nie wiem czy dam sobie radę

22.08.05, 22:13
czsami to mi tak wraca, teraz np. przypomniało mi się, że mówił do mnie
małżowinko, nie ma dnia żebym o nim nie myślała, jak mnie tak nachodzi jak
teraz, to mam łzy w oczach, ja wiem, że to już znacie, że to już było, że to
trywialne bardzo jest, zaklęłabym szpetnie, ale boję się wrócić, chociaż
wiem, że czeka na mnie cały czas i mówi do mnie kochanie i przychodzi po mnie
do pracy chociaż Go poprosiłam żeby tego nie robił, a ja już mam nowego
faceta, chyba za szybko weszłam w nowy związek, od początku wiedziałam że za
szybko, czasami, to wszystko wiem i taka mądra jestem, a czasem to jak
ogłupiała od tych emocji sprzecznych i nie mogłam już wytrzymać w tym
małżeństwie i teraz jestem szczęśliwa, boszzzzzz jaki bełkot, a zmieszajcie
mnie z błotem, albo co zostawcie mój wątek i nic nie odpiszcie, bom same
głupoty popisała
    • tricolour Piszesz... 22.08.05, 22:42
      ... poprawną polszczyzną, dbasz o interpunkcję, polskie znaki.

      A tekst pokręcony jak diabli. Zdecyduj się na coś... albo porządek, albo bałagan.
      • undyna Re: Piszesz... 22.08.05, 23:26
        pisałam to w takiej chwili, w której chaos w mojej głowie osiągnął zenit,
        zresztą chyba taka jestem - ambiwalentna, uporządkowana i chaotyczna, zawzięta
        tumiwisistka i małomówna gaduła, pracowity leń, towarzyska samotniczka, a jak
        poprosiłam mojego faceta o wymienienie moich dwóch głównych cech, to po długim
        namyśle powiedział zmienna i stała, no i jak tu ze mną wytrzymać?
    • phokara Re: nie wiem czy dam sobie radę 22.08.05, 23:19
      Kobieto,
      skoro jak sama piszesz "teraz jestes szczesliwa", a "nie moglas wytrzymac w tym
      malzenstwie" to nie bardzo wiem, w czym problem.
      We wspomnieniach, w emocjach, jakie budzi Exio? Emocje laduj teraz w nowy
      zwiazek, zeby byl bardziej udany niz poprzedni (wspomnienia sobie i w tym
      zwiazku wypracujesz z czasem).
      A skoro Ex jest namolny i Cie rozwala psychicznie, to moze czas to jakos
      przeciac zdecydowanie, a nie sie zadreczac. Po co???
      • undyna Re: nie wiem czy dam sobie radę 22.08.05, 23:31
        no i widzisz, same mądre rzeczy piszeszsmile)))) w 100% się z Tobą zgadzam, chyba
        wczoraj za długo na słońcu siedziałamwink
        PS. inna sprawa, że tego mojego Exa kochałam na zabój i bardzo długo i jakoś
        ciągle mi to wraca, jak po kiełbasie z grillawink
        • phokara Re: nie wiem czy dam sobie radę 22.08.05, 23:34
          No widzisz... kochalas na zaboj, a nikt nie zginal. tak to juz w zyciu jest.

          a co do powrotu glodu, jak po kielbasie z grilla...
          hmmm... wiecej musztardy. pomaga.
          • undyna Re: nie wiem czy dam sobie radę 22.08.05, 23:37
            w tym porównaniu chodziło o odbijanie, czyli powrót smaku i zapachuwink
    • undyna przeczytałam to wszystko 22.08.05, 23:36
      co napisałam i wniosek: jak potłuczona, na innym forum, to by mi napisali: "a
      weź koło i j...j się w czoło"wink i mieliby rację, no to idę poszukać jakiegoś
      koła
      • phokara Re: przeczytałam to wszystko 22.08.05, 23:45
        moze sie zalapiesz na kolo ratunkowe
        • undyna :))) może n/t 22.08.05, 23:49

      • nangaparbat3 Re: przeczytałam to wszystko 23.08.05, 08:12
        undyna napisała:

        > co napisałam i wniosek: jak potłuczona, na innym forum, to by mi napisali: "a
        > weź koło i j...j się w czoło"wink i mieliby rację, no to idę poszukać jakiegoś
        > koła
        Undynko,
        daj spokoj, po co sie karać, jest jak jest, niełatwo, ale dokuczać sobie
        jeszcze nie ma powodu.
        Ja sama jeszcze za czasów mego małzenstwa zakochałam sie w kimś kochając meża,
        i to była naprawde wielka miłość, chociaż nigdy nawet tego nie
        wyartykułowalismy (dopóki trwało). Wydaje mi sie, ze nasze domaganie sie
        wyłączności jest raczej wyuczone, raczej jest sprawą kultury, a w
        rzeczywistosci bywa różnie, jak bylo kiedys ze mną, jak teraz z Tobą. Zresztą w
        Indiach są społecznosci poliandryczne.
        Tak sobie teraz o tym myslę - przecież to, ze zakochujemy sie w kimś nie musi
        oznaczać, że osobe dotąd kochana odrzucamy, przestajemy kochać, lubic,
        szanowac, ale taki jest stereotyp, ile to bolu i nieszczęścia przynosi.
        A to, co napisałaś zakładając ten wątek, mnie sie spodobało i wzruszyło bardzo,
        bo prawdziwe, mimo interpunkcji nieuładzone, wyszedł w tym kawałek zycia jaie
        jest, a nie jak nas rodzice uczyli, ze byc powinno.
        POzdrawiam Cie serdecznie.
        • phokara Re: przeczytałam to wszystko 23.08.05, 08:50
          >Zresztą w
          > Indiach są społecznosci poliandryczne.

          oooo, nie tylko w Indiach. Hmmm - tylko tam sa dla odmiany jeszcze rozne insze
          rzeczy obyczajowe (nieobyczajne). No nie wiem, wyjechac czy nie... Bo w tym
          klimacie kulturowym, to zbyt jestem chyba kulturalna. No.
          pozdrowionka
        • undyna Re: przeczytałam to wszystko 23.08.05, 09:10
          dzięki i ja pozdrawiamsmile
        • kocur.czarny Re: przeczytałam to wszystko 23.08.05, 11:47
          Dotknelas przypadkowo kolejnego trudnego tematu:
          "bo prawdziwe, mimo interpunkcji nieuładzone, wyszedł w tym kawałek zycia jaie
          jest, a nie jak nas rodzice uczyli, ze byc powinno."
          Z tym nie moge sobie dac rady: Co przekazywac dzieciom???? Jak przekazac im
          kawalek choc dobrego wzorca? Czy, jak napisalas, uczyc jak byc powinno?
          Przeciez to bez sensu, bo nastolatki sa na tyle madre, ze widza falsz takiej
          sytuacji. Nie uczyc jak byc powinno? Tez zle.
          • nangaparbat3 Re: przeczytałam to wszystko 23.08.05, 14:27
            kocur.czarny napisał:

            > Dotknelas przypadkowo kolejnego trudnego tematu:
            > "bo prawdziwe, mimo interpunkcji nieuładzone, wyszedł w tym kawałek zycia
            jaie
            > jest, a nie jak nas rodzice uczyli, ze byc powinno."
            Właśnie nie przypadkowo. Z biegiem lat coraz bardziej utwierdzam sie w
            przekonaniu, ze dojrzewanie polega na wyzbywaniu sie tej calej "wiedzy" o tym,
            jak powinno być. Bo ona nam przesłania to, co jest na zewnatrz nas, i to co
            jest w nas samych. Zamiast widzieć to, co jest, i na to reagować, porównujemy
            rzeczywistość z tym, co powinno być (?!), i nasze reakcje często są tak
            zupelnie nieadekwatne, raniące nas samych i naszych bliskich. To ma coś
            wspolnego z władzą nad bliskimi ludźmi. Zrozumiałam to wowczas, gdy dotarlo do
            mnie, ze pewne pretensje, jakie mam do męża, nie wynikaja z moich rzeczywistych
            potrzeb czy z jego złej woli, ale stąd, ze moja babcia i mama miały takie a nie
            inne wymagania wobec swoich meżów i dzieci. Że ja je powielam, bez
            rzeczywistego powodu, bez prawdziwej potrzeby, a z żałosnym skutkiem.

            > Z tym nie moge sobie dac rady: Co przekazywac dzieciom???? Jak przekazac im
            > kawalek choc dobrego wzorca? Czy, jak napisalas, uczyc jak byc powinno?
            > Przeciez to bez sensu, bo nastolatki sa na tyle madre, ze widza falsz takiej
            > sytuacji. Nie uczyc jak byc powinno? Tez zle.
            Żebym ja taka madra była! Ale na pewno nie ma sensu uczyć czegoś, czego sami
            nie potrafimy. Wtedy opopwiedzieć: tak jest dobrze, tak byc pwinno, ale ja sie
            dotąd nie nauczylem, będę sie uczyć razem z tobą. Ja tak robie z utrzymywaniem
            porządku i naduzywaniem komputera.
            Ja zresztą jestem przeciwniczka udzielania dzieciom nauk moralnych, takich
            ogólnych, córki nie pouczam, raczej z nia rozmawiam, nawet nierzadko sie radzę,
            na przykład jak nie rozumiem postepowania moich siostrzeńców, akurat jej
            wychowanie "moralne" to coś, co chyba najlepiej mi sie w zyciu udalo, choć nie
            wiem, jaki był w tym moj udział.
            Moja mama, jak juz pisałam naprawdę wyjatkowa osoba, udzielił mi tylko jednej
            jedynej nauki w całym zyciu, pamietam jak powiedziała: nigdy nie wolno
            upokarzać drugiego człowieka.
            Moze dlatego, ze to była jedna jedyna nauka, wywarła na mnie wielki wpływ.
            A tak w ogole jestem głęboko przekonana, ze nasze dzieci traktują innych ludzi
            dokładnie tak samo, jak są przez nas traktowane. To po co gadać?
    • mindsailor Re: nie wiem czy dam sobie radę 23.08.05, 10:27
      mogłabym się pod tym podpisać rękoma i nogami. i też nie wiem, jak sobie z tym
      poradzićsad(( najprościej o tym nie myśleć, ale czy to dobra metoda?
      Undyno, Ty zostawiłaś męża dla kogoś nowego?
      • undyna Re: nie wiem czy dam sobie radę 23.08.05, 10:56
        łoj chciałabym o tym napisać dlaczego tak zrobiłam, ale mi ciężko i wstyd
        ale raz kozie śmierć: zostawiłam męża po 8 miesięcznym celibacie (a właściwie
        dłuższym) i niemożliwości dogadania się w tym temacie, już sama nie wiem czy
        dobrze zrobiłam, ale mało co nie zwariowałam, a moja kobiecość była jak zbity
        piessad, pewnie dlatego też tak szybko weszłam w nowy związek zafascynowana
        mężczyzną dla którego byłam kobietą a nie super extra kumpelą na rower i w góry
        i jeszcze do gotowania i pogadania o prawie wszystkimwink
        • kasia9873 Re: Nie rozumiem. 23.08.05, 11:19
          Kurcze, chyba nie rozumiem.
          Zostawiłaś męża dla seksu z innym?
          Rozumiem, ze seksu z mężem nie miałaś? Był za bardzo wymagający, czy nie chciał
          się z Tobą kochać?
          Przeszkadzało Ci, że z mężem mogłaś o wszystkim pogadać?
          Nie, ja chyba źle zrozumiałam Twoją wypowiedź?

          • undyna Re: Nie rozumiem. 23.08.05, 11:25
            kasia9873 napisała:

            > Kurcze, chyba nie rozumiem.
            > Zostawiłaś męża dla seksu z innym?
            > Rozumiem, ze seksu z mężem nie miałaś? Był za bardzo wymagający, czy nie
            chciał
            >
            > się z Tobą kochać?
            > Przeszkadzało Ci, że z mężem mogłaś o wszystkim pogadać?
            > Nie, ja chyba źle zrozumiałam Twoją wypowiedź?

            Może źle zrozumiałaś, a może i nie, a jednak za dużo tłumaczenia
            • kasia9873 Re: Nie rozumiem. 23.08.05, 11:46
              Wydaje mi się, że bardzo subiektywnie przedstawiłaś swój problem.
              Nie napisałaś wszystkiego, przedstawiłaś tylko pewne elementy swojej historii.
              Szukasz akceptacji dla podjętej przez siebie decyzji, a nie znając prawdy
              trudno jest komuś radzić.
              • undyna Re: Nie rozumiem. 23.08.05, 11:55
                Kasiu, ja nie szukam ani rady ani też akceptacji, przecież takie decyzje należą
                wyłącznie do mnie i to ja nikt inny muszę się z tym uporać, akceptacji też nie
                szukam, chyba że u siebie samej, miałam chwilę, potrzebowałam się wygadać,
                teraz cieszę się, że mogę się wymienić poglądami na ten temat, czy raczej
                spojrzeć na to Waszymi "różnokolorowymi oczami"smile)
                A więcej napisać nie mogę, nie mam ochoty rozdrapywać tak głęboko ran, pewnie
                że było więcej, była też ostatnia kropla w morzu; pzdrawiamsmile
          • nangaparbat3 Re: Nie rozumiem. 23.08.05, 14:35
            Kasiu, czemu sie wściekasz? Undyna chyba jasno napisała.
            Ja sama przeszłam kiedys przez etap mieszkania z meżczyzną, który nagle traci
            chęć do seksu. Nie dziwi mnie, że seks moze sie okazać wazniejszy od rozmów.
            Nie dziwi mnie też, ze rozmowy mogą okazać się ważniejsze od seksu. Raz tak,
            raz inaczej. Nie ma o co kruszyc kopii.
            • kasia9873 Re: Nie rozumiem. 23.08.05, 14:46
              Ja natomiast byłam kiedyś w związku, w którym seks był jego esencją. My prawie
              wogóle nie rozmawialiśmy, każde spotkanie rozpoczynało się i kończyło seksem.
              Nie powiem było bosko, ale seks to nie wszystko. Po 3 miesiącach stwierdziałam,
              że trzeba to przerwać. Bo to do niczego nie prowadzi.
              • nangaparbat3 Re: Nie rozumiem. 23.08.05, 15:53
                Mimo wszystko odrobinke Ci zazdroszczę smile
              • undyna Re: Nie rozumiem. 24.08.05, 10:01
                i to rozumiem, ale wizja przymusowego celibatu do końca życia, chociaż wcale
                nie chciało się być zakonnicą jest przerażająca, nie potrafiłabym też
                potajemnie i nieangażując się chodzić sobie z kimś bzzbzzz, a wieczorem
                przytulać się do męża, być z nim "szczera" nic mu nie mówiąc, chociaż miałam
                taki okres, że sobie myślałam: "byle do 50-tki, a potem już z górki" - ale co
                to za życie, którego mottem jest "byle do 50-tki"?
                • kasia9873 Re: Nie rozumiem. 24.08.05, 10:12
                  Undyno! Ja też już rozumiem.
                  Rzeczywiście tkwienie w takim białym małżeństwie po pewnym czasie staje się nie
                  do zniesienia. Niby jest się z kimś kogo się kocha, ale brak kontaktu
                  fizycznego, takiej prawdziwej bliskości po pewnym czasie zaczyna bardzo uwierać.
                  Ale wiesz, wydaje mi się, że problemy męża mogą mieć podłoże psychiczne.
                  Może warto byłoby mu zasugerować udanie się do specjalisty.
                  Nawet jesli Ty z nim nie będziesz, to zrobisz przysługę kolejnej jego
                  partnerce.
                  • undyna Re: Nie rozumiem. 24.08.05, 10:24
                    sugerowałamsmile On nie chce się z nikim wiązać i nie chce się leczyć, podobno
                    teraz tworzy się w Ameryce nowa orientacja seksualna, która twierdzi, że nie
                    chce współżyć z żadną z płci, może to coś z tych klimatów, a może po prostu
                    atmosfera domu rodzinnego, nie zmusisz nikogo do leczeniasmile
        • mindsailor Re: nie wiem czy dam sobie radę 23.08.05, 11:33
          a długo jesteście razem (osobno z mężem)?
          • undyna Re: nie wiem czy dam sobie radę 23.08.05, 11:39
            od lutego roku bieżącego
            • akacjax Re: nie wiem czy dam sobie radę 23.08.05, 11:50
              A czy mąż wie, dlaczego przegrał? I co on na to?
              Bo wydaje mi się, że kochasz męża i jeżeli nie było przemocy istnieje maleńka
              szansa na powrót i zmiany na lepsze.
              A ten związek, w którym jesteś wydaje się być pustawy....czy dobrze czuję?
              • phokara Re: nie wiem czy dam sobie rade˛ 23.08.05, 11:56
                No dobra.... ale jak sie ma do tego aktualny pan? Co to znaczy, ze mozna sobie wrocic i co?
                Pytam - bo sama mam taka sytuacje (tzn. odwrotna). Exio chce z powrotem, a ja juz nie.
                Nie bawmy sie ludzmi... kochankami tez.
                • undyna Re: nie wiem czy dam sobie rade˛ 23.08.05, 15:21
                  phokara napisała:

                  No dobra.... ale jak sie ma do tego aktualny pan? Co to znaczy, ze mozna sobie
                  wrocic i co? Pytam - bo sama mam taka sytuacje (tzn. odwrotna). Exio chce z
                  powrotem, a ja juz nie. Nie bawmy sie ludzmi... kochankami tez.

                  Aktualny pan ma się do tego bardzo, ale to bardzo i jak sobie pomyślę, że
                  mogłabym być kolejną zdzirą, która mu zrobi ałła, to sama bym sobie dała po
                  ryju, ale nigdy bym nie chciała, żeby ktoś był ze mną z litości ani On ani Ty
                  pewnie też, dlatego też staram się skoro już się związałam z Nim, a wtedy było
                  to nieuniknione, być wobec Niego na maxa fair, powiedziałam Mu, że niczego nie
                  obiecam Mu na tą chwilę, że jestem pomieszanie z poplątaniem, ale Jemu jest
                  wszystko jedno, On już był od dawna zakochany we mnie jeszcze jak byłam
                  prawdziwą mężatką, jest nieprzeciętnym uparciuchem
                  Jakby na to nie patrzeć, konsekwentnie powoli rozstaję się z Exem,
                  podzieliliśmy dobytek, jesteśmy wobec siebie na czysto, no ale przypomina się
                  oj przypomina i nie mija nic a nic, a wyrzuty sumienia jak wrzody wobec każdego
                  z nich, chociaż wydaje mi się, że chyba nie powinnam mieć wyrzutów sumienia
                  wobec Exa, sam zresztą twierdzi, że za późno się ocknąłsmile
                  • phokara Re: nie wiem czy dam sobie rade˛ 23.08.05, 15:33
                    > z nich, chociaz˙ wydaje mi sie˛, z˙e chyba nie powinnam miec´ wyrzutów sumienia
                    > wobec Exa, sam zreszta˛ twierdzi, z˙e za póz´no sie˛ ockna˛?smile

                    Hahaha.
                    Moj tez sie ocknal za pozno. No popatrz, a zawsze myslalam, ze to taki bystry chlopak jest...
                    • undyna Re: nie wiem czy dam sobie rade˛ 24.08.05, 10:05
                      mój też bardzo bystrysmile), ale kiedyś w złości powiedziałam do niego: "Ty
                      emocjonalny idioto" jak znowu mnie bezsensu upokorzył, chyba trafiłam wtedy w
                      najczulsze miejsce: skojarzenie z jego matką, qrde Phoka, szkoda mi gosad
              • undyna Re: nie wiem czy dam sobie radę 23.08.05, 12:02
                Mąż wszystko wie, wie od początku samego i po kolei, znał zagrożenie, wiedział
                zanim odeszłam, że już wymiękam, zawsze był dla mnie przyjacielem po pierwsze
                Stoi mi ktoś nad głową, koleżanka, chyba jutro siądę do tego wątku, a może
                dzisiaj, przepraszamsmile
                • undyna Re: nie wiem czy dam sobie radę 23.08.05, 15:03
                  tak mąż wie wszystko po kolei, baaaa nawet broni mnie przed mniej w sytuacji
                  zoorientowanymi znajomymi, ma poczucie winy, nawet wstydzi się powodu naszego
                  rozstania, dlatego mamy sztamę i nikomu nie mówimy o co poszło, a nowy związek
                  jest naprawdę dobry jeśli chodzi o emocje, zdarzenia, to co razem nas spotyka,
                  to czego razem chcemy, tylko, że nie mogę zapomnieć tego co było, bo ja chyba
                  jestem z tych na śmierć i życie, z pierwszej miłości odkochiwałam się trzy
                  lata...
            • mindsailor Re: nie wiem czy dam sobie radę 23.08.05, 11:53
              jesteś juz po rozwodzie?
              czy Twój mąż wie, dlaczego między Wami się popsuło?
              • undyna Re: nie wiem czy dam sobie radę 23.08.05, 15:27
                wszystko wie od początku samego, jak to powiedział mój psiapsiół jestem zbyt
                prostolinijna na potajemne zdradzanie, baaa nawet wiedział zanim to się stało,
                chyba ze dwa lata go ostrzegałam, że w końcu nie wytrzymam i go zdradzę, a on
                mówił: "wiem, zdaję sobie z tego sprawę, ale seks jest taki nudny", szkoda, że
                nie dla mniesmile
                • phokara Re: nie wiem czy dam sobie rade˛ 23.08.05, 15:36
                  > chyba ze dwa lata go ostrzega?am, z˙e w kon´cu nie wytrzymam i go zdradze˛, a on
                  > mówi?: "wiem, zdaje˛ sobie z tego sprawe˛, ale seks jest taki nudny",

                  Wiesz co, kobieto? Napisze Ci cos optymistycznego. Nie zaluj juz tak tego swojego Exia -
                  moze on byl i fajny, ale nuuuuuuuuuuudny, jak cholera.

                  A od nudziarzy strzez nas Panie i uchowaj. Amen.
                  • undyna Re: nie wiem czy dam sobie rade˛ 24.08.05, 10:08
                    nie wcale nie był nudny, on tylko potrzebował mocnych wrażeń, dla niego
                    nienudne było np. zjechanie górską ścieżką rowerem 70km/h, co nie ukrywam
                    faktycznie jest podniecające, świetny materiał na kumplasmile
                • kasia9873 Re: nie wiem czy dam sobie radę 23.08.05, 15:45
                  Może zamiast go molestować i zadręczać wyrzutami sumienia należało pójść z nim
                  do lekarza? Zresztą, chyba sam powinein zdecydować się na leczenie.
                  • undyna Re: nie wiem czy dam sobie radę 24.08.05, 10:09
                    "nigdy w życiu" mawiałwink mówiłam, że z każdej strony próbowałamsmile
    • tricolour Ja na razie... 23.08.05, 18:20
      ... nie wypowiadam się w "kwestii Undyny".

      Jakieś to wszystko dziwne i zastanawiam się, czy prawdziwe...
      Dziwność bierze się z braku spójności.
      • nangaparbat3 Re: Ja na razie... 23.08.05, 21:41
        tricolour napisał:

        > ... nie wypowiadam się w "kwestii Undyny".
        >
        > Jakieś to wszystko dziwne i zastanawiam się, czy prawdziwe...
        > Dziwność bierze się z braku spójności.

        Rzeczywistość nie jest spójna. Nasze uczucia nie są spojne. To tylko nasz umysł
        domaga sie spojnosci, tworząc liczne racjonalizacje.
        • akacjax Undyna 23.08.05, 23:01
          Odpowiedz na moje pytania z postu powyżej(pozostałe).
          • undyna Re: Undyna 24.08.05, 10:13
            akacjax napisała:

            > Odpowiedz na moje pytania z postu powyżej(pozostałe).
            A czy mąż wie, dlaczego przegrał? I co on na to?
            Bo wydaje mi się, że kochasz męża i jeżeli nie było przemocy istnieje maleńka
            szansa na powrót i zmiany na lepsze.
            A ten związek, w którym jesteś wydaje się być pustawy....czy dobrze czuję?

            Z tego? wydaje mi się, że odpowiedziałamsmile
            • undyna Akacjax:) 24.08.05, 10:19
              Oto skopiowane moje dwie odpowiedzi na Twoje pytaniasmile
              chyba się zagubiły wśród reszty odpowiedzismile
              Mąż wszystko wie, wie od początku samego i po kolei, znał zagrożenie, wiedział
              zanim odeszłam, że już wymiękam, zawsze był dla mnie przyjacielem po pierwsze
              Stoi mi ktoś nad głową, koleżanka, chyba jutro siądę do tego wątku, a może
              dzisiaj, przepraszam


              tak mąż wie wszystko po kolei, baaaa nawet broni mnie przed mniej w sytuacji
              zoorientowanymi znajomymi, ma poczucie winy, nawet wstydzi się powodu naszego
              rozstania, dlatego mamy sztamę i nikomu nie mówimy o co poszło, a nowy związek
              jest naprawdę dobry jeśli chodzi o emocje, zdarzenia, to co razem nas spotyka,
              to czego razem chcemy, tylko, że nie mogę zapomnieć tego co było, bo ja chyba
              jestem z tych na śmierć i życie, z pierwszej miłości odkochiwałam się trzy
              lata...
              • akacjax Re: Ale! 24.08.05, 10:38
                Wie dlaczego, a napisz, czy on nie chce, czy nie może walczyć z przyczyną?

                I pytanie drugie o Twój aktualny związek-czy tam nie wieje pustką?

                I pyt. dodatkowe, czy czasem nie chcesz poświęcić siebie by facetowi, z którym
                jesteś nie było przykro, że odchodzisz?
                • undyna Re: Ale! 24.08.05, 11:47
                  akacjax napisała:

                  > Wie dlaczego, a napisz, czy on nie chce, czy nie może walczyć z przyczyną?
                  nie chciał, ostatnio nawet o tym rozmawialiśmy, chociaż nie w kontekście ew.
                  naszego związku tylko tak w ogóle, to mówi, że "nie ma mowy".
                  > I pytanie drugie o Twój aktualny związek-czy tam nie wieje pustką?
                  nie, jest satysfakcjonujący i pełny, jedyny poważny problem jest taki, że
                  obecny mężczyzna jest bardzo zaborczy i trochę mnie ogranicza, ale rozmawiamy i
                  pracujemy nad tym, mam nadzieję, że jakoś damy radę
                  > I pyt. dodatkowe, czy czasem nie chcesz poświęcić siebie by facetowi, z
                  którym
                  > jesteś nie było przykro, że odchodzisz?
                  Nie jestem raczej typem męczennicy, współczuje mojemu Exowi, martwię się o
                  Niego, to prawda, tęsknię za Nim, ale nie zamierzam się poświęcać, ja po prostu
                  jeszcze sobie nie poukładałam tego co się stało, nie wiem czy dobrze zrobiłam,
                  może powinnam była jeszcze próbować
                  • akacjax Re: Ale! 24.08.05, 11:59
                    Nie poświęcaj się więc dla obecnego też!
                    Poza tym jesteś dowodem na to, że nie można mieć za bardzo dobrych układów z
                    ex, bo można sie zgubić..., a może się mylę, przecież moje mylenie się wylazło
                    na wierzch smile
                    • undyna Nie, nie mylisz się:)n/t 25.08.05, 08:54

        • tricolour Tak to można... 23.08.05, 23:26
          ... wykazać prawie wszystko lub prawie wszystkiemu zaprzeczyć.

          Rzeczywistość kreujemy sami, a rzeczy, które sie zdarzaja nie sa przypadkowe
          tylko są konsekwencją naszych wyborów.
          Uczucia opisują nasze dopasowanie do zastanych sytuacji i są jak najbardziej realne.

          Racjonalizacja jest złudzeniem, bo kłamie.
          • nangaparbat3 Re: Tak to można... 24.08.05, 22:51
            tricolour napisał:

            > ... wykazać prawie wszystko lub prawie wszystkiemu zaprzeczyć.
            >
            > Rzeczywistość kreujemy sami, a rzeczy, które sie zdarzaja nie sa przypadkowe
            > tylko są konsekwencją naszych wyborów.
            > Uczucia opisują nasze dopasowanie do zastanych sytuacji i są jak najbardziej
            realne.
            >
            > Racjonalizacja jest złudzeniem, bo kłamie.

            Ze wszystkim sie zgadzam, dodałabym tylko, że nasze wybory często nie sa
            konsekwentne. Moze z reguły. Ale je racjonalizujemy, zeby sie konsekwentne
            wydawały. A racjonalizacja jest zludzeniem, kłamie, jak najbardziej...
            • tricolour Taaaak... 24.08.05, 23:12
              ... gdyby wybory były konsekwentne...

              ... to nie byłoby takiego fajnego forum smile)

              Pozdrawiam.
              smile)
          • undyna Re: Tak to można... 25.08.05, 09:49
            tricolour napisał:

            > ... wykazać prawie wszystko lub prawie wszystkiemu zaprzeczyć.
            >
            > Rzeczywistość kreujemy sami, a rzeczy, które sie zdarzaja nie sa przypadkowe
            > tylko są konsekwencją naszych wyborów.
            > Uczucia opisują nasze dopasowanie do zastanych sytuacji i są jak najbardziej
            re
            > alne.
            >
            > Racjonalizacja jest złudzeniem, bo kłamie.
            Racjonalizacja, to jeden z mechanizmów obronnych, a te z założenia kłamiąsmile
            Stopień dopasowania zmienia się w zależności od sytuacji tak zewnętrznej jak i
            wewnętrznej, a nawet być może kosmicznej i vice versa, wszystko to jest
            powiązane bardzo bardzosmile))
            A ja niestety nie mogę tego ogarnąć, wg. jednego mądrego znawcy głębin ludzkiej
            psychiki, kobiety, które używają w swoim stroju wielu barw bardzo emocjonalnie
            podchodzą do rzeczywistości, jestem na to żywym przykładem, to tylko taka
            dygresja, nic ponadtosmile
            • nangaparbat3 Re: Tak to można... 25.08.05, 15:33
              Słuchaj, a może masz grpe krwi AB? Tacy podobno też są niespójni - ja na ten
              przykład smile)
              • undyna Re: Tak to można... 26.08.05, 09:36
                A+ jestem, ale możliwe bardzo, że mam genetycznie uwarunkowane popapranie, dwa
                samobójstwa w rodzinie, jeden ciężki przypadek alkoholizmu i psychopatii w
                jednym, schizofrenia, całe szczęście, że rodziców mam w miarę normalnychwink
                • nangaparbat3 Re: Tak to można... 26.08.05, 15:10
                  W mojej: samobojstwo, alkoholizm, schizofrenia, galeria dziwakow i neurotyków.
                  I trauma wojenna ciagnąca sie przez pokolenia. Czasem myslę, że to cud boski,
                  ze mnie i mojemu rodzeństwu udało sie rozmnozyć.
                  Z drugiej strony to KAZDA rodzinka ma trupa w szafie, i to niejednego. Pól
                  biedy, jak sie o tym wie smile Najgorsze jest tabu.
                  • undyna Re: Tak to można... 29.08.05, 12:49
                    Też prawdasmile, ostatnio, wczoraj właściwie przeczytałam swoją charakterystykę z
                    testu psychologicznego, między innymi była tam ciekawa rzecz: czuję się zawsze
                    odpowiedzialna za osobę, którą oswoiłam, a może to to właśnie mój problem, nie
                    wiem czy jest to ważne aż tak bardzosmile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja