cholera nie daje rady

28.06.05, 00:39
... nie mam juz sily. Kurwa, nie moge. sorry za przeklenstwa, ale nie mogew
sie juz chamowac. wszedzie udaje, wiec wybaczcie, ze tutaj nie - po to
wlazlam na to forum, zeby nie musiec byc dzielna, mam takie doly, ze juz nie
wyrabiam, po prostu cos we mnie trzaska. Masakra. Jest bveznadziejnie, ile to
trwa??? Ile?!!! Nie mam juz sily, juz nie moge. wszystko mi sie rozpieprzylo
w drobny mak, w ogole nie wiem dlaczego.. To mnie dobija, dzien po dniu jest
coraz gorzej, a ja nie wiem dlaczego tak to sie stalo. Ponad rok juz zyje w
takiej schizie, ze to jest jak9is obled. Ja juz po prostu nie wyrabiam... nie
moge. Ile to trwa?!!!!
    • bezecnymen Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 00:47
      jeszcze raz proszę odstaw butelkę...to wcale nie skraca udręki tylko ją
      przedłuża... przeżyłem cos podobnego, no może łagodniejsze miałem objawy....
      to, że cie tak to długo trzyma ma tez pewnie przyczynę w fakcie, że sama w
      sobie tego nie wyjaśniłaś do końca...brak bilansu, albo niepełny, albo
      nieszczery, albo zdecydowanie zafałszowany...
      ach i proszę może wykrzycz wiązanki przez okno do przechodniów?
      • phokara Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 01:00
        Cholera, przysuiegam, nie mam (juz) butelki. Drecze sie to prawda, nie wiem,
        objawy pewnbie mam adekwatne do wrazliwosci. Brak bilansu? Masz racje, nie
        potrafie go zrobic. cala historie opisalem bez wybielania siebie, powaznie.
        Uwierz mi, Bezecny, byloby mi latwiej zlokalizowac wlasna wine, ale nie umiem,
        szukam jej na sile. Ale nie wiem, przysiegam, nie wiem gdzie ona jest, to
        jeszcze gorsze. Nie umiem sie pogodzic zfaktem, ze takie sprawy dzieja sie bez
        przyczyny, z kaprysu, bo komus sie zxnudzilo. Nie rozumiem tego. Wiem, ze jutro
        bede sie wstydzila tego postu, ale na ten moment mam to gdzies. Po prostu jest
        koszmarnie, jest obrzydliwie. Cholera, jak ja sie mam z tego pozbierac i jeszce
        komus zaufacc i dac szanse. Wiem jaki bedzie final, zamkne sie w sobie,
        nabiopre dystansu i bede wszystkich zabijac wlasnym sarkazmem i ironia. Mam
        talent do tych rzeczy, ale wcale tego nie chce, Wiesz jaki to dramat zasypiac w
        lozku, w ktorym nikt obok nie chrapie? No nie moge
        • bezecnymen Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 01:13
          wiem jak to jest spać samemu mam puste łózko od wielu lat...
          a może to jest jedyna przyczyna, to znudzenie? może twój związek nie miał
          trwalszych korzeni choć wyglądało inaczej?
          a do tego by zaufac komus nowego to hoh jeszcze czasu a czasu...chociaż
          niektórym zdarza się to dość szybko... może i tobie? big_grin
          • mayada Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 01:32
            a w moim lozku jest jeszcze ten ktos
            • phokara Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 01:51
              Tak, ja tez ostatnio nie sypiam, prawie wcale. To moze smiesznie zabrzmi, co
              teraz napisze - rozumiem Twoja sytuacje. Bylam kiedys w podobnej. Ten strach
              kiedys minie, wiesz? Pozostaje pytanie = co bedyie dalej? Nikt tego nie wie.
              Zgadzamy sie w jednym , ja tez mysle, ze nie ma nic na zawsze... zawsze
              wychodzilam z tego zalozenia. Coz, w zyciu jest zawsze cos za cos. Moze teraz
              place za poprzednie uczynki? Ot taka teoria - jedena z wielu.

              Psycholog w moim przypadku odpada, Jestem bardzo wyrazista osobowoscia i ... no
              po prostu na tyle to siebie znam, zeby wiedziec, ze to nie ten klimat zupelnie.

              ... sluchaj - cala akcje z Twojego pierwszego akapitu, przerabialam kiedys.
              Znam to uczucie z autopsji. Jest rownie niemozliwe do zniesienia, jak moj stan
              obecny. Wiec tez trzymam za Ciebie kciuki. Potrzebne to nam obu w rownym
              stopniu. gdybys chciala wiecej na ten temat - proponuje przerzucic sie na priva
              - poczte.
          • phokara Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 01:38
            no mi nie, ja nie z tego gatunku. I wierz mi, na te chwile, dzisiaj, bardzo
            tego zaluje, bardzo. Ale nie przeskocze samej siebie to awykonalne.
            coz znudzenie, no moze, pewnie masz racje, ale cholera, dla mnie to zadna
            przyczyna, czlowiek nie jest rzecza, nie mozna go ot tak wywalic do kosza, Moj
            zwiazek mial wedlug mnie bardzo mocne korzenie. Ok, juz sama widze problem:
            wedlug mnie... No tak, jestem niestety madra dziewczynka, dostrzegam problem
            jednostronnosci. I tak nie jest latwo sie z tym pogodzic, niestety.
            Przepraszam, za ten dol. Dopada Cie i nie ma sily na to. Ale to boli, jasna
            cholera. Ja nie jestem czlowiekiem, co nie przeszedl swego w zyciu, ale taka
            rozwalka... no, to jest naprawde cos.

            Cholera, nie jestem przekonana, ze to ma czemus sluzyc. Bo niby czemu?
            • mayada Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 01:45
              jezeli w ogole ma to czemus sluzyc, to zrozumieniu istoty przemijania. nie
              bardziej optymistyczniejszego nie przychodzi mi do lba.
              ja juz sie chyba przymkne...
              • phokara Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 01:56
                szczerze mowiac w dupie mam istote przemijania (choc jestem po filozofii). i
                nie musisz sie przymykac z tego powodu, bo w jakis sposob bliska mi jest Twoja
                historia (niestety)
                • bezecnymen Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 07:03
                  mam nadzieję, że dziś rano obu wam jest lepiejsmile
                  pozdrawiam
                  • scriptus Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 09:01
                    Dzień dobry wszystkim,
                    Szaleństwo przychodzi wieczorem.
                    Widzę, że te koszmarne depresje (doły) dopadają ludzi z problemami w związkach,
                    zwłaszcza w szeroko pojętej okolicy rozwodu. Dotyczy to mnie, jak i większości
                    tu pojawiających się.
                    Konkluzja: należy pozbyć się problemów, ale nie związków, bowiem ci, co się ich
                    pozbyli, dalej mają doły.
                    Zaobserwowałem, że jedną z popularnych metod pozbywania się problemów jest
                    picie. Niestety, jak każde lekarstwo, ma ograniczoną skuteczność i czas
                    działania.
                    Wczoraj wieczorem, zamiast pielęgnować doła i wysuszyć kilka puszek piwka,
                    zostawiłem moją żonkę, żeby sobie pomilczała do telewizorka, zamiast do mnie,
                    wsiadłem w autko i pojechałem sobie do rodziców. Rzadko do nich jeżdżę, czasu
                    brak. Spędziliśmy sobie bardzo miły wieczór, pogadaliśmy, zjedliśmy ciasto z
                    truskawkami, które Mama upiekła, to było normalnie, ale dla mnie było fajnie).
                    Kochają się ci moi staruszkowie, choć zdrowie już nie to, jak będę stary, to
                    sobie pewnie będę ciasto z truskawkami kupował w sklepie, a może nie będzie tak
                    źle, dzieci mi upieką... Wróciłem późnym wieczorkiem do domu, olałem wszystkie
                    zaległe domowe działania i poszedłem spać, zasnąłem bez problemów, rano
                    obudziłem się i patrzcie, dalej mam dobry nastrój... Wstałem skoro świt i bez
                    takich skrupułów jak wczoraj oddaliłem się do wykonywania pracy zarobkowej. Co
                    i Wam polecam, swoimi zakręconymi babami (facetami) się nie przejmować, robić
                    swoje, życie jest jedno...

                    Z poważaniem

                    Scriptus (podpis z zawijasem, rzecz jasna)
                    • gotyma Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 09:21
                      oj ludziska, ludziska...
                      wiem jak boli kazdy oddech i jak bardzo nie ma sie po co zyc, wiem dobrze.
                      bardzo dlugo bylam w tym stanie. ale to mija. choc wczesniej sie w to nie
                      wierzylo! mija zapewniam. i jaka przyjemnoisc jest z oddychania. i z poczucia
                      wolnosci!!!
                      a dodatkowo w ten weekend bylam na slubie mojej mamy... wygladala tak pieknie,
                      bo ja szczecie rozpieralo, az swiecila. a takie szczescie jest bardzo zarazliwe
                      big_grin jak wirus

                      zycze wam takiego wirusa z samego rana!
                      • scriptus Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 12:05
                        gotyma napisała:

                        > oj ludziska, ludziska...
                        > wiem jak boli kazdy oddech i jak bardzo nie ma sie po co zyc, wiem dobrze.
                        > bardzo dlugo bylam w tym stanie.

                        Boli, oj boli, ... Boli jakby trochę mniej, jeżeli powstrzymać się od
                        oddychania, polecam tę metodę każdemu kto potrafi ;DDDDD, zdaje się, że nie da
                        się zbyt długo, potem wraca. Oddech i ból.
    • e.mes Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 10:26
      Phokara, w jakim mieście żyjesz?
      • phokara Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 10:39
        W w-wie
        • e.mes Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 10:43
          phokara napisała:

          > W w-wie

          No patrz, gdybyś mieszkała bliżej Poznania, zaprosiłabym Cię na kapuczino.
          Sama wiem, jak to jest, kiedy ludzie mają Cię dość, bo ciągle mówisz o tym samym...
          sad
          • angii Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 13:16
            E.mes mieszkasz w Poznaniu?
            • e.mes Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 13:25
              angii napisała:

              > E.mes mieszkasz w Poznaniu?

              Tak, jestem z Poznania.
              • angii Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 13:54
                Tez jestem z Poznania smile)

                Pozdrawiam bardzo goraco :o)
                • e.mes Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 16:26
                  angii napisała:

                  > Tez jestem z Poznania smile)
                  >
                  > Pozdrawiam bardzo goraco :o)

                  Ooooo... dwzajemniam pozdrowienia. Choć dziś jestem trochę poirytowane przez te
                  korki na Śródce.
          • angii Re: cholera nie daje rady 28.06.05, 13:19
            E.mes, mieszkasz w Poznaniu?
    • gosiaas25 Re: phokaro 28.06.05, 15:00
      trwa to długo, czasami bardzo długo, czasami nieco krócej
      naukowo - ok. 2 lat
      wyj, krzycz, przeklinaj, rano czy wieczorem - bez różnicy
      czy cie ktoś akceptuje czy nie, to TY masz dojść do jakiejs własnej prawdy, do
      własnej, NOWEJ siebie
      jak kiedyś będziesz miała ochotę poprzeklinać, daj znać
      smile)
      • phokara Re: phokaro 28.06.05, 15:23
        dam znac. razniej troche pobluzgac w parze...
        2 lata. No to zajebiscie. Zostal tylko rok i 11 miesiecy...
        • scriptus Re: phokaro 28.06.05, 15:29
          kup sobie siedmiometrową taśmę - miarę budowlaną i odcinaj centymetry, łatwiej,
          kiedy widać, ile do końca big_grinDDDD
          • e.mes Pod panem? 28.06.05, 16:14
            scriptus napisał:

            > kup sobie siedmiometrową taśmę - miarę budowlaną i odcinaj centymetry, łatwiej,
            > kiedy widać, ile do końca big_grinDDDD

            Mnie by już szlag trafił od tego odcinania.
        • e.mes Re: phokaro 28.06.05, 16:15
          phokara napisała:

          > dam znac. razniej troche pobluzgac w parze...
          > 2 lata. No to zajebiscie. Zostal tylko rok i 11 miesiecy...

          Jakieś 700 dni. O Boże...
          • scriptus Re: phokaro 30.06.05, 04:56
            Znacznie mniej, niż do końca życia wink))
            • phokara Re: phokaro 30.06.05, 10:27
              Ha,ha
              tego to akurat nigdy nie wiadomo, scriptusie.
              • e.mes No, proszę... 30.06.05, 10:58
                phokara napisała:

                > Ha,ha
                > tego to akurat nigdy nie wiadomo, scriptusie.

                Z klawiatury mi to wyklepałaś, moja droga...
                • scriptus Re: No, proszę... 30.06.05, 11:04
                  Nie wiadomo, ale, wartosc oczekiwana w naszym wieku jest na pewno wyzsza ...
                  ta wartosc oczekiwana, to takie sobie pojecie z rachunku prawdopodobienstwa...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja