phokara
27.09.05, 16:57
Opowiem Wam historie. Nie wiem, jak sie skonczy, choc zakladam, ze zle. Bardzo mi
przykro, bo strasznie chcialam jakis wesoly watek napoczac, ale coz, moze innym razem.
Story jest prawdziwa, jak najbardziej.
Pewien sobie pan, ktorego bardzo dobrze znam (a zycze mu jeszcze lepiej) - jako
dwudziestoletni leszcz zakochal sie w pewnej pannicy wiekowo zblizonej. Dziewcze bylo
calkiem przyjemne - pan oszalal kompletnie, fiksacja maksymalna, sto gromow na leb,
ajlawka wielkiego razenia. Nie wnikajac w szczegoly, panna jakos tak nie do konca czula
podobny napor i zakochala sie w calkiem innym panu i wyjechala z nim do dalekiego,
bogatego kraju. Facet popadl w totalny dol... A jak sie z niego wygrzebal, to nastapila
reanimacja w postaci zastepu coraz to nowych lasek-pocieszycielek, na noc, na tydzien, na
miesiac. Pol roku - to byl wynik rekordowy. Niewazne - ewidentnie renderingowa postawa,
moze malo szlachetna, ale nie w tym rzecz. Pan caly czas wzdychal i tak do swojej
ukochanej X, jak nie na glos, to w duchu, choc zaprzeczal temu dramatycznie. ZBYT
dramatycznie. I caly czas jakis tam wiekszy lub mniejszy kontakt miedzy nimi (na odleglosc)
byl - list czy mail raz na pol roku. Jego wyidealizowana ukochana juz byla mezatka i
dzieciatka.
Facet sie tak wozil 12 lat. Trzy miesiace temu sie ozenil. Dosc nieoczekiwanie dla nas
wszystkich, po 8 miesiecznej znajomosci z pewna panna przypadkowo poznana. No ale ok.
Dorosly gosc, wie (?) co robi, choc syndromu krwiozerczej ajlawki nie zauwazylam, co
wydawalo mi sie dosc podejrzane. No ale po wielu klotniach odpuscilam temat, bo w koncu to
nie moja zona, wiec to nie ja wiem, czy ja kocham czy nie. Zreszta mila kobieta bardzo, i
zakochana (ona) akurat tez.
Po slubie nastapila klasyczna podroz, potem powrot i wszystko bylo milo. A wczoraj pan
zadzwonil do mnie w nocy i grobowym (acz zmartwychwstalym) glosem oznajmil, ze oto
panna sprzed lat powrocila, juz w wersji rozwodki i byl ja odebral z lotniska i w ogole... to co
on ma robic.
Pytanie czysto retoryczne, bowiem ton glosu nie pozostawial zadnych watpliwosci, co zrobi.
Czy ktos wie, jak uswiadomic takiemu panu, ze obraz owej kobiety, ktory sobie wykreowal we
lbie przez te lata, ma niewiele wspolnego z rzeczywistoscia? Jakies podpowiedzi? Czy
powiekszymy sobie grono forumowe i bedziemy sie zajmowac reanimacja na biezaco?