. 120-150 zł, elektryka
                      jakies 60 zł, rata kredytowa za mieszkanie 100 zł, rata za samochód 250 zł, nie
                      licze opłat za tel. komórkowe.Razem - 1040 zł o ile dobrze policzyłam.

                      Jak więc widzicie mojej pensji nie wystarcza.Do tego płacimy 35 zł miesięcznie
                      za treningi starszego syna, ponieważ jest dobrze zapowiadającym sie piłkarzem,
                      więc nie chcelibyśmy tego zaniedbać. Robi sie katastrofa, gdy syn prosi o
                      pieniążki na obóz sportowy, bo to kwota rzędu 350-400 zł zależy jak na jak
                      długo i dokąd.

                      Kiedys próbowałam kalkulowac i wyszło mi, że żyjemy za około 2500 zł
                      miesięcznie. I nie narzekam, bo są rodziny, które o takiej sumie poga tylko
                      pomarzyć. Mam i takich znajomych, dla których 6000 zł miesięcznie to grosze.
                      Nie lubie tych nietaktownych ignorantów.

                      A poza tym kocham mojego męża bez względu na to, czy ma pieniądze czy nie. Bo
                      naprawdę nie o to w życiu chodzi.
                      • tricolour dziękuję, ale... 16.05.05, 09:51
                        ... moje pytanie dotyczyło kosztów utrzymania dziecka, a nie rat za samochód.

                        Mieszkanie, telefon, prąd i gaz kosztują tyle samo bez względu czy się nie ma
                        dzieci wcale, czy ma się piątkę. To są stałe i trudno zmniejszalne koszty.

                        Zgadzam się co do różnych standardów, ale z kilku wypowiedzi wywnioskuję ile
                        potrzeba na dziecko. Pytam, bo najzwyczajniej nie wiem.
                        • alexandra74 Re: dziękuję, ale... 16.05.05, 11:09
                          Sama też nie wiem, bo jak to policzyć? Ile kto miesięcznie zjada? 2 razy w roku
                          trzeba kupić buty za stówkę, nową kurtkę, spodnie, bieliznę. Nie można dokonać
                          wyliczenia na 1 dziecko i pomnożyć razy kilka. Można powiedzieć, ile średnio
                          wydaje sie na codzienne zakupy.
                          Opłaty nie są takie same, bo gdy nie ma dzieci to płacie się czynsz za 2 osoby
                          lub jedna, nie potrzeba też 3 pokojowego mieszkania. Nastolatek dużo i często
                          wisi też na telefonie. Ale alimenty przyznawane przez sąd w wysokości np. 200
                          zł (bez względu na to, z kim jest dziecko - pieniądze tylko na dziecko) są
                          smieszne, żenujące wręcz.
                        • burza4 Re: dziękuję, ale... 16.05.05, 13:49
                          tricolour napisał:

                          > Mieszkanie, telefon, prąd i gaz kosztują tyle samo bez względu czy się nie ma
                          > dzieci wcale, czy ma się piątkę. To są stałe i trudno zmniejszalne koszty.

                          Z telefonem zupełnie się nie zgodzę - zdaje się, że nie masz nastolatkismile w
                          domu. U mnie 90% połączeń to działalność córki. Co do reszty - ja osobiście
                          tych kosztów nie uwzględniam, chociaż fakt faktem - gdyby nie dziecko to np.
                          wybrałabym mniejsze mieszkanie, co za tym idzie - koszty czynszu byłyby
                          mniejsze, nie radykalnie, ale zawsze.

                          > Zgadzam się co do różnych standardów, ale z kilku wypowiedzi wywnioskuję ile
                          > potrzeba na dziecko. Pytam, bo najzwyczajniej nie wiem.

                          Mogę ci odpowiedzieć tylko tyle, że rozrzut może byc kolosalny. W zalezności od
                          wieku dziecka, ale i miejsca zamieszkania. Np. w Warszawie moja biedna siostra
                          płaci 350 zł za państwowe przedszkole. A oprócz przedszkola są jeszcze inne
                          koszty.

                          tytułem wprowadzenia - zarabiam nieźle ale nie powalająco, alimentów nie
                          dostaję od 3 lat. U mnie np. - 200 zł zajęcia dodatkowe, ok. 30 bilet
                          miesięczny, 100 zł obiady w szkole, 100 zl telefon (komórka+stacjonarny), leki -
                          w tym miesiącu ok. 200 zł (dziecko zdrowe, ale alergia na pyłki+trądzik), 30
                          zł - abonament na leczenie; nie mam pojęcia ile może kosztować jej udział w
                          domowym jedzeniu - 200 zł? kieszonkowe - 50 zł, jakieś szkolne wyjścia, kino
                          itp. - 50 zł. Szkoła naturalnie państwowa. Aha, mam jeszcze do zapłacenia 250
                          zl za konwersacje z angielskiego za drugie półrocze, bo przedtem zapomniałamsad

                          Ciuchy - hmmm - tu jest kwestia drażliwa, przyznaję bez bicia - ja wydaję dość
                          sporo, w tym miesiącu sweter, w zeszłym spodnie i 2 bluzki, muszę jeszcze kupić
                          buty, kostium kąpielowy. I tak dobrze, że dziecię przestało tak gwałtownie
                          rosnąć - poprzednio bywało, że CAŁĄ garderobę trzeba było wymieniać 2 razy w
                          roku.

                          Co do reszty - trzeba zorganizować wakacje, ferie itd. (jeden wyjazd na dobrze
                          zorganizowany obóz to 1500 zł); w roku córka jedzie gdzieś minimum 4 razy.
                          Zaraz po wakacjach - trzeba będzie kupić podręczniki - w zeszłym roku było to
                          ok. 500 zł, ciekawe ile będzie teraz, wyprawka do szkoły - niech będzie kolejna
                          100...

                          z większych wydatków ostatnich lat - meble do pokoju dziecka - 2 tys.,
                          ortodonta - 3 tys. Podaję, bo zdaje się, że alimenty powinny pokrywać
                          uśrednione koszty również takich ekstrasów...

                          I niech mi teraz kolega platess wyłuszczy, jak się ma do tego zasądzona kwota
                          250 zł i jakim to cudem mam skorzystać finansowo na alimentach, nawet gdybym je
                          na oczy widziała?
                          • alexandra74 Re: dziękuję, ale... 16.05.05, 15:33
                            A, właśnie. O podręcznikach nie pisałam, bo to "wrześniowy" problem, o
                            otodoncie tez zapomniałam, chociaż mój syn ana razie nosi aparat ruchomy, więc
                            za darmo.
                            • plathess Rzecz nie w tym... 16.05.05, 16:50
                              Ja bym jeszcze wymienił kaskę za balet córki, naukę jazdy na koniu, obowiązkowo
                              przynajmniej 100 zł kieszkonkowego - nie, no panie, w ten sposób daleko się nie
                              zajdzie. Mówmy o podstawowych potrzebach dziecka a nie o luksusach w kraju, w
                              którym miliony dzieci nie je ciepłego posiłku raz dziennie!
                              Nie twierdzę, że tego wszystkiego kochający rodzic nie chce dać swojemu dziecku,
                              ale nie podciągajmy tego pod wydatki na dziecko. Jeśli ma i dziecko kocha, to
                              da. Nie do ręki często znienawidzonej połowicy, ale wprost dziecku (w
                              nastoletnim wieku), niezależnie od zasądzonych alimentów.
                              Wyobraźcie sobie sytuację taką, gdy coś takiego jak pieniądze inne niż zarobione
                              przez was NIE ISTNIEJĄ. Czy wtedy te 'niezbędne' wydatki dalej takimi byłyby?
                              Non stop płaczecie, jak mało zarabiacie, najwyżej coś około tysiączka, zatem
                              wizyta u ortodonty byłaby nieosiągalna I MUSIAŁOBY TAK BYĆ. I koniec.
                              • india8 Re: Rzecz nie w tym... 16.05.05, 17:05
                                Plathess - jasno wyłuszczyłeś o co Ci chodzi. Zrób zatem krok kolejny.
                                Przedstaw swoja listę - napisz CO i ewentualnie JAKIEJ JAKOŚCI można podciągnąć
                                pod konieczne potrzeby.
                                Ja muszę właśnie zrobić podobne zestawienie - przydaj sie, chłopie i pomóż -
                                pokaż męski punkt widzenia.
                              • burza4 Re: Rzecz nie w tym... 16.05.05, 17:41
                                plathess, kolego - przyjmij do wiadomości, że to nie są żadne luksusy -
                                koleżanki mojej córki z bardzo przeciętnych domów chodzą na jeszcze więcej
                                zajęć! a takie po prostu są ceny. Nie sprowadzaj dyskusji do tego, że we wsi na
                                Podlasiu 5-osobowa rodzina zyje z 400 zł renty babci, bo nie o to chodzi. Ja im
                                współczuję, ale nie widzę powodu, żeby stosować ich standardy w odniesieniu np.
                                do tatusiów którzy zarabiają 3 tysiące

                                > Wyobraźcie sobie sytuację taką, gdy coś takiego jak pieniądze inne niż
                                zarobione > przez was NIE ISTNIEJĄ. Czy wtedy te 'niezbędne' wydatki dalej
                                takimi byłyby?

                                Wyobrażamy sobie - i wydajemy tyle samo. Nie doczytałeś chyba, że od 3 lat
                                alimentów nie widziałam? to są moje wydatki i ja o nich decyduję nie oglądając
                                się na ojca. Nie oczekuję od eksa, że będzie partycypował w zakupie butów za
                                300 zł - bo teraz go na to nie stać. Co więcej - gdybym z nim została, to i
                                mnie nie byłoby stać, bo eks trochę kosztowny byłsmile Zasada jest prosta - ten
                                kto więcej zarabia, więcej powinien dawać na dziecko, tak, żeby ono finansowo
                                chociaż nie odczuło braku rodzica.

                                > Non stop płaczecie, jak mało zarabiacie, najwyżej coś około tysiączka, zatem
                                > wizyta u ortodonty byłaby nieosiągalna I MUSIAŁOBY TAK BYĆ. I koniec.

                                Plathess, będę złośliwa ale to twoje "najwyżej koło tysiączka" to ja zarabiałam
                                11 lat temu, wiec nie uogólniaj. Gdybym miała liczyć na eksa, to dziecko
                                chodziłoby z krzywym zgryzem do emerytury. Bo nawet gdy miał, to walczył jak
                                lew byle nie dać 50 zł więcej. Matki mają to do siebie, że zazwyczaj dzieci
                                stawiają na pierwszym miejscu, więc na konieczne wydatki typu ortodonta tez
                                wiele z nich wykopie choćby spod ziemi. W przeciwieństwie do wielu tatusiów,
                                którym się wydaje, że za ich alimenty to mamuski żyją w luksusach.

                                Odbiję piłeczkę - ile według ciebie kosztuje utrzymanie nastoletniego dziecka?
                                • akacjax Re: Rzecz nie w tym... 16.05.05, 20:34
                                  No właśnie-wydało się, że jak dochodzi do alimentów-to najlepiej ich nie brać i posyłać dziecka do ortodonty(teoria plathess'a)

                                  Moi znajomi mówią, że wydatki na dziecko w klasie maturalnej i okolicach pamietają jako rok szczególnie trudny. U mnie też tak jestsmile
                                  Oczywiście na upartego syn mógł nie iść na studniówkę, mogłam posyłać go na egzaminy w starym garniturze, mógł nie uczyć się dodatkowo za pieniądze...(mógłby, gdyby szkoła przejęła się bardziej nauczaniem niż wypełnianiem poleceń papierowo-samorządowo-jakiśtam), ale..było-prawie minęło-jutro ostatni egzamin maturalny.
                                  Tylko jak to dziecko wspominałoby swoją młodość?-otóż: tatuś rozbija się dobrym autem, szasta pieniedzmi, a dzieci jakby nie miał...bardzo to moralne dla przyszłych pokoleń, jak synowie patrzą, że można żyć na cudzy koszt...

                                  Doświadczenie mówi, że mnie nie stać na kupowanie tanich ubrań(a zbyt drogie to tylko płcenie za logo-nie ma gwarancji-wiecznośćsmile
                                  Czyli:2x na rok buty ok 250zł 2x na rok spodnie ok. 150 zł 2x na rok bluza ok 150zł ok. 4 koszulek na rok (ok50-60zł)co dwa lata kurtka przejściowa(300zł), co dwa zimowa(ok300zł) (Czasem dziadki na coś extra dadząsmile
                                  A do tego wiadomo reszta.
                                  Oczywiście do tego- sprawy mieszkaniowe( Ile to wody zużyjasmile ile kosmetyków trzeba- a i tak dzięki Bogu chłopaki-odpadaja kosmetyki kolorowesmile)
                                  +jedzenie+bilety+kieszonkowe+łatanie dziur+telefon+to co do szkoły+... a że mam dwóch takich nasto...
                                  A teraz myśle o wakacjach i mam obłęd w oczach.
                                  Więc nie wiem ile tych alimentów musiałoby być, by i dzieci były zaopatrzone i dla mnie na otarcie łez zostawałosmile

                                  A wydatków mnóstwo. Wiadomo, gdybym była sama mogłabym miec mniejsze mieszkanie, czynsz mniejszy itd. Kiedyś powiedziałam, że gdybym to ja takie alimenty płaciła, to zagraniczne wczasy mogłabym dwa razy w roku zaliczyć. (Albo jak ktoś woli inną alterantywę na ciuchy kasę rozpuścićsmile

                                  Praktycznie to ja dopiero od sierpnia ubiegłego roku mam taką sytuacje, nie chciałam by w pierwszej kolejnosci odbiło się to na dzieciach, do tej pory nie było nadmiernych luksusów, ale na coś tam było nas swobodnie stać.
                                  I wiem, że nie ja jedna w takiej sytuacji.

    • anybody1 Re: rozwód z orzekaniem o winie 16.05.05, 16:51
      chciałabym zwrócic uwagę na jeszcze jedną rzecz, o której tu, zdaje się nie
      było mowy.
      jeśli decydujemy się na rozwód bez orzekania o winie i za parę lat, nasz/a ex
      zostanie bez środków do życia, ciężko zachoruje itp., o ile nie jest w związku
      małżeńskim ma prawo do alimentów od nas. jeśli jest wdowcem/wdową, też ma
      prawo. i to działa dożywotnio.
      dowiedziałam się tego całkiem niedawno. niesty smile bo dla świętego spokoju sama
      zaproponowałam rozwód bez orzekania o winie smile
      • hela74 Re: rozwód z orzekaniem o winie 16.05.05, 19:22
        W przypadku rozowdu bez orzekania o winie to działa tylko przez 5 lat
Pełna wersja