a może my się znamy...:)?

23.06.05, 22:12
a może widzimy się codziennie jadąc metrem, autobusem, tramwajem, PKS-em do
pracy, z pracy, na niedzielny piknik, do przyjaciół, po dzieci do szkoły, do
sądu...?

nikt nie ma na czole napisane, ze jest w życiowych tarapatach, zawirowaniach,
że jest już po, przed lub w trakcie rozwodu...

a może tak blondynka w czarnej pandzie na światłach przed 7.30 to
forumowiczka...smile?


usmiechnijmy się i z nadzieją popatrzmy w przyszłość, czy to na bezludnej
wyspie, czy w kawalerce w bloku, czy w domu razem z ex.

ja chyba od jutra tak zacznę i może coś miłego mnie spotka...

takie przemyślenia dla poprawienia nastroju...
    • phokara Re: a może my się znamy...:)? 23.06.05, 22:29
      to bardzo prawdopodobne...

      aczkolwiek ja jednak mam chyba na czole wyryte te tarapaty... Ktos, kto mnie
      nie zna bedzie w tym widzial tylko wsciekla/smutna/zaryczana kobiete (nawet ta
      stojaca na swiatlach tylko nie w pandzie i nie o 7.30) aci co mnie znaja to
      nawet myslec nie chce...

      Z nadzieja popatrzmy w przyszlosc... hm, brzmi, jak piesn oazowa. Ile czasu
      minelo po 'tapnieciu' nim to saobie powiedzialas (jestem szczerze
      zainteresowana odpowiedzia)
      pozdrawiam
      • in77 Re: a może my się znamy...:)? 23.06.05, 22:35
        nie minęło zbyt dużo, ale jestem tak zdeterminowana, że nie straszna mi nawet
        pieśń oazowa smile. jestem na skraju jakiejś galopującej nerwicy, ale, cholera,
        nie daję się...niewiele czasu minęłó, a właściwie TO nadal trwa...ale, psia
        kostka, do przodu Phokara, niech moc będzie z Tobą. szczerze pozdrawiam.
        • samosia75 Re: a może my się znamy...:)? 23.06.05, 22:42
          A ja widzę wokół same szczęśliwe pary. i czuje zawsze wtedy krótki ścisk w
          żołądku.Ciekawe dlaczego...?
          • phokara Re: a może my się znamy...:)? 23.06.05, 23:10
            O rany, samosia, uswiadomilas mi pewien pozytyw mojej sytuacji. jestem tak
            podlamama, ze po prostu NIC NIE WIDZE. Wiec szczesliwych ajlawek tez. Dzieki
            Bogu.
          • vertigo5 Re: a może my się znamy...:)? 23.06.05, 23:22
            samosia75 napisała:

            > A ja widzę wokół same szczęśliwe pary. i czuje zawsze wtedy krótki ścisk w
            > żołądku.Ciekawe dlaczego...?

            Z tego wynika niezbicie Samosiu, że my akurat się nie mijamy - ja jakoś nie
            dostrzegam nadmiaru szczęśliwych par. Nie jest dobrze, statystyki są
            przytłaczające, forumowiczów raczej nam tu bedzie z czasem przybywać...
        • phokara Re: a może my się znamy...:)? 23.06.05, 23:08
          Rozumiem swietnie te klimaty, niestety... U mnie tez jeszcze tak swiezo (tez TO
          trwa nadal), ze stany paniki, galopujacych nerwic mam na porzadku dziennym.
          wiec nie dziwi mnie i ta piesn oazowa (na przemian z marszem zalobnym) i ta
          determinacja, zeby cos k...a zrobic pozytywnego dla siebie. Coz pozytywne
          myslenie - zawsze go mialam w nadmiarze i wszystkim sie udzielalo. A teraz?
          czyzby sie spakowalo razem z ex... Hmmm, na pewno do mnie wroci, bo ja jestem
          bardzo fajna. A on nie. Tak sobie wymyslilam i tego sie bede trzymac.

          Kobieta, jak to mowia wszystko wytrzyma.
          pozdrawiam tez szczerze
    • bezecnymen idąc ulicą 24.06.05, 06:41
      mam czasem takie myśli:
      widząc parę po 40tce trzymającą się za ręce -heh oboje po przejściach i się
      odnaleźlismile
      widząc parę ze sporą róznicą wieku -heh facet mam fart
      widząc singielke - heh a może to ONA?
      smile
      vertigo napisał, że nie jest dobrze, że rozwodów coraz więcej i że przybywa
      forumowiczów...z ta oceną się nie zgadzamtongue_out im NAS więcej tym dla NAS lepiej,
      rosna bowiem nasze szanse na sukces big_grin czyż nieprawda?
      • vertigo5 Re: idąc ulicą 24.06.05, 07:40
        Tu Cię mam bezecny !!!
        Ja pisząc, że to źle, że jest dużo rozwodów miałem na myśli los
        narodu/społeczeństwa/ludzkości (niepotrzebne skreślić).
        A Ty tylko o swoim - hmmmmm... - interesie myślisz i o mozliwości przebierania
        w singielkach big_grinDDD
        • akacjax znamy się? 24.06.05, 08:06
          U mnie w pracy tylko jedna zaufana osoba wie, na jakim jestem etapie. Pozostali
          myślą, że na urlop wybieram się z mężem albo sama, bo on nie dostał teraz
          urlopusad
          Tylko dobry obserwator dostrzeże, że jest coś nie tak. Nawet sąsiedzi nie
          wiedzą.
          Najłatwiej można to zauważyć w sytuacji: kupujemy chleb w tym samym sklepie,
          jesienią któregoś dnia sprzedawczyni mówi mi: ale mąż już brał
          chleb....powiedziałam krótko:dla siebie, a ona: chyba, że tak , wyszukam pani
          najświeższysmile

          I zapewne ja też nie wiem o sytuacji moich znajomych wszystkiego, póki co nie
          rozpoznaję w postach koleżanek z pracy, sąsiadów, znajomych...
          Na pary na ulicy patrzę bez myślenia typu: udało im się, czy- zobaczymy jak
          długosmile
          Doświadczenie mówi, że każdego dopadają problemy takie, czy inne, niektórych
          tak ciężkie, że rozwód to pestka przy tym.
          • vertigo5 Re: znamy się? 24.06.05, 08:34
            akacjax napisała:

            > Doświadczenie mówi, że każdego dopadają problemy takie, czy inne, niektórych
            > tak ciężkie, że rozwód to pestka przy tym.

            To prawda... przedwczoraj siedziałem w małym męskim gronie przy piwie. Nagle
            zadzwonił mój telefon, wyświetlił się jakiś nieznany mi numer. Wyszedłem na
            zewnątrz aby odebrać. A to dzwoniła Kasia, moja stara znajoma, z czasów
            studenckich, kiedyś tam coś nas łączyło. Nie widzieliśmy się od 6 lat chyba,
            czasem do mnie dochodziły jakies informacje na jej temat. Przed trzema
            miesiącami spotkałem jej bliską przyjaciółkę, to było akurat jakiś tydzień po
            mojej pierwszej rozmowie. Powiedziała mi, że Kasia lada dzień urodzi trzecie
            dziecko.
            No i przedwczoraj Kasia zadzwoniła; powiedziała mi, że jej dwumiesięczna
            córeczka jest w bardzo cięzkim stanie w szpitalu, ma poważną wadę serca i jej
            życie liczy się już tylko na godziny...

            To są dramaty dopiero...
          • phokara Re: znamy sie˛? 24.06.05, 10:43
            U mnie w pracy nie wie nikt... sasiedzi sie pewnie juz zorientowali (mala spolecznosc i glownie
            starsze panie, co wygladaja przez okno i wszystko wiedza)
            Coz, ja tez pewnie nie wiem o wielu kleskach ludzi z mojego otoczenia. Chyba ze to takie typy
            co sie dziela kazdym smuteczkiem i chca zeby pocieszac. Ale ja nie z tych... nie wiem, czy to
            dobrze, bo ciezko udawac w takim stanie ...
        • bezecnymen Re: idąc ulicą 24.06.05, 10:24
          mam się czuć odpowiedzialny za całą ludzkość..az taki silny nie jestem by
          dźwigac takie brzemię
          a koszula bliższa ciału
          no piżama nawet bliższa tongue_out
    • kasia9873 Re: a może my się znamy...:)? 24.06.05, 14:28
      Takich wypowiedzi jak Twoja powinno być na forum jak najwięcej. Tego nam
      właśnie trzeba - RADOŚCI !!!!!!!!!.
      Uśmiechajmy się więc, nie tylko myśląc o lepszej przyszłości, ale również, a
      może przede wszystkim do innych ludzi, gdziekolwiek jestesmy, do tych których
      znamy i tych, których widzimy po raz pierwszy. Dzięki temu coś od siebie damy
      drugiemu człowiekowi, a i w zamian też coś dostaniemy. Poczujemy się
      wewnętrznie lepiej.Taka terapia jest naprawdę skuteczna. Wypróbowałam ją już
      dawno.
      Pozdrawiam
      Kasia
    • e.mes Re: a może my się znamy...:)? 24.06.05, 17:42
      Och, jak trudno afirmować z raną w sercu...
    • beata407 Re: a może my się znamy...:)? 24.06.05, 19:19
      miałam dziś pierwszą rozprawę - pojednawczą, spotkałam na korytarzu sądu parę
      par i wiecie tylko jedna para rozmawiała ze sobą... i to nie byliśmy my.
      Niestety jak ktoś z Was napisał jest nas coraz więcej, coraz więcej dramatów,
      smutków, samotnych, ale i coraz więcej uśmiechniętych bo wyszli z koszmaru. Może
      i ja kiedyś będę umiała się uśmiechnąć, a na razie pozdrawiam i pozwolę sobie
      Was jeszcze po cichutku, nocą, gdy nikt nie widzi, poczytać, czasem się pośmiać,
      czasem współczuć; egoistycznie stwierdzam, że dobrze nie być samą w
      kłopotach...choć życzę Wam i sobie tylko słonecznych, dobrych, uśmiechniętych dni...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja